Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2014. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 czerwca 2022

Czy 1 stycznia 2024 roku polskie kopalnie całkowicie staną?

Dobrze, że nieraz komentatorzy moich tekstów zwracają mi uwagę na rzeczy istotne, które przecież mogą mi gdzieś umknąć w nawale tego szumu informacyjnego, z którym dziś mamy do czynienia. 

Także pragnę podziękować komentatorowi " Darek65" na naszychblogach.pl, który wskazał mi w komentarzu do wczorajszego mojego tekstu na wypowiedź Pana Piotra Woźniaka, który w latach 2016–2020 był prezesem zarządu Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) a wcześniej w latach 2005-2007 był ministrem gospodarki: 


Oto skrótowy zapis fonetyczny sedna jego wypowiedzi: 

"Wydobycie węgla będzie poważnie ograniczane. Chciałbym przejść teraz do rozporządzenia unijnego, które wisi od grudnia ubiegłego roku, rozporządzenia Rady Europejskiej i Parlamentu Europejskiego, które mówi o tym, że od 1 stycznia 2024 roku, czyli za 1,5 roku wszystkie stacje odmetanowania  muszą być zamknięte. Mamy trzy zagłębia węglowe w Polsce: dolnośląskie, górnośląskie i lubelskie. Lubelskie jest bezmetanowe i zostanie nietknięte, z tym, że produkuje najmniej - około 10 milionów ton. Dolnośląskie, które jest zczerpane a kiedyś nazywane było zagłębiem wałbrzyskim ma tylko już kilka kopalni, ale one się nie liczą. Natomiast Górnośląskie Zagłębie Węglowe, które jest głównym źródłem węgla krajowego posiada 144 złóż skupionych w kilku kopalniach. Każda z tych kopalń ma trzeci lub czwarty stopień zagrożenia metanowego i musi być stale (wciąż) odmetanowywana. Jeśli zostaną zamknięte stacje odmetanowywania to wtedy żaden kierownik ruchu, żaden szef kopalni nie pośle ludzi na dół, dlatego, że jest to bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia człowieka i jest w polskim prawie karane ciężkim więzieniem, jeśli nie gorzej. I nikt się na to nie zdecyduje. Czyli moment zamknięcia stacji odmetanowywania oznacza, że Górnośląskie Zagłębie Węglowe staje (...). Trzeba na to zareagować!"

Jako, że bardzo szanuję wiedzę Pana P. Woźniaka obejmującą polski i światowy rynek surowców energetycznych, poszukałem całej jego wypowiedzi, której fragment znalazł się na Twitterze (17,00 - 18,50 minuta):


Polecam wysłuchać całości wypowiedzi Pana P. Woźniaka. Naprawdę warto, chociaż już sam cytowany przeze mnie fragment dotyczący wydobycia węgla kamiennego w Polsce jest porażający! 

Może się bowiem okazać, że faktycznie od 1 stycznia 2024 roku polskie wydobycie tego surowca zredukowane zostanie niemal do zera! 

I proszę zobaczyć w jak perfidny sposób elity unijne chcą nam zamknąć nasze kopalnie. Nie zakazują wprost wydobycia, ale robią to pośrednio wymuszając na nas zamknięcie stacji odmetanowywania a bez tych stacji niemożliwym będzie wydobywanie węgla w Górnośląskim Zagłębiu Węglowym, gdzie wydobywane jest około 75-80% całości wydobycia tego surowca w Polsce! 

Pan P. Woźniak wskazuje, że to rozporządzenie unijne dotyczące zamknięcia stacji odmetanowywania datowane jest na drugą połowę grudnia 2021 i że prawdopodobnie będzie bardzo trudno je zmienić, bo czas na negocjacje unijne w tym obszarze już się skończył. 

Więc ja pytam! 

Dlaczego Polacy muszą się dowiadywać o tym z ust fachowca a nie od rządzących polityków? Co Polska zrobiła (albo robi), aby to rozporządzenie nie zostało wprowadzone w życie? Czy naprawdę już tak mocno poddaliśmy się Unii Europejskiej, że przyjmujemy bez dyskusji i postawienia weta wszystkie bzdurne przepisy płynące z Brukseli? Czy w ogóle ktoś jeszcze w Polsce panuje nad zalewem tych niekorzystnych dla nas unijnych rozwiązań prawnych?  Czy polski rząd korzysta z doradców - fachowców takich np. jak P. Woźniak? 

Ostatnio wielokrotnie już krytykowałem polskie KPO, gdzie UE zawarła ponad 160 tzw. "kamieni milowych" (a nie trzech dotyczących wymiaru sprawiedliwości), czyli warunków, które musimy spełnić, żebyśmy dostali pieniądze z unijnego FO. Ich spełnienie w Polsce jest nierealne, no chyba, że już całkowicie zrezygnowaliśmy z naszej suwerenności, niepodległości i państwowości. Bowiem są tam zapisy np. o ozusowaniu wszystkich umów o pracę, podwyższeniu wieku emerytalnego (sic!) czy wprowadzeniu podatków za korzystanie z samochodów spalinowych (na benzynę i ropę). A to tylko malutki wycinek tych warunków. 

Okazuje się jednak, że zgodziliśmy się nie tylko na skrajnie niekorzystne dla Polski unijne warunki w ramach KPO, ale też bezrefleksyjnie zgadzamy się już na wszystko, co wymyślają - nawet dla nas w perfidny sposób - unijni biurokraci.

Nie wiem czy w jakikolwiek sposób możemy jeszcze zmienić rozporządzenie o konieczności zamknięcia stacji odmetanowywania, ale jeżeli się nam to nie uda to możemy zapomnieć o naszym przemyśle węglowym. 

A przecież - o ironio - nasze oficjalne złoża węgla kamiennego to 3,6 miliarda ton a szacuje się, że nawet 10 miliardów ton. Rocznie wydobywamy około 50 mln ton. Także - dzięki tej parszywej UE - może się okazać, że Polska "śpiąc na czarnym złocie" będzie musiała go niemal w całości importować!

To byłoby jakieś horrendalne kuriozum i na to rząd polski nie może się zgodzić!

Czy będziemy zatem zdolni do "walnięcia pięścią"? Nie wiem, zobaczymy już niedługo...

P.S.

Ja już kiedyś w tekście "Polska jako jeden z nielicznych krajów UE żegna się z rosyjskim gazem!" [1] mocno promowałem tekst prezesa P. Woźniaka dotyczący polskiego rynku gazu ziemnego i zawiłościach z nim związanych, który pozwolę sobie przypomnieć: 



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

niedziela, 30 listopada 2014

Szkoda, że nie ogłosiliśmy bojkotu II tury wyborów!

Właśnie minęła II tura wyborów. W największych miastach zwyciężyli faworyci i/lub też nominaci obecnie rządzących, w większości reprezentowanych przez PO. Kompletną porażkę zanotowali kandydaci PiS, co było do przewidzenia znając wyniki I tury głosowania.

Być może w mniejszych miejscowościach będzie nieco inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, że PiS poniósł w II turze ogólnie klęskę i trzeba to złożyć m.in. na karby niejednoznacznego stosunku do fałszerstw wyborczych, które niewątpliwie miały miejsce dwa tygodnie temu.

Wielu zwolenników PiS czuło się niezręcznie tłumacząc dlaczego należy wziąć udział w głosowaniu, pomimo tego, iż J. Kaczyński oficjalnie stwierdził, że były one w pierwszej turze sfałszowane. Oczywiście można było mówić, że chodzi tylko o sejmiki wojewódzkie, ale to trochę raczej byłoby żenujące: nie ma czegoś częściowo prawdziwego a częściowo fałszywego.

Zastanawiałem się nad logiką przedwyborczej polityki PiS przed dzisiejszym głosowaniem. Nie wypowiadałem się negatywnie, żeby ewentualnie nie zaszkodzić, ale byłem i dalej jestem sceptyczny wobec niej.

Należało jasno wypowiedzieć się za bojkotem dzisiejszych wyborów i ewentualną przegraną wykorzystać jako moralną wygraną ze względu na niską frekwencję wyborczą. Politycznie byłoby to korzystniejsze i mogło dać podwaliny do społecznego protestu przeciw antydemokracji, z którą mamy do czynienia obecnie. I sprawiłoby, że demonstracja 13 grudnia miałaby o wiele głębszy społeczno-polityczny wymiar.

Było, minęło... i tego już nie zmienimy.

Jedno jest pewne. Polacy wybrali obecny układ nami rządzący. Oczywiście w pierwszej turze (w sejmikach wojewódzkich) na pewno były to wyniki nieadekwatne do tego, na co moi krajanie głosowali. Niemniej i tak (pomimo ewentualnych fałszerstw) obecny układ zyskał bardzo dużo, czemu należy się dziwić i nie dziwić.

Dziwić, bo przecież koalicja PO-PSL zrobiła tyle złego dla Polski, co nie zrobił żaden rząd po 1989 roku za wyjątkiem prywatyzacyjnego i antylustracyjnego oraz antydekomunizacyjnego ("gruba kreska") rządu T. Mazowieckiego. Rozsprzedano resztki majątku narodowego, podpisano linię kredytową z MFW, zlikwidowano polski przemysł (w tym stoczniowy na rzecz Niemiec), zmuszono do emigracji zarobkowej przeszło 2,4 mln młodych Polaków, zadłużono nasz kraj na przeszło 3 biliony złotych (ukryty i oficjalny dług publiczny) oraz na przeszło 275 mld USD wobec wierzycieli zagranicznych, doprowadzono do ponad 14% bezrobocia, spauperyzowano i zniewolono nasz kraj kredytami, stworzono z nas najtańszą i najdłużej pracującą siłę roboczą w UE, podpisano niekorzystne kontrakty energetyczne ( w tym na gaz z Rosji), wstrzymano proces rozbudowy dywersyfikacji dostaw do Polski surowców energetycznych i oddano za bezcen kilka koncesji na wydobycie złóż gazu i ropy z łupków, zatomizowano nas i nie pozwolono na stworzenie silnej polskiej klasy średniej, obniżono poziom wykształcenia a także dopuszczono się wielu afer polityczno-gospodarczych (hazardowa, marszałkowa, misiakowa, podsłuchowa, katarska i inne - szukaj: afery PO - markD). Zapewne jeszcze wiele pominąłem...

Nie dziwić, bo przecież akurat rządy PO-PSL przypadły na okres największej dla Polski pomocy unijnej. Te pieniądze w zdecydowany sposób pomogły tym rządom i pomagają do dzisiaj. Rządzący mogą pochwalić się, że cokolwiek zrobili dla mieszkańców Polski z tych pieniędzy i to działa na ich korzyść. I w tym upatruję, że Polacy głosowali tak jak głosowali.

Oczywiście nikt nie jest w stanie sprawdzić ile moglibyśmy uzyskać, gdyby te środki były bardziej efektywnie wykorzystane. Ile utraciliśmy ze złego ich wykorzystania. Ile ich zmarnowaliśmy i ile przepłaciliśmy za inwestycje, czyli ile zdefraudowaliśmy. To są kategorie abstrakcyjne dla wyborców.

Kategoria utraconych korzyści w ogóle nie jest podnoszona w kontekście wykorzystania środków unijnych a winna być stale na czołówkach polskich mediów. Najdroższe drogi w Europie, najdroższe stadiony wybudowane kosztem bankructwa podwykonawców, wiele setek milionów wyrzuconych w błoto jak w przypadku Pendolino, wspieranie rządowe i samorządowe dla oszustów i hochsztaplerów (Amber-Gold), itd. To Polska rządów PO-PSL. A poza tym lokalne układy i defraudacje środków unijnych scalające środowiska "przy korycie" i ogromne zadłużenie samorządów spowodowane koniecznością tzw. wkładu własnego do pomocy unijnej... taki jest faktycznie obraz samorządowej Polski...

Ale tego wyborcy nie dostrzegają skupieni na tym, co za drogo zostało zrobione (ale jednak zrobione) i mamieni oficjalnym przekazem medialnym oraz socjotechniczną manipulacją "propagandą sukcesu".

Dlatego też uważam, że błędem było nawoływanie do udziału w dzisiejszych wyborach. Trzeba było je zbojkotować, co osobiście uczyniłem i szkoda, że apel o bojkot nie padł z ust przedstawicieli PiS...

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 21 listopada 2014

Wybory samorządowe - koniec iluzorycznej demokracji!

Tak krótko kilka refleksji wyborczych i nie tylko...

Zapewne od bardzo dawna przed wyborami prawdziwe wyniki sondaży wyborczych przeznaczone li tylko dla wąskiego grona przywódców poszczególnych partii politycznych pokazywały, że PO tym razem tych wyborów nie wygra.

Przygotowano więc ewentualne pole do zafałszowania wyników i przeciągnięcia terminu ogłoszenia wyników wyborów poprzez odpowiednie w czasie ogłoszenie i rozstrzygnięcie przez PKW przetargu na system informatyczny zliczający głosy wyborców.

Najbardziej na tym zależało oczywiście PO, ale i PSL. Odpowiednie skonstruowanie sławetnej "książeczki wyborczej" wraz z wprowadzającym w błąd spotem wyborczym informującym, że należy zaznaczyć "x" na każdej karcie do głosowania dawało pole manewru dla ewentualnego sfałszowania wyników lub też wykreowania dużej liczby głosów nieważnych... co też się stało. Warto byłoby prześledzić i sprawdzić, ile z tych głosów nieważnych wynika m.in. z zakreślenia znaku "x" na pierwszej karcie książeczki, czyli głosowaniem na PSL i inny komitet wyborczy.

Wyniki sondażowe tuż po niedzielnych wyborach potwierdziły zwycięstwo PiS nad PO i PSL-em. Sądzę, że były one wiadome jeszcze przed ich ogłoszeniem. Należało więc uruchomić cały misternie przygotowany plan, którego celem było i jest odwrócenie wyników wyborów oraz - poprzez użycie wszystkich możliwych sposobów - fałszywe pokazanie, że jednak PiS tych wyborów nie wygrał i tak rządzić będzie w Polsce dotychczasowa koalicja. A, że łatwiej jest przekonać Polaków, że "na dole" PSL ma większe poparcie niż PO, to zdecydowano się na wykreowanie zwycięstwa PSL niż samego PO... wszystko zostaje w rękach tej samej władzy przecież, nieprawdaż? A wybory parlamentarne wykreuje się przecież i tak, że PO wygra...

Moim zdaniem cała afera z PKW i terminem ogłoszenia wyników oraz wszystko to, co działo się przedtem (słynny przetarg PKW) jest działaniem operacyjnym odpowiednich służb, które ma na celu ostateczne wskazanie jednak kolejnej porażki PiS-u w wyborach i to niezależnie od tego jak głosowali i jak chcieli głosować Polacy...

Ot... i chyba to cała tajemnica tzw. skandalu wyborczego... Po prostu w Polsce mają rządzić ci, którzy są niejako "wybrani" przez odpowiednie struktury ze specsłużbami w tle a głos Polaków naprawdę się nie liczy. Państwo polskie i demokracja w Polsce to iluzoryczna fikcja i teoria. Wybory to akt, którego wyniki nijak nie mają się do rzeczywistości i są zgodne tylko z oczekiwaniami włodarzy III RP, czy też PRL -bis.

Musimy to zmienić, dlatego popieram warszawskie demonstracje przed PKW...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 19 listopada 2014

Wyborczy blamaż: kompromitacja czy sabotaż?

Każde wybory parlamentarne, samorządowe czy prezydenckie są też okazją do ewentualnego ich kontestowania lub zastanawiania się nad różnymi, często konfabulacyjnymi i nierealnymi scenariuszami przyszłych - tylko hipotetycznych oczywiście - wydarzeń.

Można nieraz przestać ograniczać się do logicznego wnioskowania i oddać się niemalże sennej rozkoszy przedstawiania hipotez lub tez, których nie da się zweryfikować ani udowodnić... bowiem nigdy nawet nie można z chociaż małą dozą prawdopodobieństwa ich przyjąć lub założyć. Często też taki scenariusz jawi się jako przerażający i nierzeczywisty sen w postaci sekwencji nierealnych makiawelistycznych zamierzeń lub  działań.

Takie zapewne konfabulacyjne scenariusze, dzięki którym tworzy się nierzeczywistą rzeczywistość można z powodzeniem tworzyć w przypadku obecnych wyborów samorządowych i całego tego "bałaganu", który towarzyszy zliczaniu ich wyników.

Właśnie... Czy jest to naprawdę tylko niezamierzony bałagan czy też może celowy sabotaż wyników wyborów a tym samym objaw demokratycznej degrengolady państwa polskiego? Obserwując obecną rzeczywistość polityczną w Polsce śmiem raczej skłaniać się do tej drugiej opcji i obarczyć winą za ten sabotaż obecnie rządzącą koalicję ze wskazaniem na PO wraz z prezydentem na czele.

Warto bowiem zwrócić uwagę na kilka faktów, które mogą uprawdopodobniać mój wniosek.

Po pierwsze. Od kilku lat PiS wskazywał wielokrotnie na możliwości fałszerstwa wyborczego w polskich wyborach i przygotował nawet konkretny projekt zmian w Kodeksie Wyborczym, który prezydent B. Komorowski odrzucił. ""Nie ma konieczności nowelizacji ustawy" w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa wyborów, ponieważ ​"w polskim prawie wyborczym system informatyczny pełni wyłącznie funkcję wspomagającą". Tak brzmiała odpowiedź kancelarii prezydenta Bronisława Komorowskiego z czerwca 2013 r. na ostrzeżenia szefa klubu Prawa i Sprawiedliwości, Mariusza Błaszczaka. Komorowski nie widział powodu do wzmacniania bezpieczeństwa systemu wyborczego PKW. 28 maja 2013 roku do prezydenta Bronisława Komorowskiego dotarł list z alarmującymi informacjami odnośnie systemu organizacji i liczenia głosów w wyborach, razem z propozycją zmian w kodeksie wyborczym. Dokument zawierał projekt zmian, których celem było "zapewnienie cyfrowego bezpieczeństwa wyborów" i uniemożliwienie "ingerencji w procedury demokratyczne suwerennego narodu". Wśród kluczowych propozycji zmian znalazł się m. in. projekt zabezpieczenia systemu liczenia głosów oraz rezygnacja przez Państwową Komisję Wyborczą ze współpracy z Rosją" [1]. Trzeba być chyba naprawdę "dzieckiem politycznym", żeby uważać, iż zapewnienie bezpieczeństwa informatycznego wyborów nie było wtedy i teraz palącą koniecznością, ale wtedy wybory wygrała odpowiednia opcja polityczna, czyli PO...

Po drugie. Od wielu miesięcy sondaże (te - tylko do wiadomości liderów partyjnych - także) wskazywały na porażkę PO. Partia, która przez 7 lat rządów dała się poznać niemal jako jeden wielki "przekręt" nie mogła przecież dopuścić, żeby tym razem zdecydowanie wygrała opozycja. I przecież naprawdę czy nikt się nie spodziewał, co może się stać, gdy PKW rozstrzygnie przetarg na informatyczny system liczenia głosów zaledwie na trzy miesiące przed wyborami? Sądzę, że nie i jestem w stanie niemal w całości zgodzić się z tokiem rozumowania blogera Matka Kurka, że "jest to robota macherów z PO, niemal ich firmowy znak. PiS nie popisał się z liczeniem głosów, ale obudził czujność społeczną i stało się jasne, że na ordynarnym przekręcie PO wyborów nie wygra. Potrzebny był numer większego i nowego kalibru i tak właśnie powstał „burdel w PKW”. Od początku do końca przeprowadzono kontrolowany sabotaż, bo nie skomplikowane systemy liczenia głosów, które można zweryfikować zwykłym kalkulatorem, dają większe możliwości fałszerstw, ale właśnie totalny burdel i wielodniowe liczenie oraz wklepywanie głosów do systemu. Istnieją co najmniej trzy powody, dla których na miejscu PO zrobiłbym dokładnie to samo. Po pierwsze jest to jedyna rozsądna możliwość fałszowania wyborów, chociaż ten motyw uznaję za najsłabszy. Po drugie PO ma podstawy do unieważnienia przegranych wyborów, jeśli tylko zbuduje odpowiednią atmosferę i wciągnie do niej opozycję. Po trzecie PO burdelem w PKW odwraca uwagę od swojej przegranej. Kto ma wątpliwości i odrzuca powyższe wyjaśnienia musi jeszcze wiedzieć, w jakim czasie zostały podjęte decyzje o zmianie systemu liczenia głosów. Krótko mówiąc był to najgorszy z możliwych momentów dla PO, rok temu partia matka miała najsłabsze wyniki sondażowe, Tusk walczył o życie, wewnątrz PO gotowało się na wszystkich poziomach. O porażce mówili wszyscy, zastanawiając się jedynie nad jej rozmiarami. Tylko totalny chaos wyborczy mógł zapewnić odpowiedni parawan PO i być może samemu Tuskowi, który na „króla Europy” został wykopany, a nie awansowany. Nie ma przypadków w grze o wszystko, to znaczy zawsze się mogą jakieś przygody zdarzyć, ale nie coś w takiej skali i bezczelności. Trzeba będzie poczekać, aby się dowiedzieć, którym wariantem PO się zadowoli, ponieważ narobiło się sporo smrodu, jest nadzieja, że będzie to wariant „dzięki Bogu nie mówią o naszej porażce, ale zajmują się PKW”. Jednak dopóki nie zobaczymy wyników, to jeszcze wszystko jest możliwe, łącznie z fałszowaniem, dla którego nigdy nie było tak dobrych warunków, jak i z powtórzeniem głosowania. Jak będzie ostatecznie, to się okaże, ale pewne jest jedno – mamy do czynienia ze sterowanym sabotażem nie żadnym przypadkiem, czy „bałaganem”" [2].

Po trzecie. Pojawiają się głosy, że być może faktycznym zwycięzcą wyborów będzie (jest?) PSL (szczególnie w sejmikach wojewódzkich), co wydaje się kuriozalne i wręcz niemożliwe. Jeżeli jednak to się potwierdzi to trzeba jakoś sprawdzić, czy był to tylko efekt źle skonstruowanej karty (książeczki) do głosowania, gdzie na pierwszej stronie był PSL czy może doszło do jakichś etycznie wątpliwych aktów np. w postaci dowożenia wyborców do urn przez lokalnych polityków PSL. Oczywiście dla PSL zamieszanie wokół liczenia głosów i wysuwanie żądań powtórzenia wyborów jest bardzo niekorzystne... Nie zmienia to jednak faktu, że "coś tu nie gra".

Po czwarte. Zastanawiające są też pierwsze dane dotyczące ilości głosów nieważnych. Czy naprawdę przeszło 1/4 wyborców nie wiedziała jak głosować lub celowo oddała głosy nieważne? Powtarza się tutaj sytuacja z poprzednich wyborów i należy dokładnie sprawdzić, gdzie oddano te głosy i komu one służyły.

Niezależnie jednak od wszystkiego można stwierdzić, że Polska demokracja po 25 latach jest tworem iluzorycznym i chorym od podstaw. Trzeba zmienić to państwo i większość liderów nim zarządzających.

[1] http://niezalezna.pl/61569-komorowski-w-2013-r-odrzucil-projekt-zabezpieczenia-systemu-pkw-mamy-dokument
[2] http://kontrowersje.net/ani_w_pkw_nie_siedz_kompletni_durnie_ani_blama_nie_jest_ba_aganem

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com


poniedziałek, 17 listopada 2014

Może to początek zmian na lepsze?

Melancholijnie i w sumie ostatecznie optymistycznie...

Nie wiadomo jeszcze, jakie będą ostateczne wyniki wyborów. Niemniej szacunkowe prognozy napawają optymizmem. Po raz pierwszy od wielu lat PiS prawdopodobnie je wygrał i należy upatrywać, że duży wpływ na tę wygraną miał zarówno oczyszczający "efekt Hofmana", jak i wyborcza koalicja z partiami J. Gowina oraz Z. Ziobry. Mam też nadzieję, że duża część wyborców jednak zrozumiała, że dalsze rządy PO są dla Polski - tej lokalnej też - fatalne.

Trzeba jednak zwrócić uwagę, że wybory te unaoczniły jednak smutny etyczno-moralny stan polskiego społeczeństwa. W dalszym ciągu ponad połowa Polaków mieszkając w Polsce, żyje obok niej. Nie uczestniczy w wyborach najczęściej z prostego powodu. Czują, że nic nie zależy od nich... Wielokrotnie pisałem o przyczynach, z których chyba najważniejsza to celowo ukształtowana przez 25 lat obcość Polski i nią rządzących w oczach obywateli, czyli wykreowany marazm Polaków i niewiara u nich w to, że mogą być panami we własnym kraju...

Ci, co w jakiś sposób jeszcze wierzą w demokrację, zagłosowali. Jedni - na szczęście w większości - na Polskę, drudzy na swoich znajomych i bliskich (co by utrzymali się na zajmowanych stanowiskach - stąd dobry wynik PSL), inni na antypolskość reprezentowaną przez obecnie rządzących i wszelką lewackość  a reszta na wiele przypadkowych osób... choć wybory samorządowe to specyficzne wybory, w których kandydatów winniśmy znać "od podszewki".

Nie dziwmy się wszak, że tak naprawdę połowa Polaków, spauperyzowanych i zatomizowanych, nie uczestniczy w wyborach... Oni mają dość tej Polski, takiej jaka ona jest, bez prawdziwych propolskich elit, które mogłyby z powodzeniem realizować plan budowy pięknej i zasobnej Rzeczypospolitej. Takich elit po prostu nie mamy a może są one nieskuteczne w przekonywaniu do siebie większości Polaków?

Trzeba w przyszłości zrobić zatem wszystko, żeby milczących obywateli zaktywizować i aby Polacy uwierzyli, że ich głos może zmienić Polskę i doprowadzić do jej odnowy.

Wygrana PiS-u cieszy. Być może to początek zmian na lepsze. Niepokoić może bardzo duże poparcie dla PSL-u, co w konsekwencji w większości miejsc w Polsce spowoduje trwanie w dalszym ciągu koalicji PO-PSL. Wygrana więc jest niejako pyrrusowa i wymaga od PiS-u i jego koalicjantów bardzo dużej pracy, takiej która przyniesie jeszcze lepszy wynik i większą przewagę w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.

A może niepotrzebnie się martwię i faktycznie te wybory będą tak długo oczekiwanym przełomem oraz pokażą, że PiS nie jest taki straszny jak "malują" go mainstreamowe media a jest wprost przeciwnie? Oby! Wszystko teraz w rękach PiS-u. Liczę, że wykorzysta swój czas...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 15 listopada 2014

W ciszy po cichu kilka refleksji okołowyborczych...

Niedobrze kiedy polityka staje się dla nas jakby czymś nierealnym, wybory jakimś spektaklem a cały ten zewnętrzny świat zaczynamy traktować jako nie swój, obcy i nas nie dotyczący. Spoglądamy wtedy na ten świat niczym z lotu ptaka i wolimy raczej zająć się tylko swoim najbliższym otoczeniem: sobą i swoją rodziną a nie sprawami ogólnymi, narodowymi, polskimi...

Jakże często przecież słyszymy i utwierdzamy się też wewnętrznie w przekonaniu, że i tak indywidualnie nie mamy na nic wpływu, nic nie zmienimy... Często też te ogólnie występujące konformistyczne zachowania stają się dla nas niejako usprawiedliwieniem naszych własnych, jakże często małostkowych i prymitywnie powierzchownych postaw.

Pogrążając się w tym własnym świecie jakże łatwo wpaść w taką katastroficzną bezsilność i bezradność oraz brak wiary w moc sprawczą własnych decyzji... Wtedy zaczyna nam być już "wszystko jedno" kto np. będzie rządził... bo i tak nic się nie zmieni a nasz głos wyborczy jest de facto nieistotny...

Tak nie jest...

Otóż na wszystkie nasze codzienne sprawy, nasze zachowania i problemy pośredni lub bezpośredni wpływ mają jednak politycy i ludzie sprawujący władzę, tą ogólnopolską i tą samorządową. To oni tworzą ramy prawne i podejmują decyzje, które dotyczą nas w najdrobniejszych szczegółach. Zdaje się, że o tym zapomnieliśmy i nie znajdujemy w sobie tyle chęci, wiary i zapału co jeszcze cechowało naszych ojców lub starsze o 10 lat pokolenie.

Często zastanawiam się czy ludzie tej pierwszej Solidarności i te wcześniejsze polskie powojenne pokolenia, które protestowały w latach 70 - tych czy w drugiej połowie lat 50-tych XX wieku pozwoliłyby na takie lekceważenie siebie przez rządzących - wtedy komunistów a teraz "z natury" kłamliwych i hipokrytycznych  socjal-globalistów. Odpowiedź wydaje się jednoznacznie prosta... takie antypolskie w większości rządy od 1989 roku już dawno przestałby funkcjonować w realnym świecie politycznym. Podobnie namiestnikowy Rezydent zapewne musiałby złożyć swoją rezygnację lub został poddany (jeżeliby takowe coś istniało) procedurze przyspieszonego impeachmentu.

No cóż... a my patrzymy i pozwalamy dziś sobą pomiatać...  Jakie to smutne...

Czyżby globalny świat ze swoją bezceremonialną walką z naszą indywidualnością pozbawił nas już zupełnie wiary w naszą ludzką i właśnie indywidualną moc sprawczą dotyczącą nas samych?

Czy naprawdę tak łatwo kłamliwym i hipokrytycznym "niektórym rządzącym" całkowicie nas sobie podporządkować i nami skutecznie manipulować, z nasz szydzić i nas okłamywać oraz lekceważyć?

Czyżby kolejna próba stworzenia "prymitywnej, bezpaństwowej, bezwolnej i pozbawionej indywidualności oraz narodowości ludzkiej gawiedzi" w postaci Unii Europejskiej (po nieudanym ZSRR) miałaby się teraz i to w stosunku do nas obecnych... udać?  Ten komunistyczny, marksistowski totalitaryzm oraz wcześniejszy niemiecki nazizm upadły i poniosły totalną klęskę a ich kreatorzy stanowią dziś niechlubny zapis historii ludzkości. Czyżby wystarczyła rezygnacja z siły fizycznej na rzecz zniewolenia psychicznego... żebyśmy jako ludzie, jako człowieczeństwo ponieśli klęskę?

Sądzę, że nie. Te resztki demokracji jakie jeszcze istnieją w postaci wyborów winniśmy wykorzystać i wziąć udział w głosowaniu. Wybory samorządowe są obecnie tak naprawdę najważniejszymi w krajach socjal-globalistycznej UE. Dopóki ona istnieje to obecne wybory musimy traktować jako najistotniejsze i gremialnie oddawać głosy na swoich, myślących po polsku, kandydatów.

A poza tym... Kiedyś już o tym pisałem, ale pragnę to powtórzyć: zmiana preferencji wyborczych nie jest czymś a'priori negatywnym a jeżeli wynika z rozczarowania i jest bezpośrednim następstwem fatalnych rządów to jest decyzją bardzo pozytywną i świadczącą o naszym indywidualizmie intelektualnym oraz naszej umiejętności wyciągania logicznych wniosków z dziejących się wokół nas ciągów zdarzeń i wydarzeń.

Wybierajmy więc jutro Polaków, Patriotów, którzy kontynuować będą wewnętrzne i zewnętrzne dzieło największych polskich polityków ogólnopolskich i samorządowych! Każdy nasz głos ma znaczenie!

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 9 listopada 2014

Maszerujmy razem 11 listopada!


Już za dwa dni Marsz Niepodległości. To nasze, Polaków święto, w którym będziemy  wyrażać radość z odzyskania przez nasze państwo niepodległości po 123 latach zniewolenia i wymazania przez zaborców Polski z mapy świata.

Naszym zbiorowym uczestnictwem w tym marszu pokażmy też obecnym, antypolskim włodarzom III RP, że jesteśmy dalej suwerenem we własnym kraju a patriotyzm w dalszym ciągu jest naszą cechą narodową.

Polska przecież potrzebuje nas wszystkich. Polska jest przecież dla nas wszystkich. I dla tych również, z którymi można się pięknie różnić... kochając wszakże zawsze Ojczyznę.

Kochani Polacy!

Bądźmy w tym dniu razem.  Bądźmy w tym dniu wolni duchem i ciałem a naszym bezagresyjnym patriotyzmem starajmy się też przekonać do Polski tych młodych Polaków, których tak bezwzględnie do swoich celów wykorzystują lewacy i polskie środowiska spod znaku pięcioramiennej, czerwonej, niebieskiej czy żółtej gwiazdy...

Niech ten biało-czerwony marsz - podobnie jak w latach ubiegłych - da nam znów nadzieję i wiarę w zwycięstwo. Nam wszystkim, zatomizowanym i rozproszonym po całej Polsce a nawet poza jej granicami. Niech ta wspólnota wolnych Polaków, wspólnota gorących i prawdziwie polskich serc potwierdzi, że Polska jeszcze jest, jeszcze nie zginęła, kiedy my żyjemy...

Pamiętacie? Ja też… Te warszawskie kondukty żałobne podczas powrotu na Polską Ziemię Pary Prezydenckiej… Płakaliśmy, oglądaliśmy Naszą Polskę... Byliśmy wzruszeni i wzmocnieni.. Jakże wielu wtedy nas było, polskich Patriotów.  Uwierzyliśmy wtedy ponownie w naszego narodowego ducha. Zobaczyliśmy, że tożsamość polska nie została zabita. Ona wtedy odrodziła się w Nas... i stała się taka sama jaka była i w naszych Dziadkach, i Ojcach, którzy oddali swe życie, którzy walczyli o to, żebyśmy teraz mogli być dumnymi Polakami i żyć we własnym kraju…

Jakże często w środowiskach patriotycznych czuliśmy i czujemy się osamotnieni, mamy poczucie bezsilności, marazmu, rezygnacji i zniechęcenia. Po 10 kwietnia 2010 roku i podczas ostatnich Marszów Niepodległości pokazaliśmy, że jesteśmy silni... siłą tych tłumów stojących wzdłuż trasy konduktu żałobnego, siłą tych tłumów zapełniających ulice Warszawy. Udowodniliśmy naszą siłę.. siłą tych łez spływających na policzkach jakże wielu, też młodych ludzi, siłą naszych serc połączonych miłością do Ojczyzny. Byliśmy silni... siłą tych wszystkich słów wypowiedzianych i siłą krzyku milczenia…  Pokażmy w tym roku, że jesteśmy coraz bliżsi zwycięstwa naszej, tej jedynej Polski!   Bądźmy dumni z naszej polskości!

Kochani Polacy i Ci, co czują się Polakami!

Jest nas wielu! Wszyscy kochamy nasz kraj...  ten Bałtyk i góry, śląskie kopalnie, mazurskie jeziora, lasy i puszcze, śpiew ptaków i łany zbóż, miasta i wsie, i te krowy pasące się na łąkach, i bociany przynoszące wiosnę… Kochamy naszą Polskę, która istnieje od przeszło tysiąca lat i której żadnemu wrogowi nie udało się jej zniszczyć.

Po 123 latach zaborów odzyskaliśmy naszą Niepodległość i od razu zatrzymaliśmy najazd marksistowskich hord komunistycznych Sowietów. Uratowaliśmy świat przed barbarzyństwem klasowych, komunistycznych morderców spod znaku sierpa i młota. Skutecznie dawaliśmy odpór rasowym, niemieckim, nazistowskim zbrodniarzom, by zostać pokonanymi dopiero wtedy, gdy pomogli im okupanci sowieccy… W czasie okupacji tylko w Polsce istniało zorganizowane Państwo Podziemne i cały czas trwała walka zbrojna zakończona Powstaniem Warszawskim... Przeżyliśmy komunizm, wobec którego przez całe lata stawialiśmy czynny opór. To w Polsce zrodził się ruch Solidarności a nasz Papież pokazał światu jacy naprawdę jesteśmy… przede wszystkim piękni duchem i miłością oraz tolerancją wobec innych.

 Jakże często walczyliśmy „za naszą i waszą wolność” i jakże często nie usłyszeliśmy nigdy słów wdzięczności a bywało, że stawaliśmy się obiektem wrogości i nieracjonalnej niechęci. Gdy Żydzi tułali się – przeganiani wszędzie – po całej Europie… właśnie w Polsce zyskali schronienie dane im przez Kazimierza Wielkiego… W czasie II Wojny światowej walczyliśmy na wszystkich frontach… by zostać zdradzeni w Jałcie. Zapoczątkowaliśmy upadek komunizmu we wszystkich krajach a dziś świętuje się na świecie tylko „obalenie Muru Berlińskiego”…

Ale przecież nam niepotrzebna jest żadna wdzięczność! Po prostu tacy jesteśmy… Ludzcy, dobrzy, tolerancyjni, po chrześcijańsku miłujący siebie i innych oraz… kochający po prostu swój kraj, swoją Ojczyznę, chronicznie nie znoszący zniewolenia a gloryfikujący prawdziwą Wolność!

Szanujemy inne narody i ich kraje. Szanujemy ich narodowe święta. Amerykanie mają swój „4 lipca”, Rosjanie czczą uwolnienie od Polaków Kremla, Żydzi mają swoją „Chanukę”, Francuzi, Niemcy i inne kraje świętują u siebie tak, jak sami tego pragną.

My chcemy, u siebie w Polsce świętować nasz polski Dzień Niepodległości. Nasi przodkowie walczyli za biało-czerwoną Polskę!

Kochani Polacy, Wszyscy!

Pokażmy naszą jedność jeszcze raz uczestnicząc w Marszu Niepodległości i innych uroczystościach we wszystkich zakątkach naszej, pięknej Polski. Niech zapłoną ogniska, załopocą flagi a w Stolicy z naszych gardeł niech płynie śpiew, rozbrzmiewa polskość!

Jest nas miliony… Niech te tłumy dumnych z polskości i naszego narodu ludzi jeszcze raz pozwoli nam uwierzyć, że WYGRAMY NASZĄ POLSKĘ. Niech te flagi w naszych oknach, msze za Ojczyznę, marsze i spotkania (nie tylko w Warszawie) będą zaczątkiem odbudowy Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Jesteśmy tego warci! Wykrzesajmy szczególnie teraz jeszcze raz tego nieugiętego ducha naszej niezłomności i uwierzmy, że śmierć naszych przodków, nasza historia, tradycja, wiara, honor są niezniszczalnym fundamentem trwania naszej Ojczyzny!

Zjednoczmy się we wspólnej walce o naszą polskość. Niech będzie to walka w duchu pokoju i duchu wartości najwyższych: BÓG, HONOR I OJCZYZNA! Jeżeli zaś wśród polskich patriotów są nasi rodacy nie wierzący w Boga, to niech w to miejsce wstawią społecznie prawe zasady etyczno-moralne zawarte w Dekalogu…

 Innym zaś, dla których Polska to nadal dziki kraj a polskość to nadal nienormalność i tym różnej maści hipokrytom próbującym nas nadal wewnętrznie skłócić... po prostu podziękujmy za "fatygę" i ich ignorujmy... Jakże mali Oni są wobec Naszej polskiej wielkości i naszej wspólnej historii oraz tradycji...Jakże mali Oni są wobec polskiego ducha...

Tym "małym" i "wściekłym", "miałkim" i Nam nieprzychylnym powtarzam jeszcze raz: Nigdy Polaków nie złamiecie! Nigdy nie zrozumiecie naszego Ducha i Naszego Patriotyzmu! On Was przerasta!

Odzyskajmy Polskę! Jeszcze nie zginęła, kiedy My Żyjemy!



A po Marszu starajmy się nie tracić dalej naszej Polski. Bądźmy razem, organizujmy się i zacznijmy działać budując od podstaw Naszą Ojczyznę, Ojczyznę marzeń naszych ojców i dziadków, Ojczyznę marzeń nas samych.

Za tydzień przecież mamy też wybory samorządowe. Głosujmy więc tłumnie w duchu tej polskości, która wprost wybucha w czasie Marszów Niepodległości. Nie pozwólmy aby po raz kolejny wybory wygrali ci, którzy z naszą polskością nie mają nic wspólnego i tak naprawdę niszczą nasz kraj.

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com