Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kompromitacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kompromitacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 marca 2020

Oj! Czy to ten mściwy G. Schetyna?

Każdy kto kiedykolwiek miał dłuższą lub krótszą styczność z G. Schetyną może spokojnie powiedzieć o nim choć jedno: że jest niesamowicie pamiętliwy i mściwy, szczególnie wobec osób lub ich grup, które w jakikolwiek sposób "zalazły mu za skórę". Potrafi w sposób wyrafinowany mścić się na nieszczęśnikach nawet po wielu latach.

O tej jego cesze dowiedziałem się bardzo dawno temu, kiedy G. Schetyna jeszcze był ściśle związany  z koszykarską drużyną "Śląska Wrocław" a ja miałem przyjaciela, który trenował jedną z drużyn pierwszej ligi koszykówki i był członkiem wyższych kręgów władz PZK.

Na takim jednym zakrapianym bankiecie we Wrocławiu działacze "Śląska Wrocław" opowiadali legendy na temat właśnie tej charakterystycznej dla G. Schetyny "przypadłości" i z reguły kończyli swoją opowieść mniej więcej takim stwierdzeniem: "lepiej z nim nie zaczynać" bo "Grzegorz - zemszczę się" tego nie zapomni nigdy... a oczywiście przytaczam tu wygładzone przeze mnie słownictwo tychże dyskutujących o G. Schetynie osobników.

Wczoraj po raz kolejny kandydatka na prezydenta z ramienia PO-KO dała popis swojej miałkości intelektualnej, mentalnej i pod względem wiedzy, gaworząc bez promptera coś na temat - koniecznego w dzisiejszych czasach walki z epidemią koronawirusa - zwiększania ilości inspiratorów i szpitali zastępczych.

Po raz kolejny szanowna pani M. Kidawa-Błońska żenująco rozśmieszyła a tym samym udowodniła, że nie ma żadnych predyspozycji do ubiegania się o tak zaszczytny i ważny w Polsce urząd jakim jest prezydentura naszego kraju. O wielu wcześniejszych jej wpadkach niedawno pisałem wskazując, że tak naprawdę jest chyba najgorszym pretendentem do fotela prezydenckiego spośród kandydatów szeroko rozumianej opozycji.

I nie chodzi mi już tak mocno o te wpadki językowe, choć one tylko potwierdzają ogólne przekonanie o miałkości tej kandydatury. Ważne jest to, że całym swoim postępowaniem w czasie trwania tej kampanii wyborczej sprzed epidemii jak i w czasie jej trwania udowodniła, że nie ma żadnych zdolności przywódczych ani też żadnych innych, które choć trochę predestynowałyby ją do objęcia urzędu prezydenckiego.

Wobec powyższego począłem znów się zastanawiać dlaczego akurat tą panią PO-KO wystawiło jako kandydatkę na prezydenta. Przecież ci, co podejmowali takie decyzje musieli dobrze znać jej "walory" i wiedząc o nich tak naprawdę zrobili jej wielką krzywdę. Szczytem - i też chyba niezasłużonym - jej możliwości było marszałkowanie i tak mogła sobie dotrwać do końca kadencji sejmu, tym samym nie dając się poznać Polakom. Teraz to kto wie... jak potoczą się polityczne losy tej pani.

Co to ma wspólnego z G. Schetyną? Ano przecież on chyba najlepiej znał i zna możliwości intelektualno-polityczne M. Kidawy-Błońskiej a mimo to ją sobie poparł a całe odium porażki spadnie teraz na samą marszałek, B. Budkę i pośrednio też na D. Tuska, którego z wzajemnością przecież też nie cierpi G. Schetyna.

Czyżby więc pan Grzegorz już się wyrafinowanie zaczął mścić za usunięcie go od władzy w PO?  Może powoli sobie przygotowuje cokół, na który wlezie, gdy członkowie PO zawołają w końcu: "Grzegorzu wróć!".


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 22 stycznia 2020

Małgorzata Kidawa-Błońska bez promptera...

W wywiadzie dla TVN kandydatka totalnej opozycji PO-KO Pani M. Kidawa-Błońska raczyła była powiedzieć: "Jak wiemy, Jarosławowi Kaczyńskiemu nie zależy na świecie, na Europie. Jemu zależy tylko na Polsce" [1], [2], [3].

Wydaje mi się, że totalna opozycja winna zabronić Pani Małgorzacie udzielania jakichkolwiek wywiadów na żywo, bez promptera. Jej inteligencja jest zaiste porażająca, tyle tylko, że w zdecydowanie negatywnym sensie.

Czy mi to przeszkadza? Absolutnie nie... Niech Pani Kandydatka mówi bez podpowiedzi jak najczęściej... wtedy to po każdej z nich Pan Prezydent Andrzej Duda zapewne będzie otwierał kolejnego szampana...

Tedy radzę Panu Prezydentowi zakup dużego zapasu tegoż wina i zapewne będzie to duża oszczędność środków przeznaczonych na kampanię wyborczą. Niech się rozsiądzie w fotelu i czeka na swoją kampanię wyborczą w wykonaniu... Pani Kidawy-Błońskiej. Więcej nie potrzeba :).

Gratuluję PO-KO takiej Kandydatki na Prezydentową... Jest jeszcze "bardziej inteligentna" niż słynny "bigosowanista i szogunonanista" Bronisław Komorowski.

Doprawdy nic tylko się cieszyć i zastanawiać co też Ona jeszcze wyartykułuje w czasie kampanii wyborczej a przecież to dopiero jej początek.

Powyższe wydaje się nawet śmieszne, ale jednak smutne, bardzo smutne... w kontekście oceny intelektualnej naszej totalnej opozycji... Jest kompromitująca i uwłaczająca dla naszych rodaków. Naprawdę Polska i Polacy zasługują na coś więcej...

[1] https://wpolityce.pl/polityka/483384-kidawa-blonska-zarzuca-kaczynskiemu-ze-zalezy-mu-na-polsce
[2] https://twitter.com/MarzenaPaczuska/status/1219745839461150720?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed&ref_url=https%3A%2F%2Fwpolityce.pl%2Fpolityka%2F483384-kidawa-blonska-zarzuca-kaczynskiemu-ze-zalezy-mu-na-polsce
[3] https://twitter.com/i/status/1219745839461150720


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

poniedziałek, 15 lipca 2019

"Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało"

To powiedzenie wywodzi się z komedii Moliera: "Grzegorz Dyndała albo mąż zmieszany (fr. George Dandin ou le Mari confondu).

Bogaty chłop Grzegorz Dyndała z próżności swej i snobizmu żeni się z córką ubogiego szlachcica. Po ślubie jest on jednak poniżany przez zdradzającą go żonę; gardzą nim także jego teściowie. Znane dziś powiedzenie: "Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało" wywodzi się z tej właśnie komedii Moliera i dotyczy ludzi łasych na szybki zysk, chciwych i cynicznych, którzy ostatecznie zostają ukarani przez los.

I jeszcze wierszyk J. Tuwima:

"Idzie Grześ przez wieś
Worek piasku niesie
A przez dziurkę...
Piasek ciurkiem...
Sypie się za Grzesiem...
"Piasku mniej, nosić lżej!"
Cieszy się głuptasek!
Do dom wrócił
Worek zrzucił
...ale gdzie ten piasek?!
Wraca Grześ przez wieś!
Zbiera piasku ziarnka
Pomaluśku...
Powoluśki...
Zebrała się miarka!
Idzie Grześ przez wieś
Worek piasku niesie...
A przez dziurkę...
Piasek ciurkiem...
Sypie się za Grzesiem...
I tak dalej... i tak dalej..."

To wszystko pasuje do naszego Grzesia, Grzegorza Schetyny. Jest naprawdę żądny władzy i tylko mu na niej zależy i na niczym więcej. Jest łasy na szybki zysk, chciwy i cyniczny politycznie (i nie tylko) prostak, do tego mściwy, bo nawet po kilkunastu latach potrafi "udupić" nawet swoich zwolenników, których postrzega jako wrogów , bo kiedyś tam coś mu zrobili i do tego potrafili go krytykować.

Ten nasz Grześ cały czas ten worek niesie i zawsze na końcu (wybory) ten woreczek ma pusty i trzeba wszystko od nowa z programem, który jest właśnie cyniczny, bo - oprócz gloryfikowania środowisk LGBTQ - nic więcej nie zaoferował Polakom a Grzesia obietnice są kalką działań PiS-u i Zjednoczonej prawicy, który z konsekwencją realizują. 

Ten, kto dzisiaj popiera Grzesia jest dla mnie infantylny jak sam Grześ.

A ten worek jest coraz lżejszy i Grześ musi znów zbierać piasek w postaci jakiejś wykreowanej przez niego i dziwnej koalicji (PO, SLD, ruchy lewackie). A ja dalej jestem przekonany, że już nigdy nie wypełni swojego worka z dziurą, bo ta dziura jest zbyt wielka a Grzesia nawet nie podejrzewam, że ten worek potrafi załatać. 

No cóż. Przez osiem lat nie zrobili nic dla Polaków. Mało tego, nawet mimo obietnic sławetnego narciarza z Dolomitów, wszystkie obietnice zakończyły się na niczym.

Grzesiu chciał być szefem PO i nim jest, ale jego wynaturzenia są tylko śmiechu warte. On nie potrafi nic oprócz samofinansowania swojej kariery. 

Więc przeczuwam, że ten "Dyndała" zostanie ukarany przez los, los naszej Ojczyzny, los Polaków, Boży los, gdzie nie ma miejsca na pychę, nienawiść i wyjałowienie z myślenia w kategoriach dobra Polski.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła na bloggerze: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

poniedziałek, 3 października 2016

"Głupi i głupszy - głupia i głupsza"...

"Głupi i głupszy" to tytuł znanej komedii  sprzed lat. Sądzę, że dziś można by było taki film nakręcić w Polsce a opisywałby zachowania i wypowiedzi części przedstawicieli naszej dzisiejszej opozycji politycznej. Gdyby żył S. Bareja to na pewno byliby oni jego inspiracją a film - zgodnie z dzisiejszymi parytetami - mógłby nosić tytuł: "Głupi i głupszy, głupia i głupsza".

W śmieszności i kuriozalności swoich wypowiedzi prym biorą oczywiście posłanki Nowoczesnej i ich nowoczesny lider, ale też w tym dziele bierni nie pozostają im przedstawiciele PO czy też KOD.

Można nieraz popełnić jakąś gafę językowo-intelektualną, jakiś lapsus, ale - szczególnie u osób publicznych - nie może stać się to normą, która ukazuje ich braki w elementarnej wiedzy, niski poziom intelektualny, defekt psychiczny (np. coś a'la aleksytymia) czy też zwyczajną głupotę. Tacy ludzie nie powinni nigdy funkcjonować w przestrzeni polityczno-publicznej.

Jednak jakże może być inaczej skoro Krystyna Szumilas z PO - do niedawna minister edukacji - stwierdziła ostatnio: "...szkoła, którą przygotowuje PiS jest ciężką szkołą opartą na wiedzy, na faktach, ale nie dotyczy tego, co we współczesnym świecie jest konieczne, a więc kreatywności, innowacyjności, wyobraźni".

No i chyba taką antyszkołę zbudowaliśmy przez ostatnie ćwierć wieku.  Szkołę, która wykształciła naprawdę kreatywnych, innowacyjnych "wykształciuchów" z wyobraźnią na poziomie nowoczesnych R. Petru, J. Scheuring-Wielgus,  K. Gasiuk-Pihowicz i wielu innych.  

Ostatnio takich wpadek jakby się namnożyło w stosunkowo krótkim czasie. Posłanka Scheuring-Wielgus na proaborcyjnym proteście wykrzykiwała razem z tłumem: "Dość dyktatury kobiet", natomiast  o "wpadkach" R. Petru mówi się notorycznie, bo dostarcza on systematycznie prześmiewczego materiału do żartów. Wszyscy znają już jego wiedzę na temat daty upadku Cesarstwa Rzymskiego i "rubikonia", "ciążę trwającą od 12 do 20 miesiąca" czy też "święto sześciu króli". Ostatnio zaś werbalnie wydobył  z siebie takie sobie odkrywcze i innowacyjne oraz w sumie zgodne z lewackim i postępowym podejściem do płciowości stwierdzenie: "Dzisiaj formalnie można uprawiać seks do 15 roku życia. Ale żeby do ginekologa dziewczyna czy chłopak się wybrał, musi iść z rodzicami". Nie możemy też zapominać o liderze - pierwszoplanowym bohaterze komediowej operetki pod nazwą KOD. On np. niedawno raczył powiedzieć, że w KOD mają problem z ludźmi młodymi, ale oni są po prostu zastraszani i boją się uczestniczyć w tej inicjatywie a zresztą "młodość jest mocno przereklamowana". 

Można się śmiać z takich wypowiedzi, współczuć ich autorom i traktować z pobłażaniem, ale sprawa jest naprawdę poważna. 

Ci ludzie tworzą jakieś organizacje społeczno-polityczne, są przedstawicielami polskiego narodu w parlamencie, pełnią określone funkcje publiczne a taki R. Petru coś tam wspomina o kandydaturze na prezydenta czy zostania premierem. 

Jeszcze bardziej porażające jest to, że to nie jest jakaś perfidna strategia, gra socjotechniczna mająca przybliżyć liderów Nowoczesnej i PO do zwykłych ludzi i nieraz ich braku elementarnej wiedzy (choć wtedy na pewno Polacy by to już obecnie wyczuli i wyczuwają, choćby w przypadku KOD), ale oni to mówią z wewnętrznym przekonaniem i zgodnie z poziomem posiadanej przez siebie wiedzy oraz umiejętności. Co gorsza starają się lekceważyć i usprawiedliwiać własną głupotę nie widząc w niej żadnej tragedii ani negatywnych konsekwencji... 

To jest coś naprawdę zadziwiającego i świadczącego, że faktycznie jakiś drugi S. Bareja powinien już pisać scenariusz do dobrej komedii i oby w tym scenariuszu nie znaleźli się tłumnie polscy wyborcy, którzy będą po tym wszystkim głosować jeszcze raz na Nowoczesną i PO oraz wspierać KOD...

I jeszcze tak - przelewając czarę goryczy -  na koniec groteskowa - wypowiedź byłej premier, lekarki E. Kopacz: "To, że kobieta popiera aborcję, świadczy o wrażliwości kobiety. Co ma zrobić kobieta, która zajdzie w ciążę, a potem nie wie, kto jest ojcem, bo miała kilku facetów? Co ona ma zrobić? Każdy ma prawo do chwili zapomnienia”.  

P.S.1
Wobec rosnącej kuriozalności i śmieszności Nowoczesnej, PO i KOD rosną szanse ruchu  P. Kukiza... ale to tylko dygresyjnie...

P.S.2
Sprawni i efektywni liderzy jakiejś organizacji (firmy, partii politycznej, ruchu społecznego) dobierają sobie do współpracy ludzi nieraz mądrzejszych od siebie i potrafią wydobyć z nich to, co mają najlepszego dla dobra i sukcesu owej organizacji. Oni zresztą wtedy stają się też mądrzejsi. Mierni i zakompleksieni ludzie uzurpujący sobie prawo do bycia owym liderem wybierają sobie do współpracy ludzi na równym lub niższym poziomi wiedzy i intelektu od samych siebie. Wtedy też stają się głupsi a organizacja mało skuteczna i efektywna. Jest tylko jeden warunek w przypadku zaistnienia pierwszej z możliwości: trzeba sobie zdawać sprawę ze swoich braków a idiota jednak nigdy nie wie i nie zdaje sobie sprawy, że jest idiotą i potrafi wierzyć w to, że jest mądry... Ot taka ciekawostka...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 19 listopada 2014

Wyborczy blamaż: kompromitacja czy sabotaż?

Każde wybory parlamentarne, samorządowe czy prezydenckie są też okazją do ewentualnego ich kontestowania lub zastanawiania się nad różnymi, często konfabulacyjnymi i nierealnymi scenariuszami przyszłych - tylko hipotetycznych oczywiście - wydarzeń.

Można nieraz przestać ograniczać się do logicznego wnioskowania i oddać się niemalże sennej rozkoszy przedstawiania hipotez lub tez, których nie da się zweryfikować ani udowodnić... bowiem nigdy nawet nie można z chociaż małą dozą prawdopodobieństwa ich przyjąć lub założyć. Często też taki scenariusz jawi się jako przerażający i nierzeczywisty sen w postaci sekwencji nierealnych makiawelistycznych zamierzeń lub  działań.

Takie zapewne konfabulacyjne scenariusze, dzięki którym tworzy się nierzeczywistą rzeczywistość można z powodzeniem tworzyć w przypadku obecnych wyborów samorządowych i całego tego "bałaganu", który towarzyszy zliczaniu ich wyników.

Właśnie... Czy jest to naprawdę tylko niezamierzony bałagan czy też może celowy sabotaż wyników wyborów a tym samym objaw demokratycznej degrengolady państwa polskiego? Obserwując obecną rzeczywistość polityczną w Polsce śmiem raczej skłaniać się do tej drugiej opcji i obarczyć winą za ten sabotaż obecnie rządzącą koalicję ze wskazaniem na PO wraz z prezydentem na czele.

Warto bowiem zwrócić uwagę na kilka faktów, które mogą uprawdopodobniać mój wniosek.

Po pierwsze. Od kilku lat PiS wskazywał wielokrotnie na możliwości fałszerstwa wyborczego w polskich wyborach i przygotował nawet konkretny projekt zmian w Kodeksie Wyborczym, który prezydent B. Komorowski odrzucił. ""Nie ma konieczności nowelizacji ustawy" w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa wyborów, ponieważ ​"w polskim prawie wyborczym system informatyczny pełni wyłącznie funkcję wspomagającą". Tak brzmiała odpowiedź kancelarii prezydenta Bronisława Komorowskiego z czerwca 2013 r. na ostrzeżenia szefa klubu Prawa i Sprawiedliwości, Mariusza Błaszczaka. Komorowski nie widział powodu do wzmacniania bezpieczeństwa systemu wyborczego PKW. 28 maja 2013 roku do prezydenta Bronisława Komorowskiego dotarł list z alarmującymi informacjami odnośnie systemu organizacji i liczenia głosów w wyborach, razem z propozycją zmian w kodeksie wyborczym. Dokument zawierał projekt zmian, których celem było "zapewnienie cyfrowego bezpieczeństwa wyborów" i uniemożliwienie "ingerencji w procedury demokratyczne suwerennego narodu". Wśród kluczowych propozycji zmian znalazł się m. in. projekt zabezpieczenia systemu liczenia głosów oraz rezygnacja przez Państwową Komisję Wyborczą ze współpracy z Rosją" [1]. Trzeba być chyba naprawdę "dzieckiem politycznym", żeby uważać, iż zapewnienie bezpieczeństwa informatycznego wyborów nie było wtedy i teraz palącą koniecznością, ale wtedy wybory wygrała odpowiednia opcja polityczna, czyli PO...

Po drugie. Od wielu miesięcy sondaże (te - tylko do wiadomości liderów partyjnych - także) wskazywały na porażkę PO. Partia, która przez 7 lat rządów dała się poznać niemal jako jeden wielki "przekręt" nie mogła przecież dopuścić, żeby tym razem zdecydowanie wygrała opozycja. I przecież naprawdę czy nikt się nie spodziewał, co może się stać, gdy PKW rozstrzygnie przetarg na informatyczny system liczenia głosów zaledwie na trzy miesiące przed wyborami? Sądzę, że nie i jestem w stanie niemal w całości zgodzić się z tokiem rozumowania blogera Matka Kurka, że "jest to robota macherów z PO, niemal ich firmowy znak. PiS nie popisał się z liczeniem głosów, ale obudził czujność społeczną i stało się jasne, że na ordynarnym przekręcie PO wyborów nie wygra. Potrzebny był numer większego i nowego kalibru i tak właśnie powstał „burdel w PKW”. Od początku do końca przeprowadzono kontrolowany sabotaż, bo nie skomplikowane systemy liczenia głosów, które można zweryfikować zwykłym kalkulatorem, dają większe możliwości fałszerstw, ale właśnie totalny burdel i wielodniowe liczenie oraz wklepywanie głosów do systemu. Istnieją co najmniej trzy powody, dla których na miejscu PO zrobiłbym dokładnie to samo. Po pierwsze jest to jedyna rozsądna możliwość fałszowania wyborów, chociaż ten motyw uznaję za najsłabszy. Po drugie PO ma podstawy do unieważnienia przegranych wyborów, jeśli tylko zbuduje odpowiednią atmosferę i wciągnie do niej opozycję. Po trzecie PO burdelem w PKW odwraca uwagę od swojej przegranej. Kto ma wątpliwości i odrzuca powyższe wyjaśnienia musi jeszcze wiedzieć, w jakim czasie zostały podjęte decyzje o zmianie systemu liczenia głosów. Krótko mówiąc był to najgorszy z możliwych momentów dla PO, rok temu partia matka miała najsłabsze wyniki sondażowe, Tusk walczył o życie, wewnątrz PO gotowało się na wszystkich poziomach. O porażce mówili wszyscy, zastanawiając się jedynie nad jej rozmiarami. Tylko totalny chaos wyborczy mógł zapewnić odpowiedni parawan PO i być może samemu Tuskowi, który na „króla Europy” został wykopany, a nie awansowany. Nie ma przypadków w grze o wszystko, to znaczy zawsze się mogą jakieś przygody zdarzyć, ale nie coś w takiej skali i bezczelności. Trzeba będzie poczekać, aby się dowiedzieć, którym wariantem PO się zadowoli, ponieważ narobiło się sporo smrodu, jest nadzieja, że będzie to wariant „dzięki Bogu nie mówią o naszej porażce, ale zajmują się PKW”. Jednak dopóki nie zobaczymy wyników, to jeszcze wszystko jest możliwe, łącznie z fałszowaniem, dla którego nigdy nie było tak dobrych warunków, jak i z powtórzeniem głosowania. Jak będzie ostatecznie, to się okaże, ale pewne jest jedno – mamy do czynienia ze sterowanym sabotażem nie żadnym przypadkiem, czy „bałaganem”" [2].

Po trzecie. Pojawiają się głosy, że być może faktycznym zwycięzcą wyborów będzie (jest?) PSL (szczególnie w sejmikach wojewódzkich), co wydaje się kuriozalne i wręcz niemożliwe. Jeżeli jednak to się potwierdzi to trzeba jakoś sprawdzić, czy był to tylko efekt źle skonstruowanej karty (książeczki) do głosowania, gdzie na pierwszej stronie był PSL czy może doszło do jakichś etycznie wątpliwych aktów np. w postaci dowożenia wyborców do urn przez lokalnych polityków PSL. Oczywiście dla PSL zamieszanie wokół liczenia głosów i wysuwanie żądań powtórzenia wyborów jest bardzo niekorzystne... Nie zmienia to jednak faktu, że "coś tu nie gra".

Po czwarte. Zastanawiające są też pierwsze dane dotyczące ilości głosów nieważnych. Czy naprawdę przeszło 1/4 wyborców nie wiedziała jak głosować lub celowo oddała głosy nieważne? Powtarza się tutaj sytuacja z poprzednich wyborów i należy dokładnie sprawdzić, gdzie oddano te głosy i komu one służyły.

Niezależnie jednak od wszystkiego można stwierdzić, że Polska demokracja po 25 latach jest tworem iluzorycznym i chorym od podstaw. Trzeba zmienić to państwo i większość liderów nim zarządzających.

[1] http://niezalezna.pl/61569-komorowski-w-2013-r-odrzucil-projekt-zabezpieczenia-systemu-pkw-mamy-dokument
[2] http://kontrowersje.net/ani_w_pkw_nie_siedz_kompletni_durnie_ani_blama_nie_jest_ba_aganem

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com


wtorek, 22 czerwca 2010

Och! Sondaże... tyle "kreatywnej" pracy twórczej w kanałach z fecesami!

Witam

W ostatnich trzech dniach jesteśmy świadkami kompletnego wprost obnażenia i ośmieszenia niemal wszystkich firm badawczych na rynku (zajmujących się tzw. sondażami wyborczymi).  Wielu blogerów i dziennikarskich komentatorów oraz polityków "nagle" zauważyło, że tak naprawdę owe sondaże były li tylko badaniem pewnego trendu, a więc dawały odpowiedź na pytanie: kto wygra... ale w żaden sposób nie mogły określić prawdopodobieństwa (nawet szacunkowego ze wskazanym średnim błędem szacunku) liczbowego uzyskania przez konkretnych kandydatów określonych wartości procentowych rozkładu oddawanych na nich - przez populację generalną badania, czyli dorosłych Polaków - głosów! (przepraszam za zawiłość zdania).

Doprawdy jestem tym zdziwiony i zastanawiam się czy naprawdę o powyższym nie wiedzieli, czy też próbowali kreować rzeczywistość poprzez fałszywe  informowanie Polków o ich preferencjach wyborczych? Przecież od 20 lat (i w sumie przez okres całego PRL-u) pracownie badawcze były socjologicznym ramieniem propagandy sukcesu rządzących (pomijam już fakt, że ojcem socjologii jako nauki był nie kto inny jak sławetny Karol Marks). Zresztą jak by jeszcze sięgnąć głębiej to tak naprawdę dla każdego ustroju totalitarnego i ludzi go tworzących "socjologia z elementami psychologii" to nic innego jak instrument manipulowania masami wykorzystujący wszystkie możliwości stadnego sterowania tłumami: to robili niemieccy hitlerowcy, komuniści... podobnie owe metody manipulacji wykorzystują różnego rodzaju fundamentaliści ideologiczni czy też religijni.

Oczywiście w miarę rozwoju metod badań statystycznych dopracowano się pewnych optymalnych modeli ich przeprowadzania (metodologii badawczej), które pozwoliły i pozwalają - zawsze z jakimś błędem - określić (oszacować) występowanie rzeczywistych masowych zjawisk (opinii) na podstawie poznania ich natury występującej  u cząstki tej "masy". Tak też powstała metoda reprezentacyjna polegająca na szacowaniu rzeczywistych parametrów na podstawie ich wartości określonej jedynie na pewnej próbie, którą zwie się losową tzw. reprezentatywną próbą populacji generalnej określonego badania (odnoszę się tu do badań socjologicznych zachowań osób fizycznych a nie prawnych).

Otóż cała "zagwozdka" wiarygodności wyników badań na próbie losowej, które mogą być szacunkami rzeczywistymi zachowań całej populacji generalnej określonego badania, polega w skrócie na odpowiednim doborze wielkości i struktury owej próby oraz na sposobie przeprowadzenia badania. Jej liczebność winna dawać wyniki z możliwe jak najmniejszym błędem standardowym lub średnim szacunku, zaś jej wewnętrzna struktura winna być zbliżona do rzeczywistego rozkładu danych wartości zmiennych w całej populacji generalnej danego badania (tu: dorosłych Polaków) – czyli np. strukturalnie w przybliżeniu powinna odpowiadać rozkładowi wartości takich zmiennych jak: wiek, płeć, miejsce zamieszkania czy też wykształcenie (odniesieniem są w tym przypadku dane ze spisów powszechnych GUS). Czy jakakolwiek "sondażownia" ujawniła kiedykolwiek strukturę wewnętrzną własnej próby losowej? Proponuję zapytać... mierne szanse na prawdziwą odpowiedź! Inną kwestią jest metoda przeprowadzenia badania, która implikuje bądź nie do nazwania jej metodą reprezentacyjną bądź niereprezentacyjną. Otóż - jak wielokrotnie już pisałem - żadne badanie metodą telefoniczną nie może być nigdy nazwane badaniem metodą reprezentacyjną lub też badaniem na próbie reprezentatywnej! Wynika to chociażby z faktu, że przez telefon np. mężczyzna może zacząć mówić sopranem udając kobietę, dziecko zniżyć głos udając mężczyznę, itd.... W samej swojej istocie wszelkie badania telefoniczne można a'priori wrzucić do "kibelka" i spuścić przynajmniej trzy razy wodę ze spłuczki... co by z tą wodą spłynęło łgarstwo, cynizm i fałszerstwo!

Stąd doprawdy wywołuje u mnie uśmiech (albo konsternację, albo... jakieś zamiksowane kompletnie odczucia) dzisiejszy ukłon w stronę Ryszarda Pieńkowskiego (wiceszefa PBS DGA - firmy, która popełniła największy błąd w sondażach), wyrażony słowem pisanym przez I. Janke w autorskim poście pt.: Evviva TVP i OBOP. Szef s24 cieszy się, że ów "badacz" przyznał się do błędu i podobno stwierdził: "Nasza firma nie będzie już sprawdzała preferencji politycznych przez telefon, to zawodne". Jeny! Gdybym to ja był interlokutorem Pan "badacza" to z jego deklaracji po prostu bym szyderczo zadrwił albo z uciechą wyszydził za hipokryzję (pamiętajmy, że DGA a tym samym PBS DGA to centrum afery "Misiak Gate" oraz, że sama sondażownia mocno związana jest z michnikoidami i im podobnymi).

Jako podsumowanie całej dyskusji na temat sondaży, uprawianej przez nie tzw.: inżynierii społecznej (socjotechniki, manipulacji, propagandy) oraz jej efektach w postaci wyborców PO oraz B. Komorowskiego, taki oto mój krótki wierszyk (napisany też w marcu tego roku):

"PR, słupki, wizerunek...
To wyznacza dziś kierunek!

Padnij, powstań to zabawa
Tylko PowerRed się nada!

Matma, hista to rzecz nowa
Czy da radę karta kredytowa?

Wizja, uśmiech, Słońce Peru
Tak to żyć fajnie bez PRL-u!

Uhm...

Słowa, gesty, obietnice...to komedia przecież tylko...
Każdy wie to dziś niezbicie... gra pozorów to jest życie!

A, że w głowach jakaś sieczka?
Nic to... najważniejsze, że śmieję się z Kiepskiego Ferdka!". (czytaj dzisiaj: Głosuję na Myśliwego Bronka!).

Pozdrawiam

P.S.

I na koniec jeszcze obszerny fragment mojego posta z lutego 2010 roku pt. Sondaże i badania opinii - gdzie leży prawda i dlaczego PO się boi?:

"W pewnych okresach - ściślej okołowyborowych - firmy zajmujące się badaniami marketingowymi i szerzej socjologicznymi (społecznymi) stają się najważniejszymi instytucjami w Polsce. Wyniki ich badań (vide: sondaży popularności) dla wszystkich polityków czy partii politycznych są wtedy źródłem podstawowej wiedzy, która niemal całkowicie implikuje ich zachowania i sposoby prezentacji medialnej siebie i swoich poglądów.

Dla niektórych nawet są przyczyną zmiany ich zachowań i burzą dotychczasowy ich system wartości, co oczywiście jest śmieszne i żenujące... ale powszechne.

Nie wnikając w szczegóły metodologiczne wpływające na prawidłowość wyników sondaży (...)  pragnę zwrócić uwagę na to, że każda firma badawcza publikująca sondaże bierze za ich wiarygodność odpowiedzialność.

To, czy metodologia badawcza jest zgodna ze sztuką nauki zwanej statystyką (z wykorzystaniem socjologii i psychologii) zależy tylko od etyki i kultury organizacjno-zawodowej danej firmy. Prowadząc sondaże (jak każde badania społeczne) istnieje wiele sposobów na manipulowanie ich wynikami: od właśnie metodologicznych (sposób doboru próby losowej badania i określenie jego próby generalnej; reprezentatywność bądź nie badania; sposób konstrukcji kwestionariusza i budowa samych pytań oraz kolejność ich zadawania; obróbka statystyczna uzyskanych wyników i inne), poprzez wpływ na odpowiedzi poglądów samej instytucji badawczej i jej pracowników/ankieterów aż do sposobu prezentacji wyników (nawet uzyskane i przetworzone poprawnie metodologicznie - w zależności od charakteru sposobu/celu jaki przyświeca publikacji - mogą być prezentowane manipulacyjnie).

Mam wrażenie/pewność, że wiele prezentowanych wyników sondaży jest właśnie wynikiem wykorzystania w/w metod manipulacji w ich przeprowadzaniu i publikowaniu. Oczywiście nie wszystkie.

I nie chcę być źle zrozumiany: jestem gorącym zwolennikiem uczciwych badań społecznych (marketingowch, socjologicznych). Sam kiedyś prowadziłem taką firmę. Przeprowadzałem m.in. badania oglądalności tv (jeszcze metodą dzienniczkową a nie przy pomocy telemetrii i np. urządzeń PPM*), marketingowe w szerokim zakresie ( jakościowe-focusowe i ilościowe-reprezentatywne). Szczególnie w działalności biznesowej wiarygodne i uczciwe badania marketingowe są niezbędne... w odniesieniu do różnych sfer i podejmowanych działań (np. w zakresie segmentacji rynku, wprowadzania nowych produktów, budowania strategii promocyjnych, kreowania popytu i oceny marki, itd.). Dla większości firm badawczych właśnie działalność dla biznesu i jego otocznia stanowi podstawowe źródło stałych, systematycznych dochodów. Dlatego dziwię się, że pozwalają sobie na utratę wiarygodności w przepadku wyborczych badań sondażowych. Poruszam tu tylko sprawę owej przyzwoitości i wiarygodności firm abstrahując od całej sfery politycznej i kwestii dotyczących Właścicieli owych firm (niestety wywodzących się często jeszcze z okolic dawnego PRL - temat podejmę przy innej okazji).

Chciałbym natomiast poinformować Was, że sondażownie przygotowują z reguły również tajne raporty badawcze dla ścisłego grona i "spin-doktorów" określonych partii czy polityków. Są to szczegółowe, oddające rzeczywistość i jej trendy, raporty wraz z analizą i wnioskami (...)"

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com