piątek, 18 marca 2022

Polska jako jeden z nielicznych krajów UE żegna się z rosyjskim gazem!

W 2021 roku łączne zasoby własne gazu ziemnego wyniosły przeszło 5 mld metrów sześciennych, w tym około 4,0 mld metrów sześciennych w Polsce i około 1 mld metrów sześciennych za granicą (z tego około 70% w Norwegii i około 30% w Pakistanie).

Łączne roczne polskie zapotrzebowanie na na błękitne paliwo wynosi około 20-21 mld metrów sześciennych (rok 2020 - 20,6 mld m. sześciennych), przy czym w ciągu kolejnych 10 lat ma wzrosnąć do 30 mld metrów sześciennych. 

Jak więc łatwo obliczyć to na dzień dzisiejszy musimy importować gaz w ilości około 15-16 mld metrów  sześciennych, czyli 72-76% polskiego zapotrzebowania. Struktura importu gazu w 2021 roku była następująca: terminal LNG w Świnoujściu - 3,83 mld metrów sześciennych, czyli ok. 18% polskiego zapotrzebowania (maksymalna przepustowość to 5 mld metrów sześciennych), import z Rosji - ok. 10 mld metrów sześciennych, czyli ok. 48-50% polskiego zapotrzebowania  (rok 2020 - 9,6 mld metrów sześciennych) [1]. 

Resztę gazu uzupełnialiśmy tzw. rewersem zachodnim. 

Jeżeli Szanowni Czytelnicy chcieliby się zapoznać w szczegółach o polskim rynku gazu ziemnego i zawiłościach z nim związanych to serdecznie polecam poniższy film:


Kontrakt Jamalski dostaw gazu z Rosji do Polski obowiązuje do końca 2022 roku i są zapowiedzi, że więcej takich długoletnich kontraktów z Rosją nie zawrzemy. 

Oczywiście jest to możliwe tylko dzięki temu, że cały czas dywersyfikujemy źródła dostaw gazu do Polski, czego sztandarowym przykładem jest Baltic Pipe. Ten wyszydzany przez totalną opozycję projekt, który od lat był blokowany przez niemieckich i rosyjskich agentów wpływu w Polsce, ma zakończyć się we wrześniu 2022 roku a gaz z niego ma płynąć do Polski już od 1 października 2022. Jego maksymalną przepustowość to ok. 10 mld. metrów sześciennych, co zrównoważy zaniechanie importu gazu z Rosji. 



Warto jednak przypomnieć historię budowy tego gazociągu, który mogliśmy mieć już dawno.

Polska już w 2005 roku mogła uniezależnić się od dostaw gazu z Rosji. Byłoby to możliwe, gdyby w 2003 roku rząd Leszka Millera (SLD) nie zerwał zawartej dwa lata wcześniej przez rząd Buzka (AWS) umowy w sprawie budowy położonego na dnie Bałtyku gazociągu z Norwegii. Warto podkreślić, że wkrótce po tym koncerny z Rosji i Niemiec ogłaszają plan budowy własnego gazociągu na dnie Bałtyku omijającego łukiem nasz kraj i utrudniającego w przyszłości powrót do koncepcji budowy gazociągu Norwegia-Polska…

Przypomnijmy, że rząd Jerzego Buzka (AWS), próbując zdywersyfikować źródła gazu ziemnego i uniezależnić się od Rosji, podpisuje z Norwegią umowę o budowie gazociągu położonego na dnie Bałtyku, którym miałby być dostarczany do naszego kraju gaz wydobywany w Norwegii. Umowa przewidywała, że ten pionierski projekt zostanie ukończony w ciągu 5 lat i w 2005 roku Polska będzie mogła uniezależnić się od dostaw błękitnego surowca zza wschodniej granicy. Niestety pod koniec 2001 roku do władzy dochodzi SLD. Premierem zostaje były członek PZPR – Leszek Miller. Od samego początku deklarował on niechęć do planu dywersyfikacji. Od słów szybko przeszedł do czynów. W grudniu 2003 roku Leszek Miller zerwał zawartą przez Buzka umowę. Projekt gazociągu na dnie Bałtyku, łączącego Norwegię z Polską, legł w gruzach. Co ciekawe – wkrótce po tym jak Miller uwalił projekt polsko-norweskiego gazociągu, koncerny z Rosji i Niemiec ogłaszają plan budowy własnego gazociągu na dnie Bałtyku…, który jest znany z nazwy Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Jak widać Niemcy z Rosją dogadują się jak zawsze wprost wzorcowo.

Należy też wspomnieć, że  L. Miller uległ oczywiście przede wszystkim Rosji, ale też Niemcom a do tego miał wielkie zobowiązania wobec Rosji, która uratowała (swoimi pieniędzmi) komunistyczną nomenklaturę w momencie likwidacji PZPR i przepoczwarzenia jej w końcu na SLD. Spłacał po prostu dług wdzięczności.

Warto zauważyć też, że od momentu "uwalenia" tego projektu przez rząd L. Millera nie podejmowano niemal żadnych kroków mających na celu go wznowić. Udało się to dopiero za rządów PiS-u, po 2015 roku.

Ale też i całkiem niedawno, bo na początku czerwca ubiegłego roku, znów mogło dojść do klęski w postaci wstrzymania budowy Balitic Pipe. Nie wiem za czyim nakazem (mogę się tylko domyślać), ale po  decyzji J. Bidena o cofnięciu sankcji na budowę Nord Stream 2, Duńczycy zablokowali budowę strategicznego z polskiego punktu widzenia rurociągu Baltic Pipe. Cofnięto po prostu decyzję środowiskową (wydaną w 2019 roku) na budowę tegoż w duńskiej części lądowej. Wtedy - jakżeby inaczej - decyzję motywowano ochroną dobrostanu drobnych zwierząt, ale chyba nikt w to wówczas nie wierzył [2], [3], [4]. 

Polska też - licząc się ze wzmożonym popytem na gaz w kolejnych latach - przygotowuje się do uruchomienia pływającego terminala typu FSRU (Floating Storage Regasification Unit) w Zatoce Gdańskiej, które jest planowane na lata 2027/2028. Wstępne rozmowy o jego budowie wciąż trwają. "FSRU jest nie tylko wynikiem poziomu popytu na gaz w nadchodzących latach, ale także efektem analiz bezpieczeństwa przepływów gazu w sieci przesyłowej. Okazało się, że przy takich ilościach gazu, jakie będą krążyć w sieci w perspektywie dekady, dla zapewnienia bezpieczeństwa dostaw niezbędny jest nowy punkt wejścia gazu do systemu, niezależny od istniejących i powstających, o odpowiednio dużej przepustowości" [5]. Terminal ten będzie miał przepustowość około 6 mld metrów sześciennych rocznie. 


Także widzimy, że od 2015 roku nowe władze Polski (ZP pod przewodnictwem PiS) robiły i robią bardzo dużo od uzależnienia się od dostaw rosyjskiego gazu. Pozwala to nam na de facto rezygnację zakupu gazu z Rosji począwszy od końca 2022 roku. Jest to diametralna zmiana w stosunku do niemal wszystkich rządów, które reprezentowały tzw. III RP. 

W obliczu dzisiejszej agresji Rosji na Ukrainę widać jak przewidująca była to polityka. My możemy swobodnie zrezygnować z dostaw z Rosji a niestety większość krajów Starej Europy (przede wszystkim Niemcy) tak się uzależniły energetycznie od Rosji, że zostały dziś z "ręką w nocniku" i postawieni przez W. Putina "pod ścianą". A przecież ileż to razy z krajów naszego bloku (też oczywiście z Polski) płynęły ostrzeżenia do tych krajów wskazujące, że UE energetycznie uzależnia się od Rosji. Ostro przecież krytykowaliśmy powstawanie niemiecko-rosyjskich rurociągów Nord Stream I i Nord Stream II. I co? Ano nic... I teraz mamy tego konsekwencje. 


[1] Według GUS w 2020 roku sprowadziliśmy 17,9 mld metrów sześciennych. Różnica między moimi obliczeniami wynika stąd, że sprowadzaliśmy też gaz mający pokryć magazynowe strategiczne rezerwy gazowe, które nie są do końca tożsame z naszym zapotrzebowaniem na gaz. Jeżelibyśmy mieli się odnieść do tej wielkości to import gazu z Rosji w wysokości 9,6 mld metrów sześciennych stanowiłby 54% importu całkowitego i  47% ogólnego polskiego rocznego zapotrzebowania na gaz.

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są przeze mnie cenzurowane ani wycinane za wyjątkiem tych, które zawierają wulgaryzmy oraz bezpośrednie niemerytoryczne ataki ad presonam.