Z braku czasu znów (1) tylko kilka słów...
Jeżeli bym był tym młodym kierowcą Seicento, który spowodował wypadek Pani premier w Oświęcimiu to pierwsze, co bym zrobił to prywatnie i publicznie podziękowałbym kierowcy BOR za uratowanie mi życia. Cieszyłbym się po prostu, że żyję i dalej mogę oglądać świat, przebywać z rodziną i planować swoją przyszłość. A ponadto - nawet gdybym był niewierzący - to dziękowałbym Panu Bogu oraz św. Krzysztofowi za to moje niemal nowe życie i w tej modlitwie również polecałbym Bogu owego BOR-owca.
Bo wszystko przecież mogło wyglądać inaczej i gdyby ów kierowca BOR nie postąpił tak jak postąpił to niestety dziś zamiast być perfidnie wykorzystywanym przez "totalną opozycję" jako człowiek żyjący, byłby Pan tak samo wykorzystywany, ale nad swoim grobem. A Pan żyje!
Ku refleksji...
Pozdrawiam
(1) Wczoraj też bardzo krótko napisałem tekst pt.: "Do zwolenników "totalniaków" - Człowiek to brzmi dumnie", który brzmiał tak:
"Jeżeli bym był wyborcą PO, .N, PSL oraz zwolennikiem KOD czy jakiś tam
ORz i uważałbym się za człowieka sensu largo - czyli posiadającego umysł
i zdolność logicznego oraz abstrakcyjnego myślenia, posiadającego
serce/ducha zdolnego do odczuwania emocji i współodczuwania (empatii),
posiadającego jakieś aksjologiczne wartości i zasady postępowania,
posiadającego ludzką umiejętność odróżniania dobra od zła... to - w
obliczu zachowania liderów "totalnej opozycji" wobec okoliczności
wypadku premier B. Szydło - przestałbym być ich wyborcą oraz
zwolennikiem i ze wstydem spojrzałbym w lustro i rzekł: "ale ze mnie
idiota i głupiec oraz strasznie naiwny człowiek". No właśnie człowiek...
więc wtedy wróciłbym do człowieczeństwa, bo człowiek to brzmi dumnie!
Ku refleksji...".
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BOR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BOR. Pokaż wszystkie posty
piątek, 17 lutego 2017
sobota, 11 lutego 2017
"Seryjny wypadek". Czy to pewna wersja "startegii żaby"?
Być może pewne wydarzenia dzieją się przypadkowo i to w każdej sferze życia indywidualnego oraz zbiorowego. Z pewnością tak jest, ale jeżeli tak się dzieje, że mało prawdopodobne do wystąpienia fakty jednak się zdarzają i to nawet cyklicznie to już nie można mówić o przypadku. A tak jest z tzw. stłuczkami samochodowymi najważniejszych osób w państwie, m.in. prezydenta, premier (też w Izraelu!) czy szefa MON.
Oczywiście można dalej się upierać, że ów "seryjny wypadek" limuzyn rządowych to jakieś fatum, "prawo serii", brak wyszkolenia i brawura BOR-owców, niedouczeni polscy kierowcy czy tam wyszukiwać innych przyczyn, w tym losowych.
Ale sprawa staje się na tyle poważna, że trzeba zakładać wykreowanie owej cykliczności "seryjnego wypadku". Tym bardziej, że w całej historii II PRL (III RP) jak i I PRL mieliśmy do czynienia z bardzo częstym grasowaniem "seryjnego samobójcy" czy też "nieszczęśliwego wypadku". To standard postępowania zmierzającego do wyeliminowania niewygodnych dla komuny, poskomuny i elit III RP ludzi, którzy zagrażali (i zagrażają) ustalonym w Magdalence i OS zdradliwym i antypolskim porozumieniom.
Objęcie władzy przez prezydenta A. Dudę i PiS (ZP) a szczególnie to, że rządzą naprawdę realizując swoje obietnice wyborcze od samego początku było szokiem dla II PRL i od pierwszego dnia rządów (a nawet wcześniej) nastąpił zmasowany atak na nowe władze, atak zjednoczonej totalnej opozycji, współczesnej Targowicy. Trwa on do dzisiaj, mimo, że wszystkie próby obalenia prezydenta czy rządu premier B. Szydło spełzły na niczym. Nie udało się wciągnąć rządzących w "bieżące pyskówki", nie udało się doprowadzić do krwawych rozruchów Polaków na ulicach, nie była w stanie pomóc brukselsko-niemiecka zagranica ani lewacko-demoliberalne światowe elity, nie udał się grudniowy i dobrze przygotowany pucz "totalnej opozycji" ani żadne prowokacje uliczne i parlamentarne. Rząd rządzi coraz skuteczniej i - o zgrozo - zaczął powoli rozbijać antypolską, rządzącą niemal od 27 lat mafię elit III RP. Zagrożone zostały podstawy jej funkcjonowania, począwszy od finansów, czyli swobodnego okradania Polski na miliardy złotych a skończywszy na śledztwach, aresztowaniach, procesach karnych, zmianach kadrowych (np. w armii) czy rozbijaniu bezkarnych korporacji zawodowych, w tym w wymiarze sprawiedliwości i w środowisku dawnych SB-ków czy WSI-oków. Całej tej sitwie dosłownie zaczął "palić się grunt pod nogami" a wizja świata zza krat jest dla tej wyższej kasty ludzi nie do przyjęcia, tak samo jak oderwanie ich od koryta władzy i apanaży z nią zawiązanych.
Wielokrotnie to powtarzałem i powtórzę jeszcze raz - oni są zdolni do wszystkiego, największej podłości i zdrady. Są w stanie doprowadzić Polaków do rozlewu polskiej krwi na ulicach, ale też są w stanie dokonywać mordów politycznych, tak jak to było i w czasie komuny i postkomuny. A te mordy w postaci właśnie "seryjnego samobójcy" lub "nieszczęśliwego wypadku" były częste i cyklicznie a ich i ich ofiary opisałem w ciągle uzupełnianym swoim tekście: "Seryjny samobójca" i "nieszczęśliwy wypadek" - efekty degrengolady państwa polskiego!" [1]. Sądzę też, że z dużą dozą prawdopodobieństwa ową listę uzupełnić można też niedawną śmiercią w wypadku samochodowych posła Kukiz'15 Rafała Wójcikowskiego.
Te dziwne wypadki samochodowe mogą nic nie znaczyć, ale też mogą stanowić operacyjne realizowanie pewnej strategii zbliżonej do tzw. "strategii żaby", która to ta żaba włożona do wrzątku od razu wyskakuje i ucieka, ale jeżeli włoży się ją do zimnej wody i będzie tę wodę stopniowo się podgrzewać to żaba będzie - sukcesywnie w czasie - przyzwyczajać się do coraz bardziej gorącej wody, nie ucieknie i zginie w końcu ugotowana przez wrzątek. I właśnie może te dziwne wypadki mają na celu właśnie stopniowe przyzwyczajanie nas do ewentualnego "ostatecznego rozwiązania" kwestii prezesa, prezydenta, pani premier czy niektórych ministrów, którzy w końcu mogą naprawdę zginąć w jakimś wypadku samochodowym a wtedy totalniacy i ich "elity" różnej maści - jak zwykle szyderczo i lekceważąco a wewnętrznie radośnie - rozłożą ręce i powiedzą: "No już było kilka wypadków a ten akurat okazał się śmiertelny, bo PiS zniszczył służbę BOR i nie wyciągnął wniosków z poprzednich zdarzeń. Ten wypadek akurat skończył się nieszczęśliwie, ale można się było w końcu tego spodziewać".
Chciałbym się mylić, ale podobnie korzystano z elementów tej strategii w przypadku "polityki nienawiści" wobec ś.p. prezydenta L. Kaczyńskiego, gdzie wcześniej pojawił się jakiś "ślepy, ruski snajper", potem B. Komorowski stwierdził mnie więcej, że "prezydent gdzieś poleci i wszystko się zmieni" a później była tragedia smoleńska. Wcześniej zaś była katastrofa Casy a nawet możliwość katastrofy śmigłowca z L. Millerem. Został też wykreowany Cyba a przez całe ostatnie 1,5 roku próbuje się wykreować pokłady chorej nienawiści wśród odmóżdżonych lemingów... bo może któryś w końcu stanie się tym kolejnym Cybą....
Jedno zaś jest pewne. Najwyższym przedstawicielom polskich władz grozi niebezpieczeństwo i to tym większe, że A. Merkel zrozumiała, że musi liczyć się ze zdaniem Polski a dla niej to też zapewne jest nie do zniesienia. I tym bardziej, że "totalna opozycja" wraz z jej elitami traci na znaczeniu w badaniach sondażowych a podstawy jej szpetnej egzystencji zaczynają być podcinane skutecznymi działaniami nowych władz.
Oby jednak to wszystko były jednak przypadki, które zmuszą do radykalnych działań w zakresie poprawy bezpieczeństwa najwyższych władz RP.
[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/11/seryjny-samobojca-i-nieszczesliwy.html
P.S.
Nie będę tutaj cytował, ale szydercze reakcje na wypadek pani premier takich Wrońskich czy Giertychów tylko świadczą o ich totalnej zgniliźnie i skundleniu oraz jakiejś chorej antyludzkiej nienawiści. Oni naprawdę by się cieszyli ze śmierci przedstawicieli nowych władz...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Oczywiście można dalej się upierać, że ów "seryjny wypadek" limuzyn rządowych to jakieś fatum, "prawo serii", brak wyszkolenia i brawura BOR-owców, niedouczeni polscy kierowcy czy tam wyszukiwać innych przyczyn, w tym losowych.
Ale sprawa staje się na tyle poważna, że trzeba zakładać wykreowanie owej cykliczności "seryjnego wypadku". Tym bardziej, że w całej historii II PRL (III RP) jak i I PRL mieliśmy do czynienia z bardzo częstym grasowaniem "seryjnego samobójcy" czy też "nieszczęśliwego wypadku". To standard postępowania zmierzającego do wyeliminowania niewygodnych dla komuny, poskomuny i elit III RP ludzi, którzy zagrażali (i zagrażają) ustalonym w Magdalence i OS zdradliwym i antypolskim porozumieniom.
Objęcie władzy przez prezydenta A. Dudę i PiS (ZP) a szczególnie to, że rządzą naprawdę realizując swoje obietnice wyborcze od samego początku było szokiem dla II PRL i od pierwszego dnia rządów (a nawet wcześniej) nastąpił zmasowany atak na nowe władze, atak zjednoczonej totalnej opozycji, współczesnej Targowicy. Trwa on do dzisiaj, mimo, że wszystkie próby obalenia prezydenta czy rządu premier B. Szydło spełzły na niczym. Nie udało się wciągnąć rządzących w "bieżące pyskówki", nie udało się doprowadzić do krwawych rozruchów Polaków na ulicach, nie była w stanie pomóc brukselsko-niemiecka zagranica ani lewacko-demoliberalne światowe elity, nie udał się grudniowy i dobrze przygotowany pucz "totalnej opozycji" ani żadne prowokacje uliczne i parlamentarne. Rząd rządzi coraz skuteczniej i - o zgrozo - zaczął powoli rozbijać antypolską, rządzącą niemal od 27 lat mafię elit III RP. Zagrożone zostały podstawy jej funkcjonowania, począwszy od finansów, czyli swobodnego okradania Polski na miliardy złotych a skończywszy na śledztwach, aresztowaniach, procesach karnych, zmianach kadrowych (np. w armii) czy rozbijaniu bezkarnych korporacji zawodowych, w tym w wymiarze sprawiedliwości i w środowisku dawnych SB-ków czy WSI-oków. Całej tej sitwie dosłownie zaczął "palić się grunt pod nogami" a wizja świata zza krat jest dla tej wyższej kasty ludzi nie do przyjęcia, tak samo jak oderwanie ich od koryta władzy i apanaży z nią zawiązanych.
Wielokrotnie to powtarzałem i powtórzę jeszcze raz - oni są zdolni do wszystkiego, największej podłości i zdrady. Są w stanie doprowadzić Polaków do rozlewu polskiej krwi na ulicach, ale też są w stanie dokonywać mordów politycznych, tak jak to było i w czasie komuny i postkomuny. A te mordy w postaci właśnie "seryjnego samobójcy" lub "nieszczęśliwego wypadku" były częste i cyklicznie a ich i ich ofiary opisałem w ciągle uzupełnianym swoim tekście: "Seryjny samobójca" i "nieszczęśliwy wypadek" - efekty degrengolady państwa polskiego!" [1]. Sądzę też, że z dużą dozą prawdopodobieństwa ową listę uzupełnić można też niedawną śmiercią w wypadku samochodowych posła Kukiz'15 Rafała Wójcikowskiego.
Te dziwne wypadki samochodowe mogą nic nie znaczyć, ale też mogą stanowić operacyjne realizowanie pewnej strategii zbliżonej do tzw. "strategii żaby", która to ta żaba włożona do wrzątku od razu wyskakuje i ucieka, ale jeżeli włoży się ją do zimnej wody i będzie tę wodę stopniowo się podgrzewać to żaba będzie - sukcesywnie w czasie - przyzwyczajać się do coraz bardziej gorącej wody, nie ucieknie i zginie w końcu ugotowana przez wrzątek. I właśnie może te dziwne wypadki mają na celu właśnie stopniowe przyzwyczajanie nas do ewentualnego "ostatecznego rozwiązania" kwestii prezesa, prezydenta, pani premier czy niektórych ministrów, którzy w końcu mogą naprawdę zginąć w jakimś wypadku samochodowym a wtedy totalniacy i ich "elity" różnej maści - jak zwykle szyderczo i lekceważąco a wewnętrznie radośnie - rozłożą ręce i powiedzą: "No już było kilka wypadków a ten akurat okazał się śmiertelny, bo PiS zniszczył służbę BOR i nie wyciągnął wniosków z poprzednich zdarzeń. Ten wypadek akurat skończył się nieszczęśliwie, ale można się było w końcu tego spodziewać".
Chciałbym się mylić, ale podobnie korzystano z elementów tej strategii w przypadku "polityki nienawiści" wobec ś.p. prezydenta L. Kaczyńskiego, gdzie wcześniej pojawił się jakiś "ślepy, ruski snajper", potem B. Komorowski stwierdził mnie więcej, że "prezydent gdzieś poleci i wszystko się zmieni" a później była tragedia smoleńska. Wcześniej zaś była katastrofa Casy a nawet możliwość katastrofy śmigłowca z L. Millerem. Został też wykreowany Cyba a przez całe ostatnie 1,5 roku próbuje się wykreować pokłady chorej nienawiści wśród odmóżdżonych lemingów... bo może któryś w końcu stanie się tym kolejnym Cybą....
Jedno zaś jest pewne. Najwyższym przedstawicielom polskich władz grozi niebezpieczeństwo i to tym większe, że A. Merkel zrozumiała, że musi liczyć się ze zdaniem Polski a dla niej to też zapewne jest nie do zniesienia. I tym bardziej, że "totalna opozycja" wraz z jej elitami traci na znaczeniu w badaniach sondażowych a podstawy jej szpetnej egzystencji zaczynają być podcinane skutecznymi działaniami nowych władz.
Oby jednak to wszystko były jednak przypadki, które zmuszą do radykalnych działań w zakresie poprawy bezpieczeństwa najwyższych władz RP.
[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/11/seryjny-samobojca-i-nieszczesliwy.html
P.S.
Nie będę tutaj cytował, ale szydercze reakcje na wypadek pani premier takich Wrońskich czy Giertychów tylko świadczą o ich totalnej zgniliźnie i skundleniu oraz jakiejś chorej antyludzkiej nienawiści. Oni naprawdę by się cieszyli ze śmierci przedstawicieli nowych władz...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Etykiety:
A. Duda,
A. Macierewicz,
B. Szydło,
BOR,
MON,
ochrona,
Premier,
Prezydent,
seryjny samobójca,
seryjny wypadek,
strategia żaby,
wypadek samochodowy
środa, 10 lutego 2016
BOR nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa prezydentowi?!
Wedle informacji portalu wpolityce.pl dziennik "Rzeczpospolita" opublikował materiał, w którym anonimowi funkcjonariusze BOR oświadczają [1]:
"Nie jesteśmy w stanie należycie zadbać o bezpieczeństwo prezydenta".
Swoją arcyciekawą konstatację odnosili do dwóch zdarzeń, gdzie bezpieczeństwa głowy państwa nie byli w stanie należycie zapewnić: mecz piłki ręcznej w krakowskiej Tauron Arenie, podczas którego prezydent kibicował w miejscu ogólnie dostępnym a nie w strefie VIP-ów której nie było oraz gala Człowieka Roku „Gazety Polskiej”, gdzie byłby problem np. z ewakuacją prezydenta gdyby okazało się to koniecznością.
Kancelaria Prezydenta i BOR-owcy mówią o zaniedbaniach organizacyjnych a MSWiA twierdzi, iż podczas obu imprez wszystkie procedury bezpieczeństwa zostały spełnione. Z kolei osoby z ochrony prezydenta twierdzą, że ochrona - choćby w Krakowie - była jedynie iluzoryczna.
Przyznam szczerze, że jestem zszokowany ową informacją i to w kilku aspektach.
Pierwszym jest w ogóle to, iż o takich sprawach dyskutuje się publicznie. Funkcjonariusze BOR, Kancelaria Prezydenta i organizatorzy imprez winni zrobić wszystko, aby bezpieczeństwo prezydenta było zapewnione a wszelkie niejasności należy rozwiewać w zamkniętym gronie.
Drugim - powiązanym z poprzednim - jest sam fakt, iż BOR-wcy nie są w stanie zapewnić odpowiedniej ochrony prezydentowi oraz przyznają się do tego publicznie i to post factum. To przecież jest jakieś horrendalne kuriozum i to bardzo niebezpieczne kuriozum.
Trzecim jest dopuszczenie do uczestnictwa prezydenta w wydarzeniach, na których nie można zagwarantować mu wystarczającej ochrony.
W związku z każdą z tych wskazanych moich wątpliwości mogą się rodzić różnorodne pytania:
Dlaczego BOR-owcy dyskutują o tym publicznie i rozpowszechniają tego typu informacje uderzające przecież w nich samych? Czy może dlatego, aby poprzez presję dokonać odpowiednich zmian w funkcjonowaniu ochrony prezydenta? A może, żeby wskazać, iż prezydent nie jest odpowiednio chroniony i tym samym zachęcić do jakiś działań przeciwko niemu? Czy też może, aby zawczasu się usprawiedliwić, gdyby prezydentowi stało się coś złego? A może też, aby wskazać, że prezydent (i jego otoczenie) jest niefrasobliwy i nie dba należycie o swoje bezpieczeństwo?
Niezależnie jednak od przyczyn zainicjowania takiej publicznej dyskusji jedno pozostaje pewne. Coś jest nie tak z BOR-em i jak najszybciej należy to zmienić!
Wszak nasz prezydent ma wielu wrogów i już niektórzy wysyłają go na Wawel, gdzie od prawie sześciu lat leży prezydent, który też miał wielu wrogów...
[1] http://wpolityce.pl/polityka/281172-iluzoryczna-ochrona-prezydenta-bor-przyznaje-ze-nie-jest-w-stanie-zapewnic-glowie-panstwa-nalezytego-bezpieczenstwa
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
"Nie jesteśmy w stanie należycie zadbać o bezpieczeństwo prezydenta".
Swoją arcyciekawą konstatację odnosili do dwóch zdarzeń, gdzie bezpieczeństwa głowy państwa nie byli w stanie należycie zapewnić: mecz piłki ręcznej w krakowskiej Tauron Arenie, podczas którego prezydent kibicował w miejscu ogólnie dostępnym a nie w strefie VIP-ów której nie było oraz gala Człowieka Roku „Gazety Polskiej”, gdzie byłby problem np. z ewakuacją prezydenta gdyby okazało się to koniecznością.
Kancelaria Prezydenta i BOR-owcy mówią o zaniedbaniach organizacyjnych a MSWiA twierdzi, iż podczas obu imprez wszystkie procedury bezpieczeństwa zostały spełnione. Z kolei osoby z ochrony prezydenta twierdzą, że ochrona - choćby w Krakowie - była jedynie iluzoryczna.
Przyznam szczerze, że jestem zszokowany ową informacją i to w kilku aspektach.
Pierwszym jest w ogóle to, iż o takich sprawach dyskutuje się publicznie. Funkcjonariusze BOR, Kancelaria Prezydenta i organizatorzy imprez winni zrobić wszystko, aby bezpieczeństwo prezydenta było zapewnione a wszelkie niejasności należy rozwiewać w zamkniętym gronie.
Drugim - powiązanym z poprzednim - jest sam fakt, iż BOR-wcy nie są w stanie zapewnić odpowiedniej ochrony prezydentowi oraz przyznają się do tego publicznie i to post factum. To przecież jest jakieś horrendalne kuriozum i to bardzo niebezpieczne kuriozum.
Trzecim jest dopuszczenie do uczestnictwa prezydenta w wydarzeniach, na których nie można zagwarantować mu wystarczającej ochrony.
W związku z każdą z tych wskazanych moich wątpliwości mogą się rodzić różnorodne pytania:
Dlaczego BOR-owcy dyskutują o tym publicznie i rozpowszechniają tego typu informacje uderzające przecież w nich samych? Czy może dlatego, aby poprzez presję dokonać odpowiednich zmian w funkcjonowaniu ochrony prezydenta? A może, żeby wskazać, iż prezydent nie jest odpowiednio chroniony i tym samym zachęcić do jakiś działań przeciwko niemu? Czy też może, aby zawczasu się usprawiedliwić, gdyby prezydentowi stało się coś złego? A może też, aby wskazać, że prezydent (i jego otoczenie) jest niefrasobliwy i nie dba należycie o swoje bezpieczeństwo?
Niezależnie jednak od przyczyn zainicjowania takiej publicznej dyskusji jedno pozostaje pewne. Coś jest nie tak z BOR-em i jak najszybciej należy to zmienić!
Wszak nasz prezydent ma wielu wrogów i już niektórzy wysyłają go na Wawel, gdzie od prawie sześciu lat leży prezydent, który też miał wielu wrogów...
[1] http://wpolityce.pl/polityka/281172-iluzoryczna-ochrona-prezydenta-bor-przyznaje-ze-nie-jest-w-stanie-zapewnic-glowie-panstwa-nalezytego-bezpieczenstwa
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
środa, 13 sierpnia 2014
Śmierć oficera BOR. Kolejny "nieszczęśliwy wypadek"?
Tajemnicza śmierć w kierownictwie BOR
"Rzeczpospolita" poinformowała, że "w podwarszawskich Ząbkach znaleziono ciało 44-letniego majora z Biura Ochrony Rządu" (1).Według słów jednego z policjantów "rodzina funkcjonariusza od kilku dni nie miała z nim kontaktu, chciała sprawdzić, co się dzieje. Drzwi do mieszkania były zamknięte, a nikt nie reagował na telefony, więc wezwano ślusarza" (1), który w obecności policji otworzył drzwi mieszkania Marka K. W mieszkaniu znaleziono martwe ciało funkcjonariusza z rozciętym łukiem brwiowym, co - wedle policji - nie mogło być przyczyną śmierci (2).
"Marka K. ostatni raz widziano w niedzielę. W poniedziałek miał wolne. Wiadomo, że broń zostawił w jednostce. Wstępnie wykluczono zabójstwo. Możliwe, że był to nieszczęśliwy wypadek lub samobójstwo. Choć w to drugie nie wierzą koledzy funkcjonariusza, bo, jak tłumaczą, dobrze mu się układało. Ponoć nawet kupił mieszkanie" (3).
"Major Marek K. był szefem wydziału, który zabezpieczał wizyty najważniejszych osób w państwie. Nadzorował też sprawy związane z nadzorem technicznym tzw. VIP-ów w czasie, gdy podsłuchiwano polityków (...) W 2010 roku brał udział w przygotowaniu wizyt prezydenta i premiera 7 i 10 kwietnia 2010 r. w Katyniu. W tej sprawie zeznawał w prokuraturze (...) Major nie miał skłonności depresyjnych" (2).
Warto też wspomnieć, że "na początku sierpnia br. Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście uchylił decyzję Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, która umorzyła śledztwo w sprawie organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska w 2010 r. Prokuratura musi wznowić tzw. cywilny wątek śledztwa smoleńskiego" (2).
Osobiście nie wierzę w żadne przypadki zagatkowych śmierci wśród ważnych publicznie, społecznie i politycznie osób począwszy od 1989 roku do dzisiaj. Dotyczy to również ludzi służb specjalnych i świata przestępczego często niestety powiązanego z niektórymi politykami. Jak wskazałem dwa lata temu w poście: ""Seryjny samobójca" i "nieszczęśliwy wypadek" - efekty degrengolady państwa polskiego!"" (4) "seryjny samobócja" i "nieszczęśliwy wypadek" uśmiercili już wielu w III RP, w tym też znaczące postaci mogące w jakiś sposób rozwiązać zagadkę tragedii smoleńskiej.
Nie chcę aby moje słowa zabrzmiały zbyt pesymistycznie i odebrane zostały jako przejaw "spiskowej teorii dziejów", ale może warto tutaj przytoczyć słowa wypowiedziane 6 kwietnia 2010 roku przez ówczesnego szefa IPN, J.Kurtyki: "DEMONTAŻ PAŃSTWA JUŻ SIĘ SKOŃCZYŁ. TERAZ ZACZNĄ ZNIKAĆ LUDZIE".
I giną niestety często... i za każdym razem śledczy od razu z reguły wykluczają zabójstwo (sic!)...
(1) http://www.rp.pl/artykul/653412,1132892-Tajemnicza-smierc-w-kierownictwie-BOR.html
(2) http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/91121,niewyjasniona-smierc-bor-owca.html
(3) http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Tajemnicza-smierc-w-kierownictwie-BOR,wid,16813401,wiadomosc.html#czytajdalej
(4) http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/11/seryjny-samobojca-i-nieszczesliwy.html
P.S.
Informacja z dnia 14.08.2014 zawarta na stronach Naszego Dziennika.
"44-letni major Marek K. z Biura Ochrony Rządu, którego ciało znaleziono w podwarszawskich Ząbkach, był zaangażowany w organizację lotów do Smoleńska – ustalił „Nasz Dziennik”. Na dziś prokuratura wyklucza samobójstwo.
Oficer znany był w Biurze jako „Koper”, miał opinię bardzo dobrego fachowca. Najistotniejsze jest jednak to, że major Marek K. miał dużą wiedzę na temat przygotowań wizyt w Smoleńsku 7 i 10 kwietnia 2010 roku. Jak ustalił „Nasz Dziennik”, pełnił wtedy funkcję szefa oddziału BOR, który zajmował się zapewnieniem bezpieczeństwa wizyt premiera i prezydenta w Smoleńsku i w Katyniu. Koordynując działanie grupy, miał więc duże rozeznanie co do szczegółów organizacji tych wizyt i ich zabezpieczenia. Marek K. zeznawał w tej sprawie w prokuraturze. Nadzorował też działania tej formacji związane z zabezpieczeniem technicznym i osobowym (zabezpieczenia podsłuchowe, pirotechniczne i sanitarno-epidemiologiczne) najważniejszych osób w państwie w czasie, gdy wybuchła tzw. afera podsłuchowa z ministrem spraw wewnętrznych w tle – à propos – ministrem nadzorującym działania BOR. W Biurze K. pracował od końca lat 90.
Wnioski po sekcji
Z nieoficjalnych informacji wiadomo, że po rozwodzie z żoną major Marek K. mieszkał samotnie w domu w podwarszawskich Ząbkach. Przed śmiercią przebywał na urlopie. Rodzina oficera przez kilka dni nie miała z nim kontaktu. Nie odbierał też telefonów służbowych. Kiedy zaniepokojona tym rodzina postanowiła go odwiedzić, okazało się, że drzwi domu były zamknięte od wewnątrz. Wezwano ślusarza. Po otworzeniu domu okazało się, że ciało denata leży w jednym z pokojów. Sprawę okoliczności śmierci K. bada Prokuratura Rejonowa w Wołominie. Śledztwo toczy się w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Na dziś prokuratura wyklucza zabójstwo i samobójstwo. Prokuratura zaprzecza, jakoby na ciele denata, które znaleziono 11 sierpnia późnym popołudniem, znajdowały się obrażenia wskazujące na to, że przyczyną zgonu był postrzał.– Z przeprowadzonych czynności na miejscu zdarzenia nie wynika, by ta wersja w tym momencie wchodziła w grę – informuje prok. Andrzej Kielak, zastępca prokuratora rejonowego. – To są wstępne ustalenia, które mogą się zmienić po przeprowadzeniu sekcji zwłok, wtedy będzie wiadomo więcej na temat przyczyny zgonu – dodaje.
Jak nieoficjalnie dowiedział się „Nasz Dziennik”, ciało mężczyzny było zakrwawione, ubrane, widoczne było poważne naruszenie twarzoczaszki. Około tygodnia przed śmiercią Marek K. miał wypadek – potrącił go samochód, przebywał w szpitalu, z którego wypisał się na własne żądanie.
Szefostwo BOR nie chce się w tej sprawie wypowiadać. – Nie udzielamy informacji w tej sprawie. Czekamy na ustalenia prokuratury i wyniki sekcji zwłok – ucina mjr Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik tej formacji. – Marek, mówiąc bardzo ogólnie, był odpowiedzialny za miejsce czasowego pobytu VIP-ów na terenie Polski – dodaje.
Zabezpieczeniem wizyt 7 i 10 kwietnia zajmowała się właśnie ta sama ekipa funkcjonariuszy BOR, która jednocześnie nadzorowała bezpieczeństwo VIP-ów na terenie kraju.
O tym, z jakimi utrudnieniami spotkali się oficerowie BOR ze strony Rosjan: utrudnianie rekonesansu lotniska Siewiernyj, później dostępu do wraku tupolewa czy szczątków ofiar, „Nasz Dziennik” pisał niejednokrotnie.
Można dużo napisać na temat braku kompetencji ówczesnego szefa BOR gen. Janickiego. Faktem jest, że śmierć majora K. to już kolejny przypadek nagłego zgonu funkcjonariusza Biura, który w pewnym zakresie zahacza o tragedię smoleńską. Przed trzema laty w Kazachstanie zmarł Adam A., pirotechnik BOR, który zajmował się sprawdzaniem rządowych tupolewów zarówno przed katastrofą, jak i po niej. Śmierć Adama A., po zawiadomieniu złożonym przez BOR, badała Prokuratura Okręgowa w Warszawie – stwierdzono, że pirotechnik został pobity. Śledczy orzekli jednak ostatecznie, że przyczyną śmierci była niewydolność serca.
Biorąc to wszystko pod uwagę – BOR jako formacja odpowiedzialna za bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie znalazło się w sytuacji co najmniej niekomfortowej.
Kompetentny fachowiec
Koledzy z BOR wspominają majora K. jako człowieka nadzwyczaj kompetentnego, opanowanego, bardzo dobrego organizatora. Nieangażujący się w polityczne spory, ambitny, ale bez skłonności osoby robiącej karierę za wszelką cenę. Doświadczony funkcjonariusz BOR. Oddany sprawie, bez skłonności do depresji, bez skłonności do myśli samobójczych. Marek był zawsze człowiekiem szalenie inteligentnym, potrafił zachować się właściwie w każdej sytuacji. Typ doskonałego organizatora. Bardzo dokładny, pogodny i spokojny – opisują go koledzy z Biura. – Jego śmierć jest dla nas wielkim zaskoczeniem – był jednym z filarów BOR. Jesteśmy bardzo ostrożni, jeśli chodzi o użycie słowa „samobójstwo” – dodają. Nie chodzi tu o to, byśmy się wypowiadali na poziomie komisji śledczej, ale wiemy też, że są różne formy nacisku – podkreślają.Do myślenia daje też fakt, że oficer BOR ginie w niewyjaśnionych okolicznościach niedługo po tym, jak sąd nakazał prokuraturze wznowienie śledztwa dotyczącego organizacji lotów do Smoleńska.
Anna Ambroziak"
PS2.
Informacja z dnia 14.08.2014 zawarta na stronach niezależna.pl
Wszystko wskazuje na to, że można wykluczyć samobójstwo oraz zabójstwo. "Ostra niewydolność krążeniowa" – brzmi wstępna opinia po sekcji zwłok 44-letniego oficera BOR, którego znaleziono martwego w nocy z poniedziałku na wtorek w jego domu - informuje portal RMF.24.pl.
Drobne rany i otarcia na ciele majora Marka K. (w mediach pojawiła się informacja m.in. o ranie na łuku brwiowym) najprawdopodobniej powstały kilka dni przed jego śmiercią i nie mają związku ze zgonem - dowiedział się RMF.24.pl w prokuraturze, która czeka na pełne wyniki badań. Miały by w nich być testy na obecność w organizmie alkoholu, narkotyków i leków. Prokuratura sprawdzi czy Marek K. leczył się i czy miał zaplanowane zabiegi medyczne.
"Ostatni kontakt z Markiem był dzień przed jego śmiercią, czyli w niedzielę. Nic mi nie wiadomo o pobycie Marka w szpitalu" - napisał na Twitterze rzecznik Biura Ochrony Rządu Dariusz Aleksandrowicz. "Marek w sierpniu nie przebywał również na zwolnieniu lekarskim. W poprzednim tygodniu przebywał na urlopie wypoczynkowym..." - wyjaśnił.
Marek K., znany w BOR jako "Koper", w 2010 r. brał udział w przygotowaniu wizyty Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. Zeznawał nawet w tej sprawie we wznowionym ostatnio cywilnym śledztwie smoleńskim.
Żródło: http://niezalezna.pl/58356-oficer-bor-zmarl-przez-ostra-niewydolnosc-krazeniowa-sa-wstepne-wyniki-sekcji
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)