Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobra zmiana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobra zmiana. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 października 2019

Nie śpijmy 13 października! Głosujmy!

Stanisław Janecki w portalu wpolityce.pl zamieścił ciekawy tekst zatytułowany: "Opozycja demobilizuje wyborców PiS przekonując ich, że pogodziła się z przegraną. To pułapka" .

Pisze w nim m.in.: "Dla wyborców PiS nie powinno być ważniejszego sygnału alarmowego niż masochistyczne wnioski opozycji (najczęściej w postaci szeptanek i sugestii, iż na trendy w badaniach oraz nastrojach społecznych nie ma rady), że cokolwiek by zrobiła, wybory przegra. To ewidentna pułapka na wyborców Prawa i Sprawiedliwości, żeby część z nich przekonać, iż nie ma potrzeby nie tylko nadzwyczajnej mobilizacji, ale nawet takiej zwykłej. Demobilizacja wyborców PiS poprzez wdrukowywanie przekonania o nieuchronnej wygranej została uznana za najlepszą metodę zwiększenia własnych szans. Mamy zatem do czynienia z próbą przekonania opinii publicznej, a szczególnie wyborców PiS, że wybory są rozstrzygnięte przed głosowaniem. A ono ma służyć wyłącznie potwierdzeniu tego przekonania. Kampania wyborcza opozycji może dlatego jest taka bezbarwna i momentami defensywna, żeby uśpić wyborców PiS. Usypiaczem dla nich jest także Małgorzata Kidawa-Błońska jako kandydatka na premiera Koalicji Obywatelskiej" [1].

Przeczytawszy ten felieton i po głębszym zastanowieniu przyznaję rację jego autorowi. Nie można zostać uśpionym wynikami sondaży. Trzeba iść na wybory koniecznie i tym bardziej jak te sondaże są lepsze dla PiS, choćby dla własnej satysfakcji, że oddaliśmy swój głos na partię, która wygrała wybory.

Chciałbym też zauważyć, że jest też kolejny argument za tym, aby uczestniczyć w wyborach. Już nie tylko o wygraną przecież chodzi, ale o jej rozmiar! 

Trzeba bowiem zdawać sobie sprawę, że tylko wygrana, która pozwoli znów samodzielnie rządzić PiS-owi jest dla Polski i Polaków korzystna, bowiem gwarantuje prowadzenie dalszej polityki w kierunku polskiego dobrobytu nas wszystkich.

Tylko taka wygrana gwarantuje nam utrzymanie nie tylko przywilejów socjalnych jakie uzyskaliśmy przez ostatnie cztery lata: obniżkę wieku emerytalnego, obniżanie podatków, 500+, 300+, systematyczny wzrost płac, darmowe leki dla seniorów, zerowy PIT dla młodych, mieszkanie+, itd., gwarantuje nam realizację wszystkich "piątek" PiS-u!

Tylko taka wygrana pozwoli dokończyć wszystkie reformy państwa zapoczątkowane w okresie ostatnich czterech lat.

Tylko taka wygrana gwarantuje nam ciągłość przedsięwzięć zmierzających do całkowitej przemiany Rzeczpospolitej i uwolnieniu Polski z ogromnego balastu w postaci umów okrągłostołowych a także do wzrostu znaczenia międzynarodowego naszego kraju (NATO, UE, V4, Trójmorze), do trwania w Polsce wzrostu gospodarczego.

Tylko taka wygrana nie pozwoli na powrót złodziejskiego państwa z dykty, gdzie był tylko:"ch...j, dupa i kamieni kupa".

Tylko taka wygrana pozwoli, aby w naszym kraju nie zagościli islamscy terroryści a UE nie wtrącała się do naszych wewnętrznych spraw...

I na koniec: tylko taka wygrana pozwoli nam zachować najważniejsze wartości istnienia naszego państwa i zastopuje falę lewackiej rewolucji przejawiającej się choćby w nachalnej promocji środowisk LGBTQ+, które chce nie tylko legalizacji małżeństw homoseksualnych, ale możliwości adopcji dzieci przez takie pary!

A może nasze głosy przyczynią się też do tego, że PiS osiągnie większość konstytucyjną? To byłoby najlepsze rozwiązanie dla nas wszystkich, umożliwiłoby nam zmianę komuszej Konstytucji z roku 1997, która jest pełna wzajemnych sprzeczności i nie odpowiada wyzwaniom współczesności.

To też jest argument, aby jednak wstać w niedzielę z łóżek i zagłosować tak, jak nakazuje nam sumienie a może też zgodnie z zaleceniami KK wyrażonymi w słowie Słowie Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski przed wyborami parlamentarnymi (2019), w którym arcybiskup Stanisław Gądecki pisze m.in.: "Z moralnego punktu widzenia miłość Ojczyzny i odpowiedzialność za dobro wspólne wymagają od wszystkich korzystania z prawa wyborczego (...) katolicy powinni popierać programy broniące prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, gwarantujące prawną definicję małżeństwa jako trwałego związku jednego mężczyzny i jednej kobiety, promujące politykę rodzinną, wspierające dzietność, gwarantujące prawo rodziców do wychowania własnego potomstwa zgodnie z wyznawaną wiarą i moralnymi przekonaniami. W związku z tym katolicy nie mogą wspierać programów, które promują aborcję, starają się przedefiniować instytucję małżeństwa, usiłują ograniczyć prawa rodziców w zakresie odpowiedzialności za wychowanie ich dzieci, propagują demoralizację dzieci i młodzieży. Nie mogą się decydować na wybór kandydata, który wyraża poglądy budzące zastrzeżenia z punktu widzenia moralnego oraz ryzykowne z punktu widzenia politycznego" [2].

Chciałbym jeszcze podzielić się z Państwem kilkoma refleksjami natury ogólnej.

Zauważyliśmy za rządów PiS-u, że nasze codzienne sprawy, nasze zachowania i problemy pośrednio lub bezpośrednio wpłynęły na nasze życie. Być może po raz pierwszy mamy takie odczucie, że jednak wybrana przez nas władza może zrobić coś dla nas a nie tylko jest jakimiś wyobcowanym dla nas bytem. Jeżeli dalej chcemy, aby tak było to zagłosujmy!

Nie może być tak, że tylko połowa z nas uczestniczy w wyborach!

Często zastanawiam się czy powstańcy walczący o odzyskanie naszego państwa, nasi żołnierze walczący w II WŚ, ludzie tej pierwszej Solidarności i te wcześniejsze polskie powojenne pokolenia, które protestowały w latach 70 - tych czy w drugiej połowie lat 50-tych XX wieku, pozwoliłyby sobie na taką bierność.  Z pewnością nie!

Wiem, że bardzo trudno jest pokonać siebie i uwierzyć, że nasz głos rzeczywiście ma wpływ na sytuację nas samych i Polski... ale warto się przełamać, uwierzyć i zagłosować. Przecież ostatnie cztery lata udowodniły nam to, że jednak władza może być dla nas a nie my dla władzy i to dzięki naszym głosom... bo nasz pojedynczy głos jest jak kartka A4: jest tak lekka, że nie czujemy jej ciężaru, ale cała ryza tych kartek jest już ciężka... Utwórzmy więc z naszych pojedynczych głosów tą ryzę, która da obecnej władzy nie tylko możliwość samodzielnego rządzenia, ale może i zmianę Konstytucji.

Pokonajmy swoje zniechęcenie i niewiarę w sens głosowania i zagłosujmy... może po raz pierwszy lub po wielu latach... Naprawdę warto się przełamać i jeszcze raz utwierdzić się, że Polską można zarządzać dobrze, z godnością i mądrością, kierując się prawdą, wspólnym dobrem, prawem i sprawiedliwością!

Nie możemy zostać uśpieni dobrymi sondażami. Sondaże nie wygrywają, ale wygrywają nasze głosy w wyborach, głosy każdego z nas. Zagłosujmy gremialnie, bo totalna, antypolska opozycja nie śpi i zależy im, żebyśmy my spali tego niedzielnego dnia.

Akt oddania głosu przynależny wszystkim obywatelom posiadającym czynne prawo wyborcze (a więc niemal wszystkim dorosłym obywatelom) jest kwintesencją demokracji, jest jej największym osiągnięciem.

Tego jednego październikowego dnia każdy z nas zdecyduje nie tylko o przyszłości własnej, ale też o losach swoich najbliższych i całego kraju... zdecyduje o kolejnych latach życia swojego dziecka, matki, ojca, przyjaciela i wszystkich mieszkańców w kraju i za granicą... zdecyduje o Polsce i Polakach, zdecyduje o przetrwaniu i rozwoju naszej Ojczyzny

Oddając ważny głos stajemy się najważniejszą osobą w państwie... jesteśmy prezydentem, premierem, całym senatem i sejmem, wojewodą, burmistrzem, wójtem, sołtysem... Każdy z nas 13 października ma możliwość zdecydować o sobie i innych. Może być prezesem i dyrektorem wszystkich rządzących w Polsce... wszak wybieramy tak naprawdę naszych pracowników, pracowników narodu polskiego!

Warto zdać sobie sprawę z prostego faktu: akt wyborczy jest naszym indywidualnym wyborem, ale i naszym obowiązkiem! Naszą indywidualną decyzją - wynikającą tylko z naszej woli, naszych przemyśleń, prezentowanych i wyznawanych przez nas wartości, idei i poglądów. To nasz wybór a nie innych!

Każdy z nas jest godzien własnej indywidualności i ma prawo podejmować decyzje indywidualnie a nie stadnie... więc również naszej decyzji dotyczącej naszej przyszłości i przyszłości naszych bliskich winniśmy nadać indywidualne cechy wynikające z naszego wnętrza, nas samych.

Suma tych naszych indywidualnych wyborów, ich jakości... da w konsekwencji określony wynik wyborczy... Każdy z naszych głosów przyczyni się do wyboru tak naprawdę naszych parlamentarzystów a tym samym ciągłości trwania rządu dobrej zmiany. Nasz oddany głos w wyborach zdecyduje więc o tym jak będziemy rządzeni i jak będziemy żyć w naszym kraju, naszej Ojczyźnie... i czy w ogóle jeszcze będzie to Polska, czy też jakiś rozbity dzielnicowo twór a do tego dąży totalna opozycja spod znaku PO-KO.

To na kogo głosujemy określa przecież nas samych, to kim jesteśmy i za kogo się uważamy lub chcielibyśmy aby inni nas za takich uważali. To na kogo głosujemy mówi wszystko o naszej osobowości, naszych wartościach, o nas jako  o ludziach indywidualnie. Oceniając nasz wybór inni oceniają nas, oceniają nas nasi najbliżsi, znajomi, nasze dzieci, wnuki...

Pamiętajmy więc, że nasz wybór określa nas samych a decyduje nie tylko o naszym losie... Dokonując wyboru zajrzyjmy więc we własne wnętrze, dokonajmy go indywidualnie i zgodnie z własnym sumieniem... postarajmy się go przemyśleć i wybrać racjonalnie, dla naszego i innych dobra wspólnego, dla naszej i naszych najbliższych lepszej przyszłości, dla przyszłości naszej Polski i Polaków...

Zagłosujmy więc gremialnie i wybierzmy w najbliższych wyborach parlamentarnych niepodległość Polski a nie jej utratę!

Pozdrawiam i życzę mądrych decyzji wyborczych! Ja już decyzję podjąłem i na pewno pójdę na wybory...

P.S.
Tekst przedstawia moje subiektywne przemyślenia i nie jest sponsorowany w jakiejkolwiek formie.


[1] https://wpolityce.pl/polityka/466221-opozycja-demobilizuje-wyborcow-pis-to-pulapka
[2] https://episkopat.pl/przewodniczacy-episkopatu-zacheca-do-udzialu-w-wyborach-parlamentarnych/


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

poniedziałek, 6 listopada 2017

Apel! Panie J. Kaczyński! Tylko B. Szydło!

Tak wiem… Miałem pisać zupełnie o czym innym i swoje zobowiązanie złożone w ostatnim poście spełnię w kolejnych tekstach. 

Ale teraz muszę na coś wskazać, co mnie nurtuje już od dawna.

Życie płynie, czas płynie i nie można tego odwrócić. Jeszcze „niedawno” kończyłem studia i sam nie wiem kiedy stuknęła mi prawie 50-tka. W okresie „radości życia” – czyli do 40 lat – wydawało mi się, iż jeszcze wszystko przede mną. Teraz tylko chciałbym po sobie coś zostawić. Stąd wziąłem się za pisanie książek i m.in. zdałem sobie sprawę, że każdy powinien zostawić za sobą jakiś ślad, który młode pokolenia kiedyś zauważą. Jestem patriotą i we wnętrzu czuję polskość, więc chcę zostawić tą polskość dla przyszłych pokoleń Polaków. Może choć w części mi się uda… w części, bo „czas uczy pokory” i już dawno wyleczyłem się z jej braku.

Ale każdy ma swój czas. Jesteśmy aktywni tylko przez nikłe dziesiątki lat, co w skali historycznej jest okresem bardzo krótkim. I przez ten czas możemy dać tyle, ile potrafimy. Dla Polski, jeżeli choć trochę czujemy ją w sercu i chcemy jej dobra teraz i w przyszłości.

Tak naprawdę każdy ma jakieś powołanie od Boga, ma jakieś dane mu przez Niego talenty, które należy już samodzielnie rozwijać… bo jednym z największych „grzechów” jest „marnotrawienie danych przez Niego talentów” lub wykorzystywanie ich dla szeroko pojętego zła.

Talenty mają też politycy, choć jest to zawód, który powinien być zwieńczeniem własnej wcześniejszej pracy i dokonań życiowo-zawodowych a nie jej jedynym celem i programem „pierwsza i ostatnia praca”.

Dlatego też jestem zwolennikiem tego, aby posłem/ministrem/radnym można byłoby zostać dopiero w wieku 35 lat a senatorem czy prezydentem/burmistrzem/wójtem miasta/powiatu/gminy lub kraju dopiero w wieku 45 lat. Bo taka cezura wiekowa pozwalałaby ocenić naprawdę jakim człowiekiem jest pretendent do polityki i jakie ma talenty i osiągnięcia oraz faktyczne poglądy społeczno-polityczne i czy jest predestynowany do miana „męża stanu” i np. może mieć skłonność do „chapania kasy” i tylko osobistego wykorzystywania własnej pozycji i statusu publicznego. Można się z tego poziomu też zastanowić nad cezurą majątkową, choć może to być kontrowersyjne. Ale to tylko na marginesie. Może kiedyś powiem dlaczego uważam, że wiek powinien być jedną z najważniejszych kategorii warunkujących wejście do polityki…

Ale wracając do głównego tematu.

Szanowny Pan Prezes PiS-u, dr nauk prawnych Jarosław Kaczyński ma już swoje lata. Podziwiam go za to, co w swoim życiu publicznym zrobił i osiągnął. Jest i pewnie długo pozostanie najważniejszym i najlepszym dla Polski politykiem. Swoich poglądów nie zmienił przez dziesięciolecia. Potrafił być przez bardzo długi czas w opozycji i nigdy nie splamił się tałatajstwem i targowicką zdradą jaką dziś prezentuje tzw. „totalna opozycja”. Potrafił być premierem i rządzić dobrze, choć nie obca była mu – moim zdaniem - nieraz pycha, czego konsekwencją był upadek własnego rządu i przegrane wybory w 2007 roku… co było najtragiczniejszym dla Polski wydarzeniem ostatnich 30 lat (no może oprócz rządów i współrządów UD/UW).

Wierzę, że te 10 lat od upadku Jego rządów czegoś go nauczyły a przede wszystkim pokory i nie powieli swoich działań z tamtego okresu. 

Dziś bowiem jest na idealnej pozycji: swoistego naczelnika państwa. Ta rola – biorąc Jego doświadczenie, poglądy i dokonania – jest dla Niego wymarzona i chyba taką rolę już powinien spełniać do końca. Tego mu życzę a tym samym życzę PiS-owi i ZP wielu lat i kadencji rządzenia naszym krajem, choć oczywiście nie wszystko mi się podoba i piszę oraz będę o tym pisać. Nie na zasadzie „krytyki totalnej”, ale jako wskazanie do poprawy, jeżeli mój głos w ogóle coś znaczy.

Z wielkim więc zaniepokojeniem przyjmuję pogłoski polityczno-medialne o dymisji wiceprezesa PiS-u Pani premier Beaty Szydło z funkcji szefa rządu RP i podobno chęci J. Kaczyńskiego jej zastąpienia.

BYŁBY TO OGROMNY BŁĄD i sądzę, że w takim przypadku Prawo i Sprawiedliwość i Zjednoczona Prawica mogłyby pożegnać się z rządzeniem za dwa lata, o ile nie wcześniej. Dla Polski byłby to chyba ostateczny cios a przegrana PiS i ZP w kolejnych wyborach samorządowych, a szczególnie parlamentarnych ostatecznie pogrzebałyby polską państwowość, bo propozycje PO i jej „totalnej opozycji” zmierzają w prostej linii do „landyzacji” naszej Ojczyzny i ostatecznemu pozbawieniu jej suwerenności, wolności i niepodległości, czego wyrazem jest np. zapowiedź likwidacji urzędu wojewodów. Taka zapowiedź już powinna wzbudzić reakcję naszych służb kontrwywiadowczych, o ile one naprawdę są i działają jak polskie służby specjalne – dla dobra Polski… a mam tutaj wiele wątpliwości.

Apeluję więc do Szanownego Pana Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i mam nadzieję, że nie zaszkodzę tym apelem pani premier B. Szydło!

Zrobił Pan dla naszej Ojczyzny najwięcej po 1989 roku i żal byłoby, aby taki życiorys na kartach polskiej historii został zakwestionowany poprzez jakieś zupełnie bezmyślne posunięcia Pana już w wieku, kiedy winien Pan być „naczelnikiem i doradcą” a nie pełnić funkcji rządowych. Swoje doświadczenie mógłby też Pan wykorzystać w roli prezydenta Polski, ale z powodów oczywistych jest to już raczej niemożliwe.

Jeżeli jacyś pseudodoradcy proponują Panu przejęcie obowiązków premiera niech Pan sobie przypomni rok 2007 i kto tak naprawdę spowodował rozwiązanie Sejmu i upadek Pana rządów i czy aby to hipotetycznie nie były osoby i ich „działania operacyjne” z kręgu dawnej WSI i innych postkomunistycznych służb specjalnych oraz „uśpionych” dywersantów w szeregach Pana partii? I czy czasem ci doradcy dziś też Pana namawiają do braku decyzji o ujawnieniu aneksu z likwidacji WSI?

Szanowny Panie Prezesie!

Jest Pan bardzo dobrym politykiem, ale chyba sam Pan przyzna, że nieraz popełniał Pan błędy przede wszystkim w jednym: doborze ludzi. Nie pora teraz wymieniać nazwisk, choć cisną się na usta nazwiska Kaczmarka, Sikorskiego, Marcinkiewicza, „miśka” Kamińskiego, Migalskiego, Poncyliusza, Jakubiakowej, Kluzik-Rostkowskiej, Dorna, Ujazdowskiego, Zalewskiego, i wielu innych. Warto też cały czas mieć w pamięci, kto doradzał w roku 2010 Pana bratu ś.p. prezydentowi RP prof. Lechowi Kaczyńskiemu rezygnację z podróży do Katynia pociągiem na rzecz samolotu i kto ostatecznie i dlaczego – mimo zapowiedzi – nie wsiadł wówczas do feralnej „tutki”.

Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi wybrał i „postawił” Pan na Panią premier B. Szydło i śmiem twierdzić, że była to jedna z tych dobrych decyzji personalnych, którą Pan podjął a która okazała się chyba najlepszą w Pana karierze politycznej. 

Było jeszcze więcej wybranych przez Pana dobrych i prawych ludzi jak np. minister obrony narodowej Pan Antoni Macierewicz, minister koordynator służb specjalnych Pan Mariusz Kamiński czy polityczne ukształtowanie Pana Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości. Mam nadzieję, że takim dobrym wyborem okaże się też wicepremier i minister rozwoju oraz finansów Pan Mateusz Morawiecki, bo już Szanowny Pan prezydent RP, dr nauk prawnych Andrzej Duda czy też minister spraw zagranicznych i doktor nauk humanistycznych Pan Witold Waszczykowski lub wicepremier oraz minister kultury i dziedzictwa narodowego Pan profesor nauk humanistycznych Piotr Gliński to osoby, które „wydają owoce” swojej pracy charakteryzujące się zaskakująco szybkim tempem „gnicia”. O ile – z racji wieku i braku politycznego doświadczenia – Pan prezydent A. Duda może jeszcze ponownie wejść na „dobrą drogę dobrej zmiany”, to już w przypadku pozostałych dwóch panów wydaje się to niemożliwe. Po prostu są osoby, które charakterologicznie nie nadają się na liderów, choć mogą być bardzo wartościowymi ludźmi posiadającymi ogromną wiedzę czy też inne unikalne przymioty. Chyba też takim człowiekiem jest Pan minister zdrowia i doktor nauk medycznych Konstanty Radziwiłł. To tyle takich drobnych i rekonstrukcyjnych moich subiektywnych podpowiedzi.

A’propos jednak Pani premier Beaty Szydło.

Uważam, że w ogromnej mierze – o ile nie decydującej – dzięki niej PiS i cała ZP wygrała wybory parlamentarne w 2015 roku i to ona była czynnikiem sprawczym wyboru Pana A. Dudy na stanowisko prezydenta. I to właśnie w dużej mierze dzięki Pani premier B. Szydło dziś – po dwóch latach – PiS ma niespotykane w historii wysokie notowania sondażowe.

Nie może Pan tego zmarnować i wierzę, że te pogłoski o Jej dymisji są tylko „chciejstwem” i wydumaną „fantasmagorią” tzw. „totalnej opozycji”. Ona naprawdę chciałaby, aby Pan został premierem, bo przez dziesiątki lat pracowała nad Pana negatywnym PR-em i obecnie łatwo mogłaby powrócić do starej pieśni „o złym Kaczyńskim”.

Nie może Pan – apeluję jeszcze raz – dać zdrajcom takiej broni… Apeluję i proszę. Bo przecież Pan niczego już nie musi udowadniać a pani premier jako wiceprezes PiS-u i okresowo jego skarbnik okazała się być bardzo lojalnym wobec Pana i partii politykiem a jej cechy osobiste predestynują ją idealnie do roli premiera Polski w obecnych, trudnych czasach dla naszej Ojczyzny, jak i całej Europy.

Przez te dwa lata Pani premier okazała się konsekwentnym politykiem, który poważnie traktuje swoich wyborców, ale i wszystkich Polaków i także samo poważnie traktuje swoje słowa i złożone obietnice w kampanii wyborczej. Jest polską patriotką i osobą jednoczącą ludzi a nie ich skłócającą. Prowadzi swój rząd w poczuciu odpowiedzialności za Polskę i polski naród oraz pracuje ciężko nie zaważając na ujadanie niemal całej unijnej „wierchuszki” i polskich zdrajców z „totalnej opozycji”. Nie daje też wciągnąć się w jałowe spory, które mogłyby pochłaniać cenny czas, który Pani premier i jej rząd poświęca na pracę merytoryczną.

Szefowa polskiego rządu doskonale też radzi sobie na arenie międzynarodowej skutecznie broniąc Polski przed atakami i mocno przyczynia się do odzyskania przez Polskę międzynarodowej podmiotowości. Zostało to też zauważone na świecie, czego skutkiem jest 10 miejsce w rankingu najbardziej wpływowych kobiet w polityce oraz 31 miejsce wśród 100 najbardziej wpływowych kobiet świata. Jest jedyną Polką w tych rankingach opracowywanych przez magazyn „Forbes”. Wyprzedziła m.in. Hillary Clinton czy piosenkarkę Beyonce. Oczywiście to tylko subiektywny ranking magazynu i pewna zabawa, ale jednak jest on szeroko komentowany i przedstawiany w mediach jako miarodajny i opiniotwórczy, mający pokrycie w rzeczywistości.

„Ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów” i takich błędów też nie uniknęła Pani premier, ale bilans jej działań jest dla niej korzystny i z każdym tygodniem ta wspaniała Polka staje się prawdziwym „mężem stanu”. Mam wrażenie, że ostatnie dwa lata Pani premier wykorzystała zarówno dla dobra Polski i rodaków, jak i własnego politycznego rozwoju. Przykrym byłoby przerwanie jej misji.

Mało tego!

Aby dać odpór wszystkim zdrajcom i fałszywym przyjaciołom oraz ich podszeptom namawiam, aby Pan prezes jednoznacznie „namaścił” Panią premier Beatę Szydło na przyszłego szefa PiS-u. Byłoby to mistrzowskie posunięcie, o ile oczywiście Pani premier na to by się zgodziła a wierzę, że w poczuciu obowiązku za Polskę i polski naród jej decyzja byłaby zdecydowanie pozytywna.

Moim zdaniem warto to zrobić szybko, aby Pan miał czas na wdrożenie Pani premier B. Szydło w obowiązki szefa partii i aby nie dopuścić do jej rozpadu w razie walki o sukcesję po Panu, wtedy kiedy – oby jak najpóźniej – już Pana nie będzie. Wydaje mi się też, że Pana doświadczenie mogłoby być ogromnie przydatne np. gdyby objął Pan funkcję honorowego prezesa Prawa i Sprawiedliwości i z tej perspektywy "pilnował" "dobrej zmiany.

Apeluję i proszę. Tylko to mi pozostało.

Krzysztof Jaworucki (bloger: krzysztofjaw)

P.S.
Przepraszam za powtórzenie w moim ostatnim poście dużej części tekstu. Stało się tak ze względu na nowy sposób, w jaki kopiuję teksty z programu tekstowego. Nie poprawiam, aby mieć świadomość tego, iż z szacunku do czytelników takich błędów nie mogę powielać.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 7 stycznia 2016

Jarosław Kaczyński o sytuacji w Polsce i jej przyszłości

Na poniższy wywiad przeprowadzony z Jarosławem Kaczyńskim zwrócił uwagę m.in. bloger Zygmunt Korus [1], który we wstępie do swojej jego prezentacji napisał m.in. ""Ponieważ prezes Prawa i Sprawiedliwości bardzo rzadko wypowiada się na temat aktualnych wydarzeń dotyczących sytuacji wokół pierwszych poczynań rządu premier Beaty Szydło, pozwalam sobie przytoczyć na tym forum dłuższy wywiad, jakiego udzielił w okresie świąteczno-noworocznym pewnemu zakonnikowi. Jarosław Kaczyński – znany przede wszystkim od ćwierć wieku jako zagorzały państwowiec – stawia diagnozę, że ustrój Polski został zawłaszczony przez wąskie wpływowe grono, i omal zdruzgotany. Uzasadnia prospołeczne inicjatywy legislacyjne swej partii, nazywa po imieniu niektóre działania przeciwników ładu i porządku publicznego (np. w odniesieniu do poczynań prominentnych prawników używa słowa rokosz), analizuje sytuację w mediach i możliwości ich naprawy (ku prawdzie), uchyla też rąbka tajemnicy odnośnie dalszych planów by sprostać zagrożeniom, zwłaszcza atakom pod pretekstem "obrony demokracji"".

Pozwalam sobie przytoczyć również treść owego wywiadu. Jest ważny i prezentuje propaństwowe poglądy J. Kaczyńskiego i w sumie całego obozu dziś rządzącego. Uważam bowiem, że warto, aby jak największa liczba Polaków znała przemyślenia lidera, który od 26 lat (też wcześniej) myśli po polsku i działa dla Polski, dobra jej mieszkańców i państwa jako całości. Sądzę, że w naszej historii - i to niezależnie od opcji ideowej poszczególnych historyków - obiektywnie J. Kaczyński będzie postrzegany jako jedna z najważniejszych pozytywnych postaci w jej dziejach. Dobrze dla Polski, że nie zginął nad Smoleńskiem...

---------------------------------------------------------------------------



O co toczy się dzisiaj spór w Polsce i jakie są strony tego sporu?

– Spór w Polsce toczy się, można powiedzieć, o dwie sprawy. Sprawa pierwsza, która troszkę umyka uwadze opinii publicznej, a także komentatorów, to spór o to, czy Polska ma być państwem demokratycznym czy korporacyjnym. Bo spór o Trybunał Konstytucyjny to w wielkiej mierze właśnie spór o to, czy w Polsce mechanizmy demokratyczne, a więc te związane z wyborami, są rozstrzygające dla kształtu życia publicznego, czy też jest to jeden z istotnych, ale nie najważniejszy i decydujący mechanizm, bo władza jest – w gruncie rzeczy – w ręku korporacji. Korporacji, które tworzą aparat państwowy. Aparat państwowy nie jest czymś uzależnionym od mechanizmu demokratycznego, tylko ma bardzo daleko idący zakres autonomii, który rolę mechanizmu demokratycznego zasadniczo ogranicza. Taką koncepcję państwa swego czasu sformułował w przemówieniu w Sejmie – mówiąc o aferze Amber Gold – Donald Tusk. Tak to wprost zostało wyłożone. To jest taka głęboka istota sporu, o której się teraz nie mówi.

– Jeżeli chodzi o sprawy bliższe, to chodzi o to, czy będą mogły być realizowane te wszystkie przedsięwzięcia, które składają się na dobrą zmianę, o której mówimy, czy też nie będą mogły być realizowane. Jestem głęboko przekonany, że Trybunał, po tym zamachu z czerwca 2015 roku, miał być tym punktem, swego rodzaju bastionem, o który rozbijały [by – przyp. ZK] się wszelkiego rodzaju nasze próby zmiany. Mówię nie tylko o zmianach np. w wymiarze sprawiedliwości czy w mediach, ale chodzi także o takie zmiany, jak 500 złotych na dziecko. Tutaj też bez trudu średniej klasy prawnik mógłby sobie wymyślić, w jaki sposób Trybunał mógłby uniemożliwić tę zmianę – przez odpowiednie orzeczenie, przedstawiając do tego siebie jako ten, który chce dać więcej. Tylko że to „więcej" jest już niemożliwe, nierealizowalne. Mówiąc krótko, tutaj są dwie sprawy. Jedna to zablokowanie tej dobrej zmiany, zablokowanie zmiany, która ma nadać naszemu życiu społecznemu inny, dużo bardziej sprawiedliwy, uczciwy i jednocześnie efektywny kształt, a z drugiej strony jest to spór o to, jak ma wyglądać polskie państwo – czy w Polsce demokratycznej ma być rzeczywiście czymś realnym, decydującym o kształcie naszego życia, czy też ma być tylko jednym z mechanizmów kształtowania tego życia – i to wcale nie mechanizmem najważniejszym.

Czy mamy dziś do czynienia z „medialnym zamachem stanu" przeciwko wybranym władzom Rzeczypospolitej? Czy to przypomina, Pana zdaniem, np. XVIII wiek, gdzie ten Trybunał, o którym Pan mówi, miałby pełnić taką klasyczną rolę liberum veto wobec wszelkich poczynań władzy? Premier Jan Olszewski mówi: „Wątpię, że ten spór zostanie w Polsce wyciszony, bo jest środowisko, które traci przywileje".

– Tak, bo ta naprawa, o której mówimy, ta „dobra zmiana", to m.in. pozbawienie pewnych środowisk przywilejów, doprowadzenie do tego, że w Polsce równość obywatelska stałaby się czymś dużo bardziej realnym niż w tej chwili. Ona w tej chwili jest zapisem konstytucyjnym w gruncie rzeczy martwym. Oczywiście można odwoływać się tutaj do liberum veto, ale przypomnijmy sobie także inne aspekty sprawy. Trybunał Konstytucyjny nie wykonuje w gruncie rzeczy swoich obowiązków. 200 spraw jest niezałatwionych, 100 spraw, gdzie było orzeczenie TK, nie zostało wykonane, a Trybunał w tej sprawie milczy. Ma wręcz niebywale wolne tempo pracy. Ludzie mający uposażenie na poziomie prezydenta Rzeczypospolitej – mówiąc uczciwie – bardzo niewiele robią. Porównanie z niemieckim trybunałem, gdzie ta wydajność w przeliczeniu na jednego posła jest przeszło dwanaście razy większa, jest miażdżące. W związku z tym ta ustawa, która jest dziś przedmiotem sporu, ma doprowadzić do tego, żeby po pierwsze, Trybunał nadrobił zaległości i później nie wdawał się w bieżące polityczne spory, tylko po prostu załatwiał sprawy rzeczywiście. Trzeba, żeby w Polsce pilnowano tego, by ustawodawstwo, a także akty normatywne niższego rzędu były zgodne z Konstytucją. Ten aspekt naprawy Trybunału – i w istocie swego rodzaju umocnienie Trybunału w jego właściwej roli – jest zupełnie niedostrzegany, bo obok tego mamy rzeczywiście ten bunt korporacji. Dzisiaj mamy pismo od pani pierwszej prezes Sądu Najwyższego wzywające do tego, żeby zupełnie bezprawnie rozpatrywać sprawę tej ustawy. To już jest swego rodzaju rokosz. Tutaj mamy do czynienia z taką sytuacją, gdzie nawiązywanie do różnego rodzaju złych tradycji I RP jest jak najbardziej uzasadnione. Przy czym ta władza, która ma być najbardziej zrównoważona, najbardziej zdystansowana, właśnie się w to angażuje. To musi być powstrzymane.

Prezes Rzepliński zapowiada na 12 stycznia, że Trybunał zbada zgodność z Konstytucją uchwał Sejmu o wyborze nowych sędziów i jak najszybciej (a więc też poza kolejnością, poza przepisami znowelizowanej ustawy o TK) zbada zgodność z Konstytucją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym – w składzie, który sam wybierze. Nie będzie to raczej 13 sędziów, co zakłada ustawa. Jak traktować takie wypowiedzi prezesa Trybunału Konstytucyjnego?

– To jest w gruncie rzeczy wypowiedź, która oznacza właśnie nic innego, jak rokosz wobec porządku w państwie. Trybunał rzeczywiście porównując – bo tak to można określić – ustawy z Konstytucją, podlega Konstytucji. Ale w sprawach organizacji Trybunału i w sprawach proceduralnych decyduje ustawa i o tym jest bezpośrednio mowa w Konstytucji. Ta ustawa jest taką ustawą wykonawczą wobec Konstytucji. Jest pewien zespół ustaw, które właśnie tego rodzaju rolę pełnią, są jakby wskazane w Konstytucji. Uchwalenie wynika z Konstytucji w sposób zupełnie bezpośredni. Tutaj to, że Trybunał podlega takiej ustawie, jest poza jakąkolwiek wątpliwością. Ogłoszenie, że się temu nie podlega, jest po prostu odrzuceniem tej roli, która jest przypisywana Trybunałowi Konstytucyjnemu i sędziom Trybunału Konstytucyjnego. Ja osobiście traktowałbym to jako rezygnację z funkcji sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Jeżeli ktoś przychodzi do jakiejś pracy i na wstępie ogłasza, że reguły tej pracy go nie obowiązują, to jest to równoznaczne z tym, że z tej pracy rezygnuje. Tak bym to traktował.

Ale jak to stwierdzić, Panie Prezesie? Jest art. 190 Konstytucji, który mówi: „organizacje TK oraz tryb postępowania przed Trybunałem określa ustawa". Wydaje się z wypowiedzi medialnych, że ta ustawa prezesa Rzeplińskiego nie obowiązuje. Odwołuje się do innego artykułu, o tym, że sędziowie podlegają wyłącznie Konstytucji. Czy państwo polskie ma możliwości stwierdzenia tego rokoszu i zrobienia czegoś z rokoszanami?

– Ma takie możliwości poprzez stworzenie odpowiedniej ustawy, np. takiej, która by uznała, że tego typu postępowanie prezesa i innych sędziów oznacza, iż zrezygnowali z funkcji. Niezależnie od tego, że sędzia orzekając o zgodności z Konstytucją ustaw, musi podlegać Konstytucji, gdyż nie byłby w stanie wykonywać swojej funkcji, to jednak w tej sprawie podlega ustawie. To jest bardzo wyraźnie zaznaczone w Konstytucji, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Wszelkiego rodzaju wyśmiewanie, które można znaleźć na łamach gazet, m.in. „Gazety Wyborczej", opiera się na tym, że zakładają, iż przeciętny czytelnik nie wie, w jaki sposób interpretuje się prawo. Argumenty, że coś zostało napisane wprost, są rozstrzygające, zapomina się o konieczności robienia wykładni systemowej. Mamy do czynienia z rokoszem i musi być on powstrzymany. Zobaczymy, jaka będzie postawa innych sędziów TK, jak to będzie wyglądało. Jest oczywiste, że przedsięwzięcia, o których mówi prof. Rzepliński, mają charakter prywatny. Orzeczenie sądu będzie wyrażeniem zdania przez określoną liczbę prawników, ale nie będzie miało żadnego znaczenia prawnego.

Środowiska zagraniczne, Komisja Europejska, przewodniczący Parlamentu Europejskiego – tych głosów było już sporo, Martin Schulz mówił nawet o zamachu stanu. Czy Polacy wobec nawału antypolskich opinii nie ulegną kompleksowi, który przez 25 lat był wsączany, że europejskość to coś lepszego niż polskość? Skoro z zagranicy tak mówią, to coś w tym musi być.

– Na pewno są ludzie, którzy myślą w ten sposób, ale wierzę, że więcej jest tych, którzy myślą inaczej, a ta liczba jeszcze się zwiększy. Obywatele coraz bardziej rozumieją, że żadna „europejskość" nas nie zbawi. Europejskość w gruncie rzeczy oznacza polskość. Europa składa się z różniących się od siebie narodów, które dopiero wspólnie tworzą jakąś jakość. Polska, broniąc demokracji, a nie korporacji, broniąc wolności religii, która na zachodzie Europy jest dzisiaj bardzo zagrożona, a w wielu miejscach jej nie ma, czy broniąc wolności słowa – stając w obronie tego, chronimy to, co w europejskiej tradycji jest najlepsze. Jesteśmy dziś ostoją prawdziwej Europy.

Dlaczego media w Polsce nie oburzają się na słowa antypolskie płynące z mediów niemieckich, prominentnych polityków brukselskich, tylko się nimi ekscytują i nagłaśniają w formie poparcia?

– Po pierwsze, są tu istotne kwestie własnościowe. Większość naszych mediów jest w rękach niemieckich – to musi mieć wpływ na ich postawę. Natomiast w wypadku innych mediów jest to obrona przywilejów systemu, w którym te media mogły funkcjonować oraz wywierać bardzo duży wpływ na życie publiczne. Dobra zmiana, o której mówimy, ten wpływ ograniczy, sprowadzi do właściwych wymiarów. Pewne niewielkie środowiska, które – gdyby polska historia wyglądała inaczej – w ogóle nie mogłyby w Polsce odegrać żadnej roli, która jest skutkiem wojny i komunizmu. Gdyby nie to podporządkowanie, w Polsce byłyby pewnie tylko mało ważnym i nieszanowanym marginesem.
– Oczywiście, może powstać opór, ale jesteśmy przekonani, że wielu pracowników radia i telewizji publicznych oczekuje na zmiany. Myślę, że jesteśmy w stanie je przeprowadzić. W Polsce istnieje prawo do demonstracji i nie zamierzamy go podważać. Ci, którzy wcześniej rządzili, wielokrotnie łamali reguły demokracji, np. wysyłali ABW do młodego człowieka, który zajmował się stroną internetową o prezydencie, blokowali – także i mi – dostęp do dużych sal. Fatalnie było w parlamencie. Dzisiaj mówi się o „czołganiach" w parlamencie – ktoś użył takiego sformułowania Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej Ryszarda Petru. Względniejszy i bardziej uprzejmy wobec ludzi z opozycji jest marszałek Kuchciński. Pozwala im często na to, co nazywa się obstrukcją parlamentarną. Ja go w żadnym razie nie krytykuję. Uważam, że powinien robić tak, jak robi, ale to jest ogromna różnica. Sam miałem wielokrotnie wyłączany mikrofon. Jako przywódca właściwie jedynej partii opozycyjnej byłem wypędzany z mównicy przez marszałka. Marszałkowie tacy jak pan Komorowski byli gotowi tolerować wszystko, łącznie z obrażaniem kobiet. Pamiętam, jak wyszedłem na mównicę po to, żeby apelować do niego, by chociaż na to nie pozwalał. W żaden sposób nie zareagował. Nie mówiąc już oczywiście o tym, co działo się na sali. Obrażanie – w pierwszej kolejności poseł Niesiołowski, który obrażał niemal każdego naszego mówcę. I wtedy wszystko było w porządku. Marzę o tym, że któregoś dnia w jakiejś audycji telewizyjnej pokaże się fragmenty tych obrad, które są teraz, i tych, które były wcześniej. Jest ogromna różnica. Teraz jest to bardziej demokratyczne i kulturalne.

Panie Premierze, są głosy, że działają Państwo za szybko. Gdyby Pan zechciał wytłumaczyć Polakom, dlaczego tak szybko. Dlaczego taki proces legislacyjny, Trybunał, 6-latki, media, podatek bankowy? Może moglibyście wolniej, nie otwierając tylu frontów? Zadarcie ze środowiskiem prawniczym, dziennikarskim, bankowym, z zagranicznym kapitałem w postaci hipermarketów – to są bardzo niebezpieczne fronty.

– Gdybyśmy działali wolno, to by nam to zarzucano. Po prostu pewne zmiany chcemy przeprowadzić, żeby stworzyć pewną nową jakość w życiu publicznym i jednocześnie pójść do przodu. Mamy wielkie plany społeczne i gospodarcze i musi być czas, żeby je realizować. Jakkolwiek byśmy tych zmian nie przeprowadzali, bylibyśmy przedmiotem ataku i te fronty byłyby otwarte. To jest tylko kwestia obrony interesów i przywilejów. W sytuacji w Polsce – po tych 8 latach rządów PO – na samym podatku VAT straciliśmy prawdopodobnie ponad 100 mld zł – mam nadzieję, że będzie to przedmiotem badań komisji śledczej – i nikt na to w gruncie rzeczy nie reagował, jeżeli chodzi o władzę. Nie wprowadzono żadnej kontrakcji, chociaż w różnych krajach tego rodzaju reakcje były przeprowadzane i wykazywały duży stopień skuteczności. Krótko mówiąc, mamy tutaj do czynienia z sytuacją, w której pewna bardzo niewielka grupa czynników wewnętrznych i zewnętrznych – bo też grupy z zewnątrz na tym korzystały – broni sytuacji dla nich bardzo wygodnej, a bardzo niedobrej dla Polski i Polaków.

Niektórzy mówią, że program „500+" nic nie da dla poprawy demografii i polskich rodzin, bo PiS więcej zabierze niż da, np. poprzez podatek bankowy, bo banki sobie odbiją to na klientach, i podatek od hipermarketów, bo obcy kapitał odbije sobie to na robiących zakupy Polakach.

– Konkurencja pomiędzy bankami i hipermarketami jest tak ostra, że one sobie nie mogą tego odbić. Te podatki nie są duże, więc to jest tylko i wyłącznie zwykłe straszenie. Jak ktoś chce coś komuś zabrać, to zawsze jest tysiąc różnych argumentów, żeby tego nie robić. Tak samo, jak chce się coś dać społeczeństwu, a w szczególności tej biedniejszej części społeczeństwa, to zawsze jest to tysiąc argumentów. Ten sposób myślenia my zdecydowanie odrzucamy. Można opodatkować bardzo wysokie zyski i nie ma to nic wspólnego z różnymi zagrożeniami. Zawsze znajdą się tacy, którzy powiedzą, że i tak nam się opłaca nie podwyższyć ceny, bo będziemy wtedy konkurencyjni wobec innych czy nawet wyeliminujemy ich z rynku. I to jest normalny, pozytywny mechanizm rynkowy. Powtarzam – na tych rynkach jest potężna konkurencja. Gdyby miało dochodzić do tworzenia jakichś umów [chodzi o tzw. zmowy cenowe – przyp. ZK], to oczywiście są odpowiednie organy państwa, żeby na to reagować.

Kto jest dzisiaj największą opozycją Prawa i Sprawiedliwości?

– Nie mam zamiaru ustawiać kolejności. Różni się starają, ale w gruncie rzeczy to jest kwestia po prostu establishmentu. Establishment dzisiaj stawia zdecydowanie na pana Petru, który występuje w telewizji publicznej przez 6 godzin, a w tym samym okresie pokazywano prezydenta Polski przez 14 minut. To jest pokaz tego, o co w gruncie rzeczy chodzi, bo Platforma jest tak bardzo tym, co robiła, obciążona, że osoby, które w establishmencie myślą i analizują sytuację oraz podejmują działania, uważają, że to nie jest już właściwy obrońca ich interesów. Ale zobaczymy, jak dalej to będzie wyglądało, bo formacja pana Petru jest formacją na „cienkim lodzie", która bardzo łatwo może utonąć.

Jakie są prognozy lidera obozu rządzącego na 2016 r.?

– Sądzę, że wśród różnego rodzaju oporu będziemy realizować nasz program, i że ten program będzie przynosił Polsce efekty. Zarówno w skali ogólnej, jak i dla poszczególnych grup społecznych. Chciałbym państwu powiedzieć, że ilość pieniędzy, która będzie płynęła na wieś z programu „500+", będzie większa niż to, co płynie z dopłat do rolnictwa. Naprawdę sytuacja się poprawi. Jeśli ktoś uważa, że 4-osobowa biedna rodzina, która będzie otrzymywała 2 tys. zł miesięcznie, na tym nie skorzysta i jej możliwości się nie poprawią, to kompletnie nie zna życia. Nawet w tych zamożniejszych rodzinach te 500 zł przy dwójce dzieci też ułatwi życie. Wierzę w to, że Polacy wydadzą te pieniądze racjonalnie. Wielu przed dopłatami – zanim te dopłaty [unijne do rolnictwa – przyp. ZK] na wieś się pojawiły – uważało, że one nie będą dobrze przez polską wieś wykorzystane, a okazało się, że były bardzo racjonalnie spożytkowane. Bardzo podniósł się poziom tzw. skolaryzacji. Ci najbiedniejsi, którzy przedtem nie mieli na to, żeby ich dzieci mogły chodzić do szkół średnich, te pieniądze zyskali, dzięki czemu te dzieci zaczęły chodzić do szkół. Takich przykładów było więcej. Polacy są – w ogromnej większości, bo jest przecież zróżnicowanie – Narodem racjonalnym, który wie, co robić z pieniędzmi. Chociaż mogą się zdarzyć patologie, to generalnie rzecz biorąc, to poprawi sytuację polskich rodzin – tych średnio zamożnych i tych, którzy żyją niemal w nędzy. Tam, gdzie tych pieniędzy już naprawdę bardzo brakuje, to tę nędzę zmieni w sytuację ciągle jeszcze słabą, ale jednak dużo lepszą. Uważam, że to jest bardzo dobre posunięcie, które wynika z potrzeby narodowej, związanej z groźbą depopulacji Polski, ale także ze zwykłej przyzwoitości.

"Nasz Dziennik" – rozmawiał o. Dariusz Drążek CSsR 

Źródło:
http://www.kresy.pl/publicystyka,wywiady?zobacz/o-co-toczy-sie-spor-w-polsce-wywiad-z-jaroslawem-kaczynskim

------------------------------------------

[1] http://naszeblogi.pl/59697-jaroslaw-kaczynski-o-politycznych-zmaganiach#comment-1035044


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 23 października 2015

Głosujmy! A nasz wybór decyduje nie tylko o naszym losie!

Przez ostatnie tygodnie mając - wynikającą z mojej wiedzy, doświadczenia, wyznawanych wartości i idei oraz patriotycznej postawy - pewność na kogo będę głosował, obserwowałem gorącą, bieżącą kampanijną politykę niejako trochę z boku, starając się jednak cały czas być w miarę dobrze poinformowanym.

Pominę w tekście ocenę kampanii wyborczej poszczególnych partii licząc na to, że Polacy zagłosują zwyczajnie po polsku.

Chciałbym natomiast podzielić się z Wami kilkoma refleksjami natury ogólnej.

Zaskakującym jest nieraz ten - oderwany od polityki - inny świat realnej codzienności i spraw zwykłych, drobnych, którymi na co dzień żyje każdy z nas... Wtedy ta polityka staje się jakby czymś nierealnym, wybory jakimś spektaklem a cały ten zewnętrzny świat zaczynamy traktować jako nie swój, obcy i nas nie dotyczący. Spoglądamy na ten świat niczym z lotu ptaka martwiąc się sprawami dotyczącymi naszego życia i przeżycia.

Mało tego... Jakże często słyszymy i utwierdzamy się też wewnętrznie w przekonaniu, że i tak indywidualnie nie mamy na nic wpływu, nic nie zmienimy... więc lepiej zająć się "tylko" sobą  i walczyć tylko o siebie oraz swoich najbliższych. Często też te ogólnie występujące konformistyczne zachowania stają się dla nas niejako usprawiedliwieniem naszych własnych, jakże często małostkowych i prymitywnie powierzchownych postaw.

Pogrążając się w tym własnym świecie jakże łatwo wpaść w taką katastroficzną bezsilność i bezradność oraz brak wiary w moc sprawczą własnych decyzji... Wtedy zaczyna nam być już "wszystko jedno" kto np. będzie rządził... bo i tak nic się nie zmieni a nasz głos wyborczy jest de facto nieistotny...

Tak nie jest...

Otóż na wszystkie nasze codzienne sprawy, nasze zachowania i problemy pośredni lub bezpośredni wpływ mają jednak politycy i ludzie sprawujący władzę. To oni tworzą ramy prawne i podejmują decyzje, które dotyczą nas w najdrobniejszych szczegółach, w tym oczywiście o naszym bezpieczeństwie finansowym.  Zdaje się, że o tym zapomnieliśmy i nie znajdujemy w sobie tyle chęci, wiary i zapału co jeszcze cechowało naszych ojców lub starsze pokolenia. Głosuje wszakże tylko połowa z nas...

Często zastanawiam się czy powstańcy walczący o odzyskanie naszego państwa, nasi żołnierze walczący w II WŚ, ludzie tej pierwszej Solidarności i te wcześniejsze polskie powojenne pokolenia, które protestowały w latach 70 - tych czy w drugiej połowie lat 50-tych XX wieku, pozwoliłyby sobie na taką bierność, na takie lekceważenie siebie przez obecnie nami rządzących. Odpowiedź wydaje się jednoznacznie prosta... walką, protestami i własnymi decyzjami sprawiliby, że kłamcy, antypolacy i zaprzańcy już dawno przestaliby funkcjonować w realnym świecie politycznym.

No cóż... a my od lat patrzymy i pozwalamy sobą pomiatać...  Jakie to smutne...

Czyżby globalny świat ze swoją bezceremonialną walką z naszą indywidualnością pozbawił nas już zupełnie wiary w naszą ludzką i właśnie indywidualną moc sprawczą dotyczącą nas samych?

Czy naprawdę tak łatwo kłamliwym, zdradliwym i hipokrytycznym "niektórym rządzącym" całkowicie nas sobie podporządkować i nami skutecznie manipulować, z nasz szydzić i nas okłamywać oraz lekceważyć?

Czyżby wystarczyła rezygnacja z siły fizycznej na rzecz zniewolenia psychicznego... żebyśmy jako ludzie, jako człowieczeństwo ponieśli klęskę?

Wielokrotnie zastanawiałem się nad tym fenomenem kolejnego, w kolejnych wyborach głosowania na PO i jej zwycięstwa, czyli - mówiąc językiem marketingowej manipulacji - powtarzaniem zakupu cuchnącego i zepsutego wewnętrznie, ale opakowaniowo kolorowego produktu zwanego PO i naszej niechęci do głosowania.  Przyczynami właśnie kolejnych zwycięstw PO (oprócz ewentualnych "cudów nad urną") wydają się być: nasze przekonanie o własnej niemocy oraz dysonans poznawczy, powyborczy jej wyborców.

Wiem, że bardzo trudno jest pokonać ten jakże zwykły i normalny dla nas mechanizm dysonansu poznawczego... ale naprawdę warto to zrobić i zmienić swoje preferencje wyborcze w imię wartości najwyższych. Wiem, że bardzo trudno jest uwierzyć, że nasz głos rzeczywiście ma wpływ na sytuację nas samych i Polski... ale warto się przełamać, uwierzyć i zagłosować.

Już w niedzielę wybory parlamentarne. Być może najważniejsze od sfałszowanych przez komunistów wyborów w 1947 roku.

Pokonajmy więc nasz dysonans poznawczy i zagłosujmy na tych, którzy chcą dobrej zmiany, chcą rozwoju Polski, chcą jej suwerenności i niepodległości, niech chcą dyktatu obcych nam sił w sprawach naszej Ojczyzny!

Pokonajmy swoje zniechęcenie i niewiarę w sens głosowania i zagłosujmy... może po raz pierwszy lub po wielu latach... Naprawdę warto się przełamać i jeszcze raz uwierzyć, że Polską można zarządzać dobrze, z godnością i mądrością, kierując się prawdą, wspólnym dobrem, prawem i sprawiedliwością!

Akt oddania głosu przynależny wszystkim obywatelom posiadającym czynne prawo wyborcze (a więc niemal wszystkim dorosłym obywatelom) jest kwintesencją demokracji, jest jej największym osiągnięciem.

Tego jednego październikowego dnia każdy z nas zdecyduje nie tylko o przyszłości własnej, ale też o losach swoich najbliższych i całego kraju... zdecyduje o kolejnych latach życia swojego dziecka, matki, ojca, przyjaciela i wszystkich mieszkańców w kraju i za granicą... zdecyduje o Polsce i Polakach, zdecyduje o przetrwaniu i rozwoju naszej Ojczyzny

Oddając ważny głos stajemy się najważniejszą osobą w państwie... jesteśmy prezydentem, premierem, całym senatem i sejmem, wojewodą, burmistrzem, wójtem, sołtysem... Każdy z nas 25 października ma możliwość zdecydować o sobie i innych. Może być prezesem i dyrektorem wszystkich rządzących w Polsce... wszak wybieramy tak naprawdę naszych pracowników, pracowników narodu polskiego!

Wielu z nas nie docenia ważności indywidualnego aktu wyborczego... Jest to oczywiście z korzyścią dla rządzących. Ta ich endogeniczna dążność do utrzymania raz zdobytej przez nich władzy sprawia, iż starają się umniejszyć wartość naszego głosu, strywializować go i sprowadzić do stadnego aktu zbiorowej woli bezwolnej i bezmyślnej masy  "rączek do głosowania"... nieraz niemal wręcz zbiorowego samobójstwa, jak czynią to raz w roku lemingi... bezmyślnie i zbiorowo spadając z urwiska i topiąc się w morzu...

Chyba warto jednak zdać sobie sprawę z prostego faktu: akt wyborczy jest naszym indywidualnym wyborem! Naszą indywidualną decyzją - wynikającą tylko z naszej woli, naszych przemyśleń, prezentowanych i wyznawanych przez nas wartości, idei i poglądów. To nasz wybór a nie innych!

Każdy z nas jest godzień własnej indywidualności i ma prawo podejmować decyzje indywidualnie a nie stadnie... więc również naszej decyzji dotyczącej naszej przyszłości i przyszłości naszych bliskich winniśmy nadać indywidualne cechy wynikające z naszego wnętrza, nas samych.

Suma tych naszych indywidualnych wyborów, ich jakości... da w konsekwencji określony wynik wyborczy... Każdy z naszych głosów przyczyni się do wyboru tak naprawdę naszych parlamentarzystów a tym samym przyszłego rządu dobrej zmiany. Nasz oddany głos w wyborach zdecyduje więc o tym jak będziemy rządzeni i jak będziemy żyć w naszym kraju, naszej Ojczyźnie... i czy w ogóle jeszcze będzie to Polska...

To na kogo głosujemy określa przecież nas samych, to kim jesteśmy i za kogo się uważamy lub chcielibyśmy aby inni nas za takich uważali. To na kogo głosujemy mówi wszystko o naszej osobowości, naszych wartościach, o nas jako  o ludziach indywidualnie. Oceniając nasz wybór inni oceniają nas, oceniają nas nasi najbliżsi, znajomi, nasze dzieci, wnuki...

Pamiętajmy więc, że nasz wybór określa nas samych a decyduje nie tylko o naszym losie... Dokonując wyboru zajrzyjmy więc we własne wnętrze, dokonajmy go indywidualnie i zgodnie z własnym sumieniem... postarajmy się go przemyśleć i wybrać racjonalnie, dla naszego i innych dobra wspólnego, dla naszej i naszych najbliższych lepszej przyszłości, dla przyszłości naszej Polski i Polaków...

Zagłosujmy więc gremialnie i wybierzmy w najbliższych wyborach parlamentarnych niepodległość Polski a nie jej utratę!

Pozdrawiam i życzę mądrych decyzji wyborczych!

P.S.

I na koniec pytanie dla tych, których tekst nie przekonał do oddania głosu na dobrą zmianę w tych wyborach... dla tych, którzy zrazili się do polityki i mówią: zajmijmy się sobą, bo rządzący politycy kłamią, kłamali i będą kłamać...

Czy pozwolimy kłamcom, aby dalej zajmowali się nami i nas okłamywali, czy może jednak warto dać szansę innym?

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com