Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kondominium rosyjsko-niemieckie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kondominium rosyjsko-niemieckie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 września 2022

Pakt Ribbentrop-Mołotow nadal trwa? - reprint

Ważne! Tekst jest reprintem opublikowanego przez mnie postu w dniu 11.05.2013 roku. Był to jeszcze czas prorosyjskich i proniemieckich rządów PO z premierem D. Tuskiem i prezydentem B. Komorowskim.

(co jakiś czas będę publikował takie reprinty moich tekstów, ale takich, które w jakiś sposób są aktualne do dzisiaj)

Wiele wskazuje na to, że mamy obecnie do czynienia z kontynuacją paktu Ribbentrop-Mołotow, który nigdy nie został anulowany. Przyczynili się do tego na początku tzw. III RP m.in. Mazowiecki, Michnik, Kuroń, Geremek i inni zasymilowani a'la Polacy. Jego efektem może też być ewentualny zamach w Smoleńsku, na którym być może w równym stopniu sumarycznie skorzystały Niemcy jak i Rosja, przy czym z geopolitycznego punktu widzenia więcej korzyści odnieśli chyba Niemcy i ich UE.

Kondominium rosyjsko-niemieckie wyraża się przede wszystkim we wspólnych interesach ekonomicznych, takich jak bałtycki gaz czy też kontrowersyjna polsko-unijno-rosyjska umowa o małym ruchu granicznym z obwodem kaliningradzkim, o którą w równym stopniu zabiegali Rosjanie i Niemcy. Niepokojące z polskiego punktu widzenia jest też rozmieszczenie w tym obwodzie rosyjskich rakiet średniego zasięgu oraz planowana budowa elektrowni atomowej.

Innym przejawem dążenia do degradacji Polski jest jej regionalizacja jako element jej wewnętrznego rozbicia oraz kreowanie i wspomaganie przez Niemcy antypolskich ruchów odśrodkowych takich jak RAŚ czy też Związek Mazurów. Podobnie niepokojąca jest też dominacja Niemiec w Unii Europejskiej a - dzięki śmierci L. Kaczyńskiego a tym samym "śmierci" jego projektu stworzenia z nowych unijnych państw silnego "stowarzyszenia w UE" - geopolitycznie ta dominacja prowadzi wprost do eliminacji Polski jako liczącego się państwa w UE.

Kontynuacja paktu  Ribbentrop-Mołotow jest współcześnie pozbawiona elementu jawnej agresji zbrojnej. Wystarczą zamachy na Polaków, którzy jawnie się jemu przeciwstawiają a ponadto uzależnienie ekonomiczne wobec niemieckiej UE i energetyczne wobec Rosji.

Innym przejawem ponownego rozbioru Polski przez kondominium rosyjsko-niemieckie jest kreowanie polskiej sceny politycznej. Doprowadzono do tego, że w Polsce mamy proniemieckiego premiera i prorosyjskiego prezydenta, którzy nie reagują na antypolskie zachowania swoich protektorów. Żaden z nich - wedle mnie - nie realizuje polskiej racji stanu. Jaskrawym np. przykładem całkowitego uzależnienia naszego premiera od Niemiec jest jego polityka korzystnej dla nich degradacji polskiego przemysłu (m.in. likwidacja stoczni) czy też zdymisjonowanie J. Gowina przede wszystkim dlatego, że w niezawoalowany sposób oskarżył Niemcy o eksperymentowanie z polskimi zarodkami in vitro. Nie inaczej wygląda sprawa z B. Komorowskim, który w ferworze swojego poddaństwa wobec Rosji zapowiedział swego czasu wyjście Polski z NATO.

Zapewne można znaleźć wiele innych przykładów na służalczość obecnych władz Polski wobec Rosji i Niemiec...

Wygląda więc na to, że Polska została podzielona na dwie strefy wpływu, gdzie Niemcy uzyskały status agresora terytorialno-ekonomicznego a Rosja agresora przede wszystkim energetycznego (np. wieloletnia i niekorzystna dla Polski umowa gazowa czy też powolne przejmowanie koncesji na wydobycie ropy łupkowej i gazu łupkowego).

Pozdrawiam

P.S.
Poniżej - ku refleksji i zastanowieniu - prezentuję tekst prof. M. Giertycha, który wskazuje, że niestety popełniliśmy - jako państwo - kardynalne błędy u zarania III RP.

"W ostatnich latach ZSRR była szansa na jakąś rekompensatę dla Polski za pakt Ribbentrop-Mołotow, na drodze zmian terytorialnych lub powołania na terenach polskich zagarniętych przez ZSRR w roku 1939 Republiki Wschodniej Polski, bądź polskiego regionu autonomicznego. W tym czasie, gdy rozsypywał się Związek Radziecki powstało około 50 nowych republik autonomicznych lub suwerennych, w tym Czeczeńska, Abchaska, Górno-Karabachska itd. Jak pisze Tadeusz Dąbrowski (Rocznik Wschodni, 1995, Wyd. Remark, Dom Polonii, Rynek 19, Rzeszów) w artykule pt. "Kwestia polska w ostatnich latach istnienia ZSRR" polscy deputowani do parlamentu ZSRR w latach 1989-1991 (było ich 8), a w szczególności Jan Ciechanowicz i Anicet Brodawski z Wileńszczyzny, upominali się o prawa ludności polskiej, dyskryminowanej nie tylko przez państwo radzieckie ale i przez republiki związkowe, a po ich usamodzielnieniu, przez nowe państwa. Publiczne te wystąpienia porównać można do głosów Korfantego czy Seydy w parlamencie Pruskim w czasie I Wojny Światowej. Odważnie upominali się nie tylko o przyznanie do zbrodni katyńskiej, ale i do anulowania skutków Paktu Ribbentrop-Mołotow przez przyznanie obszarom zamieszkałym przez Polaków autonomii. Szczególnym echem odbiło się wystąpienie Ciechanowicza na zjeździe deputowanych ludowych ZSRR w dniu 22.XII.89r., które opublikowała Izwestia (9 mln. nakładu), a przedruki trafiły do prasy polonijnej w USA. Jak mi pisze w liście Jan Ciechanowicz w latach 1989 i 1990 szansa na to była. Wielokrotnie w tej sprawie rozmawiał z Gorbaczowem, Ryżkowem i Jelcynem. Landsbergis (późniejszy prezydent Litwy) mówił w wywiadzie telewizyjnym w roku 1990, że "niestety niepodległa Litwa powstanie bez Wilna, ale trzeba na to pójść" - musiał więc coś wiedzieć o tych planach. Warto przypomnieć, że w tym samym czasie pod naciskiem Gorbaczowa NRD podpisała z Polską umowę o rozgraniczeniu wód w Zatoce Pomorskiej w taki sposób by dojazd do portu szczecińskiego odbywał się poprzez polskie wody terytorialne (podpisanie w maju 1989, wymiana listów ratyfikacyjnych w czerwcu 1989). Zjednoczone Niemcy musiały to porozumienie uznać. Gdyby nie życzliwe, pro-polskie stanowisko Gorbaczowa to dzisiaj RFN na takie porozumienie by nie poszła i Szczecin stałby się portem martwym, jak Elbląg. Był to więc czas gdy na Kremlu panowały nastroje Polsce przychylne. Gdyby doszło do uznania polskiej autonomii w ramach ZSRR to dzisiaj polska ludność tamtych terenów nie musiałaby znosić upokarzającego prześladowania, wywłaszczania, litwinizacji, białorusizacji, ukrainizacji. 

Sprawa ta ponoć nie miała poparcia rządu Mazowieckiego. Jak twierdzi Janusz Szmigielski w okólniku Koła Lwowian w Chicago (luty-marzec 1996) "panowie Geremek, Michnik, Kuroń i Mazowiecki pojechali do Moskwy w wielkim pośpiechu i prawie na klęczkach błagali Gorbaczowa by tego nie czynił i ten wreszcie przystał na ich prośby". Według Ciechanowicza Gazeta Wyborcza okrzyknęła go twardogłowym komunistą i agentem Moskwy. Zbigniew Balcewicz, na łamach redagowanego przez siebie polskojęzycznego "Kuriera Wileńskiego" apelował o oddanie pod sąd Ciechanowicza za "nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej Republiki Litewskiej", za co groziła mu kara śmierci (cytuję za artykułem Dąbrowskiego w Roczniku Wschodnim, 1995). Do dziś Ciechanowicz nie może dostać stałej pracy ani na Litwie, ani w Polsce (historyk, językoznawca). 

Prof. Edward Prus twierdzi (artykuł pt. "Gorbaczow chciał, Michnik - nie" Głos Polski (Toronto) 26.IV.96), bazując na rewelacjach, które ukazały się w "anglojęzycznej prasie nowojorskiej" (rozumiem, że polonijnej), iż rozważane były trzy warianty rozwiązań terytorialnych: 1) zwrot całości ziem zagarniętych w 1939 r., 2) zwrot Lwowa i Zagłębie Drohobyckiego oraz 3) rekompensata w postaci okręgu królewieckiego, do którego miano przemieścić Polaków z Kazachstanu. Wszystko miało być połączone z odwołaniem Paktu Riobbentrop- Mołotow i uznaniem 17 września 1939 roku za agresję. Prus twierdzi, że wie od dyplomaty radzieckiego, teraz reprezentującego swoją republikę, że ostrzegał nacjonalistów, iż uznanie 17 września 1939 roku za agresję pociągnie za sobą skutki, agresja bowiem dokonała się nie na Zachodnią Ukrainę tylko na Polskę. [Szmigielski (Okólnik Koła Lwowian w Chicago, luty marzec 1996) twierdzi, powołując się na Prusa, że chodzi tu o p. Serdaczuka, b. konsula ZSRR w Krakowie, a obecnie ambasadora Ukrainy w Polsce].

Prus podaje dalej, że w 1995 r. zetknął się z przypadkiem Geremka, Mazowieckiego i Kuronia, "który się do nich przyłączył". Tym samym jego wypowiedzi we Lwowie, iż jest szczęśliwy z tego, że Lwów nie należy do Polski mogły być konsekwencją "zmowy" osób, które pojechały do Moskwy, odwiedziły Kreml i przekonały Gorbaczowa o niecelowości pomysłu. Polska bez żadnej rekompensaty ze strony sowieckiej przyjmuje "opcję zerową" nie żądając w zamian niczego.

Wszystko to informacje bardzo mgliste, ale nie ma dymu bez ognia. Jakieś rozmowy na ten temat były i nic z tego dla na nas nie wyniknęło. Jedynie gen. Wojciech Jaruzelski mógłby udzielić informacji co rzeczywiście było omawiane. 

Jak na razie Pakt Ribbentrop-Mołotow nadal obowiązuje, ale już tylko Polskę".


Źródło: prof. Maciej Giertych, Opoka w Kraju, wrzesień 96

Jako komentarz niech służą moje słowa z początku tekstu: "Innym przejawem dążenia do degradacji Polski jest jej regionalizacja jako element jej wewnętrznego rozbicia oraz kreowanie i wspomaganie przez Niemcy antypolskich ruchów odśrodkowych takich jak RAŚ czy też Związek Mazurów"...

[1] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2013/05/pakt-ribbentrop-mootow-nadal-trwa.html


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 21 stycznia 2022

Dlaczego a'priori jestem rusofobem (moskwofobem) i germanofobem?

Motta: 

1. "Osobiście ze względów historycznych wolę być zawczasu rusofobem i germanofobem niż po czasie okazać się zdrajcą Polski popierającym sojusz - kondominium niemiecko-rosyjskie, które znów się odrodziło na niekorzyść Polski, ale i całej Europy".

2. Pamiętajmy o przeszłości, bo "...ten, kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, to nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości" (Marszałek Polski J. Piłsudski) a "...naród bez dziejów, bez historii, bez przeszłości, staje się wkrótce narodem bez ziemi, narodem bezdomnym, bez przyszłości...” (bł. Prymas Polski S. Wyszyński).

Powyższe stwierdzenia mi.in użyłem w swoich postach [1] i [2]. Szczególnie to pierwsze umieszczone w moim poprzednim tekście wzbudziło wiele kontrowersji, więc może warto przedstawić - choć powierzchowne - powody, które powodują u mnie takie przekonanie czy też nastawienie. 

Po pierwsze: dawna historia.

Nie chciałbym tutaj tworzyć eseju historycznego, ale chyba każdy kto choć nawet w małym stopniu zna naszą historię nie może temu zaprzeczyć. 

Od zarania istnienia Polski jako państwa zawsze mieliśmy dwóch największych wrogów będących jednocześnie na nieszczęście naszymi bezpośrednimi sąsiadami. Były i są to Niemcy (Prusy) i Rosja (Moskwa), przy czym warto wspomnieć, że to z reguły nie Polska była źródłem agresji i nienawiści do tych krajów, ale to dla nich od zawsze Polska stanowiła podmiot tejże agresji i nienawiści... co doprowadziło m.in. do ostatecznego rozbioru Polski i ustanowienia - tak wyczekiwanej od wieków przez te państwa - wspólnej niemiecko-moskiewskiej granicy. 

Ale i w naszej historii możemy odnotować swoje zwycięstwa zarówno nad Niemcami czy Moskalami. 

Bitwa Warszawska 1920 roku była kolejną zwycięską bitwą nad Moskalami, których - na przestrzeni dziejów - byli zdolni pokonać właśnie tylko Polacy. 

4 lipca 1610 roku wojska polskie ówczesnego wojewody kijowskiego (późniejszego - od 1918 roku - hetmanem i kanclerza wielkiego koronnego) Stanisława Żółkiewskiego liczące około 7 tys. żołnierzy rozbiły pod Kłuszynem 35 tys. armię rosyjską wspomaganą przez armię Szwedzką. Wkrótce potem doszło do rokowań, które rozpoczęły się 5 sierpnia, zakończonych układem z dnia 27 sierpnia, na mocy którego królewicz Władysław został uznany carem Rosji. W obręb moskiewskich murów wojska polskie wkroczyły 12 września, a 8 października Żółkiewski przybył na Kreml. Car Wasyl Szujski oraz jego bracia Dymitr Szujski i Iwan Szujski zostali więźniami hetmana. Natychmiast Wasyl Szujski uznał prawa królewicza Władysława Wazy do tronu rosyjskiego. Dowódcą wojsk polskich na Kremlu moskiewskim został Aleksander Korwin Gosiewski. Była to jedyna w historii Rosji jej klęska, której wynikiem był upadek Moskwy i przejęcie jej przez wrogie jej wojska! Rok później 29 października 1611 hetman Żółkiewski w uroczystym orszaku wkroczył ze swoim wojskiem do Warszawy wioząc ze sobą Wasyla Szujskiego oraz jego braci, którzy w obecności szlachty i senatu na Zamku Królewskim złożyli królowi Zygmuntowi III Wazie przysięgę wierności. Oddali pokłon polskiemu królowi i narodowi polskiemu uniżenie bijąc głową w posadzkę.

Wcześniej, 10 kwietnia 1525 roku na Goldzie rynku krakowskiego - po wcześniejszym zawarciu traktatu między królem Zygmuntem I Starym a Albrechtem Hohenzollernem - odbył się Hołd Pruski, w wyniku którego Prusy Zakonne zostały przekształcone w Księstwo Pruskie jako lenno Polski. Albrecht odebrał z rąk króla proporzec z herbem Prus Książęcych jako symbolem lenna. Oznakę zależności od króla i Korony symbolizowała umieszczona na piersi czarnego pruskiego orła litera S (Sigismundus) oraz korona na jego szyi.

Jeszcze wcześniej 15 lipca 1410 roku rozegrała się Bitwa pod Grunwaldem, w której Polacy pod wodzą Króla Władysława Jagiełły rozgromili niemieckie wojska krzyżackie pod wodzą Wielkiego Mistrza Krzyżackiego Ulricha von Jungingena...

No tak, ale w końcu nie było Polski na mapie świata przez 123 lata a warto przypomnieć, że rozbiory Polski były też wynikiem wewnętrznej zdrady narodowej dokonanej w Targowicy przez zdrajców narodu polskiego w 1792 roku. W rzeczywistości spisek został zawiązany w Petersburgu na życzenie i pod patronatem (Niemki) cesarzowej Rosji Katarzyny II, która po osiągnięciu swojego celu (dokonania wspólnie z Prusami i Austrią rozbioru Polski) rozwiązała Konfederację Targowicką. Czyż w dużej mierze zachowanie dzisiejszej polskiej "totalnej opozycji" nie przypomina Targowiczan?

Co prawda splot szczęśliwych okoliczności (I WŚ) umożliwił w roku 1918-tym odzyskanie przez nasz kraj niepodległości, ale tego faktu tak do końca nie zaakceptowali nasi odwieczni agresorzy. Musieliśmy i tak walczyć o nasze ziemie z rozbiorcą niemieckim w czasie powstań śląskich i Powstaniu Wielkopolskim i rozbiorcą moskiewskim, który w 1920 roku - tym razem już jako Rosja Sowiecka zaatakował nasz kraj i tylko "Cudem nad Wisłą" obroniliśmy dopiero co odzyskaną przez nas niepodległość. 

Nie trwało to jednak długo, bo raptem tylko około 20 lat. W 1939 roku obaj nasi wrogowie zaatakowali nasz kraj rozpoczynając II WŚ a zgodnie z Paktem Ribbentrop - Mołotow (który był podstawą tego ataku) znów osiągnęli swój cel, czyli wspólne graniczne sąsiedztwo. 

Obaj jednak agresorzy chcieli zawładnąć Europą samodzielnie i do dzisiaj uważają to za swój błąd - stąd ich obecne dążenie do wzajemnej współpracy.  Zarówno A. Hitler jak i J. Stalin planowali w końcu przechytrzyć siebie nawzajem i zaatakować swojego sojusznika. Szybszy okazał się A. Hitler atakując  22 czerwca 1941 roku Rosję Sowiecką, w co przez kilka dni nie mógł uwierzyć J. Stalin. Tylko wydaje się, że nie wierzył w to, że jednak A. Hitler go wyprzedził. Dla Niemiec ten atak okazał się początkiem ich klęski a trauma z tej klęski II WŚ tkwi głęboko w sercach Niemców, tak samo jak onegdaj trauma po przegraniu I WŚ i po "Traktacie Wersalskim", który od zawsze był przez Niemców uważany za upokarzający. 

Zresztą też warto - już w odniesieniu do okresu powojennego - zauważyć, że entuzjastami A. Hitlera było przeszło 90% Niemców i niemal cały przemysł niemiecki. Trudno wobec tego oczekiwać, że owa trauma nie zostawała rodzinnie przenoszona kolejnym pokoleniom a do dzisiaj największe i długoletnie firmy niemieckie w dużej mierze ową traumę pielęgnują i do dzisiaj jeszcze możemy znaleźć zatrudnionych w nich potomków najważniejszych NSDAP-owców (mało tego: w niektórych siedzibach tych niemieckich firm do dziś stoją popiersia przemysłowców - hitlerowskich nazistów). 

Po drugie: niedawna historia.

Współzwycięstwo Rosji Sowieckiej nad hitlerowskimi, nazistowskimi Niemcami,  pozwoliło jej na przejęcie we władnie połowy Europy i rządzenie w tych krajach poprzez własny totalitarny ustrój - komunizm. Jako Polacy pamiętamy to bardzo dobrze. Niby odzyskaliśmy wolność od jednego totalitaryzmu - nazizmu to wpadliśmy w sidła kolejnego. 

Tak na marginesie. 

Niemcy i Rosja to kraje, które stworzyły dwa najkrwawsze systemy totalitarne na świecie i kraje, w których te systemy uzyskały masową akceptację społeczną. Wprawdzie Sowieci tą akceptację w dużej  mierze musieli uzyskać siłą i masowymi mordami swoich obywateli a niemieckie społeczeństwo taką  akceptację masowo wyraziło bez konieczności masowych represji ze strony NSDAP (Ordnung muss sein?), to jednak jest to zarazem zaskakujące, ale jednocześnie mogące tłumaczyć jakoś tą niemiecko-rosyjską wzajemną fascynację. Ale to już temat dla socjologów i psychologów... Zresztą oba totalitaryzmy to - z jednej strony  - narodowo-socjalistyczny marksistowski nazizm, a z drugiej strony socjalistyczny robotniczo-chłopski, klasowy marksistowski komunizm. Oba te totalitaryzmy czerpały z jednego marksistowskiego źródła... Ten fakt też ich przybliża ich do siebie... A dziś - co symptomatyczne - na świecie, w tym w UE, szaleją kulturowi noemarksiści...

Niemcy po wojnie dostały się po połowie: światowi tzw. zachodnich wolnych narodów (RFN) i komunizmowi (NRD), przy czym warto zauważyć, że obie marki (zachodnia i wschodnia) były wymienne jeden do jednego a początek upadku komunizmu zaczął następować od momentu wydania przez Rosję zgody na przyszłe zjednoczenie Niemiec (1985 lub 1986 rok), co w końcu nastąpiło a Niemcy od momentu zjednoczenia  zainwestowały przeszło 2 biliony euro na integrację byłego NRD z RFN, ale nawet do dzisiaj ta potężna kwota nie wystarczyła do pokonania jakościowych różnic między terenami byłej NRD  i RFN: ta pierwsza dalej rozwija się słabiej niż ta druga a i poziom życia też jest różny, nie mówiąc już o różnicach mentalnych. 

Tym niemniej RFN była pod ścisłym nadzorem zwycięskich aliantów: USA, Anglii i Francji. Kontrolowano i reglamentowano przede wszystkim rozwój jej armii a do dzisiaj każdy (podobno aż do 2099 roku) nowy kanclerz Niemiec musi podpisać tzw. "lojalkę" tym trzem aliantom [1]. 

Ponadto do dzisiaj Niemcy nie mają swojej Konstytucji a jedynie dokument zwany "Grundgesetz, Ustawa Zasadnicza nadana 23 maja 1949 roku przez trzy mocarstwa okupacyjne (USA, Wielką Brytanię i Francję) z mocy „nie ulegającego wypowiedzeniu prawa zwycięzców”. Jej ostatni, 146 artykuł, głosi, że zastępcza Grundgesetz “utraci moc obowiązującą w dniu, w którym wejdzie w życie konstytucja przyjęta w drodze swobodnej decyzji Narodu Niemieckiego ... a 139, który głosi: “Postanowienia niniejszej Ustawy Zasadniczej nie naruszają przepisów prawnych o „Uwolnieniu narodu niemieckiego od narodowego socjalizmu i militaryzmu”. Ten tajemniczy przepis o “uwolnieniu narodu niemieckiego”, to datowane 5 marca 1946 roku zarządzenie Amerykańskich Władz Wojskowych (American Military Government), wydane z mocy Dyrektywy nr. 24 z dnia 12 stycznia 1946 roku wojskowego organu Sojuszniczej Rady Kontroli Niemiec działającej zgodnie z ustaleniami konferencji w Jałcie i uzgodnieniami poczynionymi podczas poczdamskiej konferencji Wielkiej Trójki (Truman, Churchill, Stalin) obradującej na przełomie lipca-sierpnia 1945 roku. Ponad 75 lat po zakończeniu wojny decyzje alianckich władz okupacyjnych nadal obowiązują w Bundesrepublik, mają najwyższą rangę i są wpisane w Ustawę Zasadniczą [3]".

Teraz domyślamy się jednego z powodów niechęci Niemiec do USA i NATO czy też m.in. dlaczego UK wyszła ze zniemczanej UE, potencjalnej IV Rzeszy?

Tymczasem upadł ZSRR a nastała Federacja Rosyjska, gdzie po kilku latach demokratyzacji nastąpiła era W. Putina, który rzewnie tęskni za potęgą ZSRR i systematycznie odbudowuje imperialne podejście do świata z czym zgadza się niestety większość narodu rosyjskiego... ach ta ich potrzeba posiadania "cara"...

Po trzecie: czasy obecne

Podczas gdy Niemcy są dziś "pokojowym" agresorem wobec krajów UE i próbują w Europie zbudować swoją IV Rzeszę (sferderalizowna i bez narodowych granic UE) to W. Putin prowadzi aktywną wojnę hybrydową nawet posuwając się do agresji (Gruzja, Ukraina) czy czyniąc prowokacje na polsko-białoruskiej granicy testując tzw. wschodnią flankę NATO.

Niestety dla świata ostatnie wybory w USA wygrał J. Biden, który jest już zniedołężniałem dziadkiem a tak naprawdę w USA rządzi dziś komunistka - wiceprezydent K. Harris. Nastąpiło znaczne osłabienie międzynarodowego znaczenia USA, co niezmiernie cieszy zarówno Niemców, jak i Moskwę. 

Jedną z pierwszych decyzji J. Bidena było cofnięcie trumpowskich ograniczeń i sankcji na budowę rosyjsko-niemieckiego rurociągu Nord Stream 2, tym samym dając "zielone światło" na jego dokończenie. A ta inwestycja w dzisiejszych czasach jest chyba najbardziej jaskrawym przykładem idealnej współpracy Niemiec i Rosji. Ponadto postawił na współpracę z Niemcami (jako właścicielami UE) oraz tym samym na Rosję, oczywiście kosztem krajów naszego regionu, w tym przede wszystkim kosztem największego jego przedstawiciela, czyli Polski. Taka postawa J. Bidena może zakończyć się fiaskiem V4 i Trójmorza, co też idealnie wpisuje się w próbę stworzenia przez nową administrację niemiecką Jednego Państwa Europa z siedzibą w Brukseli a tak naprawdę w Berlinie. 

A jak wspaniale kwitnie współpraca niemiecko-rosyjska (kondominium niemiecko-rosyjskie) to widać po wspomnianych Nord Streamach, pracy niemieckich polityków w Moskwie (np. były kanclerz Gerhard Schröder w Gazpromie) czy  ostatnio odmówienie przez Niemcy możliwości przelotu przez ich terytorium powietrzne natowskich samolotów transportowych niosących pomoc rzeczowo-militarną Ukrainie przygotowującą się na ewentualną agresję Rosji na ich kraj. Widać tu wyraźnie jakimi hipokrytami są Niemcy: z jednej strony gaworzą o pokoju czy demokracji a z drugiej już jawnie wspierają zapędy imperialistyczne Putina. 

Zresztą sądzę, że już sobie Niemcy i Rosja ustaliły swoje przyszłe wpływy w Europie, gdy w końcu zostanie już zbudowana jedna sfederalizowana UE pod nadzorem niemieckim i za zgodą J. Bidena. Niemcy jednak muszą się spieszyć, bo ewentualny kolejny prezydent USA może już nie być im - tak jak dzisiejszy - przychylny.  

Po czwarte: refleksje końcowe

Sądzę, że Niemcy mają w genach butę i chęć podporządkowywania sobie innych a już nas-Polaków w szczególności. To ich przeświadczenie o "rasie Panów" tkwi w nich bardzo głęboko. Teraz wyrosło już nowe pokolenie nie pamietające II WŚ. To oni teraz rządzą i o ile jeszcze pokolenie czynnych niemieckich nazistów po wojnie udawało skruchę, to teraz to nowe już pokolenie o wojnie nie chce pamiętać (bo ponoć to ich już nie dotyczy) i znów wedle nich "z czystym sumieniem" wracają do swoich  butnych korzeni. 

Zresztą przez dziesiątki lat prowadzili oni swoistą politykę historyczną wybielającą Niemców z II WŚ i tworząc jakąś odrębną "grupę nazistów", którymi przecież mogli być i Polacy... Doszło nawet do tego, że sami zaczynają się uznawać za pierwsze ofiary nazistów - kuriozum historyczne, ale dziesiątki lat międzynarodowej propagandy zrobiło swoje: świat już zaczyna tak myśleć. 

I przerażające jest to, że jedne z najbardziej poszkodowanych przez Niemców narodów - Żydzi - wspólnie z Niemcami prowadzili i prowadzą wspólnie tą ich politykę i dzisiaj też próbują zrzucić winę "za nazizm" na Polaków... Zresztą podobno już się opracowuje jeden europejski wspólny proniemiecko-prożydowski podręczniku do historii. Ale właśnie to żydowskie "Przedsiębiorstwo Holocaust" wykreowało słynne i antypolskie powiedzenie "polskie obozy koncentracyjne", to oni wstrzymują ekshumację w Jedwabnym, aby zapobiec prawdy o tym, że to nie Polacy a Niemcy byli sprawcami mordu Żydów w tej miejscowości, to oni kreują takiego kompletnie niewiarygodnego i kłamliwego T. Grossa na autorytet historyczny, to oni wreszcie (co tak naprawdę jest jedną z przyczyn współczesnej żydowskiej antypolskości) nieprawnie i ahistorycznie żądają od Polski (a winni od Niemiec a w części i od Rosji) jakiś mitycznych odszkodowań za utracone, bezspadkowe mienie w czasie II Wojny Światowej i po niej w okresie komunizmu w Polsce.   

A wróćmy na chwile jeszcze do Niemców. 90% obecnych Niemców ma  (miało) w rodzinie hitlerowców, to spokojnie mogą sobie z nich czerpać idee i marzenia. Oczywiście dziś wojna zbrojna odpada, ale Niemcy chcą sobie podporządkować inne kraje poprzez właśnie np. sfederalizowanie UE i dominację ekonomiczną a także poprzez jakieś szalone "Zielone Łady" czy programy redukujące emisję CO2 mające uchronić ludzkość przed zagładą poprzez zmiany klimatyczne, m.in. system ETS czy pakiet „Fit for 55” (co za wyrafinowane i przynoszące ogromne dochody bzdury)... Zresztą i tu widać hipokryzję Niemców. Walczą z Polską (dla dobra klimatu - sic!) o zamykanie u nas kopalni węglowych a sami otwierają nowe na terenie własnego państwa, jak np. niedawno oddana do użytku nowa elektrownia węglowa Datteln 4 w Zagłębiu Ruhry. Niby ze wszystkich napędzanych węglem elektrowni niemieckich ta jest najbardziej przyjazna środowisku, ale przecież to od Polski żąda się wygaszania kopalń i elektrowni węglowych a Niemcy sobie budują mimo całego tego zgiełku klimatycznego.  Ta ich nowa elektrownia ma moc 1100 megawatów i powstała mimo ustaleń tych wszystkich "szczytów klimatycznych". Hipokryzja w czystej postaci i nierówne traktowanie Polski na arenie UE. 

Ale też to, że dziś jestem rusofobem (a raczej moskwofobem w znaczeniu siedziby władz Rosji a nie samego narodu rosyjskiego) i germanofobem oznacza po prostu moje zdanie odnoszące się do historii, które można tłumaczyć dziś po prostu moją skrajną nieufnością do tych państw. Nie oznacza to wcale, że nie mamy z nimi współpracować, ale ta współpraca musi być oparta na wzajemnym szacunku: nie możemy za każdym razem tylko przed nimi "klękać". 

A czy postawienie przez Polskę na USA jako największego naszego sojusznika okazuje się być błędem? Nie sądzę, bo obecnie - i to mimo polityki J. Bidena - właśnie dla naszego bezpieczeństwa ważniejsza jest przynależność do amerykańskiego NATO niż do niemieckiej UE, która być może niedługo okazać się może już IV Rzeszą. 




Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 814. Paypal: paypal.me/kjahog

piątek, 23 stycznia 2015

Pełzający 25-letni rozbiór Polski. Kto nas ostatecznie przejmie?

Ostatnio ogarniają mnie pesymistyczne myśli dotyczące naszej Polski, które można przelać na papier (monitor) jako tylko pewne hipotezy, które mogą być zupełnie błędne i nietrafione. I tak proszę traktować poniższą analizę. Być może jest ona błędna, czego osobiście bym sobie życzył i będę wdzięczny, gdy - po ewentualnej dyskusji - okaże się faktycznie, iż można ją po prostu odrzucić...

-----------------------------

Polska - według mnie - od 25 lat (niemal już 26) znajduje się w procesie pełzającego, kolejnego rozbioru dokonywanego tym razem chyba przez kondominium niemiecko-rosyjskie (często też tylko reprezentowane przez zniemczoną, zlewicowaną, ateistyczną i global-komunistyczną UE i same Niemcy) oraz być może Izrael (często reprezentowany przez USA czy też pewne syjonistyczne i istotne środowiska żydowskie). Ów rozbiór nie dotyczy tylko sfery materialnej (majątek, ekonomia), ale też sfery kultury, tradycji, historii, języka, wiary katolickiej i wartości kształtujących polską tożsamość narodową.

Współcześni zaborcy chcą nas zniszczyć totalnie pozbawiając nas wszelkiej - będącej fundamentem naszej państwowości - własności poprzez przejęcie lub likwidację naszych: aktywów ekonomiczno-gospodarczych (m.in. przedsiębiorstw i instytucji finansowych), zasobów naturalnych, lasów, wód, gór, jezior i naszej ziemi. Oprócz tego równolegle chcą nas zniszczyć pozbawiając nas szeroko rozumianej polskości bez której niemożliwe jest trwanie naszego narodu. Chcą z Polaków zrobić mało relatywnie liczną (15 mln ?), zubożoną (spauperyzowaną) i zatomizowaną masę niewolniczych pracowników najemnych bez wolności oraz własności i niestety im się to udaje. Doprowadzili do sytuacji, w której geopolitycznie Polska nie znaczy dziś nic a jesteśmy po prostu ich łupem bądź też niewolnikiem wykonującym ich rozkazy i polecenia. Sami zaś Polacy - zgodnie z ich planami - zarabiają relatywnie chyba najmniej w UE, pracują niemal najdłużej, mają coraz mniej dzieci, emigrują za pracą, ubezwłasnowolniają się kredytem i pozbywają się z konieczności swojej własności... a przede wszystkim przestają myśleć po polsku....

W interesie naszych w/w zaborców, a w szczególności UE i Niemców zlikwidowano (niestety rękoma usłużnych rodzimych niewolników, zdrajców i wykonawców obcych Polsce celów) konkurencyjny dla nich polski przemysł. Tak zniszczono lub oddano w obce ręce m.in. przemysły: stoczniowy jako konkurencyjny wobec niemieckiego, hutniczy, elektrotechniczny, cementownie, a teraz próbuje się zniszczyć górnictwo węgla kamiennego będące przecież konkurencyjne, szczególnie wobec kopalń niemieckich, którym grozi zamrożenie pomocy państwowej w 2018 roku. Jeżeli nawet od razu nie zlikwidowano polskich firm to pozwolono w tzw. procesie prywatyzacji wykupić ich tysiące przez zagraniczne podmioty, szczególnie z UE a przede wszystkim z Niemiec. Oddano w ten sposób lub zniszczono wiele branż nie wymienionych przeze mnie wcześniej... Często też (o ile nie zawsze) zakup tych polskich przedsiębiorstw był po prostu wrogim przejęciem, kończącym się z reguły ich likwidacją lub przekształceniem w coś na na kształt magazynów przyjmujących i dystrybuujących towary od firmy macierzystej. Ponadto z zakupionych firm swobodnie wyprowadzano środki finansowe i płacono zaniżone podatki lub też nie płacono ich w ogóle (dzięki m.in. strefom ekonomicznym działającym tak naprawdę na rzecz zagranicznych koncernów).

Nasi zaborcy robią wszystko, aby wydrenować Polskę z jej zasobów finansowych i majątkowych. Da się to zauważyć w przypadku stanowienia np. unijnych praw jawnie skierowanych niemal wyłącznie przeciw Polsce i jej rozwojowi, jak np. forsowanie i jednoczesne wyegzekwowanie od polskich zdrajców podpisania skrajnie niekorzystnego dla Polski pakietu energetyczno-klimatycznego. Podobnie jest z polską ziemią, którą zaborcy będą  mogli swobodnie wykupować już od maja 2016 roku. Podobnie jest z polskimi lasami, które obecne rządy chcą usilnie prywatyzować, aby oddać je w obce ręce a ponadto z ich sprzedaży sfinansować jakieś roszczenia jednego z naszych - wedle mnie - zaborców...

Jesteśmy ponadto ubezwłasnowolnieni energetycznie od Rosji a nasi zaborcy i rodzimi zdrajcy robią wszystko, żeby tak pozostało m.in. poprzez: podpisanie długoterminowego i niekorzystnego dla Polski kontraktu gazowego z Rosją, budowę niemiecko-rosyjskiego rurociągu North Stream, torpedowanie wydobycia polskich: gazu i ropy z łupków, zaniechanie budowy elektrowni jądrowej czy też rządowy niemal sabotaż budowy gazoportu. Jesteśmy też pod negatywnym wpływem uwłaszczonej komunistycznej nomenklatury, która jest powiązana z postkomunistycznymi (i nie tyko nimi)  służbami specjalnymi. Wedle wielu właśnie te służby (szczególnie powiązane z dawnymi WSI) w imieniu własnym, ale też przede wszystkim w imieniu zaborców rządzą dziś Polską.

Oddaliśmy też w ogromnej większości w obce ręce cały sektor finansowo-bankowy, którego de facto międzynarodowym właścicielem jest przeważnie prywatny kapitał etnicznie żydowski.  Polska lawinowo zadłuża się w tych obcych nam prywatnych bankach oraz instytucjach kierowanych w większości też przez żydowski establishment finansowy: MFW, BŚ, EBC. Skutecznie przez te 25 (26) lat a szczególnie za rządów PO-PSL ubezwłasnowolniono finansowo Polskę długiem publicznym i zagranicznym. Na dziś dług publiczny jawny wynosi ok. 1,03 bln zł a dług ukryty około 3,1 bln zł. Ponadto mamy na koniec roku 2013 ok. 382,1 mld USD zadłużenia zagranicznego (E. Gierek zostawił nas z zadłużeniem rzędu około 24-25 mld USD i dopiero niedawno go spłaciliśmy). Obecnego zadłużenia Polski (jako państwa) nie spłacą przyszłe pokolenia a Polska będzie cały czas ubezwłasnowolniona tymi długami i zależna od decyzji finansowych, międzynarodowych "mędrców".  

Warto też w tym miejscu szczególnie podkreślić fakt fałszywego i negatywnego PR-u Polski, który kreują na świecie w dużej części środowiska żydowskie skupione w żydowskich organizacjach międzynarodowych. Ta część Żydów uprawia antypolską politykę we wszystkich możliwych obszarach: od filmu, poprzez gospodarkę aż niemal do rewidowania historii. Próbują oskarżać Polskę o współwinę za holocaust a już nagminnie o antysemityzm. Ośmielają się nas oskarżać o skrajny antysemityzm, kiedy oni sami reprezentują w dużej części skrajny antypolonizm, co było widoczne kiedy Sowieci wtargnęli do Polski w 1939 roku (kolaboracja z najeźdźcami, wydawanie Polaków, wstępowanie do milicji, antypolska nienawiść) jak i kiedy jako żydokomuna (obok innych komunistów) mordowali polskich patriotów w latach 1944-1956 i później. Zresztą ich antypoolonizm jest widoczny cały czas. Próbują "pisać historię od nowa" oskarżając nas o wojenny antysemityzm i niemal współwinę za II WŚ, kiedy to właśnie Polska poniosła największe wojenne szkody materialne doznane od Niemców, ale i od Sowietów, kiedy to Polska jako pierwsza przeciwstawiła się Hitlerowi. To właśnie Polacy pomagali Żydom w czasie II WŚ mimo, że groziła za to śmierć całych polskich rodzin.  Oczywiście zdarzały się wśród Polaków szumowiny, ale takie szumowiny były też po stronie Żydów, którzy służyli Niemcom i często sami wydawali w ich ręce swoich rodaków, ale także i Polaków...

Nie wiem z czego wynika ta - reprezentowana przez niektóre środowiska żydowskie - owa niemal nienawiść do Polaków i wszystkiego co polskie. Przecież tak naprawdę historycznie Żydzi winni nam być dozgonnie wdzięczni za przygarnięcie ich przez Kazimierza Wielkiego, kiedy wszędzie w ówczesnej Europie byli przeganiani niczym zaraza. To własnie wtedy nadano im w Polsce prawa, jakich nie mieli nigdzie indziej. Zamiast wdzięczności jest natomiast w wielu wypadkach nienawiść... No cóż... Może Polska im się tak spodobała, że chcą ją na własność?  Może faktycznie niektórzy Żydzi marzą o mitycznej Judeopolonii i stąd np. fakt niemal hurtowego w ambasadzie polskiej w Izraelu wydawania polskiego obywatelstwa Żydom, którzy nieraz mają mgliste pojęcie o Polsce i nie znają języka polskiego?  Czyżby może chodziło o możliwość swobodnego zakupu ziemi w Polsce i osiedlania się na jej terenie?

Innym zapewne wytłumaczeniem współczesnego antypolonizmu części środowisk żydowskich związanych z "przedsiębiorstwem Holocaust" jest chęć wymuszenia na Polsce wypłaty tym organizacjom jakichś mitycznych i nienależnych im odszkodowań  za mienie pożydowskie pozostawione w Polsce a często zniszczone i zagrabione m.in. przez Niemców i komunistyczne Sowiety. Ta suma jest astronomiczna i wynosi około 65 mld USD. Te żądania "przedsiębiorstwa Holocaust" są nie tylko niezgodne z polskim prawem (odszkodowania mają być wypłacane w większości organizacjom żydowskim a nie indywidualnym spadkobiercom, których nie ma - w polskim prawie w takiej sytuacji mienie staje się własnością Skarbu Państwa) ale też są zupełnie bezpodstawne, bowiem po wojnie Polska już raz spłaciła Żydów kwotą 40 mln USD i za zgodą USA oraz Izraela po ewentualne dalsze roszczenia Żydzi winni zwracać się do USA... (a tak na marginesowe - lepiej do Niemiec).

Podsumowując.

Dzisiejsza UE - wedle mnie - jest niejako twórczym rozwinięciem budowy przez Niemcy mitycznej Mitteleuropy, dziś IV Rzeszy. Obserwując politykę niemiecką na przestrzeni dekad można dojść do wniosku, jakobyśmy mieli nieustająco do czynienia z realizacją tych samych celów w zmieniających się warunkach. Niemcy od zawsze dążyły  do osiągnięcia dominacji w Europie, do której wielokrotnie Berlin zmierzał zarówno metodami zbrojnymi jak i ekonomicznymi. Zważywszy na geopolityczne położenie Polski, nasz kraj od zawsze był jedną z pierwszych przeszkód stojących na drodze niemieckich ambicji. Stąd właśnie współczesna polityka niemiecka jest powtórzeniem i twórczym rozwinięciem  wywodzącej się z czasów I Wojny Światowej koncepcji „Mitteleuropa”, odnoszącej się do m. in. Polski. Zgodnie z tym zamysłem, nasz region (w tym przede wszystkim Polska) ma stać się obszarem spenetrowanym gospodarczo i podporządkowanym gospodarce niemieckiej, stanowiąc dla niej zaplecze oraz gospodarkę peryferyjną. Taka sytuacja wyklucza istnienie silnego polskiego przemysłu, polskiej bankowości czy polskiego wielkiego handlu. Mamy jedynie stanowić rynek zbytu dla obcej produkcji a także źródło taniej siły roboczej, bez jakichkolwiek ambicji gospodarczych. Obserwując poczynania zniemczonej UE, jak i samych Niemiec widać wyraźnie, że wszelkie działania wobec Polski mające doprowadzić do osiągnięcia  zrewitalizowanych celów idei Mitteleuropy są z powodzeniem realizowane. Warto też dodać, że mityczna Judeopolonia (czyli niemal państwo zarządzane na terenie części Polski przez Żydów) też była po części składnikiem owej pierwotnej idei Mitteleuropy.

Oczywiście istnienie silnej Polski od zawsze było też militarnie lub politycznie torpedowane przez Rosję, i to niezależnie czy carską czy też komunistyczną. Rosja - podobnie jak Niemcy - była jednym z naszych zaborców a po Rewolucji Październikowej i powstaniu Rosji Sowieckiej jako pierwsza zaatakowała w roku 1920 odrodzone po 123 latach państwo polskie. Historyczna nienawiść Berlina i Moskwy do Polski dała też swój wyraz w sławetnym pakcie Ribbentrop-Mołotow i we wspólnej, dającej początek II WŚ, agresji niemiecko-sowieckiej na Polskę. Współcześnie więc  kondominium niemiecko-rosyjskie skierowane przeciwko Polsce ma swoje historyczne korzenie a ze strony Moskwy istotnym jest też fakt, że chce ona - podobnie jak Niemcy - budować i odbudowywać swoją mocarstwową pozycję, też w krajach dawnego bloku komunistycznego. Stąd też zapewne zarówno w kręgach niemieckich, jak i rosyjskich żywa jest idea utworzenia Eurazji jako związku państw zarządzanych przez Moskwę i Berlin a będącego oczywiście częścią  budowy syjonistycznego Nowego Porządku Światowego (NWO).

Występujące w Berlinie i Moskwie: wyraźna niechęć do Polaków a także silnej Polski oraz widoczna chęć jej ograbienia  są naturalnymi czynnikami przybliżającymi do nich część syjonistycznych środowisk żydowskich. One to widzą ponadto w Polsce niejako drugą swoją "ziemię obiecaną", Judeopolnię. Stąd też próbują uczestniczyć w zawłaszczaniu Polski  i wyniszczaniu jej substancji narodowej. Być może stąd się wzięło np. wyjazdowe - bodajże w lutym 2011 roku - posiedzenie rządu polskiego (na czele z premierem D. Tuskiem) w Izraelu połączone ze wspólnymi polsko-żydowskimi obradami (do dzisiaj nie wiemy, co tam ustalono) i być może z tych samych powodów nastąpiło też kuriozlane (ale chyba tylko dla niektórych) i zastanawiające (jakby na terenach własnych) posiedzenie w dniu 27.01.2014 roku izraelskiego Knesteu (parlamentu) w Krakowie.

Patrząc jednak szerzej na zamierzania władców tego świata, to być może rzeczywiście dla Polski nie ma tak naprawdę miejsca. Będziemy częścią Eurazji kierowanej przez Niemców i Rosjan a ta z kolei będzie częścią syjonistycznego NWO, zarządzanego przez Jeden Rząd Światowy. Na części zaś naszego terytorium faktycznie może w ramach tej Eurazji i NWO powstanie coś na kształt Judeopolonii?

-----------------------------

To tyle mojej pesymistycznej analizy obecnej - wedle mnie - rozbiorowej sytuacji Polski. Temat zapewne zasługuję na rozbudowanie, szczególnie w sferze niematerialnego degradowania Polaków (unionizm, gender, mulitikulturowość, laicyzm, poprawność polityczna, niszczenie szeroko pojmowanej polskości i narodowego patriotyzmu, itp).

Mam jednak nadzieję, że się mylę i moje konstatacje są hipotezą, którą łatwo można merytorycznie odrzucić i Polaków nie czeka smutny los niewolników we własnym kraju - bez poczucia własnej tożsamości narodowej, bez własności, własnej ziemi, lasów, bogactw naturalnych, przemysłu, itd... Może jednak czeka nas świetlana przyszłość?

Pozdrawiam

P.S. (dopisek z 24.01.2015 roku)

Tak jakoś w ferworze dyskusji prowadzonej pod tą notką na różnych forach naszła mnie jescze jedna poniższa refleksja...

Co ma też znaczyć obchodzenie żydowskiego Święta Chanuki w polskim Pałacu Prezydenckim lub w polskim Parlamencie? Czy możemy sobie wyobrazić, aby Wigilia Bożego Narodzenia (na ten przykład) była obchodzona w izraelskim Knesecie a izraelski Prezydent łamał się z innymi opłatkiem tak jak "nasz" Prezydent zapala żydowskie świece?. Czyż to nie jest jakiś nasz akt poddaństwa wobec zaborcy żydowskiego? A może świadczy to o tym, że syjonistyczni Żydzi są znaczącą i dominującą społecznośacią we władzach Rzeczpospolitej? Warto się nad tym zastanowić...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 3 grudnia 2014

A. Merkel dwuznacznie o relacjach z Rosją!?

U nas trwała kampania wyborcza i wybory samorządowe a w międzyczasie doszło do zastanawiających słów w sprawie Rosji wypowiedzianych przez kanclerz Niemiec A. Merkel.

U nas w Krzyżowej powiedziała m.in. "Jesteśmy świadomi, że możemy tylko wspólnie z Rosją na dłuższą metę i długoterminowo zabezpieczyć bezpieczeństwo Europy. Dlatego sankcje nie są dla nas celem samym w sobie, tylko musimy prowadzić dialog z Rosją". Angela Merkel zaznaczyła też, że solidarność NATO odnosi się do wszystkich sojuszników. [1]

Natomiast w przemówieniu w Sydney na forum renomowanego australijskiego think tanku Instytutu Polityki Międzynarodowej im. Lowy'ego ostro skrytykowała Rosję mówiąc m.in. "Unia Europejska nie będzie potulna wobec Moskwy, tak jak było to za czasów NRD (...)  Rosja traktuje Ukrainę jak swoją strefę wpływu i depcze prawo międzynarodowe (...) Polityka prezydenta Rosji Władimira Putina oznacza zakwestionowanie całego europejskiego porządku pokojowego, który powstał po obu wojnach światowych oraz po zakończeniu zimnej wojny (...) Rosja wpływa na wschodnią Ukrainę w celu jej destabilizacji". Merkel zaznaczyła, że jest przeciwna powrotowi do czasów NRD, gdy "bez zgody Moskwy niemożliwy był żaden ruch". Taka sytuacja jest "nie do pogodzenia z wartościami zachodnimi (...) Unia Europejska nie będzie potulna wobec Moskwy, tak jak było to za czasów NRD (...) Nie chodzi tylko o Ukrainę. Chodzi też o Mołdawię, chodzi o Gruzję, a jeśli ta sytuacja będzie trwała nadal, to trzeba zapytać o Serbię, o kraje z zachodnich Bałkanów". Merkel zwróciła uwagę, że regionalne konflikty mogą przekształcić się bardzo szybko "w pożogę". Wykluczyła po raz kolejny możliwość interwencji wojskowej ze strony Zachodu: "Oznaczałoby to militarny konflikt z Rosją, który wykroczyłby poza lokalne ramy".  Jak podkreśliła, Putin "odmawia rozwiązania konfliktu przy zachowaniu wzajemnego szacunku i za pomocą demokratycznych i prawnych środków" (...) stawia na pierwszym miejscu prawo silniejszego i ignoruje siłę prawa". Zapowiedziała, że Niemcy będą pomagać Ukrainie, a równocześnie będą zabiegać nadal o dyplomatyczne rozwiązanie konfliktu. [2]

Skąd te dwie, niemal wykluczające się  się, opinie na temat stosunków z Rosją Niemiec i całej Unii Europejskiej a także zapewne i NATO?

Angela Merkel jest wytrawnym politykiem. Na arenie międzynarodowej ostro werbalnie skrytykowała W. Putina, co jest zgodne ze zmianą stanowiska USA i NATO wobec Rosji. Nie przeszkodziło jej to jednak rozmawiać na szczycie państw G-20 z W. Putinem w cztery oczy i to przez cztery godziny (sic!). Inaczej zaś rozgrywa politykę lokalnie, czyli w swojej UE a szczególnie w odniesieniu do stosunków Rosja-Polska-Niemcy.

W przemówieniu w Krzyżowej dała chyba jasne wytyczne Polsce, aby ta "nie wychodziła przed szereg" i zostawiła normalizację stosunków z Rosją Niemcom i UE. Zresztą w sprawie Ukrainy i tak się nie liczymy przecież wcale, czego jawnym dowodem było nie zaproszenie Polski do dyskusji w UE na temat konfliktu ukraińskiego.

Jakie więc są tak naprawdę zamierzenia Niemiec wobec Rosji i Polski w nowej sytuacji powstałej po unaocznieniu się neoimperialnej polityki W. Putina?

Sądzę, że tak naprawdę Niemcy w dalszym ciągu są bardzo przychylne Rosji i nie chcą w żadnym razie zbytnio negować i niszczyć tych dobrych relacji, co dla Polski jest raczej niekorzystne.

Warto przecież wspomnieć, że ekonomiczna współpraca Niemiec i Rosji rozwija się znakomicie a niemieccy przedsiębiorcy są przeciwni zaostrzaniu sankcji wobec Rosji. Niezależnie od wszystkiego ekonomiczne więc interesy niemiecko-rosyjskie mają się dobrze o czym pisałem m.in. w poście: "Plany W. Putina i jego interesy z UE!" [3].

Oceniając obecne stosunki rosyjsko-niemieckie a także rolę w nich Polski należy też przypomnieć, że to Niemcy sprzeciwili się dozbrojeniu przez NATO Polski i umieszczeniu na jej terenie dużego kontyngentu wojsk NATO.

Trzeba więc sobie uzmysłowić, że historycznie zarówno dla Niemiec, jak i Rosji najważniejsza jest współpraca i wspólne budowanie przyjacielskich relacji. Niestety odbywa się to kosztem oczywiście Polski. Jak mówi K. Szczerski, poseł PiS i były wiceszef MSZ: "Nasz problem polega na tym, że ani strona rosyjska, ani strona niemiecka nie zakłada podmiotowości naszego obszaru. One zakładają swoje panowanie nad nami. I o to Niemcy i Rosja mogą się kłócić. Nikt nie chce Europy Środkowej, jako samodzielnego podmiotu. To kolejny element porozumienia Berlina i Moskwy". [4]

I w tym kontekście należy rozumieć to swoiste niby rozdwojenie jaźni w wypowiedziach na temat Rosji A. Merkel. Oba kraje: Rosja i Niemcy chcą w jakiś sposób panować nad Europą Wschodnią, w tym nad Polską. Z jednej strony rywalizują ze sobą, a z drugiej współpracują szanując się nawzajem. Tak było od wieków i tak jest też teraz. Po prostu oba kraje historycznie "kochają się i nienawidzą", co - z jednej strony - skłania ich do ścisłej współpracy a - z drugiej strony - do cichej lub głośnej rywalizacji o wpływy w Europie i na świecie.

Prof. B. Musiał tak to wyjaśnia: "Warto sobie kolejny raz uświadomić, że także te dobre relacje niemiecko-rosyjskie w XIX wieku miały antypolskie podłoże. Ten fakt w rozważaniach się pomija, ale ta antypolskość w tle rosyjskiej polityki niemieckiej jest kluczowy. To zawsze było zwornikiem między Rosją a Niemcami: Polska zawsze przeszkadzała i – jestem pewny – będzie przeszkadzać. Obecnie trochę mniej doraźnie przeszkadza, bo jest Donald Tusk, ale z punktu widzenia geopolityki w interesie obu tych krajów byłoby posiadanie wspólnej granicy. Ale nie chcą wchodzić w najmniejsze konflikty i stąd bierze się to ciągłe ustępowanie Kremlowi. Do tego dochodzi silny i coraz silniejszy antyamerykanizm". [5]

Niestety więc na arenie międzynarodowej nie znaczymy dzisiaj - jako Polska - naprawdę nic i jesteśmy zdani tylko na to, co sobie uzgodnią pomiędzy sobą USA (NATO)-Rosja-Niemcy (UE) a szczególnie A. Merkel i W. Putin. Dlatego też musimy wsłuchiwać się w wypowiedzi owych polityków z nadzieją, że jednak nie będzie powtórki z historii.

P.S.
Polecam też lekturę:
a) http://krzysztofjaw.blogspot.com/2013/05/pakt-ribbentrop-mootow-nadal-trwa.html
b) http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/04/kondominium-niemiecko-rosyjskie-ma-sie.html

[1] http://www.polskieradio.pl/7/473/Artykul/1294504,Ekspert-wezwania-Merkel-do-dialogu-z-Rosja-sa-niepokojace
[2] http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,16981751,_Zaskakujaco_krytyczne__wystapienie_Merkel___UE_nie.html
[3] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/03/plany-w-putina-i-jego-interesy-z-ue.html
[4] http://wpolityce.pl/polityka/188762-szczerski-niemcy-i-rosja-nie-zakladaja-podmiotowosci-europy-srodkowej-chca-panowac-nad-nami-i-o-to-moga-sie-klocic-nasz-wywiad
[5] http://wpolityce.pl/swiat/210515-prof-musial-niemiecka-polityka-wspolpracy-z-rosja-zawsze-miala-antypolskie-ostrze

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 5 października 2014

Komu zależy na przejęciu dla siebie Polski?

Witam trochę futurologicznie...

Sądzę, że większość z nas zdaje sobie sprawę, że Polska powoli traci suwerenność i niepodległość a powolna ich utrata - według mnie - była zapewne pierwotnym założeniem powstania i istnienia tzw. III RP (PRL-bis).

Historia osądzi i oceni ewentualnych zdrajców... Mam nadzieję, że stanie się to w miarę szybko, ale dzisiaj ważniejszym dla nas Polaków jest tak naprawdę określenie nie tyle tego, kto ewentualnie jest lub może być zdrajcą (bo sami się być może ujawnili), ale na czyje hipotetycznie zlecenia podejmują określone działania...

Polska jest specyficznym krajem. Posiada wiele bogactw naturalnych (o czym m.in. pisałem w swoim poście: "Walczmy o naszą Polskę, walczmy o jej zasoby!"), piękno i zróżnicowanie środowiska przyrodniczego (góry, morze, lasy, rzeki, jeziora, dużo tlenu), przychylny do życia klimat, jeszcze nieskażone genetycznie rolnictwo, pracowitość i kreatywną witalność mieszkańców (której zazdrościł nam nawet Hitler) oraz ich dumę i wielowiekową niezniszczalność (których Stalin nienawidził), umiejscowiona jest w centralnej Europie i przez 1000 lat rozwijała się jej chrześcijańsko-cywilizacyjnym cyklem...

Poza tym Polska jest też najprawdopodobniej krajem samowystarczalnym, zarówno pod względem wyżywienia, jak i posiadanych bogactw, w tym energetycznych! Mało tego! Potencjalnie możemy być bardzo znaczącym eksporterem nadwyżek surowcowych! Posiadamy (jeszcze) ogromne złoża gazu i ropy łupkowej a także chyba największe w Europie złoża wód geotermalnych oraz złota czy tytanu, molibdenu i wolframu...

Materialnie i pozamaterialnie (jako miejsce do życia) nasz kraj wart jest naprawdę bardzo wiele. Wartość tylko jego najważniejszych szacowanych obecnie bogactw (zasobów) naturalnych wstępnie określam w cenach bieżących na około 30 bln. USD. To 70 krotność naszego rocznego PKB!, choć nie jest to miernik wystarczający do określenia atrakcyjności wrogiego przejęcia naszego kraju. O wiele ważniejsza jest jego zdolność do generowania przyszłych zysków (akumulacyjny potencjał finansowy) i subiektywnie postrzegana oraz oceniana - ze względu na stopień realizacji przyjętych przez potencjalnych agresorów celów - pozafinansowa wartość jego przejęcia.

Kto i dlaczego chce więc zawłaszczyć Polskę?

Odpowiedź historycznie wydawałaby się nadzwyczaj prosta i wielu z nas - na zasadzie analogii - wskazuje na dwie potęgi i od zawsze naszych największych wrogów: Niemcy i Rosję, którzy w przeszłości już wielokrotnie próbowali zawłaszczyć Polskę i wykreślić z ją z geopolitycznej mapy świata... Ostateczne niepowodzenie tych prób skłania nas do przyjmowania a'prori, że owe mocarstwa nigdy nie zaprzestały wrogich wobec Polski działań i ich długookresowym celem dalej jest jej ostateczna grabież...

Być może tak jest, do czego uprawnia obserwacja poczynań obecnej, polskiej sceny politycznej, gdzie możemy przypuszczalnie wyodrębnić dwie znaczące sfery: proniemiecką - reprezentowaną przez otoczenie PO i D. Tuska (teraz zapewne i również przez E. Kopacz) oraz prorosyjską - reprezentowaną przez kręgi prezydenckie. Pierwszą kojarzymy z wielką przyjaźnią naszego Donalda z jago krajanką - A. Merkel a drugą, z polowaniami naszego Myśliwego w dalekiej Rosji, urządzanymi z i na zaproszenie sowieckich KGB-istów. Mniemam, że te zbiory prawdopodobnie dokonały już swoistego wyodrębnienia części wspólnej i odrębnej Polski oraz utworzyły chyba tzw.: kondominium niemiecko-rosyjskie z jasno określonymi przyszłymi terytorialnymi zakresami wpływów. Możemy je więc uważać za jednego - "pierwszego" potencjalnego "agresora"...

Ale...  o nas bije się też ktoś drugi a może i "trzeci"... Wnikliwie obserwując przyczyny obecnego, światowego chaosu, nietrudno się domyślić, że tym drugim potencjalnym agresorem jest "międzynarodowe stowarzyszenie wielkiej światowej syjo-finansjery".  To właśnie Oni (tak ich umownie nazwijmy) doprowadzili do wszelkich obecnych kryzysów finansowych i zadłużeniowych - zarówno w USA, jak i Unii Europejskej a teraz kreują się na zbawców ratujących i porządkujących na nowo świat. Zresztą Oni od przynajmniej 100 lat  cierpią chyba na tzw.: "syndrom podpalacza-strażaka", przy czym ich celem nie jest duma z ugaszenia pożaru, ale wybudowanie na jego miejscu nowego budynku, który stanie się ich wyłączną własnością... Tacy to sobie "wolnomularscy budowniczy"...

Zauważmy, że niedawny kryzys (który nie został jeszcze pokonany) skłonił owych "budowlańców" do przejęcia zarządzania Grecją i Włochami  (niewybrani demokratycznie premierzy, onegdaj zatrudnieni w Goldman Sachs). Wedle wielu opinii planuje się w niedługim czasie takowe przejęcie w Egipcie i Indiach...   Doprawdy to zastanawiające ich "cele" - kolebki ludzkiej cywilizacji... Rzym, Ateny, Kair, Delphi (Indraprastha - pępek ziemi), nie wspominając o ciągłej "budowie" świata arabskiego... Od dawna też "One" bawią się "klockami lego" w BŚ, MFW czy ostatnio w EBC (również "goldmanowski szef").

Rodzi się zatem pytanie o reprezentantów "budowlańców" w Polsce i o ich zamiary wobec niej i całej Unii Europejskiej. Pamiętam jak onegdaj jasno je wyraził wobec Europy Vincent Rostowski (uczeń G. Sorosa), który zagroził jej nawet wojną, jeżeli nie uratuje ich małej budowli, czyli UE i waluty Euro. Podobnie niemal od zawsze interesów tych "onych" pilnuje u nas m.in. A. Olechowski ściśle związany z Grupą Bilderberg (zob.: "Jasne wytyczne A. Olechowskiego wobec gabinetu E. Kopacz..."). Ciekawe jest też jaką  rolę spełnia u nas R. Sikorski, który jest mężem swojej żony Anne Applebaum, która poprzez swoich bliskich i nobliwych  "uczonych we wszelkich pismach pociotków" bardzo dobrze zna obszar nowojorskiej finansjery.

Reasumując... Przez ostatnie 25 lat wyprzedaliśmy "za grosze" Polskę niemal całkowicie. Polacy stali się niewolniczą i bardzo tanią siłą roboczą, zarówno w Polsce jak i poza jej granicami. Nie posiadamy własności a jeżeli już, to jest to własność iluzoryczna oparta w większości na kredycie bankowym. Kondominium unio-niemiecko-rosyjskie oraz świat wielkiej syjo-finansjery przejęli niemal nasz kraj i prawdopodobnie dokonali podziału strefy wpływów.

Futurologicznie zaś zamierzenia wszystkich stron potencjalnej walki o nasz kraj mają jedna rzecz wspólną - likwidację niepodległości Polski i podporządkowanie sobie jej narodu. Z jednej strony będzie to terytorium opanowane przez wskazane wcześniej niemiecko-rosyjskie kondominium (lub przez te kraje oddzielnie) a z drugiej strony Polska będzie europejską ziemią obiecaną dla "tysiącletnich, finansowych wędrowców"... Możliwy jest więc trójpodział Polski...

Ale to tylko moje takie sobie bajania przecież... Może jednak się mylę? I nie jest tak źle. Może jednak nasz naród się obudzi i pokrzyżuje plany wszystkim naszym ewentualnym agresorom?

Pozdrawiam

P.S.

Gwoli zastanowienia nad planami "Onych", potencjalnych agresorów" warto też zgłębić się nad sensem dwóch zastanawiających wypowiedzi:

1. "Niemcy to koń trojański Rosji w Europie (...)  Wydają się mieć układ z Rosją. A w zamian niemieckie koncerny robią interesy w Rosji na setki miliardów euro"   – wg. portalu WikiLeaksstwierdził w kwietniu 2008 roku Radek Sikorski w prywatnej rozmowie z podsekretarz stanu USA Paulą Dobriansky.

2. Amerykański politolog/futorolog George Friedman opublikował pracę „Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek”. Scenariusz przedstawiony przez autora przewiduje, że wiek XXI będzie czasem wzrostu pozycji Stanów Zjednoczonych, osłabienia Rosji, Niemiec, Francji i Chin i pojawienia się nowych potęg, jak Japonia, Turcja, Meksyk i Polska. Według niego Polska - z wydatną pomocą USA- w ciągu najbliższych 10-15 lat stanie się najpotężniejszym państwem w Europie,   przejmie kontrolę nad Białorusią i znaczną częścią Ukrainy oraz uzależni także od siebie Litwę i Łotwę. Jej zadaniem będzie powstrzymanie neoimperialnego pędu odradzającej się Rosji. Friedman twierdzi też, że nowa zimna wojna zakończy się rozpadem Rosji, Japonia zajmie rosyjski Daleki Wschód zaś Turcja wejdzie na Kaukaz.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 4 kwietnia 2014

Kondominium niemiecko-rosyjskie ma się dobrze!

W swoim poście: "Jeszcze raz o konflikcie na Ukrainie..." pisałem m.in.:

"...nie ma najmniejszych wątpliwości, że w razie konfliktu zbrojnego na linii: Polska - Rosja nikt nie ruszy nam z pomocą, chociaż jesteśmy w strukturach NATO. Wielokrotnie w historii pokładaliśmy zbyt wielkie nadzieje w naszych zachodnich sojusznikach. Ewentualna pomoc USA (bo na pewno nie krajów zrzeszonych w UE a będących członkami NATO - są zbyt mocno skorumpowane pieniędzmi Rosji i wzajemnymi z nią zależnościami polityczno-gospodarczymi: vide. Francja i Niemcy) zależeć będzie od zmiany geopolityki dokonanej przez prezydenta B. Obamę.

(...) Kraje członkowskie NATO w razie zaatakowania jednego z ich członków przez armię z poza NATO nie mają obowiązku ruszyć ze zbrojną pomocą. Są jedynie zobowiązane do rozpatrzenia takiej możliwości. Pozostaje nam jedynie wierzyć w USA, ale przecież pozbyliśmy się podczas katastrof: CASY pod Mirosławcem i rządowej Tutki pod Smoleńskiem najlepszych pronatowskich oficerów i dowódców oraz polityków będących wiarygodnymi w oczach USA. Na ile mogą być wiarygodni nasi obecnie rządzący politycy jeżeli od samego początku rządów PO-PSL dezawuowali konieczność rozmieszczenia w Polsce tarczy antyrakietowej a po 10 kwietnia 2010 roku potulnie spełniali życzenia Kremla i jej władcy W. Putina?

(...) Wszystkie obecne ostre wypowiedzi polskich przedstawicieli władz i mediów przeciwko Federacji Rosyjskiej świadczą albo o ich ograniczeniu umysłowym, albo są świadomym działaniem mającym na celu stworzenie przyszłego zagrożenia dla Polski

(...) Musimy sobie zdawać sprawę, że po śmierci ś.p. L. Kaczyńskiego Polska świadomie zrezygnowała z liderowania nowym, europejskim  krajom członkowskim UE i NATO. Przecież cały czas (tuż przed i po zamachu) wmawiano nam, że ś.p. L. Kaczyński to "idiota z szabelką" a zamach smoleński był li tyko nieszczęśliwym wypadkiem i oddano całe śledztwo Rosji... argumentując, że jest ona jednym z naszych najlepszych politycznych sprzymierzeńców i że można jej wierzyć na 1000%. Przegraliśmy (po 10 kwietnia 2010 roku) naszą szansę na budowę partnerstwa wschodniego  pod naszym przywództwem. Obecnie (za rządów PO-PSL) coraz mniej znaczymy w Europie i UE, i tym bardziej nasz nagły, negatywny głos w sprawie Ukrainy i  "ujadanie" na Rosję może tylko ją i naszych partnerów z UE oraz USA i NATO po prostu... śmieszyć...

(...) Zaniedbaliśmy nawet nasze strategiczne interesy związane z bezpieczeństwem energetycznym Polski: brak gazoportu w Świnoujściu, brak ustaw związanych z wydobyciem gazu i ropy z łupków, zgoda na płytsze w Bałtyku osadzenie rurociągu północnego w okolicach Świnoujścia (ograniczenie w dostawach gazu skroplonego przez największe jednostki pływające). Podobnie przez ostatnie 6 lat zlikwidowaliśmy resztki rodzimego przemysłu, szczególnie ciężkiego. Nie mamy też armii zdolnej do odparcia jakiejkolwiek agresji... I to wina tylko i wyłącznie obecnej ekipy rządzącej. Dzisiejsze ich słowa to czysta hipokryzja...

(...) Polska armia nie ma najmniejszych szans w starciu z wojskami Federacji Rosyjskiej ani chyba żadnymi innymi (...) winniśmy (wzorem kiedyś RFN) mieć naprawdę bardzo silną armię. Dlaczego jej nie mamy? Zapytajmy obecnie rządzących... Tym bardziej nie mamy szans w jednoczesnych walkach: gospodarczej - z Niemcami i jej UE oraz zbrojnej - z Rosją. Jesteśmy zdani na to, co tak naprawdę powie i zarządzi wraz z W., Putinem A. Merkel. To tak jakby historia zatoczyła koło... Może jestem zbytnim czarnowidzem, ale za rządów PO-PSL straciliśmy jakiekolwiek znaczenie polityczno-gospodarczo-wojskowe. Może faktycznie (jak nawoływał R. Sikorski a teraz potwierdza L. Wałęsa...) Polska winna się całkowicie oddać pod władanie Niemcom? Smutne, jeżeliby było prawdziwe... (...) Tak czy inaczej i niezależnie od rozwoju sytuacji Polska potrzebuje dziś silnej armii, i to zarówno liczebnie, jak i pod względem uzbrojenia! Podwyższenie naszej zdolności obronnej jest możliwe tylko wtedy, gdy w Polsce obejmą rządy Polacy a nie potulni wykonawcy likwidacji Polski jako suwerennego i niepodległego państwa!".

To tyle obszernego cytatu.

Wczoraj zaś media doniosły, że Niemcy najgłośniej wypowiadają słowo "NIE" dla ewentualności rozlokowania w Polsce zwiększonych sił NATO. 

Polska bowiem zaniepokojona gigantyczną koncentracją wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą poprosiła – podczas spotkania państw NATO w Weimarze - o wsparcie. Radosław Sikorski chciał, by na naszym terytorium na stałe ulokowano 10 tys. żołnierzy sojuszu skupionych na wschodniej granicy Polski w dwóch brygadach pancernych po 5 tys. każda. Niemcy na naszą prośbę odpowiedzieli zdecydowanie negatywnie, mimo że inwazja Rosji na Ukrainie to już tylko kwestia czasu. Szef niemieckiej dyplomacji Franki-Walter Steinmeier dał do zrozumienia, że niepotrzebnie zaogniłoby to stosunki Europy z Putinem. Brak potrzeby wojsk NATO we wschodniej Polsce zaakcentował także minister spraw zagranicznych Holandii Frans Timmerman. Ciekawostką jest, że większą pomoc militarną mogą dostać Armenia, Azerbejdżan i Mołdowa. [1,2].

Wygląda więc na to - o czym wskazałem w niniejszym poście - że tak naprawdę nie mamy co liczyć na naszych sojuszników i nikt za nas nie zamierza nadstawiać karku. Tym śmieszniej dziś wygląda "wymachiwanie szabelką" i nagła antyrosyjska narracja naszych rządzących wsparta podobnym lamentem polskich mediów wszelakich - w tym niektórych "prawicowych".

Niestety - jak wcześniej wspomniałem -  na arenie międzynarodowej nie znaczymy dzisiaj naprawdę nic i jesteśmy zdani tylko na to, co sobie uzgodnią pomiędzy sobą USA (NATO)-Rosja-Niemcy (UE). 

Ciekawi mnie natomiast jak D. Tusk i R. Sikorski przedstawią Polakom tę kompletną porażkę naszej polityki zagranicznej? Może znów - na potrzeby wewnętrzne - PR-owo przedstawią kompletną porażkę jako sukces? A może pojadą na narty w Dolomity, aby przeczekać sytuację?

Osobiście uważam, że ta dyplomatyczna i polityczna porażka Polski - przy uwzględnieniu obecnej sytuacji międzynarodowej i dotychczasowych działaniach w tym obszarze polskiego rządu - winna skutkować podaniem się całego gabinetu D. Tuska do dymisji!

Mi pozostaje smutna satysfakcja, że jednak (nie tylko ja) miałem rację powątpiewając w zdolności sojusznicze wobec Polski: NATO i UE, ale też nasuwają mi się analogie historyczne...

Warto pamiętać dziś - w obliczu odradzającego się realnie kondominium niemiecko-rosyjskiego - dawną sowiecko-hitlerowską nienawiść do Polski, która skutkowała wymordowaniem elit polskiego narodu i rozbiorem Polski i dlatego też warto dziś Polskę wzmacniać wewnętrznie (również poprzez zwiększenie zdolności obronnych) a nie liczyć na mityczną pomoc naszych zewnętrznych "sojuszników".

Narody bez pamięci historycznej umierają...


Niemcy odmówili Polsce rozmieszczenia wojsk NATO na naszym terytorium. Radosław Sikorski zaniepokojony groźbą wojny Rosji z Ukrainą poprosił sojusz o wsparcie. Usłyszał od naszych sojuszników twarde "nie"
Polska zaniepokojona gigantyczną koncentracją wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą poprosiła NATO o wsparcie. Radosław Sikorski chciał, by na naszym terytorium na stałe ulokowano 10 tys. żołnierzy sojuszu. Niemcy nie chcą o tym nawet słyszeć, mimo że inwazja Rosji na Ukrainie to już tylko kwestia czasu.
Ogromne siły rosyjskiego wojska stoją tuż nad granicą z Ukrainą. – Gdyby zaatakowały sąsiada, swoje cele mogłyby osiągnąć w ciągu 3-5 dni – otwarcie przyznaje dowódca sił NATO w Europie, gen. Philip Breedlove. Mimo to nasi europejscy sojusznicy nie zamierzają nas wesprzeć.
Dwie brygady NATO w Polsce i byłbym szczęśliwy –  we wtorek w Weimarze prosił polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Polsce zależy na rozmieszczeniu na naszej wschodniej granicy brygad pancernych NATO po 5 tys. żołnierzy każda.
Berlin wykluczył taką możliwość. Szef niemieckiej dyplomacji Franki-Walter Steinmeier dał do zrozumienia, że niepotrzebnie zaogniłoby to stosunki Europy z Putinem. – Nie potrzebujemy żadnych wojsk NATO na granicy z Rosją – wtóruje mu minister spraw zagranicznych Holandii Frans Timmermans cytowany przez „Daily Telegraph”.
Znowu okazuje się, że Europa na zimno kalkuluje swoje interesy i nie zamierza nadstawiać za nas karku.
[1] http://www.sfora.pl/swiat/Nie-chca-wojsk-NATO-w-Polsce-Takich-mamy-sojusznikow-a66249

[2] http://www.fakt.pl/niemcy-nie-chca-bronic-polski,artykuly,453317,1.html

Niemcy odmówili Polsce rozmieszczenia wojsk NATO na naszym terytorium. Radosław Sikorski zaniepokojony groźbą wojny Rosji z Ukrainą poprosił sojusz o wsparcie. Usłyszał od naszych sojuszników twarde "nie"
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 11 maja 2013

Pakt Ribbentrop-Mołotow nadal trwa?

Wiele wskazuje na to, że mamy obecnie do czynienia z kontynuacją paktu Ribbentrop-Mołotow, który nigdy nie został anulowany. Przyczynili się do tego na początku tzw. III RP m.in. Mazowiecki, Michnik, Kuroń, Geremek i inni zasymilowani a'la Polacy. Jego efektem może też być ewentualny zamach w Smoleńsku, na którym być może w równym stopniu sumarycznie skorzystały Niemcy jak i Rosja, przy czym z geopolitycznego punktu widzenia więcej korzyści odnieśli chyba Niemcy i ich UE.

Kondominium rosyjsko-niemieckie wyraża się przede wszystkim we wspólnych interesach ekonomicznych, takich jak bałtycki gaz czy też kontrowersyjna polsko-unijno-rosyjska umowa o małym ruchu granicznym z obwodem kaliningradzkim, o którą w równym stopniu zabiegali Rosjanie i Niemcy. Niepokojące z polskiego punktu widzenia jest też rozmieszczenie w tym obwodzie rosyjskich rakiet średniego zasięgu oraz planowana budowa elektrowni atomowej.

Innym przejawem dążenia do degradacji Polski jest jej regionalizacja jako element jej wewnętrznego rozbicia oraz kreowanie i wspomaganie przez Niemcy antypolskich ruchów odśrodkowych takich jak RAŚ czy też Związek Mazurów. Podobnie niepokojąca jest też dominacja Niemiec w Unii Europejskiej a - dzięki śmierci L. Kaczyńskiego a tym samym "śmierci" jego projektu stworzenia z nowych unijnych państw silnego "stowarzyszenia w UE" - geopolitycznie ta dominacja prowadzi wprost do eliminacji Polski jako liczącego się państwa w UE.

Kontynuacja paktu  Ribbentrop-Mołotow jest współcześnie pozbawiona elementu jawnej agresji zbrojnej. Wystarczą zamachy na Polaków, którzy jawnie się jemu przeciwstawiają a ponadto uzależnienie ekonomiczne wobec niemieckiej UE i energetyczne wobec Rosji.

Innym przejawem ponownego rozbioru Polski przez kondominium rosyjsko-niemieckie jest kreowanie polskiej sceny politycznej. Doprowadzono do tego, że w Polsce mamy proniemieckiego premiera i prorosyjskiego prezydenta, którzy nie reagują na antypolskie zachowania swoich protektorów. Żaden z nich - wedle mnie - nie realizuje polskiej racji stanu. Jaskrawym np. przykładem całkowitego uzależnienia naszego premiera od Niemiec jest jego polityka korzystnej dla nich degradacji polskiego przemysłu (m.in. likwidacja stoczni) czy też zdymisjonowanie J. Gowina przede wszystkim dlatego, że w niezawoalowany sposób oskarżył Niemcy o eksperymentowanie z polskimi zarodkami in vitro. Nie inaczej wygląda sprawa z B. Komorowskim, który w ferworze swojego poddaństwa wobec Rosji zapowiedział swego czasu wyjście Polski z NATO.

Zapewne można znaleźć wiele innych przykładów na służalczość obecnych władz Polski wobec Rosji i Niemiec...

Wygląda więc na to, że Polska została podzielona na dwie strefy wpływu, gdzie Niemcy uzyskały status agresora terytorialno-ekonomicznego a Rosja agresora przede wszystkim energetycznego (np. wieloletnia i niekorzystna dla Polski umowa gazowa czy też powolne przejmowanie koncesji na wydobycie ropy łupkowej i gazu łupkowego).

Pozdrawiam

P.S.
Poniżej - ku refleksji i zastanowieniu - prezentuję tekst prof. M. Giertycha, który wskazuje, że niestety popełniliśmy - jako państwo - kardynalne błędy u zarania III RP.

"W ostatnich latach ZSRR była szansa na jakąś rekompensatę dla Polski za pakt Ribbentrop-Mołotow, na drodze zmian terytorialnych lub powołania na terenach polskich zagarniętych przez ZSRR w roku 1939 Republiki Wschodniej Polski, bądź polskiego regionu autonomicznego. W tym czasie, gdy rozsypywał się Związek Radziecki powstało około 50 nowych republik autonomicznych lub suwerennych, w tym Czeczeńska, Abchaska, Górno-Karabachska itd. Jak pisze Tadeusz Dąbrowski (Rocznik Wschodni, 1995, Wyd. Remark, Dom Polonii, Rynek 19, Rzeszów) w artykule pt. "Kwestia polska w ostatnich latach istnienia ZSRR" polscy deputowani do parlamentu ZSRR w latach 1989-1991 (było ich 8), a w szczególności Jan Ciechanowicz i Anicet Brodawski z Wileńszczyzny, upominali się o prawa ludności polskiej, dyskryminowanej nie tylko przez państwo radzieckie ale i przez republiki związkowe, a po ich usamodzielnieniu, przez nowe państwa. Publiczne te wystąpienia porównać można do głosów Korfantego czy Seydy w parlamencie Pruskim w czasie I Wojny Światowej. Odważnie upominali się nie tylko o przyznanie do zbrodni katyńskiej, ale i do anulowania skutków Paktu Ribbentrop-Mołotow przez przyznanie obszarom zamieszkałym przez Polaków autonomii. Szczególnym echem odbiło się wystąpienie Ciechanowicza na zjeździe deputowanych ludowych ZSRR w dniu 22.XII.89r., które opublikowała Izwestia (9 mln. nakładu), a przedruki trafiły do prasy polonijnej w USA. Jak mi pisze w liście Jan Ciechanowicz w latach 1989 i 1990 szansa na to była. Wielokrotnie w tej sprawie rozmawiał z Gorbaczowem, Ryżkowem i Jelcynem. Landsbergis (późniejszy prezydent Litwy) mówił w wywiadzie telewizyjnym w roku 1990, że "niestety niepodległa Litwa powstanie bez Wilna, ale trzeba na to pójść" - musiał więc coś wiedzieć o tych planach. Warto przypomnieć, że w tym samym czasie pod naciskiem Gorbaczowa NRD podpisała z Polską umowę o rozgraniczeniu wód w Zatoce Pomorskiej w taki sposób by dojazd do portu szczecińskiego odbywał się poprzez polskie wody terytorialne (podpisanie w maju 1989, wymiana listów ratyfikacyjnych w czerwcu 1989). Zjednoczone Niemcy musiały to porozumienie uznać. Gdyby nie życzliwe, pro-polskie stanowisko Gorbaczowa to dzisiaj RFN na takie porozumienie by nie poszła i Szczecin stałby się portem martwym, jak Elbląg. Był to więc czas gdy na Kremlu panowały nastroje Polsce przychylne. Gdyby doszło do uznania polskiej autonomii w ramach ZSRR to dzisiaj polska ludność tamtych terenów nie musiałaby znosić upokarzającego prześladowania, wywłaszczania, litwinizacji, białorusizacji, ukrainizacji. 

Sprawa ta ponoć nie miała poparcia rządu Mazowieckiego. Jak twierdzi Janusz Szmigielski w okólniku Koła Lwowian w Chicago (luty-marzec 1996) "panowie Geremek, Michnik, Kuroń i Mazowiecki pojechali do Moskwy w wielkim pośpiechu i prawie na klęczkach błagali Gorbaczowa by tego nie czynił i ten wreszcie przystał na ich prośby". Według Ciechanowicza Gazeta Wyborcza okrzyknęła go twardogłowym komunistą i agentem Moskwy. Zbigniew Balcewicz, na łamach redagowanego przez siebie polskojęzycznego "Kuriera Wileńskiego" apelował o oddanie pod sąd Ciechanowicza za "nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej Republiki Litewskiej", za co groziła mu kara śmierci (cytuję za artykułem Dąbrowskiego w Roczniku Wschodnim, 1995). Do dziś Ciechanowicz nie może dostać stałej pracy ani na Litwie, ani w Polsce (historyk, językoznawca). 

Prof. Edward Prus twierdzi (artykuł pt. "Gorbaczow chciał, Michnik - nie" Głos Polski (Toronto) 26.IV.96), bazując na rewelacjach, które ukazały się w "anglojęzycznej prasie nowojorskiej" (rozumiem, że polonijnej), iż rozważane były trzy warianty rozwiązań terytorialnych: 1) zwrot całości ziem zagarniętych w 1939 r., 2) zwrot Lwowa i Zagłębie Drohobyckiego oraz 3) rekompensata w postaci okręgu królewieckiego, do którego miano przemieścić Polaków z Kazachstanu. Wszystko miało być połączone z odwołaniem Paktu Riobbentrop- Mołotow i uznaniem 17 września 1939 roku za agresję. Prus twierdzi, że wie od dyplomaty radzieckiego, teraz reprezentującego swoją republikę, że ostrzegał nacjonalistów, iż uznanie 17 września 1939 roku za agresję pociągnie za sobą skutki, agresja bowiem dokonała się nie na Zachodnią Ukrainę tylko na Polskę. [Szmigielski (Okólnik Koła Lwowian w Chicago, luty marzec 1996) twierdzi, powołując się na Prusa, że chodzi tu o p. Serdaczuka, b. konsula ZSRR w Krakowie, a obecnie ambasadora Ukrainy w Polsce].

Prus podaje dalej, że w 1995 r. zetknął się z przypadkiem Geremka, Mazowieckiego i Kuronia, "który się do nich przyłączył". Tym samym jego wypowiedzi we Lwowie, iż jest szczęśliwy z tego, że Lwów nie należy do Polski mogły być konsekwencją "zmowy" osób, które pojechały do Moskwy, odwiedziły Kreml i przekonały Gorbaczowa o niecelowości pomysłu. Polska bez żadnej rekompensaty ze strony sowieckiej przyjmuje "opcję zerową" nie żądając w zamian niczego.

Wszystko to informacje bardzo mgliste, ale nie ma dymu bez ognia. Jakieś rozmowy na ten temat były i nic z tego dla na nas nie wyniknęło. Jedynie gen. Wojciech Jaruzelski mógłby udzielić informacji co rzeczywiście było omawiane. 

Jak na razie Pakt Ribbentrop-Mołotow nadal obowiązuje, ale już tylko Polskę".


Źródło: prof. Maciej Giertych, Opoka w Kraju, wrzesień 96

Jako komentarz niech służą moje słowa z początku tekstu: "Innym przejawem dążenia do degradacji Polski jest jej regionalizacja jako element jej wewnętrznego rozbicia oraz kreowanie i wspomaganie przez Niemcy antypolskich ruchów odśrodkowych takich jak RAŚ czy też Związek Mazurów"...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 4 grudnia 2011

Dwoje a może "troje" się o nas bije... Kto skorzysta?

Witam trochę futurologicznie...

Mój wczorajszy post, w którym - oprócz własnych przemyśleń - pozwoliłem sobie na spisanie ze słuchu bardzo ważnego (przynajmniej dla mnie) felietonu A. Macierewicza wzbudził na wielu forach dyskusję, którą mógłbym podsumować: "większość z nas zdaje sobie sprawę, że Polska powoli traci niepodległość a obecnie nią rządzący - ustami R. Sikorskiego oraz polityków PO, RPP, SLD i częściowo PSL - już bezpośrednio wyrazili zamiar zniszczenia de facto niepodległości i suwerenności państwa polskiego".

Uważam, że tak chyba właśnie jest a powolna utrata polskiej niepodległości była zapewne pierwotnym założeniem powstania i istnienia tzw. III RP.

Historia osądzi i oceni ewentualnych zdrajców... Mam nadzieję, że stanie się to w miarę szybko, ale dzisiaj ważniejszym dla nas Polaków jest tak naprawdę określenie nie tyle tego, kto ewentualnie jest lub może być zdrajcą (bo sami się być może ujawnili), ale na czyje hipotetycznie zlecenia podejmują określone działania...

Polska jest specyficznym krajem. Posiada wiele bogactw naturalnych (o czym wkrótce napiszę), piękno i zróżnicowanie środowiska przyrodniczego (góry, morze, lasy, rzeki, jeziora, dużo tlenu), przychylny do życia klimat, jeszcze nieskażone genetycznie rolnictwo, pracowitość i kreatywną witalność mieszkańców (której zazdrościł nam Hitler) oraz ich dumę i wielowiekową niezniszczalność (których Stalin nienawidził), umiejscowiona jest w Centralnej Europie i przez 1000 lat rozwijała się jej chrześcijańsko-cywilizacyjnym cyklem...

Poza tym Polska jest też najprawdopodobniej krajem samowystarczalnym, zarówno pod względem wyżywienia, jak i posiadanych bogactw, w tym energetycznych! Mało tego! Potencjalnie możemy być bardzo znaczącym eksporterem nadwyżek surowcowych! Przykładowo: samego gazu łupkowego mamy najprawdopodobniej na około 320 lat naszego rocznego zapotrzebowania, posiadamy chyba największe w Europie złoża wód geotermalnych oraz złota czy tytanu, molibdenu i wolframu...

Materialnie i pozamaterialnie (jako miejsce do życia) nasz kraj wart jest naprawdę bardzo wiele. Wartość tylko jego najważniejszych szacowanych obecnie bogactw (zasobów) naturalnych wstępnie określam w cenach bieżących na około 30 bln. USD. To 70 krotność naszego rocznego PKB!, choć nie jest to miernik wystarczający do określenia atrakcyjności wrogiego przejęcia naszego kraju. O wiele ważniejsza jest jego zdolność do generowania przyszłych zysków (akumulacyjny potencjał finansowy) i subiektywnie postrzegana oraz oceniana - ze względu na stopień realizacji przyjętych przez potencjalnych agresorów celów - pozafinansowa wartość jego przejęcia.

Kto i dlaczego chce więc zawłaszczyć Polskę?

Odpowiedź historycznie wydawałaby się nadzwyczaj prosta i wielu z nas - na zasadzie analogii - wskazuje na dwie potęgi i od zawsze naszych największych wrogów: Niemcy i Rosję, którzy w przeszłości już wielokrotnie próbowali zawłaszczyć Polskę i wykreślić z ją z geopolitycznej mapy świata... Ostateczne niepowodzenie tych prób skłania nas do przyjmowania a'prori, że owe mocarstwa nigdy nie zaprzestały wrogich wobec Polski działań i ich długookresowym celem dalej jest jej ostateczna grabież...

Być może tak jest, do czego uprawnia obserwacja poczynań obecnej, polskiej sceny politycznej, gdzie możemy przypuszczalnie wyodrębnić dwie znaczące sfery: proniemiecką - reprezentowaną przez otoczenie D. Tuska i prorosyjską - reprezentowaną przez kręgi prezydenckie. Pierwszą kojarzymy z wielką przyjaźnią naszego Donalda z jago krajanką - A. Merkel a drugą, z polowaniami naszego Myśliwego w dalekiej Rosji, urządzanymi z i na zaproszenie sowieckich KGB-istów. Mniemam, że te zbiory prawdopodobnie dokonały już swoistego wyodrębnienia części wspólnej i odrębnej Polski oraz utworzyły chyba tzw.: kondominium niemiecko-rosyjskie z jasno określonymi przyszłymi terytorialnymi zakresami wpływów. Możemy je więc uważać za jednego - "pierwszego" potencjalnego "agresora"...

Ale...  wspomniałem w tytule, że o nas bije się ktoś drugi a może i "trzeci"... Wnikliwie obserwując przyczyny obecnego, światowego chaosu, nietrudno się domyślić, że tym drugim potencjalnym agresorem jest "międzynarodowe stowarzyszenie wielkiej światowej finansjery".  To właśnie Oni (tak ich umownie nazwijmy) doprowadzili do wszelkich obecnych kryzysów finansowych i zadłużeniowych - zarówno USA, jak i Unię Europejską a teraz kreują się na zbawców ratujących i porządkujących na nowo świat. Zresztą Oni od przynajmniej 100 lat  cierpią chyba na tzw.: "syndrom podpalacza-strażaka", przy czym ich celem nie jest duma z ugaszenia pożaru, ale wybudowanie na jego miejscu nowego budynku, który stanie się ich wyłączną własnością... Tacy to sobie "budowniczy"...

Zauważmy, że obecny kryzys skłonił już owych "budowlańców" do przejęcia zarządzania Grecją i Włochami  (niewybrani demokratycznie premierzy, onegdaj zatrudnieni w Goldman Sachs). Planuje się w niedługim czasie takowe przejęcie w Egipcie i Indiach...   Doprawdy to zastanawiające ich "cele" - kolebki ludzkiej cywilizacji... Rzym, Ateny, Kair, Delphi (Indraprastha - pępek ziemi), nie wspominając o ciągłej "budowie" świata arabskiego... Od dawna też "One" bawią się "klockami lego" w BŚ, MFW czy ostatnio w EBC (również "goldmanowski szef").

Rodzi się zatem pytanie o reprezentantów "budowlańców" w Polsce i o ich zamiary wobec niej i całej Unii Europejskiej. Otóż jasno je wyraził wobec Europy Vincent Rostowski, który zagroził jej nawet wojną, jeżeli nie uratuje ich małej budowli, czyli UE i waluty Euro. Niedawno zaś w opisywanym przeze mnie wywiadzie w polskiej TVP wyraził się niechętnie wobec Niemiec i - przewrotnie - samej waluty Euro ani też nie zaoponował przeciw snutej w USA wizji zostania przez R. Sikorskiego... polskim premierem... Przypomnę tutaj tylko, że Vincent Rostowski jest od dawna związany z ojcem naszego Planu Balcerowicza - G. Sorosem i samym Balcerowiczem a R. Sikorski jest mężem swojej żony Anne Applebaum, która poprzez swoich bliskich i nobliwych  "uczonych we wszelkich pismach pociotków" bardzo dobrze zna obszar nowojorskiej finansjery.

Przyznam się szczerze, że wnikliwie jeszcze raz przeczytałem słynne już przemówienie naszego ministra w Niemczech i długo zastanawiałem się nad zimnym oraz chłodnym na niego odzewem zarówno w Niemczech, jak i w UK... Zaskoczyło mnie i dało do myślenia też.... długie milczenie D. Tuska i zdawkowość reakcji B. Komorowskiego na jego temat...

Zastanowiwszy się bowiem głębiej nad sensem słów R. Sikorskiego można dojść też do takiego i nawet przedziwnego wniosku, iż było ono skierowane de facto trochę przeciw... Niemcom i próbie opanowania - wspólnie z Rosją - przez nich całej Europy, w tym bardzo smacznego i pożądanego  przez "onych budowniczych" kąska jakim jest Polska. Może stąd ten brak reakcji Donalda Słonecznego i Bronisława Myśliwego a hurraoptymizm michnikowszczyzny?

A może się mylę... Może już wszystko zostało podzielone... Może już Tusk i Komorowski sprzedali  po części terytorium Polski : Niemcom i Rosji a Sikorski z Vincentem może dbają o zapewnienie pozostałej części jej terytorium i zaplecze surowcowo-finansowe dla "Onych"?

Chyba "będzie się działo"... Dwoje się o nas bije... Kto skorzysta?

A jak jest ich tak naprawdę troje: "One", Niemcy i Rosja?

Pozdrawiam

P.S.

Gwoli zastanowienia nad planami drugich (Onych) "potencjalnych agresorów" warto też zgłębić się nad sensem dwóch zastanawiających wypowiedzi:

1. "Niemcy to koń trojański Rosji w Europie (...)  Wydają się mieć układ z Rosją. A w zamian niemieckie koncerny robią interesy w Rosji na setki miliardów euro"   – wg. portalu WikiLeaksstwierdził w kwietniu 2008 roku Radek Sikorski w prywatnej rozmowie z podsekretarz stanu USA Paulą Dobriansky.

2. W ubiegłym roku amerykański politolog/futorolog George Friedman opublikował pracę „Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek”. Scenariusz przedstawiony przez autora przewiduje, że wiek XXI będzie czasem wzrostu pozycji Stanów Zjednoczonych, osłabienia Rosji, Niemiec, Francji i Chin i pojawienia się nowych potęg, jak Japonia, Turcja, Meksyk i Polska. Według niego Polska - z wydatną pomocą USA- w ciągu najbliższych 10-15 lat stanie się najpotężniejszym państwem w Europie,   przejmie kontrolę nad Białorusią i znaczną częścią Ukrainy oraz uzależni także od siebie Litwę i Łotwę. Jej zadaniem będzie powstrzymanie neoimperialnego pędu odradzającej się Rosji. Friedman twierdzi też, że nowa zimna wojna zakończy się rozpadem Rosji, Japonia zajmie rosyjski Daleki Wschód zaś Turcja wejdzie na Kaukaz.


Jedno jest pewne! Futurologicznie zamierzenia wszystkich stron potencjalnej walki mają jedna rzecz wspólną - likwidację niepodległości Polski i podporządkowanie sobie jej narodu. W pierwszym przypadku będzie to terytorium opanowane przez niemiecko-rosyjskie kondominium (lub przez te kraje oddzielnie) a w drugim będzie europejską ziemią obiecaną dla "tysiącletnich, finansowych wędrowców"... Możliwy jest też trójpodział Polski...

Ale to tylko moje takie sobie bajania przecież...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 24 września 2011

Dlaczego PiS nie może wygrać wyborów i je jednak wygra!

Witam

Każde wybory parlamentarne, samorządowe czy prezydenckie są też okazją do ewentualnego ich kontestowania lub zastanawiania się nad różnymi, często konfabulacyjnymi i nierealnymi scenariuszami przyszłych - tylko hipotetycznych oczywiście - wydarzeń.

Można nieraz przestać ograniczać się do logicznego wnioskowania i oddać się niemalże sennej rozkoszy przedstawiania hipotez lub tez, których nie da się zweryfikować ani udowodnić... bowiem nigdy nawet nie można z chociaż małą dozą prawdopodobieństwa ich przyjąć lub założyć. Często też taki scenariusz jawi się jako przerażający i nierzeczywisty sen w postaci sekwencji nierealnych makiawelistycznych zamierzeń lub  działań.

Takie zapewne konfabulacyjne scenariusze, dzięki którym tworzy się nierzeczywistą rzeczywistość nieraz warto przedstawić w formie ich opisu... ku przestrodze dla wszystkich nami obecnie lub w przyszłości rządzących i jako wołanie o normalność oraz poszanowanie godności zwykłych wyborców.

Więc niniejszym przedstawiam w punktach taką - tylko subiektywnie moją - nierealistyczną prognozę sekwencji wydarzeń, która nie ma prawa się zdarzyć.  Uważam ją za mało lub w ogóle nieprawdopodobną. Niemniej, ten krótki post w swojej przypuszczającej treści musiałem napisać... dla przyszłej czystości mojego sumienia:

1) PiS nie może wygrać tych wyborów, ale niestety wygra...  Takie mam przeczucie i takie fikcyjno-konfabulacyjne przekonanie,

2) PiS wygra te wybory minimalną przewagą głosów i oczywiście stworzy rząd mniejszościowy, bowiem wszystkie inne partie będą w opozycji a PiS na pewno nie uzyska większości bezwzględnej do utworzenia rządu samodzielnie (czyli powyżej 50%),

3) Rząd PiS będzie "panował" bardzo krótko i zakończy swoją misję nawet po pół roku w warunkach powszechnego kryzysu ogólnoświatowego, przy czym kryzys w Polsce może być bardzo dotkliwy. Upadek rządu PiS będzie ostateczną kompromitacją "polskiej a'la prawej sceny politycznej" bowiem skutkami kryzysu polskojęzyczne, obce Polsce media obciążą PiS. Dla przeciętnego wyborcy nie będzie ważne to, iż do katastrofy gospodarczej doprowadziło PO z D. Tuskiem na czele... Nie dotrze do niego w żaden sposób przekaz o kreatywnej księgowości V. Rostowskiego i "nadmuchiwaniu balona zadłużenia" w taki sposób, aby przetrwać do wyborów... Media skutecznie pokażą, że przecież 800 mld zł (według niektórych źródeł nawet 3000 mld zł) długu publicznego, 100 mld zł deficytu budżetowego oraz 250 mld USD zadłużenia zagranicznego... czyli sytuacja, w której Polska przekroczyła wszystkie finansowe bariery ostrożnościowe nie jest winą D. Tuska a PiS lub wynika z kryzysu światowego, któremu PiS nie umie się przeciwstawić! (w domyśle jak my... kreując tzw.: "zieloną wyspę"). Ponadto od jesieni zamierać będą powoli, napędzane tylko  organizacją  EURO2012, inwestycje a na nowe będziemy musieli jeszcze poczekać na kolejny budżet unijny (te 300 mld euro obiecane przez D. Tuska wespół z J. Lewandowskim, to kolejne potencjalne wyborcze kłamstwo i cuda bez pokrycia!),

4) Po upadku rządu mniejszościowego PiS mogą wystąpić dwie opcje, ale każda stanowi powrót do władzy  obecnej ekipy oraz kontynuację polityki globalistycznej, prounijnej i długookresowo antypolskiej. Pierwszą opcją jest powołanie przez Prezydenta RP tzw.: "rządu fachowców", na który składać się będą przedstawiciele partii (również pozaparlamentarnych), środowisk samorządowych, think-thanków, instytutów naukowych, itd.  Możliwe jest wtedy też wykorzystanie - w przypadku nie wejścia do parlamentu - np. J. Palikota czy innych JKM-ów...  Drugą możliwością jest powołanie rządu składającego się z członków partii parlamentarnych poza PiS. Będzie to oczywiście "rząd jedności narodowej" i "wielka proreformatorska i antykryzysowa koalicja zbawców Polski": PO, SLD, PJN, RPP, PSL. Partia Prawo i Sprawiedliwość zostanie ostatecznie zmarginalizowana  a tym samym chyba definitywnie zablokuje się w Polsce drogę do odbudowy środowisk o propolskim nastawieniu w działaniu, t.j.:  endeckich, narodowych, konserwatywnych, chadeckich, republikańskich... określanych jako prawicowe. Stanie się  tak tylko dlatego, że upadek PiS-u będzie kreowany jako historyczna porażka idei Europy Ojczyzn na rzecz zwycięstwa globalnego, nowego rządu w Europie i nie tylko, który uratuje świat przed kryzysem, w tym również tym w Polsce.  A przecież nowa koalicja będzie jednym z filarów tego "światowego  gremium ratującego świat, a które wpierw doprowadziło ten świat do ruiny",

Czy czeka nas więc taki sobie matrix wyborczy, który być może już został "przyklepany" przez Miedwiediewa i Putina oraz Komorowskiego i Tuska, Kaczyńskiego i Obamę (np. dwukrotne spotkanie podczas wizyty Prezydenta USA w Polsce), Buzka i  Barroso w połączeniu z marksistą/socjalistą, Niemcem Schulzem (przyszłym zamiennikiem Buzka)? Czy może dalej w Polsce "rozgrywana" jest po prostu realizacja umów "okrągłego stołu" i podpisanego w 1991 roku UKŁAD EUROPEJSKIEGO, który już wtedy przyszłościowo uwzględniał stopniową i dobrowolną rezygnację Polski z własnej suwerenności i niepodległości?

Przecież słynne cztery reformy rządu J. Buzka były niczym innym jak realizacją w/w tegoż "układu". Wtedy to została Polska podzielona na wielkie regiony (dzielnice?), które są niczym innym jak elementem stopniowej terytorialnej dezintegracji kraju. Zobaczmy na działania RAŚ, niedawno powstał Ruch Autonomii Mazur (sic!)... niedługo będzie zapewne coraz więcej takich autonomii... Ta regionalizacja powoduje "ciążenie": Śląska do Niemiec, Mazur i Warmii do Niemiec, Rosji i Prus; Kaszub do Prus, itd... Co zostanie nam Polakom z naszych historycznych ziem? A może w ogóle Polski ma nie być a będzie jakieś miejsce o przewadze kultury judaistycznej?

Może ten wspomniany matrix trwa - nie tylko w Polsce -  od 1986-1987, kiedy to M. Gorbaczow obiecał Niemcom przyszłe zjednoczenie NRD i NRF... a my się obecnie np. w kraju ekscytujemy sztuczną walką PO i PIS, które celowo atomizują polski naród... jednocześnie neutralizując w swoich szeregach wszystkich patriotycznie nastawionych i patriotycznie działających Polaków? Wybieramy też europosłów, których rolą jest jedynie "dyskusja o dyskusji", bowiem PE nie ma żadnej mocy decyzyjnej (takową ma Komisja Europejska - niewybieralna zresztą przez wyborców).

Dosłownie... trywialnie śmieszna jest ta nasza tzw.: "scena polityczna" oraz wszelkie jej zmiany. Zauważmy, że być może taka przybudówka jak PJN jest kreowanym celowo przyszłym odświeżeniem PiS a Ruch Palikota tym samym w odniesieniu do PO. SLD i PSL maja źródła oczywiste. Przez lata zaś JKM skutecznie zneutralizował i ośmieszył ideę konserwtywno-liberalną, Liga Republikańska się rozpadła a "polscy narodowcy" również skutecznie zapobiegli powstaniu nowoczesnej i współczesnej endecji...

Nieraz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że  nasza Polska i my wszyscy, zwykli ludzie jesteśmy jako niemal takie dzieci bawiące się w piaskownicy... a tą zabawę kreują sobie i nas "obserwują" różni dorośli siedzący wokół niej... nie tylko Polacy (a może właśnie przede wszystkim nie-Polacy).

Trudno nam może w to uwierzyć, ale Polska powoli przestaje istnieć. Jesteśmy ubezwłasnowolnieni długiem, nie mamy prawie już armii zdolnej obronić nasz kraj oraz nie mamy własnego majątku (jego resztki, np.: LOTOS jest już prawie sprzedany (być może ) Rosjanom... zostają szpitale, grunty, nieruchomości, lasy państwowe, rzeki, jeziora, góry... ?). Wyzbywamy się też surowców naturalnych: powoli koncesje na poszukiwanie złóż gazu łupkowego przejmują Rosjanie (i jeszcze TU!), wydobycie gazu łupkowego już przekazaliśmy USA (zaraz po katastrofie smoleńskiej!), wydobycie węgla maleje i będzie maleć (limity CO2)... Utrącane lub nie wspierane wystarczająco są inicjatywy związane z wykorzystaniem wód geotermalnych i źródeł energii odnawialnej, stawia się różnorodne bariery w poszukiwanie ropy naftowej... a jednocześnie uzależnia się nas energetycznie od Rosji...

Spójrzmy też... Polskie prawo jest w 80% stanowione w Unii Europejskiej!... Więc po co nam parlamentarzyści? Może wystarczy nam wybór 100 tłumaczy i prawników "dostosowywaczy rozwiązań prawnych do uwarunkowań lokalnych"?

No cóż... mam tylko nadzieję oraz wierzę w to, że jednak nasz głos będzie istotny a mój pesymistyczny i być może "spiskowy" scenariusz wydarzeń w Polsce oraz na świecie jest tylko moją konfabulacją... Ufam jednak, że może nawet "malutka" wygrana PiS będzie zaczątkiem takich zmian jak na Węgrzech (jednak można!). I oczywiście pozostaje jeszcze ta - historycznie uprawdopodobniona - nadzieja, że Unia Europejska szybko się po prostu rozpadnie i powrócimy do rozwiązań charakterystycznych dla EWG (ale z większą ilością krajów)...

Przecież upadły takie sztuczne, odgórnie tworzone twory jak: Cesarstwo Rzymskie,   III Rzesza Niemiecka, ZSRR... więc Związek Socjalistycznych Republik Europejskich... też pewnie upadnie... i miejmy nadzieję, że w miarę szybko...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com

Prośba: "Jeżeli korzystasz z wikipedii to sprawdź, czy treść informacji nie została ocenzurowana przez administratorów/cenzorów polskiej jej wersji - porównaj treść hasła z jego brzmieniem na obcojęzycznych stronach wikipedii, szczególnie tej anglojęzycznej!"