Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Unia Europejska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Unia Europejska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 listopada 2023

Komunistyczne wzorce w UE – Manifest dla Federalnej Europy!

Gorąco POLECAM lekturę tekstu, który przedstawia m.in. werbalną stronę uroczystego przekazania propozycji Manifestu dla Federalnej Europy opracowane przez Grupę Spinellego - https://ordoiuris.pl/komentarze/komunistyczne-wzorce-w-unii-europejskiej-manifest-dla-federalnej-europy. Tekst pochodzi z 24.10.2023!

A to cały tekst: 

· W Parlamencie Europejskim miało miejsce uroczyste przekazanie propozycji Manifestu dla Federalnej Europy opracowane przez Grupę Spinellego.

· Publiczne przedstawienie założeń Manifestu stanowi symboliczny krok w kierunku wyraźnego podkreślenia inicjatywy liberalno - lewicowych ugrupowań do zmiany przyszłości Unii Europejskiej w kierunku federalizacji.

· Zdaniem autorów dokumentu, zbytnia suwerenność państw jest przeszkodą do zapewnienia pokoju i wolności w Europie.

· W Manifeście podkreślono konieczność większego udziału instytucji unijnych w polityce zagranicznej i obronności,

· Dokument wskazuje też na potrzebę akceptacji imigracji jako lekarstwa na kryzys demograficzny.

· Propozycje opracowane przez Grupę Spinellego inspirowane są Manifestem z Ventotene, którego głównym autorem był włoski komunista Altiero Spinelli.

Suwerenność państw przeszkodą w rozwoju Europy

Grupa Spinellego, działająca na rzecz przekształcenia wspólnoty w państwo federacyjne, przedstawiła propozycję Manifestu dla Federalnej Europy. Dokument ten, zdaniem Przewodniczącej Parlamentu Europejskiego Roberty Metsoli, inspirowany był Manifestem z Ventotene. Zaproszenie na uroczyste przekazanie Propozycji Manifestu dla Federalnej Europy stanowi symboliczny krok w kierunku wyraźnego pokreślenia inicjatywy liberalno - lewicowych ugrupowań do zmiany przyszłości Unii Europejskiej w kierunku federalizacji. Przedstawione propozycje mają znaczenie w kontekście raportu o zmianach traktowych. Raport zaleca przeprowadzenie reformy Unii Europejskiej w powiązaniu z akcesją nowych państw, wskazując jednocześnie różne ścieżki służące osiągnieciu tego celu.

Manifest z Ventotene został opublikowany w 1941 r. Jego głównym autorem jest Altiero Spinelli – członek Włoskiej Partii Komunistycznej. Dokument zawiera postulaty w zakresie reformy Unii Europejskiej sprowadzające się do przekształcenia jej w federację państw. Zdaniem autorów Manifestu, „prawdziwą demokrację zaprowadzi dopiero dyktatura partii rewolucyjnej". Przede wszystkim, powołany ma zostać „silny” rząd federalny, a Unia ma zostać upoważniona do działania wszędzie tam, gdzie „zawodzą państwa narodowe”. Zwolennicy tej teorii postulują utworzenie wspólnej unii walutowej oraz politycznej, a także powołania unijnej armii. Ponadto Manifest zakłada uczynienie z Komisji Europejskiej ponadnarodowego organu władzy wykonawczej poddanego kontroli Parlamentu Europejskiego – którego posłowie byliby częściowo wybierani w państwach członkowskich, a częściowo na podstawie ogólnounijnej listy. W Manifeście stwierdzono też, że Rada Europejska ma pełnić rolę „drugiej izby” w procesie stanowienia unijnego prawa.

Obecnie opracowana propozycja Manifestu dla Europy Federalnej: Suwerennej, Społecznej i Ekologicznej składa się z preambuły i czterech działów, które opisują zmiany jakie już zaistniały i jakie powinny być wdrożone tak, by został wprowadzony system federalnej Europy. Federalizm, według dokumentu, ma opierać się na krytyce absolutnej suwerenności państw narodowych. Zgodnie z jego założeniami, jako ludzie mamy skupiać się przede wszystkim na pokoju, wolności i godnym życiu. Aby osiągnąć taki stan, ludzie muszą podążać w kierunku ponadnarodowego zarządzenia. Dokument jasno określa, że nacjonalizm przeszkadza w budowaniu Federalnej Europy. To co dziś funkcjonuje w Europie, czyli system stworzony w 1919 roku przez Ligę Narodów, nie obronił Europy przed II wojną światową, jest on niedoskonały, dlatego tez należy stworzyć coś nowego - co będzie ponad narodami. Federalizm zaproponowany przez Spinelliego i skopiowany w proponowanym Manifeście jest, zdaniem autorów, wręcz zbawienny dla całej Europy, jej jedności i suwerenności. Autorzy dokumentu jasno stawiają sobie za podstawę funkcjonowania federalizm jako demokrację bez granic. W ich opinii, granice to tylko arbitralny podział wynikający z historii. Dlatego autorzy tak silne dążą do jednej polityki zagranicznej i wspólnej armii. Federalizm przez swoja strukturę ma powodować zmniejszenie ryzyka ingerencji zewnętrznej. Tylko dzięki takiemu podejściu, wspólna polityka zagraniczna i obronna, a przy tym bezpieczeństwo UE, pomoże w suwerenności, samowystarczalności, również energetycznej i technologicznej.

Manifest podkreśla, jak dużo udało się zrealizować w kierunku federalizmu Europy: zniesiono bariery celne, umożliwiając swobodny przepływ pracowników i towarów, obywatele bezpośrednio wybierają organ parlamentarny oraz istnieje wspólna waluta w 19 z 27 krajów. Monopole krajowe zostały przełamane przez politykę konkurencji. Unia wprowadziła na poziomie UE zasady dotyczące rokowań zbiorowych i czasu pracy. Opracowane zostało również szeroko zakrojone zabezpieczenia konsumentów i środowiska.

To co Unia musi jeszcze zrobić, to kwestia polityki międzynarodowej i sił zbrojnych. Unia musi skupić się na tym by polityka zagraniczna była opracowywana nie tylko przez państwa członkowskie, ale także należy uwzględnić większą role Wysokiego Przedstawiciela i zatwierdzić to przez Radę pod kontrolą Parlamentu. Należy też zmienić politykę dotycząca kwestii głosowania tak, by pozbawić państwa członkowskie prawa weta.

Migracja rozwiązaniem problemów demograficznych

Dokument podkreśla również znaczenie polityki socjalnej, która musi być ujednolicona w Federalnej Europie. Bezpieczeństwo społeczne będzie zapewnione tylko wtedy, jeśli rozwiązana zostanie kwestia dyskryminacji kobiet i równouprawnienia, które nie zostały jeszcze wprowadzone przez wszystkie państwa.  Ponadto kraje nie wprowadziły polityki opiekuńczej, nie zmodernizowały polityki społecznej, dyskryminacji, wykluczenia „osób LGBT” i mniejszości etnicznych. Przyczyną takiego niepowodzenia jest nacjonalizm i populizm, które spowodowały zbudowanie murów.

W kolejnych rozdziałach Manifestu możemy przeczytać o polityce ekologicznej, globalnym ociepleniu oraz kwestii służby zdrowia i migracji. Autorzy zgadzają się z terminem zimy demograficznej jaka dotknie Europę. W tym duchu należy akceptować migracje, ponieważ pozwolą one na rewitalizację demograficzną. Obywatele muszą być stopniowo uświadamiani o tym, że jesteśmy globalnym społeczeństwem ludzkim, gdzie korzyścią dla nas wszystkich będzie aspekt kulturowy, społeczny, a nawet genetyczny. Ostatnią ważną kwestią poruszaną w dokumencie jest cyfryzacja i dążenie do tego, by świat połączył się w czasie rzeczywistym i w taki sposób, mógł zwyciężyć nad brakiem równości.

Federalizacyjne plany eurokratów

W Parlamencie Europejskim odbyło się uroczyste przekazanie Propozycji Manifestu dla Federalnej Europy opracowanego przez Grupę Spinellego. Spotkanie zainaugurowało przemówienie przewodniczącej PE Roberty Metsoli, która wyraźnie podkreśliła, że Unia Europejska musi podążać i dostosowywać się do zmian zachodzących na świecie. Podczas spotkania doszło do symbolicznego podpisania Manifestu przez Wiceprzewodniczącego Unii Europejskich Federalistów Domèneca Ruiz Devesa. W swoim przemówieniu stwierdził on, iż Grupa Spinellego działa na rzecz urzeczywistnienia założeń Manifestu z Ventotene i dostosowania ich do dzisiejszych realiów. Ponadto poruszył kwestię przyszłości prac w Parlamencie Europejskim nad nowym raportem dotyczącym zmian traktatów.

Europosłanka Danuta Hübner podkreśliła, że opracowany przez Grupę Spinellego Manifest dostosowuje założenia Manifestu z Ventotene do współczesnych wyzwań i zagrożeń przed jakimi staje Unia Europejska i jej państwa członkowskie w obliczu globalnego świata. Europoseł Fabio Massimo Castaldo zwrócił się ze szczególnym podziękowaniem za obecność do przewodniczącej PE Roberty Metsoli. Podkreślił on ważną rolę Konferencji Przyszłości Europy, stanowiącej krok w kierunku zmian. Podniesiona została przez niego także kwestia solidarności w kwestiach migracji do Europy, a także wprowadzenie budżetu federalnego. Z kolei, zdaniem europosła Daniela Freunda, jeszcze dwa lata temu większość państw członkowskich nie brała pod rozwagę realnej możliwości zwołania Konwencji dotyczącej zmiany Traktatów, lecz dziś, ten pogląd się zmienia i że już niemal połowa krajów jest gotowa otworzyć taką Konwencję.

Na koniec swoje przemówienie wygłosił Guy Verhofstadt który stwierdził. że celem działalności Grupy Spinnellego jest kontynuacja dziedzictwa Altiero Spinellego w zakresie federalizacji. Podkreślił również znaczenie Raportu, przedstawionego Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego (AFCO), będącego przedmiotem głosowania już jutro.

Żadne z wystąpień europosłów nie odnosi się do kwestii LGBT czy też aborcji. Pominięcie tych „wartości”, o które tak zacięcie walczy Unia Europejska, jest celowym zabiegiem i ma na celu pozyskanie jak najszerszego grona sprzymierzeńców federalizacji UE. Obecnie funkcjonują dwa konkurencyjne modele integracji europejskiej. Pierwszy, oparty na Traktacie Rzymskim, odwołuje się do spuścizny Schumana, Adenauera oraz papieża Piusa XII I uznaje on integrację europejską za model współpracy międzynarodowej. Drugi natomiast, coraz bardziej zasadniczy i oparty na modelu Spinellego, koncentruje się na federalizacji państw tworzących Unię Europejską, aż do utworzenia „Stanów Zjednoczonych Europy” ze wspólnym rządem.

Dr Przemysław Kulawiński – analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris

-----------------------------

Mój komentarz

Onegdaj minister d.s. UE Szymon Szynkowski vel Sęk stwierdził, że trzeba być w UE, żeby ją zmienić: 

"W Unii Europejskiej nie tylko warto być, ale trzeba być. Jeżeli jesteśmy odpowiedzialni za Europę - a czujemy się jako państwo z ponadtysiącletnią historią odpowiedzialni nie tylko za Unię Europejską, ale za Europę, za jej przyszłość - to Unię trzeba starać się zmieniać; ścieżkę jej rozwoju korygować w taki sposób, żeby Europa w przyszłości nie uległa tym wszystkim negatywnym zjawiskom. Bo jeśli ulegnie, to skutki tego odczuje również Polska [1]".

Brzmi to pięknie, ale niestety jest naiwną mrzonką. Obecnego kierunku rozwoju UE nie da się zmienić od środka, nie da się UE zawrócić do stanu dobrowolnego związku niepodległych i suwerennych państw, tzw. Europy Ojczyzn. Trzeba być naprawdę w balonie jakiejś "political fiction", aby w taką zmianę wierzyć.

Obecne elity UE pod wodzą Niemiec, Francji i Niderlandów od dziesiątków lat budują Jedne Scentralizowane  Państwo Europa pod hasłem niby federacji, ze stolicą tak naprawdę w Berlinie i ewentualnie z jakimiś odgałęzieniami  w Brukseli.  Europejski Bank Centralny (EBC) mieści się przecież w Niemczech a to jest najważniejsza instytucja unijna strefy Euro! Jak to dobrze, że D. Tusk nie zdążył na rozkaz Niemców wprowadzić Euro w Polsce, ale musimy uważać, bo jestem pewien, że gdyby PO znów rządziła i - co jest pewne na 100% - zgodziła się na zmiany traktatowe w UE i tym samym utratę polskiej suwerenności i niepodległości, to na pewno to Euro wprowadzi i to stosunkowo szybko [2, 3].  

Wchodząc do UE wyobrażaliśmy sobie, że ona będzie dla nas ostoją zachodniego bogactwa. Po latach bycia pod wpływem Rosji Sowieckiej myśleliśmy, że nasza bytność w UE jest dla nas historycznie oczywista, bo zawsze tą Europą byliśmy. Pragnęliśmy swobodnie podróżować po Europie i w niej też mieć możliwość zatrudnienia za o wiele większe pieniądze niż w kraju. Ostatecznie też sądziliśmy, że UE jest gwarancją naszej suwerenności i niepodległości oraz liczyliśmy na ogromne unijne finansowe wsparcie, które pozwoliłoby uczynić naszą Polskę bogatą i zasobną. 

Jednak ogólnie nasze wyobrażenie o UE było takie, że jest to twór podobny do EWG, gdzie najważniejszymi elementami była wolność europejskiego przepływu: ludzi, kapitału i dóbr oraz usług. Tak sobie wyobrażaliśmy tą UE, do której wstępowaliśmy. I w sumie wtedy ona mniej więcej taka była, choć już wtedy można było zauważyć, że staje się lub może stać się poniekąd drugim ZSRR. 

Dzisiaj UE jest czym innym niż była w w 2003 czy 2004 roku, kiedy do niej wstępowaliśmy. Ciekawe jakie wtedy byłyby wyniki naszego referendum akcesyjnego, gdyby Polakom zadano pytanie, które dziś jest aktualne i właściwe:  

"Czy wyraża Pani/Pan zgodę na przystąpienie Polski do UE, która będzie dążyła do zbudowania Jednego Scentralizowanego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie a tym samym godzi się Pani/Pan na utratę polskiej suwerenności i niepodległości?" 

Ja wtedy podejrzewałem, że w takim niewłaściwym kierunku będzie zmierzać UE i dlatego w 2003 roku w referendum akcesyjnym głosowałem "przeciw", bo zdawałem sobie już wtedy sprawę, że budowane jest drugie ZSRR, czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRE) wedle zapisów "Manifestu z Ventotene" autorstwa przede wszystkim komunisty A. Spinellego [4] oraz ideach takich komunistów jak A. Gramsci (komunistyczny "marsz przez instytucje") [5] czy wytycznych tzw. marksistowskiej, niemieckiej Szkoły Frankfurckiej [6].  

Mogę więc powiedzieć, że mam czyste sumienie, bo nie uległem powszechnej prounijnej propagandzie i w referendum akcesyjnym głosowałem "przeciw", ale naprawdę nie cieszę się z tego mojego czystego sumienia, bowiem niestety obrany kierunek rozwoju UE jest taki, którego wtedy się ogromnie bałem. A tym kierunkiem - powtórzę już nie wiem, który raz -  jest budowa lewackiego Jednego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie, no może wspólnie z Brukselą, bo tam są bizantyjskie budynki i budowle wybudowane dla postkomunistycznych elit całej UE. 

Jednak tak naprawdę ta budowa Jednego Państwa Europa była prowadzona "krok po kroczku" i niejako "w ukryciu". Dopiero bowiem 1 marca 2017 roku KE "odkryła karty" i formalnie w tzw. "Białej  księdze w sprawie przyszłości UE" [7] jednoznacznie wymieniła tylko jedno źródło ideowe jej dalszego rozwoju – właśnie napisany w duchu ideologii marksistowskiej Manifest z Ventotene. Jego autorzy zakładają centralizację (nazywaną federalizacją) Europy, niezależnie od woli mieszkańców kontynentu.

Tak dygresyjnie... Jakże symptomatyczne jest to totalitarne określenie "niezależnie od woli mieszkańców kontynentu" i jakże podobne do określenia twórcy ideowego nazizmu i komunizmu Karola Marksa: "Klasy i rasy, które są zbyt słabe, żeby opanować nowe warunki życia, muszą zniknąć..." [8]. 

Warto też wiedzieć, że w umowie koalicyjnej obecnego rządu w Niemczech zawarto postulat dążenia do zbudowania takiego jednego państwa Europa i chce to osiągnąć bez żadnego wystrzału i jakiejś III WŚ.  

Realizacja postulatu centralizacji (federalizacji) oczywiście oznacza ni mniej ni więcej jak likwidację suwerennych i niepodległych państw europejskich, które w nowym Związku Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRR - bis) będą odgrywały rolę landów/województw/republik. 

Naprawdę. W 2003 roku głosowaliśmy a w 2004 roku przystępowaliśmy do innej UE niż jest dzisiaj a do tego dochodzą jeszcze inne uwarunkowania geopolityczne, które wyrażają się np. poprzez hipotetyczne porozumienie między Niemcami i Rosją mające na celu podział wpływów tych krajów w Europie. Niemcy mają dominować - poprzez scentralizowane  jedno państwo europejskie - w krajach, które dziś lub w przyszłości są (będą) członkami Unii Europejskiej, natomiast wpływy Rosji mają po ich zachodniej stronie obejmować m.in. Ukrainę i Białoruś (może i część małych krajów nadbałtyckich). A wszystko ma zmierzać do budowy Eurazji od Władywostoku do Lizbony oraz radykalne zmniejszenie (likwidację) w tej Eurazji wpływów USA. 

Wobec tego Polska ma tak naprawdę dwa wyjścia: albo czekać cierpliwie na samoistny upadek dzisiejszej UE albo po prostu dokonać Polexitu! Pierwszy sposób na bycie w UE jest bezsensowny, bo zanim UE upadnie to jeszcze zdąży narobić zbyt wiele szkód. Zostaje więc Polexit! 

Ja o wyjściu z UE gaworzę już od lat a tym samym nie podzielam optymizmu, że w UE trzeba być, żeby ją zmienić. Jej się nie da zmienić i trzeba zrobić wszystko, żeby upadła nawet przez nasz Polexit!. Wtedy będzie można zbudować coś nowego i racjonalnego, np. w stylu EWG-bis.

P.S.

Można jeszcze poczekać do krajowych wyborów europarlamentarnych, które akurat w Polsce odbędą się najprawdopodobniej 9 czerwca 2024 roku. Wtedy dowiemy się czy mieszkańcy Europy z różnych krajów zmądrzeli czy też chcą dalej tonąć w tym eurokołchoźnikowym, postkomunistycznym bagnie. Jeżeli dzięki tym wyborom radykalnie zwiększy się rola konserwatystów z frakcji EKR (Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów) to jeszcze będzie można trochę pomarzyć o zmianie obecnego kierunku rozwoju w samej UE. 

Jeżeli zaś wszystko zostanie "po staremu" i dalej unijne elity będą dążyć z sukcesami do powstania Jednego Superpaństwa Europa to przyjdzie nam wyjść z takiej UE, ale niestety będzie się to wiązało z koniecznością przedwczesnych wyborów parlamentarnych w Polsce. 

[2] Co nas czeka po likwidacji gotówki i rewolucji neomarksistowskiej? - czytaj: https://krzysztofjaw.blogspot.com/2021/01/co-nas-czeka-po-likwidacji-gotowki-i.html
[3] Dlaczego posiadanie własnej waluty jest koniecznością? - czytaj: https://krzysztofjaw.blogspot.com/2021/01/dlaczego-posiadanie-wasnej-waluty-jest.html
[7] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?uri=COM:2017:2025:FIN - warto naprawdę przeczytać ten komunistyczny bełkot  


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 

Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

piątek, 11 marca 2022

Przestroga dla Ukrainy w sprawie UE


Ukraińcy!

Ja wiem, że chcielibyście wejść do UE i NATO, ale ja Was przestrzegam - drodzy Ukraińcy - przed wstąpieniem do tej obecnej struktury UE. Jest to zupełnie inna wspólnota niż prawdopodobnie Wasze o niej wyobrażenie. Jeżeliby ją do czegoś przyrównać to tylko do uwspółcześnionej wersji ZSRR, którą ja nazywam Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRE) a przynajmniej takie są cele dzisiejszych, lewackich elit unijnych. 

Wy dziś patriotycznie walczycie o swój kraj, o swój naród, o swoją integralność granic i własną państwowość. Czyli tak naprawdę walczycie o coś, co dla obecnej UE jest całkowicie obce i przestarzałe, o coś, z czym walczy dziś cały lewacki świat a już unijny najbardziej. 

Przecież taka Wasza patriotyczna postawa jest tak naprawdę dla elit unijnych czymś, co one chcą zniszczyć, bowiem dla nich takie wartości jak patriotyzm, niepodległość, suwerenność, wolność, honor, państwo, ojczyzna, naród, tradycja, wiara, rodzina, własność są pojęciami, które z poszczególnych narodów trzeba wyplenić w imię postmarsksitowskiej rewolucji kulturowej. 

Spójrzcie! Nowy rząd niemiecki, który jest liderem UE chce zlikwidować państwa narodowe a w to miejsce stworzyć jakąś tam kuriozalną Jedną Sfederalizowaną i Scentralizowaną Europę, bez państw, narodów, granic narodowych. Czyli przyszłościowo też zamierza zniszczyć Wasze Państwo, Ukrainę!

Chcielibyście powrócić do czasów ZSRR i nie mieć własnego państwa, o które teraz tak heroicznie walczycie? Chcecie, aby był w takiej UE jeden europejski prezydent, jeden europejski rząd a nie było Waszego Prezydenta, Waszego Rządu? Do takiej przyszłościowo UE chcielibyście należeć?

Tak. My jako Polska wstępowaliśmy do UE w 2004 roku i była to wówczas zupełnie inna wspólnota a przynajmniej tak nam się wydawało, bo chcieliśmy tak naprawdę drugiego EWG rozszerzonego o nowe kraje. Niestety rozwój tej UE obrał bardzo zły kierunek: zamiast być nową formą EWG stał się (lub staje się) drugim ZSRR, IV Rzeszą Niemiecką ze stolicami w Berlinie i Brukseli. 

Ale faktycznie... może jednak winniście starać się o przystąpienie do UE, bo proces ten będzie trwał co najmniej kilka lat a do tego czasu być może UE powróci do swoich korzeni albo... jak każdy totalitaryzm się rozpadnie. A w tym czasie - jako kandydat aspirujący do UE - może łatwiej Wam będzie uzyskać środki na powojenną odbudowę Waszej Ojczyzny. 

Natomiast apeluję do Was o zweryfikowanie hierarchii ważności celów Waszej polityki zagranicznej. Na pierwszym miejscu - moim zdaniem - winniście postawić dążenie do przystąpienia do NATO. To największy na świecie sojusz wojskowy, ale też polityczny. Na nim winniście budować swoją przyszłość a nie na niepewnej UE. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

sobota, 28 marca 2020

Czy jest nam potrzebna UE?

Premier M. Morawicki powiedział wczoraj, że tak naprawdę UE jeszcze nie udzieliła żadnej pomocy w walce z koronawirusem jej poszczególnym członkom a wszystkie działania antykryzysowe podejmują państwa narodowe.

Powiedział dokładnie tak: "Niestety dzisiaj Unia Europejska nie dała jeszcze żadnego eurocenta na walkę z koronawirusem. Widać, że w takich bardzo trudnych czasach, najważniejsze są państwa, państwa narodowe, Polacy to doceniają, doceniają to wszyscy obywatele Unii Europejskiej, no bo niestety reakcje Unii Europejskiej są, może powiem - są jakie są, każdy może je zaobserwować, bo o tym, że to nie są nowe pieniądze wypowiedzieli się również członkowie Komisji Europejskiej, więc to pozostaje poza jakąkolwiek wątpliwością. 

Jednak wierzę, że w sposób spóźniony, po odpowiedniej stymulacji, ona była również wczoraj, mówili o tym premier Hiszpanii, premier Włoch, premierzy Grupy Wyszehradzkiej wraz ze mną i kilku innych krajów, bardzo mocno podnosząc, że jeżeli Unia Europejska ma utrzymać zaufanie obywateli musi odpowiedzieć w sposób adekwatny (...) Poczekamy. Mam nadzieję, że (ta pomoc) będzie. Na razie odpowiedź jest po stronie państw narodowych i to warto, żeby wszyscy wiedzieli, warto żeby każdy to sobie też uświadomił, że walka z tymi przeciwnościami losu, zarówno od strony mechanizmów podażowych, popytowych, jak i fiskalnych odbywa się poprzez budżety poszczególnych państw członkowskich i tak samo działamy my" [1].

Oczywiście zaraz posypały się na niego głosy krytyki mówiące, że przecież UE już dała takie środki, ale zapomnieli dodać, że to są pieniądze już dane wcześniej beneficjentom a teraz tylko pozwolono wykorzystać je w czasie tego epidemicznego kryzysu a nie później. Z punktu widzenia UE jest to żadna pomoc wymagająca od niej wysiłku i przygotowania jakichś specjalnych funduszy na walkę z koronawirusem.

Chodzi tutaj o sławetne 37,3 mld euro, które niby UE wysupłała ze swojego budżetu a jest to po prostu kłamstwo.  Oczywiście - jako kraj uzyskujący dotychczas dość dużą pomoc unijną - Polska w ramach przesunięcia własnych, już przyznanych przez UE środków ma otrzymać w dwóch transzach ponad 7,4 mld euro, najwięcej w Europie [2]. Tym niemniej dystrybucją tych środków zajmować się będą państwa narodowe a nie jakieś niepotrzebne biurokratyczne molochy unijne. Czyli jednak potrzebne są konkretne państwa, które są zdolne do natychmiastowej reakcji a nie unijnej inercji decyzyjnej.

O tzw. "solidarności unijnej" można teraz mówić raczej sarkastycznie. "Niemcy, Holandia i kilka innych państw nie zgadzają się na szerokie wykorzystanie Europejskiego Mechanizmu Stabilności (ESM) czy wypuszczenie tzw. koronaobligacji jako panaceum na kryzys wywołany przez koronawirusa" [3].

W odpowiedzi m.in. na takie stanowisko i brak porozumienia unijnych liderów w sprawie niezbędnych w tej sytuacji działań antykryzysowych UE wypowiedział się lider opozycyjnej włoskiej Ligi Matteo Salvini, który stwierdził: "To nie Unia, ale nora żmij i szakali (...) Najpierw pokonamy wirusa, potem zastanowimy się nad Unią. I jeśli będzie trzeba, pożegnamy ją, nawet nie dziękując" (...) To szaleństwo. Unia potrzebuje następnych piętnastu dni, by zdecydować co robić, komu i jak pomóc. W stanie pełnego kryzysu, gdy ludzie umierają, teraz na zapalenie płuc, potem może z biedy" (...) "W Berlinie i Brukseli nie zrozumieli, że ludzie umierają" (...) "Jeśli taka jest Unia, to jest to obrzydliwość. A dajcie sobie siana" [4].

Lepiej jak M. Salvini bym tego nie ujął.

Ale również prezydent Włoch Sergio Mattarella podczas orędzia do narodu wezwał Unię Europejską do podjęcia zdecydowanych działań w walce z koronawirusem. Sergio Mattarella wyraził nadzieję, że Wspólnota "zda sobie sprawę z zagrożenia jakim pandemia jest dla Europy, zanim będzie za późno (...) Niezbędne są nowe wspólne inicjatywy, które zastąpią przestarzałe mechanizmy, niezdolne stawić czoła dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazła się Europa" [5].

Również tydzień temu premier Hiszpanii Pedro Sanchez wezwał Unię Europejską, aby w związku z pandemią koronawirusa opracowała „nowy plan Marshalla”. Miałby on pomóc odbudować europejską gospodarkę i usprawnić walkę z ekspansją SARS-CoV-2. Nie spotkało się to z żadną reakcją UE, więc Hiszpania "poprosiła w końcu NATO o pomoc w uzyskaniu masek zdrowotnych – obecnie najbardziej poszukiwanego produktu na świecie – ale także respiratorów i szybkich testów, co potwierdził szef hiszpańskiej obrony narodowej, gen. Miguel Villarroya. I chociaż NATO nie dysponuje dużymi zapasami wymienionych materiałów, to jednak pakt wojskowy w wyjątkowych sytuacjach upoważnia uzyskanie ich od innych państw członkowskich" [6].

Ogólnie UE nie sprostała wyjątkowej sytuacji związanej z epidemią koronawirusa. Inercja, brak solidarności unijnej, biurokracja, brak empatii, ignorancja i arogancja UE wskazuje, że po epidemii musi nastąpić głęboka reforma UE i zmiana jej kierunku rozwoju. UE w dzisiejszej walce jest zupełnie niepotrzebna a do tego niemrawo nieskuteczna: wracają granice międzypaństwowe, pomoc obywatelom finansowana jest przez budżety narodowe, od poszczególnych narodowych systemów ochrony zdrowia zależy ich efektywność, wszelkie decyzje podejmują lokalne rządy nie oglądając się na jakąś sztuczną formę abstrakcyjnej sztuki jaką jest współczesna UE.

Zauważmy, że piewcy obecnej UE pochowali się w zaciszu gabinetów, nie widać ich nigdzie... gdzie
Frans Timmermans , gdzie Guy Verhofstadt i inne tego typu persony? Nie ma ich i wypłyną po epidemii przekonując nas, że teraz to już nadszedł czas "na więcej Unii w Unii". To - wedle mnie - będzie kompletnie niewiarygodne i absurdalne stwierdzenie, bowiem po epidemii winniśmy wrócić do państw narodowych, do Europy Ojczyzn, jaką była m.in. EWG.

Te wszystkie instytucje obecnej unii w stylu PE, KE i inne są zupełnie niepotrzebne i tyle. To tylko balast, który powoduje stopniowe zatapianie naszego europejskiego kontynentu, naszej łacińskiej cywilizacji.



[1] https://wpolityce.pl/polityka/493208-premierue-musi-wlaczyc-sie-w-walke-ze-skutkami-koronawirusa
[2] Zobacz szerzej: https://wpolityce.pl/polityka/491256-kuzmiuk-po-decyzji-ke-opozycja-musiala-przezyc-cios
[3] https://forsal.pl/artykuly/1463824,nie-bedzie-unijnej-bazooki-przeciw-kryzysowi-niemcy-i-spolka-zglaszaja-weto.html
[4] https://niezalezna.pl/319206-salvini-nie-przebiera-w-slowach-ue-to-nora-zmij-i-szakali-pozegnamy-ja-nawet-nie-dziekujac
[5] https://www.tvp.info/47309709/koronawirus-prezydent-wloch-wzywa-ue-do-podjecia-zdecydowanych-dzialan-w-walce-z-pandemia-wieszwiecej
[6] http://fpg24.pl/artykuly/czytaj/rosja-pomaga-wlochom-hiszpania-prosi-o-wsparcie-nato-czy-unia-europejska-slabnie

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 6 stycznia 2020

ECO - kolejna międzynarodowa waluta...

... i kolejne zbliżanie się do globalistycznej jednej waluty światowej w ramach koncepcji Nowego Porządku Światowego/Jednego Rządu Światowego (NWO).

W swoim tekście pt. "Czy to już namiastki Rządu Światowego i NWO?" pisałem o istniejących na świecie uniach polityczno-gospodarczych jako formacjach organizacyjnych przygotowujących fundamenty pod przyszłe powstanie Jednego Rządu Światowego/NWO. O Uniach afrykańskich napisałem:

"Na razie istnieje zalążek przyszłej kompleksowej integracji afrykańskiej: Unia Afrykańska (UA), czyli "organizacja międzynarodowa o charakterze politycznym, wojskowym i gospodarczym, obejmująca swym zasięgiem wszystkie państwa afrykańskie (oprócz Maroka, choć w 2017 roku Maroko jednak wyraziło zgodę na przystąpienie do Unii ) powołana w miejsce Organizacji Jedności Afrykańskiej 9 lipca 2002 roku na szczycie w Durbanie". (Źródło - http://pl.wikipedia.org/wiki/Unia_Afryka%C5%84ska). Zarzewie ewentualnego oporu zostało zlikwidowane poprzez rewolucje: egipską, tunezyjską, i libijską.

Ponadto istnieje jeszcze Wspólnota Gospodarcza Państw Afryki Zachodniej (fr. Commuauté Économique des États de l’Afrique de l’Ouest, CEDEAO; ang. Economic Community of West African States, ECOWAS) jako regionalna organizacja zrzeszająca 15 państw Afryki Zachodniej powstała na mocy traktatu z Lagos podpisanego 28 maja 1975. Głównym celem ECOWAS jest promowanie integracji gospodarczej. Należą do niej: Benin, Burkina Faso, Gambia, Ghana, Gwinea, Gwinea Bissau, Liberia, Mali, Niger, Nigeria, Republika Zielonego Przylądka, Senegal, Sierra Leone, Togo i Wybrzeże Kości Słoniowej a starania o przyjęcie złożyło Maroko" [1].

I teraz dowiadujemy się, że większość państw zrzeszonych w ECOWAS przyjęło deklarację o powstaniu nowej waluty pod nazwą ECO. Deklarację w tej sprawie złożyły następujące kraje: Ghana, Benin, Burkina Faso, Guinea-Bissau, Mali, Niger, Senegal, Togo i Wybrzeże Kości Słoniowej [2].

Emitentem nowej waluty będzie Centralny Bank Państw Afryki Zachodniej (BCEAO).

Centralny Bank Państw Afryki Zachodniej (BCEAO) (Fot: Central Bank of West African States (BCEAO) in Dakar/Wikimedia/Domena Publiczna), za: https://www.money.pl/pieniadze/afryka-chce-wspolnej-waluty-eco-gotowe-jest-przyjac-9-krajow-6464332185036929a.html

Oficjalnym powodem powodem powstania nowej międzynarodowej waluty jest oczywiście zacieśnienie integracji gospodarczej tych państw oraz tzw. "uwolnienie Afryki od powiązań walutowych z Francją i zastąpienie zachodnioafrykańskiego franka". Gwarantem jej wymienialności ma być EURO, a nie jak do tej pory Francja [2].

Nietrudno logicznie zauważyć, że powstanie nowej waluty opiera się na doświadczeniach wprowadzania w Europie EURO i jest to niemal bliźniaczy projekt. Świadczy o tym chociażby wskazany fakt ustanowienia gwarantem jej wymienialności walutę EURO i niemal identyczna struktura funkcjonowania Europejskiego Banku Centralnego i Centralnego Banku Państw Afryki Zachodniej. 

Kto zaś zawiaduje tymi bankami? Również nietrudno się domyślić, że międzynarodowa finansjera spod znaku rodzimy Rothschildów, która onegdaj utworzyła sobie prywatny bank centralny, amerykański FED oraz ma pośredni lub bezpośredni wpływ na Bank Anglii i niemal na wszystkie banki centralne świata [3], [4].

Natomiast wielu ekonomistów uważa, że być może ów projekt wprowadzenia waluty ECO jednak zakończy się klęską. Wskazują oni, iż różnice w poziomie rozwoju poszczególnych państw afrykańskich liczone m.in. deficytem budżetowym są na tyle duże, że może powstać coś na kształt sytuacji w krajach unijnych, gdzie na wprowadzeniu EURO zyskały jedynie kraje najbogatsze (np. Francja czy Niemcy) a kraje mniej rozwinięte zostały pozbawione możliwości kształtowania swojej sytuacji gospodarczej za pomocą kursów własnej waluty, co spowodowało m.in. wzrost cen czy też zwiększenie się deficytu w obrocie zagranicznym [5].  Moim zdaniem jednak sytuacja taka nie nastąpi i międzynarodowa finansjera nie dopuści do klęski projektu ECO. 

Od dawna zaś możemy też usłyszeć o projektowaniu nowej światowej waluty, która obejmowałaby swym zasięgiem jak największą liczbę krajów, przy czym proces ten musi być stopniowy a według mnie ta stopniowalność polega właśnie najpierw na powstawaniu lokalnych unii monetarnych i tym samym nowych walut (EURO, ECO, AMERO jako przyszła waluta USA, Kanady i Meksyku, może waluta unii euro-azjatyckiej, którego inicjatorem jest Rosja) by następnie połączyć je w jedną walutę światową kontrolowaną przez Bank Światowy. Sądzę, że do tego dążą tzw. globaliści i w ramach nich prywatna międzynarodowa finansjera i nie ważne jest źródło, z którego słychać dążność do takowej waluty [6]. Oznaczałoby to też koniec USD jako światowej waluty wymiany w transakcjach międzynarodowych a także koniec umownej waluty wymienialnej zwanej SDR składającej się z koszyka kilku walut w proporcjach: dolar – 41.9 %, euro – 37,4 %, funt – 11,9 %, jen – 9,4 %.

Jest to - wedle mnie - scenariusz katastrofalny dla ludzkości, bowiem - gdyby powstała wspólna waluta światowa - oznaczałby totalne ubezwłasnowolnienie finansowe każdego kraju i ludzi w nim mieszkających. 

Czy mam rację?

[2] https://www.money.pl/pieniadze/afryka-chce-wspolnej-waluty-eco-gotowe-jest-przyjac-9-krajow-6464332185036929a.html
[3] https://wolnemedia.net/lista-bankow-centralnych-posiadanych-przez-rothschildow/
[4] http://amerbroker.pl/?go=content&action=show&id=263
[5] https://pcsa.org.pl/czy-wspolna-zachodnioafrykanska-waluta-eco-ma-szanse-na-powodzenie/
[6] m.in.: https://mojafirma.infor.pl/kursy-walut/rynek-walutowy/687392,Wspolna-swiatowa-waluta-czym-zastapic-dolara.htmlhttps://wyborcza.pl/1,155287,6815811,Nowa_swiatowa_waluta__To_nieuniknione.html,https://pl.wikipedia.org/wiki/Amero  oraz ciekawy artykuł: http://www.geopolityka.org/analizy/jakub-bizon-swiatowa-waluta-jest-koniecznoscia

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 12 września 2019

Żydzi i antypolska ustawa 447


Trzeba z Żydami negocjować ostro. I trzeba bardzo ostro. Wtedy Żydzi faktycznie zechcą z nami rozmawiać, bo dopóki państwo jest słabe to po prostu Żydzi je wykorzystują a Polska jest szczególnym przypadkiem, od której Żydzi żądają ogromnych odszkodowań (reparacji) wojennych, choć to właśnie tylko Niemcy winni płacić Żydom, ale i Polakom, i tyle.

Teraz przed najbliższymi wyborami najwięcej mogą ugrać od Polaków. Więcej niżby się spodziewali. PiS w tym obszarze  niemal nas sprzedał i nie ma już nic na swoją obronę. No chyba, że udowodni namacalnie swoje werbalne zapewnienia o tym, że Polska nie zapłaci żadnej złotówki odszkodowań za utracone i bez-spadkowe mienie żydowskie. Tak deklarują i J. Kaczyński, i M.Morawiecki. Mam nadzieję, że to nie są tylko słowa. Powtórzę: za to mienie winni natomiast płacić jedynie Niemcy, bo to Oni wywołali II WŚ i one ponoszą całkowitą winę za tę wojnę. A okupowana przez nich Polska nie miała nic do gaworzenia na ten temat. A przecież jedynie w Polsce groziła śmierć za pomaganie Żydom a jednak pomagaliśmy i to gremialnie, i dotąd nie było ze strony żydowskiej żadnych objawów wdzięczności a wprost przeciwnie.

Ja rozumiem Żydów. Ich "Przedsiębiorstwo Holocaust" musi się kręcić a Niemcy stwierdzili, że już wszystko Żydom zapłacili.  Więc teraz poszukują innych podmiotów, od których można by zdobyć tak przez nich lubianą kasę, ale dlaczego od Polaków, którzy nigdy nie splamili się współpracą z hitlerowskimi Niemcami a dzięki nam wojnę przeżyło tysiące Żydów? Tego to ja już nie jestem w stanie zrozumieć wedle cywilizacji łacińskiej, ale cywilizacja żydowska rządzi się innymi prawami zawartymi w Talmudzie, o którym często piszę i pisać będę. Duża część Żydów jest po prostu antypolska na co wskazywałem w moim poście: "Ustawa 447 JUST i źródła antypolskości dużej części Żydów" opublikowanym 07.08.2019 roku a wskazującym powody, że tak w części Żydzi nas nienawidzą.

Ale czy werbalne deklaracje - wobec zaniechania ustawy IPN o walczeniu z oszczerstwami na temat Polski - przekują się w realne działania? Znów mam nadzieję, że tak.

Swego czasu nagłówkami były m.in.: „Atak na polskiego ambasadora w Izraelu”; „Ambasador Azari tonuje sytuację”; „Izraelska delegacja jednak przyjechała do Polski? "Rozmowy bez udziału rządu". Sprawa dotyczy ustawy 447”, „Ambasador Mosbacher kokietuje Polaków wizami”…, itd., itp.

Wtedy jak natrętna mucha dopadało mnie wspomnienie nieco starszych nagłówków: „Kneset obradował na Wawelu”; „Prezydent USA Donald Trump podpisał ustawę 447”; „Restytucja mienia ofiar Holocaustu otwarta”; „IPN nabiera wody w usta w sprawie ustawy 447”; „Był Sejm, teraz Pałac Prezydencki. Andrzej Duda zapalił świece chanukowe” (dlaczego w Izraelu nie ma wigilii w Knesecie?), „Tajne negocjacje wokół roszczeń żydowskich", "Polski rząd gości w Izraelu i tam prowadzi jakieś wspólne obrady", "Wyciekła notatka MSZ”, "Żydzi żądają spisu naszych dóbr muzealnych"…, itd.

Włączyłem wtedy telewizor i widziałem, jak w Sejmie poseł Winnicki krzyczy zdesperowany w kierunku ław partii rządzącej: „Sprzedaliście Polskę Żydom!", a wtedy marszałek Kuchciński odebrał mu głos wyłączając mikrofon. To nie przystoi marszałkowi choćby dlatego, że w Polsce mamy pluralizm polityczny i niewulgarne wypowiedzi winny też mieć możliwość zaistnienia w przestrzeni polityczno-publicznej. Nie można tedy ograniczać wypowiedzi i sprzyjać dychotomii: albo PiS albo PO. To nie jest tak,że jesteśmy skazani tylko i wyłącznie na te dwie partie: powstają też inne np. na prawo od PiS-u jak Konfederacja, która - dostawszy się do Sejmu - może odgrywać taką rolę jak Jobbik na Węgrzech.

Z tym, że niestety takie partie powstają raczej przed wyborami, nie mają ugruntowanej pozycji politycznej, nie mają pieniędzy na swoją działalność, mają chaotyczny program powstały ad hoc i nie są wyraziste. Ich dotychczasowy program dotyczył niemal tylko i wyłącznie krytyki ustawy 447 a do budowania swojej pozycji to nie wystarczy. Poza tym niepotrzebnie np. Konfederacja dobiera sobie takich ludzi jak J. Korwin-Mikke, polityk na wskroś skompromitowany. Trzeba być cierpliwym i czekać jeszcze cztery lata korzystając z dotacji dla partii politycznych, które przekroczyły 3% głosów a owa Konfederacja ma na to szanse, ale obawiam się, że i tak po wyborach ta partia się rozpadnie a szkoda. No chyba, że przez te cztery lata będzie zdolna stworzyć swoje struktury i będzie mogła przystąpić do następnych wyborów jako partia (koalicja) okrzepła i zwiększająca swoje znaczenie. Tylko czy tak się stanie? Moim zdaniem niestety nie...

Wracając jednak do ustawy 447. Sądzę, że wszystko rozstrzygnie się po wyborach parlamentarnych wedle nawet zaleceń żydowskich, bowiem szczególnie amerykańscy Żydzi jak na razie czekają aż wygra w Polsce PiS i być może wtedy zacznie się intensyfikacja żądań żydowskich wobec Polski. Ale jakby nawet wygrała PO to by Żydzi i tak intensyfikowali w tym obszarze swoje działania. Nieprzypadkowo uchwalono ustawę 447, żeby z niej nie skorzystać, dlatego śmieszą mnie zapewnienia, że to nie jest ważne i nie ma znaczenia... To po co tę ustawę Żydzi forsowali i została przyjęta? Chyba nie dla "zabawy politycznej".

Ja dalej wierzę, że Polska tym żądaniom nie ulegnie, szczególnie po werbalnym zapewnieniu J. Kaczyńskiego i M. Morawieckiego, które ja dobrze pamiętam. Tym bardziej, że takich sum nie mamy, więc Żydzi (zgodnie z ustawą 447) mogą żądać od nas mienia nieruchomego w postaci ziemi, lasów, wód, budynków (w tym szpitali i kamienic), lasów (już to przerabialiśmy za rządów PO-PSL i dzięki PiS-owi owa ustawa dotycząca lasów upadła) a nawet przedsiębiorstw z przewagą polskiej państwowej własności. Może też zechcą od nas żądać wartościowych dzieł sztuki. Trzeba się temu jednoznacznie przeciwstawić a nowemu rządowi trzeba po prostu "patrzeć na ręce". Może warto też w czasie kampanii wyborczej pytać polityków jaki jest ich stosunek do ustawy 447 i bezprawnych roszczeń żydowskich wobec Polski. Jest to bardzo ważne dla naszej przyszłości, abyśmy w pewnym momencie nie obudzili się w Judeopolonii, której idea wśród części Żydów jest nadal aktualna.

Musimy sobie zdawać sprawę z faktu, że nie jesteśmy żadnym mocarstwem i musimy oprzeć się na jakichś sojusznikach. Mamy do wyboru albo kondominium niemiecko-rosyjskie (niemiecka UE + Rosja) albo kondominium USA-Izrael.  Naprawdę nie wiem co dla nas jest korzystniejsze. Osobiście raczej wolałbym USA, przy czym też z nimi musimy negocjować twardo i to bardzo, bowiem USA też wolą dobry interes niż zapowiedzi jego zrealizowania.  A konkrety dotyczące zakupu militariów bywają dla nich ważniejsze niż polityka, choć cena tych nowoczesnych militariów jest bardzo wysoka.

Natomiast kondominium niemiecko-rosyjskie nawet historycznie jest dla nas zabójcze i zawsze tak było. Dziś winniśmy wykorzystać korzystną dla nas koniunkturę geopolityczną. Należy ją wykorzystać do wzmocnienia  Polski, jej gospodarki i obronności, bo tylko z państwem w miarę silnym liczą się inni. Dlatego cieszę się, że wzmacniamy tą naszą obronność a gospodarka rozwija się jak na razie bardzo dobrze. Ciszę się, że mimo wszystko D. Trump jest przychylny Polsce, co przekłada się nawet na poparcie przez niego idei Trójmorza pod przewodnictwem Polski. Wierzę też, że USA nie przyjdzie do głowy jakiś drugi "reset" w kontaktach z Rosją jak było to za czasów B. H. Obamy.

Zminimalizowanie skutków ustawy 447 będzie na pewno wielkim wyzwaniem dla nowego rządu i powtórzę... z Żydami winniśmy mieć dobry kontakt, ale na warunkach partnerskich a nie w roli poddanych.

P.S.
Tak dygresyjnie. W Parlamencie Europejskim jest też Europejski Parlament żydowski. Zawsze się zastanawiam, ilu europosłów przynależy do niego. Szukałem wszędzie, ale nie znalazłem żadnej informacji na ten temat a sądzę, że byłoby to ważne i tłumaczące wiele rzeczy.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 4 sierpnia 2019

Europejskie dotacje i polskie długi. Historia uzależnienia...

Co jakiś czas piszę o Unii Europejskiej i jej zbawiennego wpływu dla Polski. Dotyczy to przede wszystkim kwestii ideologicznych, fatalnego jej kierunku rozwoju w stronę Jednego Państwa Europa, ale też poszukuję informacji na temat wyimaginowanych korzyści z tzw. dotacji unijnych [1].

Jedną z ciekawszych pozycji książkowych opisujących korzyści lub straty gospodarcze jest książka Pana T. Cukiernika z 2015 roku pt.: "Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa" (2015). Zresztą bardzo cenię autora nie tylko ze względu na tę książkę, ale też jego bieżące komentarze na swoim blogu [2]. Szczerze polecam.

Pod koniec kwietnia tegoż roku na portalu pch24.pl T. Cukiernik przedstawił swój krótki artykuł pod tytułem takim jak tytuł mojej notki [3].

Szczerze powiedziawszy, mimo, że śledzę publikacje autora, ten jakoś przeoczyłem. Dlatego też - co robię bardzo rzadko - postanowiłem go w niniejszym poście przedstawić w całości. Tym bardziej, że naprawdę jest pouczający i rozwiewający niektóre mity narosłe wokół tzw. pomocy unijnej.

------------------------------------------------

1 maja mija 15 lat od przystąpienia Polski do niemiecko-francuskiego projektu politycznego nazywanego Unią Europejską. Czy pod względem gospodarczym to dobrze wykorzystany czas dla Polski?

Zacznijmy od unijnych dotacji, bo jest to temat najbardziej nośny i mamy tu do czynienia z największymi manipulacjami. Z informacji Ministerstwa Finansów wynika, że w ciągu 14 lat i 11 miesięcy (do końca marca 2019 roku) transfery finansowe z Unii Europejskiej do Polski wyniosły 163,7 mld euro. Z kolei polskie wpłaty oraz zwroty środków do budżetu UE sięgnęły w tym okresie sumy 53,9 mld euro. Oznacza to, że Polska „zyskała” 109,8 mld euro, czyli za każde wpłacone euro otrzymaliśmy 3 euro. Jednym słowem, składka to 1/3 wartości dotacji unijnych. Na przeciętnego Polaka przypadło do zapłaty przez ten cały okres około 6 tys. zł. Niestety, nie są to wszystkie koszty po stronie polskiej.

Dotacje generują koszty

Do tego należy doliczyć gigantyczne koszty biurokratyczne zarówno związane z rozdysponowywaniem, jak i absorpcją unijnych pieniędzy. Powstał cały przemysł zajmujący się pisaniem wniosków o unijne dotacje, opłacany nie tylko przez beneficjentów tych środków, ale również przez niedoszłych beneficjentów, którzy stracili mnóstwo czasu, pieniędzy i wysiłków na ubieganie się o dotacje, których ostatecznie nie dostali. Z różnych powodów wiele podmiotów musiało też zwracać otrzymane wcześniej pieniądze. Ponadto w związku z braniem dotacji konieczne jest prefinansowanie i współfinansowanie projektów, które często kosztują znacznie więcej tylko dlatego, że są dotowane. Unia wymaga także brania kredytów, za co też trzeba przecież płacić odsetkami.

Ale unijne fundusze generują także koszty innego rodzaju. Po pierwsze, dotacje są rodzajem ingerencji w rynek, co powoduje, że całe branże przechodzą w sektora prywatnego „pod opiekę” urzędniczą, jak np. szkolenia. I w efekcie to urzędnik, a nie klient decyduje co jest realizowane. Czasami są to całkowicie niepotrzebne rzeczy, jak absurdalne systemy kolejkowe w służbie zdrowia, które psują się po kilku dniach od zainstalowania. Po drugie, z powodu czekania na kwestie formalne i na wypłatę beneficjenci są zmuszeni do przesuwania inwestycji w czasie. Po trzecie, dotacje stanowią nieuczciwą konkurencję beneficjentów wobec firm, które ich nie biorą. Po czwarte, dotacje są zaproszeniem do malwersacji finansowych i nieuczciwego wyłudzania pieniędzy, z czym nagminnie mamy do czynienia nie tylko w przypadku wypłat realizowanych przez ARiMR. Po piąte, przy okazji brania dotacji jest całe mnóstwo regulacji, które mogą położyć niejedną firmę, np. w przypadku dotacji na budowę sieci światłowodowych.

Podobne argumenty można wymieniać w nieskończoność. Dlatego – jak podsumowuje europoseł Ryszard Czarnecki – jest to często postawienie na głowie strategii inwestycyjnej, bo robi się strategię pod to, na co Unia może dać pieniądze, a nie pod to, co jest rzeczywiście potrzebne z punktu widzenia mieszkańców. W tym zakresie europoseł chwali działania premiera Węgier Wiktora Orbana. Jemu Bruksela wycofała wsparcie dla szeregu inwestycji, na które wcześniej wydała zgodę. Wtedy premier Orban pokazał, że to samo można zrobić w 100% jako państwo węgierskie i propagandowych tabliczek unijnych nie stawiać…

Rośnie handel, inwestycje i… długi

Ale Unia Europejska to nie tylko dotacje. To przede wszystkim wspólny rynek (wolny przepływ towarów, usług i kapitału) z ponad 500 milionami konsumentów, co daje przedsiębiorcom olbrzymie pole do rozwoju swojej działalności. Handel zawsze jest korzystny dla obu stron. Według danych Eurostatu, polski eksport zwiększył się z 47,5 mld euro w 2003 roku (ostatni cały rok przed wejściem do UE) do 220,7 mld euro w 2018 roku, czyli o 365%, a import w tym czasie wzrósł z 60,3 mld euro do 225,7 mld euro, czyli o 274%. Jednak dla pełniejszego obrazu należy dodać, że według danych GUS, łączny deficyt w wymianie handlowej Polski w latach 2004-2018 wyniósł ponad 131 mld euro.

Po wejściu do Unii Europejskiej mocno wzrosły także inwestycje zagraniczne w Polsce, ale również polskie inwestycje poza granicami kraju, głównie w UE i Szwajcarii. Jednak w rezultacie nierównowagi obu tych trendów ujemna międzynarodowa pozycja inwestycyjna Polski netto, która oznacza, że Polska jest dłużnikiem netto w stosunku do zagranicy, bardzo się pogłębiła. Według danych NBP, w 2003 roku wyniosła ona minus 74,5 mld euro (38,9% PKB), a w 2017 roku – już minus 290,8 mld euro (61,2% PKB).

Jeszcze gorzej jest z finansami publicznymi. Nie ulega wątpliwości, że polityka unijna zachęca do zadłużania się, co rządy skrzętnie wykorzystują, by lepiej wypaść w oczach wyborców. I tak dług sektora instytucji rządowych i samorządowych, który w 2003 roku wynosił – zgodnie z danymi GUS – 394,1 mld zł, w 2018 roku przekroczył już kwotę 1034,3 mld zł. Stało się to mimo wyprowadzenia 150 mld zł z OFE i różnych sztuczek księgowych Ministerstwa Finansów m.in. wyłączających ze statystyk zadłużenie niektórych instytucji publicznych. A pamiętajmy, że gdyby nie członkostwo w UE, luka w VAT w ogóle nie byłaby możliwa. W tym czasie – według NBP – zadłużenie zagraniczne Polski wzrosło z 85 mld euro w 2003 roku do 312 mld euro w 2017 roku, czyli o 267%. Rekordem jest natomiast wzrost długu samorządów, co bezpośrednio wiąże się z realizacją projektów współfinanowanych przez UE. Otóż zadłużenie to w latach 2003-2018 wzrosło o niemal 370%!

Regulacje najbardziej szkodliwe

Jednak wydaje się, że największy koszt członkostwa Polski w Unii Europejskiej generowany jest przez konieczność przestrzegania unijnych regulacji. To efekt „ciężkiej pracy” tysięcy, różnej maści i proweniencji, lobbystów, którzy w ten sposób deformują unijny rynek w kierunku pożądanym przez swoich zleceniodawców, a na szkodę unijnych gospodarek i mieszkańców kontynentu.

„Sprawozdawczość, nowe normy, regulacje, biurokracja, więcej kontroli, nowe organy nadzoru, kary, utrudnienia, komplikacje, większa inwigilacja…” – europoseł Dobromir Sośnierz wymienia, co można znaleźć w jednym ze sprawozdań Parlamentu Europejskiego. Wymuszona unijnymi regulacjami konieczność montowania coraz nowszych systemów i normy emisyjne w samochodach powodują stopniowy wzrost ich cen. A skrajnie szkodliwym przykładem jest unijna polityka energetyczno-klimatyczna, która już niedługo po likwidacji „darmowego” przydziału praw do emisji CO2 będzie kosztowała Polskę grube miliardy. Przy niej stopniowe rugowanie ziół przez Brukselę jest mało istotnym szczegółem. Dlatego UE – zdaniem także europosła Sośnierza, który wytyka unijnym instytucjom arogancję i zarozumialstwo – tworząc zbyt wiele przepisów, jest zagrożeniem nie tylko dla wolnego rynku, ale także dla wolności obywateli.

W 2017 roku funkcjonowało aż 1076 dyrektyw dotyczących jednolitego rynku. Günter Verheugen, były unijny komisarz ds. przemysłu i przedsiębiorczości, szacował, że przepisy UE kosztują gospodarki krajów członkowskich 600 mld euro rocznie. To podobna suma do tej, jaką przed laty podał francuski profesor Patrick Messerlin. Wyliczył on, że unijne regulacje generują stratę ok. 5-7% PKB. W przypadku Polski przekłada się to na utratę ok. 1,4 bln zł (równowartość 3,5 aktualnych budżetów Polski) w ciągu 15 lat członkostwa.

W związku z tym stawiam tezę, że ta radosna twórczość unijnych instytucji w postaci regulacji, norm i innych przepisów, które utrudniają życie przedsiębiorcom i mieszkańcom jest najbardziej niekorzystną stroną członkostwa. Dlatego realną naprawę UE należałoby rozpocząć właśnie od deregulacji życia gospodarczego. Ale na to nigdy nie zgodzą się unijni władcy z Berlina i Paryża, którzy w ten sposób utrzymują swoją przewagę konkurencyjną nad gospodarkami pozostałej części kontynentu.

Tomasz Cukiernik

--------------------------------------------------


[1] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2019/05/czy-naprawde-skorzystalismy-na-ue.html (mój post z maja tegoż roku. Szczerze polecam, bo jest niejako uzupełnieniem tekstu Pana T. Cukiernika oraz rozszerzeniem poza tematy gospodarcze)
[2] http://tomaszcukiernik.pl/
[3] http://www.pch24.pl/europejskie-dotacje-i-polskie-dlugi--historia-uzaleznienia,67886,i.html#ixzz5v4o3QE6d

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

sobota, 27 lipca 2019

Unio Europejska! Co z Tobą dalej?

Unio Europejska! Dokąd wędrujesz i po co w ogóle istniejesz?

Kilka luźnych refleksji unijnych...

Jesteśmy świeżo po wyborach do Parlamentu Europejskiego.  Zmieniły one w pewnym sensie UE, ale tak naprawdę dotychczasowy kierunek jej rozwoju na razie się nie zmienia. Dalej rządzą dziwni zwolennicy jednego Państwa Europa zamiast konglomeratu niezawisłych państw europejskich, Europy Ojczyzn.

Może warto teraz trochę zastanowić się nie nad bieżącymi wydarzeniami, ale nad tym, co nas czeka w przyszłości i dokąd zmierza Unia Europejska. Może warto zadać jej pytanie: Europo, Unio Europejska, dokąd to wędrujesz i po co w ogóle istniejesz?

Jest wiele osób, dla których zbyt mało mówi się w Polsce o Unii Europejskiej sprowadzając dyskusję do wewnętrznych sporów politycznych a już okres przedwyborczy do jesiennych wyborów do parlamentu wszystkim odbiera czas na myślenie o UE, choć przecież tak niedawno właśnie wybory do PE rozgrzewały emocje.

A przecież de facto, nad czym boleję nieustannie, przeszło 80% nowych praw obowiązujących w Polsce powstaje w zaciszu rządu europejskiego, czyli w Komisji Europejskiej. Dobrze się stało, że szefem tej instytucji nie został Frans Timmermans, który organicznie nie nienawidzi  naszej konserwatywnej Polski i nie znosi Polaków oraz jest zwolennikiem idei budowy jednego państwa Europa. To, że nie został tym szefem możemy z czystą prawdą faktograficzną zawdzięczać naszemu premierowi M. Morawickiemu. Potrafił on stworzyć koalicję blokującą wybór tegoż Pana na to tak wyczekane przez niego stanowisko. Został wiceszefem, ale już nie ma nad sobą wiecznie zapijaczonego Junkersa a konserwatystkę "z jajami", która nie pozwoli mu rządzić wedle jego "widzi mi się". Jego rola została znacznie ograniczona i już jego stanowisko nie będzie oznaczało, że to będzie stanowisko całej KE.

Pomijam tu też bezsporny fakt, że tak naprawdę Parlament Europejski jest instytucją fasadową, nie mającą prawie już nic wspólnego z demokracją, ba staje się nawet kpiną z demokracji (np. wybory na przewodniczącego PE, gdzie znamy już jego nazwisko więcej niż dwa lata wcześniej i dla którego faktycznie nie ma nigdy żadnej konkurencji jak to drzewiej w demokracjach bywało). Ciałem, które realnie wpływa na Unię Europejską jest li tylko właśnie demokratycznie niewybieralna Komisja Europejska, czyli rząd UE!

I niestety, po przyjęciu Traktatu Lizbońskiego, odsetek praw powstających w Unii a nie w macierzystych krajach coraz bardziej się zwiększa. Rośnie też rola KE. Ostatnie projekty ściślejszej integracji budżetowej, fiskalnej, bankowej i innych, niemal już całkowicie zabierają suwerenność krajów członkowskich UE. Mam nadzieję, że to już przeszłość, ale to tylko nadzieja.

Czy taka tendencja jest zgodna z tym, czego chcieliby mieszkańcy Europy? Czy twór hybrydowy zwany Unią Europejską faktycznie jest tą wymarzoną strukturą jej funkcjonowania? Czy politycy unijni tworzą coś, co raczej jest oderwane od rzeczywistości i pragnień poszczególnych narodów a Unia Europejska jest raczej biurokratycznym molochem, który potrzebny jest tylko i wyłącznie politykom, biurokratom i syjo-globalno-unijnym elitom marzącym o jakiejś formie globalnego zarządzania Europą i światem? Czy obecna UE  nie jest w istocie projektem niszczącym suwerenność i niepodległość krajów do niej należących a tym samym nie jest twórczo rozwiniętą marksistowską koncepcją ZSRR i III Rzeszy? A może po prostu jest projektem tylko jednego kraju, czyli Niemiec, które chcą podporządkować sobie kontynentalną część Europy? Na razie nie wiemy jak to będzie teraz w nowym parlamencie, bo przecież Europejczycy dali żółtą kartkę dla UE a UK teraz - za nowego premiera Borisa Johnsona - wyjdzie z tej "biednej ideowo unii" nawet bez żadnych porozumień i uważam, że Wielka Brytania podjęła słuszną decyzję.

Chyba jednak warto stawiać takie jak wyżej pytania, bo dotyczą one nas wszystkich, naszej przyszłości.

Trudno jednoznacznie jednak dać na nie odpowiedź, choć gdybym miał się zdecydować, to niemal na wszystkie pytania odpowiedziałbym twierdząco i dodałbym jeszcze stwierdzenie, że UE funkcjonuje tylko dzięki finansowemu nieracjonalnemu zadłużaniu się jej członków (a może właśnie w tej całej unii chodzi o finansowe ubezwłasnowolnienie poszczególnych krajów?)*. Przychylam się też do stwierdzenia, że UE zmierza w kierunku zupełnie odmiennym od rzeczywistych pragnień Europejczyków.  Szczególnie widać to w czasie wykreowania przez A. Merkel kryzysu imigranckiego, gdzie poszczególne państwa powracają do idei obrony własnych obywateli nawet kosztem narażania się na restrykcje wewnątrzunijne.

Coraz więcej państw pragnie chyba powrotu do stanu przedunijnego.  A stan obecny należy zmienić, bo - wedle mnie - obecny kryzys implikowany jest faktem istnienia samej UE w jej obecnym kształcie. Można zaryzykować stwierdzić, że na unijny kryzys lekarstwem jest mniej tej unii w unii a nie zacieśnianie jej integracji! A może tym lekarstwem jest po prostu jej upadek.

Może też to, że od zarania jej dziejów Europa rozwijała się narodowo i terytorialnie tworząc narodowe kultury i państwa sprawia, że dla Europejczyków powoli jakaś wizja bycia "formą europejskiego bezpaństwowca" jest obca i odległa? Może też dzięki tej wielowiekowej różnorodności kulturowo-narodowej Europa zawdzięczała bycie awangardą rozwoju cywilizacyjnego? A bezpaństwowa Europa raczej ją uwstecznia nie generując oczekiwanych zysków dla jej mieszkańców...

Korupcja, nadęta biurokracja, waluta Euro (która w istotnej części jest generatorem kryzysów finansowo-gospodarczych) i kosmopolityzm elit europejskich sprawiają, że Europejczycy mają dość i wiele krajów pragnie diametralnych zmian zmierzających do odbudowy Europy i powrotu do jej świetności. Europejczycy już na ulicach swoich miast dają wyraz owemu niezadowoleniu dla obecnych elit europejskich i niezależnie od jego przyczyn Europa i Unia Europejska musi się zastanowić, czy obecny kierunek jej rozwoju jest społecznie akceptowalny! Uważam, że nie i trzeba tą Unię - żeby w ogóle istniała - trzeba zreformować całkowicie.

A może należy jednak powrócić do pierwotnej idei i rozwiązań, które były podstawą utworzenia EWG? Może jednak ze względu na narodowe i państwowe tradycje historyczne państw Europy a także tkwiącą głęboko tożsamość narodową poszczególnych narodów, lepszym rozwiązaniem jest idea właśnie Europy Ojczyzn niż tworu, jakim ma być Państwo Europa?

Jakoś tak historia chyba przynosi odpowiedź na te pytania. Wszystko to, co było tworzone sztucznie i mające na celu połączenie poszczególnych narodów w jeden organizm umierało śmiercią naturalną lub po niepokojach społecznych i wojnach. Padło Cesarstwo Rzymskie, padła III Rzesza, rozpadł się ZSRR, po Jugosławii nie ma śladu…


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
 http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

 Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

piątek, 12 lipca 2019

Zadbajmy o losy przyszłych pokoleń Polaków i Polski


Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że posiadana wiedza, odpowiednie realizowane w życiu zasady i wartości etyczno-moralne, zdrowie i bezpieczeństwo finansowe są niezbędnymi elementami rozwoju każdego człowieka. Stanowią też determinanty ogólnego rozwoju rodziny, narodów i państw.

Sądzę, że nasi poprzedni (PO z przybudówkami) zdradzieccy włodarze dobrze znają powyższą prawdę. Wydaje się, że stąd była w nich taka determinacja w niszczeniu i degradacji wszystkich tych czterech filarów. I dziś też totalniacy nie mają żadnego programu dla naszej Ojczyzny i naszych rodaków. Cała ich działalność opiera się na "antypisie" i nie potrafią stworzyć konstruktywnego programu a jedynie zawsze krytykują lub implementują rozwiązania obecnie rządzących. Smutne to, bo przecież winna być w Polsce jakaś merytoryczna i liczna opozycja a dziś jest tylko miałką i śmieszną, i mało inteligentną oraz zalatującą jakimś lewackim fetorem "papką".

Przez niemal 30 lat nie pozwolono Polakom rozwinąć zamożnej klasy średniej  i sprowadzono  ich większość do roli taniej siły roboczej.  Wyprzedano też niemal cały majątek narodowy a ten, który pozostał to - jeżeli PiS straci władzę - w większości również będzie przeznaczony do sprzedaży. Polacy w swojej większości nie czuli się za rządów PO i PSL (ale i wcześniej) bezpieczni finansowo a dodatkowo jeszcze zwiększono wiek emerytalny i zakładano, że Polacy będą niewolniczo pracować dłużej.  Wtedy ten filar bezpieczeństwa finansowego został niemal całkowicie zniszczony...

Od 2015 roku PiS (ZP) wreszcie podzielił się z Polakami efektami wzrostu gospodarczego wprowadzając rozwiązania socjalne jakie mniej więcej obowiązują w krajach Starej Unii i ludzie to doceniają, i nie pozwolą sobie zabrać uzyskiwanych już w tej chwili przywilejów. I bardzo dobrze. Stąd ta wściekłość totalniaków i zdrajców Polski.

Przez te lata (do 2015 roku: PiS wtedy za krótko rządził w latach 2005-2007 a do ego miał niepewnych koalicjantów, co hamowało przyjmowanie nowych rozwiązań)  usilnie też rugowano z życia prywatnego i publicznego wszelkie od wieków występujące w Polsce zasady i wartości etyczno-moralne kształtujące nas samych i naszą tożsamość  narodową. Operacja się w dużej mierze udała, ale paliwo zdrajców w postaci anty-PiS - już nie działa a opozycja się miota od ściany do ściany.  Tylko szkoda, że część Polaków jeszcze daje się otumanić, ale jest to jedynie 20-25% ludzi chodzących na wybory a PiS ma poparcie przeszło 40-45%. Trudno krytykować PO i jego jakiś zasady etyczno-moralne, bo ich po prostu nie ma. Oni są nawet  niegodni krytyki... bowiem krytykować można jedynie jakąś wartość a pustka wewnętrzna jednostki i grupy jednostek jest bezwartościowa.  Szczególnie w dwóch kadencjach PO-PSL niszczono ten filar etyczno - moralny chcąc wyrugować u nas naszej tradycji i wielowiekowego chrześcijańskiego kośćca etyczno - moralngo. Podobnie i dzisiaj widzimy zmasowany atak na nasze wartości i nie możemy temu atakowi nie odpowiedzieć: gender, New Age a szczególnie tęczowe LGBTQ winno być tylko marginesem naszego społeczeństwa. Robią jakieś marsze, profanują Matkę Bożą oraz Mszę Świętą... to jakieś wynaturzenie a'la zboczeńców.

O zdrowiu pisałem w swoim tekście:  (https://krzysztofjaw.blogspot.com/2019/06/zmiana-systemu-ochrony-zdrowia-warunki.html). Można tylko dodać, PO-PSL nie zrobili nic, co mogło być jakąś spójną propozycją reformy sektora ochrony zdrowia. Dlatego też sądzę, że w następnej kadencji PiS (ZP) powinien położyć szczególny nacisk na reformę tegoż systemu, bo zdrowie dotyczy nas wszystkich

Przez całe 30-lecie a w szczególności w czasie rządów PO-PSL poziom nauczania i wiedza Polaków systematycznie się obniżały. Zlikwidowano matematykę na maturze, postawiono na bezmyślne testy, zaniechano egzaminów na studia. Za czasów minister Hall mocno ograniczono godziny historii, języka polskiego oraz godzin przedmiotów ścisłych.  I tak niszczono naszą edukację również na studiach wyższych, gdzie poziom wiedzy studentów jest zaskakująco mierny. Może teraz powoli będzie się to zmieniało?

"Takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie".

Ten cytat kanclerza Jana Zamoyskiego zawarty w akcie fundacyjnym Akademii Zamojskiej winien dzisiaj być na ustach wszystkich, którym zależy na dobru polskiej młodzieży i poziomie wykształcenia przyszłych pokoleń.

Musimy zadbać o wykształcenie naszej młodzieży, dla niej samej i dla przyszłości Polski!

Dlatego też nie możemy pozwolić, aby do rządzenia wróciło PO z przystawkami. Wtedy będą likwidowali wszystko to, co PiS zrobił dla Polaków. Zresztą o tym głośno między wierszami mówią (np., Polacy podobno będą musieli oddać pieniądze z programu 500+ i inne). Totalniacy są w tym obszarze niespójni i świadczy to o tym, że nie mają skonkretyzowanego planu rządzenia i nie będą mieli.

Mam nadzieję, że Polacy nie dadzą się znów omamić a PiS (choć i jam mam zastrzeżenia do tej partii, ale nie możemy inaczej) osiągnie wynik zbliżony do 50% a co za tym idzie będzie miał w końcu większość konstytucyjną.

Zagłosujmy więc jesienią na tych, którzy coś dla Polski i Polaków robią i spełniają swoje obietnice. Oni są wiarygodni w przeciwieństwie do PO z przystawkami. Nie dajmy się zwieźć ich obietnicami bez pokrycia. Te ich obietnice (jeżeli w ogóle są ) są tylko wybiegiem kampanijnym a jak spełniają obietnice to było widać i w latach 2007-2011, gdzie tak naprawdę nie spełniono i nie wdrożono jakichkolwiek kampanijnych  zapowiedzi i obietnic i dzisiaj też tak będzie, co pokazują rządy Trzaskowskiego w Warszawie. Brońmy też naszych wartości przed zalewem a'la zboczeńców z ruchu LGBTQ oraz przed zalewem lewaków różnej maści, też tych kulturowo marksistowskich komunistów z Unii Europejskiej

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła na bloggerze: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

czwartek, 2 maja 2019

Czy naprawdę skorzystaliśmy na UE?


Szczerze powiedziawszy to jestem zniesmaczony ogólnym hurra-optymizmem dotyczącym wielkich korzyści z naszej przynależności do UE i to niezależnie czy w mediach pro czy antyrządowych.

Również jestem zdziwiony faktem, że ta euforia również kierowana jest werbalnie z ust przedstawicieli obecnie rządzących w Polsce, bo opozycji się nie dziwię...

Warto więc zwrócić uwagę, że tak naprawdę przystępowaliśmy zupełnie do innej UE niż jest teraz. Wtedy jeszcze UE mówiła o wartościach na jakich została zbudowana, wartościach łacińskich, chrześcijańskich, wstępowaliśmy do Unii suwerennych narodów. Teraz UE stała się typowo lewacka o centralistycznych inklinacjach stworzenia jednego Państwa Europa, przy jednoczesnym zabraniu suwerenności innym narodom.

Ja obecną Unię Europejską od wielu już lat określam drugim ZSRR, czyli Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich. Ma nawet swoich niewybieralnych powszechnie komisarzy jak ówcześni Sowieci, ma też jakąś sztuczną wspólną walutę Euro jaką niegdyś był tzw.: "rubel transferowy", choć nawet Sowieci bali się narzucić ten rubel w rozliczeniach wewnętrznych poszczególnych krajów im podległych. Trzon dzisiejszej unii stanowią kulturowi marksiści, którzy w sferze intelektualno-umysłowo-duchowej są nawet gorsi niż marksiści wprowadzający komunizm siłą fizyczną, bo niszczą i ubezwłasnowolniają podstawy człowieczeństwa całych narodów, szczególnie tych z tzw. Starej Unii.

Do takiej Unii nie wstępowaliśmy i w takiej Unii ja nie chcę być, stąd jeżeli nie da się jej zmienić to winniśmy podążyć drogą Wielkiej Brytanii.

Mam nadzieję, że jednak obecne wybory zmienią UE od środka i skończą się wreszcie totalitarne rządy mentalnych i ideologicznych marksistów, z ich poprawnością polityczną, gender, niszczeniem rodziny i chrześcijańskich wartości, fałszywie pojmowaną tolerancją wszystkiego dla wszystkich, ograniczaniem wolności i suwerenności państw oraz narodów. Należy powrócić do idei jakie przyświecały EWG, czyli wolności przepływu towarów, usług, kapitału i osób fizycznych, i zrezygnować z całej tej otoczki ideologicznej "wierchuszki" obecnej Unii Europejskiej.

Rozumiem motywy (albo mi się tak tylko wydaje), które dziś przesądzają o braku rzetelnej dyskusji na temat faktycznych korzyści i strat wynikających z naszej przynależności do wspólnoty europejskiej.

Tyle tylko, że trzeba zawsze mówić prawdę, niezależnie jakie może przynieść skutki. We wczorajszym głównym wydaniu Wiadomości  TVP został przedstawiony bardzo skrótowy i też powierzchowny bilans owej przynależności a szkoda, że nie pogłębiony do końca.

Wspomniano w nim, że przez te 15 lat uzyskaliśmy środków unijnych w wysokości około 164 mld Euro a wpłaciliśmy jedynie około 54 mld, co daje nam gigantyczną nadwyżkę rzędu około 110 mld Euro. I w tej kwestii podano jeszcze ile to zyskaliśmy kilometrów dróg ekspresowych i autostrad, ile to środków poszło na infrastrukturę i inne inwestycje i już chciałem przełączyć kanał, gdy wreszcie usłyszałem, iż 85 eurocentów z 1 Euro pomocy unijnej (bez dopłat rolniczych) wraca tak naprawdę z powrotem do Unii, czyli gdybyśmy założyli, że te inwestycje faktycznie wynoszą 100% wskazanych wartości, to okaże się, że tak naprawdę fizycznie i finansowo uzyskaliśmy z UE nie 164 mld Euro a jedynie 0,15% tej wartości, czyli 24,6 mld a wpłaciliśmy 54 mld, czyli o 29,4 mld więcej wpłaciliśmy niż finansowo zyskaliśmy.

Oczywiście zaraz odezwą się głosy, iż nie można tak księgowo liczyć, bo przecież zostały te drogi, te oczyszczalnie ścieków, te odrestaurowane miasta i miasteczka, idt, itp.

Tak to prawda, ale znów tylko powierzchowna, bo w takich zestawieniach nie podaje się innych ważnych elementów dotyczących skutków naszego wejścia do UE, np., że przez te lata dług publiczny Polski wzrósł z około 370  - 400 mld do przeszło 1 biliona złotych i to przy uwzględnieniu dochodów z umorzenia jednostek z OFE, które Polakom ukradł rząd PO-PSL i dodatkowych środków pochodzących z Funduszu  Rezerwy Demograficznej.

Ten dług nie zawiera kwot, jakie państwo będzie musiało w przyszłości wydać na świadczenia dla przyszłych emerytów. Uwzględniając te wydatki dług publiczny (ukryty) sięga 3 a może i nawet niemal 5 bln. zł. (za: https://www.dlugpubliczny.org.pl/o-projekcie/).

Nie mówi się też o zadłużeniu zagranicznym. Według danych NBP zadłużenie zagraniczne Polski w roku 2004  wyniosło około 130,2 mld USD. W 2018 roku wyniosło wyniosło już ok. 359 mld USD. Koszty obsługi naszego zadłużenia (odsetki) to około 40 mld zł.

Warto wspomnieć, że sławne już zadłużenie zagraniczne jakie zostawił nam po sobie E. Gierek w 1980 roku wynosiło w walutach wymienialnych 24,1 mld USD a wymagalne płatności z tytułu obsługi zadłużenia zagranicznego na rok 1981 wynosiły 10,9 mld USD. Dług ten - mimo umorzenia jego części - spłaciliśmy niedawno.

Dodatkowo zapomina się wiązać deficytu budżetowego z pomocą unijną a jest to też działanie na zasadzie sprzężeń zwrotnych. Budżet państwa w latach 2005- 2016 systematycznie rósł i wynosił np. w roku 2007 około 16 a w 2015 roku około 46 mld zł, przy jednoczesnej wyprzedaży majątku państwa sięgającej  łącznie ponad 60 mld zł i tzw. ogromnej pomocy unijnej i dobrych wskaźnikach wzrostu gospodarczego. Obecnie budżet ma się zdecydowanie lepiej, ale tylko ze względu na uszczuplenie luki vatowskiej i innych luk po stronie dochodów państwa. Ile w takim razie Polska by dodatkwowo zyskała, gdyby nami nie rządzili euroentuzjaści a sprawni eurorealiści?

Nie mówi się też o tym, że pomoc unijna drastycznie zwiększyła zadłużenie samorządów, gdzie ich dług sięga nawet przeszło 70% ogólnych aktywów, co może prostą drogą prowadzić do bankructwa (w miarę bezpieczna wysokość zadłużenia to maksymalnie około 30 aktywów).

Mało się mówi o straceniu przez Polskę 3 milionów dobrze wykształconych i kreatywnych Polaków, którzy budują PKB w innych krajach a nie w Polsce.

Nie analizuje się trafności (celowości) i kosztowej efektywności owych inwestycji infrastrukturalnych, czyli dlaczego 1 km autostrady w Polsce kosztuje więcej niż w Niemczech  i dlaczego zagraniczni unijni główni wykonawcy  inwestycji doprowadzili do bankructwa wiele polskich, małych firm, które były podwykonawcami owych przedsięwzięć.

Nie wspomina się też o kategorii utraconych zysków z faktu wejścia do wspólnoty, czyli ile moglibyśmy więcej zyskać inwestując tyle samo, ale nie odprowadzając składek do budżetu unijnego i o wielu, wielu innych aspektach.

Pomimo różnych negatywnych ocen bilansu naszego członkostwa w UE to jednak Polacy są dziś jedyną nacją w unii, która niemal w skali 90% popiera nasze członkostwo w tej wspólnocie i raczej boi się działań zmierzających do tzw. Polexitu, o którym w ogóle nie mówią największe partie w Polsce a jedynie nowo utworzona i niszowa Konfederacja (choć ma szanse na przekroczenie progu wyborczego).

Z czego wynika to poparcie? Ano z dwóch rzeczy.

Po pierwsze. Polacy nie znają tak naprawdę problemów, które realnie wykreowane zostały przez lewacki trzon kierujący UE: imigracja, likwidacja homogeniczności (jednorodności) narodowej państw, problemy Euro, pauperyzacja mniejszych krajów, odchodzenie od demokracji, strach wyjścia na ulicę po zmroku, szerzenie się ruchów antysemickich i skrajnie nacjonalistycznych, duże bezrobocie, ataki terrorystyczne,  szerzenie antyludzkiego systemu lewackich wartości, wprowadzania cenzury prewencyjnej, itd. Tego jeszcze Polacy nie zaznali i to dzięki m.in. obecnemu rządowi, który sprzeciwia się przyjmowaniu tzw. uchodźców i przyczynia się w ten sposób do wzrostu bezpieczeństwa, nie tylko w Polsce, ale i w całej UE.

Po drugie. Ze względu, iż w Polsce nie ma aż takich problemów, które są w Starej Unii, to Polacy odnoszą się jedynie do pozytywów bycia w UE, tzn. swobody podróżowania, pozbywania się karbu "polityki wstydu", świadomości bycia Europejczykami (choć od zawsze nimi byliśmy), uzyskiwania pracy o wiele lepiej płatnej niż w Polsce i z innych, często tylko emocjonalnych powodów.

Ciekawy byłby stosunek Polaków do Unii, gdybyśmy mieli: co i rusz ataki terrorystyczne, palenie kościołów bądź zamienianie ich w dyskoteki czy inne przeznaczenia, ogromną pauperyzację (zmniejszenie się stopy życiowej) większości Polaków wynikającej z posiadania przez Polskę waluty Euro, totalną cenzurę ideologiczno-lewacką zabierającą wolność jednostkom i ich grupom (też tzw. cenzurę prewencyjną). Ciekawe byłoby też, gdyby Polacy bali się pójść np. na publiczny koncert (jak np. w Nowym Roku) tylko dlatego, że obawialiby się o swoje życie.

Bo tak naprawdę to dziś Polska i wiele innych krajów dawnego bloku wschodniego, ale też mniejszych krajów w Unii odzwierciedla prawdziwy jej obraz, o którym myśleli jej założyciele. To my stanowimy faktycznie dzisiejsze "Serce Europy" i w sumie to my - jeżeli się uda – możemy ją w końcu zmienić.

Piszę w większości o negatywach lub tylko powierzchownych sukcesach, zdając sobie sprawę  z istnienia też pozytywów, więc proszę o polemikę... :)

Polecam też książki i artykuły pisane przez Tomasza Cukiernika a dotyczące właśnie bilansu naszego członkostwa w Unii Europejskiej, z naciskiem na gospodarkę a nie ideologię (wystarczy wygooglować) .

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 29 listopada 2014

Jak to było naprawdę z końcem komunizmu i plany "mędrców świata"...

Był sobie rok 1989 i tzw. polski "okrągły stół"... Wcześniej była sowiecka "głasnost i pierestrojka", których założenia określił M. Gorbaczow w książce pt.: "Przebudowa i nowe myślenie dla naszego kraju i dla całego świata", opublikowanej w 1988. W niej zawarł de facto strategię przekształcenia ZSRR w państwo niekomunistyczne. Jeszcze wcześniej, bo chyba w 1987 roku (1986?) władca sowiecki obiecał H. Kohlowi przyszłe, ale rychłe zjednoczenie Niemiec w jedno państwo... Później było burzenie "Muru Berlińskiego...

Oczywiście żaden polski "okrąglak" nie byłby możliwy bez tej wspomnianej sowiecko-niemieckiej umowy (gentleman's agreement?) o przyszłym zjednoczeniu Niemiec. Sądzę też, że już wtedy (1986-1989) doszło do swoistego porozumienia pomiędzy tymi państwami a może jeszcze z USA i jej ogólnoświatową syjo-finansjerą... Miał upaść ZSRR i RWPG, natomiast w to miejsce miała powstać nowa forma EWG, czyli obecna Unia Europejska, której zadania w konsekwencji skupione zostały na twórczym rozwijaniu syjo-marksistowsko-komunistyczno-globalistycznych idei: bezpaństwowości, ogólnoświatowej jednorodności narodowej i centralnego zarządzania światem... W przyszłości zaś ma też powstać zapewne Unia Euroazjatycka jako element tworzenia jednorodnego Rządu Światowego (Co nas czeka? Jeden rząd światowy?http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/02/co-nas-czeka-jeden-rzad-swiatowy.html).

Zauważmy... Oficjalnie ZSRR przestał istnieć 26.12.1991 roku. Tego samego roku i również w grudniu (11) parafowano tzw. Traktat z Maastricht, który stał się podstawą dzisiejszej Unii Europejskiej... Warto sobie przypomnieć postanowienia tego traktatu (http://pl.wikipedia.org/wiki/Traktat_z_Maastricht) odnosząc je do rozwiązań obowiązujących wcześniej w ZSRR i RWPG:
a) utworzenie obszaru bez granic wewnętrznych – (identycznie jak pomiędzy republikami ZSRR),
b) umocnienie spójności gospodarczej i społecznej (kohezji) – jak w republikach ZSRR i krajach RWPG,
c) utworzenie Unii Gospodarczej i Walutowej – jak w ZSRR i częściowo w republikach ZSRR;
d) wprowadzenie wspólnej waluty euro od 1 stycznia 1999 roku - prawie identycznej jak tzw.: "rubel transferowy" w RWPG,
e) określenie kryteriów konwergencji - to pewne novum, bowiem do ZSRR i RWPG włączano automatycznie i nie wyznaczano żadnych kryteriów oprócz sfałszowania wyborów i pierwotnego wymordowania elit patriotycznych poszczególnych narodów,
f) potwierdzenie tożsamości Unii na arenie międzynarodowej - w innych warunkach zarówno ZSRR, jak i RWPG miało tożsamość międzynarodową,
g) realizacja wspólnej polityki zagranicznej – obecna minister spraw zagranicznych UE,
h) realizacja wspólnej polityki bezpieczeństwa –   niezrealizowany w UE postulat układu Warszawskiego - Bis,
i) ustanowienie obywatelstwa Unii Europejskiej, narodowość: Europejczyk - obywatel ZSRR, ale nawet Sowieci tylko hipotetycznie zakładali, że Polacy, Węgrzy czy Bułgarzy dobrowolnie zgodzą się na nazywanie ich obywatelami radzieckimi...

Pominąłem w tym porównawczym zestawieniu: rozwój współpracy w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości,
rozwój współpracy w dziedzinie spraw wewnętrznych, wzmocnienie ochrony praw, wzmocnienie interesów obywateli państw członkowskich czy utworzenie wspólnego parlamentu oraz prezydenta. Niewątpliwie te kwestie są rozwinięciem marksistowskich idei... do absurdu wskazywanego m.in. przez G. Orwella w książce "1984"...

Dalej nie rozumiem jak rządy i obywatele państw postkomunistycznych mogli się zgodzić na utworzenie innej formy marksistowskiego totalitaryzmu, zwanego teraz globalizmem czy unionizmem... Narody tzw. Europy Zachodnie nie zaznali koszmaru komunizmu, więc trudno było im zrozumieć, jak tragiczna będzie dla nich idea Unii Europejskiej, ale my? Przecież i komuniści i ich kontynuatorzy unio-eurpejscy (unio-amerykańscy, unio-światowi) cel zawsze mieli jeden: stworzenie jednego  bezpaństwowego, zunifikowanego i zhomogenizowanego społeczeństwa zarządzanego "sprawiedliwie" przez jeden ogólny zarząd... Tylko pewne środki i metody dojścia do tegoż celu się onegdaj różniły..

Ale od - umownie - 1990 roku minęło już wiele lat. Twórcy przepoczwarzania się komunizmu w euro-unionizm wtedy mieli po 35-45 lat... Teraz odchodzą powoli na emeryturę a narody Zachodniej Europy zdają się w końcu zauważać, że ta cała UE to ZSRR-Bis, czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich...

Niestety przez te 25 lat zrealizowano zapewne pierwotne założenia, czyli zbudowano fundamenty pod nowe, jeszcze wyższe od wież WTC (sic - czyżby zburzenie tych wież miało symbolizować upadek starego porządku?), budynki tworzące nową formę światowego zjednoczenia, nowego porządku światowego...

I nie tylko w Europie, ale i w USA czy Rosji i całym świecie... Te wszystkie wojny w Iraku, Kuwejcie, Afganistanie, ten cały terroryzm, bratobójcze mordowanie Semitów przez Semitów w Palestynie, kryzysy ekonomiczne, przygotowania do wojny z Iranem czy Chinami, likwidacja tzw. narodowych przywódców-tyranów, zniszczenie narodów i krajów Europy jako źródła cywilizacji chrześcijańskiej a nawet śmierć polskich elit pod Smoleńskiem... miały i mają chyba doprowadzić do ogólnoświatowego chaosu, likwidacji "starego porządku" i usprawiedliwić potrzebę owego... nowego rozdania, czyli ogólnoświatowego zniewolenia ludzi dla ich - kuriozalnie - dobra...

W Polsce też zauważyć można nowe rozdanie przygotowujące do nowych, podobnych jak przy "okrągłym stole" porozumień na następne lata...

Duchy Marksa, Engelsa a przede wszystkim bezpaństwowi, chorzy "lichwiarze dusz i mamony" śmieją się ludzkości w twarz... Czy na to pozwolimy? Nas-ludzi jest 6 miliardów a ich?

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 24 lipca 2012

Unijno-polskie refleksje z K. Marksem w tle...

Unia Europejska - ponowny utopijny plan socjalistów

Nieraz tak jest, że nawet najbardziej optymalny plan działania, wykreowana i hipotetycznie najefektywniejsza strategia osiągania określonego celu społeczno-politycznego nie zawsze jest w stanie przewidzieć przyszłą rzeczywistość...

Ryzyko jej niepowodzenia jest tym większe, im stopień nieprzewidywalności efektów podejmowanych decyzji jest wyższy a już sięga 100% w przypadku powielania – poprzez zabiegi rewitalizacji – już wcześniej skompromitowanych i realnie nieskutecznych działań.

Według mnie taką utopijną i ex post realnie ośmieszoną marksistowską kopią ZSRR jest dziś w obecnym kształcie Unia Europejska, którą często nazywam Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRE).

Od samego początku powstania obecnej Unii Europejskiej jestem jej sceptykiem i uważam, że prędzej czy później musi upaść. Im nastąpi to szybciej, tym tragiczne skutki jej rozpadu będą mniejsze dla całej Europy i jej mieszkańców. I też im szybciej nastąpi jej wewnętrzny rozpad, tym też wcześniej nastąpi całkowite fiasko marzeń chęci rzeczywistej realizacji utopijnej i antyludzkiej idei tworzenia kolejnych unii: Euroazjatyckiej, Północnoamerykańskiej, Południowoamerykańskiej, Afrykańskiej czy też Arabskiej... by wraz z ta dzisiejszą Europejską wykreować jakąś formę Unii Światowej z jedną walutą i jednym, totalitarnym oraz genetycznie jedynie słusznym rządem obejmującym zarządzanie może i wszystkimi mieszkańcami naszej Ziemi...

Obserwując bowiem historię powstawania naszej Europy w obecnym jej unijnym kształcie, nie mogłem zrozumieć i dalej nie potrafię wprost pojąć... bądź infantylnego debilizmu tworzących UE polityków, bądź chorych ich skłonności do totalitarnego zarządzania ludźmi lub też - co najmniej - ich historycznej niewiedzy i bezmyślności graniczącej z hipokryzją.

Karol Marks - protoplasta socjal-komuno-globalistycznego totalitaryzmu

Aby zrozumieć bezsensowność unijnej idei wystarczy sięgnąć do wydarzeń XX wieku i prześledzić nieudane próby tworzenia a'prori (teoretycznie) jakiś wymyślonych superpaństw lub związków państw, które miały przynieść ludzkości "wprost raj na ziemi" a stworzyły piekielną gehennę.

Niewątpliwie ojcem wszystkich tych teoretycznie nowożytnie budowanych państw lub ich związków był niejaki Karol Marks vel. Karl Heinrich Marx urodzony jako Hirschel Marx. On to (wspólnie z niejakim Engelsem) stworzył podstawy marksizmu będącego źródłem zarówno narodowego socjalizmu reprezentowanego przez Narodowosocjalistyczną Niemiecką Partię Robotników (NSDAP), jak i komunizmu reprezentowanego przez Komunistyczną Partię Związku Radzieckiego (KPZR - kontynuatorki frakcji bolszewików w Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji). Marksizm też był podstawą ideologiczną wszelkich innych totalitaryzmów XX wieku: na Kubie, w Chinach, Korei Północnej, niektórych państwach afrykańskich czy Ameryki Łacińskiej...

Ten myśliciel żydowskiego pochodzenia - którego rodzina wydała na świat wielu rabinów a ojciec-prawnik przeszedł na luteranizm tylko dlatego, żeby ominąć ograniczenia ustawy uniemożliwiającej Żydom dostęp do stanowisk prawniczych i lekarskich – jest przecież też pośmiertnie "ojcem" budowania kolejnej wielkiej wspólnoty szczęśliwości wszelakiej, czyli Unii Europejskiej. Ma to znów być coś na kształt totalitarnego wielonarodowego, bezklasowego i robotniczego ZSRR lub totalitarnej, jednonarodowej i robotniczej IV Rzeszy : jedno państwo, z jednym narodem - Europejczykami, z wyrugowanymi ze świadomości wartościami chrześcijańskimi i wiedzą historyczną, ze scentralizowanym i niewybieralnym rządem (komisarzami - sic!), jednym prezydentem i jednym parlamentem, jako fasadową namiastką demokracji. Wszystko ma być unormowane, znormalizowane, masowe, ujednolicone, zhomogenizowane w zakresie zaspakajania potrzeb i reakcji na określone bodźce zewnętrzne. Ludzie zaś pozbawieni historycznych korzeni mają być wiecznie uśmiechnięci, bezwolni i kierujący się masowym efektem "stadnym" a nie własną indywidualnością. Nawet walutę stworzono na wzór tzw. : "rubla transferowego", ale obecni unioniści twórczo rozwinęli marksistowskie "osiągnięcia" W. Lenina czy J. Stalina...

Powolny upadek utopijnej idei...

No cóż... niestety dla tych chorych unionistów człowieka uformować się do końca nie da a sztuczny twór jakim jest Unia Europejska "wali" się szybciej niżby ktokolwiek się wcześniej spodziewał. Na krach wspólnej unii ci europejscy socjaliści mają tylko jedną receptę: więcej społeczno-polityczno-ekonomicznej integracji, czyli stworzenie niemal jednego superpaństwa, w którym poszczególne kraje utracą indywidualną suwerenność i niepodległość.  Tego nawet, z uzależnionymi wobec siebie krajami, nie próbował ZSRR...

Mam wrażenie, że takim  szybkim rozpadem UE zaskoczeni są także jej krytycy, ale należy też wziąć pod uwagę, że wpływ na tak szybkie unijne tonięcie ma też kryzysowa sytuacja na całym świecie, dążącym zresztą - jak wspomniałem - do rozwiązań unijnych, ale w jeszcze większej skali. Rządzone przez marksistę B. Obamę USA są generatorem (i były) prawie wszystkich kryzysów, w tym też obecnego. Oczywiście nie odnoszę się do USA jako kraju, którego zwykli mieszkańcy są sprawcami kryzysów. Bardziej wskazuję raczej na USA jako siedzibę instytucji finansowych, które mają sprawczy ich charakter oraz USA jako miejsce zamieszkania i wykluwania się "naukowych proroków" w zakresie ekonomii, finansów i zarządzania.

Bardzo ciekawa to zresztą symbioza wzajemnie współzależnych i oddziaływających na siebie na zasadzie sprzężenia zwrotnego obiektów: wielcy finansiści i bankowcy oraz ekonomiczni naukowcy... ich wzajemne przenikanie się tworzy nową jakość jako efekt synergii niekorzystnych dla ludzi praktycznych decyzji finansowych i skomplikowanych teorii tłumaczących, że raczej owe decyzje były naukowo słuszne...

Fasadowa unijna demokracja...

Unia Europejska jest tworem antydemokratycznym, choć przez jej włodarzy demokracja i wolność obywateli są werbalnym deklaratywnym priorytetem. Parlament Europejski jest de facto ciałem doradczym dla niewybieralnej w powszechnych wyborach Komisji Europejskiej, będącej europejskim rządem. Dyrektywy unijne są instrumentem narzucanej, totalitarnej woli europejskich urzędników. Wszechogarniająca tzw. politpoprawność ogranicza wolności obywatelskie, w tym wolność słowa.

Jeżeliby ktoś miał wątpliwości i chciał się odnieść się do gwarantujących uczciwość wyborczą instytucji europejskich, to pragnę przypomnieć demokratyczną farsę wyborczą w Holandii, Francji a przede wszystkim w Irlandii, dotyczącą przyjęcia (odrzucenia) przez te kraje Konstytucji Europejskiej a później Traktatu Lizbońskiego. Warto też wskazać, że i w Polsce wybory winny być unieważnione... casus Wałbrzycha i znalezionych np. kart wyborczych w warszawskim samochodzie...

Polska - znów ratunek dla świata?

Niemniej historia dziejów miewa niesamowite poczucie humoru i lubi się powtarzać... choć nieraz w zaskakujący i niemal metafizyczny sposób. Mam nadzieję, że znów tak będzie i znów Polska stanie się murem nie do przebicia dla utopijnych socjalistycznych totalitarystów.

Może właśnie teraz znów nastaje czas dla Polski? Czas, by znów spowodować krach idei K. Marksa. Może dlatego tak bardzo boją się Polski i Polaków globalistyczni tyrani skupieni wokół syjonistycznych właścicieli międzynarodowego kapitału finansowego? Może dlatego tak bardzo chcą zniszczyć nasz kraj i nas wszystkich?

Polska przecież była tym krajem, tym narodem, który udaremnił rozszerzenie komunizmu na całą Europę (Cud nad Wisłą 1920 roku). Przez wielu historyków była to jedna z najważniejszych bitew w historii ludzkości. Polska też przeciwstawiła się kolejnemu socjaliście, Adolfowi Hitlerowi, uniemożliwiając w ten sposób całkowite opanowanie Europy przez marksistów: stalinowskich komunistów i hitlerowskich, niemieckich nazistów.

Czyżby więc śmierć jednych z największych po 1989 roku polskich patriotów pod Smoleńskiem miała nie wystarczyć?

Przecież marksista-komunista J. Stalin z zemsty za 1920 rok i realizując swój plan przyszłego zsowietyzowania Polski wybił polską elitę w Katyniu i innych miejscach... Przecież marksista-nazista Hitler też pozabijał polskich profesorów i wybitnych Polaków... Przecież po wojnie polscy i sowieccy marksiści-komuniści zlikwidowali i wymordowali niemal wszystkich Polaków "o gładkich dłoniach" zostawiając tylko swoich... Przecież marksista-komunista Jaruzelski zmusił do emigracji w latach 1981-1983 najznamienitszych Polaków zostawiając tylko swoich...

 I co? I to wszystko za mało na tych Polaczków?!!! - myślą sobie zapewne dzisiejsi marksiści-globaliści... Biedni oni są, oj biedni... Wszystko im się wali... I sztuczna waluta Euro, i sama sztuczna, niemiecka Unia Europejska w obecnym kształcie. USA może zbankrutować (i nici z Unii Amerykańskiej), Azjaci zaczynają mieć ogólnoświatową przewagę ekonomiczną a dodatkowo przez te wstrętne przecież pokłady gazu łupkowego w Polsce chwieje się też misternie utkany tuż przed 10 kwietnia 2010 roku Nowy Podział Świata (w tym energetyczny)... Rosja przecież może przestać być jednym z głównych "rozgrywających" tegoż podziału ciągnąc zapewne "za sobą w dół" też Niemcy...

Pomogą nam inni...

Sądzę, że wśród 27 krajów Unii Europejskiej jest wiele, którym zdecydowanie nie podoba się obecny jej kształt i dominacja w niej Niemiec (no może wespół z Francją).... UK, Węgry, Holandia, Finlandia, Hiszpania, Grecja, Irlandia, Portugalia, Włochy, Litwa, Estonia, Łotwa... Zapewne też wielu krajom nie podoba się również "poddańcza " wobec Rosji postawa władz unijnych i uzależnienie energetyczne Europy od tejże Rosji i jej Gazpromu. Właśnie z tymi krajami oraz dodatkowo np. z Gruzją, Ukraina, Białorusią, Kazachstanem, Azerbejdżanem i wielu innymi, możliwe jest zbudowanie alternatywy rozwojowej dla Europy...

 Zależy to w głównej mierze od nas, Polaków. Tak się składa, że znów możemy stać się krajem i narodem, który zastopuje rozwój śmiertelnej dla ludzkości choroby zwanej marksizmem (komunizmem, nazizmem socjalizmem, globalizmem, unionizmem). Może uda nam się to bez walki a jedynie poprzez głos wyborczy oraz późniejsze racjonalne i dla dobra Europy wykorzystanie naszych zasobów naturalnych: gazu łupkowego i wód geotermalnych (a może i ropy)... Może wystarczy jedynie odsunąć na zawsze od władzy marksistów-globalistów-unionistów i pozwolić na realizowanie idei Europy Ojczyzn, której zwolennikiem był śp. Lech Kaczyński a teraz najwyraźniej podobny głos słychać w słowach coraz większej liczby przywódców europejskich, m.in u: Václava Klausa (Czechy) i Viktora Orbána (Węgry) czy też Davida Camerona (UK) i Jyrki Katainena (Finlandia).

Można żyć inaczej...

Naprawdę można inaczej żyć i inaczej budować Wolną i Demokratyczną Europę. Naprawdę można wyzbyć się utopijnej i niszczącej ludzkość lewacko-nazistowsko-globalistycznej idei marksistowskiej bez żadnych wyimaginowanych negatywnych konsekwencji dla nas wszystkich... co pokazują obecnie np. Węgrzy i Finlandczycy a przede wszystkim Islandczycy, którzy postanowili sami rządzić we własnym kraju pozbywając się finansowych, globalnych dyktatorów...

 W naszym kraju PO winna już być tylko niechlubnym zapisem w historycznych księgach dziejów naszej Ojczyzny... natomiast wydaje mi się, iż wielu spośród jej sympatyków i członków może stać się wspólnie z nami budowniczymi Wolnej Polski wśród Wolnych Krajów Europy Ojczyzn....

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
(rev.)