Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PSL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PSL. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 marca 2022

Totalna Targowica - czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości?


Zapamiętajmy te nazwiska: Magdalena Adamowicz, Jerzy Buzek, Jarosław Kalinowski, Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein, Marek Belka, Robert Biedroń, Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller, Sylwia Spurek. 

To oni wczoraj głosowali za rezolucją wzywającą do szybkiego uruchomienia mechanizmu warunkowości w budżecie UE, czyli poparli zablokowanie środków unijnych m.in. dla Polski. Co ciekawe w tej rezolucji PE nawołuje też, aby ten mechanizm "pieniądze za praworządność" nie dotyczył tylko pocovidowego Funduszu Odbudowy, ale też w ogóle unijnej pomocy budżetowej ustalanej zgodnie z tradycyjnymi siedmioletnimi perspektywami finansowymi związanymi z płaceniem składek przez poszczególne kraje UE. 

Oczywiście rezolucja w Parlamencie Europejskim została przyjęta i to w największym stopniu głosami Europejskiej Partii Ludowej (EPL), której przewodniczy Donald Tusk. 

Reszta europosłów związanych z PO wstrzymała się od głosu, przeciw byli posłowie PiS a także - co warte odnotowania - dwóch posłów związanych z PSL: Krzysztof Hetman i Adam Jarubas. 

Ja uznaję za tożsame znaczeniowo głosowanie za z głosowaniem wstrzymującym się. Takie głosowania to najzwyklejsza kolejna zdrada Polski i Polaków! I czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, że totalna opozycja jest współczesną Totalną Targowicą? 

Obrzydliwość tej decyzji w PE jest tym bardziej wyraźna właśnie teraz - gdy Polska i Polacy empatycznie i z sercem pomagają Ukrainie i Ukraińcom jak tylko mogą: od przyjmowania na naszym terytorium już niemal 1,5 mln uchodźców do inicjowania i scalania międzynarodowego sprzeciwu wobec agresji Rosji na Ukrainę. 

I teraz zamiast rezolucji przeciw Rosji PE zajmuje się bezprawnym i opartym na kłamstwie blokowaniem środków finansowych dla Polski a te pieniądze dla nas są po prostu niezbędne, bo to Polska dziś ponosi największe koszty pomocy Ukrainie i Ukraińcom. 

To już jest coś tak haniebnego, że trudno to wyrazić słowami a już to, że znaleźli się "polscy" europosłowie, którzy bezpośrednio (głosowanie "za") lub pośrednio ("wstrzymanie się") poparli tą rezolucję jest nikczemne i antyludzkie. Oni nie są warci nazywania ich Polakami, bo to obraża nasz naród. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Po filmie "Pucz" kilka zdań...

Po wczorajszym obejrzeniu na TVP1 filmu dokumentalnego "Pucz" (jest na YouTube) napisałem na gorąco komentarz, który w poniższym tekście przedstawiam w wersji mocno rozszerzonej.

Reżyserka film zrobiła specyficznie, bez żadnego komentarza. Liczyły się obrazy i wypowiedzi innych w tym "puczystów" a film składał się w większości z materiałów nagranych przez samych zdrajców Polski i Polaków. 

Pomijając zbydlęcenie totalnych sejmowych zdrajców, to mnie osobiście najbardziej  poraża głupota odmóżdżonych zwolenników totalnej opozycji. Ta nienawiść, agresja, udawanie rannych oraz lemingowatość i podatność na manipulacje swoich zdradliwych przywódców. To jest po prostu amok, jakieś zezwierzęcenie i całkowita nieumiejętność logicznego myślenia. Oni nie myślą, ale jak lemingi i barany... idą na rzeź nie wiedząc po co... Bo "nienawidzę PiS"... To jest przesłanie mojego pokolenia 40-60 latków, które zostało totalnie ogłupione przez michnikowszczyznę. Ci ludzie są chorzy z nienawiści i szkoda mi ich. Lata propagandy antykaczystowskiej zrobiły swoje. Oni nic nie rozumieją, nic nie wiedzą... przy nich taki R. Petru to intelektualny guru. I to jest największą bolączką dzisiejszej Polski. Te 20% całkowicie bezmyślnych i odmóżdżonych (spośród ludzi aktywnych wyborczo). Nadzieja jest w młodych ludziach i w tych, którzy dotąd nie ufali nikomu i nie brali udziału w wyborach (50%). Oni zauważyli, że po raz pierwszy od 27 lat rząd zaczął o nich dbać, rządzić dla nich. I wiem, że to się przełoży na wynik wyborów.

Osobiście brakowało mi rozszerzenia wątku niemieckiego o nagły "polski" zamach terrorystyczny i cytaty z niemieckiej prasy. Trochę było, ale za mało.

Film na lemingach nie zrobi żadnego wrażenia. Pozostaną przy swoim zdaniu. Ich się nie da zmienić. Znam ich w realu. To ludzie, którzy są pozbawieni szarych komórek a ich wychowanie jest z pogranicza ubeckiego, WSI-owego, michnikowego i wałęsowskiego rynsztoka. Nie mają pojęcia o honorze, kindersztubie, służbie publicznej, klasie intelektualno-osobowościowej. Nie wiedzą co to znaczy prawdziwa polska elita i wzgardzają tą polskością i Polakami. Czują się klasą wyższą, wykształciuchami, co wmówił im A. Michnik i reszta potomków żydo-ubecji oraz tzw. elit III RP. To zaczadzenie A. Michnikiem i lewacko-demoliberalną ideologią jest u nich totalne a do tego występuje u nich tzw. dysonans poznawczy... Nie chcą zrozumieć rzeczywistości po 1989 roku, bo zawaliłby się ich świat, choć gdzieś tak pod skórą wiedzą, że nie mają racji... ale nie przyznają się do tego i tyle. To odrzucenie prawdy i realiów to typowa reakcja u ludzi z dysonansem poznawczym, o którym pisałem wielokrotnie [m.in.:1,2]. Ich wiedza, sposób bycia i rozumowania jest tak prostacki i debilny, że aż mnie przeraża. Ich przekonano, wmówiono im, że stanowią wyższą kastę ludzi i oni w to uwierzyli, choć "słoma wychodzi im z butów" cały czas. A tak naprawdę to prymitywy ludzkie z ukrywanym kompleksem niższości wobec normalnych Polaków i całej spuścizny historycznej Polski. Bo tak naprawdę w dużej mierze to nie są Polacy - szczególnie liderowo - a jeno obywatele polscy. Ta hołota puczystowska w sejmie i na ulicach przed wojną czyściłaby buty normalnym elitom polskim. Oni mnie - jako Polaka - obrażają po prostu i tyle.

Ogólnie ja ten film zrobiłbym trochę inaczej, ale dobrze, że taki zapis powstał. To jest jawne oskarżenie o próbę zamachu stanu, siłowego zamachu stanu i rozlewu polskiej krwi. Natomiast odpowiedzialni za cały ten pucz, okupowanie sejmu, agresję wobec władz i posłów muszą ponieść jakąś karę, zarówno finansową, jak i prawno-karną. Prawo przecież obowiązuje w Polsce wszystkich po równo, choć wiem, że według elit III, oni są świniami równiejszymi wobec prawa niż inne zwierzęta (za G. Orwellem: "Folwark Zwierzęcy"). Dodatkowo - oprócz samych posłów - należy obciążyć finansowo same partie biorące udział w próbie siłowego zamachu stanu w Polsce

Pomijając jednak zwolenników totalnej opozycji to jej liderzy też są antypolskimi i egocentroistycznymi prymitywami sterowanymi przez ludzi z "wyższej półki". W filmie widać ich kompletną degrengoladę osobowościowo-intelektualną. Znam wielu ludzi, którzy nieraz - jak to w życiu - stoczyli się na samo dno, ale nawet wtedy zostali myślącymi normalnymi osobami (oczywiście nie wszyscy), czego nie można powiedzieć o liderach, posłach i senatorach totalnych zdrajców. To, co pokazał o nich film "Pucz" świadczy jedynie o tym, że znaleźli się na dnie śmierdzącej gnojówki, pod której dnem jest już tylko zapomnienie lub wyszydzenie na kartach historii Polski.

Oczekuję też, że polskie oraz sojusznicze (CIA) służby kontrwywiadowcze (i wywiadowcze) zbadają cały organizacyjny i wykonawczy proceder próby zamachu stanu. Nie wierzę bowiem, żeby przygotowały go kukiełki w rodzaju M. Kijowskiego, G. Schetyny, Mazguły czy R. Petru. Podobnie nie wierzę, że trochę większe kukiełki w postaci A. Michnika, Smolarów, L. Balcerowicza, W. Frasyniuka, B. Komorowskiego, T. Lisa, A. Olechowskiego, M. Dukaczewskiego i innych były kreatorami całego zamieszania. Operacja była zapewne zaplanowana przez większych i być może też zagranicznych braci lewacko-demoliberalnych, nienawistników Polski i Polaków. Należy też ostatecznie wyjaśnić udział w całej hucpie D. Tuska i wreszcie odpowiedzieć sobie na pytanie: czy D. Tusk faktycznie był (jest) agentem BND i czyje interesy reprezentuje. I nie może być dla tego anty-polskiego zdrajcy poparcia na następną kadencję a jak bez immunitetu przekroczy granicę Polski to trzeba dla niego przygotować "dołek", areszt oraz odpowiednio osądzić (też za Smoleńsk). Ponadto też należy zbadać i ostatecznie rozwiać wątpliwości związane ze ewentualną współpracą z WSI i służbami moskiewskimi B. Komorowskiego i A. Kwaśniewskiego.

Odrębną sprawą jest też zbadanie okoliczności powstania i prześwietlenie transparentności  finansowania .N i KOD oraz organizacji "w odwodzie", czyli Obywateli RP.

I na koniec... PiS (J. Kaczyński) tych oszołomskich zdrajców rozgrywa na razie jak dzieci, ale musimy uważać, bo oni nie zaprzestaną swoich destrukcyjnych działań. Zbyt wiele interesów zostało przez obecne władze naruszonych a dodatkowo również musimy bacznie obserwować unijne i moskiewskie elity oraz też na unijnych, polskich i totalnych zdrajców w postaci eurodeputowanych w stylu Thum czy Lewandowskiego.

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2013/06/kilka-politycznych-refleksji-z-apelem.html
[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/10/rady-dla-oszukanych-wyborcow-po.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 14 stycznia 2017

Strategii J. Kaczyńskiego ciąg dalszy. Z. Ziobro zaskarża wybór sędziów TK!

Wielokrotnie pisałem, że Jarosław Kaczyński nie jest tylko taktykiem, ale też i strategiem. I to politycznym strategiem, któremu liderzy obecnej totalnej opozycji nie dorastają nawet do pięt. W sumie to niedobrze dla polskiej demokracji, bo silna merytoryczna opozycja jest zawsze potrzebna i służy dyskusji oraz kontroli określonej władzy.

Sądzę, że tak idiotycznej totalnej opozycji nawet sam lider PiS-u się nie spodziewał. Ci antypolscy zdrajcy stanu przegrywają wszystko i tylko potwierdzają, że sterują nimi ludzie, którzy ich wykreowali i dają im zapewne pieniądze na wszelkie działania. A ten, który daje pieniądze wymaga i wymagał  obalenia rządów obecnej władzy, nawet z prezydentem na czele.

I być może by się to w końcu udało, gdyby PiS (ZP) dał się sprowokować do bieżących kłótni i tak naprawdę nie rządził a... było to możliwe. A rząd po prostu robił swoje i nie zważając na totalną obstrukcję opozycji niemal do każdej nowej ustawy spokojnie ją uchwalał i dokonywał realnych rządowych działań. I to działań dla dobra Polaków. Realizował po prostu i realizuje obietnice wyborcze i ludzie to widzą. Stąd taki mały odzew na rozpaczliwe prośby totalnej opozycji o miliony ludzi na ulicach. Stąd nikły - oprócz zafiksowanych lemingów, ludzi dawnych komunistycznych służb specjalnych i beneficjentów III RP - udział Polaków w procesie obalania nowej władzy. Przez ten jeden rok PiS (ZP) zrobił więcej niż PO-PSL przez osiem lat, przy czym PO-PSL marnowała pieniądze i antypolsko - mówiąc brzydko i kolokwialnie - doiła nasz kraj i wszystkich Polaków.

Polacy naprawdę nie są tacy głupi jak wydaje się to T. Lisowi - są o wiele mądrzejsi, co napawa frustracją antypolaków spod znaku A. Michnika, D. Tuska, R. Petru, M. Kijowskiego, Smolarów, L. Balcerowicza, Hartmana, G. Schetynę, G. Sorosoa i wszelkie lewacko-demoliberalne elity w Europie i na świcie. Nie wymieniłem wszystkich antypolaków w Polsce, ale każdy może ich wskazać "na pęczki", począwszy od samorządów aż do władz centralnych, mediów, artystów.

I chyba nie ulega wątpliwości, że tak naprawdę najważniejszym obecnie strategiem politycznym obecnych władz jest J. Kaczyński. To naprawdę twardy facet. Przez dziesięciolecia był atakowany "poniżej pasa", niejednokrotnie prognozowano mu niebyt polityczny, stracił brata, był szykanowany i wyśmiewany a jednak przetrwał i w końcu wypromował i doprowadził do zwycięstwa zarówno A. Dudę, B. Szydło jak i cały PiS. To polityk ukształtowany od lat i wiemy o nim niemal wszystko. To zupełnie inna jakość niż jakieś naprędce wystrugane figurki typu R. Petru czy M. Kijowski.

J. Kaczyński uczy się na swoich błędach, choćby z lat 2005-2007. Zresztą PiS będąc przez tyle lat w opozycji był opozycją merytoryczną. Zgłaszał ustawy, organizował kongresy merytoryczne politycznie i gospodarczo. Nigdy nie był opozycją totalną i przez myśl nie przeszło J. Kaczyńskiemu, aby działać tak bezprawnie i antypolsko jak czyni to dziś totalna opozycja. Dziś to daje rezultaty w postaci wielu świetnych ministrów, którzy rządzą dla Polski i Polaków a pani premier B. Szydło okazuje się być najlepszym premierem od 1989 roku. Podobnie jest z prezydentem... porównajcie choćby klasę pijaka A. Kwaśniewskiego i infantylnego B. Komorowskiego z klasą A. Dudy i jego małżonki... To jakiś kosmos odległości wykształceniowo-intelektualno-osobowościowej.

Można prześledzić wiele działań PiS-u (ZP) i J. Kaczyńskiego, które były strategicznie przemyślane. W takiej analizie zacząć by wypadało od samego składu Konwentu Seniorów (Prezydium Sejmu), gdzie PiS przeforsował swoją większość kosztem PSL. A to oznaczało i oznacza, że to PiS kontroluje charakter i treść obrad Sejmu... Wyobraźmy sobie sytuację, gdyby była równowaga lub przewaga opozycji. Byłaby dywersja totalnej opozycji rozkładająca i niwelująca w ogóle możliwość normalnych obrad Sejmu. Podobnie było z TK, jak też z niemal wszystkimi działaniami, w tym z ostatnią kompromitacją totalnej opozycji i zapobieżeniu przez PiS (ZP) i prezydenta siłowego zamachu stanu, który w grudniu - przy pomocy m.in. zdrajcy D. Tuska - chciała dokonać totalna antypolska opozycja.

Ale wojna trwa nadal i sądzę, że J. Kaczyński wyprzedza totalną opozycję o kilka długości. Wie dobrze, że antypolacy z zewnątrz i z wewnątrz będą dalej próbowali obalić obecne władze.

Teraz wymyślili sobie budżet jako obszar ataku na PiS (ZP). Sprawa jest zamknięta bo prezydent A. Duda już podpisał ustawę budżetową i w poniedziałek będzie ona wydrukowana w Dzienniku Ustaw. Dyskusji nad budżetem nie było i sama totalna opozycja z niej zrezygnowała zaślepiona wykonywaniem rozkazów obalenia za wszelką cenę obecnych władz. Przegrali całkowicie: budżet uchwalony mimo wyciągniętej do zgody ręki J. Kaczyńskiego. Sądzę, że on wiedział, że półgłówki z totalnej opozycji nie zaakceptują żadnego kompromisu, stąd szybkie i bez poprawek uchwalenie przez Senat budżetu i równie szybkie podpisanie go przez prezydenta.

Teraz totalna opozycja będzie chciała zapewne zaskarżyć sposób uchwalenia budżetu w Sali Kolumnowej, choć było wymagane kworum a nigdzie nie jest zapisane prawnie, że ustawy muszą być uchwalane jedynie na sali plenarnej Sejmu. Sejm tworzą wybrani przez naród posłowie a nie budynki czy też określone sale obrad.  Problem w tym, że TK nie ma kompetencji oceniania sposobu uchwalania ustaw a jedynie może oceniać zgodność ich treści z Konstytucją RP. A sama treść ustawy budżetowej w żadnym punkcie nie jest niezgodna z Konstytucją RP, więc TK nie podstaw do uznania jej za niekonstytucyjną.

Wszystko więc jest jasne, ale trzeba wiedzieć, że w TK przewagę 8 do 7 mają dzisiejsi totalniacy opozycyjni i naprawdę nie wiadomo, co mogłoby przyjść im do głowy... bowiem za czasów A. Rzeplińskiego TK dokonywał ekwilibrystycznych cudów, aby tylko pogrążyć obecne władze i usprawiedliwiać posunięcia władz odeszłej w niesławie III RP.

Więc co sobie strateg J. Kaczyński wraz ze współpracownikami obmyślił? Otóż nagle - po zwycięstwie i neutralizacji próby siłowego zamachu stanu - prokurator generalny Z. Ziobro zaskarżył sposób wyboru w 2010 roku trzech sędziów TK, reprezentujących dzisiejszą totalną opozycję, t.j.: Stanisława Rymara, Piotra Tulei i Marka Zubika. Z. Ziobro miał ku temu jakieś prawne podstawy, bowiem owi sędziowie wybrani zostali blokowo a nie indywidualnie, co nakazuje prawo.

Ale znów... TK nie ma kompetencji do oceniania sposobu uchwalania decyzji Sejmu a jedynie zgodności treści ustaw czy uchwał z Konstytucją RP, o czym zresztą - nawet ganiąc Z. Ziobrę - mówi wprost J. Kaczyński.  Więc tak naprawdę TK nie może zajmować się sprawą wyboru sędziów w 2010 roku, które zaskarżył Z. Ziobro. TK musi wydać taką opinię a jeżeli ją wyda (za czym oczywiście będą głosować zagrożeni utratą stanowisk wskazani przez Z. Ziobro sędziowie TK) to również TK nie będzie mógł zajmować się sposobem uchwalania budżetu. I sprawa budżetu jest załatwiona w TK... Nie genialne? Owszem, ale świadczy to tylko o tym, że J. Kaczyński jest genialnym strategiem a dodatkowo przełożenie obrad Sejmu na 25 stycznia (po zaprzysiężeniu już D. Trumpa - 20 stycznia) całkowicie stawia totalna opozycje w odwrocie i przynajmniej daje obecnym władzą rządzenie co najmniej przez dwie kadencje.

Pozdrawiam


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Przed 11 stycznia - G. Soros, USA, CIA i kilka reflesji o sytuacji w Polsce

W swoim tekście "Nowa geopolityka: nasze stosunki z Kremlem (1)" [1] napisałem m.in.:

"Polska - po Brexicie  - jest dziś tak naprawdę newralgicznym krajem UE, która może doprowadzić do zmiany kierunku rozwoju UE i eliminacji z niej dotychczasowych elit. To nie są małe i oddalone od centrum Węgry. Stąd też jest taki atak zniemczonej starej UE na nowe władze polskie, bowiem Polska buduje wokół krajów Grupy Wyszehradzkiej alternatywę politycznego oblicza UE. Po nominacji D. Trumpa kraje te (w tym Polska) zostaną znacznie wzmocnione, co bardzo nie podoba się dotychczasowym elitom UE a najbardziej Niemcom".

Jako pewien suplement do tego tekstu - który jest zapowiedzią tematu 2 części moich geopolitycznych rozważań, która dotyczyć będzie naszych stosunków z USA oraz ze względu na szybko zbliżający się 11 stycznia - pragnę naprędce podzielić się z Szanownymi Czytelnikami kilkoma niepogłębionymi refleksjami na temat obecnej sytuacji politycznej w Polsce.

Otóż chyba ktoś mało obyty politycznie i naiwny (delikatnie mówiąc) może sądzić, że afera taśmowa (podsłuchowa) u Sowy i tam jeszcze gdzieś to była "robota" jakichś kelnerów napuszczonych przez jakiegoś Falentę. To jest po prostu niemożliwe.

Więc kto mógłby być i pewnie był kreatorem tejże afery?

Moim zdaniem w momencie zakończenia w 2013 roku tzw. resetu USA z Rosją dla USA rządy PO-PSL, które ten reset aprobowały, stały się już niepotrzebne a nawet przeszkadzające w nowej sytuacji skonfliktowania z Rosją. Trzeba więc było zrobić wszystko, aby zmienić władze w Polsce, zmienić na proamerykańskie i w sumie antyrosyjskie.

I wedle mnie cała ta afera podsłuchowa była wykreowana właśnie przez służby USA (CIA) i odniosła zamierzony skutek, bo PiS i A. Duda wygrali wybory. A przy okazji wszyscy Polacy dowiedzieli się jak antypolskie i antypaństwowe były rządy PO-PSL, dla których Polska była "dojonym" przez nich  "teoretycznym państwem", gdzie jest tylko "chuj, dupa i kamieni kupa".  Ponadto dodatkowym pozytywnym skutkiem było pozbycie się z Polski wielkiego sprusaczonego szkodnika i psuja D. Tuska, który uciekł pod skrzydła krajanki A. Merkel.

Wybory w USA wygrał D. Trump, co rozwścieczyło lewacko-demoliberalne światowe elity a najbardziej chyba żydowskiego grandziarza (jak to określa S. Michalkiewicz) G. Sorosa i oczywiście - jak wspomniałem - Niemców i samej kanclerzyny. Podobnie zresztą jak rozwścieczyły tych lewaków i G. Sorosa raz Niemców wybory w Polsce i wygrana A. Dudy i PiS-u (ZP). A jak mocna to była wściekłość widzieliśmy przez cały rok po zachowaniach totalnej opozycji spod znaku .N, PO, KOD i częściowo PSL.

Po wyborach w USA (pomimo rozpaczliwych działań G. Sorosa i spółki) D. Trump uzyskał akceptację elektorów i już 20 stycznia zostanie prezydentem USA. Jednak do tego czasu panuje w USA jakby bezkrólewie. Stąd właśnie do owego 20 stycznia elity lewacko-demoliberalne, nasi totalni zdrajcy, G. Soros, Niemcy (w tym BND oraz niemieckie media w Niemczech i w Polsce)) i spółka chcieli doprowadzić do zamachu stanu w Polsce [2], aby D. Trumpa postawić przed faktem dokonanym.

Na szczęście próba się nie udała, ale PiS zapewne o niej wiedział... bo skąd od razu były przygotowane przenosiny obrad do Sali Kolumnowej i "wymuszenie" przez marszałka sejmu na totalno-radykalnej opozycji rozpoczęcia przygotowanego wcześniej scenariusza destrukcji państwa i działań zmierzających do zamachu stanu? Musieli mieć to przygotowane wcześniej, a więc jakieś służby musiały też o tym wiedzieć i sądzę, że też raczej - oprócz polskich - przede wszystkim CIA.

G. Soros co jakiś czas robi sobie odprawy swoich żołnierzy z całego świata (co pięć, sześć lat), ale sytuacja stała się poważna bo zamach stanu w Polsce się nie udał więc żydowski finansowo-polityczny grandziarz G. Soros wpadł w złowieszczą panikę i w trybie pilnym wezwał sobie na przełomie roku R. Petru do siebie. Co ustalili? Nie wiem, ale musieli coś ustalić, stąd CIA "odpaliła" aferę Petru i Kijowskiego (KOD to też G. Soros ze Smolarami i Michnikiem).

Reasumując. Wydaje się, że obecnie CIA jest jakby w konflikcie z D. Trumpem, ale ja w to nie wierzę, bo byliby samobójcami, więc chyba CIA znów zainterweniowała w Polsce i pokazała Polakom jak śmieszna, płytka, hipokrytyczna i antypolska jest obecnie totalna opozycja w postaci .N, KOD czy części PO oraz części PSL. Być może dzięki temu uda się zapobiec kolejnemu zamachowi stanu w Polsce planowanemu przez grandziarza, polskich zdrajców i elity lewacko-demoliberalne na 11 styczna 2017 roku. I jeżeli dotrwamy - jako Polska - do 20 stycznia i zaprzysiężenia D. Trumpa na prezydenta USA to PIS może liczyć na długie rządy, tym bardziej, iż naprawdę dla Polaków zrobił więcej niż wszystkie rządy od 1989 roku i Polacy naprawdę to widzą. a różnica intelektualna oraz osobowościowa obecnych kadr rządzących Polską jest wprost nieporównywalna do imbecylskich i prymitywnych kadr totalnej opozycji.

I jeszcze to przyśpieszenie wejścia do Polski wojsk amerykańskich z ciężkim sprzętem bojowym...

G. Soros oczywiście w swoim starczym umyśle lamentuje, że odradza się na świecie faszyzm i ludzie odwracają się od totalitarnych lewackich idei i tychże elit oraz unicestwiają tym samym chore zamierzenia  zbudowania przez nich czegoś na kształt NWO i Jednego Rządu Światowego. Musimy się więc na pewno spodziewać, że będzie próbował jeszcze raz w Polsce, być może właśnie 11 stycznia dokonać przewrotu. Mam mam nadzieję, że mu i lewackim międzynarodowym elitom oraz naszym totalniackim targowickim zdrajcom się to nie uda. Liczę tu na mądrość Polaków, polskie władze, polskie i też nam sojusznicze służby specjalne i na wykazaną śmieszność, i intelektualną oraz osobowościową pustkę radykalnej opozycji, ale trzeba naprawdę uważać, bo oni są zdolni do wszystkiego, nawet do przelania polskiej krwi.

Pozdrawiam

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2017/01/nowa-geopolityka-nasze-stosunki-z.html
[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2016/12/grudniowa-proba-totalniakow-dokonania.html 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 13 maja 2016

Po audycie nie tylko PO i PSL powinny zniknąć ze sceny politycznej!

Wczoraj i dziś poświęciłem trochę czasu aby wysłuchać całości wystąpień rządowych dotyczących audytu po rządach PO-PSL. Do swojego archiwum skopiuję również stenogram z tego sejmowego posiedzenia.

Pierwszym uczuciem jakie mnie ogarniało niemal po każdym z wystąpień ministrów była złość a później pogarda.

Złość, że my Polacy pozwoliliśmy takim ludziom rządzić przez 8 lat a tak naprawdę przez niemal 26 lat. To jest po prostu niewiarygodne, iż potrafiono nas tak zmanipulować i doprowadzić do takiego intelektualnego wyjałowienia, że staliśmy się bezwolnymi i bezmyślnymi baranami idącymi z uśmiechem na rzeź z jednoczesnym na głos wychwalaniem rzeźnika.

Po prostu nie jestem w stanie zrozumieć jak naród polski w dużej części dał się sprowadzić do roli niewolnika i piewcy własnych ciemiężców.

Co się stało z naszym narodem, który od 1050 lat może się pochwalić własną państwowością, językiem, ziemią, tożsamością, bohaterstwem, wolnością, wiarą, tolerancją i narodową dumą? Narodem, który potrafił odrodzić się nawet po 123 latach zaborów. Cóż takiego doprowadziło nas do tak daleko posuniętej degrengolady? Gdzie się zapodziała nasza wewnętrzna wolność i od zawsze do niej dążenie?

Mówię tu o nas wszystkich jako Polakach, bowiem daliśmy się wewnętrznie zantagonizować, skłócić a wielu z nas uległo antypolskiej propagandzie i manipulacji. Ale przecież jesteśmy jednym narodem i chyba wszystkim nam powinno zależeć na naszej ojczyźnie. Nam współczesnym Polakom i również dla dobra naszych dzieci i wnuków.

Owszem... Nieraz tak jest, że nie zawsze potrafimy odróżnić dobro od zła. Szczególnie teraz, gdzie te pojęcia są przez totalitarystycznych lewaków i takich samych demoliberałów relatywizowane. Nie zawsze jesteśmy w stanie ocenić co jest prawdą a co jest kłamstwem. I też jest to bardzo trudne w dobie powszechnego kłamstwa, które nieraz  przedstawiane jest jako prawda.

Ale przecież są wartości nadrzędne, które powinny dawać nam fundament własnej tożsamości oraz umożliwić prawidłową ocenę teraźniejszości. Nie trzeba tych wartości daleko szukać. One są zawarte w Dekalogu i z tego Dekalogu możemy je wydobyć. Tam są zawarte uniwersalne wartości ogólnoludzkie oraz zalecenia naturalnego i korzystnego dla nas postępowania nas wszystkich, nas ludzi i wobec innych ludzi. Sam zaś dekalog nie musi wszakże dotyczyć tylko wierzących, bowiem zestaw większości (ostatnie siedem) norm etyczno-moralnych tam zawartych jest powszechnie akceptowany także przez niewierzących, czyli tak naprawdę przez ogół ludzi.

Każde z tych norm zostało przez rządy PO-PSL i większość rządów III RP pogwałcone. Pogwałcone też zostały normy prawne i obowiązujące w Polsce prawo.

Powrócę do pytania... Co się z nami Polakami stało, że wielowiekowe hasło: BÓG, HONOR, OJCZYZNA przestało być drogowskazem naszego prawego postępowania, naszej codziennej postawy. Dla nie wierzących można by zamienić słowo BÓG w wartości humanistyczne określone przez większość przykazań Dekalogu.

Wielokrotnie o przyczynach tego stanu rzeczy pisałem, ale tak naprawdę jego istotę wskazał w przemówieniu sejmowym minister obrony narodowej A. Macierewicz pytając: Co takiego wam Polska zrobiła, że tak ją pozostawiliście bezbronną?”

To pytanie można odnieść nie tylko do naszego bezpieczeństwa narodowego, ale do wszystkich aspektów naszej polskiej rzeczywistości... od kultury do gospodarki i nawet sparafrazować: "Co takiego wam Polska zrobiła, że tak chcecie ją zniszczyć i przejąć?".

Odpowiedź jest tylko jedna. Naszej, polskiej porażki i zniszczenia naszej Polski chcą nie-Polacy oraz polscy zdrajcy. A dodatkowo inni też chcą ją dalej grabić. Polacy duchem nigdy by na to nie pozwolili i mam nadzieję, że nawet Polacy otumanieni dotychczas antypolską propagandą obcych nam etnicznie ludzi oraz okłamywani przez polskich zdrajców powrócą do polskości.

Dlatego też nie tylko PO-PSL powinny zniknąć ze sceny politycznej jako zdrajcy, ale też i wszystkie ugrupowania godzące się na powolne niszczenie i przejmowanie Polski przez obcych. Także te powstałe na gruncie zdradzieckich i niepolskich UD/UW/demokraci.pl a dziś objawiające się jako Nowoczesna i KOD.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 10 maja 2016

2 letni szef KOD-er, mikrobiolodzy od bakterii i "rozwalający" audycję Ł. Warzecha!

Dochodzimy w wykonaniu opozycji do jakiegoś surrealistycznego absurdu, totalnego chaosu, paniki a może po prostu jest to przejaw jakiejś specyficznej choroby i to choroby bardzo ciężkiej i niebezpiecznej dla Polski i Polaków niestety?

Pomijam tutaj trwające od kilku miesięcy działania opozycji noszące znamiona zdrady współczesnych Targowiczan, ale...

Jeszcze bowiem przed marszem opozycji GW drukuje instrukcję KOD wzorowaną na instrukcjach opozycji lat 80-tych a w treści obejmującą porady jak należy się zachować wtedy, gdy wstrętny PiS będzie opozycję i jej zwolenników wsadzał do więzienia lub aresztu czy też może ubecko torturował.

Z kolei jeden z guru lewackiej myśli i michnikoidalnej manipulacji Jacek Żakowski snuje wizje, że tak naprawdę KOD winien być jak islamski Hamas.

Lider KOD dodatkowo ogłasza wszem i wobec, że "mikrobiolodzy metodami do liczenia bakterii policzyli, że na demonstracji było 214 tys. uczestników"  a dodatkowo wychodzi, że zarobił na demonstracji netto 150 tys. złotych (180 tys. zebranych do puszek - 30 tys. kosztów) [1].

Na marszu jakaś zwolenniczka KOD wygaduje, że należy "wysłać PiS do Oświęcimia i wytruć” a jakiś inny zwolennik nosi transparent, że w Polsce jest jakiś PiSlam a znów inny kretyn z dumą nosi wizerunek Osamy bin Ladena. 

Mało tego... Dowiadujemy się, że w ramach KOD działa Młody KOD a szefem-koordynatorem koderowych dwulatków jest niejaki Staś Zaręba... i owszem 2 latek, który "wstąpił (jak my wszyscy) do KOD niedawno, ale już przejął przywództwo w swojej grupie. Był już na jednej manifestacji i dumnie nosi znaczek MŁODY KOD. Zamiast dobranocki woli oglądać TVN24 - musi być na bieżąco w sprawach polityki krajowej" [2].

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze Stefan Niesiołowski, który z balkonu doliczył się 300 tys. demonstrantów i grozi, że przyjdzie czas, iż ludzie pozostaną na ulicach... oraz G. Schetyna wymyślający nowe, post-marszowo-klęskowe hasło: ''Razem obronimy Polskę".

A jakby tego było mało prawicowy oszołom Ł. Warzecha w radio TOK FM obnaża absurdalność i śmieszność argumentacji opozycji i "rozwala" D. Wielowieyskiej audycję, bo mówi argumentacją jej i właśnie tej pseudo-opozycji dzisiejszej i... dolicza się 1,5 mln. demonstrantów oraz ironicznie grzmi na H.G. Waltz, że perfidnie zaniżyła liczebność 7-majowej demonstracji o czym on informuje w ostatniej oazie wolności i demokracji, t.j. w michnikoidalnym medium. W ogóle Ł. Warzecha wywołał oburzenie, konsternację a przez J. Gugałę został okrzyknięty niemal chamem.

Jeszcze wcześniej opozycyjnie lewacy i demoliberałowie tworzą jakąś kuriozalną koalicję p.n. "Wolność, Równość, Demokracja" (bez PO) nawiązującą w nazwie do hasła Rewolucji Francuskiej: "Wolność, Równość, Braterstwo albo Śmierć".

A nad wszystkim roznosi się duch Ryszardowych: "Rubikonia", "Sześciu Króli" czy też trawającej do dzisiaj Konstytucji 3 Maja.

Śmiać się czy płakać? Naprawdę nie wiem... a może trzeba zacząć ich po prostu leczyć?

Nie mam zamiaru tłumaczyć istoty tych wszystkich śmieszności i absurdów, tej jakiejś aberracji dzisiejszej opozycji. Każdy, kto ma IQ powyżej 60 je widzi i nie warto się rozwodzić nad tą głupotą.

Natomiast zastanawiam się nad czymś innym.

Jeżeli faktycznie taki i ten liderowy przekaz dzisiejszej opozycji jest przekazem skierowanym z rozmysłem do swoich zwolenników, to albo ci zwolennicy są naprawdę infantylnymi głupcami, albo za takich głupców uważają ich opozycyjni liderzy i elity III RP. Jeżeli jednak ich zwolennicy nie są głupcami to znaczy, że takimi są ich liderzy.

Ale chyba... raczej powiedzieć wypada jedno: zarówno liderów jak i zwykłych zwolenników dzisiejszej lewackiej i demoliberalnej opozycji można opisać celnym zdaniem Jana Pietrzaka: "To jest najgłupsza opozycja, jaka w Polsce istniała. Tak durnych ludzi, jak ci, nie było" [3].

P.S.


Choć może w niektórych przypadkach (jak np. w odniesieniu do 2 letniego lidera Młodego KOD-u) broniłbym zwykłych ludzi otumanionych i zmanipulowanych przez liderów. Oni naprawdę jeszcze nie wiedzą, że są przez nich manipulowani. Ale dla tych 2 laków jest nadzieja na stanie się przez nich mądrymi ludźmi a nie bakteriami, których zliczają mikrobiolodzy...

[1] http://wpolityce.pl/polityka/292317-kod-owcy-rozmnozyli-sie-jak-bakterie-kijowski-mikrobiolodzy-metodami-do-liczenia-bakterii-policzyli-ze-na-marszu-bylo-214-tys-ludzi
[2] http://niezalezna.pl/80180-dwuletnie-dziecko-dzialaczem-kod-tak-twierdzi-biuletyn-organizacji-kijowskiego
[3] http://niezalezna.pl/80181-najglupsza-opozycja-jaka-w-polsce-istniala-wedlug-satyryka-material-na-kabaret
 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 5 maja 2016

"Wolność, Równość, Demokracja"... albo... co?


Tylko kilka zdań...

No to cóż to się porobiło?

Powstała jakaś koalicja pn. "Wolność, Równość, Demokracja", którą tworzą: KOD, Nowoczesna, Polskie Stronnictwo Ludowe, Stowarzyszenie Inicjatywa Polska, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Zieloni, Partia Demokratyczna i Stronnictwo Demokratyczne. Zabrakło na razie PO...

Cele tej koalicji są jasne i oczywiste a dotyczą przede wszystkim walki z obecnym rządem i prezydentem a tak naprawdę z narodem polskim. Ale są i inne ciekawe cele szczegółowe, które dotyczą m.in. tego, aby:  [1]

- Polska była krajem otwartym i życzliwym dla wszystkich i zapraszającym (czyżby islamistów a tym samym m.in. terrorystów islamskich?) oraz uczestniczącym we wspólnocie demokratycznych państw,
 - obecny rząd oraz prezydent ulegli opozycji i Trybunałowi Konstytucyjnemu w obecnym sporze konstytucyjnym w Polsce, czyli aby przyjęte zostało ślubowanie od wcześniej wybranych trzech sędziów oraz został opublikowany wyrok TK z 9 marca,
- prawica i PiS przestali zawłaszczać państwo i operować językiem nienawiści.

Warto zauważyć, że ta koalicja powstaje dzień po tym, kiedy KE UE zaproponowała kary dla poszczególnych państw za nieprzyjmowanie imigrantów islamskich wynoszące 250 tys. Euro za jednego islamistę, więc chyba nie jest przypadkowe, że M. Kijowski chciałby, aby Polska była krajem zapraszającym (sic!)...

Ta dziwna koalicja ma poprowadzić antyrządową demonstrację zorganizowaną w Warszawie 7 maja. W sumie organizatorem finansującym ów Marsz jest tak naprawdę PO, ale nowa koalicja wydaje się uważać za ważniejszą od partii Schetyny.

No cóż... w wewnętrznym plebiscycie na największych zdrajców Polski i Polaków walczą dzielenie i G. Schetyna i przywódcy nowej koalicji.

Niemniej można by tą całą inicjatywę potraktować z humorem a jej wyświechtane i pokręcone cele można po prostu ośmieszyć wskazując np. na ich "język nienawiści", gdyby nie fakt, iż rzeczywiście prawdopodobnie ta ich 7-majowa demonstracja ma być czymś w rodzaju "majdanu".

Nie wiem, ale w sobotę musimy spodziewać się prowokacji i z tego punktu widzenia należy rozpatrywać obecne ruchy opozycji, w tym też powstanie dzisiaj tej dziwacznej koalicji... Wydaje się, że poszczególni jej przywódcy chcą zawczasu zawłaszczyć jakieś negatywne efekty dla rządu wynikające z tegoż marszu...

Trudno się domyśleć, co oni tak naprawdę planują, ale przygotowania do obecnej soboty trwały przecież od wielu miesięcy, więc można się spodziewać po nich wszystkiego, co najgorsze można znaleźć w osobowości zdrajcy, sprzedawczyka, szmalcownika i nienawistnika polskości...

P.S. 1
Tak na marginesie... powstanie takiej koalicji świadczy też o fiasku projektu pod nazwą KOD, który nie był w stanie "oddolnie" obalić rząd... Pokazuje też rozpaczliwą sytuację takich partii jak PSL czy SLD, które imają się już "paktu z lewackim i bankstersko-demoliberalnym diabłem" byleby tylko utrzymać się na powierzchni sceny politycznej...

P.S. 2
Ciekawą nazwę przybrała sobie ta koalicja... Bezpośrednio nawiązuje ona bowiem do hasła niechlubnej dla ludzkości Rewolucji Francuskiej, tj.: "Wolność, Równość, Braterstwo albo Śmierć". Czyżby nowa koalicja planowała unicestwić swoich przeciwników jak rewolucjoniści francuscy i co może mieć z tym wspólnego chęć importu do Polski islamskiego terroryzmu? 

P.S. 3
Dla mnie osobiście ten, kto aprobuje import islamskiego terroryzmu do Polski już nawet nie jest jej zdrajcą, ale upodobnia się do owego terrorysty. Tak trzeba takie osoby określać... Podobnie dla Europejczyków w innych państwach ludzie, którzy zaimportowali u nich islamski terroryzm też winni być określani terrorystami.


[1] http://newsroom.salon24.pl/709301,powstala-koalicja-kod-i-opozycji-bedzie-walczyc-z-jezykiem-nienawisci

środa, 4 maja 2016

Czy Europie i światu grozi terroryzm nuklearny?

W Polsce jesteśmy świadkami jakiejś absurdalnej i niebezpiecznej "gry" opozycji nakierowanej ostatecznie na wywołanie ulicznych burd i zamieszek, które mają doprowadzić do obalenia obecnego rządu. Są to perfidne działania ludzi, którzy - z jednej strony - nie mogą pogodzić się z "oderwaniem od państwowego koryta" a - z drugiej strony - wykonujący prawdopodobnie jakieś polecenia dotychczasowych wewnętrznych i zewnętrznych nadzorców Polski.

Jest też wiele innych obszarów implikujących takie a nie inne ich haniebne działania, o których pisałem m.in. w tekście: "Kto i dlaczego boi się zjednoczonych rządów prawicy w Polsce?" [1] - m.in.: strach przed odpowiedzialnością i prawdą o III RP, strach przed klęską demoliberalnej i lewackiej ideologii opartej na założeniach Rewolucji Kulturowej Nowej Lewicy, strach przed klęską propagandy "pedagogiki wstydu" i odrodzeniem się polskiej dumy narodowej i historycznego oraz narodowego patriotyzmu i polskiej wspólnoty narodowej, strach przed zmianą kierunku rozwoju UE i ograniczeniem dominacji w niej Niemiec, strach przed utratą możliwości dalszego zawłaszczania Polski oraz strach przed odbudową jej potencjału gospodarczego, kwestia tzw: "uchodźców" islamskich, strach Niemiec przed reparacjami wojennymi powiązany ze strachem przed utratą Polski jako lennika kondominium niemiecko-rosyjskiego pod syjonistycznym zarządem komisarycznym. 

Ci ludzie tworzący tą PO-PSL-N-KOD-owską opozycję są zdolni do każdej podłości, są zdeterminowani a jako "że tonący brzytwy się chwyta" mogą się tego ostrza brzytwy chwytać nie bacząc na odniesione własne czy innych krwawe rany. Są zdolni do zdrady i każdej prowokacji, byleby osiągnąć swój (?) założony już w październiku 2015 roku (a nawet wcześniej, czyli po wyborach prezydenckich) cel.

Unia Europejska jako całość jest w permanentnym kryzysie, który musi doprowadzić do zmiany kierunku jej rozwoju. I te "chore na umyśle" lewacko-demoliberalne elity o tym wiedzą i one też są zdolne "chwycić się każdej brzytwy", aby ostatecznie nie zatonąć i w tym swoim skretyniałym działaniu nie baczą nawet na przelewaną krew przez Europejczyków.

I może rzeczywiście tak jest, iż "komuś" lub "jakiejś grupie" zależy na wywołaniu jakiejś formy europejskiej lub światowej wojny, jakiejś ogólnoeuropejskiej (lub nawet ogólnoświatowej) histerii?

Sprowadzając na zaproszenie unijnej Katarzyny II (czyli A. Merkel) islamistów do Europy lewacko-demoliberalne elity sprowadziły na jej teren zwielokrotnione niebezpieczeństwo zamachów terrorystycznych dokonywanych przez islamskie państwo ISIS. Ilu żołnierzy-terorystów tegoż państwa dostała się do Europy wraz z imigrantami islamskimi? Podobno już powyżej 5 tysięcy (sądzę, że wielokrotnie więcej) a przecież do zamachu wystarczy kilkunastu...

I ta "kanclerzyna" cały czas chce przymusowo transportować terroryzm do tych krajów UE, które są niechętne ów terroryzm sprowadzać do siebie, dbając tym samym o bezpieczeństwo własnych obywateli. I naprawdę warto zauważyć, że jest czego bronić i staje się to konieczne, skoro... podobno marcowe zamachy w Brukseli miały też dotyczyć jednej z elektrowni atomowych mieszczących się w Belgii i tylko zbieg okoliczności zmienił plany islamskich terrorystów [2].

Owa informacja jakoś wówczas zbyt mocno nie została wyeksponowana w światowych i polskich serwisach informacyjnych. I tak jest do dziś.

A w Polsce szczególnie w mediach michnikowszczyzny, TVN czy Polsacie w ogóle obowiązuje lewacko-demoliberalna poprawność polityczna w każdym obszarze, w tym również w kwestii imigrantów islamskich.

I należy głośno mówić, iż gdyby stało się dla Polski i Polaków nieszczęście i w jakiejś perspektywie władzę przejęłaby opozycja w postaci PO-N-PSL-KOD to polskie drzwi dla imigrantów islamskich i dla islamskiego terroryzmu zostałyby otwarte na oścież.  Tego chcemy - Polacy?

A sprawa bezpieczeństwa (też w zakresie zagrożenia terroryzmem nuklearnym) wydaje się nadzwyczaj poważna i chyba dotyczy wszystkich mieszkańców Europy, w tym Polaków.

I chyba o tym należy dyskutować a nie o jałowych i "wyssanych z palca" zagrożeniach w funkcjonowaniu demokracji w Polsce.

Okazuje się bowiem, że niebezpieczeństwo terrorystycznego ataku nuklearnego (choćby w postaci zamachu na reaktor jądrowy... ale czy tylko?) jest realne, co potwierdzają swoimi decyzjami władze Belgii i Holandii. Oba kraje podjęły decyzję o zakupie odpowiednio: 11 i 15 mln tabletek jodu, które w celu ochrony tarczycy należy przyjąć w razie skażenia radioaktywnego. Taka ilość oznacza mniej więcej, że zakup został dokonany niemal dla wszystkich mieszkańców tych krajów (szczególnie w promieniu 100 km od samych elektrowni jądrowych i ośrodków badań jądrowych, w tym francuskich i niemieckich) oraz też dla turystów [3].

Czy tego typu zakup byłby dokonany bez wcześniejszego powzięcia domniemania możliwości przeprowadzenia islamskiego ataku terrorystycznego np. na elektrownię atomową? Wątpię, więc tym bardziej pilna staje się dyskusja o takim zagrożeniu i to jest realny problem mogący dotyczyć też Polaków i w ogóle bezpieczeństwa naszego państwa. Tym bardziej, że potencjalny terrorystyczny islamski atak  jądrowy nie musi wcale wiązać się z atakiem na elektrownie atomową.

A jakie mogłyby być konsekwencje takiego ataku? Przypomnijmy sobie chociażby Czarnobyl... I lepiej jak by wszelkie spekulacje na ten temat pozostały tylko w sferze prawdopodobieństwa a nie realnego działania. Tym niemniej musimy być przygotowani na wszystko, chociażby ze względu na ŚDM czy Szczyt NATO.

A ty co, durna opozycjo! Manipulacyjnie od miesięcy działasz specyficznie dążąc do wywołania jakiejś ulicznej konfrontacji Polaków z Polakami ... Może dlatego tak byście chcieli tych islamistów u nas w Polsce... Pewnie by wam pomogli, bo "swój zawsze ciągnie do swego"...


[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2016/01/kto-i-dlaczego-boi-sie-zjednoczonych.html
[2] szerzej:  http://www.tvp.info/24603252/belgia-zamordowano-straznika-z-elektrowni-atomowej-skradziono-przepustke
[3]  szerzej: http://telewizjarepublika.pl/elektrownie-atomowe-zagrozone-holandia-i-belgia-kupuja-miliony-tabletek-z-jodyna,32927.html i wiele innych artykułów

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 12 marca 2016

Polski i Polaków nie stać na bratobójczą wojnę!

Nie wiem do końca jak dzisiaj zakończą się demonstracje zjednoczonej opozycji skupionej wokół postkomunistycznych PO, Nowoczesnej, PSL-u i KOD-u wraz z komunistyczną partią Razem. Niezbyt mnie to interesuje, choć obserwuję wydarzenia uważnie i zauważam, iż negatywne emocje są cały czas podgrzewane przez media III RP, z GW i TVN-em na czele. Nie wiem też jak zakończą się kolejne z nich . Wiem jednak, że eskalacja tych emocji, które mogą zakończyć się ulicznym rozlewem krwi jest tym, co byłoby najgorszym rozwiązaniem dla naszego kraju, dla wszystkich Polaków.

Chyba nietrudno zauważyć, że z demokratyczną w powszechnych wyborach przegraną dawna władza nie może się pogodzić i robi wszystko, aby doprowadzić do ulicznego przesilenia dającego jej możliwość ponownego objęcia rządów.

Przykre i smutne jest to, że dla dzisiejszej opozycji nie jest ważna Polska ani Polacy a jedynie jej własny partykularny interes i jest zdolna do każdej nikczemności: od zdrady targowickiej aż do doprowadzenia do bratobójczej wojny domowej. Nasza wolność, suwerenność i niepodległość nie mają dla niej żadnego znaczenia a dobro Polaków jest dla niej pojęciem obcym. Ale nietrudno jej w sumie za to winić, bo dla nich Polska nie jest po prostu ich ojczyzną, nie jest ich domem, a jej interesy i priorytety są im obce, co wyraźnie zresztą powiedział G. Schetyna: "Jesteśmy częścią wspólnoty europejskiej, w Brukseli czujemy się jak u siebie, to jest też nasz dom i tam będziemy informować o tym, co dzieje się w Polsce. To jest też kwestia rezolucji, którą będziemy chcieli, żeby przyjął Parlament Europejski" [1]. Czyż można mieć większy dowód, że dla opozycji stolicą nie jest Warszawa a Bruksela i że nie reprezentuje interesów polskich a brukselskie? To ludzie nam obcy i nam wrodzy.

Warto nieraz znaczeniowo odwrócić istotę i oddźwięk pewnego toku myślenia i działania. Wyobraźmy sobie, że w czasie rządów PO-PSL to PiS ogłosiłby "opozycję totalną" i zwracał się do zagranicy o ich pomoc w zwalczeniu rządów a ponadto J. Kaczyński np. powiedział, że w Moskwie, Waszyngtonie czy też w Jerozolimie czuje się jak u siebie i tam jest jego dom oraz z pozycji tych domów chciałby obalić demokratyczne rządy. Wyobraźmy sobie sytuację, że prawicowy Cyba morduje asystenta D. Tuska. Wyobraźmy sobie, że PiS i J. Kaczyński zostali stworzeni przez rosyjskie (i nie tylko) służby specjalne. Wyobraźmy sobie, że J. Kaczyński zwracałby się o bratnią pomoc do Rosji, USA czy Izraela. Wyobraźmy sobie, że dodatkowo nie jest zdolny do pomocy swoim dzieciom a ponadto jest sponsorowany przez putinowskie lub chińskie banki.  Jaka byłaby reakcja dzisiejszej opozycji? Chyba nietrudno się domyśleć... a byłaby jednoznaczna: cała prawica to antypolscy zdrajcy chcący odzyskać za wszelka cenę władzę. I taka byłaby narracja międzynarodowa i wewnętrzna.

Widać wyraźnie, że obecnie w naszym kraju od wielu miesięcy realizowany jest napisany przez kogoś scenariusz maksymalnego skłócenia Polaków i eskalacji politycznego napięcia do granic psychicznej wytrzymałości, która ma prowadzić do wzajemnej nienawiści zakończonej przelaniem polskiej krwi. I ten scenariusz jest cynicznie i metodycznie realizowany przez wrogów Polski. A wtedy, gdy rządzą emocje nie ma miejsca na dialog i logiczne argumenty.

Jak onegdaj pisałem: z premedytacją ktoś nas próbuje zantagonizować i skrajnie podzielić wedle starej formuły rządzenia zwanej "dziel i rządź". W skrócie polega ona na kreowaniu konfliktów, po to by samemu je rozwiązywać dla utrzymania lub zdobycia władzy. Wykorzystywana była i jest cały czas zarówno przez międzynarodowe elity uzurpujące sobie sprawowanie rządów nad światem, jak i przez konkretne państwa czy też organizacje polityczno-społeczne.

W obecnej Polsce chodzi o ponowne przejęcie władzy. I taki imperatyw przyświeca dzisiaj opozycji, opozycji, która liderowo (ważne!) nie ma nic wspólnego z Polską i Polakami, nie ma nic wspólnego z naszą Ojczyzną. Mówią oczywiście, że działają dla nas a tak naprawdę po prostu wykorzystują i manipulują dużą liczbą naszych rodaków dla osiągnięcia swoich własnych celów lub celów im wyznaczonych przez inne państwa lub międzynarodowe organizacje.

Jak już pisałem: chcą nas podzielić i skonfliktować,  chcą doprowadzić do rozlewu polskiej krwi i przejąć ponownie naszą Ojczyznę na własność dla dobra tych, którym od zarania oddają lenne poddaństwo (czerpiąc z tego korzyści) i są ich namiestnikami. Na pewno nie dla dobra większości Polaków!

Mam pewność, że ten scenariusz został napisany przez lub dla dzisiejszej opozycji zaraz po przegraniu wyborów prezydenckich. Zamach na TK, powstanie Nowoczesnej a później KOD-u, zajadły atak i demonstracje od pierwszych dni rządów B. Szydło (a wcześniej takiż atak na prezydenta), prowokacyjne wypowiedzi o wojnie domowej i przelewaniu polskiej krwi, ogłoszenie przez PO "totalnej opozycji" i zapowiedź wyprowadzenia ludzi na ulicę, zdradliwe poszukiwanie pomocy za granicą, eskalacja negatywnych emocji... to wszystko jest tylko - modyfikowaną na bieżąco - realizacją owego szczegółowego planu/scenariusza.

I naprawdę. Nie chodzi o TK, czy jakąś obronę zagrożonej niby demokracji. Gdyby nie było wojny o TK to znalazłyby się inne jej powody. Każde działania rządu i prezydenta byłyby takim powodem i takimi też są. A tak naprawdę cel opozycji i jedyna przesłanka implikująca jej działanie to: PiS i prezydent oraz odsunięcie ich za wszelką cenę od władzy.

Gdy zaczniemy walczyć między sobą oni z łatwością nas przejmą, oddadzą całą naszą wolność, suwerenność i niepodległość Polski i nas wszystkich pod władanie zniemczonej UE. A dla Polski będzie to kolejny i ostateczny jej rozbiór.

Nie możemy na to pozwolić...

Naród polski to my wszyscy i nie dajmy się otumanić ludziom, którzy jak wstrętni, obleśni i antypolscy targowiczanie chcą obcej interwencji w naszej Ojczyźnie... To są zdrajcy, którym AK i polscy patrioci golili głowy, to są kolaboranci, których polscy patrioci w okresach wojen skazywali na śmierć. Nie ma większego działania na szkodę Polski  niż profanacja naszego narodu, polskiej godności i niepodległości. Nie ma większej profanacji naszej polskości niż sprzedanie jej w ręce jej nienawistników!

Im właśnie chodzi cały czas o zantagonizowanie Polaków, przeciwstawienie nas przeciw sobie... aby jedność wspólnotowa, polska jedność nigdy nie powstała...

Możemy i powinniśmy się wewnętrznie demokratycznie spierać i kłócić. Takie są prawidła demokracji, tolerancji i wolności słowa, za które nasze przeszłe polskie pokolenia oddawały swoje życie. Jest potrzebna wolność mediów i wypowiedzi publicznych, wolność jaka teraz jest chyba największa od 72 lat! Nikt dziś nie zamyka siłowo, nie inwigiluje fizycznie i psychicznie przeciwników obecnego rządu, nikt ich nie wsadza do więzień i nie zabija. Ale róbmy to we własnym gronie, w gronie Polaków a nie ludzi, którzy chcą nas zniszczyć. Spierajmy się mając w sercu naszą Ojczyznę, Polskę i dobro naszego narodu! Jesteśmy Polakami i mamy obowiązki polskie... nie niemieckie, rosyjskie, brukselskie, amerykańskie, żydowskie! Tylko nasze! Polskie! W Polsce jest potrzebna opozycja, ale nie totalna i nie przedkładająca interesów brukselskich nad polskie. Nie jest nam potrzebna opozycja, która chce abyśmy walczyli ze sobą, nawet kosztem przelanej polskiej krwi, naszego życia, kosztem upadku Rzeczpospolitej!

Nie pozwólmy, jako Polacy, żeby w Polsce znów zwyciężała antypolska i poddańcza innym miałkość i małość siejące antypatriotyczną i antypolską nienawiść i fałsz... Bądźmy gospodarzami swojego domu - Polski. Odrzućmy przestępców, donosicieli, kolaborantów, nie-Polaków, kłamców i oszczerców, hipokrytów i fałszywych patriotów!

Drzemie w nas potrzeba wspólnoty narodowej i spokojnego dążenia do zasobnej Polski. Bądźmy więc dumni z Polski, tolerancyjni dla innych i niech nasze biało-czerwone serca pozostaną takimi każdego dnia... dla nas samych, naszych dzieci, naszych rodaków w kraju i na politycznej i ekonomicznej obczyźnie. Nie dajmy się  podzielić! Bądźmy razem dziś, jutro, zawsze! Niech nikt nigdy nie będzie w stanie nas sprowokować do bratobójczej walki! Nigdy!

Jesteśmy Polakami, każdy z nas jest, kto czuje się Polakiem i jest wierny polskości! Tylko razem w narodowej wspólnocie jesteśmy skałą, której nie zdobędą nawet najwięksi wewnętrzni i zewnętrzni wrogowie. Polska jest zasobna, bogata. Polska ma ogrom inteligentnych i kreatywnych młodych ludzi, którzy nie zasługują na wygnanie i pracowanie niewolniczo na "zmywakach". Ich miejsce jest u nas, w Ojczyźnie, w Polsce. Dyskutujmy o naszym rozwoju gospodarczym, o stworzeniu warunków, aby Polakom chciało się żyć we własnym kraju a nie na obczyźnie, gdzie zawsze będą ludźmi drugiej kategorii. To jest najważniejsze a nie jakieś wyimaginowane antypolskie problemy zagrożeń, których nie ma i nigdy - przez ostatnie miesiące - nie było. Dyskutujmy o realiach a nie o abstrakcji, walczmy o naszą przyszłość... też wolną od agresji islamskiej niosącej gwałt, przestępstwa i śmierć naszych najbliższych. Wygrana opozycji jest też właśnie naszą zgodą na islamski terroryzm niszczący wszystkich niewierców a Polaków w szczególności. Tego chcemy? Chcemy, aby nasze dzieci i kobiety były gwałcone i mordowane, abyśmy musieli nosić brody, aby nie zostać fizycznie zlikwidowani? Chyba nie!

Oczywiście. Obecna władza popełnia błędy, ale czy nie realizuje obietnic lub chce je zrealizować? Chce nam stworzyć propolskie państwo, dla nas i naszych dzieci oraz przyszłych pokoleń! Po niespełna 27 latach jest jedyną, której zależy na Polakach, na nas wszystkich. Dla mnie też nie jest moim marzeniem, ale od czegoś trzeba zacząć. Alternatywą jest nasz - Polaków - koniec!

Czy tego chcemy?

Odpowiedź chyba jest oczywista. Tak chcemy, aby Polska i Polacy, my wszyscy nie musieli emigrować za chlebem, nie musieli się płaszczyć przed zniemczoną Brukselą, putinowską Rosją, amerykańskim mesjanizmem i izraelską wyższością. Mamy 1050 lat swojego państwa i narodu. Jesteśmy Polakami, których nie był w stanie zniszczyć żaden nasz największy wróg. Czyż teraz pozwolimy aby nas wrogowie ostatecznie zniszczyli? Mam nadzieję, że nie...

Mamy - jako Naród - swoje wady i przywary, bywamy nieraz śmieszni, łatwowierni, spolegliwi i groteskowi. Ale w sytuacji zagrożenia naszej tożsamości narodowej i państwowej zawsze okazywaliśmy się bohaterami. Dzięki temu nawet po 123 latach rusyfikacji i germanizacji, po latach II wojny światowej i reżimu komunistycznego, po wymordowaniu przez hitlerowców i komunistów najznamienitszych dzieci naszego narodu... nigdy nie staliśmy się pokorni i bezwolni wobec obcych i nienawidzących nas wrogów wewnętrznych i zewnętrznych. A dziś takimi wrogami są lewacko-demoliberalni liderzy UE, PO, Nowoczesnej i KOD a także PSL. To liderowo nie są  Polacy i nigdy nie byli... To są nasi wrogowie a wrogów trzeba obnażać i napiętnować. Trzeba z nimi walczyć w imię naszej wolności i niepodległości!

Dlatego w milczeniu i z naszą, polską biało-czerwoną flagą - unikając prowokacji - wzywam, abyśmy jako Polacy przeciwstawili się liderowym zdrajcom, którzy chcą nas zniszczyć, zniszczyć fizycznie i duchowo.

Czekają nas miesiące totalnej wojny z Polską, z naszym narodem. Czy wygramy? Nie wiem... Wiem natomiast, że jeżeli przegramy to na lata stracimy Polskę, może nawet na zawsze...

Trzeba w milczącym i nieagresywnym marszu pokazać naszą, polską siłę. Wiem, że będzie to trudne, bowiem kreowanie przez obcą nam mowę antypolskiej nienawiści jest trudne do zniesienia i wywołuje chęć odwetu. Polacy, polscy patrioci, polscy kibice, polskie rodziny i my wszyscy aż "gotujemy się" wewnętrznie i chcielibyśmy pokazać, iż jesteśmy u siebie, w naszej Polsce. Nie możemy jednak dać się sprowokować przez zdrajców. Oni chcą rozlewu krwi a my pokażmy, że jesteśmy pokojowi, tolerancyjni, demokratyczni i świadomi własnej polskości!

Sądzę, że 10 kwietnia (niedziela) musimy pokazać wszystkim naszym wrogom pokojową a nawet milczącą, ale niewzruszalną od pokoleń siłę Polaków. Mam nadzieję, że do takiej demonstracji dojdzie i PiS z prezydentem do niej zachęcą. To musi być wiec poparcia dla prezydenta i rządu. W imię zamordowanych naszych rodaków ze wszystkich opcji politycznych w obydwu Katyniach, w imię zamordowanego generała W. Sikorskiego, w imię pamięci AK i Żołnierzy Wyklętych i w imię pomordowanych przez niemieckich nazistów i sowieckich żydo-komunistyczno- ubeków naszych najznamienitszych rodaków... w imię naszej wolności, niepodległości i suwerenności. To powinien być marsz Polaków, ludzi którzy wierzą, że Polska jest ważna i jest dla nich jest Ojczyzną... teraz i zawsze, niezależnie od poglądów politycznych i innych postaw życiowych.

Tylko w Polsce mógł powstać ruch I Solidarności, tylko Polska mogła dać światu Jana Pawła II, tylko Polska jako społeczeństwo mogła de facto obalić po 40 latach komunizm! Nasze umiłowanie wolności, tolerancji i chrześcijańskiej oraz tej zwykłej ludzkiej przyzwoitości towarzyszy nam od wieków. Dzięki  tym wartościom nasze państwo, nasza Polska istnieje i funkcjonuje, dzięki temu jesteśmy wśród narodów posiadających własny język, wiarę, własne państwo, własną historię, kulturę, sztukę, tradycję!

W imię tych wszystkich wartości podstawowych, determinujących nasze wielowiekowe trwanie... zwracam się do wszystkich Polaków: stwórzmy wspólny, nasz polski dom i przeciwstawmy się próbom jego zniszczenia! Dom jest tu a nie w Brukskeli, Moskwie, Waszyngtonie czy Jerozolimie!

Tylko czy kwiecień to nie będzie za późno? Może nie, ale zmuśmy się do racjonalnego myślenia o Polsce, o nas samych, o naszych dzieciach, wnukach i o tym dlaczego dla dzisiejszej opozycji Bruksela jest ważniejsza niż Warszawa czy Kraków...

[1] http://wpolityce.pl/polityka/284878-platforma-wraca-do-pomyslu-donoszenia-na-wlasny-kraj-schetyna-w-brukseli-czujemy-sie-jak-u-siebie-to-jest-tez-nasz-dom-i-tam-bedziemy-informowac-o-tym-co-dzieje-sie-w-polsce

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 11 lutego 2016

Co gospodarczo pozostawiła po sobie PO? (część 1 - wstępna)

Wciąż czekam na sporządzenie i prezentację Polakom tzw. Bilansu Otwarcia rządu Zjednoczonej Prawicy pod kierownictwem premier B. Szydło. Zdaję sobie sprawę, że to wymaga czasu, ale jest niezbędne i musi ten bilans być jak najszybciej przygotowany w formie pisemnego raportu. Mam nadzieję, że powstanie już niedługo jako podsumowanie całości rządów PO-PSL a być może też całej III RP. I taki opublikowany bilans winien mieć formę szczegółową i obszerną dla fachowców oraz uproszczoną i pisaną zrozumiałym językiem dla tych wszystkich, którzy chcą wiedzieć a nie zawsze zagmatwany językowo i pojęciowo przekaz kierunkowo wykształconych specjalistów jest dla nich zrozumiały.

Po pierwsze finanse...

Wielokrotnie pisałem, że pieniądz odgrywa ważną rolę zarówno w skali mikroekonomicznej (jak gospodarstwa domowe i firmy) i makroekonomicznej (państwo, związki państw).

Z reguły pracujemy - jako pracownicy - w większości dla pieniędzy, są one często przedmiotem wielu emocjonalnych dyskusji, w miejscu pracy - do określonego poziomu - stają się podstawowym motywatorem pracodawców wobec pracowników. One dają nam poczucie bezpieczeństwa,  ich niedostatek często nie pozwala na godne i szczęśliwie życie a już ich brak prowadzi do   skrajnego ubóstwa, bankructwa lub różnych tragedii życiowych. Oczywiście jest źle, gdy dążenie do ich pomnażania przesłania nam inne piękne aspekty naszego bytu na tym ziemskim padole. Sztuką natomiast jest odpowiednia hierarchizacja naszych wartości i celów, aby cieszyć się zarówno z naszego wnętrza i wartości, które wyznajemy, jak i z radości odpowiedniego wydatkowania posiadanych zasobów gotówkowych.

Pieniądze dla firm, instytucji i państwa jako całości są oczywiście niezbędne do prawidłowego ich funkcjonaowania, stanowią "krwiobieg" gospodarki. Bez nich żadna firma nie jest w stanie egzystować. Brak finansowego kapitału krótkoterminowego powoduje zachwianie płynności finansowej i często bankructwo. Brak finansowego kapitału długoterminowego nie pozwala na inwestycje, planowanie działań i rozwój firm. Podobnie dzieje się z państwem jako całością.

W Europie i na świecie temat finansów państwa jest najważniejszym obszarem, którym interesują się zwykli wyborcy. Przecież od stanu finansów państwowych zależy wysokość podatków, pomocy socjalnej, wysokość świadczeń społecznych, poziom i dostępność usług medycznych czy oświaty, wysokość cen i naszych zarobków... Stan kasy państwowej dotyczy niemal każdej dziedziny naszego życia...

Aż dziwne, że w Polsce tak mało się mówi i pisze o tej stronie, najważniejszej naszego życia społeczno-gospodarczo-politycznego zastępując je tematami pobocznymi.

Oczywiście przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele... od strachu rządzących przed gniewem gawiedzi, chęć zachowania władzy aż po zupełnie już zrezygnowane i "otumanione propagandą" polskie społeczeństwo a także brak wiedzy Polaków w obszarze szeroko pojętej ekonomii ("kłania się" się tu obniżenie w ostatnim 27-leciu poziomu nauczania w szkołach wszystkich szczebli).

Niezależnie jednak od wszystkich przeciwności i oporów niektórych warto podejmować się opisywania oraz analizowania faktycznego stanu naszej gospodarki i jej finansów. Jest to tym bardziej konieczne, że powszechnie sprawy te są właśnie mało  rozumiane a sam przekaz informacji bywa często zafałszowany oraz celowo podnosi się jego "skomplikowalność". Widać to szczególnie w swoistej nowomowie i nieraz bełkocie "specjalistów: ekonomistów/finansistów" a także w oficjalnych przekazach instytucji do tego powołanych. Łatwo wtedy o manipulację lub niewłaściwe zrozumienie istoty tychże informacji finansowych czy ogólnie gospodarczych.

Jednym z najważniejszych aspektów finansowych państwa (a także gospodarczych, czyli dotyczących wszystkich Polaków) jest jego zadłużenie mierzone długiem publicznym, zadłużeniem zagranicznym i stanem budżetu państwa oraz jego deficytem. Te miary można uzupełnić także o makroekonomiczny dochód per capita (nie tylko wartość samą w sobie i jej ilościowy wzrost, ale właśnie PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca i źródeł jego pochodzenia - dług czy wartość dodana pochodząca z produkcji), stan zadłużenia obywateli i ich poziom oszczędności (konsumpcyjnej akumulacji) oraz siłę nabywczą uzyskiwanych dochodów generującą bogactwo lub ubóstwo. Ważne też są mierniki inflacji i bezrobocia, bilansu płatniczego czy bilansu handlowego oraz wzrostu uprzemysłowienia (m.in. wzrost produkcji i ilości firm oraz ich zyskowności), wydajności, innowacyjności i produktywności.  Na samym końcu a tak naprawdę na początku winien być określony miernik rozwoju (kategoria jakościowa) danego kraju spełniający warunki: dodatniego przyrostu dochodu narodowego, który winien być większy niż też dodatni przyrost naturalny (demografia!) i mniejszy niż wzrost konsumpcji a ten większy niż dodatni przyrost naturalny.

Postaram się w najbliższych postach omówić te mierniki. Jak wspomniałem wpierw zajmę się makroekonomiczną stroną finansową obejmującą na razie zadłużenie państwa polskiego jakie zostawiła po sobie PO. Na koniec postaram się uwidocznić współzależność tych danych, bowiem tak naprawdę nie mogą one być analizowane rozłącznie, ale jako całość sprzężonych zwrotnie ze sobą zależności ekonomicznych.

Jako przedsmak szczegółowej pierwszej analizy podam już wcześniej przedstawione przeze mnie fakty.

Rząd PiS (licząc dla uproszczenia lata 2006, 2007) zwiększył dług publiczny (wg. metody ESA95) z poziomu 463,02 mld zł na koniec roku 2005 do poziomu 529,83 mld zł na koniec roku 2007, czyli o 66, 81 mld zł. Za rządów PO-PSL (licząc dla uproszczenia lata 2008-2014) dług publiczny wzrósł z poziomu 529,83 na koniec roku 2007 do poziomu ok. 1032,3 mld zł na koniec roku 2014, czyli o 502,47 mld zł. W roku 2015 dług ten spadł o jakieś grubo ponad 153 mld zł a wynikało to z efektów kreatywnej księgowości V. Rostowskiego i z kradzieży naszych - Polaków - pieniędzy z OFE i Funduszu Rezerwy Demograficznej. Na koniec listopada 2015 roku (po kradzieży m.in. z OFE) oficjalnie było to około 837 mln. zł. Ten dług nie zawiera kwot, jakie państwo będzie musiało w przyszłości wydać na świadczenia dla przyszłych emerytów. Uwzględniając te wydatki dług publiczny (ukryty) sięga 3 a może i 5 bln. zł, co w przypadku pierwszej kwoty oznacza, że na jednego mieszkańca wypada nieco ponad 84 tys. zł.

Natomiast według danych NBP zadłużenie zagraniczne Polski na koniec roku 2013 wyniosło około 276,8 mld Euro t.j. 381,1 mld USD. W 2015 roku wyniosło 291,9 mld Euro (ok. 356 mld USD). Warto wspomnieć, że sławne już zadłużenie zagraniczne jakie zostawił nam po sobie E. Gierek w 1980 roku wynosiło w walutach wymienialnych 24,1 mld USD a wymagalne płatności z tytułu obsługi zadłużenia zagranicznego na rok 1981 wynosiły 10,9 mld USD. Dług ten - mimo umorzenia jego części - spłaciliśmy niedawno.

Koszty obsługi naszego zadłużenia (odsetki) to około 40 mld zł...

Roczny deficyt budżetowy w ostatnich 8 latach zwiększył się niemal aż 3-krotnie: z 16,0 (2007 r.) do 46,1 mld zł (2015 r.) przy jednoczesnej wyprzedaży majątku państwa sięgającej  łącznie ponad 60 mld zł i tzw. ogromnej pomocy unijnej i dobrych wskaźnikach wzrostu gospodarczego.

I to tylko początek spustoszenia Polski przez rządy PO-PSL a tak naprawdę niemal wszystkie rządy III RP. Antypolskie rządy czyniące  z Polaków i Polski jakiś skansen ubezwłasnowolnionych i zadłużonych niewolników....

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 14 stycznia 2016

"Uchodźcy" islamscy - ukrywana przyczyna ataku Brukseli i Berlina na Polskę?

Genetyczny nienawistnik Polski i Polaków, prymitywny intelektualnie socjalistyczny Niemiec bez wykształcenia, wedle S. Berlusconiego idealny kandydat do zagrania filmowej roli nazistowskiego, niemieckiego "kapo" Martin Schulz był powiedział we wrześniu 2015 roku - jeszcze za czasów rządów PO-PSL:

"Europa ultranacjonalistów – taką Europę otrzymamy – jeśli oni zwyciężą. Nie tylko w tej (przyjmowania imigrantów – kj) kwestii, ale również w wielu innych. Potrzebujemy dziś ducha europejskiej wspólnoty, który w razie konieczności musi być narzucony siłą. Należę do tych ludzi, którzy uważają, że globalne problemy w XXI wieku - wieku globalizacji, nie mogą być rozwiązywane nacjonalizmem. W pewnym momencie trzeba podjąć walkę i trzeba powiedzieć: postawimy na swoim, nawet siłą, jeśli pojawi się taka konieczność" [1].

We wczorajszym tekście p.t. "Kto i dlaczego boi się J. Kaczyńskiego?" wskazałem na wiele przyczyn strachu przed J. Kaczyńskim a tym samym przed obecnym rządem i prezydentem. Skupiłem się przede wszystkim na środowiskach polskich, ale też wskazałem na niektóre przyczyny tegoż strachu w Niemczech i ogólnie w UE [2].

Wszystkie te przyczyny są bardzo istotne a obejmują one - skrótowo - pięć a nawet sześć obszarów. Pierwszym jest utrata władzy, wpływów i profitów osiąganych dzięki tej władzy. Dotyczy to zarówno elit polskich jak i zagranicznych korporacji przemysłowo-bankowych, którym uniemożliwi się drenowanie finansowe Polski (dotyczy to przed wszystkim firm niemieckich) oraz dodatkowo opodatkuje banki i sieci handlowe. To ryk "świń odrywanych od koryta" i to "świń" polskich i zagranicznych. Drugim obszarem jest strach przed odpowiedzialnością za działania przestępcze, działanie na szkodę Polski i zdradę stanu, w tym m.in. chodzi o tragedie smoleńska i setki a nawet tysiące afer PO-PSL (stoczniowa, marszałkowa, hazardowa, misiakowa, taśmowa i wiele innych). Trzecim to strach przed prawdą o III RP, czyli umowie pomiędzy komunistami i różową opozycją o ustanowieniu quasi wolnościowej III RP. Ten strach też jest powiązany ze zbiorem zastrzeżonym IPN i z archiwami wojskowymi oraz działaniami m.in. WSI oraz związany z historyczną oceną bohaterów III RP, czyli z faktem, że prawda o nich zamieni ich z bohaterów na historycznych zdrajców Polski. Czwartym to strach a może i złość związane z przerwaniem procesów zawłaszczania i podporządkowania sobie Polski przez pewne środowiska, które już myślały, że Polska jest ich. Są to m.in.: korporacje przemysłowo-bankowe, kondominium niemiecko-rosyjskie oraz część środowisk żydowskich. Piątym to zastopowanie w Polsce (a tym samym w wielu innych krajach) rewolucji komunistycznej, rewolucji kulturalnej Nowej Lewicy opartej na ideach komunisty A. Gramsciego i religii politpoprawności polityczno-medialnej. Szóstym w końcu obszarem strachu to histeryczna wprost bojaźń lewacko-demoliberalnych elit przed klęska dotychczasowego modelu rozwoju UE czyli Związku Socjalistycznych Republik Europejskich i nadanie jej charakteru Europy Ojczyzn a nie jednorodnego i beznarodowego oraz zlaicyzowanego jednego państwa Europa. Dziś Polska jest w tym procesie najważniejsza i może stać się liderem krajów Europy Środkowej kładącej kres ZSRE i dominacji Niemiec w UE.

Tak pisałem wczoraj, ale zastanowiwszy się jeszcze głębiej nad agresją skomunizowanych elit unijnych a przede wszystkim Niemiec wobec Polski to również chyba należy mocno podkreślić kwestie tzw. "uchodźców" islamskich.

Trzeba bowiem sobie powiedzieć jasno. W Polsce nie dzieje się nic takiego, co tłumaczyłoby obawę unijnych elit co do stanu demokracji i przestrzegania prawa w Polsce. Abstrahując więc od innych przyczyn (m.in. zafałszowanej przez polskich zdrajców informacji o Polsce) warto wskazać na fakt, że teraz największym problemem Niemiec i UE są tzw. "uchodźcy" islamscy.

Zaproszenie przez A. Merkel wszystkich islamistów i innych, którzy chcieli i chcą przyjechać do Niemiec z Syrii czy Afryki było jej największym błędem, którego skutki odczuwa i będzie odczuwać już zawsze cała Europa a zachodnia jej część w szczególności.

Import obcego religijnie i kulturowo islamu do Europy, finansowany w dużej części przez żydowskie środowiska związane z G. Sorosem, jest klęską cywilizacyjną, która prawdopodobnie zniszczy wiele krajów europejskich, zniszczy łacińską kulturę i cywilizację europejską.

Niezależnie od pierwotnych strategicznych celów jakie przyświecały decydentom w podjęciu decyzji o islamizacji Europy (według mnie to przede wszystkim zniszczenie europejskiej cywilizacji chrześcijańskiej, łacińskiej) to krótkookresowo tzw. "uchodźcy" islamscy doprowadzą do zniszczenia wszystkich aspektów działania UE począwszy od klęski tzw. strefy Schengen (Europa bez granic) a skończywszy na porażce idei i religii politpoprawności politycznej i gloryfikowania multi-kulti i innych lewackich i demoliberalnych komunałów (dogmatów). To już się dzieje a proces ten będzie jedynie narastał. Agresywny islam sprowadzony do Europy a tym samym zaistnienie w niej milionów nigdy nie asymilujących się ludzi postępujących zgodnie z religią muzułmańską, w tym też i jej fanatyczną odmianą już na zawsze zmieni oblicze naszej Europy a zachodniej najbardziej. Akty fundamentalnej nienawiści islamistów do innowierców i niewierców, ataki terrorystyczne, gwałty i molestowanie kobiet i dzieci oraz akty wandalizmu i wprowadzanie prawa szariatu w zamkniętych islamskich dzielnicach to efekt decyzji A. Merkel oraz wcześniejszej polityki multikulturowości i lewackiej, demoliberalnej szalonej tolerancji.

W tej sytuacji - mimo humanitarnych i polipoprawnych frazesów polityków i mediów europejskich - Niemcy postanowiły eksportować swój problem do innych krajów unijnych w Europie, chociaż i może taki był pierwotny cel decydentów. Stąd te sławetne kwoty imigrantów przydzielane odgórnie poszczególnym krajom. A jako, że UE to lewacko-komunistyczny totalitarny i twórczo rozwinięty ZSRR to takie przydzielenie ma charakter przymusu, który - jak to określił cytowany na początku tekstu M. Schulz - będzie zrealizowany choćby siłą.

I właśnie w tym procesie eksportu z Niemiec islamizmu na całą Europę mającym na celu m.in. uratowanie przez to elit unijnych (niemieckich) przed totalną klęską oraz zniszczenie chrześcijaństwa przeszkadzają kraje Europy Wschodniej i Środkowej, m.in. zrzeszone w Grupie Wyszehradzkiej. Te kraje mają inne doświadczenia związane z zależnością od komunistycznego ZSRR, inne niż kraje tzw. starej Europy. One widzą problemy, które niesie współczesny model rozwoju UE zmierzający do utraty suwerenności, wolności i niepodległości poszczególnych krajów. I je artykułują, również w kwestii zrozumienia istoty walki islamu  z chrześcijaństwem.

Polska za czasów rządów PO-PSL stała się wasalem Niemiec i UE, stała się tak naprawdę landem niemieckim a rząd D. Tuska i E. Kopacz realizował tylko i wyłącznie interesy UE, w tym przede wszystkim Niemiec. Przestała być liderem krajów Europy Środkowej i Wschodniej oraz wielokrotnie zdradziła kraje Grupy Wyszehradzkiej (choćby w sprawie kwot uchodźców).

Taka wasalna, lenna i poddańcza postawa Polski była idealna dla zniemczonej UE i pozwalała - w przypadku tzw.: "uchodźców" - swobodnie myśleć o zgodzie Polski na przyjęcie z Niemiec i innych krajów dowolnej liczby imigrantów islamskich. Taki zresztą ponoć był plan Niemiec i Austrii (ale tak naprawdę innych decydentów): jak najwięcej islamistów do katolickiej Polski!

I stała się dla Niemców i demoliberalnych antychrześcijańskich lewaków unijnych rzecz straszna. W Polsce (największym i najliczniejszym kraju wśród nowych członków UE)  zwyciężyła opcja propolska a nie proniemiecka (prounijna). I wszelkie plany zalania Polski islamem legły w gruzach, bowiem nowy rząd polski nie zgodzi się - podobnie jak kraje Grupy Wyszehradzkiej i jeszcze kilka innych -  na kolejne "kwoty" imigrantów. Zrealizuje tylko opcję minimum, na którą zgodziła się zdrajczyni polskich i wyszehradzkich interesów E. Kopacz (ponawiam apel: przyjmujmy tylko uchodźców chrześcijańskich). To dla nich jest katastrofa i jest nie do przyjęcia.

Stąd m.in. ten irracjonalny i histeryczny atak UE (tak naprawdę Niemiec i jeszcze zapewne środowisk związanych z G. Sorosem) na Polskę.

O tym się nie mówi głośno, ale - wedle mnie - jest to jedna z głównych (obok innych) przyczyn nienawiści i strachu zniemczonej UE przed Polską i jej obecnym rządem oraz prezydentem. Nasz rząd nie przyjmie przecież więcej tych islamistów niż liczba, na którą wcześniej zgodziła się antypolska E. Kopacz! Podobnie jak Polska postąpią zapewne kraje Grupy Wyszehradzkiej i jeszcze kilka innych. A problem pozostanie u Merkelowej i innych unio-europejskich przywódców, którym grozi eliminacja polityczna.

Jeżeli więc Polacy chcą mieć u siebie terroryzm i morderstwa, antychrześcijańską nienawiść, akty gwałtu i molestowania kobiet i dzieci, wandalizm i burdy uliczne dokonywane przez wyeksportowanych z Niemiec i innych krajów islamistów ( w tym wysłanników ISIS) a dodatkowo chcą bać się wyjścia samemu z domu  to niech robią wszystko, aby obecny rząd i prezydenta obalić poprzez wspieranie działania zamachowców i zdrajców z Nowoczesnej, PO, PSL i KOD oraz niech wspierają działania skrajnie antypolskich Niemców w KE i PE... oraz innych lewacko skretyniałych i antypolskich europejskich polityków. Powodzenia!!!

Ale ja na to się nie godzę! I sądzę, że większość moich rodaków także!

Pozdrawiam

[1] http://www.wprost.pl/ar/520694/Przewodniczacy-Parlamentu-Europejskiego-grozi-uzyciem-sily/
[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2016/01/kto-i-dlaczego-boi-sie-j-kaczynskiego.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 24 grudnia 2015

Życzenia i wicepremier M. Morawiecki - Musimy odbudować polski kapitał!

W te Święta Narodzenia Pańskiego życzę Wam wszystkim - moim pochlebcom i adwersarzom - wszystkiego, co najlepsze. Niech Dobry Bóg da Wam łaski dobra, miłości i mądrości. Chciałbym, abyście każdego dnia byli szczęśliwi i radośni ciesząc się z osobistych sukcesów, nawet bardzo drobnych. Życzę Wam Ojczyzny dbającej o nas wszystkich, niezależnie od poglądów i przekonań - Ojczyzny, z której będziemy dumni i w której będziemy chcieli żyć i pracować.

To skromne życzenia, ale porzućmy waśnie i spory. Teraz liczymy się My - Polacy i wierzmy, że tak już będzie. Niech nasze dzieci, siostry, teściowie, rodzice, bracia, przyjaciele, partnerzy i wszyscy nam bliscy sercu będą w te Święta wśród nas i niech ich dobro będzie naszym celem....

---------------------------------------

Muszę na swoim blogu przedstawić wywiad (obiektywnie nie cały niestety) wicepremiera i ministra rozwoju M. Morawieckiego. Muszę bo chciałbym go sobie przypomnieć w przyszłości.

Nie dlatego, że się w całości z wicepremierem zgadzam, ale dlatego żeby pokazać Polakom myślenie państwowca a za takiego - mam nadzieję - można uważać M. Morawieckiego. Państwowca z doświadczeniem ekonomicznym  w teorii i praktyce, który w imię służby państwowej był w stanie zrezygnować z profitów jako prezes (nie doradca bez odpowiedzialności jak milioner R. Petru) jednego z największych banków zagranicznych w Polsce a pensja sięgała wielu dziesiątek  tys. zł miesięcznie przy kilkunastu jako wicepremier i minister.

Też się zastanawiałem, czy to odpowiedni człowiek na tym stanowisku, co wyraziłem w swoim poście "Czy M. Morawiecki jest dobrym wyborem dla Polski?" [1].

Język jakim operuje M. Morawiecki jest być może nieraz zbyt trudny, ale dla wielu jak najbardziej zrozumiały. Dla mnie też.

Być może (na pewno) piszę to na blogu po raz pierwszy, ale jestem ekonomistą, zarówno marketingowcem, jak i finansistą. Byłem doktorantem w dziedzinie wiedzy jaką jest ekonomia i zarządzanie, product managerem w firmie niemieckiej, właścicielem firmy prywatnej m.in. zajmującej się badaniami sondażowymi, dyrektorem ds. ekonomiczno-finansowych spółki skarbu państwa a... poza tym jestem autorem setek postów. I nie mówię tego po to, aby się wypromować lub pochwalić, ale jedynie po to, aby moje zdanie - jako merytoryczne - było postrzegane jako dbałość o Polskę i Polaków. Bo wiem, co mówię.

M. Morawiecki - mimo moich zastrzeżeń - podobnie jak M. Kamiński, A. Macierewicz i wielu innych jest państwowcem. I takich jest potrzeba wielu. Mogą się spierać, dyskutować i rozdzierać szaty, ale dobro Polski muszą mieć na pierwszym miejscu. I sądzę, że taki jest rząd premier B. Szydło. Chce dobrze i pozwólmy mu, aby to udowodnił. Chociaż przez 100 dni albo nawet jak kiedyś apelował D. Tusk - 500 dni.

Przez wiele lat pisałem o najgorszych rządach PO - PSL i WSI-owego B. Komorowskiego (WSI - nigdy nie zweryfikowane spec-służby wojskowe podległe rosyjskiemu GRU) jakie Polskę mogły spotkać. Tysiące afer (strata miliardów złotych)  i wyprzedaż Polski, imbecyle i karierowicze a nawet przestępcy na szczytach władzy (afera hazardowa czy taśmowa), niemal mafiozi a na pewno kłamcy (Smoleńsk na "metr w głąb", inwestorzy katarscy w stoczniach, niecne i z potrzeby chwili śluby katolickie - D. Tusk przed wyborami), ludzie intelektualnie i osobowościowo puści, szaleni kłamcy omotani chyba jakąś psychiczną chorobą obłąkańczej nienawiści (jak moim zdaniem donosiciel do komunistycznej SB S. Niesiołowski) i bez honoru z D. Tuskiem i E. Kopacz na czele.

I zawsze jedno mnie dziwiło... jak to możliwe, że jakikolwiek Polak mógł ich popierać. Do teraz tego nie rozumiem...

Nie rozumiem jak jakikolwiek Polak może popierać obecną PO, Nowoczesną i KOD, popierać kretyńskie hasła i wyssane z palca problemy zagrożenia jakiejś demokracji. Chyba, że nie są to Polacy albo Polacy całkowicie otumanieni propagandową papką sączoną nam wszystkim od 26 lat III RP.

Ale szanuję poglądy innych Polaków, choćby bezpardonowo zostali zmanipulowani i przesiąknięci od lat propagandą nienawiści wobec prawicowych przekonań a w szczególności wobec braci Kaczyńskich, chociaż dzisiaj anty-Polacy chętnie się na L. Kaczyńskiego powołują (sic! i wielka  podłość i małomiasteczkowość połączona z perfidią i nienawiścią do Polski). Tych zmanipulowanych szanuję, bowiem kiedyś tak samo zostałem zamanipulowany - jako młody ekonomista - przez T. Mazowieckiego, L. Balcerowicza, J. Kuronia, W. Kuczyńskiego, J. Lewandowskiego, może J. Hartmana i A. Smolara z G. Sorosem i J. Sachsem i całą tą ferajną III RP (niestety z pochodzenia wszyscy nie są Polakami).

Tak... każdemu, który jest w stanie merytorycznie mnie zapytać o okres ostatnich 26 lat tzw. "wolnej Polski" i transformacji ustrojowej niszczącej Polskę jestem w stanie udzielić prawdziwej odpowiedzi i proszę, aby takie głosy się znalazły.

Teraz oddaję głos M. Morawieckiemu, który udzielił wywiadu Gazecie Polskiej:

- Naszym obowiązkiem patriotycznym jest odbudowanie polskiego kapitału! Przez ostatnie 26 lat nasz PKB rósł, ale ten wzrost zależał od importu kapitału. W efekcie dzisiaj mamy jeden z największych długów zagranicznych na świecie. Z tego zadłużenia wypłacamy zagranicy blisko 100 mld zł rocznie. Dlatego musimy pomagać naszym przedsiębiorcom, wspierać polskie marki – mówi Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister rozwoju, w rozmowie z „Gazetą Polską”.

Czy „dobra zmiana” się uda? Od chwili powołania nowego rządu uaktywniły się „złe moce”, które oskarżają państwo o łamanie demokracji.

Uda się. Mimo że trudno liczyć na przychylność większości mediów, bo wiadomo, jakie one mają profil. Chciałbym, żeby przekazywano rzetelną informację o najważniejszych aktywnościach naszego rządu, jednak zamiast tego mamy bezpardonowe ataki. Ale niezależnie od nich, w rządzie będziemy robić to, do czego się zobowiązaliśmy, to znaczy będziemy zarówno wypełniali obietnice wyborcze w taki sposób, żeby zachować stabilność finansów państwa, jak również wprowadzać zmiany gospodarcze i społeczne, które obiecaliśmy i które będą dobrze służyć Polsce.

Ludzie, którzy w czasach PRL radośnie budowali sojusz z ZSRS, oceniają stan demokracji i są wszechobecni w mediach, a nestorzy antykomunistycznej opozycji z rzadka mają szansę zabrać głos. Są obecni w mediach, ale proporcje w kształtowaniu opinii publicznej są tu niewspółmierne. Dlaczego tak się dzieje?

Brak elementarnej równowagi w mediach przez ostatnie 26 lat stanowił i stanowi jeden z podstawowych deficytów demokratycznych w III Rzeczypospolitej. To jeden z kluczowych jej grzechów, ponieważ bez niezależnych mediów, uczciwie oceniających zarówno rządzących, jak i opozycję, bez mediów, które trafiają wszędzie, czyli pod przysłowiowe „strzechy”, trudno o właściwą ocenę posunięć politycznych. Formacja polityczna, która rządzi Polską od miesiąca, była przez ogromną większość czasu trwania III RP w opozycji i brakowało jej możliwości przedstawiania w głównych mediach swojego punktu widzenia. To wielka ułomność ładu panującego w Polsce niezmiennie od lat PRL. Ten stan rzeczy odpowiada bowiem za wiele patologii czasów dzisiejszych: brak rzeczywistej lustracji i dekomunizacji, ogromny deficyt sprawiedliwości i solidarności czy lansowanie polityki historycznej opartej na poczuciu wstydu, a nie dumy z polskości i polskich bohaterów.

Jak przeciwdziałać tej medialnej histerii? Jak przejść do kontrofensywy?

Na pewno trzeba być aktywnym. Nie zwracać uwagi na argumenty pozamerytoryczne, na krzyk w mediach, tylko robić swoje, bo ludzie w ciągu najbliższych kilku miesięcy – jestem o tym przekonany – zauważą i odczują zmiany na lepsze. Jednocześnie trzeba tłumaczyć i efektywnie komunikować wszystko, co robimy. Ale również budować i wzmacniać media, które będą dostarczały społeczeństwu rzetelną informację.

Porozmawiajmy teraz o Panu. Wielu ludzi uważa Pana za wariata, który z lukratywnej i spokojnej posady prezesa banku dobrowolnie zrezygnował na rzecz kiepskiego wynagrodzenia i zawodu, który cieszy się słabą reputacją. To chyba wątpliwy interes...

Dla mnie polityka jest służbą publiczną i osobiście tylko w taki sposób na to patrzę. To piękny i szlachetny zawód, który cenię i szanuję, choć wiem oczywiście, jak bywa oceniany. Politycy powinni zawsze działać na rzecz dobra wspólnego i dlatego powinni cieszyć się największym szacunkiem. Chciałbym moim przejściem do służby publicznej choć trochę przyczynić się do tego, aby tak kiedyś było. Nawet jeśli to tylko idea czy ideał, to trzeba do niego dążyć.

Jednocześnie – ponieważ Pan jest bankowcem – część ludzi dziwi się, że zaufano Panu i powierzono tak odpowiedzialne zadanie jak koordynacja polityki gospodarczej. Co odpowie Pan wątpiącym?

Z tego punktu widzenia szef banku jest akurat w bardzo odpowiednim położeniu, ponieważ dostrzega zarówno sferę mikrogospodarczą, czyli małe, średnie i wielkie przedsiębiorstwa, jak i gospodarstwa domowe. Ale jednocześnie z bliska widzi sferę makroekonomii: pracę regulatorów, ministrów gospodarki, finansów, skarbu, a także Narodowego Banku Polskiego. Z tej perspektywy dobrze widać rynek międzynarodowy i rynek krajowy, problemy średnio uposażonej rodziny, mikrofirmy, ale też problemy np. KGHM czy Orlenu. Widać giełdę i rynek obligacji. Będąc na tej pozycji, można wypracować głęboki i obiektywny ogląd sytuacji w gospodarce. Z powyższych względów trudno mi wyobrazić sobie lepszą rolę do zrozumienia gospodarki niż praca na wysokim stanowisku w dużym banku komercyjnym. To w moim przekonaniu bardzo dobra szkoła przed objęciem ważnej funkcji publicznej. Jest tylko jeden warunek – trzeba być państwowcem.

Wspomniał Pan, że chce pomagać realnej gospodarce, bo ona wygląda inaczej niż w tabelkach Excela. Co Pan wie o realnej gospodarce?

Bank finansuje realną gospodarkę. Od tego jest. Co roku przemierzałem dziesiątki tysięcy kilometrów po kraju, odwiedzając przedsiębiorstwa, rozmawiając z tysiącami klientów, zarówno indywidualnych, jak i firmowych. To nie był tylko fragment mojej pracy, lecz jej główna część. Wszystkie moje tezy i poglądy na temat polskiej gospodarki, jej kondycji, dobrych i złych stron oraz wyzwań, jakie przed nami stoją, biorą się z moich dość intensywnych doświadczeń zawodowych ostatnich 25 lat. W banku i w małych firmach. A także z paru przeczytanych książek i przebytej ścieżki edukacyjnej też, ale stolarz nie nauczy się robienia dobrego stołu na wykładach.

W związku z opcjami walutowymi i kredytami we frankach szwajcarskich, które zrujnowały wiele firm i zwykłych obywateli, zaufanie do sektora bankowego w Polsce znacznie zmalało. Czy słusznie?

W obu przypadkach zawiódł regulator, czyli Komisja Nadzoru Finansowego, która powinna zabronić pewnych zachowań na rynku. Z jednej strony różni uczestnicy życia gospodarczego powinni postępować uczciwie, ale to regulator widzi, czy w jakiejś kategorii produktu finansowego narasta ryzyko, czy nie. Bo gdybyśmy kredyty we frankach szwajcarskich oferowali tylko ludziom majętnym albo takim, którzy zarabiali w euro czy we frankach, to wtedy byłoby ich 20–30 razy mniej niż dzisiaj i nikt by się nimi nie przejmował. Nikt nie miałby pretensji do regulatora, że w jakiejś niszy gospodarczej dopuścił do takiej sytuacji. Ale ten produkt stał się szeroko dostępny i to był błąd. Także błąd banków i klientów. Sam wielokrotnie nawoływałem do tego, żeby nie udzielać kredytów we frankach szwajcarskich, o czym świadczą wciąż dostępne wywiady prasowe ze mną. Niestety, wiele banków udzielało tych kredytów. Podobnie było z opcjami walutowymi. Nikt tego problemu nie wyłapał na czas. Na szczęście w tym przypadku problem był dużo mniejszy – choć bolesny, dotyczył niewielu firm w porównaniu z ich ogólną liczbą i nie nabrzmiał do takich rozmiarów, żeby zagrozić gospodarce czy niektórym jej sektorom.

Powiedział Pan, że w polskiej gospodarce za mało jest „polskiej gospodarki”. Czy miał Pan na myśli repolonizację niektórych sektorów i branż?

To nie takie proste. Przede wszystkim miałem na myśli to, że mało jest polskiej własności, polskiego kapitału. Dlatego tak bardzo zależy nam na wsparciu małych i średnich firm. Żeby mogły rozwijać się i eksportować. Rosnąć i zdobywać kolejne rynki, uczyć się świata. To w perspektywie przełoży się na wyższą dochodowość firm i dochody pracowników, podniesie poziom zaawansowania technologicznego gospodarki i wspomoże budowę polskiego kapitału, który będzie inwestowany w Polsce. Dziś można powiedzieć bez przesady, że przez ostatnie 26 lat potencjał polskiej gospodarki bardziej wykorzystywali inni niż my sami. Czas najwyższy wzmocnić naszą rodzimą gospodarkę, krajowe firmy. Nie kosztem czy zamiast inwestorów zagranicznych, ale obok nich czy nawet we współpracy z nimi, ale tworząc polskie marki, których siła przełoży się na lepsze „jutro” dla polskich firm i ich pracowników. Dziś wszystkie wynagrodzenia w gospodarce to łącznie nieco ponad 50 proc., licząc razem z rentami, emeryturami czy osobami działajacymi na własny rachunek. W Europie Zachodniej ta sama miara przekracza znacznie 60 proc., a niekiedy 70 proc. To pokazuje, że w Polsce w mniejszym stopniu korzystamy z owoców własnej pracy.

Do tej pory brakowało działań wzmacniających naszą rodzimą gospodarkę, polski kapitał?

Takich działań systemowych, prowadzonych według długofalowej i konsekwentnie realizowanej strategii, zabrakło na pewno. Proszę zauważyć, że jesteśmy pod względem potencjału szóstym krajem Unii Europejskiej, a strukturą naszej gospodarki wciąż przypominamy kraje małe i zależne – na przykład ponad połowę polskiego eksportu wypracowują firmy z kapitałem zagranicznym. A różnica między tym, co jesteśmy winni zagranicy, a tym, co za granicą posiadamy, wynosi dziś 1,3 bln złotych i w ciągu ośmiu ostatnich lat ten „minus” powiększył się o jedną trzecią. Poza tym małym firmom, które w Polsce przeważają, zawsze jest trudniej w starciu z wielkim kapitałem. I to właśnie małym i średnim firmom trzeba pomóc, bo to one tworzą najwięcej pozytywnego „fermentu” w gospodarce. Na dodatek dostarczają ponad połowę polskiego PKB i zatrudniają ponad 65 proc. ogółu pracowników. Małe i średnie firmy to sól ziemi naszej polskiej gospodarki i powinny stanowić oczko w głowie każdego odpowiedzialnego rządu.

Jest Pan ministrem rozwoju, a na rozwój potrzeba pieniędzy. Skąd je wziąć, skoro państwowe finanse są w fatalnym stanie?

Zanim odpowiem na to pytanie, jedna uwaga. Jeśli w rządzie mówimy o potrzebie głębszej korekty modelu rozwoju gospodarczego Polski (a mówimy), to muszę wspomnieć o tym, że nie znam kraju, który osiągnął trwały sukces, opierając swój rozwój jedynie na długu zagranicznym, zagranicznym kredytowaniu i zagranicznych dotacjach, nawet jeśli są one unijne. Najzdrowsze fundamenty wzrostu i rozwoju to: inwestycje, własny eksport, pomnażanie rodzimego kapitału w gospodarce i tworzenie warunków do pomnażania oszczędności przez obywateli. Podobną drogę do bogactwa przeszły wszystkie najsilniejsze dziś państwa Zachodu i azjatyckie „tygrysy”, np. Korea Południowa.

No ale skąd brać pieniądze?  

Środki na inwestycje zamierzamy brać z kilku różnych źródeł. Chcemy korzystać z dostępnych oszczędności, ale chcemy też wykorzystać to, że obecnie pieniądz jest bardzo tani i, jak mawia Larry Summers (amerykański ekonomista i polityk, w latach 1991–1993 główny ekonomista Banku Światowego – przyp. red.), grzechem jest nie skorzystać z tych możliwości. To wiąże się z tym, że największe banki centralne świata po kryzysie zaczęły zalewać świat pieniądzem po to, by nie wybuchł jeszcze większy kryzys. W związku z tym cena euro, dolara, jena czy franka nigdy nie była tak niska w sensie stóp procentowych. Również odsetki w złotych są bardzo niskie. A zatem nawet pożyczenie pieniędzy po bardzo niskich stopach procentowych i zainwestowanie ich w rentowne przedsięwzięcia da dobrą stopę zwrotu. To kolejne źródło. Trzecie to fundusze unijne. Czwarte to szczupłe, ale ważne zasoby budżetu państwa, bo chcemy przekierować jak najwięcej środków na inwestycje w zaawansowane produkty, w badania, w rozwój, w innowacje. To bardzo ważne, bo dziś konkurencyjność to nie niskie płace, ale operowanie z wyższego szczebla drabiny technologicznej. Kolejnym źródłem są środki firm na rachunkach bankowych, które są uśpione – w tym sensie, że przedsiębiorcy nie mają okazji do ich zainwestowania. To ok. 250 mld zł. Te środki przynajmniej częściowo można aktywizować. Jeżeli powstaną setki projektów, które pokażą perspektywę inwestycyjną, eksportową, perspektywę ekspansji gospodarczej dla tych firm, to one zaczną inwestować. Chcemy też zaprosić kapitał prywatny, zarówno polski, jak i zagraniczny, zwłaszcza w układzie hybrydowym, żeby współfinansował duże projekty infrastrukturalne czy wzmacniał rozwój tych sektorów, które dobrze sobie radzą, jak Dolina Lotnicza, koleje czy odradzający się w różnych miejscach Polski przemysł motoryzacyjny. Ten słynny już „bilion złotych na rozwój” to symboliczna, ale wiarygodna dźwignia finansowa, jaką można uruchomić w Polsce na przestrzeni 7–8 najbliższych lat.

Co Pan myśli o zamiarze poluzowania tzw. reguły wydatkowej czy o zwiększeniu deficytu budżetowego? To konieczne? To niebezpieczne?

Na pewno musimy bardzo ostrożnie zarządzać finansami publicznymi. W tym kontekście wzrost deficytu ze względu na niższą, niż założył poprzedni rząd ściągalność VAT, na pewno martwi. Tego podatku wpłynie do budżetu w 2015 r. mniej o 12–14 mld zł. A cała luka w ściąganiu VAT to od 40 do 55 mld zł. W związku z tym musimy mierzyć zamiary według sił, które mamy. Bo to delikatna materia. A siły budżetowe są ograniczone przez deficyt budżetowy, który nie powinien przekroczyć 3 proc. PKB, bo jeśli przekroczy tę granicę w dwóch kolejnych latach, Komisja Europejska może nam zagrozić odbiorem unijnych środków. To może nie jest najważniejsza rzecz na świecie, ale na pewno pojawią się zarzuty, że przez rząd, który nie potrafi porozumieć się z Unią Europejską, zabierają nam fundusze. Można sobie wyobrazić wrzawę, jaka by się wtedy pojawiła. Nie widzę wielkiego problemu w jednorazowym przekroczeniu wspomnianych 3 proc. PKB, np. do poziomu 3,3 proc. Popatrzmy, każde 0,1 proc. PKB to ok. 1,7 mld zł. Jeśli więc mówimy o zwiększeniu deficytu o 0,3 proc., to mówimy o 5 mld zł. Kwotowo to sporo, ale jeśli chodzi o przekroczenie progu ostrożnościowego, to czy będziemy na poziomie 2,9 proc., czy 3,2 proc. PKB, to mam nadzieję, że dla Komisji Europejskiej będzie to akceptowalne. Zwłaszcza jeśli polskie finanse w dłuższej perspektywie będzie KE widziała jako stabilne. Jesteśmy w dialogu z Komisją. W ogóle odnoszę wrażenie, że my w naszym dyskursie politycznym zbyt często posługujemy się przesadną interpretacją negatywną. Przypomnę więc może, że na koniec 2014 r. aż w dwunastu państwach UE deficyt budżetowy przekraczał 3 proc. ich PKB. Mało tego, Wielka Brytania i Francja w ostatnich dziesięciu latach tylko dwukrotnie miały deficyt poniżej 3 proc. i nikt nie bił na alarm, bo te odchylenia były uzasadnione długoterminową strategią finansów publicznych.

Co zamierza Pan zrobić, aby lepiej wykorzystywać fundusze UE? W poprzedniej perspektywie finansowej nie wykorzystano ich jak należy i trzeba zwrócić Brukseli 30 mld zł. Jak to w przyszłości poprawić?

Jeśli chodzi o starą perspektywę finansową, obecnie w ramach mojego resortu pracujemy bardzo intensywnie, by nie trzeba było oddawać tych środków. Wierzę, że podejmowane przez nas kroki pozwolą nam utrzymać te fundusze, a przynajmniej ich ogromną większość. Jeśli zaś chodzi o nową perspektywę, żeby się zabezpieczyć przed koniecznością zwrotu unijnych środków, konieczna będzie tzw. nadkontraktacja, czyli wygenerowanie większej liczby projektów po to, żeby w sytuacji, gdy jakieś projekty wypadną lub będą się opóźniały, w ich miejsce mogły wejść inne, które będą mogły skorzystać z tych środków. Chcemy to zrobić, bo nasi poprzednicy popełnili ogromny błąd i nie wykonali tego kroku w wystarczającym rozmiarze. Dziś mój zespół, nowo tworzone ministerstwo, musi gasić ten pożar. Rzeczywiście – grozi nam utrata aż do 30 mld zł z poprzedniej perspektywy 2007–2013.

Jak jeszcze zabezpieczyć środki? Jak je lepiej wydawać?

Nie bardzo podoba mi się to sformułowanie „wydawać”. Nie chodzi właśnie o to, żeby wydawać dla samego wydawania – na nikomu niepotrzebne szkolenia, na jedenasty aquapark w województwie, na hotel dla psów czy pole golfowe. Chodzi o to, żeby inwestować te pieniądze z myślą o zwiększeniu potencjału gospodarczego Polski. Podkreślam to rozróżnienie, bo my przez tych jedenaście lat członkostwa w UE dokonaliśmy skoku cywilizacyjnego pod znakiem wygody (mamy lepsze drogi, właśnie aquaparki, dobre pokrycie siecią internetową, nowe stadiony etc.). Teraz czas na skok cywilizacyjny, którego podstawowym wyznacznikiem będzie dobrobyt społeczeństwa, czyli skok cywilizacyjny w obszarze realnej polskiej gospodarki. Ale żeby tego dokonać, zmianie musi też ulec działalność samej administracji rządowej. To dla przedsiębiorców jest jasne – a sam czuję się przedsiębiorcą – potrzebny będzie rzetelny nadzór i rygorystyczne zarządzanie projektami unijnymi. Chodzi o to, by w tym obszarze było jak w biznesie, a więc codzienne rozliczanie, czy prace są wykonywane we właściwym tempie, by nie dopuścić do sytuacji jak w wypadku gazoportu, którego budowa ma trzyletnie opóźnienie. To taki duch korporacyjny, który dobrze się sprawdza w codziennym funkcjonowaniu wielu administracji publicznych, zwłaszcza z obszaru państw o kulturze anglosaskiej.

Na koniec wolna trybuna, czyli Hyde Park.

Jesteśmy dziś w Polsce w bardzo trudnej sytuacji z pewnego powodu, o którym mało kto mówi. Przez ostatnie 26 lat nasz PKB rósł. Niektórzy się tym chwalą, mówią, że mamy fantastyczny wzrost. Tyle że ten wzrost zależał od importu kapitału. W związku z tym dzisiaj mamy jeden z największych długów zagranicznych na świecie. Chodzi o zadłużenie zagraniczne łącznie – prywatne i publiczne. Nie tylko publiczne. Bo co do długu publicznego, to jest wiele krajów bardziej zadłużonych. Ale to niewiele mówi. Polska ma 50 proc., a Japonia 250 proc. Ale ja wolałbym, żebyśmy mieli 250 proc. w takich warunkach jak Japonia niż nasze 50 proc. Dlaczego? Bo te 250 proc. japońskiego długu jest – w uproszczeniu rzecz ujmując – w rękach Japończyków. U nas jest niestety inaczej. Nasze łączne zadłużenie zagraniczne brutto jest na poziomie polskiego PKB, czyli wynosi 1 bln 750 mld zł. Z tego zadłużenia wypłacamy zagranicy blisko 100 mld zł rocznie w postaci dywidend, odsetek od kredytów handlowych i korporacyjnych, odsetek od obligacji, odsetek od depozytów, reinwestowanych zysków i innych pomniejszych pozycji. To niewyobrażalna dla obywatela suma, o której nikt nie mówi. Trzykrotność naszego budżetu obronnego. 15 razy tyle, ile państwo wydaje na innowacje. Król Persji, Dariusz Wielki, kazał sobie przy każdej uczcie przypominać swoim sługom: „Panie, pamiętaj o Ateńczykach” (którzy wsparli powstanie jońskie przeciw niemu). Ja będę takim sługą, który będzie przypominał o tym, że musimy zmienić dotychczasowy paradygmat rozwoju. Musimy pobudzić nowe myślenie. Anglicy mają powiedzenie „Elephant in the room”, czyli „Słoń w pokoju”, które jest metaforą oczywistego i ważnego, a jednak ignorowanego problemu. Otóż my mamy takiego słonia w Polsce, który nie był zauważony. Jak to się dzieje, że przez 25 lat nikt o tym za bardzo nie mówił?! Mainstreamowi ekonomiści są z siebie strasznie zadowoleni. Wszyscy mówią: „Ale mieliśmy fenomenalny rozwój gospodarczy przez 25 lat”. Pewnie że lepszy niż na Ukrainie czy w Rumunii i też jestem z tego zadowolony, ale jednocześnie wyhodowaliśmy sobie gigantyczną zależność od zagranicy. Dawniej mówili jeszcze, że kapitał nie ma narodowości, że nierówności są zawsze dobre, że państwo nie jest nam do niczego potrzebne. Ostatnio jakoś już tego nie powtarzają. OK. To jest diagnoza. Teraz o tym, co z tym zrobić. Nic z tym nie zrobimy w krótkiej perspektywie, ponieważ własność już jest u kogoś innego. Ale możemy oszczędzając, inwestując więcej i budując polski kapitał, promując polskich przedsiębiorców przez kolejne 25 lat odkręcać te proporcje. Poprzez pomoc polskim firmom w ekspansji zagranicznej i w eksporcie możemy spowodować, że to my zaczniemy ściągać pieniądze do Polski, bo jak nasza firma eksportuje, to ktoś jej za to płaci i jakąś marżę ta polska firma za to uzyskuje. Przez wiele kolejnych lat musimy z mozołem budować polski kapitał. Od czasów rozbiorów zajmowaliśmy się walką „o wolność Naszą i Waszą”. Rządy zaborców, dwie wojny światowe i pół wieku komunizmu sprawiły, że nie mogliśmy się zatroszczyć o nasz rozwój w tym samym stopniu co inne kraje Zachodu. Teraz musimy budować polski kapitał, jedna warstwa po drugiej. I to jest także nasz patriotyczny obowiązek! My już moglibyśmy być drugą Danią, gdybyśmy co roku nie wysyłali tych 100 mld zł za granicę. Jedno pragnę mocno podkreślić – tu nie chodzi o niechęć wobec zachodniego kapitału. My musimy po prostu zbudować u siebie podobny potencjał systemowy, by skutecznie i na równych prawach uczestniczyć w międzynarodowej wymianie gospodarczej, z korzyścią dla naszych obywateli. Kapitał i inwestycje zagraniczne same w sobie są dobrą rzeczą i rząd dalej będzie im sprzyjał. Problemem jest to, że nie mamy dla nich własnej przeciwwagi. Jeśli tak pozostanie, to się w końcu przewrócimy, dlatego działania naszego rządu będą miały charakter pozytywny. Nie chcemy ujmować, tylko dodać coś po drugiej – tej polskiej – stronie szali. Dla osiągnięcia stabilnego, zrównoważonego rozwoju. Budować inteligentne specjalizacje. Wspierać takie samorodki jak Dolina Lotnicza. Tworzyć warunki do rozwoju kolejnych. Z tego powodu potrzebujemy teraz rządu, który skoncentruje się na wszystkim, co pomaga polskim przedsiębiorcom. Będziemy promować polskie marki, zachęcać do inwestycji i innowacji, pomagać komercjalizować polskie wynalazki. Chcemy pomagać polskim firmom, jak najwyżej rozwinięte kraje pomagają swoim. Rozpoczniemy też przynajmniej dyskusję o partycypacji pracowniczej, bo musimy budować dochody Polaków z kapitału [2]

Całość wywiadu w najnowszym, świątecznym wydaniu tygodnika "Gazeta Polska". Znajdą w nim Państwo specjalny 16-stronicowy dodatek kolędowy, a także mnóstwo ciekawych tekstów, w tym obszerne wywiady z premier Beatą Szydło, ministrem rozwoju Mateuszem Morawieckim i szefem dyplomacji Witoldem Waszczykowskim.

-----------------------------------------------------------------------------------------------

To tyle. Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się, jakie jest moje zdanie zapraszam do dyskusji i od razu zaznaczam, że nie jestem członkiem ani bezwarunkowym zwolennikiem PiS. Jestem Polakiem, może - mam nadzieję - również państwowcem.


[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/11/czy-m-morawiecki-jest-dobrym-wyborem.html
[2] http://niezalezna.pl/74213-musimy-odbudowac-polski-kapital-mowi-wicepremier-i-minister-rozwoju-mateusz-morawiecki


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com3