Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sukces. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sukces. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 października 2022

Baltic Pipe - wreszcie spełniły się marzenia

Właśnie dziś spełniły się marzenia wielu patriotycznych Polaków, w tym też moje. Popłynął wreszcie rurociągiem Baltic Pipe gaz z Norwegii do Polski. To jedno z tych wydarzeń, które zapiszą się złotymi zgłoskami w najnowszej historii Polski. Wielkie podziękowania należą się wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do powstania tego rurociągu a przede wszystkim Piotrowi Naimskiemu, dla którego - tak chyba można powiedzieć - było to życiową misja pracy dla naszej Ojczyny. 

Źródło: https://www.gaz-system.pl/fileadmin/pliki/inwestycje/ulotki/mapa_baltic-pipe_PL.jpg

Warto jednak przypomnieć historię budowy tego gazociągu, który mogliśmy mieć już dawno [1].

Polska już w 2005 roku mogła uniezależnić się od dostaw gazu z Rosji. Byłoby to możliwe, gdyby w 2003 roku rząd Leszka Millera (SLD) nie zerwał zawartej dwa lata wcześniej przez rząd Buzka (AWS) umowy w sprawie budowy położonego na dnie Bałtyku gazociągu z Norwegii. Warto podkreślić, że wkrótce po tym koncerny z Rosji i Niemiec ogłaszają plan budowy własnego gazociągu na dnie Bałtyku omijającego łukiem nasz kraj i utrudniającego w przyszłości powrót do koncepcji budowy gazociągu Norwegia-Polska…

Przypomnijmy, że rząd Jerzego Buzka (AWS), próbując zdywersyfikować źródła gazu ziemnego i uniezależnić się od Rosji, podpisuje z Norwegią umowę o budowie gazociągu położonego na dnie Bałtyku, którym miałby być dostarczany do naszego kraju gaz wydobywany w Norwegii. Umowa przewidywała, że ten pionierski projekt zostanie ukończony w ciągu 5 lat i w 2005 roku Polska będzie mogła uniezależnić się od dostaw błękitnego surowca zza wschodniej granicy. Niestety pod koniec 2001 roku do władzy dochodzi SLD. Premierem zostaje były członek PZPR – Leszek Miller. Od samego początku deklarował on niechęć do planu dywersyfikacji. Od słów szybko przeszedł do czynów. W grudniu 2003 roku Leszek Miller zerwał zawartą przez Buzka umowę. Projekt gazociągu na dnie Bałtyku, łączącego Norwegię z Polską, legł w gruzach. Co ciekawe – wkrótce po tym jak Miller uwalił projekt polsko-norweskiego gazociągu, koncerny z Rosji i Niemiec ogłaszają plan budowy własnego gazociągu na dnie Bałtyku, który jest znany z nazwy Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Jak widać Niemcy z Rosją dogadywali się jak zawsze wprost wzorcowo.

Należy też wspomnieć, że  L. Miller uległ oczywiście przede wszystkim Rosji, ale też Niemcom a do tego miał wielkie zobowiązania wobec Rosji, która uratowała (swoimi pieniędzmi) komunistyczną nomenklaturę w momencie likwidacji PZPR i przepoczwarzenia jej w końcu na SLD. Spłacał po prostu dług wdzięczności.

Warto zauważyć też, że od momentu "uwalenia" tego projektu przez rząd L. Millera nie podejmowano niemal żadnych kroków mających na celu jego wznowienie. A dla dzisiejszej antypolskiej i działającej na pograniczu zdrady stanu opozycji, projekt ten ówcześnie był zawsze uważany za niepotrzebny. Udało się go zrealizować dopiero za rządów PiS-u, po 2015 roku. A teraz już płynie tym rurociągiem gaz do Polski i to w momencie historycznego kryzysu energetycznego wywołanego przez Rosję. Nietrudno się domyślić, gdzie Polska byłaby teraz, gdyby nie te dostawy uniezależniające nas od gazu z Rosji... 

Jakże - wobec historii dotyczącej powstaniu Baltic Pipe - brzmią hipokrytyczne i bezczelnie kłamliwe słowa  L. Millera, który po zadaniu pytania przez redaktora B. Rymanowskiego w Radiu ZET "Pański rząd jest ojcem Baltic Pipe?" odpowiedział: "Tak, dlatego że myśmy zredukowali liczbę otrzymywanego gazu od Rosji. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Moje sumienie jest czyste całkowicie". Takie stwierdzenie jest oburzające, ale może L. Miller już przechodzi w stadium demencji starczej? 

Pomijając takie werbalne bzdury, to faktem jest tylko jedno. Budowę i jej plany wznowił i doprowadził ją do końca obecny rząd ZP (PiS) i naprawdę jest to nawet większy sukces niż Przekop Mierzei Wiślanej. A przecież już te same obydwie inwestycje wystarczyłyby do bardzo pozytywnej oceny obecnie rządzących. Dla nich pozostaje jeszcze budowa CPK i nawet dlatego warto pozostawić ich w przyszłych wyborach u władzy!


[1] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2020/04/baltic-pipe-nareszcie-rusza-budowa.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

wtorek, 25 maja 2021

Kopalnia w Turowie - być może się uda! Ale co dalej?

Nocne rozmowy premiera Mateusza Morawieckiego z premierem Czech Andrejem Babiszem na temat naszej kopalni węgla brunatnego w Turowie prawdopodobnie przyniosły sukces i Czechy w wyniku tego porozumienia zgodziły się "wycofać wniosek do TSUE. To porozumienie przede wszystkim zakłada wieloletnie projekty z udziałem strony polskiej w wysokości do 45 mln euro (...) Szef polskiego rządu podkreślił, że współfinansowanie ze strony polskiej oznacza udział środków z budżetu państwa, samorządów oraz spółki PGE, która jest właścicielem kopalni i elektrowni Turów." [1]. 

Niestety inaczej to widzi A. Babisz, który stwierdził: "Czeski rząd nie planuje wycofania wniosku do TSUE ws. kopalni Turów, ponieważ nie osiągnięto jeszcze porozumienia z Polską (...) Nie zgodziłem się na wycofanie skargi z TSUE, pozew nadal obowiązuje" [2]

Tak więc mamy odmienny dwugłos premierów Polski i Czech. Na którym mamy się opierać? Rzecznik polskiego rządu na Twitterze odniósł się do całej sytuacji następująco: "Wczoraj odbyło się spotkanie zespołu, na którym ustalono ramy umowy między PL i Czechami. Porozumienia, w ramach którego zadeklarowano wycofanie skargi. Trwa przygotowanie finalnej umowy. Przed chwilą premierzy potwierdzili ustalenia przy porannym spotkaniu przed Radą Europejską (...) Pojawiające się w mediach przeinaczenia wynikają z faktu, że wycofanie skargi ma się odbyć po podpisaniu finalnego porozumienia. Co jest oczywiste przy tego typu umowach" [3]. 

Zobaczymy jak całe to zamieszanie się skończy, ale należy mieć nadzieję, że pozytywnie dla strony polskiej. Jeżeli tak się stanie to będzie to niewątpliwy sukces zważywszy, że w Czechach i Niemczech jest po kilka przygranicznych podobnych kopalni, które są konkurencją dla naszej i prawdopodobnie całe to zamieszanie wynikało z tego, iż Czechy z Niemcami chciały pozbyć się takiego konkurencyjnego podmiotu w Polsce, co zmusiłoby nas do kupowania węgla lub energii z tych krajów. Wydaje się więc, iż wniosek Czech do TSUE o wydanie decyzji o zamknięciu kopalni w Turowie był przede wszystkim biznesowy. Ale jednak szkoda, że takie porozumienie (jeżeli do niego dojdzie) będzie nas niestety drogo kosztowało, bo aż 45 mln Euro a trzeba pamiętać, że w Turowie już trwają duże inwestycje jak m.in. w ekrany przeciwfiltracyjne, których koszt ma wynieść około 17 mln zł. [4].

Ale czy tylko? Raczej nie, bowiem decyzja TSUE tak naprawdę była pierwszą tak poważną ingerencją w nasze państwo w obszarze gospodarczym. A do tego podjętą - według informacji prasowych - jednoosobowo. Szkoda, że Czechy zdecydowały się na taki krok, który mógł rozchwiać całą współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej, choć sądzę, że ewentualny sukces negocjacyjny naszego premiera będzie też wynikał z pozytywnych doświadczeń z tejże współpracy.  Oby się udało, choć nic nie jest jeszcze pewne. 

Tyle tylko, że decyzja TSUE tylko potwierdziła fakt, iż UE uzurpuje sobie prawo odgórnego ustanawiania porządków w krajach członkowskich i to w coraz szerszym zakresie. Niedawno się dowiedzieliśmy, że nasza Konstytucja jest aktem prawnym niższej rangi od prawa unijnego, na co niestety się ogólnie zgodziliśmy podpisując np. Traktat Lizboński. Więc teraz nie ma co się zadziwiać, że powoli, bo powoli, ale unijne instytucje (w tym TSUE) coraz bardziej ingerują w wewnętrzne sprawy unijnych państw, stosując strategię "gotowania żaby" lub też "dwa kroki do przodu, jeden do tyłu". Główny długookresowy cel, który przyświeca lewackim elitom unijnym a więc budowa federacyjnego Jednego Państwa Europa z dominującą pozycją Niemiec rozpisany jest na lata. 

Niestety realizacja tego celu w krajach Starej Europy jest już na ukończeniu: społeczeństwo zostało tam już tak rozmiękczone, że przestało stawiać opór, który jeszcze tli się w krajach, które przeżyły czasy komunistyczne. Bo tak naprawdę przecież UE to ZSRR-bis, czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich. Nawet nazewnictwo mają w niektórych elementach podobne, jak np. "komisarze". 

Dlatego też obawiam się, że UE będzie dalej naciskała na Polskę i będzie ją sondowała ("grillowała") jak w przypadku kopalni w Turowie. Teraz jeszcze być może się uda, ale jak będzie w przyszłości? Tego nie wie nikt, tym bardziej, że elity unijne mają zdradzieckie wsparcie naszej totalnej (totalitarnej) opozycji a sytuacja międzynarodowa jest dynamiczna i raczej zmierza w niedobrym dla nas kierunku. 

Powoli bowiem tracimy sojusznika w postaci USA, na którego postawiliśmy wszystkie karty. J. Biden (albo bardziej prawidłowo: K. Harris) już zapowiada rezygnację z sankcji dla firm budujących Nord Stream 2 a to oznacza bardzo bliski kolejny reset stosunków USA-Rosja, co prawdopodobnie zakończyło się niemal pewnym mordem naszej elity pod Smoleńskiem. Zagrożona jest współpraca V4, bo to Czechy wystąpiły do TSUE o decyzję o zamknięcie naszej kopalni w Turowie i będzie to - mimo ewentualnego porozumienia - pamiętane przez obie strony, co może powodować wzajemną nieufność. Brak wsparcia USA zagraża też projektowi Trójmorza. 

Sytuacja jest więc niewesoła. Zostaliśmy w UE niemal sami z Węgrami, które są zbyt małe, aby mieć jakiś decydujący wpływ na UE a poza tym różnimy się z nimi stosunkiem do Rosji. Jak już pisałem dla mnie jedynym wyjściem jest jednak coraz głośniejsze wzywanie do Polexitu i sądzę, że coraz więcej osób w Polsce zacznie o nim myśleć. Decyzja ws. Turowa jest pierwszą taką, którą możemy - mimo prawdopodobnego consensusu - wykorzystać do promocji tego pomysłu. Być może sama zapowiedź o wyjściu z UE podziała na unijne elity otrzeźwiająco. Może...

P.S.
Tak dygresyjnie. Po co nasz premier "wychodzi przed szereg" i ogłasza coś, co nie jest jeszcze ustalone i podpisane przez Polskę i Czechy. W ten sposób stawia premiera Czech "pod ścianą", co może zagrozić ewentualnemu porozumieniu. Tak się nie prowadzi negocjacji: ogłasza się publicznie ich wyniki dopiero wtedy, gdy wszystko już jest jasne, dogadane i podpisane. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

czwartek, 2 marca 2017

CO2. Kolejny atak zniemczonej UE na Polskę, ale walka jeszcze trwa!

W Polsce medialnie w większości dyskutuje się o sprawach nie mających żadnego znaczenia dla Polaków.  Sztucznie podgrzewa się emocje, skłóca rodaków tematami i wydarzeniami nieistotnymi, w czym lubuje się nie mająca żadnego merytorycznego programu tzw. "totalna opozycja". Ten bieżący i sztucznie kreowany jazgot i histeria tych zdrajców naturalnie wymaga reakcji rządzących, co nie pozwala na skupieniu uwagi Polaków na rzeczach naprawdę istotnych, dotyczących nas wszystkich i przyszłych naszych pokoleń.

Jednym z tych tematów jest handel tzw. emisjami CO2 i światowymi oraz unijnymi obostrzeniami dotyczącymi emisji tegoż CO2.

Tak naprawdę zresztą przedmiotowego tematu w ogóle nie powinno być, bo tzw. Globalne Ocieplenie, które stało się pretekstem globalistów do walki z emisją gazów cieplarnianych oraz do wykreowania świetnego i dochodowego biznesu, jest fikcją.

Jednak na razie musimy - jako Polska - walczyć o jak najkorzystniejsze rozwiązania w tym obszarze, zarówno w skali światowej, jak i unijnej. A jest to bardzo trudne bowiem szczególnie największe państwa UE (w tym przede wszystkim Niemcy) prowadzą wobec nas wrogą i konkurencyjną politykę w zakresie polityki klimatycznej.

Kolejnym etapem tej wojny jest przyjęcie przez ministrów ds. środowiska w dniu 28.02.2017 roku "wspólnego stanowiska ws. reformy unijnego systemu pozwoleń na emisję CO2 (EU - ETS)", które zawiera rozwiązania określone przez polskiego ministra Jana Szyszkę jako niszczące polskie bezpieczeństwo energetyczne i blokujące polskie zasoby energetyczne takie jak węgiel oraz nie mające nic wspólnego z porozumieniem paryskim (COP21). Polska wraz z Bułgarią, Rumunią, Cyprem, Chorwacją, Węgrami, Włochami, Litwą i Łotwą stanowiła grupę państw sprzeciwiających się proponowanym rozwiązaniom. Mimo, że zgodnie z obowiązującym jeszcze przez miesiąc nicejskim systemem głosowania, zgodnie z którym stworzona grupa wystarczała do utworzenia tzw. „mniejszości blokującej”, to „wspólne” stanowisko zostało jednak zaakceptowane.

Niekorzystne dla Polski rozwiązania - powodujące m.in. wzrost cen uprawnień na emisję CO2 a tym samym wzrost kosztów przedsiębiorstw i wzrost cen dla konsumentów - to przede wszystkim:
-  ustalenie niższego progu całkowitej liczby uprawnień dostępnych na aukcjach z 57% (jakie proponowała i tak niekorzystnie dla Polski KE) do 55%,
-  wprowadzenie mechanizmu umarzania niewykorzystanych pozwoleń, bez określenia nawet ilości certyfikatów, które miałyby być skasowane - tym samym nie będzie już możliwości np. korzystnej dochodowo odsprzedaży niewykorzystanych uprawnień.

To porozumienie to kolejny negatywny krok UE wobec Polski a dodatkowo bezprawny oraz niezgodny z ogólnoświatowymi ustaleniami dokonanymi podczas ubiegłorocznego szczytu klimatycznego w Paryżu - COP21. Co prawda prace nad ostatecznym kształtem nowych przepisów rozpocznie niedługo Parlament Europejski, ale raczej nie należy się spodziewać by zmienił on ich treść. Polsce wraz z innymi krajami głosującymi przeciw porozumieniu pozostanie prawdopodobnie złożenie prawnego sprzeciwu do instytucji unijnych lub ONZ-towskich. 

W tym kontekście warto przypomnieć historię naszych negocjacyjnych klęsk i zwycięstw dotyczących całego obszaru związanego z polityką klimatyczną i pakietem klimatycznym obejmującymi też emisję i handel uprawnieniami CO2.

Rok 2008

Premier D. Tusk zgodził się i podpisał pakiet klimatyczny negocjowany w ramach UE. Zawarto w nim skrajnie niekorzystne zapisy uderzające w polską gospodarkę, która przecież w 90% oparta jest na węglu jako źródle energii. Pakiet nazwany 3x20 zakładał redukcję emisji CO2 o 20% w stosunku do roku bazowego 2005, zwiększenie do 20% udziału energii odnawialnej w całości zużywanej energii i 20% poprawę efektywności wykorzystania energii. Największa zdrada Polski dokonana przez D. Tuska polegała na tym, że pierwotnie wynegocjowanym przez śp. prezydenta L. Kaczyńskiego rokiem bazowym liczenia redukcji emisji CO2 dla Polski miał być rok 1990 a "premier" D. Tusk zgodził się na jego zmianę na rok 2005. Ta zmiana spowodowała, że zamiast osiągnięcia już rzeczywistej  redukcji (w stosunku do roku 1990) na poziomie 32% w 2010 roku mieliśmy ją na poziomie ledwo kilkuprocentowym w stosunku do niekorzystnego roku bazowego 2005.

Rok 2013 (marzec)

Sąd UE w Luksemburgu oddalił polską skargę przeciw decyzji Komisji Europejskiej z 2011 r. dotyczącej przejściowych zasad przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w całej Unii. Decyzja Komisji KE 2011/278/UE z 27 kwietnia 2011 r. (tzw. decyzja benchmarkowa) dotyczyła przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w latach 2013-20 (...) i oznaczała, że Polska będzie mogła w latach 2013-2020 rozdzielić pomiędzy instalacje tylko ok. 477 mln uprawnień do emisji. Dla porównania w Niemczech mogło zostać rozdzielonych 1 mld 402 mln uprawnień do emisji, w Wielkiej Brytanii – 626 mln takich uprawnień. W polskiej skardze przeciw Komisji Europejskiej Polska zawarła cztery zarzuty:
- zaniżenie przydziału bezpłatnych uprawnień dla Polski wynikające z nie uwzględnienia specyfiki paliwowej poszczególnych państw członkowskich i wyliczeniu wskaźników emisyjności przy wykorzystaniu referencyjnej wydajności gazu ziemnego oraz przyjęcia tego paliwa jako paliwo referencyjne,
- nie uwzględnienie zróżnicowanej sytuacji w poszczególnych regionach UE i przez to naruszenie zasady równego traktowania,
- naruszenie zasady proporcjonalności polegające na określeniu wskaźników emisyjności na poziomie bardziej restrykcyjnym niż wymagają tego cele dyrektywy 2003/87 ustanawiającej system handlu przydziałami emisji gazów cieplarnianych we Wspólnocie,
-  naruszenie przepisów dyrektywy 2003/87 i braku kompetencji Komisji do przyjęcia zaskarżonej decyzji.

Skarga, która i tak była spóźniona i wydawała się być działaniem pozorowanym została oddalona w całości, co tylko świadczyło o "wielkim" wówczas znaczeniu D. Tuska.

Rok 2014 (październik) 

Pomimo lekceważenia przez UE interesów polskich w zakresie zmian klimatycznych (i w ogóle wszystkich interesów polskich) 24 października 2014 roku dalszej zdrady polskich interesów dopuściła się "premier" E. Kopacz. Podpisała bowiem rozwiązania nowego pakietu klimatycznego, jeszcze bardziej skrajnie niekorzystnego dla Polski i polskiego górnictwa i całej polskiej gospodarki. Zawarto w nim zapisy o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030 (w stosunku do niekorzystnego dla Polski roku bazowego 2005). Było to jawne uderzenie w polską gospodarkę, która i tak jest zdecydowanie słabsza od np. gospodarki niemieckiej czy francuskiej. Jedną z konsekwencji - i chyba najtragiczniejszą dla Polski - tego pakietu była konieczność radykalnego przestawienia się naszego kraju z węgla kamiennego na inne źródła pozyskiwania energii, w tym tzw. źródła energii odnawialnej, na które musielibyśmy wydać w najbliższych latach miliardy złotych. Wiązało się to również z koniecznością przyszłych radykalnych wzrostów cen energii dla ostatecznych odbiorców: przemysłowych i indywidualnych. Stąd pojawiły się m.in zakusy zamykania polskich kopalń, co oczywiście było bardzo pożądane szczególnie dla niemieckiego przemysłu wydobywczego.

Rok 2015 (grudzień)

Ogromny sukces polskiego rządu i ministra Jana Szyszko na Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, tzw. szczycie klimatycznym COP21.

Polska przygotowywała się na ten szczyt od dawna, ale prace nabrały przyspieszenia w momencie przejęcia władzy w Polsce przez rząd B. Szydło i objęcia teki ministra środowiska przez prof. J. Szyszko.

Polska w czasie tego szczytu chciała aby:
- porozumienie klimatyczne zostało zawarte niemal przez wszystkie państwa świata, czyli żeby Polska stała się sygnatariuszem porozumienia szerszego niż na poziomie UE i obejmującego całość światowej emisji gazów cieplarnianych, w tym również największych gospodarek takich jak: USA, Chiny czy Rosja,
- w porozumieniu klimatycznym zawarto zapisy umożliwiające uwzględnianie specyfiki gospodarek poszczególnych krajów i ich możliwości społeczno-gospodarczych w tworzeniu międzynarodowych porozumień klimatycznych,
- w porozumieniu klimatycznym wreszcie wskazano na rolę lasów w pochłanianiu CO2 i rolę zalesiania jako drogi do polepszenia klimatu oraz jednego ze sposobów działania na rzecz ochrony środowiska naturalnego i klimatu a także redukującego emisje CO2.

Dodatkowo też przygotowano analizę wykorzystania czystych ekologicznie geotermalnych źródeł energii oraz przedstawiono czyste metody spalania węgla opracowane przez krajowych naukowców dające minimalną emisję CO2 i zapewniające jego wtórne przetwarzanie.

W Paryżu Polska umiejętnie rozegrała negocjacje i wchodząc m.in. w przejściowe alianse (porozumienia) z Chinami, Indiami, Arabia Saudyjską czy Indonezją uzyskała wszystko, co chciała i postulowała. W ostatecznym globalnym porozumieniu ONZ zawarto wszystkie polskie postulaty a ponadto uzyskano odejście od terminu "dekarbonizacja" na rzecz "neutralności węglowej". Szczyt zakończył się w sumie dużym sukcesem bo podpisały porozumienie niemal wszystkie kraje świata, w tym najwięksi emitenci CO2, czyli Rosja, Chiny i USA.

Dla Polski był to ogromny sukces.

Po pierwsze. Globalny charakter porozumienia na szczeblu najszerszym z możliwych czyli ONZ postawił zupełnie inaczej pozycję Polski i jej dorobek w emisji i redukcji CO2. Z globalnej bowiem perspektywy Polska jest krajem o średniej emisji CO2 a najwięcej winny dziś robić w zakresie redukcji jego emisji najwięksi globalni "truciciele".

Po drugie. Nareszcie Polska uzyskała możliwość uwzględniania jej specyfiki energetycznej w każdych negocjacjach klimatycznych. A jako, że Polska w 90% oparta jest na węglu to możliwym stało się wskazywanie na niemożność zrezygnowania z niego w długiej perspektywie czasowej a ponadto uzyskaliśmy swobodną możliwość wdrażania i eksportowania czystych technologii/metod spalania węgla dających minimalną emisję CO2 i zapewniających jego wtórne przetwarzanie, co - wedle ustaleń COP21 - pozwala  na uniknięcie rezygnacji przez Polskę z węgla jako podstawowego surowca do produkcji energii a także - pozwala na rozszerzanie prac (unikanie blokowania przez UE) modernizacji polskiej energetyki opartej na węglu.

Po trzecie i chyba najważniejsze (o to delegacja Polski walczyła najmocniej). Uzyskaliśmy akceptację  uznania lasów i zalesiania jako elementów redukujących emisję CO2, co pozwoliło na dywersyfikację uznawanych metod redukcji tego gazu. Więc - wedle porozumienia COP21 - nie musimy skupiać się na redukcji emisji tylko na zasadzie tzw "dekarbonizacji" przemysłu i wprowadzania odnawialnych źródeł energii (np. farmy wiatrowe) ale wskazywać, że Polska pochłania CO2 dzięki ogromnym połaciom posiadanych lasów obejmujących aż 30% powierzchni kraju ("płuca Europy" - ewenement w UE!) i tym samym redukuje własną emisję CO2 a dodatkowo prowadzi również efektywną politykę w zakresie redukcji gazów poprzez zalesienie. Dodatkowo dzięki m.in. terminowi "neutralność węglowa" możemy wskazać, że  nasz kraj redukując emisję CO2 poprzez lasy i zalesianie tak naprawę dąży do zrównoważenia własnej emisji i staje się obojętnym a nawet netto ujemnym emitentem CO2. To pozwala na dalsze korzystanie Polski z węgla a to jest najważniejsze w krótkiej i długiej perspektywie naszej gospodarki. Dzięki tym zapisom - również tym z pkt. 2 - możliwym stało się również renegocjowanie skrajnie niekorzystnych zobowiązań jakie zostały przyjęte przez rządy D. Tuska i E. Kopacz.

Po czwarte. Uzyskaliśmy uznanie w zakresie naszych starań skierowanych na rozwijanie geotermalnych źródeł energii, czyli popularną geotermię tak wyśmiewaną przez elity III RP - ("Geotermia Toruńska").


Rok 2017 (luty)

Powtórzę to, co napisałem wcześniej. Przyjęto bezprawnie (pomimo sprzeciwu państw dających mniejszość blokującą) i niezgodnie z duchem ważniejszego porozumienia COP21 tzw. "wspólne stanowiska ws. reformy unijnego systemu pozwoleń na emisję CO2 (EU - ETS)". Niekorzystne dla Polski rozwiązania - powodujące m.in. wzrost cen uprawnień na emisję CO2 a tym samym wzrost kosztów przedsiębiorstw i wzrost cen dla konsumentów - to przede wszystkim:
-  ustalenie niższego progu całkowitej liczby uprawnień dostępnych na aukcjach z 57% (jakie proponowała i tak niekorzystnie dla Polski KE) do 55%,
-  wprowadzenie mechanizmu umarzania niewykorzystanych pozwoleń, bez określenia nawet ilości certyfikatów, które miałyby być skasowane - tym samym nie będzie już możliwości np. korzystnej dochodowo odsprzedaży niewykorzystanych uprawnień.

Na szczęście nie wszystko poszło "nie po naszej myśli".

Po pierwsze. Mimo, iż część krajów UE i wielu polityków chciało zwiększyć rokroczny spadek liczby uprawnień do emisji CO2, to jednak zachowany został ustalony w 2014 roku (też niekorzystny dla Polski) wskaźnik spadku wynoszący rocznie 2,2%.

Po drugie. Zgodnie z oczekiwaniami Polski przyjęto zapisy dotyczące zarządzania funduszem modernizacyjnym. Przewidziano go dla najbiedniejszych krajów UE, które z dochodów pochodzących ze sprzedaży 10 proc. uprawnień mają przekształcać swój system energetyczny. Do Polski trafić ma największa część z tych środków, dlatego polskiemu rządowi szczególnie zależało, by móc decydować, na jakie inwestycje pójdą. Na tym etapie udało się wynegocjować zapisy przewidujące, że to państwa-beneficjanci odpowiadają za zarządzanie funduszem a nie przedstawiciele państw członkowskich, KE oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI). Polska obawiała się, że zarządzanie funduszem przez KE i EBI sprawi, iż nie wszystkie projekty, jakie chciałaby realizować, będą mogły otrzymać wsparcie. Na czarnej liście mogłyby się znaleźć np. inwestycje, które byłyby w jakikolwiek sposób związane z wykorzystaniem węgla jako surowca energetycznego.

Po trzecie. Uzyskano lekkie złagodzenie kryteriów (tzw. benchmarków), od których będzie zależało, ile dana firma będzie mogła dostać darmowych pozwoleń na emisję. W koncepcji bowiem KE benchmarki określają standardową wydajność w danym sektorze i pokazują, ile trzeba wyemitować CO2, żeby wyprodukować np. tonę stali. 100 proc. darmowych pozwoleń na emisje dostaną tylko te firmy, których wydajność będzie zgodna z ustalonym benchmarkiem.

Po czwarte. Uzyskano możliwość przyznania 30% darmowych uprawnień z przeznaczeniem  dla ciepłownictwa, co jest ważne ze względu na wykorzystywanie przez Polskę węgla jako źródła energetycznego.

Niestety Polska może dziś walczyć tylko w zakresie skrajnie niekorzystnych porozumień zawartych przez zdrajców: D. Tuska i E. Kopacz a unijny system pozwoleń na emisję CO2 to główne narzędzie
realizacji zawartych w 2014 roku zapisów o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030 (w stosunku do niekorzystnego dla Polski roku bazowego 2005 a nie 1990). 

Opisując efekty szczytu z 28.02.2017 roku korzystałem z dostępnych medialnie informacji, które wydają się być niepełne, co jest znów zastanawiające. Mam nadzieję, że polski rząd podejmie określone kroki prawno-instytucjonalne, aby wymóc na państwach unijnych respektowanie światowego porozumienia COP21, co wydaje się całkiem możliwe i prawnie skuteczne.

Oczekiwałbym jednak jakiejś dyskusji w Polsce na ten temat i szczegółowego poinformowania Polaków o wszystkich aspektach naszej walki o polski przemysł oparty na węglu.

To jest jedna z najważniejszych kwestii i może tzw. "totalna opozycja" jakoś też się wypowie na ten temat i uruchomi dla dobra Polski swoich przyjaciół w UE... w co zresztą wątpię, bo zdrajcy i sprzedajni szubrawcy już nimi pozostaną w imię zasady "raz k...rwa, zawsze k...rwa".



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 10 listopada 2016

Brawo Amerykanie!

28 września tego roku w swoim poście "Hilary Clinton - zły sen dla świata!" [1] napisałem m.in.:

"Prezydentura H. Clinton będzie naprawdę złym snem dla Polski i świata. Więc wspierajmy D. Trumpa jak tylko możemy, choć na pewno można  mieć do niego wiele zastrzeżeń".

Wczoraj Amerykanie wybrali i dokonali w dzisiejszych czasach najlepszego wyboru jaki mógł spotkać USA, Polskę i cały świat.

Doprawdy nie wiem do końca jakim D. Trump będzie prezydentem, ale wiem jedno: podświadomie niezmiernie się cieszę, że najważniejszym człowiekiem na świecie nie będzie demoliberalna lewaczka H. Clinton. Taki wybór byłby czymś, co ogół mieszkańców naszej Ziemi po prostu by nie zniósł i najprawdopodobniej doszłoby do jakiejś oddolnej rewolucji a nawet III WŚ, której tak bardzo chcieli (chcą) proclintonowskie syjo-finansowo-korporacyjne elity.

Naprawdę. Dla Polski, Węgier i krajów Grupy Wyszehradzkiej a także dla mieszkańców całej Europy, Bliskiego Wschodu i w sumie wszystkich wybór D. Trumpa jest bardzo dobrą wiadomością.

Być może nawet nie zdajemy sobie do końca sprawy jaki ten wybór ma znaczenie a ma przeogromne.

Właśnie na naszych oczach kończy się syjo-lewacki projekt NWO. Poniósł porażkę dzięki zwykłym ludziom, ludziom dla których chore psychicznie i oderwane od rzeczywistości lewackie i politpoprawne elity okazały się na tyle wyobcowane, że postanowili je zmienić i o nich zapomnieć.

Przez ostatnie dziesięciolecia tzw. Nowa Lewica oparta na ideach komunisty A. Gramsciego i niemieckiej Szkoły Frankfurckiej robiła wszystko, żeby ubezwłasnowolnić ludzi i stworzyć jakieś antyludzkie lewackie jednomyślne jedno społeczeństwo, bez wartości i indywidualności, bez kośćca etyczno-moralnego, bez wiary, bez rodziny, bez tradycji i bez narodów.

Nie udało im się i już nie uda. Normalni ludzie jednak zachowali myślenie a ich instynkt samozachowawczy zwyciężył.

Wpierw byli Węgrzy, później Polacy, Słowacy, Czesi a dziś jest Ameryka. Dalej pójdą Austriacy, Francuzi i Niemcy a później już wszyscy, prędzej czy później wszystkie państwa chcące zachować demokrację i niepodległość.

Dla nas jako Polaków wczorajszy wybór Amerykanów jest tylko potwierdzeniem słuszności naszej, polskiej drogi. Możemy być dumni, że byliśmy przed nimi a jednocześnie należą się im podziękowania, że wybrali normalność. USA to kraj, który o wiele więcej znaczy niż Polska i dzięki temu dziś jesteśmy wspólnie z nimi prekursorem powrotu ludzkości do normalności.

Oczywiście nie wiem na ile D. Trump będzie w stanie pokonać lewacki establishment, ale tylko on daje na to nadzieję, nie tylko w wymiarze wewnętrznym, ale i międzynarodowym.

Brawo Amerykanie!

Pozdrawiam

P.S. (z dnia 11.11.2016)

Oczywiście nie wykluczam sytuacji, że to wszystko może być jedną wielką grą wielkich tego świata i rzeczywiście te wybory były tylko "opium dla ludu" i tak naprawdę nie zmieniają elit zarządzających dziś światem. Być może po prostu owe elity wystawiły człowieka, który miał być kanalizatorem niezadowolenia społecznego i D. Trump jest częścią tych elit i posłusznie wykonuje rozkazy syjo-lewackich "władców świata".

W sumie nie zdziwiłbym się jakby tak było jak wskazałem, ale jest coś, co napawa jednak optymizmem: ludzie zaczęli ponownie myśleć i dziś już będzie bardzo trudno ich ponownie zmanipulować i odmóżdżyć a D. Trump będzie bardzo pilnie obserwowany i łatwo będzie ewentualnie wskazać jego fałsz lub obłudę.


[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2016/09/hilary-clinton-zy-sen-dla-swiata.html


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 17 grudnia 2015

Ogromny sukces rządu B. Szydło na szczycie klimatycznym w Paryżu - COP21!


W 2008 roku premier D. Tusk zgodził się i podpisał pakiet klimatyczny negocjowany w ramach UE. Zawarto w nim skrajnie niekorzystne zapisy uderzające w polską gospodarkę, która przecież w 90% oparta jest na węglu jako źródle energii. Pakiet nazwany 3x20 zakładał redukcję emisji CO2 o 20% w stosunku do roku bazowego 2005, zwiększenie do 20% udziału energii odnawialnej w całości zużywanej energii i 20% poprawę efektywności wykorzystania energii. Największa zdrada Polski dokonana przez D. Tuska polegała na tym, że pierwotnie wynegocjowanym przez śp. prezydenta L. Kaczyńskiego rokiem bazowym liczenia redukcji emisji CO2 dla Polski miał być rok 1990 a pan D. Tusk zgodził się na jego zmianę na rok 2005. Ta zmiana spowodowała, że zamiast osiągnięcia już rzeczywistej  redukcji (w stosunku do roku 1990) na poziomie 32% w 2010 roku mieliśmy ją na poziomie ledwo kilkuprocentowym w stosunku do niekorzystnego roku bazowego 2005.

W marcu 2013 roku Sąd UE w Luksemburgu oddalił polską skargę przeciw decyzji Komisji Europejskiej z 2011 r. dotyczącej przejściowych zasad przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w całej Unii. Decyzja Komisji KE 2011/278/UE z 27 kwietnia 2011 r. (tzw. decyzja benchmarkowa) dotyczyła przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w latach 2013-20 (...) i oznaczała, że Polska będzie mogła w latach 2013-2020 rozdzielić pomiędzy instalacje tylko ok. 477 mln uprawnień do emisji. Dla porównania w Niemczech mogło zostać rozdzielonych 1 mld 402 mln uprawnień do emisji, w Wielkiej Brytanii – 626 mln takich uprawnień. W polskiej skardze przeciw Komisji Europejskiej Polska zawarła cztery zarzuty:
- zaniżenie przydziału bezpłatnych uprawnień dla Polski wynikające z nie uwzględnienia specyfiki paliwowej poszczególnych państw członkowskich i wyliczeniu wskaźników emisyjności przy wykorzystaniu referencyjnej wydajności gazu ziemnego oraz przyjęcia tego paliwa jako paliwo referencyjne,
- nie uwzględnienie zróżnicowanej sytuacji w poszczególnych regionach UE i przez to naruszenie zasady równego traktowania,
- naruszenie zasady proporcjonalności polegające na określeniu wskaźników emisyjności na poziomie bardziej restrykcyjnym niż wymagają tego cele dyrektywy 2003/87 ustanawiającej system handlu przydziałami emisji gazów cieplarnianych we Wspólnocie,
-  naruszenie przepisów dyrektywy 2003/87 i braku kompetencji Komisji do przyjęcia zaskarżonej decyzji.

Skarga, która i tak była spóźniona i wydawała się być działaniem pozorowanym została oddalona w całości, co tylko świadczyło o "wielkim" wówczas znaczeniu D. Tuska.

Pomimo lekceważenia przez UE interesów polskich w zakresie zmian klimatycznych (i w ogóle wszystkich interesów polskich) 24 października 2014 roku dalszej zdrady polskich interesów dopuściła się premier E. Kopacz. Podpisała bowiem rozwiązania nowego pakietu klimatycznego, jeszcze bardziej skrajnie niekorzystnego dla Polski i polskiego górnictwa i całej polskiej gospodarki. Zawarto w nim zapisy o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030 (w stosunku do niekorzystnego dla Polski roku bazowego 2005). Było to jawne uderzenie w polską gospodarkę, która i tak jest zdecydowanie słabsza od np. gospodarki niemieckiej czy francuskiej. Jedną z konsekwencji - i chyba najtragiczniejszą dla Polski - tego pakietu była konieczność radykalnego przestawienia się naszego kraju z węgla kamiennego na inne źródła pozyskiwania energii, w tym tzw. źródła energii odnawialnej, na które musielibyśmy wydać w najbliższych latach miliardy złotych. Wiązało się to również z koniecznością przyszłych radykalnych wzrostów cen energii dla ostatecznych odbiorców: przemysłowych i indywidualnych. Stąd pojawiły się m.in zakusy zamykania polskich kopalń.

Jeszcze przed podpisaniem tegoż pakietu oceniano negatywne skutki poprzedniego, co warto przypomnieć bowiem dzięki E. Kopacz byłyby one jeszcze drastyczniejsze. Wówczas Instytut T. Kościuszki przygotował raport, który zawierał m.in. takie konstatacje:

"(...) Przez politykę klimatyczną UE zapłacimy o kilkadziesiąt procent wyższe rachunki. Wzrośnie również bezrobocie. Cała gospodarka w ciągu kilku lat może stracić ponad 125 mld zł (...) Raport Instytutu Kościuszki nie pozostawia jednak złudzeń - koszty tej polityki są ogromne i w dużej mierze zapłacą je Polacy. W Polsce około 90 proc. energii elektrycznej pochodzi z węgla (kamiennego i brunatnego), a to oznacza, że polska energetyka poniesie duże obciążenia w związku z polityką klimatyczną. Duże koszty produkcji energii elektrycznej przenoszą się na kondycję całej gospodarki. Według raportu Instytutu Kościuszki łączny wpływ polityki klimatycznej UE może oznaczać dla naszego kraju spadek PKB rzędu 15-30 mld euro do 2020 r. Na każdego Polaka to rocznie od 235 do 470 zł. Koszty polityki klimatycznej to (...) realne pieniądze, które trzeba będzie zapłacić. Po pierwsze: za prąd, po drugie: za ciepło, po trzecie: za wszystko. Według raportu Instytutu Kościuszki do 2020 r. ceny energii elektrycznej wzrosną od 10 do nawet 50 proc. Podwyżki rachunków za prąd są dla Polaków szczególnie bolesne, ponieważ już teraz płacimy bardzo dużo. W porównaniu do siły nabywczej, w 2011 r. ceny energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych w Polsce były o 28 proc. wyższe od średniej UE. O 30 proc. więcej zapłacimy za ogrzewanie. To bardzo zła informacja. Obecnie 1/3 Polaków mieszka w niedogrzanych lub zawilgoconych mieszkaniach. Niemal co druga rodzina (44,5 proc. gospodarstw domowych) wydaje na prąd i ogrzewanie ponad 10 proc. pieniędzy, które zostaną jej po opłaceniu podatków. Według analityków Instytutu Kościuszki polityka klimatyczna UE może oznaczać wzrost ubóstwa energetycznego w Polsce nawet o 5,3 proc. Rosnące ceny energii i ogrzewania oznaczają, że podrożeje niemal wszystko. Według NBP z powodu polityki klimatycznej w 2013 r. ceny wzrosną dodatkowo o 0,3-1,5 punktu procentowego. Oznacza to, że za redukcję emisji CO2 już w tym roku będziemy płacić przy okazji każdych zakupów (...) Negatywne skutki droższej energii i konieczności opłat za emisję CO2 odczuje w pierwszym rzędzie przemysł. Już rok temu Krajowa Izba Gospodarcza ostrzegała, że w 2015 r. koszt polityki klimatycznej dla naszego przemysłu wyniesie 5 mld zł. Tak duże obciążenia oznaczają droższą produkcję i spadek konkurencyjności. W skrajnym przypadku polityka klimatyczna doprowadzi do ucieczki przemysłu z Polski poza granicę UE, co oznacza utratę miejsc pracy i wzrost bezrobocia. Ze względu na ograniczenie krajowej produkcji pogorszy się bilans handlowy naszego kraju - spadnie eksport, a wzrośnie import. Osłabieniu ulegnie również polski złoty - przewidują analitycy Instytutu Kościuszki. Co gorsza problemy dotyczą nie tylko naszego kraju, ale całej Unii Europejskiej. - Próba zduszenia gospodarki europejskiej doprowadzi do tego, że stracimy tę historyczną przewagę, którą Europa miała na świecie - tak skutki systemu unijnego handlu emisjami skomentował Jarosław Zagórowski, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej (...) Trzeba pamiętać, że wszystkie powyższe wyliczenia kosztów opierają się na dotychczasowych regulacjach. Tymczasem prawo w Unii Europejskiej zawsze może się zmienić. Unijna komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard forsuje np. wycofanie z rynku części pozwoleń na emisję CO2, które spowodowałoby wzrost cen dla przemysłu. O wpływie duńskiej komisarz świadczy sukces, który odniosła w trakcie ostatnich negocjacji w sprawie budżetu UE. Zapisano w nim, że 20 proc. wydatków z funduszy unijnych musi zostać przeznaczone na politykę klimatyczną. - W przypadku Polski oznacza to, że mając 300 mld zł funduszy strukturalnych, będziemy musieli z tego przeznaczyć 60 mld zł na walkę ze zmianami klimatu i zapłacić drugie tyle udziału własnego, czyli łącznie 120 mld zł - wylicza prof. Władysław Mielczarski. Można uznać, że te 120 mld to kolejne koszty, które ponosi nas kraj za unijną politykę klimatyczną" [tutaj].

Wobec powyższych faktów najważniejszym dla polskiej gospodarki i polskich obywateli stał się tegoroczny szczyt klimatyczny w Paryżu COP21.

Polska przygotowywała się na ten szczyt od dawna, ale prace nabrały przyspieszenia w momencie przejęcia władzy w Polsce przez rząd B. Szydło i objęcia teki ministra środowiska przez prof. J. Szyszko. Ów profesor od wielu lat zajmuje się problematyką klimatyczną i mając niemal gotowe tezy i postulaty o jakie Polska powinna walczyć w szczycie COP21 przystąpił do ich skonkretyzowania jako oficjalnego stanowiska Polski.

W skrócie. Polska chciała aby:
- porozumienie klimatyczne zostało zawarte niemal przez wszystkie państwa świata, czyli żeby Polska stała się sygnatariuszem porozumienia szerszego niż na poziomie UE i obejmującego całość światowej emisji gazów cieplarnianych, w tym również największych gospodarek takich jak: USA, Chiny czy Rosja,
- w porozumieniu klimatycznym zawarto zapisy umożliwiające uwzględnianie specyfiki gospodarek poszczególnych krajów i ich możliwości społeczno-gospodarczych w tworzeniu międzynarodowych porozumień klimatycznych,
- w porozumieniu klimatycznym wreszcie wskazano na rolę lasów w pochłanianiu CO2 i rolę zalesiania jako drogi do polepszenia klimatu oraz jednego ze sposobów działania na rzecz ochrony środowiska naturalnego i klimatu a także redukującego emisje CO2.

Dodatkowo też przygotowano analizę wykorzystania czystych ekologicznie geotermalnych źródeł energii oraz przedstawiono czyste metody spalania węgla opracowane przez krajowych naukowców dające minimalną emisję CO2 i zapewniające jego wtórne przetwarzanie.

W Paryżu Polska rewelacyjnie rozegrała negocjacje i wchodząc m.in. w przejściowe alianse (porozumienia) z Chinami, Indiami, Arabia Saudyjską czy Indonezją uzyskała wszystko, co chciała i postulowała. W ostatecznym globalnym porozumieniu ONZ zawarto wszystkie polskie postulaty a ponadto uzyskano odejście od terminu "dekarbonizacja" na rzecz "neutralności węglowej". Szczyt zakończył się w sumie dużym sukcesem bo podpisały porozumienie niemal wszystkie kraje świata, w tym najwięksi emitenci CO2, czyli Rosja, Chiny i USA.

Dla Polski jest to ogromny sukces. Sukces nasz wszystkich: zwykłych jak ja obywateli, naszego kraju, naszych firm, naszych obecnych i przyszłych pokoleń.

Po pierwsze. Globalny charakter porozumienia na szczeblu najszerszym z możliwych czyli ONZ stawia zupełnie inaczej pozycję Polski i jej dorobek w emisji i redukcji CO2. Z globalnej bowiem perspektywy Polska jest krajem o średniej emisji CO2 a najwięcej winny dziś robić w zakresie redukcji jego emisji najwięksi globalni "truciciele".

Po drugie. Nareszcie Polska będzie mogła żądać uwzględniania jej specyfiki energetycznej w każdych negocjacjach klimatycznych. A jako, że Polska w 90% oparta jest na węglu będzie mogła wskazywać na niemożność zrezygnowania z niego w długiej perspektywie czasowej a ponadto swobodnie wdrażać i eksportować czyste technologie/metody spalania węgla dające minimalną emisję CO2 i zapewniające jego wtórne przetwarzanie. Pozwala to na uniknięcie rezygnacji przez Polskę z węgla jako podstawowego surowca do produkcji energii a także - z uwzględnieniem pkt 3 - pozwala na rozszerzanie prac (unikanie blokowania przez UE) modernizacji polskiej energetyki opartej na węglu.

Po trzecie zaś i chyba najważniejsze (o to delegacja Polski walczyła najmocniej). Uzyskanie przez Polskę uznania lasów i zalesiania jako elementów redukujących emisję CO2 pozwala na dywersyfikację uznawanych metod redukcji tego gazu. Nie musimy więc od teraz skupiać się na redukcji emisji tylko na zasadzie tzw "dekarbonizacji" przemysłu i wprowadzenia odnawialnych źródeł energii (np. farmy wiatrowe) ale wskazywać, że Polska pochłania CO2 dzięki ogromnym połaciom posiadanych lasów obejmujących aż 30% powierzchni kraju ("płuca Europy" - ewenement w UE!) i tym samym redukuje własną emisję CO2 a dodatkowo prowadzi również efektywną politykę w zakresie redukcji gazów poprzez zalesienie. Dodatkowo dzięki m.in. terminowi "neutralność węglowa" możemy wskazać, że  nasz kraj redukując emisję CO2 poprzez lasy i zalesianie tak naprawę dąży do zrównoważenia własnej emisji i staje się obojętnym a nawet netto ujemnym emitentem CO2. To pozwala na dalsze korzystanie Polski z węgla a to jest najważniejsze w krótkiej i długiej perspektywie naszej gospodarki. Dzięki tym zapisom - również tym z pkt. 2 - możliwym staje się też renegocjowanie skrajnie niekorzystnych zobowiązań jakie zostały przyjęte przez rządy D. Tuska i E. Kopacz.

Dodatkowo możemy swobodnie rozwijać geotermalne źródła energii, czyli popularną geotermię a nasze rozwiązania w tym zakresie (tak wyśmiewana przez elity III RP "Geotermia Toruńska") znalazły szerokie uznanie na szczycie klimatycznym w Paryżu.

Osiągnięcia polskiej delegacji w Paryżu można uznać za duży sukces. Uzyskaliśmy wszystko o co postulowaliśmy. Jesteśmy chyba w Europie największym wygranym w zakresie zapisów zawartych w globalnym porozumieniu. Wszystkie te rozwiązania dają nam możliwość  dalszego funkcjonowania polskiej gospodarki na węglu oraz swobodnej modernizacji energetyki węglowej. Dzięki m.in. nim możemy uniknąć miliardowych kosztów, zapobiec likwidacji kopalń, uniknąć drastycznej podwyżki cen energii dla odbiorców indywidualnych i przemysłowych oraz stworzyć bazę dla wzrostu i rozwoju gospodarczego. Dają nam one także możliwość renegocjacji fatalnych zobowiązań rządu PO-PSL oraz zwiększają naszą pozycję negocjacyjną w przyszłych rozmowach klimatycznych w UE i na świecie.

Taki sukces winien być pokazywany na pierwszych miejscach serwisów informacyjnych i przez długie tygodnie być publicznie analizowany. Tego w Polsce niestety nie ma... co tylko potwierdza fakt głębokiej degrengolady elit lewackich polityczno-medialnych elit III RP. Wczoraj była konferencja prasowa rządu na ten temat... nie wzbudziła zainteresowania mainstreamowych mediów...

Pozostawiam ten fakt ku refleksji wszystkich.

P.S.

"Ogólnie porozumienie COP21 z Paryża wzywa do redukcji emisji gazów cieplarnianych tak szybko, jak to tylko możliwe, uznając, że będzie to trwało dłużej w przypadku krajów rozwijających się. Działania zmniejszające emisje CO2 będą podejmowane przez wszystkie strony umowy, z poszanowaniem ich specyfiki i możliwości społeczno-gospodarczych. Porozumienie paryskie wyznacza cel utrzymania wzrostu globalnej temperatury poniżej 2 stopni Celsjusza do końca wieku. Określa także, że w tym okresie powinniśmy osiągnąć równowagę między emisjami gazów cieplarnianych a ich pochłanianiem, m.in. przez lasy. Działania zmierzające do redukcji emisji CO2 będą się odbywały m.in. poprzez wprowadzanie nowych technologii czy zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii w bilansie energetycznym. Z kolei równoważenie emisji będzie następowało m.in. w drodze wzrostu zalesiania". 

Na podstawie: premier.gov.pl

środa, 28 września 2011

Dwie "szokujące" informacje! Polska musi być Polską!

Witam

Dzisiaj podano dwie informacje. Nie wiem czy szokujące, ale na pewno skłaniające do zadania fundamentalnego pytania i sformułowania jednego koniecznego stwierdzenia...

I. Informacja nr 1

Wszyscy chyba zdążyli już wyrazić swoje oburzenie na oczywiste przecież od samego początku sowicko-putinowskie fałszerstwo dotyczące sekcji zwłok tragicznie poległych Polaków w Smoleńsku.

Dla mnie zresztą każdy, kto obserwując podejmowane po 10 kwietnia przez rządy sowiecko-putinowskie i POwo-wsiowe działania,  kiedykolwiek i w jakimkolwiek nawet stopniu uwierzył w dobrą wolę Moskwy i rządu D. Tuska w rozwiązaniu - zawiązanej być może i niechybnie przecież przez nich samych - tragedii smoleńskiej jest co najmniej mało rozgarnięty intelektualnie.

Udowodnienie fałszerstwa sekcji zwłok Z. Wassermana podważa wiarygodność wszystkich działań okołsmoleńskich wykonywanych przez stronę rosyjską a tym samym podważa wiarygodność tychże działań prowadzonych przez stronę polską.

Cóż winna – w odniesieniu do wagi zdarzenia, jakim była śmierć Prezydenta RP i wielu najwyższych funkcjonariuszy państwowych wraz z całą generalicją - oznaczać owa konstatacja w każdym normalnym kraju demokratycznym, suwerennym i niepodległym?

Otóż na pewno dymisję rządu, Trybunał Stanu dla rządzących, wystosowanie Noty Dyplomatycznej do Rosji z żądaniem wyjaśnień oraz umiędzynarodowienie tego oszustwa np. w ONZ! Dalej... winny rozpocząć się aresztowania lub publiczne napiętnowanie ludzi, którzy owe oszustwo świadomie przedstawiali jako prawdę. Chodzi tu m.in. o media z GW i TVN oraz Polsatem na czele...

Seawolf napisał w swoim felietonie pt. "Wściekłość" następujące słowa : "Zastanawia co innego, taki przekręt, takie bezczelne łgarstwo robi sie tylko w jednym przypadku. Gdy ma się 100% pewności, że nikt nie sprawdzi. Ciekawe, skąd Rosja wiedziała, że może w tym względzie liczyć na polskie władze, że może na nich polegać, jak na Zawiszy? Czy może raczej, jak na Marchlewskim, to chyba bardziej pasuje w tej sytuacji. Profil psychologiczny czołowych polityków PO? Uzgodnienia z molo? Zawartość teczek skopiowanych pracowicie i skrupulatnie u schyłku PRLu?"

Warto więc zadać pytanie... Czy Polską rządzą zdrajcy?

II. Informacja nr 2

Dzisiaj w Polsce uruchomiona została nowatorska i najbardziej chyba wydajna instalacja pozwalająca uzyskiwać energię ze źródeł geotermalnych. Opowiedział o tym na Jasnej Górze twórca tego sukcesu - Ojciec Dyrektor Tadeusz Rydzyk a Nasz Dziennik poinformował słowami: "Wydajność odwiertu geotermalnego w Toruniu może przekroczyć 400 m sześc. na godzinę. To świetny wynik w skali Europy. Wielki sukces toruńskiej geotermii. Wyniki zakończonego właśnie kolejnego etapu prac przy nowatorskim projekcie geotermalnym w Toruniu przeszły wszelkie oczekiwania. Przeprowadzone pompowanie eksploatacyjno-zatłaczające ujawniło niezwykłą wydajność złoża oraz pojemność otworu zatłaczającego. - To wielki sukces - w ten sposób eksperci, a także ojciec dr Tadeusz Rydzyk oceniają wyniki prac".

Zadziwiające jest też, że informację tę podały wszystkie, nawet najbardziej chyba nienawidzące Ojca Tadeusza Rydzyka, środowiska, które z Polską są raczej i być może związane jedynie miejsce robienia interesów a zapewne sukces Polaków musi ich strasznie "boleć i kłuć być może w serce igłami jakowejś  niezrozumiałej zawiści, zazdrości i narodowej niemalże nienawiści"... m.in. onet.pl i gazeta.pl . Ten ostatni portal zdecydował się nawet na zacytowanie słów Ojca T. Rydzyka dotyczących niemalże sabotażu i dywersji jakich wobec tej inwestycji dokonał rząd D. Tuska a także przytoczył misję jaka przyświecała  inwestorowi przy realizacji toruńskiej geotermii: ""Przy okazji redemptorysta oskarżył rząd Donalda Tuska, że przeszkadzał mu w inwestycji.  Najpierw odebrał 27,3 mln zł dotacji na odwierty z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, na którą Lux Veritatis podpisała umowę za rządów PiS. - Podpisaliśmy umowę i wtedy ci rządzący teraz - co zrobili? Powiedzieli, że nie dostaniemy tego! - wołał.  Później redemptoryści mieli przez półtora roku walczyć o pozwolenie na połączenie obu podziemnych otworów z urzędnikami, którzy "rzucali kłody, cały czas".  - Robimy to, żeby Polacy zobaczyli, czym Pan Bóg ich obdarzył. Żeby to służyło dla rozwoju ludzi, później dla ich rodzin, żeby chleb mieli! Żeby im się żyło lepiej, godniej! - mówił szef Radia Maryja. - Słyszałem jak pewien premier, który jeździ autobusem i 18 autobusów po Polsce rozpuścił, mówił:"ten ksiądz biznes robi!" Panie premierze, może pan przyjść do mojego pokoju, zobaczyć jak ja mieszkam. W klasztorze, normalnie: łóżko, szafa, biurko, krzesło""

Przyznacie, że pozytywna konotacja treści tej informacji zawartej w portalu Agory jest zadziwiająca... Chyba naprawdę Polska ma czym się pochwalić i być dumna! Jerzy Zerbe w swoim poście Gratulacje dla o. Tadeusza Rydzyka pisze m.in. tak: "Budowa odwiertów toruńskiej geotermii odniosła pełny sukces. Stało się to wbrew podłym życzeniom wszystkich, dla których naczelnym hasłem jest pogarda dla ludzi czynu, wbrew insynuatorom i zapiekłym wrogom Redemptorysty, którzy sami potrafią tylko poniżać, ubliżać, opluwać i rzucać kłody pod nogi. Od byłego prezydenta obnoszącego się z wizerunkiem Matki Boskiej począwszy, przez urzędującego premiera i wicemarszałka Sejmu zionącego profesorskimi inwektywami, na zastępach ludzi pokroju posła Libickiego i dziennikarskich miernotach, bezwzględnie posłusznych ludziom obecnej władzy, skończywszy"... 

Warto więc może ponowić pytanie... Czy Polską rządzą zdrajcy? 

Pomijam w tych rozważaniach wiele innych - "około-tuskowych" oraz "około-putinowo-merkelowo-obamowych" - informacji  dotyczących losów polskich złóż gazu łupkowego, ropy naftowej czy węgla kamiennego. Nie chcę roztrząsać też przyszłych - zapewne planowanych być może przez nich wszystkich - losów: polskich lasów państwowych, ziemi polskich chłopów i rolników, mazurskich jezior, gór zakopiańskich czy plaż nadbałtyckich...

Pozdrawiam

P.S.

Nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi na zadane przeze mnie pytanie. Nich każdy Polak lub szanujący Polskę jej mieszkaniec, w milczeniu i w duchu odpowie sobie na nie sam... zgodnie z własnym poglądem, przekonaniem, wiedzą i sumieniem.

Ja już sobie sam odpowiedziałem i wiem, co muszę zrobić 9 października, aby Polska znów Polską była! Wierzę, że ten mój głos wyborczy będzie też istotny i przyczyni się do ponownego - po 72 latach - odzyskania przez Polskę pełnej wolności, niepodległości i suwerenności... czego sobie i nam wszystkim życzę.

Polska musi być znów nasza Polską!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
 http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com

 Prośba: "Jeżeli korzystasz z wikipedii to sprawdź, czy treść informacji nie została ocenzurowana przez administratorów/cenzorów polskiej jej wersji - porównaj treść hasła z jego brzmieniem na obcojęzycznych stronach wikipedii, szczególnie tej anglojęzycznej!"

piątek, 2 lipca 2010

Małość jest zdolna do podłości... Wielkość jej po prostu nie rozumie...

Witam

Życzę w niedzielę wszystkim mądrości i wielkości...

Pragnę wszystkim podziękować za wszystko... i na forach i w realu...

Zasypiam z nadzieją i obawą... ale wewnętrznie spokojny. Spokojem "siewcy" przeświadczonym, że zasiane ziarno wyda (prędzej czy później) zdrowe owoce. Tragizm katastrofy smoleńskiej - wbrew ewentualnym jej inicjatorom - uszlachetnił ziarna... one zakiełkowały i swoim pięknem zwykłej naturalności już przerastają plewy chwastów III RP... a to dopiero początek...

POWODZENIA I SPOKOJU

SERDECZNOŚCI DLA WSZYSTKICH... nawet nie wiedziałem, że jest Nas tak wielu...

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
 kjahog@gmail.com