Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rząd PiS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rząd PiS. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 września 2021

Czy naprawdę jestem fanatycznym PiS-iorem?

Kiedyś już na ten temat pisałem, ale warto nieraz (z rozszerzeniem o sprawy bieżące) powtórzyć niektóre moje wcześniejsze tezy, ale tak, żeby były najbardziej aktualne na dziś. 

Na tytułowe pytanie można odpowiedzieć stwierdzeniem: "i tak, i nie". "Tak", bo od niemal zawsze, czyli od roku 1992, kiedy to L. Wałęsa vel Bolek obalił rząd J. Olszewskiego głosowałem na krytyków III RP, czyli na PC a później na PiS. "Nie", bo nigdy nie należałem do żadnej partii politycznej i staram się - nawet nieraz krytycznie - oceniać nawet tzw. mój obóz polityczny, w tym też obecne rządy. Jeżeli jednak je krytykuję to nie dlatego, że należę do obozu "totalnej opozycji" a raczej staram się wskazywać błędy, które - według mnie - należałoby dla dobra Polski naprawiać. 

Wielu mnie jednak krytykuje z pozycji tych, którzy uważają, iż Polską od 1989 roku rządzi ta sama okrągłostołowa klika partyjna a podział między PO a PiS jest sztucznie przez nią wykreowany w imię zasady: "dziel i rządź". Dla nich Polska, również pod rządami PiS-u, jest zniewolona i mawiają "PiS-PO to to samo zło", "jesteśmy pod rządami USzraela", itp, etc. To właśnie do nich kieruję dzisiaj moje słowa. 
-------------------------------------------------------

"PiS-PO to to samo zło". To partie, które wywodzą się z obrad Okrągłego Stołu i Magdalenki, gdzie komuniści dogadali się z tzw. konstruktywną, różową opozycją i zabetonowali na lata polską scenę polityczną, gdzie zamiennie rządzą od lat aż do dzisiaj, a to skanalizowanie owej sceny miało też za cel niedopuszczenie do odrodzenia się polskiej myśli i partii narodowej.

Jest jeszcze gorzej. Obie partie lub środowiska je reprezentujące tak naprawdę to efekt dogadania się żydo-komuny z żydowsko-lewicową częścią Solidarności i dziś Polska jest tak naprawdę pod władaniem żydowskim i można o niej powiedzieć, że to już nie jest Polska a żydowskie Polin albo już Judeopolonia. I niezależnie kto rządzi i tak zawsze rządzą w Polsce Żydzi lub ich marionetki:  szabes-goje/filosemici.

Żeby tego jeszcze było mało to wszystkie te środowiska są niejako nie tylko zarządzane przez żydowski zarząd powierniczy, ale przez szerszą grupę zwaną masonerią czy też jeszcze wyżej Iluminatami, gdzie większość to też Żydzi... W tym kontekście zdawać sobie trzeba sprawę z tego, iż po 1968 roku masoneria ulokowana we władzach PZPR zaczęła tracić nad nią kontrolę na rzecz skrzydła narodowego polskich komunistów. I ta komunistyczna masoneria przeszła do opozycji jako tzw. opozycja demokratyczna, której wytworem był m.in. KOR z mistrzem (czy jak mu tam w tej masonerii) Loży Kopernik J.J. Lipskim na czele a skutkiem przejęcie władzy w III RP.

Hierarchowie Kościoła Katolickiego to też Żydzi albo filosemici a sam KK jest tak naprawdę antypolski nie uwzględniający, że polskie państwo i Polacy (Lechici, Słowianie) żyli znacznie dłużej niż od Chrztu Polski w 966 roku a nasze prasłowiańskie korzenie predestynują nas do szerokiej współpracy ze słowiańskimi braćmi, takimi jak np. Rosja, która tak naprawdę nam nie zagraża, ale za to zagrażają USA i Izrael.

Dodatkowo też liderzy obecnie rządzących dalej podejmują działania na rzecz zniewolenia Polski przez USsrael: stają się amerykańsko-żydowskim wasalem w Europie. PiS jest partią zdrady narodowej wprowadzając na polskie terytorium obce, okupacyjne wojska amerykańskie i kupując od USA uzbrojenie, przepłacając bez opamiętania. Z drugiej zaś strony wspiera i finansuje Muzeum Żydów Polskich Polin, czy też cmentarze żydowskie a czaru goryczy dopełnia fakt palenia chanukowych świec w Pałacu Prezydenckim oraz obrady Knesetu w Krakowie (PO) i obrad polskiego rządu wraz z izraelskim w Izraelu (PO i PiS).

Pozostaje też pytanie. Po co ta obecność wojsk amerykańskich w Polsce? Czyżby po to, aby spacyfikować Polaków, gdyby nie chcieli całkowitej dominacji USIsraela w Polsce? A może jest to tylko jakaś mistyfikacja obecności tej armii, która liczebnie jest bardzo mała i w razie zagrożenia jest zdolna po prostu ewakuować się,  pozostawiając nas na samotną walkę tak, jak było to podczas II WŚ, kiedy to nasi zachodni sojusznicy nie wypełnili swoich zobowiązań wobec Polski a później nas sprzedali Stalinowi? A może ma w swoisty sposób zabezpieczać interes żydowski, gdy Polacy zaczną spłacać wyimaginowane reparacje wojenne?

Dodatkowo jak to jest, że w Polsce para prezydencka jest niemal zawsze albo całkowicie żydowska (Kwaśniewscy) albo w żeńskiej połowie (Komorowski, Duda). Czy nie stać nas na prawdziwych Polaków na szczytach władzy?

No i jak może PiS być propolski skoro jednak ostro nie reaguje na antypolskie wybryki Żydów, w tym w zakresie ustawy 447, która może doprowadzić do realizacji żądań Żydów zapłaty przez Polskę reparacji wojennych za bezspadkowe mienie żydowskie utracone w Polsce podczas i po II WŚ, co przecież jest niezgodne z prawem międzynarodowym i polskim.

Innym aspektem jest też wykorzystywanie przez PiS samej tzw. religijności  Polaków i powoływanie się na wartości chrześcijańskie podczas, gdy np. sprawa aborcji i eutanazji jest przez tą partię "schowana pod dywan" i w ogóle nie ruszana pod względem ochrony życia poczętego. PiS optuje za zachowaniem status quo, czyli obecnych uregulowań dotyczących aborcji, chociaż środowiska pro life uważają, że jest to zgoda na zabijanie nienarodzonych dzieci...

Podobnie zachowawczo PiS odnosi się do zintensyfikowanej już do granic, propagandowej ofensywy w Polsce środowisk LGBTQ+ i całego tego ideowego lewactwa. A przecież cała postmarksistowska ideologia gender została właśnie wyeksportowana z USA, więc czemu tak nam zależy na tym sojuszu z "diabłem"?

No i... W czasie kampanii wyborczej w roku 2015 roku PiS obiecało ścigać przestępców ze szczytów władz poprzednich ekip rządowych a szczególnie PO-PSL. I co? Czy ktoś z nich dzisiaj ogląda świat zza krat? Pytanie retoryczne, które musi utwierdzać w nas podobno przyjętą podczas Magdalenki i OS zasadę: "wy nie ruszacie naszych, my nie ruszamy waszych".

A przecież winno być inaczej. Polska wzorem Islandii, Szwajcarii czy Norwegii powinna być krajem neutralnym, w którym to tylko my podejmujemy decyzje i nie zależymy od nikogo.

Jeżeli zaś mielibyśmy sięgać do polskiej myśli politycznej ostatniego stulecia to naszym wzorem nie powinien być jakiś socjalista J. Piłsudski a narodowiec R. Dmowski.

Myliłby się ktoś, że PiS o zapędach socjalistycznych (socjaldemokratycznych) nam coś daje w postaci np. programu 500+ i innych. Tak naprawdę to równocześnie zabiera nam to poprzez podatki i omamia Polaków jakąś nieokreśloną czasowo budową państwa dobrobytu. Tak próbował robić E. Gierek w latach 70-76 tych ubiegłego wieku a jak się to skończyło to wszyscy wiemy: ogromnym zadłużeniem i kryzysem.

O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu duże zwiększenie tzw. wolnej kwoty dochodu nie podlegającego opodatkowaniu, ale takiej, która jednocześnie nie zabierałaby pieniędzy w postaci innych danin i podatków. Bo cóż z tego, że dzisiaj rząd obiecuje zwiększenie tej kwoty do 30 tysięcy złotych skoro jednocześnie zabiera nam pieniądze w postaci innych uregulowań płatności w zakresie np. składki zdrowotnej, która nie będzie już odliczana tak jak dotychczas, co uszczupli jednak dochody nas wszystkich.  

Potwierdzeniem tego, że PiS źle ulokował sojusze jest obecna postawa władz USA pod przewodnictwem J. Bidena i K. Harris. Amerykańska wajcha została przestawiona o 180% i teraz USA już nie stawiają na Polskę, ale znów na Niemcy i Rosję. No i czy nie można krytykować tych, którzy postawili wszystko tylko na jednego sojusznika? 

A Izrael? Czy obecna szarża władz Izraela na Polskę znów nie jest potwierdzeniem tego, iż bardzo źle postępowaliśmy ulegając Żydom w imię dobrej współpracy z USA? Bo tak naprawdę dzisiejszy odpór polskich władz wobec Izraela może tak naprawdę być niestety spóźniony. Poddaliśmy się w ciągu jednego dnia Żydom w sprawie noweli ustawy o IPN a im dać "palec to będą chcieli obciąć całą rękę". To taka ich talmudyczna prawidłowość. I o tym winny wiedzieć nasi rządzący!

No i już na końcu: "pandemia koronawirusa". Obecne władze zaangażowały się w jej zwalczanie nachalnie promując a nawet grożąc obostrzeniami wobec tych, którzy nie chcą się zaszczepić niesprawdzonymi klinicznie a'la szczepionkami. Powoli zmierzamy do ubezwłasnowolnienia i zniewolenia oraz segregacji Polaków, bowiem co rusz słyszymy, że być może tzw. "paszport szczepionkowy" może mieć zastosowanie i ci, którzy nie będą go mieli zostaną pozbawieni normalnych praw człowieka. Jednocześnie ma miejsce cenzura i zwalczanie lekarzy i dziennikarzy (J. Pospieszalski), którzy próbują podważyć oficjalną pro-szczepionkową propagandę rządu i jego medycznych doradców. Czy wobec tego rządy PiS-u można uznać za demokratyczne i wolnościowe?  Z tego, co się dzieje wokół tej "pandemii" należy odpowiedzieć, że NIE!

-------------------------------------------------------

Powyższe to w skrócie tok rozumowania moich adwersarzy. Mylę się?

Oczywiście jest to tylko zarys poglądów i to wygładzony przeze mnie, z pominięciem ostrzejszych wypowiedzi w stosunku do PiS i "amerykańsko-żydowskich zbójców". Podobnie – poprzez eliminację występującego nieraz u nich "bełkotu" argumentacyjnego – starałem się skonkretyzować ich zarzuty tak, aby stały się czytelne i nie zaprzeczały jedne drugim oraz stanowiły jakąś spójność merytoryczną.

Tak więc zwracam się do moich krytyków.

Mnie mierzi Państwa krótkowzroczność polityczna sprowadzana tylko do polskiego poziomu. "Na złość i nienawiść do PiS-u chcą Państwo odmrozić nasze polskie uszy". Tak po prostu nie można, bo polskie państwo naprawdę znów zniknie z mapy świata. Należy sobie postawić pytanie: Z kim nam po drodze i co da nam najwięcej korzyści przy oczywistych warunkach brzegowych? Musimy myśleć przyszłościowo, strategicznie a nie operacyjnie czy taktycznie.

Nie jesteśmy samotną wyspą i nigdy nie będziemy. Czy nam się to podoba czy też nie. Tak jest i nic na to nie jesteśmy w stanie poradzić. Nie mamy nawet broni jądrowej ani choć takowej elektrowni (choć podobno jedni z najbogatszych Polaków: właściciel m.in. Polsatu i Plusa Z. Solorz i M. Sołowow mają taką elektrownię wybudować), a tylko takie kraje liczą się w geopolitycznej rozgrywce.

Naszymi atutami są tak naprawdę: położenie (chociaż można też historycznie rzec, że i przekleństwem), liczebność i zasoby naturalne oraz kreatywność Polaków. I pod tym względem winniśmy ukierunkowywać nasze działania. Jakby nie osądzać źle PiS-u to w tych obszarach dokonuje najwięcej w ostatnich 30 latach. 

Czy państwo naprawdę nie widzą i nie zauważają, że na dzień dzisiejszy władzę może objąć jedynie PiS albo skrajnie antypolska PO z akolitami? Danie znów władzy PO wiązałoby się już z fizycznym rozbiorem Polski na regiony np. poprzez likwidację urzędów wojewódzkich, czyli władzy państwowej w terenie. Tego Państwo chcą? To proszę to napisać oficjalnie: Nie chcemy PiS-u, wolimy PO a tym samym następny rozbiór i likwidację Polski (na zawsze?)!

Taktycznie dziś tylko taki mamy wybór, co nie znaczy, że musimy akceptować politykę PiS w całości. Owszem nie, ale należy przez najbliższe lata oddolnie budować propolską formację, która będzie umiała i będzie w stanie rządzić, ale realnie a nie teoretycznie. Niestety, mimo, iż miałem jakieś nadzieje w tym obszarze dotyczące Konfederacji to teraz już nie wzbudza ona we mnie żadnych pozytywnych emocji. Ona po prostu nie ma szans, żeby kiedykolwiek przejąć władzę: jest wewnętrznie niespójna i niezdolna do utworzenia koalicji. 

Państwu marzy się jakaś neutralność Polski. Naprawdę Państwo uważają, że dziś jest to możliwe?
Podają Państwo przykłady takich krajów jak Islandia, Szwajcaria czy Norwegia. Islandia jest małym krajem wyspiarskim, który tak naprawdę nie ma znaczenia dla wielkich mocarstw i ich sojuszy. Szwajcaria jest bankiem banków dla całego świata i jako taka zawsze była neutralna i może na to sobie pozwolić. Norwegia też funkcjonuje na obrzeżach Europy, choć ma mocny atut w postaci zasobów: bałtyckich złóż ropy naftowej.

Czy mi się podoba to wszystko? Owszem nie! Też bym chciał aby Polska jak dawniej była mocarstwem, ale tak nie jest. To jest realizm i niestety musimy wybierać między kondominium niemiecko-rosyskim a kondominium amerykańsko-izraelskim. Jeżeli ktoś tego nie zauważa, to wedle mnie jest "krótkowidzem" i winien iść do propolskiego "okulisty"... może ta wizyta nakłoni wreszcie moich adwersarzy do przeczytania o naszej historii, w której od wieków mieliśmy i zapewne mamy tak naprawdę tylko dwóch wrogów: Niemców i Moskwę. Piszę "Moskwę" wskazując na rosyjski ośrodek władzy, bowiem zwykli Rosjanie wcale nie czują do nas nienawiści. 

Jak współcześnie wygląda kondominium niemiecko-rosyjskie to widać na przykładzie North Stream 2, gdzie Niemcy w celu ratowania tej inwestycji gotowi byli nawet łamać traktaty unijne. I właśnie tego się boję: współpracy Niemiec i Moskwy ponad naszymi głowami a tak naprawdę przeciw nam. Znamy to - powtarzam - przecież z historii a cele Niemiec i Moskwy się nie zmieniły: wspólna między nimi granica, która wyklucza istnienie państwa polskiego.

Niestety dziś też mamy przeciwko sobie niedawnego sojusznika: USA, które dały za prezydentury J. Bidena "zielone światło" dla dokończenia tego Nord Stream 2. Czy wobec tego jest dla nas jakieś wyjście? Może i tak, ale to jest ewentualny sojusz lub taka groźba w dwóch obszarach: żądania reparacji wojennych od Niemiec i współpracy z Chinami w ramach ich Nowego Jedwabnego Szlaku. Można się też pokusić o współpracę z Turcją, która ma największą armię - po USA - w ramach NATO. Ale czy naprawdę mieliśmy wcześniej jakieś inne wyjście niż postawienie na USA, na które postawił PiS? To gdzie mieliśmy szukać sojusznika? Wśród niemieckiej i liderowo wrogiej nam UE (zresztą osobiście jestem za Polexitem)? A może mieliśmy wpaść ponownie pod skrzydła Rosji? Historia winna być nauczycielką życia, więc należy wyciągać z niej wnioski. 
 
Mierzi mnie też zauważany przez Państwa widok Żyda na każdym "rogu polskiej ulicy". W Żydach upatrują Państwo niemal jedynego zła dla Polski a współpracę z USA uważają za budowę w Polsce owego żydowskiego Polin czy też Judeopolonii.

Tak nie jest chociaż zdaję sobie sprawę z faktu głębokiego uzależnienia polskiej polityki od zdania dużej części Żydów i Izraela. Ale trzeba też zaznaczyć, że nie tylko Polska jest pod ich wpływem. Są niemal wszyscy a wynika to z prostego faktu: Żydzi mają pieniądze i mogą oddziaływać na międzynarodowy rynek finansowy kreując albo prosperity albo kryzys. Powiedziano i napisano o tym już wiele. Także musimy się liczyć z ich głosem, bo jako państwo o czym wspomniałem - jesteśmy za słabi, aby być neutralnym mocarstwem. Stąd należy szukać globalnych sprzymierzeńców.

Należy też zdawać sobie sprawę, że Izrael może funkcjonować tylko dlatego, że otrzymuje rocznie gigantyczne pieniądze z USA i nie tylko pieniądze, ale też uzbrojenie aż do bomby jądrowej. Dlatego tak Żydzi chcą i im się to udaje wpływać na USA.

Musimy się z tym pogodzić a jak z nimi współpracować to zawarłem w swoim całym cyklu o Żydach i Talmudzie - część pierwsza: https://krzysztofjaw.blogspot.com/2018/03/nie-da-sie-zrozumiec-duzej-czesci-zydow.html i część szósta: https://krzysztofjaw.blogspot.com/2019/06/nie-da-sie-zrozumiec-duzej-czesci-zydow.html. Ta współpraca musi być, ale na poziomie dwóch podmiotowych krajów. Ale żeby to osiągnąć należy wpierw odbudować państwo w takim zakresie w jakim jest to realnie możliwe. A powrót do władzy PO zniszczyłby już całkowicie te nikłe jeszcze fundamenty odbudowy naszego państwa. Tego chcecie moi kochani adwersarze?

Ja też mam dość tego żydowskiego wpływu. Kim jest i co robi u nas Żyd J. Daniels, który pojawił się w Polsce znikąd a dziś bryluje na "rządowych salonach" - czyżby został wyznaczony na namiestnika żydowskiego w Polsce w miejsce wcześniejszego Lejby Fogelmana? Ale obecnie widzimy, że - być może trochę za późno, ale jednak - polskie władze zaczęły wreszcie powstawać z kolan w relacjach z Izraelem. 

A'propos natomiast obrad Knesetu w Krakowie i posiedzeń polskiego rządu w Izraelu wypowiadałem się i wypowiadam bardzo krytycznie. Pierwszy taki spęd izraelski był w 2001 roku za rządów D. Tuska a drugi już za rządów B. Szydło. Doprawdy nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale przyznaję Państwu rację: to polityczne harakiri i jeżeli ta sprawa byłaby nagłośniona to nie wiem, czy PiS miałby taką większość w wyborach, ale też gdyby ta sprawa była nagłośniona za rządów PO też by nie uzyskali większości. W tej sprawie ze wszystkich stron słychać tylko milczenie, powtarzam ze wszystkich. Podobnie jest z 447 JUST, której jestem przeciwnikiem.

Wiem, że tego typu spotkania implikują wiele podejrzeń o to, że PiS to żydowska partia podobnie jak wszystkie pozostałe. Jeżeli nawet przyjmiemy takie założenie, to dla dobra Polski winniśmy popierać tych, którzy choć trochę działają w interesie Polski a dziś nie widzę nikogo innego jak PiS. I wcale to nie jest jakaś schizofrenia polityczna tylko realizm.

My w większości poruszamy się na gruncie rodzimym zapominając, że mamy dziś do czynienia z kształtowaniem się nowego porządku światowego (nie mylić z NWO, chociaż i to można wziąć pod uwagę) a my jesteśmy tylko pionkiem w tej grze. I nawet jakby zaklinać rzeczywistość tym pionkiem na razie zostaniemy, ale z możliwością przyszłego zaszachowania i to się liczy.

I jeszcze jedno. Kondominium niemiecko-rosyjskie doprowadziłoby do likwidacji Polski, ale też zgodnie z żądaniami Żydów z roku 1915 na części Polski stworzona byłaby ta sławetna Judeopolonia. Tak uważam, że właśnie to kondominium oddaje nam Polskę Żydom a nie współpraca z USA. Można się ze mną nie zgadzać, ale warto prześledzić historię idei Judeopolonii, żeby przyznać mi rację. To właśnie niemieccy Żydzi zaproponowali tą ideę zamiast całkowitej niepodległości Polski.

Wracając na polski grunt. Programy społeczne PiS spowodowały radykalne obniżenie ubóstwa Polaków i dały godność wielu rodzinom. Emeryci dostali coś, czego nie mieli nigdy dotąd. Ogólnie zaś (nawet dzięki wzrostowi płacy minimalnej) Polakom dziś żyje się lepiej. Nie mogę zgodzić się z Państwem, iż "ten mit socjalizmu wybrzmiewa za każdym otwarciem ust gadających głów ze strony obozu władzy, który przywdział się w piórka patriotyczne: daliśmy 500 plus, 13 plus i tak w kółko i w kółko powtarzają; ten hit sezonu powtórzyli co najmniej tysiąc razy tak, że kłamstwo stało się w końcu prawdą".

Uważam, że Polacy doskonale pojmują sens tego "rozdawnictwa" a przecież on nie odbiega od zasad występujących w starych krajach UE. To tam jest i dlaczego nie mogło być u nas, dlaczego rząd PO-PSL kradł zamiast dawać... To pytania pozostające bez konkretnej odpowiedzi.

Uważam, że cała dziś totalna opozycja jest antypolska. Jeżeli zaś chodzi o PiS tak bym nie powiedział, choć i ja też nie jestem fanatycznym zwolennikiem tej partii. Ale myślę racjonalnie i na dziś nie ma innej realnej alternatywy, która mogłaby objąć władzę a dodatkowo chociaż być w części propolska. Może za ileś tam lat tak będzie, ale nie teraz. Stąd się bierze moje poparcie dla tej partii.

Musze się jeszcze przeciwstawić Państwa tendencjom negowania pozytywnego wpływu KK i cywilizacji łacińskiej na Polskę i jej wielowiekowy rozwój. Nie byłoby Polski bez chrześcijaństwa, nie byłoby Polski bez jej Chrztu w 966 roku, nie byłoby Polski bez naszej wiary. I proszę mi w tym zakresie nie bredzić o jakiś prasłowiańskich plemionach, do tradycji których winniśmy się jako Polacy odnosić. To jest jakaś aberracja i tyle. 

Natomiast co do szczepionek na koronawirusa. Też jestem przeciw przymusowi ich przyjmowania i segregacji Polaków ze względów sanitarnych. Sam nie mam zaufania do ich skuteczności i bezpieczeństwa. Obecnie na całym świcie tak naprawdę ludzie są poddawani eksperymentowi medycznemu, czego nie akceptuję. Nie namawiam do unikania  zaszczepienia, ale jestem zdania, że to powinno zależeć od decyzji każdego z nas i szkoda, że jednak cenzuruje się tych, którzy mają sceptyczny do nich stosunek. Taka cenzura powoduje, że nie mamy wiedzy np. o możliwości wystąpienia niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP) ani tego czym faktycznie te szczepionki są i co zawierają oraz czy faktycznie są skuteczne. 

Trochę z innej "bajki". 

Obliczam też tą naszą transformację/prywatyzację na wszystkie sposoby, ale przede wszystkim skupiam się na polskich aktywach roku 1989 roku oraz generowaniu przez nich zysków po sprzedaży (wyprzedaży) ich przez III RP firmom międzynarodowym. Jest to bardzo trudne i wielu ekonomistów pracuje nad tym, aby ustalić właśnie wartościową kategorię tzw. utraty przyszłych dochodów z aktywów posiadanych przez państwo polskie u schyłku 1989 roku. A trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że te polskie aktywa to jednak zasługa nikogo innego jak E. Gierka - to ten majątek wrogo  przejmowały w latach 90-tych XX wieku korporacje zagraniczne. 

Innym elementem godnym badań jest to, ile zarobiły te firmy eliminując naszą konkurencję. I to wbrew pozorom można zmierzyć przychodami tych firm na rynku polskim, tej części jaką pozyskali na polskim rynku sprzedaży. To jest prostsze, ale i trudniejsze, bo zyski firm międzynarodowych trafiają do córek matek a nasz fiskus tego nie ogarnia i brak wiedzy na ten temat.

Na koniec powiem tak: gdybyśmy nie realizowali tzw. "Planu L. Balcerowicza" (czyli tak naprawdę Sachsa-Lipmana-Sorosa wedle tzw. "Konsensusu Waszyngtońskiego"), ale opcję inną, narodową, to dziś Polska byłaby minimalnie na poziomie Francji, biorąc też pod uwagę nasze złoża mineralne, zasoby naturalne, liczebność i kreatywność oraz pracowitość Polaków.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 8 grudnia 2017

Wymiana premiera? Bardzo zła decyzja PiS-u!


Miesiąc temu apelując do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego o pozostawienie Beaty Szydło na stanowisku premiera [1] pisałem m.in.:

Uważam, że w ogromnej mierze – o ile nie decydującej – dzięki niej PiS i cała ZP wygrała wybory parlamentarne w 2015 roku i to ona była czynnikiem sprawczym wyboru Pana A. Dudy na stanowisko prezydenta. 
 
I to właśnie w dużej mierze dzięki Pani premier B. Szydło dziś – po dwóch latach – PiS ma niespotykane w historii wysokie notowania sondażowe. 
 
Nie może Pan tego zmarnować i wierzę, że te pogłoski o Jej dymisji są tylko „chciejstwem” i wydumaną „fantasmagorią” tzw. „totalnej opozycji” (…). 
 
Nie może Pan – apeluję jeszcze raz – dać zdrajcom takiej broni… Apeluję i proszę. Bo przecież Pan niczego już nie musi udowadniać a pani premier jako wiceprezes PiS-u i okresowo jego skarbnik okazała się być bardzo lojalnym wobec Pana i partii politykiem a jej cechy osobiste predestynują ją idealnie do roli premiera Polski w obecnych, trudnych czasach dla naszej Ojczyzny, jak i całej Europy.

Przez te dwa lata Pani premier okazała się konsekwentnym politykiem, który poważnie traktuje swoich wyborców, ale i wszystkich Polaków i także samo poważnie traktuje swoje słowa i złożone obietnice w kampanii wyborczej. Jest polską patriotką i osobą jednoczącą ludzi a nie ich skłócającą. Prowadzi swój rząd w poczuciu odpowiedzialności za Polskę i polski naród oraz pracuje ciężko nie zaważając na ujadanie niemal całej unijnej „wierchuszki” i polskich zdrajców z „totalnej opozycji”. Nie daje też wciągnąć się w jałowe spory, które mogłyby pochłaniać cenny czas, który Pani premier i jej rząd poświęca na pracę merytoryczną. 
 
Szefowa polskiego rządu doskonale też radzi sobie na arenie międzynarodowej skutecznie broniąc Polski przed atakami i mocno przyczynia się do odzyskania przez Polskę międzynarodowej podmiotowości. Zostało to też zauważone na świecie, czego skutkiem jest 10 miejsce w rankingu najbardziej wpływowych kobiet w polityce oraz 31 miejsce wśród 100 najbardziej wpływowych kobiet świata. Jest jeyną Polką w tych rankingach opracowywanych przez magazyn „Forbes”. Wyprzedziła m.in. Hillary Clinton czy piosenkarkę Beyonce. Oczywiście to tylko subiektywny ranking magazynu i pewna zabawa, ale jednak jest on szeroko komentowany i przedstawiany w mediach jako miarodajny i opiniotwórczy, mający pokrycie w rzeczywistości. 
 
Ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów” i takich błędów też nie uniknęła Pani premier, ale bilans jej działań jest dla niej korzystny i z każdym tygodniem ta wspaniała Polka staje się prawdziwym „mężem stanu”. Mam wrażenie, że ostatnie dwa lata Pani premier wykorzystała zarówno dla dobra Polski , jak i własnego politycznego rozwoju. Przykrym byłoby przerwanie jej misji. 
 
Mało tego! 
 
Aby dać odpór wszystkim zdrajcom i fałszywym przyjaciołom oraz ich podszeptom namawiam, aby Pan prezes jednoznacznie „namaścił” Panią premier Beatę Szydło na przyszłego szefa PiS-u. Byłoby to mistrzowskie posunięcie, o ile oczywiście Pani premier na to by się zgodziła a wierzę, że w poczuciu obowiązku za Polskę i polski naród jej decyzja byłaby zdecydowanie pozytywna.
Moim zdaniem warto to zrobić szybko, aby Pan miał czas (m.in. ze względu na wiek) na wdrożenie Pani premier B. Szydło w obowiązki szefa partii i aby nie dopuścić do jej rozpadu w razie walki o sukcesję po Panu, wtedy kiedy – oby jak najpóźniej – już Pana nie będzie. Wydaje mi się też, że Pana doświadczenie mogłoby być ogromnie przydatne np. gdyby objął Pan funkcję honorowego prezesa Prawa i Sprawiedliwości”.

Odnosząc się do wicepremiera M. Morawieckiego, w kilku komentarzach do tekstu napisałem mniej więcej to co poniżej. 

M. Morawiecki jest – przynajmniej w polityce – nie tylko młodym człowiekiem z racji wieku, ale też jest nowicjuszem w funkcjonowaniu na arenie politycznej. Sama, nawet wspaniała, kariera biznesowa czy banksterska nie musi automatycznie oznaczać takiej samej w polityce a nieraz może też przeszkadzać. 

Przecież aby coś w danym obszarze osiągnąć to trzeba się wiele uczyć, być bardzo sprawnym intelektualnie i organizacyjnie, posiadać odpowiednie i unikalne talenty, które koniecznie należy w całym życiu maksymalnie rozwijać, należy też oczywiście nabrać doświadczenia oraz dojrzałości społecznej i emocjonalnej.

To takie ogólne wymagania, ale oczekiwane w polityce cechy indywidualne szefów różnią się pod względem ich ważności i natężenia od cech wymaganych np. od premiera. 

O ile w firmach najczęściej jest zarządcza struktura hierarchiczna, gdzie najczęściej mamy kilkuosobową Radę Nadzorczą i też kilkuosobowy Zarząd oraz maksymalnie kilku dyrektorów to w przypadku premierowania mamy ogromną machinę nadzorczo-zarządczo-administracyjną: począwszy od prezydenta poprzez partie polityczne (ew. ich koalicje) desygnujące premiera poprzez parlamentarzystów, różne komitety polityczne, komitety stałe, ponad dwudziestu dyrektorów (ministrów), dziesiątki wicedyrektorów (wiceministrów), itd. Bycie premierem wymaga więc umiejętności zespołowego działania oraz posiadania ogromnego doświadczenia, umiejętności interpersonalnych i koncyliacyjnych, niesamowitej empatii i zdolności godzenia różnych interesów.
Ponadto od premiera (też jako polityka) wymaga się również umiejętności zdobywania sobie sympatii wyborców, obywateli danego państwa…bo jej nie można nakazać tak jak można ją nakazać w formalnej strukturze organizacyjnej przedsiębiorstwa! Firma to zespół ludzi od jednego do najczęściej kilkudziesięciu tysięcy, którzy tak naprawdę pracują tylko i wyłącznie dla dobra indywidualnego przedsiębiorstwa a ich los zależy od „widzimisię” przełożonego a ostatecznie od kierownika, dyrektora a na końcu prezesa… państwo a w tym przypadku Polska to „firma” 38 milionowa, gdzie „pracownicy” są wolnymi ludźmi a premier i jego rząd winni działać dla dobra wspólnego, gdzie ważne są zarówno sprawy gospodarcze, społeczne, bezpieczeństwo, zdrowie, edukacja i wiele innych pozostałych obszarów funkcjonowania państwa i narodu! Premier powinien o tym wszystkim pamiętać!

Pan M. Morawiecki z racji posiadanego doświadczenia może i jest dobrym ekonomistą czy finansistą oraz hierarchicznie sprawnym zarządcą, ale – wedle mnie – powierzenie mu już dzisiaj funkcji premiera jest przedwczesne i to z różnych powodów. Dwa z nich wymieniłem: w miarę młody wiek (już prezydent A. Duda udowadnia, że za wcześnie został prezydentem) i brak doświadczenia politycznego. Dodatkowo obciążeniem może być też to jego doświadczenie związane z zarządzaniem firmą czy bankiem. Jest też postrzegany jako mało empatyczny technokrata i jak na razie nie posiada umiejętności zjednywania sobie ludzi: zarówno wyborców, jak i też prawdopodobnie współpracowników. 

M. Morawiecki był to tej pory bardzo ważnym wicepremierem w dziedzinach, na których się zna i dla niego osobiście nowa funkcja może też okazać się przekleństwem, czego oczywiście mu nie życzę i skoro już taka decyzja zapadła to mam nadzieję, iż sobie poradzi.

Natomiast chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby utrzymanie B. Szydło na stanowisku premiera do końca obecnej kadencji oraz przez pierwszy rok drugiej oraz wystawienie jej z ramienia ZP (PiS) na kandydata na prezydenta w 2020 roku a wtedy można by, po ociepleniu wizerunku M. Morawieckiego oraz nabraniu przez niego odpowiedniego doświadczenia, desygnować go na funkcję premiera. 

Po wczorajszych decyzjach Komitetu Politycznego PiS, który zdecydował jednak o odwołaniu premier B. Szydło nie zmieniam swojego zdania. Wedle mnie to decyzja błędna i może zakończyć „dobrą zmianę” i pozbawić PiS wygranych wyborów: samorządowych, parlamentarnych czy prezydenckich. 

„Nie zmienia się zawodników w drużynie wygrywającej a już na pewno nie zmienia się w takiej sytuacji kapitana… chyba, że chce się przegrać”. Rząd Pani premier B. Szydło był najlepszym rządem od 1989 roku a może i w całym okresie powojennym i w ogromnej mierze zawdzięcza to Pani premier. 

Nie rozumiem tej decyzji. Może i faktycznie na arenie międzynarodowej dzieje się coś niedobrego dla Polski i Polaków, co skłoniło prezesa J. Kaczyńskiego do takiej decyzji, ale czy na pewno? Niestety śmiem wątpić i znów w PiS-e zwyciężyła stanowiskowa wojna podjazdowa... Oby jednak nie!

Pan J. Kaczyńskli wielokrotnie pokazał, że jest świetnym strategiem i politycznym wirtuozem oraz polskim patriotą, ale niestety nieraz popełniał błędy przede wszystkim w jednym: doborze ludzi. Nie pora teraz wymieniać nazwisk, choć cisną się na usta nazwiska Kaczmarka, Sikorskiego, Marcinkiewicza, „miśka” Kamińskiego, Migalskiego, Poncyliusza, Jakubiakowej, Kluzik-Rostkowskiej, Dorna, Ujazdowskiego, Zalewskiego, i wielu innych. Być może wynika to z jego ufności do ludzi i myślenia, że tak jak on i patriotycznie po polsku myślą też inni jego współpracownicy. Śmiem twierdzić, że wybór Pani B. Szydło był tym z tych dobrych decyzji personalnych J. Kaczyńskiego, które podjął a która okazała się chyba najlepszą w jego karierze politycznej. 

Tym bardziej nie rozumiem tej zmiany i to w sytuacji, gdy wybór Pana A. Dudy okazał się znów prawdopodobnie pomyłką J. Kaczyńskiego a teraz pozbywa się najbardziej lojalnego od lat swojego współpracownika. Dziwne to wszystko jest i dla mnie niezrozumiałe… chyba, że Pani premier była niewygodna dla tych którzy faktycznie zarządzają Polską lub uzurpują sobie prawo do takiego zarządzania i „namaszczania” polskich prezydentów i premierów, jak chociażby udział obecnego prezydenta podczas sławetnego posiedzenia przeszło połowy izraelskiego Knestetu w Krakowie w styczniu roku 2014 czy ostatnia kolacja z przedstawicielami innego niż polski naród narodu Pana M. Morawieckiego w jarmułce na głowie. Ale to tylko poboczna uwaga, bo może – w co wierzę - wcale tak nie jest…

Powtarzam. Uważam odsunięcie Pani premier B. Szydło za duży błąd. Oby jego konsekwencje nie były takie same jak w 2007 roku, gdzie na własne życzenie PiS stracił władzę, by ją oddać antypolskim zdrajcom na całe 8 lat. 8 lat, które stworzyły z Polski „teoretyczne państwo z chu…em, dupą i kamieni kupą” i które teraz musimy odbudowywać. 

Na koniec jeszcze dwie uwagi. 

Po pierwsze. Pani premier B. Szydło pokazała jak należy rządzić i jakim można być uczciwym oraz ciężko pracującym dla dobra Polski premierem, prawdziwym mężem stanu godnym tych największych np. z okresu międzywojnia. Pokazała nam wszystkim czym jest patriotyzm, honor i czym jest służba Polsce i polskiemu narodowi. Wreszcie też całemu światu pokazała czym jest tzw. „klasa” polityka, czym jest etos publicznej działalności i dbałość o interesy własnego państwa i własnych obywateli. Sposób jej rządzenia, realizacja obietnic wyborczych, skuteczne przeciwstawienie się wewnętrznym i zewnętrznym wrogom naszej Ojczyzny zjednało jej wielu Polaków, którzy ufają jej do dzisiaj i żałują oraz nie rozumieją decyzji władz PiS-u. 

Panu M. Morawieckiemu bardzo trudno będzie takie zaufanie uzyskać i sądzę, że raczej straci wysokie dotychczasowe poparcie. Czy będzie potrafił choć trochę dorównać Pani premier i rządzić z takim poświęceniem dla dobra Polski i Polaków i klasą jak ona? Nie wiem i mam duże wątpliwości, choć chciałbym się mylić a tych pomyłek ostatnio coś za dużo… a zaczęło się od prezydenta A. Dudy…

Po drugie. Nie rozumiem też okoliczności w jakich władzę straciła pani premier B. Szydło. Zarówno forma jak i cała „otoczka” jej dymisji jest dla mnie obrzydliwa i na pewno uwłaczająca samej Pani premier. 

Najpierw kilkumiesięczne jej „zmiękczanie” i zmniejszanie jej znaczenia oraz ta cała i ciągła dyskusja o tym, że tym premierem przestanie być. I w końcu ta wieczorna wczorajsza dymisja i to w dniu, w którym wcześniej pani B. Szydło obroniła siebie i swój rząd przed odwołaniem na podstawie haniebnego i kuriozalnego wniosku o votum nieufności złożonego przez zdrajców z antypolskiej partii PO. 

Doprawdy: takiego majstersztyku poniżenia przez własne środowisko polityczne najlepszego od dziesiątek lat premiera, który w dodatku był do ostatnich chwil całkowicie lojalny wobec własnej formacji nie mógłby chyba wymyślić nawet najlepszy literat czy scenarzysta tragifarsy. Nie można było – o ile naprawdę było to konieczne – przyjąć dymisję od Pani premier chociażby w poniedziałek a wczoraj pisać i mówić tylko o kompromitacji PO i G. Schetyny… Hmm… Kompletne dno!

I nawet w tej sytuacji Pani premier wykazała się niebywałą klasą polityczną i to od samego rana (naprawdę chyba dla niej ciężkie osobiście przemówienie w obronie własnego rządu z posiadaną wiedzą, że zaraz tym premierem nie będzie), jak i wieczorem, gdy została zdymisjonowana. 

Mam nadzieję, że były naprawdę bardzo ważne powody owej zmiany o których się dość szybko dowiemy, bo na razie z tego, co mówią przedstawiciele PiS-u ja ich nie zauważam. Dodam jednak, że o tej zmianie prezes PiS J. Kaczyński mówił już trochę w lipcu tego roku, więc argument, iż nagle coś się wydarzyło w ostatnim czasie (np. pozwanie KE do TS Polski za nie przyjmowanie uchodźców), co wymagało natychmiastowej zmiany premiera jest bezzasadny i naciągany. 

Pozdrawiam
Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)


P.S.
Niestety obawiam się, że w najbliższym czasie stanowiska mogą stracić: dwaj najlepsi ministrowie w rządzie czyli Z. Ziobro i A. Macierewicz oraz bardzo dobry minister J. Szyszko. Mogą niestety pozostać: J. Gowin, P. Gliński czy K. Radziwiłł. W takiej sytuacji może okazać się, że w koalicji ZP partię Z. Ziobry zastąpi partia K. Morawieckiego, która powoli i systematycznie pozyskuje członków parlamentu, których chyba ma już ośmiu, czyli tyle samo, co partia Z. Ziobry.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

czwartek, 2 marca 2017

CO2. Kolejny atak zniemczonej UE na Polskę, ale walka jeszcze trwa!

W Polsce medialnie w większości dyskutuje się o sprawach nie mających żadnego znaczenia dla Polaków.  Sztucznie podgrzewa się emocje, skłóca rodaków tematami i wydarzeniami nieistotnymi, w czym lubuje się nie mająca żadnego merytorycznego programu tzw. "totalna opozycja". Ten bieżący i sztucznie kreowany jazgot i histeria tych zdrajców naturalnie wymaga reakcji rządzących, co nie pozwala na skupieniu uwagi Polaków na rzeczach naprawdę istotnych, dotyczących nas wszystkich i przyszłych naszych pokoleń.

Jednym z tych tematów jest handel tzw. emisjami CO2 i światowymi oraz unijnymi obostrzeniami dotyczącymi emisji tegoż CO2.

Tak naprawdę zresztą przedmiotowego tematu w ogóle nie powinno być, bo tzw. Globalne Ocieplenie, które stało się pretekstem globalistów do walki z emisją gazów cieplarnianych oraz do wykreowania świetnego i dochodowego biznesu, jest fikcją.

Jednak na razie musimy - jako Polska - walczyć o jak najkorzystniejsze rozwiązania w tym obszarze, zarówno w skali światowej, jak i unijnej. A jest to bardzo trudne bowiem szczególnie największe państwa UE (w tym przede wszystkim Niemcy) prowadzą wobec nas wrogą i konkurencyjną politykę w zakresie polityki klimatycznej.

Kolejnym etapem tej wojny jest przyjęcie przez ministrów ds. środowiska w dniu 28.02.2017 roku "wspólnego stanowiska ws. reformy unijnego systemu pozwoleń na emisję CO2 (EU - ETS)", które zawiera rozwiązania określone przez polskiego ministra Jana Szyszkę jako niszczące polskie bezpieczeństwo energetyczne i blokujące polskie zasoby energetyczne takie jak węgiel oraz nie mające nic wspólnego z porozumieniem paryskim (COP21). Polska wraz z Bułgarią, Rumunią, Cyprem, Chorwacją, Węgrami, Włochami, Litwą i Łotwą stanowiła grupę państw sprzeciwiających się proponowanym rozwiązaniom. Mimo, że zgodnie z obowiązującym jeszcze przez miesiąc nicejskim systemem głosowania, zgodnie z którym stworzona grupa wystarczała do utworzenia tzw. „mniejszości blokującej”, to „wspólne” stanowisko zostało jednak zaakceptowane.

Niekorzystne dla Polski rozwiązania - powodujące m.in. wzrost cen uprawnień na emisję CO2 a tym samym wzrost kosztów przedsiębiorstw i wzrost cen dla konsumentów - to przede wszystkim:
-  ustalenie niższego progu całkowitej liczby uprawnień dostępnych na aukcjach z 57% (jakie proponowała i tak niekorzystnie dla Polski KE) do 55%,
-  wprowadzenie mechanizmu umarzania niewykorzystanych pozwoleń, bez określenia nawet ilości certyfikatów, które miałyby być skasowane - tym samym nie będzie już możliwości np. korzystnej dochodowo odsprzedaży niewykorzystanych uprawnień.

To porozumienie to kolejny negatywny krok UE wobec Polski a dodatkowo bezprawny oraz niezgodny z ogólnoświatowymi ustaleniami dokonanymi podczas ubiegłorocznego szczytu klimatycznego w Paryżu - COP21. Co prawda prace nad ostatecznym kształtem nowych przepisów rozpocznie niedługo Parlament Europejski, ale raczej nie należy się spodziewać by zmienił on ich treść. Polsce wraz z innymi krajami głosującymi przeciw porozumieniu pozostanie prawdopodobnie złożenie prawnego sprzeciwu do instytucji unijnych lub ONZ-towskich. 

W tym kontekście warto przypomnieć historię naszych negocjacyjnych klęsk i zwycięstw dotyczących całego obszaru związanego z polityką klimatyczną i pakietem klimatycznym obejmującymi też emisję i handel uprawnieniami CO2.

Rok 2008

Premier D. Tusk zgodził się i podpisał pakiet klimatyczny negocjowany w ramach UE. Zawarto w nim skrajnie niekorzystne zapisy uderzające w polską gospodarkę, która przecież w 90% oparta jest na węglu jako źródle energii. Pakiet nazwany 3x20 zakładał redukcję emisji CO2 o 20% w stosunku do roku bazowego 2005, zwiększenie do 20% udziału energii odnawialnej w całości zużywanej energii i 20% poprawę efektywności wykorzystania energii. Największa zdrada Polski dokonana przez D. Tuska polegała na tym, że pierwotnie wynegocjowanym przez śp. prezydenta L. Kaczyńskiego rokiem bazowym liczenia redukcji emisji CO2 dla Polski miał być rok 1990 a "premier" D. Tusk zgodził się na jego zmianę na rok 2005. Ta zmiana spowodowała, że zamiast osiągnięcia już rzeczywistej  redukcji (w stosunku do roku 1990) na poziomie 32% w 2010 roku mieliśmy ją na poziomie ledwo kilkuprocentowym w stosunku do niekorzystnego roku bazowego 2005.

Rok 2013 (marzec)

Sąd UE w Luksemburgu oddalił polską skargę przeciw decyzji Komisji Europejskiej z 2011 r. dotyczącej przejściowych zasad przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w całej Unii. Decyzja Komisji KE 2011/278/UE z 27 kwietnia 2011 r. (tzw. decyzja benchmarkowa) dotyczyła przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w latach 2013-20 (...) i oznaczała, że Polska będzie mogła w latach 2013-2020 rozdzielić pomiędzy instalacje tylko ok. 477 mln uprawnień do emisji. Dla porównania w Niemczech mogło zostać rozdzielonych 1 mld 402 mln uprawnień do emisji, w Wielkiej Brytanii – 626 mln takich uprawnień. W polskiej skardze przeciw Komisji Europejskiej Polska zawarła cztery zarzuty:
- zaniżenie przydziału bezpłatnych uprawnień dla Polski wynikające z nie uwzględnienia specyfiki paliwowej poszczególnych państw członkowskich i wyliczeniu wskaźników emisyjności przy wykorzystaniu referencyjnej wydajności gazu ziemnego oraz przyjęcia tego paliwa jako paliwo referencyjne,
- nie uwzględnienie zróżnicowanej sytuacji w poszczególnych regionach UE i przez to naruszenie zasady równego traktowania,
- naruszenie zasady proporcjonalności polegające na określeniu wskaźników emisyjności na poziomie bardziej restrykcyjnym niż wymagają tego cele dyrektywy 2003/87 ustanawiającej system handlu przydziałami emisji gazów cieplarnianych we Wspólnocie,
-  naruszenie przepisów dyrektywy 2003/87 i braku kompetencji Komisji do przyjęcia zaskarżonej decyzji.

Skarga, która i tak była spóźniona i wydawała się być działaniem pozorowanym została oddalona w całości, co tylko świadczyło o "wielkim" wówczas znaczeniu D. Tuska.

Rok 2014 (październik) 

Pomimo lekceważenia przez UE interesów polskich w zakresie zmian klimatycznych (i w ogóle wszystkich interesów polskich) 24 października 2014 roku dalszej zdrady polskich interesów dopuściła się "premier" E. Kopacz. Podpisała bowiem rozwiązania nowego pakietu klimatycznego, jeszcze bardziej skrajnie niekorzystnego dla Polski i polskiego górnictwa i całej polskiej gospodarki. Zawarto w nim zapisy o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030 (w stosunku do niekorzystnego dla Polski roku bazowego 2005). Było to jawne uderzenie w polską gospodarkę, która i tak jest zdecydowanie słabsza od np. gospodarki niemieckiej czy francuskiej. Jedną z konsekwencji - i chyba najtragiczniejszą dla Polski - tego pakietu była konieczność radykalnego przestawienia się naszego kraju z węgla kamiennego na inne źródła pozyskiwania energii, w tym tzw. źródła energii odnawialnej, na które musielibyśmy wydać w najbliższych latach miliardy złotych. Wiązało się to również z koniecznością przyszłych radykalnych wzrostów cen energii dla ostatecznych odbiorców: przemysłowych i indywidualnych. Stąd pojawiły się m.in zakusy zamykania polskich kopalń, co oczywiście było bardzo pożądane szczególnie dla niemieckiego przemysłu wydobywczego.

Rok 2015 (grudzień)

Ogromny sukces polskiego rządu i ministra Jana Szyszko na Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, tzw. szczycie klimatycznym COP21.

Polska przygotowywała się na ten szczyt od dawna, ale prace nabrały przyspieszenia w momencie przejęcia władzy w Polsce przez rząd B. Szydło i objęcia teki ministra środowiska przez prof. J. Szyszko.

Polska w czasie tego szczytu chciała aby:
- porozumienie klimatyczne zostało zawarte niemal przez wszystkie państwa świata, czyli żeby Polska stała się sygnatariuszem porozumienia szerszego niż na poziomie UE i obejmującego całość światowej emisji gazów cieplarnianych, w tym również największych gospodarek takich jak: USA, Chiny czy Rosja,
- w porozumieniu klimatycznym zawarto zapisy umożliwiające uwzględnianie specyfiki gospodarek poszczególnych krajów i ich możliwości społeczno-gospodarczych w tworzeniu międzynarodowych porozumień klimatycznych,
- w porozumieniu klimatycznym wreszcie wskazano na rolę lasów w pochłanianiu CO2 i rolę zalesiania jako drogi do polepszenia klimatu oraz jednego ze sposobów działania na rzecz ochrony środowiska naturalnego i klimatu a także redukującego emisje CO2.

Dodatkowo też przygotowano analizę wykorzystania czystych ekologicznie geotermalnych źródeł energii oraz przedstawiono czyste metody spalania węgla opracowane przez krajowych naukowców dające minimalną emisję CO2 i zapewniające jego wtórne przetwarzanie.

W Paryżu Polska umiejętnie rozegrała negocjacje i wchodząc m.in. w przejściowe alianse (porozumienia) z Chinami, Indiami, Arabia Saudyjską czy Indonezją uzyskała wszystko, co chciała i postulowała. W ostatecznym globalnym porozumieniu ONZ zawarto wszystkie polskie postulaty a ponadto uzyskano odejście od terminu "dekarbonizacja" na rzecz "neutralności węglowej". Szczyt zakończył się w sumie dużym sukcesem bo podpisały porozumienie niemal wszystkie kraje świata, w tym najwięksi emitenci CO2, czyli Rosja, Chiny i USA.

Dla Polski był to ogromny sukces.

Po pierwsze. Globalny charakter porozumienia na szczeblu najszerszym z możliwych czyli ONZ postawił zupełnie inaczej pozycję Polski i jej dorobek w emisji i redukcji CO2. Z globalnej bowiem perspektywy Polska jest krajem o średniej emisji CO2 a najwięcej winny dziś robić w zakresie redukcji jego emisji najwięksi globalni "truciciele".

Po drugie. Nareszcie Polska uzyskała możliwość uwzględniania jej specyfiki energetycznej w każdych negocjacjach klimatycznych. A jako, że Polska w 90% oparta jest na węglu to możliwym stało się wskazywanie na niemożność zrezygnowania z niego w długiej perspektywie czasowej a ponadto uzyskaliśmy swobodną możliwość wdrażania i eksportowania czystych technologii/metod spalania węgla dających minimalną emisję CO2 i zapewniających jego wtórne przetwarzanie, co - wedle ustaleń COP21 - pozwala  na uniknięcie rezygnacji przez Polskę z węgla jako podstawowego surowca do produkcji energii a także - pozwala na rozszerzanie prac (unikanie blokowania przez UE) modernizacji polskiej energetyki opartej na węglu.

Po trzecie i chyba najważniejsze (o to delegacja Polski walczyła najmocniej). Uzyskaliśmy akceptację  uznania lasów i zalesiania jako elementów redukujących emisję CO2, co pozwoliło na dywersyfikację uznawanych metod redukcji tego gazu. Więc - wedle porozumienia COP21 - nie musimy skupiać się na redukcji emisji tylko na zasadzie tzw "dekarbonizacji" przemysłu i wprowadzania odnawialnych źródeł energii (np. farmy wiatrowe) ale wskazywać, że Polska pochłania CO2 dzięki ogromnym połaciom posiadanych lasów obejmujących aż 30% powierzchni kraju ("płuca Europy" - ewenement w UE!) i tym samym redukuje własną emisję CO2 a dodatkowo prowadzi również efektywną politykę w zakresie redukcji gazów poprzez zalesienie. Dodatkowo dzięki m.in. terminowi "neutralność węglowa" możemy wskazać, że  nasz kraj redukując emisję CO2 poprzez lasy i zalesianie tak naprawę dąży do zrównoważenia własnej emisji i staje się obojętnym a nawet netto ujemnym emitentem CO2. To pozwala na dalsze korzystanie Polski z węgla a to jest najważniejsze w krótkiej i długiej perspektywie naszej gospodarki. Dzięki tym zapisom - również tym z pkt. 2 - możliwym stało się również renegocjowanie skrajnie niekorzystnych zobowiązań jakie zostały przyjęte przez rządy D. Tuska i E. Kopacz.

Po czwarte. Uzyskaliśmy uznanie w zakresie naszych starań skierowanych na rozwijanie geotermalnych źródeł energii, czyli popularną geotermię tak wyśmiewaną przez elity III RP - ("Geotermia Toruńska").


Rok 2017 (luty)

Powtórzę to, co napisałem wcześniej. Przyjęto bezprawnie (pomimo sprzeciwu państw dających mniejszość blokującą) i niezgodnie z duchem ważniejszego porozumienia COP21 tzw. "wspólne stanowiska ws. reformy unijnego systemu pozwoleń na emisję CO2 (EU - ETS)". Niekorzystne dla Polski rozwiązania - powodujące m.in. wzrost cen uprawnień na emisję CO2 a tym samym wzrost kosztów przedsiębiorstw i wzrost cen dla konsumentów - to przede wszystkim:
-  ustalenie niższego progu całkowitej liczby uprawnień dostępnych na aukcjach z 57% (jakie proponowała i tak niekorzystnie dla Polski KE) do 55%,
-  wprowadzenie mechanizmu umarzania niewykorzystanych pozwoleń, bez określenia nawet ilości certyfikatów, które miałyby być skasowane - tym samym nie będzie już możliwości np. korzystnej dochodowo odsprzedaży niewykorzystanych uprawnień.

Na szczęście nie wszystko poszło "nie po naszej myśli".

Po pierwsze. Mimo, iż część krajów UE i wielu polityków chciało zwiększyć rokroczny spadek liczby uprawnień do emisji CO2, to jednak zachowany został ustalony w 2014 roku (też niekorzystny dla Polski) wskaźnik spadku wynoszący rocznie 2,2%.

Po drugie. Zgodnie z oczekiwaniami Polski przyjęto zapisy dotyczące zarządzania funduszem modernizacyjnym. Przewidziano go dla najbiedniejszych krajów UE, które z dochodów pochodzących ze sprzedaży 10 proc. uprawnień mają przekształcać swój system energetyczny. Do Polski trafić ma największa część z tych środków, dlatego polskiemu rządowi szczególnie zależało, by móc decydować, na jakie inwestycje pójdą. Na tym etapie udało się wynegocjować zapisy przewidujące, że to państwa-beneficjanci odpowiadają za zarządzanie funduszem a nie przedstawiciele państw członkowskich, KE oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI). Polska obawiała się, że zarządzanie funduszem przez KE i EBI sprawi, iż nie wszystkie projekty, jakie chciałaby realizować, będą mogły otrzymać wsparcie. Na czarnej liście mogłyby się znaleźć np. inwestycje, które byłyby w jakikolwiek sposób związane z wykorzystaniem węgla jako surowca energetycznego.

Po trzecie. Uzyskano lekkie złagodzenie kryteriów (tzw. benchmarków), od których będzie zależało, ile dana firma będzie mogła dostać darmowych pozwoleń na emisję. W koncepcji bowiem KE benchmarki określają standardową wydajność w danym sektorze i pokazują, ile trzeba wyemitować CO2, żeby wyprodukować np. tonę stali. 100 proc. darmowych pozwoleń na emisje dostaną tylko te firmy, których wydajność będzie zgodna z ustalonym benchmarkiem.

Po czwarte. Uzyskano możliwość przyznania 30% darmowych uprawnień z przeznaczeniem  dla ciepłownictwa, co jest ważne ze względu na wykorzystywanie przez Polskę węgla jako źródła energetycznego.

Niestety Polska może dziś walczyć tylko w zakresie skrajnie niekorzystnych porozumień zawartych przez zdrajców: D. Tuska i E. Kopacz a unijny system pozwoleń na emisję CO2 to główne narzędzie
realizacji zawartych w 2014 roku zapisów o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030 (w stosunku do niekorzystnego dla Polski roku bazowego 2005 a nie 1990). 

Opisując efekty szczytu z 28.02.2017 roku korzystałem z dostępnych medialnie informacji, które wydają się być niepełne, co jest znów zastanawiające. Mam nadzieję, że polski rząd podejmie określone kroki prawno-instytucjonalne, aby wymóc na państwach unijnych respektowanie światowego porozumienia COP21, co wydaje się całkiem możliwe i prawnie skuteczne.

Oczekiwałbym jednak jakiejś dyskusji w Polsce na ten temat i szczegółowego poinformowania Polaków o wszystkich aspektach naszej walki o polski przemysł oparty na węglu.

To jest jedna z najważniejszych kwestii i może tzw. "totalna opozycja" jakoś też się wypowie na ten temat i uruchomi dla dobra Polski swoich przyjaciół w UE... w co zresztą wątpię, bo zdrajcy i sprzedajni szubrawcy już nimi pozostaną w imię zasady "raz k...rwa, zawsze k...rwa".



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 17 grudnia 2015

Ogromny sukces rządu B. Szydło na szczycie klimatycznym w Paryżu - COP21!


W 2008 roku premier D. Tusk zgodził się i podpisał pakiet klimatyczny negocjowany w ramach UE. Zawarto w nim skrajnie niekorzystne zapisy uderzające w polską gospodarkę, która przecież w 90% oparta jest na węglu jako źródle energii. Pakiet nazwany 3x20 zakładał redukcję emisji CO2 o 20% w stosunku do roku bazowego 2005, zwiększenie do 20% udziału energii odnawialnej w całości zużywanej energii i 20% poprawę efektywności wykorzystania energii. Największa zdrada Polski dokonana przez D. Tuska polegała na tym, że pierwotnie wynegocjowanym przez śp. prezydenta L. Kaczyńskiego rokiem bazowym liczenia redukcji emisji CO2 dla Polski miał być rok 1990 a pan D. Tusk zgodził się na jego zmianę na rok 2005. Ta zmiana spowodowała, że zamiast osiągnięcia już rzeczywistej  redukcji (w stosunku do roku 1990) na poziomie 32% w 2010 roku mieliśmy ją na poziomie ledwo kilkuprocentowym w stosunku do niekorzystnego roku bazowego 2005.

W marcu 2013 roku Sąd UE w Luksemburgu oddalił polską skargę przeciw decyzji Komisji Europejskiej z 2011 r. dotyczącej przejściowych zasad przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w całej Unii. Decyzja Komisji KE 2011/278/UE z 27 kwietnia 2011 r. (tzw. decyzja benchmarkowa) dotyczyła przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w latach 2013-20 (...) i oznaczała, że Polska będzie mogła w latach 2013-2020 rozdzielić pomiędzy instalacje tylko ok. 477 mln uprawnień do emisji. Dla porównania w Niemczech mogło zostać rozdzielonych 1 mld 402 mln uprawnień do emisji, w Wielkiej Brytanii – 626 mln takich uprawnień. W polskiej skardze przeciw Komisji Europejskiej Polska zawarła cztery zarzuty:
- zaniżenie przydziału bezpłatnych uprawnień dla Polski wynikające z nie uwzględnienia specyfiki paliwowej poszczególnych państw członkowskich i wyliczeniu wskaźników emisyjności przy wykorzystaniu referencyjnej wydajności gazu ziemnego oraz przyjęcia tego paliwa jako paliwo referencyjne,
- nie uwzględnienie zróżnicowanej sytuacji w poszczególnych regionach UE i przez to naruszenie zasady równego traktowania,
- naruszenie zasady proporcjonalności polegające na określeniu wskaźników emisyjności na poziomie bardziej restrykcyjnym niż wymagają tego cele dyrektywy 2003/87 ustanawiającej system handlu przydziałami emisji gazów cieplarnianych we Wspólnocie,
-  naruszenie przepisów dyrektywy 2003/87 i braku kompetencji Komisji do przyjęcia zaskarżonej decyzji.

Skarga, która i tak była spóźniona i wydawała się być działaniem pozorowanym została oddalona w całości, co tylko świadczyło o "wielkim" wówczas znaczeniu D. Tuska.

Pomimo lekceważenia przez UE interesów polskich w zakresie zmian klimatycznych (i w ogóle wszystkich interesów polskich) 24 października 2014 roku dalszej zdrady polskich interesów dopuściła się premier E. Kopacz. Podpisała bowiem rozwiązania nowego pakietu klimatycznego, jeszcze bardziej skrajnie niekorzystnego dla Polski i polskiego górnictwa i całej polskiej gospodarki. Zawarto w nim zapisy o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030 (w stosunku do niekorzystnego dla Polski roku bazowego 2005). Było to jawne uderzenie w polską gospodarkę, która i tak jest zdecydowanie słabsza od np. gospodarki niemieckiej czy francuskiej. Jedną z konsekwencji - i chyba najtragiczniejszą dla Polski - tego pakietu była konieczność radykalnego przestawienia się naszego kraju z węgla kamiennego na inne źródła pozyskiwania energii, w tym tzw. źródła energii odnawialnej, na które musielibyśmy wydać w najbliższych latach miliardy złotych. Wiązało się to również z koniecznością przyszłych radykalnych wzrostów cen energii dla ostatecznych odbiorców: przemysłowych i indywidualnych. Stąd pojawiły się m.in zakusy zamykania polskich kopalń.

Jeszcze przed podpisaniem tegoż pakietu oceniano negatywne skutki poprzedniego, co warto przypomnieć bowiem dzięki E. Kopacz byłyby one jeszcze drastyczniejsze. Wówczas Instytut T. Kościuszki przygotował raport, który zawierał m.in. takie konstatacje:

"(...) Przez politykę klimatyczną UE zapłacimy o kilkadziesiąt procent wyższe rachunki. Wzrośnie również bezrobocie. Cała gospodarka w ciągu kilku lat może stracić ponad 125 mld zł (...) Raport Instytutu Kościuszki nie pozostawia jednak złudzeń - koszty tej polityki są ogromne i w dużej mierze zapłacą je Polacy. W Polsce około 90 proc. energii elektrycznej pochodzi z węgla (kamiennego i brunatnego), a to oznacza, że polska energetyka poniesie duże obciążenia w związku z polityką klimatyczną. Duże koszty produkcji energii elektrycznej przenoszą się na kondycję całej gospodarki. Według raportu Instytutu Kościuszki łączny wpływ polityki klimatycznej UE może oznaczać dla naszego kraju spadek PKB rzędu 15-30 mld euro do 2020 r. Na każdego Polaka to rocznie od 235 do 470 zł. Koszty polityki klimatycznej to (...) realne pieniądze, które trzeba będzie zapłacić. Po pierwsze: za prąd, po drugie: za ciepło, po trzecie: za wszystko. Według raportu Instytutu Kościuszki do 2020 r. ceny energii elektrycznej wzrosną od 10 do nawet 50 proc. Podwyżki rachunków za prąd są dla Polaków szczególnie bolesne, ponieważ już teraz płacimy bardzo dużo. W porównaniu do siły nabywczej, w 2011 r. ceny energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych w Polsce były o 28 proc. wyższe od średniej UE. O 30 proc. więcej zapłacimy za ogrzewanie. To bardzo zła informacja. Obecnie 1/3 Polaków mieszka w niedogrzanych lub zawilgoconych mieszkaniach. Niemal co druga rodzina (44,5 proc. gospodarstw domowych) wydaje na prąd i ogrzewanie ponad 10 proc. pieniędzy, które zostaną jej po opłaceniu podatków. Według analityków Instytutu Kościuszki polityka klimatyczna UE może oznaczać wzrost ubóstwa energetycznego w Polsce nawet o 5,3 proc. Rosnące ceny energii i ogrzewania oznaczają, że podrożeje niemal wszystko. Według NBP z powodu polityki klimatycznej w 2013 r. ceny wzrosną dodatkowo o 0,3-1,5 punktu procentowego. Oznacza to, że za redukcję emisji CO2 już w tym roku będziemy płacić przy okazji każdych zakupów (...) Negatywne skutki droższej energii i konieczności opłat za emisję CO2 odczuje w pierwszym rzędzie przemysł. Już rok temu Krajowa Izba Gospodarcza ostrzegała, że w 2015 r. koszt polityki klimatycznej dla naszego przemysłu wyniesie 5 mld zł. Tak duże obciążenia oznaczają droższą produkcję i spadek konkurencyjności. W skrajnym przypadku polityka klimatyczna doprowadzi do ucieczki przemysłu z Polski poza granicę UE, co oznacza utratę miejsc pracy i wzrost bezrobocia. Ze względu na ograniczenie krajowej produkcji pogorszy się bilans handlowy naszego kraju - spadnie eksport, a wzrośnie import. Osłabieniu ulegnie również polski złoty - przewidują analitycy Instytutu Kościuszki. Co gorsza problemy dotyczą nie tylko naszego kraju, ale całej Unii Europejskiej. - Próba zduszenia gospodarki europejskiej doprowadzi do tego, że stracimy tę historyczną przewagę, którą Europa miała na świecie - tak skutki systemu unijnego handlu emisjami skomentował Jarosław Zagórowski, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej (...) Trzeba pamiętać, że wszystkie powyższe wyliczenia kosztów opierają się na dotychczasowych regulacjach. Tymczasem prawo w Unii Europejskiej zawsze może się zmienić. Unijna komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard forsuje np. wycofanie z rynku części pozwoleń na emisję CO2, które spowodowałoby wzrost cen dla przemysłu. O wpływie duńskiej komisarz świadczy sukces, który odniosła w trakcie ostatnich negocjacji w sprawie budżetu UE. Zapisano w nim, że 20 proc. wydatków z funduszy unijnych musi zostać przeznaczone na politykę klimatyczną. - W przypadku Polski oznacza to, że mając 300 mld zł funduszy strukturalnych, będziemy musieli z tego przeznaczyć 60 mld zł na walkę ze zmianami klimatu i zapłacić drugie tyle udziału własnego, czyli łącznie 120 mld zł - wylicza prof. Władysław Mielczarski. Można uznać, że te 120 mld to kolejne koszty, które ponosi nas kraj za unijną politykę klimatyczną" [tutaj].

Wobec powyższych faktów najważniejszym dla polskiej gospodarki i polskich obywateli stał się tegoroczny szczyt klimatyczny w Paryżu COP21.

Polska przygotowywała się na ten szczyt od dawna, ale prace nabrały przyspieszenia w momencie przejęcia władzy w Polsce przez rząd B. Szydło i objęcia teki ministra środowiska przez prof. J. Szyszko. Ów profesor od wielu lat zajmuje się problematyką klimatyczną i mając niemal gotowe tezy i postulaty o jakie Polska powinna walczyć w szczycie COP21 przystąpił do ich skonkretyzowania jako oficjalnego stanowiska Polski.

W skrócie. Polska chciała aby:
- porozumienie klimatyczne zostało zawarte niemal przez wszystkie państwa świata, czyli żeby Polska stała się sygnatariuszem porozumienia szerszego niż na poziomie UE i obejmującego całość światowej emisji gazów cieplarnianych, w tym również największych gospodarek takich jak: USA, Chiny czy Rosja,
- w porozumieniu klimatycznym zawarto zapisy umożliwiające uwzględnianie specyfiki gospodarek poszczególnych krajów i ich możliwości społeczno-gospodarczych w tworzeniu międzynarodowych porozumień klimatycznych,
- w porozumieniu klimatycznym wreszcie wskazano na rolę lasów w pochłanianiu CO2 i rolę zalesiania jako drogi do polepszenia klimatu oraz jednego ze sposobów działania na rzecz ochrony środowiska naturalnego i klimatu a także redukującego emisje CO2.

Dodatkowo też przygotowano analizę wykorzystania czystych ekologicznie geotermalnych źródeł energii oraz przedstawiono czyste metody spalania węgla opracowane przez krajowych naukowców dające minimalną emisję CO2 i zapewniające jego wtórne przetwarzanie.

W Paryżu Polska rewelacyjnie rozegrała negocjacje i wchodząc m.in. w przejściowe alianse (porozumienia) z Chinami, Indiami, Arabia Saudyjską czy Indonezją uzyskała wszystko, co chciała i postulowała. W ostatecznym globalnym porozumieniu ONZ zawarto wszystkie polskie postulaty a ponadto uzyskano odejście od terminu "dekarbonizacja" na rzecz "neutralności węglowej". Szczyt zakończył się w sumie dużym sukcesem bo podpisały porozumienie niemal wszystkie kraje świata, w tym najwięksi emitenci CO2, czyli Rosja, Chiny i USA.

Dla Polski jest to ogromny sukces. Sukces nasz wszystkich: zwykłych jak ja obywateli, naszego kraju, naszych firm, naszych obecnych i przyszłych pokoleń.

Po pierwsze. Globalny charakter porozumienia na szczeblu najszerszym z możliwych czyli ONZ stawia zupełnie inaczej pozycję Polski i jej dorobek w emisji i redukcji CO2. Z globalnej bowiem perspektywy Polska jest krajem o średniej emisji CO2 a najwięcej winny dziś robić w zakresie redukcji jego emisji najwięksi globalni "truciciele".

Po drugie. Nareszcie Polska będzie mogła żądać uwzględniania jej specyfiki energetycznej w każdych negocjacjach klimatycznych. A jako, że Polska w 90% oparta jest na węglu będzie mogła wskazywać na niemożność zrezygnowania z niego w długiej perspektywie czasowej a ponadto swobodnie wdrażać i eksportować czyste technologie/metody spalania węgla dające minimalną emisję CO2 i zapewniające jego wtórne przetwarzanie. Pozwala to na uniknięcie rezygnacji przez Polskę z węgla jako podstawowego surowca do produkcji energii a także - z uwzględnieniem pkt 3 - pozwala na rozszerzanie prac (unikanie blokowania przez UE) modernizacji polskiej energetyki opartej na węglu.

Po trzecie zaś i chyba najważniejsze (o to delegacja Polski walczyła najmocniej). Uzyskanie przez Polskę uznania lasów i zalesiania jako elementów redukujących emisję CO2 pozwala na dywersyfikację uznawanych metod redukcji tego gazu. Nie musimy więc od teraz skupiać się na redukcji emisji tylko na zasadzie tzw "dekarbonizacji" przemysłu i wprowadzenia odnawialnych źródeł energii (np. farmy wiatrowe) ale wskazywać, że Polska pochłania CO2 dzięki ogromnym połaciom posiadanych lasów obejmujących aż 30% powierzchni kraju ("płuca Europy" - ewenement w UE!) i tym samym redukuje własną emisję CO2 a dodatkowo prowadzi również efektywną politykę w zakresie redukcji gazów poprzez zalesienie. Dodatkowo dzięki m.in. terminowi "neutralność węglowa" możemy wskazać, że  nasz kraj redukując emisję CO2 poprzez lasy i zalesianie tak naprawę dąży do zrównoważenia własnej emisji i staje się obojętnym a nawet netto ujemnym emitentem CO2. To pozwala na dalsze korzystanie Polski z węgla a to jest najważniejsze w krótkiej i długiej perspektywie naszej gospodarki. Dzięki tym zapisom - również tym z pkt. 2 - możliwym staje się też renegocjowanie skrajnie niekorzystnych zobowiązań jakie zostały przyjęte przez rządy D. Tuska i E. Kopacz.

Dodatkowo możemy swobodnie rozwijać geotermalne źródła energii, czyli popularną geotermię a nasze rozwiązania w tym zakresie (tak wyśmiewana przez elity III RP "Geotermia Toruńska") znalazły szerokie uznanie na szczycie klimatycznym w Paryżu.

Osiągnięcia polskiej delegacji w Paryżu można uznać za duży sukces. Uzyskaliśmy wszystko o co postulowaliśmy. Jesteśmy chyba w Europie największym wygranym w zakresie zapisów zawartych w globalnym porozumieniu. Wszystkie te rozwiązania dają nam możliwość  dalszego funkcjonowania polskiej gospodarki na węglu oraz swobodnej modernizacji energetyki węglowej. Dzięki m.in. nim możemy uniknąć miliardowych kosztów, zapobiec likwidacji kopalń, uniknąć drastycznej podwyżki cen energii dla odbiorców indywidualnych i przemysłowych oraz stworzyć bazę dla wzrostu i rozwoju gospodarczego. Dają nam one także możliwość renegocjacji fatalnych zobowiązań rządu PO-PSL oraz zwiększają naszą pozycję negocjacyjną w przyszłych rozmowach klimatycznych w UE i na świecie.

Taki sukces winien być pokazywany na pierwszych miejscach serwisów informacyjnych i przez długie tygodnie być publicznie analizowany. Tego w Polsce niestety nie ma... co tylko potwierdza fakt głębokiej degrengolady elit lewackich polityczno-medialnych elit III RP. Wczoraj była konferencja prasowa rządu na ten temat... nie wzbudziła zainteresowania mainstreamowych mediów...

Pozostawiam ten fakt ku refleksji wszystkich.

P.S.

"Ogólnie porozumienie COP21 z Paryża wzywa do redukcji emisji gazów cieplarnianych tak szybko, jak to tylko możliwe, uznając, że będzie to trwało dłużej w przypadku krajów rozwijających się. Działania zmniejszające emisje CO2 będą podejmowane przez wszystkie strony umowy, z poszanowaniem ich specyfiki i możliwości społeczno-gospodarczych. Porozumienie paryskie wyznacza cel utrzymania wzrostu globalnej temperatury poniżej 2 stopni Celsjusza do końca wieku. Określa także, że w tym okresie powinniśmy osiągnąć równowagę między emisjami gazów cieplarnianych a ich pochłanianiem, m.in. przez lasy. Działania zmierzające do redukcji emisji CO2 będą się odbywały m.in. poprzez wprowadzanie nowych technologii czy zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii w bilansie energetycznym. Z kolei równoważenie emisji będzie następowało m.in. w drodze wzrostu zalesiania". 

Na podstawie: premier.gov.pl

poniedziałek, 9 listopada 2015

Nowy rząd w Polsce... dajmy im szansę!

Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło pełny skład przyszłego rządu Zjednoczonej Prawicy. Dla potomnych poniżej osobowy jego skład:

I wiceprezes RM i minister kultury - Prof. Piotr Gliński
Wiceprezes RM, minister rozwoju - Mateusz Morawiecki
Wiceminister ds. rozwoju, minister członek RM - Jerzy Kwieciński
Wiceprezes RM, minister nauki  i szkolnictwa wyższego - Jarosław Gowin
Szef kancelarii Prezesa RM – Beata Kempa
Minister w kancelarii prezesa RM, przewodniczący Komitetu Stałego RM – Henryk Kowalczyk
Minister w kancelarii – szef Gabinetu Politycznego jednocześnie pełniący funkcję rzecznika – Elżbieta Witek
Ministerstwo Obrony Narodowej – Antoni Macierewicz
Ministerstwo Sprawiedliwości – Zbigniew Ziobro
Ministerstwo Skarbu – Dawid Jackiewicz
Ministerstwo Środowiska – Jan Szyszko
Ministerstwo Energetyki – Krzysztof Tchórzewski
Ministerstwo Edukacji Narodowej – Anna Zalewska
Ministerstwo Sportu i Turystyki – Witold Bańka
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej – Elżbieta Rafalska
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji – Mariusz Błaszczak
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju – Krzysztof Jurgiel
Ministerstwo Spraw Zagranicznych – Witold Waszczykowski
Ministerstwo Cyfryzacji – Anna Streżyńska
Ministerstwo Infrastruktury i Budownictw – Andrzej Adamczyk
Ministerstwo Zdrowia – Konstanty Radziwiłł
Ministerstwo Gospodarki Morskiej – Marek Gróbarczyk
Ministerstwo Finansów – Paweł Szałamacha
Członek RM, koordynator służb specjalnych – Mariusz Kamiński
Minister w kancelarii Prezesa RM ds. europejskich – Konrad Szymański
Minister w kancelarii Prezesa RM ds. kontaktów z parlamentem – Adam Lipiński

Oceniając skład nowego rządu można jasno stwierdzić, że jest to jednak rząd koalicyjny trzech ugrupowań wchodzących w skład Zjednoczonej Prawicy. Partie "Gowinowców" i "Ziobrystów" dostały ogromny kredyt zaufania i mam nadzieję, że go ponownie nie zmarnują. Wierzę, że te osiem lat nauczyło ich pokory i doświadczeń, które wykorzystają w nowym rządzie dla dobra Polski. Czy tak będzie? Zobaczymy...

Ogólnie jednak możemy zauważyć, że ten rząd jest osobowościową mieszanką merytorycznych kompetencji i politycznych oczekiwań Polaków głosujących na PiS.

Obecność A. Macierewicza w MON, Z. Ziobry w MS, M. Błaszczaka w MSWiA czy M.Kamińskiego jako szefa służb jest gwarantem odbudowy prawej i sprawiedliwej Polski. Cieszę się, że J. Kaczyński z B. Szydło nie ugięli się medialnemu jazgotowi antypolskiego lewactwa z szechterową GW na czele. Wiem też, że wszyscy kreatorzy i beneficjenci okrągłostołowej III RP, wszelkiego rodzaju obcy agenci, złodzieje i antynarodowe szuje rozpoczną bezpardonowy atak na tychże ministrów, bowiem naprawdę mają się czego bać i mocno wierzę, że ten strach znajdzie odzwierciedlenie w ich sprawiedliwym osądzeniu.

Resorty gospodarcze obejmują ludzie merytorycznie przygotowani do uzdrowienia polskich finansów i skierowania Polski na drogę szybkiego rozwoju oraz podmiotowego funkcjonowania w ramach UE.

Podobnie jest z dyplomacją, edukacją a przede wszystkim z kulturą, która - mam nadzieję - zostanie nakierowana na polskość i narodową spuściznę Polaków. Skończy się tym samym gloryfikowanie szalonej multi-kulti i beznarodowego lewactwa ze wszystkimi jego wynaturzeniami. I w tym obszarze spodziewam się wściekłego ataku ze strony tych wszystkich, którzy przez lata chcieli z nas zrobić masę zlewicowanych bezmyślnych Europejczyków i wyplenić w Polakach ich historię, kulturę, wiarę, język, tożsamość narodową i poczucie narodowej dumy.

Oczywiście żaden rząd, w tym i nasz, nie jest na dzień dzisiejszy idealny. Można mieć wiele zastrzeżeń do obsady poszczególnych ministerstw, można zastanawiać się dlaczego dobrano człowieka kojarzącego się ze znienawidzonym banksterstwem czy też tych, którzy kiedyś zdradzili lub wydają się za bardzo spolegliwi i "mętni" politycznie.

Uważam jednak, że trzeba dać szansę wszystkim i nawet tym, którzy wydają się dzisiaj kontrowersyjni. Może wszakże okazać się, że staną się wzorcowymi ministrami, których kompetencje i patriotyzm pozwolą na odbudowę naszej Ojczyzny.

Trzeba mieć nadzieję, że cały rząd i wszyscy ministrowie będą mieli jeden cel: budowę silnej i zasobnej Polski oraz wyprowadzą Polskę m.in. z lennej wobec zniemczonej UE pozycji a także sprawią, że Polska wkroczy jednak na ścieżkę szybkiego wzrostu i rozwoju gospodarczego a narodowy i patriotyczny duch tkwiący w Polakach zostanie wykorzystany dla wzrostu globalnego znaczenia Rzeczpospolitej.

Polska ma wreszcie godnego, reprezentującego polskie a nie obce interesy prezydenta a już niedługo wreszcie - mam nadzieję - polski rząd dobrej zmiany. Cieszmy się i dajmy im szansę... a w przyszłości nawet merytorycznie krytykujmy, gdy będą ku temu powody.

Z nadzieją,
Pozdrawiam


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com