Pokazywanie postów oznaczonych etykietą D. Trump. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą D. Trump. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 lutego 2024

Pierwsze podróże D. Tuska i jego uległość wobec elit unijnych...

D. Tusk jeszcze jako kandydat na premiera w dniach 25-26 października 2023 roku przebywał w Brukseli. Lider PO w programie swojego wyjazdu miał m.in. rozmowy z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen i przewodniczącą Parlamentu Europejskiego Robertą Metsolą. Podobno najważniejszą sprawą, którą miał poruszyć D. Tusk było uzyskanie choć części pieniędzy z naszego KPO. I też podobno uzyskał zapewnienie, że pierwsze pieniądze w wysokości 5,1 mld Euro zostaną Polsce wypłacone, tyle tylko, że de facto na zakup urządzeń do wytwarzania zielonej energii, w tym m.in. wiatraków produkowanych przez Niemcy, czyli przez firmę Siemens. 21 listopada 2023 roku zostało to potwierdzone przez UE, ale do dzisiaj tych pieniędzy po prostu nie ma...

Kolejny już raz udał się tam w dniu zaprzysiężenia, t.j. 13 grudnia 2023 roku po południu, ale już jako powołany przed południem tego samego dnia przez prezydenta RP na premiera Polski. Premier pojechał tam, aby uczestniczyć w posiedzeniu Rady Europejskiej, która odbywała się w dniach 14 i 15 grudnia 2023 roku. I to zapewne wtedy D. Tusk zgodził się na Pakt Migracyjny, który został potwierdzony w środę 20 grudnia 2023 roku, kiedy to po całonocnych negocjacjach, Rada Europejska, Parlament Europejski i Komisja Europejska ogłosiły osiągnięcie porozumienia w sprawie głównych założeń nowego unijnego paktu o migracji i azylu. 

Następnie dwa dni temu, t.j. 8 lutego 2024 roku Pakt Migracyjny został przyjęty przez ambasadorów UE i to pomimo tego, że Polska była przeciw, ale ten głos sprzeciwu był jeno propagandowym "wołaniem na puszczy" bo już wcześniej zrezygnowano w tym przypadku z warunku jednomyślności (sic!). Kluczowym elementem paktu jest reguła "obowiązkowej solidarności" przewidująca przyjmowanie migrantów. Relokację można zastąpić opłatą finansową w wysokości około 20 tysięcy euro za każdą nieprzyjętą osobę. Stanie się tak o ile jednak nie zostaną zgłoszone wyjątkowe okoliczności, gdzie np. Polska będzie musiała przyjąć imigrantów i nie będzie możliwości "wykupienia". Ostateczne zatwierdzenie paktu jest spodziewane wiosną tego roku.

Ku przypomnieniu, to w ostaniem referendum przeciw przymusowej relokacji opowiedziało się 10878863 Polaków (10,9 miliona osób) i chociaż referendum okazało się nie być wiążącym to chyba należałoby uszanować tak liczne głosy Polaków. 

Warto w tym temacie posłuchać P. Jakiego:


Także bzdurą jest twierdzenie, że z pierwszą wizytę zagraniczną D. Tusk udał się do Ukrainy. Najpierw przecież musiał pojechać po instrukcje i wytyczne od niemieckich elit unijnych z Ursulą von der Leyen oraz szefem EPL Manfredem Weberem na czele.

Natomiast w dniu 1 lutego 2024 roku D. Tusk udał się na posiedzenie Rady Europejskiej, gdzie zgodził się na przyjęcie trzech nowych podatków unijnych, które zwiększają koszyk dochodów własnych unijnego budżetu. Źródłami tych pieniędzy będzie:  
– 25% udział w dochodach z EU ETS (handel uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych), będących do tej pory dochodami budżetów krajowych,
– tzw. podatek od śladu węglowego (CBAM),
– podatek korporacyjny od dochodów rentownych firm ponadnarodowych.

Akurat premier Polski mógł te podatki zawetować, ale nie zrobił tego. 

Trzeba jeszcze nadmienić, że te podatki wedle UE mają na celu pomoc dla Ukrainy, co jest zwykłym oszustwem, bo nie chodzi tu przede wszystkim o pomoc  dla Ukrainy, ale o dalsze scentralizowanie UE. "Eurokraci chcą wprowadzić państwo totalitarne które mówi obywatelom co mogą jeść, czym podróżować, jak się ubierać, w jakich domach mieszkać etc. Podatki to kolejny element “upaństwawiania” UE i ograniczania roli państw członkowskich do roli landów" [1].

Kolejnymi podróżami D. Tuska będą (bez uwzględnienia trwającego urlopu we włoskich Dolomitach)  i to jeszcze w lutym tego roku podróże do Berlina i Paryża, których podstawowym celem  będzie reaktywacja (reanimacja) tzw. Trójkąta Weimarskiego, który ma stać się "sercem" nowej polityki zagranicznej państwa polskiego. Nie trzeba dodawać, że rola Polski w tym "trójkącie" ma charakter jeno służebny wobec Niemiec i Francji. A w kontrze do tego układu jest Trójmorze, w którym Polska ma rolę wiodącą.  

Tak się też zastanawiam czy ze wszystkich tych spotkań i wojaży D. Tuska powstały jakieś notatki służbowe, bo takowe powinny być. A jeżeli tak, to jaką mają klauzulę tajności i czy nie przyjdzie nam czekać do kolejnego serialu "Reset", żeby odsłonić potencjalną zdradę stanu obecnych rządowych  władz Polski. 

I jeszcze jedno. 

Jako Polacy musimy "trzymać kciuki" aby jesienne wybory prezydenckie w USA wygrał D. Trump lub jakiś inny republikanin. Dla Polski jest to niezbędne aby utrzymać naszą wolność, suwerenność i niepodległość. 

Całkiem niedawno pisałem tak: [2].

"Nigdy nie miałem zaufania do J. Bidena, bo od początku chciał oddać Europę w łapska kondominium niemiecko-rosyjskiego i gdyby nie atak W. Putina na Ukrainę, to już dawno by to nastąpiło. 

Zresztą uważam, że W. Putin rozpoczął swoją wojnę właśnie dzięki takim deklaracjom z pierwszych miesięcy urzędowania, gdzie J. Biden nawet w końcu zaakceptował Nord Stremay, bo... budowa jest już na ukończeniu, więc nie ma sensu jej przerywać. 

W takiej sytuacji W. Putin był pewny, że administracja J. Bidena nie będzie zbytnio ingerować w tę wojnę i to tym bardziej, że ona przecież miała trwać maksymalnie do tygodnia czy dwóch tygodni. I gdyby nie to, że naród ukraiński broni się bohatersko do dzisiaj to byłoby tak jak w przypadku aneksji Krymu, o którym świat i USA już zapomnieli.

W miarę trwania wojny - sądzę, że pod naciskiem służb specjalnych i lobby wojskowo-obronnego w USA  - J. Biden został niejako zmuszony do zmiany o 180% swojego stanowiska w sprawie oddania Europy wspomnianemu kondominium niemiecko-rosyjskiemu i wtedy dopiero zaczęła się amerykańska pomoc dla Ukrainy i wspieranie tzw. wschodniej flanki NATO a tym samym Polski.

Ale przecież musimy pamiętać, że J. Biden jest lewicowym demokratą a jego wiceprezydent K. Harris to już całkowicie komunistka. Poza tym J. Biden jest gorącym zwolennikiem ruchu LGBTQ i ideologii gender.

Zresztą również ambasador USA w Polsce Mark Brzezinski jest lewicowy i ileż to razy dawał temu wyraz chodząc na tęczowe "Marsze Równości" czy "upiększając" ambasadę tęczową flagą lub spotykając się z przedstawicielami wcześniej opozycyjnej  a dziś już formacji rządzącej w Polsce (zdjęcia poniżej). A przecież to ambasador USA w Polsce jest odpowiedzialny za przekazywanie informacji o Polsce amerykańskiej administracji i samemu J. Bidenowi oraz oczywiście realizuje u nas politykę J. Bidena.

Ostatnie słowa i zachowania J. Bidena oznaczają, że ponownie oddał Europę w łapska Niemiec i Rosji, co potwierdził mówiąc - zapytany przez korespondenta Polskiego Radia o jego ocenę  dojścia do władzy w Polsce prounijnego rządu - "Myślę, że to bardzo dobrze".

To stawia Polskę i patriotycznych Polaków w bardzo trudnej sytuacji. 

Z jednej strony mamy atak niemieckiej UE, która chce stworzyć z Europy Jeden Wielki Scentralizowany Kołchoz a'la ZSRR zwany Jedną Europą ze stolicą w Berlinie a to oznaczać będzie praktyczną utratę przez Polskę i inne kraje UE swoich: wolności, suwerenności i niepodległości. Czy nie po to właśnie Niemcy wysłały do Polski D. Tuska?

Z drugiej strony mamy Rosję, która prędzej czy później znów będzie ściśle współpracowała  z Niemcami tworząc kondominium niemiecko-rosyjskie i może to dla Polski oznaczać kolejny rozbiór z granicami uwzględniającymi rozwiązania zawarte w Pakcie Ribbentrop–Mołotow lub nawet na Wiśle: zachodnia część Polski dostanie się w łapy Superpaństwa Niemieckiego (unijnego) a wschodnia część dostanie się w łapy W. Putina. Czy dlatego w czasach rządów PO-PSL rozbrajano wschodnią część Polski i mieliśmy się zacząć bronić dopiero na linii Wisły? Dlatego tak ważna była odbudowa polskiego wojska na wschodzie Polski, czego dokonała ZP.

No i dalej z "trzeciej strony" USA, które mogą (oby nie!) już na stałe oddać Europę Niemcom a jak Niemcom to i Rosji. Pocieszeniem dla nas może być stałe stacjonowanie wojsk USA w Polsce, niemal ukończona tarcza antyrakietowa i podpisanie z USA kontraktów zbrojeniowych, i na budowę dużej elektrowni jądrowej, z których D. Tusk raczej nie zrezygnuje, choć na pewno utrąci lub ograniczy kontrakty z Koreą Południową. Ponadto jesteśmy w NATO".

No a wczoraj, t.j. 9 lutego 2024 roku prezydent USA Joe Biden przyjął w Białym Domu kanclerza Niemiec Olafa Scholza. Rozmowy polityków dotyczyły m.in. dalszej pomocy dla Ukrainy oraz sytuacji na Bliskim Wschodzie. 

W kontekście pomocy Ukrainie prezydent J. Biden zwracając się do O. Scholza skonstatował, iż: "Chcę ci podziękować, Olafie, za twoje przywództwo od samego początku. Dokonałeś czegoś, o czym nikt nie myślał, że jest możliwe: podwoiłeś w tym roku niemiecką pomoc wojskową dla Ukrainy" [3]. 

Taka wypowiedź J. Bidena potwierdza moje przypuszczenie o oddaniu przez USA unijnych krajów Niemcom, co oznacza, że IV Rzesza Niemiecka musi być definitywnie utworzona przed listopadowymi wyborami prezydenckimi w USA, bo jak na razie J. Biden przegrywa z D. Trumpem. 

I chyba też dlatego D. Tusk tak mocno się śpieszy w degradacji i demolowaniu naszej Ojczyzny. On też ma tylko czas do listopada tego roku a dodatkowo ma swoiste pozwolenie na łamanie praworządności dane mu niemal przez wszystkich: UE, Rosję i USA. 

Jako Polacy też musimy dotrwać do jesieni tego roku i nie możemy pozwolić na całkowite rozwalenie Polski. Przed nami kwietniowe wybory samorządowe a w czerwcu chyba najważniejsze od początku istnienia UE wybory do Europarlamentu. Wybierajmy w tych wyborach polskich patriotów a nie faktycznych lub domniemanych zdrajców!!!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 Paypal: 
paypal.me/kjahog

środa, 20 stycznia 2021

Donald Trump pożegnał się z Białym Domem

Kończy się pewna epoka, w której jeszcze konserwatyści na całym świecie mogli liczyć na przychylność światowego mocarstwa jakim były USA za czasów Donalda Trumpa. Rozpoczyna się w USA epoka rewolucji neomarksistowskiej, która już zdominowała cały dotychczasowy świat cywilizacji zachodniej. Ostały się jeno jej resztki reprezentowane tylko przez władze nielicznych krajów takich jak np. Polska czy Węgry. 

Czy to znaczy, że społeczeństwo USA faktycznie przez najbliższe cztery lata stanie się ideologicznie Niemcami, Francją, Danią, Holandią czy Portugalią, Włochami i Hiszpanią? Uważam, że raczej nie. Na prezydenta D. Trumpa jednak głosowała niespełna połowa Amerykanów i oni zachowają swoje przekonania mimo spodziewanej lewackiej rewolucji w ich kraju. Wcale nie jest powiedziane, że w następnych wyborach nie wystartuje ponownie D. Trump i nie zyska poparcia pozwalającego mu na ponowne objęcie urzędu prezydenta. A być może pojawi się ktoś inny, który będzie w stanie zagospodarować konserwatywnych wyborców, którzy stanowili fundament powstania i rozwoju Stanów Zjednoczonych. 

To przyszłość a jak na razie czeka nas zmasowany atak lewaków na całym świecie. Oczywiście największe swoje siły zmobilizują wobec tych państw i społeczeństw, które w swojej tradycji i masie nie podzielają ich poglądów. Do tych krajów należy też Polska jako naród z tradycjami chrześcijańskimi, która opiera swoje wartości na tradycyjnym katolickim fundamencie, gdzie naród, państwo, rodzina, tradycja, patriotyzm, własność są najważniejsze. Czy przetrwamy ten atak? Nie wiem, ale wierzę, że tak, chociaż niestety i w Polsce myślenie neomarksistowskie  zyskuje coraz więcej nieświadomych konsekwencji zwolenników. 

Żałuję, że prezydent D. Trump przegrał wybory. Przychylam się do twierdzenia, że zwycięstwo J. Bidena było nieuczciwe i mieliśmy do czynienia ze sfałszowaniem wyborów, którego można dokonać jedynie w sytuacji, gdy poszczególni kandydaci mają zbliżony wynik wyborczy a tak było w tym przypadku. Ale D. Trump nie był w stanie udowodnić nieprawidłowości i stało się, co się stało - pożegnał się z prezydenturą USA. 

Nikt jednak nie może zaprzeczyć, że dla USA, jak i dla wolnego świata zrobił tyle, ile można było zrobić w obecnych uwarunkowaniach. Nie rozpoczął żadnej międzynarodowej wojny, doprowadził gospodarkę USA do przed pandemicznego rozkwitu, rozwiązywał konflikty politycznie a nie zbrojnie, przeciwstawił się chińskim dążeniom do dominacji światowej, realnie spoglądał na Niemcy i negował ich dążenia do dominacji nad Europą i też tonował takie same imperialistycznie dążenia Rosji pod wodzą W. Putina. Z naszego, polskiego punktu widzenia był nam przyjazny: zniósł wizy, traktował nas jako swojego sojusznika w UE,  wielokrotnie deklarował nam swoją przychylność rozmieszczając m.in. u nas swoje wojska, był przeciw budowie Nord Sream 2 oraz popierał rozwój Trójmorza jako przeciwwagę Niemiec w UE. Ogólnie oceniając - oprócz R. Regana - nie mieliśmy w czasach nowożytnych bardziej przyjaznego Polsce prezydenta USA. I jeszcze długo nie będziemy. No chyba, że komunistyczna wiceprezydent K. Harris narobi takiego bałaganu, że nawet wyborcy Demokratów będą już mieli dość jej rządów. A, że tak będzie to nie mam najmniejszych wątpliwości.

Reasumując. J. Biden będzie prezydentem USA tylko jedną kadencję, jeżeli dotrwa do jej końca. Tak naprawdę jego poczynaniami będzie kierować K. Harris. I to ona będzie kształtowała politykę USA przez najbliższe cztery lata. Będzie to prezydentura ideologicznie lewacka. Nie jest to dobre dla świata i dla Polski, ale jakoś przetrwamy ten okres i przetrwają go Amerykanie. Jestem pewien, że następnym prezydentem USA będzie Republikanin lub ktoś o konserwatywnym oglądzie rzeczywistości, choćby ponownie D. Trump jeżeli umiejętnie wykorzysta swoje poparcie do budowy swojego ruchu politycznego. 

Wykorzystajmy ten czas do walki o nasze narodowe wartości. Teraz tym bardziej - wobec braku oparcia w USA - staje się to naszą racją stanu i nie możemy tylko mówić, ale działać realnie!



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

sobota, 16 stycznia 2021

D. Trump - to była ostatnia wyspa wolności!

Nie ma dziś sensu na zastanawianie się nad tym, czy D. Trump ma jeszcze jakiekolwiek szanse na utrzymanie prezydentury. Niestety prezydentem w USA został dziadek z demencją J. Biden a w zasadzie jego zastępczyni K. Harris, skrajna komunistka. 

Jest to dla Polski bardzo zła wiadomość, bo straciliśmy najważniejszego sojusznika, na którym mogliśmy jako państwo budować naszą europejską suwerenność, choćby opierając ją na Trójmorzu, którego D. Trump był gorącym zwolennikiem. 

Ponadto doceniał on Polskę i widział w niej swojego przedstawiciela w strukturach UE i negował wszystkie przedsięwzięcia, które mogłyby nam zagrozić jak np. Nord Stream 2. Bardzo oponował też przeciwko dominacji Niemiec w UE, czemu dawał wielokrotnie wyraz i doprowadzał A. Merkel do bezradności, ale też i wściekłości. 

Przeciwstawiał się też próbom po raz kolejny budowy przez Niemcy  ścisłego sojuszu z Rosją, który można nazwać znów kondominium rosyjsko-niemieckim. A dla Polski taka współpraca ma historycznie bardzo złe konotacje, bo od zawsze żyjemy pośród dwóch granicznych wrogów, którzy przez wieki chcieli zdobyć nasz kraj. 

To fakty, którym nie można zaprzeczyć. 

Oczywiście to, co robił D. Trump było - wedle niego - w interesie USA. I postępował tak a nie inaczej tylko z tego powodu, iż uważał, że jest to korzystne dla Amerykanów. A, że przy okazji było to też korzystne dla Polski to już tylko my możemy ocenić i sądzę, że historycznie to docenimy. Jeszcze mocno zatęsknimy za D. Trumpem jako jednym z ostatnich mocarstwowych i normalnych przywódców światowych . 

Ale też zatęsknią za nim sami Amerykanie. Przez swoją kadencję (do czasu wybuchu pandemii koronawirusa) podjął się pracy wzmocnienia amerykańskiej gospodarki i to z takim skutkiem, że zmalało bezrobocie do poziomu z lat 50-tych XX wieku a dochody państwa osiągnęły niespotykanie wysoki od kilkudziesięciu lat poziom. Ponadto dał swoim rodakom wolność i powrót ich do korzeni, czyli do czasu świetności USA. 

Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby nie pandemia koronawirusa i nagłe lewackie rozruchy inicjowane przez agresywny oraz przestępczy BLM wygrałby wybory "w cuglach" i to w takiej procentowej przewadze, że nie mogłoby być mowy o możliwości dokonania ewentualnych fałszerstw, które są możliwe jedynie w przypadku, gdy liczba oddanych głosów na określonych kandydatów jest zbliżona. Ponadto miał przeciwko sobie cały "Deep State", koncerny przemysłowe i medialne, które przez całe cztery lata były przeciwko niemu a już ostatnie ich lewackie wyczyny (m.in. blokowanie kont) tylko potwierdzają, że to właśnie on był ostatnim wolnym przywódcą świata. I naprawdę nie wiemy, czy ostateczny wynik wyborów w USA jest prawidłowy i zgodny z wolą Amerykanów. Pozostaje niesmak, że mogłyby być one jednak sfałszowane, co niektórzy uznają za pewnik.  

Nie mam pojęcia co teraz zrobi D. Trump. Życzyłbym sobie, aby zagospodarował swoją popularność i stworzył coś na kształt ruchu społecznego czy partii politycznej liczącej się w wewnętrznych, amerykańskich sondażach. Tym bardziej, że przez swoich Republikanów w dużej mierze został zdradzony. Czy ma jakiekolwiek szanse? Oczywiście, że tak, ale trzeba brać też pod uwagę jego wiek a co za tym idzie coraz mniejsze jego siły fizyczne i psychiczne.  Może jednak podoła i mam taką nadzieję, iż tak się stanie. 

Gorzej jest jednak z nami. Polska została osamotniona. Możemy liczyć na Węgry, w mniejszym stopniu na całą Grupę Wyszehradzką czy kraje Trójmorza. Niemcy zaczęły realizować swoją politykę obiecując USA, że to teraz one będą ich gwarantem w Europie.  A. Merkel w międzyczasie spotkała się z przywódcami Chin i Rosji a nam wcześniej zarzucała, że podjęliśmy jakiekolwiek rozmowy z Chinami na temat ich Jedwabnego Szlaku i centrum dystrybucyjnego pod Łodzią. No cóż, liczą się tak naprawdę własne, narodowe interesy i to polscy politycy powinni sobie wreszcie uświadomić. 

Czeka nas bardzo trudny czas. Czy sprostamy jego wyzwaniom? Nie wiem. Jak na razie wszystko wygląda pesymistycznie, ale być może jednak prawda zwycięży nad kłamstwem a dobro nad złem. Oby! 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Skończyła się demokracja i kończy się nasza cywilizacja

Wraz z wyborem nowego prezydenta USA i zablokowaniem kont społecznościowych D. Trumpa skończyła się tak naprawdę demokracja w tym rozumieniu jakie towarzyszyło nam, gdy o nią walczyliśmy. 

Oczywiście te ostatnie wydarzenia w USA są pokłosiem wielu lat budowania przez neoliberalną lewicę (neomarksistów) nowego społeczeństwa, w którym już nie liczy się indywidualna wolność i własność, ale wszechobecny państwowo-korporacyjny monopol, który dzieli społeczeństwo na władców i spauperyzowanych oraz zatomizowanych niewolników bez poczucia jakiejkolwiek wspólnoty. A tymi niewolnikami staje się 90% ludzi kierowanych i sterowanych przez 10% grupę nadzorczą. Mamy być nihilistycznymi i egoistycznymi konsumentami dóbr i to ma nam wystarczać do życia i przeżycia.

Zostaliśmy w ogromnej większości - poprzez system edukacji - pozbawieni umiejętności logicznego postrzegania świata. Nie potrafimy wyciągać wniosków z dziejących się wydarzeń i bezrefleksyjnie przyjmujemy medialną papkę, którą serwują nam włodarze wszelakich mediów, zarówno tych tradycyjnych, jak i elektronicznych. Stworzyli oni imperia i potrafią z nich korzystać, choćby poprzez cenzurę tych, którzy jeszcze w imię starych zasad i wartości walczą o prawdę i o nas wszystkich. 

Kiedyś, gdy powstawał internet nawet sobie nie wyobrażaliśmy, że po latach może stać się miejscem ograniczania wolności. Wtedy zachłysnęliśmy się nim jako nowym medium swobodnego przepływu informacji. I tak rzeczywiście było, bo na początku jawił się on nam jako ostoja wolności bez cenzury, dzięki której umożliwiono nam komunikowanie się w skali globalnej. Mieliśmy możliwość swobodnej wypowiedzi i poznawania wszelakich opinii innych ludzi. Na tej kanwie powstawały firmy, które stworzyły media społecznościowe, od których powoli stawaliśmy się uzależnieni. I to do tego stopnia, że wyrosły nowe pokolenia, które już bez internetu czy smartfonów nie potrafią sobie wyobrazić codziennego funkcjonowania. I to uzależnienie wykorzystują obecni włodarze firm technologicznych do kształtowania umysłów ludzi na modłę współczesnego lewactwa. I cenzurują to wszystko, co jest z tą ich lewacką wizją świata sprzeczne a co broni tradycyjnych, konserwatywnych ludzkich wartości, na których została zbudowana nasza cywilizacja. 

W Europie zmierzch cywilizacji zachodniej następuje od lat 60-tych XX wieku. Podobnie jest w USA, przy czym do tej pory jeszcze mogliśmy mieć nadzieję, że w tym kraju - będącym największą demokracją światową - możemy mieć oparcie w naszej walce o tradycyjną Europę. Teraz tak naprawdę z kręgów tejże cywilizacji Polska i Węgry zostały same i nie wróżę nam już niczego dobrego. Prawdopodobnie powolnie poddamy się naciskom europejskich elit unijnych i prędzej czy później staniemy się tak wyjałowieni z wartości jak społeczeństwa Starej Europy. Zresztą widzimy na co dzień jak próbuje się z nas wyplenić chrześcijaństwo, które było fundamentem powstania i rozwoju krajów naszego kontynentu. Podobnie atakuje się naród jako wspólnotę, która do niedawna spajała poszczególne kraje. Atakuje się rodzinę, tradycję i pozbawia wolności oraz własności, likwidując klasę średnią. 

Czy mamy jakąś szansę na przetrwanie i powrót do konserwatywnej normalności?  

Może tak, ale podstawą musi być przywrócenie wolności... i to w sensie takich samych praw społeczno-prawno-politycznych dla każdego człowieka, jak i wolności gospodarczej. Ta ostatnia może nawet staje się ważniejsza, bowiem, gdy będzie wolność gospodarcza, to człowiek może dążyć  i będzie dążył do tej pierwszej wolności obejmującej jego prawa ogólne. 

Innym warunkiem jest przywrócenie poczucia wspólnoty, w tym religijnej, rodzinnej i narodowej. Tylko takie wspólnoty dają nam szanse na odbudowę i przeciwstawienie się lewackiej walce o nasze dusze i umysły. I tylko takie wspólnoty mogą stanowić skuteczną oręż w tej wojnie. 

Powtórzę. Skończyła się już demokracja w takim rozumieniu jaką ją znaliśmy i jaką sobie wyobrażaliśmy. Oczywiście może zachowane zostaną takie jej zewnętrzne atrybuty jak wybory, ale cóż z tego jak takie wybory są już sterowane przez wielkie korporacje (też medialne) a nawet mogą być przez nie fałszowane? Więc tak naprawdę są one zbędne. Może jednak czeka nas powrót do monarchii, która w przyszłości może prowadzić znów do zdrowej republiki?

Możemy jednak przeciwstawić się końcu naszej cywilizacji i oby nam się udało. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

środa, 20 maja 2020

Czy R. Trzaskowski miał startować za 5 lat?

Odpowiedź na tytułowe pytanie wydaje się twierdząca. Został prezydentem Warszawy i po tym okresie miał - po dwuletniej kadencji A. Dudy i przewidywanej takowej D. Trumpa - wystartować i wygrać wybory prezydenckie.

Tak zapewne miało być i cała kariera polityczna R. Trzaskowskiego była szczegółowo zaplanowana już od dawna. Kto politycznie prowadzi go do uzyskania stanowiska prezydenta jest niewiadomą, choć wielu wskazuje, że prawdopodobnie był też stypendystą jednej z Fundacji G. Sorosa a sam oficjalnie przyznał się, że jednokrotnie uczestniczył w spotkaniu Grupy Bilderberg. A ta Grupa jest oskarżana o chęć stworzenia Jednego Rządu Światowego w ramach Nowego Porządku Świata (NWO). Niektórzy nawet przypisują jej to, że tym Rządem Światowym już jest.

Cóż więc takiego się stało, że już teraz został on uruchomiony jako kandydat na prezydenta? Otóż należałoby wskazać na dwa obszary: wewnętrzny i zewnętrzny, choć one współzależne na siebie wpływają i mają w części obszary wspólne.

Pierwszy z nich jest związany z fatalnymi notowaniami M. Kidawy-Błońskiej, która nie nadając się kompletnie na funkcję prezydenta Polski, mogła osiągnąć w wyborach fatalny, jednocyfrowy wynik a tym samym doprowadzić do upadku Platformę Obywatelską. Dodatkowo R. Trzaskowski jest - jako domniemany* przedstawiciel Grupy Bilderberg - typowym lewackim liberałem, który swobodnie mógłby kandydować z ramienia polskiej lewicy a m.in. jej głosy chce on pozyskać w wyborach prezydenckich. Jego poglądy bowiem wykluczą poparcie dla niego elektoratu prawicowego i centrowego, stąd należy domniemywać, że nawet część wyborców PO może zagłosować np. na kreującego się na centrowego Kosiniaka-Kamysza. Należy też sobie zdawać sprawę, że ewentualne zwycięstwo R. Trzaskowskiego może implikować przedterminowe wybory parlamentarne, bowiem bardzo trudno sobie wyobrazić jego współpracę z rządami PiS-u (ZP). Ponadto ta wygrana mogłaby też doprowadzić do rozpadu koalicji ZP poprzez np. wyjście z niej Porozumienia J. Gowina, który ma zamiar tworzyć ugrupowanie republikańskie.

Zaś drugi to obszar związany jest z tym, że w wyniku pandemii koronawirusa niepewny swojego zwycięstwa jest D. Trump a jego ewentualnej poprawnej współpracy z R. Trzaskowskim trudno sobie wyobrazić. R. Trzaskowski reprezentuje sobą wszystko to, co jest geopolitycznie obce D. Trumpowi a przede wszystkim jest zwolennikiem lennego członkostwa Polski w UE. Ewentualna wygrana R. Trzaskowskiego jest też końcem sprawnego i intensywnego funkcjonowania Grupy Wyszehradzkiej oraz śmiercią idei Trójmorza. Zagrożona też może być dywersyfikacja dostaw gazu do Polski i zaniechanie wszelkich działań dotyczących sprzeciwu Polski wobec budowy Nord Stream 2. W tych kategoriach można się też spodziewać nacisku na zaniechanie budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, bowiem "taki jest planowany w Berlinie". Pod znakiem zapytania byłoby jego poparcie dla przekopu Mierzei Wiślanej.

Tak czy owak należy się modlić, aby w Polsce wygrał A. Duda a w USA D. Trump. Wtedy mielibyśmy choć jeszcze pięć lat czasu na rozwój Polski wewnątrz kraju a także jej wzrost znaczenia na arenie międzynarodowej.

* Bardzo rzadko na arenie międzynarodowej jakikolwiek polityk czy też przedstawiciel jakiegoś silnego kapitału prywatnego oficjalnie przyznaje się do członkostwa w Grupie Bilderberg. Wszystko to, co jest na niej podejmowane owiane jest mgłą tajemnicy. Stąd nie wiem, czy czasem jednokrotna bytność na tym spotkaniu R. Trzaskowskiego jest jednoznaczne z reprezentowaniem przez niego tego środowiska. Jeżeli tak nie jest to te jego buńczuczne chwalenie się z takiego uczestnictwa wynika ze zwykłej bufonady R. Trzaskowiskiego i jego wybujałego ego, dorównującego temuż  u Marszałka Senatu.  

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 28 sierpnia 2019

Skandaliczny i żenujący list byłych ambasadorów do D. Trumpa

Bardzo krótko...

Byłem zszokowany, naprawdę. Jest coś nienormalnego w ich głowach i tylko należy się cieszyć, że już nie są ambasadorami, bo w ogóle nie powinni nimi nigdy być. Tylko kto ich powołał? Nie czasem rządy PO-PSL?

To jest coś nieprawdopodobnego, że ludzie, którzy niegdyś reprezentowali Polskę na zewnątrz naszego kraju teraz go szkalują i do tego mijając się z prawdą a jedynie przedstawiając insynuacje totalnej opozycji.

To jest obrzydliwe i zasługuje na określenie ich jako zdrajców stanu a więc ludzi, którymi powinni zająć się: prokuratura, sądy i służby specjalne, bo to jest działanie na szkodę naszej Ojczyzny, szczególnie przed wizytą D. Trumpa w Polsce.

Całkiem niedawno amerykańskie „The Washington Post” skierowało do D. Trumpa list, który go przestrzegał przed wizytą w Polsce i jawnie sugerował mu, żeby do naszego kraju w ogóle nie przyjeżdżał. Wedle wielu inspiratorką tego tekstu była żona R. Sikorskiego Pani Anne Elizabeth Applebaum, Anne Elizabeth Sikorska, która uzyskała obywatelstwo polskie dopiero w roku 2013, więc jak ma czelność pouczać nas co jest dobre a co złe?

Jak widać wizyta prezydenta USA w Polsce przeszkadza lewakom na całym świecie a tym bardziej polskiej KO-PO i jej przybudówek.

Dobrze, że D. Trump ma swoje zdanie o lewackich mediach i nie wierzy im za grosz. Ma zresztą z nimi złe doświadczenia a on dobrze pamięta jak i jego oczerniano w tychże w czasie kampanii wyborczej.

Wizyta prezydenta USA jest wizytą na najwyższym szczeblu światowym i tylko należy się cieszyć, że on na tyle docenia Polskę, iż zdecydował się jednak przyjechać na okrągłą rocznicę wybuchu II WŚ.

I żaden Polak nie powinien być tej wizycie przeciwny, bo inaczej trzeba go traktować jako zdrajcę, tylko jako perfidnego zdrajcę... jak onegdaj Targowicę.

Wynoszenie politycznego sporu wewnętrznego na arenę międzynarodową tylko działa przeciwskutecznie, bo Polacy tego nie lubią. Swoje polityczne sympatie zachowajmy tu w kraju a nie rozprzestrzeniajmy na świat. Tylko tyle i aż tyle.... Ale czego się można spodziewać od totalnych? Niczego więcej, no chyba, że już mają przygotowane inne perfidne plany ataku na Polskę o Polaków



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

piątek, 2 sierpnia 2019

Dlaczego D. Trump odwiedzi Danię?

Chyba dla wszystkich zaskoczeniem jest, że Donald Trump przy okazji wizyty w Polsce na przełomie sierpnia i września tegoż roku, oprócz wzięcia udziału w uroczystościach 80 rocznicy wybuchu w Polsce II Wojny światowej odwiedzi też małą Danię.

Oczywiście cały proces dojścia do owej wizyty przeprowadzono zgodnie z procedurami dyplomatycznymi: wpierw Królowa Danii Małgorzata II wystosowała zaproszenie do D. Trumpa, później były rozmowy urzędników amerykańskich i duńskich, by w ostateczności ustalić plan tej wizyty i poruszane w niej tematy.

Ogólnikowo podano, że na agendzie tego spotkania będą takie kwestie jak: gotowość do zmierzenia się ze wspólnymi wyzwaniami w dziedzinie bezpieczeństwa czy też czy dwustronne spotkania z liderami biznesu. Premier Danii Mette Frederiksen uściśliła w oświadczeniu, że Trump będzie z małżonką w Danii w dniach od 2 do 3 września. „USA są najważniejszym i najsilniejszym sojusznikiem Danii w NATO. Nasi żołnierze stoją ramię w ramię w punktach zapalnych całego świata i w obronie bezpieczeństwa Europy” – napisała premier.

W jednym z oświadczeń wskazano też, że "wizyty Prezydenta i Pierwszej Damy w obydwu krajach mają też podkreślić historyczne związki pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Polską i Danią oraz, że kwestie bezpieczeństwa" są najpilniejsze.

Warto zauważyć, że mówi się w oświadczeniach o tym, że tak naprawdę Polska i Dania są największymi w Europie sojusznikami NATO i USA, co ma też bardzo istotne znaczenie w odniesieniu do faktu, że D. Trump postanowił odwiedzić własnie - oprócz Polski - Danię.

Tyle tylko, że o czym w dziedzinie bezpieczeństwa rozmawiać będzie D. Trump w Polsce a szczególnie w Danii.

Odpowiedź na to pytanie przynosi portal wpolityce.pl.

W jednym z artykułów na owym portalu zatytułowanym "Putin będzie wściekły! Nord Stream 2 może nie powstać w planowanym terminie. Wszystko zależy od władz Danii" czytamy:

"Budzący kontrowersje gazociąg Nord Stream 2 może nie powstać w planowanym terminie, tj. do końca 2019 r., jeśli władze Danii w ciągu najbliższych kilku tygodni nie wydadzą zgody na poprowadzenie rur przez swoje terytorium 

(...) 

Powstająca magistrala gazowa, której koszt szacowany jest na ok. 9,5 mld euro, otrzymała już podobne zgody od kilka krajów bałtyckich, ale nie od Danii. Odpowiednie wnioski z proponowanymi trasami rurociągu, złożone przez inwestorów w Duńskiej Agencji Energii, od miesięcy czekają na rozpatrzenie, pod znakiem zapytania stawiając wyznaczony na koniec roku termin zakończenia prac 

(...)  

Jednak sprzeciw wobec nowego gazociągu zgłosiły Polska i kraje bałtyckie, wskazujące, że zwiększy on zależność Europy od Rosji, a administracja USA zagroziła objęciem przedsięwzięcia sankcjami. Rosja utrzymuje, że Nord Stream 2 to przedsięwzięcie czysto komercyjne".

Warto też zauważyć, że Dania blokując Nord Stream 2 jednocześnie wyraziła zgodę na budowę gazociągu Baltic Pipe Project, który niejako ma stanowić alternatywę dla rurociągów Gazpromu a Dania ma być jednym z najważniejszych partnerów tegoż przedsięwzięcia. I może to też przyczynia się do blokady przez Danię budowy Nord Stream 2. A ta blokada jest nadzwyczaj korzystna dla Polski.

Źródło: https://www.baltic-pipe.eu/pl/o-projekcie/ - Gazociąg po dnie Bałtyku jako fragment Baltic Pipe

Oczywiście Rosjanie przedstawili już w 2018 roku alternatywny plan jego położenia z ominięciem Danii, które ma przebiegać przez wąski pas w obszarze wyłącznej strefy ekonomicznej Szwecji na północ od wyspy Bornholm, aż do granicy z wodami Niemiec. Jak na razie jest to tylko scenariusz, który miał już w 2018 roku zmusić jednak Danię do wyrażenia zgody na budowę Nord Stream 2 przez wody terytorialne tego kraju. 

Jak widać Dania nie uległa Gazpromowi i dalej blokuje ową budowę i sądzę, że chyba rozmowy na ten temat D. Trumpa z Duńczykami będą clou tychże rozmów. I oczywiście należy się spodziewać, że D. Trump będzie naciskał na dalszą jego blokadę przez Danię, co oczywiście znacznie przedłuży budowę owego gazociągu, co pozwolić może na skonkretyzowanie planów budowy Baltic Pipe a może nawet rozpoczęcie tej budowy.  

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

poniedziałek, 20 marca 2017

Wajcha znów przestawiona! Ponownie quasi-really niemiecka PO!

Niemal wszystkie partie powstałe w Polsce po roku 1989 były i w dalszym ciągu kreowane są przez określone i znajdujące się "w cieniu" gremia decyzyjne. Jest zapewne kilka takich takich ośrodków skupionych wokół "wajchowych" znajdujących się zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz Polski. Niezależnie od siebie i przy różnych celach do osiągnięcia mają one jednak wspólną cechę: są antypolskie w znaczeniu braku realizacji polskich interesów na rzecz interesów własnych.

Powyższe gremia mogą mieć różny charakter a podmiotowo reprezentują m.in.: grupy etniczne (np. Żydzi), państwa lub narody (np. Niemcy, Rosja, USA, Izrael), podmioty gospodarcze w sensie ponadnarodowych korporacji finansowo-przemysłowych (banki, firmy farmaceutyczne, firmy zbrojeniowe, firmy medialne i inne), organizacje lub grupy społeczno-polityczno-środowiskowe (np. grupa Bilderberg, fundacje G. Sorosa, grupy zawodowe, jawne i ukryte służby specjalne - też postkomunistyczne i innych państw), polityczne organizacje ponadnarodowe (np. zniemczona UE) lub też środowiska ideologiczne (np. demoliberalne, postkomunistyczne lewactwo). Pewnie są też i inne gremia, ale podkreślić trzeba też, że wszystkie one dla realizacji swoich celów mogą w różny sposób łączyć swoje siły i wielokierunkowo działać wspólnie wedle ściśle określonej strategii.

Przez prawie całe 26 lecie (do 2015 roku) te wykreowane w Polsce partie rządziły i stopniowo doprowadziły nasz kraj do stanu "państwa teoretycznego", gdzie jest już tylko "chuj, dupa i kamieni kupa". Podwójna w roku 2015 wyborcza wygrana PiS (ZP), zarówno w wyborach parlamentarnych, jak i prezydenckich,  dla tych wszystkich partii i środowisk była szokiem, i od samego początku połączyły one swoje siły w totalnej walce z PiS-em (ZP), której celem było i jest obalenie obecnych władz i powrót do "koryta" oraz do "tego jak było".

Wydaje się jednak, że jeszcze przed wyborami owe gremia przewidywały swoją porażkę, choć być może nie aż w takiej skali i z pewnością nie w wyborach prezydenckich. Ośmioletnie rządy quasi-really niemieckiej partii PO z przystawką w postaci PSL były bowiem najgorszymi rządami od 1989 roku i przesiąknięte były działaniami antypolskimi oraz w dużej części - z niekorzyścią dla Polski - proniemieckimi (prounijnymi). Do tego implikowały one: większe lub mniejsze afery (Amber Gold, reprywatyzacyjna, hazardowa, stoczniowa, klimatyczno-węglowa, podsłuchowa, w ochronie zdrowia i inne), korupcję, nepotyzm, spolegliwość i poddaństwo wobec zagranicy (Niemcy, Rosja), rozrost administracji, marnotrawienie środków finansowych, wzrost długu publicznego i zadłużenia zagranicznego, ogromną emigrację zarobkową Polaków, niszczenie polskiej gospodarki i sektorów przemysłowych, tolerowanie przestępstw finansowo-gospodarczych (wyłudzenia VAT, ceny transferowe), zgodę na przyjęcie imigrantów islamskich, rozbrojenie Polski, wzrost wieku emerytalnego, obniżenie wieku rozpoczęcia kształcenia, tragedię smoleńską, "seryjnego samobójcę i nieszczęśliwy wypadek" i wiele, wiele innych patologii oraz antypolskich działań.

"Wajchowi" przewidywali, że takie działania PO musiały doprowadzić tę partie do przegranej, tym bardziej, że na scenie geopolitycznej nastąpił "reset resetu" USA wobec Rosji a to wiązało się też bezpośrednio "z koniecznością" zmiany władzy w Polsce - z preferującą kondominium niemiecko-rosyjskie na preferującą kondominium amerykańsko-izraelskie. Myślano jednak, że będzie jakaś równowaga: "nasz prezydent, wasz premier/rząd). Stało się inaczej i w całym obszarze polskiej polityki władzę przejęło PiS (ZP), co spowodowało odsunięcie dotychczasowych elit III RP "od koryta" i powolne odzyskiwanie przez Polskę choć części suwerenności i niepodległości z jednoczesnym powrotem do podmiotowości, patriotyzmu i wartości chrześcijańskich a negacją wartości demoliberalnego lewactwa.

Wobec powyższego - w jakiejś panice - ad hoc wykreowano nowe byty polityczno-społeczne, które miały zastąpić lub też komplementarnie uzupełnić PO i spowodować ponowne objęcie władzy przez "jedynie słusznych". Tak powstały .Nowoczesna i KOD a być może nawet Kukiz'15 jako potencjalny koalicjant PiS mający spełnić taką destrukcyjną rolę jak onegdaj (2005-2007) LPR i częściowo Samoobrona. Pośrednio też zabezpieczono się bezprawnie przejmując cały Trybunał Konstytucyjny.

Wykreowano i postawiono więc właśnie na parlamentarną partię R. Petru i jego .Nowoczesną oraz KOD jako społeczną i pozaparlamentarną organizację ulicznego i masowego sprzeciwu. Przez przeszło rok prowadzono wielokierunkową i zmasowaną promocję obu ugrupowań(m.in. "pompowano" sondaże dla .N) i jednocześnie uruchomiono całe europejskie oraz światowe lewactwo a także w/w gremia decyzyjne do zmasowanej krytyki nowych polskich władz. Prawie cała opozycja w Polsce (PO, .Nowoczesna, PSL, KOD) określiła się mianem "totalnej opozycji" i stała się destrukcyjną siłą polityczną mającą na celu tylko jedno - obalić PiS i powrócić do władzy. W realizacji tego celu posunęła się też do "targowickiej zdrady" Polski i narodu polskiego.

Niestety - ku przerażeniu "wajchowych" - wszystkie radykalne działania "totalnej opozycji", zarówno te parlamentarne (np. grudniowa próba puczu czy też próby odwoływania ministrów i blokowanie przyjmowania ustaw rządowych), jak i uliczne (manifestacje KOD-u), spełzły na niczym a w miarę upływu czasu stały się żenująco śmieszne, groteskowe i kabaretowe.

Okazało się bowiem, że postawiono na "niewłaściwe konie". R. Petru i cała jego .Nowoczesna dali się poznać jako gromada infantylnych, śmiesznych, niedouczonych i prymitywnych osobowościowo postaci, które w odbiorze społecznym kompletnie nie nadają się do funkcjonowania w życiu politycznym Polski ani tym bardziej nie mają żadnych predyspozycji do objęcia lub współobjęcia władzy. Natomiast M. Kijowski i jego KOD okazali się szemranym towarzystwem, równie infantylnym i niedouczonym jak .Nowoczesna a do tego łasym na "kasę" i poklask społeczny oraz reprezentującym zadziwiających ludzi, z różnymi zawodowymi i ideologicznymi sierotami po III RP wraz z dawnymi UB-ekami i WSI-okami włącznie.

Jednocześnie nie udało się sprowokować PiS-u do bieżącej rozgrywki politycznej i zajmowania się  wykreowanymi przez "totalną opozycję" wyimaginowanymi problemami. Nowy rząd od samego początku, skutecznie i nie oglądając się na "totalniaków" realizuje swój program wyborczy ze wszystkimi społecznymi obietnicami (500+, mieszkanie+, program gospodarczy, obniżenie wieku emerytalnego, podwyższenie płacy minimalnej, powrót 7 latków do szkół, uszczelnienie VAT, naprawa wojska, odkomunizowanie Polski, wyjaśnianie afer PO-PSL i inne). Do tego rozpoczęta została (też przez prezydenta) odbudowa podmiotowości Polski na arenie międzynarodowej i integracja w ramach NATO oraz krajów V4. Ponadto PiS-owi udało się zneutralizować destrukcyjną rolę postkomunistycznego i przejętego przez PO Trybunału Konstytucyjnego. A w ostatnich dniach PiS udowodnił antydemokratyczny charakter zniemczonej UE ("wybór" D. Tuska na "króla Europy") i wyszło na jaw uzależnienie polskich dziennikarzy od zagranicznych (przede wszystkim niemieckich) właścicieli mediów realizujących niemieckie a nie polskie interesy. Jakby mało było kłopotów dla "wajchowych", doszły do nich jeszcze wybór D. Trumpa na prezydenta USA i jego nowa polityka niemal całkowicie sprzeczna z polityką dotychczasowego światowego lewactwo i elit unijnych (niemieckich) oraz wewnętrzne problemy UE związane z kryzysami finansowymi, islamskim terrorem, imigracją, uzależnieniem krajów unijnych od Niemiec.

Biorąc zapewne pod uwagę wszystkie powyższe czynniki, zdając sobie sprawę, że nie da się ponownie wykreować nowej siły politycznej i licząc na krótką pamięć Polaków oraz ich prounijne nastawienie, "kreatorzy z cienia" - chcąc nie chcąc - dokonali znów przełożenia "wajchy" i ponownie postawili na quasi-really niemiecką, zewnętrzną partię PO. Mają w tym nowo-starym swoim dziele poparcie niemieckiej UE, mediów i światowego lewactwa.

Stąd PO nagle "postanowiło" zgłosić konstruktywne wotum nieufności wobec rządu PiS i bez porozumienia z innymi totalniakami (.N i PSL) wystawiło kandydata na premiera w postaci swojego lidera Grzegorza Schetyny. Stąd też nagłe "pompowanie" sondażowe PO zwielokrotniające wynikający z operacji "Saryusz-Wolski" spadek poparcia dla PiS (-5%) i prawdopodobnie w związku z tym występujący wzrost poparcia dla PO (+10%). Badania te zostały przeprowadzone na zlecenie Rzeczpospolitej, która niedawno dołączyła do chyba już szmatławych i stających się powoli czysto propagandowymi oraz antypolskimi (ostatni list szefa Axel Springer do polskich dziennikarzy) mediami "totalnej opozycji" w stylu m.in.: GW, Newsweeka, Polityki, TVN, Faktu, onetu czy wp. Zresztą część z nich od samego powstania była i jest antypolska.

Całkowite przejęcie opozycyjnego obszaru przez PO i podejmowanie przez nią decyzji bez porozumienia np. z .Nowoczesną dobitnie świadczy, że "wajchowi" zrezygnowali już z usług .N i KOD, choć zapewne nie pozwolą im do końca zginąć.  Mogą się jeszcze przydać a takie "pacynki" zawsze warto mieć w odwodzie, chociażby w czasie przyszłych i bardzo ważnych wyborach samorządowych.

Sytuacja na świecie jest dziś zmienna. Zbliża się ponowne "geopolityczne rozdanie", narastają różnego rodzaju problemy gospodarcze i związane z islamskim terroryzmem oraz taką też emigracją do Europy. Coraz więcej unijnych krajów zdaje sobie sprawę z konieczności daleko idącej reformy funkcjonowania UE. Wszyscy również w niepewności oczekują międzynarodowych decyzji nowej administracji USA i obserwują poczynania Rosji, Chin czy Iranu.

Ponowna próba ustanowienia przez "kreatorów z cienia" PO jako jedynej alternatywy dla PiS jest bardzo ryzykowna, zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Rząd PiS (ZP) powoli (być może za wolno) zmienia Polskę i nie popełnia przy tym istotniejszych błędów. Wyjaśniane są afery PO-PSL, które w dłuższym okresie mogą całkowicie pogrążyć PO a wielu jej członków i sympatyków może już wkrótce zostać objętych programem "cela+". Szykują się lub już trwają reformy ostatnich bastionów postkomunistycznej sitwy III RP: sądownictwa, wojskowości, służb specjalnych, szkolnictwa wyższego, kultury. Wszystkie też już znane fakty pozwalają mieć nadzieję, że D. Trump znajdzie wspólny język z prezydentem i premierem Polski czy też J. Kaczyńskim. Wybory w Niemczech może wygrać skrajnie antypolski socjalista (narodowy socjalista?) M. Schulz, co może wywołać nowy, otwarty polityczny i gospodarczy konflikt pomiędzy Niemcami a Polską i nawet jeśli wygra A. Merkel to i tak będzie w czasie kampanii wyborczej zmuszona zradykalizować swoje poglądy na temat obecnych władz Polski i Polski jako takiej. W tym kontekście proniemiecka i uległa PO może bardzo dużo stracić, tym bardziej, iż prawdopodobnie czeka nas nowa i bardzo duża fala islamskich uchodźców do Europy oraz zintensyfikowanie radykalizacji muzułmanów (wzrost ilości zamachów terrorystycznych) a wiadomo, że PO - gdyby udało się jej jakimś cudem lub fałszerstwem przejąć władzę - otworzy polskie granice dla islamistów. Są jeszcze wybory we Francji...

Analizując to wszystko, osobiście sądzę, że rozpaczliwa próba reaktywowania PO skazana jest na niepowodzenie. Oby... ale Polska i Polacy cały czas muszą walczyć o swoją godność, honor, podmiotowość, suwerenność i niepodległość

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 7 stycznia 2017

Nowa geopolityka: nasze stosunki z Kremlem (1)

Rozpoczął się rok 2017, który geopolitycznie być może będzie przełomowy dla świata.

Za kilkanaście dni funkcję prezydenta USA obejmie republikański (prawicowy) D. Trump i jego prezydentura jest wielką niewiadomą, ale jako przywódca największego mocarstwa na świecie będzie decydował w najbliższych latach o obliczu geopolitycznych relacji międzynarodowych. W tym też roku odbędą się wybory prezydenckie i parlamentarne we Francji, gdzie w tych pierwszych zapewne ostatecznie zmierzą się prawicowi kandydaci: reprezentant Republikanów Francois Fillon i szefowa Frontu Narodowego Marine Le Pen.  Dodatkowo odbędą się też jedne z najważniejszych wyborów w Europie: parlamentarne w Niemczech, które decydować będą o fotelu Kanclerza Niemiec. Z polskiego punktu widzenia ważne też będą w tym roku wybory parlamentarne w Norwegii. Na wpływ światowej polityki i postawy określonych państw będzie miał także fakt, iż 2017 roku będzie rokiem przedwyborczym wyborów parlamentarnych w 2018 roku, w: Austrii (wygra prawdopodobnie prawica Norberta Hofera), Bułgarii, Luksemburgu czy nawet Mołdawii.

Oceniając te wszystkie wydarzenia jedno jest pewne: świat zwraca się powoli w stronę prawicy i to nieraz tzw. prawicy populistycznej, choć to pojęcie wykreowane zostało przez dotychczasowe i skompromitowane totalnie elity lewacko-demoliberalne.

W odniesieniu do Polski najważniejszym elementem światowej geopolityki będą relacje międzymocarstwowe, w tym przede wszystkim: USA-Rosja-Chiny-UE a też ogólnie kraje BRICS.

Polska - po Brexicie  - jest dziś tak naprawdę newralgicznym krajem UE, która może doprowadzić do zmiany kierunku rozwoju UE i eliminacji z niej dotychczasowych elit. To nie są małe i oddalone od centrum Węgry. Stąd też jest taki atak zniemczonej starej UE na nowe władze polskie, bowiem Polska buduje wokół krajów Grupy Wyszehradzkiej alternatywę politycznego oblicza UE. Po nominacji D. Trumpa kraje te (w tym Polska) zostaną znacznie wzmocnione, co bardzo nie podoba się dotychczasowym elitom UE a najbardziej Niemcom.

Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że nasz kraj nie jest geopolitycznym mocarstwem i nasza polityka musi opierać się na jakimś sojuszu z wielkimi tego świata. Na takim sojuszu, w którym możemy najwięcej "ugrać" spraw polskich. Dotychczasowa i poddańcza wobec zniemczonej UE i Rosji polska polityka za czasów rządów PO-PSL była całkowicie pozbawiona zdeterminowanej postawy dbania o interes Polski i Polaków. Można nawet powiedzieć, że była antypolska i antypaństwowa. Teraz to się zmienia a stawiając na sojusz z USA możemy osiągnąć konkretne korzyści i zdecydowanie zwiększyć międzynarodowe znaczenie Polski, co zresztą już się dzieje. A ten wzrost znaczenia przekłada się też na możliwość ograniczonego (ale jednak) samodzielnego i suwerennego kształtowania naszych wzajemnych relacji międzynarodowych. Jaskrawym tego przykładem są chociażby nasze (pozytywne) relacje z Chinami, co stanowi dla nas pewną "tarczę ochronną" przed całkowitym poddaniem się polityce USA. 

Prawdopodobnie też będziemy musieli ułożyć sobie jakieś w miarę poprawne stosunki z Rosją, która przecież - podobnie jak Chiny - tworzy porozumienie krajów BRICS (Brazylia, Rosja, Chiny, Indie, RPA).

Będzie to bardzo trudne zważywszy, że Rosja, czyli Moskwa W. Putina cały czas marzy o odbudowaniu swojej strefy wpływów i najchętniej powróciłby do geopolitycznej sytuacji Układu Warszawskiego i pełnego uzależnienia Polski od siebie. Powoli jednak staje się to niemożliwe a potwierdzeniem tego jest sukcesywne realizowanie ustaleń Szczytu NATO w Warszawie, czyli przede wszystkim militarnego wzmocnienia  Polski i innych krajów tworzących tzw. wschodnią flankę NATO: już 12 stycznia do Polski przybędą amerykańscy żołnierze wraz z ciężkim sprzętem bojowym. Sądzę też, że polityki tej nie zmieni D. Trump, choć na pewno nastąpi jakieś nowe porozumienie USA-Rosja, co wcale nie oznacza uległości D. Trumpa wobec W. Putina.

W. Putin jest realistą i wytrawnym "graczem politycznym" i z pewnością też jakoś strategicznie będzie niejako zmuszony porozumieć się z Polską jako sojuszniczką USA a Polska też powinna rozpocząć rozmowy z Kremlem, czego pierwsze przesłanki już widać po wypowiedziach prezydenta A. Dudy. I dobrze, bo nie możemy mieć cały czas totalnego wroga  po naszej wschodniej stronie (choć zawsze będzie w pewnym stopniu takim wrogiem) a do tego mamy przykład Węgier, które jakoś "dogadują" się z Kremlem. Ponadto Rosja gospodarczo jest w sumie bardzo słaba i W. Putin o tym dobrze wie.

Mam wielką nadzieję, że chyba nadszedł już czas abyśmy wzajemnie zaczęli traktować się z szacunkiem, po partnersku, na równych międzynarodowych zasadach i jako niestety lub stety sąsiedzi, tak czy inaczej zdani  na owe stałe sąsiedztwo. Myślę, że nadszedł już czas na zbudowanie fundamentów przyszłej wzajemnej partnerskiej sąsiedzkiej współpracy... nie ma przeto lepszych fundamentów niż te stworzone z cegieł prawdy, pełnej prawdy o naszej historii, wzajemnych losach, ale też ta prawda musi dotyczyć również teraźniejszości. Bez tej prawdy, może nieraz trudnej do przyznania po obydwu stronach każda próba zbudowania "domu pojednania" bez fundamentów zakończy się porażką i zburzeniem owego "domu". A każde kolejne burzenie będzie coraz chyba tragiczniejsze w skutkach...

Dzisiaj - gdy jeszcze to faktyczne, moim zdaniem, równoprawne traktowanie nie występuje a działania Kremla wobec Polski oceniłbym często negatywnie - najważniejsze jest jednak to, żeby właśnie krytykując lub oceniając działania władz Federacji Rosyjskiej odnosić się do Kremla - jako źródła ich powstawania a nie do Rosji jako całości czy też Rosjan jako jej mieszkańców.

Sam naród rosyjski, Rosjanie są większości nam przychylni jako ludzie, co było bardzo widoczne obserwując rekcję zwykłych Rosjan na polską tragedię smoleńską. Te łzy i kwiaty mówią więcej niż słowa, czy inne gesty. Rosjanie, jako naród mają wspaniała kulturę, mieli i mają wielu zacnych i znanych pisarzy, artystów, naukowców... Zwykli Rosjanie, mieszkańcy Rosji (też Moskwy oczywiście) są często jakże podobni do nas: mamy podobny temperament, słowiańską gorącą krew, cechuje nas podobna tradycyjna już gościnność i wiele, wiele jeszcze mamy innych "rzeczy wspólnych". Na nienawiści i wzajemnej niechęci możemy tylko stracić, my wszyscy, czyli oba nasze narody. Nie lepiej wzajemnie się akceptować a może nawet wspierać? Po co mamy w tym dzisiejszym, tak chaotycznym i wzbudzającym tyle złych emocji świecie jeszcze  fundować sobie dodatkowe pokłady złych uczuć? Może właśnie zacznijmy budować nasze dobre relacje oddolnie, nawet poprzez zwykłe kontakty interpersonalne, osobiste. Bądźmy życzliwi dla każdego Rosjanina to także on i nie tylko on będzie (będę) życzliwy (życzliwi) dla nas. I raczej wystrzegajmy się też uogólnianiu nawet negatywnych zjawisk na wszystkich Rosjan... Przypomnijmy sobie, jak my potrafimy się buntować przeciw określaniu nas np. w Niemczech jako złodziei czy nacjonalistów: sprzeciwiamy się , aby mówiono tak ogólnie o całym naszym narodzie...

Szanujmy Rosję i Rosjan tak samo jak chcemy bu szanowali nas. Bądźmy empatyczni i krytykując czy oceniając działania polityczne, których źródłem jest rząd rosyjski w Moskwie, mówmy Kreml jako synonim władzy w Federacji Rosyjskiej, bo tam tak naprawdę zapadają wszelkie decyzje... a obecnie stoimy przed daleko idącymi zmianami w sytuacji międzynarodowej i w naszym interesie jest kreowanie wzajemnie partnerskich relacji ze wszystkimi (o ile to możliwe) państwami, a sąsiadami szczególnie, w tym oczywiście z Rosją.

Pozdrawiam

(w kolejnych częściach: bardziej szczegółowe omówienia nowych możliwych relacji geopolitycznych, które będą miały potencjalny wpływ na Polskę)

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com