Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O. Scholz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O. Scholz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 lutego 2024

Pierwsze podróże D. Tuska i jego uległość wobec elit unijnych...

D. Tusk jeszcze jako kandydat na premiera w dniach 25-26 października 2023 roku przebywał w Brukseli. Lider PO w programie swojego wyjazdu miał m.in. rozmowy z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen i przewodniczącą Parlamentu Europejskiego Robertą Metsolą. Podobno najważniejszą sprawą, którą miał poruszyć D. Tusk było uzyskanie choć części pieniędzy z naszego KPO. I też podobno uzyskał zapewnienie, że pierwsze pieniądze w wysokości 5,1 mld Euro zostaną Polsce wypłacone, tyle tylko, że de facto na zakup urządzeń do wytwarzania zielonej energii, w tym m.in. wiatraków produkowanych przez Niemcy, czyli przez firmę Siemens. 21 listopada 2023 roku zostało to potwierdzone przez UE, ale do dzisiaj tych pieniędzy po prostu nie ma...

Kolejny już raz udał się tam w dniu zaprzysiężenia, t.j. 13 grudnia 2023 roku po południu, ale już jako powołany przed południem tego samego dnia przez prezydenta RP na premiera Polski. Premier pojechał tam, aby uczestniczyć w posiedzeniu Rady Europejskiej, która odbywała się w dniach 14 i 15 grudnia 2023 roku. I to zapewne wtedy D. Tusk zgodził się na Pakt Migracyjny, który został potwierdzony w środę 20 grudnia 2023 roku, kiedy to po całonocnych negocjacjach, Rada Europejska, Parlament Europejski i Komisja Europejska ogłosiły osiągnięcie porozumienia w sprawie głównych założeń nowego unijnego paktu o migracji i azylu. 

Następnie dwa dni temu, t.j. 8 lutego 2024 roku Pakt Migracyjny został przyjęty przez ambasadorów UE i to pomimo tego, że Polska była przeciw, ale ten głos sprzeciwu był jeno propagandowym "wołaniem na puszczy" bo już wcześniej zrezygnowano w tym przypadku z warunku jednomyślności (sic!). Kluczowym elementem paktu jest reguła "obowiązkowej solidarności" przewidująca przyjmowanie migrantów. Relokację można zastąpić opłatą finansową w wysokości około 20 tysięcy euro za każdą nieprzyjętą osobę. Stanie się tak o ile jednak nie zostaną zgłoszone wyjątkowe okoliczności, gdzie np. Polska będzie musiała przyjąć imigrantów i nie będzie możliwości "wykupienia". Ostateczne zatwierdzenie paktu jest spodziewane wiosną tego roku.

Ku przypomnieniu, to w ostaniem referendum przeciw przymusowej relokacji opowiedziało się 10878863 Polaków (10,9 miliona osób) i chociaż referendum okazało się nie być wiążącym to chyba należałoby uszanować tak liczne głosy Polaków. 

Warto w tym temacie posłuchać P. Jakiego:


Także bzdurą jest twierdzenie, że z pierwszą wizytę zagraniczną D. Tusk udał się do Ukrainy. Najpierw przecież musiał pojechać po instrukcje i wytyczne od niemieckich elit unijnych z Ursulą von der Leyen oraz szefem EPL Manfredem Weberem na czele.

Natomiast w dniu 1 lutego 2024 roku D. Tusk udał się na posiedzenie Rady Europejskiej, gdzie zgodził się na przyjęcie trzech nowych podatków unijnych, które zwiększają koszyk dochodów własnych unijnego budżetu. Źródłami tych pieniędzy będzie:  
– 25% udział w dochodach z EU ETS (handel uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych), będących do tej pory dochodami budżetów krajowych,
– tzw. podatek od śladu węglowego (CBAM),
– podatek korporacyjny od dochodów rentownych firm ponadnarodowych.

Akurat premier Polski mógł te podatki zawetować, ale nie zrobił tego. 

Trzeba jeszcze nadmienić, że te podatki wedle UE mają na celu pomoc dla Ukrainy, co jest zwykłym oszustwem, bo nie chodzi tu przede wszystkim o pomoc  dla Ukrainy, ale o dalsze scentralizowanie UE. "Eurokraci chcą wprowadzić państwo totalitarne które mówi obywatelom co mogą jeść, czym podróżować, jak się ubierać, w jakich domach mieszkać etc. Podatki to kolejny element “upaństwawiania” UE i ograniczania roli państw członkowskich do roli landów" [1].

Kolejnymi podróżami D. Tuska będą (bez uwzględnienia trwającego urlopu we włoskich Dolomitach)  i to jeszcze w lutym tego roku podróże do Berlina i Paryża, których podstawowym celem  będzie reaktywacja (reanimacja) tzw. Trójkąta Weimarskiego, który ma stać się "sercem" nowej polityki zagranicznej państwa polskiego. Nie trzeba dodawać, że rola Polski w tym "trójkącie" ma charakter jeno służebny wobec Niemiec i Francji. A w kontrze do tego układu jest Trójmorze, w którym Polska ma rolę wiodącą.  

Tak się też zastanawiam czy ze wszystkich tych spotkań i wojaży D. Tuska powstały jakieś notatki służbowe, bo takowe powinny być. A jeżeli tak, to jaką mają klauzulę tajności i czy nie przyjdzie nam czekać do kolejnego serialu "Reset", żeby odsłonić potencjalną zdradę stanu obecnych rządowych  władz Polski. 

I jeszcze jedno. 

Jako Polacy musimy "trzymać kciuki" aby jesienne wybory prezydenckie w USA wygrał D. Trump lub jakiś inny republikanin. Dla Polski jest to niezbędne aby utrzymać naszą wolność, suwerenność i niepodległość. 

Całkiem niedawno pisałem tak: [2].

"Nigdy nie miałem zaufania do J. Bidena, bo od początku chciał oddać Europę w łapska kondominium niemiecko-rosyjskiego i gdyby nie atak W. Putina na Ukrainę, to już dawno by to nastąpiło. 

Zresztą uważam, że W. Putin rozpoczął swoją wojnę właśnie dzięki takim deklaracjom z pierwszych miesięcy urzędowania, gdzie J. Biden nawet w końcu zaakceptował Nord Stremay, bo... budowa jest już na ukończeniu, więc nie ma sensu jej przerywać. 

W takiej sytuacji W. Putin był pewny, że administracja J. Bidena nie będzie zbytnio ingerować w tę wojnę i to tym bardziej, że ona przecież miała trwać maksymalnie do tygodnia czy dwóch tygodni. I gdyby nie to, że naród ukraiński broni się bohatersko do dzisiaj to byłoby tak jak w przypadku aneksji Krymu, o którym świat i USA już zapomnieli.

W miarę trwania wojny - sądzę, że pod naciskiem służb specjalnych i lobby wojskowo-obronnego w USA  - J. Biden został niejako zmuszony do zmiany o 180% swojego stanowiska w sprawie oddania Europy wspomnianemu kondominium niemiecko-rosyjskiemu i wtedy dopiero zaczęła się amerykańska pomoc dla Ukrainy i wspieranie tzw. wschodniej flanki NATO a tym samym Polski.

Ale przecież musimy pamiętać, że J. Biden jest lewicowym demokratą a jego wiceprezydent K. Harris to już całkowicie komunistka. Poza tym J. Biden jest gorącym zwolennikiem ruchu LGBTQ i ideologii gender.

Zresztą również ambasador USA w Polsce Mark Brzezinski jest lewicowy i ileż to razy dawał temu wyraz chodząc na tęczowe "Marsze Równości" czy "upiększając" ambasadę tęczową flagą lub spotykając się z przedstawicielami wcześniej opozycyjnej  a dziś już formacji rządzącej w Polsce (zdjęcia poniżej). A przecież to ambasador USA w Polsce jest odpowiedzialny za przekazywanie informacji o Polsce amerykańskiej administracji i samemu J. Bidenowi oraz oczywiście realizuje u nas politykę J. Bidena.

Ostatnie słowa i zachowania J. Bidena oznaczają, że ponownie oddał Europę w łapska Niemiec i Rosji, co potwierdził mówiąc - zapytany przez korespondenta Polskiego Radia o jego ocenę  dojścia do władzy w Polsce prounijnego rządu - "Myślę, że to bardzo dobrze".

To stawia Polskę i patriotycznych Polaków w bardzo trudnej sytuacji. 

Z jednej strony mamy atak niemieckiej UE, która chce stworzyć z Europy Jeden Wielki Scentralizowany Kołchoz a'la ZSRR zwany Jedną Europą ze stolicą w Berlinie a to oznaczać będzie praktyczną utratę przez Polskę i inne kraje UE swoich: wolności, suwerenności i niepodległości. Czy nie po to właśnie Niemcy wysłały do Polski D. Tuska?

Z drugiej strony mamy Rosję, która prędzej czy później znów będzie ściśle współpracowała  z Niemcami tworząc kondominium niemiecko-rosyjskie i może to dla Polski oznaczać kolejny rozbiór z granicami uwzględniającymi rozwiązania zawarte w Pakcie Ribbentrop–Mołotow lub nawet na Wiśle: zachodnia część Polski dostanie się w łapy Superpaństwa Niemieckiego (unijnego) a wschodnia część dostanie się w łapy W. Putina. Czy dlatego w czasach rządów PO-PSL rozbrajano wschodnią część Polski i mieliśmy się zacząć bronić dopiero na linii Wisły? Dlatego tak ważna była odbudowa polskiego wojska na wschodzie Polski, czego dokonała ZP.

No i dalej z "trzeciej strony" USA, które mogą (oby nie!) już na stałe oddać Europę Niemcom a jak Niemcom to i Rosji. Pocieszeniem dla nas może być stałe stacjonowanie wojsk USA w Polsce, niemal ukończona tarcza antyrakietowa i podpisanie z USA kontraktów zbrojeniowych, i na budowę dużej elektrowni jądrowej, z których D. Tusk raczej nie zrezygnuje, choć na pewno utrąci lub ograniczy kontrakty z Koreą Południową. Ponadto jesteśmy w NATO".

No a wczoraj, t.j. 9 lutego 2024 roku prezydent USA Joe Biden przyjął w Białym Domu kanclerza Niemiec Olafa Scholza. Rozmowy polityków dotyczyły m.in. dalszej pomocy dla Ukrainy oraz sytuacji na Bliskim Wschodzie. 

W kontekście pomocy Ukrainie prezydent J. Biden zwracając się do O. Scholza skonstatował, iż: "Chcę ci podziękować, Olafie, za twoje przywództwo od samego początku. Dokonałeś czegoś, o czym nikt nie myślał, że jest możliwe: podwoiłeś w tym roku niemiecką pomoc wojskową dla Ukrainy" [3]. 

Taka wypowiedź J. Bidena potwierdza moje przypuszczenie o oddaniu przez USA unijnych krajów Niemcom, co oznacza, że IV Rzesza Niemiecka musi być definitywnie utworzona przed listopadowymi wyborami prezydenckimi w USA, bo jak na razie J. Biden przegrywa z D. Trumpem. 

I chyba też dlatego D. Tusk tak mocno się śpieszy w degradacji i demolowaniu naszej Ojczyzny. On też ma tylko czas do listopada tego roku a dodatkowo ma swoiste pozwolenie na łamanie praworządności dane mu niemal przez wszystkich: UE, Rosję i USA. 

Jako Polacy też musimy dotrwać do jesieni tego roku i nie możemy pozwolić na całkowite rozwalenie Polski. Przed nami kwietniowe wybory samorządowe a w czerwcu chyba najważniejsze od początku istnienia UE wybory do Europarlamentu. Wybierajmy w tych wyborach polskich patriotów a nie faktycznych lub domniemanych zdrajców!!!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 Paypal: 
paypal.me/kjahog

środa, 10 maja 2023

Olaf Scholz - bezczelny, socjalistyczny "człowieczek z łysiną i bez wąsa"

Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników - NSDAP była marksistowską, niemiecką partią socjalistyczną, podobnie jak post-marksistowską i socjalistyczną jest Socjaldemokratyczna Partia Niemiec - SPD kanclerza z bazyliszkowym wzrokiem Olafa Scholza a wcześniej rusofilskiego szmalcownika kanclerza Gerharda Schrödera czy słynnego już niedouczonego i nienawistnego antypolaka Martina Schulza. 


Trzeba o tym cały czas przypominać, bo lewackie elity polityczne - i nie tylko niemieckie, ale i unijne - często gaworzą o tym, że nazizm był tworem skrajnie prawicowym a nie skrajnie lewicowym, rasowo szowinistycznie narodowo-socjalistycznym. Podobnej proweniencji był zresztą również marksistowski klasowy komunizm nazywany często realnym socjalizmem.  


I cóż ten bezczelny "człowieczek" wypluł z siebie z okazji kapitulacji Niemiec a tym samym rocznicy zakończenia II Wojny Światowej? 


Ano napisał na Twitterze, że: "78 lat temu Niemcy i świat zostały wyzwolone spod tyranii narodowego socjalizmu. Zawsze będziemy za to wdzięczni. 8 maja ostrzega nas: Nasze demokratyczne państwo konstytucyjne nie jest rzeczą oczywistą. Powinniśmy ją chronić i bronić - każdego dnia."[1].


Idąc za tą odkrywczą myślą, można by odnieść wrażenie, że to Niemcy były jednymi z tych, którzy byli ofiarami beznarodowego (czytaj wedle propagandy niemieckiej - polskiego) nazizmu i to Niemcy walczyli z nazistami na frontach II WŚ. 


Na takie dictum odpowiedział polski minister sprawiedliwości Z. Ziobro: "W ten sposób kanclerz Scholz nawiązał do tradycji swojego znanego rodaka (Josepha) Goebbelsa, który być może pozazdrościłby nawet inwencji twórczej kanclerzowi Scholzowi (...) Jest jakaś granica absurdu, kłamstwa i znieważania prawdziwych ofiar II wojny światowej przez niemieckiego kanclerza, bo została przekroczona (...) W tym miejscu śmiało można zadać pytanie - czy kanclerz Scholz jest idiotą, czy szulerem? [2]".

https://youtu.be/E7Dsf6K_r1o


Stwierdzenie O. Scholza można by uznać za ahistoryczną bzdurę, gdyby nie to, że Niemcy już od kilkudziesięciu lat prowadzą swoją własną politykę historyczną, która ma na celu zdjęcie z Niemców odium winy za II WŚ i jej gehennę. Usilnie bowiem chcą oddzielić Niemców od beznarodowych nazistów, co jest zadaniem karkołomnym, ale niestety znajduje nawet międzynarodowy posłuch, szczególnie u młodych ludzi, którzy II WŚ uważają za zamierzchłą historię. Bardzo bolesne dla ofiar niemieckiego nazizmu jest też to, że Niemcy w swojej narracji historycznej mają wsparcie w wielu środowiskach żydowskich światowych organizacji. 


Jestem też pewny, że gdyby dziś zapytać współczesnych Niemców o te słowa ich kanclerza to 80-90% z nich zgodziłoby się z nimi. Przecież 90% dzisiejszych Niemców to potomkowie nazistów i Niemców, którzy w 90% popierało A. Hitlera. Oni to najchętniej zdjęliby z siebie odpowiedzialność za swoich nazistowskich przodków.   


Panie O. Scholzu! Historii nie można zmienić i prawda zawsze zwycięży! I niech Pan w końcu zapłaci nam reparacje wojenne, bo to Niemcy niemal w całości są odpowiedzialne za II WŚ!


[1] "Vor 78 Jahren wurden Deutschland und die Welt von der Gewaltherrschaft des Nationalsozialismus befreit. Dafür bleiben wir immer dankbar. Der #8Mai mahnt uns: Unser demokratischer Rechtsstaat ist keine Selbstverständlichkeit. Wir sollten ihn schützen und verteidigen - jeden Tag" - https://twitter.com/Bundeskanzler/status/1655528694960586753?s=20-

[2] https://niezalezna.pl/484297-ziobro-reaguje-na-slowa-niemieckiego-kanclerza-trzeba-zapytac-wprost-scholz-jest-idiota-czy-szulerem



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 


© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 

http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 

kjahog@gmail.com 


Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 

Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 

Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 

Paypal: paypal.me/kjahog

środa, 12 kwietnia 2023

Niemcy wraz z Francją chcą dać sygnał USA!

Zręby tego tekstu powstały już w listopadzie 2022 roku, zaraz po wizycie Olaf Scholza w Chinach. Teraz Chiny odwiedził Emmanuel Macron w towarzystwie ośmieszonej i zagubionej na arenach międzynarodowych jak nasza Ewa Kopacz, Ursuli von der Leyen. Stąd powróciłem do tego tekstu, bowiem już teraz dokładnie widać jak Niemcy i Francja chcą odzyskać znaczenie międzynarodowe i dać sygnał USA, aby one zmieniły swoją geopolityczną strategię. 

A tym sygnałem są wskazane wizyty O. Scholtza, E. Macrona i Ursuli von der Leyen w Chinach. Tymi wizytami w kraju, który jest wrogiem USA, chcą ich skłonić, aby powróciły do popierania niemieckiej i francuskiej UE a tym samym oddania Niemcom całej Europy, w tym Europy Środkowo-Wschodniej. A jak Niemcom to i Rosji. 

Wydaje się, że starają się "zagrozić" Stanom Zjednoczonym, iż jeżeli one nie oddadzą im Europy (z naciskiem na kraje naszej, m.in. polskiej środkowo-wschodniej jej części) to oni są gotowi wejść w geostrategiczny alians z Chinami kosztem USA. 

Oba kraje zdają sobie bowiem sprawę, że ich geopolityczne znaczenie spadło do wartości najniższych od wielu, wielu lat a im one wojennie tracą, tym zyskują kraje Europy Środkowo-Wschodniej z Polską na czele. Dla Niemiec wzrost militarnego, geopolitycznego i gospodarczego znaczenia Polski jest nie do zaakceptowania i ponownie wywołuje u nich obudzoną wielowiekową antypolską wściekłość. 

Reakcja Niemiec i Francji na agresję W. Putina na Ukrainę a tak de facto wcześniejsza kilkudziesięcioletnia bliska współpraca z Rosją kosztem całej Europy uwidoczniła nie tylko słabość tych dwóch krajów, ale ich buńczuczny egoizm. 

W przypadku Niemiec możemy wręcz mówić, że po II WŚ cały niemal czas realizowały postanowienia przyjęte w ramach idei Mitteleuropy oraz Paktu Ribbentrop-Mołotow i sławetnego już kondominium rosyjsko-niemieckiego. Tak naprawdę pośrednio to Niemcy, Francja i ich część UE są winni wywołania wojny pomiędzy Rosją a Ukrainą. 

W czasie pekińskiej wizyty O. Scholza ""padło kilka ważnych stwierdzeń dotyczących m.in. Rosji i Tajwanu, ale naiwnością byłoby oczekiwać, że zmienią one politykę ChRL – ocenił w piątek w rozmowie z PAP dr Marcin Przychodniak z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM). Według niego wizyta była „politycznym błędem” Berlina, wykorzystanym przez ChRL do „promocji własnej narracji o współpracy z UE i Niemcami, na przykład na rzecz światowego pokoju” (...) Kanclerz ogłosił po spotkaniu z Xi, że poprosił go, by wykorzystał „swój wpływ” na Rosję, aby ta przerwała „agresywną wojnę” przeciwko Ukrainie. Na konferencji prasowej z premierem Li podkreślał również odpowiedzialność ChRL za bezpieczeństwo w regionie. Oświadczył, że Niemcy przestrzegają polityki „jednych Chin”, ale jakakolwiek zmiana statusu quo w sprawie Tajwanu musiałaby się odbyć pokojowo i za zgodą obu stron" (...) Scholzowi towarzyszyła w Pekinie delegacja niemieckich przemysłowców. Ekspert PISM zwrócił uwagę, że podczas wizyty ogłoszono między innymi, iż szczepionki mRNA przeciw koronawirusowi niemieckiej firmy BioNTech zostaną dopuszczone do stosowania w Chinach, początkowo dla mieszkających tam obcokrajowców. Po tej deklaracji ceny akcji BioNTech wzrosły o 5 proc. - podała agencja Reutera"" [1].

Prof. Bogdan Musiał w wywiadzie dla salonu24 odnośnie Niemiec stwierdził m.in., że ""Coraz więcej polityków sprzeciwia się wspieraniu Putina. Ale to lobby rosyjskie nadal jest silne, a Niemcy pod rządami Scholza są piątą kolumną Rosji (...) W kontekście polskim zdecydowanie większym problemem od napięć wewnętrznych (w Niemczech - dop.: kj), są międzynarodowe powiązania gospodarcze  Berlina. Nie chodzi tylko o wieloletnią współpracę z Federacją Rosyjską, ale też o fakt, że aż  30 – 40 proc. eksportu niemieckiego idzie do Chin, które prowadzą zbrodniczą politykę. Bez wątpienia są zagrożeniem dla demokracji na całym świecie. Tymczasem Niemcy robią z nimi geszefty, stosując w praktyce zasadę German First, czyli najpierw Niemcy. Ta polityka musi się zmienić, mam nadzieję, że w końcu Stany Zjednoczone na niemieckich politykach zmianę tę wymuszą. Analogicznie do sytuacji w Ukrainie, gdzie po prostu mleko się rozlało,  jest po prostu wojna. I mamy pewne  symptomy zmian w Niemczech. Choć oczywiście rządząca SPD nadal jest formacją prorosyjską (...) Sądzę, że kanclerz Scholz i jego ludzie robią wszystko, żeby Putinowi nie zaszkodzić (...)  Dlatego w moim przekonaniu to Stany Zjednoczone są na dzień dzisiejszy jedynym gwarantem bezpieczeństwa w Europie. Dlatego już od końca II wojny światowej, celem Kremla jest wypchnięcie Stanów Zjednoczonych z kontynentu. To wciąż ta sama polityka, którą opracował Józef Stalin. Polegała między innymi na uzależnianiu poszczególnych państw od rosyjskich surowców. I już w czasie zimnej wojny mieliśmy do czynienia ze współpracą Berlina i Moskwy. Ten sojusz ponad  głowami  innych państw był bardzo groźny  dla Finlandii,  Polski, Rumunii – krajów zagrożonych tą rosyjską agresją. Rodzaj tego zagrożenia rzecz jasna się zmienia – po 1990 roku powstały nowe państwa w przestrzeni sowieckiej. Wcześniej była agresja sowiecka, teraz jest rosyjska. Ale ideologia „Ruskiego Miru” jest również śmiertelnie groźna wobec sąsiadów. Niestety w Niemczech  przez dekady na Kremlu  widziano sojusznika. Po 24 lutego coś się zmieniło – chodzi o nastawienie opinii publicznej, części polityków. A i kanclerz Scholz choć nadal jest prorosyjski, nie może wyjść i powiedzieć „tak, jestem za Putinem"" [2].

Wizytę E. Macrona w Chinach można również uznać jako wizytę pod hasłem France First (Najpierw Francja), z tym, że teraz "francuski fircyk" uzurpacyjnie zaczął się wypowiadać w imieniu całej Europy a może raczej Unii Europejskiej. I ten pekiński pobyt E. Macrona był o wiele szerszy politycznie i groźniejszy dla nas i całej UE niż wcześniejsza chińska wizyta O Scholza. I sądzę, że została ściśle uzgodniona z Niemcami - stąd odbywała się "pod nadzorem" Ursuli von der Leyen, która zresztą została potraktowana przez władze chińskie jako niemal persona non grata. Jej durna mina po takim potraktowaniu to zjawisko bezcenne... Ale fakt nadzoru nad nią szefowej KE jest bezsporny.

E. Macron podpisał 51-punktową, wspólną deklarację z Xi Jinpingiem [3]. 

----------------------------------------

"Zaczyna się ona od punktów dotyczących „partnerstwa strategicznego” między Francją a Chinami oraz zapowiedzią regularnego organizowania spotkań „na najwyższych szczeblach”. Możemy też przeczytać (pkt. 4) o „pogłębieniu dialogu” między chińskim dowództwem odpowiadającym za południowy teatr działań (Tajwan) a Dowództwem Francuskich Sił Zbrojnych w rejonie Pacyfiku. Deklaracja ta jest o tyle wymowna, że Pekin zaraz po zakończeniu wizyty Macrona rozpoczął wielkie manewry wokół Tajwanu, których scenariusz przewidywał zbrojną inwazję. Francuski prezydent nie mógł o tym nie wiedzieć, a to oznacza, że przywoływany punkt ma zupełnie inną wymowę i nie jest jakimś niewinnym ozdobnikiem dyplomatyczno – retorycznym, tym bardziej, że dalej (pkt. 6) napisano: „Francja potwierdza swą politykę jednych Chin”, co oznacza, że uznaje Tajwan za zbuntowaną prowincję. Idźmy dalej, pkt. 8. i 9. związane są z kwestiami jądrowymi. Francja i Chiny deklarują, iż zamierzają „wzmocnić koordynację i współpracę w celu wspólnego zabezpieczenia autorytetu i skuteczności reżimu kontroli zbrojeń i nierozprzestrzeniania oraz przyspieszenia procesu międzynarodowej kontroli zbrojeń.” To sformułowanie trzeba czytać łącznie z podobną deklaracją Xi Jinpinga i Putina, podpisaną niedawno w Moskwie, w której Stany Zjednoczone są obwinianie w związku z programem „Nuclear Sharing” o łamanie zasady nieproliferacji broni jądrowej. Oświadczenie Paryża i Pekinu nie jest formułowane w dyplomatycznej próżni, bo jeśli zawarto w nim zapisy o „autorytecie i skuteczności” kontroli zbrojeń, to dotyczy to zarówno polityki Iranu jak i deklaracji Joe Bidena w kwestii broni nuklearnej w Korei Płd. 

W tym kontekście trzeba też zwrócić uwagę na niedawne deklaracje Sebastiena Lecornu, francuskiego ministra obrony, na temat potencjału jądrowego (ma on pozostać francuskim i nie będzie przekształcony w europejski) jak i ostatnie zapowiedzi zwiększenia budżetu wojskowego, ale zwłaszcza tego na co te pieniądze mają zostać przeznaczone. Do roku 2030 ma on wzrosnąć do poziomu 413 mld euro, co oznacza skok z obecnych 44 mld wydawanych rocznie do 69 mld docelowo w 2030 (w 2017 było to 33 mld euro), ale nie oznacza to zwiększenia francuskiej siły w taki sposób jak my na ten temat myślimy. I tak, planowane na lata 2027 – 2030 wejście do służby 42 śmigłowców bojowych „Rafal” zostało przesunięte na rok 2032, co oznacza, że zamiast planowanych 185 pod koniec dekady Francuzi będą mieli 137 tych maszyn. Warto zwrócić też uwagę na fakt, że planowane jest podniesienie maksymalnego wieku rezerwistów do 70 lat (w niektórych specjalizacjach nawet do 72), a wszystko w związku z tym, że Macron chciałby podwojenia ich liczby. Paryż ma zamiar pracować nad nową generacją satelitów obserwacyjnych, zwiększy produkcję amunicji, przede wszystkim znaczna część tych środków ma pójść na odbudowę zapasów (sprzętu) uszczuplonych w związku z tym co Paryż przekazał na Ukrainę, ale też do Grecji, bo trzeba pamiętać o podpisanym w 2021 roku pakcie wojskowym zwróconym przeciw Turcji. Przemawiając w styczniu w bazie lotniczej w Mont-de-Marsan Macron powiedział, że „kończy się czas dywidendy pokoju” i należy być przygotowanym, w tym ponosić większe nakłady, do ewentualnej wojny. Nie ulega wątpliwości, że Paryż traktuje też potencjał swych sił zbrojnych jako jedno z ważnych narzędzi lewarowania swej pozycji międzynarodowej, zwłaszcza europejskiej.

W kwestiach związanych z obszarem cyber, jak zapisano, „w tym w zakresie 5G, strona francuska zobowiązuje się do dążenia do sprawiedliwego i niedyskryminacyjnego traktowania wniosków licencyjnych od chińskich firm na podstawie przepisów ustawowych i wykonawczych, w tym w zakresie bezpieczeństwa narodowego obu krajów.” Tego rodzaju sformułowanie oznacza, że Paryż nie przyłączy się do proponowanej przez Waszyngton polityki blokowania chińskich firm technologicznych. Dalej pada wiele słów o współpracy gospodarczej, politycznej, kulturalnej i naukowej. Szczególnie istotna jest deklaracja (pkt. 37) o „zacieśnianiu współpracy” na forum G-20 „aby mogło odgrywać swoją rolę głównego forum światowej współpracy gospodarczej”. To też wymowny zapis bo skądinąd wiadomo, że Amerykanie raczej kładą nacisk na G-7, a trzeba pamiętać, że w G-20 jest Rosja i nikt nie ma zamiaru jej z tego grona wyrzucić.

Nie tylko wspólna francusko – chińska deklaracja zbudowała kontekst tej wizyty. W jej toku mieliśmy do czynienia z demonstracyjnym lekceważeniem przez Chińczyków Ursuli von der Leyen, która przed wylotem do Pekinu wygłosiła twarde jak na europejskiego polityka przemówienie w sprawie polityki Wspólnoty wobec Państwa Środka. Macronowi liczne afronty wobec szefowej Komisji Europejskiej wydawały się zupełnie nie przeszkadzać, a media relacjonujące wizytę podkreślały, iż był on zachwycony temperaturą przyjęcia. To wiele mówi zarówno na temat tego jak francuski prezydent postrzega Unię, jak i na temat osobistych relacji między politykami na szczytach Wspólnoty. Wymiar gospodarczy tej wizyty ma też znaczenie, bo dla francuskiego przemysłu jest on znaczący. I tak Airbus ma sprzedać do Chin 160 samolotów i 50 śmigłowców, a francuski koncern energetyczny EDF podpisał porozumienie w sprawie współpracy inżynieryjnej, również w obszarze nuklearnym, z chińskim państwowym przedsiębiorstwem CGN, francuskie firmy mięsne zostały dopuszczone na tamtejszy rynek, Suez ma zbudować instalacje do odsalania wody morskiej, zapowiedziano dostawy bioetanolu a L’Oreal będzie sprzedawał kosmetyki. Choć Anglosasi piszą, że „Macron się wygłupił” w Chinach, to niewątpliwie ekonomiczne rezultaty tej podróży z perspektywy Paryża uznać należy za wymierne. Jedno nie ulega wątpliwości - Macron mówiąc o Europie miał w Chinach na myśli Francję i w pierwszym rzędzie francuskie interesy, które jego zdaniem można promować stawiając właśnie na europejskość.

Kwestię tę podniósł też w wywiadach, których udzielił już po zakończeniu wizyty. W Les Echos powiedział, że „zbyt długo Europa nie budowała tej strategicznej autonomii. Dziś bitwa ideologiczna jest wygrana.” W opinii Macrona zasadniczym ryzykiem dla naszego kontynentu jest to, że zostanie on „wciągnięty” w rywalizację chińsko – amerykańską. Chodzi o to, że Europa potrzebuje czasu aby zbudować swą autonomię strategiczną. W opinii francuskiego prezydenta decyzja w tej kwestii już zapadła – chodzi zarówno o zaciągnięcie przez Unię Europejską wspólnego długu, jak i ostatnie decyzje związane ze wspólnymi europejskimi zamówieniami na zakup amunicji. A zatem decyzja zapadła, teraz chodzi o czas, bo nasz kontynent musi mieć jego wystarczającą ilość, aby zbudować swój potencjał - zarówno militarny jak i ekonomiczny. I to właśnie do kwestii czasu odnosi się Macron deklarując, że przyspieszenie rywalizacji amerykańsko – chińskiej nie jest nam (Europie) na rękę, bo taki scenariusz wymusi polaryzację, powstanie dwóch obozów i w konsekwencji doprowadzi do zwasalizowania państw europejskich wobec Stanów Zjednoczonych. W kwestii rozmów pokojowych między Ukrainą a Rosją Macron mówi, że „teraz jest czas wojenny” i nie pora na ich rozpoczęcie, ale nie zmienia to faktu, iż obecnie warto aby mocarstwa rozmawiały na temat sytuacji, bo w ten sposób tworzy się warunki które pozwolą inicjować negocjacje. W tym wypadku komunikat jest również bardzo czytelny – czekamy na ukraińską ofensywę, po której nastąpi faza polityczna - czyli negocjacyjna. Paryż i Pekin, tak to widzi jak sądzę Macron, mogłyby wówczas wspólnie sformułować jakieś propozycje. Jak mówi „autonomia strategiczna oznacza, że mamy podobne poglądy ze Stanami Zjednoczonymi, ale czy chodzi o Ukrainę, relacje z Chinami czy sankcje - mamy strategię europejską. Nie chcemy wchodzić w logikę blok wobec bloku. Wręcz przeciwnie, musimy „zredukować ryzyko” naszego modelu a nie polegać na innych, zachowując tam, gdzie to możliwe, silną integrację naszych łańcuchów wartości.” To co warto zapamiętać z tego wywiadu, to przekonanie Macrona, że „bitwa ideologiczna” została już wygrana, tj. nikt nie kwestionuje potrzeby zwiększania możliwości, w tym wojskowych, Europy. Jeśli mówi się o zwiększeniu produkcji uzbrojenia i amunicji (warto pamiętać, że największy jej europejski wytwórca - koncern Nammo - jest firmą norweską, choć z udziałami rządu Finlandii) to Francuzi zawsze uważają, że niemała część większych budżetów winna przypaść firmom europejskim, czyli francuskim i niemieckim, i dlatego w toku ostatnich rozmów na temat wspólnych zakupów amunicji byli przeciwnikami dopuszczenia firm spoza Unii (chodziło o Koreańczyków i Turków). A zatem Europa już buduje swą autonomię strategiczną, a tego czego potrzebuje, to czas. Francja jest gotowa stanąć na czele tej nowej Europy, z większym potencjałem wojskowym, tym bardziej w sytuacji jeśli Niemcy zabierają się do realizacji zapowiadanych zmian w sposób opieszały. Francuzi już to robią, mają zresztą siły zbrojne w lepszej kondycji. A zatem jeśli w przyszłości czynnik militarny będzie odgrywał w polityce europejskiej większą rolę, to pozycja Paryża wzrośnie. Tym bardziej jeśli uda się, a to właśnie Macron robi, narzucić polityczną agendę, wizję relacji z głównymi graczami, zarówno z przyjaciółmi jak i z rywalami. Jest tylko jeden słaby punkt tej strategii – brak czasu. Z tego względu Francja nie jest zainteresowania podziałem świata na dwa zwalczające się bloki, co obiektywnie wspiera narrację na temat powstawania nowego porządku globalnego z wieloma ośrodkami siły.

W rozmowie z dziennikarzami politico francuski prezydent poszedł dalej, mówiąc choćby o tym, że w interesie Europy nie leży uzależnianie się od dolara - pieniądza rezerwowego świata. Powtórzył też swoje deklaracje na temat „autonomii strategicznej” naszego kontynentu wypowiadane już wcześniej.

Reakcja Anglosasów na te słowa była łatwa do przewidzenia. The Wall Street Journal w komentarzu redakcyjnym napisał, że retoryka Macrona jest na rękę tym przedstawicielom amerykańskiego establishmentu strategicznego, którzy opowiadają się za przeniesieniem zainteresowania Stanów Zjednoczonych z Europy do Azji, a nawet może doprowadzić do zwycięstwa Trumpa i nurtu neoizolacjonistcznego w zbliżających się wyborach. Inni komentatorzy byli bardziej dosadni pisząc, iż w sprawie strategicznej autonomii Europy wypowiedział się „człowiek który nie jest w stanie sprawić aby ulice Paryża nie płonęły” (J.J. Carafano) lub, że jego deklaracje świadczą „o utracie kontaktu z rzeczywistością” (Noah Barkin).

Zostawmy te złośliwości na boku, zastanówmy się nad tym jaki „plan polityczny” realizuje Macron? Otóż moim zdaniem jest on zainteresowany podziałem zarówno w relacjach atlantyckich jak i Europy. Paradoksalnie, zwycięstwo Trumpa w amerykańskich wyborach lub innego przedstawiciela nurtu izolacjonistycznego, byłoby Paryżowi na rękę, bo działałoby obiektywnie na rzecz „autonomii strategicznej”. Podobnie w kwestii rozwiązań politycznych dla Ukrainy. Nie wydaje się aby Francja była otwarta na dyskusję, zapowiadaną na najbliższym szczycie NATO w Wilnie, na temat gwarancji bezpieczeństwa dla Kijowa. Podobnie traktować trzeba perspektywy członkostwa Ukrainy w Unii (pamiętajmy, że we Francji musi się w tej sprawie odbyć referendum powszechne i zostać wygrane). A zatem, w planie politycznym deklaracje Macrona na temat pokoju oznaczają próbę budowania układu wielostronnego, z zaangażowaniem Chin, a to oznacza, nawet jeśli tylko częściowe, uwzględnienie chińskich interesów na Ukrainie. Chodzi choćby o możliwości uczestnictwa firm z Państwa Środka w procesie odbudowy. Warto pamiętać, że w Kijowie są zwolennicy (choćby Pawło Klimkin, były minister spraw zagranicznych) takiej opcji. W przypadku Klimkina, warto też zwrócić uwagę, że zainteresowanie chińską aktywnością łączy on z akcentowaniem wagi współpracy Ukrainy z Francją i Niemcami. Kiedy był szefem MSZ-u nie zapisał się w pamięci jako zwolennik zbliżenia z Warszawą, a Poroszenko uprawiał politykę o wyraźnym wektorze niemiecko – francuskim. I podobnie jest teraz. Wizji zaangażowania Chin w odbudowę Ukrainy towarzyszy silne akcentowanie „opcji europejskiej”, kosztem atlantyckiej (USA, Wielka Brytania, Polska). Problemem jest oczywiście to, że Amerykanie nie podjęli jeszcze decyzji, a nawet, jak pisał niedawno na ten temat „Financial Times”, powołując się na źródła dyplomatyczne, w kwestii otworzenia Kijowowi perspektywy członkostwa w NATO są przeciwnikami takiej opcji. Ten krok nadal uważany jest w Waszyngtonie jako działanie potencjalnie eskalacyjne w toczącej się wojnie, poza tym „postawienie” na Europę Środkową oznacza zdaniem wielu amerykańskich analityków wzięcie na swe barki dodatkowego ciężaru, a Ameryka potrzebuje czegoś zupełnie innego. To zaś z kolei powoduje, że w amerykańskiej kalkulacji strategicznej decyzja Niemiec ma zasadnicze znaczenie. I Macron mówiący o współpracy Europa – Chiny, gra na niemieckich interesach gospodarczych w Państwie Środka, po to aby osłabić pokusy Berlina na rzecz opcji atlantyckiej. Kalkulacja Macrona jest czytelna – jeśli Amerykanie podejmą decyzję na którą czeka Kijów (gwarancje bezpieczeństwa, wzrost dostaw, warunki zakończenia wojny, udział w procesie odbudowy), to ukształtuje się w Europie Środkowo – Wschodniej nowy układ sił, który zważywszy na proamerykańskie nastroje będzie prowadził do umocnienia europejskiego dualizmu, faktycznego podziału Unii Europejskiej na „Europę dwóch prędkości”. Jeśli natomiast Waszyngton nie będzie w stanie sformułować wiarygodnego planu politycznego jeśli chodzi o bezpieczeństwo Europy, to wówczas państwa wschodniej flanki nie będą miały wyboru - autonomia strategiczna, rozumiana jako wzrost samodzielności wojskowej kontynentu, z czasem stanie się faktem. W optyce Paryża jest to sytuacja typu win – win, a jak to wygląda z naszej perspektywy? Już nie tak dobrze. Musimy przedstawić naszą strategię, niezbędną zwłaszcza w sytuacji, kiedy Waszyngton nie podąży w korzystnym dla nas kierunku.

----------------------------------------

To tyle Marek Budzisz - dziennikarz wpolityce.pl. Bardzo długi fragment jego artykułu, ale spostrzeżenia dziennikarza są naprawdę cenne i warto je poznać. 

""Ogólnie Emmanuel Macron wywołał lawinę krytyki po tym, jak powiedział, że Europa nie powinna stać się "naśladowcą Ameryki" i musi unikać wciągnięcia w konflikt między USA a Chinami o Tajwan. Macron tym sposobem zapewnił Xi, że Francja nie kiwnie palcem w obronie Tajwanu, jeśli Chiny będą naciskać na inwazję.

Francuski prezydent wygłosił te uwagi w wywiadzie na pokładzie samolotu po trzydniowej wizycie państwowej w Chinach, gdzie został powitany z najwyższymi honorami przez prezydenta Chin, Xi Jinpinga.

W rozmowie z dziennikarzami Les Echos i Politico, Macron powiedział, że Europa powinna być trzecim mocarstwem w porządku światowym, obok USA i Chin, w którym Francja odgrywałaby rolę przewodnią.

Wyłonienie się Europy jako niezależnego gracza geostrategicznego było od lat celem Macrona, zgodnie z tradycją sięgającą czasów prezydenta założyciela V Republiki Charlesa de Gaulle'a, który widział Francję jako siłę balansującą między blokami zimnowojennymi. Ale fakt, że w wywiadzie prezydent Francji przemawiał jako reprezentujący Europę został bardzo źle odebrany w Stanach Zjednoczonych.

Francuski prezydent stwierdził, że "wielkim ryzykiem", przed którym stoi Europa jest to, że "zostaje uwikłana w kryzysy, które nie są nasze, co uniemożliwia jej budowanie swojej strategicznej autonomii". "Nie chcemy popadać w logikę blok kontra blok" - dodał.

Według Les Echos, Macron powiedział: "Czy my [Europejczycy] mamy interes w przyspieszeniu w sprawie Tajwanu? Nie. Najgorsze byłoby myślenie, że my Europejczycy musimy być naśladowcami w tym temacie i dostosować się do amerykańskiego planu i chińskiej przesady."

- Europejczycy sami nie mogą rozwiązać kryzysu na Ukrainie, jak więc możemy wiarygodnie powiedzieć [Chinom] w sprawie Tajwanu: uważajcie, jeśli zrobicie coś złego, będziemy tam? Jeśli naprawdę chcesz zwiększyć napięcia to właśnie w ten sposób - powiedział Macron.
- Jeśli nastąpi przyspieszenie konfliktu między amerykańskim i chińskim duopolem nie będziemy mieli czasu, ani środków, by finansować własną autonomię strategiczną i staniemy się wasalami, podczas gdy moglibyśmy stać się trzecią siłą [w porządku światowym], jeśli będziemy mieli kilka lat, by to rozwinąć - kontynuował.

Jeden z europosłów w rozmowie z "The Guardian" podkreślił, że francuski przywódca nie mówi w imieniu UE. "Macron mówi: 'Europa powinna' i 'my Europejczycy', ale mówi w imieniu Francji, nie może tak naprawdę mówić w imieniu Europy".

- To być może trochę zaskakujące, aby podkreślić strategiczną autonomię teraz w kwietniu 2023 roku, ponieważ świat zmienił się w ciągu ostatnich 14 miesięcy - powiedziało źródło, sugerując, że rosyjska inwazja na Ukrainę zakwestionowała zdolność Europy do stania się trzecią siłą w globalnym porządku, jak proponuje Macron.

Norbert Röttgen, niemiecki centroprawicowy poseł, który jest członkiem i byłym przewodniczącym komisji spraw zagranicznych Bundestagu, powiedział, że Macron zamienił swoją podróż do Chin w "PR-owy pucz dla Xi i katastrofę polityki zagranicznej" dla Europy. "Ze swoją ideą suwerenności, którą definiuje raczej w demarkacji niż partnerstwie z USA, coraz bardziej izoluje się w Europie" - uważa.

Reinhard Butiköfer, europoseł, który przewodniczy delegacji Parlamentu Europejskiego do spraw Chin, określił wizytę Macrona w Chinach jako "kompletną katastrofę". Dodał również, że "mrzonka" Macrona o strategicznej autonomii UE i staniu się "trzecim supermocarstwem" jest "poza zasięgiem".

Twierdzenia, że Europejczycy muszą działać niezależnie od Stanów Zjednoczonych w ważnych kwestiach i ignorować interesy Waszyngtonu są nie do przyjęcia dla krajów na wschodniej flance NATO - w tym Litwy, Czech czy Polski - których przetrwanie zależy od amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa - zauważa portal "NY Post".

Mujtaba Rahman, szef Europy w firmie badawczej Eurasia Group, powiedział, że czas ostatnich komentarzy Macrona był zły. "Wygłaszanie tych uwag, gdy chińskie ćwiczenia wojskowe okrążyły Tajwan - i tuż po jego państwowej wizycie w Chinach - było błędem. Zostanie to zinterpretowane jako uspokojenie Pekinu i zielone światło dla chińskiej agresji" - komentuje.

Ekspert dodał, że wywiad Macrona był postrzegany jako prezent pożegnalny dla Xi. "Kolejna skazana na niepowodzenie próba (po Putinie) słodkiej rozmowy z autokratą"  - powiedział Rahman.

Według Politico Pałac Prezydencki w Paryżu sprawdził cytaty Macrona przed publikacją jako warunek udzielenia wywiadu i nalegał na usunięcie wypowiedzi, w których Macron mówił "jeszcze bardziej szczerze" o Tajwanie i strategicznej autonomii Europy"" [4].

Reasumując. 

Niemcy i Francja - zresztą podobnie jak Rosja - od zawsze chciały wyparcia USA z Europy. Teraz jednak sytuacja się na tyle zmieniła, że postanowiły już otwarcie zmusić Amerykanów do geopolitycznej rezygnacji z kontynentu europejskiego na rzecz przesunięcia ich aktywności na obszar około-chiński. 

Oba kraje straciły - poprzez wojnę na Ukrainie - dotychczasową pozycję światową i podjęły bardzo ryzykowną próbę odbudowy swojej europejskiej hegemonii. Ażeby jednak tak się stało to za wszelką cenę postanowiły wyprzeć Amerykanów z Europy. 

Obie wizyty w Chinach były i są na świecie oceniane bardzo negatywnie. Dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej ewentualne powodzenie działań niemiecko-francuskich byłoby katastrofą. 

Uważam jednak, że amerykańskie tzw. "głębokie państwo" reprezentujące mocarstwową pozycję USA na arenie światowej nie pozwoli sobie na wycofanie się z Europy. Sądzę nawet, że - paradoksalnie - Niemcy i Francja swoimi posunięciami na tyle "zdrażniły" USA, że jeszcze bardziej stracą na geostrategicznym znaczeniu. 

Warto bowiem zauważyć, że oba kraje są członkami NATO, które niedawno rozszerzyło się o Finlandię a wkrótce do tego grona dołączy Szwecja. Nie po to de facto USA rozszerzają wschodnią flankę NATO, żeby teraz opuszczać Europę. 

Poza tym zaangażowanie USA w wojnę na Ukrainie jest na tyle duże, że nagła zmiana kursu Amerykanów na li tylko Chiny potraktowana zostałaby na świecie jako swoista dezercja, podobna do sławetnego wycofania żołnierzy amerykańskich z Afganistanu. A na to USA dziś sobie nie mogą pozwolić. 

Ogólnie zgadzam się z oceną tej wizyty: ""W sprawie strategicznej autonomii Europy wypowiedział się „człowiek który nie jest w stanie sprawić, aby ulice Paryża nie płonęły” (J.J. Carafano) lub, że jego deklaracje świadczą „o utracie kontaktu z rzeczywistością” (Noah Barkin)"".

Zresztą podobnie można określić działania O. Scholza. On też chyba utracił kontakt z rzeczywistością zważywszy na fakt, iż Niemcy nie są do końca wolnym krajem i do 2099 roku są ubezwłasnowolnione przez aliantów z II WŚ: Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Francję. Jest tak bowiem 21 maja 1949 roku podpisany został tajny traktat (der Geheime Staatsvertrag) ograniczający suwerenność przyszłej Bundesrepublik. Jego sygnatariuszami była tworząca się administracja niemiecka oraz trzy mocarstwa okupacyjne: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja. W tym dokumencie zapisano, iż do roku 2099, czyli przez 150 lat od jego zawarcia, każdy kolejny kanclerz Republiki Federalnej Niemiec musi podpisać mocarstwom okupacyjnym lojalkę zwaną potocznie der Kanzlerakte. Ogranicza ona suwerenność Niemiec w kluczowych obszarach związanych z szeroko rozumianym bezpieczeństwem państwa i najpierw jest podpisywany podczas pierwszej wizyty nowego kanclerza Niemiec w USA [5]. I gdyby nawet Francuzi zrezygnowali z tego przywileju to zostają Niemcom jeszcze USA i UK!


[5] https://niepoprawni.pl/blog/rafal-brzeski/kanclerska-lojalka. Kolejne rządy niemieckie starają się poddawać w wątpliwość istnienie tegoż dokumentu a jego kopię uważają za fałszywkę. Niemniej różne przecieki i wypowiedzi niemieckich polityków (nawet zawoalowane byłych kanclerzy) czy naukowców raczej pozwalają na potwierdzenie jego istnienia.




Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

sobota, 14 stycznia 2023

O. Scholz coraz bardziej śmieszny i groteskowy

""20 stycznia ma dojść do spotkania w amerykańskiej bazie Ramstein, gdzie sojusznicy mają dyskutować nt. pomocy dla Ukrainy i ewentualnego przekazania im Leopardów z Niemiec - podaje „Sueddeutsche Zeitung” 

(...) 

Jak informuje gazeta, Scholz miał zaapelować do członków swojego kluby, by „pomimo presji z zagranicy i ze strony koalicjantów”, utrzymali „dotychczasowy kurs”. Słowa te miały paść podczas zamkniętego dla mediów posiedzenia SPD 

(...) 

Broniąc swojego stanowiska w sprawie dostaw czołgów Leopard na Ukrainę, powołał się na rozmowę z Polakiem, którego spotkał podczas joggingu. Scholz miał powiedzieć uczestnikom spotkania, że po wspólnym zdjęciu Polak serdecznie podziękował za niemieckie „wielkie wsparcie” dla Ukrainy i poradził kanclerzowi, aby „nie dał się zwariować” żądaniami dotyczącymi Leopardów, wysuwanymi przez polski rząd

(...) 

Scholz miał też wymienić trzy kluczowe dla niego zasady związane z niemieckim zaangażowaniem ws. Ukrainy: pomoc dla Ukrainy, uniknięcie bezpośredniej wojny między Rosją a NATO, niepodejmowanie przez Niemcy działań na własną rękę"" [1].

Przyznam szczerze, że jak przeczytałem, iż kanclerz Niemiec powołuje się na jakiegoś Polaka, którego spotkał na joggingu i że ten Polak powiedział mu "żeby nie dał się zwariować" żądaniami dotyczącymi Leopardów, wysuwanymi przez polski rząd to... pomyślałem, że to jakiś absurdalny żart i wybuchnąłem spazmatycznym śmiechem. 

Ale zaraz ten śmiech ustał i się przeraziłem, że obecnie Niemcy są rządzone przez jakiegoś coraz bardziej śmiesznego gogusia, który prowadzi swą politykę międzynarodową m.in na podstawie rozmów przeprowadzonych z kimś spotkanym na berlińskiej ulicy. 

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że tak nie jest, ale samo powoływanie się na ten - zapewne fałszywy - fakt świadczy też o dużych pokładach cynizmu i pogardy wobec ludzi u O. Szcholza. 

Czy on naprawdę uważa, że zwykli Niemcy są takimi idiotami, iż bezwolnie przyjmują do wiadomości i wierzą w jakąś wypowiedzianą przez niego oczywistą bzdurę? 

Mam nadzieję, że tak nie jest, ale gdyby tak rzeczywiście było to znaczyłoby, iż społeczeństwa w Starej Unii Europejskiej zostały już tak umysłowo zniewolone przez lewackie demoliberalne elity przywódcze, że nie stać już ich na samodzielne myślenie i po prostu nie są w stanie "ogarnąć" meandrów współczesnego świata.

Moim zdaniem niestety duża część tych społeczeństw została skutecznie sprowadzona do roli bezwolnych "rączek do głosowania" i bezmyślnych odbiorców każdej, nawet najgłupszej informacji, w którą wierzą bezgranicznie. U Niemców może takich postaw jest najwięcej, bo obowiązuje u nich tzw. "ordnung muss sein" rozumiany jako "porządek musi być" oraz pewny rodzaj cywilizacyjnego prymitywizmu, który np. wyraził się w czasie II WŚ, kiedy to przeszło 90% Niemców było zwolennikami  nazizmu A. Hitlera i jego NSDAP. Ten sam rodzaj tego prymitywizmu można zauważyć w społeczeństwie rosyjskim, które wspierało swoje komunistyczne państwo i święcie wierzyło np. w J. Stalina. Tylko w tych dwóch państwach mogły powstać największe totalitaryzmy na świecie: nazizm i komunizm.

O. Scholz podobno nie lubi działać pod presją, bo boi się zarzutu braku decyzyjnej niesuwerenności. A już na pewno nacisk Polski jest dla niego nie do przyjęcia. "Przecież to Niemcy mają być liderem w UE a taka Polska ma zostać jeno biednym landem niemieckim w nowej sfederalizowanej Europie" - zdaje się myśleć Kanclerz Niemiec. I to myślenie znajduje niestety bardzo duży poklask w społeczeństwie niemieckim. 

Wszyscy wiemy, że O. Scholz od momentu wybuchu wojny na Ukrainie robi wszystko, aby militarna  pomoc dla Ukrainy była jak najmniejsza. I tak jest z Leopardami. Ale doprawdy kanclerz na arenie międzynarodowej robi się coraz bardziej śmieszny i groteskowy a w swoich działaniach i wypowiadanych słowach absurdalny. 

I potwierdził to powołując się na uliczną rozmowę z Polakiem. Nie chce mi się wierzyć, że do takiej rozmowy w ogóle doszło, bo przecież O. Scholz ma cały czas osobistą ochronę i nie można sobie ot tak do niego podejść. 



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 

Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

środa, 22 czerwca 2022

Jeden czy trzech muszkieterów na Ukrainie dyskutowało o "Richelieu"?

Był i "czwarty" na dokładkę, prezydent Rumunii Klaus Werner Iohannis, który - i tu ciekawostka - jest narodowości niemieckiej i był długoletnim liderem Demokratycznego Forum Niemców w Rumunii [1]. 

A tytułowa trójka to prezydent Francji Emmanuel Jean-Michel Frédéric Macron, kanclerz Niemiec Olaf Scholz i premier Włoch Mario Draghi. 

Dwaj pierwsi to politycy, o których wiemy bardzo dużo, choć i tak na pewno nie wszystko, ale zapewne wielu się zastanawia jaką rolę w tej wyprawie do prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego odgrywał premier Włoch a moim zdaniem mogła ona być kluczowa. 

Ale zanim o Mario Draghi to ogólnie przychylam się do stwierdzenia mieszkającego w Niemczech prof. Bogdana Musiała, który oceniając tą wizytę w Kijowie powiedział m.in.: 

"Scholz, Macron i Draghi pojechali na Ukrainę i w świat poszła informacja, że liderzy ci ją wspierają, tylko na razie jest to na poziomie werbalnym. To jest w sferze słów, a w praktyce nic się nie stało. Co da Ukrainie status członka czy kandydata do UE, jeśli Ukraina przegra wojnę? To jest obojętne. Jeśli Ukraina przegra wojnę, to będzie reżim. Czyli to, co robią w szczególności Macron i Scholz to jest granie pod publiczkę, pozorowanie działań wobec Ukrainy, bo dzisiaj Ukraina potrzebuje ciężkiej broni i amunicji, żeby się obronić i móc mieć później status kandydata. Nic Ukrainie nie da ten status, jeśli nie będzie broni (...) Jak na razie widać, że Niemcy, Francja i Włochy są tymi - Niemcy w szczególności - które pomogły stworzyć system putinowskiej Rosji. Przecież to są główni odbiorcy i sprzymierzeńcy Putina w Europie (...) Uważają, że polityka „zmiażdżenia Rosji” jest błędna i chcą jej zapobiec. To jest niebezpieczne, bo tak naprawdę Moskwa to nie jest kwestia wojny, tylko ideologii - ruski mir. Dopóki ta ideologia będzie tam dominowała, kształtowała zewnętrzną i wewnętrzną politykę, to Rosja będzie zagrożeniem dla Europy, a w sumie dla świata (...) Macron i Scholz grają wspólnie z Putinem przy terroryzowaniu świata. Pomagają terroryście i zbrodniarzowi. W pewnym sensie grają z nim ręka w rękę. Priorytetem Europy powinno być powstrzymanie i pobicie Rosji, powstrzymanie jej ekspansji. Zakończenie wojny? Wojna dawno by się już zakończyła, jakby poszło po ich linii: wojska rosyjskie byłyby w Kijowie, zainstalowano by Janukowycza, oderwano te ziemie i „byłby pokój” na świecie. Macron i Scholz by to zaakceptowali, „niestety” Ukraina się broni, USA i Wielka Brytania nie popierają ich polityki, podobnie Polska i kraje bałtyckie. W tym układzie, który stworzyli sobie od dekad jest zgrzyt - na osi Paryż-Berlin-Moskwa - i oni tutaj widzą największe zagrożenie. To jest tragiczne (...) W Niemczech jest już wewnętrzna debata na temat odsunięcia SPD od władzy, bo to, co robi Putin, powoduje światowy kryzys" [2].

W sumie owa opinia profesora B. Musiała wyczerpuje polityczną ocenę tej wizyty, ale pomijając Niemca Klausa Wernera Iohannisa, Niemca Olafa Scholza, Francuza  Emmanuela Macrona to pozostaje właśnie Włoch Mario Draghi.

Bowiem Mario Draghi to postać ze świata finansów a nie świata polityki i chyba jednak dobrze, że towarzyszył Scholzowi i Macronowi, bowiem ma trochę inne od nich podejście do wojny na Ukrainie.  

Mario Draghi urodził się w Rzymie w 1947 roku we włoskiej rodzinie z wyższej klasy średniej. Jego ojciec Carlo, urodzony w Padwie, najpierw pracował dla Banku Włoch w 1922 roku, a później dla Instytutu Odbudowy Przemysłu (IRI) i Banca Nazionale del Lavoro. Jego matka Gilda Mancini, urodzona w Monteverde, niedaleko Avellino, była aptekarką . 

Draghi studiował w Massimiliano Massimo Institute, szkole jezuickiej w Rzymie, gdzie był kolegą z klasy przyszłego prezesa Ferrari, Luki Cordero di Montezemolo oraz przyszłego prezentera telewizyjnego, Giancarlo Magalli . W 1970 roku ukończył z wyróżnieniem ekonomię na Uniwersytecie Sapienza w Rzymie, pod kierunkiem keynesowskiego ekonomisty Federico Caffè. Jego praca dyplomowa nosiła tytuł „Integracja gospodarcza a zmienność kursów walutowych”. M. Draghi uzyskał doktorat z ekonomii w Massachusetts Institute of Technology w 1976 r. za rozprawą zatytułowaną: „Eseje o teorii i zastosowaniach ekonomicznych”, pod kierunkiem laureatów Nagrody Nobla z ekonomii: Franco Modiglianiego i Roberta Solowa [3]. 

Zanim został premierem Włoch w latach 1984–1990 pełnił funkcję dyrektora wykonawczego w Banku Światowym. Później do 2001 roku zajmował stanowisko dyrektora wykonawczego Skarbu Państwa, od 1993 roku kierował jednocześnie komisją ds. prywatyzacji. 

W latach 2002–2005 pracował w sektorze prywatnym jako dyrektor zarządzający i wiceprezes Goldman Sachs International. Po ujawnieniu, że Goldman Sachs mógł przyczynić się do finansowego kryzysu w Grecji umożliwiając jej korzystanie z tzw. pozarynkowych swapów pozwalających na ukrycie faktycznego zadłużenia tego państwa, Draghi stwierdził, że „nic nie wiedział” i „nie miał z tym procederem nic wspólnego" [3]. 

W latach 2006–2011 kierował włoskim bankiem centralnym. W 2006 powołany został w skład tzw. grupy G30, gdzie dziś jest w tej grupie tzw. "seniorem" [4]. 24 czerwca 2011 roku podczas zebrania Rady Europejskiej został wybrany na szefa Europejskiego Banku Centralnego. Na czele EBC stał od 1 listopada 2011 do 31 października 2019 roku [5]. 

Przewodniczył instytucji podczas kryzysu w strefie euro, zasłynął w całej Europie z tego, że powiedział, że byłby gotów zrobić „wszystko, co trzeba”, aby zapobiec upadkowi euro. W 2014 roku Draghi został wymieniony przez magazyn Forbes jako ósma najpotężniejsza osoba na świecie. W 2015 roku magazyn Fortune uznał go za „drugiego największego lidera na świecie”. Jest także jedynym Włochem, który trzykrotnie znalazł się na liście rocznej Time 100 . W 2021 roku Politico Europe uznało go za najpotężniejszą osobę w Europie. W 2019 roku Paul Krugman opisał go jako „największego bankiera centralnego współczesności”. Co więcej, dzięki swojej polityce monetarnej jest powszechnie uważany za „zbawcę euro” podczas europejskiego kryzysu zadłużenia. Niektóre media nazwały go dlatego "Super Mario" [5].

Jest powszechnie uważany za tzw. "premiera technicznego" narzuconego Włochom przez "międzynarodówkę finansową", ale ma dość duże poparcie Włochów.  Premierem został 13 lutego 2021 roku a 13 maja ogłoszono, że M. Draghi zrezygnuje z rocznej pensji w wysokości 115 000 euro z powodu pełnienia funkcji premiera.

M. Draghi surowo potępił atak Rosji na Ukrainę, wzywając do natychmiastowego zawieszenia broni i obiecując „wszystko, czego potrzeba, aby przywrócić suwerenność Ukrainy”. Dodał, że "niemożliwe jest prowadzenie znaczącego dialogu z Moskwą", domagając się od Rosji bezwarunkowego wycofania swoich sił z powrotem do ustalonych międzynarodowych granic. Mimo początkowej niechęci, 26 lutego M. Draghi zgodził się poprzeć wykluczenie Rosji z sieci SWIFT , międzynarodowego systemu transakcji finansowych. 22 marca M. Draghi publicznie poparł wniosek Ukrainy o przystąpienie do Unii Europejskiej. M. Draghi był także jednym z głównych orędowników zamrożenia dużej części 643 miliardów dolarów rezerw walutowych Rosyjskiego Banku Centralnego. Od maja 2022 r. rząd włoski przeznaczył 500 mln euro na wsparcie Ukraińców przybywających do Włoch oraz 110 mln na pomoc finansową dla rządu ukraińskiego. Ponadto Włochy wysłały na Ukrainę również sprzęt wojskowy.

Nie wiem jakie były kulisy jego uczestnictwa w wyprawie do Kijowa, ale sądzę, że szczególnie kanclerzowi Niemiec na pewno to nie sprawiło przyjemności i to nie tylko z powodu różnego podejścia do Rosji i Ukrainy, ale też i z tego powodu,  że 26 listopada 2021 r. M. Draghi podpisał „Traktat Kwirynalski ” z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem w Pałacu Kwirynalskim w Rzymie. Traktat ten ma na celu promowanie zbieżności i koordynacji stanowisk Francji i Włoch w sprawach polityki europejskiej i zagranicznej, bezpieczeństwa i obrony, polityki migracyjnej, gospodarki, edukacji, badań, kultury i współpracy transgranicznej. Traktat był postrzegany jako próba odegrania przez Włochy i Francję kluczowej roli w UE po przejściu na emeryturę byłej kanclerz Niemiec Angeli Merkel. 

Warto też zwrócić uwagę, że ani O. Scholz ani E. Macron nie mają tak dużej pozycji międzynarodowej jak M. Draghi. Można nawet pokusić się o ryzykowne co prawda, ale jednak stwierdzenie, że wśród tych trzech muszkieterów to M. Draghi pełnił najważniejszą rolę, bo tak naprawdę nie reprezentował li tylko Włoch, ale też międzynarodową finansjerę, która akurat - patrz USA - po napaści Rosji na Ukrainę stanęła twardo po stronie Ukrainy i oprócz amerykańskich wojskowych przyczyniła się do zmiany polityki J. Bidena na antyrosyjską a także współskłoniła prezydenta USA na powrót do aktywnej polityki w Europie i wzmacniania tzw. wschodniej flanki NATO, co oczywiście dzieje się kosztem zmniejszenia roli i znaczenia Niemiec w Europie.  

Trudno dziś ocenić jak ta wizyta wpłynie na "kard. Richelieu", czyli W. Putina, ale jak na razie Ukraina dalej się dzielnie broni a po tej wizycie Niemcy - o dziwo - przekazały jej pierwsze sztuki (5, 7?) samobieżnych armatohaubic Panzerhaubitze 2000 (PzH 2000).   

[4] https://group30.org/membershttps://pl.wikipedia.org/wiki/Grupa_G30 – G30 została założona w 1978 roku przez Geoffreya Bella. Pomysłodawcą i pierwszym fundatorem była Fundacja Rockefellera. 
Pierwszym przewodniczącym wybrano Johannesa Witteveena, byłego prezesa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Warto się przyjrzeć składowi tej grupy. Jest symptomatyczny i skupia naprawdę najważniejszych finansistów i naukowców z różnych kontynentów i państw, m.in. z Chin a nawet jej aktywnym członkiem był onegdaj ojciec polskiej biedy i wyprzedania za bezcen naszych polskich aktywów L. Balcerowicz. 
[5] Informacje o przebiegu kariery za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Mario_Draghi oraz https://en.wikipedia.org/wiki/Mario_Draghi. Warto nieraz poszukać jakichś informacji na obcojęzycznych stronach Wikipedii, bo często polska Wiki zawiera skąpe informacje.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 

Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

czwartek, 19 maja 2022

Niemcy - Rosja. Mimo wojny, wspólne porozumienie trwa a w tle federalizacja krajów UE

Jeszcze raz chcę przypomnieć, że w niemieckiej umowie koalicyjnej obecnego rządu Olafa Scholza zawarto zapis mówiący o dążeniu Niemiec do zbudowania z Unii Europejskiej Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie albo w Berlinie i Brukseli. 

Taki też cel ma dziś większość liberalno-lewicowych tzw. elit unijnych, które pragną wcielić w życie komunistyczne idee zawarte w Manifeście z Ventotene autorstwa marksistów i komunistów:  Altiera Spinellego, Ernesta Rossiego i Eugenia Colorniego, przy czym częściej wymienia się autorstwo tych dwóch pierwszych a szczególnie  Altiera Spinellego [1], [2]. 

"Komisja Europejska w „Białej Księdze” o przyszłości Unii Europejskiej wymienia tylko jedno źródło ideowe jej dalszego rozwoju – napisany w duchu ideologii marksistowskiej Manifest z Ventotene. Jego autorzy zakładają federalizację Europy, niezależnie od woli mieszkańców kontynentu" [1].

Tak dygresyjnie... Jakże symptomatyczne jest to totalitarne określenie "niezależnie od woli mieszkańców kontynentu" i jakże podobne do określenia twórcy ideowego nazizmu i komunizmu Karola Marksa: "Klasy i rasy, które są zbyt słabe, żeby opanować nowe warunki życia, muszą zniknąć..." [3]. 

Realizacja postulatu federalizacji oznacza ni mniej ni więcej jak likwidację suwerennych i niepodległych państw europejskich, które w nowym Związku Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRR - bis) będą odgrywały rolę landów/województw/republik. 

Według zaś hipotetycznych porozumień między Niemcami i Rosją dokonany został podział wpływów tych krajów w Europie. Niemcy mają dominować - poprzez sfederalizowane jedno państwo europejskie - w krajach, które dziś lub w przyszłości są (będą) członkami Unii Europejskiej, natomiast wpływy Rosji mają po ich zachodniej stronie obejmować m.in. Ukrainę i Białoruś. 

Głównym celem zaś tych państw jest przyszła budowa Eurazji od Władywostoku do Lizbony, która ma stać się częścią Nowego Porządku Świata (NWO) [4]. Co prawda i Niemcy i Rosja w takiej Eurazji widzą siebie jako lidera, ale mniemam, że pomni historii II WŚ tym razem się porozumieją. 

Warto tedy spojrzeć na reakcję Niemiec czy Francji na wojnę na Ukrainie poprzez pryzmat takich celów elit unijnych. Po prostu ustalono, że Ukraina jest po stronie wpływów Rosji i to porozumienie - mimo wojny – trwa nadal. Stąd taka niechęć Niemiec czy Francji do pomocy Ukrainie a nawet zachęcanie jej do kapitulacji, jak to niedawno raczył zagaworzyć E. Macron, dla którego ważniejsze jest "zachowanie twarzy" przez W. Putina niż walka i wolność Ukrainy.

Także nie dziwmy się, że "Olaf Scholz, kanclerz Niemiec, w dzisiejszym wystąpieniu w niemieckim parlamencie,  przekreślił szanse na szybkie przystąpienie Ukrainy do UE, mówiąc, że "nie ma drogi na skróty do UE" (...) Powiedział, że prezydent Francji Emmanuel Macron miał rację, mówiąc, że proces przystąpienia do UE "nie jest kwestią kilku miesięcy czy kilku lat". Z tego powodu Wspólnota powinna skupić się na zaoferowaniu Ukrainie pomocy gospodarczej (...) Kanclerz powiedział, że przyjęcie do UE jest  "jedyne słuszne wobec sześciu krajów Bałkanów Zachodnich". Sześć krajów Bałkanów Zachodnich, które aspirują do członkostwa w UE - Czarnogóra, Serbia, Albania, Macedonia Północna, Bośnia i Hercegowina oraz Kosowo - było, jak powiedział Scholz, "od lat zaangażowanych w intensywne reformy przygotowujące do akcesji" (...) Niemcy poparły też pomysł utworzenia "funduszu solidarności" finansowanego ze środków UE i partnerów międzynarodowych, który miałby na celu odbudowę zniszczonej infrastruktury Ukrainy po zakończeniu wojny z Rosją i "ożywienie ukraińskiej gospodarki" [5].

Być może niektórych zaskoczyła przychylność O. Scholza do przyjęcia w struktury UE wymienionych krajów reprezentujących Bałkany Zachodnie, ale staje się to oczywiste, gdy spojrzymy na tą przychylność poprzez pryzmat celu jakim jest budowa Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa. Jestem bowiem pewien, że owe kraje zostały już przypisane wpływom niemieckim a nie rosyjskim lub też taka wypowiedź Kanclerza Niemiec jest po prostu swoistą ofertą negocjacyjną wobec Rosji: Ukraina za część Bałkanów Zachodnich. 

Polecam przeczytanie Manifestu z Ventotene [2]. Naprawdę warto go przeczytać, bo wtedy zdamy sobie sprawę dokąd to wszystko zmierza, czyli dokąd zmierza UE i będziemy mogli zrozumieć to, czego do tej pory nie byliśmy w stanie pojąć, jak np. reakcja Niemiec czy Francji na wojnę na Ukrainie czy też kontynuowanie "grillowania" przez PE Polski i Węgier albo wyniki takiej Konferencji o przyszłości Europy, które zawierają się w sloganie: "więcej integracji, więcej unii w unii". Notabene Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należy PiS, podjęła wcześniej decyzję o opuszczeniu tej Konferencji uznając, iż " jej organizatorzy metodycznie forsowali program zwiększenia uprawnień instytucji unijnych i większej centralizacji władzy w UE, m.in. poprzez manipulacje przy doborze ekspertów czy interpretacji tzw. rekomendacji obywatelskich. Dodatkowo, jak zauważa, Konferencja cieszyła się znikomym zainteresowaniem europejskiej opinii publicznej, co nie pozwala uznać jej konkluzji za reprezentatywne żądania Europejczyków" [6].


[2] https://ordoiuris.pl/pliki/dokumenty/Ventotene_analiza.pdf – warto go przeczytać, bo wtedy zdamy sobie sprawę dokąd to wszystko zmierza i zrozumiemy to, czego do tej pory nie byliśmy w stanie zrozumieć. Szczerze polecam! 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog