Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 czerwca 2023

Wyborcza jesień w Polsce: BND i FSB vs. CIA i Mosad

Poniższy tekst jest częściowo a'la teorią spiskową i swoistą w swojej części political fiction, której poszczególne elementy mogą odbiegać od politycznych realnych faktów...

W Polsce mamy dwie polityczne frakcje, które mają szansę na wygranie wyborów. Pierwsza kojarzona może być z KO (PO) pod wodzą D. Tuska i podlega BND i FSB a druga kojarzona może być z ZP (PiS) pod wodzą J. Kaczyńskiego i podlega CIA i Mosadowi. 

Ogólnie zaś wybory w Polsce będą walką zastępczą: niemieckiej UE i jej dążeniem do federalizacji i porozumienia z Rosją w obszarze podziału europejskich wpływów oraz współpracy z Chinami a USA, które chciałyby, aby Polska (np. w ramach Trójmorza) stanowiła zaporę przed przejęciem Europy przez triumwirat niemiecko-rosyjsko-chiński. W sumie trzeba by też do tego triumwiratu dodać jeszcze Francję. 

BND - Bundesnachrichtendienst (w skrócie BND, z niem. Federalna Służba Wywiadowcza, Federalna Służba Wywiadu – agencja wywiadowcza utworzona w Republice Federalnej Niemiec w 1956 roku, wywodząca się z tzw. Organizacji Gehlena, z siedzibą przy Gardeschützenweg 71-101 w Berlinie oraz przy Heilmannstr. 30 w Pullach niedaleko Monachium.

FSB - Federalna Służba Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej (FSB, ros. Федеральная служба безопасности Российской Федерации, ФСБ) – służba specjalna w Rosji utworzona 3 kwietnia 1995 z przekształcenia Federalnej Służby Kontrwywiadowczej (1993-1995). Następczyni KGB, który był następcą m.in. CzeKa i NKWD w komunistycznym ZSRR.

CIA - Centralna Agencja Wywiadowcza, CIA (ang. Central Intelligence Agency) – amerykańska rządowa agencja wywiadowcza zajmująca się pozyskiwaniem i analizą informacji o zagranicznych rządach, korporacjach i osobach indywidualnych oraz opracowywaniem na ich podstawie raportów dla instytucji rządowych Stanów Zjednoczonych. Agencję utworzył 26 lipca 1947 prezydent Harry Truman. 

Mosad - Instytut do spraw Wywiadu i Zadań Specjalnych (hebr. המוסד למודיעין ולתפקידים מיוחדים, Ha-Mosad le-Modi’in u-le-Tafkidim Mejuchadim) – izraelska agencja wywiadowcza odpowiedzialna m.in. za gromadzenie politycznych, technicznych, gospodarczych danych wywiadowczych poza granicami kraju, formalnie utworzona 1 kwietnia 1951 jako Instytut Koordynacji. Obecną nazwę nadano w 1963 [1].

Pominąłem tutaj wojskowe służby specjalne, ale w wielu wypadkach też one współpracują ze swoimi, krajowymi cywilnymi służbami. 

Jaką sytuację mamy dzisiaj? 

Warto zwrócić uwagę na fakt, że tuż po objęciu prezydentury USA przez J. Bidena Stany Zjednoczone praktycznie niemal oddały Europę Niemcom i Rosji. Nowy prezydent dał "zielone światło" dla dokończenia budowy Nord Stream II twierdząc mniej więcej, że skoro rurociąg jest już na ukończeniu, to niech zostanie ukończony: ""25.05.2021 podkreślił, że od początku był przeciwnikiem tego projektu, ale w chwili, gdy objął urząd w styczniu br., gazociąg był już prawie ukończony. W takiej sytuacji sankcje byłyby „kontrproduktywne dla naszych relacji z Europą (w domyśle: z Niemcami - dopisek mój”" [2]. 

Taka deklaracja J. Bidena była "miodem na usta" dla kondominium niemiecko-rosyjskiego a ja uważam, że mocno przyczyniła się do przyspieszenia agresji W. Putina na Ukrainę.  Tym bardziej jest to prawdopodobne, że jeszcze w styczniu 2022 roku na konferencji prasowej prezydent USA Joe Biden ""zasugerował, że jeśli dojdzie do "mniejszego najazdu" (ang. minor incursion) Rosji na Ukrainę, to sankcje wobec Moskwy mogą być lżejsze niż w przypadku inwazji na pełną skalę. - To daje Putinowi zielone światło do wkroczenia na Ukrainę - ocenił jeden z ukraińskich polityków w rozmowie z CNN"' [3].

No i po miesiącu od słów J. Bidena, W. Putin 24 lutego 2022 roku zaatakował Ukrainę na pełną skalę i ta wojna trwa do dzisiaj, choć zarówno Rosja, jak i Niemcy a sądzę, że i USA były przekonane, iż potrwa tydzień lub kilka dni dłużej. Ukraińcy zaskoczyli wszystkich nieprawdopodobnym wprost  patriotycznym pragnieniem zachowania niepodległości własnej ojczyzny. I ku zaskoczeniu wszystkich również na wschodzie Ukrainy. Cały naród ukraiński zjednoczył się w walce o własne państwo i ta ich walka trwa już ponad 15 miesięcy (463 dni). 

W miarę trwania wojny o 180 stopni zmianie uległa polityka J. Bidena, który teraz ostro potępia rosyjską agresję i obok Polski i UK to USA stanowią trzon militarno-humanitarnej pomocy Ukrainie. Dla Polski jest to zbawienne, bowiem jednocześnie USA zmieniły swój stosunek do kondominium rosyjsko-niemieckiego i postawiły na Polskę jako swojego strategicznego partnera w UE i całej kontynentalnej Europie. A przecież wiemy, że to obecnie rządzący PiS jest najbardziej proamerykańską partią w Polsce i stawia na pogłębiony sojusz z USA!

Dodatkowo UE w postaci Niemiec i Francji przez długi czas czekała na wykrwawienie Ukrainy, aby znów powrócić do przedwojennej ścisłej współpracy z Rosją. W końcu pod naciskiem Polski, UK i USA te kraje dołączyły do antyputinowskiej koalicji, choć dalej sprawiają wrażenie, że po wojnie ( a może jeszcze w czasie jej trwania) od razu zaczną odnowienie stosunków z Rosją. Kanclerz Niemiec O. Scholz ujął to tak: "Jestem gotowy do wznowienia kontaktu z Putinem, kiedy nadejdzie odpowiedni moment. Minęło trochę czasu od mojej ostatniej rozmowy telefonicznej. Ale kiedy nadejdzie odpowiedni moment, zamierzam ponownie porozmawiać z Putinem" [4]. Dodatkowo prezydent Francji E. Macron odwiedził Chiny a w drodze powrotnej  z tej wizyty w Chinach powiedział, ""że Europa musi się oprzeć presji, by stać się "naśladowcą Ameryki". Ostrzegł też, że wielkim ryzykiem dla Europy jest "uwikłanie się w kryzysy, które nie są nasze" - chodzi oczywiście o napięcia pomiędzy Państwem Środka a USA w sprawie statusu Tajwanu"" [5]. E. Macron (UE) chce więc zachować "strategiczną autonomię" (neutralność) wobec ewentualnej agresji Chin na Tajwan. 

Powyższe stanowisko szefów czołowych krajów UE jest też jawną polityką odcinania się od USA i niwelowania ich wpływów w Europie. To jest dostrzegane w Ameryce i budzi co najmniej złość a już strategiczny sojusz: Berlin-Paryż (czyli UE)-Pekin-Moskwa jest dla USA nie do zaakceptowania. Tym bardziej Polska staje coraz bardziej strategicznie ważna dla USA!

Zauważyć też można, że to prezydent Francji pełni czołową rolę w antyamerykańskiej polityce UE, w tym również w obszarze prochińskim. Jestem jednak pewien, że nie prowadzi tej polityki bez wiedzy i zgody kanclerza Niemiec, bowiem Niemcy muszą być bardzo ostrożne w kontaktach z USA i wolą scedować prochińskość na E. Macrona. 

Dlaczego?

Ano warto wiedzieć, że Niemcy nie są do końca wolnym krajem i do 2099 roku są ubezwłasnowolnione przez aliantów z II WŚ: Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Francję. 21 maja 1949 roku podpisany bowiem został tajny traktat (der Geheime Staatsvertrag) ograniczający suwerenność przyszłej Bundesrepublik. Jego sygnatariuszami była tworząca się administracja niemiecka oraz trzy mocarstwa okupacyjne: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja. W tym dokumencie zapisano, iż do roku 2099, czyli przez 150 lat od jego zawarcia, każdy kolejny kanclerz Republiki Federalnej Niemiec musi podpisać mocarstwom okupacyjnym lojalkę zwaną potocznie der Kanzlerakte. Ogranicza ona suwerenność Niemiec w kluczowych obszarach związanych z szeroko rozumianym bezpieczeństwa państwa i najpierw jest podpisywany podczas pierwszej wizyty nowego kanclerza Niemiec w USA [6].

Tak więc ogólnie można powiedzieć, że zarówno Niemcy, jak i Francja będą chciały jak najszybciej powrócić do "bratnich" kontaktów z Rosją a sama Rosja powoli uzależnia się od Chin, które są wrogie wobec USA. Tym samym niemiecka Stara UE stawia na kontakty z Chinami kosztem USA i tym samym staje się niemal amerykańskim wrogiem. Stąd to proamerykańska Polska ma dla USA coraz większe znaczenie. 

A jeżeli Polska ma pozostać proamerykańska to z punktu widzenia USA najbliższe wybory musi wygrać PiS (ZP). W przeciwnym wypadku wygrana totalnej opozycji oznaczać będzie podporządkowanie Polski Niemcom i w perspektywie Rosji, ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami zarówno dla Polski, jak i USA. 

Natomiast dla mocarstwowości Rosji potrzebne jest jej panowanie nad Ukrainą. Bez Ukrainy Rosja będzie miała coraz mniejszy wpływ na światową geopolitykę. Oczywiście dla W. Putina optymalne byłoby także panowanie nad Białorusią (co już realnie istnieje) oraz Polską lub jej częścią i krajami nadbałtyckimi:  Litwą, Estonią i Łotwą. Nie możemy też zapomnieć, że Pakt Ribbentrop-Mołotow nigdy nie został wypowiedziany ani też niemiecka idea Mitteleuropy nie przestała frapować szowinistycznych umysłów elit niemieckich i niemieckiego pospólstwa! W świadomości wielu Niemców dalej istnieje przeświadczenie o nazistowskiej "rasie Panów" i stąd mamy nieraz realne wrażenie ogromnej buty i arogancji wielu przedstawicieli elit niemieckich a nawet zwykłych Niemców. Zresztą poczucie wyższości widać też mocno u prezydenta Francji E. Macrona. 

Dziś wojna na Ukrainie jest de facto wojną zastępczą USA (Polski) z Rosją i... Chinami. Można też zaryzykować stwierdzenie, że jest też wojną o Europę między kondominium niemiecko-rosyjskim a USA. 

Podobny charakter będą też miały wybory w Polsce. To będzie arena walki środowisk proamerykańskich i proniemiecko-rosyjsko-chińskich. Dlatego też uważam, że będzie to też walka służb specjalnych, przede wszystkich niemiecko-rosyjskich z amerykańskimi i poniekąd sojuszniczymi z nimi - izraelskimi. 

Kiedyś już taka walka - moim spiskowym zdaniem - miała w Polsce miejsce a było to przed wyborami w 2015 roku, kiedy to USA porzuciły reset z Rosją i w Polsce chciały zwycięstwa PiS. Wtedy nagle pojawiły się nagrania kompromitujące polityków PO, które ponoć miały zostać nagrane przez jakiegoś kelnera w m.in restauracji "Sowa i Przyjaciele". Jeżeli ktoś w to wierzy, to gratuluję poczucia humoru. Moim aberracyjnym zdaniem takie nagrywanie nie mogłoby się odbyć, gdyby nie amerykańskie służby specjalne!

To tyle moich ewentualnych prawd i fantazji a jak będzie w czasie polskiej kampanii wyborczej to zobaczymy. Niemniej uważam jednak, że amerykańsko-izraelskie służby są lepsze niż niemiecko-rosyjskie... Ale mogę się mylić...

[1] Ogólne informacje o służbach specjalnych zaczerpnięto z ogólnodostępnej Wikipedii pod ich wskazanymi nazwami,
[6] https://niepoprawni.pl/blog/rafal-brzeski/kanclerska-lojalka. Kolejne rządy niemieckie starają się poddawać w wątpliwość istnienie tegoż dokumentu a jego kopię uważają za fałszywkę. Niemniej różne przecieki i wypowiedzi niemieckich polityków (nawet zawoalowane byłych kanclerzy) czy naukowców raczej pozwalają na potwierdzenie jego istnienia.






Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

piątek, 14 kwietnia 2023

Wojna ChRL i USA o Tajwan. Perfidna gra Niemiec, Francji i Rosji!?

Moje dwa ostatnie teksty dotyczyły oceny wizyt O. Szcholza i E. Macrona w Chinach oraz dobrej międzynarodowej polityki Polski wobec Ukrainy. 

W pierwszym poście napisałem, iż: 

"Tymi wizytami w kraju, który jest wrogiem USA, chcą ich skłonić, aby powróciły do popierania niemieckiej i francuskiej UE a tym samym oddania Niemcom całej Europy, w tym Europy Środkowo-Wschodniej. A jak Niemcom to i Rosji. Wydaje się, że starają się "zagrozić" Stanom Zjednoczonym, iż jeżeli one nie oddadzą im Europy (z naciskiem na kraje naszej, m.in. polskiej środkowo-wschodniej jej części) to oni są gotowi wejść w geostrategiczny alians z Chinami kosztem USA. Oba kraje zdają sobie bowiem sprawę, że ich geopolityczne znaczenie spadło do wartości najniższych od wielu, wielu lat a im one wojennie tracą, tym zyskują kraje Europy Środkowo-Wschodniej z Polską na czele. Dla Niemiec wzrost militarnego, geopolitycznego i gospodarczego znaczenia Polski jest nie do zaakceptowania i ponownie wywołuje u nich obudzoną wielowiekową antypolską wściekłość. Reakcja Niemiec i Francji na agresję W. Putina na Ukrainę a tak de facto wcześniejsza kilkudziesięcioletnia bliska współpraca z Rosją kosztem całej Europy uwidoczniła nie tylko słabość tych dwóch krajów, ale ich buńczuczny egoizm"

"E. Macron podpisał 51-punktową, wspólną deklarację z Xi Jinpingiem. Zaczyna się ona od punktów dotyczących „partnerstwa strategicznego” między Francją a Chinami oraz zapowiedzią regularnego organizowania spotkań „na najwyższych szczeblach”. Możemy też przeczytać (pkt. 4) o „pogłębieniu dialogu” między chińskim dowództwem odpowiadającym za południowy teatr działań (Tajwan) a Dowództwem Francuskich Sił Zbrojnych w rejonie Pacyfiku. Deklaracja ta jest o tyle wymowna, że Pekin zaraz po zakończeniu wizyty Macrona rozpoczął wielkie manewry wokół Tajwanu, których scenariusz przewidywał zbrojną inwazję. Francuski prezydent nie mógł o tym nie wiedzieć, a to oznacza, że przywoływany punkt ma zupełnie inną wymowę i nie jest jakimś niewinnym ozdobnikiem dyplomatyczno – retorycznym, tym bardziej, że dalej (pkt. 6) napisano: „Francja potwierdza swą politykę jednych Chin”, co oznacza, że uznaje Tajwan za zbuntowaną prowincję. Idźmy dalej, pkt. 8. i 9. związane są z kwestiami jądrowymi. Francja i Chiny deklarują, iż zamierzają „wzmocnić koordynację i współpracę w celu wspólnego zabezpieczenia autorytetu i skuteczności reżimu kontroli zbrojeń i nierozprzestrzeniania oraz przyspieszenia procesu międzynarodowej kontroli zbrojeń.” To sformułowanie trzeba czytać łącznie z podobną deklaracją Xi Jinpinga i Putina, podpisaną niedawno w Moskwie, w której Stany Zjednoczone są obwinianie w związku z programem „Nuclear Sharing” o łamanie zasady nieproliferacji broni jądrowej. Oświadczenie Paryża i Pekinu nie jest formułowane w dyplomatycznej próżni, bo jeśli zawarto w nim zapisy o „autorytecie i skuteczności” kontroli zbrojeń, to dotyczy to zarówno polityki Iranu jak i deklaracji Joe Bidena w kwestii broni nuklearnej w Korei Płd. 
 [1]

W drugim zaś cieszyłem się z postawy rządu polskiego wobec wojny na Ukrainie: "Polska zaryzykowała jednak od razu pomocą Ukrainie i Ukraińcom. I to zarówno w skali ludzkiej, prywatnej empatii, jak i pomocy państwowej. I od razu też zaczęła geopolitycznie jednać sobie sojuszników. Doprowadziła tym samym do zmiany o 180 stopni stanowiska USA wobec Rosji i Europy, i tak naprawdę to Polska uratowała Ukrainę przed szybką porażką. Ryzyko podjęte przez Polskę przyniosło nadspodziewane efekty. Tak naprawdę wszystko wygraliśmy i dzięki temu staliśmy się dziś kluczowym partnerem USA i UK w Europie i NATO. Nasza postawa doprowadziła też do rozszerzenia NATO o Finlandię a niedługo też o Szwecję. Zbroimy się w najnowocześniejszy sprzęt militarny, stajemy się powoli gospodarczą i militarną potęgą europejską. Kosztem Niemiec i Francji zyskujemy geostrategicznie. Czegóż chcieć więcej? Chyba tylko tego, abyśmy ten dobry dla Polski czas wykorzystali w sposób maksymalny. "Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana". My zaryzykowaliśmy tak naprawdę wszystko i pijemy tego szampana z zadowoleniem dobrze wykonanej roboty, i nie tylko dla Polski! [2]

Ale jest być może jeszcze inny aspekt tych wizyt przewódców Niemiec i Francji w Chinach, który musi być dla nas ogromną przestrogą, bowiem za mało we wskazanych tekstach omówiłem znaczenie wizyty w Rosji przywódcy Chin - Xi Jinpinga. A wydaje się ona tak samo istotna jak wskazane wizyty w Chinach tandemu niemiecko-francuskiego. 

Aby nakreślić zakres tej przestrogi pozwolę sobie zadać pytanie: 

Jakie wydarzenie w skali światowej dałoby Rosji wreszcie ewentualną szybką wygraną na Ukrainie (ewentualnie wymuszenie na Ukrainie pokoju na rosyjskich warunkach) a Niemcom i Francji możliwość powrotu do hegemonii w Europie? 

Biorąc pod uwagę treść i bezczelnie antyamerykański charakter chińskich podróży O. Scholza i E. Macrona oraz zacieśnienie współpracy chińsko-rosyjskiej odpowiedź może być tylko jedna:

Takim wydarzeniem byłby atak Chińskiej Republiki Ludowej na Tajwan! [3]. A dla Chińskiej Republiki Ludowej Tajwan jest znacznie czymś więcej niż Krym dla Rosji. Podobnie jest bardzo ważny (szczególnie gospodarczo) dla USA i wolnego świata. 

I ogólnie - oczywiście tylko subiektywnie i hipotetycznie - uważam, że te wszystkie systematyczne i wzajemnie "przymilne" rozmowy E. Macrona i O . Scholza z W. Putinem oraz te wszystkie bezpośrednie rozmowy owych przywódców z prezydentem Chin obracały się właśnie wokół skłonienia Chin Ludowych do ataku na Tajwan! Stąd te pośrednie zapewnienia O. Scholza i już bezpośrednie E. Macrona (ale była tam i Ursula von der Leyen!) o "strategicznej neutralności" Niemiec, Francji oraz całej UE wobec ewentualnego konfliktu na linii Chiny Ludowe -Tajwan. Taka deklaracja jest jak najbardziej zachętą do ataku Chin na wyspę Tajwan, do której Chiny roszczą sobie prawa od dawna i urażają ją za zbuntowaną prowincję.  

Jeżeli tak jest (a wydaje się to wielce prawdopodobne) to ta hipotetycznie perfidna gra Rosji, Niemiec, Francji i KE jest szalona i może naprawdę doprowadzić do eskalacji wojny rosyjskjo-ukraińskiej do poziomu wojny światowej, nawet z użyciem broni jądrowej!

Bo co może się hipotetycznie wydarzyć, gdyby Chiny zaatakowały Tajwan a do czego chyba dążą Rosja, Niemcy i Francja? Otóż wtedy USA ewentualnie mogłyby wyjść z Europy i zająć się wojną (a nawet tylko jej groźbą!) chińsko-tajwańską. A to by oznaczało zaprzestanie pomocy militarnej USA dla Ukrainy i tym samym szybki jej upadek oraz przejęcie Europy (UE) przez kondominium rosyjsko-niemieckie (unijne). Przy takim rozwiązaniu Niemcy, Francja oraz Rosja uzyskałyby wszystkie cele tej hipotetycznej, perfidnej geopolitycznej gry! A Polska zostałaby osamotniona i bezbronna... No i wszystko w Europie niemal wróciłoby do "tego jak było"...

Ale ten czarny scenariusz mógłby też zakończyć się pełnoskalowym konfliktem na linii Chiny-USA a wtedy ów konflikt mógłby rozlać się na inne kraje i mielibyśmy de facto III WŚ! Tego chcą Niemcy i Francja, ze szczególnym wskazaniem na Niemcy w porozumieniu z Rosją? A dlaczegóżby nie? Przecież już kilka rewolucji i wojen było wywoływanych przez te kraje...

Tyle tylko czy USA pozwolą na takie lekceważące i bezczelne ich traktowanie przez Niemcy i Francję (i pośrednio przez Rosję), które są przecież też członkami NATO? 

Wierzę, że jednak amerykańskie tzw. "głębokie państwo" reprezentujące mocarstwową pozycję USA na arenie światowej nie pozwoli sobie na wycofanie się z Europy. Może nawet - paradoksalnie - Niemcy i Francja swoimi posunięciami na tyle "zdrażniły" USA, że jeszcze bardziej stracą na geostrategicznym znaczeniu. 

Nie po to de facto USA rozszerzają wschodnią flankę NATO i pompują w nią pieniądze i uzbrojenie, żeby teraz opuszczać Europę. 

Poza tym zaangażowanie USA w wojnę na Ukrainie jest na tyle duże, że nagła zmiana kursu Amerykanów na li tylko Chiny i Tajwan potraktowana zostałaby na świecie jako swoista dezercja, podobna do sławetnego wycofania żołnierzy amerykańskich z Afganistanu. A na to USA dziś sobie nie mogą pozwolić. 

Poza tym, jak się wydaje, ChRL potrzebuje jeszcze kilku lat, aby była gotowa na zajęcie Tajwanu i otwarty konflikt z USA...

Tym niemniej musimy też zakładać czarne scenariusze i być na nie przygotowani...

Na koniec taka dygresyjna i być może naiwna uwaga. 

Niemcy, Francja oraz część krajów Starej UE i jej elit, gębowo (werbalnie) pełne są frazesów o  demokracji, poszanowaniu praw człowieka, praworządności, wolności czy prawie każdego człowieka do godności i podmiotowości... I co? Nie przeszkadza im pertraktowanie i zacieśnianie dobrych stosunków z komunistyczną Chińską Republiką Ludową, która jest wzorcowym państwem, gdzie łamie się wszelkie demokratyczne reguły a prawa człowieka są pustą frazą? No, ale to pytanie w sumie jest naprawdę naiwne zważywszy, że wcześniej przez kilkadziesiąt lat Niemcy czy Francja zacieśniały przyjazne stosunki i współpracę z Rosją, która jest równie totalitarnym i nieprzestrzegającym praw człowieka krajem jak Chiny.


[3] Ściślej na Republikę Chińską kontrolującą Tajwan oraz również wyspy Peskadory, Kinmen i Mazu, a cały obszar będący pod kontrolą rządu nazywany jest oficjalnie wolnym obszarem RCh. 


"Tajwan należy do państw rozwiniętych przemysłowo i jest jednym z tzw. azjatyckich tygrysów. W eksporcie dominują wyraźnie produkty elektroniczne i IT. Tajwańskie przedsiębiorstwo Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC) jest największym na świecie producentem układów scalonych, w tym procesorów i półprzewodników (60% światowej produkcji). Tajwańskimi przedsiębiorstwami są także m.in. MSI, BenQ, HTC, ADATA, Quanta Computer i Acer oraz ASUS, odpowiednio czwarty oraz piąty co do wielkości producenci komputerów osobistych na świecie. Na uwagę zasługuje również fakt, że niemal wszyscy najwięksi światowi producenci płyt głównych do komputerów mają swe siedziby w tym kraju (MSI, Gigabyte, ASRock i inne). Hon Hai Precision Industry, znane jako Foxconn, jest największym na świecie producentem urządzeń elektronicznych, który wytwarza m.in. smartfony dla firm Apple, Nokia i Xiaomi, konsole 3DS i Wii U dla Nintendo, PlayStation dla Sony i Xbox dla Microsoftu oraz czytniki Kindle dla Amazona. Foxconn jest jednym z największych pracodawców na świecie. Podobną działalność, polegającą na produkcji elektroniki konsumenckiej dla innych producentów (ang. contract manufacturing) prowadzą również Pegatron czy Wistron. Silną pozycję w gospodarce wyspy mają także przemysł chemiczny (Formosa Chemicals, Nan Ya Plastics i Formosa Plastics), stoczniowy (CSBC Corporation, Taiwan i Jong Shyn Shipbuilding) i produkcja stali (China Steel). Tajwan jest także światowym centrum produkcji rowerów i komponentów rowerowych z takimi wiodącymi markami jak Giant, Merida, Maxxis, Marzocchi. Silnie rozwinięty jest przemysł motoryzacyjny, ze szczególnym uwzględnieniem producentów skuterów (będących podstawowym środkiem transportu indywidualnego na Tajwanie), motocykli i quadów. Znane są takie przedsiębiorstwa jak KYMCO, SYM, Aeon Motor czy Gogoro, będące pionierem w branży skuterów elektrycznych. Wiodącym producentem i importerem samochodów jest Yulon Motor. W kraju tym działa kilka elektrowni jądrowych i kilkanaście węglowych. Znaczący udział w imporcie ma ropa naftowa. W rolnictwie dominuje chów trzody chlewnej, uprawia się też banany. Tajwańskie przedsiębiorstwo Uni-President Enterprises Corporation jest największym w Azji producentem artykułów spożywczych. Uni-President prowadzi na Tajwanie także m.in. sieć sklepów typu convenience 7-Eleven (niedługo wejdzie do Polski). PKB na jednego mieszkańca w 2009 roku wyniosło 16 392 $[8], a w 2018 roku już 24 577 $. Bardzo dobrze rozwinięta jest sieć internetowa. W 2020 roku 92,4% ludności Tajwanu było użytkownikami internetu" - za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Republika_Chińska

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

środa, 12 kwietnia 2023

Niemcy wraz z Francją chcą dać sygnał USA!

Zręby tego tekstu powstały już w listopadzie 2022 roku, zaraz po wizycie Olaf Scholza w Chinach. Teraz Chiny odwiedził Emmanuel Macron w towarzystwie ośmieszonej i zagubionej na arenach międzynarodowych jak nasza Ewa Kopacz, Ursuli von der Leyen. Stąd powróciłem do tego tekstu, bowiem już teraz dokładnie widać jak Niemcy i Francja chcą odzyskać znaczenie międzynarodowe i dać sygnał USA, aby one zmieniły swoją geopolityczną strategię. 

A tym sygnałem są wskazane wizyty O. Scholtza, E. Macrona i Ursuli von der Leyen w Chinach. Tymi wizytami w kraju, który jest wrogiem USA, chcą ich skłonić, aby powróciły do popierania niemieckiej i francuskiej UE a tym samym oddania Niemcom całej Europy, w tym Europy Środkowo-Wschodniej. A jak Niemcom to i Rosji. 

Wydaje się, że starają się "zagrozić" Stanom Zjednoczonym, iż jeżeli one nie oddadzą im Europy (z naciskiem na kraje naszej, m.in. polskiej środkowo-wschodniej jej części) to oni są gotowi wejść w geostrategiczny alians z Chinami kosztem USA. 

Oba kraje zdają sobie bowiem sprawę, że ich geopolityczne znaczenie spadło do wartości najniższych od wielu, wielu lat a im one wojennie tracą, tym zyskują kraje Europy Środkowo-Wschodniej z Polską na czele. Dla Niemiec wzrost militarnego, geopolitycznego i gospodarczego znaczenia Polski jest nie do zaakceptowania i ponownie wywołuje u nich obudzoną wielowiekową antypolską wściekłość. 

Reakcja Niemiec i Francji na agresję W. Putina na Ukrainę a tak de facto wcześniejsza kilkudziesięcioletnia bliska współpraca z Rosją kosztem całej Europy uwidoczniła nie tylko słabość tych dwóch krajów, ale ich buńczuczny egoizm. 

W przypadku Niemiec możemy wręcz mówić, że po II WŚ cały niemal czas realizowały postanowienia przyjęte w ramach idei Mitteleuropy oraz Paktu Ribbentrop-Mołotow i sławetnego już kondominium rosyjsko-niemieckiego. Tak naprawdę pośrednio to Niemcy, Francja i ich część UE są winni wywołania wojny pomiędzy Rosją a Ukrainą. 

W czasie pekińskiej wizyty O. Scholza ""padło kilka ważnych stwierdzeń dotyczących m.in. Rosji i Tajwanu, ale naiwnością byłoby oczekiwać, że zmienią one politykę ChRL – ocenił w piątek w rozmowie z PAP dr Marcin Przychodniak z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM). Według niego wizyta była „politycznym błędem” Berlina, wykorzystanym przez ChRL do „promocji własnej narracji o współpracy z UE i Niemcami, na przykład na rzecz światowego pokoju” (...) Kanclerz ogłosił po spotkaniu z Xi, że poprosił go, by wykorzystał „swój wpływ” na Rosję, aby ta przerwała „agresywną wojnę” przeciwko Ukrainie. Na konferencji prasowej z premierem Li podkreślał również odpowiedzialność ChRL za bezpieczeństwo w regionie. Oświadczył, że Niemcy przestrzegają polityki „jednych Chin”, ale jakakolwiek zmiana statusu quo w sprawie Tajwanu musiałaby się odbyć pokojowo i za zgodą obu stron" (...) Scholzowi towarzyszyła w Pekinie delegacja niemieckich przemysłowców. Ekspert PISM zwrócił uwagę, że podczas wizyty ogłoszono między innymi, iż szczepionki mRNA przeciw koronawirusowi niemieckiej firmy BioNTech zostaną dopuszczone do stosowania w Chinach, początkowo dla mieszkających tam obcokrajowców. Po tej deklaracji ceny akcji BioNTech wzrosły o 5 proc. - podała agencja Reutera"" [1].

Prof. Bogdan Musiał w wywiadzie dla salonu24 odnośnie Niemiec stwierdził m.in., że ""Coraz więcej polityków sprzeciwia się wspieraniu Putina. Ale to lobby rosyjskie nadal jest silne, a Niemcy pod rządami Scholza są piątą kolumną Rosji (...) W kontekście polskim zdecydowanie większym problemem od napięć wewnętrznych (w Niemczech - dop.: kj), są międzynarodowe powiązania gospodarcze  Berlina. Nie chodzi tylko o wieloletnią współpracę z Federacją Rosyjską, ale też o fakt, że aż  30 – 40 proc. eksportu niemieckiego idzie do Chin, które prowadzą zbrodniczą politykę. Bez wątpienia są zagrożeniem dla demokracji na całym świecie. Tymczasem Niemcy robią z nimi geszefty, stosując w praktyce zasadę German First, czyli najpierw Niemcy. Ta polityka musi się zmienić, mam nadzieję, że w końcu Stany Zjednoczone na niemieckich politykach zmianę tę wymuszą. Analogicznie do sytuacji w Ukrainie, gdzie po prostu mleko się rozlało,  jest po prostu wojna. I mamy pewne  symptomy zmian w Niemczech. Choć oczywiście rządząca SPD nadal jest formacją prorosyjską (...) Sądzę, że kanclerz Scholz i jego ludzie robią wszystko, żeby Putinowi nie zaszkodzić (...)  Dlatego w moim przekonaniu to Stany Zjednoczone są na dzień dzisiejszy jedynym gwarantem bezpieczeństwa w Europie. Dlatego już od końca II wojny światowej, celem Kremla jest wypchnięcie Stanów Zjednoczonych z kontynentu. To wciąż ta sama polityka, którą opracował Józef Stalin. Polegała między innymi na uzależnianiu poszczególnych państw od rosyjskich surowców. I już w czasie zimnej wojny mieliśmy do czynienia ze współpracą Berlina i Moskwy. Ten sojusz ponad  głowami  innych państw był bardzo groźny  dla Finlandii,  Polski, Rumunii – krajów zagrożonych tą rosyjską agresją. Rodzaj tego zagrożenia rzecz jasna się zmienia – po 1990 roku powstały nowe państwa w przestrzeni sowieckiej. Wcześniej była agresja sowiecka, teraz jest rosyjska. Ale ideologia „Ruskiego Miru” jest również śmiertelnie groźna wobec sąsiadów. Niestety w Niemczech  przez dekady na Kremlu  widziano sojusznika. Po 24 lutego coś się zmieniło – chodzi o nastawienie opinii publicznej, części polityków. A i kanclerz Scholz choć nadal jest prorosyjski, nie może wyjść i powiedzieć „tak, jestem za Putinem"" [2].

Wizytę E. Macrona w Chinach można również uznać jako wizytę pod hasłem France First (Najpierw Francja), z tym, że teraz "francuski fircyk" uzurpacyjnie zaczął się wypowiadać w imieniu całej Europy a może raczej Unii Europejskiej. I ten pekiński pobyt E. Macrona był o wiele szerszy politycznie i groźniejszy dla nas i całej UE niż wcześniejsza chińska wizyta O Scholza. I sądzę, że została ściśle uzgodniona z Niemcami - stąd odbywała się "pod nadzorem" Ursuli von der Leyen, która zresztą została potraktowana przez władze chińskie jako niemal persona non grata. Jej durna mina po takim potraktowaniu to zjawisko bezcenne... Ale fakt nadzoru nad nią szefowej KE jest bezsporny.

E. Macron podpisał 51-punktową, wspólną deklarację z Xi Jinpingiem [3]. 

----------------------------------------

"Zaczyna się ona od punktów dotyczących „partnerstwa strategicznego” między Francją a Chinami oraz zapowiedzią regularnego organizowania spotkań „na najwyższych szczeblach”. Możemy też przeczytać (pkt. 4) o „pogłębieniu dialogu” między chińskim dowództwem odpowiadającym za południowy teatr działań (Tajwan) a Dowództwem Francuskich Sił Zbrojnych w rejonie Pacyfiku. Deklaracja ta jest o tyle wymowna, że Pekin zaraz po zakończeniu wizyty Macrona rozpoczął wielkie manewry wokół Tajwanu, których scenariusz przewidywał zbrojną inwazję. Francuski prezydent nie mógł o tym nie wiedzieć, a to oznacza, że przywoływany punkt ma zupełnie inną wymowę i nie jest jakimś niewinnym ozdobnikiem dyplomatyczno – retorycznym, tym bardziej, że dalej (pkt. 6) napisano: „Francja potwierdza swą politykę jednych Chin”, co oznacza, że uznaje Tajwan za zbuntowaną prowincję. Idźmy dalej, pkt. 8. i 9. związane są z kwestiami jądrowymi. Francja i Chiny deklarują, iż zamierzają „wzmocnić koordynację i współpracę w celu wspólnego zabezpieczenia autorytetu i skuteczności reżimu kontroli zbrojeń i nierozprzestrzeniania oraz przyspieszenia procesu międzynarodowej kontroli zbrojeń.” To sformułowanie trzeba czytać łącznie z podobną deklaracją Xi Jinpinga i Putina, podpisaną niedawno w Moskwie, w której Stany Zjednoczone są obwinianie w związku z programem „Nuclear Sharing” o łamanie zasady nieproliferacji broni jądrowej. Oświadczenie Paryża i Pekinu nie jest formułowane w dyplomatycznej próżni, bo jeśli zawarto w nim zapisy o „autorytecie i skuteczności” kontroli zbrojeń, to dotyczy to zarówno polityki Iranu jak i deklaracji Joe Bidena w kwestii broni nuklearnej w Korei Płd. 

W tym kontekście trzeba też zwrócić uwagę na niedawne deklaracje Sebastiena Lecornu, francuskiego ministra obrony, na temat potencjału jądrowego (ma on pozostać francuskim i nie będzie przekształcony w europejski) jak i ostatnie zapowiedzi zwiększenia budżetu wojskowego, ale zwłaszcza tego na co te pieniądze mają zostać przeznaczone. Do roku 2030 ma on wzrosnąć do poziomu 413 mld euro, co oznacza skok z obecnych 44 mld wydawanych rocznie do 69 mld docelowo w 2030 (w 2017 było to 33 mld euro), ale nie oznacza to zwiększenia francuskiej siły w taki sposób jak my na ten temat myślimy. I tak, planowane na lata 2027 – 2030 wejście do służby 42 śmigłowców bojowych „Rafal” zostało przesunięte na rok 2032, co oznacza, że zamiast planowanych 185 pod koniec dekady Francuzi będą mieli 137 tych maszyn. Warto zwrócić też uwagę na fakt, że planowane jest podniesienie maksymalnego wieku rezerwistów do 70 lat (w niektórych specjalizacjach nawet do 72), a wszystko w związku z tym, że Macron chciałby podwojenia ich liczby. Paryż ma zamiar pracować nad nową generacją satelitów obserwacyjnych, zwiększy produkcję amunicji, przede wszystkim znaczna część tych środków ma pójść na odbudowę zapasów (sprzętu) uszczuplonych w związku z tym co Paryż przekazał na Ukrainę, ale też do Grecji, bo trzeba pamiętać o podpisanym w 2021 roku pakcie wojskowym zwróconym przeciw Turcji. Przemawiając w styczniu w bazie lotniczej w Mont-de-Marsan Macron powiedział, że „kończy się czas dywidendy pokoju” i należy być przygotowanym, w tym ponosić większe nakłady, do ewentualnej wojny. Nie ulega wątpliwości, że Paryż traktuje też potencjał swych sił zbrojnych jako jedno z ważnych narzędzi lewarowania swej pozycji międzynarodowej, zwłaszcza europejskiej.

W kwestiach związanych z obszarem cyber, jak zapisano, „w tym w zakresie 5G, strona francuska zobowiązuje się do dążenia do sprawiedliwego i niedyskryminacyjnego traktowania wniosków licencyjnych od chińskich firm na podstawie przepisów ustawowych i wykonawczych, w tym w zakresie bezpieczeństwa narodowego obu krajów.” Tego rodzaju sformułowanie oznacza, że Paryż nie przyłączy się do proponowanej przez Waszyngton polityki blokowania chińskich firm technologicznych. Dalej pada wiele słów o współpracy gospodarczej, politycznej, kulturalnej i naukowej. Szczególnie istotna jest deklaracja (pkt. 37) o „zacieśnianiu współpracy” na forum G-20 „aby mogło odgrywać swoją rolę głównego forum światowej współpracy gospodarczej”. To też wymowny zapis bo skądinąd wiadomo, że Amerykanie raczej kładą nacisk na G-7, a trzeba pamiętać, że w G-20 jest Rosja i nikt nie ma zamiaru jej z tego grona wyrzucić.

Nie tylko wspólna francusko – chińska deklaracja zbudowała kontekst tej wizyty. W jej toku mieliśmy do czynienia z demonstracyjnym lekceważeniem przez Chińczyków Ursuli von der Leyen, która przed wylotem do Pekinu wygłosiła twarde jak na europejskiego polityka przemówienie w sprawie polityki Wspólnoty wobec Państwa Środka. Macronowi liczne afronty wobec szefowej Komisji Europejskiej wydawały się zupełnie nie przeszkadzać, a media relacjonujące wizytę podkreślały, iż był on zachwycony temperaturą przyjęcia. To wiele mówi zarówno na temat tego jak francuski prezydent postrzega Unię, jak i na temat osobistych relacji między politykami na szczytach Wspólnoty. Wymiar gospodarczy tej wizyty ma też znaczenie, bo dla francuskiego przemysłu jest on znaczący. I tak Airbus ma sprzedać do Chin 160 samolotów i 50 śmigłowców, a francuski koncern energetyczny EDF podpisał porozumienie w sprawie współpracy inżynieryjnej, również w obszarze nuklearnym, z chińskim państwowym przedsiębiorstwem CGN, francuskie firmy mięsne zostały dopuszczone na tamtejszy rynek, Suez ma zbudować instalacje do odsalania wody morskiej, zapowiedziano dostawy bioetanolu a L’Oreal będzie sprzedawał kosmetyki. Choć Anglosasi piszą, że „Macron się wygłupił” w Chinach, to niewątpliwie ekonomiczne rezultaty tej podróży z perspektywy Paryża uznać należy za wymierne. Jedno nie ulega wątpliwości - Macron mówiąc o Europie miał w Chinach na myśli Francję i w pierwszym rzędzie francuskie interesy, które jego zdaniem można promować stawiając właśnie na europejskość.

Kwestię tę podniósł też w wywiadach, których udzielił już po zakończeniu wizyty. W Les Echos powiedział, że „zbyt długo Europa nie budowała tej strategicznej autonomii. Dziś bitwa ideologiczna jest wygrana.” W opinii Macrona zasadniczym ryzykiem dla naszego kontynentu jest to, że zostanie on „wciągnięty” w rywalizację chińsko – amerykańską. Chodzi o to, że Europa potrzebuje czasu aby zbudować swą autonomię strategiczną. W opinii francuskiego prezydenta decyzja w tej kwestii już zapadła – chodzi zarówno o zaciągnięcie przez Unię Europejską wspólnego długu, jak i ostatnie decyzje związane ze wspólnymi europejskimi zamówieniami na zakup amunicji. A zatem decyzja zapadła, teraz chodzi o czas, bo nasz kontynent musi mieć jego wystarczającą ilość, aby zbudować swój potencjał - zarówno militarny jak i ekonomiczny. I to właśnie do kwestii czasu odnosi się Macron deklarując, że przyspieszenie rywalizacji amerykańsko – chińskiej nie jest nam (Europie) na rękę, bo taki scenariusz wymusi polaryzację, powstanie dwóch obozów i w konsekwencji doprowadzi do zwasalizowania państw europejskich wobec Stanów Zjednoczonych. W kwestii rozmów pokojowych między Ukrainą a Rosją Macron mówi, że „teraz jest czas wojenny” i nie pora na ich rozpoczęcie, ale nie zmienia to faktu, iż obecnie warto aby mocarstwa rozmawiały na temat sytuacji, bo w ten sposób tworzy się warunki które pozwolą inicjować negocjacje. W tym wypadku komunikat jest również bardzo czytelny – czekamy na ukraińską ofensywę, po której nastąpi faza polityczna - czyli negocjacyjna. Paryż i Pekin, tak to widzi jak sądzę Macron, mogłyby wówczas wspólnie sformułować jakieś propozycje. Jak mówi „autonomia strategiczna oznacza, że mamy podobne poglądy ze Stanami Zjednoczonymi, ale czy chodzi o Ukrainę, relacje z Chinami czy sankcje - mamy strategię europejską. Nie chcemy wchodzić w logikę blok wobec bloku. Wręcz przeciwnie, musimy „zredukować ryzyko” naszego modelu a nie polegać na innych, zachowując tam, gdzie to możliwe, silną integrację naszych łańcuchów wartości.” To co warto zapamiętać z tego wywiadu, to przekonanie Macrona, że „bitwa ideologiczna” została już wygrana, tj. nikt nie kwestionuje potrzeby zwiększania możliwości, w tym wojskowych, Europy. Jeśli mówi się o zwiększeniu produkcji uzbrojenia i amunicji (warto pamiętać, że największy jej europejski wytwórca - koncern Nammo - jest firmą norweską, choć z udziałami rządu Finlandii) to Francuzi zawsze uważają, że niemała część większych budżetów winna przypaść firmom europejskim, czyli francuskim i niemieckim, i dlatego w toku ostatnich rozmów na temat wspólnych zakupów amunicji byli przeciwnikami dopuszczenia firm spoza Unii (chodziło o Koreańczyków i Turków). A zatem Europa już buduje swą autonomię strategiczną, a tego czego potrzebuje, to czas. Francja jest gotowa stanąć na czele tej nowej Europy, z większym potencjałem wojskowym, tym bardziej w sytuacji jeśli Niemcy zabierają się do realizacji zapowiadanych zmian w sposób opieszały. Francuzi już to robią, mają zresztą siły zbrojne w lepszej kondycji. A zatem jeśli w przyszłości czynnik militarny będzie odgrywał w polityce europejskiej większą rolę, to pozycja Paryża wzrośnie. Tym bardziej jeśli uda się, a to właśnie Macron robi, narzucić polityczną agendę, wizję relacji z głównymi graczami, zarówno z przyjaciółmi jak i z rywalami. Jest tylko jeden słaby punkt tej strategii – brak czasu. Z tego względu Francja nie jest zainteresowania podziałem świata na dwa zwalczające się bloki, co obiektywnie wspiera narrację na temat powstawania nowego porządku globalnego z wieloma ośrodkami siły.

W rozmowie z dziennikarzami politico francuski prezydent poszedł dalej, mówiąc choćby o tym, że w interesie Europy nie leży uzależnianie się od dolara - pieniądza rezerwowego świata. Powtórzył też swoje deklaracje na temat „autonomii strategicznej” naszego kontynentu wypowiadane już wcześniej.

Reakcja Anglosasów na te słowa była łatwa do przewidzenia. The Wall Street Journal w komentarzu redakcyjnym napisał, że retoryka Macrona jest na rękę tym przedstawicielom amerykańskiego establishmentu strategicznego, którzy opowiadają się za przeniesieniem zainteresowania Stanów Zjednoczonych z Europy do Azji, a nawet może doprowadzić do zwycięstwa Trumpa i nurtu neoizolacjonistcznego w zbliżających się wyborach. Inni komentatorzy byli bardziej dosadni pisząc, iż w sprawie strategicznej autonomii Europy wypowiedział się „człowiek który nie jest w stanie sprawić aby ulice Paryża nie płonęły” (J.J. Carafano) lub, że jego deklaracje świadczą „o utracie kontaktu z rzeczywistością” (Noah Barkin).

Zostawmy te złośliwości na boku, zastanówmy się nad tym jaki „plan polityczny” realizuje Macron? Otóż moim zdaniem jest on zainteresowany podziałem zarówno w relacjach atlantyckich jak i Europy. Paradoksalnie, zwycięstwo Trumpa w amerykańskich wyborach lub innego przedstawiciela nurtu izolacjonistycznego, byłoby Paryżowi na rękę, bo działałoby obiektywnie na rzecz „autonomii strategicznej”. Podobnie w kwestii rozwiązań politycznych dla Ukrainy. Nie wydaje się aby Francja była otwarta na dyskusję, zapowiadaną na najbliższym szczycie NATO w Wilnie, na temat gwarancji bezpieczeństwa dla Kijowa. Podobnie traktować trzeba perspektywy członkostwa Ukrainy w Unii (pamiętajmy, że we Francji musi się w tej sprawie odbyć referendum powszechne i zostać wygrane). A zatem, w planie politycznym deklaracje Macrona na temat pokoju oznaczają próbę budowania układu wielostronnego, z zaangażowaniem Chin, a to oznacza, nawet jeśli tylko częściowe, uwzględnienie chińskich interesów na Ukrainie. Chodzi choćby o możliwości uczestnictwa firm z Państwa Środka w procesie odbudowy. Warto pamiętać, że w Kijowie są zwolennicy (choćby Pawło Klimkin, były minister spraw zagranicznych) takiej opcji. W przypadku Klimkina, warto też zwrócić uwagę, że zainteresowanie chińską aktywnością łączy on z akcentowaniem wagi współpracy Ukrainy z Francją i Niemcami. Kiedy był szefem MSZ-u nie zapisał się w pamięci jako zwolennik zbliżenia z Warszawą, a Poroszenko uprawiał politykę o wyraźnym wektorze niemiecko – francuskim. I podobnie jest teraz. Wizji zaangażowania Chin w odbudowę Ukrainy towarzyszy silne akcentowanie „opcji europejskiej”, kosztem atlantyckiej (USA, Wielka Brytania, Polska). Problemem jest oczywiście to, że Amerykanie nie podjęli jeszcze decyzji, a nawet, jak pisał niedawno na ten temat „Financial Times”, powołując się na źródła dyplomatyczne, w kwestii otworzenia Kijowowi perspektywy członkostwa w NATO są przeciwnikami takiej opcji. Ten krok nadal uważany jest w Waszyngtonie jako działanie potencjalnie eskalacyjne w toczącej się wojnie, poza tym „postawienie” na Europę Środkową oznacza zdaniem wielu amerykańskich analityków wzięcie na swe barki dodatkowego ciężaru, a Ameryka potrzebuje czegoś zupełnie innego. To zaś z kolei powoduje, że w amerykańskiej kalkulacji strategicznej decyzja Niemiec ma zasadnicze znaczenie. I Macron mówiący o współpracy Europa – Chiny, gra na niemieckich interesach gospodarczych w Państwie Środka, po to aby osłabić pokusy Berlina na rzecz opcji atlantyckiej. Kalkulacja Macrona jest czytelna – jeśli Amerykanie podejmą decyzję na którą czeka Kijów (gwarancje bezpieczeństwa, wzrost dostaw, warunki zakończenia wojny, udział w procesie odbudowy), to ukształtuje się w Europie Środkowo – Wschodniej nowy układ sił, który zważywszy na proamerykańskie nastroje będzie prowadził do umocnienia europejskiego dualizmu, faktycznego podziału Unii Europejskiej na „Europę dwóch prędkości”. Jeśli natomiast Waszyngton nie będzie w stanie sformułować wiarygodnego planu politycznego jeśli chodzi o bezpieczeństwo Europy, to wówczas państwa wschodniej flanki nie będą miały wyboru - autonomia strategiczna, rozumiana jako wzrost samodzielności wojskowej kontynentu, z czasem stanie się faktem. W optyce Paryża jest to sytuacja typu win – win, a jak to wygląda z naszej perspektywy? Już nie tak dobrze. Musimy przedstawić naszą strategię, niezbędną zwłaszcza w sytuacji, kiedy Waszyngton nie podąży w korzystnym dla nas kierunku.

----------------------------------------

To tyle Marek Budzisz - dziennikarz wpolityce.pl. Bardzo długi fragment jego artykułu, ale spostrzeżenia dziennikarza są naprawdę cenne i warto je poznać. 

""Ogólnie Emmanuel Macron wywołał lawinę krytyki po tym, jak powiedział, że Europa nie powinna stać się "naśladowcą Ameryki" i musi unikać wciągnięcia w konflikt między USA a Chinami o Tajwan. Macron tym sposobem zapewnił Xi, że Francja nie kiwnie palcem w obronie Tajwanu, jeśli Chiny będą naciskać na inwazję.

Francuski prezydent wygłosił te uwagi w wywiadzie na pokładzie samolotu po trzydniowej wizycie państwowej w Chinach, gdzie został powitany z najwyższymi honorami przez prezydenta Chin, Xi Jinpinga.

W rozmowie z dziennikarzami Les Echos i Politico, Macron powiedział, że Europa powinna być trzecim mocarstwem w porządku światowym, obok USA i Chin, w którym Francja odgrywałaby rolę przewodnią.

Wyłonienie się Europy jako niezależnego gracza geostrategicznego było od lat celem Macrona, zgodnie z tradycją sięgającą czasów prezydenta założyciela V Republiki Charlesa de Gaulle'a, który widział Francję jako siłę balansującą między blokami zimnowojennymi. Ale fakt, że w wywiadzie prezydent Francji przemawiał jako reprezentujący Europę został bardzo źle odebrany w Stanach Zjednoczonych.

Francuski prezydent stwierdził, że "wielkim ryzykiem", przed którym stoi Europa jest to, że "zostaje uwikłana w kryzysy, które nie są nasze, co uniemożliwia jej budowanie swojej strategicznej autonomii". "Nie chcemy popadać w logikę blok kontra blok" - dodał.

Według Les Echos, Macron powiedział: "Czy my [Europejczycy] mamy interes w przyspieszeniu w sprawie Tajwanu? Nie. Najgorsze byłoby myślenie, że my Europejczycy musimy być naśladowcami w tym temacie i dostosować się do amerykańskiego planu i chińskiej przesady."

- Europejczycy sami nie mogą rozwiązać kryzysu na Ukrainie, jak więc możemy wiarygodnie powiedzieć [Chinom] w sprawie Tajwanu: uważajcie, jeśli zrobicie coś złego, będziemy tam? Jeśli naprawdę chcesz zwiększyć napięcia to właśnie w ten sposób - powiedział Macron.
- Jeśli nastąpi przyspieszenie konfliktu między amerykańskim i chińskim duopolem nie będziemy mieli czasu, ani środków, by finansować własną autonomię strategiczną i staniemy się wasalami, podczas gdy moglibyśmy stać się trzecią siłą [w porządku światowym], jeśli będziemy mieli kilka lat, by to rozwinąć - kontynuował.

Jeden z europosłów w rozmowie z "The Guardian" podkreślił, że francuski przywódca nie mówi w imieniu UE. "Macron mówi: 'Europa powinna' i 'my Europejczycy', ale mówi w imieniu Francji, nie może tak naprawdę mówić w imieniu Europy".

- To być może trochę zaskakujące, aby podkreślić strategiczną autonomię teraz w kwietniu 2023 roku, ponieważ świat zmienił się w ciągu ostatnich 14 miesięcy - powiedziało źródło, sugerując, że rosyjska inwazja na Ukrainę zakwestionowała zdolność Europy do stania się trzecią siłą w globalnym porządku, jak proponuje Macron.

Norbert Röttgen, niemiecki centroprawicowy poseł, który jest członkiem i byłym przewodniczącym komisji spraw zagranicznych Bundestagu, powiedział, że Macron zamienił swoją podróż do Chin w "PR-owy pucz dla Xi i katastrofę polityki zagranicznej" dla Europy. "Ze swoją ideą suwerenności, którą definiuje raczej w demarkacji niż partnerstwie z USA, coraz bardziej izoluje się w Europie" - uważa.

Reinhard Butiköfer, europoseł, który przewodniczy delegacji Parlamentu Europejskiego do spraw Chin, określił wizytę Macrona w Chinach jako "kompletną katastrofę". Dodał również, że "mrzonka" Macrona o strategicznej autonomii UE i staniu się "trzecim supermocarstwem" jest "poza zasięgiem".

Twierdzenia, że Europejczycy muszą działać niezależnie od Stanów Zjednoczonych w ważnych kwestiach i ignorować interesy Waszyngtonu są nie do przyjęcia dla krajów na wschodniej flance NATO - w tym Litwy, Czech czy Polski - których przetrwanie zależy od amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa - zauważa portal "NY Post".

Mujtaba Rahman, szef Europy w firmie badawczej Eurasia Group, powiedział, że czas ostatnich komentarzy Macrona był zły. "Wygłaszanie tych uwag, gdy chińskie ćwiczenia wojskowe okrążyły Tajwan - i tuż po jego państwowej wizycie w Chinach - było błędem. Zostanie to zinterpretowane jako uspokojenie Pekinu i zielone światło dla chińskiej agresji" - komentuje.

Ekspert dodał, że wywiad Macrona był postrzegany jako prezent pożegnalny dla Xi. "Kolejna skazana na niepowodzenie próba (po Putinie) słodkiej rozmowy z autokratą"  - powiedział Rahman.

Według Politico Pałac Prezydencki w Paryżu sprawdził cytaty Macrona przed publikacją jako warunek udzielenia wywiadu i nalegał na usunięcie wypowiedzi, w których Macron mówił "jeszcze bardziej szczerze" o Tajwanie i strategicznej autonomii Europy"" [4].

Reasumując. 

Niemcy i Francja - zresztą podobnie jak Rosja - od zawsze chciały wyparcia USA z Europy. Teraz jednak sytuacja się na tyle zmieniła, że postanowiły już otwarcie zmusić Amerykanów do geopolitycznej rezygnacji z kontynentu europejskiego na rzecz przesunięcia ich aktywności na obszar około-chiński. 

Oba kraje straciły - poprzez wojnę na Ukrainie - dotychczasową pozycję światową i podjęły bardzo ryzykowną próbę odbudowy swojej europejskiej hegemonii. Ażeby jednak tak się stało to za wszelką cenę postanowiły wyprzeć Amerykanów z Europy. 

Obie wizyty w Chinach były i są na świecie oceniane bardzo negatywnie. Dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej ewentualne powodzenie działań niemiecko-francuskich byłoby katastrofą. 

Uważam jednak, że amerykańskie tzw. "głębokie państwo" reprezentujące mocarstwową pozycję USA na arenie światowej nie pozwoli sobie na wycofanie się z Europy. Sądzę nawet, że - paradoksalnie - Niemcy i Francja swoimi posunięciami na tyle "zdrażniły" USA, że jeszcze bardziej stracą na geostrategicznym znaczeniu. 

Warto bowiem zauważyć, że oba kraje są członkami NATO, które niedawno rozszerzyło się o Finlandię a wkrótce do tego grona dołączy Szwecja. Nie po to de facto USA rozszerzają wschodnią flankę NATO, żeby teraz opuszczać Europę. 

Poza tym zaangażowanie USA w wojnę na Ukrainie jest na tyle duże, że nagła zmiana kursu Amerykanów na li tylko Chiny potraktowana zostałaby na świecie jako swoista dezercja, podobna do sławetnego wycofania żołnierzy amerykańskich z Afganistanu. A na to USA dziś sobie nie mogą pozwolić. 

Ogólnie zgadzam się z oceną tej wizyty: ""W sprawie strategicznej autonomii Europy wypowiedział się „człowiek który nie jest w stanie sprawić, aby ulice Paryża nie płonęły” (J.J. Carafano) lub, że jego deklaracje świadczą „o utracie kontaktu z rzeczywistością” (Noah Barkin)"".

Zresztą podobnie można określić działania O. Scholza. On też chyba utracił kontakt z rzeczywistością zważywszy na fakt, iż Niemcy nie są do końca wolnym krajem i do 2099 roku są ubezwłasnowolnione przez aliantów z II WŚ: Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Francję. Jest tak bowiem 21 maja 1949 roku podpisany został tajny traktat (der Geheime Staatsvertrag) ograniczający suwerenność przyszłej Bundesrepublik. Jego sygnatariuszami była tworząca się administracja niemiecka oraz trzy mocarstwa okupacyjne: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja. W tym dokumencie zapisano, iż do roku 2099, czyli przez 150 lat od jego zawarcia, każdy kolejny kanclerz Republiki Federalnej Niemiec musi podpisać mocarstwom okupacyjnym lojalkę zwaną potocznie der Kanzlerakte. Ogranicza ona suwerenność Niemiec w kluczowych obszarach związanych z szeroko rozumianym bezpieczeństwem państwa i najpierw jest podpisywany podczas pierwszej wizyty nowego kanclerza Niemiec w USA [5]. I gdyby nawet Francuzi zrezygnowali z tego przywileju to zostają Niemcom jeszcze USA i UK!


[5] https://niepoprawni.pl/blog/rafal-brzeski/kanclerska-lojalka. Kolejne rządy niemieckie starają się poddawać w wątpliwość istnienie tegoż dokumentu a jego kopię uważają za fałszywkę. Niemniej różne przecieki i wypowiedzi niemieckich polityków (nawet zawoalowane byłych kanclerzy) czy naukowców raczej pozwalają na potwierdzenie jego istnienia.




Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

czwartek, 3 lutego 2022

W. Putin przelicytował? Zdrażnił J. Bidena i jego otoczenie!

A wydawało się wszystko tak piękne dla lewicowych Demokratów w USA i ich globalistycznych  sprzymierzeńców. W szemranych i kontrowersyjnych wyborach prezydenckich wygrał ich kandydat: ledwo dyszący J. Biden oraz powołana przez niego komunistka K. Harris, która tak naprawdę miała rządzić Stanami. 

I naprawdę na początku wszystko postępowało wedle ich myśli. J. Biden w niesławie poddał się w Afganistanie, oddał Europę ponownie Niemcom i Rosji, dał "zielone światło" na dokończenie niemiecko-rosyjskiego Nord Stream 2 a nawet wielokrotnie spotykał się ulegle z "zimnym czekistą" W. Putinem. 

Jego słabość też wykorzystali Niemcy, które sobie w nowej umowie koalicyjnej zawarli ustalenia, które maja prowadzić do powstania z UE Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa pod zarządem niemieckim (IV Rzeszy).

A wszystko to, bo J. Biden chciał zyskać neutralność Europy (niemieckiej UE) i Rosji w ewentualnym konflikcie z Chinami, które chcą stać się największym mocarstwem na świecie. 

I W. Putin po prostu uznał, że ten amerykański dziadek już nie jest dla niego partnerem i może sobie robić w geopolityce co sobie żywnie zamarzy. A przecież marzy o odbudowie - na ile pozwolą obecne warunki - choć części dawnego ZSRR. 

Moskiewski gensek dobrze wie, że nie jest już w stanie odzyskać wszystkiego, ale wedle niego chociażby Gruzja, Kazachstan czy Ukraina to są państwa, które winny być pod jego władaniem. I poczuł "krew w żyłach". Kazachstan praktycznie już jest jego, Gruzja może w przyszłości a teraz postanowił po prostu przejąć Ukrainę wierząc, że jej zdobycie - jak w przypadku aneksji Krymu - przyjdzie mu całkiem bez wysiłku i bez jakichś międzynarodowych oporów. 

No i sobie wymyślił jakieś ultimatum wobec USA i NATO: "Po pierwsze, Zachód powinien zmusić Ukrainę do realizacji porozumień mińskich z 2015 r., które oznaczałyby reintegrację Donbasu, w pełni kontrolowanego przez Rosję, z państwem ukraińskim. Za pomocą tego konia trojańskiego Moskwa planuje w przyszłości kontrolować politykę Kijowa. Po drugie, państwa NATO powinny dać Rosji gwarancje prawne, które nie tylko wykluczą dalsze rozszerzenie Sojuszu na wschód, ale zakażą też rozmieszczania na jego wschodniej flance – a więc także w Polsce – jakiejkolwiek infrastruktury wojskowej NATO i jego państw członkowskich. Moskwa oczekuje zatem, że w Europie Środkowej dojdzie do samoograniczenia się NATO. Mamy więc do czynienia z faktycznym ultimatum, w którym Rosja domaga się jednostronnych ustępstw, strasząc, że ich odrzucenie – jak komunikuje rosyjskie MSZ – „sprowokuje poważne ryzyko, włącznie z konfliktem na dużą skalę” [1].

No i się zaczęło. USA i NATO zostały chyba naprawdę podrażnione wojowniczym i bezczelnym ultimatum W. Putina i nie trzeba było długo czekać na odpowiedź. USA to ultimatum odrzuciły i potwierdziły, że NATO pozostaje otwarte niemal dla każdego, który chce do niego przystąpić. Ponadto zapowiedziały, że agresja na Ukrainę spowoduje blokadę budowy Nord Stream 2 i trudne do zniesienia dla Rosji sankcje a ostatnio potwierdziły wysłanie dodatkowych swoich żołnierzy do Polski, Niemic i Rumunii: "W środę o czasowym wysłaniu 1,7 tys. żołnierzy do Polski, tysiąca do Rumunii i 300 do Niemiec poinformował oficjalnie Pentagon; ma do tego dojść w ciągu najbliższych dni. Resort obrony USA nie wykluczył przy tym dalszego wzmocnienia wschodniej flanki NATO, sugerując, że trwają rozmowy na ten temat z państwami bałtyckimi" [2]. Jedynym pośrednim elementem ultimatum, który W. Putin może uznać za jakiś tam sukces to zapewnienie, że NATO w razie konfliktu nie wkroczy zbrojnie na Ukrainę...

W. Putin spowodował, że nawet doszło do tego, że nadzwyczaj przychylne mu europejskie kraje jak Niemcy i Francja musiały też podjąć jakieś decyzje wspomagające Ukrainę (nieprzypadkowo, bowiem wojska amerykańskie są nadal na ich terytorium, więc nie mogą jawnie przeciwstawić się USA). Ponadto do Ukrainy płynie pomoc militarna i nawet zawiązują się nowe antymoskiewskie sojusze jak: Polska - UK - Ukraina. Pośrednio też wojenne harce "zimnego czekisty" przyczyniły się do sukcesu spotkania europejskich partii patriotycznych i konserwatywnych w Hiszpanii, gdzie nawet Marine Le Pen i Viktor Orbán, którzy od zawsze mają w miarę dobre stosunki z W. Putinem, podpisali na tym spotkaniu antyputinowską deklarację oraz - co doprowadza do spazmów szału elity unijno-niemieckie - partie te też udowodniły, że jest inna droga rozwoju UE niż budowa IV Rzeszy, czyli Europa Ojczyzn, Europa suwerennych narodów.  

Tak więc wojenna retoryka Moskwy połączona z koncentracją wojsk rosyjskich na granicy z Ukrainą i  przerzut ich części na Białoruś uświadomiła wielu krajom, że widmo wojny jest całkiem realne. Skonsolidowała tym samym samą strukturę NATO, zmieniła po części nastawienie do Rosji J. Bidena, zintegrowała europejską prawicę, uderzyła bezpośrednio w niezachwialność kondominium rosyjsko-niemieckiego, uzmysłowiła jak wielkim niebezpieczeństwem może być uruchomienie Nord Stream 2, etc. 

Trudno powiedzieć, co się niebawem stanie, ale jedno jest pewne: W. Putin przelicytował w swoich żądaniach. Myślał, że ledwo zipiący i lewicujący J. Biden będzie łatwym dla niego "kąskiem" w rozmowach, ale zapomniał, że w USA bardzo silna jest pozycja Republikanów, przemysłu zbrojeniowego oraz armii wraz z wojskowymi i cywilnymi służbami specjalnymi, i sądzę, że te właśnie czynniki wybiły z głowy J. Bidena jego bezwolną prorosyjskość, ale także i proniemieckość o czym świadczy też wysłanie nowych wojsk do Niemiec. A trzeba wiedzieć, że Niemcy cały czas są pod kuratelą zwycięskich armii z czasów II WŚ: USA, UK i Francji [3]. 

Teraz to W. Putin jest pod ścianą. Gospodarka Rosji jest dziś na równi pochyłej, ludziom źle się żyje, więc - jak zawsze w takich przypadkach w Rosji - trzeba dać pospólstwu wroga zewnętrznego i ewentualnie wojnę. Co więc zrobi gensek moskiewski? Tego nikt nie wie, ale ma dwa wyjścia: albo samobójczo zaatakować Ukrainę, albo w jakiś sposób "z twarzą" wycofać się z tej agresji... A co będzie, to zobaczymy.

Trzeba jeszcze podkreślić, że jeżeli faktycznie W. Putin chce zaatakować Ukrainę to musi się śpieszyć i dokonać tego jak najszybciej, bo później wobec grząskich ukraińskich roztopów jego armia  może okazać się bezradna. Tyle tylko, że dziś ma też jeszcze jeden problem: Chiny, które nie chcą, aby ich Zimowe Igrzyska Olimpijskie rozgrywane były na tle wojny na Ukrainie. A przecież na pewno W. Putin nie chce konfliktowych stosunków z Chinami... No więc co zrobi? "Tego nie wie nikt". 

Oczywiście można też - odnosząc się do historii - założyć, że kraje zachodnie i NATO tylko "prężą muskuły" a jak przyjdzie do realnego konfliktu to "schowają głowę w piasek" jak to było w przypadku aneksji Krymu czy też wojny w Gruzji, ale byłaby to kompletna porażka dająca już W. Putinowi, albo nawet i Chinom wolną rękę dla realizacji imperialistycznych mrzonek...


--------------------------------------

Informacja

Serdecznie dziękuję moim dotychczasowym darczyńcom. Naprawdę nawet Państwo nie wiedzą, ile to dla mnie znaczy, bo daje mi jakąś szansę i motywację do dalszego blogowania a przede wszystkim to wsparcie świadczy, że jednak warto poświęcić swój - coraz mniej dla mnie dostępny - czas na tą moją "pisaninę". Jestem zobowiązany nawet za wsparcie małą kwotą, bo dla mnie jest to i tak indywidualne wydarzenie obrazujące wielkość Państwa Serc.  

Postanowiłem zatem na moim macierzystym blogu: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ stworzyć odrębną zakładkę pod nazwą "Podziękowania za wsparcie", w której będę prezentował inicjały darczyńców i kwoty jakie otrzymałem. Oczywiście jeżeli Państwo wyrażą taką zgodę. Taką informację będę prezentował w cyklach miesięcznych. 

Zwracam się wobec tego do Szanownych Państwa, aby w tytule przelewu lub w wiadomości na PayPal napisali mi czy wyrażają Państwo zgodę na opublikowanie takiej informacji. Wystarczy mi zwrot: "Zgadzam się na ujawnienie moich (do wyboru: inicjałów, nicków lub personaliów) i kwoty wpłaconej". Może też być tylko np. zgoda na inicjały, nicki czy personalia z zastrzeżeniem nie podawania kwoty wsparcia. Można też wysłać do mnie e-maila: kjahog@gmail.com.

Jeżeli takiej zgody nie uzyskam to oczywiście pomoc będzie całkowicie anonimowa, bez żadnej internetowej publikacji a moja wdzięczność zostanie tylko w moim i Państwa sercu. 

---------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

 

czwartek, 10 czerwca 2021

Tylko jedność Polaków pozwoli nam przetrwać!

Nasz kraj znalazł się dzisiaj w bardzo niewesołej sytuacji geopolitycznej. 

Dotychczas bowiem stawialiśmy na USA, które w jakimś stopniu tworzyło nad nami tzw. "parasol ochronny" i traktowało nas jako swój kraj w Unii Europejskiej. Stąd było przyzwolenie i poparcie dla V4 czy Trójmorza oraz negatywna postawa Stanów Zjednoczonych wobec drugiej nitki niemiecko-rosyjskiej rury Nord Stream. Jakby nie patrzeć to też USA sprzyjały budowie u nas Centralnego Portu Komunikacyjnego, rozbudowie morskiego terminala gazowego LNG, Baltic Pipe, Via Carpatia, Via Baltica czy Przekopowi Mierzei Wiślanej.  Wprowadziły też do nas swoje wojska jako wschodnią flankę NATO. W założeniach administracji D. Trumpa to Polska miał być krajem stanowiącym trzon międzynarodowych porozumień mających na celu stworzenie przeciwwagi dla Niemiec i Rosji, które ponad głowami krajów europejskich od zawsze się dogadywały, zgodnie zresztą z ideą kondominium rosyjsko-niemieckiego i budowy przez Niemcy tzw. Mitteleuropy i określenia stref wpływów Rosji i Niemic w Europie. 

Sytuacja diametralnie się zmieniła. J. Biden (K. Harris?) odwrócił wektory polityki zagranicznej USA. Teraz stawiają one na Niemcy i będą dążyły do pozyskania Rosji w walce hybrydowo-gospodarczej z Chinami. Cofnięcie sankcji wobec budowy Nord Stream 2 to niestety tylko początek tej zmiany polityki. Zresztą już widzimy jej skutki. Balitic Pipe jest sabotowany przez Danię, nastąpił konflikt z Czechami w sprawie kopalni Turów mogący zagrozić V4, nagle były jakieś duże kłopoty w Bełchatowie, Australia żąda od nas horrendalnych odszkodowań, Róża Gräfin von Thun und Hohenstein kolejny raz judzi w PE i KE przeciw Mierzei Wiślanej, KE kieruje do TSUE sprawę przeciwko Polsce w związku z przepisami dot. zamówień publicznych a PE przyjął skandaliczną rezolucję przeciwko Polsce w sprawie mechanizmu warunkowości [1]. Nie można oprzeć się wrażeniu, że wszystko to nie jest przypadkowe i mamy do czynienia ze zintegrowanym czasowo atakiem na nasz kraj. Cofnięcie poparcie dla nas przez USA było tylko iskrą, która uruchomiła antypolskie procesy zawieszone wcześniej podczas prezydencji D. Trumpa. Niemcy po prostu czekały i tak naprawdę przeczekały jego prezydenturę a teraz wszystko idzie zgodnie z ich ponadczasowymi celami, w których Polska i Polacy są traktowani jako wyrobnicy na ich usługach. Ten ich gen antypolskości drzemie w nich od zawsze.  

W naszym kraju zaś kłócimy się o wielkie bzdury. Jesteśmy w stanie wydrapać sobie oczy za PiS czy PO. Przecież to jest śmieszne i świadczy o tym, że nic nie nauczyliśmy się z naszej historii. Takie wewnętrzne kłótnie zawsze prowadziły Polskę do upadku. Czy naprawdę aż tak trudno to zrozumieć? Czy musimy powielać błędy naszych przodków? Mamy wspaniałą historię, swój język, tradycję, wiarę, obrzędy, naszą ziemię i bogactwa naturalne, morze i góry, jeziora, lasy. Polska to piękny kraj i szanujmy to, że ją mamy a nie wystawiajmy jej na licytację wielkich (lub uważających się za wielkie) mocarstw! Zawsze w czasach trudnych to jednak potrafiliśmy się zjednoczyć i teraz właśnie jest taki czas. Czas dla nas wszystkich, niezależnie czy uważamy się za prawicowych zwolenników PiS czy też za zwolenników PO albo Lewicy. 

Nie wiem, czy PiS jest prawicą sensu stricto. Tak już nie jest, bowiem dziś trudno uznać kogoś za prawicowca czy lewicowca. Te podziały przeszły do lamusa. Teraz liczą się konkretne posunięcia rządzących nami partii. Na dziś jest to PiS, którego wielu - jak np. R. Ziemkiewicz - uważa za socjalistyczną odmianę przedwojennej sanacji. 

Czy tak jest w rzeczywistości? Można się pokusić o stwierdzenie, że chyba tak skoro rozdaje on pieniądze "na prawo i na lewo", przy jednoczesnym uderzeniu w finansowe podstawy tzw. "klasy średniej". To jest czysta polityka i ekonomiczne podejście do gospodarki Johna Maynarda Keynes'a. Czy jesteśmy w stanie efektywnym  popytem nadrobić nasze zaległości? Czy inwestycje publiczne są w stanie zaspokoić nasze marzenia o doprowadzeniu Polski do krajów wysoko rozwiniętych? Tego nie wiem, bo wszystko się może zdarzyć. 

Natomiast - o czym zawsze mówiłem - Polacy nie mają się czego wstydzić. Jesteśmy ludźmi bardzo pracowitymi i kreatywnymi, co właśnie widać teraz w czasie pandemii koronawirusa. Wszystkie wskaźniki czy współczynniki gospodarcze są u nas bardzo dobre i przewyższają wszystkie kraje UE. Mamy najniższe bezrobocie, eksport notuje najwyższe wartości od lat a polski wzrost gospodarczy (PKB) odbiega pozytywnie od innych. Z tego możemy być naprawdę dumni, bowiem pokazujemy krajom europejskim, że potrafimy być od niech zdecydowanie lepsi. Może stąd wynika taki krytycyzm ważnych (lub uważających się za ważnych) krajów wobec Polski. Kompleksy niższości próbują po prostu zniwelować atakiem na nasz kraj i ogólnie Polaków. 

Tak więc mamy kolejne - oprócz wskazanych wcześniejszych jak język i tradycja - argumenty, aby przeciwstawić się kreowanej przez genetycznych antypolaków i rodzimych zdrajców Polski "polityki wstydu": naszą kreatywność i pracowitość. Potrafimy o wiele więcej niż nam się wydaje albo zostało to nam wtłoczone. Naprawdę możemy być z nas dumni!

Pamiętam jak onegdaj pracowałem w dużej firmie niemieckiej, która w międzyczasie zakupiła polską firmę, w której wcześniej się zatrudniłem. Po jej przejęciu miałem wątpliwą przyjemność współpracy z niemiecki właścicielami. Jakież było moje zdziwienie, kiedy nie potrafili odczytać przygotowanych przeze mnie analiz w najnowszej wersji Excela. Okazało się, że nie byli w stanie jeszcze zakupić tej wersji i opierali się na wcześniejszej, o dwie numeracje niższej. I to nie był jedyny taki przypadek, ale symptomatyczny. Nie dziwi więc, że tak chętnie Niemcy potrzebują naszych informatyków, choć i są wściekli, że Polacy teraz nie chcą zbierać ich szparagów.  Musimy się po prostu szanować, bo jak my sami nie będziemy to nikt nas nie będzie darzył tym szacunkiem. 

Ale tak naprawdę w obecnej sytuacji liczy się jedność Polaków i tych, którzy czują się Polakami. Musimy - jako Polska - pokonać obecne trudności i niewesołą sytuację geopolityczną. Może jednak należy postawić na Chiny i zgodę dla nich na budowę przez nasz kraj ich Nowego Jedwabnego Szlaku? A może na Turcję, która być może nie będzie w stanie dogadać się z J. Bidenem? Nie wiem, ale musimy być teraz jednością, jednością narodową, bo naprawdę czekają nas trudne lata. 



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

sobota, 5 czerwca 2021

Baltic Pipe. Co następne?

No i zaczęło się to przed czym wielokrotnie przestrzegałem, gdy prezydentem USA został J. Biden (K. Harris?). 

Po jego decyzji o cofnięciu sankcji na budowę Nord Stream 2 teraz Duńczycy zablokowali budowę strategicznego z polskiego punktu widzenia rurociągu Baltic Pipe. Cofnięto po prostu decyzję środowiskową (wydaną w 2019) na budowę tegoż w duńskiej części lądowej. Podobno podjęto tę decyzję ze względu na ochronę dobrostanu drobnych zwierząt, ale chyba nikt w to nie wierzy. 

Zostaliśmy pozostawieni bez "parasola ochronnego" USA, które teraz stawiają na dobre relacje z Niemcami a tym samym będą dążyć do kolejnego resetu w stosunkach USA-Rosja. Nord Stream 2 dla Rosji i Niemiec był i jest jednym z najważniejszych przedsięwzięć inwestycyjnych mających uzależnić pozostałe kraje Europy od dostaw rosyjskiego gazu do Niemiec, z których ma on być reeksportowany do całej UE. Baltic Pipe pozwalałby na to, że Polska i część innych krajów europejskich mogłaby się uniezależnić od dostaw rosyjskiego (niemieckiego?) gazu i tym samym byłby on konkurencją dla NS2.  

J. Biden uważa, że dobre stosunki z UE to dobre stosunki z Niemcami. Tym samym oddał Niemcom naszą część Europy i jest bardzo prawdopodobne, że w czasie najbliższego spotkania z W. Putinem zostaną ustalone też rosyjskie strefy wpływu i będziemy mieli znów do czynienia z kondominium rosyjsko-niemieckim. W takim przypadku silna Polska - też w zakresie surowców energetycznych - jest nie do zaakceptowania przez Rosję i Niemcy a teraz też przez USA. 

W tytule zawarłem pytanie "Co następne?". 

Na pewno zacznie się teraz walka o wstrzymanie budowy Mierzei Wiślanej, która jest "solą w oku" dla Rosjan. Największą aktywnością w tym obszarze wykazuje się Róża Gräfin von Thun und Hohenstein, która co rusz spotyka się z przedstawicielami PE i KE, i nagabuje do wydania decyzji o wstrzymaniu tego przekopu. Oczywiście jak zawsze pod pretekstem ochrony środowiska. 

Pozostają jeszcze do ataku trzy polskie przedsięwzięcia: Centralny Port Komunikacyjny, Via Baltica i Via Carpatia. Dla Niemiec najgorszym rozwiązaniem byłoby powstanie CPK, ale też i innych wymienionych przedsięwzięć. Ale też i dla Rosji, bowiem - wedle mnie - uważam, że w obecnej sytuacji to Moskwa w porozumieniu z Berlinem zaczyna robić wszystko, aby osłabić Polskę. 

J. Biden nas sprzedał i ustalił kierunki swych działań, które teraz nakierowane są na wojnę gospodarczą z Chinami. Dla niego Europa Środkowo-Wschodnia jest jakimś mało znaczącym gremium w tej jego wojnie. Liczą się interesy. 

A my? Cóż mamy robić? 

Znaleźliśmy się w bardzo złej sytuacji. Uważam jednak, że teraz winniśmy jednak odnowić stosunki z Chinami i doprowadzić jednak do budowy Nowego Jedwabnego Szlaku, o którym po wizycie prezydenta A. Dudy w Chinach i rewizycie prezydenta Chin w Polsce było bardzo głośno. Skoro bowiem USA z nas zrezygnowały to mamy wolną drogę do zawierania własnych sojuszy. A, że być może będą uderzeniem w obecne cele USA to tym lepiej. Może J. Biden się otrząśnie i zacznie dostrzegać naszą część Europy. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

niedziela, 9 maja 2021

Dalsze ubezwłasnowolnianie Chińczyków - teraz zakaz nadmiernego spożywania potraw!

Chiny stały się w ostatnich dziesięcioleciach prekursorem zniewalania swoich obywateli i sprowadzania ich niemalże do poziomu "psów Pawłowa", gdzie podczas eksperymentu Iwan Pietrowicz Pawłow ustalił, iż czworonogi mogą reagować warunkowo na określone i wcześniej wtłoczone im bodźce zewnętrzne [1]. 

Tak też tresuje się dziś Chińczyków i co gorsza: dla wielu lewackich elit w Unii Europejskiej Chiny stały się pewnego rodzaju wzorem rozwiązań, które chcieliby wprowadzić w tejże Unii jako obowiązujące. 

Tak jest np. ze słynnym już systemem oceniania przydatności społecznej chińskich obywateli. 

"System ten przyznaje każdemu obywatelowi ustaloną odgórnie liczbę punktów, w przypadku programu pilotażowego było to 1000 punktów. W budowanym od 2015 roku systemie Sezam przyznaje się do 350 do 950 punktów. Obywatel może stracić lub zyskać punkty w zależności od podejmowanych przez niego aktywności.

Zgodnie z założeniami programu punkty przyznaje się między innymi za segregowanie śmieci, płacenie rachunków w terminie, działalność charytatywną. Odejmuje za: wykroczenia, przestępstwa, mandaty, nadmierne używanie gier komputerowych i posiadanie znajomych z niskim rankingiem. Algorytmy systemu SCS decydują o przyznaniu lub odebraniu punktów oraz umożliwieniu obywatelowi korzystania (lub nie) z kredytów, pożyczek, zakupu nieruchomości, wynajmu mieszkań i samochodów, latania samolotem, rezerwacji pokoi w prestiżowych hotelach lub kształcenia w prestiżowych szkołach.

System podzielił obywateli na cztery główne grupy (A, B, C, D). Niektóre aktywności, np. uzyskanie tytułu naukowego lub otrzymanie kredytu, nie są możliwe dla obywateli niższej grupy. Obywatele posiadający najwyższą punktację otrzymują profity, np. zniżki na energię elektryczną oraz pierwszeństwo w przyjęciu do szpitala. Należący do niższych grup nie mogą uzyskać paszportu ani zajmować kierowniczych stanowisk.

Wszystkie dane obywateli, zebrane w ramach projektu, są zgromadzone na rządowych serwerach. Do oceny obywateli używa się również treści opublikowane przez nich w internecie, w tym w serwisach społecznościowych oraz analizy historii ich aktywności w sieci i dokonywanych przez internet zakupów. Istotnym źródłem danych zasilających system SCS są również kamery przemysłowe, rozpoznające twarze obywateli. Zdaniem portalu Comparitech w 2020 roku w Chinach będzie zamontowanych 2,29 mld kamer przemysłowych (prawie dwie kamery na jednego mieszkańca). W ramach projektu gromadzone są ponadto odciski palców i inne dane biometryczne" [2].

Czyż więc np. wprowadzany w UE tzw. "paszport covidowy" to nie jest początek drogi w kierunku tegoż samego co w Chinach ubezwłasnowolniania obywateli unijnych? Takie paszporty są wprowadzane lub zapowiadane już we Włoszech, Francji, w Holandii, Grecji, na Litwie. A w Polsce też się co jakiś czas pojawiają takie sondujące wzmianki o tych "paszportach". Tyle tylko, że prawdopodobnie nie będziemy mieli wyjścia, bo na nieformalnym szczycie w Porto szefowa KE Ursula von der Leyen zapowiedziała, że "Możemy realistycznie przyjmować, że porozumienie polityczne (dotyczące paszportów szczepień - red.) będzie osiągnięte do końca tego miesiąca (maja - red.). Pozwoli to na uruchomienie systemu, tak by ludzie mogli dysponować niepodrabialnym dowodem zaszczepienia lub negatywnego wyniku testu (...) lub obecności przeciwciał" [3]. Najpewniej i Polska wprowadzi takie dokumenty. 

Wracając jednak do Chin. 

"Rząd Chin wprowadził nowe prawo - od teraz obywatele Państwa Środka muszą zamawiać "odpowiednią ilość jedzenia" w restauracjach. Ma to chronić przed obżarstwem oraz marnowaniem pokarmu. Co ciekawe jednym z modnych zachowań wśród chińskiej młodzieży było ostatnio nagrywanie filmików, na których się obżerają.

Wprowadzone w minionym tygodniu prawo zabrania zamawiania w restauracji ilości posiłku większej, niż klient może zjeść, chociaż nie tłumaczy jak wyliczyć, ile komu potrzeba. 

Nowa legislacja powstała po zakrojonej na szeroką skalę kampanii, którą rozpoczęło wystąpienie prezydenta Xi Jinpinga około rok temu. Zaznaczył on, że marnowanie jedzenia jest poważnym problemem w Chinach, który ma wpływ na bezpieczeństwo państwa. 

W ostatnich miesiącach i latach popularne stało się tam nagrywanie i udostępnianie filmów zwanych mukbangami, na których prowadzący relację obżera się, rozmawiając z publicznością. Trend pojawił się w 2010 roku w Korei Południowej, ale przyjął się szybko także wśród młodych Chińczyków. Teraz za nagrywanie takich filmów grozić będzie kara.

Karane mogą być także restauracje, które wprowadzać będą w błąd klientów, prowadząc do zamówienia zbyt dużej porcji. Kara taka wynieść ma w przeliczeniu około 6 tysięcy złotych. Bardziej dotkliwe sankcje czekają na stacje telewizyjne i platformy medialne - publikacja materiału zawierającego obżarstwo to już około 60 tysięcy złotych kary.

Co roku około 35 milionów ton jedzenia marnuje się w Chinach. Jak porównuje Departament Rolnictwa USA - w Stanach ilość zmarnowanego pokarmu jest jeszcze większa i wynosi rocznie minimum 66 milionów ton. 

Pierwsza ukarana osoba zgodnie z nowym prawem, to właściciel piekarni z Nankinu, który we wtorek został przyłapany na wyrzucaniu źle uformowanych ciastek. Piekarz obiecał przekazać resztki klientom, bądź wystawić je jako darmowe próbki" [4].

Doprawdy już większego absurdu nie można było wymyśleć. To już jest całkowite zniewolenie ludzi i pełna ich indoktrynacja. Za nim pójdą i następne. A jakie? W głowach komunistycznych władców Chin może tych absurdów powstać więcej. Powoli mówią już o terminie ważności pieniędzy gotówkowych. Może i przyjdzie czas na określenie np. długości trwania stosunku seksualnego, bo przecież energię winni spożytkować w pracy a nie w domowej alkowie. 

Warto natomiast obserwować rozwiązania chińskie, bo komunistyczni liderzy UE też o takich rozwiązaniach po prostu marzą i najpewniej też chcieliby je wprowadzać w życie.  


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

czwartek, 16 kwietnia 2020

Koronawirus. 5G, B. Gates i wojna informacyjna USA-Chiny

"Nie wierzę w niezdementowane informacje" - Aleksander Gorczakow

Poniżej fragmenty tekstu, który znalazłem w sieci, ku zastanowieniu , choć według mnie łączenie sieci 5G z koronawirusem może być tzw. fake newsem, czyli fałszywą informacją i nie mieć nic wspólnego z rozprzestrzenianiem się tego wirusa, ale dobrze jest wiedzieć co po świecie krąży. Może jednak jakieś źdźbło prawdy w tym jest. Uważam ponadto, że trzeba się krytycznie pochylić nad technologią 5G, z tym, że z zupełnie innej strony, związanej z ograniczaniem naszej wolności lub naszym zdrowiem ogólnym.

"Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji wydała oświadczenie, w którym tłumaczy, że działanie sieci 5G nie ma żadnego związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa (...) oraz, że pandemia koronawirusa źle wpływa na rozwój sieci telekomunikacyjnych i jednocześnie podkreśla, że nie ma żadnego związku pomiędzy technologią 5G a objawami koronawirusa. To odpowiedź na szerzącą się falę fake newsów, twierdzących, że za efekty epidemii odpowiada tak naprawdę… szkodliwość promieniowania elektromagnetycznego (PEM) (...) Wiara w taką teorię spiskową potrafi osiągnąć wręcz absurdalny rozmiar – w Wielkiej Brytanii z inspiracji takimi fałszywymi informacjami podpalono kilka masztów 5G (...) Podkreślono, że "żadne rzetelnie przygotowane badania naukowe nie wskazują na powiązania promieniowania niejonizującego, emitowanego przez systemy telefonii komórkowej, z powstawaniem nowotworów i innych chorób (...) PIIT podkreśliła też, że "żadne rzetelnie przygotowane badania naukowe nie wskazują na powiązania promieniowania niejonizującego, emitowanego przez systemy telefonii komórkowej, z powstawaniem nowotworów i innych chorób." Instytucja wskazuje, że takie stanowisko potwierdza m.in. Międzynarodowa Komisja ds. Ochrony przed Promieniowaniem Niejonizującym (ICNIRP), która stale bada te zależności. PIIT stwierdziła, że dobrze działająca sieć telekomunikacyjna jest niezbędna do walki z epidemią. Jako przykład podała to, że zbyt obciążona sieć może prowadzić do sytuacji, w których niemożliwy będzie np. kontakt z oddziałami ratunkowymi. Dzięki dobrze działającej sieci wiele osób może także pozwolić sobie teraz na pracę z domu. Jak ważna jest jej wydajność podczas pandemii widać m.in. po prośbie Komisji Europejskiej, żeby serwisy streamingowe obniżyły jakość obrazu. PIIT pokusiła się też o postawienie tezy, że technologia 5G mogłaby być korzystna, w niektórych aspektach zwalczania epidemii. Izba twierdzi, że dzięki technologii 5G "systemy sztucznej inteligencji sprawniej i efektywniej wsparłyby lekarzy pracujących nad szczepionką, a robotyzacja i cyfryzacja szpitali ograniczyłaby kontakt z zakażonymi osobami" [1].

Inną być może teorią spiskową jest to, że odpowiedzialnymi za tę epidemię koronawirusa są najbardziej znani, ale przede wszystkim najbogatsi ludzie na świecie jak Bill Gates, który od dawna jest zwolennikiem ograniczenia populacji ludzi, podobno ze względu na przeludnienie. Razem z nim są wymieniani:  David Rockefeller, Ted Turner, Oprah Winfrey, Warren Buffett, George Soros i Michael Bloomberg [2].

Dla przykładu w roku 2012 właściciel Microsoftu chciał i zapewne dalej chce całkowicie ograniczyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery, drastycznie zmniejszając liczbę ludności na świecie poprzez stosowanie  szczepionek, które mogą m.in. powodować bezpłodność, ale też i wyniszczać fizycznie szczepionkobiorców.  Jego żona miała i ma prostszy pomysł - chce upowszechniać na świecie aborcję [2] a całe to psychopatyczne małżeństwo popiera eutanazję (eugenikę?) jako element właśnie owej depopulacji. Są tą sprawą faktycznie "zafiksowani".

Być może jego słowa były "prorocze", gdy już w 2015 roku wspominał, iż pojawi się wirus, który ludzie będą nieświadomie przenosić ze sobą latając m.in. samolotami. Powiedział ponadto skromnie, że zginie w ten sposób 10 milionów ludzi [3].

Ostatnio Bill Gates zapowiedział, że szczepionka na koronawirusa SARS-CoV-2 ujrzy światło dzienne już za 18 miesięcy i że produkcja szczepionki będzie stosunkowo prosta, ale będzie do tego potrzebny wspólny, globalny wysiłek oraz, że epidemia może najbardziej dotknąć kraje rozwijające się a on może przeznaczyć miliony dolarów na wynalezienie i produkcję takich szczepionek [4].

Ciekawe czy te szczepionki mają służyć walce z przeludnieniem ludności na świecie? - zdałoby się uzupełnić te jego wywody.

Inną sprawą jest pytanie o pierwotne źródło pojawienia się koronawirusa. Czy prawdą jest to, że owym źródłem były nietoperze i/lub łuskowce, czy też wirus ten wyhodowany został laboratoryjnie? A jeżeli laboratoryjnie to czy jest on częścią przygotowywania jakiejś broni biologicznej oraz czy został uwolniony celowo czy też przypadkowo? W dalszej kolejności można - o ile wirus powstał w laboratoriach - zapytać o to, kto i jakie konsekwencje winien ponieść za tą epidemię? Do dzisiaj nie jesteśmy tego pewni, co skłania do wielu przypuszczeń i do kreacji wielu innych teorii, które wydają się nieraz absurdalne.

Powyższe pytania winny być pierwszymi, na które należałoby znaleźć odpowiedzieć, bo stanowiłoby to też materiał wyjściowy do wynalezienia szczepionki lub lekarstwa na chorobę wywoływaną przez koronawirusa i zniszczenie jego samego.

Jak na razie trwa wojna informacyjna i wzajemne oskarżanie się za wybuch epidemii i jej rozprzestrzenianie pomiędzy USA a Chinami. Amerykańskie władze nazywają wprost koronawirusa chińskim wirusem i oskarżają władze chińskie o to, że zataiły one wszelkie o nim informacje na początku epidemii, który szacuje się na listopad 2019 roku. Z kolei Chińczycy oskarżają USA m.in. za to, że wirusa "przywlekli" do Chin i innych zakątków świata amerykańscy żołnierze. Według wielu ekspertów ta wojna jest też postrzegana jako walka o przywództwo światowe a stosunki USA z Chinami są obecnie najgorsze od dziesięcioleci [5]. Pokłosie tej wojny widać też po zamrożeniu przez USA wpłat na WHO, którą D. Trump oskarża za sprzyjanie w tym sporze Chinom.


[1] ]https://www.dobreprogramy.pl/Koronawirus-i-5G-Brak-zwiazku-informuje-PIIT,News,107395.html?utm_medium=push&utm_source=pushpushgo&utm_campaign=DP-push
[2] https://wpolityce.pl/polityka/138345-bill-gates-chce-walczyc-z-przeludnieniem-ziemi-jak-strzykawkami-i-aborcja
[3] https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/491680-gates-w-2015-roku-ostrzegal-przed-nowym-wirusem-wideo
[4] https://www.pch24.pl/szczepionki-na-koronawirusa-za-18-miesiecy--bill-gates-wzywa-do-globalnego-wysilku-,75313,i.html
[5] https://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/1462496,koronawirus-wojna-handlowa-usa-chiny.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 12 maja 2017

Chiny-Polska-Indie. Refleksje wokół wizyty B. Szydło w Pekinie

Dzisiaj premier B. Szydło od spotkania z prezydentem Chin Xi Jinpingiem rozpoczęła wizytę w Pekinie. Spotkała się też z premierem Li Keqiangiem. Wizyta polskiej premier związana jest z jej uczestnictwem w I edycji Forum Pasa i Szlaku (Jedwabnego Szlaku), które odbędzie się w Pekinie w dniach 14 i 15 maja. W tym międzynarodowym spotkaniu będzie uczestniczyć około 30 państw z 60, które położone są wzdłuż planowanego przez Chiny Jedwabnego Szlaku. Polska już kilkakrotnie wcześniej rozmawiała o tym projekcie, zarówno podczas wizyty prezydenta A. Dudy w Pekinie, jak i prezydenta Chin w Warszawie oraz podczas szczytu Europa Środkowo-Wschodnia - Chiny - m.in. kraje byłej Jugosławii (16+1) w Rydze, w listopadzie 2016 roku.

W czasie owych spotkań uzgodniono, iż Polska - ze względu na swoje położenie i uwarunkowania gospodarcze - może stać się centralnym punktem (bazą) Jedwabnego Szlaku w Europie (Łódź), z którego będą transportowane towary do innych europejskich krajów.

O polskiej polityce wobec Chin w październiku 2016 roku napisałem w tekście: "Polsko-chiński lub chińsko-polski majstersztyk!" [1], gdzie wskazałem m.in., iż:

"Partnerstwo strategiczne zawarte przez Polskę z Chinami jest naprawdę dużym sukcesem. Polska po raz pierwszy od 1989 roku ma alternatywę zarówno polityczną jak i finansową. Powtórzę - mamy być europejskim centrum dystrybucyjnym Jedwabnego Szlaku i tym samym potencjalnie zyskujemy ogromne znaczenie, wreszcie podmiotowe a nie przedmiotowe a udział w AIIB daje nam dostęp do bardzo dużych środków finansowych.
Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby nie strategiczna umowa Polski z Chinami to Szczyt NATO w Warszawie mógłby się skończyć fiaskiem, zarówno frekwencyjnym jak i w obszarze decyzyjnym. Jestem pewny, że - mimo artykułowanym od dawna przez Chiny ich planom wobec Polski - zaskoczyliśmy USA, zarówno wizytą A. Dudy w Chinach jak i - może jeszcze bardziej - wizytą prezydenta Chin w Polsce tuż przed szczytem NATO w Warszawie i głosowaniem ws. Brexitu w UK. Jestem pewny, że ten termin był wyznaczony celowo. USA stanęły przed dylematem: ulec lewactwu i zignorować Szczyt NATO a tym samym stracić Polskę na rzecz Chin czy jednak zatrzymać Polskę i dać jej to, co chce. Wygrał pragmatyzm i interesy amerykańskie.

Tym niemniej dalej mamy alternatywę i to jest coś, co uważam za jedno z największych osiągnięć prezydenta. A. Dudy. Przestaliśmy po prostu być zależni i być zdani tylko na USA i UE. Tym też tłumaczę - ja na razie - brak jakiegokolwiek ataku finansowo-gospodarczego na Polskę w stylu G. Sorosa i jego pracodawców z kręgu Rothschildów i im podobnych. Mamy bowiem od kogo otrzymać wsparcie finansowe w razie takiego ataku... od Chin... Poza tym Polska rzeczywiście może teraz niejako stawiać warunki i w krótkim czasie (historycznie) znacznie się wzbogacić w szerokim tego słowa znaczeniu ilościowym i jakościowym  (PKB per capita, PNN per capita, sam PKB i jego wzrost, wzrost zamożności społeczeństwa, niższe bezrobocie, rozwój gospodarczy, wzrost akumulacji i też wydatków - wzrost efektywnego popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego, know-how, wzrost innowacyjności gospodarczej, itd)".


Obecna wizyta w Chinach premier B. Szydło jest bardzo ważna i wydaje się, iż dla wielu nawet zaskakująca,  bo przecież jeszcze niedawno wydawało się, iż rozpoczęta przez A. Dudę "chińska ofensywa" zaczyna przygasać i analitycy już obwieścili, że żadnego Jedwabnego Szlaku przez Polskę nie będzie... bo USA sobie tego nie życzą. A jednak dziś po spotkaniu z prezydentem Chin premier B. Szydło oznajmiła: "Polska przyjęła projekt Pasa i Szlaku z otwartością i wiąże z nim duże oczekiwania" [2].

W przeciwieństwie do rozmów prezydenckich w Chinach, które mogły być samodzielnym ruchem politycznym nowego prezydenta Polski, to już wątpliwym jest, aby obecna wizyta i wypowiedzi premier B. Szydło nie były choć pośrednio uzgodnione z USA. Takie są po prostu realia geopolityczne a Polska nie jest jednym z "wielkich graczy" i obecne władze postawiły na sojusz z USA. Widać teraz jak ważna była - wyśmiewana przez "totalną opozycję" -  wizyta prezydenta A. Dudy w Chinach oraz wizyta prezydenta Chin w Warszawie. Teraz to przynosi efekty, bo bez tych wizyt i rozmów nie byłoby żadnej możliwości ostatecznego uczestnictwa naszego kraju w projekcie Nowego Jedwabnego Szlaku ani nie podpisano by umowy o strategicznej współpracy gospodarczej.

Dzisiaj też na swoim blogu Ryszard Czarnecki umieścił artykuł zatytułowany "Jedwabna nadzieja", który ukazał się 7 maja 2017 roku w Rzeczpospolitej [3]. Europoseł jest - obok ekonomisty i finansisty Jerzego Bielewicza - współautorem owego tekstu, który jest jednym z sensowniejszych - choć ze zrozumiałych względów tylko zarysowującym zagadnienia - artykułów na temat geostrategicznej współpracy Polski z Chinami a nawet też z Indiami, gdzie na razie był wicepremier P. Gliński (styczeń 2017) oraz wiceminister rolnictwa Ewa Lech (marzec 2017) i sądzę, że niedługo dojdzie do spotkań na szczycie. W tymże artykule można przeczytać m.in., iż:

"...nieprzerwane wsparcie kilku krajów Unii dla budowy rosyjskiego gazociągu Nord Stream II po dnie Bałtyku omijającego kraje naszego regionu wskazuje, że ten w dużej mierze niemiecki „master plan” pozostaje niezmiennie ten sam: porozumienie z Rosją wbrew woli krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Paradoksalnie, Niemcy prowadzą swą politykę nie bacząc na fakty, idąc niejako w zaparte, bowiem sytuacja geopolityczna wraz z rozmieszczeniem wojsk USA i NATO w Polsce, krajach bałtyckich i Rumunii zmieniła się diametralnie na niekorzyść Rosji.

(...) 

W naszym interesie narodowym leży rozwój gospodarczy płynący ze stabilności politycznej krajów Europy Środkowej, Europy Wschodniej i Azji Środkowej. Dokładnie tak, jak miało to miejsce przed czterema wiekami za czasów Jagiellonów, kiedy prym w Azji tak jak i dziś wiodły Chiny handlując z Europą na prastarym „Jedwabnym Szlaku”. Tak jak wtedy nasze polskie niziny mogą stanowić i teraz najdogodniejszy obszar wymiany dóbr i usług między Wschodem a Zachodem, między Skandynawią a Azją Mniejszą, Europą a subkontynentem indyjskim. I nie ma w tym wizji nawet odrobiny megalomanii, a jedynie powrót do strategicznego myślenia, by czerpać ‒ tak jak przed czterystu laty ‒ jak największe korzyści wynikające z położenia geograficznego oraz własnych zasobów ludzkich i ekonomicznych. Odbudowa prastarych „korytarzy transportowych” (jakbyśmy dziś powiedzieli) drogą lądową między Azją a Europą leży w interesie – co oczywiste – Chin, lecz także Stanów Zjednoczonych. Chiny, jeśli projekt „Jedwabnego Szlaku” ma się powieść, muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za zachowanie i działania Rosji. W zamian mogą starać się uzyskać od USA i UE korzystniejsze warunki w handlu zagranicznym, wymianie gospodarczej i wzajemnych inwestycjach.

(...)

Budowę towarowego portu lotniczego mogą współfinansować Chiny ‒ lub równie dobrze Indie ‒ zainteresowane rozwojem handlu na „Jedwabnym Szlaku” (w przypadku Indii „Bawełnianym”), ale też przykładowo firmy e-commerce i transportowe, linie lotnicze, czy konkretne spółki, jak na Polskie Porty Lotnicze. Z kolei rozwój infrastruktury drogowej i kolejowej, przemysłowej i energetycznej leży w zainteresowaniu europejskich i unijnych instytucji jak: Europejski Bank Inwestycyjny w Luksemburgu, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju w Londynie czy unijne fundusze, wreszcie, last but not least, Fundusz Junckera, dotąd wyraźnie sprzyjający firmom ze „starej Unii”, choć przecież ta sytuacja nie może trwać w nieskończoność i już zresztą powoli się zmienia. Tak zakrojony projekt będzie rodził szereg konfliktów interesów zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Choćby szybkie połączenie kolejowe między Warszawą a Łodzią pozostaje ciągle w planach, choć wydaje się oczywiste z punktu widzenia ożywienia gospodarczego w Polsce Centralnej. Ceny nieruchomości w Warszawie mogłyby w pewnym stopniu spaść, w Łodzi – zupełnie przeciwnie ‒ poszłyby w górę. Płace w obu aglomeracjach również w jakiejś mierze wyrównałyby się. Jednak ograniczony zostałby problem bezrobocia w Łodzi i niedoboru rąk do pracy w Warszawie. Zyskałyby też województwa Polski Wschodniej. Jeśli nałożyć na mapę inwestycje w Polsce z wykorzystaniem środków pochodzących z Unii, to okaże się, że układają się one koncentrycznie wokół centrum, które wypada gdzieś w Bawarii... Centralny Port Lotniczy wraz z innymi towarzyszącymi projektami zmieniałby tę sytuację. Byłby zapowiedzią ekspansji gospodarczej Polski na Wschód" [3].

Sytuacja jest naprawdę wielce skomplikowana. Teraz rozgrywa się wielka gra, powstaje na naszych oczach nowy układ geopolityczny świata. I ta sytuacja wymaga od Polski niesamowitego kunsztu strategicznego, zarówno politycznego, jak i gospodarczego. Musi być jasno określona strategia naszego działania a ośrodek prezydencki i rząd muszą prowadzić skoordynowane ze sobą działania. Ponadto cały czas trzeba śledzić posunięcia "wielkich graczy" i być skłonnym do dostosowywania naszej strategii do zmieniających się realiów.

Oczywiście wielcy gracze to: USA/UK/Izrael, Rosja, Chiny i być może zniemczona UE (czyli tak naprawdę Niemcy). Tyle tylko, że UE nie jest jednolita i wewnętrznie sprzeczna, bo tak naprawdę realizowane są w niej interesy poszczególnych krajów a Niemcy chcą żeby była ich, ewentualnie z zależnymi od nich: Francją, Włochami, Hiszpanią i innym krajami tzw. "Starej Europy" bez UK.

Jeżeli USA będą chciały pozostać najważniejszym państwem świata, to nie mogą pozwolić sobie na utratę kontroli nad Europą, czyli na hegemonię w niej Niemiec. Tu rysuje się szansa dla Polski i pozostałych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W takiej sytuacji USA też będą musiały powstrzymać rozwój kondominium niemiecko - rosyjskiego, a więc w takiej perspektywie nowy "reset USA-Rosja" jest raczej niemożliwy.

Natomiast może być tak, że USA uznają, że ważniejsze strategicznie jest powstrzymanie Chin a wtedy bardzo trudno nam będzie utrzymać swoje w miarę duże geopolityczne znaczenie, bo tak naprawdę takie mamy jako właśnie centralny kraj tranzytowy oraz posiadający duże zasoby bogactw naturalnych, w tym metali rzadkich, łupkowych: gazu i ropy a nawet złota.

W świecie liczą się tylko państwa prowadzące podmiotową politykę a Polska zaczęła taką prowadzić, co wyraźnie widać właśnie na przykładzie Chin czy Indii. Na pewno nie jest to za bardzo mile widziane przez zniemczoną UE, ale też i przez USA, przy czym nie jest powiedziane, że nasza współpraca z Chinami zostanie oceniona przez Amerykanów jako przejaw naszej wobec nich nielojalności. Wynika to z tego, że wzajemne zależności obu państw są bardzo duże i paradoksalnie to USA są niejako zależne od Chin, bowiem Chiny przez lata sprytnie zadłużali u siebie USA i dziś są bodajże ich największym zewnętrznym wierzycielem (na około 4,5 - 5,0 biliona USD długu zagranicznego USA zadłużenie wobec Chin wynosi około 1,1 - 1,4 biliona USD - średnio około 30% całości długu zagranicznego USA - sic!).  Chiny więc  mogą doprowadzić nawet do kryzysu wewnętrznego w tym kraju, który może być spotęgowany np. rezygnacją z dolara jako międzynarodowej waluty transakcyjnej.

Powyższe powoduje, że USA mają dwa wyjścia: makro-konflikt z Chinami lub pragmatyczna współpraca.

Wydaje się, że D. Trump nie zdecyduje się na konflikt, bo USA mogłyby go przegrać a negatywne skutki dla świata są trudne do oszacowania. Jeżeli tedy USA pójdą na pragmatyczną współpracę z Chinami to Polska naprawdę w Europie może zyskać dużą podmiotowość, kosztem zniemczonej UE (Niemiec i też Francji). W tym kontekście warto też zwrócić uwagę na współpracę USA z Chinami w sprawie Korei Północnej i konflikt interesów pomiędzy USA i Rosją w sprawie Syrii (bardzo ważnego strategicznie kraju w tej części świata).

Pozostaje jeszcze tzw. "umowa", którą nazwano współpracą krajów BRICS, czyli: Brazylii, Rosji, Indii, Chin i Południowej Afryki.

Dla USA unormowanie oraz ewentualne ścisłe i strategiczne umocowanie umowami międzynarodowymi  tej współpracy stanowi śmiertelne zagrożenie, ale dla nas współpraca z Chinami i Indiami może być korzystna z punktu widzenia ucywilizowania stosunków z Rosją, co tak naprawdę jest konieczne.

Współpraca polsko-chińska i polsko-indyjska wydają się więc na teraz korzystne zarówno dla USA, jak i Polski oraz Chin i Indii (gospodarczo) - Chiny i Indie związują się z krajem amerykańskiego NATO, co w jakiś sposób też osłabia BRICS i Rosję oraz - poprzez wzmocnienie Europy Środkowo-Wschodniej - Niemców (UE, kondominium rosyjsko-niemieckie) a dla Polski też jest to korzystne w relacjach z USA, bowiem strategiczna współpraca z Chinami po części zabezpiecza nas przed atakiem finansowym takiego G. Sorosa i spółki, bo... mamy skąd pożyczyć: od Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, którego jesteśmy udziałowcem, czyli tak naprawdę właśnie od Chin.

Żyjemy w ciekawych czasach. Sytuacja międzynarodowa jest naprawdę skomplikowana i dynamiczna. Obyśmy to umieli wykorzystać a nie znów pozwolić sobie na traktowanie nas jako pionka, który jest rozgrywany przez innych. Jedno jest pewne. Ewentualne rządy PO, .N, PSL, SLD, Razem gwarantują to, że takim pionkiem znów i dalej będziemy, co PO udowodniło aż nazbyt w czasie 8 lat swojego władania Polską.  Rządy PiS (ZP) dają nadzieję, że jednak Polska będzie choć trochę suwerennym geo-strategicznym podmiotem politycznym i gospodarczym.

P.S.

Oczywiście chyba nie muszę dodawać, że w czasie wszystkich rozmów podpisywane są wzajemne umowy gospodarcze między rządami i firmami krajów uczestniczących w spotkaniach. 

P.S. 2 (dopisek z godz. 18:15)

"Polska jest postrzegana w Chinach jako brama, która może prowadzić do współpracy z Unią Europejską - powiedziała w piątek w Pekinie premier Beata Szydło. Pojawiły się bardzo konkretne propozycje na temat tego, co możemy wspólnie zrobić - dodała.

Premier powiedziała podczas spotkania z dziennikarzami, że jej rozmowy z prezydentem Chin Xi Jinpingiem i chińskim premierem Li Keqiangiem dotyczyły spraw gospodarczych, w tym możliwości współpracy. Podkreśliła, że spotkania trwały dłużej niż zaplanowano.

"Pojawiły się bardzo konkretne propozycje, bardzo konkretna rozmowa na temat tego, co możemy wspólnie zrobić" - powiedziała Szydło. Dodała, że obszar zainteresowania ze strony chińskiej dotyczy inwestycji, nowoczesnych technologii, turystyki i rolnictwa.

Szefowa polskiego rządu oceniła, że umowy podpisane ze stroną chińską i jej rozmowy z chińskimi przywódcami wskazują, że "Polska stała się państwem, na które władze chińskie zaczynają zwracać uwagę, jeśli chodzi o współpracę gospodarczą" - dodała.

Polska jest postrzegana tutaj jako brama, która może prowadzić do współpracy z Unią Europejską i jest to zauważane - powiedziała Szydło. Zaznaczyła, że potwierdzało się to w jej rozmowach z przedstawicielami biznesu. Jak dodała, spotkała się z przedstawicielami dziewięciu największych chińskich firm".

Źródło: http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1042186,szydlo-chiny-postrzegaja-polske-jako-brame-do-ue-pojawily-sie-wobec-nas-bardzo-konkretne-propozycje.html

--------------------------

""Liczę na dalszą bliską współpracę w sferze politycznej w ramach wszechstronnego partnerstwa strategicznego i jej przełożenie na korzystne dla obu stron wymierne efekty w relacjach gospodarczych" - powiedziała Szydło.

Nawiązała do wizyt prezydenta Andrzeja Dudy w Chinach i prezydenta Xi w Polsce. Jak podkreśliła, nadały one nowy impuls relacjom polsko-chińskim. "Cieszę się, że moja wizyta przyczynia się do podtrzymania regularności spotkań na najwyższym szczeblu" - dodała.

"Polska jest ważnym partnerem Chin w Europie Środkowo-Wschodniej i Unii Europejskiej. Chcemy rozwijać wszechstronne partnerstwo strategiczne z Polską" - zadeklarował chiński przywódca.

Dodał, że Polska była jednym z pierwszych krajów, które nawiązały stosunki dyplomatyczne z Chińską Republiką Ludową. "Tradycyjna przyjaźń między Chinami i Polską ma solidne podstawy i jest bardzo cenna. Mamy wszelkie powody ku temu, by wzmocnić i rozwijać tradycyjną przyjaźń obu krajów" - mówił Xi w Wielkiej Hali Ludowej, gdzie w piątek spotkał się z szefową polskiego rządu.
"Jestem pod wielkim wrażeniem pozytywnego nastawienia pani premier do rozwoju stosunków między dwoma krajami i pragmatycznego podejścia w rozwiązywaniu problemów" - zauważył.
Nowy Jedwabny Szlak ma na celu rozwijanie sieci połączeń drogowych, kolejowych i lotniczych pomiędzy Azją a Europą.

Polska planuje budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego, co według powołanego przez rząd pełnomocnika ds. tej inwestycji Mikołaja Wilda, może być realne w ciągu 10 lat. Inwestycja obok centralnego lotniska dla Polski ma uwzględniać także skomunikowanie transportu kolejowego i drogowego. Wild był obecny na spotkaniu Szydło z Xi w Pekinie.

Jak podało Centrum Informacyjne Rządu, Polska jest zainteresowana zwiększeniem chińskich inwestycji w naszym kraju i wspólną realizacją "dużych projektów infrastrukturalnych". Priorytetem jest też pełne otwarcie chińskiego rynku dla polskich produktów rolnych.

W rozmowie Szydło z Xi w Wielkiej Hali Ludowej, będącej siedzibą chińskiego parlamentu, uczestniczyli, obok Wilda, m.in. szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk, a także wiceszefowie resortów: spraw zagranicznych Joanna Wronecka, rolnictwa Jacek Bogucki i środowiska Mariusz Gajda. Obecny był także Radosław Pyffel, wicedyrektor Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, który ma być chińską alternatywą dla zachodnich instytucji finansowych.

Było to drugie spotkanie premier Szydło z prezydentem Xi. Do pierwszej rozmowy doszło w czerwcu 2016 r. podczas wizyty chińskiego przywódcy w Warszawie. Wówczas doszło do podpisania międzyrządowych porozumień dotyczących inwestycji infrastrukturalnych związanych m.in. z Nowym Jedwabnym Szlakiem, wymiany handlowej oraz współpracy naukowej i kulturalnej. Szefowa polskiego rządu rozmawiała także z premierem Chin Li Keqiangiem. Następnie wzięła udział w spotkaniu z prezesami chińskich firm i funduszy inwestycyjnych.

Wizyta Szydło potrwa do wtorku 16 maja. W niedzielę premier weźmie udział w inauguracji międzynarodowego Forum Pasa i Szlaku. Uczestniczyć w nim będą przedstawiciele krajów, które chcą przyłączyć się do realizacji Nowego Jedwabnego Szlaku; łącznie blisko 30 przywódców państw z całego świata"".

Źródło: http://forsal.pl/gospodarka/inwestycje/artykuly/1042056,prezydent-chin-chcemy-strategicznego-partnerstwa-z-polska-jestem-pod-wielkim-wrazeniem-nastawienia-premier-szydlo.html

----------------

W naszej kulturze pewna kurtuazja w wypowiedziach polityków, która prowadzi często do "pozytywnej nadinterpretacji" efektów spotkań przywódców jest normą. Dlatego też - by dotrzeć do prawdy - zawsze poszukuje się jakichś nieznanych oficjalnie szczegółów określonych rozmów.

W kulturze azjatyckiej, w tym chińskiej jest to postrzegane zupełnie inaczej. Tam jest inna mentalność i nieraz liczą się przede wszystkim kontakty osobiste i subiektywne wrażenie. Ponadto to, co mówią publicznie przywódcy Chin jest tym, co naprawdę myślą i co jest zgodne z ich interesem. Tam nie "rzuca się słów na wiatr".

Piszę to w kontekście wypowiedzi prezydenta Chin na temat Polski, premier Szydło i wzajemnej współpracy.

Jest dobrze i nie możemy tego zmarnować!


[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2016/10/polsko-chinski-lub-chinsko-polski.html
[2] http://wpolityce.pl/gospodarka/339394-premier-szydlo-na-spotkaniu-z-prezydentem-chin-polska-przyjela-projekt-pasa-i-szlaku-z-otwartoscia-i-wiaze-z-nim-duze-oczekiwania
[3] http://naszeblogi.pl/46576-jedwabna-nadzieja



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com