Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obama. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 marca 2014

Plan wyborczy D. Tuska albo inaczej A. Merkel i B. Obamy we współpracy z W. Putinem?

Do wczorajszego postu dostałem arcyciekawy komentarz Maryli z BM24, który być może tłumaczy, że tak naprawdę powodem zmiany narracji polskich elit rządzących w stosunku do Rosji to przede wszystkim jednak obecna kampania wyborcza, która ma rozstrzygnąć czy w Parlamencie Europejskim zasiądzie znaczna grupa eurosceptyków czy też wygra zdecydowanie opcja prounijna i zwolennicy stworzenia Jednego Państwa Europa.

Maryla pisze, że "szukamy racjonalnych powodów tego nagłego ożywienia Tuska, Sikorskiego i Komorowskiego, a zwykle najciemniej jest pod latarnią. Powód jest jeden - wszystko było tak pięknie zaplanowane, krok po kroku do stworzenia IV Rzeszy (sfederowanej UE tworzącej jedno państwo Europa pod przewodnictwem Niemiec - dop.-kj), został tylko jeden krok, bo unia bankowa już dogadana, została tylko unia polityczna . A tu nacjonaliści, czyli europejskie narody, które jeszcze nie do końca stały się "europejskimi" zaczęły odnosić sukcesy. Larum pierwsza podniosła Gazeta Wyborcza, strasząc Tuska, że jak przegra wybory w Polsce, to siły eurosceptyczne w PE mogą wygrać. To był pierwszy sygnał, później listy Michnika i reakcja Tuska".

Ponadto wskazała na pewną wypowiedź niemieckiego ministra finansów Wolfganga Schaeubla, który  uważa, "że kryzys ukraiński pomoże w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego partiom głównego nurtu, informuje Reuters na swojej stronie internetowej. Schaeuble jest przekonany, że kryzys ukraiński przypomni głosującym o wartości jedności europejskiej. Jego zdaniem, ugrupowania antyeuropejskie mogą wypaść w wyborach słabiej niż to do niedawna prognozowano. Wcześniej pojawiały się prognozy, według których eurosceptycy mieli zdobyć nawet ok. 20 proc. miejsc w Parlamencie Europejskim. Schaeuble ponaglił Komisję Europejską, aby ta uzgodniła ostatnie szczegóły unii bankowej, aby ta mogła wystartować zgodnie z planem w listopadzie tego roku. - Komisja Europejska musi przedstawić najszybciej jak to możliwe szczegóły, jak będzie wyglądał podatek bankowy. Dotąd nie dostaliśmy nic – powiedział".

Wskazała też artykuł z GW Anny Applebaum (prywatnie żydowskiej żony R. Sikorskiego), która w artykule: "Ideologie mają swoje konsekwencje", przedstawiła nowych, eurosceptycznych przyjaciół W. Putina: "Bardziej interesujący są jego nowi europejscy przyjaciele. Nigel Farage, przywódca Partii Niepodległości Wielkiej Brytanii (United Kingdom Independence Party, UKIP) - partii antyeuropejskiej i antyimigracyjnej, zdobywającej poparcie w Wielkiej Brytanii - oświadczył w zeszłym tygodniu, że Unia Europejska "ma krew na rękach", bo negocjowała z Ukrainą umowę o wolnym handlu. Marine Le Pen, przywódczyni francuskiego skrajnie prawicowego Frontu Narodowego, również powiedziała, że woli, aby Francja "skłaniała się ku Rosji", niż "podporządkowała się USA". Jobbik (skrajnie prawicowa partia węgierska) wysłał swojego przedstawiciela na krymskie referendum i oświadczył, że było ono "wzorowe". Każda z nich to partia mniejszościowa, ale wszystkie przygotowują się do osiągnięcia lepszych wyników w trakcie wyborów europejskich tej wiosny".

Dodatkowo uzupełniła informacją o artykule w GW datowanym na 25.02.2014 rok pod wymownym tytułem: "Ogromne nerwy w europarlamencie. Bruksela z niepokojem spogląda na Polskę i Platformę", w którym możemy przeczytać: "Wystartowała kampania do Parlamentu Europejskiego w Polsce. Od jej wyniku - a konkretnie od wyniku wyborczego Platformy - być może zależeć będzie nowy układ sił w europarlamencie. Bruksela z EPP na czele z niepokojem przygląda się więc spadającej w sondażach PO. Tymczasem dobry wynik partii Donalda Tuska pozwoli jemu i Radosławowi Sikorskiemu na poważnie powalczyć o najważniejsze stanowiska w Unii Europejskiej (...) Od wyniku "macierzystych" partii politycznych w krajach całej Unii zależy układ całego parlamentu. I symulacje, w posiadaniu których są największe ugrupowania, pokazują, że utrzymanie dominacji chadeków w kolejnej kadencji wisi na włosku. Przewaga EPP 25 maja może wynieść od zaledwie siedmiu do dziewięciu miejsc. A od ich wyniku zależeć będzie podział stanowisk w nowym parlamencie. I to od wyniku Platformy w Polsce może zależeć, czy EPP utrzyma władzę w PE. Dlatego w Brukseli panuje dość nerwowa atmosfera, w której zakulisowe rozgrywki przenikają do mediów dużo bardziej niż zwykle. Wszyscy zdają sobie sprawę, że chadecy poniosą straty, a do PE trafi znacznie więcej eurosceptyków (...) Polska zaliczana jest w Brukseli do jednego ze "swing states" całej Unii. Nie tylko ze względu na rozmiary, ale także znaczenie Polaków w europejskiej rozgrywce na najwyższym szczeblu, polska eurokampania jest bardzo uważnie obserwowana. To od wyniku PO może zależeć, czy EPP utrzyma kontrolę nad europarlamentem i pośrednio nad całym procesem decyzyjnym w UE. A w tym momencie Platforma nie jest w dobrej sytuacji. W ostatnim sondażu TNS partia Donalda Tuska traci 10 punktów procentowych do PiS. Taki wynik oznaczałby nie tylko utratę ponad ośmiu mandatów, ale także miałby duże przełożenie na sytuację wewnętrzną. Zachwiałoby to przywództwem Donalda Tuska i mogłoby rozkręcić ruchy odśrodkowe w Platformie - zwłaszcza przed wyborami samorządowymi".


Ciekawy jest też artykuł (również wskazany przez Marylę) "Ukraina reaktywuje Trójkąt Weimarski. Powstanie polsko-litewsko-ukraińska brygada?", w którym czytamy m.in.: "Ministrowie spraw zagranicznych Polski, Francji i Niemiec mają w poniedziałek w Berlinie ogłosić projekt zacieśnienia stosunków z krajami w Partnerstwie Wschodnim. To reakcja na kryzys na Ukrainie. Treść dokumentu ciągle pozostaje tajemnicą. "Wyborczej" udało się jednak dowiedzieć, że szefowie dyplomacji krajów Trójkąta Weimarskiego chcą, by współpracę z państwami Partnerstwa, czyli należących do programu przyciągania do UE byłych republik radzieckich, rozszerzyć też o kwestię polityki bezpieczeństwa i obrony. W ten sposób Europa reaguje na ostatnie dramatyczne wydarzenia na Ukrainie, której po aneksji Krymu przez Rosję ciągle zagraża rosyjska inwazja. Zmiany w programie - jeśli zostaną przyjęte - będą najpewniej oznaczały rozszerzenie współpracy wojskowej i policyjnej między Kijowem a krajami UE, a także w przyszłości udział wojsk ukraińskich w tworzonych pod egidą UE europejskich grupach bojowych. Zrąb pierwszej już od dawna istnieje na papierze. To polsko-litewsko-ukraińska brygada, której dowództwo miało mieścić się w Lublinie. Decyzję o powołaniu trójnarodowej jednostki podjęto w 2009 r. Do tej pory brygady nie sformowano m.in. z powodu ochłodzenia się stosunków między Warszawą a Wilnem i nieustannym lawirowaniem Kijowa pod rządami Wiktora Janukowycza. W międzyczasie stosunki z Litwą się poprawiły, a nowy ukraiński rząd zapowiada, że bardzo mu zależy na wspólnej brygadzie. W dokumencie ma być też mowa o zacieśnieniu współpracy politycznej i gospodarczej oraz "nadaniu europejskiej polityki sąsiedztwa przyspieszenia". Pomysłodawcami zmian są ministrowie spraw zagranicznych Trójkąta Weimarskiego, czyli polsko-niemiecko-francuskiej platformy współpracy: Radosław Sikorski, Frank Walter Steinmeier i Laurent Fabius. Pod koniec lutego trio ministrów mediowało podczas krwawych starć w Kijowie między opozycją a Janukowyczem. Wynegocjowany przez nich kompromis nie przetrwał długo, bo Janukowycz na drugi dzień uciekł z Kijowa, a Rada Najwyższa pozbawiła go urzędu. Porozumienie zatrzymało jednak przelew krwi. Ministrowie Trójkąta chcą pójść za ciosem i koordynować politykę wobec wschodnich sąsiadów UE. Gdyby to się udało, Trójkąt wreszcie okazałby się użyteczny".


Na koniec tej ciekawej wyliczanki prawdziwy smaczek pokazujący jak Putin i Merkel współpracowali jeszcze niedawno (niespełna dwa lata temu, 1 września 2012 roku) ze sobą - Polska orkiestra na Pl. Czerwonym. Putin nawiązał do wygnania Polaków z Kremla. "Orkiestra Reprezentacyjna Wojska Polskiego uświetniła obchodzoną na Placu Czerwonym 865. rocznicę założenia Moskwy. Na Placu Czerwonym kompania reprezentacyjna zrobi pokaz musztry i zagra marsze wojskowe. W Moskwie hucznie rozpoczęto obchody roku rosyjsko-niemieckiego, którego hasło brzmi: „Wspólnie budujemy przyszłość”. Zaczęto od pokazania wspólnej, „wspaniałej” przeszłości, w której zupełnie pominięto Polskę. Jakby nas nigdy nie było między Rosją a Niemcami.


Od czerwca do sierpnia  prezentowano tam wystawę pt. „Rosjanie i Niemcy. 1000 lat historii, sztuki i kultury”. O politycznej randze ekspozycji świadczy fakt, że jej patronami zostali prezydenci Gauck oraz Putin, a wśród sponsorów są także niemieckie i rosyjskie koncerny. Była przygotowywana od 2009 r. ogromnym nakładem sił i środków".  

Czyż możliwe jest aby te stosunki zmieniły się tak radykalnie dzisiaj? Chyba to pytanie retoryczne... Może nawet aneksja Krymu była uzgodniona w celu rozniecenia strachu Rosją i wykreowania odpowiedniej kampanii wyborczej do PE opartej na strachu przed Putinem i eurosceptykami i nieuchronnej potrzebie konsolidacji UE?

Wracając zaś do D. Tuska i jego antyrosyjskiej narracji (niemal wojennej) i zastraszającej nie tylko Polaków... Wczoraj powiedział m.in.: "- Kiedy mówię o tym, jak ważna jest ta kampania, to mówię o tym, jak ważne jest rozstrzygnięcie, czy przyszła Europa będzie jeszcze bardziej zintegrowana, czy wręcz przeciwne, zacznie się rozpadać na naszych oczach - powiedział w niedzielę Donald Tusk na konferencji prasowej na Podkarpaciu. Zaznaczył jednocześnie, że "jeśli Unia Europejska nie przetrwa, to może to oznaczać wielkie zagrożenie dla całego regionu".

Uwzględniając powyższe słowa można wyciągnąć podobne wnioski jak Maryla. Otóż faktycznie być może najciemniej jest pod latarnią i podstawową przyczyną antyrosyjskości Tuska i Komorowskiego jest "gra" wyborcza polegająca na zastraszaniu W. Putinem w celu konsolidacji IV Rzeszy (UE). 

D. Tusk przedstawia apokaliptyczną wizję rozpadu Europy, jeżeli eurosceptycy osiągną dobry wynik wyborczy, szczególnie w Polsce i w innych sceptycznych krajach UE.  Apeluje jednocześnie o większe zjednoczenie unijne i gaworzy coś o tym, że bez Unii świat może czekać niemal pewna wojna. 

Więc tak naprawdę Tuskuś i ferajna po prostu wykonuje polecenie A. Merkel i tu się nic nie zmieniło i pewnie się nie zmieni. 

Innymi słowy: chodzi o zastraszenie mieszkańców Europy złym Putinem (nacjonalistą niemal) aby Unia faktycznie poczuła potrzebę konsolidacji i stała się Jednym Organizmem pod przywództwem oczywiście Niemiec. To zastraszenie ma wyeliminować eurosceptyków i mam nadzieję, że tak się jednak nie stanie. 

A jeszcze warto przypomnieć, że Jedno Państwo Europa jest etapem budowy Rządu Światowego (NWO) i jest zgodna z polityką USA, które również dążą do powstania Unii Północnoamerykańskiej jako kolejnego etapu budowy Rządu Światowego. 

Sądzę, że A. Merkel dogadała się z Obamą i wspólnie naciskali na zmianę retoryki polskich elit rządzących, które są tak spolegliwe, że wykonają każde polecenie komsomołki Angeli i Obamy. Może też cała antyrosyjska akcja jest też na rękę W. Putinowi, o czym pisałem w trzech moich poprzednich notkach. 

Podsumowując więc jest tak, że jednak rząd polski wykonuje polecenia możnych tego świata... jednocześnie prowadząc kampanię wyborczą polegającą na zastraszaniu Polaków..., ale i konsumpcyjnych obywateli UE... Przesłanie jest oczywiście jedno: jeżeli w Europie zwycięży (albo zyska dużo) w wyborach do PE opcja eurosceptyczna to Europie grozi dezintegracja a może i wojna... Wybór eurosceptyków jest wyborem, który przyniesie niepokój w Europie - zdaje się mówić na rozkaz Angeli premier Tusk. Pośrednio jego retoryka ma przekonać Polaków, że tylko on i PO jest dla nas gwarantem europejskości i europejskiego bezpieczeństwa a nie wstrętne eurosceptyczne PiS....

Może tak właśnie sprawy się mają? A ja naiwnie myślałem, że zmiana stosunku do putinowskiej Rosji jest daleko od kampanii wyborczej i poszukiwałem innych przyczyn i powodów...

 Pozdrawiam

P.S. Polecam też post:  http://blog-n-roll.pl/pl/zwyci%C4%99stwo-francuskiej-prawicy-dobrym-znakiem-dla-polskiej#.Uzljs6Lbflw oraz artykuł: http://www.dw.de/tr%C3%B3jk%C4%85t-weimarski-za-europejsk%C4%85-polityk%C4%85-obronn%C4%85/a-5512301-1

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

sobota, 7 stycznia 2012

Demokracja węgierska czy demokracja global-socjalistyczna UE i USA?

Witam

Socjalistyczny, marksistowski świat dostaje zadyszki z przerażenia i wściekłości. Taki mały kraj jak Węgry i taki jeden niesforny jego przedstawiciel  jak Viktor Orbán - perfidnie wykorzystując kryzys światowego socjalizmu - ośmielają się bowiem budować u siebie polityczny system, który kiedyś pozwalał poszczególnym państwom  na autentyczną demokrację, wolność, suwerenność i niepodległość.

Zewsząd zauważyć można niemal pospolite ruszenie apologetów nowego lepszego, globalistycznego i marksistowskiego świata, którzy w imię sławetnego już swojego hasła: "proletariusze wszystkich krajów łączcie się", łączą się w powszechnej, histerycznej wprost krytyce rządu węgierskiego. 

Co nimi powoduje? Ano strach, że budowany z takim mozołem od ponad 100 lat nowy, marksistowsko-globalistyczno-totalitarny porządek świata  okaże się jeno syzyfową pracą opętanych mitomanów, dla których świat znajdzie miejsce albo w odpowiednich szpitalach, albo miejscach wygnania, albo w więzieniach...

Jak słusznie zauważa seaman w swojej notce pt: "Łamanie demokracji socjalistycznej na Węgrzech" jedną z największych antymarksistowskich zbrodni rządu węgierskiego było uchwalenie poprawki do konstytucji uznającej "...opozycyjną Węgierską Partię Socjalistyczną za organizację przestępczą, która ponosi odpowiedzialność za zbrodnie reżimu komunistycznego. Według tej poprawki, Węgierska Partia Socjalistyczna, która w 1989 roku zmieniła jedynie nazwę z Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej, jest spadkobierczynią zbrodniczego reżimu komunistycznego. Gdyby pokusić się o analogię w Polsce, to padłoby na SLD...". 

Oczywiście cały postkomunistyczny pomiot podniósł nie lada wrzask oskarżając premiera Węgier o wszystko co najgorsze a przecież jest oczywistością, że za zbrodnie komunistycznie winni odpowiadać jej prawni spadkobiercy, podobnie zresztą jak za zobowiązanie (w tym: finansowe) rządów komunistycznych odpowiadają przecież dalej rządy poszczególnych krajów. Morderca czy złodziej dalej zostaje złodziejem mimo zmiany swoich personaliów a w prawie międzynarodowym obowiązuje ciągłość prawna.

Innym grzechem, pierworodnym niemal, był powrót Węgier do naturalnych, chrześcijańskich wartości, które kształtowały współczesną cywilizację europejską od ponad 1000 lat. No cóż... Dla unijnych marksistów faktycznie jest to fakt godny piętnowania, czemu dawali już wielokrotnie wyraz ich poprzednicy w czasach Rewolucji Francuskiej, Rewolucji Bolszewickiej czy okresie marksistowskiego, socjalistycznego i  hitlerowskiego nazizmu oraz marksistowskiego, sowieckiego komunizmu...

Jeszcze większy lament wśród światowego establishmentu wzbudziły uchwalone tuż przed Świętami Bożego Narodzenia ustawy reformujące węgierski system finansowy a które ograniczają uzależnienie się tego kraju od finansowych globalistów i międzynarodowych instytucji finansowych (EBC, MFW, BŚ, "banki-goldmanki"). Najśmieszniejsze jest to, że owi krytykanci zarzucają Węgrom ograniczenie niezależności Banku Centralnego  poprzez odebranie jego szefowi prawa wyboru zastępców (teraz będzie ich wskazywać szef rządu), a także zwiększenie do dziewięciu liczby członków Rady Monetarnej, spośród których sześciu będzie nominował parlament. Kuriozalność tej krytyki wynika przede wszystkim z faktu, że z samej definicji banki centralne winny być podporządkowane narodom, którym służą a nie realizować cele finansowe bankierów, często prywatnych jak FED w USA lub też zostawać ubezwłasnowolnione poprzez np. Europejski Bank Centralny. Więc jakież to ograniczenie niezależności tegoż banku, skoro zwiększa się wpływ na jego decyzje monetarne wybranych przez naród węgierski: parlamentu oraz rządu  a tak naprawdę zwiększa się jego niezależność od zewnętrznych instytucji finansowych?* Oczywiście dla światowych lichwiarzy to decyzja karygodna, ograniczająca możliwość drenowania przez nich gospodarki węgierskiej...

Doprawdy... Proletariusze w swojej krytyce są tak aberracyjnie i internacjonalistyczne zawzięcie osiołkowato stadni, że krytykują a'priotri wszystko, co jest związane z obecnym prawicowym rządem Węgier, uznając go za "wcielenie wszelkiego zła" (niczym u nas bracia Kaczyńscy i PiS).  Nie podoba im się nawet wprowadzenie podatku liniowego czy też ograniczenie liczby posłów lub zwiększenie znaczenia wyborów sensu largo bezpośrednich (na 199 posłów aż 103 ma być wybieranych w jednomandatowych okręgach wyborczych)...

Jestem wszelako pewny, że niebawem międzynarodowy zaciąg rewolucjonistów nawiedzi Węgry (co już się zresztą dzieje) i wzorem W. Lenina, L. Trockiego a obecnie różnych "anonimowych" czy "oburzonych" czy antyfaszystów niemieckich będzie próbował wykreować jakieś demonstracje ulicznego gniewu Węgrów, obarczając też  przy okazji Viktora Orbána za 8 letnie rządy złodziejskich socjalistów, które doprowadziły ten kraj do ruiny... (to taka rewolucyjna, marksistowska "mądrość etapu")**.

Tak szczerze to nawet rozumiem tą histerię...

UE to przecież twórcza kontynuacja ZSRR i całego tzw: "bloku wschodniego", w której dziś największe znaczenia ma Centrala w Brukseli (jak onegdaj Centrala w Moskwie), demokracja nie ma nic wspólnego z jej pierwotnym kształtem (vide: rządy niewybrańców, czyli Komisja Europejska, sprzeczne z demokracją wielokrotne głosowania nad tą samą sprawą aż do momentu uzyskania zamierzonych wyników, zakazywanie wolności słowa i zgromadzeń, co przejawia się m.in. zapisem w TL o karanej antysystemowości demonstrujących krytyków UE).

A w USA też już od 1 stycznia 2012 mamy też już niemal trzeci ZSRR, na co wskazuje w swoim tekście (1 stycznia 2012 początkiem DYKTATURY DEMOKRACJI w USA?) Grzegorz Nowak pisząc mi.in: "...Wieczorem 1 stycznia 2012 roku prezydent Stanów Zjednoczonych w wielkiej tajemnicy podpisał „The National Defense Authorization Act” (NDAA). Informacja o tym wydarzeniu pojawiła się tylko na jednym z portali w Teksasie, ale po kilku godzinach została zdjęta. Przez kilka godzin po podpisaniu dokumentu pracownicy ONZ gorączkowo komentowali między sobą ten fakt (...) Podpisany przez Obamę „The National Defense Authorization Act” w praktyce unieważnia pierwszych dziesięć poprawek do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Ustawa deklaruje Amerykę polem walki gdzie każdy obywatel amerykański może zostać aresztowany, osadzony w więzieniu, torturowany a nawet zabity bez procesu. Nie trzeba być nawet oskarżonym gdyż dzięki nowemu prawu które podpisał Obama wojsko i służby policyjne mogą bez powiadamiania rodziny przeprowadzać tajne porwania podejrzanych osób.  Wcześniej projekt ustawy napisany potajemnie przez Senatora Carla Levina i Johna McCaina, został przepchnięty za zamkniętymi drzwiami na posiedzeniu komisji bez żadnego czytania! (...) Teraz oczekuję wkraczania US na etap poszukiwania kolejnych wrogów aby ograniczać wolności obywatelskie w praktyce. O terroryzm oskarżyć można KAŻDEGO. Z doświadczenia wiemy że "zaplutym karłem reakcji" może być każdy kto nie jest z nami. Najlepszymi wrogami są tacy których można długo ścigać i trudno będzie ich złapać (...) FEMA - zapamiętajcie tę nazwę To będzie instytucja która już za kilka lat może przejąć absolutną, totalną i niczym nie ograniczoną władzę w Stanach Zjednocznych. Nie chciałbym być złym prorokiem ale obawiam się, że prezydent Obama najprawdopodobniejszej wprowadza świat w erę faszyzmu, totalitaryzmu i dyktatury władzy".

A w Warszawie wielkie ruchy centralizacyjne w służbach mundurowych a na ulicach zainstalowany eksperymentalnie w Polsce system totalnej inwigilacji i tłumienia demonstracji  .

Wobec globalistycznego, marksistowskiego planu zsocjalizowania i ubezwłasnowolnienia całego świata nie dziwmy się więc, że taką wściekłość wywołuje powrót do normalności na Węgrzech...

Mam jednak nadzieję, że przykład węgierski będzie dla innych swoistym katharsis i rozpocznie proces odbudowy suwerenności i niepodległości poszczególnych krajów a wolność jednostek, narodów i państw znów stanie się dal nich  najwyższą, ludzką wartością!

Pozdrawiam

* Przez lata wielcy ekonomiści sponsorowani przez prywatne lobby finansowe starali się wykreować jedynie słuszną ideę tzw.: "całkowitej niezależności" banków centralnych od rządów danych państw. W rzeczywistości jest to rozwiązanie uzależniające dany kraj od instytucji finansowych, często prywatnych. Warto rozpocząć zresztą zrozumienie systemu finansowego od obejrzenia poniższego filmu:



(Źródło: http://video.google.pl/videoplay?docid=-1887591866262119830)

** Ową mądrość etapu zauważyć można na przykładzie szokującego widoku "...płaczącego po angielsku przed polskimi kamerami eks-premiera Gyurcsány’ego, który niedawno przyznał się, że mówiąc lekko schrzanił sprawę i rozkradł majątek Węgier, teraz stoi i mówi o faszystowsko-autorytarnych zapędach Viktora O. - bo pewnie tak niedługo będzie podpisywany węgierski premier w telewizji" i zwrócić uwagę na fakt, że "...jeszcze jako tako trzymają się na nogach kraje w których jest silny ośrodek władzy wykonawczej. Semi-prezydencka Francja i kanclerskie RFN, to kraje które nie zbudowałyby swojej pozycji bez silnej władzy w rękach prezydenta/kanclerza. Nikt nie zakwestionuje ich przywództwa w UE, tak samo jak nikt nie zakwestionuje mocarstwowej pozycji USA, Federacji Rosyjskiej i coraz potężniejszej Chińskiej Republiki Ludowej (...) Czy Orban jako człowiek kierujący się interesem swojego narodu, nie ma prawa do budowania silnej władzy z którą trzeba będzie się liczyć na arenie międzynarodowej? Czy nie jest normalnym proceder, w którym wymazujemy spuściznę komunistycznego totalitaryzmu? Europa powinna się cieszyć, że powracają czasy silnych przywódców na ciężkie czasy. Ich działania dążące do poprawy krytycznej sytuacji finansów publicznych powinny spotykać się z poklaskiem, o ile nie działają według przepisu na kryzysową rybę po grecku czyli systemu kup rybę na kredyt, kredyt każ spłacić Wspólnocie. Szczególnie, że rząd Viktora Orbana pomimo spadku popularności dalej cieszy się dużym poparciem..."


(Źródło powyższych cytatów w tekście, który polecam dziękując Maryli z BM24 za jego wskazanie: ""Faszysta Orban. "Węgry są jednym z nielicznych krajów, w których do siły zaczyna powracać chrześcijaństwo"".


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

czwartek, 7 kwietnia 2011

300 lat samowystarczalności gazowej Polski!?

Witam

Jeszcze niedawno myślałem, że polskie złoża gazu łupkowego wystarczyłyby nam na 120 lat (takie były szacunki jeszcze 5 lat temu), ale okazuje się, iż jesteśmy jako państwo gazową europejską potencjalną potęga gazową: "Polska ma 5,3 bln m sześc. możliwego do eksploatacji gazu łupkowego - podaje amerykańska Agencja ds. Energii (EIA). Przy obecnym zużyciu, gazu wystarczy, więc na ok. 300 lat" – czytam sobie dziś nagłówek artykułu na portalu interii...

... i coraz bardziej smutek ogarnia moje polskie serce, ale - mimo narastającego rozgoryczenia – przyswajam dalsze części tego suchego i bezemocjonalnego tekstu informacyjnego: "Według raportu zamówionego przez amerykańską administrację ds. informacji o energii (EIA), w 32 krajach znajduje się blisko siedem razy więcej opłacalnego w wydobyciu gazu łupkowego niż w USA. Zasoby gazu łupkowego możliwego do wydobycia w tych państwach sięgają 163 bln m sześc. - czyli sześć razy więcej niż potwierdzone zasoby gazu naturalnego (...) Według amerykańskiego portalu poświęconego cenom ropy oilprice.com, jeśli polskie zasoby gazu łupkowego okażą się tak duże, jak to jest przewidywane, Polska w ciągu kilku lat może zostać eksporterem gazu (...) Jak informuje portal, produkcja w Polsce na skalę komercyjną mogłaby się rozpocząć już za dwa, trzy lata, chociaż znaczącą wielość najprawdopodobniej osiągnęłaby za lat 7-10.  Koncesje na poszukiwania gazu niekonwencjonalnego ma w Polsce ponad 20 firm. Obejmują ponad 50 tys. km kw., głównie w pasie od wybrzeża Bałtyku w kierunku południowo-wschodnim, do Lubelszczyzny. Drugi obszar potencjalnych poszukiwań to zachodnia część Polski, głównie woj. wielkopolskie i dolnośląskie. Pierwsze wiercenia wykonało PGNiG w Markowoli na Lubelszczyźnie - gazu tam nie znaleziono...".

Jest jeszcze w tym raporcie zapewne wiele ciekawych i interesujących rzeczy, ale cóż z tego skoro rząd PO z Tuskiem i Sikorskim już od 2009 roku powoli odsprzedają koncesje na wydobywanie polskich złóż Amerykanom za cenę, która nawet ich śmieszyła i chyba dalej śmieszy. Może coś od 2009 roku się zmieniło, ale wtedy gotowi byliśmy odsprzedawać licencję za kwotę 2% przychodów z wydobycia podczas, gdy średnio USA muszą płacić za możliwość odwiertów i eksploatacji około 20% wartości tych przychodów.

Hmmm...

300 lat samowystarczalności gazowej, uniezależnienie się od Rosji i osiągnięcie statusu liczącego się eksportera gazu do całej Unii Europejskiej... marzenia, które zapewne chciał zrealizować śp. Lech Kaczyński. To on jako jeden z nielicznych rządzących Polską zdawał sobie sprawę ze znaczenia gazu łupkowego. Wiedział dokładnie, że na początku 2010 roku roku w tajnym raporcie GAZPROM przewidywał katastroficzne dla Rosji konsekwencje wydobywania w przyszłości gazu łupkowego: "Gazprom przyznał, że wzrost wydobycia gazu z niekonwencjonalnych złóż w Stanach Zjednoczonych może radykalnie zmienić cały światowy rynek gazowy i zagrozić takim strategicznym projektom rosyjskiego koncernu, jak zagospodarowanie gigantycznego złoża gazowego paliwa Sztokman, na Morzu Barentsa. Gazprom uczynił to w raporcie, przygotowanym przez swój Zarząd dla Rady Dyrektorów koncernu, która zebrała się we wtorek w Moskwie, aby omówić politykę marketingową w warunkach globalnego kryzysu finansowo-gospodarczego. Dokument, którego główne tezy ujawnił w tym dniu zbliżony do Gazpromu dziennik "Kommiersant", zaprezentował wiceprezes monopolisty Aleksandr Miedwiediew (...) Według gazety, Miedwiediew przyznaje w raporcie, iż gaz łupkowy przekształcił rynek gazowy USA z deficytowego w samowystarczalny, a także, iż nadmiar gazu skroplonego (LNG) uderza w konkurencyjność rosyjskiego surowca w Unii Europejskiej (...) Gazprom przyznał, że wzrost wydobycia gazu z niekonwencjonalnych złóż w Stanach Zjednoczonych może radykalnie zmienić cały światowy rynek gazowy i zagrozić takim strategicznym projektom rosyjskiego koncernu, jak zagospodarowanie gigantycznego złoża gazowego paliwa Sztokman, na Morzu Barentsa (...) Wiceszef Gazpromu potwierdza w dokumencie, że eksport rosyjskiego gazu w roku 2009 zmniejszył się o 11,4 proc. - do 140 mld metrów sześciennych surowca. Spadek był konsekwencją redukcji zużycia gazu (nie tylko rosyjskiego) w UE o 44 mld metrów sześciennych - do 555 mld. Raport nie zawiera danych na temat strat, jakie z tego powodu poniósł koncern. Jednak Miedwiediew przekazał wcześniej, że wpływy Gazpromu z eksportu błękitnego paliwa za ubiegły rok wyniosą 40-42 mld dolarów wobec 64 mld USD w 2008 roku (...) Złoże Sztokman, największe na świecie podmorskie pole gazowe, znajduje się w rosyjskim sektorze szelfu kontynentalnego w centralnej części Morza Barentsa na głębokości 280-360 metrów, w odległości ok. 550 km na północny wschód od Półwyspu Kolskiego. Jego potwierdzone zasoby wynoszą 3,8 bln metrów sześciennych gazu i 53,3 mln ton kondensatu gazowego (...) Opóźnienie projektu sztokmańskiego, a tym bardziej odstąpienie od niego, uderzyłoby również w projekt Nord Stream (Gazociąg Północny). To właśnie ze złoża Sztokman ma pochodzić część surowca, który za pośrednictwem Nord Stream przez Morze Bałtyckie ma popłynąć z Rosji do Niemiec.."

Według innych informacji zaniepokojenie Rosji i Gazpromu możliwością światowego boomu na gaz łukowy następowało już od początku XXI wieku a nasiliło się od 2005 roku, kiedy to okazało się, że właśnie w Polsce mogą być jego ogromne zasoby.

Ojojoj... w głowach putinowców i miedwiedowców (Miedwiediew jest od wielu lat związany z Gazpromem) musiało się zrodzić coś chyba na kształt przerażenia możliwością bankructwa ekonomicznego Rosji i to jeszcze z powodu "polskich panów"... Doświadczenia z USA, które całkowicie uniezależniły się od Rosji i zaprzestały importu gazu z tegoż kraju musiały dogłębnie wstrząsnąć totalitarystami sowieckimi! Wszak przecież Rosja bez eksportu gazu i ropy, bez Gazpromu stanowiłaby kraj będący jednym z biedniejszych na świecie i nie pomogłyby syberyjskie złoża diamentów czy rud uranu lub plutonu!

W ubiegłym roku pisałem w poście: "Coś chyba nie tak z moimi snami i konfabulacjami? To Oni mieli zginąć?" m.in.:
"(...) Do tego momentu cała układanka wyglądała tak:
1. Listopad 2009 - Spotkania Sikorskiego w USA i oddanie USA przez Polskę gazu łupkowego, które prawdopodobnie są największe na świecie i zapewniłyby Polsce samowystarczalność na co najmniej 120 lat! A Polska stałaby się chyba potentatem gazowym oraz uniezależniła na zawsze od Rosji i utrąciłaby sens budowy gazociągu północnego i stałaby się głównym dostawcą gazu do Europy! Przypominam, że USA dzięki własnym pokładom gazu łupkowego praktycznie uniezależniły się już od Rosji.
2. 07 kwiecień 2010 - Spotkanie Tusk - Putin w Katyniu i rozmowy,
3. 08 kwiecień 2010 - Spotkanie Obama - Miedwiediew (redukcja do 3000 rakiet z głowicami jądrowymi),
4. 09 kwiecień 2010 - Uroczyste rozpoczęcie budowy rurociągu północnego.
I TU PROBLEM - POLSKA – jako światowy potencjalny gigant gazu łupkowego oraz oczywiście Prezydent L. Kaczyński! - jako problem numer 1 oraz S. Skrzypek (Prezes NBP, ale to w oddzielnym wątku).Rozwiązanie Głównego Problemu: Wyeliminowanie ze starego systemu tych jego elementów, które uwierzyły, że stały się częścią nowego i mogą zagrozić ponownej duopolizacji, trio czy też czworopolizacji a przede wszystkim Nowemu Energetycznemu Podziałowi Świata! Czy m.in. o tym dyskutowali ostatnio Bildenbergowie?
5. 10 kwiecień 2010 - Tragedia/Zamach (?) pod Smoleńskiem. Ginie Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej - L. Kaczyński. Problem zniknął a jak to zostanie wyjaśnione to już jest nieważne. Znajdą się kozły ofiarne takie żeby nie raniły Rosji. Bo to Rosji głównie zależało na śmierci Kaczyńskiego. Rosja oczywiście na gruncie mikro będzie chciała wyjść z tego z twarzą, ale tak naprawdę w jaki sposób dokonano zamachu (jeśli był to zamach) jest interesujący teraz dla hobbystów. Chociaż oczywiście nie można powiedzieć, żeby nie dążyć do wyjaśnienia szczegółów .... tylko, czy to coś da? Można skrzywdzić niewinnych ludzi (...).

Więc opowiem Wam z czystym sumieniem, co mi się znów nieprawomyślnie i spiskowo przyśniło... oczywiście na temat tragedii smoleńskiej... i w częściach (...) nie zawsze logicznie powiązane w całość... no, ale to tylko zapis majaczeń sennych.
/Usłyszawszy 10 kwietnia tego roku, że rozbił się samolot i zginęli wszyscy nim lecący z Prezydentem RP na czele, moją pierwszą myślą było pytanie: Kto jeszcze leciał? Poznawszy listę pasażerów, pojawiło się drugie pytanie: Jak można było dopuścić do tego, aby Oni wszyscy lecieli jednym samolotem? Po wszystkich zaś wydarzeniach pierwszego dnia tragedii i znając "bezwzględność chronicznej antypolskości państwa Rosyjskiego" oraz ustalenia jałtańskie, zaświtało w mojej głowie kolejne pytanie: Kto miał tak naprawdę z tych 96 osób (zakładając w majaczeniach, że był to zamach... niczym Gibraltarski) zginąć, czyli Kto był celem zamachu oraz dla Kogo śmierć tych osób byłaby politycznie i geopolitycznie korzystna a nawet niezbędna? Odpowiedź na ostatnie pytanie wydawała mi się w moim śnie kluczowa dla rozwiązania zagadki śmierci elit patriotycznych III RP. Słowa niestety nie zawsze potrafią oddać sens i istotę odpowiedzi, więc w śnie sporządziłem pewien schemat dający pośrednio odpowiedź na to pytanie.... Oto jego pierwsza część, którą ztytułowałem: TO ONI MIELI PRZEDE WSZYSTKIM ZGINĄĆ? Starałem się też wskazać wyśnione przeze mnie możliwe przyczyny i powody, dla których musieli zginąć (...)
SCHEMAT
ISTOTA TRAGEDII SMOLEŃSKIEJ
CZĘŚĆ I:
TO ONI MIELI PRZEDE WSZYSTKIM ZGINĄĆ?

ScreenUp miniaturka
(kliknij myszką, aby powiększyć!) "

Przepraszając za obszerność cytatu śpieszę donieść, że od tego momentu pojawiło się wiele nowych faktów lub też można je wydobyć niejako "czytając między wierszami"... W niedługim czasie postaram się sporządzić kolejną część schematu...

Kończę z coraz smutniejszym sercem i taką refleksją: Mamy Prezydenta, który chciał gaz łupkowy wydobywać podobnie jak węgiel brunatny i nie ma (lub udaje, że nie ma) żadnej wiedzy na temat jego znaczenia dla światowego i polskiego bezpieczeństwa energetycznego... i mamy Premierów (Pawlaka w szczególności), którzy z czystym sumieniem podjęli - moim zdaniem ocierająca się z zdradę Polski - decyzję o energetycznym (gazowym) ubezwłasnowolnieniu się od Rosji do 2037 roku (mając 300 letnie samowystarczlane własne zasoby gazowe!)  a obecnie już jawnie mówią o sprzedaży Sowietom polskiej Grupy LOTOS...

I jeszcze tylko jedno... Niemcy i Rosja przeznaczyły i dalej przeznaczają ogromne kwoty na budowę rurociągu północnego. Ewentualna eksploatacja polskich złóż gazu łupkowego czyniłaby tą inwestycję zbędną i nieopłacalną ekonomicznie... Lech Kaczyński zdawał sobie z tego sprawę i sądzę, że zdawali sobie sprawę z tego, że Nasz Prezydent "sobie z tego zdaje sprawę" również i Putin, i Miedwiediew, i Merkel, i Obama... Może właśnie 08 kwietnia 2010 roku w Pradze Miedwiediew i Obama dyskutowali o Nowym Energetycznym (Gazowym) Podziale Świata: USA - gaz łupkowy a Rosja - gaz tradycyjny? Czyżby wtedy już nie brali pod uwagę zdania polskiego Prezydenta? Mam nadzieję, że obydwa pytania z natury rzeczy są tylko hipotetyczne oraz a'priori zupełnie abstrakcyjne i chybione a ja po prostu konfabulacyjnie sobie literacko fantazjuję... Oby!

Jakoś tak bez pozdrowień, ale z troską i refleksyjnie... przed zbliżającą się, tragiczna dla Polski, datą 10 kwietnia...


Errata:
Dziękuję za zwrócenie uwagi w komentarzu napisanym do tekstu przez uziela. Oto wybrany fragment owego komentarza: "Pluton nie wydobywa się tylko jest to produkt uboczny pozyskiwany ze zużytego paliwa uranowego.
W środowisku naturalnym wszystkie izotopy występują w śladowych ilościach i zwykle towarzysza rudom uranu. Tylko 244Pu ma dłuższy czas połowicznego rozpadu (80 mln lat) ale akurat ten izotop nie ma zastosowania jako paliwo"




ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

piątek, 18 marca 2011

Rozterki Komorowskiego...

Witam

Polska śmieje się z grafomana (pamiętacie jego wierszyk o Wałęsie?) i ortograficznego analfabety Prezydenta Bronisława Komorowskiego (używam nie zwyczajowego przeze mnie skrótu, ale całego imienia i nazwiska - co by potomni wiedzieli o kogo chodzi!).

Bo doprawdy jest się z czego śmiać. Komorowski nie dość, że jest - moim subiektywnym zdaniem - megalomańsko infantylny, nie potrafi przekazywać słownie własnych myśli, reprezentuje międzynarodową ogładę towarzyską na poziomie urągającym - według mnie - nawet niemalże imbecylom dyplomatycznym*, ale okazuje się, iż prawdopodobnie lenił sie w szkołach przez całe lata...

Śmieszny to raczej bądź niechybnie człowieczek (czułe przeze mnie zdrobnienie rzeczownika: człowiek). Jego "ogromność" wcale nie czyni go rubasznym ani  dobrotliwym... Jego sztuczne wydłużanie ostatnich sylab podczas przemówień przypomina mi osobiście - zresztą skądinąd przesympatycznie brzmiące - ryczenie i mruczenie małby wołającej o banana... Jego decyzje chyba nie są tak naprawdę jego... Przypomina bezwolną istotkę trzymaną przez całe to w s i owe tałatajstwo na krótkiej smyczy przypominajacej prawdopodobnie "hakową" kolczatkę...

Smutny to raczej bądź niechybnie człowieczek (czułe przeze mnie zdrobnienie rzeczownika: człowiek), bo zapewne w swoich wyobrażeniach wydaje mu sie, że jest kimś istotnym na tym świecie... Przez lata marzył chyba sobie zapewne o uściskach dłoni z "możnymi" tego świata? (czym zresztą lubi się teraz chwalić). Może gdzieś w ukryciu i przed lustrem przebierał się np. w Napoleona lub np. Stalina? (oj... mu bliższego)... Został jeno myśliwym a historia wspominać go będzie jako Prezydenta-Gafę i Męża Niestanu jego własnej żony oraz poddanego władaniu teścia, który to... napisał (a może tylko przepisał?) mu pracę magisterską i zapewne wciągnął w "konspiracyjną robotę".

To tylko kilka takich moich konstatacji i refleksji...

Zastanawiałem się też jakież to przemyślenia i rozterki mogą po takiej kompromitacji tlić się w "prezydentowych szarych komórkach"?...

A może takie...

"Od kiedy magistrem zostałem
to pisać po prostu przestałem

Ale zanim się nim stałem
to też nic nie pisałem

To dlaczego wszyscy się dziwią żem niepiśmienny?
A może spłynąłem z wodą do Bałtyku i już ze mnie plankton przydenny?

Oj Nie! Jam Hrabia Komorowski!!!
Jaśnie Prezydent tej mojej, ciemnej intelektualnie acz niby wykszytałconej części Polski!"

* Ciekawie zachowywał się podczas spotkania z Obamą... doprawdy...



A poniżej humorystyczne i prześmiewcze sparafrazowanie ewentualnej tematyki i stylu rozmowy Bronisława Komorowskiego z B. Obamą - Yarrok zapewne zinspirował się dotychczasową wręcz niespotykaną wprost elokwencją reprezentowaną przez tego quasi Prezydenta oraz jego sławnym już bigosowaniem...




ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

środa, 20 stycznia 2010

Prawda o Prezydencie B.H. O'Bamie - Jego roczne władanie przestrogą wyborczą dla Polaków

Witam

Jeszcze wczoraj Marek Ostrowski pisał: "20 stycznia: dokładnie pierwszy rok prezydentury Obamy, a w stanie Massachusetts, mateczniku Demokratów, partia prezydencka może stracić fotel senatora po śmierci Edwarda Kennedy’ego. Jeśli straci, Obama zostanie pozbawiony wygodnej przewagi 60 miejsc w Senacie, a przez to może ugrząźć jedyne prawdziwe osiągnięcie pierwszego roku: reforma systemu ubezpieczeń zdrowotnych w USA. „To będzie jego Waterloo. To go złamie” – zapowiedział pół roku temu republikański senator Jim DeMint, ujawniając nastroje, które za oceanem mogliśmy przeoczyć: w Ameryce jest też wielu, którzy Obamie źle życzą, a już na pewno źle życzą jego sztandarowej reformie".

No i stało się. Jak podaje na swoim blogu woyzeck: "Po raz pierwszy od 1972 roku Massachusetts bedzie miec Republikanskiego senatora.This is the end of the world, Mrs. Ashe. Na polskie warunki, to jest mniej wiecej tak, jakby w Warszawie Andrzej Lepper wygral 80:20 z Donaldem Tuskiem w wyborach w 2007 roku (w sensie szans)". I to pomimo tego, że B.H. O'Bama osobiście zaangażował się w promocję kandydatki Demokratów, co jednak na co wskazywał woycek w innym swym poście zawsze kończy się niepowodzeniem wyborczym jego kandydatów: podobnie było m.in.w czasie w czasie wyborow gubernatorskich ani w New Jersey, ani w Wirginii 3 miesiace temu.

Rok rządów .H. Obamy zakończy się więc - wobec prawdopodobnego fiaska reformy w ochronie zdrowia - kompletną klapą. Już teraz Prezydent USA ma jedne z najniższych w historii USA wskaźników poparcia społecznego. Zmarnował przepięknie cały rok swojej prezydentury i ni pomogła mu w tym (a pewnie i zaszkodziła) najśmieszniejsza w historii Pokojowa Nagroda Nobla.

Jak pisze Wawrzyniec Smoczyński: "wyniki sondażu Gallupa dla dziennika „USA Today” wskazuje, że 72 proc. Amerykanów jest niezadowolonych z kierunku, w jakim zmierza ich kraj (84 proc. rok temu), 37 proc. uważa, że pod koniec kadencji Obamy ich kraj będzie w gorszej kondycji niż dzisiaj (25 proc. przed rokiem). Spadła liczba Amerykanów, którzy wierzą, że Obama poprawi opinię ich kraju w świecie (z 76 do 60 proc.) i że naprawi służbę zdrowia (z 64 do 40 proc.). Ogólne poparcie spadło w ciągu roku z 64 do 50 proc. Wiele z tych wyników można położyć na karb ciężkiej recesji, ale pod spodem coraz wyraźniej widać rozczarowanie i zniecierpliwienie powolnym tempem zmian. Dla Obamy tym groźniejsze, że z nadziei uczynił swoje hasło wyborcze, a ze zmiany swoją naczelną obietnicę (...) Jego notowania szybko zbliżają się do punktu, w którym sceptycyzm przechodzi w defetyzm. By tego uniknąć, prezydent USA musiałby odnieść niekwestionowany sukces w jednej z dwóch kluczowych spraw: reformie ubezpieczeń zdrowotnych lub wojnie w Afganistanie" (sic!).

Co się stało, że jakoś tak świat a już sami Amerykanie powoli maja dość Tego Politycznego Geniusza?

Przyczyn jest wiele: począwszy od kryzysu (którego źródłem jest tak naprawdę Partia Demokratyczna i jej wcześniejsi Prezydenci USA), nieudolności w jego pokonywaniu poprzez nieumiejętności rządzenia oraz sztucznie wykreowany wizerunkowo fałszywy PR (B.H. O'Bama jest tak papierkowo i PR-wo na kolorowo, opakowaniowo niestrawny i w środku pusty jak nasz D. Tusk!) aż po pierwotne kłamstwo i oszustwo wyborcze.

Pamiętam rok temu. Euforia! Wszędzie pełno o tym, że to nowy rozdział w życiu Ameryki. Pierwszy Afroamerykanin Prezydent USA. W każdym internetowym portalu, telewizji, gazecie przedstawiany był Jego oficjalny, starannie przefiltrowany życiorys. Harwardczyk, prawnik, działacz społeczny to wszystko można wyczytać wszędzie.

Swego czasu zastanawiałem się nad jego fenomenem. Skąd się wziął i jak mu się udało dojść tak wysoko w Partii Demokratycznej i wygrać wybory w USA?. Jego wykształcenie, zawodowe koleje losu, działalność społeczna i polityczna, są przecież typowe dla solidnych polityków amerykańskich wywodzących się z zamożnej klasy średniej lub też nawet z tzw.: establishmentu.

No właśnie zamożnej klasy średniej... On Afroamerykanin musiał więc, aby przejść przez te wszystkie szczeble nauki i kariery, bądź mieć solidne rodzinne zaplecze finansowe, bądź też wykorzystywać darowizny i stypendia... bo innej możliwości nie było.

Aby rozwikłać tę zagadkę wgłębiłem się w jego życiorys... I odkryłem, że jego zapleczem zarówno finansowym jak i ludzkim jest jego rodzina ze strony matki i sama matka: Stanley Ann Dunham, z pochodzenia majętna Żydówka (jej żydowskie korzenie sięgają: Irlandii, Niderlandów, Francji, Szkocji, i Niemiec)!. Mówi się też, że w matce Prezydenta płynie też drobniutka część czirokeskiej krwi indiańskiej.

No tak. Więc sprawa sfinansowania jego nauczania i osiągnięcia tak wysokie pozycji politycznej stałą się jasna! Barack Hussein O'Bama jako więc w prostej linii ŻYD przez całe swoje życie mógł liczyć na poparcie swoich bratnich dusz posiadających przeogromne wpływy w USA.

I nie rozumiem, dlaczego w czasie kampanii prezydenckiej informacja ta był raczej ukrywana lub wyraźnie nieeksponowana? (no poza mediami żydowskimi przeznaczonymi dla Żydów). Czy to był (jest) powód do wstydu, że Obecny Prezydent USA jest jednocześnie Afroamerykaninem i prawowitym po linii matki Żydem? I to majętnym oraz będącym członkiem Amerykańskiego Establishmentu!

Ciekawe ilu Amerykanów wie Kim tak naprawdę była matka obecnego Prezydenta?

Może dla Nas przybliżę.

Matka Prezydenta - Stanley Ann Dunham była Żydówką i to spowinowaconą z wielkimi żydowskimi rodzinami. Jej rodzice: Madelyn Payne i Stanley Armour Dunham byli obydwoje Żydami a poprzez swojego ojca matka Baracka Husseina Obamy (tym samym sam Prezydent) była spowinowacona rodzinnie m.in.z: Żydem i b. Prezydentem Harry'm Trumanem; Żydem i b. Wiceprezydentem Dickiem Cheneyem; Żydem i bardzo zamożnym brytyjskim bankierem Gustavem Anthony de Rothschildem (w prostej linii związanym bezpośrednio rodzinnie z Nathanem Mayerem Rothschildem współtwórcą finansowej potęgi Żydów niemieckich Rothscildów) i Żydem premierem Wielkiej Brytanii Winstonem Churchillem (jego matka Janette Jerome była Żydówka i córka amerykańskiego finansisty).
http://en.wikipedia.org/wiki/Barack_Obama_Sr
http://en.wikipedia.org/wiki/Ann_Dunham
http://en.wikipedia.org/wiki/Madelyn_Payne
http://en.wikipedia.org/wiki/Stanley_Armour_D...

W czasie kampanii prezydenckiej nawet pojawiły się informacje (L'Osservatore Romano), że jednym z przodków mamy Prezydenta był polski Żyd: Jakub Izaak z Przysuchy. (na konferencji prasowej temu poświęconej B. Obama pojawił się w ortodoksyjnym stroju chasydzkim i nie odpowiedział na żadne pytanie dotyczące jego żydowskiego pochodzenia). Natomiast ja nie znalazłem nigdzie takich śladów, ale nie jestem historykiem - więc, kto wie?

Reasumując: Tak, po linii matki B.H. O'Bama (mimo, ze po ojcu Murzynie jest mulatem) zgodnie z judaizmem jest Żydem. I to spowinowaconym z wielkim światem syjonistycznej polityki oraz finansjery.

Tak, więc nie dziwmy się, że Prezydent otoczył się ludźmi z dawnego otoczenia (administracji) Billa Clintona, która to w przeszło 80% składała się wyłącznie z Żydów oraz tak wspiera amerykańskich finansistów w dobie kryzysu!.

I w tym miejscu pojawiły się u mnie się wątpliwości o etyczność wykorzystywania swojego koloru skóry w kampanii prezydenckiej przez B.H. Obamę. Amerykanie potrzebowali zmiany po rządach nieudacznika i głupca (jak określił to Olvier Stone) G. Buscha juniora. Potrzebowali też nowej jakości: tą nowa jakość dawali Demokraci. I to w dwóch wymiarach: 1) Pierwsza Kobieta Prezydent USA, 2) Pierwszy Afroamerykanin Prezydent USA.

Cała walka pomiędzy Obamą a H. Clinton była po prostu jednym wielkim spektaklem marketingowym stworzonym i zrealizowanym dla, w większości raczej mało rozgarniętych intelektualnie, Amerykanów. Elita wiedziała swoje: niezależnie, kto wygra i tak będziemy u władzy (jakby wygrała Clinton to zapewne B. Obama zajmowałby się polityką zagraniczną - oj hipokryzja).

Uzyskano jeszcze dodatkowy efekt tej niby kłótni: Partia Demokratyczna jak nigdy dotąd pozyskała i zaktywizowała ogromne raczej do tej pory mało angażujące się w wybory - elektoraty Afroamerykanów i amerykańskich kobiet.

Niestety elity zdominowane są w większości przez Amerykanów pochodzenia żydowskiego. Przeciętny Afroamerykanin jest naprawdę (niczego nie ujmując, a zresztą z własnej winy) mało inteligentny (nawet infantylny). Zresztą wśród białych jest podobnie. A kampania B. Obamy była perfekcyjna. Kobiety widziały w nim drugiego Kennedyego a Murzyni swojego kompana z ulicy. Ciekawe jakby głosowali wiedząc, że jest to jeszcze jeden z tych bogatych "dupków" spowinowacony dodatkowo z bogatymi żydowskimi "białasami"? A może właśnie teraz to do nich zaczyna docierać?








Ale! Wracając do jego faktycznej Proamerykańskości - przecież powiedzą niektórzy - B. Obama ma piękną żonę Murzynkę i fajniusie czarniutkie dzieciaczki. Tak to prawda ale i tu NIESPODZIANKA!. Okazuje się, że kuzyn jego żony jest jednym z najbardziej znanych w USA czarnych rabinów!!! Michelle Obama, żona Prezydenta, i czarny jak smoła rabin Capers Funnye, duchowy przywódca synagogi w chicagowskiej South Side, są kuzynostwem drugiego stopnia. Matka rabina Funnye, Verdelle Robinson Funnye była bowiem siostrą dziadka pani Obamy. Rabin Funnye jest naczelnym rabinem hebrajskiej kongregacji etiopskiej Beth Shalom B'nai Zaken w południowo zachodnim Chicago. W kręgach żydowskich jest znany głównie, jako pośrednik pomiędzy głównym nurtem judaizmu a małą i dosyć wyizolowaną kongregacją czarnych Żydów, nazywanych niekiedy czarnymi Hebrajczykami lub Izraelczykami. Rabin Funnye często apeluje do wspólnoty żydowskiej o większą akceptację w stosunku do Żydów, którzy nie są biali.
(żródło: Anthony Weiss, Michelle Obama Has a Rabbi in Her Family,
Forward Jewish Daily Sep 02, 2008).



Oceniając rok tej Prezydentury staje się jasne, że wybór B.H. O'Bamy był pomyłka wyborczą Amerykanów uwiedzionych i zmanipulowanych "marketingową papką propagandowo-socjotechniczną" zafundowaną im przez samego kandydata i jego spin-doktorów.

Zresztą B.H. O'Bama nie potrafił zadbać również o swoich rodzimych wyborców. Mocno rozczarował - jako jeden z kategorii Przywódców: Leniwców Pospolitych (jak nasz Donek) - mieszkańców rodzinnego Chicago i Stanu Illinois. Jak podaje PAP: Pierwszy rok prezydentury Baracka Obamy nie był tak korzystny dla Chicago, jak tego oczekiwano Obama odwiedził swoje rodzinne miasto zaledwie trzy razy, tyle samo co np. kraje skandynawskie (…) Mieszkańcy Chicago mieli (płonną – jak się okazało – kj) nadzieję, że rodzinne miasto byłego senatora z Illinois, a obecnie 44. prezydenta Stanów Zjednoczonych, zyska na popularności, podobnie jak było w przypadku innych miejsc zamieszkanych niegdyś przez byłych prezydentów USA, a chętnie odwiedzanych obecnie przez turystów.  Ponadto, mimo osobistego zaangażowania Prezydenta Chicago już w pierwszej turze głosowania w Kopenhadze odpadło z rywalizacji o prawo do organizowania letnich igrzysk olimpijskich w 2016 roku".

Może historia wyboru B.H. O'Bamy i treść jego Prezydentury będzie dla Nas, Polaków - w nadchodzącym czasie wyborczych decyzji - Przestrogą? Oby... tym bardziej, że nam powinno być łatwiej - poznaliśmy przecież jak nieudolnym Przywódcą jest D. Tusk i jak Pustą, Skompromitowaną i Antypolską partią jest cała Platforma Obywatelska!


Życzę nam Wszystkim abyśmy przy urnach wyborczych dokonali dobrego dla Nas i Naszej Ojczyzny wyboru!

Pozdrawiam

Poniżej: ciekawe i szczegółowe notki biograficzne rodziców Prezydenta

MATKA PREZYDENTA -
Stanley Ann Dunham (29.11 1942 – 07.11.1995, później znana jako Dr. Stanley Ann Dunham Sutoro była antropologiem specjalizującym się w rozwoju obszarów wiejskich. Urodziła się w Forcie Leavenworth w stanie Kansas w USA. Jej rodzice, Madelyn Payne i Stanley Dunham, spotkali się w Wichita (Kansas), a związek małżeńskii zawarli 05 maja 1940 roku. Po ataku na Pearl Harbor Stanley Dunham – jej ojciec (który nie posiadał wykształcenia wyższego) wstąpił do armii amerykańskiej a po wojnie rodzina Ann przeniosła się do Tekasau a następnie w 1956 do Waszyngtonu. Tam 13 letnia Ann uczęszczała do Mercer Island High School. Ojciec zajmował się handlem meblami a jej matka - Ann Madelyn Dunham pracowała w lokalnej bankowości. Ann Madelyn (babka Prezydenta) była bezpośrednio córką Falmoutha Kearneya – irlandzkiego żydowskiego emigranta, rolnika, który osiadł w Jefferson Township i podobno miała dalekich przodków z indiańskiego plemienia Czirokezów. W 1960 roku rodzice Ann przenieśli się na Hawaje, gdzie Madelyn (mataka Ann) została - jako pierwsza kobieta - Viceprezesem Banku Hawaje. Ojciec Ann (dziadek Prezydenta) Stanley Armour Dunham z pochodzenia Żyd - poprzez swojego przodka Mareena Duvalla (zamożnego żydowskiego, ale katolickiego – Hugenod - kupca) był związany rodzinnymi więzami krwi m.in. z: Żydem i b. Prezydentem Harry'm Trumanem; Żydem i b. Wiceprezydentem Dickiem Cheneyem ; Żydem i bardzo zamożnym brytyjskim bankierem Gustavem Anthony de Rothschildem (w prostej linii związanym bezpośrednio rodzinnie z Nathanem Mayerem Rothschildem – współtwórcą finansowej potęgi Żydów niemieckich Rothscildów) i Żydem premierem Wielkiej Brytanii Winstonem Churchillem (jego matka Janette Jerome była Żydówka i córka amerykańskiego finansisty).
Kontynuując: Rodzina Ann (matki Prezydenta) w roku 1960 przeniosła się na Hawaje a Ann rozpoczęła studia na Uniwersytecie Hawajskim. Tam poznała Baracka Obamę Seniora i wyszła (pomimo sprzeciwu obydwu rodzin „młodych”) za niego za mąż oraz w wieku 18 lat urodziła Berrego - Baracka Obamę Juniora (obecnego Prezydenta USA). Małżeństwo nie trwało długo, tylko do roku 1964. W 1967 roku poślubiła indonezyjskiego studenta Lolo Soetoro i wyjechała do Indonezji. Póżniej wiele podróżowała. W 1992 uzyskała doktorat z antropologii, działała społecznie na rzecz rozwoju biednych obszarów afrykańskich, współpracowała z wieloma rzadmi państw, fundacjami miedzynarodowymi, pomagała m.inb. w Pakistanie. Zmarła na raka jajnika i szyjki macicy w roku 1995 w wieku 52 lat. http://en.wikipedia.org/wiki/Ann_Dunham)

OJCIEC PREZYDENTA-
Barack Hussein Obama senior (1936 / 24 listopad 1982). Barack Obama senior urodził się w Kenii w miejscowości Kanyadhiang, powiat Rachuonyo na brzegu Jeziora Wiktorii. Należał do grupy etnicznej Luo. Był synem czarnego muzułmanina Onyango Obama (ok. 1895-1979), który miał co najmniej trzy żony. Obama senior w 1954 roku jako osiemnastolatek ożenił się z przedstawicielką wojego plemienia o imieniu Kezia, z którą miał czworo dzieci. Od 1950 do 1953 roku, studiował na Maseno National School, ekskluzywnej uczelni chrześcijańskiej prowadzonej przez kościół anglikański. pokład szkoły w Maseno, który był prowadzony przez Kościół anglikański Kenii (stypendium na studiowanie ekonomii uzyskał od nacjonalistycznego Afrykanera Toma Mboya). Po czym dzięki fundacji Kennedych (promujących wybitnych studentów z Czarnego Ladu) zaczął studiować (przez rok) w USA na Uniwersytecie Stanforda. W wieku 23 lat Obama senior podjął studia ekonomiczne na Uniwersytecie Hawajskim na Manoa. Pozostawił swoją żonę (Kezię) w ciąży i z trójką dzieci. Na Hawajach poznał Ann Dunham, z która ożenił się 02.02.1961 roku, w międzyczasie odchodząc od Islamu i stając się ateistą. Ciekawostka jest fakt , że Ann Dunham (matka prezydenta USA) nie wiedziała, że jej nowy mąż jest już żonaty i ma czwórkę dzieci . Ta informacje uzyskała duzo później już po rozwodzie z Obamą Seniorem. Po ukończeniu w 1962 roku uniwersytetu hawajskiego wyjeżdża do USA by studiować na Uniwersytecie Harwarda W 1964 roku rozwiódł się z Ann Dunham (swojego syna, obecnego Prezydenta USA odwiedził tylko raz, gdy młody Obama miał 10 lat – w roku 1971). Wrócił do Kenii, gdzie został Głównym Ekonomista w Kenijskim Ministerstwfie Finansów. Był socjalistą. W roku 1965 napisał książkę: „Problemy socjalizmu”. Po konflikcie z prezydentem Kenii stracił stanowiska a jego kariera legła w gruzach. Zaczął pić, stracił wszystkie pieniadze. Stracił pracę, w wypadku samochodowym spowodowanym pod wpływem alkoholu stracił dwie nogi. Kolejnego w 1982 roku w Nairobi już nie przeżył. Zmarł w 1982 roku w wieku 46 lat.
http://en.wikipedia.org/wiki/Barack_Obama_Sr)

P.S. WAŻNE!!!

Jeden z blogerów (DoktorNo) zarzucił mi, że w podanych linkach do Wikipedii, na które się powołuję nic nie ma o żydowskich korzeniach rodziny B.H. Obamy. A ponadto stwierdza, że mój tekst to "znowu kreatywne cytowanie i oszukiwanie inteligencji czytelników".
 Otóż oświadczam, że część mojego niniejszego postu obejmująca informacje o żydowskim pochodzeniu O'Bamy jest kopią fragmentu mojego postu napisanego rok temu, zaraz po wyborze O'Bamy na Prezydenta. Wówczas, korzystając z tych linków w styczniu 2009 roku, wszystkie podane wtedy tego typu informacje były dostępne na stronach wikiopedii rodziny O'Bamów (sam osobiście je tłumaczyłem) i sprawdzałem także w innych źródłach.
Faktycznie. Teraz sprawdziłem i informacje znikły. Cholera... Pogrzebię..., ale zostały wyczyszczone nawet z informacji o dziadkach O'Bamy...
Smutne.
I proszę mnie nie oskarżać o kreatywne cytowanie i oszukiwanie czytelników. Nigdy sobie na to nie pozwoliłem i nigdy tak nie robiłem. Wykorzystałem część swojego postu napisanego rok temu w wierze, że informacje te nie zostały w wikipedii zmienione. Niestety pomyliłem się i nie jestem w posiadaniu zrzutu ówczesnych stron wikipedii, ... ale obiecuję, że dokopię się do informacji...  i je wyciągnę choćby spod ziemi...


ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...

środa, 6 stycznia 2010

AMERYKAŃSCY DZIENNIKARZE - MACIE NEWSA!

Witam serdecznie

Kochani Amerykańscy dziennikarze!

Wasz Prezydent B.H.O'Bama użyczył swojej twarzy i wizerunku dla celów propagandowych w polskiej kampanii prezydenckiej jednemu z kandydatów, a mianowicie: Tomaszowi Nałęczowi! - którego wysokość poparcia mieści się w granicach błędu statystycznego (ostatnie lub przedostatnie miejsce).










W związku z powyższym oraz z całym szacunkiem dla Pana Profesora Tomasza Nałęcza i Prezydenta B.H. O'Bamy, muszę zapytać Was jako obywateli USA a także ewentualnie prosić żebyście zapytali o pewne aspekty samego Waszego Prezydenta!

1. Użyczając swojego wizerunku  Prezydent USA jednocześnie reprezentuje Naród Amerykański, który go wybrał na ten Urząd? W związku z tym mam pytanie: Czy Amerykanie podzielają poglądy Tomasza Nałęcza i identyfikują się z nimi?. A przypominam, że Pan Tomasz Nałęcz należał w latach 1970-1990 do komunistycznej PZPR! Teraz uważa się za socjaldemokratę,
2. Czy Polacy widząc Prezydenta USA obok Pana T. Nałęcza mają rozumieć, że Naród Amerykański i samo USA są w całości lewicowe (postkomunistyczne)?,
3. Czy użyczając  swojego wizerunku jako Prezydent USA, B.H. O'Bama wyznaczył nową jakość i ustalił nowy obszar kontaktów międzypaństwowych pomiędzy USA a Polską, pomijający oficjalne władze RP i skupiający się na kontaktach z kanapową partią polską SdPl?,
4. Czy w końcu mamy rozumieć, że reprezentujący Partię Demokratyczną (w kontekście przynależności partyjnej a nie jako Prezydent) B.H. O'Bama występuje w jej imieniu, co by znaczyło, że nastąpiło jakieś tajne porozumienie o współpracy pomiędzy mającą około 50% poparcia w USA Partią Demokratyczną a mającą śladowe (około 1%) poparcie w Polsce partią SdPl?,
5. Czy w związku z kampanią wyborczą T. Nałęcza możemy na jego wiecach wyborczych zobaczyć Waszego uśmiechniętego Prezydenta osobiście?... byłoby cudownie widzieć Waszego Prezydenta jak popiera, siłą swojego Urzędu i Narodu Amerykańskiego, naszego niesamowitego, lewicowego kandydata, który uzyska może 1% w wyborach prezydenckich.
6. Czy Prezydent USA, użyczając swojego wizerunku w kampanii wyborczej, nie ośmiesza się a tym samym nie ośmiesza Narodu Amerykańskiego? Jak my Polacy możemy poważnie traktować wobec tego Was, jako Naród Amerykański i Waszego Prezydenta?

Serdecznie pozdrawiam

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...

środa, 15 lipca 2009

CZY B.H. O'BAMA MOŻE STRACIĆ PREZYDENTURĘ?

Witam,

Swego czasu przestrzegałem przed wyborem na Prezydenta B.H. O'Bamy . Uważałem, że lepszym kandydatem był John Sidney McCain III, dla którego Prezydentura byłaby zwieńczeniem jego długoletniej patriotycznej działalności politycznej.

Poszukując odpowiedniego miejsca w polskim internecie dla moich przemysleń, na onetowym blogu w dniu zaprzysiężenia Prezydenta USA, w styczniu 2009 roku, opisałem, że O'Bama jest prawowitym Żydem (wcale nie w znaczeniu pejoratywnym, stwierdzałem jedynie fakt) po matce spowinowaconej z największymi światowymi rodzinami żydowskimi ( w tym znanymi bankowcami z rodziny Rotschildów). Opisywałem, że potrafił i mógł wystąpić publicznie w stroju hasydzkim. 

(http://krzysztofjaw.blog.onet.pl/Prezydent-USA-ma-pochodzenie-z,2,ID384762332,n)

Poinformowałem również, że krewny żony O'Bamy jest naczelnym rabinem czarnych judaistów w USA (również nie w znaczeniu pejoratywnym, ale jako stwierdzenie li tylko faktu).

Wykazałem, że walka między H.Clinton a O'Bamą była fiikcją - niezależnie, kto by wygrał i tak przegrany byłby u władzy razem z dawną ekipą Clintona-Saksofonisty. A czarni Amerykanie i Amerykańskie kobiety zostali wprowadzeni w błąd.

No a w marcu 2009 roku pisałem, że może Amerykanie, co prawda z innej strony, obalą O'Bamę? A dotyczyło to kontrowersji wokół jego miejsca urodzenia.

No i okazuje się, że sprawa nie jest zamknięta, a wprost przeciwnie, nabiera coraz bardziej interesującego tempa.

Jak donosi dzisiaj onet.pl: "W sprawie aktu urodzenia Baracka Obamy nastąpił nieoczekiwany zwrot. Po raz pierwszy sędzia sądu federalnego zarządził przesłuchanie w tej sprawie. Na taki krok zdecydował się federalny sędzia David O. Carter z Kalifornii czytamy w serwisie worldnetdaily.com (...). .
O publiczne zaprezentowanie aktu urodzenia urodzenia Baracka Obamy po raz pierwszy wystąpiła organizacja Defend Our Freedoms. Jak na razie, certyfikat ten pokazano tylko raz w formie zdjęcia, umieszczonego w internecie. Dokument ten to tzw. Krótka wersja aktu urodzenia; tego typu akt urodzenia otrzymywały jednak także dzieci urodzone poza granicami USA. Osoby prywatne domagają się zaprezentowania pełnego aktu urodzenia, który zawiera szczegółowe dane takie jak np. nazwa szpitala, w którym doszło do porodu i nazwisko lekarza, który go odbierał - czytamy w serwisie worldnetdaily.com"
http://wiadomosci.onet.pl/2008859,12,item.htm...)

Sprawa certyfikatu jest o tyle ważna z punktu widzenia amerykańskiej konstytucji, że precyzuje ona, iż prezydentem USA może być jedynie osoba, która urodziła się na amerykańskiej ziemi. Jeśli okazałoby się, że Obama nie urodził się na terytorium USA, to zostałby pozbawiony urzędu prezydenta USA.  A wielu, w tym organizacja Defend Our Freedoms, uważa, ze B.H. O'Bama urodził się w Keni, skąd z rodzicami  jako niemowle przybył do USA, rodzinnego kraju matki B.H. O'Bamy (Stanley Ann Dunham).

No cóż... parafrazując moje wcześniejsze przemyślenia: O'Bama jest marinetkowym, niedoświadczonym Prezydentem znajdującym sie pod wpływem środowisk dawniej skupionych wokół Prezydenta B. Clintona. A teraz podważa się jego prawo do bycia tymże Prezydentem. Pewnie i tak nic złego O'Bamie się nie stanie i dalej nim pozostanie, ale ziarenko niepewności u Amerykanów zostało zasiane.

Pozdrawiam