Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przegrana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przegrana. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 czerwca 2021

Jeszcze trochę o pierwszym meczu Polaków na Euro2021

Przyznaję się. Jestem tylko kibicem polskiej drużyny i tak naprawdę trudno mi jest oceniać strategię jej budowania czy też założenia techniczne na konkretny mecz. Niemniej chyba każdy kibic może ocenić samą grę, wolę walki a nawet umiejętności techniczne poszczególnych zawodników. To po prostu widać na boisku. Widać na nim też która drużyna jest lepsza, oddaje więcej strzałów, ile utrzymuje się przy piłce, jak atakuje i przede wszystkim ile strzela bramek, bo to o one chodzi w tej grze. Można bowiem grać przeciętnie, ale wyprowadzić tylko kilka akcji, które dają bramkę i wygrać a można też grać genialnie, ale bez strzelenia goli to nic nie daje. 

Niestety. Polska drużyna i grała beznadziejnie, i nie potrafiła wygrać strzelając więcej bramek od Słowaków. Przegraliśmy 1:2 po fatalnej grze. Słowacy przez większość meczu przeważali nad nami, ale najbardziej rzucał się w oczy brak woli walki u polskich zawodników. Nie było widać piłkarskiego zadzioru, gonienia za każdą piłką, szybkich podań i dośrodkowań, sprawnie przeprowadzanych akcji dających nadzieję na oddanie strzału na bramkę. 

Słowacja miała być w naszej grupie najsłabszym ogniwem, ale okazało się, że dla nas i tak jest za silna. Stąd trudno dziś wierzyć, że nagle polska drużyna się odrodzi i wygra z Hiszpanią i Szwecją. A są to drużyny teoretycznie od nas zdecydowanie lepsze. 

Gdzie można szukać przyczyn porażki? Za wynik odpowiadają piłkarze i trener Paulo Sousa. Przychylam się do opinii, iż: 

"reprezentacja Polski przekroczyła kolejną granicę wstydu. Słowacja ośmieszyła europejskie gwiazdy piłki i de facto zamknęła nam marzenia o awansie. Sousa wybrał najtrudniejszy sposób gry i z hukiem poległ. Ślepo ufaliśmy, że ma jakiś plan. Choć intencje były bardzo dobre, to Sousa zniszczył ostatni atut, który drużyna miała za poprzednika i dziś ta kadra nie istnieje. A wygrywać umie tylko z amatorami. Paulo Sousa w imię wyższej idei nauczenia naszej drużyny gry w ładną i nowoczesną piłkę poświęcił właściwie jedyną rzecz, która przyzwoicie działała za kadencji Jerzego Brzęczka - defensywę. Brzęczkowi trzeba przyznać, że w meczach z drużynami na podobnym poziomie Polska praktycznie nie traciła bramek, co doskonale pokazały eliminacje do Euro 2020. Ba, Paulo Sousa po sześciu meczach w roli trenera kadry ma już na koncie 10 straconych bramek. A co jeszcze bardziej groteskowe, w pięciu z sześciu meczów traciliśmy gola po stałym fragmencie gry. Brzęczek na utratę dziesiątego gola w roli trenera kadry musiał czekać...16 meczów, a na początku grał po dwa razy z Włochami czy Portugalią. Tymczasem w ostatnich meczach obrona zagrałaby lepiej, nawet gdyby nie istniała" [1].

Tyle tylko, że zostają jeszcze piłkarze. Po nich też nie było widać żadnej determinacji w grze, zero zaangażowania. I to nie tylko w obronie, ale i w innych formacjach jak w ataku, gdzie R. Lewandowski nie trafił ani razu w stronę siatki słowackiego bramkarza. Zresztą nie ma co oceniać poszczególnych piłkarzy - wszyscy grali bardzo źle. 

Wracając jednak do trenera. Otoczył się sztabem głównym, w którym jest tylko jeden Polak. Oni nie znają polskich piłkarzy ani meandrów polskiej piłki. Trudno im jest więc pracować w zupełnie dla nich nowym środowisku. Do tego sam trener wcześniej nie za bardzo miał gdzie pracować i decyzja kontrowersyjnego Z. Bońka dała mu szansę na traktowanie reprezentacji Polski jak trampolinę do dalszej kariery. 

Nadzieja w kibicach umiera ostatnia. Wielu jeszcze wierzy, że stać nas na dwa kolejne zwycięstwa dające szansę na awans. Moim zdaniem jednak rozdmuchano propagandowo możliwości naszej reprezentacji i prawdopodobnie dla nas Euro2021 już skończy się na meczu z Hiszpanią i polskim zawodnikom nie pozostanie nic innego jak znów ze wstydem powrócić do Polski. Mam nadzieję, że jednak się mylę...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

sobota, 12 grudnia 2020

Pyrrusowe zwycięstwo

Krótko...

Niestety w całości został utrzymany mechanizm praworządności w tym niby porozumieniu Węgier i Polski z Brukselą i Berlinem. A miało być veto bo ten mechanizm jest pozatraktatowy i de facto demoluje prawodawstwo unijne. 

Na otarcie łez otrzymaliśmy jakieś dodatkowe konkluzje, które mają nam gwarantować, że ów mechanizm nie będzie wykorzystywany politycznie a będzie dotyczył tylko i wyłącznie sposobu i okoliczności wykorzystywania funduszy unijnych, i nakierowany zostanie na  skuteczność ochrony tego budżetu  przed korupcją i defraudacją. Ponadto sam mechanizm praworządności ma być oceniony przez TSUE, co ma zająć jakieś dwa lata. 

Szef SP Z. Ziobro ocenił to porozumienie w następujący sposób: 

"Rozporządzenie warunkujące korzystanie z należnego Polsce budżetu Unii Europejskiej od arbitralnej, politycznej i ideologicznej oceny Komisji Europejskiej niestety wejdzie w życie. Wynegocjowane Konkluzje Rady Europejskiej nie są obowiązującym prawem i mają wyłącznie charakter politycznego stanowiska. Stwierdzał to wielokrotnie w swoim orzecznictwie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Rozporządzenie, prawnie obowiązujące, stworzy możliwość znaczącego ograniczenia polskiej suwerenności. Pozwoli na ingerowanie Komisji Europejskiej w działalność prezydenta, parlamentu, rządu a nawet samorządów, w niemal każdej dziedzinie. Rozporządzenie łamie też traktaty europejskie. Wszystkie zagrożenia, o których ostatnio mówili liderzy Zjednoczonej Prawicy, stały się realne, ponieważ rozporządzenie wchodzi w życie bez jakichkolwiek zmian w stosunku do kwestionowanego tekstu. Decyzja o przyjęciu rozporządzenia w pakiecie budżetowym bez prawnie wiążących zabezpieczeń jest błędem. Przed taką decyzją konsekwentnie publiczne przestrzegaliśmy od lipcowego szczytu Rady Europejskiej. Zarząd Solidarna Polska zbierze się teraz, aby omówić skutki podjętej podczas szczytu decyzji".

Niemal w całości podzielam to stanowisko i uważam, że droga do budowy jednego federacyjnego Państwa Europa czyli Związku Socjalistycznych Republik Europejskich została otwarta i już chyba nic nie powstrzyma lewackich eurokratów przed zboczeniem z tej drogi rozwoju obecnej UE. A to oznacza powolną utratę suwerenności i niepodległości państw europejskich. A taką Jedną Europą - pod nieobecność UK - zarządzać będą oczywiście przede wszystkim Niemcy, które myślą długookresowo i ten dwuletni okres rozpatrywania mechanizmu warunkowości przez TSUE jest dla nich swobodnie do zaakceptowania. 

Tak naprawdę zyskaliśmy jedynie te dwa lata (a może nawet mniej), kiedy to powtórnie przyjdzie nam walczyć o naszą suwerenność, przy czym wtedy już siła naszego oporu praktycznie będzie nieistotna a jedynym wyjściem może być już tylko Polexit. 

Oczywiście takie persony jak np. G. Soros i niecierpliwe środowiska lewackie chciały, aby ten mechanizm warunkowości beż żadnych obwarowań już zadziałał i z tego powodu zaatakowały przyjęty kompromis, ale tak naprawdę może dla G. Sorosa te dwa lata - zważywszy na jego wiek - to dużo natomiast historycznie to naprawdę niewiele, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że wyrok TSUE może być w jakikolwiek sposób korzystny dla Polski czy Węgier - na 100% nie będzie po naszej myśli. 

Być może jestem zbyt pesymistyczny, ale na teraz tak właśnie widzę to nasze pyrrusowe zwycięstwo. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

środa, 10 sierpnia 2011

Przegrywający zgranej karty się ima!... A dziennikarskie "języczki" w akcji!

Witam

Tytuł tego postu - dziś niestety, z powodu  okresowej kumulacji obowiązków życiowo-zawodowych, być może lekko chaotycznego  -  nawiązuje oczywiście do bardzo popularnego powiedzenia: "tonący brzytwy się chwyta".

Bo czyż nie jest tak, że po raz kolejny mamy do czynienia  z przedziwnym manewrem naszej "kochanej władzy", która popełniwszy jakąś niegodziwość i ze strachu, iż ta niegodziwość przez Polaków została niestety zrozumiana nie poprzez pryzmat pełnej ogólnej szczęśliwości i zmanipulowanej prymitywną PO-wą propagandą wirtualnej rzeczywistości, ale zgodnie z naturalną logiką i racjonalnym postrzeganiem rzeczywistości i wyciągania z niej oczywistych wniosków.

Tkano zapewne (ja osobiście się do tego przychylam, aczkolwiek mogę się mylić) bowiem misternie plan zniszczenia lub wyeliminowania możliwości werbalnej komunikacji ze społeczeństwem i organami ścigania niejakiego Andrzeja Leppera. Plan zapewne powstawał etapami i był korygowany w zależności od realnych działań "obiektu" oraz stanu otoczenia niego samego, jak i "planistów".

Tuż po "samobójstwie" sądziłem, iż konieczność  osiągnięcia celu ostatecznego akurat tego dnia i w tych godzinach została podjęta w wyniku nerwowej reakcji na jakieś negatywne tego dnia dla "planistów" wydarzenia lub chęć odwrócenia uwagi od innych wydarzeń.

Zgodnie z powyższym wpierw poszukałem faktów nie związanych z A. Lepperem, ale które mogłyby być na tyle niewygodne dla naszej totalitarnej władzy, iż należało wprost odwrócić uwagę społeczną od takowych wydarzeń i wykreować zdarzenie, które wyparłoby z mediów i bieżącej świadomości społecznej Polaków wszystkie inne. Znalazłem takich wiele: ewentualna sprzedaż Lotosu Rosjanom, ujawnienie w raporcie rządowym współwinnych katastrofy smoleńskiej w  postaci  "niewłaściwie samolot naprowadzających" kontrolerów rosyjskich, antypolskie otwarcie dla UE rosyjskiego Obwodu Kaliningradzkiego oraz rosyjskie plany jego zmilitaryzowania, wiedza A. Leppera o polskich złożach gazu łupkowego... itd, itp... Z różnych przyczyn raczej wszystkie je (oprócz "łupków" i  Lotosu) wykluczyłem. Naturalnie jako siłę sprawczą "ostatecznego rozwiązania kwestii A. Leppera" hipotetycznie przyjąłem również ewentualną treść przedpołudniowych zeznać J. Kaczyńskiego sprawie afery gruntowej...

Moim zdaniem okazało się, że raczej nie o te zeznania chodziło, a raczej o fakt, iż A. Lepper chciał zmienić swoje wcześniejsze zeznania i wskazać faktycznych winnych przecieku, czyli poinformowania potencjalnych przestępców o działaniach podejmowanych wobec nich przez państwowe organy ścigania. Jest to o tyle istotne, że w przypadku, gdyby okazało się, iż takim "przeciekowdawcą" był przedstawiciel instytucji państwowych to... winno to być traktowane niemal jak zdrada stanu i w normalnym kraju kończyć Trybunałem Stanu lub choć dużym wyrokiem. Jeżeliby w taki procederze uczestniczyły tez osoby spoza aparatu państwowego a np. reprezentujące powiązany z nim biznes prywatny... to również przedstawiciele owego prywatnego kapitału być może w konsekwencji musieliby podczas porannego apelu stanąć "twarzą w twarz" z więziennym strażnikiem (kiedyś zwanym "klawiszem").

I tak jakoś mam niejasne przeczucie, że znalezienie prawdziwych przyczyn ewentualnego samobójstwa lub zabójstwa  A. Leppera oraz zbadanie wszystkich "wątków" dotyczących choć w sposób pośredni tej tragedii... mogłoby stać się swoistym katharsis naszej Polski po 1989 roku.

Oczywiście ze smutkiem muszę stwierdzić, że tak się nie stanie i nie dowiemy się np. czy i jaki ewentualnie związek ma śmierć A. Leppera z obiecaną   - bodajże już w roku 2005 -  przez "szemranych Polaków" sprzedażą Rosji polskiego Lotosu... Nie dowiemy się dlaczego już na drugi dzień po objęciu władzy przez Pana Ćwiąkalskiego z PO umorzono dochodzenie w sprawie ewentualnego przestępstwa w tzw: "aferze gruntowej" dokonanego przez R. Krauzego oraz... jaki związek ma  śmierć A. Leppera oraz ewentualne jego ponowne zeznania mogące w konsekwencji "trafić" też właśnie R. Krauzego... z otrzymaniem przez tego ostatniego już 7 koncesji na poszukiwanie (i wydobycie?) polskich złóż gazu łupkowego...

Być może powyższe moje konstatacje to tylko jakieś wyimaginowane powiązania i szukanie na siłę "morza na Saharze", ale polecam lekturę artykułu pt. ""Gazprom: gaz łupkowy może zmienić światowy rynek gazowy" oraz powtórną analizę wszystkiego co działo się w Polsce, Europie, Rosji, USA po zwycięstwie L. Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich właśnie w roku 2005... Był tym, który chciał bezpieczeństwa energetycznego Europy, uniezależnienia się od energetycznego monopolu rosyjskiego, chciał zbudować  rurociąg południowy (do Europy z Kazachstanu i Azerbejdżanu przez Gruzję z pominięciem Rosji), zdawał sobie sprawę z ogromnego potencjału jaki posiada Polska w postaci "gazu łupkowego" i skali "wściekłości" na  Polskę - z tegoż właśnie powodu - Sowietów. Zdawał sobie sprawę również z niemal "odwiecznej antypolskiej przyjaźni niemiecko-rosyjskiej" i faktycznych powodów budowy rurociągi północnego w Bałtyku oraz dążeń Niemców i Rosjan do nadania specjalnego statusu Obwodowi Kaliningradzkiemu i polskich województw: pomorskiego i warmińsko-mazurskiego.

Uważam, że data prezentacji rządowego raportu J. Millera była była wybrana tylko dlatego aby odwrócić uwagę polskiej opinii publicznej i "zmieść" z pierwszych stron gazet antypolska i podjętą również 29.lipca decyzję o objęciu całego obwodu kaliningradzkiego unijnymi regulacjami bezwizowego ruchu przygranicznego. Decyzja ta forsowana przez Rosję i Niemcy a wykonana rękoma Tuska i Sikorskiego podjęta została w sprzeczności do dotyczasopwego prawa unijnego a w przyszłości może służyć - jak słusznie zauważył A. Ścios - restauracji idei "Prus Wschodnich" (kategorycznie polecam zapoznać się z tekstem: OTWORZYĆ DRZWI PUTINOWI.

Podobnie manipulacyjnie wybrano zapewne datę niedawnego "szczytu" polsko-niemieckiego... Pierwsze (i jak na razie nie przewiduje się takowych więcej) od 20 lat i jedyne takie wspólne posiedzenie rządów: polskiego i niemieckiego odbyło się w dniu 21 czerwca 2011 roku! Jakoś tak - może przypadkiem? - bowiem się wydarzyło, że akurat właśnie w tym dniu, czyli 21 czerwca 2011 roku sowiecko-niemiecka spółka Nord Stream zakończyła oficjalnie wszystkie nadwodne i podwodne prace związane z budową pierwszego odcinka Gazociągu Północnego! Dziwne, ale o fakcie zakończenia tych prac było jakoś w polskojęzycznych mediach bardzo cicho, a raczej skupiono sie tylko na przyjaznym wydźwięku przyjaźni niemiecko-polskiej (szerzej piszę  o tym w poście: Poddańcza mentalność premiera D. Tuska? Obserwujmy pogłębianie rurociagu północnego!).

Sam tzw. "raport J. Millera" miał zaś służyć też jako pretekst podjęcia czynności dążących już ostatecznie do  "zniszczenia polskich zdolności obronnych i polskiej armii", co widać po działaniach takich jak: rozformowanie pułku lotniczego (zobacz: D. Tusk wreszcie drwalem i decyzyjnie ścina... tylko czy właściwe drzewa?) oraz atak na jedyną jeszcze sprawną i cenioną na świecie polską formację wojskową, czyli GROM (zobacz: CBA zawiadamia prokuraturę ws. GROM) i chyba "skłonienie do zamileczenia w końcu" "naokrągło i do tego antyrządowo kłapiącego językiem" niejakiego generała S. Petelickiego, twórcy jednostki GROM.   Ciekawe, że kontrolę w GROM-e rozpoczęto już na jesieni 2010, pierwsze zarzuty pojawiły się w grudniu 2010 roku, ale dopiero potrzebny był raport... rozformowanie specjalnego pułku lotniczego i stworzenie negatywnej "aury" wokół armii, by ostatecznie zaatakować prokuratorsko GROM! i spróbować "uciszyć" jego twórcę... Jasny być może, aczkolwiek niekoniecznie, przekaz... nieoprawdaż?: "zamknij się, bo zniszczymy Twoje dzieło i oskarżymy o korupcję a więc zniszczymy twój wojskowy honor a może i pozbawimy profitów emerytalnych"! 

Nie mam złudzeń, że śmierć A. Leppera jest prawdopodobnie czymś, co dla nas jest jeszcze trudne do rozumowego ogarnięcia i zapewne związana jest z ogromnymi pieniędzmi oraz wewnętrzną i zewnętrzną obecnie władzą sprawowaną nad Polską. Piszę o tym w postach: Policjanci, dziennikarze to prorocy? Już wiedzą, że to samobójstwo?! oraz Dlaczego zginął A. Lepper?).

Nie mam też złudzeń i cały czas aż trudno mi uwierzyć, że  My wszyscy, Polacy dajemy się traktować jak zwykły infantylny i prymitywny motłoch ludzki, któremu już nawet nie trzeba "chleba"... wystarczą igrzyska... w postaci pewnej kumulacji i zmaksymalizowania negatywnych wobec władzy emocji w celu ich tak naprawdę zniszczenia, wygładzenia lub przetrasponowania w emocje przeciwstawne, zgodne z celami założonymi przez manipulatorów III RP...

Pewnie znów damy się nabrać i zmanipulować  naprawdę prymitywnym zabiegiem propagandy socjotechnicznej, który w skrócie polega na tym - jak to może dość dosadnie, ale w przenośni trafnie określił yarrok w komentarzu do swojego tekstu: Słów kilka o zaszczuciu... "... Mordować, a później może i pomnik postawić".

Takie "stawianie pomników" przez ewentualnych sprawców często jest spowodowane "fiaskiem" realnego  zmaterializowania się oczekiwanej reakcji społecznej na określone wydarzenie a nawet strachem władzy na zaskakujący i nieoczekiwany jej charakter...


Pamiętamy chyba wszyscy jak cała III RP była zdziwiona, przestraszona i "trzęsła się jak galareta przed podgrzaniem"... gdy zobaczyła jak Polacy zareagowali na smierć L. Kaczyńskiego i pozostałych ofiar tragedii smoleńskiej. Byli pewni, że 5 lat ośmieszania i opluwania Prezydenta wystarczyło , aby ogłupić Polaków i wmówić im, że to jakiś "faszystowski psychol, znienawidzony na świcie i ośmieszający Polskę". Pamiętamy chyba wszyscy jaką wściekłość wywołał film: Solidarni 2010 i jak nagle główny "socjologiczny inżynier społeczny Polski po 1989 roku", niejaki Szechter, stał się nagle przyjacielem L. Kaczyńskiego... Wtedy postanowiono "stłumić i zneutralizować tą polskość i te emocje"... pogrzebem państwowym na Wawelu... Nagle wszyscy, cały mainstream zaczął "kochać " L. Kaczyńskiego, pokazywano jego pozytywne w obrazie i przekazie zdjęcia, chwalono jego politykę zewnętrzną... by – po kilkunastu dniach od pogrzebu i nakazaniu Polkom powrotu do czterech ścian i dbania tylko o to, czy starczy im kasy na żarcie do końca miesiąca... (oj,  ajwach!... dbają "nasi AntyPolacy" -  abyśmy zarabiali jak żebracy w Europie) – znów powrócić do starej i wyświechtanej narracji "wstrętnego Kaczyzmu i faszystowskiego PiS".

Wczoraj zaś śmieszny smutek politowania mnie ogarnął, gdy przeczytałem: ''Kancelaria premiera zorganizuje państwowy pogrzeb Andrzeja Leppera, szczegóły pogrzebu ma ustalić z rodziną Leppera wojewoda zachodniopomorski - poinformował wieczorem rzecznik rządu Paweł Graś (...) Według TOK FM, w pogrzebie wezmą udział przedstawiciele najwyższych władz Polski, nie ustalono jednak na razie, kto dokładnie pojedzie na uroczystości. Wiadomo, że będzie tam oficjalna delegacja z sejmu, na czele której stanie jeden z wicemarszałków". 

No cóż... nikt nie uwierzył w samobójstwo A. Leppera, nikt nie uwierzył w jego "zaszczucie" przez PiS... a przecież trzeba jakoś było odwrócić uwagę Polaków od   - być może, aczkolwiek niekoniecznie - np. genialnych "łupkowowatych" biznesmenów, albo nie tylko "łupkowowatych", albo czegoś innego, co mogło jakoś później "ujrzeć światło dzienne". A może tylko po prostu trzeba było wymyślić coś, co pokaże jak mocno przecież był A. Lepper kochany przez dzisiejszą władzę... bowiem był tak strasznie pokrzywdzony przez PiS... I nieważne obecnie wobec tego już stały się te wyśmiewania przez III RP A. Leppera jako niemalże "nieokrzesanego warchoła politycznego" i do tego molestującego seksualnie niejaką A. Krawczyk, której miał spłodzić potomstwo. I nic to, że gloryfikowana przez - moim zdaniem - "szechterowowego szmatławca i tabloida politycznego"pani Aneta miała tyle przypadkowych stosunków seksualnych, że wskazywała na coraz to kolejnych kandydatów na ojca jej dzieci... po czym okazywało się, że to znów nie ten... Ne ważne było, iż takim działaniem nie tylko zniszczono A. Leppera , akle tez jego rodzinę i bliskich...

Teraz III RP szykuje nam pogrzeb godny polskiego Premiera a w "szmatławcu" pieją z zachwytu nad A. Lepperem i wyrażają współczucie i nawet złość wobec tak perfidnie zaszczuwającego go PiS...

Sądzę - mam nadzieję - że chyba już coraz więcej Polaków dostrzega  ten "kres niebytu i nicości wszelakiej", do których zmierza Polska pod rządami D. Tuska i jego ferajny z Hrabią na czele... Może zauważa to też cała ferajna... może faktycznie... Przegrywający zgranej karty się ima... OBY!

Pozdrawiam

P.S.

Nie pretenduję do zaszczytnego miana dziennikarza. Nijak mi do światłości i profesjonalizmu naszych dziennikarzy piszących i gadających w mainstreamowych mediach... Nie jestem w stanie pojąc ileż muszą ponosić trudów i jak wiele kosztuje ich wewnętrznego wysiłku owa praca.... Wiem, że to ogromne nadużycie z mojej strony i całkowity brak pokory, ale mimo wszystko z uniżenie chciałbym wyrazić chociaż quasi dziennikarską wdzięczność za wspaniale i profesjonalne przygotowanie serwisu "Wiadomości" w TVP 1 w dniu 6 sierpnia.... Majstersztyk! - ani słowa o śmierci A. Leppera w dzień po "samobójstwie" osoby, która będzie miała pogrzeb rangi PAŃSTWOWEJ!

Kochani dziennikarze o mentalności niewolników, sługusów lub realnie wiecznie poszukujących - niczym Pani Aneta Krawczyk - "ojca własnej egzystencji dziennikarskiej" .... jakże mi Was żal... Nawróćcie się lub korzystając z resztek jakiegoś honoru i etyki dziennikarskiej... oficjalnie pokażcie jak to się robi!... Co? No jak się "liże....d... władzy!".... Chyba, że ja się pomyliłem i zwracam się do niewłaściwych osób, bowiem nie jesteście wcale dziennikarzami...?


Może warto jednak powrócić do etosu i właściwej istoty zawodu dziennikarza... Zawsze, w każdym momencie życie można ponownie stać się dobrym człowiekiem i porzucić zło w imię dobra...

Zwracam się wobec tego - jako Polak, Wasz zwykły: czytelnik, oglądacz słuchacz – do tych z Was, którzy zawodowo "zbłądzili"!

Kochani! Powróćcie do tych ideałów, które byc może skłoniły Was do wyboru zawodu dziennikarza, przypomnijcie sobie kim chcieliście być i co swoją twórczością dziennikarską przekazywać nam wszystkim... Pamiętajcie też słowa Błogosławionego Jana Pawła II: "Jeśli ktoś lub coś każe Ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeśli znasz odwieczną Miłość, która Cię stworzyła"... Przecież wielu z Was - jak ja - to przedstawiciele pokolenia JPII... Już zapomnieliśmy?

Zawsze - mimo, iż nieraz wydaje się, że stało się już nieodwracalnie "szpetną szują dziennikarską" – można ponownie powrócić "do korzeni" i/lub stać się  prawym i uczciwym dziennikarzem... Nawet TERAZ, w tej chwili!

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com

Prośba: "Jeżeli korzystasz z wikipedii to sprawdź, czy treść informacji nie została ocenzurowana przez administratorów/cenzorów polskiej jej wersji - porównaj treść hasła z jego brzmieniem na obcojęzycznych stronach wikipedii, szczególnie tej anglojęzycznej!"

piątek, 30 lipca 2010

A ja się zacząłem cieszyć z przegranej Jarosława Kaczyńskiego!

Witam

Inspiracją niniejszego tekstu jest krótki post na niepoprawni.pl blogera "sportpomnikow" zatytułowany: "Windą do nieba" (oraz komentarze pod nim). 

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 

"Chleba i Igrzysk! - Tego chce lud" (zob: przypis) i to - parafrazując - wystarczy do utrzymania władzy i panowania  nad pospólstwem po wsze czasy!

Przez wieki dalsze dorzucono jeszcze - w miarę powiększania się ilości synaps u gawiedzi  - odpowiednie idee, hasła, motywatory pozamaterialne, itd. Z tejże maksymy wyrosły m.in.: cała teoria marketingu, reklama, inżynieria społeczna (socjotechnika i propaganda), komunizm, faszyzm, globalizm, socjologia... czyli wszystko to, co "pospolitych ludziów" miało totalitarnie lub humanitarnie utrzymywać w "ryzach zniewolenia i posłuszeństwa"!

Chyba jednak największym kuriozum takiego pojmowania rządzenia przez później rozkapryszone władzą "pseudo-elity" było zmuszenie ich przez owe pospólstwo do wymyślenia demokracji, która jako "władza ludu" miała dać tym elitom panowanie wieczne (przecież lud da władzę dawcom "chleba i igrzysk"). Tak się nie stało: zaczęli rządzić dawni biorcy owych konfitur, jednocześnie brutalnie rozprawiając się z jeszcze niedawno ich dawcami (siła fizyczna rośnie w miarę zmniejszania się siły intelektu).

I teraz mamy władzę półinteligentnych "pseudoelit", na którą głosują "takie same wykształciuchy" - zresztą na całym świecie... Stąd "półinteligenci" stosują "kiełbasę wyborczą"!

No cóż... cieszę się, że nie jestem dziś ani rządzącym ani na nich glosującym, czyli jestem "elitą" (nie pejoratywnie) . Elity zawsze były w mniejszości, ale potrafiły zarazić (prędzej czy później) swoją elitarnością innych. W tym sensie współczuję serdecznie "quasi idiotom" na których głosowali podobni im... Kiedyś się to zmieni...

Podobnie było po upadku Cesarstwa Rzymskiego... kiedy rozkwitły kraje europejskie tworząc podwaliny współczesnej cywilizacji zachodniej... i żadne powroty do idei bezpaństwowości nigdy nie przezwyciężą dążności ludzi do rozwoju osobistego w ramach Wspólnoty Wzajemnej (np. narodowej)!

Pozdrawiam

Przypis:
"Chleba i igrzysk (łac. panem et circenses) – okrzyk autorstwa starorzymskiego poety Juwenalisa, który wznosiło rzymskie pospólstwo, domagając się pożywienia i rozrywek.Postulaty te były realizowane, między innymi poprzez igrzyska gladiatorów, podczas których rzucano w tłum monety, czy organizowanie publicznych uczt dla tysięcy osób. Bywało też, że rozdawano chleb, zboże czy pieniądze pojedynczym osobom (w okresie cesarstwa przeznaczano w ten sposób na jedną osobę stałą kwotę; w I w. wynosiła ona 75 denarów); liczba obdarowywanych w ten sposób za rządów cesarza Oktawiana Augusta wynosiła około dwieście tysięcy. Rozdawnictwo tego typu na wzór Rzymu było organizowane przez bogatych obywateli innych miast, a jego szczególną formą były fundusze alimentacyjne wypłacające zapomogi dla sierot. Celem rozdawnictw były nie tyle pobudki humanitarne czy łagodzenie napięć społecznych, a zdobycie popularności potrzebnej w działalności politycznej. Kontakty z ludem były dla cesarzy okazją do poznania panujących wśród niego nastrojów i możliwością wpływania na jego opinię. Do najhojniejszych donatorów należeli między innymi Sulla, Juliusz Cezar, Pompejusz czy Trajan (autor myśli: Lud rzymski można utrzymać w spokoju tylko rozdawnictwem zboża i igrzyskami)." Źródło: TU

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com