Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wykształciuchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wykształciuchy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 stycznia 2016

R. Petru - "leming" w czystej postaci!?

Miałem już o tym Panu nie pisać...

Niestety... Coraz śmieszniejsza aktywność tego Pana i mimo tego wciąż utrzymujące się jako takie poparcie społeczne skłoniły mnie do kilku refleksji.

Moim zdaniem ten Pan to - z jednej strony - "leming niepospolity" w czystej postaci a - z drugiej strony - ucieleśnienie marzeń "lemingów pospolitych", który jest taki sam jak oni a do tego ma pieniądze, układy, znajomości i jest "kimś" kim chciałyby być wszystkie "lemingi pospolite".

Ten Pan ma wyższe wykształcenie jakie wielu jemu podobnych uzyskało w czasach, gdy jak to mniej więcej mówi prof. B. Wolniewicz - cytuję z pamięci: "jakość nauczania wyższego wyparta została przez przez prerogatyw ilości studentów i występuje w tym obszarze systematyczne jakościowe równanie w dół zarówno wśród kadry akademickiej, jak i absolwentów".

Zaczęło się to już w czasach komunistycznych, ale przybrało na sile w okresie III RP. Wśród kadry akademickiej przez lata królowała zasada (i chyba dalej tak jest) zastępowalności kadr ludźmi gorszymi intelektualnie i pod względem wiedzy od poprzedników. Profesorowie nie szukali "uczniów mogących przerosnąć nauczycieli" i otwierali szerokie wrota do karier niezagrażających im miernot. Te miernoty zaś w przyszłości będąc już samodzielnymi pracownikami naukowymi dobierały sobie do współpracy jeszcze większe miernoty...

I tak mamy dziś wysyp "intelektualnych geniuszy" wśród kadry akademickiej, takich kolejnych "lemingów niepospolitych".

Na przedstawione zjawisko nałożyła się celowa polityka obniżania jakości wykształcenia i umiejętności Polaków przejawiająca się m.in. w: nie wymagających myślenia testach, likwidacji szkół zawodowych, braku matematyki na maturze i niskim progu jej zdawalności, redukcji godzin nauczania historii i języka polskiego, likwidacji egzaminów na studia, wprowadzeniu dwuetapowych studiów wyższych: licencjackich i magisterskich... czyli tak naprawdę na każdym poziomie nauczania. Obok tego  nastąpiła komercjalizacja nauki, w tym studiów wyższych oraz niż demograficzny. Ostatecznie - dla zachowania kierunków na uczelniach oraz umożliwienia zapełnienia studentami szkół prywatnych -  znacznie dodatkowo obniżono wymagania wobec kandydatów na studia i samych studentów. To z kolei było zaaprobowane przez samych młodych ludzi, których poziom wiedzy i intelektualnych umiejętności stawał się coraz niższy.

A do tego jeszcze nauczyciele akademiccy byli poddawani różnorakiej presji lewackiej ideologii i "religii" politpoprawności oraz konieczności realizacji tzw. "polityki wstydu za polskość", pracowali na kilku uczelniach naraz co oczywiście musiało wpłynąć też na jakość przekazywanej przez nich wiedzy oraz negatywnie wpływało na możliwości ich pracy naukowej...

I tak przez lata mury uczelni wyższych opuszczało coraz liczniejsze grono absolwentów z coraz mniejszym zasobem wiedzy a do tego wiedzy skażonej lewicową poiltpoprawnością, coraz niższą inteligencją,  ale przeświadczonych o przynależności do elity intelektualnej narodu i o tej przynależności byli utwierdzani oraz przekonywani przez michnikowszczyznę... pod warunkiem, że będą tacy jak michnikowszczyzna. To właśnie pokolenia "wykształciuchów" czy "lemingów", którym wydaje się, że myślą, mają i wiedzą a myślą i wiedzą tylko tyle, ile usłyszą w TVN i przeczytają w GW a "mają" tylko tyle, ile mogli kupić na często niespłacalny kredyt.

I taki jest też R. Petru. To idealny wytwór III RP oraz bezwolny wykonawca zaleceń "mędrców" nim kierujących. To taki "leming niepospolity",  nie posiadający szerokiej i ugruntowanej wiedzy, niezbyt lotny, popełniający gafy, ośmieszający się a który zrobił karierę dzięki znajomościom i układom wśród "elit" III RP.

Dla "lemingów pospolitych" on jest "swój" i wszystko mu wybaczą bo jest taki, jakimi oni są, czyli w sumie niedokształconymi, mało inteligentnymi, popełniającymi gafy i przejęzyczenia, przynależącymi do "wykształciuchów", mówiącymi lewackie i demoliberalne wdrukowane slogany, nowoczesnymi nie Polakami, ale aż i już Europejczykami należącymi do "elity". Ten Pan nieraz kłamie lub aberracyjne mija się z rzeczywistością i logiką tak jak oni, mówi ich językiem, który wykreowany w nich został przez miernych lub cynicznych wykładowców, przez Michnika i spółkę czy TVN. Mówi to, co chcą usłyszeć, co jest zgodne z ich jednostronnym pojmowaniem świata i są w stanie przyswoić oraz zachowuje się też podobnie przeświadczony o swojej mądrości, wielkości i przynależności do "klasy wyższej". A ponadto zna "autorytety", jest banksterem z milionami, jest pokazywany w telewizji, o nim się pisze i "coś" znaczy, to "coś" co chciałby każdy "leming pospolity" a co daje mu namiastka popierania go i bycia z nim. Jest to normalna (cyniczna zresztą)  realizacja przez niego potrzeby przynależności A. Maslowa a także potrzeb: bezpieczeństwa oraz szacunku i  uznania [1] i jednocześnie neutralizacja-redukcja dysonansu poznawczego, powyborczego, który pojawił się u wyborców B. Komorowskiego i PO [2].

Nie wiem na ile ten Pan jest hipokrytycznym cynikiem wykorzystującym wykreowanych manipulacyjnie przez niemal 26 lat "lemingów pospolitych", czy też mówi i robi to czego chcą od niego naprawdę inteligentni mocodawcy (m.in. L. Balcerowicz, W. Frasyniuk, A. Olechowski, W. Kuczyński, J. Hartman, A. Michnik, E. Smolar, G. Soros), którzy ową klasę "lemingów pospolitych" wykreowali oraz wykreowali jego samego. Nie wiem, czy tak mu wtłoczono przeświadczenie o własnej wielkości, że sam już w nią uwierzył, a która to wielkość jest systematycznie przez niego samego ośmieszana. Stąd w tytule felietonu wykrzyknik wraz z pytajnikiem. Sądzę jednak, że ten Pan jest kwintesencją połączenia tych wszystkich wymienionych przeze mnie zjawisk.

Chciałbym być jednocześnie dobrze zrozumianym.

Mówiąc negatywnie i szyderczo o pracownikach i wykładowcach szkół wyższych miałem na myśli ogólnie szerokie dwie grupy: faktyczne miernoty intelektualne bez gruntownej wiedzy a chcące być megalomańsko i mitomaństwo "autorytetami, elitami inetelktualnymi" oraz naprawdę ludzi inteligentnych z dużą wiedzą, ale bądź zastraszonych i zniewolonych przez układ III RP, bądź cyników i hipokrytów, którzy albo swoją postawę naukową uzależnili od profitów albo są wykonawcami lub kreatorami lewackich oraz syjonistycznych dogmatów, bądź też naukowców zniewolonych współpracą z tajnymi komunistycznymi służbami specjalnymi (środowisko akademickie nigdy nie zostało zlustrowane). Obok nich funkcjonują intelektualnie i z dużą wiedzą prawdziwi naukowcy, ale niestety jest ich mniejszość i to prawdopodobnie w proporcji ukazanej w ostatniej uchwale senatu UJ w sprawie głosowania nad zasadnością apelu do prezydenta A. Dudy wystosowanym przez wydział prawa tegoż uniwersytetu [3].

Mówiąc natomiast o "lemingach pospolitych" nie miałem na myśli zwykłych i inteligentnych ludzi, którzy swą asertywność stracili w momencie ubezwłasnowolnienia kredytem oraz boją się o swoją pracę i stanowiska, dzięki którym są w stanie dalej funkcjonować na wyższym materialnie poziomie i są w stanie spłacać zobowiązania kredytowe i zapewniać godziwy byt rodzinie. Ich rozumiem i zapewne oni rozumieją, że są "podstawieni pod ścianą" , ale - jeśli są dobrzy intelektualnie i pod względem poziomu wiedzy - nie mają się naprawdę czego bać i nie ma sensu uleganie propagandzie sączonej przez kreatorów i beneficjentów III RP. Ci ostatni jedynie walczą o swoje profity z posiadania władzy i o uniknięcie odpowiedzialności za swoje działania lub też o dalszą  możliwość lewackiego kreowania dusz innych i władzy nad ludźmi, nad Polakami. I właśnie ci wykreowali i finansują m.in. R. Petru...

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Dysonans_poznawczy
[3] http://naszeblogi.pl/60100-gwozdz-do-trumny-etosu-akademickiego-ongis-szacownego-uj

P.S.
Z pewnością tylko hasłowo i zdawkowo zasygnalizowałem pewne zjawiska, które wymagałyby znacznego rozszerzenia, ale sądzę, iż wielu czytelników posiada odpowiednią wiedzę i poziom intelektualny, aby je zrozumieć i we własnym zakresie pogłębić. A dla innych mam radę: czytajcie i oglądajcie dużo, z różnych źródeł...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 30 lipca 2010

A ja się zacząłem cieszyć z przegranej Jarosława Kaczyńskiego!

Witam

Inspiracją niniejszego tekstu jest krótki post na niepoprawni.pl blogera "sportpomnikow" zatytułowany: "Windą do nieba" (oraz komentarze pod nim). 

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 

"Chleba i Igrzysk! - Tego chce lud" (zob: przypis) i to - parafrazując - wystarczy do utrzymania władzy i panowania  nad pospólstwem po wsze czasy!

Przez wieki dalsze dorzucono jeszcze - w miarę powiększania się ilości synaps u gawiedzi  - odpowiednie idee, hasła, motywatory pozamaterialne, itd. Z tejże maksymy wyrosły m.in.: cała teoria marketingu, reklama, inżynieria społeczna (socjotechnika i propaganda), komunizm, faszyzm, globalizm, socjologia... czyli wszystko to, co "pospolitych ludziów" miało totalitarnie lub humanitarnie utrzymywać w "ryzach zniewolenia i posłuszeństwa"!

Chyba jednak największym kuriozum takiego pojmowania rządzenia przez później rozkapryszone władzą "pseudo-elity" było zmuszenie ich przez owe pospólstwo do wymyślenia demokracji, która jako "władza ludu" miała dać tym elitom panowanie wieczne (przecież lud da władzę dawcom "chleba i igrzysk"). Tak się nie stało: zaczęli rządzić dawni biorcy owych konfitur, jednocześnie brutalnie rozprawiając się z jeszcze niedawno ich dawcami (siła fizyczna rośnie w miarę zmniejszania się siły intelektu).

I teraz mamy władzę półinteligentnych "pseudoelit", na którą głosują "takie same wykształciuchy" - zresztą na całym świecie... Stąd "półinteligenci" stosują "kiełbasę wyborczą"!

No cóż... cieszę się, że nie jestem dziś ani rządzącym ani na nich glosującym, czyli jestem "elitą" (nie pejoratywnie) . Elity zawsze były w mniejszości, ale potrafiły zarazić (prędzej czy później) swoją elitarnością innych. W tym sensie współczuję serdecznie "quasi idiotom" na których głosowali podobni im... Kiedyś się to zmieni...

Podobnie było po upadku Cesarstwa Rzymskiego... kiedy rozkwitły kraje europejskie tworząc podwaliny współczesnej cywilizacji zachodniej... i żadne powroty do idei bezpaństwowości nigdy nie przezwyciężą dążności ludzi do rozwoju osobistego w ramach Wspólnoty Wzajemnej (np. narodowej)!

Pozdrawiam

Przypis:
"Chleba i igrzysk (łac. panem et circenses) – okrzyk autorstwa starorzymskiego poety Juwenalisa, który wznosiło rzymskie pospólstwo, domagając się pożywienia i rozrywek.Postulaty te były realizowane, między innymi poprzez igrzyska gladiatorów, podczas których rzucano w tłum monety, czy organizowanie publicznych uczt dla tysięcy osób. Bywało też, że rozdawano chleb, zboże czy pieniądze pojedynczym osobom (w okresie cesarstwa przeznaczano w ten sposób na jedną osobę stałą kwotę; w I w. wynosiła ona 75 denarów); liczba obdarowywanych w ten sposób za rządów cesarza Oktawiana Augusta wynosiła około dwieście tysięcy. Rozdawnictwo tego typu na wzór Rzymu było organizowane przez bogatych obywateli innych miast, a jego szczególną formą były fundusze alimentacyjne wypłacające zapomogi dla sierot. Celem rozdawnictw były nie tyle pobudki humanitarne czy łagodzenie napięć społecznych, a zdobycie popularności potrzebnej w działalności politycznej. Kontakty z ludem były dla cesarzy okazją do poznania panujących wśród niego nastrojów i możliwością wpływania na jego opinię. Do najhojniejszych donatorów należeli między innymi Sulla, Juliusz Cezar, Pompejusz czy Trajan (autor myśli: Lud rzymski można utrzymać w spokoju tylko rozdawnictwem zboża i igrzyskami)." Źródło: TU

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

sobota, 10 lipca 2010

Jak nieraz widzą świat jednoprzedmiotowe "wykształciuchy"?

Witam serdecznie

Jan Kochanowski: "Na matematyka"

"Ziemię pomierzył i głębokie morze,
Wie, jako wstają i zachodzą zorze;
Wiatrom rozumie, praktykuje komu,
A sam nie widzi, że ma kurwę w domu." 

Źródło: Jan Kochanowski, Ja dobrej myśli zawżdy chcę używać, Fraszki wydane w Pradze w roku 1598 przez Bartłomieja Paprockiego, PIW, Warszawa 1981, s. 24 (wydanie polsko-czeskie).

Pozdrawiam

P.S.
Oczywiście jestem przekonany, że J. Kochanowski nie miał na myśli wykształconych matematyków.


ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com

środa, 19 maja 2010

Narracja B. Komorowskiego: "Jestem wykształciuchem"!

Witam


Ostatnio pisałem:
"Nie dajmy się zwieźć temu kreowanemu obrazowi Pełniącego Obowiązki Bronisława  Marszałka Komorowskiego! Pod tą fasadą kryje się jeden z najniebezpieczniejszych ludzi dla Polski, Polaków i ogólnie naszej Ojczyzny! To człowiek cyniczny, bezduszny, wytresowany przez polskie i sowieckie służby specjalne, nieczuły oraz pozbawiony empatii człowiek zdolny do wszystkiego! A ponadto antypolski i mający ogromną władzę w kręgach III RP (...) Może też należy się zastanowić, czy cała obecna kampania wyborcza PO nie jest  jednak przemyślana a tworzona narracja ma odwrócić od zadawania trudnych pytań i "przykryć" prawdziwe i niebezpieczne dla Polski i Naszej Ojczyzny, oblicze Namiestnika Bronisława Pełniącego Obowiązki Marszałka Komorowskiego?".


Było to dwa dni temu. Dziś Zastanawiam się jeszcze nad jednym powodem dotychczasowego przebiegu kampanii wyborczej B. Komorowskiego i tworzenia przez jego sztab specyficznego wizerunku ich kandydata jako człowieka:

- "Pana Gafa" (popełniającego non stop gafy), 
- bez charyzmy, 
- z kiepskim dowcipem,
- wykształconego, ale trochę powierzchownie na zasadzie tzw. obecnie studenckich "prac ręcznych", czyli: "kopiuj - wklej" i magisterka gotowa!
- nie rozumiejącego - lub tylko właśnie znów powierzchownie - rzeczywistości i czerpiącego o niej wiedzę z wikipedii (stąd np. wypowiedź o RBN, o którego znaczeniu wyczytał właśnie tam),
- lubiącego: zabawę, libację, grillowanie (długie kiełbasy), polowanie z chlaniem wódy, swojską i prostą a nawet prymitywną konwersację, 
- lekko próżnego, dla którego ważne jest medialne istnienie i otaczanie się ludźmi uznanymi za "elity" (stąd otaczanie się np. Bartoszewskim czy Wajdą... ludźmi przecież tak znanymi na świecie),
- rozumującego raczej prosto na zasadzie odbiorcy reklamy typu: "Padłeś! Powstań!:PowerRed",
- dla którego polskość, patriotyzm, honor, Ojczyzna, propaństwowość są pojęciami: obcymi, "nie z tej epoki", zaściankowymi, śmiesznymi, moherowymi, itd...,
- uwielbiającego wydawać i mieć kasę (stąd kpina z poznańskiej i krakowskiej oszczędności),
- dalekiego od patetyzmu, wielkich idei, poświęcania się dla innych,
egoisty, bez empatii, ale dbającego o siebie i swoją rodzinę,
- nie zastanawiającego się nad skomplikowaniem tego świata (z wymową: trzeba żyć dniem dzisiejszym, na kolorowo, bo po co się męczyć i narażać skoro można się pogodzić z tym co jest i  podporządkować się ważniejszym oraz bogatszym - np. Rosji czy Niemcom i żyć w luksusach?),
- dla którego najważniejszy jest byt a nie świadomość państwowa czy też jakaś abstrakcyjna Ojczyzna (z wymową: jestem Europejczykiem i mieszkam tam, gdzie mi lepiej i więcej zarobię... jestem świadomym egoistą),
- dalekiego od osobowości "Męża Stanu" oraz kompletnie nie będącego żadnym autorytetem (z wyraźnym przesłaniem: nie jestem lepszym niż inni, nie trzeba mnie naśladować, jestem swojakiem i nie wymagam od nikogo żadnych poświęceń ani nie narzucam nikomu jakiś tam zasad, norm czy praw; nikt nie musi się zmieniać... taki jaki był niech będzie i to jest dobre),
- lekceważącego tragedię smoleńską i pokazującego, że tak naprawdę Ona go nie zmieniła i nie musiała zmieniać (z narracją: byłem taki sam przed tragedią jak i po... i dobrze mi z tym... żadnego błędu nie popełniłem, podobnie jak całe PO i jego elitarni sprzymerzeńcy)...
- itd, itp.


Zauważmy! Jeżeli właśnie tak jest kreowany narracyjnie wizerunek B. Komorowskiego to należy się zastanowić dla kogo jest On przeznaczony!


Przecież B. Komorowski to tak naprawdę marketingowo "nowy lub zrewitalizowany produkt" wprowadzany na rynek zarówno przed tragedią jak i po niej. To wprowadzanie poparte zostało odpowiednio przygtowaną strategią "wejścia" (pisałem o tym TU). Najważniejszym zaś elementem strategi wprowadzania nowego produktu lub rewitalizowania starego jest określenie docelowego segmentu rynku (targetu/konsumentów), dla których produkt ma być oferowany i przez ten segment potencjalnie lub rzeczywiście kupiony! Dla konkretnej zaś firmy wprowadzenie danego produktu (lub jego rewitalizacja) może wynikać z chęci rozszerzenia swojego rynku o nowe segmenty bądź też utrzymanie dotychczasowych klientów i spowodowanie ponownego zakupu prouktów firmy, w tym: nowego (lub zrewitalizowanego) produktu.


Idąc tą drogą myślową to łatwo zauważyć, że obecnie owym targetem dla sztabu B. Komorowskiego są dotychczasowi wyborcy PO, czyli popularne "wykształciuchy" nazywane w pewnych kręgach "lemingami". Narracja jest prosta w dwóch obszarach: 
1. B. Komorowski też jest wykształciuchem, czyli lemingiem... więc Lemingi muszą głosować na Leminga (takiego jak Oni "wykształciucha)!,
2. Nic się nie zmieniło po tragedii smoleńskiej, dalej jesteśmy tacy sami jak Wy a wcześniejsza krytyka PiS-u i braci Kaczyńskich była słuszna i prawdziwa. 


Skąd taka strategia i jaki jest jej cel? Odpowiedź bardzo prosta: zapobiec odpływowi dotychczasowego elektoratu Platformy Obywatelskiej! - elektoratu budowanego przez elity III RP w całym okresie 20-lecia 1989-2009 (2010); elektoratu, który został skwapliwie "odsynapsiony" narracją, kłamstwami i oszustwami GW, TVN-u i całego mainstreamu pookrągłostołowego; elektoratu, któremu trzeba przez owe przekaziory wskazywać, co mają na dany temat myśleć; elektoratu, który ja nazywam Wesołkowato-Baranowo-Stadnym.


Bo cóż się stało po tragedii smoleńskiej? Otóż w wielu ludziach "po tamtej stronie" wystąpił swoisty dysonans poznawczy, powyborczy (pozakupowy). Poczuli, że zostali zmanipulowani, oszukani. Zauważyli, że dotychczas  oferowany im produkt  był złej jakości, miał kolorowe opakowanie, ale cuchnącą zawartość. Uwierzyli promocji (reklamie), że produkt ten jest najlepszy (jak ten najlepszy od jeszcze niedawno najlepszego proszku z poczwórnym systemem TAED) a produkt konkurencji to samo zło i synonim najgorszej jakości. Tuż po tragedii zobaczyli jednak, że zostali oszukani, zmanipulowani i potraktowani jak idioci i bezmyślne rączki do głosowania a produkt okazał się najgorszej jakości, który tak naprawdę był szkodliwy dla zdrowia (szczególnie psychicznego,  w zakresie umiejętności myślenia i inteligencji). Okazało się ponadto, że ów niby taki zły produkt konkurencyjny tak naprawdę jest lepszy od ich produktu oraz pod opakowaniem zawiera pachnącą i świeżą treść. 


Dysonans poznawczy/pozakupowy/powyborczy rodzi przykre uczucia, ale też chęć obrony przed nim. Tą obroną może być - z jednej strony -  zaprzestanie zakupu nowego produktu i zakup innego lub wstrzymanie się w ogóle z zakupem tej kategorii produktów. Z drugiej zaś strony - jako działanie pierwotne i naturalne - poszukuje się jednak usprawiedliwienia wobec siebie za dokonany zakup i popełniony błąd, odrzuca jego wady oraz szuka argumentów na to, że był on (i nadal jest) i tak najlepszy... bo przecież najtrudniej człowiekowi przyznawać się do błędów, pomyłek czy wcześniejszej własnej głupoty. Przyznanie się do tego jest trudne i bolesne a dla niektórych nawet niewyobrażalne!(taką, niestety człowiek ma naturę). Wypierając dysonans poznawczy w taki sposób dąży się wszelkimi sposobami do udowodnienia wszystkim, że jednak się nie myliło! 

(o problemie dysonansu poznawczego wśród elektoratu PO wraz ze sposobami jego pokonania piszę: TU i TU

Po tragedii smoleńskiej jednak nastąpił tak mocny przekaz o złej jakości wcześniej oferowanego produktu, że niemal wszyscy faktycznie poczuli jego fetor. I - o zgrozo dla dotychczasowych konsumentów - początkowo potwierdził to nawet producent (w postaci różnych żałobnych wypowiedzi: np. Michnika, Olejnik, Tuska, Niesiołowskiego czy też dziennikarzy mówiących o tym, że kłamali). "Wykształciuchy/Lemingi" poczuły się zdezorientowane a taki przekaz od jej ukochanej firmy był dla nich szokiem, przyjmowali go z bezmyślnym niedowierzaniem a nawet  buntem. Kolejnym etapem reakcji wykształciuchów/lemingów byłoby zapewne odrzucenie produktu, złość na firmę (a może chęć zemsty) i zakup np. nowego produktu (czyli głosowania na J. Kaczyńskiego i PiS).

Ale firma w porę się zorientowała i jednak przyszła swoim konsumentom z pomocą (aby ich dostatecznie nie utracić). 

Pierwszą oznaką były próby prowokacji wobec milczącego J. Kaczyńskiego, aby skłonić go do emocjonalnych wypowiedzi. Stąd obrażanie jego żałoby i jego samego, wciąganie w grę polityczną pozostałej przy życiu jego rodziny (np. Pani Marty Kaczyńskiej), insynuowanie sprawstwa tragedii jego bratu L. Kaczyńskiemu, zarzucanie mu nekrofilii i perfidnej gry na śmierci bohatersko poległych, itd. Chodziło o doprowadzenie J. Kaczyńskiego do wściekłości (zresztą w tej sytuacji uzasadnionej)  i sprowokowanie go o ostrych, emocjonalnych wypowiedzi. Firma chciała w ten sposób pokazać swoim wykształciuchom: o! zobaczcie... tamten konkurencyjny produkt rzeczywiście był (jest) najgorszej jakości, mówiliśmy prawdę!... Nie udał się firmie ten prowokacyjny element strategii. 

Ale przecież każdy szanujący się plan ma alternatywne rozwiązania! Więc firma przystąpiła teraz do frontalnego marketingowego ataku, któremu przyświeca jeden cel: udowodnić, że ów fetor jej produktu to oznaka właśnie tego, że produkt był i jest najlepszy... bo nawet szef go używa, elity w postaci Bartoszewszkiego i Wajdy go używają, że produkt dalej kupują liderzy opinii, czyli wielkie elity w postaci 160 osobowego Komitetu Honorowego Wielkich...

... więc nic się nie stało... dokonany przez Was zakup sprzed 10 kwietnia był tak naprawdę wspaniałym zakupem, skoro produkt naprawdę jest najlepszej jakości... skoro tak uważają mądrzejsi od Was a sam Najmądrzejszy i Największy z nich (B. Komorowski) jest taki jak WY... taki sobie swojski Leming/Wykształciuch. 

Innym przekazem ma być udowodnienie, że nic się nie zmieniło, nie popełniło się żadnego błędu, że dalej można myśleć i działać tak jak kiedyś bez konieczności skruchy i spowiedzi. Stąd powrót do narracji złego PiS-u i koszmarnego Kaczyńskiego, powrót do języka nienawiści, kłamstw i oszczerstw wypowiadanych ze strony PO i mainstreamu III RP. Stąd powrót do języka wojny domowej i ponowna chęć kreacji podziału Polski na "mocherowo-ciemniakową" i "postępowo-europejsko-wykszytałconą". 

Mam nadzieję, że młodzi i starzy, mądrzy oraz myślący ludzie nie pozwolą dalej i po raz kolejny sobą manipulować a także nie pozwolą, aby w dalszym ciągu traktowano ich jak bezmyślną masę Wesołkowato-Baranowo-Stadną. 

Chyba jednak coś się zmieniło a powrót do przeszłości jest niemożliwy. Dla tych zaś, którzy myślą w to wierzą oraz uważają, że każdego dnia stają się młodsi, ale i dla wszystkich... ku zastanowieniu... dedykuję słowa poety Adama Asnyka:

"Daremne żale - próżny trud, bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia". 



Pozdrawiam 






ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...