Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A. Merkel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A. Merkel. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 kwietnia 2017

Partie i organizacje "zewnętrzne" wobec Polski i Polaków!

Nie bywam na brukselskich salonach i nie wiem jak wyglądają kuluary wszelkich rozmów, które kończą się przyjęciem jakichś decyzji czy rozwiązań. Natomiast byłem kiedyś w najwyższych władzach jednej ze spółek Skarbu Państwa i wiem jak podejmowane są decyzje i one naprawdę nie mają nic wspólnego z werbalnym i gładkim pustosłowiem tłumaczącym decyzje pracownikom czy dziennikarzom. Język, którym na takich zebraniach zarządu się operuje jest podobny do tych nagranych u Sowy i w innych miejscach. Później te decyzje są "oprawiane" w ładne i kolorowe "opakowanie" i tak funkcjonują w sferze publicznej.

Sądzę, że podobnie jest w sferach zarządczych UE a nawet wydaje mi się, że jest gorzej, bo np. taki Junkers ze swoją alkoholową klasą nie mógłby być w żadnych władzach jakichkolwiek prywatnych czy publicznych firm. Te jego obcałowywania i poklepywania spotkałyby się zapewne z ostrą krytyką przez właścicieli i skutkowałyby szybką dymisją.

Wiem natomiast, że Jacek Saryusz - Wolski jak nikt inny z polskich europarlamentarzystów zna kulisy działania tej brukselskiej biurokracji i jeżeli on na swoim tweeterowym koncie [1] pisze, że "Opozycja przeoczyła, że czas na TAK dla UE był przed referendum akcesyjnym teraz czas na odpowiedź JAK a tu jedyne co, to podpis bez czytania (...) Szkody dla PL wynikające z donosów, które uruchomiły procedurę KE przeciw PL i rezolucje PE, są ogromne. Samotny protest te działania stopuje (...) Rozmowa o Polsce i Europie z kimś, komu są obce inne motywacje niż kariera i pieniądze, nie ma sensu (...) Konkurs na adekwatne określenie szargania dobrego imienia i wizerunku PL zagranicą (koniec demokracji, wyjście z UE) Fałszywe świadectwo?", to z pewnością wie, co mówi i realnie ocenia haniebne wyczyny "totalnej opozycji".

Mnie natomiast najbardziej zastanowiła jego wypowiedź: "Za polowaniem z nagonką na Polskę jest jakiś zamysł, bo jeśli nie TK, to inne dowolne preteksty. Szukanie uzasadnienia dla Unii 2-prędkości?".

Być może to jest jednym z celów tej nieszczęsnej "zewnętrznej" opozycji w Polsce. Musimy bowiem jasno sobie powiedzieć, że PO jest partią a'la "zewnętrznie niemiecką (unijną)" i realizującą interesy raczej Berlina niż interesy Warszawy.

Tak niestety było zawsze w czasie jej 8 letnich rządów a sądzę, że jeszcze od czasów KLD lub i wcześniej, bo do dzisiaj nie wiemy kim był TW Oscar, agent BND a może też STASI a przecież "polskość to nienormalność" zobowiązuje.

Płytki Nord Stream nie pozwala na przybijanie do polskiego, morskiego brzegu statkom o największym zanurzeniu. Kiedyś A. Merkel obiecała D. Tuskowi, że jak będzie taka potrzeba to pogłębią rurę (sic!) - śmieszność nad śmiesznościami obok braku działań ze strony polskiego rządu zmierzających do zastopowania tej inwestycji.

D. Tusk zlikwidował polski przemysł stoczniowy, aby niemiecki nie miał konkurencji. Podobne zamierzenia miał w stosunku do polskich kopalni, które nie mogły być dotowane z budżetu państwa podczas, gdy niemieckie tak. 

Pakiet klimatyczny to już zupełna porażka premiująca niemiecki przemysł, w tym ten obejmujący instalacje tzw. odnawialnej energii (np. niemieckie wiatraki). Poza tym D. Tusk (2008 rok) i E. Kopacz (2014 rok) zgodzili się na przyjęcie roku bazowego ograniczenia emisji CO2 na 2005 a nie 1990, jak było wcześniej ustalone przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ta zmiana spowodowała, że zamiast osiągnięcia już rzeczywistej  redukcji (w stosunku do roku 1990) na poziomie 32% w 2010 roku mieliśmy ją na poziomie ledwo kilkuprocentowym w stosunku do niekorzystnego roku bazowego 2005. Pakiet nazwany 3x20 zakładał redukcję emisji CO2 o 20% w stosunku do roku 2005. Pomimo lekceważenia przez UE interesów polskich w zakresie zmian klimatycznych (i w ogóle wszystkich interesów polskich) 24 października 2014 roku dalszej zdrady polskich interesów dopuściła się "premier" E. Kopacz. Podpisała bowiem rozwiązania nowego pakietu klimatycznego, jeszcze bardziej skrajnie niekorzystnego dla Polski i polskiego górnictwa i całej polskiej gospodarki. Zawarto w nim zapisy o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030 (w stosunku do niekorzystnego dla Polski roku bazowego 2005). Było to jawne uderzenie w polską gospodarkę, która i tak jest zdecydowanie słabsza od np. gospodarki niemieckiej czy francuskiej.

W międzyczasie jawnie promowano inwestycje koncernów niemieckich na dawnych ich ziemiach odzyskanych przez Polskę po II WŚ. Utworzono różne strefy ekonomiczne, dzięki którym niemiecki przemysł prawie w ogóle nie płacił podatków w Polsce, kraju działalności. Nie zastopowano ekspansji np. marketów niemieckich i nie zapobieżono wyłudzeń VAT-u ani wyprowadzaniu majątku w postaci tzw. "cen transferowych". Pozwolono na powstanie i rozwój Ruchu Autonomii Śląska a takie miasta jak Wrocław zostały opanowane przez niemieckie fundacje, akademickie lub społeczne lobby czy też inne organizacje niemieckiego pożytku publicznego.

O opanowaniu przez niemieckie media naszego rynku medialnego nawet już nie warto mówić, bo temat jest gorący i pewnie niedługo powstanie ustawa o decentralizacji (repolonizacji) mediów, choćby na wzór niemieckiej czy francuskiej :).

Wracając do spostrzeżenia Jacka Saryusza-Wolskiego. Berlin i osobiście A. Merkel wraz z największymi krajami starej UE chcą, aby owa stała się Europą "dwóch prędkości", co jest nie do przyjęcia dla Polski, innych krajów V4 a także jeszcze innych, mniejszych państw UE.

Lecz PO jest w dużej mierze "wykonawcą decyzji Złotej Anieli" (za S. Michalkiewiczem), więc już niedługo możemy spodziewać się, że ta partia nagle stanie się zwolenniczką takiej Europy o różnych prędkościach, co jest zgodne z rozkazem Berlina. Oczywiście makiawelicznie PO będzie starała się winą obarczyć PiS i całą Zjednoczoną Prawicę. To pewne, jeżeli faktycznie "Złota Pani" już dała swoim a'la "pachołkom" taki rozkaz.

A inne partie "totalnej opozycji"? 

.Nowoczesna została stworzona przez dawne środowisko UD/UW/demokraci.pl a te partie były antypolskie u podstaw i raczej reprezentowały środowiska syjonistyczne i międzynarodowych korporacji finansowych oraz przemysłowych. Nieprzypadkowo to to środowisko jest odpowiedzialne za wyprzedaż Polski w latach 90-tych XX wieku.

KOD to - jak mawia S. Michalkiewicz - chyba "stare Kiejkuty" - o proweniencji WSI-oków a oni albo reprezentują interesy rosyjskie, albo... amerykańskie, przy czym dla nich najważniejsza jest kasa...

A zresztą dla powyższych środowisk kasa ma pierwszorzędne znaczenie razem ze "zdradą" Polski - zdrada w cudzysłowu, bowiem trudno uznać za zdrajcę kogoś, kto nie czuje się Polakiem.

PSL to od zawsze (po 1989 roku, ale i wcześniej jako ZSL) partia etatystyczna i wejdzie w koalicję z każdym, kto zagwarantuje im jakąś formę współrządzenia.

Jest jeszcze środowisko "michnikowszczyzny" i tzw. "żydowskiej gazety dla Polaków", zwanej Gazetą Wyborczą. To środowisko trockistowskie o - w dużej mierze - korzeniach przedwojennej Komunistycznej Partii Polski i Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy oraz już powojennej tzw. "żydo-komuny" wysłanej i przygotowanej przez J. Stalina do pacyfikacji Polski i Polaków.

No i na koniec jest rządząca partia PiS, której nie można do końca uznać za "zewnętrzną", ale z powodu uwarunkowań geopolitycznych jest ściśle związana z USA i Izraelem, co wedle mnie jest dziś dla Polski lepszym rozwiązaniem niż partie reprezentujące kondominium niemiecko-rosyjskie, czy niemiecko-brukselskie. Niestety nie jesteśmy jeszcze na tyle silni, aby prowadzić do końca samodzielną politykę na skalę międzynarodową. Musimy się na kimś oprzeć. Obecnie tylko PiS (ZP) gwarantuje choć minimalny powrót Polski do suwerenności i niepodległości.

I tak to się przedstawia nasza scena polityczna. Można dodać do tego P. Kukiza, który jest dla mnie tajemnicą i na razie tak zostaje, choć jest u niego wielu wartościowych ludzi. Jest też lewica postkomunistyczna (SLD) i komunistyczna (Razem). Gdzieś tam przewija się J. K. Mikke, ale on zawsze "gdzieś się przewijał", kanalizując konserwatywno-liberalną scenę polityczną Polski, szczególnie "opanowując" młode studenckie umysły.

Zadanie jest więc wielkie. Polska musi zbudować polskie partie polityczne. Siły, dla których "Polska będzie najważniejsza", realnie a nie werbalnie. Czy jest to możliwe? Tak, ale bardzo trudne i wymaga jeszcze lat pracy. Nadzieją napawają młodzi ludzi. Oni już niedługo będą tworzyć nowe polskie elity. Musimy o nich zadbać, też realnie a nie tylko słowem czy pisaniną.

[1] http://wpolityce.pl/polityka/333902-saryusz-wolski-ostro-o-opozycji-szkody-dla-pl-wynikajace-z-donosow-ktore-uruchomily-procedure-ke-przeciw-pl-i-rezolucje-pe-sa-ogromne

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 12 marca 2017

"Zwycięstwo" D. Tuska i Niemiec oraz moje refleksje...

Tym razem długo...

Tak naprawdę w całym tym polskim medialnym chaosie związanym z ponownym "wyborem" (dziś cudzysłów jest konieczny - 1) D. Tuska na szefa Rady Europejskiej można się po prostu zagubić. Niezależnie czy jest się pro czy antyrządowym. Po naszej, prawej stronie są zarówno głosy zachwytu nad walką o polskie interesy, jak i umiarkowanej, ale też emocjonalnej krytyki działań PiS-u a u "totalnej opozycji" jak zwykle: wszystko co złe to PiS a D. Tusk, czyli my zwyciężyliśmy i upokorzyliśmy na terenie Europy wstrętnego Kaczora i jego rządy.

O głupiej, aberracyjnej i bezrefleksyjnej radości "totalniaków" nawet nie ma co pisać, bo od dawna było duże prawdopodobieństwo, że D. Tusk ponownie będzie andersenowskim "Nagim Królem Europy" [2], więc zadziwiająca jest ta radość z powszechnej przecież oczywistości. Być może ta radość wynika z postawy innych krajów UE, które w sumie "poparły" D. Tuska (szczególnie kraje V4), ale sam wybór był już dawno niemal przesądzony, niemal...

Oczywiście D. Tusk i jego "wybór" są najważniejszymi obiektami powszechnej, medialnej dyskusji w Polsce, choć w Europie czy na świecie (może oprócz Niemiec) ponowne objęcie unijnej funkcji przez byłego polskiego premiera jest tylko odnotowywane i raczej wcale nie na najważniejszych pozycjach.

Przeglądając fora internetowe, czytając dziesiątki artykułów i analiz oraz oglądając wiele wywiadów dotyczących ponownego uzyskania przez D. Tuska unijnego "stołka", towarzyszyły i towarzyszą mi w większości uczucia zdziwienia i zażenowania. Wynikają one z mojej konstatacji, iż większość - nawet zacnych dziennikarzy czy blogerów - nie ma w ogóle nic konkretnego do przekazania a ich wywody opierają się na braku znajomości faktów, wynikają z emocji i bezrefleksyjnie ocierają się o kategorię "political fiction".

Z jednej strony to się nie dziwię, iż w taki właśnie sposób opisywane są okoliczności i skutki dokonanego na Malcie ponownego "wyboru" D. Tuska. Bowiem w sumie tak naprawdę nie są znane prawie żadne fakty związane z pisowską "operacją Saryusz-Wolski". Nie znamy treści rozmów kuluarowych, nie wiemy co skłoniło Jacka Saryusz-Wolskiego do takiego a nie innego działania, nie opublikowane zostały żadne materiały z pobytu A. Merkel w Polsce (w tym te dotyczące spotkania w niemieckiej ambasadzie A. Merkel z "totalna opozycją"), nic nie wiemy co tak naprawdę ustaliły mocarstwa europejskie na spotkaniu w Wersalu ani też nie znamy treści rozmów w grupie V4 i też nie mamy żadnych informacji dotyczących przebiegu lobbowania niemieckiej kanclerz za D. Tuskiem. Jedyne co wiemy - i zresztą w takich sytuacjach zawsze tak jest - to te strzępki informacji ujawnianych w takim zakresie w jakim chcą je ujawnić polscy i zagraniczni uczestnicy szczytu na Malcie.

Z drugiej zaś strony to bardzo mocno jestem zdziwiony emocjonalną i bezrefleksyjną postawą prawicowych dziennikarzy, blogerów i analityków, którzy ulegli narracji krajowej wojny "totalniaków" z PiS-em. Przecież to, że z reguły nie są  nam znane wszystkie okoliczności i treści rozmów dotyczących podjęcia przez polityków określonych decyzji jest rzeczą oczywistą i z reguły nawet opierając się na szczątkowych informacjach oraz własnej wiedzy i analitycznej intuicji, wartościowi prawicowi autorzy potrafili dogłębnie i logicznie przedstawiać swoje zdanie na określony temat i to w sposób rzetelny oraz wieloaspektowy. W tym zaś przypadku oceny stały się emocjonalne i o dziwo pozbawione głębszej refleksji i w wielu "odsłonach" były i są one krytyczne wobec działań obecnych władz w zakresie operacji "Saryusz-Wolski". Mam nadzieję, że ona już niedługo przyjdzie i pojawią się teksty racjonalne, wyważone i odnoszące się do realiów a nie wyobrażeń o nich.

Natomiast ja osobiście wobec ponownego "wyboru" D. Tuska na szefa Rady Europejskiej mam kilka spostrzeżeń, które też ocierając się o formułę "political fiction", posłużą - mam nadzieję - jako materiał do dyskusji i refleksji.

Po pierwsze. 

Warto spojrzeć realistycznie na znaczenie funkcji szefa Rady Europejskiej. Obecnie jest ona  raczej funkcją fasadową w strukturze decyzyjnej UE i jako taka nie wymaga, aby sprawował ją jakiś znaczący i sprawny intelektualnie oraz przygotowany merytorycznie polityk a z teraźniejszego punktu widzenia IV Rzeszy czyli niemieckiej UE wymagania te są wprost odwrotne i je idealnie spełnia podnóżek A. Merkel - D. Tusk.

Ogólnie zaś sam nie wiem, dlaczego w ogóle ta funkcja powstała i sądzę, że jedynie po to, aby pozostawić fałszywą namiastkę jakiegoś niby narodowego charakteru współpracy państw w ramach UE.

Czym jest ta funkcja było wiadomo już wcześniej..., bo czy przed objęciem szefowania w Europie i na świecie (oprócz Belgii) słyszał ktoś o Hermanie Van Rompuy'u i czy ktoś teraz jest w stanie wymienić choćby jedną ważną jego europejską inicjatywę? Nikt już o nim nie pamięta i tak samo nikt nie będzie w stanie wymienić czegokolwiek dobrego o D. Tusku za wyjątkiem tego, że reprezentował Niemcy a za jego kadencji nastąpił Brexit, inwazja islamu i co jeszcze, to zobaczymy.

Po drugie

Należy się zastanowić, czy w kilkumiesięcznym okresie poprzedzającym marcowy "wybór", ktokolwiek sądził, że reelekcja D. Tuska na szefa Rady Europejskiej może być zagrożona.

Sądzę, że tak a pierwszym, który o takiej ewentualności myślał był zapewne sam D. Tusk, bowiem jego kadencja była jeszcze bardziej miałka niż jego śmiesznego poprzednika.

Mimo dekoracyjnego charakteru owego stanowiska, to jednak w jego pełnieniu trzeba wykazać choć odrobinę jakości politycznej. A tej D. Tusk nie miał nigdy i nie ma jej teraz. Stąd ogólnie oceniany był w UE jako polityk przeciętny i mierny a jego ponowny wybór wcale nie był pewny, nawet w kalkulacjach A. Merkel. Dlatego też A. Merkel prowadziła wielostronne dyskusje z różnymi politykami, ze szczególnym uwzględnieniem polityków polskich. I - zdając się na relację J. Kaczyńskiego - przed samym szczytem była skłonna nawet zgodzić się z wetem polskiego rządu i poświęcić (w imię zapewne jakichś ustępstw Polski wobec Niemiec) D. Tuska. Podobnie wyglądała sytuacja z V. Orbanem, który podobno też miał zapewnić polskie władze o swoim poparciu.

Nawet jeszcze przed zgłoszeniem przez Polskę Jacka Saryusza-Wolskiego mówiło się, że być może zgłoszony zostanie inny kandydat, chyba z Irlandii. W takiej sytuacji wybór dla PiS-u byłby trudny - musiałby głosować nie na obywatela z polskim paszportem a z innym.

Po trzecie

Wobec powyższego, zasadne jest dodatkowe zastanowienie się dlaczego D. Tusk stał się nagle jedynym kandydatem Niemiec na szefa Rady Europejskiej i dlaczego A. Merkel zmieniła zdanie i tak mocno zaangażowała się w lobbowanie na rzecz tego niemieckiego kandydata z polskim paszportem, lobbowania na tyle skutecznego, że przekonała nawet Węgry i inne kraje do jego akceptacji.

W tym obszarze jest najwięcej znaków zapytania i możemy się tylko domyślać powodów.

Bardzo prawdopodobna jest po prostu polityczna gra A. Merkel mająca na celu wprowadzenie w błąd J. Kaczyńskiego, by ostatecznie i tak postawić na jej niemieckiego i bardzo spolegliwego kandydata D. Tuska, ale po drodze uzyskując jakieś nieznane nam szerzej polityczne cele związane z Polską i nawet w konsekwencji kończące się obaleniem jej obecnych władz. W tym obszarze celem A. Merkel mogło też być  zachwianie konsolidacji państw grupy V4, która przyszłościowo zagraża niemieckiej hegemonii w UE i prusaczka postanowiła "przywrócić" krnąbrne kraje do ich - wedle niej - odpowiedniego miejsca "w szeregu".

Być może też - wobec ogromnych problemów UE spowodowanych przez A. Merkel - kanclerzyca postanowiła "wystawić zająca", którego można "upolować" jako sprawcę wszelkich kłopotów UE, szczególnie przed wrześniowymi wyborami w Niemczech.

Jednym z powodów "zmiany" stanowiska A. Merkel mógłby być też stanowczy opór polskich władz wobec nakreślonych żądań strony niemieckiej w zamian za przychylność dla polskiego weta wobec D. Tuska. A takie żądania musiały paść w czasie ostatecznych negocjacji.

Zapewne też A. Merkel postawiła "pod ścianą" V. Orbana wymuszając na nim aprobatę wystawionego przez nią D. Tuska w zamian np. za brak sprzeciwu wobec nowej, restrykcyjnej węgierskiej ustawy dotyczącej islamskich uchodźców. Natomiast wobec innych, wahających się krajów użyła na pewno równie ważkich argumentów, czemu się tak naprawdę dziwię bowiem UE przeżywa takie kryzysy, że pokazanie takiej buty i arogancji (przed szczytem Angela już się cieszyła z wygranej D. Tuska) może tylko przysporzyć jej wrogów wśród innych, mniejszych krajów UE.

Jeszcze innym pobocznym powodem chęci "upokorzenia" Polski były PR-owe obszary kampanii wyborczej A. Merkel i pokazanie Niemcom - wobec takiego samego antypolskiego stanowiska jej kontrkandydata M. Schulza - że dalej traktuje Polaków jak od zawsze i podświadomie nas traktuje większość Niemców, szczególnie elit niemieckich, które cały czas realizują niemiecki projekt Mitteleuropy. Jeżeliby uznać ten powód za istotny, to faktycznie po "wyborze" D. Tuska jego krajanka A. Merkel zyskała kilka punktów procentowych w krajowych sondażach i wyszła na zdecydowanie prowadzenie w walce o fotel Kanclerza Niemiec.

Chyba jednak zgłoszenie przez polski rząd Polaka Jacka Saryusza-Wolskiego było tym ostatecznym powodem konsolidacji negatywnych niemiecko-unijnych, lewacko-liberalnych sił przeciwko Polsce, choć i tak było oczywistym, że zdecydowana większość krajów unijnych go nie poprze i wygra w tej rozgrywce D. Tusk, jako jedyny - oprócz - J. Saryusza-Wolskiego kandydat.  

Ta nominacja jednakowoż skomplikowała całą sprawę, i w Europie, choć raczej D. Tusk wydawał się pewny, ale też w Polsce. Bowiem - wedle mnie - były już przez Niemcy i "totalną opozycję" reprezentującą m.in. ich interesy w Polsce przygotowane działania oraz gotowa narracja, że PiS-owski rząd nie głosował na Polaka i zdradził Polskę a tymczasem wystawienie kandydatury J. Saryusza-Wolskiego zaprzepaściło te plany. B. Szydło więc ostatecznie nie zdradziła Polski bo wystawiła Polaka i to oddalonego merytorycznie o lata świetlne od miałkiego D. Tuska. I stąd się wzięła ta wściekłość PO i innych totalniaków, gdy rząd wystawił polską kandydaturę i to z szeregów PO. Już wszystko przecież było przygotowane, aby oskarżyć PiS o zdradę a tu "taki pasztet". Nawet GW w tytule piątkowego wydania dumnie napisała, że "Polak został wybrany na drugą kadencję..."... Oj... nie zmienili narracji i zabrzmiało infantylnie.

Śmiem zresztą tylko hipotetycznie i bez dowodów twierdzić, że - odnosząc się do niemieckiej roli w grudniowym puczu totalnej opozycji - że i Niemcy chciały w ostatniej chwili zgłosić głosem innych jakiegoś kontrkandydata, jeszcze bardziej antypolskiego niż D. Tusk i postawić PiS pod "ścianą wyboru". I w tym obszarze nagła i późna kandydatura europosła J. Saryusza-Wolskiego mogła rozwścieczyć A. Merkel i chcąc w tej swojej prusackiej nienawiści do Polski ją "upokorzyć" emocjonalnie i raczej ad hoc postawiła niemal wszystkim krajom zapewne jakieś ultimatum i zdecydowanie zaczęła lobbować za D. Tuskiem, bo oprócz innych elementów, to ... m.in. przestraszyła się kompetencji polskiego europosła.

Wystawienie i poparcie przez Polskę J. Syriusza-Wolskiego sprawiło, iż bezsensownym stało się wystawienie przez Niemcy innej kandydatury, bowiem polski rząd tak czy inaczej popierałby Polaka i wobec tego na nic zdałaby się propaganda zdrady Polski przez PiS. 

Tak dygresyjnie. Sądzę jednak, że A. Merkel stawiając wszystko na w sumie mało istotny dla UE "wybór" D. Tuska już długookresowo przegrała, bo następnym razem raczej niektóre kraje już nie będą słuchały potulnie Niemiec a sprawy te będą o wiele istotniejsze. Podobnie arogancja i buta innych przywódców unijnych (m.in. Francji) pokazały innym mniejszym krajom, co one tak naprawdę znaczą dla liderowo i establishmentowo liberalno-lewicowego jądra Starej Unii, czyli znaczą "mniej niż zero". I na pewno te kraje ostatecznie i wreszcie dobitnie (bez jakichś tam gładkich słówek) zobaczyły jakim totalitarno-komunistycznym i antydemokratycznym tworem jest UE czyli ZSRR-bis, czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli IV Rzesza Niemiecka. Okazało się wreszcie realnie, że demokracja w UE jest wtedy, gdy pozwala zrealizować cele elit UE a jej nie ma, gdy demokracja staje się faktycznie pierwotnie demokracją, która nie akceptuje ich poglądów. Wtedy elity UE są w stanie zmieniać zasady demokratyczne, a więc cała UE to totalitarna fikcja komunistycznego pokolenia '68 wspierana przez zadziwiającą koalicję starszych panów skupionych wokół syjonistycznych elit finansowych.

Tak naprawdę powyższe jest naprawdę sukcesem J. Kaczyńskiego. Od teraz nikt z UE nie ma prawa zarzucać nam braku demokracji, bo demokracja w Polsce jest naprawdę a w UE jej nie ma i jest ona totalitarnym lewackim szpetnym tworem.

Po czwarte

Należy zadać sobie pytanie: czy ktokolwiek mógłby sądzić, że obecne polskie władze mogły poprzeć niemieckiego i antypolskiego oraz najbardziej niszczącego Polskę premiera D. Tuska na kolejną kadencję szefowania Radzie Europejskiej?

Oczywiście, że nie. I dlatego jakoś jestem zażenowany niektórymi opiniami prawych autorytetów krytykujących polski rząd. Przecież przez całe 8 lat rządów PO walczyliśmy z D. Tuskiem uważając go za niemal przestępcę i likwidatora Polski. Musiał być głos sprzeciwu i wiedzieli o tym zarówno wyborcy PiS, jak i totalna opozycja.  I tu też wygrał J. Kaczyński, bo sprzeciwił się nie narażając się na zarzut zdrady a dodatkowo udowodnił, że UE to antydemokratyczna instytucja wymagająca zmian i nie mająca żadnego moralnego prawa pouczać Polski w zakresie praworządności i demokracji, bo - powtórzę - w Polsce ona jest a w Unii Europejskiej jej nie ma.

W tym kontekście warto przytoczyć pewną analizę dokonaną przez jednego z polskich przedsiębiorców [3]:

"Jeżeli Tusk przegrałby przy braku poparcia PiS, wróciłby do kraju i zagroziłby zjednoczeniem opozycji, miałby dwa lata na przygotowanie się do wyborów. Dodatkowo Kaczyński byłby oskarżany za każdą złą dla Polski decyzję Unii Europejskiej, bo przecież PiS ponosiłby odpowiedzialność za nową strategię UE, a ta nie byłaby już "winą Tuska". 

Jeżeli Tusk przegrałby przy poparciu PiS, wówczas wróciłby do kraju jednoczyć opozycję, mając dwa lata do wyborów. Prawo i Sprawiedliwość nie miałoby już zbyt wielu argumentów przemawiających za krytykowaniem poczynań Donalda Tuska w Radzie Europejskiej, skoro w tym przypadku rząd polski by go poparł. 

Jeżeli Tusk wygrałby przy poparciu PiS, wówczas Kaczyński odsunąłby Tuska od naszych przyszłych wyborów parlamentarnych, ale z drugiej strony nie miałby argumentów na krytykowanie Donalda za działania w UE. Miałby też mniej argumentów na osłabianie jego pozycji w Polsce, a za trzy lata Tusk wjechałby do Polski na białym koniu.

Ale skoro Tusk wygrał przy braku poparcia PiS, będącym w zasadzie jedynie markowaniem braku przez polski rząd, to:
  • nadal wszystko co dzieje się "złego" w UE jest winą Tuska,
  • wreszcie można go pociągać po prokuraturze z gwarancją, że po oczernianiu przed Komisją wróci do Brukseli nie mając wpływu na opozycję i na obronę poprzez krajowe media,
  • po zakończeniu kadencji Tusk nie wróci na białym koniu z Brukseli, bo społeczeństwo będzie non stop bombardowane sprawami przeciwko Tuskowi z wewnątrz Polski oraz poprzez komunikowanie jego "zdradzieckich" działań w Radzie Europejskiej przeciwko Polsce,
  • działania Tuska na rzecz opozycji zostają wstrzymane de facto aż do wyborów (mniej więcej wtedy kończy się jego kadencja w RE), więc opozycja pozostaje rozbita, tak jak teraz,
  • Tusk zostaje osłabiony także w UE, bo przecież "nie poparł go jego własny kraj".
W tej chwili świat nie ma wątpliwości, że PiS zrobił wszystko, żeby zrzucić Tuska ze stołka. Tak naprawdę jednak zrobił wszystko, żeby na tym stołku nie stała mu się żadna krzywda.


Komisja śledcza ds. Amber Gold na dzień przed wyborem przewodniczącego Rady Europejskiej wspomniała o przesłuchaniu syna Donalda Tuska. Gdyby politycy Prawa i Sprawiedliwości chcieli strącić Tuska ze stołka, to jego syn byłby przesłuchiwany w ciągu ostatnich dni, a w jak najbliższym terminie przed wyborami na komisji musiałby stawić się sam Donald Tusk. Dlaczego tak się nie stało? Ryzyko było po prostu zbyt duże – taki obrót spraw zaszkodziłoby reelekcji, której tak naprawdę PiS chciał.
Wszyscy dziwili się, że grupa wyszehradzka popierała Tuska, a Szydło niemal w ostatniej chwili zaczęła przekonywanie do swoich racji... Angelę Merkel - jedyną pewną kumpelę Donalda, która decyzji o jego poparciu szybko nie zmieni. PiS o stanowisku grupy w ogóle nie mówił, nie krzyczał o zdradzie, o rozłamie, bo tak naprawdę jest z jej członkami dogadany. Nie daj Bóg Węgry, Czechy lub Słowacja wycofałyby poparcie dla Tuska, a wtedy pojawiłaby się szansa, że nagle wyskoczyłby trzeci kandydat i Tusk mógłby się posypać. Wówczas PiS otrzymałby to, czego nie chciał. A gdyby ktoś pytał o decyzję Orbana, to sam fakt, iż węgierski premier jest z tej samej frakcji, do której należy PO, chyba wystarczy na usprawiedliwienie oddania głosu na największego wroga Kaczyńskiego.

Do gry został wystawiony Jacek Saryusz-Wolski, kandydat nie do podważenia merytorycznie, a w dodatku (do niedawna) polityk Platformy Obywatelskiej. Kandydat ponad podziałami, ale taki, którego z całą pewnością nikt nie zauważy i który nie stanowi absolutnie żadnego zagrożenia dla pozycji kończącego pierwszą kadencję szefa Rady Europejskiej. Lud kupił, że PiS znalazł alternatywę dla braku poparcia Tuska. W rozmowach liderów podczas wyborów szefa RE Saryusz-Wolski był już pomijany. Ten pionek miał być spójnym elementem strategii jedynie dla elektoratu PiS. W tym punkcie można się zastanowić, czy PiS nie mógłby wystawić kogoś mocnego ze swojej ekipy, ale… wtedy ktoś mocny z PiS przegrałby z Tuskiem, a tak to właściwie z Tuskiem przegrał ktoś z Platformy. Więc de facto największym wygranym jest Kaczyński".

Po piąte 

Pewien obszar całej tej politycznej akcji jest niemal niezauważalny a wyrażający się w odpowiedzi na pytanie: dlaczego Jacek Saryusz-Wolski podjął się roli, której końcowym efektem i tak była jego przegrana z D. Tuskiem?

Otóż wydaje mi się, iż właśnie on - a nie J. Kaczyński - był inicjatorem całego przedsięwzięcia. Ten Polak  jest jednym z najdłużej pełniącym obowiązki europosła. Jest merytorycznie chyba najlepiej przygotowany do tej roli a jednocześnie jest polskim patriotą ze szlacheckim, polskim rodowodem a nie rodowodem syjonistycznych komunistów i nazistów.

Przez tyle lat europosłowania zyskał szacunek, ale też wielu przyjaciół, którzy zapewne są mu lojalni i przekazali mu jakieś informacje, które wymagały postawienia całej swojej kariery na szali, aby bronić Polski i polskich interesów. Mogą o tym świadczyć jego wpisy, których kwintesencją mogą być jego słowa: "wysiadłem na przystanku Polska" oraz swego czasu nazwanie D. Tuska "szmatą". 

Jacek Saryusz-Wolski unika wywiadów i publicznych wypowiedzi. Sądzę, że dokładnie wie dlaczego i wydaje mi się, iż taka została przyjęta strategia wspólnie z J. Kaczyńskim. Oni wszystko wiedzą i wiedzą, że być może cała operacja "Saryusz-Wolski" ostatecznie się udała i pokazała prawdziwe oblicze UE a to jest niezbędne, żeby zmienić oblicze UE i powstrzymać hegemonię Niemiec.

I tyle moich refleksji. Liczę na dyskusję :)

[1] Minister Witold Waszczykowski: "Nasz oficjalny kandydat Jacek Saryusz-Wolski w ogóle nie został dopuszczony pod dyskusję, nie mówiąc o głosowaniu. Kiedy postawiono sprawę Tuska, zapytano tylko, kto jest przeciw. Mówienie o 27:1 jako wyniku głosowania jest nieuprawnione, bo nie wiemy, który z tych 27 krajów byłby za, a kto by się wstrzymał. To pytanie w ogóle nie padło" - za: http://wpolityce.pl/swiat/331111-waszczykowski-o-kulisach-szczytu-re-nie-dano-sie-wypowiedziec-panstwom-ue-z-gory-zalozono-ich-poparcie-dla-tuska
[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/01/cesarz-tusk-jest-nagi-i-jego-dworzanie.html
[3] http://opinie.wp.pl/zwyciestwo-tuska-to-tak-naprawde-zwyciestwo-kaczynskiego-6099544781214849a

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 30 czerwca 2016

Wielka niemiecko-rosyjska Unia Euroazjatycka... koleny sen szaleńców NWO?

Wczoraj napisałem tekst o szleńcach NWO realizujących swoje geopolityczne cele związane z powstaniem Jednego Rządu Światowego [1]. I wskazałem, że wyjscie UK z UE być może było zaplanowane bowiem dla UK przewidziano inne, raczej podmiotowe miejsce w strukturze Nowego Porządku Świata.

Pospekulowałem też o roli A. Merkel, która na pewno np. decyzji o przyjęciu islamistów nie podjęła bezmyślnie a była to zapalnowana akcja dezintegracji krajów i narodów Europy, tak aby z chaosu powstało jedno multikulturowe, beznarodowe i bez granic superpaństwo Europa z jednym rządem i prezydentem. Opisałem więc rolę A. Merkel jako wykonawczyni poleceń mędrców NWO.

Omówiłem też ogromną rolę porozumienia chińsko-polskiego w sprawie Jedwabnego Szlaku (potężne europejskie jego centrum dystrybucyjne będzie w Polsce!) i chińskiego banku inwestycyjnego (ABII - Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych - alternatywa dla Banku Światowego), gdzie Polska jest jedynym krajem Europy Środkowo-Wschodniej a do tego ma status członka założyciela. Należy dodać, że z tzw. zachodniego kręgu państw do banku przystapiły m.in.: Izrael, Australia, Holandia, Hiszpania i Francja.

Ale oczywiście różnych teroii może być więcej a mnie przypomniało się coś, o czym też często pisałem a w sumie skłonił mnie do odtworzenia tych moich wizji artykuł Macieja Pawlickiego na wpolityce.pl p.t.
"Brytyjskie mohery na Madagaskar. A my wreszcie zbudujemy jeden naród i jedną Rzeszę" [2], w którym autor pisze m.in. "Ale skoro Cameron urządził z brytyjskimi moherami tę szowinistyczną szopkę - niech idą w cholerę (...) ale cel jest ten sam: wygniecenie insektów, które przeszkadzają w nauczeniu Europy niemieckiego porządku i w zbudowaniu jednego, europejskiego państwa (Ein Reich), jednego europejskiego narodu (Ein Volk) i pełni władzy dla oświeconego kierownictwa (Ein Fuhrer). Fersztanden?".

Otóż może wcale A. Merkel nie jest aż takim jedynie pionkiem w grze, ale chce aspirować do tego, aby Niemcy uczestniczyły jako podmiot w całym projekcie NWO? Właśnie poprzez budowę IV Rzeszy Niemieckiej obejmujące dzisiejszą UE bez UK. I nawet z tego punktu widzenia sprowadzenie islamistów dezintegrujących Europę i działania na siłę dążące do ich relokacji do poszczególnych krajów też wydają się logiczne... Chaos i później akcja, czyli superpaństwo Europa a tak naprawdę IV Rzesza. Tak też można patrzeć na dzisiejsze działania po Brexicie Brukseli a raczej Berlina (więcej unii w unii), czyli właśnie dążenie do jednego Państwa Europa. UK w takim projekcie nie mógł po prostu uczestniczyć.

Jeżeli tak jest to warto zauważyć, że tak naprawdę w dalszym ciągu przez Niemcy realizowana jest polityka  twórczego ziszczeniu idei mitycznej Mitteleuropy.

Obserwując w tym obszarze politykę niemiecką na przestrzeni dekad można dojść do wniosku, jakobyśmy mieli nieustająco do czynienia z realizacją tych samych celów w zmieniających się warunkach. Niemcy od zawsze dążyły  do osiągnięcia dominacji w Europie, do której wielokrotnie Berlin zmierzał zarówno metodami zbrojnymi jak i ekonomicznymi. Zważywszy na geopolityczne położenie Polski, nasz kraj od zawsze był jedną z pierwszych przeszkód stojących na drodze niemieckich ambicji. Stąd właśnie współczesna polityka niemiecka jest powtórzeniem i twórczym rozwinięciem  wywodzącej się z czasów I Wojny Światowej koncepcji „Mitteleuropa”, odnoszącej się do m. in. Polski. Zgodnie z tym zamysłem, nasz region (w tym przede wszystkim Polska) ma stać się obszarem spenetrowanym gospodarczo i podporządkowanym gospodarce niemieckiej, stanowiąc dla niej zaplecze oraz gospodarkę peryferyjną. Taka sytuacja wyklucza istnienie silnego polskiego przemysłu, polskiej bankowości czy polskiego wielkiego handlu. Mamy jedynie stanowić rynek zbytu dla obcej produkcji a także źródło taniej siły roboczej, bez jakichkolwiek ambicji gospodarczych. Obserwując poczynania zniemczonej UE, jak i samych Niemiec widać wyraźnie, że wszelkie działania wobec Polski mające doprowadzić do osiągnięcia  zrewitalizowanych celów idei Mitteleuropy były dotąd z powodzeniem realizowane [3].

Do tego wszystkiego należy dodać, że współczesne Niemcy podporządkowały sobie dzięki UE także kraje dawnej Europy Zachodniej (współczesne novum geopolityczne jakże korzystne dla Niemców), ale w sumie mają obecnie problem z Polską i innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej... a było już tak pięknie za czasów zdrajcy D. Tuska, R. Sikorskiego błagającego Niemcy o europejskie przywództwo czy niemrawej E. Kopacz... Dlatego sądzę, że ataki na Polskę ze strony przywódców UE nie ustaną... No chyba, że interes USA i UK jest trochę inny... Warto zwrócić jednak uwagę na niechęć europejskich elit do USA i UK. W tym kontekście mamy jednak szansę, bo niestety jedynie krótkookresowo zostajemy tak naprawdę jedynym buforem bezpieczeństwa dla USA w UE a długookresowo ta szansa wynika zarówno z porozumienia z Chinami jak i ewentualnej reaktywacji idei Międzymorza.

Ale gdyby idea budowy IV Rzeszy Niemieckiej (jedno państwo Europa) się ziściła to również ziściłoby się marzenie Niemiec i Rosji o wspólnej granicy, czyli realizacji odwiecznego kondominium niemiecko-rosyjskiego. Oczywiście nie trzeba mówić i pisać, co to oznaczałoby dla dzisiejszej Polski, ale tak naprawdę dla wszystkich narodów UE bez UK [4].

I w tym momencie dochodzimy do być może wielkiego planu szaleńców NWO stworzenia tzw. Związku Europy, czyli Wielkiej Unii Euroazjatyckiej od Lizbony do Władywostoku, która - obok innych unii - byłaby jednym z podmiotów utworzenia Jednego Rządu Światowego a Niemcy i Rosja pełniłyby  bardzo ważną rolę, rolę podmiotową a przecież tylko taka rola ich interesuje.

W proponowanym wczoraj przez mnie czytelnikom moim tekście "Co nas czeka. Jeden Rząd Światowy" [5] tak o tym pisałem i w sumie dalej wszystko jest aktualne i czasowo - nieraz z pewnym poślizgiem - realizowane:

"Eurazja od Władywostoku do Lizbony to docelowy model tzw. przyszłego Związku Europy czy też Wielkiej Unii Euroazjatyckiej, która ma powstać z dotychczasowej Unii Europejskiej i tworzonej właśnie Unii Euroazjatyckiej (Rosja + sukcesywnie dawne republiki ZSRR z Białorusią i oczywiście Kazachstan + Gruzja  + Azerbejdżan). Dziś (od 10.10.2000) jest to tzw. Euroazjatycka Wspólnota Gospodarcza (ros. Евразийское экономическое сообщество, ЕврАзЭС) – w skrócie EaWG, w skład której wchodzą: Rosja, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan a od 2002 roku obserwatorami są: Armenia, Mołdawia i Ukraina. Wycofał się na razie Uuzbekistan. EaWG jest wzorowana na Unii Europejskiej (sic! - ten sam reżyser zapewne). W 2003 otrzymała status obserwatora przy Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Unia Euroazjatycka (EAU) zaczęła być intensywnie realizowana przez W. Putina od 2012 roku. "Planowana data utworzenia struktur EAU to 2015 r. Jednym z pierwszych kroków do utworzenia w 2015 r. pełnej unii jest Eurazjatycka Przestrzeń Gospodarcza (lub Eurazjatycki Obszar Gospodarczy). Układ o EaPG wszedł w życie 1 stycznia 2012 r. Głównym organem EAU będzie Komisja Eurazjatycka wzorowana na Komisji Europejskiej. Siedzibą KEA będzie Moskwa", przy czym należy też zwrócić uwagę na masońską stolicę Kazachstanu - Astanę, która może w przyszłości stanowić centrum Związku Europy (warto o niej poszukać na Youtube). O Związku Europy mówi od jakiegoś czasu oficjalnie Siergiej Ławrow: "Rosja traktuje UE jak strategicznego partnera (...) i opowiada się za stworzeniem wspólnej przestrzeni od Lizbony do Władywostoku".

I tak jeszcze na dokładkę. Aleksander Dugin, putinowski strateg geopolityczny tak o tym projekcie mówił czy też pisał już pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku (co naprawdę jest warte podkreślenia a zresztą cały czas modyfikuje tą teorię dopasowując ją do aktualnej sytuacji geopolitycznej i dążeń szaleńców NWO a także uwzględniając ambicje Rosji i Niemiec ):

"Granica Eurazji niekoniecznie jednak musi przebiegać gdzieś na terenie naszego kraju. Ideolog eurazjatyzmu (A. Dugin - kj) obwieszcza bowiem, że zjednoczenie z Niemcami i stworzenie jednego bloku kontynentalnego, to jeden z ważnych celów strategicznych Rosji (...) My, Rosjanie, i Niemcy rozumujemy w pojęciach ekspansji i nigdy nie będziemy rozumować inaczej. Nie jesteśmy zainteresowani po prostu zachowaniem własnego państwa czy narodu. Jesteśmy zainteresowani wchłonięciem przy pomocy wywieranego przez nas nacisku maksymalnej liczby dopełniających nas kategorii – rysuje Dugin podobieństwo między Rosją a Niemcami, aby wreszcie nie pozostawić nam żadnych złudzeń: Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno‑geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki (...) Trzeba rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne i antypapieskie. Katolicyzm nie może być wchłonięty przez naszą tradycję, chyba że zostanie głęboko przeorientowany w kierunku nacjonalistycznym i antypapieskim" [6].

Czyż to się obecnie nie ziszcza zważywszy na kapitałowe i polityczne zbliżenie Niemiec z Rosją (m.in. Nord Stream 2, ale nie tylko) i kim w takim razie naprawdę jest tajemniczy A. Dugin, chcący wzmacniać polską masonerię?

I na koniec jeszcze jeden element pewnej docelowej układanki szaleńców NWO, który musi się pojawić w analizie zamierzeń NWO, czyli gdzie mają się podziać Żydzi, jeżeli nie w Izraelu? A przecież zdecydowana większość elit NWO to Żydzi. I tu pojawia się mityczna Judeopolonia, czyli utworzenie na części Polski (nowej Germanii, czyli IV Rzeszy) nowego państwa żydowskiego, o co zresztą zabiegali Żydzi w pierwotnym planie Mitteleuropy. Różne wydarzenia mogą o tym świadczyć: od obchodów Święta Chanuki w polskim Pałacu Prezydenckim (czy w Knesecie lub gdziekolwiek w sferach rządzących Izraela obchodzi się np. Bożego Narodzenia?) poprzez jakieś posiedzenia wyjazdowe rządu polskiego w Izraelu (np. w 2011 roku) czy też ogromne finansowanie przez Polskę Muzeum Historii Żydów Polskich aż poprzez obrady Knesetu w Krakowie a także jakieś wizje artystyczne nowej polsko-żydowskiej flagi, gdzie jest Gwiazda Dawida nad polskim Orłem.



[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2016/06/szalency-nwo-realizuja-swoje-celealre.html
[2] http://wpolityce.pl/polityka/298817-brytyjskie-mohery-na-madagaskar-a-my-wreszcie-zbudujemy-jeden-narod-i-jedna-rzesze
[3] O Mitteleuropie piszę m.in. w:  http://krzysztofjaw.blogspot.com/2016/01/a-moze-tak-zacznijmy-bojkotowac.html, http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/01/pezajacy-25-letni-rozbior-polski-kto.html
[4] O kondominium niemiecko-rosyjskim piszę m.in w: http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/04/kondominium-niemiecko-rosyjskie-ma-sie.html, http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/10/komu-zalezy-na-przejeciu-dla-siebie.html, http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/10/kondominium-niemiecko-rosyjskie-cd.html
[5] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/02/co-nas-czeka-jeden-rzad-swiatowy.html
[6] https://www.gloria.tv/article/QFE8L7FNRACk1omRsxzeDCJzZ

P.S.
Na portalu: http://www.blog-n-roll.pl/pl przy okazji dyskusji do tekstu: http://www.blog-n-roll.pl/pl/juncker-świr-lubiący-wypić-czy-benny-hill-polityki#.V3Tw3sbcjZM bloger ro zadał mi pytanie: "Tylko w jaki sposób chcą sobie poradzić (Niemcy) z islamem?"

Odpowiedziałem następująco:

"Może być problem niedocenienia siły islamu, ale też trzeba mieć na uwadze kto finansuje najazd islamistów na Europę... m.in. G. Soros.

 Zresztą tak naprawdę sprawa jest wielowątkowa i może Niemcy oraz ich przydupasy i nadzorcy mają plan wtłoczenia islamistów do Europy, rozwalenia krajów i chrześcijaństwa a później też islamu i stworzenia jednej religii światowej. Takie też są plany wedle NWO. Może faktycznie z islamem im się nie udać, ale przecież działania muzułmanów kierowane są przez imamów a więc wystarczy skaptować imamów a w Koranie jest tyle sprzeczności, że można zawsze coś znaleźć, aby ludziom przedstawić nowe zamierzenia Mahometa, który nakazuje teraz (po zniszczeniu chrześcijaństwo) nowe rozwiązania. To jak z rabinami i ich Talmudem... mają odpowiedzi na wszystko i często też one są sprzeczne a w sumie Żydzi i Arabowie to jednak Semici.

 Warto też wspomnieć o tym, co o islamie w masonerii mówi dr S. Krajski - chyba największy w Polsce badacz tego ruchu. Otóż ostatnio odkrył (o czym tylko kiedyś przeczytał wzmiankę), że na 32 stopniu wtajemniczenia masoni przechodzą na islam, aby na 33 stać sie wreszcie Oświeconym osiągnąwszy cel jakim jest bóstwo kazdego oświeconego człowieka... Więc islam jest niejako drogą, etapem rozwoju oświeconych masonów. Ciekawe, nieprawdaż?"



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 24 września 2015

Jeżeli już, to dlaczego nie walczyliśmy o inny podział imigrantów?

Tak refleksyjnie, zdając sobie sprawę, że i tak przy tym rządzie niczego się już nie zmieni...

Główne państwa UE kształtujące jej politykę a w szczególności Niemcy przyjęły dla podziału "kwot" imigrantów udział liczebności poszczególnych krajów w całej populacji UE. Jako, że udział ten dla Polski wynosi około 7,5% (z około 507 mln populacji UE) to nakazane zostało nam przyjęcie około 5 tys. tzw. "uchodźców" z 66 tys. jakie rozdzielono. Rząd E. Kopacz oczywiście musiał dodatkowo udowodnić swoją poddańczość Niemcom deklarując przyjęcie 7 tys. osób, co stanowi 10,6% z 66 tys. I prawdopodobnie ten ostatni procent uwzględniany będzie w przyszłości, zarówno przy podziale reszty z deklarowanych 120 tys. "uchodźców", jak i kolejnych setek imigrantów przybywających do Europy, a przede wszystkim do Niemiec, które przecież ich zaprosiły. Odnosząc się tylko do tych 120 tys. to Polska przyjmie grubo ponad 12 tys. i do tej liczby winniśmy się odnosić oceniając zdradliwe postępowanie polskiego rządu.

A ja się zastanawiam - pomijając w ogóle kwestie zasadności i prawnej możliwości głosowania nad podziałem imigrantów oraz zdradę Polski i Polaków przez rząd - dlaczego Polska nie naciskała na inny podział imigrantów uwzględniający ekonomiczno-finansowe możliwości przyjęcia i utrzymania w określonych państwach maksymalnej liczebności imigrantów. Idealnym odniesieniem w tym przypadku byłaby wielkość PKB poszczególnych państw w całym  PKB Unii Europejskiej. W takim przypadku Polska mogłaby zadeklarować przyjęcie tylko 2,97% imigrantów z rozdzielanej 66 tysięcznej puli. Stanowiłoby to około 2 tys. i byłoby zgodne z wcześniejszymi deklaracjami E. Kopacz (ze 120 tys. byłoby to już niestety przeszło 3,5 tys., na co oczywiście nie moglibyśmy się zgodzić).  Taki podział byłby sprawiedliwszy i uwzględniający zamożność poszczególnych krajów w UE a przecież Polska i inne kraje dawnego bloku komunistycznego dopiero budują swoją gospodarkę, i zajmie im to jeszcze wiele lat.

Moim osobistym zdaniem - ogólnie przy sprzeciwie wobec narzucanej nam kwotowej metody podziału imigrantów oraz zgodności takowej z prawem unijnym i polskim a także pomijając ewentualne inne cele zalewu islamu na Europę - wpierw UE winna głosować nad metodą podziału a nie przyjmowaniu jej w postaci odgórnie narzuconej przez Berlin i Brukselę.

No, ale Polska jest dzisiaj tylko krajem teoretycznym, wasalem Niemiec posłusznie wykonującym rozkazy wydawane przez A. Merkel oraz jej zniemczoną Unię Europejską.

Na koniec dygresyjnie...

Usłużne wyrażenie zgody na narzuconą nam metodę kwotową sprawia też , że tracimy jakiekolwiek możliwości przyszłych renegocjacji i przeciwstawienia się przyjmowaniu kolejnych puli imigrantów. Może się to zmieni... jeżeli PO wyraźnie przegra wybory. Jeżeli tak się nie stanie... to czeka nas powolna częściowa islamizacja Polski i jej narodowa, państwowa oraz religijna degradacja niszcząca naszą tożsamość. To ostatnie na pewno jest też celem zlewicowanych, globalnych elit gospodarczo-politycznych, które chcą europejskiego chaosu, aby zbudować jedno multikulturowe i ponadnarodowe państwo Europa zarządzane z Brukseli, oczywiście przede wszystkim przez Niemcy. Według wielu to jedno państwo europejskie jest też częścią planu zaprowadzenia przez lichwiarskich globalistów  Nowego Porządku Świata i utworzenia jednego rządu światowego.

(Źródło danych ekonomicznych: https://pl.wikipedia.org/wiki/Gospodarka_Unii_Europejskiej)

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

niedziela, 20 września 2015

Uchodźcy: 12 tysięcy = 100 tysięcy

O obecnej fali uchodźców powiedziano niemal już wszystko.

Oczywiście w oficjalnych mediach trwa zmasowana akcja propagandowa uświadamiania Polaków, że przeciwnicy napływu do Polski obcej nam kulturowo, religijnie i etnicznie muzułmańskiej masy ludzkiej to ksenofobiczna, zaściankowa a nawet faszystowska grupa charakteryzująca się brakiem ludzkiej i chrześcijańskiej miłości bliźniego oraz poszanowania jego prawa do życia.  Stosuje się przy tym perfidnie konstruowany szantaż emocjonalny pokazując niemal we wszystkich przekazach wizualnych wizerunki umęczonych kobiet i dzieci, których życie jest m.in. w naszych rękach. A jakoś nie mówi się o tym, że tak naprawdę te kobiety i dzieci stanowią maksymalnie 25% wszystkich tzw. "uchodźców". Natomiast realnie imigranci to zdecydowanie muzułmańscy młodzi mężczyźni, z których większość stanowią imigranci ekonomiczni chcący korzystać z pomocy socjalnej bogatych krajów Europy. Oni to wraz z rodzinami tworzyć będą - tak jak dzieje się już obecnie np. w Szwecji czy Francji - zamknięte enklawy niezasymilowanych społeczeństw przestrzegających prawa szariatu i część z nich często będących źródłem agresji, przestępstw, burd a nawet udanych bądź nie zamachów terrorystycznych jak np. atak na redakcję Charlie Hebdo. Wtedy wystarczyło tylko dwóch fanatyków i zapewne kilkunastu organizatorów...

Zlewicowane, liberalne elity polityczne zachodniej części UE inspirowane m.in. przez globalnych realizatorów powolnej likwidacji europejskich państw narodowych i zamienienia ich w jedne laickie państwo "multi-kulti" robią wszytko aby właśnie te wytyczne osiągnąć a... w tym najbardziej przeszkadzają oczywiście etnicznie i religijnie jednorodne a przede wszystkim chrześcijańskie kraje Europy. Łatwym przecież do zauważenia jest fakt, że tak naprawdę obecna fala islamskich emigrantów jest idealnym narzędziem do przyszłej dezorganizacji takich państw i spowodowania ogólnego chaosu europejskiego, który przybliżać będzie zrealizowanie owego celu a przy tym pozwoli także uzyskać przez lichwiarskie elity finansowe ogromnych dodatkowych zysków. Jakże symptomatyczne jest w tym zakresie zaangażowanie się w organizację tej fali uchodźców fundacji związanych m.in z G. Sorosem czy banksterską rodziną Rothschildów.

Pomijając powyższy nadrzędny cel socjal-syjo-globalistów można oczywiście próbować wskazać pośrednie i bezpośrednie przyczyny tego współczesnego najazdu islamistów na Europę.

Pośrednio m.in. winę ponoszą USA (i w części NATO) atakując Irak czy Afganistan i wzniecając późniejszą rewolucyjną "arabską wiosnę ludów", która spowodowała chaos, wojny domowe, umocnienie się islamskiego fundamentalizmu oraz powstanie tzw. państwa islamskiego i jeszcze większy terror realizowany tym razem właśnie przez wyznawców Allacha. Tak jest niemal wszędzie w tym rejonie świata, także dzisiaj m.in w Syrii. Fundamentaliści brutalnie mordują "niewiernych" (paradoksalnie bezwyznaniowców, zwolenników "multi-kulti") i przede wszystkim" innowierców" (z naciskiem na chrześcijan) niszcząc także każde obszary ich tradycji, kultury, miejsc kultu (kościoły). Burzone są często historyczne, światowe wielowiekowe zabytki i wszelkie zasoby starożytnych kultur. Działania ISIS (państwa islamskiego) i innych fanatycznych islamskich terrorystów przypominają niechlubne czasy chińskiej "rewolucji kulturalnej" Mao Zedonga, przy czym ich postępowanie jest znacznie brutalniejsze. Jeszcze bardziej wielopłaszczyznowo realizują stare powiedzenie kalifa Omara, który po zdobyciu Aleksandrii powiedział: "Spalcie biblioteki, bo cała ich mądrość jest  zawarta w Koranie". I pomyśleć, że krótkookresowym celem USA było - "pod przykrywką" wprowadzenia w tych krajach demokracji - zawłaszczenie zasobów naturalnych, w tym ropy i gazu. Nie udało im się ani jedno ani drugie... Geopolityczną, pośrednią przyczyną jest być może także chęć osłabienia przez USA Europy jako znaczącego polticzno-ekonomicznego "gracza" światowego...

Bezpośrednimi zaś przyczynami - oprócz faktycznej ucieczki przed śmiercią i prześladowaniami - są w większości m.in.: chęć ekonomicznie łatwiejszego przez "uchodźców" życia w Europie realizowanego przede wszystkim poprzez korzystanie z pomocy socjalnej a nie pracę, budowa w tej części świata przyczółków obcej nam cywilizacji islamskiej jako realizowanie przez "uchodźców" jednego z celów ISIS jakim jest dostęp do krajów UE (wcześniej i próbują dalej infiltrować Bałkany) i ich islamizację oraz bezmyślne i naprawdę głupie zaproszenie przez A. Merkel wszystkich islamskich (i nie tylko) imigrantów do Niemiec. A. Merkel chciała zapewne pozyskać tanią siłę roboczą i uzupełnić jednocześnie radykalnie zmniejszającą się liczebność rodowitych Niemców.

Niestety. Krótkowzroczność A. Merkel i jej brak oceny przyszłych skutków takiej decyzji spowodowały zalew przede wszystkim islamskich  imigrantów na Niemcy i niektóre kraje Europy  a jego skala przerosła możliwości ich przyjęcia i skłoniła opanowaną przez Niemcy UE do próby kwotowej relokacji uchodźców na wszystkie kraje unijne. Jest to jawne przerzucanie odpowiedzialności i skutków ekonomicznych za błędną decyzję A. Merkel a także za samobójczą dla Europy dotychczasową polityką imigracyjną na biedniejsze kraje europejskie - w tym przede wszystkim kraje Grupy Wyszehradzkej - które z reguły są jednorodne etnicznie, chrześcijańskie i nie posiadające ekonomicznych możliwości zapewnienia pobytu licznym tzw. "uchodźcom".

Dotychczasowa jednolita postawa państw wspomnianej Grupy Wyszehradzkiej ograniczająca napływ imigrantów i nie zgadzająca się na niemal totalitarny dyktat zniemczonej UE w sprawie tzw. kwot imigranckich" jest - moim zdaniem - naturalna, realistyczna i logiczna. Jest zgodna z interesami, możliwościami ekonomicznymi i przyszłością tych krajów, które chcą również swojego bezpieczeństwa i ograniczenia do minimum realizacji przez fundamentalnych islamistów (w tym ISIS) swoich celów. Oczywiście taka postawa jest gremialnie atakowana przez prawie całą UE w tym Niemcy i również mocno przez Austrię (nomen omen) oraz zlewicowane i zlaicyzowane tamtejsze elity polityczne oraz ichniejsze prawie wszystkie ich media.

Ograniczając się do Polski, to niestety część elity politycznej związanej szczególnie z obecnie nam rządzącymi czyli PO a także większość politpoprawnych i będących "tubami propagandowymi" obecnego rządu oraz wartości antychrześcijańskich, antypolskich mediów współgra - jak wspomniałem - w swoim działaniu z elitami i mediami zniemczonej części UE. Jestem niemal pewny, że premier E. Kopacz mimo werbalnego sprzeciwu i deklaracji, że Polska przyjmie jedynie tylu imigrantów na ile będzie ją stać i żadnego mniej ani żadnego więcej, jest perfidnie hipokrytyczna wobec Polaków i już dawno zgodziła się na narzucony przez Niemcy kwotowy podział imigrantów i zamierza przyjąć ich 10-12 tysięcy. W czasie toczącej się kampanii wyborczej swoją niby stanowczością i sceptycznym odnoszeniem się do propozycji brukselskich nie chce po prostu zrazić sobie Polaków, którzy raczej też z rezerwą odnoszą się do możliwości utworzenia w Polsce enklaw islamizmu. E. Kopacz jeszcze niedawno mówiła przecież, że stać Polskę na przyjęcie jedynie 2 tysięcy imigrantów (ewentualnie 2,2) a dziś po rozkazie od A. Merkel już nie mówi o liczbie a ustami swoich pracowników powoli zaczyna oswajać Polaków z możliwością przyjęcia owych w liczbie 10 czy 12 tysięcy. Chcąc zbagatelizować tę liczebność nawet porównano ją z liczbą kibiców w czasie meczów ligowych Legii Warszawa. Urzędnicy rządowi również coraz częściej mówią, że są przygotowani na przyjęcie nawet kilkunastu tysięcy ludzi. Podobnie oswajają z taką możliwością wszelkie mainstreamowe media.

I tak się wobec tego zastanawiam... Zważywszy - jak wspomniałem wcześniej - że zdecydowana większość imigrantów to młodzi mężczyźni w sile wieku a większość pozostawiła swoje liczne (w większości liczące nawet do 10 osób a nieraz nawet liczniejsze) rodziny, które po osiedleniu w nowym miejscu sprowadzą do siebie... to przyjęcie ich w liczbie 10-12 tysięcy skutkować będzie de facto zgodą na ich przyjęcie w liczbie nawet do około 100 tysięcy.

Uwzględniając powyższe mam wobec tego radę dla pani E. Kopacza - jeżeli rzeczywiście tak boi się Niemców i jest im poddana to niech przedstawi im jednak propozycję (i tak wygórowaną wobec dotychczasowej działalności polskiej polityki imigracyjnej) przyjęcia wspominanych przez nią około 2-2,2 tysięcy imigrantów, czego konsekwencją będzie de facto - po sprowadzeniu przez nich swoich rodzin - zgoda Polski na przybycie ich do naszego kraju w liczbie około 20 tysięcy a więc dwukrotnie wyższej od wymaganej przez zniemczoną UE kwoty 10-12 tysięcy. Czyż nie tak winniśmy negocjować realizując nasze, polskie interesy?

A poza tym oczywiście apeluję do pani premier aby raczej skupiła się na sprowadzeniu Polaków z Kazachstanu i Donbasu, bowiem skoro nagle nas stać i możemy... to właśnie powinniśmy skupić się na nich. To nasi rodacy a nie obcy nam etnicznie i kulturowo islamiści. Sprowadzając natomiast dzisiejszych uchodźców z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki skupmy się przede wszystkim na prześladowanych chrześcijanach, którzy zechcą zapewne w swojej większości  asymilować się z nami i przestrzegać naszego prawa a nie tworzyć społecznych zamkniętych enklaw szariackiego społeczeństwa.

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

środa, 3 grudnia 2014

A. Merkel dwuznacznie o relacjach z Rosją!?

U nas trwała kampania wyborcza i wybory samorządowe a w międzyczasie doszło do zastanawiających słów w sprawie Rosji wypowiedzianych przez kanclerz Niemiec A. Merkel.

U nas w Krzyżowej powiedziała m.in. "Jesteśmy świadomi, że możemy tylko wspólnie z Rosją na dłuższą metę i długoterminowo zabezpieczyć bezpieczeństwo Europy. Dlatego sankcje nie są dla nas celem samym w sobie, tylko musimy prowadzić dialog z Rosją". Angela Merkel zaznaczyła też, że solidarność NATO odnosi się do wszystkich sojuszników. [1]

Natomiast w przemówieniu w Sydney na forum renomowanego australijskiego think tanku Instytutu Polityki Międzynarodowej im. Lowy'ego ostro skrytykowała Rosję mówiąc m.in. "Unia Europejska nie będzie potulna wobec Moskwy, tak jak było to za czasów NRD (...)  Rosja traktuje Ukrainę jak swoją strefę wpływu i depcze prawo międzynarodowe (...) Polityka prezydenta Rosji Władimira Putina oznacza zakwestionowanie całego europejskiego porządku pokojowego, który powstał po obu wojnach światowych oraz po zakończeniu zimnej wojny (...) Rosja wpływa na wschodnią Ukrainę w celu jej destabilizacji". Merkel zaznaczyła, że jest przeciwna powrotowi do czasów NRD, gdy "bez zgody Moskwy niemożliwy był żaden ruch". Taka sytuacja jest "nie do pogodzenia z wartościami zachodnimi (...) Unia Europejska nie będzie potulna wobec Moskwy, tak jak było to za czasów NRD (...) Nie chodzi tylko o Ukrainę. Chodzi też o Mołdawię, chodzi o Gruzję, a jeśli ta sytuacja będzie trwała nadal, to trzeba zapytać o Serbię, o kraje z zachodnich Bałkanów". Merkel zwróciła uwagę, że regionalne konflikty mogą przekształcić się bardzo szybko "w pożogę". Wykluczyła po raz kolejny możliwość interwencji wojskowej ze strony Zachodu: "Oznaczałoby to militarny konflikt z Rosją, który wykroczyłby poza lokalne ramy".  Jak podkreśliła, Putin "odmawia rozwiązania konfliktu przy zachowaniu wzajemnego szacunku i za pomocą demokratycznych i prawnych środków" (...) stawia na pierwszym miejscu prawo silniejszego i ignoruje siłę prawa". Zapowiedziała, że Niemcy będą pomagać Ukrainie, a równocześnie będą zabiegać nadal o dyplomatyczne rozwiązanie konfliktu. [2]

Skąd te dwie, niemal wykluczające się  się, opinie na temat stosunków z Rosją Niemiec i całej Unii Europejskiej a także zapewne i NATO?

Angela Merkel jest wytrawnym politykiem. Na arenie międzynarodowej ostro werbalnie skrytykowała W. Putina, co jest zgodne ze zmianą stanowiska USA i NATO wobec Rosji. Nie przeszkodziło jej to jednak rozmawiać na szczycie państw G-20 z W. Putinem w cztery oczy i to przez cztery godziny (sic!). Inaczej zaś rozgrywa politykę lokalnie, czyli w swojej UE a szczególnie w odniesieniu do stosunków Rosja-Polska-Niemcy.

W przemówieniu w Krzyżowej dała chyba jasne wytyczne Polsce, aby ta "nie wychodziła przed szereg" i zostawiła normalizację stosunków z Rosją Niemcom i UE. Zresztą w sprawie Ukrainy i tak się nie liczymy przecież wcale, czego jawnym dowodem było nie zaproszenie Polski do dyskusji w UE na temat konfliktu ukraińskiego.

Jakie więc są tak naprawdę zamierzenia Niemiec wobec Rosji i Polski w nowej sytuacji powstałej po unaocznieniu się neoimperialnej polityki W. Putina?

Sądzę, że tak naprawdę Niemcy w dalszym ciągu są bardzo przychylne Rosji i nie chcą w żadnym razie zbytnio negować i niszczyć tych dobrych relacji, co dla Polski jest raczej niekorzystne.

Warto przecież wspomnieć, że ekonomiczna współpraca Niemiec i Rosji rozwija się znakomicie a niemieccy przedsiębiorcy są przeciwni zaostrzaniu sankcji wobec Rosji. Niezależnie od wszystkiego ekonomiczne więc interesy niemiecko-rosyjskie mają się dobrze o czym pisałem m.in. w poście: "Plany W. Putina i jego interesy z UE!" [3].

Oceniając obecne stosunki rosyjsko-niemieckie a także rolę w nich Polski należy też przypomnieć, że to Niemcy sprzeciwili się dozbrojeniu przez NATO Polski i umieszczeniu na jej terenie dużego kontyngentu wojsk NATO.

Trzeba więc sobie uzmysłowić, że historycznie zarówno dla Niemiec, jak i Rosji najważniejsza jest współpraca i wspólne budowanie przyjacielskich relacji. Niestety odbywa się to kosztem oczywiście Polski. Jak mówi K. Szczerski, poseł PiS i były wiceszef MSZ: "Nasz problem polega na tym, że ani strona rosyjska, ani strona niemiecka nie zakłada podmiotowości naszego obszaru. One zakładają swoje panowanie nad nami. I o to Niemcy i Rosja mogą się kłócić. Nikt nie chce Europy Środkowej, jako samodzielnego podmiotu. To kolejny element porozumienia Berlina i Moskwy". [4]

I w tym kontekście należy rozumieć to swoiste niby rozdwojenie jaźni w wypowiedziach na temat Rosji A. Merkel. Oba kraje: Rosja i Niemcy chcą w jakiś sposób panować nad Europą Wschodnią, w tym nad Polską. Z jednej strony rywalizują ze sobą, a z drugiej współpracują szanując się nawzajem. Tak było od wieków i tak jest też teraz. Po prostu oba kraje historycznie "kochają się i nienawidzą", co - z jednej strony - skłania ich do ścisłej współpracy a - z drugiej strony - do cichej lub głośnej rywalizacji o wpływy w Europie i na świecie.

Prof. B. Musiał tak to wyjaśnia: "Warto sobie kolejny raz uświadomić, że także te dobre relacje niemiecko-rosyjskie w XIX wieku miały antypolskie podłoże. Ten fakt w rozważaniach się pomija, ale ta antypolskość w tle rosyjskiej polityki niemieckiej jest kluczowy. To zawsze było zwornikiem między Rosją a Niemcami: Polska zawsze przeszkadzała i – jestem pewny – będzie przeszkadzać. Obecnie trochę mniej doraźnie przeszkadza, bo jest Donald Tusk, ale z punktu widzenia geopolityki w interesie obu tych krajów byłoby posiadanie wspólnej granicy. Ale nie chcą wchodzić w najmniejsze konflikty i stąd bierze się to ciągłe ustępowanie Kremlowi. Do tego dochodzi silny i coraz silniejszy antyamerykanizm". [5]

Niestety więc na arenie międzynarodowej nie znaczymy dzisiaj - jako Polska - naprawdę nic i jesteśmy zdani tylko na to, co sobie uzgodnią pomiędzy sobą USA (NATO)-Rosja-Niemcy (UE) a szczególnie A. Merkel i W. Putin. Dlatego też musimy wsłuchiwać się w wypowiedzi owych polityków z nadzieją, że jednak nie będzie powtórki z historii.

P.S.
Polecam też lekturę:
a) http://krzysztofjaw.blogspot.com/2013/05/pakt-ribbentrop-mootow-nadal-trwa.html
b) http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/04/kondominium-niemiecko-rosyjskie-ma-sie.html

[1] http://www.polskieradio.pl/7/473/Artykul/1294504,Ekspert-wezwania-Merkel-do-dialogu-z-Rosja-sa-niepokojace
[2] http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,16981751,_Zaskakujaco_krytyczne__wystapienie_Merkel___UE_nie.html
[3] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/03/plany-w-putina-i-jego-interesy-z-ue.html
[4] http://wpolityce.pl/polityka/188762-szczerski-niemcy-i-rosja-nie-zakladaja-podmiotowosci-europy-srodkowej-chca-panowac-nad-nami-i-o-to-moga-sie-klocic-nasz-wywiad
[5] http://wpolityce.pl/swiat/210515-prof-musial-niemiecka-polityka-wspolpracy-z-rosja-zawsze-miala-antypolskie-ostrze

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 23 marca 2014

Konflikt ukraiński a zamach smoleński (2)

Wczoraj, w pierwszej części niniejszego tekstu, przedstawiłem hipotetyczne przyczyny i prawdopodobnych sprawców niemal pewnego już zamachu smoleńskiego. Wskazałem, że prawie wszystkim możnym tego świata mogło zależeć na "uciszeniu" polskiego prezydenta i innych, wielu osób z jego otoczenia, którzy w feralnym dniu 10.04.2010 roku lecieli do Katynia - oprócz oczywiście III RP również: Rosji, Niemcom (UE), USA (NATO), Izraelowi czy też masońskim banksterom i korporacjom dążącym do budowy Jednego Rządu Światowego (NWO) - mi.in.: MFW, BŚ, EBC oraz firm rodzin Rockefellerów, Rothschildów, Wartburgów czy Morganów. Przedstawiłem też, że najprawdopodobniej jednak zewnętrznym inicjatorem zamachu mogła być przede wszystkim putinowska Rosja, która - zważywszy na obecne jej działania w sprawie Ukrainy - strategicznie od lat dąży do odbudowy swojej wielkomocarstwowej pozycji i obalenia pojałtańskiego oraz postkomunistycznego porządku światowego. Niezależnie jednak kto był inicjatorem i sprawcą zamachu, to brak woli jego wyjaśnienia każdej ze wskazanych stron implikuje do stwierdzenia, że zamach smoleński był jednym, międzynarodowym spiskiem, którego wyjaśnienie będzie dla nas-Polaków bardzo trudne. Można powiedzieć, że historia się powtarza. Zamach gibraltarski był podstawą porządku jałtańskiego, a zamach smoleński stał się preludium obecnej, ponownej "zimnej wojny" oraz zmiany porządku pojałtańskiego i postkomunistycznego. Sądzę jednak, że w sprawie zamachu smoleńskiego obowiązuje ich wszystkich mafijna omerta i pomimo, że są dzisiaj poróżnieni, nie będą wykorzystywać "karty" smoleńskiej, podobnie jak podczas zimnej wojny nie wykorzystywali "karty" gibraltarskiej. Tak mi się wydaje. Tym bardziej powinniśmy cały czas walczyć o smoleńską prawdę, mocno i do końca. Dlatego też ten post zacząłem w swej pierwszej części od tegoż zamachu... 

O co tak naprawdę chodzi w konflikcie ukrańskim? Jak świat winien zareagować na aneksję przez Rosję Krymu i w jaki sposób można powstrzymać imperialne dążenia W. Putina?  

Cały konflikt ukraiński wpisuje się w kreację nowego geopolitycznego porządku światowego, gdzie wielkie mocarstwowe koalicje walczą o swoje wpływy a tak naprawdę o władzę i pieniądze o czym pisałem w swoim poście: "Jeszcze raz o konflikcie na Ukrainie..." [16]Warto w tym miejscu jedynie wskazać, że "z jednej strony mamy blok zachodni w skład którego wchodzą USA, UE, Izrael, Japonia, Korea Południowa a z drugiej strony mamy Chiny, Rosję, Iran, Syrię, Korea Północnę (Syria ma sojusz wojskowy tylko z Iranem) (...) i te wszystkie konflikty z jakimi ostatnimi czasy mieliśmy i mamy do czynienia to nic innego jak zwyczajne kopanie się po kostkach tych dwóch bloków po to, aby mieć jak najlepszą pozycje w zbliżającym się nieubłaganie wielkimi susami konflikcie" [17], po którym ma zostać zbudowany Jeden Wielki Rząd Światowy (NWO) kreowany przez środowisko - wskazanych już wcześniej - tzw. międzynarodowych "banksterów". Może też chodzić o zakres władzy i wpływy w tym przyszłym globalnym rządzie. Z tego punktu widzenia, czyli "politycznej gry wielkich mocarstw" łatwiej zrozumieć geopolityczne znaczenie konfliktu ukraińskiego, bowiem  "kluczem do pokonania bloku Chiny-Rosja-Iran jest Iran a kluczem do pokonania Iranu jest Syria a kluczem do pokonania Syrii jest Flota Czarnomorska która ma swoje bazy właśnie na Krymie" [17].

Wracając jednak li tylko do samego konfliktu ukraińskiego, to W. Putin zaanektował Krym (i już go nie odda) wiedząc, że UE i NATO nie zdobędą się już teraz na ewentualne dotkliwe sankcje gospodarcze ani ingerencję zbrojną i obronę integralności terytorialnej Ukrainy. Podstawą do takiego rozumowania była bierność i miałkość elit UE i NATO w przypadku jego ataku na Czeczenię i wojna oraz jej skutki w Gruzji (odłączenie od Gruzji Abchazji i Osetii) a później jego wygrana batalia z nimi w przypadku Syrii. Ponadto przez lata pracował nad uzależnieniem krajów UE od dostaw jego surowców energetycznych: ropy i gazu oraz ogólnie zacieśniał z nimi (szczególnie z Niemcami) współpracę gospodarczą. Uratowanie zaś przez śp. L. Kaczyńskiego niepodległości Gruzji musiało nieźle rozsierdzić W. Putina zmuszając go do czasowego wydłużenia realizowanej przez niego neoimperialnej strategii w polityce międzynarodowej nakierowanej na budowę tzw. Unii Euroazjatyckiej. Zachowanie niepodległości przez Gruzję było tym dla niego dotkliwsze, że tylko przez jej terytorium może przechodzić rurociąg dostarczający kaukaskie surowce energetyczne do UE z pominięciem Rosji.

Niestety, kagiebista  W. Putin jest konsekwentny w swych działaniach i nie zamierza rezygnować ze swoich planów, czemu dał wyraz właśnie aneksją Krymu i Sewastopola. Niestety, nie pomylił się też w ocenie reakcji UE i częściowo NATO. Dotychczasowe sankcje wobec Rosji są dla niej mało dotkliwe i wydaje się, że szczególnie UE już pogodziła się z nową sytuacją i ją zaakceptowała. Potwierdzeniem tego mogą być słowa przewodniczącego PE Martina Schultza, który... ""uważa, że aneksja Krymu to już „fakt dokonany”. Według niego, choć przyłączenie półwyspu do Rosji było jasnym naruszeniem prawa międzynarodowego, to "taka jest rzeczywistość" i podkreślił, że należy szukać wspólnych rozwiązań w relacjach Unia Europejska-Rosja."' [12]. Nie może być obecnie lepszej wiadomości dla W. Putina, który ma teraz niemal "wolną rękę" w dalszej realizacji swojej strategii. 

Brak zdecydowanej reakcji świata zachodniego na aneksję Krymu dokonaną przez Rosję jest jeszcze z jednego powodu bardzo niebezpieczna dla przyszłego bezpieczeństwa światowego. Otóż integralność terytorialną Ukrainie gwarantowały - w zamian za pozbycie się przez nią broni jądrowej - wielkie mocarstwa: USA, Rosja, UK, Francja. Cóż te gwarancje dzisiaj są warte? Okazuje się, że nic. To niszczy wszelkie porozumienia międzynarodowe i ich sens. Dotyczy to także umów o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Czyż bierność UE i NATO w sprawie Krymu nie będzie inspiracją do nowego wyścigu zbrojeń (w tym atomowych) i to nie tylko przez państwa posiadające dotychczas broń jądrową? Pytanie chyba retoryczne....  Jeśli USA wespół z UE w dalszym ciągu  będą unikać ostrych restrykcji wobec Moskwy, to przyszłość może naprawdę być czarna dla ludzkości!

Cóż więc zachodni świat (przede wszystkim USA i NATO) powinien zrobić i to jak najprędzej?

Zakładając, że cała ta ukraińska rewolucja i przejęcie przez Rosjan Krymu nie było i nie jest wcześniej ustalonym przez światowe mocarstwa (NATO/USA/Izrael, Niemcy/UE, Rosja) oraz międzynarodowe, lichwiarskie instytucje finansowe scenariuszem podziału wpływów (np. poprzez przyszły podział Ukrainy)  oraz, że Polska nie chce znaleźć się ponownie pod wpływem Moskwy a także zakładając, że USA nie spodziewały się rzeczywiście ostatecznego zajęcia Krymu przez Putina to... moja nadzieja dla Polski i nadzieja na powstrzymanie W. Putina przed realizacją prognoz ś.p. Lecha Kaczyńskiego polega na zmianie dotychczasowej polityki właśnie przede wszystkim przez USA wobec Rosji, czyli odejścia od nieszczęsnego  i zgubnego dla świata tzw. "obamowskiego resetu". Jak wspomniałem na UE raczej nie ma co liczyć (obym się mylił), tym bardziej, że nawet w czasie trwania konfliktu ukraińskiego i zajmowania przez Rosję Krymu dalej kwitły i kwitną interesy pomiędzy UE (szczególnie Niemcami) a Rosją [13] [14] [15] a wśród dużych krajów UE (może za wyjątkiem UK) jest wiele prorosyjskiej sympatii odpowiednio podsycanej przez moskiewską agenturę wpływu.

Tak na marginesie. Te dzisiejsze - w takiej sytuacji - gospodarcze i polityczne kontakty UE (Niemcy) - Rosja oraz wypowiedzi szczególnie niemieckich polityków muszą w nas-Polakach budzić słuszny niepokój i obawę przed cichym porozumieniem (ponad głowami innych krajów UE i USA/NATO) na linii Moskwa-Berlin...

Na czym więc ta zmiana polityki UE a przede wszystkim USA/NATO w stosunku do Rosji - wykluczając na razie ingerencję zbrojną - miałaby w szczególności dla Polski (ale nie tylko dla niej) polegać? Otóż m.in. na:

a) powrocie do idei budowy przez USA i NATO tarczy antyrakietowej na terenie Polski i Czech bez jakiegokolwiek oglądania się na stanowisko Rosji. Rosja nie oglądając się na żadne opinie zamieściła przecież sobie u naszych granic rakiety typu Iskander. Podobno są zapowiedzi USA, że pierwsze elementy takiej tarczy powstaną w Polsce w roku 2018, ale potrzebna jest szczegółowa, pisemna w tym obszarze umowa międzynarodowa, 

b) zrozumieniu przez USA faktu, że Polska stanowi wschodnią granicę NATO i winna być odpowiednio dozbrojona liczebnie i sprzętowo (podobnie jak kiedyś RFN - liczę tu też na odpowiednią pomoc finansową i sprzętową a może nawet na stworzenie w Łasku kontyngentu wojsk amerykańskich w Polsce),

c) zaostrzeniu sankcji wobec Rosji i wpłynięciu na ostrzejsze stanowisko wobec niej reprezentowane przez kraje UE (USA ma odpowiednie środki i metody - szczególnie chodzi tu o Niemcy),

d) przyspieszeniu możliwości eksportu gazu skroplonego i ropy z USA do krajów UE, czyli podpisanie umowy o wolnym handlu pomiędzy UE a USA a tym samym zniesieniu amerykańskiego zakazu - nałożonego jeszcze w 1974 roku - na eksport ich własnej ropy i gazu łupkowego. Posunięcie takie byłoby chyba najdotkliwszą bronią sankcyjną USA i UE wobec Rosji. Nie tylko Rosja mniej by zarabiała na eksporcie ze względu na spadek cen, ale dodatkowo jeszcze mniej by zarabiała ze względu na spadek sprzedaży ilości swojej  ropy i gazu. Tak naprawdę są to chyba ostateczne sankcje, które pogrążyłyby W. Putina całkowicie. Podobnie było z sankcjami  nałożonymi na ZSRR przez prezydenta Ronalda Reagana w 1985 r. Wówczas prezydent USA, działając sam i nie angażując w proces kapitału amerykańskiego wpłynął na Arabię Saudyjską. Kraj ten, łamiąc zasady kartelu naftowego OPEC, znacznie zwiększył wydobycie ropy naftowej, co doprowadziło do znacznego obniżenia jej ceny.... co ostatecznie - przy duchowym i realnym wsparciu JPII - doprowadziło do upadku ZSRR. Sądzę, że USA - w nowych warunkach - ma możliwości i powinna podjąć takie działania, tym bardziej, "że Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) prognozuje, że już w 2017 roku USA mogą stać się największym producentem ropy na świecie. Obecnie też Stany Zjednoczone wyprzedzają Rosję pod względem wydobycia gazu. Według zaś consultingowej kompanii Pricewaterhouse Coopers, rozwój wydobycia gazu łupkowego spowoduje, że zapotrzebowanie na ropę zmniejszy się do 2035 roku aż o 40 procent! Rocznie Europa importuje ok. 550 mln ton ropy naftowej, z czego ponad 200 mln z Rosji. Importuje również około 400 mld m3 gazu, z czego jedna trzecia (133 mld m3) pochodzi z Rosji. W przybliżeniu z Rosji pochodzi ok. 30 proc. europejskiego importu ropy i gazu, a dla Rosji eksport do Europy stanowi 80 proc. ich eksportu (...) Zmniejszenie przez kraje UE tylko o jedną trzecią importu ropy i gazu z Rosji spowodują załamanie się budżetu tego kraju" [18]. Warto tutaj też dodać, że około 65 proc. wszystkich dochodów z rosyjskiego eksportu to są zyski z ropy i gazu, i jest są to życiodajne dla rosyjskiej gospodarki produkty eksportowe!
 
e) skłonieniu amerykańskich firm na szybsze prace poszukiwawcze gazu łupkowego i ropy łupkowej w Polsce (a także - po ustabilizowaniou się sytuacji - na Ukrainie), która ma jeszcze większe złoża gazu i ropy łupkowej niż Polska [19],

f) dalszym zamrożeniu kontaktów dyplomatycznych i izolacji polityczneh Rosji na arenie międzynarodowej (Putin pokazał, że nie jest politykiem respektującym standardy demokratyczne),

g) radykalnym zmniejszeniu przez USA i UE zapotrzebowania na moskiewskie obligacje rządowe oraz obligacje największych koncernów, w tym Gazpromu, Rosneftu i Lukoilu [20],

h) uściśleniu współpracy wojskowej krajów NATO a szczególnie jego nowych członków, co - na szczęście - już się dzieje, bowiem USA przygotowują duże ćwiczenia wojskowe w bazie w Łasku, w których mają wziąć udział żołnierze z Europy Środkowo-Wschodniej, m.in. z Polski, Czech, Węgier, Słowacji, Bułgarii, Rumunii i krajów bałtyckich,

i) zamrożeniu i wstrzymaniu się z realizacją już zawartych i planowanych kontraktów krajów USA i UE z Rosją, co może być - jak już wspomniałem bardzo trudne "do przełknięcia", szczególnie przez stare kraje UE, w tym przede wszystkim Niemcy i Francję oraz Włochy. 

Zachód nie będzie zbroić Rosji?
Źródło: http://finanse.wp.pl/gid,16486559,kat,1033803,title,Co-Zachod-moze-zrobic-Rosji-a-co-Rosja-Zachodowi,galeria.html?ticaid=112687

Na szczęście zamrożenie owych kontraktów już częściowo się dzieje. "...Francuski minister obrony Jean-Yves Le Drian zapowiedział, że dostawa do Rosji okrętów typu Mistral może zostać wstrzymana, a ostateczna decyzja zostanie podjęta w październiku (...) Niemcy miały kontrakt z Rosją opiewający na blisko 300 mln euro, na podstawie którego miały powstać ośrodki szkoleniowe w pełni wyposażone przez niemieckie firmy. Jednak tamtejsze ministerstwo gospodarki cofnęło zgodę dla koncernu Rheinmetall, który miał zarobić 100 mln euro na symulatorach (...) Podobne kroki podjęła Wielka Brytania. Brytyjski rząd cofnął swoim firmom zezwolenia na eksport dla rosyjskiej armii. W tym wypadku chodziło głównie o tkaniny ma mundury, ale też części zamienne do pojazdów pancernych" [20]. Oczywiście są to jeszcze niemal iluzoryczne sankcje, które podjęły kraje UE. Niepokojącym jest jednak, że równocześnie w dalszym ciągu - w innych aspektach niż militarne - współpraca na linii UE (Niemcy) - Rosja dalej kwitnie (o czym już wspominałem: [13] [14] [15]),

j) wykorzystywaniu współczesnych technik informatycznych i portali społecznościowych do ukazywania prawdziwego oblicza W. Putina i jego Rosji. Ciekawą propozycję w tym względzie przedstawił bloger "zetjot". Według niego na początek wystarczyłby nieskomplikowany film dokumentalny, który można by pokazywać europarlamentarzystom i stale puszczać w internecie. Najogólniej oparty byłby na scenariuszu składającym się z kilku sekwencji: "Najpierw sekwencja z filmu "Jack Strong" pokazująca, jak KGB mści się na Pieńkowskim, potem parę scenek na temat zabójstwa Litwinienki. Potem sekwencja z odwróconą kolejnością - parę ujęć pokazujących, jak rękami snajperów Janukowycza, Putin rozstrzeliwuje Majdan. I wreszcie - kulminacja - parę scen poświęconych poszlakom wskazującym na udział kagiebistów w wysadzaniu bloków mieszkalnych w Rosji, by znaleźć pretekst do wojny na Kaukazie. Na zakończenie można postawić duży znak zapytania i parę ujęć z powstającego filmu o katastrofie smoleńskiej" [21].

Jest jeszcze wiele innych, pozamilitarnych sankcyjnych możliwości, które wobec Rosji mogą zastosować kraje UE i USA. Trzeba jednak sobie zdawać sprawę, że przez wiele lat W. Putin uzależniał energetycznie i gospodarczo kraje UE i nałożenie sankcji gospodarczych na pewno natrafi na opór wielu krajów unijnych (przede wszystkim Niemiec). Poza tym Rosja też może zareagować odpowiedzią np. poprzez podniesienie cen surowców energetycznych, czy też (wspólnie z Chinami, Wenezuelą i Iranem) przejść na międzynarodowe rozliczenia w innej walucie niż dolar, co może mocno uderzyć w gospodarkę USA. Niemniej jednak zezwolenie przez wolny świat na zbrojne łamanie prawa międzynarodowego przez W. Putina może zagrażać wywołaniem kolejnej zimnej a nawet "gorącej" wojny.

Warto ciągle powtarzać, że mamy do czynienia z mitomańskim i nieobliczalnym przywódcą, który może nie cofnąć się przed niczym i będzie konsekwentnie (po kagiebowsku) realizował swój plan... jeżeli wcześniej go nie powstrzymamy a oprócz wyżej wymienionych działań - dla osób wierzących - możemy go także powstrzymać poprzez modlitwę za Rosję i w intencji światowego pokoju. 


P.S.1
Okazało się, że tekstu jest więcej niż przypuszczałem. Stąd odpowiedź na pytanie:  Jakie są podstawowe przyczyny nagłej zmiany polskiej polityki zagranicznej - z promoskiewskiej na antymoskiewską i czy ta zmiana jest wiarygodna? zawrę w jutrzejszej, trzeciej części cyklu: "Ukraina i zamach smoleński"

P.S.2
Numeracja odnośników w tekście jest niechronologiczna i odnosi się do wszystkich trzech części postu: tej wczorajszej, dzisiejszej i jutrzejszej.

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/06/miaem-sen.html
[2] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/07/dlaczego-zgina-lech-kaczynski.html (i inne zalinkowane w tekście posty)
[3] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/04/skad-oni-wiedzieli.html
[4] http://odchudzanie.salon24.pl/575196,cala-masa-nawroconych-czyli-mowienie-kaczynskim,2
[5] http://www.sobieski.org.pl/wp-content/uploads/Stani%C5%82ko-red.-Katastrofa-PDF.pdf
[6] https://www.youtube.com/watch?v=ufMcILtz-zE
[7] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/05/polska-niepodlega-ojczyzna-czy-polsza.html
[8] http://emigracjazpolski.blogspot.com/2012/09/dlaczego-zginal-prezes-nbp-slawomir.html
[9] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2011/03/zwodniczy-kamuflaz-prezydenta-i-jego.html
[10] https://www.youtube.com/watch?v=DSibZ5j_ZwU
[11] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/02/co-nas-czeka-jeden-rzad-swiatowy.html

[12] http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Przewodniczacy-PE-Martin-Schulz-aneksja-Krymu-przez-Rosje-to-juz-fakt-dokonany,wid,16486703,wiadomosc.html?ticaid=1126a8
[13] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/03/plany-w-putina-i-jego-interesy-z-ue.html
[14] http://naszeblogi.pl/45279-wspolpraca-rosji-i-niemiec-kwitnie-energetyka
[15] http://finanse.wp.pl/kat,1033689,title,Rosjanie-moga-przejac-nie-tylko-zloza-na-Podkarpaciu,wid,16490204,wiadomosc.html?ticaid=1126b4
[16] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/03/jeszcze-raz-o-konflikcie-na-ukrainie.html
[17] http://zezorro.blogspot.com/2014/03/o-cotak-naprawde-chodzi-w-ukrainskiej.html

[18] http://tornado.salon24.pl/575118,gazem-i-ropa-z-lupkow-us-w-kremlowskiego-satrape
[19] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/03/kto-jak-i-dlaczego-rozgrywa-ukraine.html
[20] http://finanse.wp.pl/gid,16486559,kat,1033803,title,Co-Zachod-moze-zrobic-Rosji-a-co-Rosja-Zachodowi,galeria.html?ticaid=112687
[21] http://zetjot.salon24.pl/575345,jak-wygrac-ii-zimna-wojne-z-ruskimi

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com