Ogólnie: jednym z najbardziej niesprawiedliwych w obecnym systemie podatkowym jest podatek od dochodów osób fizycznych, tzw. "PIT". Jest to nienależna państwu danina, którą musimy płacić wszyscy a to jest nawet niezgodne z zasadą nie akceptacji podwójnego opodatkowania.
Chciałbym likwidacji tegoż podatku. Jest jak wspomniałem ku temu wiele argumentów, ale przedstawię właśnie ten jeden najważniejszy: firma u której pracujemy już odprowadza podatek CIT, też za nas, bo nasze wynagrodzenia są kwalifikowane jako koszty uzyskania przychodu i nie może być sytuacji podwójnego opodatkowania pracowników i firm a tak jest obecnie. Może jeszcze taki argument dotyczący emerytów i rencistów. Dostają świadczenia od Państwa i muszą płacić PIT odprowadzając ten podatek do Państwa. To jakieś kuriozum.
Uważam, że powinien zostać jedynie podatek CIT odprowadzany do Państwa przez określone firmy. Może jeszcze podatek akcyzowy czy podatki lokalne, ale VAT należałoby zastąpić podatkiem obrotowym od przychodów firmy, tym samym likwidując VAT, który ma tak wiele możliwości oszustwa, że przez wiele lat mafiozi "vatowcy" potrafili wyprowadzić z Polski niemal 250 mld złotych. Od wielu miesięcy obraduje nad tymi wyłudzeniami Komisja Sejmowa, ale nie słyszałem, aby padł wniosek o likwidację tegoż podatku. Dlaczego?
Zdaję sobie sprawę ze skomplikowanej procedury reformy systemu podatkowego, bowiem może się okazać, że należałoby wyłączyć nasze dochody z kosztów uzyskania przychodów firmy a to niestety by obligowało za płaceniem podatku PIT i zwiększałoby zysk netto firmy, która by musiała odprowadzać większy CIT. Ale w tej sytuacji byłoby bardziej sprawiedliwe dla zwykłych pracowników.
Po takiej reformie systemu podatkowego mielibyśmy jasne i proste zasady: pracuję więc moje zarobki są tylko moje, firma u której pracuję odprowadza podatek CIT i podatek obrotowy. I nie byłoby ciągłego "grzebania" w przepisach o podatku należnym czy innym w postaci VAT-U.
Oczywiście niestety muszą być zachowane składki na ZUS, bo jest to konieczne. Można jedynie ewentualnie zmniejszyć ich wysokość, co obecny rząd czyni np. dla małych i średnich przedsiębiorstw, ale one muszą w jakiejś formie przetrwać, bowiem przecież muszą być pieniądze na naszą emeryturę lub rentę. Zresztą w tym względzie też rząd wprowadza nowatorskie rozwiązania w stylu kapitałów pracowniczych dla tych, którzy się na to zdecydują a winny się zdecydować bowiem jest to diametralnie różna propozycja od złodziejskich OFE, na które się nabrało miliony Polaków a rząd PO-PSL ukradł im 150 mld złotych .
Pozdrawiam
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".
Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VAT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VAT. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 lipca 2019
niedziela, 23 października 2011
O pieniądzu, o finansach Polski raz jeszcze i z wyjaśnieniem...
Podobno jeżeli nie wiemy o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Nie jestem przekonany czy faktycznie tak jest i czy dotyczy to każdego przypadku naszego poczucia niewiedzy w określonych sytuacjach nas dotyczących, ale niewątpliwie finanse są jednym z ważniejszych obszarów naszego funkcjonowania.
Pieniądz odgrywa ważną rolę w naszych gospodarstwach domowych. Z reguły pracujemy w większości dla pieniędzy, są one często przedmiotem wielu emocjonalnych dyskusji, w miejscu pracy - do określonego poziomu - stają się podstawowym motywatorem pracodawców wobec pracowników. One dają nam poczucie bezpieczeństwa, ich niedostatek często nie pozwala na godne i szczęśliwie życie a już ich brak prowadzi do skrajnego ubóstwa, bankructwa lub różnych tragedii życiowych. Oczywiście jest źle, gdy dążenie do ich pomnażania przesłania nam inne piękne aspekty naszego bytu na tym ziemskim padole. Sztuką natomiast jest odpowiednia hierarchizacja naszych wartości i celów, aby cieszyć się zarówno z naszego wnętrza i wartości, które wyznajemy, jak i z radości odpowiedniego wydatkowania posiadanych zasobów gotówkowych.
Równie ważne - o ile nie ważniejsze - są pieniądze dla firm, instytucji i państwa jako całości! Stanowią one krwiobieg gospodarki. Bez nich żadna firma nie jest w stanie funkcjonować. Brak finansowego kapitału krótkoterminowego powoduje zachwianie płynności finansowej i często bankructwo. Brak finansowego kapitału długoterminowego nie pozwala na inwestycje, planowanie działań i rozwój firm. Podobnie dzieje się z państwem jako całością, co widać na przykładzie Grecji a być może niedługo:Włoch, Hiszpanii i innych krajów, tego sztucznego, marksistowskiego tworu jakim jest Unia Europejska i jej waluta Euro (wyższa forma tzw. rubli transferowych za czasów marksistowskiego komunizmu i RWPG).
W Europie i na świecie temat finansów państwa jest najważniejszym obszarem, którym interesują się zwykli wyborcy. Przecież od stanu finansów państwowych zależy wysokość podatków, pomocy socjalnej, wysokość świadczeń społecznych, poziom i dostępność usług medycznych czy oświaty, wysokość cen i naszych zarobków... Stan kasy państwowej dotyczy niemal każdej dziedziny naszego życia...
Aż dziwne, że w Polsce tak mało się mówi i pisze o tej stronie, najważniejszej naszego życia społeczno-gospodarczo-politycznego zastępując je tematami pobocznymi jak personalia czy krzyż w Sejmie... W kampanii wyborczej ten wstydliwy aspekt rządów D. Tuska nie został niestety pokazany. Nie padły ważne pytania o przyszłość finansową naszego kraju, o przyszłość naszych dzieci i wnuków... Oczywiście przyczyn jest wiele... od strachu rządzących przed gniewem gawiedzi, chęć zachowania władzy aż po zupełnie już zrezygnowane i "otumanione propagandą" polskie społeczeństwo.
Niezależnie jednak od wszystkich przeciwności i oporów niektórych warto podejmować się opisywania oraz analizowania faktycznego stanu naszej gospodarki i jej finansów. Jest to tym bardziej konieczne, że powszechnie sprawy te są mało rozumiane a sam przekaz informacji bywa często zafałszowany oraz celowo podnosi się jego "skomplikowalność". Widać to szczególnie w swoistej nowomowie i nieraz bełkocie "specjalistów: ekonomistów/finansistów" a także w oficjalnych przekazach instytucji do tego powołanych. Łatwo wtedy o manipulację lub niewłaściwe zrozumienie istoty tychże informacji finansowych.
Ostatnio w swoich postach: Polski dług publiczny i TVP znów kłamie... jak za PRL!? i Deficyt budżetowy Polski - gnijący "cud" D. Tuska! podjąłem temat dotyczący manipulacji, zafałszowywania, pomijania i nieprecyzyjności danych finansowych dotyczących naszego państwa.
Na forach wywiązała się dyskusja, która wskazała, iż temat jest ważny nie tylko dla mnie, ale dla wielu, którym leży na sercu przyszłość Polski.
Jestem wdzięczny wszystkim komentatorom i dyskutantom, a w szczególności tym, którzy wskazali mi, iż sam padłem ofiarą nieprecyzyjności przekazu Głównego Urzędu Statystycznego. Otóż opierając się na następującej informacji: "Dług publiczny w 2010 r. wyniósł 54,9 proc. PKB vs 55,0 proc. szacowanych wcześniej przez GUS - podał GUS w komunikacie. Zgodnie z notyfikacją, deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2010 roku ukształtował się na poziomie 110 988 mln zł, co stanowi -7,8 proc. PKB, natomiast dług publiczny wyniósł 776 816 mln zł, tj. 54,9 proc. PKB" - podał GUS w komunikacie. Produkt Krajowy Brutto w 2010 r. wyniósł 1.415,362 mln zł - podał GUS", przyjąłem, iż wielkość długu wynosi faktycznie 776,82 mld zł i przyrównałem go w tabeli do danych z MF z lat poprzednich. Jak słusznie wskazał mi bloger Olgierd Jedlina pisząc, że: "No i ten sam błąd co u Kuźmiuka...Dane podane przez GUS dotyczą metodologii unijnej. Restrykcje ustawowe/konstytucyjne wynikają przy przekraczaniu progów liczonych metodą krajową", nieprecyzyjnie porównałem podaną przez GUS informację (gdzie dług liczy się m.in. metodą unijną ESA/95) do danych z Ministerstwa Finansów (gdzie dług się liczy metodami zawartymi w polskich przepisach o finansach publicznych i rachunkowości). Faktycznie, według metodologii liczenia naszego rządu dług publiczny wynosi 748,49 mld. Różnica wynosi 28,33 mld na "korzyść" rządu D. Tuska... Na moje usprawiedliwienie mogę tylko napisać, że GUS w swojej informacji też nie wskazał przyjętej przez niego metodologii liczenia długu. Co prawda zawarł zwrot "zgodnie z notyfikacją", ale przecież jest np. jeszcze inna metoda liczenia opracowana przez MFW (GFSM2001).
Niemniej - aby być poprawnym merytorycznie - poprawioną tabelę, zmienioną nieco do tej zawartej w poście: Polski - gnijący "cud" D. Tuska!, przedstawiam więc poniżej.
Dokonana przeze mnie korekta nie zmienia w żaden sposób negatywnych ocen dotyczących wysokości długu publicznego a wprost przeciwnie! Dodatkowo wskazuje na bezprecedensowy proces "zamiatania" naszego długu "pod dywan" tak, aby nie przekroczył konstytucyjnego progu ostrożnościowego udziału długu w PKB wynoszącego 55%! Pisał o tym obszernie właśnie mój dyskutant w poście: WSWDPD™, czyli Rostowski wymiata, który polecam... a niestety przeszedł niemal niezauważony. Te działania naszego rządu, które prowadzą do zmniejszenia oficjalnego długu liczonego "metodą rządową" zobrazowane sa w szarej kolumnie tabeli. Zauważmy na zastanawiającą różnicę pomiędzy danymi rządowymi a danymi przesyłanymi do UE w latach 2009 i 2010 – dane rządowe są mniejsze w pierwszym roku o 14,19 mld zł a dług rządowy w drugim roku jest mniejszy aż o 28,33 mld zł.... Cuda...
Uzupełniając jeszcze BARDZO ISTOTNĄ INFORMACJĘ o wprost niewiarygodnym zwiększeniu deficytu budżetowego rządu D. Tuska w roku 2010 (w porównaniu do roku 2009) poniżej przedstawiam wykres, który - mam nadzieję - jeszcze mocniej unaoczni prawdziwy, negatywny dla Polski charakter działań PO...
Czy taka informacja i przedstawiona np. w ten sposób nie byłaby porażająca w czasie kampanii wyborczej? A może większości Polaków już nic nie obchodzi oprócz świńskiego ryja, grillowanych kiełbas, obiecanych cudów, tęczowej radości i sztucznych penisów?
Pozdrawiam
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
Prośba: "Jeżeli korzystasz z wikipedii to sprawdź, czy treść informacji nie została ocenzurowana przez administratorów/cenzorów polskiej jej wersji - porównaj treść hasła z jego brzmieniem na obcojęzycznych stronach wikipedii, szczególnie tej anglojęzycznej!"
Pieniądz odgrywa ważną rolę w naszych gospodarstwach domowych. Z reguły pracujemy w większości dla pieniędzy, są one często przedmiotem wielu emocjonalnych dyskusji, w miejscu pracy - do określonego poziomu - stają się podstawowym motywatorem pracodawców wobec pracowników. One dają nam poczucie bezpieczeństwa, ich niedostatek często nie pozwala na godne i szczęśliwie życie a już ich brak prowadzi do skrajnego ubóstwa, bankructwa lub różnych tragedii życiowych. Oczywiście jest źle, gdy dążenie do ich pomnażania przesłania nam inne piękne aspekty naszego bytu na tym ziemskim padole. Sztuką natomiast jest odpowiednia hierarchizacja naszych wartości i celów, aby cieszyć się zarówno z naszego wnętrza i wartości, które wyznajemy, jak i z radości odpowiedniego wydatkowania posiadanych zasobów gotówkowych.
Równie ważne - o ile nie ważniejsze - są pieniądze dla firm, instytucji i państwa jako całości! Stanowią one krwiobieg gospodarki. Bez nich żadna firma nie jest w stanie funkcjonować. Brak finansowego kapitału krótkoterminowego powoduje zachwianie płynności finansowej i często bankructwo. Brak finansowego kapitału długoterminowego nie pozwala na inwestycje, planowanie działań i rozwój firm. Podobnie dzieje się z państwem jako całością, co widać na przykładzie Grecji a być może niedługo:Włoch, Hiszpanii i innych krajów, tego sztucznego, marksistowskiego tworu jakim jest Unia Europejska i jej waluta Euro (wyższa forma tzw. rubli transferowych za czasów marksistowskiego komunizmu i RWPG).
W Europie i na świecie temat finansów państwa jest najważniejszym obszarem, którym interesują się zwykli wyborcy. Przecież od stanu finansów państwowych zależy wysokość podatków, pomocy socjalnej, wysokość świadczeń społecznych, poziom i dostępność usług medycznych czy oświaty, wysokość cen i naszych zarobków... Stan kasy państwowej dotyczy niemal każdej dziedziny naszego życia...
Aż dziwne, że w Polsce tak mało się mówi i pisze o tej stronie, najważniejszej naszego życia społeczno-gospodarczo-politycznego zastępując je tematami pobocznymi jak personalia czy krzyż w Sejmie... W kampanii wyborczej ten wstydliwy aspekt rządów D. Tuska nie został niestety pokazany. Nie padły ważne pytania o przyszłość finansową naszego kraju, o przyszłość naszych dzieci i wnuków... Oczywiście przyczyn jest wiele... od strachu rządzących przed gniewem gawiedzi, chęć zachowania władzy aż po zupełnie już zrezygnowane i "otumanione propagandą" polskie społeczeństwo.
Niezależnie jednak od wszystkich przeciwności i oporów niektórych warto podejmować się opisywania oraz analizowania faktycznego stanu naszej gospodarki i jej finansów. Jest to tym bardziej konieczne, że powszechnie sprawy te są mało rozumiane a sam przekaz informacji bywa często zafałszowany oraz celowo podnosi się jego "skomplikowalność". Widać to szczególnie w swoistej nowomowie i nieraz bełkocie "specjalistów: ekonomistów/finansistów" a także w oficjalnych przekazach instytucji do tego powołanych. Łatwo wtedy o manipulację lub niewłaściwe zrozumienie istoty tychże informacji finansowych.
Ostatnio w swoich postach: Polski dług publiczny i TVP znów kłamie... jak za PRL!? i Deficyt budżetowy Polski - gnijący "cud" D. Tuska! podjąłem temat dotyczący manipulacji, zafałszowywania, pomijania i nieprecyzyjności danych finansowych dotyczących naszego państwa.
Na forach wywiązała się dyskusja, która wskazała, iż temat jest ważny nie tylko dla mnie, ale dla wielu, którym leży na sercu przyszłość Polski.
Jestem wdzięczny wszystkim komentatorom i dyskutantom, a w szczególności tym, którzy wskazali mi, iż sam padłem ofiarą nieprecyzyjności przekazu Głównego Urzędu Statystycznego. Otóż opierając się na następującej informacji: "Dług publiczny w 2010 r. wyniósł 54,9 proc. PKB vs 55,0 proc. szacowanych wcześniej przez GUS - podał GUS w komunikacie. Zgodnie z notyfikacją, deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2010 roku ukształtował się na poziomie 110 988 mln zł, co stanowi -7,8 proc. PKB, natomiast dług publiczny wyniósł 776 816 mln zł, tj. 54,9 proc. PKB" - podał GUS w komunikacie. Produkt Krajowy Brutto w 2010 r. wyniósł 1.415,362 mln zł - podał GUS", przyjąłem, iż wielkość długu wynosi faktycznie 776,82 mld zł i przyrównałem go w tabeli do danych z MF z lat poprzednich. Jak słusznie wskazał mi bloger Olgierd Jedlina pisząc, że: "No i ten sam błąd co u Kuźmiuka...Dane podane przez GUS dotyczą metodologii unijnej. Restrykcje ustawowe/konstytucyjne wynikają przy przekraczaniu progów liczonych metodą krajową", nieprecyzyjnie porównałem podaną przez GUS informację (gdzie dług liczy się m.in. metodą unijną ESA/95) do danych z Ministerstwa Finansów (gdzie dług się liczy metodami zawartymi w polskich przepisach o finansach publicznych i rachunkowości). Faktycznie, według metodologii liczenia naszego rządu dług publiczny wynosi 748,49 mld. Różnica wynosi 28,33 mld na "korzyść" rządu D. Tuska... Na moje usprawiedliwienie mogę tylko napisać, że GUS w swojej informacji też nie wskazał przyjętej przez niego metodologii liczenia długu. Co prawda zawarł zwrot "zgodnie z notyfikacją", ale przecież jest np. jeszcze inna metoda liczenia opracowana przez MFW (GFSM2001).
Niemniej - aby być poprawnym merytorycznie - poprawioną tabelę, zmienioną nieco do tej zawartej w poście: Polski - gnijący "cud" D. Tuska!, przedstawiam więc poniżej.
Dokonana przeze mnie korekta nie zmienia w żaden sposób negatywnych ocen dotyczących wysokości długu publicznego a wprost przeciwnie! Dodatkowo wskazuje na bezprecedensowy proces "zamiatania" naszego długu "pod dywan" tak, aby nie przekroczył konstytucyjnego progu ostrożnościowego udziału długu w PKB wynoszącego 55%! Pisał o tym obszernie właśnie mój dyskutant w poście: WSWDPD™, czyli Rostowski wymiata, który polecam... a niestety przeszedł niemal niezauważony. Te działania naszego rządu, które prowadzą do zmniejszenia oficjalnego długu liczonego "metodą rządową" zobrazowane sa w szarej kolumnie tabeli. Zauważmy na zastanawiającą różnicę pomiędzy danymi rządowymi a danymi przesyłanymi do UE w latach 2009 i 2010 – dane rządowe są mniejsze w pierwszym roku o 14,19 mld zł a dług rządowy w drugim roku jest mniejszy aż o 28,33 mld zł.... Cuda...
Uzupełniając jeszcze BARDZO ISTOTNĄ INFORMACJĘ o wprost niewiarygodnym zwiększeniu deficytu budżetowego rządu D. Tuska w roku 2010 (w porównaniu do roku 2009) poniżej przedstawiam wykres, który - mam nadzieję - jeszcze mocniej unaoczni prawdziwy, negatywny dla Polski charakter działań PO...
Czy taka informacja i przedstawiona np. w ten sposób nie byłaby porażająca w czasie kampanii wyborczej? A może większości Polaków już nic nie obchodzi oprócz świńskiego ryja, grillowanych kiełbas, obiecanych cudów, tęczowej radości i sztucznych penisów?
Pozdrawiam
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
Prośba: "Jeżeli korzystasz z wikipedii to sprawdź, czy treść informacji nie została ocenzurowana przez administratorów/cenzorów polskiej jej wersji - porównaj treść hasła z jego brzmieniem na obcojęzycznych stronach wikipedii, szczególnie tej anglojęzycznej!"
Etykiety:
bankructwo Polski,
deficyt budżetowy,
dług publiczny,
ESA'95,
GFSM2001,
GUS,
metodologia liczenia,
MF,
PO,
podatki,
Socjalistyczna UE,
Tusk,
VAT,
zadłużenie Polski
sobota, 22 października 2011
Deficyt budżetowy Polski - gnijący "cud" D. Tuska!
Witam
Wczorajszy mój post Polski dług publiczny i TVP znów kłamie... jak za PRL!? wywołał na forach ciekawą dyskusję, która skłoniła mnie na zwrócenia szczególnej uwagi na stan finansów polskiego państwa. Zawsze twierdziłem, że twórczo rozwijane dysputy mogą skłaniać do ciekawych refleksji i wnikliwszej analizy rzeczywistości.
Od kilku lat żyjemy w świecie obiecanych nam przez Donalda Tuska cudów i obietnic wszelakich. Ostatnio w poście pt.: A może tak Tusk z Pawlakiem na 7 lat więzienia oraz pozew zbiorowy przeciwko Premierowi? zastanawiałem się, czy ich brak realizacji nie powinien skłonić Polaków do działań podobnych jak w przypadku Julii Tymoszenko. Być może w ten chociażby sposób powoli zaczęlibyśmy się powtórnie upodmiotawiać jako społeczeństwo, przy czym musielibyśmy się liczyć z obroną w postaci np. pytania zadanego przez delikwenta: A kto dziś wierzy w cuda? (na to pytanie winni chyba odpowiedzieć jego wyborcy...)
Ale właśnie wczoraj odnalazłem jeden prawdziwy CUD naszego Donalda... wciąż bezczelnie przywłaszczającego sobie nazwisko pewnego, przesympatycznego Koziołka. Ten cud stał się faktem a jego postać w każdym normalnym kraju winna doprowadzić sprawujący władzę rząd do dymisji, dymisji dobrowolnej lub wymuszonej:
W ciągu jednego tylko roku nasz Cudotwórca wraz ze swoim księgowym Vincentem Rostowskim sprawił, iż...
Wyobrażacie sobie swoje gospodarstwo domowe, gdzie w ciągu trzech lat żyjecie nie za swoje pieniądze i to niemal 3 krotnie zwiększając swój deficyt domowy? (PiS pozostawił w roku 2007 deficyt w wysokości 16 mld zł a PO na koniec 2010 miało już 44,6 mld zł!!!). Do tego jeszcze zadłużacie się na potęgę?
Tak naprawdę sytuacja jest tragiczna. Obecnie Polska ma - w zależnosci od różnych "liczników" około 800 -840 mld zł długu publicznego a według ubiegłorocznych informacji byłego eksperta NBP J. Jabłonowskiego, wynosi on faktycznie około 3 bilionów złotych co stanowi około 220% PKB (wg. IS 200%). Podobnie szacuje Instytutu Sobieskego. Wedłu wielu ekonomistów rzeczywisty deficyt przekracza 100 mld złotych.
Zgadzam się z blogerem Arpad77 iż 54,9% udział długu publicznego w PKB za 2010 rok jest wynikiem kreatywnej księgowości Vincenta Rostowskiego i efektem ostatniej wymiany Prezesa GUS-u (po to go zmieniono chyba przecież). Próg ostrożnościowy w 2010 roku osiągnęlibyśmy przy 778449,1 mln zł, czyli 778,45 mld zł. Wyniósł 776 816 mln zł, czyli 776,82 mld zł. Jak z tego wynika wystarczyło abyśmy jeszcze zadłużyli się w 2010 roku o wartość 1633 mln zł, czyli o 1,63 mld zł abyśmy osiągnęli próg. Każdy grosz ponadto uruchomiłby konstytucyjną falę restrykcji oszczędnościowych... Rząd PO nie mógł sobie na to pozwolić...
Polska de facto już jest bankrutem a z pewnością bankrutami będę nasze wnuki. Zwróćmy też uwagę na to, że Polska ma obecnie około 312 mld USD zadłużenia zagranicznego (w 2005 roku było to tylko 132, 93 mld USD a Gierek pożyczył około 25 mld i jakież to wtedy mieliśmy już problemy!)
Wracając do danych z tabeli... :
– za czasów rządu PiS dług oficjalny wynosił: 2006 - 506,26 mld złotych, 2007 - 527,44 mld zł
(przyrost w wartościach bezwzględnych o 21,18 mld zł a wzrost o 4,18%),
– za rządów PO: 2008 - 597,76 mld zł (wzrost o 70,32,6 mld i 13,33 % w stosunku do roku pop.); 2009 - 669,88 mld zł (wzrost o 72,12 mld zł i 12,07%); 2010 - 776,82 mld (wzrost aż o 106.94 i 15,96%). Jak będzie w całym 2011 roku?,
– w pierwszym roku swoich rządów (2006) PiS zmniejszył deficyt o 11,64% (o 3,3 mld zł) a w drugim aż o 36,31% (o 9,1 mld zł). Nie chcę mi się pisać co zrobiła z deficytem PO (wystarczy przejrzeć dane), niemniej warto wskazać, że przez dwa (a tak naprawdę politycznie trochę mniej niż 1,5 roku) rząd PiS zmniejszył deficyt o 12,4 mld zł a rząd PO z D. Tuskiem na czele zwiększył o 28,63 mld złotych!
BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ! WSZYSTKIM! TERAZ I W PRZYSZŁOŚCI!!!
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
Wczorajszy mój post Polski dług publiczny i TVP znów kłamie... jak za PRL!? wywołał na forach ciekawą dyskusję, która skłoniła mnie na zwrócenia szczególnej uwagi na stan finansów polskiego państwa. Zawsze twierdziłem, że twórczo rozwijane dysputy mogą skłaniać do ciekawych refleksji i wnikliwszej analizy rzeczywistości.
Od kilku lat żyjemy w świecie obiecanych nam przez Donalda Tuska cudów i obietnic wszelakich. Ostatnio w poście pt.: A może tak Tusk z Pawlakiem na 7 lat więzienia oraz pozew zbiorowy przeciwko Premierowi? zastanawiałem się, czy ich brak realizacji nie powinien skłonić Polaków do działań podobnych jak w przypadku Julii Tymoszenko. Być może w ten chociażby sposób powoli zaczęlibyśmy się powtórnie upodmiotawiać jako społeczeństwo, przy czym musielibyśmy się liczyć z obroną w postaci np. pytania zadanego przez delikwenta: A kto dziś wierzy w cuda? (na to pytanie winni chyba odpowiedzieć jego wyborcy...)
Ale właśnie wczoraj odnalazłem jeden prawdziwy CUD naszego Donalda... wciąż bezczelnie przywłaszczającego sobie nazwisko pewnego, przesympatycznego Koziołka. Ten cud stał się faktem a jego postać w każdym normalnym kraju winna doprowadzić sprawujący władzę rząd do dymisji, dymisji dobrowolnej lub wymuszonej:
W ciągu jednego tylko roku nasz Cudotwórca wraz ze swoim księgowym Vincentem Rostowskim sprawił, iż...
Jest to wzrost wprost niewiarygodny! Taka informacja powinna była wystarczyć, aby podczas wyborów spokojnie dać wieczne odpoczywanie od polityki całemu PO wraz z jego Słonecznym Guru.
Jeszcze bardziej "radosną twórczość życia na kredyt" zafundowaną nam przez antyrząd D. Tuska można zobrazować poniższą tabelą.
Tak naprawdę sytuacja jest tragiczna. Obecnie Polska ma - w zależnosci od różnych "liczników" około 800 -840 mld zł długu publicznego a według ubiegłorocznych informacji byłego eksperta NBP J. Jabłonowskiego, wynosi on faktycznie około 3 bilionów złotych co stanowi około 220% PKB (wg. IS 200%). Podobnie szacuje Instytutu Sobieskego. Wedłu wielu ekonomistów rzeczywisty deficyt przekracza 100 mld złotych.
Zgadzam się z blogerem Arpad77 iż 54,9% udział długu publicznego w PKB za 2010 rok jest wynikiem kreatywnej księgowości Vincenta Rostowskiego i efektem ostatniej wymiany Prezesa GUS-u (po to go zmieniono chyba przecież). Próg ostrożnościowy w 2010 roku osiągnęlibyśmy przy 778449,1 mln zł, czyli 778,45 mld zł. Wyniósł 776 816 mln zł, czyli 776,82 mld zł. Jak z tego wynika wystarczyło abyśmy jeszcze zadłużyli się w 2010 roku o wartość 1633 mln zł, czyli o 1,63 mld zł abyśmy osiągnęli próg. Każdy grosz ponadto uruchomiłby konstytucyjną falę restrykcji oszczędnościowych... Rząd PO nie mógł sobie na to pozwolić...
Polska de facto już jest bankrutem a z pewnością bankrutami będę nasze wnuki. Zwróćmy też uwagę na to, że Polska ma obecnie około 312 mld USD zadłużenia zagranicznego (w 2005 roku było to tylko 132, 93 mld USD a Gierek pożyczył około 25 mld i jakież to wtedy mieliśmy już problemy!)
Wracając do danych z tabeli... :
– za czasów rządu PiS dług oficjalny wynosił: 2006 - 506,26 mld złotych, 2007 - 527,44 mld zł
(przyrost w wartościach bezwzględnych o 21,18 mld zł a wzrost o 4,18%),
– za rządów PO: 2008 - 597,76 mld zł (wzrost o 70,32,6 mld i 13,33 % w stosunku do roku pop.); 2009 - 669,88 mld zł (wzrost o 72,12 mld zł i 12,07%); 2010 - 776,82 mld (wzrost aż o 106.94 i 15,96%). Jak będzie w całym 2011 roku?,
– w pierwszym roku swoich rządów (2006) PiS zmniejszył deficyt o 11,64% (o 3,3 mld zł) a w drugim aż o 36,31% (o 9,1 mld zł). Nie chcę mi się pisać co zrobiła z deficytem PO (wystarczy przejrzeć dane), niemniej warto wskazać, że przez dwa (a tak naprawdę politycznie trochę mniej niż 1,5 roku) rząd PiS zmniejszył deficyt o 12,4 mld zł a rząd PO z D. Tuskiem na czele zwiększył o 28,63 mld złotych!
BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ! WSZYSTKIM! TERAZ I W PRZYSZŁOŚCI!!!
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
| http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com Prośba: "Jeżeli korzystasz z wikipedii to sprawdź, czy treść informacji nie została ocenzurowana przez administratorów/cenzorów polskiej jej wersji - porównaj treść hasła z jego brzmieniem na obcojęzycznych stronach wikipedii, szczególnie tej anglojęzycznej!" |
czwartek, 16 czerwca 2011
Ojejku! Inflacja 5% a jam jest dziś smutny czarnowidz realny...
Zastanawiałem się dość długo czy jeszcze raz powracać do pewnych moich kasandrycznych przemyśleń, które pojawiły się po sławetnej podwyżce VAT "tylko o jeden punkt procentowy". Zainspirowany znakomitym wpisem tu.rybaka pt: "Się stało" jednak też zapragnąłem "trochę chwały dla siebie" (smutnej i w sumie naprawdę niechcianej)...
Otóż w swoim poscie z 31.07.2010 roku pt.: "Kilka słów o podwyżce podstawowej stawki VAT i bankrutującej Polsce!" pisałem m.in.: "Wielu polityków, blogerów i dziennikarzy jest niemal zdziwionych podwyżką podatków zaproponowaną przez rząd D. Tuska Słonecznego! Jeszcze ich większe zdziwienie budzi fakt braku szerokiej i fachowej dyskusji w mediach, która przedstawiałaby istotę i wpływ tej podwyżki na wzrost cen i wydatków przeciętnego Polaka. A ja dziwię się i jednym i drugim! Szczerze i wprost z niemal dziką satysfakcją się dziwię! (...) Podwyżka VAT jest to jeden punkt procentowy od stawki podatkowej bazowej, czyli z 22 do 23%. Jeżelibyśmy chcieli ocenić faktyczny procentowy wzrost stawki bazowej to wynosi on ca. 4,55%.(...) Teraz bez żadnych dyrdymałów i bajdurzenia! Rząd zamierza zwiększyć dzięki temu swoje dochody o 5 mld zł, które de facto ściągnie z każdego konsumenta, każdego z nas... bo niby skąd, skoro podatek ten jest podatkiem od zakupowanych przez ostatecznego konsumenta dóbr i usług?. Wzrost cen VAT zawsze generuje wzrost cen detalicznych, z reguły wyższy niż sam wzrost VAT (czyli w naszym przypadku w uproszczeniu oczywiście o około 5%). Innymi słowy każdy wzrost VAT niesie za sobą niebezpieczeństwo przekroczenia tzw. progu inflacyjnego, czyli po prostu wzrostowi inflacji. Aby zaś temu zapobiec (też niestety w uproszczeniu) rząd może manipulować stopą procentową lub też ograniczyć konsumpcję zmniejszając popyt efektywny na rynku".
W sumie smutna to konstatacja, gdy satysfakcja z właściwej oceny działań "obecnie nam panujących rządowych złoczyńców" potwierdza ich endogeniczną chęć działań na szkodę naszej Ojczyzny. Przytłaczające jest to jeszcze tym bardziej, że owa chęć zamieniana jest w realność ich rzeczywistych poczynań przy aplauzie lub pokornym milczeniu ubezwłasnowolnionych i okłamywanych Polaków... Mam tylko nadzieję, że w końcu - jak zacznie brakować na grillowaną, długą kiełbasę a raty za mieszkanie wzrosną na tyle, że i nie starczy na węgiel drzewny na grilla - to "lemingi" oprzytomnieją... choć jak pisałem również w w/w poście: "Czy głupcy i idioci wiedzą, że nimi są? Otóż nie... więc nie wiedząc, że nimi są nawet nie potrafią wytłumaczyć dlaczego nimi są... Wykreowany przez ostatnie 20 lat u większości wyborców polskich - pierwotny a u niektórych także wtórny analfabetyzm jest chorobą nieuleczalną z co najmniej dwóch powodów: idiotom żyje się łatwiej i łatwe życie czyni idiotów... Konkluzja: nawet, gdy idiotom zacznie żyć się trudniej to... i tak tego nie ogarną własną percepcją poznawczą bo są już idiotami... Dlatego też tworzy się idiotów, bo nimi można dowolnie sterować, manipulować itd... (z uśmiechem idą barany na śmierć... nawet widząc swoich poprzedników już martwych)... z tym już nic nie da się niestety zrobić!!! Więc po co cokolwiek im tłumaczyć?"
I jeszcze dla przypomnienia słowa tego, który nieświadomie kradnie nazwisko pewnemu Koziołkowi: "Tusk: tak dla podwyżki VAT, nie dla niższych rent i emerytur. Jesteśmy gotowi do decyzji i podniesienia o 1 punkt proc. podatku VAT. To najmniej dotkliwa metoda dla obywateli (...) Żywność nie powinna podrożeć. Szukamy takiego wariantu, w którym VAT na niektóre produkty żywnościowe nie zostanie podniesiony (...) zaproponowany przez Radę Ministrów wariant jest wariantem umiarkowanym, spokojnym, gwarantującym spokój i bezpieczeństwo Polaków (...) Odpowiedzialna polityka każe nam zwiększyć dochody państwa po to, aby Polska dalej bezpiecznie przez ten skomplikowany czas przechodziła (...)"
Oby jeszcze raz wskazać hipokryzję i idiotyzm wszystkim dzisiaj zadziwionym najwyższą od 10 lat inflacją, pragnę wskazać na ówczesną reakcję RPP: "RPP krytykuje podwyżkę VAT. Członkowie Rady Polityki Pieniężnej uważają, że planowana przez rząd podwyżka podatku VAT może mieć wpływ na inflację, a tym samym na politykę monetarną RPP. Może też niekorzystnie wpłynąć na popyt, co ograniczyłoby wzrost cen (...) – Przede wszystkim podwyżka może spowodować wzrost cen. Z drugiej strony może też być powodem zmniejszenia popytu, bowiem siła nabywcza gospodarstw domowych może lekko spaść (...) Chojna-Duch wyraziła obawę, że jeżeli wydatki państwa nie zostaną ograniczone, na jednorazowej podwyżce VAT może się nie skończyć".
No cóż zwolennicy 15-tysięcznych socjotechnicznych triumfalnych spędów "klakierów wszelkiej maści"...
BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ! WSZYSTKIM!
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
Otóż w swoim poscie z 31.07.2010 roku pt.: "Kilka słów o podwyżce podstawowej stawki VAT i bankrutującej Polsce!" pisałem m.in.: "Wielu polityków, blogerów i dziennikarzy jest niemal zdziwionych podwyżką podatków zaproponowaną przez rząd D. Tuska Słonecznego! Jeszcze ich większe zdziwienie budzi fakt braku szerokiej i fachowej dyskusji w mediach, która przedstawiałaby istotę i wpływ tej podwyżki na wzrost cen i wydatków przeciętnego Polaka. A ja dziwię się i jednym i drugim! Szczerze i wprost z niemal dziką satysfakcją się dziwię! (...) Podwyżka VAT jest to jeden punkt procentowy od stawki podatkowej bazowej, czyli z 22 do 23%. Jeżelibyśmy chcieli ocenić faktyczny procentowy wzrost stawki bazowej to wynosi on ca. 4,55%.(...) Teraz bez żadnych dyrdymałów i bajdurzenia! Rząd zamierza zwiększyć dzięki temu swoje dochody o 5 mld zł, które de facto ściągnie z każdego konsumenta, każdego z nas... bo niby skąd, skoro podatek ten jest podatkiem od zakupowanych przez ostatecznego konsumenta dóbr i usług?. Wzrost cen VAT zawsze generuje wzrost cen detalicznych, z reguły wyższy niż sam wzrost VAT (czyli w naszym przypadku w uproszczeniu oczywiście o około 5%). Innymi słowy każdy wzrost VAT niesie za sobą niebezpieczeństwo przekroczenia tzw. progu inflacyjnego, czyli po prostu wzrostowi inflacji. Aby zaś temu zapobiec (też niestety w uproszczeniu) rząd może manipulować stopą procentową lub też ograniczyć konsumpcję zmniejszając popyt efektywny na rynku".
W sumie smutna to konstatacja, gdy satysfakcja z właściwej oceny działań "obecnie nam panujących rządowych złoczyńców" potwierdza ich endogeniczną chęć działań na szkodę naszej Ojczyzny. Przytłaczające jest to jeszcze tym bardziej, że owa chęć zamieniana jest w realność ich rzeczywistych poczynań przy aplauzie lub pokornym milczeniu ubezwłasnowolnionych i okłamywanych Polaków... Mam tylko nadzieję, że w końcu - jak zacznie brakować na grillowaną, długą kiełbasę a raty za mieszkanie wzrosną na tyle, że i nie starczy na węgiel drzewny na grilla - to "lemingi" oprzytomnieją... choć jak pisałem również w w/w poście: "Czy głupcy i idioci wiedzą, że nimi są? Otóż nie... więc nie wiedząc, że nimi są nawet nie potrafią wytłumaczyć dlaczego nimi są... Wykreowany przez ostatnie 20 lat u większości wyborców polskich - pierwotny a u niektórych także wtórny analfabetyzm jest chorobą nieuleczalną z co najmniej dwóch powodów: idiotom żyje się łatwiej i łatwe życie czyni idiotów... Konkluzja: nawet, gdy idiotom zacznie żyć się trudniej to... i tak tego nie ogarną własną percepcją poznawczą bo są już idiotami... Dlatego też tworzy się idiotów, bo nimi można dowolnie sterować, manipulować itd... (z uśmiechem idą barany na śmierć... nawet widząc swoich poprzedników już martwych)... z tym już nic nie da się niestety zrobić!!! Więc po co cokolwiek im tłumaczyć?"
I jeszcze dla przypomnienia słowa tego, który nieświadomie kradnie nazwisko pewnemu Koziołkowi: "Tusk: tak dla podwyżki VAT, nie dla niższych rent i emerytur. Jesteśmy gotowi do decyzji i podniesienia o 1 punkt proc. podatku VAT. To najmniej dotkliwa metoda dla obywateli (...) Żywność nie powinna podrożeć. Szukamy takiego wariantu, w którym VAT na niektóre produkty żywnościowe nie zostanie podniesiony (...) zaproponowany przez Radę Ministrów wariant jest wariantem umiarkowanym, spokojnym, gwarantującym spokój i bezpieczeństwo Polaków (...) Odpowiedzialna polityka każe nam zwiększyć dochody państwa po to, aby Polska dalej bezpiecznie przez ten skomplikowany czas przechodziła (...)"
Oby jeszcze raz wskazać hipokryzję i idiotyzm wszystkim dzisiaj zadziwionym najwyższą od 10 lat inflacją, pragnę wskazać na ówczesną reakcję RPP: "RPP krytykuje podwyżkę VAT. Członkowie Rady Polityki Pieniężnej uważają, że planowana przez rząd podwyżka podatku VAT może mieć wpływ na inflację, a tym samym na politykę monetarną RPP. Może też niekorzystnie wpłynąć na popyt, co ograniczyłoby wzrost cen (...) – Przede wszystkim podwyżka może spowodować wzrost cen. Z drugiej strony może też być powodem zmniejszenia popytu, bowiem siła nabywcza gospodarstw domowych może lekko spaść (...) Chojna-Duch wyraziła obawę, że jeżeli wydatki państwa nie zostaną ograniczone, na jednorazowej podwyżce VAT może się nie skończyć".
No cóż zwolennicy 15-tysięcznych socjotechnicznych triumfalnych spędów "klakierów wszelkiej maści"...
BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ! WSZYSTKIM!
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
środa, 11 sierpnia 2010
Trochę o podwyżce stawki VAT i antypotrzebie L. Balcerowicza
Witam
Też, podobnie jak Chłodny Żółw, przejąłem się troską o finanse Polski i jej katastrofalne zadłużenie wyrażoną przez Pana Igora Janke. Niestety mam trochę więcej zastrzeń to tekstu niż tylko jego sam tytuł, sugerujący zresztą a'prori pozytywna konotację postaci Leszka Balcerowicza i jego dokonań gospodarczych. Post niniejszy jest rozszerzeniem opublikowanego przeze mnie niedawno postu: Kilka słów o podwyżce podstawowej stawki VAT i bankrutującej RP i niejako mówi: Szanowny Panie I. Janke - Prosisz o gospodarce? Masz! Jest też wskazaniem antypotrzeby ponowneo wprowadzania do gospodarczego majstrowania realizatora planu Sorosa-Sachsa (pisząc nowe, nie powtarzałem dotąd całości treści swoich poprzednich notek, ale w tym przypadku uznałem to za stosowne).
Wielu polityków, blogerów i dziennikarzy jest niemal zdziwionych podwyżką podatków zaproponowaną przez rząd D. Tuska Słonecznego! Jeszcze ich większe zdziwienie budzi fakt braku szerokiej i fachowej dyskusji w mediach, która przedstawiałaby istotę i wpływ tej podwyżki na wzrost cen i wydatków przeciętnego Polaka.
A ja dziwię się i jednym i drugim! Szczerze i wprost z niemal dziką satysfakcją się dziwię!
Pierwszym, bowiem:
1. Widocznie uwierzyli w zapowiedzi i gołosłowne, propagandowe oraz złotouste kreowanie Polski jako Zielonej Wyspy Europy i świata pokazując nam, że niby rośniemy i jesteśmy bogaci bowiem mamy dodani wzrost PKB (przypis 1),
2. Bezkrytycznie przyglądali się przez ostanie niemal trzy lata na dosłownie rabunkową i antyrozwojową politykę gospodarczą rządu opartą tak naprawdę tylko i wyłącznie (odnosząc się do gospodarstwa domowego) na "przeżyciu kolejnych dni na zadłużaniu się i kredytach uzupełniany wyprzedażą wszystkiego co mamy w domu oprócz telewizora LCD - co, by jeszcze pooglądać jacy to my jesteśmy bogaci" (przypis 2),
3. Żyli chyba ułudą zapowiadanych cudacznych Cudów Cudaka Donka Słonecznego, kiedy z tych Cudów "króliczka w kapeluszu ani widu" a z zapowiedzi dosłownie nic nie było realizowane (wraz z reformą KRUS, ochrony zdrowia, finansów publicznych, czy wprowadzania podatku liniowego),
4. Medialnie kreowali sztuczny świat Wielkiego Rozkwitu promując bezwartościowych rządowych jełopów (wliczając w to i licencjata Vincenta, kłamcę i oszusta Grada /vide: stoczniowy inwestor katarski/ oraz wszystkich niemalże ministrów z tymi sobiesiakowatymi i Naczelnym na czele).
Drugim, bowiem:
1. Ludzie mogliby przypadkiem przecież "przejrzeć w końcu na oczy" i się wprost wkurzyć i zapytać, co dalej?... a następne wybory tuż, tuż,
2. Jeżeli rząd okłamywał Polaków przez ostatnie trzy lata, to niby dlaczego miałby teraz mówic im prawdę i ich oświecać?... j.w. a następne wybory tuż, tuż,
3. Czy głupcy i idioci wiedzą, że nimi są? Otóż nie... więc nie wiedząc, że nimi są nawet nie potrafią wytłumaczyć dlaczego nimi są...
4. Wykreowany przez ostatnie 20 lat u większości wyborców polskich - pierwotny a u niektórych także wtórny analfabetyzm jest chorobą nieuleczalną z co najmniej dwóch powodów: idiotom żyje się łatwiej i łatwe życie czyni idiotów... Konkluzja: nawet, gdy idiotom zacznie żyć się trudniej to... i tak tego nie ogarną własną percepcją poznawczą bo są już idiotami... Dlatego też tworzy się idiotów, bo nimi można dowolnie sterować, manipulować itd... (z uśmiechem idą barany na śmierć... nawet widząc swoich poprzedników już martwych)... z tym już nic nie da się niestety zrobić!!! Więc po co cokolwiek im tłumaczyć?
5. Implikacja 4: Rząd PO rządzi tylko dla swoich Lemingów a nie dla Narodu Polskiego i Polski jako całości! Dla nich ponad 20 mln Polaków na nich nie głosujących to albo "oszołomy i ciemnogród" głosujący np. na PiS albo "pożyteczni idioci" (ci nie biorący udziału w wyborach)!
A teraz szybko meritum sprawy podatkowej... w dosłownie kilku punktach:
1. Z punktu widzenia wyborów podwyżka VAT dla PO jest lepszym rozwiązaniem niż podwyżka na razie PIT lub CIT albo składki rentowej lub zdrowotnej i tyle...,
2. Podwyżka VAT jest to jeden punkt procentowy od stawki podatkowej bazowej, czyli z 22 do 23%. Jeżelibyśmy chcieli ocenić faktyczny procentowy wzrost stawki bazowej to wynosi on ca. 4,55% ((według wzoru na stopę/dynamikę wzrostu: deltaX/X x100%, czyli (23-22)/22)) a jej wartość tym samym wynosić będzie 104,55% z wartości sprzed podwyżki!,
3. Teraz bez żadnych dyrdymałów i bajdurzenia! Rząd zamierza zwiększyć dzięki temu swoje dochody o 5 mld zł, które de facto ściągnie z każdego konsumenta, każdego z nas... bo niby skąd, skoro podatek ten jest podatkiem od zakupowanych przez ostatecznego konsumenta dóbr i usług?,
4. Wzrost stawki VAT zawsze generuje wzrost cen detalicznych, z reguły wyższy niż sam wzrost VAT (czyli w naszym przypadku w uproszczeniu oczywiście o około 5% z uwzględnieniem inflacji). Innymi słowy każdy wzrost VAT niesie za sobą niebezpieczeństwo przekroczenia tzw. progu inflacyjnego. Aby zaś temu zapobiec (też niestety w uproszczeniu) rząd może manipulować stopą procentową lub też ograniczyć konsumpcję zmniejszając popyt efektywny na rynku. To drugie już uczynił zapowiadając zamrożenie płac w sferze budżetowej, czyli de facto nastąpi realny spadek dochodów gospodarstw domowych.... Możliwości jest jeszcze wiele (nie chce wdawać się w szczegóły... może taka konieczność wyniknie w dyskusji),
5. W związku z ogromnym deficytem budżetowym oraz ogromnym zadłużeniem (sytuacja jest nawet gorsza obecnie w Polsce niż w Grecji) zapewne to nie koniec a POCZĄTEK machlojek przy podatkach (są przecież jeszcze cła, akcyza, opłaty i inne... na końcu CIT i PIT).
To by było na tyle! Niech żyją liberałowie i ich socjalistyczno-globalistyczna polityka makroekonomiczna i społeczna. Niech żyją, Niech żyją!
Lemingi!- Pomożecie?
Pozdrawiam
Przypis 1.
Wzrost PKB nie jest jedynym miernikiem i nie nawet podstawowym rozwoju danego państwa i jego mieszkańców, ale jeżeliby nawet przyjąć jego priorytet to istotnym nie jest wzrost PKB (choć winien być powyżej 0), ale PKB wyrażony wartościowo w pieniądzu per capita, czyli na głowę mieszkańca. Łojojoj... toż wtedy Polska jest ciemnokrwistą wyspą na tle większości krajów Unii (zobacz- chyba zajmujemy miejsce około 20 z członków Unii Europejskiej),
Przypis 2.
Obecnie Polska ma około 700 mld zł długu publicznego, co stanowi ponad 50% PKB. Niestety sądzę, że jest to welkość wielokrotnie zaniżona i przychylam się do wyliczeń Instytutu Sobieskiego oraz eksperta NBP J. Jabłonowskiego, że wynosi on faktycznie około 3 bilionów złotych co stanowi około 220% PKB (wg. IS 200%). Polska de facto juz jest bankrutem a z pewnością bankrutami będę nasze wnuki. Zwróćmy też uwagę na to, że Polska ma obecnie około 205 mld EUR/250 mld USD zadłużenia zagranicznego (Gierek pożyczył około 25 mld i jakież to wtedy mieliśmy już problemy!)
I tutaj ciekawostka:
– za czasów rządu PiS dług oficjalny wynosił: 2006 - 505 mld złotych, 2007 - 527,4 mld zł (przyrost w wartościach bezwzględnych o 22,4 mld zł a wzrost o 4,4%),
– za rządów PO: 2008 - 595 mld zł (wrost o 67,6 mld i 12,8 % w stosunku do roku pop.); 2009 - 670 mld zł (wzrost o 75 mld zł i 12,6%); teraz jest około 700 mld, ale 5 miesięcy jeszcze przed nami (tutaj jeszcze wszystko zależy też od kursów walutowych, w których jest liczone około 19-20% naszego długu publicznego... więc trzeba się liczyć z ostrą grą spekulacyjną polskiego rządu i "zaprzyjaźnionych" instytucji finansowych na wzmocnienie złotówki - według prognoz na koniec roku ma wynieść około 3,80 za EUR, ale czy tak będzie faktycznie... a może aprecjacja złotówki będzie wyższa i np. jej kurs na koniec roku wyniesie np. sławetne już 3,20 zł?, by już po obliczeniu długu wdług tego kursu poszybować znów do 4, 90 zł... oj... moze byc ciekawie)
BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ! WSZYSTKIM!
P.S.1
Wykres 1 - Dług publiczny w polsce w latach 1989-2009
Wykres 2 - Dług publiczny w stosunku do PKB (%) w latach 1989-2010
Wykres 3 - Relacja deficytu budżetowego do PKB (%) w latach 1991-2010
Wykres 4 - Deficyty budżetowe w latach 1991-2010
Źródło: money.pl
P.S.2
A'propos L. Balcerowicza (w momencie wprowadzania swojego planu jedynie doktora nak ekonomicznych!)
Plan L. Balcerowicza był wierną kopią tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, który początkowo miał mieć zstosowanie w krajach Ameryki Łacińskiej. Od 1987 roku (po deklaracji Gorbaczowa iż zgodzi sie w przyszłości na Zjednoczenie Niemiec... a więc de facto na padek komunizmu) plan ów (którego głównymi wspłtwórcami byli G. Soros i J. Sachs oraz po trosze J. Wiliamson) postanowiono zastosować go w krajach postkomunistycznych. Wybrano jako cel eksperymentu Polskę (sic!) posiadającą największy majątek do oddania ze wszystkim krajów "postkomunistycznych". Kąsek więc był duży (tym bardziej, że Polska faktycznie za czasów E. Gierka zbudowała dość duży potencjał przemysłowy... fakt, że na kredyt i trochę nieraz alogicznie, niemniej potencjał konkurncyjności dla firm zachodnich był ogromny)... Więc sobie postanowiono przejąć ten potencjał rękoma L. Balcerowicza (nota bene był on chyba trzecim lub czwartym ekonomistą, któremu zaproponowano przeprowadzenie tej reformy... inni odmówili a doktorek L. Balcerowicz poczuł szansę na zrobienie po 15 latach doktorowania habilitacji). Oczywiście doradcą L. Balcerowicza był J. Sachs...
Tak o rozwiązaniach Kosnsensusu Waszyngtońskiego mówi Joseph Stiglitz- noblista w dziedzinie ekonomii z 2001 roku -"Efekty polityki wymuszanej przez porozumienie waszyngtońskie nie były zachęcające. W większości krajów, które oparły się na jego zasadach. rozwój był powolny, a tam, gdzie występował wzrost, korzyści nie były równo dzielone (...) Reformy oparte na porozumieniu waszyngtońskim wystawiły kraje na zwiększone ryzyko, przy czym ryzyko to w nieproporcjonalnie dużym stopniu ponosili ci, którzy byli najmniej zdolni do poradzenia sobie z nim".
Sam J. Sachs po negatywnych doświadczeniach z Polską i innymi byłymi krajami socjalistycznymi (postkomunistycznymi) i po kryzysie finansowym w południowo-wschodniej Azji przyznał, że swoją wiarę w "terapię" szokową musi jeszcze raz przemyśleć, w szczególności, że tzw deregulacja finansowa powinna być dokonywana powoli w przeciwieństwie do liberalizacji polityki handlowej.
A co na to nasz Czarny Geniusz Ekonomii? Otóż to: "Wyjście Skarbu Państwa z sektora energetycznego i sprzedaż części udziałów państwa w kilku największych firmach zmniejszyłyby potrzeby pożyczkowe Polski o ok. 70 mld zł, co odpowiada ok. 5 proc. PKB - oceniają eksperci z Fundacji FOR. - Mamy nadmierną, czyli szkodliwą obecność państwa w gospodarce, z punktu widzenia naszego rozwoju - powiedział przewodniczący FOR prof. Leszek Balcerowicz w środę podczas konferencji prasowej. Wyjaśnił, że udział państwa polskiego w gospodarce jest wyższy niż średnio na Zachodzie. - Odpolitycznienie gospodarki przez prywatyzację jest zasadniczą reformą. To reforma ustrojowa - dodał. Według niego prywatne firmy działają lepiej, poza tym politykom trzeba odebrać możliwość rozdawania stanowisk w firmach. Balcerowicz zaznaczył, że przyspieszenie prywatyzacji byłoby buforem, który wzmocniłby gospodarkę oraz zmniejszył przyrost długu publicznego, zanim zostaną przeprowadzone zasadnicze reformy m.in. finansów publicznych. - Jeżeli ktoś myśli o rozwoju naszej gospodarki, to musi myśleć o prywatyzacji jako o fundamentalnej reformie - powiedział Balcerowicz. Wskazał, że zgodnie z raportem OECD, informującym o odsetku dochodów z prywatyzacji do PKB w latach 2000-2007, Polska jest na końcu listy".
Doprawdy takiego "ograniczenia" i monotematyczności ekonomicznej jak u tego Pana trudno wytłumaczyć... Mam kilka hipotez dlaczego tak jest... ale zachęcam do samodzielnych przemyśleń.
A teraz kilka wypowiedzi J. Wiliamsona, który był "referentem" Konsensusu Waszyngtońskiego z artykułu w Gazecie Wyborczej pt.: "Konsensus waszyngtoński po 20 latach. Spowiedź liberała":
"...Kolejna propozycja dotyczyła otwarcia rynków finansowych. Dziś żałuję, że nie sformułowałem tego w bardziej ogólny sposób. Skoncentrowałem się na stopach procentowych, które były wtedy wielkim problemem w Ameryce Łacińskiej (...) Gdybym to pisał dzisiaj, uzupełniłbym otwarcie rynków finansowych o postulat większego nadzoru i regulacji. Wielki kryzys, jaki mieliśmy właśnie w Ameryce, wynikał przede wszystkim z braku nadzoru i regulacji rynków finansowych..."
"...Przy prywatyzacji nie myślałem o elektrowniach, wodociągach czy służbach miejskich - chociaż tego nie wykluczałem. Myślę, że są argumenty za tym, żeby takie firmy były publiczne. Ale nie było sensu, żeby państwo było właścicielem przemysłu..."
Ale...
"...Moim zdaniem Balcerowicz zrobił to, co należało. W takiej gospodarce jak polska potrzebna była gwałtowna zmiana. Są oczywiście rzeczy, które można robić powoli - np. prywatyzacja. Nie ma najmniejszego powodu, żeby natychmiast prywatyzować wszystko. To po prostu nie jest potrzebne. Ale nie można mieć gospodarki na pół państwowej, pół rynkowej. Musiał zrobić tę zmianę za jednym zamachem..."
"...- Myślę, że jeśli chce się przeprowadzić szybkie zmiany, trzeba się pogodzić z tym, że po drodze będą jakieś błędy. Zasadniczo Balcerowicz miał rację...."
W czasie wywiadu Pan J.Wiliamson wielokrotnie się śmiał (niestety nie wiem czy był to śmiech szyderczy, nerwowy, czy hipokrytyczny przykrywający "palący wstyd i hipokryzję jego wypowiedzi", ale jak widać ekonomiści, którzy byli tylko sami wykonawcami lub "referentami" planu stworzonego przez kogoś innego "idą w zaparte" natomiast sami twórcy (przynajmniej J. Sachs) ma wile wątpliwości a wobec krytyki takich ekonomistów jak J. Stiglitz są chyba bezradni (krytykiem planu L. Balcerowicza w Polsce od początku był G. Kołodko. Jest on również krytykiem rozwiązań Kosnsensusu Waszyngtońskiego - polecam: MOJA GLOBALIZACJA, CZYLI DOOKOŁA ŚWIATA I Z POWROTEM). (Nie jestem bezkrytycznym zwolennikiem całości poglądów G. W. Kołodki, ale z polskich ekoomistów darzę go ekonomicznym i naukowym szacunkiem. Zresztą chyba własnie on jest najbardziej cenionym obecnie za granicą polskim ekonomistą (jest wspólautorem między innymi krzywej Kołodki-McMahona w: Kołodko G. W., McMahon W., Stagflation and Shortageflation: A Comparative Approach, „Kyklos” 1987, Vol. 40, No. 2.)
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
Też, podobnie jak Chłodny Żółw, przejąłem się troską o finanse Polski i jej katastrofalne zadłużenie wyrażoną przez Pana Igora Janke. Niestety mam trochę więcej zastrzeń to tekstu niż tylko jego sam tytuł, sugerujący zresztą a'prori pozytywna konotację postaci Leszka Balcerowicza i jego dokonań gospodarczych. Post niniejszy jest rozszerzeniem opublikowanego przeze mnie niedawno postu: Kilka słów o podwyżce podstawowej stawki VAT i bankrutującej RP i niejako mówi: Szanowny Panie I. Janke - Prosisz o gospodarce? Masz! Jest też wskazaniem antypotrzeby ponowneo wprowadzania do gospodarczego majstrowania realizatora planu Sorosa-Sachsa (pisząc nowe, nie powtarzałem dotąd całości treści swoich poprzednich notek, ale w tym przypadku uznałem to za stosowne).
Wielu polityków, blogerów i dziennikarzy jest niemal zdziwionych podwyżką podatków zaproponowaną przez rząd D. Tuska Słonecznego! Jeszcze ich większe zdziwienie budzi fakt braku szerokiej i fachowej dyskusji w mediach, która przedstawiałaby istotę i wpływ tej podwyżki na wzrost cen i wydatków przeciętnego Polaka.
A ja dziwię się i jednym i drugim! Szczerze i wprost z niemal dziką satysfakcją się dziwię!
Pierwszym, bowiem:
1. Widocznie uwierzyli w zapowiedzi i gołosłowne, propagandowe oraz złotouste kreowanie Polski jako Zielonej Wyspy Europy i świata pokazując nam, że niby rośniemy i jesteśmy bogaci bowiem mamy dodani wzrost PKB (przypis 1),
2. Bezkrytycznie przyglądali się przez ostanie niemal trzy lata na dosłownie rabunkową i antyrozwojową politykę gospodarczą rządu opartą tak naprawdę tylko i wyłącznie (odnosząc się do gospodarstwa domowego) na "przeżyciu kolejnych dni na zadłużaniu się i kredytach uzupełniany wyprzedażą wszystkiego co mamy w domu oprócz telewizora LCD - co, by jeszcze pooglądać jacy to my jesteśmy bogaci" (przypis 2),
3. Żyli chyba ułudą zapowiadanych cudacznych Cudów Cudaka Donka Słonecznego, kiedy z tych Cudów "króliczka w kapeluszu ani widu" a z zapowiedzi dosłownie nic nie było realizowane (wraz z reformą KRUS, ochrony zdrowia, finansów publicznych, czy wprowadzania podatku liniowego),
4. Medialnie kreowali sztuczny świat Wielkiego Rozkwitu promując bezwartościowych rządowych jełopów (wliczając w to i licencjata Vincenta, kłamcę i oszusta Grada /vide: stoczniowy inwestor katarski/ oraz wszystkich niemalże ministrów z tymi sobiesiakowatymi i Naczelnym na czele).
Drugim, bowiem:
1. Ludzie mogliby przypadkiem przecież "przejrzeć w końcu na oczy" i się wprost wkurzyć i zapytać, co dalej?... a następne wybory tuż, tuż,
2. Jeżeli rząd okłamywał Polaków przez ostatnie trzy lata, to niby dlaczego miałby teraz mówic im prawdę i ich oświecać?... j.w. a następne wybory tuż, tuż,
3. Czy głupcy i idioci wiedzą, że nimi są? Otóż nie... więc nie wiedząc, że nimi są nawet nie potrafią wytłumaczyć dlaczego nimi są...
4. Wykreowany przez ostatnie 20 lat u większości wyborców polskich - pierwotny a u niektórych także wtórny analfabetyzm jest chorobą nieuleczalną z co najmniej dwóch powodów: idiotom żyje się łatwiej i łatwe życie czyni idiotów... Konkluzja: nawet, gdy idiotom zacznie żyć się trudniej to... i tak tego nie ogarną własną percepcją poznawczą bo są już idiotami... Dlatego też tworzy się idiotów, bo nimi można dowolnie sterować, manipulować itd... (z uśmiechem idą barany na śmierć... nawet widząc swoich poprzedników już martwych)... z tym już nic nie da się niestety zrobić!!! Więc po co cokolwiek im tłumaczyć?
5. Implikacja 4: Rząd PO rządzi tylko dla swoich Lemingów a nie dla Narodu Polskiego i Polski jako całości! Dla nich ponad 20 mln Polaków na nich nie głosujących to albo "oszołomy i ciemnogród" głosujący np. na PiS albo "pożyteczni idioci" (ci nie biorący udziału w wyborach)!
A teraz szybko meritum sprawy podatkowej... w dosłownie kilku punktach:
1. Z punktu widzenia wyborów podwyżka VAT dla PO jest lepszym rozwiązaniem niż podwyżka na razie PIT lub CIT albo składki rentowej lub zdrowotnej i tyle...,
2. Podwyżka VAT jest to jeden punkt procentowy od stawki podatkowej bazowej, czyli z 22 do 23%. Jeżelibyśmy chcieli ocenić faktyczny procentowy wzrost stawki bazowej to wynosi on ca. 4,55% ((według wzoru na stopę/dynamikę wzrostu: deltaX/X x100%, czyli (23-22)/22)) a jej wartość tym samym wynosić będzie 104,55% z wartości sprzed podwyżki!,
3. Teraz bez żadnych dyrdymałów i bajdurzenia! Rząd zamierza zwiększyć dzięki temu swoje dochody o 5 mld zł, które de facto ściągnie z każdego konsumenta, każdego z nas... bo niby skąd, skoro podatek ten jest podatkiem od zakupowanych przez ostatecznego konsumenta dóbr i usług?,
4. Wzrost stawki VAT zawsze generuje wzrost cen detalicznych, z reguły wyższy niż sam wzrost VAT (czyli w naszym przypadku w uproszczeniu oczywiście o około 5% z uwzględnieniem inflacji). Innymi słowy każdy wzrost VAT niesie za sobą niebezpieczeństwo przekroczenia tzw. progu inflacyjnego. Aby zaś temu zapobiec (też niestety w uproszczeniu) rząd może manipulować stopą procentową lub też ograniczyć konsumpcję zmniejszając popyt efektywny na rynku. To drugie już uczynił zapowiadając zamrożenie płac w sferze budżetowej, czyli de facto nastąpi realny spadek dochodów gospodarstw domowych.... Możliwości jest jeszcze wiele (nie chce wdawać się w szczegóły... może taka konieczność wyniknie w dyskusji),
5. W związku z ogromnym deficytem budżetowym oraz ogromnym zadłużeniem (sytuacja jest nawet gorsza obecnie w Polsce niż w Grecji) zapewne to nie koniec a POCZĄTEK machlojek przy podatkach (są przecież jeszcze cła, akcyza, opłaty i inne... na końcu CIT i PIT).
To by było na tyle! Niech żyją liberałowie i ich socjalistyczno-globalistyczna polityka makroekonomiczna i społeczna. Niech żyją, Niech żyją!
Lemingi!- Pomożecie?
Pozdrawiam
Przypis 1.
Wzrost PKB nie jest jedynym miernikiem i nie nawet podstawowym rozwoju danego państwa i jego mieszkańców, ale jeżeliby nawet przyjąć jego priorytet to istotnym nie jest wzrost PKB (choć winien być powyżej 0), ale PKB wyrażony wartościowo w pieniądzu per capita, czyli na głowę mieszkańca. Łojojoj... toż wtedy Polska jest ciemnokrwistą wyspą na tle większości krajów Unii (zobacz- chyba zajmujemy miejsce około 20 z członków Unii Europejskiej),
Przypis 2.
Obecnie Polska ma około 700 mld zł długu publicznego, co stanowi ponad 50% PKB. Niestety sądzę, że jest to welkość wielokrotnie zaniżona i przychylam się do wyliczeń Instytutu Sobieskiego oraz eksperta NBP J. Jabłonowskiego, że wynosi on faktycznie około 3 bilionów złotych co stanowi około 220% PKB (wg. IS 200%). Polska de facto juz jest bankrutem a z pewnością bankrutami będę nasze wnuki. Zwróćmy też uwagę na to, że Polska ma obecnie około 205 mld EUR/250 mld USD zadłużenia zagranicznego (Gierek pożyczył około 25 mld i jakież to wtedy mieliśmy już problemy!)
I tutaj ciekawostka:
– za czasów rządu PiS dług oficjalny wynosił: 2006 - 505 mld złotych, 2007 - 527,4 mld zł (przyrost w wartościach bezwzględnych o 22,4 mld zł a wzrost o 4,4%),
– za rządów PO: 2008 - 595 mld zł (wrost o 67,6 mld i 12,8 % w stosunku do roku pop.); 2009 - 670 mld zł (wzrost o 75 mld zł i 12,6%); teraz jest około 700 mld, ale 5 miesięcy jeszcze przed nami (tutaj jeszcze wszystko zależy też od kursów walutowych, w których jest liczone około 19-20% naszego długu publicznego... więc trzeba się liczyć z ostrą grą spekulacyjną polskiego rządu i "zaprzyjaźnionych" instytucji finansowych na wzmocnienie złotówki - według prognoz na koniec roku ma wynieść około 3,80 za EUR, ale czy tak będzie faktycznie... a może aprecjacja złotówki będzie wyższa i np. jej kurs na koniec roku wyniesie np. sławetne już 3,20 zł?, by już po obliczeniu długu wdług tego kursu poszybować znów do 4, 90 zł... oj... moze byc ciekawie)
BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ! WSZYSTKIM!
P.S.1
Wykres 1 - Dług publiczny w polsce w latach 1989-2009
Wykres 2 - Dług publiczny w stosunku do PKB (%) w latach 1989-2010
Wykres 3 - Relacja deficytu budżetowego do PKB (%) w latach 1991-2010
Wykres 4 - Deficyty budżetowe w latach 1991-2010
Źródło: money.pl
P.S.2
A'propos L. Balcerowicza (w momencie wprowadzania swojego planu jedynie doktora nak ekonomicznych!)
Plan L. Balcerowicza był wierną kopią tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, który początkowo miał mieć zstosowanie w krajach Ameryki Łacińskiej. Od 1987 roku (po deklaracji Gorbaczowa iż zgodzi sie w przyszłości na Zjednoczenie Niemiec... a więc de facto na padek komunizmu) plan ów (którego głównymi wspłtwórcami byli G. Soros i J. Sachs oraz po trosze J. Wiliamson) postanowiono zastosować go w krajach postkomunistycznych. Wybrano jako cel eksperymentu Polskę (sic!) posiadającą największy majątek do oddania ze wszystkim krajów "postkomunistycznych". Kąsek więc był duży (tym bardziej, że Polska faktycznie za czasów E. Gierka zbudowała dość duży potencjał przemysłowy... fakt, że na kredyt i trochę nieraz alogicznie, niemniej potencjał konkurncyjności dla firm zachodnich był ogromny)... Więc sobie postanowiono przejąć ten potencjał rękoma L. Balcerowicza (nota bene był on chyba trzecim lub czwartym ekonomistą, któremu zaproponowano przeprowadzenie tej reformy... inni odmówili a doktorek L. Balcerowicz poczuł szansę na zrobienie po 15 latach doktorowania habilitacji). Oczywiście doradcą L. Balcerowicza był J. Sachs...
Tak o rozwiązaniach Kosnsensusu Waszyngtońskiego mówi Joseph Stiglitz- noblista w dziedzinie ekonomii z 2001 roku -"Efekty polityki wymuszanej przez porozumienie waszyngtońskie nie były zachęcające. W większości krajów, które oparły się na jego zasadach. rozwój był powolny, a tam, gdzie występował wzrost, korzyści nie były równo dzielone (...) Reformy oparte na porozumieniu waszyngtońskim wystawiły kraje na zwiększone ryzyko, przy czym ryzyko to w nieproporcjonalnie dużym stopniu ponosili ci, którzy byli najmniej zdolni do poradzenia sobie z nim".
Sam J. Sachs po negatywnych doświadczeniach z Polską i innymi byłymi krajami socjalistycznymi (postkomunistycznymi) i po kryzysie finansowym w południowo-wschodniej Azji przyznał, że swoją wiarę w "terapię" szokową musi jeszcze raz przemyśleć, w szczególności, że tzw deregulacja finansowa powinna być dokonywana powoli w przeciwieństwie do liberalizacji polityki handlowej.
A co na to nasz Czarny Geniusz Ekonomii? Otóż to: "Wyjście Skarbu Państwa z sektora energetycznego i sprzedaż części udziałów państwa w kilku największych firmach zmniejszyłyby potrzeby pożyczkowe Polski o ok. 70 mld zł, co odpowiada ok. 5 proc. PKB - oceniają eksperci z Fundacji FOR. - Mamy nadmierną, czyli szkodliwą obecność państwa w gospodarce, z punktu widzenia naszego rozwoju - powiedział przewodniczący FOR prof. Leszek Balcerowicz w środę podczas konferencji prasowej. Wyjaśnił, że udział państwa polskiego w gospodarce jest wyższy niż średnio na Zachodzie. - Odpolitycznienie gospodarki przez prywatyzację jest zasadniczą reformą. To reforma ustrojowa - dodał. Według niego prywatne firmy działają lepiej, poza tym politykom trzeba odebrać możliwość rozdawania stanowisk w firmach. Balcerowicz zaznaczył, że przyspieszenie prywatyzacji byłoby buforem, który wzmocniłby gospodarkę oraz zmniejszył przyrost długu publicznego, zanim zostaną przeprowadzone zasadnicze reformy m.in. finansów publicznych. - Jeżeli ktoś myśli o rozwoju naszej gospodarki, to musi myśleć o prywatyzacji jako o fundamentalnej reformie - powiedział Balcerowicz. Wskazał, że zgodnie z raportem OECD, informującym o odsetku dochodów z prywatyzacji do PKB w latach 2000-2007, Polska jest na końcu listy".
Doprawdy takiego "ograniczenia" i monotematyczności ekonomicznej jak u tego Pana trudno wytłumaczyć... Mam kilka hipotez dlaczego tak jest... ale zachęcam do samodzielnych przemyśleń.
A teraz kilka wypowiedzi J. Wiliamsona, który był "referentem" Konsensusu Waszyngtońskiego z artykułu w Gazecie Wyborczej pt.: "Konsensus waszyngtoński po 20 latach. Spowiedź liberała":
"...Kolejna propozycja dotyczyła otwarcia rynków finansowych. Dziś żałuję, że nie sformułowałem tego w bardziej ogólny sposób. Skoncentrowałem się na stopach procentowych, które były wtedy wielkim problemem w Ameryce Łacińskiej (...) Gdybym to pisał dzisiaj, uzupełniłbym otwarcie rynków finansowych o postulat większego nadzoru i regulacji. Wielki kryzys, jaki mieliśmy właśnie w Ameryce, wynikał przede wszystkim z braku nadzoru i regulacji rynków finansowych..."
"...Przy prywatyzacji nie myślałem o elektrowniach, wodociągach czy służbach miejskich - chociaż tego nie wykluczałem. Myślę, że są argumenty za tym, żeby takie firmy były publiczne. Ale nie było sensu, żeby państwo było właścicielem przemysłu..."
Ale...
"...Moim zdaniem Balcerowicz zrobił to, co należało. W takiej gospodarce jak polska potrzebna była gwałtowna zmiana. Są oczywiście rzeczy, które można robić powoli - np. prywatyzacja. Nie ma najmniejszego powodu, żeby natychmiast prywatyzować wszystko. To po prostu nie jest potrzebne. Ale nie można mieć gospodarki na pół państwowej, pół rynkowej. Musiał zrobić tę zmianę za jednym zamachem..."
"...- Myślę, że jeśli chce się przeprowadzić szybkie zmiany, trzeba się pogodzić z tym, że po drodze będą jakieś błędy. Zasadniczo Balcerowicz miał rację...."
W czasie wywiadu Pan J.Wiliamson wielokrotnie się śmiał (niestety nie wiem czy był to śmiech szyderczy, nerwowy, czy hipokrytyczny przykrywający "palący wstyd i hipokryzję jego wypowiedzi", ale jak widać ekonomiści, którzy byli tylko sami wykonawcami lub "referentami" planu stworzonego przez kogoś innego "idą w zaparte" natomiast sami twórcy (przynajmniej J. Sachs) ma wile wątpliwości a wobec krytyki takich ekonomistów jak J. Stiglitz są chyba bezradni (krytykiem planu L. Balcerowicza w Polsce od początku był G. Kołodko. Jest on również krytykiem rozwiązań Kosnsensusu Waszyngtońskiego - polecam: MOJA GLOBALIZACJA, CZYLI DOOKOŁA ŚWIATA I Z POWROTEM). (Nie jestem bezkrytycznym zwolennikiem całości poglądów G. W. Kołodki, ale z polskich ekoomistów darzę go ekonomicznym i naukowym szacunkiem. Zresztą chyba własnie on jest najbardziej cenionym obecnie za granicą polskim ekonomistą (jest wspólautorem między innymi krzywej Kołodki-McMahona w: Kołodko G. W., McMahon W., Stagflation and Shortageflation: A Comparative Approach, „Kyklos” 1987, Vol. 40, No. 2.)
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
niedziela, 1 sierpnia 2010
Przychodzi Leming do sklepu po "Lecha"...
Witam
Pragnę dla relaksu niedzielnego przedstawić Wam fragment nowopowstającej futurystycznej książki nieznanego jeszcze autorstwa (autor zostanie dopisany w zależności od bieżącej konieczności w ramach rozdzielnika zawartego w Dyrektywie Unijnej nr 20xyz989345tyuq / 000000000123456789 / rok - który też zostanie dopisany w momencie wydania owej książki).
Przychodzi Leming do sklepu z zamiarem dokonania zakupu swojego ulubionego Lecha. Zimniutkiego wyjmuje - jak zwykle - z firmowej lodówki. Idzie do kasy a tu niespodzianka... Lech droższy o 1 zł niż wczoraj, choć z tej samej dostawy (to sprytny Leming sprawdził po dacie ważności!)... Zdziwiony jednak płaci i idzie do domu. Siada sobie przed telewizorem LCD 120" a tu... leci reklama akurat jego ulubionego Lecha z tekstem:
"Stawiamy na lepszą... unijną jakość... Lech smakuje lepiej Zimniejszy! Sprawdź i przekonaj się sam schładzając piwo w zamrażarce przez 10 minut bezpośrednio przed spożyciem! Dla Ciebie zrobimy wszystko! Zimny Lech smakuje lepiej!"
(wizualizacja obrazkowa - same opalone ciała pięknych, półnagich, usmiechniętych erotycznie kobiet w towarzystwie równie pięknych i umięśnionych mężczyzn z dziećmi w tle... co by zadowolone były wszystkie konsumujące owe piwo płcie, orientacje i nacje seksualne... acha i jeszcze przez moment archiwalny najazd na Wawel a poza tym u dołu ekranu przez cały czas trwania reklamy przewijalny pasek z tekstem: 10 minutowe zmrażanie piwa bezpośrednio przed spożyciem - zgodnie z Dyrektywą Unijną numer 100000000000000109456788/abcdef1234)
Leming z oczywistą oczywistością schładza więc piwo według zaleceń, otwiera, wypija łyk... i doznaje smakowej ekstazy! Lech rzeczywiście jest według niego dużo lepszy niż wczoraj! No, no, no... pomyślał Leming... jakość kosztuje i dlatego piwo musi być droższe... Uhmm... pokiwał z unaniem głową... Stąd ta złotówka w sklepie... Zadowolony dopija do końca w poczuciu wdzięczności dla firmy, która dba o coraz lepszą jakość jego ulubionego piwa i tym samym jakość jego życia jako obywatela Zjednoczonej Europy, w której wszystko jest takie samo i o najwyższej z możliwej na świecie, znormalizowanej, jakości! Później łyka tabletkę stilnoxu i zasypia kamiennym snem....
Pozdrawiam
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
Pragnę dla relaksu niedzielnego przedstawić Wam fragment nowopowstającej futurystycznej książki nieznanego jeszcze autorstwa (autor zostanie dopisany w zależności od bieżącej konieczności w ramach rozdzielnika zawartego w Dyrektywie Unijnej nr 20xyz989345tyuq / 000000000123456789 / rok - który też zostanie dopisany w momencie wydania owej książki).
Przychodzi Leming do sklepu z zamiarem dokonania zakupu swojego ulubionego Lecha. Zimniutkiego wyjmuje - jak zwykle - z firmowej lodówki. Idzie do kasy a tu niespodzianka... Lech droższy o 1 zł niż wczoraj, choć z tej samej dostawy (to sprytny Leming sprawdził po dacie ważności!)... Zdziwiony jednak płaci i idzie do domu. Siada sobie przed telewizorem LCD 120" a tu... leci reklama akurat jego ulubionego Lecha z tekstem:
"Stawiamy na lepszą... unijną jakość... Lech smakuje lepiej Zimniejszy! Sprawdź i przekonaj się sam schładzając piwo w zamrażarce przez 10 minut bezpośrednio przed spożyciem! Dla Ciebie zrobimy wszystko! Zimny Lech smakuje lepiej!"
(wizualizacja obrazkowa - same opalone ciała pięknych, półnagich, usmiechniętych erotycznie kobiet w towarzystwie równie pięknych i umięśnionych mężczyzn z dziećmi w tle... co by zadowolone były wszystkie konsumujące owe piwo płcie, orientacje i nacje seksualne... acha i jeszcze przez moment archiwalny najazd na Wawel a poza tym u dołu ekranu przez cały czas trwania reklamy przewijalny pasek z tekstem: 10 minutowe zmrażanie piwa bezpośrednio przed spożyciem - zgodnie z Dyrektywą Unijną numer 100000000000000109456788/abcdef1234)
Leming z oczywistą oczywistością schładza więc piwo według zaleceń, otwiera, wypija łyk... i doznaje smakowej ekstazy! Lech rzeczywiście jest według niego dużo lepszy niż wczoraj! No, no, no... pomyślał Leming... jakość kosztuje i dlatego piwo musi być droższe... Uhmm... pokiwał z unaniem głową... Stąd ta złotówka w sklepie... Zadowolony dopija do końca w poczuciu wdzięczności dla firmy, która dba o coraz lepszą jakość jego ulubionego piwa i tym samym jakość jego życia jako obywatela Zjednoczonej Europy, w której wszystko jest takie samo i o najwyższej z możliwej na świecie, znormalizowanej, jakości! Później łyka tabletkę stilnoxu i zasypia kamiennym snem....
Pozdrawiam
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
Etykiety:
cynizm,
Globalizm,
Kompania Piwowarska,
komunizm,
Lech,
Leming,
orwell,
piwo,
podwy żka podatków,
pogarda,
Unia Europejska,
VAT,
Wawel,
Zimny Lech
sobota, 31 lipca 2010
Kilka słów o podwyżce podstawowej stawki VAT i bankrutującej Polsce!
Witam
(przed lekturą polecam przeczytać post: "Wkręcani w procenta" blogera Olgierda Jedliny (dobre, suche, proste przedstawienie istoty podwyżki VAT i jego wpływu na konsumentów - moje zresztą gratulacje dla Pana Olgierda)
Wielu polityków, blogerów i dziennikarzy jest niemal zdziwionych podwyżką podatków zaproponowaną przez rząd D. Tuska Słonecznego! Jeszcze ich większe zdziwienie budzi fakt braku szerokiej i fachowej dyskusji w mediach, która przedstawiałaby istotę i wpływ tej podwyżki na wzrost cen i wydatków przeciętnego Polaka.
A ja dziwię się i jednym i drugim! Szczerze i wprost z niemal dziką satysfakcją się dziwię!
Pierwszym, bowiem:
1. Widocznie uwierzyli w zapowiedzi i gołosłowne, propagandowe oraz złotouste kreowanie Polski jako Zielonej Wyspy Europy i świata pokazując nam, że niby rośniemy i jesteśmy bogaci bowiem mamy dodani wzrost PKB (przypis 1),
2. Bezkrytycznie przyglądali się przez ostanie niemal trzy lata na dosłownie rabunkową i antyrozwojową politykę gospodarczą rządu opartą tak naprawdę tylko i wyłącznie (odnosząc się do gospodarstwa domowego) na "przeżyciu kolejnych dni na zadłużaniu się i kredytach uzupełniany wyprzedażą wszystkiego co mamy w domu oprócz telewizora LCD - co, by jeszcze pooglądać jacy to my jesteśmy bogaci" (przypis 2),
3. Żyli chyba ułudą zapowiadanych cudacznych Cudów Cudaka Donka Słonecznego, kiedy z tych Cudów "króliczka w kapeluszu ani widu" a z zapowiedzi dosłownie nic nie było realizowane (wraz z reformą KRUS, ochrony zdrowia, finansów publicznych, czy wprowadzania podatku liniowego),
4. Medialnie kreowali sztuczny świat Wielkiego Rozkwitu promując bezwartościowych rządowych jełopów (wliczając w to i licencjata Vincenta, kłamcę i oszusta Grada /vide: stoczniowy inwestor katarski/ oraz wszystkich niemalże ministrów z tymi sobiesiakowatymi i Naczelnym na czele).
Drugim, bowiem:
1. Ludzie mogliby przypadkiem przecież "przejrzeć w końcu na oczy" i się wprost wkurzyć i zapytać, co dalej?... a następne wybory tuż, tuż,
2. Jeżeli rząd okłamywał Polaków przez ostatnie trzy lata, to niby dlaczego miałby teraz mówic im prawdę i ich oświecać?... j.w. a następne wybory tuż, tuż,
3. Czy głupcy i idioci wiedzą, że nimi są? Otóż nie... więc nie wiedząc, że nimi są nawet nie potrafią wytłumaczyć dlaczego nimi są...
4. Wykreowany przez ostatnie 20 lat u większości wyborców polskich - pierwotny a u niektórych także wtórny analfabetyzm jest chorobą nieuleczalną z co najmniej dwóch powodów: idiotom żyje się łatwiej i łatwe życie czyni idiotów... Konkluzja: nawet, gdy idiotom zacznie żyć się trudniej to... i tak tego nie ogarną własną percepcją poznawczą bo są już idiotami... Dlatego też tworzy się idiotów, bo nimi można dowolnie sterować, manipulować itd... (z uśmiechem idą barany na śmierć... nawet widząc swoich poprzedników już martwych)... z tym już nic nie da się niestety zrobić!!! Więc po co cokolwiek im tłumaczyć?
5. Implikacja 4: Rząd PO rządzi tylko dla swoich Lemingów a nie dla Narodu Polskiego i Polski jako całości! Dla nich ponad 20 mln Polaków na nich nie głosujących to albo "oszołomy i ciemnogród" głosujący np. na PiS albo "pożyteczni idioci" (ci nie biorący udziału w wyborach)!
A teraz szybko meritum sprawy podatkowej... w dosłownie kilku punktach:
1. Z punktu widzenia wyborów podwyżka VAT dla PO jest lepszym rozwiązaniem niż podwyżka na razie PIT lub CIT albo składki rentowej lub zdrowotnej i tyle...,
2. Podwyżka VAT jest to jeden punkt procentowy od stawki podatkowej bazowej, czyli z 22 do 23%. Jeżelibyśmy chcieli ocenić faktyczny procentowy wzrost stawki bazowej to wynosi on ca. 4,55% ((według wzoru na stopę/dynamikę wzrostu: deltaX/X x100%, czyli (23-22)/22)) a jej wartość tym samym wynosić będzie 104,55% z wartości sprzed podwyżki!,
3. Teraz bez żadnych dyrdymałów i bajdurzenia! Rząd zamierza zwiększyć dzięki temu swoje dochody o 5 mld zł, które de facto ściągnie z każdego konsumenta, każdego z nas... bo niby skąd, skoro podatek ten jest podatkiem od zakupowanych przez ostatecznego konsumenta dóbr i usług?,
4. Wzrost cen VAT zawsze generuje wzrost cen detalicznych, z reguły wyższy niż sam wzrost VAT (czyli w naszym przypadku w uproszczeniu oczywiście o około 5%). Innymi słowy każdy wzrost VAT niesie za sobą niebezpieczeństwo przekroczenia tzw. progu inflacyjnego, czyli po prostu wzrostowi inflacji. Aby zaś temu zapobiec (też niestety w uproszczeniu) rząd może manipulować stopą procentową lub też ograniczyć konsumpcję zmniejszając popyt efektywny na rynku. To drugie już uczynił zapowiadając zamrożenie płac w sferze budżetowej, czyli de facto realnym spadku dochodów gospodarstw domowych.... Możliwości jest jeszcze wiele (nie chce wdawać się w szczegóły... może taka konieczność wyniknie w dyskusji),
5. W związku z ogromnym deficytem budżetowym oraz ogromnym zadłużeniem (sytuacja jest nawet gorsza obecnie w Polsce niż w Grecji) zapewne to nie koniec a POCZĄTEK machlojek przy podatkach (są przecież jeszcze cła, akcyza, opłaty i inne... na końcu CIT i PIT).
To by było na tyle! Niech żyją liberałowie i ich socjalistyczno-globalistyczna polityka makroekonomiczna i społeczna. Niech żyją, Niech żyją!
Lemingi!- Pomożecie?
Pozdrawiam
Przypis 1.
Wzrost PKB nie jest jedynym miernikiem i nie nawet podstawowym rozwoju danego państwa i jego mieszkańców, ale jeżeliby nawet przyjąć jego priorytet to istotnym nie jest wzrost PKB (choć winien być powyżej 0), ale PKB wyrażony wartościowo w pieniądzu per capita, czyli na głowę mieszkańca. Łojojoj... toż wtedy Polska jest ciemnokrwistą wyspą na tle większości krajów Unii (zobacz- chyba zajmujemy miejsce około 20 z członków Unii Europejskiej),
Przypis 2.
Obecnie Polska ma około 700 mld zł długu publicznego, co stanowi ponad 50% PKB. Niestety sądzę, że jest to welkość wielokrotnie zaniżona i przychylam się do wyliczeń Instytutu Sobieskiego oraz eksperta NBP J. Jabłonowskiego, że wynosi on faktycznie około 3 bilionów złotych co stanowi około 220% PKB (wg. IS 200%). Polska de facto juz jest bankrutem a z pewnością bankrutami będę nasze wnuki. Zwróćmy też uwagę na to, że Polska ma obecnie około 205 mld EUR/250 mld USD zadłużenia zagranicznego (Gierek pożyczył około 25 mld i jakież to wtedy mieliśmy już problemy!)
I tutaj ciekawostka:
– za czasów rządu PiS dług oficjalny wynosił: 2006 - 505 mld złotych, 2007 - 527,4 mld zł
(przyrost w wartościach bezwzględnych o 22,4 mld zł a wzrost o 4,4%),
– za rządów PO: 2008 - 595 mld zł (wrost o 67,6 mld i 12,8 % w stosunku do roku pop.); 2009 - 670 mld zł (wzrost o 75 mld zł i 12,6%); teraz jest około 700 mld, ale 5 miesięcy jeszcze przed nami (tutaj jeszcze wszystko zależy też od kursów walutowych, w których jest liczone około 19-20% naszego długu publicznego... więc trzeba się liczyć z ostrą grą spekulacyjną polskiego rządu i "zaprzyjaźnionych" instytucji finansowych na wzmocnienie złotówki - według prognoz na koniec roku ma wynieść około 3,80 za EUR, ale czy tak będzie faktycznie... a może aprecjacja złotówki będzie wyższa i np. jej kurs na koniec roku wyniesie np. sławetne już 3,20 zł?, by już po obliczeniu długu wdług tego kursu poszybować znów do 4, 90 zł... oj... moze byc ciekawie)
BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ! WSZYSTKIM!
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
(przed lekturą polecam przeczytać post: "Wkręcani w procenta" blogera Olgierda Jedliny (dobre, suche, proste przedstawienie istoty podwyżki VAT i jego wpływu na konsumentów - moje zresztą gratulacje dla Pana Olgierda)
Wielu polityków, blogerów i dziennikarzy jest niemal zdziwionych podwyżką podatków zaproponowaną przez rząd D. Tuska Słonecznego! Jeszcze ich większe zdziwienie budzi fakt braku szerokiej i fachowej dyskusji w mediach, która przedstawiałaby istotę i wpływ tej podwyżki na wzrost cen i wydatków przeciętnego Polaka.
A ja dziwię się i jednym i drugim! Szczerze i wprost z niemal dziką satysfakcją się dziwię!
Pierwszym, bowiem:
1. Widocznie uwierzyli w zapowiedzi i gołosłowne, propagandowe oraz złotouste kreowanie Polski jako Zielonej Wyspy Europy i świata pokazując nam, że niby rośniemy i jesteśmy bogaci bowiem mamy dodani wzrost PKB (przypis 1),
2. Bezkrytycznie przyglądali się przez ostanie niemal trzy lata na dosłownie rabunkową i antyrozwojową politykę gospodarczą rządu opartą tak naprawdę tylko i wyłącznie (odnosząc się do gospodarstwa domowego) na "przeżyciu kolejnych dni na zadłużaniu się i kredytach uzupełniany wyprzedażą wszystkiego co mamy w domu oprócz telewizora LCD - co, by jeszcze pooglądać jacy to my jesteśmy bogaci" (przypis 2),
3. Żyli chyba ułudą zapowiadanych cudacznych Cudów Cudaka Donka Słonecznego, kiedy z tych Cudów "króliczka w kapeluszu ani widu" a z zapowiedzi dosłownie nic nie było realizowane (wraz z reformą KRUS, ochrony zdrowia, finansów publicznych, czy wprowadzania podatku liniowego),
4. Medialnie kreowali sztuczny świat Wielkiego Rozkwitu promując bezwartościowych rządowych jełopów (wliczając w to i licencjata Vincenta, kłamcę i oszusta Grada /vide: stoczniowy inwestor katarski/ oraz wszystkich niemalże ministrów z tymi sobiesiakowatymi i Naczelnym na czele).
Drugim, bowiem:
1. Ludzie mogliby przypadkiem przecież "przejrzeć w końcu na oczy" i się wprost wkurzyć i zapytać, co dalej?... a następne wybory tuż, tuż,
2. Jeżeli rząd okłamywał Polaków przez ostatnie trzy lata, to niby dlaczego miałby teraz mówic im prawdę i ich oświecać?... j.w. a następne wybory tuż, tuż,
3. Czy głupcy i idioci wiedzą, że nimi są? Otóż nie... więc nie wiedząc, że nimi są nawet nie potrafią wytłumaczyć dlaczego nimi są...
4. Wykreowany przez ostatnie 20 lat u większości wyborców polskich - pierwotny a u niektórych także wtórny analfabetyzm jest chorobą nieuleczalną z co najmniej dwóch powodów: idiotom żyje się łatwiej i łatwe życie czyni idiotów... Konkluzja: nawet, gdy idiotom zacznie żyć się trudniej to... i tak tego nie ogarną własną percepcją poznawczą bo są już idiotami... Dlatego też tworzy się idiotów, bo nimi można dowolnie sterować, manipulować itd... (z uśmiechem idą barany na śmierć... nawet widząc swoich poprzedników już martwych)... z tym już nic nie da się niestety zrobić!!! Więc po co cokolwiek im tłumaczyć?
5. Implikacja 4: Rząd PO rządzi tylko dla swoich Lemingów a nie dla Narodu Polskiego i Polski jako całości! Dla nich ponad 20 mln Polaków na nich nie głosujących to albo "oszołomy i ciemnogród" głosujący np. na PiS albo "pożyteczni idioci" (ci nie biorący udziału w wyborach)!
A teraz szybko meritum sprawy podatkowej... w dosłownie kilku punktach:
1. Z punktu widzenia wyborów podwyżka VAT dla PO jest lepszym rozwiązaniem niż podwyżka na razie PIT lub CIT albo składki rentowej lub zdrowotnej i tyle...,
2. Podwyżka VAT jest to jeden punkt procentowy od stawki podatkowej bazowej, czyli z 22 do 23%. Jeżelibyśmy chcieli ocenić faktyczny procentowy wzrost stawki bazowej to wynosi on ca. 4,55% ((według wzoru na stopę/dynamikę wzrostu: deltaX/X x100%, czyli (23-22)/22)) a jej wartość tym samym wynosić będzie 104,55% z wartości sprzed podwyżki!,
3. Teraz bez żadnych dyrdymałów i bajdurzenia! Rząd zamierza zwiększyć dzięki temu swoje dochody o 5 mld zł, które de facto ściągnie z każdego konsumenta, każdego z nas... bo niby skąd, skoro podatek ten jest podatkiem od zakupowanych przez ostatecznego konsumenta dóbr i usług?,
4. Wzrost cen VAT zawsze generuje wzrost cen detalicznych, z reguły wyższy niż sam wzrost VAT (czyli w naszym przypadku w uproszczeniu oczywiście o około 5%). Innymi słowy każdy wzrost VAT niesie za sobą niebezpieczeństwo przekroczenia tzw. progu inflacyjnego, czyli po prostu wzrostowi inflacji. Aby zaś temu zapobiec (też niestety w uproszczeniu) rząd może manipulować stopą procentową lub też ograniczyć konsumpcję zmniejszając popyt efektywny na rynku. To drugie już uczynił zapowiadając zamrożenie płac w sferze budżetowej, czyli de facto realnym spadku dochodów gospodarstw domowych.... Możliwości jest jeszcze wiele (nie chce wdawać się w szczegóły... może taka konieczność wyniknie w dyskusji),
5. W związku z ogromnym deficytem budżetowym oraz ogromnym zadłużeniem (sytuacja jest nawet gorsza obecnie w Polsce niż w Grecji) zapewne to nie koniec a POCZĄTEK machlojek przy podatkach (są przecież jeszcze cła, akcyza, opłaty i inne... na końcu CIT i PIT).
To by było na tyle! Niech żyją liberałowie i ich socjalistyczno-globalistyczna polityka makroekonomiczna i społeczna. Niech żyją, Niech żyją!
Lemingi!- Pomożecie?
Pozdrawiam
Przypis 1.
Wzrost PKB nie jest jedynym miernikiem i nie nawet podstawowym rozwoju danego państwa i jego mieszkańców, ale jeżeliby nawet przyjąć jego priorytet to istotnym nie jest wzrost PKB (choć winien być powyżej 0), ale PKB wyrażony wartościowo w pieniądzu per capita, czyli na głowę mieszkańca. Łojojoj... toż wtedy Polska jest ciemnokrwistą wyspą na tle większości krajów Unii (zobacz- chyba zajmujemy miejsce około 20 z członków Unii Europejskiej),
Przypis 2.
Obecnie Polska ma około 700 mld zł długu publicznego, co stanowi ponad 50% PKB. Niestety sądzę, że jest to welkość wielokrotnie zaniżona i przychylam się do wyliczeń Instytutu Sobieskiego oraz eksperta NBP J. Jabłonowskiego, że wynosi on faktycznie około 3 bilionów złotych co stanowi około 220% PKB (wg. IS 200%). Polska de facto juz jest bankrutem a z pewnością bankrutami będę nasze wnuki. Zwróćmy też uwagę na to, że Polska ma obecnie około 205 mld EUR/250 mld USD zadłużenia zagranicznego (Gierek pożyczył około 25 mld i jakież to wtedy mieliśmy już problemy!)
I tutaj ciekawostka:
– za czasów rządu PiS dług oficjalny wynosił: 2006 - 505 mld złotych, 2007 - 527,4 mld zł
(przyrost w wartościach bezwzględnych o 22,4 mld zł a wzrost o 4,4%),
– za rządów PO: 2008 - 595 mld zł (wrost o 67,6 mld i 12,8 % w stosunku do roku pop.); 2009 - 670 mld zł (wzrost o 75 mld zł i 12,6%); teraz jest około 700 mld, ale 5 miesięcy jeszcze przed nami (tutaj jeszcze wszystko zależy też od kursów walutowych, w których jest liczone około 19-20% naszego długu publicznego... więc trzeba się liczyć z ostrą grą spekulacyjną polskiego rządu i "zaprzyjaźnionych" instytucji finansowych na wzmocnienie złotówki - według prognoz na koniec roku ma wynieść około 3,80 za EUR, ale czy tak będzie faktycznie... a może aprecjacja złotówki będzie wyższa i np. jej kurs na koniec roku wyniesie np. sławetne już 3,20 zł?, by już po obliczeniu długu wdług tego kursu poszybować znów do 4, 90 zł... oj... moze byc ciekawie)
BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ! WSZYSTKIM!
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)



