Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prl. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 października 2023

XXIII Dzień Papieski. Trochę refleksji

Dziś nie tylko wybory parlamentarne i referendum, ale też XXIII Dzień Papieski, obchodzony w Kościele Katolickim w niedzielę bezpośrednio poprzedzającą rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża, który został dokonany w dniu 16 października 1978 roku.

I jakoś tak zawsze w rocznicach dotyczących  Papieża myślę właśnie o latach, które przeżyłem i o tym jak mało jest dziś w Polakach realizacji Jego słów kierowanych do nas... Myślę o swoim dzieciństwie, młodości i powolnym dorastaniu do obecnej, choć jeszcze zbyt małej ludzkiej dojrzałości...

Miałem dokładnie 10 lat, gdy zapłakała wzruszeniem ze szczęścia cała Polska... gdy te łzy zamieniały się niepostrzeżenie w uśmiech, radość, nadzieję i wiarę w lepsze jutro.

Stała się rzecz ówcześnie wprost nieprawdopodobna: nowym papieżem nie został Włoch a został nim nasz rodak Karol Wojtyła... kardynał zza "żelaznej kurtyny". Wpierw było niedowierzanie, szok... by ta radosna wieść tzw.: "pocztą pantoflową" rozeszła się błyskawicznie i dotarła do wszystkich Polaków.

W tamtejszej, komunistycznej prasie (np. w Trybunie Ludu) następnego dnia ukazały się tylko lakonicznie krótkie informacje, które niemalże ze wstydem i z zażenowaniem raczyły przekazywać fakt wyboru Polaka na Stolicę Piotrową.

Przez następne 27 lat Jan Paweł II był zawsze dla mnie - niezależnie jak mocno trwałem lub oddalałem się od wiary – postacią wyjątkową a dla Polski okazał się być największym obrońcą i ostoją jej tożsamości narodowej.

Dziś jednak zadaję sobie wciąż pytanie: Co się z nami stało, co stało się z naszym narodem?

Odpowiedzi należy szukać chyba daleko wstecz. Zostaliśmy niestety chyba skutecznie "przetrąceni" Stanem Wojennym i marazmem lat 80-tych. W latach 1981-1983 zmuszono do emigracji przeszło 1 mln autentycznych patriotów. Została KOR-owska, koncesjonowana przez komunistów opozycja i wiele milionów ludzi bez prawdziwych elit. 

Zryw solidarnościowy zakończył się zamordowaniem narodu, zamordowaniem jego ducha i tej naszej dumy, honoru i wartości nadrzędnych. Lata 90-te i dziki program Sachsa-Sorosa-Lipmana (dr. Leszka Balcerowicza) kompletnie spauperyzowały większość Polaków. Prywatyzacja za bezcen pozbawiła nas własności... a trockistwski oraz wyartykułowany przez A. Gramsciego oraz Szkołę Frankfurcką marksizm kulturowy wdarł się też do naszych umysłów stając się ponownym komunistycznym czynnikiem naszego zniewolenia. Tym razem bez udziału siły, ale perfidnie zmieniający nasze myślenie wedle rewolucyjnego francuskiego hasła: "Wolność, równość, braterstwo albo śmierć", przy czym ta "śmierć" niejako została zamieniona w marksistowskie hasło: "władzy raz zdobytej nie oddamy już nigdy". I dostaliśmy się  - wychodząc spod wpływów ZSRR - pod kuratelę współczesnych komunistów w postaci elit UE.

Ale mimo wszystko jeszcze trwaliśmy i to dzięki naszemu papieżowi. Jak jeszcze żył JPII mieliśmy jakieś odniesienie, jakiś autorytet, fundament. Mogliśmy zawsze liczyć na jego słowa i obronę naszej Polski... Przekonywał, że Polska może odnowić UE, aby powróciła do swoich chrześcijańskich wartości i fundamentów. 

Po 2005 roku zupełnie - jako naród - pogubiliśmy się... Ale też śmierć naszego Papieża pozostawiła zagubioną całą Europę i zapoczątkowała triumfalny do dzisiaj pochód lewacko-demoliberalnych elit odcinających się od chrześcijaństwa i powoli tworzących Związek Socjalistycznych Republik Europejskich - ZSRR-bis (IV Rzeszę Niemiecką).

Dziś ze smutkiem mogę tylko stwierdzić, że My, Naród Polski, obecnie mamy tylko jedną szansę na przetrwanie... W tych czasach odradzającej się ekspansji sowiecko-germańskiej, w czasach pauperyzacji i promowania kosmopolitycznej bezpaństwowej (quasi znów komunistycznej) europejskości przesiąkniętej tęczowymi flagami LGBTQ+... musimy przypomnieć sobie nauczanie Ojca Świętego, jego postawę, jego patriotyzm i jego duchową WIELKOŚĆ!

Dla mnie osobiście zawsze był i pozostał autorytetem moralno-etycznym. Na różnych forach internetowych opisując swoją osobę przytaczam cztery cytaty Jana Pawła II, które wyznaczają mi drogę i jakość mego życia:

"Jeśli ktoś lub coś każe Ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeśli znasz odwieczną Miłość, która Cię stworzyła"; 

"Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, ale kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to czym dzieli się z innymi"; 

"Nie sposób inaczej zrozumieć Człowieka, jak w tej wspólnocie jaką jest Naród"; 

"Musicie być mocni mocą wiary i nadziei".

Jakże wiele można z nich wyczytać a przecież jest jeszcze wiele setek podobnych, tyle słów już zapomnianych... powróćmy do nich i czerpmy z nich wiarę i nadzieję w moc dobra, przyzwoitości i międzyludzkiej miłości. Bądźmy mocni mocą wiary i nadziei na lepsze jutro nas samych i naszej Ojczyzny...

Za życia śp. papież Jan Paweł II był już świętym.  Niech ta Jego świętości pozwoli nam uwierzyć, że warto trwać, walczyć hartem i niezłomnością ducha, że miejsce zhańbionych zawsze w końcu znajdzie się na "zgniłych i wstydliwych kartach historii" a wydobywający się z nich "fetor" zostanie zneutralizowany zapomnieniem...

Módlmy się codziennie, aby Jego święte wstawiennictwo w Domu Pana pozwoliło ostatecznie odrodzić się naszej Ojczyźnie i pozwoliło odrodzić się nam samym...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 6 czerwca 2020

R. Trzaskowski - resortowe dziecię

"Niedaleko pada jabłko od jabłoni". "Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci".

Te dwa polskie przysłowia mówią nam jak ważne jest wychowanie młodego człowieka, które rzutuje na cale jego życie. To rodzinne środowisko w sposób decydujący określa jego przyszłe poglądy i zachowania, które bywają w miarę upływu czasu przedmiotowo niemal tożsame jak rodziców czy dziadków. Nieprzypadkowo więc jeszcze do niedawna (do czasu II Wojny Światowej) prawie zawsze przy poznawaniu się mówiono z jakiej rodziny się pochodzi oraz wskazywano na nazwisko rodowe.

W czasach powojennych z tego zrezygnowano, bowiem rodzinnie realizatorzy komunizmu nie mogli się pochwalić najbliższymi i przodkami oraz pochodzeniem, przede wszystkim dlatego, że nie reprezentowali sobą nic ponadto, że są albo zbrodniczym okupantem Polski, albo mają pochodzenie etnicznie słuszne i nie polskie.

Stąd do dziś taki atak na wszystkich, którzy próbują badać rodzinne powiązania "elit" III RP. Do tego wielu z nich - po wyeliminowaniu polskich prawdziwych elit przez sowiecką Rosję i nazistowskie Niemcy - po prostu wstydzi się swojego pochodzenia, co wydaje się nadzwyczaj niepoważne i śmieszne dla nas, ale nie dla nich, bo często dla już dzisiejszych "elit" mogłoby się okazać, że najbliżsi lub przodkowie mają za sobą niecną przeszłość oprawców naszych rodaków w okresie komunizmu.

Zresztą bardzo łatwo wskazać, kto coś ukrywa ze swojej historii rodziny. Wystarczy przejrzeć Wikipedię, gdzie w notkach biograficznych wskazuje się datę urodzenia a życiorys często rozpoczyna się szkołą średnią lub studiami bez wskazania rodowodu własnego pochodzenia. Często też po prostu fałszuje się (wybiela się) owe pochodzenie. Niestety owo wybielanie często dotyczy dzieci czy wnuków właśnie tych komunistycznych oprawców, ale nie tylko: zaciemnia się też cały okres komunizmu i stara mu się nadać walor niemożności innego zachowania się własnych rodzin, bo "były takie czasy". Owszem były takie czasy, ale nikt nikogo nie zmuszał do bycia "ubekiem" lub tajnym współpracownikiem służ specjalnych PRL lub innych komunistycznych, w tym sowieckich.

Dobrze, zdarzają się wyjątki, gdy współcześni odcinają się od własnych rodzinnie komunistycznych korzeni, ale jest to rzadkością. Być może również nie jest to na tyle ważne w przypadku osób prywatnych, ale ktoś, kto staje się osobą publiczną musi zdawać sobie sprawę, że wszelkie informacje na temat jego osoby są bardzo ważne dla innych. A już sobie nie wyobrażam, żeby pomijać drzewo genealogiczne (rodowód) osób, które roszczą sobie prawo do zajmowania eksponowanych stanowisk państwowych, też w przypadku kandydowania w wyborach prezydenckich.

Chyba zasadne jest powiedzenie prawdy i jasna deklaracja, że dana osoba odcina się od działalności swoich najbliższych. Wtedy możemy mówić o stawaniu w prawdzie. Niestety obecne "elity" III RP nie tylko, że nie odcinają się od korzeni komunistycznych, ale niemal stają się one glejtem wiarygodności przedstawicieli dużej części dzisiejszej totalnej opozycji.

Swego czasu środowisko związane z Gazetą Polską opublikowało poszerzoną o najbliższych informację na temat R. Trzaskowskiego, którą we fragmentach przedstawiam poniżej [1].

 ----------

Matka Rafała Trzaskowskiego, kandydata na fotel prezydenta stolicy, była tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie Justyna. Meldowała bezpiece o kontaktach z dyplomatami USA muzyków i ludzi zajmujących się jazzem – Jerzego Matuszkiewicza, Leopolda Tyrmanda czy Romana Waschki. Jej pierwsza teściowa była kapitanem UB, teść – pułkownikiem LWP, a inni z bliskich działali na wysokich szczeblach PZPR. Rafał Trzaskowski dumnie przedstawiał w internecie swoją rodzinę i jej zasługi, określając tę prezentację jako „autolustracja”. Ominęła ona jednak rodowe związki z komunizmem - pisze w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska" Maciej Marosz.



fot. Gazeta Polska

Wygląda na to, że jakość takiej lustracji można porównać do kampanijnej akcji ratowania szyby w drzwiach przez mocowanie jej taśmą klejącą.


O swojej matce Teresie Trzaskowskiej kandydat na prezydenta Warszawy wspomniał tylko przy prezentacji w Internecie jej dawnego zdjęcia. Tymczasem jak wynika z akt IPN, Służba Bezpieczeństwa zarejestrowała ją w 1960 r. jako tajnego współpracownika działającego pod ps. Justyna. Trzaskowską interesował się kontrwywiad PRL ze względu na jej kontakty z dyplomatami USA, a w szczególności z figurantem akt SB, I sekretarzem ambasady tego kraju w Warszawie Thomasem Donovanem.


Trzaskowska trafiła do kręgu dyplomatów pojawiających się na różnych imprezach z racji bycia żoną jednego z najbardziej znanych już wówczas muzyków jazzowych – Andrzeja Trzaskowskiego. Powierzchowna znajomość „Justyny” z Donovanem przerodziła się w zażyłą relację, bywanie w rezydencji dyplomaty, częste spotkania. Przemieszczała się ona też przy różnych okazjach po mieście autem dyplomaty.

Służba Bezpieczeństwa poważnie podeszła do kwestii werbunku żony muzyka. Odbyto z nią najpierw trzy wstępne spotkania, po czym na rozpoczęciu współpracy pojawiła się dwójka wysokich rangą esbeków – kpt. Rolnik i por. Władysław Prekurat. W przygotowanym planie zwerbowania Trzaskowskiej, na wypadek stwierdzenia jej braku entuzjazmu do współpracy z SB, zamierzano przypomnieć jej, że mieszka w Warszawie bez zameldowania. Jednak użycie tego argumentu okazało się całkowicie zbędne.


Już na pierwszym spotkaniu Trzaskowska przekazała SB wiele „cennych informacji i wyraziła chęć dalszego spotykania się” – napisali Rolnik i Prekurat. „Jak wynika z jej oświadczeń oraz naszych danych agenturalnych, wymieniona zachowuje w tajemnicy fakt prowadzenia z nią rozmów i przywiązuje dużą wagę do konspiracji” – chwalili funkcjonariusze SB.

Dlatego zgoda na werbunek była formalnością. Prekurat zapisał później, jak werbowana zareagowała na informację, że zaczyna kontakty z kontrwywiadowcami PRL. „Po wymianie kilku zdań powiedziałem jej, że jestem oficerem kontrwywiadu i chciałbym przeprowadzić z nią rozmowę. Wymieniona przyjęła oświadczenie z pewnym uśmiechem i bez zażenowania nadmieniła, że bardzo jej się podobało właśnie takie nawiązanie z nią kontaktu, że to świadczy o naszej umiejętnej pracy itp.” – zapisał funkcjonariusz SB.


Trzaskowska opowiedziała o tym, jak w 1959 r. poznała Donovana oraz w jakim gronie Polaków spotyka się ów dyplomata. Wskazała, że był on m.in. zaproszony na przyjęcie wyprawiane przez muzyka jazzowego i kompozytora Jerzego Matuszkiewicza i jego żonę. Opowiedziała też bezpiece o pobycie i kontaktach w Polsce popularnego komentatora muzyki jazzowej z USA Willisa Conovera.
Przy kolejnym spotkaniu z TW funkcjonariusze pytali, czy nie ma negatywnych wrażeń z pierwszej rozmowy z nimi. Odpowiedziała, że nie ma żadnych złych odczuć, jedynie zastanawia się, dlaczego kontrwywiad zwrócił się właśnie do niej. Wyraziła obiekcje co do przekazywania informacji na temat obywateli polskich czy osób z zagranicy, które nie szkodzą PRL. SB uspokoiła ją, że chciałaby się tylko dowiadywać od niej co jakiś czas o tym, co dzieje się w otoczeniu Donovana i innych obcokrajowców.

SB zwracała też uwagę na ograniczenia TW. Jako osoba ze średnim wykształceniem nie znała języka angielskiego. Oceniano też, że była „politycznie słabo wyrobiona”. Na plus działało to, że dostrzeżono w niej spryt i inteligencję.


----------------

Cóż tu więcej dodać? Chyba tylko tyle, że jednak warto wiedzieć "skąd wyrastają nogi" kandydata na prezydenta R. Trzaskowskiego.

https://m.telewizjarepublika.pl/mocne-oto-kim-byla-matka-rafala-trzaskowskiego,69690.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... © Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

sobota, 21 września 2019

PRL była nielegalna i... żydo-komuna

Trochę inne niż ogólne spojrzenie: od żydo-komuny do III RP. Ważne, aby ten materiał był przyczynkiem do dyskusji nad ewentualną prawdziwością "spiskowej teorii dziejów", choć ja nie ze wszystkimi tymi konstatacjami się zgadzam, ale wielu moich czytelników wyraża takie opinie.

PRL jako quasi państwo mogło funkcjonować prawnie dzięki pierwszym wyborom powojennym.

Były one wszakże sfałszowane, bo aż około 70% społeczeństwa wypowiedziało się przeciw władzy ludowej. Sowieci wraz z polskimi komunistami po prostu sfałszowali owe wybory. Więc powstała na fałszu PRL była z punktu prawnego nielegalna i tak winna być traktowana obecnie przez wolną Polskę. Zaś partia komunistyczna winna być traktowana jako organizacja przestępcza, ludobójcza i antyludzka, podobnie jak komunizm powinien być zrównany z nazizmem jako system ludobójczy i antyludzki. I ci pogrobowcy z PRL-u dziś śmią wypowiadać się na temat Polski, mało tego: nawet startować w wyborach.

Polscy syjoniści związani z masońskim B.Geremkem, J.Kuroniem, T.Mazowieckim i... koszmarem A.Michnikiem od samego początku, czyli 1976 roku (KOR) planowali przejąć Polskę dla budowy mitycznej Judeopolonii lub jej namiastki albo chociaż dla siebie i sobie podobnych. Sam zresztą A.Michnik stwierdził, że jest trockistą i reprezentuje żydo-komunę.

W tym celu należało wyodrębnić z polskiego społeczeństwa najbardziej propolskich, narodowych patriotów. Stworzono Solidarność a przecież Geremek sam nakazał na początku grudnia 1981 roku wprowadzenie Staniu Wojennego (oglądaj: "Towarzysz Generał idzie na wojnę").

Cała III RP to antypolska organizacja mająca na celu zniszczenie polskości. W latach 1939-1941 Żydokomuna wysłała ponad 300  (1,3 mln osób wedle Związku Sybiraków) tysięcy Polaków patriotów na Syberię. W latach 1944-1956 zamordowano setki tysięcy (300 tys. ?) patriotów (AK, WiN,  NSZ i inni). W latach 1981-1983 wyemigrowało około 1,5 mln osób I Solidarności zmuszonych do emigracji przez Jaruzela i Żydokomunę. W latach 2004-2015 wyemigrowało przeszło 2 mln młodych ludzi za granicę (celowe zmniejszenie populacji). Zamordowano Polaków-patriotów  pod Smoleńskiem. Czyżby dokonała tego wespół z innymi loża masońska P3, o której często mówi chyba najlepszy znawca masonerii w Polski i na świecie dr S. Krajski [1]?

Tak naprawdę przez ostatnie lata pozbyliśmy się najbardziej kreatywnych młodych ludzi a chyba przez to działanie otworzyła się "przestrzeń życiowa" dla Żydów i zintensyfikowano działania w tym kierunku a kreowanie Polaków jako winnych śmierci Żydów w czasie II WŚ oprócz "przestrzeni życiowej" ma celu uzyskanie / wyłudzenie już 300 mld USD, bo przecież "Przedsiębiorstwo Holocaust" musi dysponować jakimiś pieniędzmi. Nieprawdaż?

Warto jednak powrócić do schyłku lat 80-tych XX wieku. To wtedy stało się jasne, że komunizm upadnie i przegra z innym, kulturowym komunizmem zwanym dla niepoznaki kapitalizmem współczesnym.

Już w 1985 roku M. Gorbaczow zadeklarował, że w niedalekiej przyszłości zgodzi się na zjednoczenie Niemiec, co znaczy tyle, że zgodzi się na koniec komunizmu (realnego socjalizmu).

A w Polsce? Również w tymże roku - we wrześniu - generał W. Jaruzelski spotkał się z  Dawidem Rockefellerem. Krążą legendy, że Dawid zjechał windą na parter (czego zwyczajowo nie robił) i przyjął przed jego budynkiem Wolskiego z wielkimi honorami i od tego momentu Fundacja Dawida Rockefellera wspierała rozwój polskiej wsi, polskiego rolnictwa poprzez swoją Fundację na rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa (FDPA). Z portalu „Patriotyczny Ruch Polski” można dowiedzieć się, że Dawid Rockefeller chciał w ten sposób zmniejszyć na wsi polskiej wpływy Kościoła Katolickiego [2].

Tyle tylko, że aż trudno uwierzyć, że w czasie rozmów dyskutowano tylko o polskiej wsi. O czym jeszcze? Tego nie wiadomo... a może np. o tym jak przeprowadzić w Polsce rewolucję masońską?

A może też wynikiem tych rozmów - niejako jako początek tej rewolucji - była zgoda na założenie w Polsce przez G. Sorosa Fundacji Stefana Batorego (1988 rok). Czyli od 1988 roku byliśmy już pod kontrolą masonów i cały OS był kontrolowany przez masonerię rytu szkockiego (m.in. B. Geremek) a około 70-80% uczestników OS po obu jego stronach stanowili rozmówcy pochodzenia żydowskiego, na co onegdaj zwrócił uwagę J. Kobylański, prezes USOPAŁ: "Na 57 uczestników obrad Okrągłego Stołu aż 47 było Żydami lub je wspierało" [3].

To właśnie żydo-komuno-masoni byli doradcami Solidarności. Pojawili się od razu w roku 1980 aby nie dopuścić do odrodzenia się polskiej, narodowej myśli politycznej i organizacji narodowych i aby zamącić w głowach robotników i wskazać, że tylko oni mają rację. Potrafili się nawet hipokrytycznie niemal utożsamiać z Kościołem Katolickim, chociaż przecież fizycznie go nie znosili. Ale dla nich liczyły się dalekosiężne cele, czyli zniszczenie Polski i stworzeniu na jej terenie Judeopolonii lub jej namiastki.

Większość z nich (A.Michnik, J.Kuroń, B.Geremek i inni) byli wcześniej gorącymi piewcami komunizmu (komunizm jako ustrój promujący bezpaństwowość, antychrześcijańskość powstał również z inspiracji masonów, których cele były i są podobne oraz wzajemnie tożsame).

Od 1976 roku (KOR) i masoni próbowali powstrzymać polski rozwój gospodarczy (gospodarczy, nie polityczny!) dokonywany w latach 1970-1976 przez E.Gierka. Nie mogli znieść, że polska "rośnie w siłę a ludziom zaczyna żyć się dostatnio" i chcieli przejąć te wartościowe polskie aktywa, bo przecież co dziko prywatyzowano w latach 1989-1991 i później? Właśnie spuściznę gospodarczą E. Gierka.

Celem przecież żydo-komuno-masonów było zniszczenie Polski jako narodu i państwa. Tak naprawdę W. Jaruzelski  był tylko wykonawcą ich poleceń w zamian za utrzymanie władzy i zawłaszczenie majątku przez nomenklaturę komunistyczną, który to majątek i tak ostatecznie wylądował w rękach międzynarodowej syjonistycznej, masońskiej mafii finansowej (np. banki czy też przemysł).

I tak było przez 30 lat III RP, kiedy to systematycznie niszczono Polskę poprzez jej degradację gospodarczą, pauperyzację, zubażanie społeczeństwa i jego atomizację, rozbijanie rodziny jako fundamentu rozwoju społecznego, promowanie postmodernistycznych wartości, manipulowanie ludźmi, zniewalanie ich kredytem, niszczenie wszelkich zalążków polskiego, narodowego patriotyzmu, oczernianie Polski o antysemityzm, depopulacja Polaków. Cała ta lewacko-komuno-syjo-masoneria rządziła w Polsce i śmiem twierdzić, że pod ich wpływem były też polskie, dawne służby specjalne WSI.

Nad wszystkim zaś czuwała (czuwa?) sorosowa Fundacja Stefa Batorego, co można np. potwierdzić faktem, iż na portalu Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk mogliśmy onegdaj (grudzień 2012 rok) znaleźć ogłoszenie: „Fundacja Rothschilda – The Rothschild Foundation (Hanadiv) Europe – prowadzi kolejny nabór wniosków w ramach Academic Jewish Studies in Europe Grant Programme” [4] (za: http://www.ihpan.edu.pl/?id=853).

Dlatego, iż ta masoneria już oficjalnie rządziła w Polsce przynajmniej od roku 1985 to dlatego komuniści tak łatwo dogadywali się z tzw. konstruktywną opozycją przy Okrągłym Stole. Dostali obietnicę wsparcie ekonomicznego w zamian za oddanie już całkowicie Polski pod jej (masonerii) władanie.

Jeżeliby więc uznać żydo-komunizm za nielegalny i za zbrodnię przeciw ludzkości to należałoby od komunistów żądać odszkodowań za doznane krzywdy.

Winniśmy ścigać zbrodniarzy żydo-komunistycznych, którzy mordowali Polaków w latach 1944-1989 tak jak ścigają swoich hitlerowskich oprawców Żydzi: do końca i do "grobowej deski"!

Nie tylko winniśmy wzorować się na Żydach w kwestii ścigania ich hitlerowskich oprawców, ale też uczyć się współczesnego, nacjonalistycznego patriotyzmu, oczywiście mając jako odniesienie naszą ukochaną Polskę. Tak jak Żydzi winniśmy być narodowymi patriotami... a wtedy nikt nam nie zarzuci jakiegoś faszyzmu... wszak będziemy wzorować się na powszechnie szanowanych Żydach. Nie wolno nam oczywiście przenosić na grunt Polski obcych nam wartości i zachowań, czyli traktowaniu innych nacji jako podludzi (bydło) lub też np. nie możemy sobie pozwolić na budowę jakichś więzień (gett) dla innych nacji.


[1] http://krajskiomasonerii.neon24.pl/post/105027,fundacje-masonska-manipulacja. Autor w tymże artykule, fragmencie jego książki wskazuje też na masońskie organizacje w Polsce
[2] http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=8948&Item]
[3] http://www.usopal.pl/publicystyka/2511-list-z-usopa-do-wszystkich-polako...
[4] http://www.ihpan.edu.pl/?id=853.

niedziela, 12 lutego 2017

Zdrajcy i szubrawcy! Uciekajcie póki czas!

Przez prawie 27 lat zrobiono niemal wszystko, żeby zniszczyć państwo polskie, zarówno ekonomicznie, jak i kulturowo. Polaków starano się sprowadzić do bezmyślnego bydła dbającego jedynie o przetrwanie "od pierwszego do pierwszego".

Naszą wiarę; wrodzone: przyzwoitość, patriotyzm, tolerancję, gościnność i honor; inteligencję; pracowitość; kreatywność; kindersztubę; klasę; wiedzę; pracowitość; poszanowanie godności człowieka; wartości chrześcijańskie i po prostu człowieczeństwo starano się wyplenić poprzez wymyśloną przez chazarski i turański pomiot "politykę wstydu" i degradację polskości.

Na szczęście nie udało się i to doprowadza do wściekłości ten "turańsko-chazarski ściek obywateli polskich" oderwanych od możliwości wykorzystywania Polaków i ich deprawacji, oderwanych od rządzenia przesiąkniętego michnikowszczyzną i jej nienawiścią do Polski i Polaków.

Powiedzieliśmy NIE i powiemy też tak w przyszłości. Tego Wy nienawistni Targowiczanie możecie być pewni. I nic Wam nie da szukanie pomocy wśród waszych komunistycznych lewacko- trockistowsko- -demoliberalnych elit światowych i Waszych lichwiarzy międzynarodowych. I jeżeli Wam się nie podoba to droga wolna: jest Izrael, USA, Rosja,  IV Rzesza staro-unijna, Madagaskar czy Amazonia. Tutaj swojej Judeopolonii nigdy nie zbudujecie i o tym wiecie, dlatego szukacie nowej ziemi obiecanej na Ukrainie.

Nie uda się też podporządkowanie naszego narodu germańskim lub rosyjskim planom zniszczenia naszej państwowości. Przetrwaliśmy zabory a teraz jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy Polakami i unijno-niemiecka gawiedzi wraz z Moskwą - musicie się z nami liczyć! A z a'la polskim targowickim szambem sobie poradzimy sami.  Zajmijcie się sobą, własnym bezpieczeństwem, islamistami, kryzysem finansowym, Waszą UE a nie nami! A poza tym nie jesteśmy sami!

I też zwracam się do złodziei, morderców, przestępców i ich obrońców, zdrajców, ludzi bez honoru, pożytecznych idiotów, TW, KO, żydo-ubecji wraz z potomkami, antypolaków i kanalii z "totalnej opozycji" - uciekajcie póki czas bo my-Polacy jesteśmy naprawdę miłosierni, ale zdrajcy i szubrawcy są w naszej mentalności najgorszym sortem ludzi, co pokazaliśmy w czasie II WŚ i później. Wasz D. Tusk o tym od dawna wiedział, wiedzieli też o tym żydo-komunistyczni kaci Polski w stylu Heleny Wolińskiej czy Stefana Michnika i inni... weźcie z nich przykład... póki czas.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 13 grudnia 2016

Stan Wojenny - moje wspomnienie i refleksje...

Dziś mija szczególna rocznica - 35 lat temu został wprowadzony Stan Wojenny, który utrącił marzenia o wolnej Polsce. Miał na celu jedno: zniszczyć ruch I Solidarności oraz zabić w polskim narodzie dążenie do prawdziwej suwerenności i niepodległości. I te cele zostały osiągnięte. Internowano 10 tys. osób, zabito bezpośrednio przeszło 120 osób a ile pośrednio do dziś nie jesteśmy w stanie policzyć, zmuszono w latach 1981-1983 do emigracji przeszło milion najbardziej patriotycznych Polaków, którzy mogli budować od nowa naszą Ojczyznę... jakże ich zabrakło w 1988 czy 1989 roku...

Takie wyjątkowe rocznice skłaniają do refleksji, tym bardziej, iż dzisiaj - podobnie jak przez całe 27 lat - próbuje się wybielać i zmieniać historię. Ze zdrajców, sowieckich agentów i morderców pogrobowcy PRL oraz III RP starają się zrobić ludzi honoru a z ludzi walczących wówczas i dziś o Polskę oraz prawdę niemal ówczesnych oprawców. Jest tak tylko z jednego powodu: III RP po 1989 roku była kontynuacją PRL a jej elity stanowili postkomuniści oraz ludzie będący ich zwolennikami, agentami, antypolakami i nie-Polakami a także szumowinami, które za komfort finansowy byli w stanie zrobić wszystko, ze zdradą włącznie. Brak lustracji i dekomunizacji był i jest największą zbrodnią dzisiejszych elit PRL-bis i za to winniśmy ich rozliczyć. Już nie mówię o zdradzie i antypolskim Okrągłym Stole i Magdalence.

Najbardziej dziwne i oburzające jest to, że do dzisiaj ci ciemiężyciele Polaków wyprowadzający czołgi na ulice i zmuszający do opuszczenia kraju przez polskich patriotów, ci mordercy... unikają odpowiedzialności więziennej lub skazania za zdradę Polski a dodatkowo wielu z nich przez 27 lat było gloryfikowanych, choćby poprzez zbyt wysokie świadczenia społeczne. Ich miejsce oraz miejsce zdrajców z tzw. "konstruktywnej opozycji" spod znaku Bolka, Michnika, Geremka, Mazowieckiego, Balcerowicza i wielu innych jest na śmietniku polskiej historii i za naszego życia powinni odpowiedzieć za zdradę Ojczyzny, zdradę Polski.

Mnie Stan Wojenny zastał, gdy miałem niespełna 14 lat i całe życie przed sobą..., ale dzięki rodzinie byłem już uświadomionym patriotycznie młodym Polakiem. Podjąłem wtedy walkę tak jak umiałem. Pisałem przepełnione uniesieniem i polskością wiersze, chodziłem na comiesięczne demonstracje, które kończyłem z gazowymi łzami w oczach, czytałem prasę i literaturę patriotyczno-historyczną wydawaną w drugim obiegu, uczestniczyłem w mszach świętych w intencji Ojczyzny, po których ZOMO-wcy wyskakiwali z jakichś pomieszczeniem i pałowali jak popadło, odśpiewałem w szkole podstawowej Rotę na lekcji języka rosyjskiego... przez co o mój ojciec miał wiele kłopotów, wybiłem z kolegami szybę w komendzie miejskiej MO, nosiłem "oporniki" w swetrze, kolportowałem ulotki drukowane przez moich starszych kolegów i... wierzyłem w Lecha Wałęsę...

Później, po śmierci bł. Jerzego Popiełuszki nadzieja na zwycięstwo Solidarności umarła. Byłem na jego wspaniałym pogrzebie w Warszawie, ale tak naprawdę pozostało mi tylko zdobywanie wykształcenia i wielogodzinne domowe oraz towarzyskie dyskusje. Ale nie był to czas nadziei a raczej czas poczucia, że została zmiażdżona polskość, czas smutku i marazmu...

W Stanie Wojennym coś umarło, umarła nadzieja na wolność czego skutki odczuwamy do dzisiaj...

Najgorsze - powtórzę - jest to, że ci wszyscy koncesjonowani opozycjoniści z Wałęsą, Geremkiem, Kuroniem, Michnikiem i innymi okazali się zdrajcami naszej walki o wolność Ojczyzny. Zdradzili nas przy OS i w Magdalence czego też skutki odczuwamy do dzisiaj...

Pamiętam początek strajków w 1980 roku i powstanie Solidarności. Wróciłem wtedy z kolonii (jako 12 latek) i zobaczyłem radość w oczach mojego śp. Ojca (zresztą ideowego wtedy socjalisty). Cieszył się, że wreszcie nastąpi wolność i zwiększenie demokratycznych swobód, ale oczywiście w ramach tamtego ustroju. Nie pamiętam już czy "złożył" wtedy legitymację partyjną, czy też czekał na wewnętrzne reformy PZPR, ale od tego czasu – słuchając Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki – codziennie prowadziliśmy kilkugodzinne dyskusje: ja (mając kontakt poprzez ciocię z zarządem jednego z Regionów Solidarności i czytając prasę podziemną) z pozycji chyba "radykała" opowiadającego się za koniecznością porzucenia idei komunistycznych w całości, ojciec zaś był zwolennikiem reform i wierzył w "błędy i wypaczenia"...

Pamiętam - o czym wspomniałem - Stan Wojenny, który całkowicie już pozbawił mojego ojca złudzeń, co do rzeczywistości i uznał, że tylko najgorsze "szuje" i karykatury emocjonalne oraz  pospolici tchórze i kryminaliści walczą z własnym narodem. Byłem wtedy dumny, że ojciec przyznał mi - w sumie "gówniarzowi" - rację...

Pamiętam jak w siódmej klasie szkoły podstawowej, w najmroczniejszych czasach wprowadzonego przez agenta sowieckiego Wolskiego Stanu Wojennego zaintonowałem na lekcji języka rosyjskiego Rotę... Cała klasa wstała i zaczęliśmy śpiewać zainspirowani pewnie bohaterem "Syzyfowych prac" S. Żeromskiego...

Pamiętam kiedyś jak w Stanie Wojennym jako kilkunastolatek byłem dumny, że z grupą przyjaciół wybiliśmy szybę w Komisariacie Oprawców zwanych milicjantami a w czasie pochodów pierwszomajowych nosiliśmy oporniki wpięte w koszulki...

Jakże teraz gardzę i brzydzę się tzw. KOD-owcami, którzy starają się hipokrytycznie powtarzać nasze czyny...

Pamiętam comiesięczne pochody każdego 13-tego grudnia i szalonych ZOMO-wców biegających (w cywilu i w opakowaniu państwowego terrorysty) za nami z pałami na wierzchu... Jakże wtedy oni byli wściekli, gdy nawet nas pałując patrzyliśmy im drwiąco prosto w oczy... jakże też byli wściekli oprawcy i nieludzcy komunistyczni barbarzyńcy w świńskich (od: Folwarku Zwierzęcego G. Orwella) przestępczych komisariatach (ups... komisariaty były w II RP, za Komuny wtedy były to raczej chlewy) milicyjnych... przesłuchiwali, straszyli, ślinili się i chuchali przetrawionym alkoholem pieniąc się ze złości... a my im o prawach człowieka, o parszywym Stalinie i takimże Hitlerze, do których są podobni... i znów patrząc im drwiąco w oczy z politowaniem i lekkim pobłażliwym uśmiechem... Jakże wtedy można było być dumnym z wewnętrznego człowieczeństwa patrząc na tchórzy, którym została już tylko siła, pała, gaz łzawiący, armatki wodne, brutalność i świńskie zezwierzęcenie (przepraszam nawet dziś prawdziwe zwierzęce świnie... oni nie byli godni miana świni... raczej Karaluchów i Prusaków, których niszczy się prusakolepami i innymi owadobójczymi środkami... ciekawe skojarzenie... Pruski Prusak).

Pamiętam moment, gdy nakryto nas na kolportażu i drukowaniu... kajdanki, pałowanie, podrzucanie dowodów, prowokowanie, udowadnianie, że "prowadzimy działalność antypaństwową", "znieważamy organy państwowe", "jesteśmy groźnymi bandytami", itd... Jakże wtedy byliśmy już "twardzi"... Mieliśmy trzy lokale (dziś chyba trzy komputery lub kopie dysków w innych miejscach), gazetki rozprowadzaliśmy ukrywając matryce po każdych kilkuset sztukach (dziś chyba powiedzielibyśmy: kopiując na pendriwach zawartość twardych dysków i alokując je w rożnych miejscach), dla niepoznaki w szafach mieliśmy książki i gazetki komunistyczne (dziś chyba należałoby na twardzielach gromadzić też teksty-peany na cześć zarządczych myśliwych i matołów), mieliśmy ukształtowaną "sieć" znajomych, którzy w razie "kotła" mieli informować nawet ludzi dobrej woli za granicą (dziś powiedzielibyśmy zapewne... mieli informować wszelkie organizacje na całym świecie zajmujące się ochroną praw człowieka i przestrzeganiem zasad demokracji), robiliśmy zdjęcia oprawcom (dziś można nawet i filmować telefonem komórkowym ich twarze oraz nagrywać nawet z innego mieszkania i przekazywać w świat...).

I nastała wolność, która okazała się niestety zniewoleniem przypominającym parszywy PRL.

Dziś oprawcy i konfidenci podnoszą głowę a wspierają ich targowiczanie spod znaku .N, PO, PSL czy KOD albo jakiś innych lewacko-demoliberalno-poskomunistycznych  szumowin...

To jakiś chichot historii i tylko potwierdzenie, że III RP stoi od 27 lat tam gdzie stało mordercze ZOMO...

.. po prostu przeżywam dziś déjà vu moich, opisanych powyżej, opozycyjnych doświadczeń...

Patrzę na tych ludzi i widzę jak z dnia na dzień kurczą się. Stają się coraz bardziej mali i miałcy, żenujący, śmieszni i tragikomiczni. Wzbudzają we mnie coraz większy wstręt, obrzydzenie i pogardę oraz... poczucie wstydu, że My wszyscy, Polacy pozwoliliśmy im na bycie przez tyle lat "u władzy", na reprezentowanie Nas.
Nadszedł czas, aby tchórzy odesłać na "zasłużoną emeryturę w okowach więziennych krat" i zająć się naprawą Polski, która przebiega dziś - moim zdaniem - za wolno.

Cieszę się z zapowiedzi, iż Wolskiemu i Kiszczakowi odebrane zostaną stopnie generalskie. Mam nadzieje, że to nie są tylko słowa. Ale co z resztą polskich zdrajców i szumowin, też dzisiejszych? Popełniają przestępstwa a rząd pozostaje bierny... jak długo?

Pozdrawiam



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 20 lutego 2016

Kiedyś donosiłem... będę premierem!

Wśród rzeszy urzędników państwowych, biznesmenów, polityków, dziennikarzy, artystów i ... wielu innych i też opłacanych z naszych ciężko zarobionych pieniędzy krążyli i krążą nadal różni pożyteczni idioci, KO i TW, czyli tajni współpracownicy komunistycznych służb specjalnych.

Przemykają po sejmowych korytarzach, zostają radnymi, prezesami spółek Skarbu Państwa, kandydują na najwyższe urzędy państwowe, zostają nawet ministrami, premierami, prezydentami... i czymś tam jeszcze...

No cóż... a, że świat mamy teraz zwirtualizowany to nagle spotkałem wczoraj wirtualnego, nierzeczywistego mojego dawnego "znajomego" ze studiów. Chłop się trzyma. Elegancko ubrany, dobry samochód i oczywiście dobre państwowe stanowisko, dające możliwość nieograniczonej niczym kariery... aż do premiera a może i prezydenta...

Na mój widok morda mu się uśmiechnęła i zaprosił mnie na zakrapiany obiad do, a jakże, jednej z najdroższych restauracji w moim mieście.

Zawsze jest przyjemnie pogadać o swojej młodości, szalonych czasach studenckich, imprezach, egzaminach. Z chęcią więc przystałem na propozycję, pamiętając jednak żeby nie zadać mu jednego wszakże pytania: jak on w ogóle skończył te studia, skoro się nie uczył a jego wiedza, też ta ogólna, zawsze wprawiała mnie w dobry humor .

Nie rozpisując się zanadto: po zjedzeniu pysznego obiadku i wypiwszy kilka głębszych oraz po dłuższych wspominkach nagle wypalił.... wiesz już od studiów pracowałem dla komuny jako najpierw KO a później TW!.

Przyparło mnie do krzesła, ale widząc, że prawdopodobnie chłop ma potrzebę wygadania się i to spotęgowaną rauszem, pozwoliłem mu dalej mówić. Oto co usłyszałem o tej jego współpracy....

-----

Musiałem jakoś skończyć te cholerne studia, więc się zgodziłem. Miałem obserwować członków NZS, ale uwierz nic w sumie na nikogo nie doniosłem... no może raz cholera.... na takiego jednego, co mi odbił dziewczynę, zanim poznałem no tą swoją... wywalili go, ze studiów... należało mu się, skurczybyk rogacza ze mnie zrobił...

A co? Przecież nie tylko ja... gdybyś ty wiedział ilu takich było i kto... to byś nie uwierzył... też tych naszych koleżków i dziewczyny też były... trzymamy się razem... no żeby coś wtedy zrobić to trzeba było jakoś się uwikłać, jakoś się z nimi dogadać,

Pamiętasz przecież później... było dziecko i żona na studiach i prawie zero kasy... no to jakoś coś tam zawsze skapnęło... i było na przeżycie i na studia... i na rodzinę... i na wyjazdy zagraniczne...

A dalej? Wiesz jak to jest... musiałem później dalej kapować i coś tam pisywać do tych swoich oficerków prowadzących. Jak już raz wdepniesz w to gówno to niestety już do końca życia.... musiałem... wiesz... ale zawsze starałem się, żeby nikomu nie zrobić krzywdy. Nie zawsze się to udawało, czego żałuję... Ale coś tam musiałem im powiedzieć... Teraz to mają łatwiej... i zapłatkę można dostać i prowizję wziąć w kasynie, czy jakoś tam inaczej a ja... tam kombinowałem... jakiś totolotek czy jakaś lewa, no wiesz... fucha... wiesz człowiek się przyzwyczaja do dobrego, do kaski...

Ku...wa... ja tak w sumie to z nimi pogrywałem, ale jakieś prawdziwe rzeczy im tam pisałem... a co miałem zrobić? Następne dzieciaki, małe mieszkanie, niska pensja a z wiedzą było u mnie jak wiesz krucho. Coś tam nieraz później chcieli... a to jakiś stołek dla kogoś... bo wiesz dali mi dobrą fuchę, dużo mogłem... no i tam jakiś przetarg miał wygrać ktoś tam, i tam wiele jeszcze... ale wtedy już na nikogo nie pisałem... po prostu załatwiałem nieraz co tam chcieli...

Kiedyś wcześniej musiałem... bo tam coś oficerkom się nie spodobało, że takie tam bzdety im wypisuję... zagaworzyłem  więc na swojego kolegę...sorry aresztowali go i tak pobili, że zmarł w szpitalu, ale ja nie wiedziałem, że to się tak skończy... myślałem, że go nastraszą i tyle... to płotka była... cholera, byłem na tym jego pogrzebie... wzruszyłem się... nawet zadzwoniłem do jego żony, czy ma z czego żyć.. nic nie chciała... wiedziała?

Kiedyś coś nieopatrznie naopowiadałem mojemu oficerowi prowadzącemu na temat mojej koleżanki i stała się tragedia: - nie chciałem tego - ale ona nie wytrzymała przesłuchania i popełniała samobójstwo... skąd mogłem wiedzieć, ku...wa?!,

Innym razem znów moim oficerkom chlapnąłem coś nieopatrznie na temat innego mojego znajomego i musiał uciekać z kraju zostawiając niepracującą żonę z dwójką dzieci... no i ona musiała wszystko sprzedać żeby z czegoś żyć... oddalili się od siebie, rozwiedli się. Jemu się nie powiodło za granicą, ale nie wiem co z nim jest... A ona ciężko pracowała, nie miała czasu na wychowywanie i dostatecznie dużo pieniędzy na kształcenie synów. Nie było ojca, dorastali praktycznie sami i wyobraź sobie jaka tragedia: zostali kryminalistami, podobno zamordowali już kilka osób (są w mafii). Wiesz ja nawet chciałem jej pomóc finansowo, ale jakoś tak nie mogłem spojrzeć jej w twarz... w sumie mogłem choć wysłać jakiś przekaz anonimowo, ale jakoś tak nie pomyślałem... Ale żyje!, żyje do dzisiaj!

Któregoś tam roku, dawno to było, zagaworzyłem.... nie!.... chlapnąłem coś, nie na trzeźwo, mojemu oficerkowi, z którym piłem, no upił mnie cholera... no i coś tam wspomniałem o moim koledze, świetnie zapowiadającym się młodym naukowcu. Cholera to był  talent czystej wody... No i wyobraź sobie, że chłopcy bez mojej wiedzy wyrzucili go z uczelni i nie mógł kontynuować pracy naukowej ...trochę się załamał... ale teraz buduje w Niemczech domy (nawet dobrze zarabia). No, ale szkoda go... mógł być znanym naukowcem polskim. Ale żyje przecież...

O innych nic nie wiem, może w ogóle nie ma tych innych... przecież ja tam tylko jakieś gówna na nich pisałem...

Słuchaj! Przepraszam za to wszystko, głupio mi nieraz, ale przecież nie tylko ja i ważniejsi ode mnie też...! Nie chciałem!  Byłem wtedy młody i głupi miałem rodzinę i swoje ambicje, które mogłem spełniać. Nie nie chciałem tego wszystkiego, co się stało nieraz,

Ale... ale to było dawno. Ja się zmieniłem a po drodze zrobiłem tyle dobrego... No i mogłem robić to dobro, bo dawali mi coraz lepszą posadę, taką gdzie coś mogłem dobrego... wiesz... jakby nie oni to nic bym nie mógł tego dobrego zrobić... podobno zniszczyli moje papiery, ale ciągle coś tam chcą... no i ja muszę nieraz... a ja wiem cholera, czy nie mają dalej na mnie tych papierów?

Teraz też robię wszystko dla dobra ludzi i kraju... tylko nieraz... wiesz jak to jest... komuna minęła, ale chłopaki mają, chyba mają jednak na mnie te papiery i podobno jakieś filmy jak jadłem i piłem z oficerkami i te nasze rozmowy...  skur...syny jedne jedne, zabezpieczyli się... Więc od czasu do czasu coś mi każą, no i ja muszę... rozumiesz muszę... to dla nich robić, ale staram się aby to było jakoś tak gładko, choć nieraz nie jest tak gładko i trzeba ostrzej i jakieś tam im projekty prawne przez wejściem w życie, czy coś tam, ale nikogo nie zabijam ani oni dziś nie zabijają, no może nieraz... przecież tyle zrobiłem dobrego, więc jak nieraz coś tam muszę to trudno, mniejsze zło... oni też są wysoko i nieraz pomogą, nie tylko mi, ale i naszym też...

Nawet nieraz chciałem się przyznać... Tylko wtedy wszystko na nic, całe moje życie, życie innych, rodzina... a przecież tyle dobrego zrobiłem... no i wiesz... zagrozili mi, że ujawnią... a ja napisałem na lustracyjce, że ja nigdy, mhmmm...

Wkurza mnie, że cały czas jeszcze dają o sobie znać i ciągle coś chcą, ale lepsze to niż mój upadek i koszmar ludzi, którzy we mnie wierzyli i wierzą nadal i koszmar moich znajomych jakby się dowiedzieli i mój koszmar, i dzieci i.. a co ja ci będę mówił... a tyle dobrego przecież zrobiłem... po co to wszystko odgrzebywać, no po co?... było, minęło...

Słuchaj naprawdę... stałem się już inny, jestem nowym człowiekiem, w nowej Polsce... przecież ta komuna to przez nas padła, nie? Ta wolna Polska ku..wa to dzięki nam, no nie?... bez walki!

Ale ja tu ciągle o sobie... a co tam u ciebie...

(nagle dzwoni telefon.....mój znajomy chwilę rozmawia, kończy i rozpromieniony zwraca się do mnie)

Jest, jest, jest!!! Jak fajnie. Miałem przed chwilą telefon od mojego byłego oficerka. Chcą mnie zrobić premierem... Niedługo nominacja! Będę premierem dla dobra Polski i Polaków!

mhmmm.. a ... może załatwić ci jakiś stołek? Tyle w końcu już o mnie wiesz i tyle ci niepotrzebnie przy tej wódzi napaplałem... musimy trzymać się przecież razem... Wracam do żony z dobrą wiadomością... a wiesz, że ona teraz to ważna persona w dużej gazecie, tej naszej, jest...

-------------------

Nie zdążyłem  odpowiedzieć... Znikł jak kamfora.... zostawiając mnie w zadumie nad przesłaniem "Granicy" Z. Nałkowskiej, nad tym "wdepnięciem w gówno" na całe życie i nad starym powiedzeniem: "raz kurwa, zawsze kurwa"...

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

czwartek, 22 grudnia 2011

Z czego się śmialiśmy w PRL? I czy dalej nas to śmieszy?

Witam

Humor polityczny święci swoje największe triumfy wtedy, gdy ograniczana jest wolność słowa... Powojenny okres komunistyczny, gdzie nastąpiło zmonopolizowanie władzy w rękach "jedynie słusznej opcji politycznej" spowodował, że społeczeństwo nie mając prawie żadnej możliwości swobodnego wypowiadania własnych przekonań, niejako z konieczności uciekało się do drwiny, szyderstwa i dowcipu wymierzonego przeciwko władzy i jej instytucjom. Również publicyści, którzy pisząc oficjalne teksty stosowali swoistą "autocenzurę" poprzez anegdotę i żart starali się przekazywać swoje prawdziwe opinie i przemyślenia. Ówczesne dowcipy były - z jednej strony - formą protestu i buntu przeciwko narzuconej nam przez Sowietów władzy i socjalistycznej rzeczywistości a - z drugiej strony - poprzez wyszydzanie i kpinę, wołaniem o ład, sprawiedliwość, kompetencję i powrót do demokracji.

Przeglądając swoją biblioteczkę, zupełnie przez przypadek,  natknąłem się na zapomnianą książeczkę zatytułowaną: "Dowcip surowo wzbroniony". Wydana została w roku 1990 a w swojej treści stanowić miała małą antologię polskiego dowcipu politycznego lat 1944-1982... Czytając te dowcipy okazuje się, że wiele z nich jakże jest aktualnych do dziś i wystarczyłoby zmienić podmiot szyderstwa, by stały się obecnie bardzo trafnym i jednocześnie w sumie smutnym opisem naszej rzeczywistości... Bo czyż i dzisiaj nie mamy zmonopolizowania władzy w rękach "jedynie słusznej opcji politycznej"? Czy dziś nawet za dowcip i humor nie zamyka i nie nęka się zwykłych ludzi? (vide: autor strony antykomorowskiej czy osoby gloryfikujące Pierwszego Mającego Tolę w III RP). Czy dziś dziennikarze piszący i gaworzący w mediach nie stosują autocenzury i nie przekazują nam tego, co zostało im nakazane przez władzę lub jej michnikoidalnych akolitów? Czy dziś nie moglibyśmy np. śmiać się z dowcipów takich jak np.: "Absolutnie prawdziwa informacja w Trybunie Ludu? Data wydania" lub "– Jaka jest różnica pomiędzy gazetą a radiem i telewizją?   – W gazetę można chociaż zapakować śledzie...."?.

Mottem wprowadzającym do wymienionej antologii są słowa Bertolda Brechta: "Nieznośnie jest żyć w kraju, w którym nie ma poczucia humoru, ale jeszcze nieznośniej żyć tam, gdzie poczucie humoru jest do życia konieczne"... 

Mi osobiście ten humor jest do życia w III RP coraz bardziej potrzebny i jakoś ze smutkiem stwierdzam, że chyba obecnie nastały jeszcze gorsze czasy niż za komunizmu, bo przestaliśmy się już nawet śmiać, tworzyć dowcipy i nawet nie zauważamy już, że żyjemy w absurdalnej rzeczywistości...

Może więc warto przypomnieć sobie, że kiedyś potrafiliśmy się szyderczo śmiać z totalitarnej władzy i zauważać jej groteskowość a jako, że miesiąc grudzień nierozerwalnie kojarzy nam się ze Stanem Wojennym, Solidarnością oraz jej doradcami, którzy stali się włodarzami w III RP pozwolę sobie przytoczyć kilka - subiektywnie wybranych - ówczesnych dowcipów z owej antologii...

-----------------------------------------------------
(str. 37)
Szczególnie w pierwszej połowie lat 50-tych wyjątkowo duzo Żydów było u władzy, w partii i rządzie. Zatem nic dziwnego, że Żyd z USA, który przyjechał do polski bierze Bermana, pierwszego po Bierucie, na spytki:
– Kto to jest ten Minc od planowania?
– Nasz – mówi Berman.
– A Zambrowski, taki aktywny wszędzie?
– Nasz.
– No, a Modzelewski, od spraw zagranicznych?
– Też nasz.
– A ten najważniejszy, Bierut?
– To taki goj, pod którego szyldem prowadzimy ten cały interes.

-----------------------------------------------------
(str. 24)
Na zebraniu wśród górali, przed referendum w 1947 roku, agitator z PZPR stale używa określenia "należy iść z prądem". Po referacie ma być dyskusja. Górale wypchneli na środek wygadanego starego Macieja, który mówi do agitatora:
– Ja cłowiek nie ucony. Ale jako zem rybak, to wam powiem: z prądem, to wicie, byle gówno płynie, a pod prąd ino ślachetna ryba.

-----------------------------------------------------
(str. 22)
Tramwajem jedzie ksiądz i oficer UB.
– Tramwajem księżulku, tramwajem... – podrwiwa sobie UB-ek. – A przed wojną to powozik był i koniki, gospodyni i parobek.
– Myli się pan – odpowiada ksiądz. – I teraz jest gospodyni, sa koniki i powozik. parobka tylko nie ma, bo poszedł do UB na oficera.

-----------------------------------------------------
(str. 133)
Wałęsa nie przyszedł do stoczni na spotkanie z robotnikami. Zaniepokojeni stoczniowcy pytają gdzie jest przewodniczący "Solidarności".
– Pojechał do Moskwy – słyszą w odpowiedzi.
– A po co?
– Rozmawiać z Rosjanami, bo z polskim rządem nie mogą oni dojść do porozumienia

-----------------------------------------------------
(str. 135)
W zaświatach Jaruzelski rozmawia z Hitlerem i mówi:
– Gdybym ja miał twoje wojsko, w dwa dni rozprawiłbym się z "Solidarnością".
– A gdybym ja miał twoją telewizję – mówi Hitler – świat do dziś nie dowiedziałby się, że przegrałem wojnę!

-----------------------------------------------------
(str. 140)
Jaruzelski bierze udział w teleturnieju "Wielka Gra".
– Co by Pan zrobił – pyta prowadzacy – gdyby ponownie powstała "Solidarność"?
Jaruzelski zbyt długo sie zastanawia, więc spikerka ponagla:
– Prosimy o odpowiedź, bo czas mija.
– ... będę strzelał...

-----------------------------------------------------
(str. 140)
Rosjanin przyjechał do polski w stanie wojennym. Zamieszkał w hotelu, skąd chce zadzwonić do znajomych. Podnosi słuchawkę i słyszy:
– Rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana. Rozmowa kontrolowana...
Zdumiony odkłada słuchawkę i z podziwem mówi sam do siebie:
– Ot, kultura, ot Europa, uprzedzają...

-----------------------------------------------------
(str. 141)
Milicjanci wysiadają z samochodu "Polonez" i zatrzymują pijanego mężczyznę:
– Prosimy do "Poloneza".
– Z dziwkami nie tańczę - odpowiada pijak.

-----------------------------------------------------
(str. 142)
Dziennikarz pyta Breżniewa:
– Towarzyszu sekretarzu generalny, dlaczego po zamachu na papieża nie wysłaliście od razu specjalnej depeszy z wyrazami ubolewania?
– Obawiałem się, żeby nie doszła za wcześnie.

-----------------------------------------------------
(str. 143)
Goldberg pyta Rosenberga i już z daleka woła:
– Słyszałem, że zapisałeś się do partii.
– Tak, to prawda.
– Czyś ty zwariował!? Po sezonie?!

-----------------------------------------------------
(str. 144)
– Słyszałeś o największej kradzieży w Polsce Ludowej?
– Nie. A co ukradziono?
– Dno i teraz nie ma nawet od czego się odbić...

-----------------------------------------------------
(str. 144)
– Jakie są osiągnięcia reformy gospodarczej w PRL?
– Takie, że nawet reformy są nie do osiągnięcia.

-----------------------------------------------------
(str. 146)
Gazety podają, że jest coraz więcej masła, tymczasem nie ma ani więcej masła, ani mleka. Czy mozna wierzyć w dane podawane przez rząd i prasę?
– Tak, w Polsce doi się nie tylko krowy...

-----------------------------------------------------
(str. 147)
Szczyt bezczelności towarzysza partyjnego:
– Manipulować członkiem pod płaszczykiem generała.

-----------------------------------------------------
(str. 147)
– Dlaczego nowe związki zawodowe są niezależne?
– Bo nikomu na nich nie zależy.
– A dlaczego są samorządne?
– Bo sam rząd je stworzył.

-----------------------------------------------------
(str. 148)
Do 1956 roku rządzili stalinowcy, po 1956 roku – gomułkowcy, po 1970 roku – gierkowcy, teraz rządzą – recydywiści.

-----------------------------------------------------
(str. 150)
Komitet Centralny PZPR chce zorganizować polowanie na cześć zachodniego polityka. Aby wypadło ono najlepiej, partia wysyła swego przedstawiciela do przedwojennego hrabiego po radę.
– Przede wszystkim: kto ma wziąć udział w tym polowaniu? – pyta hrabia.
– Jaruzelski, Rakowski, Urban...
– Ja nie pytam o sforę, ale o gości...

-----------------------------------------------------
(str. 150)
Idzie chłop ulicą i niesie telewizor.
– Zepsuty? – zagaduje go znajomy.
– Nie niosę do kościoła.
– A to dlaczego?
– Bez przerwy kłamie i kłamie. Czas, żeby się wyspowiadał.

-----------------------------------------------------
(str. 151)
– Słyszałeś najnowszy dowcip?
– Nie, powiedz.
– Sekretarka Jaruzelskiego przychodzi do pracy i widzi, że Jaruzelski się powiesił na lampie...
– I co dalej?
– Dalej tez nie wiem, ale przyznasz, że początek jest bardzo udany!

-----------------------------------------------------
(str. 37)
Wojewoda płocki dzwoni do Jaruzelskiego:
– Ratujcie towarzyszu, lód przed Płockiem ruszył!
– Wszystkich internować! - – pada odpowiedź.

-----------------------------------------------------
(str. 153)
Żona generała przychodzi do zony premiera i skarży się:
– Wyobraź sobie, że ludzie mówią, że mój stary ma nieślubne dziecko.
– Coś ty, to fantastycznie!
– Co ty opowiadasz?!
– Twój stary zrobił nareszcie coś, co ma ręce i nogi.

-----------------------------------------------------
(str. 155)
Do lekarza wenerologa przychodzi milicjant (ZOMO-wiec). Po zdjęciu spodni okazuje sie, że do genitaliów ma przywiązana wagę.
– Co to jest? – pyta zdumiony lekarz.
– A bo, panie doktorze, kolega też złapał tą chorobę. Nie przywiązywał do niej wagi i później musiał się długo leczyć.

-----------------------------------------------------
(str. 156)
– Jak jest przyczyna śmierci Breżniewa?
– Zatelefonował do niego Jaruzelski o powiedział: zwalniamy Wałęsę!


-----------------------------------------------------
(str. 157)
– Dlaczego Jaruzelski ma długą drogę do WC?
– Bo z każdym gównem jeździ do Moskwy!

-----------------------------------------------------
(str. 157)
– Dlaczego Jaruzelski w Polsce chodzi w mundurze wojskowym, a gdy jedzie do Moskwy to ubiera zwykły garnitur?
– Bo okazuje się, że w Polsce przebywa służbowo, a tam jest u siebie w domu.

-----------------------------------------------------
(str. 41)
– Czy się różni polska konstytucja od amerykańskiej?
– Właściwie niczym, bo one gwarantują wolność wypowiedzi, tyle że polska nie gwarantuje wolności po wypowiedzi.



Źródło dowcipów: Dowcip surowo wzbroniony. Antologia polskiego dowcipu politycznego, Wydawnictwo COMER, Toruń 1990

Pozdrawiam

P.S.

Postaram się od czasu do czasu przytoczyć jeszcze kilka dowcipów z tej książeczki. Niemniej czytając je ze smutkiem stwierdzam, że tak naprawdę owe anegdoty oddają tak naprawdę prawdziwą rzeczywistość i niekoniecznie ta z czasów PRL...

I jeszcze jedno... Na poniższej fotografii odwrotnej strony okładki wydawnictwo chwali się, iż było ostatnim, które uzyskało pozwolenie na druk i rozpowszechnianie od Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, czyli cenzury... Dziś już nawet cenzura stała się niepotrzebna, bo i po co, skoro wszyscy mówią jednym, PO-wskim, unijnym i marksistowskim głosem michnikowszczyzny, jesteśmy inwigilowani i podsłuchiowani najbardziej na świecie a niepokornych zwyczajnie się zamyka, sądzi lub pałuje albo skazuje na niebyt zawodowy i ekonomiczny?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 11 grudnia 2011

Wolski - przejaw zła w krystalicznej formie...

Jeżeli osobiście i w swoim imieniu - jako Polak -  miałbym kiedykolwiek przeprosić jakiegoś przedstawiciela innej (dla mnie) nacji za Polskę,  to dokonałbym tego aktu wobec Towarzysza Wolskiego...

Może nie będzie już okazji więc przepraszam go niniejszym - jeszcze za jego życia - za ogrom zniszczenia, które w jego wnętrzu dokonała Polska. Pragnę wyrazić swoje najwyższe ubolewanie, że ja osobiście, chyba mój kraj i zapewne też moi rodacy uczynili z niego tak podłego i złego człowieka. Wyrażam ogromny żal  i współczucie, że my - Polacy niechybnie zmusiliśmy go do konieczności dokonywania na nas - poprzez Stan Wojenny i utworzenie PRL-bis - okrutnych morderstw, do niszczenia naszej państwowości, do bezdusznego niszczenia naszych marzeń o wolnej, suwerennej i niepodległej Polsce.

A przede wszystkim chciałbym przeprosić za to, że najprawdopodobniej doprowadziliśmy go do tak skrajnego upodlenia, iż musiał wypowiedzieć najokrutniejsze dla niego słowo: "przepraszam".

Tylko, że po tym jego pustym słowie - nie popartym skruchą i chęcią realnego zadośćuczynienia za dokonane krzywdy - i stwierdzeniu, iż postąpiłby tak jeszcze raz...  poczułem się tak jak ofiara zbrodni, której oprawca wbija nóż w serce ze słowami pełnymi szyderstwa... "przepraszam, muszę...".

I zrozumiałem czym jest zło, niemal genetyczne, krystaliczne zło...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 18 listopada 2011

22 lata Wiadomości TVP1 - historyczny powrót do DT...

Witam

Jeden z moich profesorskich autorytetów (będący już na emeryturze) zwykł mawiać: "zwięzłość jest siostrą talentu".

Sądzę, że w tym stwierdzeniu jest dużo racji, choć nie zawsze  wielce skomplikowane problemy, zdarzenia, zjawiska czy wydarzenia można przedstawić i opisać celną oraz błyskotliwą sentencją czy podsumowaniem.

Oglądałem dzisiaj Specjalne Wydanie Wiadomości w TVP1 związane z programowym przemówieniem Premiera "nowego rządu". Szanowny Pan Piotr Kraśko na samym początku programu, w pierwszym - jak zwykle "złotoustnie" - wypowiedzianym przez niego zdaniu, wykazał się niezwykłą wprost ową zwięzłością i błyskotliwością. Raczył bowiem autorytatywnie, przekonująco i raczej z sympatią wobec Premiera wskazać telewidzom jak należy oceniać wygłoszone dziś przez D. Tuska exposé - "Było odważne"...

Nie mnie oceniać merytoryczną i etyczną stronę dziennikarstwa Pana Piotra... Ideą programów informacyjnych jest przedstawianie faktów a nie ich a'priori ocenianie przez dziennikarzy. Nie mnie oceniać, co stało się z polskim dziennikarstwem przez ostatnie 22 lata... Wielokrotnie o tym pisałem...

Dla mnie osobiście obiektywna wartość merytoryczna programów informacyjnych niemal wszystkich największych polskich stacji telewizyjnych (TVP, POLSAT, TVN) jest bliska "zeru absolutnemu". Reprezentują i przekazują wolę, intencję oraz treści nakazane im przez obecnie zarządzających Polską.  Nie mogę mieć zbytnich zastrzeżeń do stacji prywatnych. Mają swoich właścicieli i oni decydują o formie, rodzaju i sekwencji przekazywanych informacji. Jedyne, co mogę uczynić to po prostu nie oglądać i namawiać do tego innych.  Niemniej Telewizja Publiczna nie jest prywatnym folwarkiem jakiegoś właściciela. Jest naszą - Polaków własnością a nie rządu i jego Prezesa Zarządu w postaci D. Tuska...

Dzisiaj Szanowny, Złotousty "redaktor" Piotr Kraśko zakończył swój występ przypomnieniem, że 17 listopada 1989 roku wyemitowano ostatnie wydanie PRL-owskiego Dziennika Telewizyjnego a 18 listopada tegoż roku, dokładnie 22 lata temu, po raz pierwszy ukazały się - trwające do dzisiaj - Wiadomości

Piękna rocznica... Ciekawe, co sądzi o merytorycznej i dziennikarskiej jakości  dzisiejszych Wiadomości jego pierwszy prezenter - Wojciech Reszczyński...

Ja osobiście słuchając dziś o tej ich 22 letniej rocznicy nie mogłem pozbyć się natrętnej myśli, wyrażonej kiedyś zwięźle i błyskotliwie przez mądrzejszych ode mnie: "Historia kołem się toczy"... Po 22 latach obecne Wiadomości powróciły do swoich korzeni.... stały się twórczą formą kuriozalnie propagandowego, PRL-owskiego Dziennika Telewizyjnego...

Pozdrawiam

P.S.
Tak wyglądał Marsz Niepodległości... 11 listopada w żadnej stacji telewizyjnej nie pokazano ani jednego ujęcia pokazującego realnie idący, ten prawdziwy marsz Polaków i tej patriotycznej oraz spokojnej na nim atmosfery... W Wiadomościach oczywiście też nie...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
ttp://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 27 sierpnia 2010

Bieżączka, rzeżączkowa dwoinka zarządcza TVP i prawo kaduka

Witam



Przedwczoraj pisałem m.in:
"(...) Niestety... prawodopodobnie przejęcie mediów publicznych przez SLD i WSI nastapi szybciej niż się wszyscy spodziewaliśmy. Pewnie dla otarcia łez coś skapnie PO i Donaldowi Tuskowi, ale to juz będzie koniec jakiejkolwiek niezalżności i wolności medialnej w Polsce. Nadchodzi czas kompletnej monopolizacji przekazu medialnego przez jedno środowisko polityczne, jeden ośrodek władzy skupionej wokół zsowietyzowanych służb specjalnych rodem z PRL i samej PRL  z jej komunistycznymi funcjonariuszami. Tego nie uzyskali Komuniści do 1989 roku, uzyskali teraz. Ironia historii...
 

W ostatnich kilkunastu dniach TVP próbowała przemycić jeszcze kilka filmów dokumentalnych i fabularnych, których zapewne już długo nie ujrzymy. Polecam filmy: "Sowiecka Historia" (film obowiązkowy - wszystko o tym filmie w notce i komentarzach TU); "Pistolet do wynajęcia, czyli prywatna wojna Rafała Gan-Ganowicza" (film również obowiązkowy - wszystko o tym filmie w notkach i komentarzach TU i TU) czy też fabularny: "Ostatni Dzwonek" (emisja odbyła się 21 sierpnia w TVP1 - niestety nie mam linku do filmu). Być może jeszcze przygotowano jakieś niespodzianki, ale od piątku mogą sie one już nie ukazać..."

Dzisiaj ocywiście nastąpiło przepowiadane całkowite przejęcie  mediów, o czym informuje m.in. portal wp.pl w tekście: "Prezes TVP zawieszony, szef Rady Nadzorczej odwołany".  Zanim jednak Rada Nadzorcza podjęła owe decyzje dyskutowała przez kilka godzin o prawno-formalnej ważności swojego posiedzenia - bowiem:
"Jeden z członków RN, Tomasz Szatkowski, na posiedzenie Rady nie przybył, twierdząc, że nie został prawidłowo powiadomiony o posiedzeniu. Według źródła PAP w RN, w związku z oświadczeniem Szatkowskiego Rada przez kilka godzin dyskutowała nad tym, czy jej posiedzenie jest ważne, czy nie; ostatecznie po południu zdecydowała, że może podejmować legalnie decyzje. Szatkowski napisał w oświadczeniu, że w "tzw. posiedzeniu członków Rady Nadzorczej TVP nie wziął udziału, gdyż nie został o nim powiadomiony w sposób prawidłowy i zgodny z literą prawa". - W opinii ekspertów prawnych, z którymi konsultowałem moją decyzję, piątkowe spotkanie nie posiadało statusu formalnego posiedzenia Rady Nadzorczej Spółki m.in. dlatego, iż odbywało się w nie statutowym terminie - napisał". (Źródło: j.w.)

Może i niewarte byłoby to tej odrębnej pisaniny, ale zastanawiająca jest ta drżąca "bieżączka" PO, SLD, Komuny i WSI do przejęcia całości władzy w Polsce: mają ustawodawczą, wykonawczą, sądowniczą a od dziś także całą tzw.: "czwartą władzę" (w opnii niektórych obecnie raczej "władze pierwszą"). Przecież za niecały miesiąc, po haniebnym podpisaniu przez B. (k...), specustawy medialnej i tak przecież PO przejęłoby media publiczne... Więc skąd ten pośpiech? Odpowiedź jest prosta: za miesiąc media publiczne mogłaby przejąć PO i dyktowac warunki, natomiast zmiana dzisiaj dokonana została siłami SLD-WSI promowanymi przez B. (k...) i może zagwarantować niewzruszone trwanie tymczasowo powołanych władz bardzo długo (gwarantem jest SLD, które jest obecnie w stanie zablokować każdą zmianę). Czekają więc nas kolejne humoreski wokół zawieszonych, odwieszonych, legalnych czy też prawnie nielegalnych władz mediów publicznych...

Ale też nie to jest najważniejsze...

Patrząc na tą naszą III RP i jej elyty przesiąknięte duchem "homo sovieticusa", na te działania bezprawne lub quasi prawne przejawiające się chociażby dzisejszym zwołaniem Rady Nadzorczej TVP, na to powszechne lekceważenie norm prawnych (nie wspomninam tu o normach etyczno-moralnych), na tę zgniliznę władzy i lekceważnie przez nią zwykłych Polaków... muszę z żalem i goryczą stwierdzić, że swoim głosem (abstrahuję od ewentualnych manipulacji wyborczych) oddanym w dniu 4 lipca zrezygnowaliśmy nawet z tej namiastki "penicyliny", która spowalniała degradację Polski WSIowo-POową dwoinką rzeżączki. Zrezygnowaliśmy z jej leczenia a ona uodporniona już na tradycyjne antybiotyki powoli niszczy cały organizm, całą naszą Ojczyznę.

W czerwcu pisałem (przepraszam za powtórzenie, ale prztaczam ten tekst w poczuciu goryczy, smutnej refleksji i jednak ku pokrzepieniu... bowiem kolejne wybory już niebawem a tekst chyba nic nie stracił na aktualności i czuję potrzebę jego przypomnienia):

"DLACZEGO POLSKA OBECNA JEST TAK ZEPSUTYM PAŃSTWEM?. Dlaczego zmarnowaliśmy 10-milionowy zryw polskości i patriotyzmu wyrażany poprzez NSZZ SOLIDARNOŚĆ? I poszukać recepty na naprawę naszej Polski pamiętając, że nie możemy znów zmarnować tego narodowego zrywu jaki My, Polacy doświadczyliśmy po tragedii smoleńskiej (... Nie jest grzechem popełniać błędy, ale chyba największym grzechem jest... nie wyciągać z tych błędów odpowiednich wniosków lub popełniać je kolejny raz...! - kj)

Patrząc na to, co obecnie dzieje się w Polsce nietrudno przecież o konstatację (jeżeli Ktoś ma nawet katar to i tak to wyczuje): POLSKA DZIŚ WPROST CUCHNIE FETOREM GNIJĄCEJ WONI ROZKŁADAJĄCEGO SIĘ TRUPA!

Bo czyż nie jesteśmy świadkami powolnego procesu całkowitej degrengolady Naszej Ojczyzny? I to we wszystkich aspektach funkcjonowania państwa: w skali mikro - od rozpadającej się rodziny i więzi rodzinnych aż do - w skali makro - organizacyjnego i instytucjonalnego rozpadu organizacyjnych struktur państwa? (vide: tegoroczne powodzie i sposób prowadzenia śledztwa w sprawie tragedii smoleńskiej). I nie odnosi się ona tylko do samej partii rządzącej - PO i p.o. Premiera D. Tuska. Obejmuje całą naszą klasę polityczną po 1989 roku i również nas samych, Polaków - wyborców.

Już kiedyś wskazywałem na fakt, że odzyskanie przez Polskę suwerenności i niepodległości po latach panowania "sowieckiego" nie stało się niestety przełomem moralno-etycznym całego Narodu. Nie stworzyliśmy nowej jakości życia publicznego i prywatnego, która nakierowywałaby nas na przestrzeganie w codziennym życiu obowiązujących norm, zarówno prawnych, jak i moralnych.

Takie pojęcia jak: patriotyzm, honor, ojczyzna, przyzwoitość, służba publiczna, uczciwość, praworządność zostały zrelatywizowane przez narzuconą nam globalistyczną współczesność a ich właściwa wartość stała się niejako anachronizmem, prawie nieprzystającym do rzeczywistości absurdem.

Sposób funkcjonowania naszego państwa nie sprzyja zresztą owym wartościom. Polskie społeczeństwo nie wierzy w prawo i instytucje z nim związane jak: sąd, prokuratura czy policja. Większość Polaków nie zna prawa i nie ma - ze względu na ubóstwo - do niego dostępu. Hermetyczność środowiska prawniczego i wiedzy prawniczej (przypomnijcie sobie jaką wściekłość tego srodowiska wzbudził Z. Ziobro jak chciał "uwolnić" zawody prawnicze!) oraz przykład wielu nieprawidłowości i niedoskonałości prawnej RP tworzą w naszym społeczeństwie przeświadczenie, że obywatele nie są równi wobec prawa. Ową nierówność - której czynnikiem sprawczym jest zamożność i pozycja społeczno-zawodowo-polityczna - widzą wszędzie: w swoim miejscu pracy, gminie, powiecie, urzędzie skarbowym czy też wreszcie w skali makro, czyli instytucjach takich jak rząd czy parlament. Tak naprawdę Polacy nawet nie wierzą w demokratyczne wybory i ich uczciwość!! (zresztą poniekąd słusznie, bowiem III RP czyni w okresach wyborów wiele, by takie przeświadczenie w Polakach ugruntować!)

Przez 20 lat polskie "elity" polityczne nie były źródłem powstawania nowego, prawego Państwa. Stały się raczej w oczach jego obywateli synonimem małostkowości, karierowiczostwa, partyjniactwa i korupcji. Można powiedzieć, że "ryba psuje się od głowy" i tak też polskie "elity postokrągłostołowe" doprowadziły do zepsucia całego państwa. Podstawą był oczywiście brak rozliczeń z przeszłością i umożliwienie przestępcom komunistycznym swobodnego funkcjonowania i rozwoju w nowej Polsce. Ich sposób działania i wyznawane wartości życiowe stały się więc obowiązującymi w III RP. "Homo sovieticus" i jego cechy nie stały się więc w dwudziestoleciu 1989-2009 obiektem krytyki a wręcz przeciwnie: nastąpiło jego przepoczwarzenie w "kolorowe opakowanie", puste w środku.

I tacy, my Polacy, jesteśmy w dużej części obecnie właśnie takim kolorowym opakowaniem, w środku pustym lub zawierającym cokolwiek cuchnącą treść. Taki jest też Bronisław Komorowski, Donald Tusk i jego towarzysze (dlatego też jesteśmy skłonni dalej bezmyślnie głosować na nich i ich PO), taka też jest nasza cała klasa polityczna.

Rządzą nami nie PRAWDZIWE POLSKIE ELITY, ale prości, zwykli, małostkowi ludzie, jakże pospolici i jakże podobni do przeciętnego Polaka, wielu z nas samych. I tak kreuje się lub taki faktycznie jest B. Komorowski... (nazywany już przez niektórych: "error" czy "Pan Gafa").

Bo tak naprawdę jakość państwa zależy od jakości ludzi go budujących i zarządzających. Zależy od ich wielkości, w sensie posiadania propaństwowej wizji rozwoju i umiejętności wprowadzania jej w życie. To tak jak w normalnej firmie: jej sukces zależy od wielkości jej właściciela lub grupy osób nią zarządzających. Wielkie firmy miały WIELKICH szefów i właścicieli, WIELKIE PAŃSTWA wielkich przywódców i WIELKIE ELITY (w dobrym tego słowa znaczeniu).

Hitler i Stalin dobrze wiedzieli jak zniszczyć Polskę i Naród Polski - niszcząc właśnie elity, najznamienitszych Obywateli, mogących budować silne państwo i będących niedoścignionym wzorem dla swoich rodaków!

Stąd Katyń lub pomordowanie przez Niemców polskich naukowców w Krakowie. Stąd przeogromna wola wyłapywania i niszczenia wybitnych (nawet w skali mikro) Polaków-Patriotów w latach powojennych. Tak naprawdę ostatni Wielcy Polacy (i Ci z Lewa i z Prawa) godni piastować Najwyższe Urzędy Rzeczpospolitej zostali zamordowani we wczesnych latach 50-tych XX wieku. Ostatni Mohikanie zginęli z rąk NKWD pospołu z większości niepolską (ale o polskich nazwiskach) Bezpieką. Resztki z nich musiało emigrować!

Większość obecnej "elity to" właśnie niestety potomkowie prostych (o ile nie prostackich) spadkobierców ludzi z pogranicza klas średnich, niższych i sowieckich zdrajców. Tylko jednostki się niestety ostały.

Od dawna zastanawiałem się jak jak to jest możliwe, że dokonania w zakresie budowy i rozwoju państwa w okresie II Rzeczpospolitej są relatywnie i niewspółmiernie wyższe od dokonań ostatnich 20 lat. Odpowiedź jest prosta: II Rzeczpospolitą budowli polscy, wielcy patrioci, budowały propaństwowe ELITY (a przynajmniej stanowili oni na tyle liczną i silną grupę, która była zdolna nadać odpowiedni kierunek rozwoju Polski i jej państwowości). I to niezależnie czy reprezentowali lewą (socjaliści, nie mylić z komunistami), czy też centrum lub prawa stronę polityczną. Elity te w naturalny sposób więc mogły wyłonić spośród siebie ludzi mogących stać się prawdziwymi MĘŻAMI STANU!

Dzisiaj większość reprezentujących taką "karykaturę elit" np. naszych ministrów i posłów cechuje taka małość i prowincjonalizm polityczny, że tak naprawdę nadawałaby się li tylko i wyłącznie do czyszczenia butów przedwojennym Państwowcom.

Mój pogląd jest brutalny, ale - moim zdaniem - niestety prawdziwy a receptą na naprawę Rzeczpospolitej jest ZBUDOWANIE PRAWDZIWYCH PROPAŃSTWOWYCH ELIT. Wiąże się to oczywiście z rezygnacją z pseudoelit obecnie miłościwie nam panujących!

Czy jest to możliwe od zaraz?. Oczywiście nie! To praca na lata! Ale warto już teraz budować te elity choćby poprzez odpowiednie kształcenie Polaków i gloryfikowaniu takich polskich bohaterów jak np. Rotmistrz Pilecki, czy Jan Paweł II. Warto też wspominać faktyczne dokonania oraz propaństwowość śp. Prezydenta prof Lecha Kaczyńskiego. Warto też powrócić do "istoty rzeczy", dzięki której Polska przetrwała nawet przeszło 100 lat swojej bezpaństwowości... warto na nowo odkryć znaczenie słów stanowiących fundament naszego rozwoju: BÓG, HONOR I OJCZYZNA! (jeżeli kogoś drażni owe słowo: Bóg... to niech potraktuje go jako pewien zbiór określonych cech i zasad postępowania w życiu: nazwijmy je ogólnie Prawość i Przyzwoitość)

A przejściowo po prostu zacząć nazywać rzeczy po imieniu (złodziej jest złodziejem a nie tylko trochę złodziejem; nie można być nie do końca uczciwym bo albo się takowym jest albo nie; kłamstwo jest kłamstwem a nie do końca niedopowiedziana prawdą, itd) i eliminować z przestrzeni publiczno-politycznej ludzi miałkich i bezwartościowych. Wbrew pozorom jest w Polsce (ale i na emigracji, szczególnie tej z lat 1981-1983) wielu przyzwoitych Polaków mogących udźwignąć brzemię naprawy Rzaczpospolitej. Takowi znajdują się również wśród dzisiaj nam rządzących (ale są skutecznie atakowani i tłamszeni oraz ośmieszani, lub też "ściągani" w dół i marginalizowani).

Gdy Polską rządzić będą PRAWI I PRZYZWOICI ludzie, to MY sami zwykli Polacy - mając takie wzory i autorytety - staniemy się lepsi, uczciwsi, mądrzejsi i prawi. Będziemy coraz bardziej wartościowymi, wzajemnie się szanującymi ludźmi. A jeżeli tacy będziemy i będziemy się szanować to tak będziemy postrzegani i szanowani w Europie i na świecie.

Mimo wszystko wierzę, że taką Polskę i nas samych jesteśmy jeszcze w stanie zbudować! Trzeba tylko dokonać wyboru: Czy chcemy mieć Polskę Pileckich czy Michników? Czy chcemy Polskę Kaczyńskich czy Tusko-Palikoto-Niesiołowsko-Dukaczewsko-Komorowskich?"


Mam też nadzieję, że całkowite zmonopolizowanie oficjalnych mediów uaktywni w końcu naszą opozycyjną aktywność i zjednoczy Polaków we wspólnocie realizacji celu, jakim jest powtórne odzyskanie wolności naszej Polski.

TWÓRZMY NOWE ELITY ZDOLNE DO ODBUDOWY POSLKI!


ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

wtorek, 23 lutego 2010

Gargas i kolejna smutna prawda o Jaruzelskim...

Witam

Nie przebrzmiewają echa i skutki emisji filmu "Towarzysz Generał".

Ostatnio "ręka sprawiedliwości" dosięgnęła Panią Anitę Gargas z TVP. Podobno straciła stanowisko kierownicze właśnie za emisję tego dokumentu.  Są różne spekulacje wokół tego wydarzenia. Mówi się nawet, że była to rozgrywka osobista kojarzonego z PiS-em  szefa Jedynki Pana Hoflika. Tak twierdzi Rzeczpospolita, która  przypisuje Wojciechowi Hoflikowi podjęcie decyzji o nagłej zmianie ramówki i emisji filmu. Według Rzeczpospolitej było to działanie zaskakujące, bowiem Szef TVP blokował wcześniej emisję filmu o Jaruzelskim a wcześniej osobiście był przeciwny zatrudnieniu Gargas. Tako oto w makiaweliczny sposób - spodziewając się reakcji Lewicy - miał (wg. Rzepy) podać czerwonym jej głowę na tacy.

Nie znam "kuchni TVP" i nie wiem jakie tak naprawdę przyczyny były pierwotnym źródłem dymisji Anity Gargas. Dalej ją bardzo cenię, a jej program Misja Specjalna był jednym z najlepszych programów a'la śledczych (inerwencyjnych). Oczywiście miał swoje wady, ale wypełniał posłannictwo czwartej władzy, a więc (kolokwialnie) "patrzył władzy na ręce".

Bo cóż takiego się w Polsce obecnie dzieje? Większość dziennikarskiej swołoczy stało się częścią władzy... już nie są reprezentantami wolnego, niezależnego zawodu kontrolującego poczynania aktualnie rządzących, ale są ich bezwolną tubą propagandową. W większości polskich mediów wszystko właśnie odwróciło się do góry nogami. Zamiast patrzeć na ręce rządowi mającemu realny wpływ na sytuację wewnętrzną i zewnętrzną Polski, media skupiają się na śledzeniu poczynań i krytykowaniu opozycji oraz obecnego prezydenta. A przecież powinno być odwrotnie. Demokracja tym przecież różni się od totalitaryzmu, że społeczeństwo ma prawo a nawet powinność kontroli władzy, w przypadku opozycji i dziennikarzy jest to niemal konieczność.

Oczywiście trzeba również oceniać dziennikarsko opozycję i obecnego Prezydenta (to też skądinąd władza przecież) i  rolę jaką odgrywają ich działania, ale na dzień dzisiejszy to PO podejmuje (albo nie podejmuje w ogóle) najważniejsze decyzje dla Polaków (przecież tak naprawdę rola prezydenta jest li tylko - pomimo jego pohukiwań - w większości reprezentacyjna).

Właśnie Pani Anita Gargas i jej program Misja Specjalna spełniali (a program jeszcze spełnia) tą podstawową, niejako kontrolną, rolę w państwach o wolnej demokracji. Jej dymisja i karanie jest kolejnym etapem totalitaryzacji Polski.

Wracając teraz do Pana Generała Wojciecha Jaruzelskiego.

Po emisji filmu posypały się głosy krytyki będące de facto obroną Generała. Napisano o tym już bardzo dużo. Ja osobiście uważałem i dalej uważam Generała za zdrajcę Narodu Polskiego i Polski oraz za karierowicza "czystej wody".

Oczywiście każdy może mieć inne zdanie. Moje wynika z określonych poglądów politycznych i wartości, którymi kieruję się w życiu.

Tym bardziej więc słucham też wszelakich głosów ludzi związanych z Generałem przynależnością partyjną i wizją socjalistycznej Polski. Bowiem zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że faktycznie Generał mógł jednak być polskim patriotą, który działał w określonych warunkach geopolitycznych determinujących niektóre jego działania (nawet chwilami wydające się niekorzystne, ale w konsekwencji pro polskie).

Niestety okazuje się jednak, że nawet z perspektyw części działaczy komunistycznych Generał też jest oceniany jako zwykły i podły karierowicz, który dla utrzymania władzy gotów był nawet poświęcić najbliższych przyjaciół. Człowieka można oceniać różnie. Gd walczy z własnym wrogiem można nawet zrozumieć jego działania, gdy jednak niszczy przyjaciół w imię swoich egoistycznych dążeń do wszechwładzy uważając ich za zagrożenie dla jego dominacji to... ocena może być tylko jedna: pusty prymityw, megaloman, mitoman i żałosny karierowiczek (to i tak oceny bardzo łagodne).

Towarzysz Generał jest filmem oceniającym i przedstawiającym życie Generała z punktu widzenia interesu Polski i Narodu Polskiego. Dużo wcześniej powstał też program Misja Specjalna zatytułowany "Jaruzelski jakiego nie znacie". Przedstawia on opinie i oceny Generała z punktu widzenia jego Towarzyszy partyjnych, m.in. E. Gierka, jego syna i innych.

Poniżej prezentuję ten program w trzech częściach. Jego wymowa jest jednoznaczna: Generał nie zasługuje na żaden szacunek a część bohaterów programu zastanawia się, jak Generał może przy goleniu spokojnie patrzeć na swoje odbicie w lustrze.

Polecam obejrzenie całości, tym bardziej, że niektórzy Towarzysze Generała wypowiadają się po raz pierwszy przed kamerą! Przypominam również, że program powstał na długo przed emisja Towarzysza Generała...

1)


2)


3)


Zostawiam Was bez komentarza....

Pozdrawiam

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...