Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masoneria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masoneria. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 czerwca 2016

Wielka niemiecko-rosyjska Unia Euroazjatycka... koleny sen szaleńców NWO?

Wczoraj napisałem tekst o szleńcach NWO realizujących swoje geopolityczne cele związane z powstaniem Jednego Rządu Światowego [1]. I wskazałem, że wyjscie UK z UE być może było zaplanowane bowiem dla UK przewidziano inne, raczej podmiotowe miejsce w strukturze Nowego Porządku Świata.

Pospekulowałem też o roli A. Merkel, która na pewno np. decyzji o przyjęciu islamistów nie podjęła bezmyślnie a była to zapalnowana akcja dezintegracji krajów i narodów Europy, tak aby z chaosu powstało jedno multikulturowe, beznarodowe i bez granic superpaństwo Europa z jednym rządem i prezydentem. Opisałem więc rolę A. Merkel jako wykonawczyni poleceń mędrców NWO.

Omówiłem też ogromną rolę porozumienia chińsko-polskiego w sprawie Jedwabnego Szlaku (potężne europejskie jego centrum dystrybucyjne będzie w Polsce!) i chińskiego banku inwestycyjnego (ABII - Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych - alternatywa dla Banku Światowego), gdzie Polska jest jedynym krajem Europy Środkowo-Wschodniej a do tego ma status członka założyciela. Należy dodać, że z tzw. zachodniego kręgu państw do banku przystapiły m.in.: Izrael, Australia, Holandia, Hiszpania i Francja.

Ale oczywiście różnych teroii może być więcej a mnie przypomniało się coś, o czym też często pisałem a w sumie skłonił mnie do odtworzenia tych moich wizji artykuł Macieja Pawlickiego na wpolityce.pl p.t.
"Brytyjskie mohery na Madagaskar. A my wreszcie zbudujemy jeden naród i jedną Rzeszę" [2], w którym autor pisze m.in. "Ale skoro Cameron urządził z brytyjskimi moherami tę szowinistyczną szopkę - niech idą w cholerę (...) ale cel jest ten sam: wygniecenie insektów, które przeszkadzają w nauczeniu Europy niemieckiego porządku i w zbudowaniu jednego, europejskiego państwa (Ein Reich), jednego europejskiego narodu (Ein Volk) i pełni władzy dla oświeconego kierownictwa (Ein Fuhrer). Fersztanden?".

Otóż może wcale A. Merkel nie jest aż takim jedynie pionkiem w grze, ale chce aspirować do tego, aby Niemcy uczestniczyły jako podmiot w całym projekcie NWO? Właśnie poprzez budowę IV Rzeszy Niemieckiej obejmujące dzisiejszą UE bez UK. I nawet z tego punktu widzenia sprowadzenie islamistów dezintegrujących Europę i działania na siłę dążące do ich relokacji do poszczególnych krajów też wydają się logiczne... Chaos i później akcja, czyli superpaństwo Europa a tak naprawdę IV Rzesza. Tak też można patrzeć na dzisiejsze działania po Brexicie Brukseli a raczej Berlina (więcej unii w unii), czyli właśnie dążenie do jednego Państwa Europa. UK w takim projekcie nie mógł po prostu uczestniczyć.

Jeżeli tak jest to warto zauważyć, że tak naprawdę w dalszym ciągu przez Niemcy realizowana jest polityka  twórczego ziszczeniu idei mitycznej Mitteleuropy.

Obserwując w tym obszarze politykę niemiecką na przestrzeni dekad można dojść do wniosku, jakobyśmy mieli nieustająco do czynienia z realizacją tych samych celów w zmieniających się warunkach. Niemcy od zawsze dążyły  do osiągnięcia dominacji w Europie, do której wielokrotnie Berlin zmierzał zarówno metodami zbrojnymi jak i ekonomicznymi. Zważywszy na geopolityczne położenie Polski, nasz kraj od zawsze był jedną z pierwszych przeszkód stojących na drodze niemieckich ambicji. Stąd właśnie współczesna polityka niemiecka jest powtórzeniem i twórczym rozwinięciem  wywodzącej się z czasów I Wojny Światowej koncepcji „Mitteleuropa”, odnoszącej się do m. in. Polski. Zgodnie z tym zamysłem, nasz region (w tym przede wszystkim Polska) ma stać się obszarem spenetrowanym gospodarczo i podporządkowanym gospodarce niemieckiej, stanowiąc dla niej zaplecze oraz gospodarkę peryferyjną. Taka sytuacja wyklucza istnienie silnego polskiego przemysłu, polskiej bankowości czy polskiego wielkiego handlu. Mamy jedynie stanowić rynek zbytu dla obcej produkcji a także źródło taniej siły roboczej, bez jakichkolwiek ambicji gospodarczych. Obserwując poczynania zniemczonej UE, jak i samych Niemiec widać wyraźnie, że wszelkie działania wobec Polski mające doprowadzić do osiągnięcia  zrewitalizowanych celów idei Mitteleuropy były dotąd z powodzeniem realizowane [3].

Do tego wszystkiego należy dodać, że współczesne Niemcy podporządkowały sobie dzięki UE także kraje dawnej Europy Zachodniej (współczesne novum geopolityczne jakże korzystne dla Niemców), ale w sumie mają obecnie problem z Polską i innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej... a było już tak pięknie za czasów zdrajcy D. Tuska, R. Sikorskiego błagającego Niemcy o europejskie przywództwo czy niemrawej E. Kopacz... Dlatego sądzę, że ataki na Polskę ze strony przywódców UE nie ustaną... No chyba, że interes USA i UK jest trochę inny... Warto zwrócić jednak uwagę na niechęć europejskich elit do USA i UK. W tym kontekście mamy jednak szansę, bo niestety jedynie krótkookresowo zostajemy tak naprawdę jedynym buforem bezpieczeństwa dla USA w UE a długookresowo ta szansa wynika zarówno z porozumienia z Chinami jak i ewentualnej reaktywacji idei Międzymorza.

Ale gdyby idea budowy IV Rzeszy Niemieckiej (jedno państwo Europa) się ziściła to również ziściłoby się marzenie Niemiec i Rosji o wspólnej granicy, czyli realizacji odwiecznego kondominium niemiecko-rosyjskiego. Oczywiście nie trzeba mówić i pisać, co to oznaczałoby dla dzisiejszej Polski, ale tak naprawdę dla wszystkich narodów UE bez UK [4].

I w tym momencie dochodzimy do być może wielkiego planu szaleńców NWO stworzenia tzw. Związku Europy, czyli Wielkiej Unii Euroazjatyckiej od Lizbony do Władywostoku, która - obok innych unii - byłaby jednym z podmiotów utworzenia Jednego Rządu Światowego a Niemcy i Rosja pełniłyby  bardzo ważną rolę, rolę podmiotową a przecież tylko taka rola ich interesuje.

W proponowanym wczoraj przez mnie czytelnikom moim tekście "Co nas czeka. Jeden Rząd Światowy" [5] tak o tym pisałem i w sumie dalej wszystko jest aktualne i czasowo - nieraz z pewnym poślizgiem - realizowane:

"Eurazja od Władywostoku do Lizbony to docelowy model tzw. przyszłego Związku Europy czy też Wielkiej Unii Euroazjatyckiej, która ma powstać z dotychczasowej Unii Europejskiej i tworzonej właśnie Unii Euroazjatyckiej (Rosja + sukcesywnie dawne republiki ZSRR z Białorusią i oczywiście Kazachstan + Gruzja  + Azerbejdżan). Dziś (od 10.10.2000) jest to tzw. Euroazjatycka Wspólnota Gospodarcza (ros. Евразийское экономическое сообщество, ЕврАзЭС) – w skrócie EaWG, w skład której wchodzą: Rosja, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan a od 2002 roku obserwatorami są: Armenia, Mołdawia i Ukraina. Wycofał się na razie Uuzbekistan. EaWG jest wzorowana na Unii Europejskiej (sic! - ten sam reżyser zapewne). W 2003 otrzymała status obserwatora przy Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Unia Euroazjatycka (EAU) zaczęła być intensywnie realizowana przez W. Putina od 2012 roku. "Planowana data utworzenia struktur EAU to 2015 r. Jednym z pierwszych kroków do utworzenia w 2015 r. pełnej unii jest Eurazjatycka Przestrzeń Gospodarcza (lub Eurazjatycki Obszar Gospodarczy). Układ o EaPG wszedł w życie 1 stycznia 2012 r. Głównym organem EAU będzie Komisja Eurazjatycka wzorowana na Komisji Europejskiej. Siedzibą KEA będzie Moskwa", przy czym należy też zwrócić uwagę na masońską stolicę Kazachstanu - Astanę, która może w przyszłości stanowić centrum Związku Europy (warto o niej poszukać na Youtube). O Związku Europy mówi od jakiegoś czasu oficjalnie Siergiej Ławrow: "Rosja traktuje UE jak strategicznego partnera (...) i opowiada się za stworzeniem wspólnej przestrzeni od Lizbony do Władywostoku".

I tak jeszcze na dokładkę. Aleksander Dugin, putinowski strateg geopolityczny tak o tym projekcie mówił czy też pisał już pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku (co naprawdę jest warte podkreślenia a zresztą cały czas modyfikuje tą teorię dopasowując ją do aktualnej sytuacji geopolitycznej i dążeń szaleńców NWO a także uwzględniając ambicje Rosji i Niemiec ):

"Granica Eurazji niekoniecznie jednak musi przebiegać gdzieś na terenie naszego kraju. Ideolog eurazjatyzmu (A. Dugin - kj) obwieszcza bowiem, że zjednoczenie z Niemcami i stworzenie jednego bloku kontynentalnego, to jeden z ważnych celów strategicznych Rosji (...) My, Rosjanie, i Niemcy rozumujemy w pojęciach ekspansji i nigdy nie będziemy rozumować inaczej. Nie jesteśmy zainteresowani po prostu zachowaniem własnego państwa czy narodu. Jesteśmy zainteresowani wchłonięciem przy pomocy wywieranego przez nas nacisku maksymalnej liczby dopełniających nas kategorii – rysuje Dugin podobieństwo między Rosją a Niemcami, aby wreszcie nie pozostawić nam żadnych złudzeń: Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno‑geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki (...) Trzeba rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne i antypapieskie. Katolicyzm nie może być wchłonięty przez naszą tradycję, chyba że zostanie głęboko przeorientowany w kierunku nacjonalistycznym i antypapieskim" [6].

Czyż to się obecnie nie ziszcza zważywszy na kapitałowe i polityczne zbliżenie Niemiec z Rosją (m.in. Nord Stream 2, ale nie tylko) i kim w takim razie naprawdę jest tajemniczy A. Dugin, chcący wzmacniać polską masonerię?

I na koniec jeszcze jeden element pewnej docelowej układanki szaleńców NWO, który musi się pojawić w analizie zamierzeń NWO, czyli gdzie mają się podziać Żydzi, jeżeli nie w Izraelu? A przecież zdecydowana większość elit NWO to Żydzi. I tu pojawia się mityczna Judeopolonia, czyli utworzenie na części Polski (nowej Germanii, czyli IV Rzeszy) nowego państwa żydowskiego, o co zresztą zabiegali Żydzi w pierwotnym planie Mitteleuropy. Różne wydarzenia mogą o tym świadczyć: od obchodów Święta Chanuki w polskim Pałacu Prezydenckim (czy w Knesecie lub gdziekolwiek w sferach rządzących Izraela obchodzi się np. Bożego Narodzenia?) poprzez jakieś posiedzenia wyjazdowe rządu polskiego w Izraelu (np. w 2011 roku) czy też ogromne finansowanie przez Polskę Muzeum Historii Żydów Polskich aż poprzez obrady Knesetu w Krakowie a także jakieś wizje artystyczne nowej polsko-żydowskiej flagi, gdzie jest Gwiazda Dawida nad polskim Orłem.



[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2016/06/szalency-nwo-realizuja-swoje-celealre.html
[2] http://wpolityce.pl/polityka/298817-brytyjskie-mohery-na-madagaskar-a-my-wreszcie-zbudujemy-jeden-narod-i-jedna-rzesze
[3] O Mitteleuropie piszę m.in. w:  http://krzysztofjaw.blogspot.com/2016/01/a-moze-tak-zacznijmy-bojkotowac.html, http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/01/pezajacy-25-letni-rozbior-polski-kto.html
[4] O kondominium niemiecko-rosyjskim piszę m.in w: http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/04/kondominium-niemiecko-rosyjskie-ma-sie.html, http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/10/komu-zalezy-na-przejeciu-dla-siebie.html, http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/10/kondominium-niemiecko-rosyjskie-cd.html
[5] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/02/co-nas-czeka-jeden-rzad-swiatowy.html
[6] https://www.gloria.tv/article/QFE8L7FNRACk1omRsxzeDCJzZ

P.S.
Na portalu: http://www.blog-n-roll.pl/pl przy okazji dyskusji do tekstu: http://www.blog-n-roll.pl/pl/juncker-świr-lubiący-wypić-czy-benny-hill-polityki#.V3Tw3sbcjZM bloger ro zadał mi pytanie: "Tylko w jaki sposób chcą sobie poradzić (Niemcy) z islamem?"

Odpowiedziałem następująco:

"Może być problem niedocenienia siły islamu, ale też trzeba mieć na uwadze kto finansuje najazd islamistów na Europę... m.in. G. Soros.

 Zresztą tak naprawdę sprawa jest wielowątkowa i może Niemcy oraz ich przydupasy i nadzorcy mają plan wtłoczenia islamistów do Europy, rozwalenia krajów i chrześcijaństwa a później też islamu i stworzenia jednej religii światowej. Takie też są plany wedle NWO. Może faktycznie z islamem im się nie udać, ale przecież działania muzułmanów kierowane są przez imamów a więc wystarczy skaptować imamów a w Koranie jest tyle sprzeczności, że można zawsze coś znaleźć, aby ludziom przedstawić nowe zamierzenia Mahometa, który nakazuje teraz (po zniszczeniu chrześcijaństwo) nowe rozwiązania. To jak z rabinami i ich Talmudem... mają odpowiedzi na wszystko i często też one są sprzeczne a w sumie Żydzi i Arabowie to jednak Semici.

 Warto też wspomnieć o tym, co o islamie w masonerii mówi dr S. Krajski - chyba największy w Polsce badacz tego ruchu. Otóż ostatnio odkrył (o czym tylko kiedyś przeczytał wzmiankę), że na 32 stopniu wtajemniczenia masoni przechodzą na islam, aby na 33 stać sie wreszcie Oświeconym osiągnąwszy cel jakim jest bóstwo kazdego oświeconego człowieka... Więc islam jest niejako drogą, etapem rozwoju oświeconych masonów. Ciekawe, nieprawdaż?"



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 27 grudnia 2014

Polska bez GW i TVN... a także bez innych wrażych mediów

Okres świąteczny skłania do refleksji. Tych osobistych związanych z nami i naszymi najbliższymi, ale też tych ogólniejszych dotyczących naszej Polski. Te ostatnie oczywiście mogą się rodzić tylko u osób uwrażliwionych na los naszej ojczyzny, prawdziwych Polaków.

Ostatnio - jeszcze przed świętami - oglądałem przez jakiś czas programy informacyjne TVN i czytałem GW. Zawsze dobrze znać poglądy i zamierzenia wroga... choćby tylko od czasu do czasu... Muszę przyznać, że te wszystkie bełkotliwe i zmanipulowane oraz antypolskie konstatacje pojawiające się w w/w mediach napawały mnie obrzydzeniem, jeszcze większym niż kiedyś. Podobnej emocji doświadczałem, gdy owe media (razem z innymi wrażymi) zgodnie i w porozumieniu oraz zapewne na wyraźne polecenie (kogo?) milczały informacyjnie i nie przekazywały najważniejszych, negatywnych dla Polaków informacji... potwierdzając de facto, że są li tylko propagandową tubą obecnie rządzących.

Sposób przedstawienia sfałszowanych wyborów, wypowiedzi na temat J. Kaczyńskiego i ogólnie opozycji, próba zdezawuowania i szyderczego ośmieszenia Marszu 13 Grudnia a wcześniej obywatelskiego protestu w postaci okupacji PKW, pozytywna reakcja na haniebne i upolitycznione  oświadczenie Trójcy Sądowej, zmowa milczenia nad kompromitującymi, sklerotycznymi i zapewne mijającymi się z prawdą zeznaniami przed sądem B. Komorowskiego, próba takiegoż przemilczenia w sprawie nocnego zamachu na polską Konstytucję i tym samym na polską ziemię i lasy dokonanego przez koalicję PO- PSL a przede wszystkim emanująca cały czas z tych mediów manipulacyjna gloryfikacja 25 lecia PRL -bis skłoniły mnie do wniosku, że bez tych mainstreamowych mediów Polska byłaby dziś zupełnie innym krajem, na pewno lepszym i międzynarodowo bardziej znaczącym.

Przykre, ale przez całe 25-lecie pozwalamy się medialnie manipulawać raptem kilkuset ludziom, którzy w dużej mierze nie mają nic etnicznie wspólnego z polskim narodem a jeżeli już to wywodzą się z moralnie wątpliwych kręgów komunistycznych lub też reprezentują antypolskie idee. Duże część tych mediów jest też dodatkowo przecież finansowana ze środków na pewno nie polskich... więc reprezentuje interesy swoich właścicieli...

Oglądając nie tylko TVN, ale i Polsat czy TVP nie mogę oprzeć się wrażeniu, że magdalenkowo-okrągłostowa zdrada narodowa może trwać do dzisiaj tylko i wyłącznie dzięki propagandzie owych mediów. Podobne wrażenie mam czytając GW, Wprost czy Politykę. To te media wykreowały pokolenie bezwolnych konsumpcyjnych lemingów, dla których dobro Polski stało się czymś wstydliwym i anachronicznym. To te media kreują dziś wewnątrz Polski i poza jej granicami fałszywy obraz Polski i Polaków, gdzie pogarda i szyderstwo wobec naszego narodu, naszej tradycji i historii są na porządku dziennym. Tylko dzięki tym mediom możliwe jest socjotechniczne manipulowanie polskim narodem i tylko dzięki tym mediom obecnie rządzący mogą trwać u władzy.

W tytule notki wskazałem podmiotowo GW i TVN, bowiem uważam, że wyrządziły one (i dalej wyrządzają) najwięcej szkody Polsce i Polakom, i że nadszedł czas aby w końcu zabrakło dla nich miejsca na prawdziwej polskiej scenie medialnej.

Aby tak się stało cała opozycja musi podjąć działania mające na celu obnażenie antypolskości tych mediów. Wszelkimi możliwymi sposobami należy docierać do Polaków i przekazywać im prawdę o tych mediach, ich przeszłości, teraźniejszości i przyszłych zamierzeniach. Trzeba wskazywać dokonywane przez te media manipulacje i oczywiście gremialnie je bojkotować: nie występować, nie udzielać wywiadów ani się reklamować

To tyle tych krótkich refleksji, które powstały... gdy wyobraziłem sobie jak to by dobrze i fajnie było gdyby tych antypolskich mediów w ogóle nie było...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
 http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

P.S. Mam jakieś problemy w publikowaniu odpowiedzi na komentarze do moich postów, więc w tym miejscu odpowiadam Anonimowemu, który zadał mi bardzo wazne pytanie.

Zadałeś mi naprawdę trudne pytanie dotyczące tego co dziś warto czytać i oglądać, aby być rzetelnie poinformowanym. Niestety większość największych polskich mediów jest skażona dziennikarzami będącymi na usługach dzisiejszych rządzących i całego tego zdradliwego układu magdalenkowo-okragłostołowego.

Zawsze byłem zwolennikiem korzystania z wielu źródeł informacji. Wtedy można sobie wyrobić własne zdanie i inteligentnie przetwarzać owe informacje wyłapując z nich to, co jest najistotniejsze. Z tego co piszesz jesteś młodym człowiekiem, więc jest to najlepszy moment, aby właśnie korzystać z wielości informacji i nie skupiać się na jednym medium. Zapewne też korzystasz przede wszystkim z internetu.

Na pewno warto korzystać więc z tych ogólnych - nawet mainstreamowych - mediów internetowych jak np. wp.pl czy interia.pl. Natomiast trzeba te informacje konfrontować z np. właśnie: wpolityce.pl, niezalezna.pl, stefczyk.info czy też myslnarodowa.wordpress.com i np. stronami interentowymi prowadzonymi przez prywatne osoby jak np. http://dakowski.pl/. W celu zaś pogłębienia wiedzy polecam prawicowe i a'la prawicowe portale jak: blogmedia24.pl, niepoprawni.pl, blog-n-roll.pl czy też salon24.pl a nawet neon24.pl. Oczywiście celowo tutaj pomijam portale typowo chyba prorządowe jak: natemat.pl T. Lisa, bowiem są mi obce... choć dla poznania mechanizmu manipulacji nieraz warto i je przejrzeć.

Nieraz też warto coś obejrzeć. I tutaj też po obejrzeniu informacji zawartych w polsatowskich Wydarzeniach czy publicznych Wiadomościach radzę też je skonfrontować z informacjami TV Trwam czy telewizji Republika.

To na razie tyle, choć swoim pytaniem zainspirowałeś mnie chyba do napisania artykułu na ten temat, który zapewne powstanie w styczniu. Jest bowiem jeszcze wiele wartościowych miejsc w internecie, które warto odwiedzić...

Pozdrawiam serdecznie

niedziela, 10 sierpnia 2014

Czy lewica ma prawo wtrącać się do polityki i w ogóle istnieć?

Dość długo nie było mnie w sieci. Teraz godzinami nadrabiam zaległości i napotykam nieraz na teksty, których sam chciałbym być autorem. Taki post zatytułowany "Czy lewica ma prawo wtrącać się do polityki" (1) znalazłem na blogu "Czarna Limuzyna" i swego czasu skopiowałem go sobie. Dziś starałem się dotrzeć do niego ponownie, co stało się niemożliwe ze względu na zablokowanie w/w strony.

Jako, że tekst jest wart przeczytania i zastanowienia pozwolę sobie na skopiowanie go w caałości. Rzadko to robię, ale wydaje mi się, że w tym przypadku jest to wskazane... Tym bardziej, że niemal w całości zgadzam się z poglądami i opiniami autora owego postu...

--------------------------------------------------------------------------------------

Motto I : „Myślę, że postulat rozdziału państwa i lewicy jest kluczowy dla żywotności duchowej, politycznej i gospodarczej Polski”.


Motto II: „Nie jest utopią coś, co już się kiedyś wydarzyło. Nie jest utopią świat, w którym były obozy koncentracyjne. Nie jest również utopią świat lepszy – bez lewicy, a taki kiedyś był i był na pewno normalniejszy. Granice dobra i zła nie są stałe i trzeba nieustannego wysiłku, aby utrzymać „zadaną niepodległość” i chronić nasze  wartości oraz najmłodszych”.

Jednym z najsilniej działających tabu, które spętało umysł, a tym samym możliwość skutecznego działania u przeciętnego „prawicowca”, jest pogląd polegający na tym, że lewica ma prawo do istnienia w „demokratycznym porządku” świata. Tabu nowego porządku, powstałe w czasie, gdy Rewolucja Francuska mordowała dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi, uczyniło ostatecznie w XX wieku z „prawicy” karykaturę –wierzącą zabobonnie w status quo stworzonego przez lewicę świata.  Czy prawicowy mainstream naprawdę w to wierzy? Wystarczy zapytać:
Czy lewica ma prawo mieszać się do polityki?

Samo zadanie takiego pytania wywołuje u niektórych osób już na wstępie zaskoczenie, rozbawienie, konsternację, odruchową negację zawartej domyślnej tezy, a u innych, bardziej zorientowanych w temacie, wyznanie bezradności w rodzaju: „to utopia”.

Aby mieć odwagę zadać to pytanie i na nie poważnie odpowiedzieć, trzeba wiedzieć, czym naprawdę była i jest lewica oraz że potoczne rozumienie podziału na „lewicę” i „prawicę” jest błędem.
Nie sposób również pominąć w kontekście polskim tragicznego paradoksu najnowszej historii polegającego na tym, że Polacy „wychodząc” z komunizmu sowieckiego równocześnie wchodzili, nieświadomie, w jego inną – mało wówczas jeszcze widoczną, ewoluującą – zachodnią strukturę komunizmu europejskiego.
Społeczeństwo polskie mające tragiczne doświadczenia z sowieckim, zbrodniczym modelem, jest skłonne postrzegać zjawisko komunizmu przede wszystkim w formie reliktu z mrocznej przeszłości… gdy tymczasem najnowsza „zachodnia” odmiana jest w wielu aspektach bardziej toksyczna niż jej starszy sowiecki model.
Czym jest dokonujący rewolucyjnej destrukcji w Polsce „europejski” komunizm, w którego istnienie duża część Polaków NIE WIERZY albo go z charakterystyczną ignorancją lekceważy?
Przede wszystkim nie jest niczym nowym. Każdy, kto zna historię wie, że dzisiejsza lewicowość poza paroma nowinkami jest kontynuacją starych aberracji i patologii.

„Lewica” pojawiła się w III wieku po Chrystusie
Prof. Marek Jan Chodakiewicz w swojej książce „O prawicy i lewicy” opisuje charakterystyczny zbiór bardzo znajomo brzmiących „ideologicznych” postulatów wyznawanych przez powstające już w III wieku po Chrystusie gnostyczne, a potem quasi religijne sekty (z biegiem czasu z racji odrzucenia Boga były to ruchy rewolucyjne, socjalistyczne, komunistyczne). Konfiskata i zniesienie własności prywatnej (z zachowaniem kastowego przywileju dla wybranych), mordowanie tradycyjnych elit – stanów rycerskiego i kapłańskiego, zniesienie małżeństwa, zakwestionowanie tradycyjnego modelu rodziny, postulat upowszechnienia seksualnych patologii, drastyczne ograniczenie wolności jednostki. Autor wymienia jeszcze słynną kolektywizację kobiet, którą ostatecznie zastąpiono dziś (niewymienioną przez autora) kolektywizacją dzieci i planowaną ich degeneracją w trakcie molestowania seksualnego (przymus szkolnej i przedszkolnej „edukacji seksualnej”).
Zasadniczą różnicą pomiędzy ówczesną lewicą a dzisiejszą jest to, że kiedyś była to lokalna, ograniczona w czasie i miejscu utopia, a dziś jest aktualną, realną, patologiczną siłą, niszczącą globalnie świat.
„Uczynimy Zachód tak zepsutym, że aż będzie śmierdział” – Willi Münzenberg, członek komunistycznej Partii Niemiec, związany ze słynnym lewicowym think tankiem(1): Szkołą Frankfurcką.

Wszędzie tam, gdzie lewicowi dewianci uzyskują pełnię władzy, tam pojawiają się jawne próby realizacji pomysłu Herberta Marcusa (również Szkoła Frankfurcka), aby za pomocą seksu degenerować dzieci i młodzież. W praktyce są to zalecenia „edukacji” i „praktyki” dotyczące seksu dzieci z dorosłymi, z rodzicami – vide oficjalne materiały „edukacyjne” i propagandowe w Niemczech, Hiszpanii, Holandii.Nic nie usprawiedliwia również tolerancji dla dezorientacji seksualnej ani przyznania jej praw adopcji dzieci. Pojawiły się już pierwsze raporty, alarmujące, że homoseksualne pary obydwojga płci wykorzystują seksualnie adoptowane dzieci, a nawet niemowlęta. Wypada zaznaczyć, że lewica w wielu państwach przeforsowała prawo do zwyrodniałej „adopcji” właśnie przy bierności dużej części „prawicowego”, ogłupionego i spacyfikowanego społeczeństwa.

Tuż przed ujawnieniem intencji i celów gremiów tworzących tzw. Unię Europejską znany ze swojej przenikliwości, ale także z delikatności Jan Paweł II tak pisał:
„Myślę na przykład o silnych naciskach Parlamentu Europejskiego, aby związki homoseksualne zostały uznane za inną postać rodziny, której przysługiwałoby również prawo adopcji. Można, a nawet trzeba zapytać, czy tu nie działa również jakaś inna jeszcze„ideologia zła”, w pewnym sensie głębsza i ukryta, usiłująca wykorzystać nawet prawa człowieka przeciwko człowiekowi oraz przeciwko rodzinie”. Jan Paweł II „Pamięć i Tożsamość”

Jednym z zasadniczych pytań jest to, jak do tego doszło, że znów mamy recydywę totalitarnego systemu, budowanego tym razem globalnie?

Marsz przez instytucje
Ojciec dzisiejszego komunizmu, Antonio Gramsci(2), doszedł do wniosku, że kluczem do zbudowania komunizmu w Europie nie jest terror na wzór sowiecki, lecz rozbicie tradycyjnego fundamentu cywilizacji przez opanowanie ośrodków kultury i nauki, zniszczenie ich od środka i uczynienie z nich propagandowych centrów destrukcji.

Aby tego dokonać, Antonio Gramsci zalecał słynny marsz przez instytucje (notabene na zachodzie Europy zakończony całkowitym sukcesem).

Zastępczym proletariatem miały być mniejszości etniczne, seksualne, feministki, „artyści” plugawiący religijne symbole, „lewicowi naukowcy” twierdzący dziś np., że zgodnie z „gender” zmiana płci u dzieci do 2 roku życia nie powoduje żadnych konsekwencji.

Aktualnie nie sposób nie zauważyć również mniejszości typowo psychiatrycznych, roszczących sobie prawo nie tylko do manifestowania swoich dewiacji, ale również do nadania osobistym problemom rangi publicznej oraz czerpania z tego faktu korzyści materialnych i innych przywilejów.
Gramsci uważał, że „długi marsz przez instytucje”, czyli zdobycie prawdziwych ośrodków władzy, takich jak uniwersytety, szkoły, media, fundacje, wydawnictwa, instytucje tworzące rozrywkę – i ulokowanie tam nowej komunistycznej elity pozwoli zmienić społeczną świadomość i spacyfikować resztę niepoprawnego społeczeństwa.

Czy tak się już stało w Polsce?
Niestety w ogromnej mierze tak. Prawicowa część społeczeństwa pozwoliła zamknąć się w swoistym buforze „wolnego słowa”, który jest gettem ze ściśle określonymi zasadami. Można tam wyrażać swoje opinie, poglądy, narzekać na rząd, oburzać się, można obserwować słupki wyborcze, lecz nie można złamać tabu. Nie można  przekroczyć granicy getta, wyznaczonej przez triumfującą demokrację. Nie można obalić systemu. Nie można być narodowcem. Nie można ukarać zbrodniarzy komunistycznych, nie można zabronić aktualnym przestępcom kraść w biały dzień.

Można snuć fantasmagorię o wyborczym zwycięstwie PiS-u oraz można marzyć o odzyskaniu państwa, którego… nie ma. Można również bredzić o braku demokracji.

Oczywiście nie można myśleć, że nie ma państwa polskiego, bo świadomość, że III RP jest ledwie jego atrapą, popsułaby nam humor oraz naraziła na propagandowy ostracyzm zależnych i niezależnych mediów oraz dezaprobatę prawicowych lemingów…
Nie oszukujmy się. Większość tzw. niezależnych mediów wyznaje lewicowy paradygmat gwarantujący wynikający z demokracji parytet dla kłamstwa i bzdury. Tak długo oczekiwana druga niezależna telewizja stosuje w praktyce heglowską dialektykę, zapraszając do swych programów kłamców i nikczemników. Dlaczego? Tak właśnie wygląda w praktyce akceptacja lewicy w publicznym dyskursie. Nie całkiem uświadomiony lęk niewolników systemu przed złamaniem tabu jest powszechny.

Czy można to zmienić? Istnieją przecież katolickie media i portale, które nie zapraszają do wywiadów oraz do studia degeneratów, przestępców, kłamców. Są zapraszani, owszem, nie katolicy, lecz lewicy tam nie uświadczysz.

Wracając do zasadniczego wątku:
„Lewica nie zawsze morduje, lecz zawsze kłamie” – Nicolás Gómez Dávila
W szczytowym okresie swojej popularności w XX wieku lewica wymordowała ponad 100 mln ludzi. Dziś, na początku nowego stulecia, w sytuacji hegemonii w instytucjach kreujących obraz świata i obowiązującego w debacie publicznej lewicowego języka, współcześni komuniści zmienili formę niszczenia populacji i jednostek.
W Polsce wygląda to tak:
Czy tysiące ofiar śmiertelnych wśród ludzi, którym odmówiono leczenia z powodu braku jego refundacji lub zwłoki czasowej nie jest zaplanowaną eutanazją? Zwracam uwagę, że limity zostały ustalone przez osobników, którzy nie są upośledzeni umysłowo, lecz cieszą się inteligencją, która potrafi doskonale przewidzieć skutki. Odnosi się to też do wykonawcówbawiących się w pop politykę na wzór lewicowy. „Jestem trochę socjaldemokratą” – Donald Tusk (3).

Na zachodzie zaczęto wprowadzać eugeniczną eutanazję dzieci i ludzi starszych będących często nieświadomymi podjętych za nich decyzji.

Lewica kradnie i niszczy jednostki, rodzinę i społeczeństwo, dlatego potrzebne jest jej państwo „neutralne światopoglądowo”, będące neutralne wobec przestępstw i tolerancyjne w stosunku do patologii.
W rzeczywistości neokomuna posunęła się o krok dalej i tworzy lewicowe państwo wyznaniowe z prawem dostosowanym do marksizmu kulturowego nazywanego podstępnie „poprawnością polityczną”. Samo słowo „poprawność” sugeruje normę, poprawną zasadę, lecz tak naprawdę zawiera w sobie zbiór nonsensów, kłamstw i horrendalnych głupot.

Niestety, polska prawica mainstreamowa również używa lewicowego języka, posługując się propagandowymi zbitkami typu „polityczna poprawność”, „seksualna orientacja”, a słynna brednia o demokracji jest wspólnym sloganem lewicy i „prawicy”.
Nienazywanie rzeczy po imieniu sprzyja brakowi naturalnej asocjacji danego słowa – pojęcia z realnym desygnatem, wzmacniając chaos pojęciowy i aksjologiczny.
Jednym z celów propagandy i dezinformacji lewicy jest wytworzenie fałszywego obrazu własnego, nie tylko wśród społeczeństwa, ale również wśród swoich wyznawców. Niestety, z powodu skutecznego oddziaływania propagandy większość uważa lewicę za uprawniony byt w demokracji. Ten akt zaimplementowanej mniemanologii jest, powtórzę raz jeszcze: niewybaczalną głupotą.

Czy podział na lewicę i prawicę jest błędem?
Ogólny podział politycznej sceny ze względu na opcje światopoglądowe według prof. Chodakiewicza przedstawia się następująco:
Monarchiści (absolutystyczni, zdecentralizowani, konstytucyjni), mieszany system republikańsko-monarchistyczny ( I Rzeczpospolita), konserwatyści, chadecy, centroprawica, liberałowie, socjaldemokraci, socjaliści, narodowi socjaliści, komuniści.
Jest to podział wynikający z istnienia na politycznej scenie „bytów ideologicznych”, lecz zawiera w sobie immanentny fałsz.

„Lewica określa jako prawicę tych ludzi, którzy zwyczajnie znajdują na prawo od niej. Reakcjonista nie znajduje się na prawo od lewicy, ale naprzeciwko niej” – Nicolás Gómez Dávila
Człowiek prawy nie toleruje ani tym bardziej nie legitymizuje zła w instytucjonalnej ani w żadnej innej, np. „demokratycznej”, formie.

Prawość to zapomniane słowo , którym kierowali się kiedyś ludzie normalni nazwani prawicą. Wiedzieli oni, że uleganie odruchom sumienia (dbanie o biednych i pokrzywdzonych) nie jest ani lewicowe, ani prawicowe. Nie jest polityczne, lecz ludzkie (moralne). Jeżeli już mamy różnicować, to właśnie lewica wielokrotnie w historii zinstytucjonalizowała zabijanie, kradzież i destrukcję cywilizacji.

Wybór pomiędzy „prawicą” a „lewicą” nie jest i nie powinien być wyborem politycznym, lecz moralnym.
Na poziomie politycznym i społecznym lewica mobilizuje nieustannie swój elektorat do wojny, lecz na poziomie tych, którzy inspirują i finansują rewolucję, próżno szukać typowych lewaków, a określeniem, które najtrafniej oddaje cel ich działań jest: NWO (New World Order, nowy porządek świata). W tym sensie „lewica” jest tylko narzędziem przemocy. Głównym orężem walki z cywilizacją łacińską.
W zależności od „mądrości etapu” pozorna władza ochlokracji jest zawsze kontrolowana przez zdegenerowanych kryptokratów. Dobitnym przykładem mirażu demokracji jest „demokracja i solidarność unijna” – szyldy dla idiotów.

Pytanie, czy lewica ma prawo mieszać się do polityki, powinno rozbrzmiewać codziennie i bez przerwy w społecznym dyskursie, nie tylko w formie „antymemu” i antykomunistycznej narracji, lecz przede wszystkim jako /wcale nie utopijny/, racjonalny postulat!

Stawiam tezę, że lewica nie ma prawa mieszać się do polityki, ponieważ powinien istnieć rozdział normalności i patologii – rozdział państwa i lewicy. Czy ludzie głupi, zdemoralizowani i bezmyślni powinni mieć prawo decydować o życiu innych? – owszem, mają prawo być idiotami, lecz nie powinni mieć wówczas wpływu na życie społeczne. W prawie istnieje martwy zapis penalizujący propagowanie ideologii totalitarnych. Tymczasem to, co stanowi główny nurt polityki nie tylko unijnej, jest ideologią bazującą na kulturowym marksizmie.
Józef Mackiewicz twierdził, że do bolszewików się strzela, nie podejmując z nimi dyskusji. Przede wszystkim dlatego, że dyskusja z nimi legitymizuje kłamstwo. Dzisiejsza prawica walczy z nimi za pomocą… wyborczej kiełbasy.

Rozdział państwa i lewicy
Lewica powinna być oddzielona od państwa. Tolerowanie lewicy w polityce przypomina zgodę na obecność lisa w kurniku i debatowanie z nim nad problemem zmniejszenia populacji drobiu.
Czy jest to dyskryminacja? Owszem, jest to dyskryminowanie, czyli wykluczenie i oddzielenie zła. Robi to każda zdrowa cywilizacja.

Lewica – używając jej retoryki – nie jest po prostu „inną orientacją” etyczną. Złodzieje i mordercy nie są przedstawicielami innej orientacji moralnej, lecz przestępcami zasługującymi na karę, obowiązek zadośćuczynienia poszkodowanym  i ewentualną resocjalizację. Podobnie rzecz ma się z politykami, którzy kłamiąc i kradnąc publiczne pieniądze, zasługują na wykluczenie ze sfery politycznej.

Jeżeli ktoś ma lewicową pokusę dokonać tego w sposób demokratyczny, to jest w błędzie. Każdy sondaż pokazuje bowiem miażdżącą dominację zsumowanych opcji politycznych, których modus vivendi i faciendi polega na okradaniu i kupczeniu Polską zgodnie z apetytem ościennych, aktualnie silniejszych metropolii.
Tymczasem broniący codziennie zła „gadzi język” wzywa do tolerancji i dialogu, wstrzemięźliwości w ferowaniu ocen, braku agresji oraz piętnuje „mowę nienawiści”. Programowanie niewolników odbywa się permanentnie, 24 godziny na dobę.

Czy dialog z wyznawcami zła i kłamstwa jest przysłowiowym dialogiem z diabłem? Jeżeli tak, to jest wyjątkowo nierozsądnym posunięciem, często uzasadnianym przez propagandowych stręczycieli jako wybór tzw. mniejszego zła (1989).

Zgoda na obecność „polskiej”, komunistycznej lewicy w polityce, która zrobiła sobie, przypomnijmy to, lifting za moskiewskie pieniądze, ta zgoda jest dodatkowo wzmocniona „polskim” okrągłym stołem, przy którym zasiadali przecież agenci NKWD oraz tajni i jawniwspółpracownicy sowieckiej ekspozytury. Jest to kolejne – mniejsze – uświadomione – „odczarowane” u niektórych, lecz nadal budzące lęk przed jego złamaniem, wciążdziałające w praktyce tabu – mit okrągłego stołu, mit polskiego, niepodległego wewnętrznie i zewnętrznie państwa, mit wolności, która codziennie okazuje się pozorną.

Drogi czytelniku!
Być może zbulwersuje cię zdanie, którym postanowiłem zakończyć mój tekst, ale taka jest moim zdaniem prawda: Jeżeli nic nie robisz, czyli w praktyce tolerujesz obecność lewicy w polityce – jesteś tzw. użytecznym i nie szkodzi, że „prawicowym” – idiotą.
PS  Myślę, że teza, iż lewica nie ma prawa wtrącać się do polityki, jest aktualnie kluczowa dla duchowej, politycznej i gospodarczej żywotności Polski.
Osobiście nie wyobrażam sobie, abym mógł udzielić jakiegokolwiek poparcia partii, ruchowi politycznemu, który nie powróci do korzeni i tradycji i nie zacznie uprawiać polityki, którą rozumiem jako realizacje powyższej tezy w rzeczywistej praktyce.
_______________________________________________________
Przypisy:
(1) Think tank (ang., dosłownie: zbiornik myśli). Ubijacze piany. W praktyce zajmują się moderacją i bezpośrednim udziałem w publicznej dyskusji. Utrzymują się często z drenażu publicznych środków. Powiązane w sieć m.in. z fundacjami typu „koń trojański” vide „Fundacja Batorego”. W przypadku Szkoły Frankfurckiej słowem bardziej adekwatnym niż „zbiornik” byłaby „kloaka”.
(2) Antonio Gramsci – nieznany ogółowi, lecz obok przedstawicieli Szkoły Frankfurckiej „ojciec” współczesnego komunizmu – twórca kulturowego marksizmu.
(3) Donald Tusk – jeden z elementów układanki marketingu politycznego, czyli „wybrany demokratycznie premier”.

Źródło całego tekstu (1) http://www.ekspedyt.org/czarnalimuzyna/2014/04/23/24007_czy-lewica-ma-prawo-mieszac-sie-do-polityki.html

--------------------------------------------------------------------------------------

P.S.
Okazuje się - dzięki informacji J. Darskiego - że tekst ten znajduje się też na forum "naszeblogi": pod linkiem: http://naszeblogi.pl/45969-czy-lewica-ma-prawo-wtracac-sie-do-polityki

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
 http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 9 marca 2014

Jeszcze raz o konflikcie na Ukrainie...

Tym razem króciutko i podsumowująco...
(uwaga: tekst uzupełniony w dniu 15.03.2014 roku)


Jest kilka niezaprzeczalnych faktów o których częściowo pisałem w swoim poście pt.: ""Kto, jak i dlaczego "rozgrywa" Ukrainę"".

... Tutaj przedstawię je skrótowo, choć w wersji przedmiotowo rozszerzonej w stosunku do treści w/w postu.

Po pierwsze. W całym konflikcie nie chodzi o nic innego jak tylko o utrzymanie i rozszerzenie (Rosja) lub pozyskanie (UE, USA, międzynarodowe instytucje finansowe: prywatne i quasi państwowe) strefy wpływów, czyli chodzi o nic więcej jak tylko o władzę i pieniądze. Szczególnie zaś wszystko rozgrywa się wokół możliwej, przyszłej eksploatacji  zasobów naturalnych Ukrainy ( w tym: Krymu i Morza Czarnego) i możliwości jej zadłużeniowego drenowania przez międzynarodowe instytucje finansowe (prywatne banki, MFW, BŚ, EBC). Kłania się tu też geopolityczne znaczenie Ukrainy - z jednej strony - dla tworzenia przez Rosję Unii Euroazjatyckiej (zob.: http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/02/co-nas-czeka-jeden-rzad-swiatowy.html) a - z drugiej strony - również geopolityczne znaczenie Ukrainy dla USA oraz UE polegające na wciągnięciu jej w orbitę zachodnich wpływów unio-europejskich, przy czym dla wielu jest to droga do mitycznego Nowego Porządku Świata, czyli masońskiego NWO (zob: http://blogmedia24.pl/node/66869).

Po drugie. Na Ukrainie dokonało się obalenie władzy, które z całą pewnością dalekie było od tzw. cywilizowanych standardów nowoczesnej Europy. Dotychczasową władzę W. Janukowycza (wybranego w oficjalnych wyborach) obalono poprzez demonstracje uliczne, co oczywiście - szczególnie z punktu widzenia Rosji - było niezgodne z zasadami przyjętymi na Ukrainie i być może wcześniejszymi umowami między UE-USA a Rosją... gdzie Ukraina miała zostać pod wpływami Rosji (zresztą podobnie jak np. Polska i Czechy). Ponadto cały Majdan i demonstracje na Ukrainie były możliwe tylko dziękli sfinansowaniu ich przez niektórych ukraińskich oligarchów i międzynarodowe instytucje "banksterów". Podobno też dość dużą kwotę wyłożyły same USA. W tym kontekście warto przypomnieć, że jeden dzień demonstracji na Majdanie kosztował około 230 tys. PLN (700 tys. Hrywien). Niepokoić może także skład nowego rządu Ukrainy, który w dużej mierze składa się z przedstawicieli partii Swoboda, jawnie nawiązującej do nacjonalistycznej wizji Ukrainy reprezentowanej onegdaj przez S. Banderę i jego OUN-UPA (tzw. Wielka Ukraina - zob.: http://blogmedia24.pl/node/66893). Jest to szczególnie wrażliwy dla nas-Polaków temat, biorąc pod uwagę rzeź na Polakach jaką dokonała na Wołyniu OUN-UPA w czasie II Wojny Światowej a także przed nią i po niej.

Po trzecie. Nastąpiło zbrojne wtargnięcie na Krym dokonane z pogwałceniem międzynarodowego prawa przez Rosję. Jest to jednoznaczne z wypowiedzeniem przez nią wojny Ukrainie. I nie ma żadnego prawnego ani politycznego uzasadnienia przywoływanie przez Rosję prawdopodobnego faktu przypadkowego (a dokonanego przez Chruszczowa) przyłączenia Krymu do Ukrainy. Wedle wszelkich reguł Krym był i pozostaje częścią Ukrainy pomimo, że większość jego współczesnych mieszkańców stanowią Rosjanie (jeszcze 100 lat temu byli to Tatarzy Krymscy, których wysiedliła Sowiecka Rosja). Z tego punktu widzenia referendum na Krymie jest plebiscytem, którego wynik nie powinien być akceptowany przez świat demokratyczny.

Po czwarte. Ani prezydentowi Władimirowi Putinowi, ani UE, ani USA, ani tym bardziej międzynarodowym instytucjom finansowym nie chodzi o los obywateli Krymu i Ukrainy (patrz pkt.1). Zdaje sobie z tego sprawę W. Putin i uważa, że tak naprawdę ma wolną rękę w sprawie Krymu a nawet przyszłego losu całej Ukrainy lub też jej wschodniej części. Jest wielce prawdopodobne uzgodnienie na linii: Moskwa-Berlin-Waszyngton przyszłego podziału strefy wpływów na Ukrainie... pomiędzy Rosję a UE Patrz pkt.2). Jeżeli tak jest to ostre wypowiedzi polskich polityków i "prężenie przez nich muskułów" nic nie daje a jest tylko werbalnym jazgotem dokonywanym na potrzeby wewnętrznej kampanii wyborczej. Być może też "plebiscyt" na Krymie jest też przychylnie postrzegany przez Niemcy w kontekście ich niemałych roszczeń wobec naszego, polskiego Śląska (wspieranie RAŚ) i innych regionów Polski.

Po piąte. Raczej nie ma najmniejszych wątpliwości, że w razie konfliktu zbrojnego na linii: Polska - Rosja nikt nie ruszy nam z pomocą, chociaż jesteśmy w strukturach NATO. Wielokrotnie w historii pokładaliśmy zbyt wielkie nadzieje w naszych zachodnich sojusznikach. Ewentualna pomoc USA (bo na pewno nie krajów zrzeszonych w UE a będących członkami NATO - są zbyt mocno skorumpowane pieniędzmi Rosji i wzajemnymi z nią zależnościami polityczno-gospodarczymi: vide. Francja i Niemcy) zależeć będzie od zmiany geopolityki dokonanej przez prezydenta B. Obamę. Może ją radykalnie zmienić tylko w wypadku, jeżeli zagrożone zostaną geostrategiczne interesy USA a to zależy... od W. Putina i jego przyszłych działań.

Po szóste (w powiązaniu z piątym). Kraje członkowskie NATO w razie zaatakowania jednego z ich członków przez armię z poza NATO nie mają obowiązku ruszyć ze zbrojną pomocą. Są jedynie zobowiązane do rozpatrzenia takiej możliwości. Pozostaje nam jedynie wierzyć w USA, ale przecież pozbyliśmy się podczas katastrof: CASY pod Mirosławcem i rządowej Tutki pod Smoleńskiem najlepszych pronatowskich oficerów i dowódców oraz polityków będących wiarygodnymi w oczach USA. Na ile mogą być wiarygodni nasi obecnie rządzący politycy jeżeli od samego początku rządów PO-PSL dezawuowali konieczność rozmieszczenia w Polsce tarczy antyrakietowej a po 10 kwietnia 2010 roku potulnie spełniali życzenia Kremla i jej władcy W. Putina?. Pytanie chyba retoryczne i chyba nikt nie wierzy w dzisiejszą nagłą zmianę ich stanowiska... To tylko słowa... bez żadnego międzynarodowego znaczenia i być może nawet nam (czyli Polsce) w przyszłości szkodzące.

Po siódme (w powiązaniu z szóstym). Wszystkie obecne ostre wypowiedzi polskich przedstawicieli władz i mediów przeciwko Federacji Rosyjskiej świadczą albo o ich ograniczeniu umysłowym, albo są świadomym działaniem mającym na celu stworzenie przyszłego zagrożenia dla Polski (patrz pkt.6). Musimy sobie zdawać sprawę, że po śmierci ś.p. L. Kaczyńskiego Polska świadomie zrezygnowała z liderowania nowym, europejskim  krajom członkowskim UE i NATO. Przecież cały czas (tuż przed i po zamachu) wmawiano nam, że ś.p. L. Kaczyński to "idiota z szabelką" a zamach smoleński był li tyko nieszczęśliwym wypadkiem i oddano całe śledztwo Rosji... argumentując, że jest ona jednym z naszych najlepszych politycznych sprzymierzeńców i że można jej wierzyć na 1000%. Przegraliśmy (po 10 kwietnia 2010 roku) naszą szansę na budowę partnerstwa wschodniego  pod naszym przywództwem. Obecnie (za rządów PO-PSL) coraz mniej znaczymy w Europie i UE, i tym bardziej nasz nagły, negatywny głos w sprawie Ukrainy i  "ujadanie" na Rosję może tylko ją i naszych partnerów z UE oraz USA i NATO po prostu... śmieszyć... A może mamy pełnić rolę "kozła ofiarnego"? Niestety... Zaniedbaliśmy nawet nasze strategiczne interesy związane z bezpieczeństwem energetycznym Polski: brak gazoportu w Świnoujściu, brak ustaw związanych z wydobyciem gazu i ropy z łupków, zgoda na płytsze w Bałtyku osadzenie rurociągu północnego w okolicach Świnoujścia (ograniczenie w dostawach gazu skroplonego przez największe jednostki pływające). Podobnie przez ostatnie 6 lat zlikwidowaliśmy resztki rodzimego przemysłu, szczególnie ciężkiego. Nie mamy też armii zdolnej do odparcia jakiejkolwiek agresji... I to wina tylko i wyłącznie obecnej ekipy rządzącej. Dzisiejsze ich słowa to czysta hipokryzja...

Po ósme (w powiązaniu z siódmym). Polska armia nie ma najmniejszych szans w starciu z wojskami Federacji Rosyjskiej ani chyba żadnymi innymi. Taka jest niestety prawda i trudno się pocieszać faktem, że w starciu z Rosją nie ma szans większość krajów europejskich. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że stanowimy wschodnią granicę NATO i winniśmy (wzorem kiedyś RFN) mieć naprawdę bardzo silną armię. Dlaczego jej nie mamy? Zapytajmy obecnie rządzących... Tym bardziej nie mamy szans w jednoczesnych walkach: gospodarczej - z Niemcami i jej UE oraz zbrojnej - z Rosją. Jesteśmy zdani na to, co tak naprawdę powie i zarządzi wraz z W., Putinem A. Merkel. To tak jakby historia zatoczyła koło... Może jestem zbytnim czarnowidzem, ale za rządów PO-PSL straciliśmy jakiekolwiek znaczenie polityczno-gospodarczo-wojskowe. Może faktycznie (jak nawoływał R. Sikorski a teraz potwierdza L. Wałęsa...) Polska winna się całkowicie oddać pod władanie Niemcom? Smutne, jeżeliby było prawdziwe...

Po dziewiąte. Tak czy inaczej i niezależnie od rozwoju sytuacji Polska potrzebuje dziś silnej armii, i to zarówno liczebnie, jak i pod względem uzbrojenia! Podwyższenie naszej zdolności obronnej jest możliwe tylko wtedy, gdy w Polsce obejmą rządy Polacy a nie potulni wykonawcy likwidacji Polski jako suwerennego i niepodległego państwa! Podobnie dziś potrzebna jest nam dywersyfikacja źródeł dostaw ropy i gazu (szybkie ukończenie gazoportu w Świnoujściu i powrót do idei budowy rurociągu Nbucco - z pominięciem Rosji - i z Norwegii).

Po dziesiąte. Polska potrzebuje więc nowego rządu spełniającego wolę narodu polskiego i odsuwającego od władzy skorumpowanych i - dla mnie - antypolskich polityków w stylu Tuska, Sikorskiego, Kalisza, Palikota, Millera,Komorowskiego i innych quasi lub faktycznych liber-komuno-global-lewaków...

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

piątek, 31 sierpnia 2012

Odnajdujmy i poznawajmy spuściznę ks. Tadeusza Kiersztyna

Informacja o śmierci ks. Tadeusza Kiersztyna dotarła do mnie podczas mojego pieszego pielgrzymowania z Łodzi do Częstochowy na uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Wśród pielgrzymów wywołała niemałe poruszenie i dyskutowano o niej także z wieloma duchownymi na Jasnej Górze. Ci, co znali samego księdza osobiście oraz/lub jego działalność wyrażali smutek i żal z powodu jego śmierci. Ci zaś, którzy wcześniej o nim nie słyszeli, mieli okazję poznać go w naszych opowieściach o nim samym i jego dziełach...

Pogrzeb ks. Tadeusza Kiersztyna odbył się wczoraj. Także ja wczoraj pieszo wróciłem z Jasnej Góry.

Nie wiem do końca, co i gdzie napisano o księdzu zaraz po jego śmierci. Być może powtórzę informacje już powielone gdzie indziej. Niemniej bardzo ceniłem dzieło Ks. Tadeusza Kiersztyna i jego samego. Stąd też niniejszy o nim wspomnieniowy i dokumentacyjny post, w którym wskazałem na internetowe źródła dwóch filmów z jego wypowiedziami oraz książki o masonerii. W przyszłości postaram się uzupełnić post o inne dokumenty związane z dokonaniami i dziełami ks. T. Kierszytna.

-----------------------------------------

Notka biograficzna ze strony: http://www.intronizacja.pl/

Ks. Tadeusz Kiersztyn urodził się 15 grudnia 1945 roku w Pogorzanach – Szczyrzycu. Dzieciństwo i młodość spędził w Rabce. 17 sierpnia 1971 roku wstąpił do Towarzystwa Jezusowego, rozpoczynając nowicjat w Starej Wsi koło Brzozowa. W latach 1973-75 studiował filozofię w Krakowie, a w 1975-78 teologię w Warszawie.

Lata 1978-80 to czas studiów na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, gdzie uzyskał licencjat z teologii duchowości. 24 czerwca 1979 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk papieża Jana Pawła II w Rzymie.

W latach 1980-84 był prefektem kleryków w kolegium jezuickim w Krakowie. Przez wiele lat posługiwał jako oddany duszpasterz i kapelan Wspólnot „Wiary i Światła”. Po odbyciu rocznej probacji zakonnej w roku 1986 roku został mianowany Krajowym Sekretarzem Apostolstwa Modlitwy. W latach 1993-98 dodatkowo pełnił funkcję redaktora naczelnego „Posłańca Serca Jezusowego”. W 1989 roku złożył ostatnie śluby zakonne, zostając profesem Towarzystwa Jezusowego.

W 1987 roku założył Ośrodek Formacyjno-Rekolekcyjny w Szczyglicach pod Krakowem, będąc jednocześnie twórcą i opiekunem duchowym mieszkającej tam Wspólnoty św. Klaudiusza la Colombiere. Był inicjatorem powstania i jednym z fundatorów Fundacji Serca Jezusa.

W 1996 roku jego staraniem został otwarty proces kanonizacyjny S.B. Rozalii Celakówny, w którym Powodem była Fundacja Serca Jezusa. Ks. Tadeusz aktywnie uczestniczył w jego pracach, będąc równocześnie członkiem komisji teologicznej. Zainspirowany misją S.B. Rozalii Celakówny, podjął starania na rzecz Intronizacji Jezusa Króla Polski.

W 1998 roku poprosił o dymisję z Towarzystwa Jezusowego, którą przyjął w 1999 roku. Po odejściu z zakonu zamieszkał w Ośrodku w Szczyglicach, posługując na rzecz Wspólnoty św. Klaudiusza, całą energię poświęcając na propagowanie i rozwijanie Dzieła Intronizacji i kultu Jezusa Króla Polski. W tym celu z jego inspiracji w roku 2003 powstało Stowarzyszenie „Róża” skupiające przyjaciół Rozalii Celakówny.

Ks. Tadeusz Kiersztyn był autorem licznych opracowań, w których wyjaśniał istotę Intronizacji Jezusa Króla Polski. Do najważniejszych należą: „Ostatnia walka” oraz „Siedmiodniowe Nabożeństwo Intronizacyjne”. Kontynuował tę działalność, publikując broszurki z serii „Czas…”. Ostatnią pozycją jest „Droga do chwały". Przekazuje w niej treści duchowe, którymi sam żył i które zaleca swoim duchowym dzieciom.

---------------------------------------

Wspomnienie Wspólnoty św. Kaudiusza, za:  http://www.intronizacja.pl/ 

Mieliśmy szczęście być z ks. Tadeuszem Kiersztynem wiele lat. I dzisiaj jest szczególny czas, aby dać świadectwo, powiedzieć, kim dla nas był, jak Go postrzegaliśmy, jakie obrazy zapisały się w naszych sercach...

Kiedy adorował Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, klęcząc na ziemi przez godzinę, prawie nie odrywał wzroku od Tronu Chwały, a na twarzy gościł tajemniczy uśmiech, uśmiech dziecka, uśmiech przyjaciela, jak się uśmiecha do kogoś bardzo bliskiego, kogoś, kogo się rozumie bez słów.

Nigdy nie zależało mu na sobie i swojej opinii, nie zależało mu też na żadnym rozgłosie, wszystko co robił, planował dla dobra Dzieła Intronizacji. Na jego barki spadały coraz to nowe i coraz to gorsze prześladowania i cierpienia, a on był tak pogodny i radosny, jakby tu na ziemi żył już Niebem. To Niebo odbijało się zwłaszcza w oczach. Owszem, potrafił się zdenerwować, irytowała go zwłaszcza zawziętość ludzka w głupocie i w grzechu – ale w tej złości nie było nic osobistego. Potrafił osoby, które go skrzywdziły, polecać na modlitwie z taką miłością i gorliwością, jakby to były najbliżsi członkowie jego rodziny. W ogóle nie traktował tego w kategoriach osobistych. Jeśli martwił się i złościł szykanami i oszczerstwami, to dlatego, że wiedział, że ostatecznie wcale nie są zwrócone w jego stronę, lecz w stronę Dzieła Intronizacji Jezusa Króla Polski.

Kochał Jezusa miłością bez granic, miłością sługi, żołnierza, przyjaciela, krewnego, miłością kogoś najbliższego. I tęsknił za Nim niesamowicie. Tak bardzo to było widoczne na każdej poniedziałkowej modlitwie… Wyrywał się do Pana.

Walczył ze złym duchem. Była to walka potężna, stawał bowiem do walki z istotami wielokrotnie potężniejszymi od siebie – zawsze z imieniem Jezusa Króla Polski na ustach, w sercu, na dłoniach... Mocą sakramentu kapłaństwa i Duchem zjednoczenia z Chrystusem przepędził wiele demonów, uratował wielu ludzi. Wielokrotnie powtarzał, że nie boi się złego ducha, lecz boi się ludzi, przez których zły duch działa. Wiedział, że tylko oni mogą mu zrobić realną krzywdę.

Niezwykłą troską i matczyną niemal miłością otaczał osoby, które razem z nim angażowały się w Dzieło Intronizacji. Pomagał zawsze, nigdy się nie narzucał. Widział bardzo wiele, ale sam najczęściej nie interweniował. Delikatność ojca, jak delikatność Boga, który się nie narzuca, choć wie i może wszystko. Podejmował nasze problemy jak swoje, tyle ludzi lgnęło do niego, jak do ojca, jak do sługi i proroka Boga, którym w istocie był.

Kochamy go i zawdzięczamy mu życie duszy. Prawdziwy Ojciec.

Wspólnota św. Klaudiusza

---------------------------------------------

Z zapisków ks. T. Kiersztyna, za: http://prawda-nieujawniona.blog.onet.pl/Zatrute-zrodlo-Masoneria-Ks-Ta,2,ID491497893,n

W niecały miesiąc po otwarciu procesu S.B. Rozalii Celakówny ofiarowałem Panu Jezusowi w Bazylice Serca Jezusa w Krakowie, wśród dość dramatycznych okoliczności, wotum – złotą koronę. To wydarzenie spowodowało, że ujawniły się ukryte dotąd w zakonie jezuitów i w Kurii krakowskiej siły liberalne, niewiele mające wspólnego z Objawieniem i z religią katolicką, wrogo nastawione do idei panowania Boga w naszym Narodzie. Głównymi wtedy przeciwnikami Jezusa Króla Polski objawili się: prowincjał jezuitów Prowincji Polski Południowej o. Adam Żak oraz metropolita krakowski ks. kard. Franciszek Macharski, co skutkowało tym, że na drodze zakazów i poprzez różnego rodzaju ostracyzmy próbowano zniechęcić mnie do szerzenia posłannictwa Rozalii. Po dwóch latach utarczek, gdy zorientowano się, że wyżej cenię obowiązek wiary niż względy ludzkie, postanowiono mój problem rozwiązać definitywnie. W czerwcu 1998 r. złożono mnie ze stanowiska Krajowego Dyrektora AM oraz z redaktora naczelnego “PSJ”, a w trzy miesiące potem zażądano ode mnie, bym opuścił Polskę na nieokreślony czas… [...]

[Ks. Kiersztyn tak oto opisuje powody odejścia od Jezuitów]:

Przez prawie 30 lat coraz bardziej przygniatała mnie świadomość, że Towarzystwo Jezusowe zdradziło swe szczytne ideały, demonstrując w obliczu współczesnych zagrożeń przerażającą pasywność lub – w osobach poszczególnych kapłanów – jawnie spiskując przeciwko Chrystusowi i Jego Królestwu. Rozwój wydarzeń z ostatnich miesięcy, dotyczących mojej osoby i mojej działalności, przekonał mnie o beznadziejności co do dalszych prób zrealizowania mego powołania na drodze, którą obecnie kroczy Towarzystwo Jezusowe. Przy okazji z przykrością muszę stwierdzić, że poziom moralny, jak również poziom świadomości teologicznej Ojca Prowincjała, które ujawniły się zwłaszcza w prowadzonych ze mną rozmowach, były dla mnie w najwyższym stopniu gorszące. Jestem głęboko przekonany, że prowadzi Ojciec Prowincję sobie powierzoną do duchowego samozniszczenia, szkodząc tym samym całemu Kościołowi. Biorąc to wszystko pod uwagę, dalsze przebywanie w Towarzystwie Jezusowym niesie dla mnie nieuchronną groźbę zmarnowania życia i budzi poważne obawy o zbawienie wieczne. [...]


------------------------------------------------------

Książka obowiązkowa dla wszystkich:
Zatrute źródło MASONERIA, Praca zbiorowa pod redakcją ks. Tadeusza Kiersztyna, Kraków 2010, © ks. Tadeusz Kiersztyn, 2010, Wydanie drugie, poprawione. Non profit, Wydawca: ks. Tadeusz Kiersztyn - udziela prawa do niekomercyjnego rozpowszechniania niniejszego opracowania.
Do pobrania *.pdf: http://intra-ak.pl/pdf/zatrute_zrodlo_masoneria-praca_zbiorowa.pdf

Fragment:

"...Masoneria jako organizacja jest obok innych demonicznych organizacji nazywana antykościołem dlatego, że jest jakby kalką Kościoła Jezusa, z tym, że wszystko w tym antykościele jest uczynione w imię Szatana na opak, na wspak, na bluźnierczą odwrotność. W miejsce kultu Boga jest w nim kult Lucyfera, w miejsce Najświętszej Ofiary czarna msza, w miejsce łaski i charyzmatów magia, w miejsce świętości grzech, w miejsce Prawdy Objawionej uwodzące kłamstwa itd. W antykościele masoneria zajmuje miejsce uprzywilejowane, tak jak zakony w Kościele katolickim, i dlatego sama nazywa się „zakonem", a masonów „braćmi" (...)

Masoneria jest organizacją hierarchiczną, zbudowaną na kształt piramidy. W ramach jej struktury nikt nie wie, co się odbywa na wyższych stopniach wtajemniczenia (...)

Organizacja masońska rytu szkockiego składa się z trzydziestu trzech stopni wtajemniczenia. Trzy pierwsze stopnie, tzw. teoretyczne, tworzą masonerię błękitną (od koloru obecnego na masońskim fartuchu).
Właściwa organizacja masońska (wewnętrzna) zaczyna się od czwartego stopnia wtajemniczenia i jest podzielona na trzy formacje:
1. Stopnie kapitularne wznoszą się od 4 do 18 (nie wszystkie są dziś w użyciu), tworząc masonerię czerwoną.
2. Stopnie filozoficzne wznoszą się od 19 do 30 (również niektóre z nich są stopniami historycznymi), tworząc masonerię czarną.
3. Stopnie administracyjne wznoszą się od 31 do 33 stopnia, tworząc masonerię białą.
Mason na stopniach kapitularnych wdrażany jest w tajemnice gno- styckiej magii, co z punktu duchowego musi doprowadzić go do ścisłej zależności od złego ducha.
Mason na stopniach filozoficznych dostępuje wtajemniczenia w żydowską kabałę, co z kolei uzależnia go jeszcze mocniej od demonicznych wpływów i dodatkowo od filosemityzmu.
Mason, wstępując na stopnie administracyjne, staje się wyznawcą monizmu gnostyckiego (wiara, że Lucyfer jest bogiem) i spełnia funkcję władzy nad masonami z niższych stopni wtajemniczenia (...)

-------------------------------------------

Wybrane filmy, za: REBELIANTKA - http://lubczasopismo.salon24.pl/gloskosciola/post/442883,s-p-ksiadz-tadeusz-kiersztyn

http://www.youtube.com/watch?v=tdb5uV4leMQ


http://www.youtube.com/watch?v=l4TtyIjqzTI


--------------------------------------------

Ks. Isakowicz-Zaleski: Zabroniono koncelebry na pogrzebie ks. Kiersztyna, za: http://solidarni2010.pl/10799-ks-isakowicz-zaleski-zabroniono-koncelebry-na-pogrzebie-ks-kiersztyna.html?PHPSESSID=481c7a1d1eb0c9943eb13bdf91a180fa

Wczoraj po raz pierwszy w życiu uczestniczyłem w pogrzebie, w czasie którego kapłanom odmówiono prawa do koncelebrowania liturgii pogrzebowej.



Od chwili przyjęcia święceń kapłańskich, co miało miejsce prawie trzydzieści lat temu, uczestniczyłem w bardzo wielu pogrzebach księży. Wśród tych pogrzebów zdarzały się także pochówki duchownych katolickich, którzy albo odeszli z kapłaństwa, albo targnęli się na własne życie, albo przez wiele lat kolaborowali z reżymem komunistycznym. Niezależnie jednak od oceny ich ziemskiego życia na ostatnie pożegnanie zawsze przyjeżdżali licznie współbracia-kapłani, aby poprzez udział w mszy św. koncelebrowanej modlić do Miłosiernego Pana o wieczne zbawienie.

Wczoraj jednak po raz pierwszy w życiu uczestniczyłem w pogrzebie, w czasie którego kapłanom odmówiono prawa do koncelebrowania liturgii pogrzebowej. A niektórzy jak. np. ks. Stanisław Małkowski przebyli drogę kilkuset kilometrów. Stało się to na pogrzebie śp. ks. Tadeusza Kiersztyna, propagatora intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski. Gdy przed liturgią żałobną wszedłem wraz z innymi kapłanami do zakrystii kaplicy cmentarnej na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, to tamtejszy rektor wyprosił nas stamtąd, powołując na zarządzenie ks. kard. Stanisława Dziwisza, metropolity krakowskiego, który zakazał koncelebry. Przez całą liturgię staliśmy więc w tłumie wiernych, bez możliwości założenia szat liturgicznych.

Mszę św. sprawował tylko rektor kaplicy. Nabożeństwo odbyło się bez kazania, bez modlitwy wiernych, bez okadzenia trumny, a nawet bez postawienia na trumnie (jak to jest zazwyczaj na pogrzebach duchownych) kielicha i mszału. A przecież zmarły nie był ani ekskomunikowany, ani przeniesiony do stanu świeckiego. Cały obrzęd był sprawowany w szybkim tempie. Jedynie rozdawania komunii świętej trwało dość długo, bo ilość świeckich żałobników była bardzo duża. W czasie modlitw nad samym grobem nie pozwolono także na wygłoszenie przemówień. Osobną sprawą była nieobecność na pogrzebie jezuitów, w których szeregach ks. Kiersztyn był prawie trzydzieści lat. Czego oni tak bardzo się przestraszyli?
Zauważyłem jedynie dwóch „dzielnych” uczniów św. Ignacego Loyoli, którzy ubrani po świecku przemykali się pomiędzy grobami. Z parafii w Rabce, w której zmarły kapłan się wychował, i Morawicy, na terenie której duszpasterzował przez wiele lat, też żaden ksiądz nie przyjechał.

Jest takie powiedzenie „Kościół przebacza, ale nie zapomina”. W tym wypadku jednak urzędnicy kościelni ani nie przebaczyli, ani nie zapomnieli. I to do grobowej deski, w pełnym tego słowa znaczeniu.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
www.isakowicz.pl

-----------------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 10 października 2011

Jan Krzysztof Bielecki - Nowy Premier?

Witam

Wiem, że nikt sobie nie wyobraża, że po zwycięstwie PO premierem może być ktoś inny niż Donald Tusk... jak kiedyś nikt sobie nie wyobrażał faktu rezygnacji przez niego z kandydowania na Prezydenta...

Od wczoraj zaś bardzo aktywnie i ponownie promowany przez media jest Jan Krzysztof Bielecki.

Źródło zdjęcia: wikipedia. Doprawdy... ciekawy i "czysto polski strój" Pana Jana Krzysztofa Bieleckiego może zastanawiać (przez niektórych - pomijając błękitną szarfę - ten np. "biało-czerwony kotylion" ma przestawione barwy i bardziej określa plemię Chazarów niż Polaków czy nawet Judejczyków a poza tym wielu też uważa kotyliony - w przeciwieństwie do kokard - za "niepoważne" narodowe symbole).

Tuż po zakończeniu wyborów ten Pan rozmawiał (wraz z J. Oleksym i K. Marcinkiewiczem) z "wybitnie rządową" dziennikarką Panią Dorotą Wysocką-Schnepf, żoną ambasadora RP w Hiszpanii Ryszarda Schnepfa (w 2006 roku "z hukiem wyrzuconego poprzez osobista dymisję" ze służby dyplomatycznej przez  rząd PiS...bowiem bez uzgodnienia z premierem przedstawił własną koncepcję związaną z Gazociągiem Północnym sic!!!) a dzisiaj TVP nie dość, że przygotowała mu reporterską wizualnie laurkę z życiorysu to jeszcze przedyskutowała z nim "palące problemy powyborcze".

Takie nasycenie J. K. Bieleckim może oczywiście nie znaczyć nic ponad to, iż ten Pan dalej będzie przez wielu postrzegany jako "faktyczny premier cienia", który z pozycji szefa Rady Gospodarczej przy Premierze de facto wykonuje czynności Prezesa Zarządu (lub też Syndyka) Rzeczpospolitej Polskiej. W innej wersji - zdecydowanie gorszej dla Polski - może jednak objąć już stery naszego kraju oficjalnie.

Sądzę, że jako mój komentarz wystarczy ponowne przedstawienie mojego tekstu pt.: Uwaga czyżby powrót "szaro-czarnej emnincji finansowej napisanego w lutym tego roku...

-------------------------------------------------------------------

(tekst mojego postu opublikowanego w dniu 06.02.2011 roku zawiera się pomiędzy wyśrodkowanymi liniami poziomymi) 

Tajemniczy były premier. Mentor D. Tuska. Typowany przez wielu na premiera... prawdopodobnie powraca promowany wstępnie (a jakże przez onet) medialnie przez dzisiejszą zajawką jego jutrzejszego wywiadu w onet.pl. "Bielecki: zawsze miałem słabość do braci Kaczyńskich".

Tylko wskażę na dwa pierwsze pytanie i odpowiedź, które ustawiają cały artykuł i są leadem jego wewnętrznej wymowy:
"Jacek Nizinkiewicz: W jakiej formie jest Donald Tusk? 
Jan Krzysztof Bielecki: Premier Tusk jest w bardzo dobrej formie. Mimo osobistych problemów, cały czas jest skupiony na rządzeniu krajem.
- Tusk i Schetyna grają w jednej drużynie? Czy każdy gra już na siebie? 
- Jestem przekonany, że Tusk i Schetyna grają w jednej drużynie. W końcu znam dobrze Grzegorza Schetynę".

Każdy kto kiedykolwiek zetknął się ze środowiskiem PO i najbliższym otoczeniem D. Tuska wie, że dla niego J.K. Bielecki jest czymś w rodzaju "guru"... chyba nie tylko finansowego, ale i życiowo-politycznego...

Nie wiem po co ten wywiad. Mogę się tylko domyślać, że planowany jest być może powrót J.K. Bieleckiego jako "ratownika" polskiej gospodarki, której oczywiście nie da się uratować... ale może właśnie dlatego potrzebny jest były premier, aby pomóc ją do końca PO-wiakom wydrenować? Innym celem może też być ostateczne upłynnienie PKOBP a może przygotowanie do prywatyzacji NBP? Nie wiem... może w ogóle J.K Bielecki nie wróci do polityki zadowalając się już osiągniętym statusem i dochodami? Może, ale... w takim razie po co promocja PR-owa?

Tylko dla przypomnienia. To przecież za kadencji prezesowania J.K. Bieleckiego PKO S.A. skutecznie zostało przejęte przez Unicredit. Za tę operacje oczywiście Pan Jan Krzysztof Bielecki otrzymał nagrodę i był długo we władzach tego włoskiego banku.

I właśnie wtedy, gdy we władzach Unicredit był J.K. Bielecki toczył się drenaż polskich firm poprzez oferowanie polskim przedsiębiorcom m.in. przez ten bank (vide PKO S.A.) toksycznych, asymetrycznych opcji walutowych, na których Polska mogła stracić nawet około 200 mld zł (doliczając do tego koszty upadłości, bankructwa, kategorię utraconych zysków, wypłacane dla upadających firm zasiłki dla bezrobotnych i uszczuplenie podatków lokalnych). Dygresja do Pana W. Pawlaka – Co z planowanymi pozwami zbiorowymi przedsiębiorców?

No i jeszcze pamiętne spekulacje na polskim złotym... Czy Unicredit w nich uczestniczył jako międzynarodowa instytucja finansowa? Większość takowych instytucji uczestniczyła a raczej na pewno te, które we władzach lub jako doradców miały Polaków, np. Goldman Sachs (Kaziu, Kaziu, Kaziu... Marcinkiewicz).

I jeszcze jedno na koniec. To m.in. UniCredit CA IB Poland brało pośredni lub bezpośredni udział w nadzorowaniu i przygotowywaniu prywatyzacji PGE (największej spółki energetycznej w kraju).

Czyżby czas na drugiego Leszka Balcerowicza? Ów skutecznie zniszczył polski majątek u progu III RP a może Ten ma zakończyć to niszczenie? Obym się mylił... również, co do roli J.K. Bieleckiego jako szarej albo i czarnej eminencji polskiego systemu finansowego i nie tylko...

Pozdrawiam

P.S.
Dla zobrazowania polecam moje dawniejsze posty:
1. KOMU ZALEŻY NA UTRACIE PRZEZ POLSKĘ PKO BP?
2. UWAGA - Powtórka z rozrywki... znów spekulacje na polskim złotym!
3. Spekulacja na złotym! - CORAZ OSTRZEJ!
4. WICEPREMIER SKARŻY SIĘ NA PREMIERA U INTERNAUTÓW!

-------------------------------------------------------------------

Sądzę, że dziś - po wyborach parlamentarnych - nie muszę o wiele więcej dodawać... chyba tylko tyle, że może tez zostać wicepremierem...

Pozdrawiam refleksyjnie

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com

Prośba: "Jeżeli korzystasz z wikipedii to sprawdź, czy treść informacji nie została ocenzurowana przez administratorów/cenzorów polskiej jej wersji - porównaj treść hasła z jego brzmieniem na obcojęzycznych stronach wikipedii, szczególnie tej anglojęzycznej!"

niedziela, 24 lipca 2011

Anders Behring Breivik - były mason, prawicowy myśliwy i fan Call of Duty! I co z tego wynika...

Witam

Wiele od wczoraj napisano na temat dramatu w Norwegii.

Zginęło przeszło 90 osób... Czy zupełnie przypadkowych?

Zamachu i morderstwa dokonał przede wszystkim jeden człowiek: Anders Behring Breivik - "uśpiony" (były) mason, myśliwy i fan Call of Duty, do niedawna lewak a ostatnio prawicowy fundamentalista luterański! Czy rzeczywiście był on jednocześnie jedynym organizatorem i głównym wykonawcą tegoż morderstwa?

W prasie i mediach niemal natychmiast przedstawiono prawie, że "idealną i komplemetarną" sylwetkę i profil psychologiczny Andersa. Trafnie to określił Kamil Kisiel w tekście umieszczonym na portalu wolnościowym "prokapitalizm" pt.: "Anders Behring Breivik – koło zamachowe lewicy" . Autor wskazuje na pewną zaskakująca prawidłowość, którą prezentuje tak: "Proszę zwrócić uwagę na niespotykaną koincydencję… I tak oto Anders Behring Breivik był: Konserwatystą - mówi się, że należał do masonerii (...) ku konserwatyzmowi zwrócił się dopiero w ostatnich latach, wcześniej wypowiadał się o poparciu dla np. homoseksualistów i aborcjonistek; Chrześcijaninem, a nawet w porywach nazywa się go luterańskim fanatykiem;  Nacjonalistą - (...) jego ofiarami była socjalistyczna młodzież, której dużą część (jeśli nie większość) stanowiły osoby z tłem imigranckim; Antypacyfistą i militarystą - (...) o, że był antypacyfistą, implikuje samo dokonanie zamachu, (...) był jednak także miłośnikiem broni – miał ich parę sztuk (...); Przedsiębiorcą, przedstawicielem klasy średniej (...); Antyislamistą - długi czas Breivik nie miał zdaniem przyjaciół tak skrajnych poglądów, ale dopiero muzułmanie mieli spowodować u niego niechęć do nieograniczonej imigracji (...); Przeciwnikiem nieograniczonej imigracji (...); Sprzeciwiał się władzom - wybór budynku rządowego na zamach (to zaznaczenie) (...)  kogo obwinia za niezadowalający go stan rzeczy (a) prawdziwym celem była bananowa lewicowa młodzież, jego niemal CAŁKOWITE przeciwieństwo (...);  Był ograniczonym gospodarczym liberałem, (...) był zwolennikiem partii o poglądach daleko bardziej liberalnych niż dwie główne norweskie partie; Był syjonistą (...) co łączyło się to z jego poglądami antyislamskimi (a) w Izraelu widział zapewne Ziemię Świętą, której należało bronić (i) zapewne też z tego powodu długo nie zagrzał miejsca w masonerii; Był prawdopodobnie antydemokratą, tudzież chciał ograniczać norweską demokrację – był przeciwnikiem praw wyborczych dla imigrantów (...)"

Bardzo ciekawe... Podobnie jak autor zaskakuje mnie wprost idealny profil psychologiczny i poglądy Andersa  Behringa Breivika... Stanowi niemal idealny "model" człowieka, z którym ma obecnie walczyć cały socjalistyczno-globalistyczny lewicowy świat... tworzony przez marksistowskich twórców Unii Europejskiej i całej lewackiej idei łączącej UE oraz przyszłą Unię Północnoamerkańską i Unię Afrykańską w coś na kształt jednego "państwa" z jednym "światowym rządem".

Również też zaskakuje mnie owa jednorodność ofiar... Nie były one raczej przypadkowe, ale reprezentowały kwintesencję przyszłej, spauperyzowanej, kolorowej, bezmyślnej i łatwo sterowalnej "masy uśmiechniętych ludzików", nigdy nie sprzeciwiających się władzy, nie posiadających własności i własnego zdania, niewierzących w Boga, wielokierunkowo-seksualnych... Breivik zaatakował więc niejako nowego, wspaniale modelowanego człowieka przyszłości, stanowiącego już niedługo masę człekopodobnych i zaczipowanych oraz emocjonalnie powierzchownych, ale wiecznie zadowolonych i uśrednionych intelektualnie marionetek, kierowanych przez "wybrańców" stanowiących jakąś formę "rządu światowego"...

Nie wierzę w przypadki, nie wierzę też w żadne szaleństwo Norwega ani jakiś jego fanatyzm luterański...

A chciałbym bardzo być owych jego przymiotów pewnym. Jakże bym się cieszył, gdyby rzeczywiście był to przypadek jakiegoś szaleństwa czy nawet fanatyzmu religijnego. Dziwiłbym się, że do morderstwa zaprowadziło go akurat np. chrześcijaństwo, gdzie zabijanie nawet wrogów jest najcięższym z możliwych grzechów, ale w ludzkich umysłach rodzić się przecież mogą różne chore myśli... Takie też myśli jak np. u lewackich i socjalistyczno-globalistycznych marksistów idee ludobójczego sowieckiego komunizmu czy niemieckiego nazizmu... pochłonęły one nie przeszło 90 osób , ale setki milionów ofiar... Takie też myśli, jak - niestety również globalistyczno-socjalistyczno-marksistowskie - eugeniczne tworzenie idealnych ludzi i eliminacja pozostałych, niezgodnych z przyjętymi wzorcami czy też ograniczenie obecnej populacji ludzkości...

Chciałbym się mylić i być uznany za jakiegoś oszołoma w tej akurat kwestii... bardzo bym chciał..., ale mam niejasne przeczcie wykonywania przez Andersa Behringa Breivika makiawelicznego wprost zadania|, którego sens niejako też zawarł w tytule swojego tekstu wspomniany Kamil Kisiel. Uważam, że poprzez zamach Norweg miał wskazać niebezpieczeństwa myślenia prawicowo- konserwatywnego i niejako usprawiedliwić przyszły zmasowany atak wszelkiej maści globalistyczno-socjalistyczno-kumunistycznych lewaków na ludzi prawicy, na konserwatywny- liberalizm gospodarczy, na chrześcijaństwo... a sam Norweg został idealnie wykreowany i niemal "skrojony" na "niebezpiecznego prawicowca" przez zapewne owych przyszłych atakujących "prawicę" zwolenników ludzkiego antyindywidualizmu i utworzenia jakiejś formy "rządu światowego"...

Obym się mylił... chciałbym się mylić i mam nadzieję, że moje konstatacje są wynikiem jednak zbyt daleko posuniętych dywagacji myślowych wynikających z mylącej się w tym względzie mojej intuicji... Byłbym szczęśliwy, gdybym mógł więc powiedzieć: Nieraz się mylę, nie zawsze mam rację a intuicja moja jest nieraz zawodna...

Niemniej - niezależnie czy to, co napisałem jest tylko "political fiction" czy tez może w jakiejś formie byc realna rzeczywistością – powtórzę na koniec za Panem Kamilem....

"To nie do pojęcia, co w oazie bezpieczeństwa – Europie – może się wyrabiać. Samoistnie? Nie wiadomo. Zbyt dużo wątpliwości".

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com