piątek, 1 marca 2024

Nie możemy zapomnieć o Żołnierzach Niezłomnych (Wyklętych)!

Dziś przypada Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, polskich żołnierzy i partyzantów, którzy walczyli o naszą niepodległość z komunistycznym obcym tworem narzuconym nam przez decyzje zwycięzców w II WŚ: Anglię, USA a przede wszystkim Sowiecką Rosję.

Komunizm (zwany też m.in. realnym socjalizmem) był krwawo wprowadzany w Polsce, szczególnie w okresie tzw.: „stalinizmu” w latach 1944-1956. 

Bolszewickie bojówki i NKWD wespół z sowieckim Smierszem oraz posiadającymi polskie obywatelstwo komunistami i członkami cywilnych oraz wojskowych zbrodniczych służb specjalnych (MBP/UB, Informacja Wojskowa) a także stalinowskimi sędziami i prokuratorami oraz innymi o podobnej ideologicznej proweniencji lub po prostu kosmopolitycznymi cynikami... masowo eksterminowali polskich patriotów, członków AK, NSZ, WiN i ogólnie wszystkich Polaków nie zgadzających się na ponowną utratę niepodległości, tym razem na rzecz komunistycznych Sowietów. 

Trzeba bowiem zdać sobie sprawę, że antykomunistyczna postawa większej części wojennego Polskiego Państwa Podziemnego było prostą kontynuacją działalności niepodległościowej z okresu okupacji niemieckiej, będąc naturalną konsekwencją wyborów dokonywanych na początku wojny przez
dziesiątki tysięcy konspiratorów. Była też pierwszym odruchem samoobrony społeczeństwa polskiego przeciwko siłą narzuconej przez Sowietów – komunistycznej władzy [1]. 

Należy też oceniać postawę antykomunistycznych Żołnierzy Niezłomnych (Wyklętych) w kontekście uwarunkowań społeczno-politycznych dziejących się w tamtym okresie [2]. 

A wtedy przecież niemal całe polskie społeczeństwo było antykomunistyczne i była to postawa na wskroś uznawana jako patriotyczna. Antykomunizm równał się polskiemu patriotyzmowi a zwolennicy komunizmu uznawani byli za zdrajców lub wrogów polskości. 

Zdecydowana większość polskich żołnierzy walczących podczas II WŚ to byli albo uczestnicy albo potomkowie uczestników zwycięskiej wojny z bolszewikami w 1920 roku. Dodatkowo w żywej pamięci było to, że Sowieci przyłączyli się do Niemców i dokonali najazdu na Polskę 17 września 1939 roku, czyli wspólnie i w porozumieniu rozpoczęli II WŚ i dokonali IV Rozbioru Polski. 

Trzeba też zaznaczyć, że okres II Rzeczpospolitej był okresem odbudowy Polski po 123 latach rozbiorów i tylko taką Polskę wyobrażali sobie i chcieli Polacy po zakończeniu II WŚ. 

I to wszystko powyżej było powodem tego, że Polacy byli wrogo nastawieni do narzuconego nam przez J. Stalina  krwawego komunizmu. I dlatego też w obronie niepodległości i wolności Polski stanęło do walki tysiące naszych rodaków, którzy traktowali komunistów jako zwykłych polskich okupantów.  I mieli rację, bo Polacy nigdy nie zaakceptowali komunizmu i nawet w czasach jego trwania, czyli w latach 1944-1989 oddolnie byliśmy zawsze antykomunistami, co skończyło się tym, że powstała "I Solidarność" i tenże komunizm upadł [3].  

"W 1945 r. w granicach ówczesnej Polski działało około 350 oddziałów podziemia niepodległościowego. W ich szeregach walczyło od 13 000 do 17 000 żołnierzy. Połowa z nich należała do oddziałów AK, przekształconej potem w Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj, a następnie w Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”. Drugą pod względem liczebności siłą podziemia były oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej, Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, skupiające 2 700 – 3 600 żołnierzy. W obu tych formacjach służyło ponad 70 proc. wszystkich żołnierzy (9 300 – 12 300) – resztę stanowili żołnierze skupieni w organizacjach regionalnych lub w samodzielnych, nikomu niepodlegających oddziałach zbrojnych (w sumie 3 700 – 4 800 żołnierzy). Terenowe siatki konspiracyjne, będące zapleczem dla stałych oddziałów, liczyły 150 000 – 170 000 ludzi. W wyniku akcji „rozładowywania lasów”, podjętej w lecie 1945 r. przez dowództwo AK-DSZ, oraz tzw. amnestii sierpniowej, ogłoszonej przez komunistyczne władze, liczba oddziałów uległa zmniejszeniu. Od stycznia 1946 r. do wiosny 1947 r. w szeregach podziemia kontynuowało walkę od 6 600 do 8 700 partyzantów. Nastąpił więc pięćdziesięcioprocentowy spadek stanów oddziałów podziemia w porównaniu z 1945 r. Sytuacja diametralnie się zmieniła po wprowadzeniu przez komunistów amnestii wiosną 1947 r. Po tzw. ujawnieniu w lesie pozostało od 1 100 do 1 800 żołnierzy, a masowe wpływowe podziemie przestało istnieć. Na przełomie 1947–1948 rozbite zostały ostatnie ogólnopolskie dowództwa konspiracyjne. Niektóre regionalne siatki przetrwały do lat 1951–1952. Po 1950 r. operowało jeszcze ponad 40 oddziałów partyzanckich, w ich szeregach walczyło 240 – 400 partyzantów. W 1953 r. funkcjonariusze aparatu zdołali zlikwidować ostatnie oddziały zbrojne, w lesie pozostali ukrywający się pojedynczo lub w 2–3-osobowych grupach „ostatni zbrojni”, którzy nie prowadzili jednak aktywnej walki.

(...) 

Po „wypaleniu się” podziemia tworzonego przeważnie przez ukształtowanych dorosłych żołnierzy w kraju pojawiała się konspiracja młodzieżowa. Jej fenomen był odpowiedzią na próbę wciśnięcia młodzieży w gorset komunistycznych organizacji młodzieżowych i rozwiązanie lub likwidację niezależności stowarzyszeń, które propagowały inne metody wychowania, m.in. harcerstwa. W latach czterdziestych i pierwszej połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku przez grupy młodzieżowe przewinęło się około 11 000 młodych ludzi.

Przez organizacje podziemne w okresie 1944–1956 przeszło około 200 000 ludzi. W latach 1944–1945 to właśnie podziemie było głównym przeciwnikiem „nowej władzy” [4].

"Zbiorowość „Żołnierzy Wyklętych” zapłaciła za przywiązanie do tradycji niepodległościowej cenę najwyższą spośród wszystkich grup, środowisk walczących o wolną demokratyczną Polskę. To ponad 5 tys. osób skazanych przez sądy wojskowe na kary śmierci, ponad 21 tys. zmarłych i zamordowanych w więzieniach (w tym większość to członkowie konspiracji). To bliżej nieznana liczba zabitych w trakcie tysięcy pacyfikacji ciągnących się przez pierwsze 10 powojennych lat, zamordowanych bez sądu w siedzibach urzędów bezpieczeństwa (około 20 tys.). To ponad 250 tys. osób skazanych na kary więzienia z powodów politycznych, kilkaset tysięcy dalszych zrujnowanych zdrowotnie, ekonomicznie, skazanych na bycie obywatelami II kategorii w PRL" [1]. 

Było to ludobójstwo, o którym przez wiele lat milczano i starano się wymazać Żołnierzy Wyklętych z historii Polski lub też nadać im status „bandytów”, „polskiego bydła”, "faszystów", "nazistów", "antysemitów" i „oprawców”. 

Symbolicznym końcem zbrojnego oporu była śmierć Józefa Franczaka „Lalka”, zabitego przez ZOMO 21 października 1963 roku i uznanego za ostatniego żołnierza powojennego antykomunistycznego powstania w Polsce. 

Jakże więc cieszyłem się, że nareszcie i to w wolnej Polsce zaczęto przedstawiać prawdę o naszych bohaterach walczących z barbarzyństwem komunistycznym, i zaczęto o nich mówić i pisać wiele dobrego. Honorowani też zaczęli być przez polskie władze państwowe, przypominano ich heroiczną walkę, ich patriotyzm i oddanie za Ojczyznę.

Niestety nowe władze "koalicji 13 grudnia" zaczęły znów deprecjonować "żołnierzy niezłomnych" (wyklętych). Jest coś porażającego, że znów w stosunku do nich powraca się do narracji komunistycznej z czasów 1944-1956. Reforma programowa nauczania historii przewiduje pominięcie wiedzy na ich temat, co widać ostatnio bardzo mocno np. poprzez: wstrzymanie emisji już wydrukowanego znaczka z Hieronimem Dekutowskim ps. „Zapora” dokonane przez nowe - personalnie po-wskie - władze Poczty Polskiej czy cofnięcie ministerialnego wsparcia dla obchodów upamiętniających Brygadę Świętokrzyską czy Romualda Rajsa ps. „Bury” dokonane przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk. 

Niedługo może się okazać, że w Polsce zacznie się prześladować wszystko, co jest związane z "żołnierzami wyklętymi" (niezłomnymi). Znikną pomniki im wystawione, wygumkowane zostanie wszystko na ich temat z podręczników szkolnych, ulice nazwane ich personaliami zostaną zmienione, skończą się biegu ku ich czci oraz wszelkie finansowane przez państwo polskie uroczystości z nimi związane. 

I tylko musi paść pytanie: dlaczego i komu przeszkadza pamięć o polskich bohaterach walczących z narzuconym nam po wojnie komunizmem. 

Odpowiedź na tak postawione pytanie jest trudna i skomplikowana, bowiem ja dostrzegam trzy możliwie odpowiedzi, które się wzajemnie uzupełniają:

1. Chęć wykorzenienia przez światowe elity demoliberalne jakichkolwiek przejawów narodowej tożsamości i przejawów patriotyzmu. Takie postawy muszą zniknąć w procesie kształtowania "nowego człowieka", który ma być bezwolny, konsumpcjonistyczny, bezmyślny, łatwy do zmanipulowania, ubezwłasnowolniony, zatomizowany, spauperyzowany, duchowo pusty i nieposiadający żadnego fundamentu aksjologicznego (np. chrześcijańskiego) czy bezwartościowy i pozbawiony indywidualizmu. Ponadto te demoliberalne elity to de facto postkomuniści i postmarksiści owładnięci ideą komunizmu kulturowego opartego na ideach komunistów: Altiero Spinelli'ego, Antonio Gramsci'ego czy Szkoły Frankfurckiej. Według nich zniknąć mają państwa narodowe a świat ma stać się ludzką masą zarządzaną przez nielicznych tworzących Rząd Światowy.

2. Chęć wybielenia siebie bądź swoich przodków z ich powojennej prokomunistycznej i antypolskiej postawy. Niektórzy mówią o tym jako o walce trzeciego pokolenia AK z trzecim pokoleniem tzw. "komunistycznych wprowadzaczy władzy ludowej". Trzeba bowiem zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę po 1989 roku żaden komunista de facto nie poniósł żadnej odpowiedzialności za swoje czyny i obecnie ich dzieci czy wnukowie zajmują poczesne miejsce na politycznej i gospodarczej mapie Polski. Stało się tak ze względu na słynną już "grubą linię", która przyświecała premierowi T. Mazowieckiemu a oznaczała ona nic innego jak zwolnienie z odpowiedzialności komunistów i przyzwolenie im swobodnego przejścia do nowej Polsk, np. poprzez uwłaszczenie się na państwowym majątku. A ta "gruba linia" (gruba kreska) była wynikiem zdrady okrągłostołowej polegającej na "dogadaniu się" czerwonych władz komunistycznych z częścią "różowej" opozycji antykomunistycznej. 

3. Niechęć do "żołnierzy niezłomnych" (wyklętych) wynika też z powodów etnicznych. Trzeba bowiem sobie zdawać sprawę, że personalnie trzon represji komunistycznej opanowany był przez sowieckich lub polskich Żydów. Stanowili oni nadreprezentację w strukturach całego aparatu przymusu w komunistycznej Polsce powojennej. J. Stalin bowiem nie miał zaufania do etnicznie polskich komunistów i uważał (zresztą w większości słusznie), że komunistyczni Żydzi mają w sobie niemal etniczno-ideologiczną nienawiść do Polski i Polaków a to dawało gwarancję skuteczności krwawego rozbicia katolickiej i narodowej substancji polskiego narodu. Wystarczy tylko przypomnieć żydowskie twarze komunistycznych  oprawców naszego narodu:


Oczywiście terror komunistyczny miał w obszarze wykonawczym i rdzennie polskich oprawców, którzy zapewne stanowili ich szubrawą większość, ale wśród jego liderów i przywódców odsetek Polaków był nieproporcjonalnie do ogółu polskiej ludności niewielki. Oprawcami byli też komunistyczni rdzenni Rosjanie. Mało tego! Nawet wśród Żołnierzy Niezłomnych zdarzali się też i wybitni Żydzi, polscy patrioci. Były to chlubne, ale niestety tylko wyjątki potwierdzające antypolski charakter komunistycznych Żydów, ale i antypolskość części całej społeczności żydowskiej związanej z niemal szowinistycznym ruchem - żydowskim ruchem syjonistycznym.

Ale... te odpowiedzi są tylko subiektywne i moje. Natomiast niezależnie od wszystkiego należy się polskim bohaterom - walczącym ostatecznie przecież z komuną i jej zbrodniczą ideologią - wielka pamięć i honor. Walczyli heroicznie za wolną i niepodległą Polskę, za nas wszystkich! Nie możemy o nich nigdy zapomnieć!


[2] Bardzo często zresztą popełniany jest metodologiczny błąd polegający na dokonywaniu współczesnych ocen wydarzeń przeszłych na podstawie zdarzeń i ich skutków późniejszych od ocenianych, przy jednoczesnym braku wskazywania konkretnych odniesień do sytuacji i warunków danego okresu historycznego obydwu faktów.
[3] Przedstawiłem upadek komunizmu jako wynik polskiego oddolnego antykomunizmu. Jest to oczywiście uproszczeniem i skrótem myślowym. Rzeczywiście powstanie antykomunistycznego związku zawodowego "Solidarność" było wielkim krokiem w drodze do upadku komuny, ale nie jedynym. Trzeba też uwzględnić rolę USA czy Watykanu oraz UK (prezydent USA Ronald Reagan, papież Jan Paweł II, premier UK Margaret Thatcher) oraz wyczerpanie się możliwości dalszego trwania "gospodarki niedoborów" w ZSRR i krajach tzw. "bloku wschodniego", co wymusiło na Michaile Gorbaczowie reformy w ZSRR (pieriestrojka, głasnost). 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 
Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są przeze mnie cenzurowane ani wycinane za wyjątkiem tych, które zawierają wulgaryzmy oraz bezpośrednie niemerytoryczne ataki ad presonam.