Witam
Socjalistyczny, marksistowski świat dostaje zadyszki z przerażenia i wściekłości. Taki mały kraj jak Węgry i taki jeden niesforny jego przedstawiciel jak Viktor Orbán - perfidnie wykorzystując kryzys światowego socjalizmu - ośmielają się bowiem budować u siebie polityczny system, który kiedyś pozwalał poszczególnym państwom na autentyczną demokrację, wolność, suwerenność i niepodległość.
Zewsząd zauważyć można niemal pospolite ruszenie apologetów nowego lepszego, globalistycznego i marksistowskiego świata, którzy w imię sławetnego już swojego hasła: "proletariusze wszystkich krajów łączcie się", łączą się w powszechnej, histerycznej wprost krytyce rządu węgierskiego.
Co nimi powoduje? Ano strach, że budowany z takim mozołem od ponad 100 lat nowy, marksistowsko-globalistyczno-totalitarny porządek świata okaże się jeno syzyfową pracą opętanych mitomanów, dla których świat znajdzie miejsce albo w odpowiednich szpitalach, albo miejscach wygnania, albo w więzieniach...
Jak słusznie zauważa seaman w swojej notce pt: "Łamanie demokracji socjalistycznej na Węgrzech" jedną z największych antymarksistowskich zbrodni rządu węgierskiego było uchwalenie poprawki do konstytucji uznającej "...opozycyjną Węgierską Partię Socjalistyczną za organizację przestępczą, która ponosi odpowiedzialność za zbrodnie reżimu komunistycznego. Według tej poprawki, Węgierska Partia Socjalistyczna, która w 1989 roku zmieniła jedynie nazwę z Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej, jest spadkobierczynią zbrodniczego reżimu komunistycznego. Gdyby pokusić się o analogię w Polsce, to padłoby na SLD...".
Oczywiście cały postkomunistyczny pomiot podniósł nie lada wrzask oskarżając premiera Węgier o wszystko co najgorsze a przecież jest oczywistością, że za zbrodnie komunistycznie winni odpowiadać jej prawni spadkobiercy, podobnie zresztą jak za zobowiązanie (w tym: finansowe) rządów komunistycznych odpowiadają przecież dalej rządy poszczególnych krajów. Morderca czy złodziej dalej zostaje złodziejem mimo zmiany swoich personaliów a w prawie międzynarodowym obowiązuje ciągłość prawna.
Innym grzechem, pierworodnym niemal, był powrót Węgier do naturalnych, chrześcijańskich wartości, które kształtowały współczesną cywilizację europejską od ponad 1000 lat. No cóż... Dla unijnych marksistów faktycznie jest to fakt godny piętnowania, czemu dawali już wielokrotnie wyraz ich poprzednicy w czasach Rewolucji Francuskiej, Rewolucji Bolszewickiej czy okresie marksistowskiego, socjalistycznego i hitlerowskiego nazizmu oraz marksistowskiego, sowieckiego komunizmu...
Jeszcze większy lament wśród światowego establishmentu wzbudziły uchwalone tuż przed Świętami Bożego Narodzenia ustawy reformujące węgierski system finansowy a które ograniczają uzależnienie się tego kraju od finansowych globalistów i międzynarodowych instytucji finansowych (EBC, MFW, BŚ, "banki-goldmanki"). Najśmieszniejsze jest to, że owi krytykanci zarzucają Węgrom ograniczenie niezależności Banku Centralnego poprzez odebranie jego szefowi prawa wyboru zastępców (teraz będzie ich wskazywać szef rządu), a także zwiększenie do dziewięciu liczby członków Rady Monetarnej, spośród których sześciu będzie nominował parlament. Kuriozalność tej krytyki wynika przede wszystkim z faktu, że z samej definicji banki centralne winny być podporządkowane narodom, którym służą a nie realizować cele finansowe bankierów, często prywatnych jak FED w USA lub też zostawać ubezwłasnowolnione poprzez np. Europejski Bank Centralny. Więc jakież to ograniczenie niezależności tegoż banku, skoro zwiększa się wpływ na jego decyzje monetarne wybranych przez naród węgierski: parlamentu oraz rządu a tak naprawdę zwiększa się jego niezależność od zewnętrznych instytucji finansowych?* Oczywiście dla światowych lichwiarzy to decyzja karygodna, ograniczająca możliwość drenowania przez nich gospodarki węgierskiej...
Doprawdy... Proletariusze w swojej krytyce są tak aberracyjnie i internacjonalistyczne zawzięcie osiołkowato stadni, że krytykują a'priotri wszystko, co jest związane z obecnym prawicowym rządem Węgier, uznając go za "wcielenie wszelkiego zła" (niczym u nas bracia Kaczyńscy i PiS). Nie podoba im się nawet wprowadzenie podatku liniowego czy też ograniczenie liczby posłów lub zwiększenie znaczenia wyborów sensu largo bezpośrednich (na 199 posłów aż 103 ma być wybieranych w jednomandatowych okręgach wyborczych)...
Jestem wszelako pewny, że niebawem międzynarodowy zaciąg rewolucjonistów nawiedzi Węgry (co już się zresztą dzieje) i wzorem W. Lenina, L. Trockiego a obecnie różnych "anonimowych" czy "oburzonych" czy antyfaszystów niemieckich będzie próbował wykreować jakieś demonstracje ulicznego gniewu Węgrów, obarczając też przy okazji Viktora Orbána za 8 letnie rządy złodziejskich socjalistów, które doprowadziły ten kraj do ruiny... (to taka rewolucyjna, marksistowska "mądrość etapu")**.
Tak szczerze to nawet rozumiem tą histerię...
UE to przecież twórcza kontynuacja ZSRR i całego tzw: "bloku wschodniego", w której dziś największe znaczenia ma Centrala w Brukseli (jak onegdaj Centrala w Moskwie), demokracja nie ma nic wspólnego z jej pierwotnym kształtem (vide: rządy niewybrańców, czyli Komisja Europejska, sprzeczne z demokracją wielokrotne głosowania nad tą samą sprawą aż do momentu uzyskania zamierzonych wyników, zakazywanie wolności słowa i zgromadzeń, co przejawia się m.in. zapisem w TL o karanej antysystemowości demonstrujących krytyków UE).
A w USA też już od 1 stycznia 2012 mamy też już niemal trzeci ZSRR, na co wskazuje w swoim tekście (1 stycznia 2012 początkiem DYKTATURY DEMOKRACJI w USA?) Grzegorz Nowak pisząc mi.in: "...Wieczorem 1 stycznia 2012 roku prezydent Stanów Zjednoczonych w wielkiej tajemnicy podpisał „The National Defense Authorization Act” (NDAA). Informacja o tym wydarzeniu pojawiła się tylko na jednym z portali w Teksasie, ale po kilku godzinach została zdjęta. Przez kilka godzin po podpisaniu dokumentu pracownicy ONZ gorączkowo komentowali między sobą ten fakt (...) Podpisany przez Obamę „The National Defense Authorization Act” w praktyce unieważnia pierwszych dziesięć poprawek do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Ustawa deklaruje Amerykę polem walki gdzie każdy obywatel amerykański może zostać aresztowany, osadzony w więzieniu, torturowany a nawet zabity bez procesu. Nie trzeba być nawet oskarżonym gdyż dzięki nowemu prawu które podpisał Obama wojsko i służby policyjne mogą bez powiadamiania rodziny przeprowadzać tajne porwania podejrzanych osób. Wcześniej projekt ustawy napisany potajemnie przez Senatora Carla Levina i Johna McCaina, został przepchnięty za zamkniętymi drzwiami na posiedzeniu komisji bez żadnego czytania! (...) Teraz oczekuję wkraczania US na etap poszukiwania kolejnych wrogów aby ograniczać wolności obywatelskie w praktyce. O terroryzm oskarżyć można KAŻDEGO. Z doświadczenia wiemy że "zaplutym karłem reakcji" może być każdy kto nie jest z nami. Najlepszymi wrogami są tacy których można długo ścigać i trudno będzie ich złapać (...) FEMA - zapamiętajcie tę nazwę To będzie instytucja która już za kilka lat może przejąć absolutną, totalną i niczym nie ograniczoną władzę w Stanach Zjednocznych. Nie chciałbym być złym prorokiem ale obawiam się, że prezydent Obama najprawdopodobniejszej wprowadza świat w erę faszyzmu, totalitaryzmu i dyktatury władzy".
A w Warszawie wielkie ruchy centralizacyjne w służbach mundurowych a na ulicach zainstalowany eksperymentalnie w Polsce system totalnej inwigilacji i tłumienia demonstracji .
Wobec globalistycznego, marksistowskiego planu zsocjalizowania i ubezwłasnowolnienia całego świata nie dziwmy się więc, że taką wściekłość wywołuje powrót do normalności na Węgrzech...
Mam jednak nadzieję, że przykład węgierski będzie dla innych swoistym katharsis i rozpocznie proces odbudowy suwerenności i niepodległości poszczególnych krajów a wolność jednostek, narodów i państw znów stanie się dal nich najwyższą, ludzką wartością!
Pozdrawiam
* Przez lata wielcy ekonomiści sponsorowani przez prywatne lobby finansowe starali się wykreować jedynie słuszną ideę tzw.: "całkowitej niezależności" banków centralnych od rządów danych państw. W rzeczywistości jest to rozwiązanie uzależniające dany kraj od instytucji finansowych, często prywatnych. Warto rozpocząć zresztą zrozumienie systemu finansowego od obejrzenia poniższego filmu:
(Źródło: http://video.google.pl/videoplay?docid=-1887591866262119830)
** Ową mądrość etapu zauważyć można na przykładzie szokującego widoku "...płaczącego po angielsku przed polskimi kamerami eks-premiera Gyurcsány’ego, który niedawno przyznał się, że mówiąc lekko schrzanił sprawę i rozkradł majątek Węgier, teraz stoi i mówi o faszystowsko-autorytarnych zapędach Viktora O. - bo pewnie tak niedługo będzie podpisywany węgierski premier w telewizji" i zwrócić uwagę na fakt, że "...jeszcze jako tako trzymają się na nogach kraje w których jest silny ośrodek władzy wykonawczej. Semi-prezydencka Francja i kanclerskie RFN, to kraje które nie zbudowałyby swojej pozycji bez silnej władzy w rękach prezydenta/kanclerza. Nikt nie zakwestionuje ich przywództwa w UE, tak samo jak nikt nie zakwestionuje mocarstwowej pozycji USA, Federacji Rosyjskiej i coraz potężniejszej Chińskiej Republiki Ludowej (...) Czy Orban jako człowiek kierujący się interesem swojego narodu, nie ma prawa do budowania silnej władzy z którą trzeba będzie się liczyć na arenie międzynarodowej? Czy nie jest normalnym proceder, w którym wymazujemy spuściznę komunistycznego totalitaryzmu? Europa powinna się cieszyć, że powracają czasy silnych przywódców na ciężkie czasy. Ich działania dążące do poprawy krytycznej sytuacji finansów publicznych powinny spotykać się z poklaskiem, o ile nie działają według przepisu na kryzysową rybę po grecku czyli systemu kup rybę na kredyt, kredyt każ spłacić Wspólnocie. Szczególnie, że rząd Viktora Orbana pomimo spadku popularności dalej cieszy się dużym poparciem..."
(Źródło powyższych cytatów w tekście, który polecam dziękując Maryli z BM24 za jego wskazanie: ""Faszysta Orban. "Węgry są jednym z nielicznych krajów, w których do siły zaczyna powracać chrześcijaństwo"".
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
Szczęście to codzienne odczuwanie własnej wolności od wszystkiego... Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
sobota, 7 stycznia 2012
czwartek, 5 stycznia 2012
"Państwo w Państwie" polskim! I co ma z tym wspólnego polskie godło?
Witam
Jakże się cieszę, że od jakiegoś czasu telewizja POLSAT rozpoczęła emisję nader ciekawego programu "Państwo w Państwie" piętnującego patologie III RP występujące w relacjach: przedsiębiorca - obecne państwo polskie po 22 latach od "obalenia" komunizmu.
Na oficjalnej stronie sama stacja promuje go w sposób jednoznaczny wskazując, że "„Państwo w państwie", nowy program redakcji publicystyki Polsatu, jako jedyny w Polsce piętnuje przypadki nadużywania prawa, korupcji i nepotyzmu w relacjach państwo - przedsiębiorca. Ideą przewodnią magazynu jest walka z powszechnym wśród urzędników przekonaniem, że wszyscy przedsiębiorcy to potencjalni przestępcy. Program prowadzi znany z anteny Polsat News, młody dziennikarz i prawnik, Przemysław Talkowski. Scenariusz każdego z odcinków osnuty jest wokół szczególnie jaskrawego przypadku samowoli urzędniczej, skutkiem której jest bankructwo przedsiębiorstwa, ruina przedsiębiorcy i utrata pracy przez pracowników. Dziennikarze ścigają takie przypadki, piętnują nieuczciwych urzędników i upominają się o sprawiedliwość dla pokrzywdzonych. W programie wystąpią bohaterowie materiału, eksperci, urzędnicy i przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości"".
Jestem pełny podziwu, że w stacji komercyjnej po tylu latach wreszcie zauważono, że pomimo 22 lat budowania III RP, pozostaje ona w większości li tylko destruktorem oraz niemalże niszczycielem małych i średnich przedsiębiorców i tworzenia biznesowo dychotomicznego państwa: wielkie korporacje (najczęściej już ponadnarodowe związane ściśle z państwowymi ośrodkami decyzyjnymi) oraz zanikająca lub posiadająca nikłe szanse na rozwój klasa średnia (z przeważającymi firmami określanymi jako mikroprzedsiębiorstwa), uzależniona tak naprawdę od tych wielkich przedsiębiorstw a także od antypolskiego i antyrozwojowego charakteru oraz coraz większego stopnia skomplikowalności sfery regulacyjnej gospodarki (przede wszystkim normy prawne dotyczące funkcjonowania gospodarczego w państwie wynikające z realizowanej przez rządy polityki gospodarczej).
U zarania powstawania III RP obiecywano nam powstanie gospodarki rynkowej i silnej klasy średniej, która przez niemal 200 lat była motorem rozwoju tzw. państw kapitalistycznych. Bogactwo i dojrzałość cywilizacyjna poszczególnych krajów zależą bowiem od zamożności ich obywateli, która bywa czynnikiem determinującym ich samodzielności myślenia i dojrzałości społeczno-politycznej. Te z kolei decydują o długookresowym rozwoju każdego państwa. Przez 22 lata zbudowano niemal kopię społeczeństwa sowieckiego: wielkie korporacje prywatno-pańswowe (też o zasięgu międzynarodowym) oraz rzesze spauperyzowanych i biednych pracowników najemnych (dawna tzw.: klasa robotnicza), przy czym - w odróżnieniu od PRL - obecnie prawie cały majątek Polski nie jest już niestety polski.
Począwszy od L. Balcerowicza i wprowadzanego przez niego w latach 1989-1991 planu Sachsa-Sorosa (patrz: Konsensus Waszyngtoński) do dzisiaj - mimo szumnych deklaracji - nie stworzono warunków pozwalających na powstanie w Polsce rzeczywistej klasy średniej a tym samym na zdecydowany wzrost zamożności Polaków. Mało tego: jeżeli już nawet - dzięki polskiej przedsiębiorczości - udało się niektórym Polakom stworzyć prężnie działające firmy zwiększające swój udział w rynku i zagrażające wielkim korporacjom lub spółkom "postkomunistycznym", to skutecznie je zniszczono lub odkupiono (vide: Optimus).
Program Polsatu pokazuje jednak jedynie skutek degradacji gospodarczej III RP wynikający z podstaw i celów jej powstania oraz funkcjonowania przejawiający się m.in. właśnie w patologiach występujących w sferze regulacyjnej gospodarki umożliwiających występowanie urzędniczego "nadużywania prawa, korupcji i nepotyzmu w relacjach państwo - przedsiębiorca".
Dobrze, że taki program powstał i stanowi niejako uzupełnienie od lat nadawanej w TVP1 "Sprawy dla reportera" piętnującej z kolei patologie w relacjach państwo-jego obywatel. Niemniej musimy sobie zdawać sprawę, że swobodne funkcjonowanie "państwa urzędniczego w państwie" możliwe jest tylko na tyle, na ile jest ono kreowane lub tolerowane przez rządzących tym państwem. I to jest przyczyna istnienia i trwania "państwa w państwie"...
"Odzyskanie" przez Polskę suwerenności i niepodległości po latach panowania "sowieckiego" nie stało się niestety przełomem moralno-etycznym całego narodu ani nie też nie spowodowało powstania gospodarki rynkowej opartej na klasie średniej. Nie stworzyliśmy nowej jakości życia publicznego i prywatnego, która nakierowywałaby nas na przestrzeganie w codziennym życiu obowiązujących norm, zarówno prawnych, jak i moralnych. Takie pojęcia jak: patriotyzm, honor, ojczyzna, przyzwoitość, służba publiczna, uczciwość, praworządność, samorządność czy prawo własności zostały zrelatywizowane przez narzuconą nam globalistyczną współczesność a ich właściwa wartość stała się niejako anachronizmem, prawie nieprzystającym do rzeczywistości absurdem. Budowa kapitalistycznej polskiej gospodarki polegała przede wszystkim na "modernizacji rynkowej" gospodarki socjalistycznej i na realizacji - modnej wśród amerykańskich marksistów - idei konwergencji systemowej, czyli zbliżania się "korporacyjnego kapitalizmu" do "państwowego socjalizmu" i budowania nowej globalnej gospodarki światowej. Pozbawiono nas w ogóle okresu budowy zamożności poprzez powstawanie i rozwój małych oraz średnich przedsiębiorstw, co mogłoby być skutecznie realizowane np. poprzez prywatyzację pracowniczą i zaniechanie wprowadzenia tzw: "planu ówczesnego doktora L. Balcerowicza"...
Sposób funkcjonowania III RP sprawia, że polskie społeczeństwo nie wierzy w prawo i instytucje z nim związane jak: sąd, prokuratura czy policja. Większość Polaków nie zna prawa i nie ma - ze względu na ubóstwo - do niego dostępu. Podobnie jest z przedsiębiorstwami (szczególnie mikro i małymi), które traktowane są jako potencjalne źródło przestępstw i wobec których państwo nie podejmuje się roli ochronnej a często działa wbrew nim pozwalając np. na swobodną i wyniszczająca je "grę spekulacyjną" międzynarodowych instytucji finansowych (vide: asymetryczne opcje walutowe). Hermetyczność środowiska prawniczego i wiedzy prawniczej oraz przykład wielu nieprawidłowości i niedoskonałości prawnej RP tworzą w naszym społeczeństwie przeświadczenie, że obywatele nie są równi wobec prawa, podobnie jak nie równi wobec prawa są różni przedsiębiorcy. Ową nierówność - której czynnikiem sprawczym jest zamożność i pozycja społeczno-zawodowo-polityczna - widzą wszędzie: w swojej firmie (niezależnie czy są jej właścicielami czy też jedynie pracownikami), gminie, powiecie, urzędzie skarbowym czy też wreszcie w skali makro, czyli instytucjach takich jak rząd czy parlament.
Powtórzę jeszcze raz. Dobrze, że ten program powstał, ale - abstrahując już od moich wcześniejszych dywagacji dotyczących przyczyn, dla których możliwa jest jego realizacja - rodzi się we mnie jeszcze jedna wątpliwość natury chyba nie tylko estetycznej...
Logo programu "Państwo w Państwie" przedstawia polskie, przekrzywione godło a sam program rozpoczyna jego animacja w postaci powolnego "spadania" polskiego "Orła w Koronie" do owej przekrzywionej pozycji. Podobnie centralnym elementem scenografii jest polskie przekrzywione godło narodowe...
Doprawdy nie wiem, co wspólnego z patologiami III RP i patologiami obecnie rządzącej Polską koalicji PO-PSL ma polskie godło narodowe? Zastanawia mnie też czy taki sposób przedstawienia naszego polskiego godła narodowego nie nosi znamion jego profanacji i czy prawnie dopuszczalne jest takie jego wykorzystanie i prezentowanie w tymże programie... Może jestem przewrażliwiony, ale taka forma nie odbiega zasadniczo od słynnej już "polskiej flagi w kupie" K. Wojewódzkiego. Polskie godło dotyczy wszak naszej wielowiekowej państwowości i nie ma nic wspólnego z degradacją III RP i patologiami obecnie nam miłościwie rządzących...
Osobiście uważam, że wykorzystanie w tym programie godła narodowego jest niestosowne (o ile niezgodne z prawem) i proponowałbym w jego miejsce wstawić np. logo PO... wszak urzędnicza armia za jej rządów urosła niemal o 100 tysięcy, a rządzą nami od 4 lat... Artyści mogliby też pokusić się o wykreowanie godła III RP np. łączącego symbolikę komunistyczną z unijną, czy jeszcze inną. Zresztą są już gotowce...
Wariacja artystyczna łącząca Logo Prezydencji Polski w UE z Logo PO - źródło: http://grzegorz.rossa.nowyekran.pl/post/20078,symbol-rotacyjnej-polrocznej-prezyd-rady-unii-europejskiej
Już niestety nie wariacja artystyczna (ale zapewne - łamiąca prawo polskie - profanacja polskiego godła) łącząca Godło Polski z Gwiazdą Dawida reprezentującą Izrael. Znalezione w sieci.
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
wtorek, 3 stycznia 2012
Był Oskar Schindler i był też Leopold Socha...
Witam
Miało być o czymś zupełnie innym oraz - z powodu chwilowego pozapisarskiego zagonienia życiowego - zdecydowanie później, ale przeczytawszy wczoraj post Witolda Gadowskiego: Ktoś "W Ciemnosci" dał mi w twarz nasunęło mi się kilka mglistych refleksji, które dzisiaj jeszcze ostatecznie zostały skrystalizowane wypowiedzią Agnieszki Holland brzmiącą mniej więcej tak (z pamięci): "Nie wiem, czy zrobiłabym jakiś kolejny film o dobrym Niemcu pomagającym Żydom w czasie II WŚ. Było już ich kilka, więc zrobiłam film o dobrym Polaku"...
Nie oglądałem jeszcze rzeczonego filmu tej Pani Reżyser, ale jestem skłonny przyjąć do wiadomości wiele o nim pozytywnych opinii dotyczących jakości jego realizacji. Również nie czytałem - będącej inspiracją filmu - powieści pani Krystyny Chiger pt. "Dziewczynka w zielonym sweterku", ale także zdaję się na opinię pana W. Gamowskiego, który stwierdził, że "Książka pani Chiger "Dziewczynka w zielonym sweterku" jest przyjazna Polakom bowiem autorka jest uczciwa i pokazuje złożona sytuację, niestety pani Holland zrobiła z tego płaski, choć zręczny i efektowny (to nawet udany film) plakat, propagandowy plakat" oraz, że tak naprawdę istotne jest w tym filmie tylko to "... jak pani Agnieszka Holland widzi okupację we Lwowie. Jak w jej filmie „W Ciemności” przedstawieni są Polacy, ci według Piłsudskiego najcenniejsi – kresowi, z brzegów obwarzanka, Lwowiacy. Komuniści zawsze nienawidzili ich najmocniej. Pani Holland przedstawia ich jako szemranych, podłych, nieczułych, w większości antysemitów...".
Z tychże powodów chciałbym więc tylko zwrócić uwagę na pewną specyficzną narrację kreowaną wokół filmu i określającą niejako jego przesłanie: "Wśród Polaków też byli Ci dobrzy, podobnie jak wśród np. Niemców"!, ale tak naprawdę - jak to określił np. Robert Więckiewicz – „Polak Leopold Socha ze Lwowa nie był oczywiście takim bohaterem jak Schindler, ale jednak uratował Żydów...”.
Szkoda, że tyle lat czekaliśmy, aby polski reżyser żydowskiego pochodzenia pokazał choć jednego bohaterskiego Polaka ratującego Żydów i szkoda, że pokazuje go jako niemal wyjątek.. Mierzi mnie zrównywanie bohaterstwa L. Socha z bohaterstwem O. Schindlera, z którego niezbicie ma wynikać podobieństwo pozostałych antysemickich niemieckich nazistów z pozostałymi - również antysemickimi - Polakami. Takich jak ów "dobry Niemiec" było może wśród nich kilku czy kilkunastu. Takich jak L. Socha było wśród Polaków tysiące. Takich filmów o bohaterskich Polakach można by również zrobić tysiące.
L. Socha ratując od śmierci Żydów narażał swoje własne życie. Za pomoc Żydom Polakom i ich rodzinom groziła zawsze śmierć. O. Schindler ratując Żydów też zapewne narażał swoje życie, ale jednocześnie wykorzystywał tych Żydów do pracy przy produkcji naczyń emaliowanych, menażek dla Wermachtu oraz też łusek i zapalników do pocisków artyleryjskich czy lotniczych... które służyły do zabijania i mordowania....
Niemcy zamordowali (według niektórych, choć oficjalnie przyjmowanych szacunków) około 6 mln Żydów a uratowali od realizowanego przez siebie Holocaustu ich promil. Polacy nie mordowali Żydów a ich ratowali... Za bohaterów - uwzględniając realia II Wojny Światowej - można również uznać tych Polaków, którzy nie pomagali Żydom ze zwykłego strachu o swoje życie, ale też nie donosili Niemcom na Żydów... Za bohaterskie można uznać całe AK, bez którego niemożliwe byłoby np. Powstanie w Getcie Warszawskim...
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przez 60 lat wielu Żydów na świecie starało się stworzyć obraz Polaka, który w czasie II Wojny Światowej był niemal takim antysemitą i mordercą jak naziści a teraz - zgłaszając film do Oskara - chce się pokazać, że jednak wśród tych polskich antysemitów byli jednak "mali" bohaterowie, ale już nie tak wielcy jak nieliczni bohaterscy Niemcy wśród antysemickich Hitlerowców... Wszak o nich powstało więcej wybitnych filmów...
Pozdrawiam
P.S.
Osobiście uważam, że lepszym, polskim kandydatem do Oskara byłby film Jerzego Hoffmana 1920 BITWA WARSZAWSKA. Ale może to tylko moje zdanie...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Miało być o czymś zupełnie innym oraz - z powodu chwilowego pozapisarskiego zagonienia życiowego - zdecydowanie później, ale przeczytawszy wczoraj post Witolda Gadowskiego: Ktoś "W Ciemnosci" dał mi w twarz nasunęło mi się kilka mglistych refleksji, które dzisiaj jeszcze ostatecznie zostały skrystalizowane wypowiedzią Agnieszki Holland brzmiącą mniej więcej tak (z pamięci): "Nie wiem, czy zrobiłabym jakiś kolejny film o dobrym Niemcu pomagającym Żydom w czasie II WŚ. Było już ich kilka, więc zrobiłam film o dobrym Polaku"...
Nie oglądałem jeszcze rzeczonego filmu tej Pani Reżyser, ale jestem skłonny przyjąć do wiadomości wiele o nim pozytywnych opinii dotyczących jakości jego realizacji. Również nie czytałem - będącej inspiracją filmu - powieści pani Krystyny Chiger pt. "Dziewczynka w zielonym sweterku", ale także zdaję się na opinię pana W. Gamowskiego, który stwierdził, że "Książka pani Chiger "Dziewczynka w zielonym sweterku" jest przyjazna Polakom bowiem autorka jest uczciwa i pokazuje złożona sytuację, niestety pani Holland zrobiła z tego płaski, choć zręczny i efektowny (to nawet udany film) plakat, propagandowy plakat" oraz, że tak naprawdę istotne jest w tym filmie tylko to "... jak pani Agnieszka Holland widzi okupację we Lwowie. Jak w jej filmie „W Ciemności” przedstawieni są Polacy, ci według Piłsudskiego najcenniejsi – kresowi, z brzegów obwarzanka, Lwowiacy. Komuniści zawsze nienawidzili ich najmocniej. Pani Holland przedstawia ich jako szemranych, podłych, nieczułych, w większości antysemitów...".
Z tychże powodów chciałbym więc tylko zwrócić uwagę na pewną specyficzną narrację kreowaną wokół filmu i określającą niejako jego przesłanie: "Wśród Polaków też byli Ci dobrzy, podobnie jak wśród np. Niemców"!, ale tak naprawdę - jak to określił np. Robert Więckiewicz – „Polak Leopold Socha ze Lwowa nie był oczywiście takim bohaterem jak Schindler, ale jednak uratował Żydów...”.
Szkoda, że tyle lat czekaliśmy, aby polski reżyser żydowskiego pochodzenia pokazał choć jednego bohaterskiego Polaka ratującego Żydów i szkoda, że pokazuje go jako niemal wyjątek.. Mierzi mnie zrównywanie bohaterstwa L. Socha z bohaterstwem O. Schindlera, z którego niezbicie ma wynikać podobieństwo pozostałych antysemickich niemieckich nazistów z pozostałymi - również antysemickimi - Polakami. Takich jak ów "dobry Niemiec" było może wśród nich kilku czy kilkunastu. Takich jak L. Socha było wśród Polaków tysiące. Takich filmów o bohaterskich Polakach można by również zrobić tysiące.
L. Socha ratując od śmierci Żydów narażał swoje własne życie. Za pomoc Żydom Polakom i ich rodzinom groziła zawsze śmierć. O. Schindler ratując Żydów też zapewne narażał swoje życie, ale jednocześnie wykorzystywał tych Żydów do pracy przy produkcji naczyń emaliowanych, menażek dla Wermachtu oraz też łusek i zapalników do pocisków artyleryjskich czy lotniczych... które służyły do zabijania i mordowania....
Niemcy zamordowali (według niektórych, choć oficjalnie przyjmowanych szacunków) około 6 mln Żydów a uratowali od realizowanego przez siebie Holocaustu ich promil. Polacy nie mordowali Żydów a ich ratowali... Za bohaterów - uwzględniając realia II Wojny Światowej - można również uznać tych Polaków, którzy nie pomagali Żydom ze zwykłego strachu o swoje życie, ale też nie donosili Niemcom na Żydów... Za bohaterskie można uznać całe AK, bez którego niemożliwe byłoby np. Powstanie w Getcie Warszawskim...
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przez 60 lat wielu Żydów na świecie starało się stworzyć obraz Polaka, który w czasie II Wojny Światowej był niemal takim antysemitą i mordercą jak naziści a teraz - zgłaszając film do Oskara - chce się pokazać, że jednak wśród tych polskich antysemitów byli jednak "mali" bohaterowie, ale już nie tak wielcy jak nieliczni bohaterscy Niemcy wśród antysemickich Hitlerowców... Wszak o nich powstało więcej wybitnych filmów...
Pozdrawiam
P.S.
Osobiście uważam, że lepszym, polskim kandydatem do Oskara byłby film Jerzego Hoffmana 1920 BITWA WARSZAWSKA. Ale może to tylko moje zdanie...
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)