Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polexit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polexit. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 czerwca 2023

Kto w Polsce rzuci hasło "Polexitu"?

Przedwczoraj napisałem tekst dotyczący relokacji uchodźców, bo znów elity unijne wracają do tej idei, która okazała się sromotną porażką. Zakończyłem go konstatacją: "Coraz bardziej jestem przekonany, że obecnego kierunku "rozwoju" skomunizowanej UE nie da się odwrócić lub zmienić bez jej upadku. A do tego mogą przyczynić się procesy exitowe w różnych krajach, w tym Polski" [1].

Jeden z moich komentatorów "Adam66" na portalu naszeblogi.pl dygresyjnie odniósł się do tekstu: "Nie widzę w tej chwili żadnego ugrupowania ani pojedynczego polityka, który miałby wystarczająco duże jaja żeby takim hasłem rzucić. Proszę o sugestie na temat tego prostego pytania - który z tzw. polskich polityków może rzucić hasło polexitu" [2].

Pytanie naprawdę wydaje się zasadne, bo nawet w Szwecji lider Szwedzkich Demokratów Jimie Akesson oznajmił, że przyszedł czas, by na nowo przyjrzeć się członkostwu Szwecji w Unii Europejskiej i całkowicie zmienić relacje z nią. To jeden z najważniejszych polityków, od którego zależy istnienie szwedzkiego rządu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jak na razie to głos jednego polityka a ewentualne wyjście Szwecji z UE to "pieśń dalekiej przyszłości", ale tam przynajmniej ta dyskusja została niejako zainicjowana!

A w Polsce? Nikt sprawy Polexitu oficjalnie jeszcze nie podjął, choć moim zdaniem swobodnie takie zainicjowanie tematu mogłoby przynajmniej wyjść ze strony Konfederacji albo nawet ze strony polityków Suwerennej Polski. Wszyscy się boją, bo wydaje im się, że w Polsce dalej 80% Polaków jest euroentuzjastami a jest już zupełnie inaczej. Moi rodacy coraz bardziej stają się sceptyczni wobec obecnego kierunku rozwoju UE, co zaskakująco wyrazili już rok temu w swoim stosunku do unijnego Funduszu Odbudowy (FO) i związanego z nim polskiego Krajowego Planu Odbudowy (KPO): 

Niespełna 44% Polaków optuje za tym, że powinniśmy się poddać niemieckiej UE. I cieszy mnie fakt, że spośród zwolenników obecnych rządów takich podległych Niemcom Polaków jest tylko 11% a reszta jest wobec tej UE sceptyczna. I nie dziwię się, że wśród zwolenników totalnej niemiecko-rosyjskiej opozycji aż 74% wyraża swoje poddaństwo wobec kondominium niemiecko-rosyjskiego, ale co się dziwić skoro liderzy totalnych w stylu D. Tuska czy R. Trzaskowskiego - z jednej strony - Polskę i Polaków uważają "za nienormalność" a - z drugiej strony - uważają, że niepotrzebny jest polski Centralny Port Komunikacyjny (CPK) skoro ma powstać przecież w Berlinie!

Nie znalazłem jeszcze badania na temat obecnego projektu relokacji uchodźców [3], ale sądzę, że jak się pojawi to będzie jeszcze bardziej radosny dla nas-eurosceptyków. W kwietniu 2017 roku ośrodek CBOS przeprowadził sondaż, w którym pytał Polaków m. in. o stosunek do przyjmowania imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Aż 74% badanych wyraziło wówczas swój sprzeciw wobec przyjmowania tych nachodźców do Polski a za przyjmowaniem opowiedziało się tylko 22%, a co dwudziesty badany nie miał zdania w tej sprawie [3]. Dziś zapewne przeciwników przymusowego przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki jest grubo ponad 80%, tym bardziej, iż już Polacy udowodnili, że prawdziwych uchodźców uciekających przed wojną na Ukrainie są w stanie z otwartymi sercami przyjąć nawet bez konieczności budowy jakichś obozów czy gett, jak to ma miejsce w krajach Starej Unii. Dziś UE nie ma żadnego, nawet moralnego, prawa żądać od Polaków dodatkowego i przymusowego przyjęcia imigrantów ekonomicznych znajdujących się z winy A. Merkel na terenie krajów Starej Europy!

Ciekawym jest też tegoroczne, majowe badanie pracowni Social Changes, zrealizowanego na dużej, ponad dwutysięcznej grupie respondentów:



W odpowiedzi na pytanie: "Czy Polska powinna zgodzić się na zmianę traktatów Unii Europejskiej umożliwiające wprowadzenie nowych podatków w państwach członkowskich, regulacji bezpieczeństwa wewnętrznego i ograniczaniu kompetencji krajów członkowskich UE?" aż 41 proc. badanych odpowiedziało „zdecydowanie nie” lub „raczej nie”. Na proponowane zmiany zgadza się zaledwie 21 proc. badanych. 38 proc. nie ma zdania w tej sprawie, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę skomplikowaną materię sprawy".

Z kolei w  odpowiedzi na pytanie: "Czy Pani/Pana zdaniem Polska powinna zrezygnować z posiadanego przez siebie prawa weta w Unii Europejskiej?" aż 58 proc. odpowiedziało negatywnie. Za likwidacją prawa weta opowiedziało się zaledwie 11 proc. badanych. 31 proc. nie ma zdania w tej sprawie. Co ciekawe, za obroną przynależnego Polsce prawa weta opowiada się nie tylko 74 proc. wyborców Prawa i Sprawiedliwości, ale także 57 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej.

Niemal połowa Polaków - 48 proc. - sprzeciwia się także wdrożeniu pakietu Fitfor55, który - jak zaznaczono w pytaniu - może kosztować polskich podatników do 189 miliardów Euro do 2030 roku [4].

Ciekawe wyniki! Prawda. Okazuje się bowiem, że jak zapytamy Polaków o szczegóły unijnych propozycji prowadzących do budowy przez UE superpaństwa w stylu ZSRR-bis, czyli Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli IV Rzeszy Niemieckiej to... jesteśmy przeciwnikami tych rozwiązań. 

A należy dodać, iż obecny "Pakt Migracyjny" został przyjęty z naruszeniem traktatów unijnych, czyli bez prawa weta a w głosowaniu większościowym na poziomie ministrów spraw wewnętrznych Rady UE... choć Polska i Węgry głosowały przeciw a Bułgaria, Malta, Litwa i Słowacja wstrzymały się od głosu, czyli de facto też były temu paktowi przeciw. Gdyby zastosować zgodny z traktatami unijnymi mechanizm wymaganej "jednomyślności" państw unijnych to polskie i węgierskie weto spowodowałoby, iż ten pakt zostałby wrzucony "do kosza". No tak... ale przecież obecne elitki unijne mają "w głębokim poważaniu" praworządność, którą tak ochoczo szermują a traktaty unijne uważają już za anachronizm w procesie budowy IV Rzeszy Niemieckiej, Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa, drugiego ZSRR - ZSRE. 

Tak więc nie rozumiem dlaczego jeszcze nie zainicjowano dyskusji o obecnych plusach i minusach naszej przynależności do takiej UE, która jawi się nam dziś i do czego dąży w przyszłości a dąży do likwidacji suwerenności i niepodległości poszczególnych państw w UE! 

Przecież widać na przykładzie powyższych sondaży, że jeżeliby zacząć taką dyskusję o szczegółach dzisiejszych propozycji unijnych to Polacy wcale nie są ich zwolennikami! Czego więc się tu bać? 

Naprawdę. W 2003 roku głosowaliśmy a w 2004 roku przystępowaliśmy do innej UE niż jest dzisiaj a do tego dochodzą jeszcze inne uwarunkowania geopolityczne, które wyrażają się np. poprzez hipotetyczne porozumienie między Niemcami i Rosją mające na celu podział wpływów tych krajów w Europie. Niemcy mają dominować - poprzez sfederalizowane jedno państwo europejskie - w krajach, które dziś lub w przyszłości są (będą) członkami Unii Europejskiej, natomiast wpływy Rosji mają po ich zachodniej stronie obejmować m.in. Ukrainę i Białoruś. A wszystko ma zmierzać do budowy Eurazji od Władywostoku do Lizbony. 

Także Polska ma tak naprawdę dwa wyjścia: albo czekać cierpliwie na samoistny upadek dzisiejszej UE albo po prostu dokonać Polexitu! Pierwszy sposób na bycie w UE jest bezsensowny, bo zanim UE upadnie to jeszcze zdąży narobić zbyt wiele szkód. Zostaje więc Polexit! 

Ja o wyjściu z UE gaworzę już od lat a tym samym nie podzielam obecnego zdania rządzących,  że w UE trzeba być, żeby ją zmienić. Jej się nie da zmienić i trzeba zrobić wszystko, żeby upadła nawet przez nasz Polexit!. Wtedy będzie można zbudować coś nowego i racjonalnego, np. w stylu EWG-bis.

Kiedyś to polska Solidarność rozpoczęła demontaż bloku komunistycznego i samego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) ze stolicą w Moskwie. Może i też to my znów mamy szasnę na rozmontowanie Związku Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRE), czyli na wyprzedzające zastopowanie dążeń skomunizowanych elit unijnych do budowy Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie i częściowo w Brukseli. 

Gdybyśmy rozpoczęli taki proces to jak widać na przykładzie Szwecji, moglibyśmy liczyć nawet na niespodziewanych sojuszników. A wtedy może jakoś udałoby się - na co liczy np. PiS - zebrać w nowym Parlamencie Europejskim tylu a'la konserwatywnych europosłów, że możliwym stałoby się zawrócenie z obecnej drogi "rozwoju" UE i jej powrót do korzeni, do Europy Ojczyzn. 

Ale ja powtarzam... Ja jestem, wobec możliwości wewnętrznej przemiany UE, raczej sceptyczny i uważam, że najpierw musi nastąpić upadek UE - Euroexit, aby na tych gruzach powstał zupełnie nowy europejski ład. Być może się mylę i chciałbym się mylić! Wszak są jakieś oznaki zmiany na staro-europejskiej scenie politycznej, gdzie coraz większe znaczenie mają a'la konserwatyści: jest Szwecja, są Włochy, jest Hiszpania czy Irlandia. Więc kto wie?

Dygresyjnie...

Niestety nie odpowiedziałem mojemu komentatorowi, który polski polityk w końcu zdecyduje się zainicjować dyskusję o ewentualnym polskim Polexicie albo choć wprowadzi na forum publiczne dyskusję o plusach i minusach naszej bytności w takiej chorej na komunizm UE jaka jawi się dziś i w najbliższych latach. 

Niestety sądzę, że ze względu na wybory, takiej dyskusji nie jest w stanie zainicjować żadna formacja polityczna, nawet Konfederacja, choć to ona winna mieć ku temu najwięcej argumentów.

Możliwe jednak, że już wkrótce pojawi się na polskiej scenie politycznej konserwatywna formacja polska i propolska, oparta na wartościach chrześcijańskich i eurosceptyczna. Wedle niektórych dziennikarzy to o takiej formacji gdzieś już "ćwierkają wróbelki"... 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

poniedziałek, 29 maja 2023

Ostatni dzwonek na dyskusję o Polexicie!

W Polsce de facto trwa już kampania wyborcza, choć nie znamy jeszcze ostatecznego terminu jesiennych wyborów parlamentarnych. 

Ale może się okazać, że te i inne wybory w Polsce będą już niepotrzebne, bo okażą się bezsensowne w nowej, jednej sfrederalizowanej Europie, czyli IV Rzeszy Niemieckiej, czyli w Związku Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRE: ZSRR - bis). Już dziś też padają propozycje likwidacji krajowych wyborów do Europarlamentu na rzecz głosowania na partie unijne, ale jak by to miało wyglądać, to trudno powiedzieć... Może tak jak kiedyś w przypadku eksperymentalnej unijnej partii Libertas?

Cóż to dla nas oznacza? 

To, że jeżeli elity unijne zdołają zbudować to swoje Jedno Państwo Europa to Polska jako unitarne państwo po prostu zniknie z mapy świata i stanie się jakimś regionem/landem niemieckim/a'la województwem europejskim. Nie będzie nam potrzebny żaden ogólnokrajowy parlament, prezydent czy rząd, bo będziemy musieli słuchać Komisji Europejskiej jako rządu unijnego. Wystarczać będą musiały dzielnicowe (od rozbicia dzielnicowego Polski) wybory samorządowe a nie każdy samorząd będzie skłonny utrzymać polskość na swoim terenie. Konstytucja RP stanie się jeno historycznym świstkiem papieru!

Stracimy nasze lasy, wody, jeziora, morze, góry, nasze ziemie, drogi, autostrady a nawet być może i swój język polski. Stracimy też na rzecz władzy unijnej państwowe (lub częściowo państwowe) firmy, szpitale, szkoły a nasze dotychczasowe inwestycje w stylu Gazoportu LNG, Przekopu Mierzei Wiślanej, Baltic Pipe, Via Baltica czy CPK przestaną być polskie albo uznane za niepotrzebne. Dodatkowo nowi władcy Polski będą niszczyli naszą tradycję, wiarę, historię a na siłę wprowadzą nam ideologię gender, seksualizację dzieci, tęczowe lekcje w szkołach, swobodną dostępność aborcji i eutanazji, małżeństwa homoseksualne wraz z możliwością adopcji dzieci przez takie pary, itd. Podobnie stanie się z naszą armią, która stanowić będzie część armii unijnej. Będziemy się więc czuli niemal tak jak Polacy w okresie zaborów!

Jak widać dążenia dwóch największych dawnych zaborców Polski ziszczają się też na naszych oczach. A. Hitler chciał też onegdaj rozszerzyć niemiecką "przestrzeń życiową". Musiał jednak do zrealizowania swojego celu wywołać konflikt zbrojny. Dziś Europa, w tym Polska, może być zdobyta przez Niemcy bez żadnego wystrzału! 

Wydawać by się mogło, że wojna na Ukrainie winna choć trochę zastopować elity unijne. Stało się jednak inaczej i te chore postkomunistyczne dążenia do budowy Jednego Europejskiego Państwa zostały jeszcze zintensyfikowane! 

Proponuję teraz przeczytać felieton europosłanki Izabeli Kloc pt.: "Coraz mniej Europy jest w Unii Europejskiej. "Piątka Scholza to: ateizm, ideologizm, centralizm, egoizm, kosmopolityzm" [1].

----------------------------------

W połowie lipca odbędzie się w Parlamencie Europejskim głosowanie, któremu uważnie powinien przyjrzeć się cały świat. To będzie pierwsza, prawdziwa próba sił przeciwników i zwolenników federalizacji Unii Europejskiej. Szykuje się starcie obrońców demokracji z orędownikami nowego, a raczej neokomunistycznego porządku.

W połowie maja zorganizowałam ósmą konferencję Śląski Ład, której tematem była erozja unijnych wartości. Debacie towarzyszyło pytanie „Ile Europy jest w Unii Europejskiej?”. Dosyć nieoczekiwanie hasło to dostało w internecie drugie życia. Duża liczba emocjonalnych komentarzy dowodzi, że Polacy z uwagą śledzą ewolucję, a raczej rewolucję unijnej wspólnoty. Jest się czym martwić.

Stoimy u progu przesilenia, które może nie tylko zmienić reguły, ale wręcz wywróci stolik z europejskimi szachami.

Pierwszy ruch wykonał niemiecki kanclerz Olaf Scholz podczas niedawnego przemówienia w Parlamencie Europejskim. Wezwał do nadania instytucjom unijnym większych kompetencji, kosztem niezależności i suwerenności państw członkowskich. Takie poglądy nie są nowością, ale jeszcze nigdy nie zabrzmiały tak roszczeniowo i dobitnie. Scholz niczego nie zostawia przypadkowi. Podobno już w październiku ubiegłego roku zarezerwował termin wystąpienia. Szukał optymalnego momentu na uroczystą mowę i uznał, że najlepszy będzie 9 maja, kiedy przypada Dzień Europy. Przypomnijmy, że jest to rocznica przyjęcia Deklaracji Schumana w 1950 r. Słowa Scholza nie nawiązywały jednak do tego dokumentu, ale sygnalizowały jego kres. „Piątka Schumana”, która scementowała unijną wspólnotę i dała jej paliwo na dynamiczny rozwój to: chrześcijaństwo, wolność, solidarność, różnorodność, patriotyzm. Unia Europejska już nie idzie tą drogą.

Piątka Scholza to: ateizm, ideologizm, centralizm, egoizm, kosmopolityzm.

W Parlamencie Europejskim trwają intensywne prace, jak przejść od tych niebezpiecznych słów do czynów. Poszczególne komisje przesyłają swoje propozycje zmian Traktatów Unii Europejskiej. Koordynuje ten proces Komisja Spraw Konstytucyjnych. W połowie lipca, choć już się mówi o możliwości przesunięcia tego terminu, ma się odbyć w tej sprawie głosowanie na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego. Dlaczego to jest takie ważne? Bo wiadomo już jakie propozycje płyną z poszczególnych komisji. Jest się czego bać. Wszystkie proponowane zmiany idą w trzech, zasadniczych kierunkach.

Na pierwszy plan wybija się postulat, aby w Unii Europejskiej odejść od dotychczasowej zasady jednomyślności na rzecz kwalifikowanej większości głosów.

Co to oznacza w praktyce? Najprościej rzecz ujmując grozi to odebraniem państwom członkowskim podmiotowości decyzyjnej i wyrzuceniem do lamusa historii pojęcia: interes narodowy. Łatwo sobie też wyobrazić proces budowy kwalifikowanej większości. Wiele państw jest uzależnionych od niemieckiej gospodarki, a wewnętrznie są szachowane przez lewicowo-liberalne wpływowe elity. Będą głosować, jak im najsilniejsi gracze zagrają.

Kolejnym pomysłem, który może rozsadzić od środka unijną wspólnotę, jest wzmocnienie kontrolnej i nadzorczej roli Parlamentu Europejskiego.

Europarlament jeszcze nigdy nie był tak zideologizowany, jak w tej kadencji. Lewicowo-liberalno-zielona większość cieszy się poparciem mediów i wielkiego biznesu. Współcześni „towarzysze” na realizację swoich eksperymentów społeczno-gospodarczych mają pieniądze, sympatię młodszych pokoleń i polityczne przyzwolenie. Według planowanych przepisów Parlament Europejski dostałby, m.in. narzędzia do kształtowania i kontroli unijnego budżetu. Jednym słowem wojująca lewica dostałaby dodatkowe, ogromne pieniądze na finansowanie swoich niebezpiecznych fantazji.

Trzecią sprawą są plany poważnych zmian instytucjonalnych, jak choćby połączenie funkcji przewodniczących Rady i Komisji Europejskiej.

Jest to prosta droga do utworzenia unijnego, centralnego rządu. Postuluje się, m.in. pełne włączenie Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych w struktury Komisji Europejskiej. Prowadziłoby to do wzmocnienia roli Wysokiego Przedstawiciela Unii ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, który miałby się stać głównym zewnętrznym przedstawicielem Unii Europejskiej na forum międzynarodowym. Jedna z komisji europarlamentu wzywa również do utworzenia niezależnej dyplomacji UE opartej na dyplomatach szkolonych w Europejskiej Akademii Dyplomatycznej, która stanowiłaby pilotażowy projekt Parlamentu Europejskiego. Jeśli uda się zrealizować te postulaty polityka zagraniczna przestanie być kompetencją państw narodowych.

Najwyższa pora, abyśmy zrozumieli, że federalizacja Unii Europejskiej przestała być domeną teoretycznych debat politycznych, filozoficznych i medialnych. To proces, który już się rozpoczął na poziomie planistycznym.

Z wielu, także historycznych powodów jest to pomysł bardzo zły, wręcz katastrofalny. Idea, aby bogate, różnorodne, wielokulturowe dziedzictwo Europy spiąć w jeden organizm administracyjny, zawsze pojawiała się w głowach despotycznych monarchów i krwawych dyktatorów. 80 lat temu powstał dokument „Podstawowe elementy planu dla nowej Europy”. Są tam postulaty, m.in. utworzenie wspólnoty celnej, zniesienie granic wewnętrznych, wprowadzenie zasad równości społecznej, ujednolicenie warunków pracy, wspólna polityka ubezpieczeń socjalnych i zdrowotnych, a także utworzenie europejskiej unii walutowej. Przez szacunek dla Państwa nie powiem, kto był autorem tego pomysłu, choć nietrudno się domyśleć.

Unia Europejska przeżywa najpoważniejszy w swojej historii kryzys i  nie chodzi tylko o czterech jeźdźców apokalipsy, czyli pandemię, zapaść energetyczną, inflację i wojnę.

Chwieją się także ideowe fundamenty, na których Unia budowała swoją siłę, prestiż i dobrobyt. Jeszcze niedawno takie pojęcia, jak demokracja, wolny rynek i wolność słowa były znakiem firmowym Unii Europejskiej. Dziś już nie jesteśmy tego pewni. Gospodarka krajów komunistycznych upadła, ponieważ rozwijała się według systemu planowego i nakazowo-rozdzielczego. Unia Europejska zaczęła działać podobnie. Wolny rynek zamiera tłamszony regulacjami, limitami, nakazami, zakazami. Politycznymi dekretami stymuluje się rozwój wybranych branż, inne skazując na degradację. Podobne negatywne zjawiska dzieją się w sferze idei. W bloku komunistycznym debatę publiczną regulowała cenzura. Jej odpowiednikiem w Unii Europejskiej stała się poprawność polityczna, która skutecznie sparaliżowała dyskusję na tematy niewygodne dla lewicowej, unijnej większości.

Na pytanie ile Europy jest w Unii Europejskiej można odpowiedzieć krótko: coraz mniej.

Czy proces ten zostanie zahamowany albo przyspieszony zależy tylko od nas, Europejczyków. Tylko nasze decyzje wyborcze są w stanie zastopować cywilizacyjną rewolucję, której skutki mogą zrujnować nie tylko liczony w dziesięcioleciach dorobek Unii Europejskiej, ale wielosetletnie kulturowe dziedzictwo Europy. Wierzę też w przysłowie o rewolucji zjadającej swoje dzieci. Na pewno jest jakiś próg społecznej tolerancji na absurdy narzucane przez lewicowych „reformatorów”, a raczej destruktorów unijnego porządku. Być może już podczas przyszłorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego komuniści zostaną pokonani jednym z ich ulubionych haseł: No pasarán!

--------------------

To tyle Pani europoseł. Warto nawet drugi raz przeczytać, aby dotarło do nas  jak ważne będą w najbliższym czasie decyzje unijne oraz jak ważne będą u nas wybory parlamentarne, w których nie możemy dopuścić do powtórnego przejęcia władzy przez D. Tuska! Człowieka, który w czasie ewentualnych rządów bez "mrugnięcia oka" sprzeda naszą państwowość niemieckim elitom unijnym!

Jest jednak dla nas "światełko w tunelu". Otóż okazuje się, że Polacy wreszcie zaczęli dostrzegać niebezpieczeństwa płynące z Unii Europejskiej.

Źródło: https://wpolityce.pl/polityka/648306-nasz-sondaz-polacy-jednoznacznie-w-obronie-prawa-weta-w-ue. Badanie przeprowadzone przez pracownię Social Changes, zrealizowane na dużej, ponad dwutysięcznej grupie respondentów.

Oczywiście wyborcy ZP (PiS) mają większą świadomość zagrożeń ze strony UE, ale warto zwrócić uwagę, że przeciwko likwidacji możliwości jednostkowego weta nawet wyborcy PO (KO) w 57% wskazali odpowiedź negatywną. 

Powyższe wyniki wskazują, że kończy się już okres, kiedy Polacy w sposób stadny i bezrefleksyjny - niemal w 80% -  popierały nasze wejście do UE. Przez ten czas od naszego przystąpienia do tej UE, ona sama zmieniła się diametralnie i to na niekorzyść wszystkich państw narodowych za wyjątkiem kilku krajów takich jak: Niemcy, Francja czy Niderlandy (Holandia). 

"Polacy mają coraz większą świadomość narastających zagrożeń. Sprzeciw wobec planów unijnego centrum wyraźnie rośnie (...) Presja na budowę scentralizowanego państwa, w którym kraje takie jak Polska zostaną sprowadzone do roli prowincji zarządzanych z Berlina i Brukseli, będzie narastała. Polski rząd nie wygra tej wojny, jeśli nie będzie miał zdecydowanego, mocnego poparcia polskiej opinii publicznej. Prezentowane badania dają nadzieję, że zmierzamy w tym właśnie kierunku" [2].

Ale jeżeli UE będzie jednak chciała ordynarnie i w pozatraktatowy sposób zmienić Traktaty Unijne to w Polsce musimy rozpocząć rzeczywistą dyskusję nad możliwością Polexitu!
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

piątek, 19 maja 2023

Obecnej UE nie da się zmienić! To naiwne mrzonki!

Minister d.s. UE Szymon Szynkowski vel Sęk stwierdził, że trzeba być w UE, żeby ją zmienić: "W Unii Europejskiej nie tylko warto być, ale trzeba być. Jeżeli jesteśmy odpowiedzialni za Europę - a czujemy się jako państwo z ponadtysiącletnią historią odpowiedzialni nie tylko za Unię Europejską, ale za Europę, za jej przyszłość - to Unię trzeba starać się zmieniać; ścieżkę jej rozwoju korygować w taki sposób, żeby Europa w przyszłości nie uległa tym wszystkim negatywnym zjawiskom. Bo jeśli ulegnie, to skutki tego odczuje również Polska [1]".

Panie ministrze! To, co Pan mówi jest naiwną mrzonką. Obecnego kierunku rozwoju UE nie da się zmienić od środka, nie da się UE zawrócić do stanu dobrowolnego związku niepodległych i suwerennych państw, tzw. Europy Ojczyzn. Trzeba być naprawdę w balonie jakiejś "political fiction", aby w taką zmianę wierzyć.

Obecne elity UE pod wodzą Niemiec, Francji i Niderlandów od dziesiątków lat budują Jedne Sfederalizowane Państwo Europa ze stolicą tak naprawdę w Berlinie i ewentualnie z jakimiś odgałęzieniami  w Brukseli.  Europejski Bank Centralny (EBC) mieści się przecież w Niemczech a to jest najważniejsza instytucja unijna strefy Euro! Jak to dobrze, że D. Tusk nie zdążył na rozkaz Niemców wprowadzić Euro w Polsce, ale musimy uważać, bo jestem pewien, że gdyby PO znów rządziła to na pewno by to Euro u nas wprowadziła i to stosunkowo szybko [2, 3].  

Wchodząc do UE wyobrażaliśmy sobie, że ona będzie dla nas ostoją zachodniego bogactwa. Po latach bycia pod wpływem Rosji Sowieckiej myśleliśmy, że nasza bytność w UE jest dla nas historycznie oczywista, bo zawsze tą Europą byliśmy. Pragnęliśmy swobodnie podróżować po Europie i w niej też mieć możliwość zatrudnienia za o wiele większe pieniądze niż w kraju. Ostatecznie też sądziliśmy, że UE jest gwarancją naszej suwerenności i niepodległości oraz liczyliśmy na ogromne unijne finansowe wsparcie, które pozwoliłoby uczynić naszą Polskę bogatą i zasobną. 

Jednak ogólnie nasze wyobrażenie o UE było takie, że jest to twór podobny do EWG, gdzie najważniejszymi elementami była wolność europejskiego przepływu: ludzi, kapitału i dóbr oraz usług. Tak sobie wyobrażaliśmy tą UE, do której wstępowaliśmy. I w sumie wtedy ona mniej więcej taka była, choć już wtedy można było zauważyć, że staje się lub może stać się poniekąd drugim ZSRR. 

Dzisiaj UE jest czym innym niż była w w 2003 czy 2004 roku, kiedy do niej wstępowaliśmy. Ciekawe jakie wtedy byłyby wyniki naszego referendum akcesyjnego, gdyby Polakom zadano pytanie, które dziś jest aktualne i właściwe:  

"Czy wyraża Pani/Pan zgodę na przystąpienie Polski do UE, która będzie dążyła do zbudowania Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie a tym samym godzi się Pani/Pan na utratę polskiej suwerenności i niepodległości?" 

Ja wtedy podejrzewałem, że w takim niewłaściwym kierunku będzie zmierzać UE i dlatego w 2003 roku w referendum akcesyjnym głosowałem "przeciw", bo zdawałem sobie już wtedy sprawę, że budowane jest drugie ZSRR, czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRE) wedle zapisów "Manifestu z Ventotene" autorstwa przede wszystkim komunisty A. Spinellego [4] oraz ideach takich komunistów jak A. Gramsci (komunistyczny "marsz przez instytucje") [5] czy wytycznych tzw. marksistowskiej, niemieckiej Szkoły Frankfurckiej [6].  

Mogę więc powiedzieć, że mam czyste sumienie, bo nie uległem powszechnej prounijnej propagandzie i w referendum akcesyjnym głosowałem "przeciw", ale naprawdę nie cieszę się z tego mojego czystego sumienia, bowiem niestety obrany kierunek rozwoju UE jest taki, którego wtedy się ogromnie bałem. A tym kierunkiem - powtórzę już nie wiem, który raz -  jest budowa lewackiego Jednego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie, no może wspólnie z Brukselą, bo tam są bizantyjskie budynki i budowle wybudowane dla postkomunistycznych elit całej UE. 

Jednak tak naprawdę ta budowa Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa była prowadzona "krok po kroczku" i niejako "w ukryciu". Dopiero bowiem 1 marca 2017 roku KE "odkryła karty" i formalnie w tzw. "Białej  księdze w sprawie przyszłości UE" [7] jednoznacznie wymieniła tylko jedno źródło ideowe jej dalszego rozwoju – właśnie napisany w duchu ideologii marksistowskiej Manifest z Ventotene. Jego autorzy zakładają federalizację Europy, niezależnie od woli mieszkańców kontynentu.

Tak dygresyjnie... Jakże symptomatyczne jest to totalitarne określenie "niezależnie od woli mieszkańców kontynentu" i jakże podobne do określenia twórcy ideowego nazizmu i komunizmu Karola Marksa: "Klasy i rasy, które są zbyt słabe, żeby opanować nowe warunki życia, muszą zniknąć..." [8]. 

Warto też wiedzieć, że w umowie koalicyjnej obecnego rządu w Niemczech zawarto postulat dążenia do zbudowania takiego jednego federacyjnego państwa Europa. 

Realizacja postulatu federalizacji oczywiście oznacza ni mniej ni więcej jak likwidację suwerennych i niepodległych państw europejskich, które w nowym Związku Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRR - bis) będą odgrywały rolę landów/województw/republik. 

Naprawdę. W 2003 roku głosowaliśmy a w 2004 roku przystępowaliśmy do innej UE niż jest dzisiaj a do tego dochodzą jeszcze inne uwarunkowania geopolityczne, które wyrażają się np. poprzez hipotetyczne porozumienie między Niemcami i Rosją mające na celu podział wpływów tych krajów w Europie. Niemcy mają dominować - poprzez sfederalizowane jedno państwo europejskie - w krajach, które dziś lub w przyszłości są (będą) członkami Unii Europejskiej, natomiast wpływy Rosji mają po ich zachodniej stronie obejmować m.in. Ukrainę i Białoruś. A wszystko ma zmierzać do budowy Eurazji od Władywostoku do Lizbony. 

Także Panie ministrze! Polska ma tak naprawdę dwa wyjścia: albo czekać cierpliwie na samoistny upadek dzisiejszej UE albo po prostu dokonać Polexitu! Pierwszy sposób na bycie w UE jest bezsensowny, bo zanim UE upadnie to jeszcze zdąży narobić zbyt wiele szkód. Zostaje więc Polexit! 
Ja o wyjściu z UE gaworzę już od lat a tym samym nie podzielam Pana optymizmu  że w UE trzeba być, żeby ją zmienić. Jej się nie da zmienić i trzeba zrobić wszystko, żeby upadła nawet przez nasz Polexit!. Wtedy będzie można zbudować coś nowego i racjonalnego, np. w stylu EWG-bis.

[2] Co nas czeka po likwidacji gotówki i rewolucji neomarksistowskiej? - czytaj: https://krzysztofjaw.blogspot.com/2021/01/co-nas-czeka-po-likwidacji-gotowki-i.html
[3] Dlaczego posiadanie własnej waluty jest koniecznością? - czytaj: https://krzysztofjaw.blogspot.com/2021/01/dlaczego-posiadanie-wasnej-waluty-jest.html


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

czwartek, 11 maja 2023

Swexit! Szwecja poza UE?

Pan Dariusz Matuszak opublikował na portalu wpolityce.pl ciekawy felieton pod tytułem: "Swexit. Czy Szwecja szykuje się do opuszczenia UE? Jeden z najważniejszych polityków wzywa do rewizji stosunków z Brukselą" [1].

Napisał w nim m.in., że: "Lider Szwedzkich Demokratów Jimie Akesson oznajmił, że przyszedł czas, by na nowo przyjrzeć się członkostwu Szwecji w Unii i całkowicie zmienić relacje z nią. To jeden z najważniejszych polityków, od którego zależy istnienie szwedzkiego rządu" [1]. 

W dalszej części zwrócił uwagę, że choć Szwedzcy Demokraci nie są w obecnej koalicji rządzącej to praktycznie wspierają konserwatywną (jak na warunki szwedzkie) mniejszość rządową składającą się z koalicji Umiarkowanej Partii Koalicyjnej (Moderaci), Chrześcijańskich Demokratów i Partii Ludowej. Wskazał też, że te trzy ugrupowania nie mają większości w parlamencie, ale mogą rządzić właśnie dzięki ugrupowaniu J. Akessona.

Autor zacytował również słowa szefa Szwedzkich Demokratów: "Dzisiaj istnieją dobre powody, aby poważnie przewartościować nasze członkostwo w związku (...) Szwecja zwyczajnie oddała znaczną część swojego prawa do decydowania o sobie. Nawet, jeśli jesteśmy reprezentowani w Unii przez naszych polityków, to jesteśmy o wiele za mali, aby móc coś realnie zmienić. Oznacza to, że niemieccy, polscy, czy francuscy politycy mogą w praktyce decydować, jaki samochód będziesz mógł kupić, ile kosztować będzie benzyna albo jakie drzewo będziesz mógł wyciąć na własnej działce (...) Politycy i biurokraci z innych krajów, których nie wybieramy, ani nie możemy odwołać, mają dziś większy wpływ na szwedzkie prawo niż ja i moi koledzy wybrani do Riksdagu. Taki rozwój sprawia, że wola ludu, która znajduje odzwierciedlenie w wynikach wyborów parlamentarnych, będzie stawała się coraz mniej ważna. Nasze wybory parlamentarne w Szwecji wkrótce przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie dla rozwoju Szwecji. Oczywiście nie możemy do tego dopuścić (...) UE może narzucić bardziej liberalną politykę imigracyjną Szwecji, która w ostatnich latach przyjęła coraz bardziej twardą postawę w sprawie wniosków o azyl"

W dalszej części tekstu autor konkluduje: 

"Otóż od 2005 roku odkąd liderem Szwedzkich Demokratów został Jimie Akesson partia głosząca antyunijne, antyimigranckie hasła zdobywała coraz większe poparcie. Jednak przez długie lata eurosceptycyzm ugrupowania postrzegany był jako główna przeszkoda w zdobyciu większej liczby głosów. Do 2018 roku Szwedzcy Demokraci otwarcie wzywali do przeprowadzenia referendum w sprawie Swexitu. I wtedy, by zyskać też mniej radykalnych wyborców, Akesson porzucił antyunijną retorykę. Teraz zaś, po 5 latach do niej z przytupem wraca. To oznacza, że nie boi się już utraty poparcia, że nastroje w Szwecji są takie, iż otwarta dyskusja o sensie obecności w Unii jest możliwa, staje się częścią politycznej debaty. Uniosceptycyzm wchodzi do głównego nurtu poglądów. Przestaje być dziwaczną i oderwaną od rzeczywistości intelektualną fanaberią".

(...)

"Opinia szwedzkiego polityka pokazuje też jak zmienia się postrzeganie Unii w Europie. Kolejne wybory i ewentualne sukcesy takich partii jak hiszpańska Vox będą stanowić wielkie wyzwanie dla eurokracji. Moim zdaniem to tylko kwestia czasu aż eurosceptycy zbudują masę krytyczną, by rozpoczął się ostateczny proces rozpadu Unii. Gdy ci ludzie się odnajdą, odliczą, przekonają, że jest ich dość, to rzucą wyzwanie Brukseli. Zresztą wyjście choćby jeszcze jednego państwa z Unii, oznacza koniec tego wspólnotowego projektu, albo jego całkowitą, fundamentalną przebudowę na zupełnie już innych zasadach".

(...) 

"A gdy to się stanie, nikt nikogo bagnetem, pałką, wrzaskami z trybuny Parlamentu Europejskiego nie będzie już w stanie powstrzymać przed ucieczką z europejskiego obozu".

To dobrze, że felietonista wpolityce.pl odnotował zdanie szefa Szwedzkich Demokratów na temat ewentualnego Swexitu, choć zdaję sobie sprawę, że jak na razie to głos jednego polityka a ewentualne wyjście Szwecji z UE to "pieśń dalekiej przyszłości". 

Niemniej cieszę się z samego faktu, iż w takiej do niedawna lewackiej i skrajnie rządowo prounijnej  Szwecji zaczyna się dyskusja o celowości jej dalszej bytności w europejskim kołchozie. 

Osobiście już od dawna apeluję o taką publiczną debatę w Polsce, debatę nad sensownością pozostawania Polski w takiej UE jaka jawi się dzisiaj i jaka - zdaniem eurokratów - ma ona być w przyszłości, publiczną debatę nad możliwością Polexitu. 

Okazuje się więc, że można jednak rozpocząć taką dyskusję. Skoro można w małej Szwecji to dlaczego nie można w Polsce, która od dawna jest przez elity unijne atakowana, poniżana i bezczelnie okłamywana? 

Sądzę, że nawet samo rozpoczęcie takiej dyskusji w Polsce ośmieli też wiele innych społeczeństw europejskich do zastanowienia się nad swoim członkostwem w UE, która jak na razie zmierza do zabrania suwerenności i niepodległości wszystkim państwom unijnym. 

Dygresyjnie. 

Kiedyś to polska Solidarność rozpoczęła demontaż bloku komunistycznego i samego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) ze stolicą w Moskwie. Może i też to my znów mamy szasnę na rozmontowanie Związku Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRE), czyli na wyprzedzające zastopowanie dążeń elit unijnych do budowy Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie. 

Gdybyśmy rozpoczęli taki proces to jak widać na przykładzie Szwecji, moglibyśmy liczyć nawet na niespodziewanych sojuszników. A wtedy może jakoś udałoby się - na co liczy np. PiS - zebrać w nowym Parlamencie Europejskim tylu a'la konserwatywnych europosłów, że możliwym stałoby się zawrócenie z obecnej drogi "rozwoju" UE i jej powrót do korzeni, do Europy Ojczyzn. 

Ja jestem, wobec możliwości wewnętrznej przemiany UE, raczej sceptyczny i uważam, że najpierw musi nastąpić upadek UE - Euroexit, aby na tych gruzach powstał zupełnie nowy europejski ład. Ale być może się mylę i chciałbym się mylić! Wszak są jakieś oznaki zmiany na staro-europejskiej scenie politycznej, gdzie coraz większe znaczenie mają a'la konserwatyści: jest Szwecja, są Włochy, jest Hiszpania czy Irlandia. Więc kto wie?
 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

piątek, 21 kwietnia 2023

Panie premierze! Czy wreszcie nie jest czas na dyskusję o Polexicie?

Premier M. Morawiecki: 

"Ponieważ polityka klimatyczna UE jest rdzeniem polityki gospodarczej całej UE i wszyscy, którzy znają się na UE, wiedzą, że gdybyśmy sobie chcieli wyjść z polityki klimatycznej, tak po prostu zrezygnować z polityki klimatycznej UE, byłoby to jednoznaczne z wyjściem z Unii Europejskiej de facto (...) Ja nie dam się wepchnąć w narrację Polexitu i wolę manewrować między tymi skałami, czasami ostrymi wystającymi skałami ponad wody. I co nam się do tej pory całkiem nieźle udaje, niż dać się wpuścić w taką pułapkę" [1].

No i właśnie o to chodzi! Ostatnie przyjęcie przez PE drastycznie niekorzystnego dla naszego kraju (ale nie tylko dla Polski) "Pakietu Fit for 55" jest idealnym pretekstem do rozpoczęcia przez Polskę dyskusji nad możliwością Polexitu!

Tak Panie premierze Mateuszu Morawicki! W końcu chyba nadszedł czas, aby Pan otrzeźwiał i nie dawał się po raz n-ty oszukiwać przez UE i KE z jej przewodniczącą Ursulą von der Leyen! Ile jeszcze Pan jest w stanie znieść upokorzeń ze strony elit unijnych? 

A tak refleksyjnie. Pamięta Pan, dzięki komu Ursula von der Leyen została przewodniczącą KE zamiast Fransa Timmermansa? Tak! Dzięki Panu a dziś ta sama Ursula oficjalnie gaworzy, że chciałaby jak najszybciej gościć u siebie D. Tuska jako premiera Polski... No właśnie... Tak to jest, gdy wierzy się antypolskim elitom unijnym.

W lipcu i grudniu 2020 roku uwierzył Pan w zapewnienia szefowej KE, iż unijny "mechanizm warunkowości" ("pieniądze za praworządność") będzie obwarowany takimi obostrzeniami, że Polska nie ma się czego obawiać i w razie czego może odwołać się do TSUE. I co z tego wyszło? Ano nic, bo KE od razu przystąpiła do realizacji tegoż "mechanizmu warunkowości" i do tej pory wstrzymuje nam środki z naszego KPO, bo... podobno nasze państwo nie jest praworządne...

Dodatkowo zgodził się Pan na dwa pozostałe rozwiązania, które zostały przyjęte po raz pierwszy przez UE: uwspólnotowienie długów i możliwość zaciągania kredytów przez UE oraz na możliwość nakładania na mieszkańców krajów UE wspólnotowych podatków. 

Dlaczego Pan wtedy nie posłuchał Z. Ziobry i nie zawetował tych rozwiązań? A teraz to już "mleko się rozlało" i faktycznie dziś jedynym wyjściem dla Polski pozostaje Polexit lub chociaż twarde postraszenie nim! 

No bo jak można się dalej zgadzać z naszą bytnością w UE, gdy:

1. Parlament Europejski UE przyjął skrajnie dla Polski niekorzystny "Pakiet Fit for 55", 
2. Środki z naszego KPO są dalej tylko wirtualne a warunków stawianych przez UE dla Polski (tzw. "kamieni milowych), których spełnienie umożliwiłoby nam uzyskanie tych środków przybywa i jest ich tak gdzieś około 200, albo i więcej, 
3. Cały czas są nam naliczane kary za funkcjonowanie kompleksu w Turowie,
4. Cały czas są nam naliczane kary za podobno niepraworządność funkcjonowania Sądu Najwyższego RP.

No jak, Panie premierze?

Ile jeszcze kar i tych "kamieni milowych" Pan zniesie, żeby w końcu dotarło do  Pana, że przyjmując i akceptując wszystko, co UE wymyśli, działa Pan na szkodę Polski i Polaków, działa Pan na szkodę naszej przyszłości?

I naprawdę nie ma co liczyć, że Polska na forum Rady Europejskiej zagłosuje przeciw rozwiązaniom "Pakietu Fit for 55" przyjętym w Parlamencie Europejskim, bo nawet jeżeli tak zrobi to moc tego głosu nie gwarantuje przecież weta, bo co do zasady akty prawne UE przyjmowane są kwalifikowaną większością głosów. Można jeszcze w tej sytuacji (po przyjęciu pakietu przez PE) podjąć próbę zbudowania koalicji blokującej, ale sądzę, że na dziś Polska nie jest w stanie zebrać w Radzie Europy sprzymierzeńców reprezentujących przynajmniej 5 krajów i min. 35 % populacji UE. [2]. 

P.S.1.
Polecam też Panu, Panie premierze, aby odpowiedział Pan sobie na pytania, które zawarłem w tekście: "Czy jako Polacy chcemy być w obecnej UE czy nie! Quiz!" [3]. Dodatkowo niech Pan przeczyta mój wczorajszy tekst: "Unijna walka o klimat jest bezsensowna! - częściowy reprint" [4] i spróbuje przekonać Polaków o sensowności unijnej polityki klimatycznej i konieczności realizowania jej przez Polskę!

P.S.2.
Zdaję sobie sprawę, że taki niemal atak na premiera obecnego rządu w Polsce może być odebrany jako co najmniej niefortunny w okresie kampanii wyborczej. Tyle tylko, że do wyborów jest jeszcze co najmniej pół roku i są sprawy, o których nie można tak długo milczeć. Jestem wyborcą ZP (PiS + SP), ale zawsze pisałem, że jeżeli coś mi się nie będzie podobało w jej dzielności to będę na to wskazywał. I teraz właśnie wskazuję jako krytykę konstruktywną i tylko po to, aby mój rząd skorygował swoje działania. Nie wyobrażam sobie bowiem, żeby władzę w Polsce mogli przejąć zdrajcy Polski spod znaku totalnej opozycji i jej prorosyjskiego oraz proniemieckiego lidera - D. Tuska. "Prawdziwa cnota krytyk się nie boi" i ja w to wierzę, może naiwnie, ale zawsze...

[2] Obecne elity unijne chcą doprowadzić do całkowitej likwidacji weta (nawet w przypadku zmian w traktatach) określonych państw na rzecz głosowania większościowego (tego domagają się m.in Niemcy i Francja). Oznaczać to będzie, iż mniejsze państwa UE nie będą miały żadnego wpływu na decyzje unijne. A to oznacza, że stanie się bezsensowna nasza bytności w tej UE - i nie tylko nas! Zobacz więcej: https://energetyka24.com/polskie-weto-dla-fit-for-55-czy-to-mozliwe-prawnie-komentarz

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

czwartek, 26 stycznia 2023

Alarm w sprawie naszej państwowości - weto dotyczące lasów nie wystarczy!

Wczoraj napisałem tekst, w którym alarmująco wskazałem, iż: "Komisja Ochrony środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności w Parlamencie Europejskim w dniu 24.01.2023 roku dała zielone światło na wprowadzenie zmian w traktacie o Unii Europejskiej. Propozycja zakłada, że z kompetencji państw członkowskich UE wyjęte zostaną m.in. kwestie dotyczące lasów, zarządzania gruntami, ładem przestrzennym, wodami a także zarządzania finansami i energetyką" [1].

W odpowiedzi na wiele komentarzy do tego tekstu wyrażałem swoje wielkie zdziwienie, że temat ten prawie w ogóle nie wybrzmiał jeszcze w polskiej przestrzeni medialno-politycznej. A przecież jakby te postulaty unijne wprowadziło się w życie to oznaczałoby to całkowitą utratę państwowości, suwerenności i niepodległości poszczególnych krajów unijnych, w tym także oczywiście Polski. Tak naprawdę wtedy by powstały już zręby Jednego Scentralizowanego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie, o czym tak marzą niemieckie i lewacko-demoliberalne chore elity unijne. 

Cieszę się więc, że dzisiaj w Radiu Wnet rzecznik rządu Piotr Müller zapowiedział, iż "absolutnie w ogóle nie ma możliwości rozszerzania kompetencji unijnych nawet o skrawek dodatkowych rzeczy związanych z lasami" [2] i na pytanie czy Polska postawi w tej sprawie weto odrzekł, że "oczywiście tak".

No wszystko fajnie, ale gdzie jest zapowiedź postawienia naszego weta również w sprawach przejęcia kontroli UE nad naszymi gruntami, polskim ładem przestrzennym, wodami, finansami i energetyką? Takiej zapowiedzi weta we wszystkich tych sprawach oczekuję od rządu i to natychmiast. 

Nie wiem jak będą procedowane owe propozycje zmian w traktacie o UE. Czy będą obejmowały jednocześnie wszystkie propozycje, czy też będą przedstawiane do akceptacji poszczególne jej części składowe. Niezależnie jednak od tego, to polski głos w tej sprawie musi być jasny i czytelny – "Postawimy weto w każdej z tych spraw", nie tylko dotyczącej lasów!

Będę starał się monitorować losy tej propozycji zmian traktatowych, bo moim zdaniem jest ona  rzeczywiście rozwiązaniem, który ma już doszczętnie zniszczyć państwa narodowe: ich suwerenność i niepodległość a tym samym stać się "kamieniem węgielnym" budowy Jednego Państwa Europa.

Liczę też, że w końcu sprawa ta dotrze do Polaków i zrozumieją, że należy poważnie brać pod uwagę możliwość naszego Polexitu. 




Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 

Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

środa, 16 lutego 2022

Wyrok TSUE ws. warunkowości - jest gorzej niż myślałem!

Przepraszam, że dzisiaj publikuję jeszcze jeden post, ale sytuacja jest zmienna i nad wyraz niepokojąca i dotyczy przyszłości naszej Ojczyzny!

Dzisiaj napisałem, że wyrok TSUE w sprawie odrzucenia polskiego i węgierskiego zaskarżenia w sprawie uzależnienia korzystania z finansowania z budżetu Unii od poszanowania przez państwa członkowskie zasad państwa prawnego jest krokiem do stopniowej utraty przez kraje członkowskie ich suwerenności i  niepodległości [1].

Niestety jest jeszcze gorzej. Na ten wyrok tylko czekały unijne elity, by już całkowicie pozbawić (na dzisiaj) Polskę i Węgry tych w/w atrybutów wolności w decydowaniu o własnym kraju i niezależności oraz tak naprawdę państwowości. 

Urzędnicy unijni po tym orzeczeniu TSUE niczym hieny na padlinę rzuciły się na Polskę i Węgry. 

I tak.

"Wyrok TSUE w sprawie mechanizmu warunkowości potwierdza, że podążamy właściwą ścieżką" - stwierdziła przewodnicząca Komisji Europejskiej, Niemka Ursula von der Leyen. 

Dodała też, że: "dziś (we środę)  Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej potwierdził ważność rozporządzenia w sprawie warunkowości. Z zadowoleniem przyjmuję te orzeczenia, które są zgodne ze stanowiskiem, którego broniły w ramach procedury Komisja, Parlament Europejski, Rada UE oraz dziesięć państw członkowskich. Trybunał uznał legalność tego ważnego narzędzia, które pozwala nam lepiej chronić budżet UE i interesy finansowe Unii przed naruszeniami zasad praworządności (...) Mechanizm ten zapewnia ochronę i realizację budżetu Unii zgodnie z zasadami należytego zarządzania finansami, z korzyścią dla wszystkich obywateli Europy. Komisja przeanalizuje teraz dokładnie uzasadnienie wyroków i ich możliwy wpływ na dalsze kroki, jakie podejmiemy na mocy tego rozporządzenia. (...) W kolejnych tygodniach przyjmiemy wytyczne, które doprecyzują, w jaki sposób będziemy w praktyce stosować ten mechanizm (...) KE monitoruje sytuację we wszystkich państwach członkowskich od momentu wejścia w życie rozporządzenia dot. mechanizmu warunkowości i "dogłębnie ocenia" niektóre przypadki. "Jesteśmy na właściwej ścieżce" (...)  Obiecałam, że żadna sprawa nie przepadnie. I dotrzymałam tej obietnicy. W przypadku spełnienia warunków rozporządzenia będziemy działać z determinacją. Dzisiejsze wyroki potwierdzają, że jesteśmy na właściwej ścieżce" [2].  

Do tego chóru piewców nad orzeczeniem TSUE przyłączyła się przewodnicząca europarlamentu,  Maltanka Roberta Metsola, która stwierdziła raczyć, że: "Parlament Europejski oczekuje teraz, że Komisja szybko zastosuje mechanizm warunkowości. Uwarunkowanie funduszy unijnych związane z poszanowaniem praworządności nie podlega dla PE negocjacjom (...) Rządy prawa to podstawa, na której zbudowane są nasze traktaty. Niezwykle ważne jest, aby wszystkie państwa członkowskie przestrzegały traktatów, które wszystkie podpisały, gdy przystępowały do Unii Europejskiej. Wartości mają znaczenie, a obywatele mają prawo wiedzieć, jak wykorzystywane są wspólne fundusze [3]".

No i jeszcze nie zabrakło głosu wiceszefowej PE, Niemki Katariny Barley, która stwierdziła, że: "Oczekujemy, że po wyroku Komisja Europejska wreszcie uruchomi mechanizm „pieniądze za praworządność” i wstrzyma fundusze dla Polski i Węgier (...)". Warto przypomnieć, że ona już w październiku 2020 roku apelowała, aby Polskę i Węgry pozbawić unijnych funduszy z powodu rzekomego "łamania zasad praworządności" przez te kraje i raczyła była stwierdzić, że: "Państwa, takie jak Polska i Węgry, musiałyby umrzeć z głodu finansowego" (...) Dotacje unijne są skuteczną dźwignią doprowadzającą do zagłodzenia finansowego Polski i Węgier [4]".

Nic dodać, nic ująć. 

Czas na Polexit lub postraszenie nim a wcześniej na rezygnację z Funduszu Odbudowy, odrzucenie przez polskie TK dzisiejszego wyroku TSUE jako niezgodnego z polską Konstytucją i redukcję naszej składki unijnej proporcjonalnie do wielkości blokady i wypłaty dla nas pomocy unijnej. Czas na decyzje zgodne z polską racją stanu. Tu już nie ma co dywagować. Czas uległości wobec UE się skończył i chyba powoli dociera to do coraz większej liczby Polaków. I jeżeli tak jest to winniśmy przygotowywać się na referendum, w którym (za radą jednego z moich komentatorów) winniśmy zapytać wprost: Czy chcemy państwa polskiego ze stolicą w Warszawie czy też jednego państwa Europa pod zarządem Niemiec i stolicami w Berlinie i Brukseli?


-----------------------------------------

Informacja

Przez prawie 14 lat pisałem pro bono, bo miałem na to czas a na życie zarabiałem w innych miejscach.

Napisałem przeszło 1400 tekstów, które mają przeszło 4 mln odsłon i niezliczoną ilość komentarzy. Nigdy nie dałem się uwieść żadnej redakcji, bo chciałem pisać jako wolny człowiek, bez autocenzury wynikającej z 'linii programowej" określonej redakcji. Poza tym pisanie jest moją pasją. 

Ale dziś subiektywno-obiektywna moja realna sytuacja się zmieniła i mam coraz mniej czasu na przygotowywanie i publikowanie tekstów. Mam do wyboru: albo skończyć zajmujące mój czas darmowe pisanie i zająć się innymi rzeczami, albo uzyskiwać z tego jakieś gratyfikacje, choćby w formie niewielkiej darowizny. 

Napisanie w miarę dobrego tekstu wymaga dużego nakładu pracy i czasu. Dziś ten czas mi się kończy a nie lubię robić rzeczy tylko powierzchownie i pisać jakiś jednoakapitowych bzdur a ponadto uważam, że tak naprawdę nas - blogerów - wysiłek winien być doceniany jak wysiłek i praca dziennikarzy w mediach tradycyjnych. Ja przez 14 lat nie chciałem nigdy nikogo prosić o wsparcie, bo tego nie potrzebowałem. Lubię pisać i dzielić się moimi spostrzeżeniami z innymi. 

Serdecznie dziękuję moim dotychczasowym darczyńcom. Naprawdę nawet Państwo nie wiedzą, ile to dla mnie znaczy, bo daje mi jakąś szansę i motywację do dalszego blogowania a przede wszystkim to wsparcie świadczy, że jednak warto poświęcić swój - coraz mniej dla mnie dostępny - czas na tą moją "pisaninę". Jestem zobowiązany nawet za wsparcie małą kwotą, bo dla mnie jest to i tak indywidualne wydarzenie obrazujące wielkość Państwa Serc.  

Postanowiłem zatem na moim macierzystym blogu: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ stworzyć odrębną zakładkę pod nazwą "Podziękowania za wsparcie" (https://krzysztofjaw.blogspot.com/p/podziekowania-za-wsparcie.html), w której będę prezentował inicjały darczyńców i kwoty jakie otrzymałem. Oczywiście jeżeli Państwo wyrażą taką zgodę. Taką informację będę prezentował w cyklach miesięcznych. 

Zwracam się wobec tego do Szanownych Państwa, aby w tytule przelewu lub w wiadomości na PayPal napisali mi czy wyrażają Państwo zgodę na opublikowanie takiej informacji. Wystarczy mi zwrot: "Zgadzam się na ujawnienie moich (do wyboru: inicjałów, nicków lub personaliów) i kwoty wpłaconej". Może też być tylko np. zgoda na inicjały, nicki czy personalia z zastrzeżeniem nie podawania kwoty wsparcia. Można też wysłać do mnie e-maila: kjahog@gmail.com.

Jeżeli takiej zgody nie uzyskam to oczywiście pomoc będzie całkowicie anonimowa, bez żadnej internetowej publikacji a moja wdzięczność zostanie tylko w moim i Państwa sercu. 

---------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

sobota, 12 lutego 2022

Po co nam Unia Europejska i "jej pieniądze"?

W tytule "jej pieniądze" ująłem w cudzysłowu, bowiem cała ta UE i jej urzędnicy żyją tylko bezproduktywnie dzięki naszym pieniądzom i dysponują tylko naszymi pieniędzmi.  To jest tak naprawdę klasa próżniacza, która stworzyła idealny mechanizm samofinansowania i zarabiania na narodach Europy i tymi nie swoimi pieniędzmi szantażująca tych, którzy wpłacają do ich wspólnego pieniężnego kotła a nie są ideologicznie tolerowani przez tych próżniaków. Tak naprawdę pomoc unijna polega na przelewaniu nie swoich środków do krajów UE, ale na pośrednictwie pasożytuje cała elita i biurokracja unijna. Więc po co dawać im pieniądze, skoro można zaoszczędzić i finansować własne gospodarki samodzielnie? 

Mój przedwczorajszy post [1] wywołał na różnych forach duży odzew, co na szczęście można uznać za bardzo dobry objaw, bo widać, że tak naprawdę Polakom jeszcze zależy na naszej Ojczyźnie... lub Ona jest im obojętna. Po tej reakcji czytelników bardzo łatwo oddzielić zdrowe ziarna od plew. Stąd też postanowiłem uzupełnić wczorajszy tekst o refleksje, które pojawiły się po przeczytaniu komentarzy.

Oczywiście były głosy (za które dziękuję) wspierające moje tezy, które ogólnie poddawały w wątpliwość dobre intencje lewackich elit UE wobec Polski, ale też wielu mnie krytykowało i wskazywało, że dla Polski jedynym wyjściem jest utrata niepodległości i suwerenności na rzecz Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa, którym będą zarządzać Niemcy budując z Unii Europejskiej (wedle strategii nowych władz Niemiec) nową Rzeszę, tym razem już IV. 

Takie postrzeganie rzeczywistości politycznej przez moich rodaków sytuuje ich po skrajnie przeciwnych stronach. Z jednej mamy patriotów polskich, dla których Polska ma być suwerenna i niepodległa, z własnymi: państwem i granicami, językiem, własnością, wiarą i rodziną a polskie prawo ma być nadrzędne wobec prawa unijnego, a z drugiej mamy kosmopolitycznych, w dowodzie osobistym polskich Europejczyków, dla których niepodległość i suwerenność nie ma żadnego znaczenia, podobnie zresztą jak polska tradycja, historia, język, wiara, własność, granice państwa, i uznają, że prawo unijne jest nadrzędne wobec prawa polskiego. 

Tak naprawdę ten podział to jest clou sporu między rodowitymi Polakami a ich namiastką i tak naprawdę niezależnie od sympatii politycznych, choć chyba każdy może zauważyć, która z obecnie funkcjonujących partii choć po części reprezentuje jednych i drugich. 

Nie chcę wskazywać konkretnie, bo daje się zauważyć, iż niestety wielu moich rodaków nie jest w stanie myśleć racjonalnie i po polsku. Bywają zmanipulowani i albo przemawiają językiem TVP, albo językiem GW i TVN. Ja, co jest oczywiste, wolę tych, którzy akceptują, ale z krytycznym zrozumieniem narrację TVP, ale szkoda mi nieraz wartościowych ludzi, którzy od lat są w zasięgu antypolskiej propagandy reprezentowanej przez żydowską gazetę dla Polaków A. Michnika i antynarodowej stacji telewizyjnej TVN. 

W odniesieniu do tych konstatacji warto przytoczyć słowa, które nie straciły na aktualności: "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie" – niekoronowany król Polski, książę Adam Jerzy Czartoryski (†14.01.1770 – †15.07.1861). Czyż te słowa nie są aktualne do dziś?

I tak refleksyjnie: jak łatwo nas-Polaków skłócić i rozgrywać dla egoistycznie własnych i obcych nam interesów... Smutne...

Ale odnośnie do tytułu. Czy faktycznie przez te lata bytności w UE cokolwiek zyskaliśmy? 

Owszem, wedle oficjalnych danych Ministerstwa Finansów wpłaciliśmy w latach 2004-2021 (do listopada 2021) do budżetu UE ponad 68,6 mld EUR (uwzględniając zwroty oraz składkę). W tym samym okresie Polska pozyskała z unijnego budżetu prawie 210,4 mld EUR, czyli pomoc dla naszego kraju wyniosła netto 141,8 mld EUR. 

Tylko czy jest to faktyczna prawdziwie prawda? Otóż prawdopodobnie nie!

"Z każdego euro wydanego przez kraje "starej Unii" na politykę spójności w krajach Grupy Wyszehradzkiej, w tym w Polsce, wraca do nich 61 centów - wyliczył resort rozwoju regionalnego. Według MRR to dowód, że ta polityka ma dobry wpływ na gospodarkę całej UE. 61 centów, które według tych wyliczeń wraca do krajów piętnastki z każdego euro wydanego na politykę spójności w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech, to dodatkowy eksport krajów "starej Unii". W sumie korzyści piętnastki z realizacji polityki spójności w krajach Grupy Wyszehradzkiej w latach 2004-2015 resort szacował na 74,69 mld euro. Największe korzyści wynikające ze wzrostu popytu na dobra i usługi importowane z krajów "starej Unii" uzyskają Niemcy, które są największym partnerem handlowym wszystkich czterech krajów Grupy. Na ten jeden kraj przypada 43 proc. dodatkowego eksportu wynikającego z potrzeb dotyczących realizacji polityki spójności. Zyskują też Holandia, Włochy i Francja - licząc razem z Niemcami przypadnie na nie 68 proc. dodatkowego eksportu. MRR wyliczył także, że w przypadku Niemiec, Irlandii i Luksemburga korzyści wynikające z realizacji polityki spójności w krajach Grupy Wyszehradzkiej przewyższają ponoszone przez te kraje koszty" [2].

Ale i tego jest mało! "89 eurocentów wraca do Niemiec z każdego 1 euro wydanego przez ten kraj w ramach polityki strukturalnej w Polsce. Środki te wracają do naszych sąsiadów w postacie zamówień dla niemieckich firm" [3],  transferu zysków uzyskiwanych przez niemieckie firmy-córki do niemieckich spółek-matek oraz transferu środków na wewnętrzne operacje kosztowo-twórcze, jak np. tzw. pomoc właścicielska. 

Także licząc, że Polska uzyskała w latach 2004-2021 (do listopada) 210,4 mld EUR i przyjmując bardzo ostrożnie, że 70 eurocentów na jedno Euro jest retransferem powrotnym tych środków do krajów zachodniej - starej Europy to faktyczna pomoc dla Polski wyniosła w tych latach tylko 30% oficjalnych danych a to jest 63,12 mld Euro. My w tym czasie wpłaciliśmy do UE składkę w wysokości ponad 68,6 mld EUR. Tak więc już straciliśmy na bytności w UE kwotę 5,48 mld Euro. 

Tyle tylko, że są to moje ułomne wyliczenia, które przedstawiam na podstawie tylko oficjalnych danych a nie szczegółowych badań naukowców z dziedziny ekonomii.  

Warto jednak powołać się w tym miejscu na te naukowe wyliczenia.

"Całkowite straty finansowe dla Polski, wynikające z transferów finansowych pomiędzy naszym krajem a Unią Europejską, wynoszą (za lata 2004-2020) około 535 mld złotych – wynika z raportu przygotowanego przez zespół pod przewodnictwem prof. Zbigniewa Krysiaka (SGH) i prof. Tomasza Grosse (UW). Pomysłodawca raportu europoseł Patryk Jaki podkreślał, jak ważne jest, byśmy mieli „uczciwą dyskusję i uczciwe liczby” na temat tego, ile Polska zyskała w sensie finansowym, ile straciła i jaki jest bilans uczestnictwa w UE" [4].

Warto zwrócić uwagę, że w tym raporcie chodzi jedynie o przepływy finansowe a nie inne korzyści lub straty w pozostałych obszarach naszego członkostwa w UE, jak np. know-how, transfer nowoczesnych technologii, poziom inwestycji zagranicznych, poziom bezrobocia, wysokość PKB, itd. Wskazana jest w nim po prostu tylko i wyłącznie finansowa strona strat jakie Polska poniosła w żywej gotówce, czyli ile pieniędzy netto otrzymaliśmy z UE a ile UE uzyskała pieniędzy netto dzięki otwarciu naszego rynku, który pozwolił na transfer zysków z Polski do krajów UE. 

Najważniejsze konkluzje tegoż raportu to: 

• w latach 2004-2020 z budżetu UE do Polski trafiło w latach 2004-2020 netto 593 mld zł;
• bilans finansowy spółek UE transferujących zyski z Polski to 981 mld zł. – To ten przepływ pieniądza w tamtym kierunku. To kwota netto, uwzględniająca zyski polskich spółek generujących zyski za granicą, na terenie UE – wyjaśniał prof. Krysiak.
• Minus 388 mld złotych to różnica w bilansie (między dwoma pierwszymi punktami), wskazująca, że średnioroczny ujemny przepływ wynosi około 23 mld zł;
• całkowite straty dla Polski w okresie od 2004 roku wynoszą około 535 mld złotych (wraz z bilansem eksportu do UE uwzględniającym wartość wsadu z importu – kolejne minus 148 mld złotych).

Środki, które Polska otrzymuje z UE, nie rekompensują otwarcia polskiego rynku wewnętrznego dla państw Europy Zachodniej – mówił podczas prezentacji raportu prof. Tomasz Grosse z UW".

Ogólnie Polska straciła finansowo na bytności w UE (do końca 2020 roku) grubo ponad 30 mld zł rocznie [4].

Oczywiście wyliczenia w/w profesorów spotkały się też z krytyką wielu ekonomistów, którzy wskazują, że popełnili oni błędy metodologiczne i ich raport nie uwzględnia reinwestowania zysków przez firmy zagraniczne (wskutek czego o 40% zawyżają odpływ kapitału z tytułu dywidend w okresie 2004-2020) czy też pomija saldo w wymianie usług (+376 mld zł łącznie w analogicznym okresie). Wskazują też, że profesorowie zastosowali błędną metodę obliczenia wkładu krajowego w eksporcie. Ekonomiści Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) Leszka Balcerowicza po skorygowaniu błędów popełnionych przez autorów pokazali, że bilans przepływów finansowych wyniósł +929 mld zł a nie –535 mld zł [5].

Są zatem dwa skrajne obliczenia finansowych skutków naszej obecności w UE. Jedno mówi o tym, że straciliśmy 535 mld zł natomiast w kontrze do tych wyliczeń  L. Balcerowicz i jego FOR mówią, że zyskaliśmy 929 mld zł. Komu ufać bardziej? Pytanie wydaje się chyba retoryczne, ale niezależnie od tego nawet moje i dość ułomne wyliczenia wskazują, że na bytności w UE finansowo wcale nie zyskujemy a raczej tracimy. 

I właśnie przy moim założeniu retransferu w wysokości 70 eurocentów można też odnieść się do środków na lata 2021-2027. 

Łącznie w latach 2021–2027 składka członkowska Polski ma wynieść ok. 45,5 mld euro, t.j. średnio każdego roku ma sięgać ok. 6,5 mld euro [6]. My zaś mamy uzyskać 159 mld Euro wliczając w to Fundusz Odbudowy (granty + ewentualne pożyczki). Jak łatwo policzyć przy retransferze na poziomie 70% faktyczna pomoc wyniesie 47,7 mld euro a my wpłacimy ok. 45,5 mld euro, czyli netto uzyskamy szacunkowo tylko 2,2 mld euro. 

Ale przy tego typu obliczeniach winno się też uwzględnić właśnie strukturę  Funduszu Odbudowy, gdzie z puli 58,1 mld Euro Polska ma otrzymać do dyspozycji 23,9 mld euro w formie bezzwrotnych grantów oraz 34,2 mld euro w formie pożyczek. Z ogólnej puli środków, 20 proc. pieniędzy musi trafić na cyfryzację, a 37 proc. na inwestycje związane ze środowiskiem oraz ochroną zdrowia. Jeżeli więc chcemy wskazać, ile otrzymamy z UE bezzwrotnych pieniędzy to należałoby od ogólnej sumy 159 mld euro odjąć 34,2 mld euro pomocy w formie pożyczek a otrzymany wynik 124,8 mld euro jest tą faktyczną darmową pomocą unijną. Przy retransferze rzędu 70% okazuje się, że ta pomoc wynosi realnie 37,44 mld euro a nasze wpłaty wyniosą 45,5 mld euro, więc jednak stracimy na tej pomocy ok. 8,06 mld euro. 

Tak więc należałoby się głęboko zastanowić, czy w ogóle nasza bytność w UE jest nam potrzebna. Zarówno politycznie jak i gospodarczo. Może warto byłoby inwestować w polską gospodarkę własne pieniądze a nie unijne, które są tylko pozorowaną pomocą: my dajemy pieniądze a oni je w minimalnej i dla nich korzystnej wielkości transferują do Polski, jednocześnie opanowując polski rynek konsumencki. 

[1] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2022/02/komisja-europejska-nie-damy-waszych.html i ten sam tekst m.in. opublikowany na: salon24.pl, blogmedia.24.pl, niepoprawni.pl, neon.pl

---------------------------------------------------

Informacja

Przez prawie 14 lat pisałem pro bono, bo miałem na to czas a na życie zarabiałem w innych miejscach.

Napisałem przeszło 1400 tekstów, które mają przeszło 4 mln odsłon i niezliczoną ilość komentarzy. Nigdy nie dałem się uwieść żadnej redakcji, bo chciałem pisać jako wolny człowiek, bez autocenzury wynikającej z 'linii programowej" określonej redakcji. Poza tym pisanie jest moją pasją. 

Ale dziś subiektywno-obiektywna moja realna sytuacja się zmieniła i mam coraz mniej czasu na przygotowywanie i publikowanie tekstów. Mam do wyboru: albo skończyć zajmujące mój czas darmowe pisanie i zająć się innymi rzeczami, albo uzyskiwać z tego jakieś gratyfikacje, choćby w formie niewielkiej darowizny. 

Napisanie w miarę dobrego tekstu wymaga dużego nakładu pracy i czasu. Dziś ten czas mi się kończy a nie lubię robić rzeczy tylko powierzchownie i pisać jakiś jednoakapitowych bzdur a ponadto uważam, że tak naprawdę nas - blogerów - wysiłek winien być doceniany jak wysiłek i praca dziennikarzy w mediach tradycyjnych. Ja przez 14 lat nie chciałem nigdy nikogo prosić o wsparcie, bo tego nie potrzebowałem. Lubię pisać i dzielić się moimi spostrzeżeniami z innymi. 

Serdecznie dziękuję moim dotychczasowym darczyńcom. Naprawdę nawet Państwo nie wiedzą, ile to dla mnie znaczy, bo daje mi jakąś szansę i motywację do dalszego blogowania a przede wszystkim to wsparcie świadczy, że jednak warto poświęcić swój - coraz mniej dla mnie dostępny - czas na tą moją "pisaninę". Jestem zobowiązany nawet za wsparcie małą kwotą, bo dla mnie jest to i tak indywidualne wydarzenie obrazujące wielkość Państwa Serc.  

Postanowiłem zatem na moim macierzystym blogu: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ stworzyć odrębną zakładkę pod nazwą "Podziękowania za wsparcie", w której będę prezentował inicjały darczyńców i kwoty jakie otrzymałem. Oczywiście jeżeli Państwo wyrażą taką zgodę. Taką informację będę prezentował w cyklach miesięcznych. 

Zwracam się wobec tego do Szanownych Państwa, aby w tytule przelewu lub w wiadomości na PayPal napisali mi czy wyrażają Państwo zgodę na opublikowanie takiej informacji. Wystarczy mi zwrot: "Zgadzam się na ujawnienie moich (do wyboru: inicjałów, nicków lub personaliów) i kwoty wpłaconej". Może też być tylko np. zgoda na inicjały, nicki czy personalia z zastrzeżeniem nie podawania kwoty wsparcia. Można też wysłać do mnie e-maila: kjahog@gmail.com.

Jeżeli takiej zgody nie uzyskam to oczywiście pomoc będzie całkowicie anonimowa, bez żadnej internetowej publikacji a moja wdzięczność zostanie tylko w moim i Państwa sercu. 

---------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

piątek, 24 września 2021

Nasza obecność w UE - czas na głęboką refleksję!

Zawsze - choć może to zabrzmieć patetycznie - czuję się źle ze świadomością, że jakieś moje profetyczne przewidywania wobec mojej Polski i utrzymania jej suwerenności oraz niepodległości znajdują jednak odzwierciedlenie w rzeczywistości. Niestety tak jest w przypadku naszej obecności w UE. 

Osobiście w dziwnym dwudniowym referendum w sprawie zgody naszych rodaków na przyłączenie się do UE głosowałem przeciw, ale jednak - choć podświadomie przeczuwałem, że to jest i będzie niedobre dla naszej Ojczyzny - tliła się jakaś nadzieja, że może jednak się mylę i nie ukrywam tego, iż chciałem  żebym się mylił. Tym bardziej, że w momencie naszego wejścia do UE tamtejsze elity jeszcze ukrywały swoje prawdziwe zamiary a dziś UE jest zupełnie inna niż w 2004 roku. 

Jednak - ku mojemu smutkowi - UE rozwija się w przewidywanym przeze mnie kierunku, czyli budowy Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa, drugiego ZSRR, który ja nazywam Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRE) z centralą nie w Brukseli, ale w Berlinie. 

Na początek taka moja konstatacja: jeżeli ktokolwiek z moich rodaków myślał, że bogate kraje Starej UE, a przede wszystkim Niemcy bezinteresownie będą inwestowały w postaci tzw. pomocy unijnej w nowych krajach, które wraz z Polską wstąpiły do UE to jest albo idiotą, albo ignorantem, albo nieukiem, albo po prostu cynikiem lub naiwniakiem. Pomijam tutaj możliwość indywidualnej chciwości i celowego działania na niekorzyść Polski, bo to zwykłego obywatela nie dotyczy, natomiast może dotyczyć polskich elit z różnych obszarów i polityków, którzy za unijne srebrniki są w stanie zdradzić Polskę. A takich niestety w naszym kraju nie brakuje. Nie brakuje w nim także tych, którzy tak naprawdę etnicznie (i nie tylko) Polski i Polaków nienawidzą i nie czują się Polakami, choć w naszym kraju mieszkają i zarabiają a niektórzy z nich nawet zapowiadali, że aż tak tej obecnej Polski nienawidzą, iż z niej po prostu wyjadą na zawsze. Jednak jakoś zostali a szkoda, bo nasz kraj poczułby się lepiej bez nich. 

Polska jest jednym z największych krajów w Europie a tym samym ogromnym ze swoją liczebnością  rynkiem konsumenckim. Leży w tej Europie w jej centrum. Jest piękna ze swoim morzem, górami, lasami, jeziorami, polami i żyzną ziemią oraz obfitymi bogactwami naturalnymi. Ma piękne i w dużej ilości rozłożone po całym kraju aglomeracje miejskie, miasta, miasteczka i wsie. Nasza historia sięga powyżej 1000 lat a demokracją byśmy mogli się jedynie dzielić z innymi państwami Europy. Ludzie są bardzo kreatywni i w sumie - mimo tego, iż przez ostatnie kilkadziesiąt lat poziom wykształcenia obniżył się - to i tak są w porównaniu np. do Niemców czy Brytyjczyków lepiej wykształceni. Są także bardzo pracowici i tak naprawdę pracują najwięcej w UE (niestety za mniejsze pieniądze). Jakże wobec tego perfidnym było przez dziesiątki lat wtłaczanie nam tzw. "polityki wstydu" i to, że niby jesteśmy "brzydką panną na wydaniu" (W. Bartoszewski vel profesor). Możemy być dumni z Polski i z Polaków, naszej historii, tradycji, tolerancji, własnego języka, naszej wiary i przywiązania do rodziny. 

Tyle tylko, że to z czego możemy być dumni jest zaprzeczeniem rozlewającego się w UE (ale tak naprawdę w całym świecie zachodnim) lewackiego ataku na ludzkie umysły i zachowania. Czego chcą Ci  globalistyczno-demoliberalni piewcy neomarksizmu (m.in. spod znaku A. Gramsciego, A. Spinellego i Szkoły Frankfurckiej)?  Otóż odebrać nam cztery podstawowe rzeczy: Boga, rodzinę, własność i państwa narodowe [1].

Obecny rozwój UE właśnie zmierza dokładnie ideologicznie w tym kierunku. I konserwatywna Polska oraz Węgry (no może jeszcze ze dwa czy trzy mniejsze kraje) stanowią przeszkodę w zapanowaniu nad całą Europą. Niewątpliwie Polska spośród tych krajów ma największe znaczenie i stąd ten atak unijnych czynowników na nas kraj. 

No tak. To co napisałem powyżej to cel strategiczny demoliberalnych elit globalistycznych, natomiast dziś mamy do czynienia ze swoistą wojną hybrydową Berlina (Brukseli a może i Moskwy) z Warszawą. A ona przybrała na znaczeniu po wygranej przez J. Bidena prezydentury w USA. Dopóki rządził D. Trump to Polska miała swoisty parasol ochronny, dzięki czemu rząd PiS nie stracił władzy, choć cały czas były takie próby, jak np. "ciamajdan" w 2016 roku. Wszyscy chyba pamiętamy bardzo chłodne relacje A. Merkel z D. Trumpem. Oprócz zarzutów, że Niemcy niewystarczająco dokładają się do budżetu NATO to dodatkowo D. Trump bardzo mocno popierał ideę Trójmorza (miała stanowić przeciwwagę dla Niemic) oraz blokował budowę gazociągu Nord Stream 2. 

Po objęciu prezydentury przez J. Bidena nastąpiła zmiana polityki USA względem Europy o 180 stopni. Administracja nowego prezydenta znów postawiła na Niemcy, wycofała sankcje wobec Nord Stream 2 (co skutkuje tym, że już w tym roku rurociąg będzie uruchomiony) i najprawdopodobniej oddała Polskę w ponowne zarządzanie Niemcom. A jak Niemcom to i po części Rosji w ramach kondominium rosyjsko-niemieckiego. Oczywiście Amerykanie nie oddali nas w całości i być może nadzorują Niemcy i Rosję, ale raczej obejmuje to amerykańskich i izraelskich Żydów, którzy chcą nas okraść z ogromnych pieniędzy (finansowo lub w naturze) w ramach tzw. bezprawnych reparacji wojennych od Polski (Just Act 447) lub też mają zamiar zbudować swoje Polin (Judeopolonię).  

Napięcie na granicy Polski z Białorusią (nie mogło to się odbyć bez zezwolenia Kremla), atak unijnych elit na Polskę z groźbą wstrzymania pomocy unijnej w ramach Funduszu Odbudowy, jednoosobowe nałożenie przez TSUE kary w wysokości 500 tys. euro dziennie za brak wstrzymania pracy kompleksu Turów a nawet nagły powrót D. Tuska do kraju... to nie są przypadki. Wszystko jest skorelowane w czasie a ostatecznie ma doprowadzić do upadku obecnych rządów i przejęcia ich przez proniemieckich (prorosyjskich i prożydowskich?) zdrajców Polski.  

Niestety, ale i nasze obecne władze doprowadziły do takiej sytuacji, z początku myśląc zapewne, że era D. Trumpa jeszcze potrwa (lipiec 2020), ale już przecież w grudniu 2020 roku było wiadome, że wygra J. Biden i ówczesne decyzje polskiego rządu już to powinny uwzględniać a tak się nie stało. 

Popełniliśmy kardynalne błędy. Jakie? Otóż te poniżej wskazane. 

Ano to, że po raz pierwszy zgodziliśmy się na to, by być żyrantem długów innych państw w UE, co po prostu oznacza, iż gdyby jakiś kraj miał kłopoty ze spłatą długów wynikających z zaciągniętych pożyczek w ramach otrzymanych środków z Funduszu Odbudowy lub po prostu by ich nie spłacał,  to każdy inny kraj UE - w tym Polska - będzie wedle jakiegoś tam współczynnika proporcjonalności zobowiązany do spłaty długu tego kraju. Nazywa się to uwspólnotowieniem długu. Takie uwspólnotowienie długów dzieje się po raz pierwszy w historii UE.

Po drugie zaś i znów po raz pierwszy mamy do czynienia z faktem, że Komisja Europejska otrzymała prawo ustanawiania podatków dla wszystkich krajów UE. Dotąd takie prerogatywy miały tylko poszczególne państwa a teraz to KE ma takie prawo, co jest jawną ingerencją w dotychczasowe i traktatowe uprawnienia zarówno państw-członków UE, jak i KE. Teraz możemy spodziewać się, że nigdy demokratycznie nie wybrany rząd europejski w postaci KE może swobodnie nakładać nam podatki z pominięciem rządów danego kraju europejskiego. 

No i po trzecie. Zgodziliśmy się na warunkowość przyznawanych środków unijnej pomocy, które będą udostępniane tylko wtedy, kiedy np. UE uzna, iż kraj jest praworządny. Od teraz, gdy "widzimisię" lewackich elit unijnych uzna, że np. w Polsce nie są spełniane warunki praworządności, to będzie mogła wstrzymać dla tego kraju pomoc unijną. Jednym słowem dobito targu: "mityczna praworządność za pieniądze". Co prawda niby określono jakieś ograniczenia w interpretowaniu tej praworządności, ale nikt w UE nic sobie z tego nie robi i nie będzie tych ograniczeń brał pod uwagę, co już widzimy. W lipcu i grudniu 2020 roku niestety polski rząd - mimo werbalnego zaklinania rzeczywistości - de facto zgodził się na taki mechanizm, za co długookresowo przyjdzie nam zapłacić ubezwłasnowolnieniem decyzji polskich władz wobec UE a "pieniądze za praworządność" będą i już są dla unijnych biurokratów idealnym instrumentem szantażu i nacisku na niepokorne kraje jak Polska czy Węgry lub inne, które chciałyby zachować swoją suwerenność. Jednym słowem nasz brak veta w lipcu czy grudniu utorował drogę do budowy sfederalizowanego Państwa Europa, europejskiego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich pod zarządem niemieckim i jeszcze nadrządem NWO. Przecież gdybyśmy postawili veto to i tak mielibyśmy europejskie pieniądze w ramach dotychczasowych funduszy pomocowych, które nam się po prostu należą, gdy wpłacamy unijne składki. 

Te wszystkie ataki płynące z UE i innych krajów (jak Białoruś, czyli Rosja a nawet USA) muszą chyba każdego skłonić do refleksji nad tym, czy faktycznie powinniśmy w tej UE być. Ostatnio powstał też raport, który mówi, iż średniorocznie finansowo tracimy na naszej bytności w niemieckiej UE przeszło 30 mld zł rocznie [2]. 

Ja też głęboko się nad tym zastanowiłem i chcę powtórzyć moje wnioski. UE jest nam potrzebna, ale taka jaka miała być u jej zarania, czyli Europą Ojczyzn a nie Jednym Państwem Europa. Polska winna zebrać sojuszników, z którymi będzie w stanie dzisiejszą UE zmienić od środka, właśnie w ten sposób, żeby powróciła do swoich korzeni. Jednak - jeżeliby się to okazało niemożliwe - to należy naprawdę realnie pomyśleć o ewentualnym Polexicie. 

Tak jeszcze dygresyjnie. Polacy byli od zawsze jednymi z największych zwolenników UE a takie decyzje jak nałożona kara na kompleks Turowa czy grożenie nam zabraniem funduszy unijnych mogą sprawić, że te nasze poparcie dramatycznie spadnie. Nie przez przypadek przecież to Polacy najbardziej buntowali się w czasie reżimu komunistycznego i sądzę, że elity UE tego nie rozumieją i strzelają sobie w kolano. 



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

sobota, 11 września 2021

ZSRE. Polexit - po co tkwić w tym socjalistycznym bagnie?

Bardzo dawno temu - odnosząc się porównawczo do upadłego, komunistycznego i totalitarnego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) - nazwałem Unię Europejską Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich (ZSRE) [1]. Moje określenie tej Unii przyjęło się  i zaczęło funkcjonować w przestrzeni publicznej niezależnego dziennikarstwa. 

A o naszym członkostwie w tym ZSRE wypowiadałem się krytycznie od samego początku, wielokrotnie wskazując, że obecny kierunek rozwoju UE jest dla Polski nie do przyjęcia i winniśmy albo próbować zmienić ten Eurokołchoz od środka a jeżeliby okazało się, że nie jesteśmy tego w stanie  zrobić, to po prostu powinniśmy dokonać Polexitu [2]. 

Oczywiście musimy sobie zdawać sprawę, że polskie społeczeństwo jak na razie jest (albo było) za przynależnością do UE i jest to wynik prowadzonej przez 30 lat tzw. "polityki wstydu", gdzie próbowano z nas zrobić - jak to onegdaj był sobie powiedzieć niejaki W. Bartoszewski vel profesor - "brzydką panną na wydaniu" [3], choć nasze demokratyczne tradycje historycznie są  najstarsze w całej Europie i to My a nie Oni winniśmy uczyć ich demokracji tak jak kiedyś - podobno - Francuzów jedzenia  widelcem. Z tym widelcem to może i nieprawda, ale nikt nam nie zarzuci, że nie byliśmy europejskim krajem, który uchwalił drugą, po USA, demokratyczną Konstytucję na świecie. Takie Niemcy czy Francja oraz inne kraje Starej UE mogą nam tylko demokratyczne "buty czyścić" i tyle. Musimy po prostu ponownie odzyskać nasz honor i nasze narodowe pragnienia dotyczące wolnej, demokratycznej, suwerennej i niepodległej Polski. Niestety obecna UE tego nam nie gwarantuje a jest zupełnie odwrotnie: ataki przywódców UE na nasz kraj to właśnie atak na naszą suwerenność i niepodległość. Na to nie może być naszej zgody!

Sądzę też, że już w latach 1986-1989 doszło do swoistego porozumienia pomiędzy Niemcami i Rosją a może jeszcze i z USA oraz ogólnoświatową syjo-finansjerą... Miał upaść ZSRR i RWPG, natomiast w to miejsce miała powstać nowa forma EWG, czyli obecna Unia Europejska, której zadania w konsekwencji skupione zostały na twórczym rozwijaniu syjo-marksistowsko-komunistyczno-globalistycznych idei: bezpaństwowości, ogólnoświatowej jednorodności narodowej i centralnego zarządzania światem... W przyszłości zaś ma też powstać zapewne Unia Euroazjatycka jako element tworzenia jednorodnego Rządu Światowego [4].

Zauważmy... Oficjalnie ZSRR przestał istnieć 26.12.1991 roku. Tego samego roku i również w grudniu  parafowano tzw. Traktat z Maastricht, który stał się podstawą dzisiejszej Unii Europejskiej... Warto sobie przypomnieć postanowienia tego traktatu [5] odnosząc je do rozwiązań obowiązujących wcześniej w ZSRR, RWPG i Układzie Warszawskim:

a) utworzenie obszaru bez granic wewnętrznych – (identycznie jak pomiędzy republikami ZSRR),
b) umocnienie spójności gospodarczej i społecznej (kohezji) – jak w republikach ZSRR i krajach RWPG,
c) utworzenie Unii Gospodarczej i Walutowej – jak w ZSRR i częściowo w republikach ZSRR;
d) wprowadzenie wspólnej waluty euro od 1 stycznia 1999 roku - prawie identycznej jak tzw.: "rubel transferowy" w RWPG,
e) określenie kryteriów konwergencji - to pewne novum, bowiem do ZSRR i RWPG włączano automatycznie i nie wyznaczano żadnych kryteriów oprócz sfałszowania wyborów i pierwotnego wymordowania elit patriotycznych poszczególnych narodów,
f) potwierdzenie tożsamości Unii na arenie międzynarodowej - w innych warunkach zarówno ZSRR, jak i RWPG oraz UW miało prawną tożsamość międzynarodową,
g) realizacja wspólnej polityki zagranicznej – obecna minister spraw zagranicznych UE,
h) realizacja wspólnej polityki bezpieczeństwa –   niezrealizowany w UE postulat układu Warszawskiego - Bis,
i) ustanowienie obywatelstwa Unii Europejskiej, narodowość: Europejczyk - obywatel ZSRR, ale nawet Sowieci tylko hipotetycznie zakładali, że Polacy, Węgrzy czy Bułgarzy dobrowolnie zgodzą się na nazywanie ich obywatelami radzieckimi...

Pominąłem w tym porównawczym zestawieniu: rozwój współpracy w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości (TSUE), rozwój współpracy w dziedzinie spraw wewnętrznych, wzmocnienie ochrony praw, wzmocnienie interesów obywateli państw członkowskich czy utworzenie wspólnego parlamentu oraz prezydenta. Niewątpliwie te kwestie są rozwinięciem marksistowskich idei... do absurdu wskazywanego m.in. przez G. Orwella w książce "1984"...

Dalej nie rozumiem jak rządy i obywatele państw postkomunistycznych mogli się zgodzić na utworzenie innej formy marksistowskiego totalitaryzmu, zwanego teraz globalizmem czy unionizmem... Narody tzw. Europy Zachodnie nie zaznali koszmaru komunizmu, więc trudno było im zrozumieć, jak tragiczna będzie dla nich idea Unii Europejskiej, ale my? Przecież i komuniści i ich kontynuatorzy unio-eurpejscy (unio-amerykańscy, unio-światowi) cel zawsze mieli jeden: stworzenie jednego  bezpaństwowego, zunifikowanego i zhomogenizowanego społeczeństwa zarządzanego "sprawiedliwie" przez jeden ogólny zarząd... Tylko pewne środki i metody dojścia do tegoż celu się onegdaj różniły..

Ale od - umownie - 1990 roku minęło już wiele lat. Twórcy przepoczwarzania się komunizmu w euro-unionizm wtedy mieli po 35-45 lat... Teraz odchodzą powoli na emeryturę a narody Zachodniej Europy zdają się w końcu zauważać, że ta cała UE to ZSRR-Bis, czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich...

Niestety przez te przeszło 30 lat zrealizowano zapewne pierwotne założenia, czyli zbudowano fundamenty pod nowe, jeszcze wyższe od wież WTC (sic - czyżby zburzenie tych wież miało symbolizować upadek starego porządku?), budynki tworzące nową formę światowego zjednoczenia, nowego porządku światowego...

I nie tylko w Europie, ale i w USA czy Rosji i całym świecie... Te wszystkie wojny w Iraku, Kuwejcie, Afganistanie, ten cały terroryzm, bratobójcze mordowanie Semitów przez Semitów w Palestynie, kryzysy ekonomiczne, przygotowania do wojny z Iranem czy Chinami, likwidacja tzw. narodowych przywódców-tyranów, zniszczenie narodów i krajów Europy jako źródła cywilizacji chrześcijańskiej a nawet śmierć polskich elit pod Smoleńskiem... miały i mają chyba doprowadzić do ogólnoświatowego chaosu, likwidacji "starego porządku" i usprawiedliwić potrzebę owego... nowego rozdania, czyli ogólnoświatowego zniewolenia ludzi dla ich - kuriozalnie - dobra...

W Polsce też zauważyć można nowe rozdanie przygotowujące do nowych, podobnych jak przy "okrągłym stole" porozumień na następne lata...

Duchy Marksa, Engelsa a przede wszystkim bezpaństwowi, chorzy "lichwiarze dusz i mamony" śmieją się ludzkości w twarz... Czy na to pozwolimy? Nas-ludzi jest niemal 7 miliardów a ich? Tak naprawdę "garstka" i można ich doliczyć się do 300 (członkowie np. Grupy Bilderberg liczą około 130 osób) ale to właśnie Oni posiadają 99% wszystkich aktywów - też finansowych - na świecie. 

Ja wiem, że takim postem - jako zwolennik PiS - mogę dać tuskowej opozycji swoiste "paliwo" do straszenia Polaków wyjściem z UE, co czynią właśnie i sam D. Tusk, i jego kamraci. Ale... ja od zawsze byłem przeciwnikiem wejścia do ZSRE a dziś moje obawy, co do tragicznej dla samej Europy ścieżki rozwoju UE tylko się potwierdzają. Owszem winniśmy być w takiej UE, która jest Europą Ojczyzn a nie Jednym Państwem Europa. Tego ostatniego chcą natomiast dzisiejsze elity unijne, w tym niemieckie, które nadają ton obecnej unijnej politycznej narracji. 

Polska jest bardzo dużym i leżącym w sercu Europy krajem. Mamy naprawdę piękną (lasy, morze, góry, jeziora, rzeki) i bogatą w zasoby naturalne Ojczyznę [6] . Od zawsze też mieliśmy dwóch wrogów: Niemcy i Moskwę, którzy od wieków chcą tylko jednego - wspólnej dla nich granicy a Polska im w tym przeszkadza. 

Dziś w UE tak naprawdę rządzą Niemcy (no może tak trochę i Francuzi), ale my jako państwo musimy dbać o te resztki suwerenności jaka nam została. I właśnie te nieszczęsne "resztki suwerenności" jakie mamy dziś w dzisiejszej UE: dlaczego mamy walczyć o te "resztki" a nie o całą suwerenność? I właśnie dlatego od lat piszę o konieczności Polexitu, bo wtedy naprawdę odzyskamy Polskę dla siebie, dla naszych rodaków, naszych dzieci i wnuków.  



[1] M.in. w lipcu 2012 roku: https://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/07/unijno-polskie-refleksje-z-k-marksem-w.html, ale też i dużo wcześniej, chyba nawet w roku 2009,

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com