niedziela, 4 grudnia 2011

Dwoje a może "troje" się o nas bije... Kto skorzysta?

Witam trochę futurologicznie...

Mój wczorajszy post, w którym - oprócz własnych przemyśleń - pozwoliłem sobie na spisanie ze słuchu bardzo ważnego (przynajmniej dla mnie) felietonu A. Macierewicza wzbudził na wielu forach dyskusję, którą mógłbym podsumować: "większość z nas zdaje sobie sprawę, że Polska powoli traci niepodległość a obecnie nią rządzący - ustami R. Sikorskiego oraz polityków PO, RPP, SLD i częściowo PSL - już bezpośrednio wyrazili zamiar zniszczenia de facto niepodległości i suwerenności państwa polskiego".

Uważam, że tak chyba właśnie jest a powolna utrata polskiej niepodległości była zapewne pierwotnym założeniem powstania i istnienia tzw. III RP.

Historia osądzi i oceni ewentualnych zdrajców... Mam nadzieję, że stanie się to w miarę szybko, ale dzisiaj ważniejszym dla nas Polaków jest tak naprawdę określenie nie tyle tego, kto ewentualnie jest lub może być zdrajcą (bo sami się być może ujawnili), ale na czyje hipotetycznie zlecenia podejmują określone działania...

Polska jest specyficznym krajem. Posiada wiele bogactw naturalnych (o czym wkrótce napiszę), piękno i zróżnicowanie środowiska przyrodniczego (góry, morze, lasy, rzeki, jeziora, dużo tlenu), przychylny do życia klimat, jeszcze nieskażone genetycznie rolnictwo, pracowitość i kreatywną witalność mieszkańców (której zazdrościł nam Hitler) oraz ich dumę i wielowiekową niezniszczalność (których Stalin nienawidził), umiejscowiona jest w Centralnej Europie i przez 1000 lat rozwijała się jej chrześcijańsko-cywilizacyjnym cyklem...

Poza tym Polska jest też najprawdopodobniej krajem samowystarczalnym, zarówno pod względem wyżywienia, jak i posiadanych bogactw, w tym energetycznych! Mało tego! Potencjalnie możemy być bardzo znaczącym eksporterem nadwyżek surowcowych! Przykładowo: samego gazu łupkowego mamy najprawdopodobniej na około 320 lat naszego rocznego zapotrzebowania, posiadamy chyba największe w Europie złoża wód geotermalnych oraz złota czy tytanu, molibdenu i wolframu...

Materialnie i pozamaterialnie (jako miejsce do życia) nasz kraj wart jest naprawdę bardzo wiele. Wartość tylko jego najważniejszych szacowanych obecnie bogactw (zasobów) naturalnych wstępnie określam w cenach bieżących na około 30 bln. USD. To 70 krotność naszego rocznego PKB!, choć nie jest to miernik wystarczający do określenia atrakcyjności wrogiego przejęcia naszego kraju. O wiele ważniejsza jest jego zdolność do generowania przyszłych zysków (akumulacyjny potencjał finansowy) i subiektywnie postrzegana oraz oceniana - ze względu na stopień realizacji przyjętych przez potencjalnych agresorów celów - pozafinansowa wartość jego przejęcia.

Kto i dlaczego chce więc zawłaszczyć Polskę?

Odpowiedź historycznie wydawałaby się nadzwyczaj prosta i wielu z nas - na zasadzie analogii - wskazuje na dwie potęgi i od zawsze naszych największych wrogów: Niemcy i Rosję, którzy w przeszłości już wielokrotnie próbowali zawłaszczyć Polskę i wykreślić z ją z geopolitycznej mapy świata... Ostateczne niepowodzenie tych prób skłania nas do przyjmowania a'prori, że owe mocarstwa nigdy nie zaprzestały wrogich wobec Polski działań i ich długookresowym celem dalej jest jej ostateczna grabież...

Być może tak jest, do czego uprawnia obserwacja poczynań obecnej, polskiej sceny politycznej, gdzie możemy przypuszczalnie wyodrębnić dwie znaczące sfery: proniemiecką - reprezentowaną przez otoczenie D. Tuska i prorosyjską - reprezentowaną przez kręgi prezydenckie. Pierwszą kojarzymy z wielką przyjaźnią naszego Donalda z jago krajanką - A. Merkel a drugą, z polowaniami naszego Myśliwego w dalekiej Rosji, urządzanymi z i na zaproszenie sowieckich KGB-istów. Mniemam, że te zbiory prawdopodobnie dokonały już swoistego wyodrębnienia części wspólnej i odrębnej Polski oraz utworzyły chyba tzw.: kondominium niemiecko-rosyjskie z jasno określonymi przyszłymi terytorialnymi zakresami wpływów. Możemy je więc uważać za jednego - "pierwszego" potencjalnego "agresora"...

Ale...  wspomniałem w tytule, że o nas bije się ktoś drugi a może i "trzeci"... Wnikliwie obserwując przyczyny obecnego, światowego chaosu, nietrudno się domyślić, że tym drugim potencjalnym agresorem jest "międzynarodowe stowarzyszenie wielkiej światowej finansjery".  To właśnie Oni (tak ich umownie nazwijmy) doprowadzili do wszelkich obecnych kryzysów finansowych i zadłużeniowych - zarówno USA, jak i Unię Europejską a teraz kreują się na zbawców ratujących i porządkujących na nowo świat. Zresztą Oni od przynajmniej 100 lat  cierpią chyba na tzw.: "syndrom podpalacza-strażaka", przy czym ich celem nie jest duma z ugaszenia pożaru, ale wybudowanie na jego miejscu nowego budynku, który stanie się ich wyłączną własnością... Tacy to sobie "budowniczy"...

Zauważmy, że obecny kryzys skłonił już owych "budowlańców" do przejęcia zarządzania Grecją i Włochami  (niewybrani demokratycznie premierzy, onegdaj zatrudnieni w Goldman Sachs). Planuje się w niedługim czasie takowe przejęcie w Egipcie i Indiach...   Doprawdy to zastanawiające ich "cele" - kolebki ludzkiej cywilizacji... Rzym, Ateny, Kair, Delphi (Indraprastha - pępek ziemi), nie wspominając o ciągłej "budowie" świata arabskiego... Od dawna też "One" bawią się "klockami lego" w BŚ, MFW czy ostatnio w EBC (również "goldmanowski szef").

Rodzi się zatem pytanie o reprezentantów "budowlańców" w Polsce i o ich zamiary wobec niej i całej Unii Europejskiej. Otóż jasno je wyraził wobec Europy Vincent Rostowski, który zagroził jej nawet wojną, jeżeli nie uratuje ich małej budowli, czyli UE i waluty Euro. Niedawno zaś w opisywanym przeze mnie wywiadzie w polskiej TVP wyraził się niechętnie wobec Niemiec i - przewrotnie - samej waluty Euro ani też nie zaoponował przeciw snutej w USA wizji zostania przez R. Sikorskiego... polskim premierem... Przypomnę tutaj tylko, że Vincent Rostowski jest od dawna związany z ojcem naszego Planu Balcerowicza - G. Sorosem i samym Balcerowiczem a R. Sikorski jest mężem swojej żony Anne Applebaum, która poprzez swoich bliskich i nobliwych  "uczonych we wszelkich pismach pociotków" bardzo dobrze zna obszar nowojorskiej finansjery.

Przyznam się szczerze, że wnikliwie jeszcze raz przeczytałem słynne już przemówienie naszego ministra w Niemczech i długo zastanawiałem się nad zimnym oraz chłodnym na niego odzewem zarówno w Niemczech, jak i w UK... Zaskoczyło mnie i dało do myślenia też.... długie milczenie D. Tuska i zdawkowość reakcji B. Komorowskiego na jego temat...

Zastanowiwszy się bowiem głębiej nad sensem słów R. Sikorskiego można dojść też do takiego i nawet przedziwnego wniosku, iż było ono skierowane de facto trochę przeciw... Niemcom i próbie opanowania - wspólnie z Rosją - przez nich całej Europy, w tym bardzo smacznego i pożądanego  przez "onych budowniczych" kąska jakim jest Polska. Może stąd ten brak reakcji Donalda Słonecznego i Bronisława Myśliwego a hurraoptymizm michnikowszczyzny?

A może się mylę... Może już wszystko zostało podzielone... Może już Tusk i Komorowski sprzedali  po części terytorium Polski : Niemcom i Rosji a Sikorski z Vincentem może dbają o zapewnienie pozostałej części jej terytorium i zaplecze surowcowo-finansowe dla "Onych"?

Chyba "będzie się działo"... Dwoje się o nas bije... Kto skorzysta?

A jak jest ich tak naprawdę troje: "One", Niemcy i Rosja?

Pozdrawiam

P.S.

Gwoli zastanowienia nad planami drugich (Onych) "potencjalnych agresorów" warto też zgłębić się nad sensem dwóch zastanawiających wypowiedzi:

1. "Niemcy to koń trojański Rosji w Europie (...)  Wydają się mieć układ z Rosją. A w zamian niemieckie koncerny robią interesy w Rosji na setki miliardów euro"   – wg. portalu WikiLeaksstwierdził w kwietniu 2008 roku Radek Sikorski w prywatnej rozmowie z podsekretarz stanu USA Paulą Dobriansky.

2. W ubiegłym roku amerykański politolog/futorolog George Friedman opublikował pracę „Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek”. Scenariusz przedstawiony przez autora przewiduje, że wiek XXI będzie czasem wzrostu pozycji Stanów Zjednoczonych, osłabienia Rosji, Niemiec, Francji i Chin i pojawienia się nowych potęg, jak Japonia, Turcja, Meksyk i Polska. Według niego Polska - z wydatną pomocą USA- w ciągu najbliższych 10-15 lat stanie się najpotężniejszym państwem w Europie,   przejmie kontrolę nad Białorusią i znaczną częścią Ukrainy oraz uzależni także od siebie Litwę i Łotwę. Jej zadaniem będzie powstrzymanie neoimperialnego pędu odradzającej się Rosji. Friedman twierdzi też, że nowa zimna wojna zakończy się rozpadem Rosji, Japonia zajmie rosyjski Daleki Wschód zaś Turcja wejdzie na Kaukaz.


Jedno jest pewne! Futurologicznie zamierzenia wszystkich stron potencjalnej walki mają jedna rzecz wspólną - likwidację niepodległości Polski i podporządkowanie sobie jej narodu. W pierwszym przypadku będzie to terytorium opanowane przez niemiecko-rosyjskie kondominium (lub przez te kraje oddzielnie) a w drugim będzie europejską ziemią obiecaną dla "tysiącletnich, finansowych wędrowców"... Możliwy jest też trójpodział Polski...

Ale to tylko moje takie sobie bajania przecież...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 3 grudnia 2011

Zdrada niech ZDRADĄ będzie nazywana...

"Dziś jest czas na wielki wspólny front niepodległościowy i nie ma już miejsca na wewnętrzne dyskusje ambicjonalne... Trzeba sobie zdawać sprawę, że takie dyskusje można było prowadzić lat temu 5 czy 10, ale nie dzisiaj, gdy centrum władzy, rządzący mówią: likwidujemy państwo polskie" - A. Macierewicz

--------------------------------------------------

Wielokrotnie pisałem o potrzebie powrotu do nazywania określonych rzeczy, zdarzeń, faktów, ludzi i ich postaw, działań i zachowań, w sposób jednoznaczny – bez relatywizacji  i pojęciowego chaosu.

"Marzy mi się świat i Polska, gdzie prawda jest nazywana prawdą a fałsz kłamstwem, dobo dobrem a zło złem, zdrajca zdrajcą a patriota patriotą, przestępca przestępcą a prawy człowiek właśnie takim... Po prostu świat, gdzie słowa znaczą to, co znaczą...


Marzy mi się Polska, w której rządzący wypełniają swoją misję i we wszystkich działaniach dbają o nasz kraj. Gdzie prawo jest traktowane powszechnie jako obowiązujące wszystkich w ten sam sposób. Jakże był chciał żyć w wolnym, niepodległym i praworządnym kraju, gdzie politycy i nami rządzący dbają o  teraźniejszy i przyszły interes naszego narodu i Polski, naszej Ojczyzny. 

Ta nasza Polska to 1000 letnia historia, tradycja, symbole, ziemia i jej bogactwa, tożsamość, język, kultura. Polska to nasze lasy, jeziora i góry, łany zbóż, waluta, wypracowany naszymi rękoma majątek narodowy i te krwawiące groby naszych Ojców i Dziadków, którzy za tą Polskę oddali swe życie. 

Polska to nasze państwo i pragnąłbym, aby była obowiązkiem Polaków, którzy nią rządzą. Tak jak zapewne obowiązkiem rządzących Izraelem Żydów są obowiązki izraelskie, rządzących Francją Francuzów są obowiązki francuskie, rządzących Niemcami Niemców są obowiązki niemieckie, rządzących Rosją Rosjan są obowiązki rosyjskie, rządzących Grecją Greków są obowiązki greckie...

Takie to proste, naturalne i oczywiste przecież... Wszakże chyba tylko dla tych jednak, którzy czują się narodowo tymi, którymi mają zaszczyt rządzić... Gdy tak nie jest stają się domniemanymi zdrajcami obowiązków jakie im powierzono a tym samym zdrajcami obszarów ich zarządzania..."

Tak... marzy mi się Polska posiadająca elity i przywódców zasługujących na miano Mężów Stanu, którzy potrafią myśleć w jednoznacznych kategoriach propaństwowych  i potrafią jasno identyfikować dobro Polski.

I pragnąłem do niedawna właśnie też takiej Polski, gdzie wreszcie jej nią rządzący od 22 lat w końcu określą, czego tak naprawdę chcą, do czego dążą, jaki jest ich cel... Twardo, jasno i jednoznacznie...

I... doczekałem się nareszcie! Słowa wypowiedziane przez Ministra Spraw Zagranicznych oraz późniejsza reakcja na nie ludzi z PO, RPP, SLD, częściowo PSL i Pałacu Namiestnikowskiego... spełniły moje marzenia o jednoznaczności rozumienia w Polsce takich słów jak: zło, zdrada, hipokryzja, grabież, małostkowość, kolaboracja... Dziś mogę spokojnie i z czystym sumieniem wszystkich ich nazywać po prostu zdrajcami Polski, jej niepodległości, suwerenności i tożsamości narodowej. Dziś bez wahania mogę stwierdzić, że działają na szkodę Polski i niszczą naszą państwowość!

Obserwując reakcję na słowa "polskiego" ministra mogę też wskazać na prawdziwych polskich patriotów, którzy potrafią równie jednoznacznie walczyć o naszą niepodległość i suwerenność oraz potrafią wypowiedzieć słowa prawdziwe... Słowa tak ważne i tak istotne, że winniśmy wszyscy je zapamiętać... Słowa, które - ku tej pamięci - postanowiłem przytoczyć i za które bardzo dziękuję...

--------------------------------------------------

"„Polska  będzie swobodna w swojej wierze, obyczajach i kulturze”. Te słowa – wbrew pozorom nie są powtórzeniem, cytatem czy omówieniem ostatniego, skandalicznego przemówienia Ministra Spraw Zagranicznych Pana Sikorskiego w Berlinie, ale cytatem z odezwy Wielkiego Księcia Mikołaja Mikołajewicza z 1914 roku zapowiadającego, że jeżeli Polacy rzucą wszystkie swoje możliwości i będą dzielnie walczyli za Cesarstwo Rosyjskie, wtedy łaskawie Car nada im autonomię. Identyczne sformułowania rok później powtórzyli Cesarze Prus i Austro-Węgier w 1915 roku. Wcześniej podobne zapewnienia dawał Franciszek Józef nadając  autonomię galicyjskiej części rozebranej autonomii.  


Takich zapewnień w ciągu ostatnich 250 lat nasi zaborcy i kolaboranci, namawiający nas do tego, abyśmy się poddali w cudze jarzmo było bardzo dużo. Ci, którzy uczyli się jeszcze historii Polski sprzed reform Pani Minister Hall… Ci, którzy pamiętają czym były rozbiory, zabory i okupacje wiedzą o tym dobrze.


Zawsze te słowa namawiające nas do tego, żebyśmy zrezygnowali z niepodległości, ubrane są w niesłychanie ładne (słowa – dop: kj). Istota  namowy brzmi tak: zrezygnujcie z niepodległości a my zagwarantujemy wam ład, porządek,  bezpieczeństwo i dobrobyt. I znowu – i nie jest o tylko cytat z Pana Sikorskiego – tym razem przywołałem słowa, które sformułował publicznie - w "Radiu dla Ciebie" -  Pan Kwaśniewski. To nie dziwi w ustach byłego aparatczyka PZPR, to nie dziwi w ustach takich ludzi, jak Pan Rosati, to nie dziwi w takich ustach takich ludzi, jak Pan Miller. Czy ma nas dziwić w takich ustach jak Pan Sikorski?


Ja muszę powiedzieć, że już mnie nie obchodzą różnice między tymi Panami, które były w przeszłości. Pamiętam je i dla historii warto je odnotować , ale wszyscy dzisiaj Ci ludzie połączyli się we froncie wymierzonym przeciwko niepodległości Polski. Działają tak i zachowują się tak, jakby zniszczenie polskości i niepodległości naszego kraju, państwowości polskiej było dla nich rzeczą najistotniejszą , najważniejszą!


Pomyślmy  jakie jest zaplecze tego działania, o co im tutaj naprawdę chodzi?


Czy my będziemy naprawdę bogatsi podporządkowując się Niemcom? Jeżeli tak ktoś myśli, to niech pamięta, że z każdego Euro, które (…) Polska (…z Brukseli…) dostaje w ramach, w zamian  za likwidację własnego przemysłu, z każdego Euro 85 centów idzie do Berlina. Polska działa tutaj tylko jako kraj pośredniczący w tym wypompowywaniu pieniędzy, na które składają się wszystkie Kaje Unii Europejskiej i przepompowywaniu ich do Berlina. Nawet dróg za to nie wybudowano, nie mówiąc już o innych rzeczach. Nawet nie dotrzymano zobowiązań wobec polskich rolników, które oficjalnie, publicznie i we wszystkich stolicach ogłoszono, że będą Oni zrównani w prawach z innymi rolnikami (unijnymi – dop.: kj) począwszy od roku 2012 i będą dostawali takie same dopłaty do hektara z rolnictwa. Tak dalece nie dotrzymano, że Pan –ówczesny Marszałek Niesiołowski – raczył powiedzieć, że im się to nie należy, bo przecież inne są proporcje liczby rolników w Polsce i w Niemczech, nie zdając sobie sprawy z tego, że dopłaty są do hektara a nie na głowę ludności.


Przywołuję te fakty gospodarcze, żeby Państwu uświadomić, że istotą tej propozycji nie jest zamiana suwerenności na bezpieczeństwo i korzyści gospodarcze. Odwrotnie! Ten proces pozbawienia nas niepodległości jest czyniony po to, żeby w pełni, swobodnie i bez żadnych już zobowiązań  eksploatować polską gospodarkę i polskie możliwości.Najpierw zniszczono polski przemysł, teraz chce się zniszczyć polskie rolnictwo i do końca wyeksploatować te możliwości, które jeszcze w Polsce w ostatnich latach zachowaliśmy. Tak! My mamy ciągle dodatni bilans dochodu narodowego. Jeżeli wejdziemy do Wielkich Niemiec, będzie to ostatni rok dodatniego bilansu dochodu narodowego. Będzie to ostatni rok, gdy Polacy nie będą cierpieli nędzy.


Wielki kryzys gospodarczy, który ogarnia dzisiaj centrum współczesnego świata przemysłowego chce się rozwiązać przy pomocy i przerzucając  go na barki tych, którzy są na zewnątrz, tych, którzy są najsłabsi. I to my mamy paść ofiarą tej operacji. My mamy i stracić niepodległość, i stracić resztki suwerenności gospodarczej, i resztki bezpieczeństwa gospodarczego. A bezpieczeństwo fizyczne… jak będzie wyglądało, to pokazali nam Niemcy, którzy - za zgodą Pana Tuska - przyszli rozbijać, niszczyć, demolować Warszawę i Marsz Niepodległości , pokazując nam, co myślą i jak będą traktowali polską suwerenność, polską godność narodową i polską tożsamość narodową.


Dzisiaj jest czas, żeby się temu, ostatni czas żeby się temu przeciwstawić! Dziś jest czas na wielki wspólny front  niepodległościowy i nie ma już miejsca na wewnętrzne dyskusje ambicjonalne, że ktoś chciał zostać kimś, a ktoś jeszcze kimś innym i że, jak mu nie dano jakiegoś stanowiska, to on sobie załatwi i założy nową partię. Trzeba sobie zdawać sprawę, że takie dyskusje można było prowadzić lat temu 5 czy 10, ale nie dzisiaj, gdy centrum władzy, rządzący mówią: likwidujemy państwo polskie.


Dzisiaj ten, który nie stanie w jednym szeregu ruchu niepodległościowego, kto nie stanie wokół Prawa i Sprawiedliwości w budowaniu wielkiego frontu niepodległościowego bierze na siebie odpowiedzialność z likwidację państwa. O tym musimy stale pamiętać!”.

Źródło: Antoni Macierewicz, Audycja „Głos Polski”, Radio Maryja, 01.12.2011 rok (TUTAJ)

--------------------------------------------------

Nie zawsze zgadzam się z Panem A. Macierewiczem, nie do końca odpowiada mi PiS, ale są takie chwile w życiu narodów, w historii ich państw, w których ważą się ich losy. Taka chwila - moim zdaniem - jest teraz. Powiedziano jednoznacznie nam - Polakom, że właśnie kończy się nasza niepodległość i suwerenność, kończy się nasza Polska. 

Czy godzimy się na to? Czy godzimy się na V Rozbiór Polski?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 1 grudnia 2011

Jak może nie tylko marketingowo wykreowano B. Komorowskiego...

Ten tekst jest o sukcesie firmy III RP, czyli o zbudowaniu negatywnego image konkurencji i jej produktów, negatywnego mimo wszystko, negatywnego absurdalnie i bez podstaw, ale zawsze negatywnego oraz o sukcesie pewnej strategii marketingowej wprowadzenia na rynek Nowego Produktu w postaci Prezydenta B. Komorowskiego a także o... realnie abstrakcyjno-intencjonalnej kreacji umiejętności przewidywania wystąpienia niemożliwych stanów przyszłości. Stanowi jednocześnie próbę subiektywnej i być może alogicznej egzemplifikacji ex post pewnych brzozą szumiących zdarzeń oraz rozszerzającą parafrazą mojego - napisanego 16 marca 2010 roku - artykułu pt.: "B. Komorowski - Zrewitalizowany Nowy Produkt na rynku politycznym.

----------------------------------------

Polityka od dawna stała się swoistym rynkiem, na którym określone firmy (partie polityczne) oferują swoje produkty (polityków) konsumentom (wyborcom).

Na owym rynku mamy do czynienia oczywiście z tradycyjną walką konkurencyjną pomiędzy partiami o pozyskanie jak największego udziału w rynku i jak największej liczby klientów. Działalnością tą w komercyjnych przedsiębiorstwach zajmuje się szeroko pojmowany marketing, który zaadoptowany na rynek polityczny zyskał takież dookreślenie: polityczny.

Jedną z form działalności marketingowej jest wprowadzanie na rynek nowych produktów lub też przedłużanie okresu trwania na rynku produktów już istniejących. Majstersztykiem tej ostatniej jest takie zrewitalizowanie oferowanego od dawna niszowego produku, aby przez konsumentów postrzegany był niemal jako nowy, lepszy i zyskał ich akceptację wyrażaną poprzez jednokrotny lub powtórzony zakup.

Podobnie jest też na rynku politycznym, gdzie wciąż oferuje sie nowych polityków lub dokonuje się ich rewitalizacji.

Chyba najbardziej spektakularnymi efeketami marketingu politycznego w Polsce było wykreowanie B. Komorowskiego na Prezydenta RP oraz Ruchu Poparcia Palikota jako trzeciej partii w parlamncie!

Jak to - według mnie - wyglądało w przypadku B. Komorowskiego, którego udział w rynku potencjalnych kandydatów na prezydenta wynosił pierwotnie li tylko niespełna 3%?

Na ówczesnym rynku politycznym firma PO zrealizowała niewiarygodne wprost przedsięwzięcie: wprowadziła na rynek Nowy Kandydujący Na Prezydenta Produkt zwany B. Komorowskim w miejsce ugruntowanej pozytywnie w świadomości Polaków marki z kategorii tzw. "dojnych krów" (terminologia używana przez Ph. Kotlera - guru od marketingu w USA), czyli Staregop Kandydującego Na Prezydenta Produktu (w sensie rozszerzonym) nazywanego Donald Tusk.

Wyjątkowość owego przedsięwzięcia wynikała z dwóch powodów. Po pierwsze: dotychczasowy produkt oferowany przez firmę PO jako marka D. Tusk posiadał bardzo wysoki udział w rynku i przynosił największe materialne i poza materialne korzyści dla przedsiębiorstwa powstałego w 1989 roku pod nazwą III RP i jej firmy zależnej, właśnie Platformy Obywatelskiej. Po drugie: podjęto się karkołomnej strategii - rewitalizacji już istniejącego produktu ze znikomym udziałem w rynku i raczej o negatywnej konotacji w świadomości konsumentów (ziewający i nie wyróżniający się Marszałek Sejmu)... w Nowy Produkt nie zmieniając nawet jego nazwy ani znaku towarowego (dalej oferowany był jako Bronisław Komorowski).

Każdy marketingowiec wie, że taka strategia była bardzo ryzykowna. Świadome (nawet czasowe) wycofywanie z rynku produktu o silnej pozycji i pozytywnym image wśród konsumentów i wprowadzanie w jego miejsce produktu"unowocześnionego", ale już wcześniej istniejącego niszowo, mogło stać się oczywiście sukcesem, ale również zakończyć kompletną klapą i doprowadzić do bankructwa firmę, czyli III RP. Ponadto wymagało poniesienia bardzo dużych nakładów finansowych na wszelkie działania w zakresie marketingu-mix (produkt, cena, promocja, dystrybucja) oraz na wykreowanie popytu na nową markę (poczynając od kreacji wystąpienia określonych potrzeb u konsumentów, których zaspokojenie mogło nastąpić jedynie poprzez zakup wykreowanego na nowo produktu-Bronisława Komorowskiego).

Nie wspomnę też oczywiście, że takie przedsięwzięcie wymagało również wcześniejszego, szczegółowego opracowania "strategii wejścia" na rynek ze szczegółowym opisaniem wszystkich działań, w tym również z zakresu nżynierii socjotechnicznej/manipulacji/propagandy oraz sposobów konkurowania z największym produktem konkurencyjnym, np. poprzez doprowadzenie do jego wycofania z rynku.

Dlaczego, mimo tego ryzyka podjęto się jednak realizacji przedsięwzięcia i zdecydowano się wprowadzić B. Komorowskiego na rynek? I skąd było wiadomo, że operacja się powiedzie?.

Odpowiedzi są trudne, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że ostatecznie Nowy Produkt nie musiał konkurować na rynku z najgroźniejszym i najsilniejszym produktem konkurencyjnym zwanym L. Kaczyńskim. Na tej konstatacji mógłbym zakończyć odpowiedź na postawione wyżej pytania, bowiem uwzględnienie w "strategii wejścia" na rynek Nowego Produktu faktu, iż w momencie jego zaoferowania konsumentom brak będzie na tymże rynku najgroźniejszego i substytucyjnego produktu konkurencyjnego... a'priori dawało pewność sukcesu rynkowego omawianego przedsięwzięcia... Jeżeli dodatkowo liczono, że również bliźniaczy produkt konkurencji zniknie z rynku to gwarancję sukcesu można było określić niemal ze 100% prawdopodobieństwem...

Ale skupmy się na razie na analizie strategii wprowadzania zrewitalizowanego Nowego Produktu w okresie na przełomie 2009/2010 roku uznając tragedię smoleńską jako tylko sprzyjający dla III RP splot chyba nieoczekiwanych okoliczności...

Ówcześnie zapewne dotychczas oferowany produkt przedsiębiorstwa III RP i jego "firmy-córki" PO, występujący pod nazwą D. Tusk o tym, że zostanie wycofany z rynku niestety chyba dowiedział się jako ostatni. Decyzja najwyraźniej została podjęta na jednym z posiedzeń Zarządu III RP. Nie wiem, który z członków Zarządu wystąpił z ową propozycją i poddał ją pod głosowanie, ale sądzę, że raczej "padło" to ze strony opcji prosowieckiej w zarządzie, bowiem Nowy Produkt był i jest ich ulubionym od dawna. Wiadomo też, że opcja proniemiecka (prounijna) w zarządzie III RP od zawsze wspierała wycofany produkt zwany D. Tuskiem.

Wobec konkurencji natomiast firma III RP przez wcześniejsze 4 lata (a nawet wcześniej) realizowała ostrą strategię marketingową, którą można by nazwać "negatywną strategią frontalnego ataku" (pojęcie używane przez Ph. Kotlera, ale również przez innych marketingowców). Polegała ona mniej więcej na wykreowaniu w świadomości konsumentów negatywnej oceny najgroźniejszych produktów konkurencyjnych zwanych: Lech Kaczyński i J. Kaczyński. Ta nienawiść oczywiście miała się przenosić na samo przedsiębiorstwo zwane PiS oraz wszelkie jego firmy zależne.

Tego typu walka konkurencyjna nawet często prawnie bywa zakazana, np. w reklamach nie można porównywać się z konkretnymi produktami na zasadzie ich porównawczej negacji (stąd np. nasz proszek jest lepszy od zwykłego proszku a nie od proszku konkretnej marki), ale tą negatywną strategię stosują z reguły firmy, które mają do zaoferowania produkty o niskiej jakości i małym potencjale rynkowym. Z braku możliwości pozytywnej walki konkurencyjnej, której przedmiotem bywają większe walory jakościowe, większy stopień zaspakajania potrzeb, innowacyjność, oryginalność, itd.. firmy te stosują najprostszą z możliwych i najbardziej prymitywną metodę: totalnej negacji firmy konkurencyjnej i jej produktów. Oczywiście celem jest zbudowanie w świadomości konsumentów wystąpienia u niech a'priori negatywnych skojarzeń z produktami konkurencji. I to niezależnie od jakości własnych produktów i obiektywnej prawdzie, co do faktycznej jakości produktów konkurencyjnych. Rodzi to oczywiście potrzebę wykorzystywania nawet najbardziej karygodnych metod: od insynuacji, poprzez kłamstwa i prowokacje. Nie będę tu opisywał tych metod... przez ostatnie kilka lat POznaliśmy je w miarę dokładnie. Z drugiej zaś strony - też w oderwaniu od rzeczywistości - należy wykreować pozytywny obraz naszej marki, niezależnie czy pod opakowaniem śmierdzi czy też nie. W tym wypadku też ima się różnych, nawet dalekich od zgodnych z prawem, metod (np. obiecuje się, że nasz wyrób będzie leczył a dostajemy po nim obstrukcji lub rozwolnienia).

Trzeba przyznać, że owa negatywna strategia prowadzona przez PO i całą firmę III RP przyniosła nad wyraz pozytywne dla nich skutki. Rzeczywiście konsumenci mają do dziś w większości zakodowany negatywny obraz największej firmy konkurencyjnej i jej produktów. Do tego stopnia wykreowano tą negację, że nawet gdy III RP sprzedaje - poprzez nowopowstałą firmę jak RPP - "buble" to przez dużą liczbę beznadziejnie lojalnych konsumentów i tak są oceniane jako lepsze od nawet najlepszych jakościowo produktów PiS. Kuriozalne? Nie... zważywszy ile nakładów poniesiono, ile osób zatrudniono (np. media, michnikowszczyzna), ile pracy i wysiłku włożono w proces budowy takiej a nie innej świadomości konsumentów... oderwanej od racjonalności i rzeczywistości niestety.

Teraz wracając do wprowadzenia Nowego Produktu (rewitalizacji starego). Z tego co napisałem powyżej wyraźnie widać, że najistotniejszym sukcesem firmy III RP było zbudowanie (do 10 kwietnia 2010 roku) negatywnego image konkurencji i jej produktów, negatywnego mimo wszystko, negatywnego absurdalnie i bez podstaw, ale zawsze negatywnego. W takim kontekście każdy produkt oferowany przez nich zawsze miał lepszą pozycję u konsumentów niż "złe i brzydkie a'priori" produkty firmy konkurencyjnej a w szczególności te dwa: wywołujący odruch wymiotny Lech Kaczyński czy odruch nienawiści J. Kaczyński.

Zapewne podczas badań otoczenia (niezbędnych w czasie budowy strategi wejścia z produktem na rynek) okazało się, że D. Tusk wcale nie jest silną marką a jego mocna pozycja na rynku wynikała przede wszystkim z negatywnej konotacji u konsumentów produktów konkurencyjnych. Innymi słowy: klienci kupowali (kupują?) Tuska nie dlatego, że jest to Tusk tylko dlatego, że nie chcą kupić jednego lub drugiego Kaczyńskiego (których nawet nie chcą spróbować, bo wywołuje u nich obrzydzenie sam ich widok i nazwa - brawa dla III RP!).

Tak wykreowany rynek i jego cechy oczywiście implikowały do jakże racjonalnego stwierdzenia: niezależnie jaki produkt zaoferujemy i tak szybko uzyska zaufanie konsumentów i będzie miał większy udział w rynku niż znienawidzony konkurencyjny! A bardziej przyziemnie: Spec-Zarząd Cieni III RP skonstatował prawdopodobnie, że już dość rządów niepewnych cywili i polityków. Czas wyjść z cienia i porządzić sobie wreszcie z pierwszego szeregu z naszym Chłopcem na czele.

Oczywiście wprowadzenie nowego produktu wymagało rozwagi a nie działań pochopnych. Skutecznie też należało przy okazji pozyskać też nowych konsumentów, tak aby jednocześnie nie zrazić starych. Stąd na początek zaoferowano jeszcze drugi (niby konkurencyjny produkt) zbliżony trochę do tego wycofywanego D. Tuska, ale nakierowany bardziej na profinansowy (proamerykański) segment rynku. Miał zaktywizować sprzedaż, dotrzeć do nowych segmentów rynku, skłonić do ponownego zakupu, dotrzeć do młodych konsumentów... a później oczywiście całe odium sukcesów tego zamiennika (R. Sikorski) przeniesione zostało umiejętnie na Nowy Produkt, czyli Naszego B. Komorowskiego. Dla R. Sikorskiego przewidziano zaś miejsce jakiegoś produktu komplementarnego w stylu Ministra Spraw Zagranicznych a może... w przysżłości Premiera? Nie zapomniano też o pozostawieniu w ofercie dotychczasowej "dojnej krowy", czyli D. Tuska, którego na razie dalej ulokowano na "dość wysokiej, premierowej półce". Wszak zanim zniknie z rynku (a wprowadzenie na rynek Nowego Prodktu jest takową decyzją o stopniowym jego wycofaniu z oferty) taki produkt stanowi zawsze stały i pewny dopływ oczekiwanych przez firmę zysków i zapewnia jej bieżącą płynnosć finansową.

Karkołomna strategia wprowadzenia na rynek Nowego Zrewiatlizowanego Produktu zakończyła się pełnym powodzeniem - B. Komorowski został Prezydentem RP...

Zastanawia wszak tylko tylko jedno...

W okresie budowy "strategii wejścia" jej kreatorzy musieli sobie zdawać jednak sprawę z marnej jakości wprowadzanego Nowego Produktu. Od roku widzimy, że jest to produkt spożywczo-polityczny, który smakuje o wiele gorzej niż go reklamowano... Nie miałby szans na osiągniecie lepszej sprzedaży niż Donald Tusk a w bezpośredniej rynkowej konfrontacji z produktem konkurencyjnym zwanym L.Kaczyński mógłby również - pomimo negatywnej u konsumentów konotacji konkurencyjnej marki - ponieść porażkę...

Jednak sytuacja na konkurencyjnym rynku nieraz bywa zaskakująco turbulentna... pod Smoleńskiem latami rosła pewna kevlarowa brzoza szumiąca, która siłą swej brzozowej woli oderwała skrzydło pewnego samolotu, albo wcale nie była jednak kevlarowa i samolot w ogóle tamtędy nie leciał, albo też leciał i sam z oddali siłą swej woli brzozę po prostu złamał wpół...




Zastanawiające... Jeżeli ktoś kiedyś pomyślał, że budowa strategii marketingowej jest przedsięwzięciem bardzo prostym, to historia owej brzozy wskazuje jak trudno w niesamowicie zmiennym i żywiołowym otoczeniu prawidłowo przewidywać mogące w przyszłości wystąpić określone zdarzenia a przecież prognozowanie tak naprawdę jest jedną z najważniejszych i zarazem najtrudniejszych umiejętności dobrego marketingowego stratega. Bardzo nieliczna i specyficzna zapewne jest ta niemal wizjonerska i wróżbiarska grupa specjalistów, która w sposób abstrakcyjno-intencjonalny potrafi wykreować  u siebie umiejętność przewidywania wystąpienia niemożliwych stanów przyszłości.

A może się po prostu mylę i żadnej strategii a tym bardziej kreacji przyszłości w ogóle nie było?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com