Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komorowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komorowski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 września 2022

Pakt Ribbentrop-Mołotow nadal trwa? - reprint

Ważne! Tekst jest reprintem opublikowanego przez mnie postu w dniu 11.05.2013 roku. Był to jeszcze czas prorosyjskich i proniemieckich rządów PO z premierem D. Tuskiem i prezydentem B. Komorowskim.

(co jakiś czas będę publikował takie reprinty moich tekstów, ale takich, które w jakiś sposób są aktualne do dzisiaj)

Wiele wskazuje na to, że mamy obecnie do czynienia z kontynuacją paktu Ribbentrop-Mołotow, który nigdy nie został anulowany. Przyczynili się do tego na początku tzw. III RP m.in. Mazowiecki, Michnik, Kuroń, Geremek i inni zasymilowani a'la Polacy. Jego efektem może też być ewentualny zamach w Smoleńsku, na którym być może w równym stopniu sumarycznie skorzystały Niemcy jak i Rosja, przy czym z geopolitycznego punktu widzenia więcej korzyści odnieśli chyba Niemcy i ich UE.

Kondominium rosyjsko-niemieckie wyraża się przede wszystkim we wspólnych interesach ekonomicznych, takich jak bałtycki gaz czy też kontrowersyjna polsko-unijno-rosyjska umowa o małym ruchu granicznym z obwodem kaliningradzkim, o którą w równym stopniu zabiegali Rosjanie i Niemcy. Niepokojące z polskiego punktu widzenia jest też rozmieszczenie w tym obwodzie rosyjskich rakiet średniego zasięgu oraz planowana budowa elektrowni atomowej.

Innym przejawem dążenia do degradacji Polski jest jej regionalizacja jako element jej wewnętrznego rozbicia oraz kreowanie i wspomaganie przez Niemcy antypolskich ruchów odśrodkowych takich jak RAŚ czy też Związek Mazurów. Podobnie niepokojąca jest też dominacja Niemiec w Unii Europejskiej a - dzięki śmierci L. Kaczyńskiego a tym samym "śmierci" jego projektu stworzenia z nowych unijnych państw silnego "stowarzyszenia w UE" - geopolitycznie ta dominacja prowadzi wprost do eliminacji Polski jako liczącego się państwa w UE.

Kontynuacja paktu  Ribbentrop-Mołotow jest współcześnie pozbawiona elementu jawnej agresji zbrojnej. Wystarczą zamachy na Polaków, którzy jawnie się jemu przeciwstawiają a ponadto uzależnienie ekonomiczne wobec niemieckiej UE i energetyczne wobec Rosji.

Innym przejawem ponownego rozbioru Polski przez kondominium rosyjsko-niemieckie jest kreowanie polskiej sceny politycznej. Doprowadzono do tego, że w Polsce mamy proniemieckiego premiera i prorosyjskiego prezydenta, którzy nie reagują na antypolskie zachowania swoich protektorów. Żaden z nich - wedle mnie - nie realizuje polskiej racji stanu. Jaskrawym np. przykładem całkowitego uzależnienia naszego premiera od Niemiec jest jego polityka korzystnej dla nich degradacji polskiego przemysłu (m.in. likwidacja stoczni) czy też zdymisjonowanie J. Gowina przede wszystkim dlatego, że w niezawoalowany sposób oskarżył Niemcy o eksperymentowanie z polskimi zarodkami in vitro. Nie inaczej wygląda sprawa z B. Komorowskim, który w ferworze swojego poddaństwa wobec Rosji zapowiedział swego czasu wyjście Polski z NATO.

Zapewne można znaleźć wiele innych przykładów na służalczość obecnych władz Polski wobec Rosji i Niemiec...

Wygląda więc na to, że Polska została podzielona na dwie strefy wpływu, gdzie Niemcy uzyskały status agresora terytorialno-ekonomicznego a Rosja agresora przede wszystkim energetycznego (np. wieloletnia i niekorzystna dla Polski umowa gazowa czy też powolne przejmowanie koncesji na wydobycie ropy łupkowej i gazu łupkowego).

Pozdrawiam

P.S.
Poniżej - ku refleksji i zastanowieniu - prezentuję tekst prof. M. Giertycha, który wskazuje, że niestety popełniliśmy - jako państwo - kardynalne błędy u zarania III RP.

"W ostatnich latach ZSRR była szansa na jakąś rekompensatę dla Polski za pakt Ribbentrop-Mołotow, na drodze zmian terytorialnych lub powołania na terenach polskich zagarniętych przez ZSRR w roku 1939 Republiki Wschodniej Polski, bądź polskiego regionu autonomicznego. W tym czasie, gdy rozsypywał się Związek Radziecki powstało około 50 nowych republik autonomicznych lub suwerennych, w tym Czeczeńska, Abchaska, Górno-Karabachska itd. Jak pisze Tadeusz Dąbrowski (Rocznik Wschodni, 1995, Wyd. Remark, Dom Polonii, Rynek 19, Rzeszów) w artykule pt. "Kwestia polska w ostatnich latach istnienia ZSRR" polscy deputowani do parlamentu ZSRR w latach 1989-1991 (było ich 8), a w szczególności Jan Ciechanowicz i Anicet Brodawski z Wileńszczyzny, upominali się o prawa ludności polskiej, dyskryminowanej nie tylko przez państwo radzieckie ale i przez republiki związkowe, a po ich usamodzielnieniu, przez nowe państwa. Publiczne te wystąpienia porównać można do głosów Korfantego czy Seydy w parlamencie Pruskim w czasie I Wojny Światowej. Odważnie upominali się nie tylko o przyznanie do zbrodni katyńskiej, ale i do anulowania skutków Paktu Ribbentrop-Mołotow przez przyznanie obszarom zamieszkałym przez Polaków autonomii. Szczególnym echem odbiło się wystąpienie Ciechanowicza na zjeździe deputowanych ludowych ZSRR w dniu 22.XII.89r., które opublikowała Izwestia (9 mln. nakładu), a przedruki trafiły do prasy polonijnej w USA. Jak mi pisze w liście Jan Ciechanowicz w latach 1989 i 1990 szansa na to była. Wielokrotnie w tej sprawie rozmawiał z Gorbaczowem, Ryżkowem i Jelcynem. Landsbergis (późniejszy prezydent Litwy) mówił w wywiadzie telewizyjnym w roku 1990, że "niestety niepodległa Litwa powstanie bez Wilna, ale trzeba na to pójść" - musiał więc coś wiedzieć o tych planach. Warto przypomnieć, że w tym samym czasie pod naciskiem Gorbaczowa NRD podpisała z Polską umowę o rozgraniczeniu wód w Zatoce Pomorskiej w taki sposób by dojazd do portu szczecińskiego odbywał się poprzez polskie wody terytorialne (podpisanie w maju 1989, wymiana listów ratyfikacyjnych w czerwcu 1989). Zjednoczone Niemcy musiały to porozumienie uznać. Gdyby nie życzliwe, pro-polskie stanowisko Gorbaczowa to dzisiaj RFN na takie porozumienie by nie poszła i Szczecin stałby się portem martwym, jak Elbląg. Był to więc czas gdy na Kremlu panowały nastroje Polsce przychylne. Gdyby doszło do uznania polskiej autonomii w ramach ZSRR to dzisiaj polska ludność tamtych terenów nie musiałaby znosić upokarzającego prześladowania, wywłaszczania, litwinizacji, białorusizacji, ukrainizacji. 

Sprawa ta ponoć nie miała poparcia rządu Mazowieckiego. Jak twierdzi Janusz Szmigielski w okólniku Koła Lwowian w Chicago (luty-marzec 1996) "panowie Geremek, Michnik, Kuroń i Mazowiecki pojechali do Moskwy w wielkim pośpiechu i prawie na klęczkach błagali Gorbaczowa by tego nie czynił i ten wreszcie przystał na ich prośby". Według Ciechanowicza Gazeta Wyborcza okrzyknęła go twardogłowym komunistą i agentem Moskwy. Zbigniew Balcewicz, na łamach redagowanego przez siebie polskojęzycznego "Kuriera Wileńskiego" apelował o oddanie pod sąd Ciechanowicza za "nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej Republiki Litewskiej", za co groziła mu kara śmierci (cytuję za artykułem Dąbrowskiego w Roczniku Wschodnim, 1995). Do dziś Ciechanowicz nie może dostać stałej pracy ani na Litwie, ani w Polsce (historyk, językoznawca). 

Prof. Edward Prus twierdzi (artykuł pt. "Gorbaczow chciał, Michnik - nie" Głos Polski (Toronto) 26.IV.96), bazując na rewelacjach, które ukazały się w "anglojęzycznej prasie nowojorskiej" (rozumiem, że polonijnej), iż rozważane były trzy warianty rozwiązań terytorialnych: 1) zwrot całości ziem zagarniętych w 1939 r., 2) zwrot Lwowa i Zagłębie Drohobyckiego oraz 3) rekompensata w postaci okręgu królewieckiego, do którego miano przemieścić Polaków z Kazachstanu. Wszystko miało być połączone z odwołaniem Paktu Riobbentrop- Mołotow i uznaniem 17 września 1939 roku za agresję. Prus twierdzi, że wie od dyplomaty radzieckiego, teraz reprezentującego swoją republikę, że ostrzegał nacjonalistów, iż uznanie 17 września 1939 roku za agresję pociągnie za sobą skutki, agresja bowiem dokonała się nie na Zachodnią Ukrainę tylko na Polskę. [Szmigielski (Okólnik Koła Lwowian w Chicago, luty marzec 1996) twierdzi, powołując się na Prusa, że chodzi tu o p. Serdaczuka, b. konsula ZSRR w Krakowie, a obecnie ambasadora Ukrainy w Polsce].

Prus podaje dalej, że w 1995 r. zetknął się z przypadkiem Geremka, Mazowieckiego i Kuronia, "który się do nich przyłączył". Tym samym jego wypowiedzi we Lwowie, iż jest szczęśliwy z tego, że Lwów nie należy do Polski mogły być konsekwencją "zmowy" osób, które pojechały do Moskwy, odwiedziły Kreml i przekonały Gorbaczowa o niecelowości pomysłu. Polska bez żadnej rekompensaty ze strony sowieckiej przyjmuje "opcję zerową" nie żądając w zamian niczego.

Wszystko to informacje bardzo mgliste, ale nie ma dymu bez ognia. Jakieś rozmowy na ten temat były i nic z tego dla na nas nie wyniknęło. Jedynie gen. Wojciech Jaruzelski mógłby udzielić informacji co rzeczywiście było omawiane. 

Jak na razie Pakt Ribbentrop-Mołotow nadal obowiązuje, ale już tylko Polskę".


Źródło: prof. Maciej Giertych, Opoka w Kraju, wrzesień 96

Jako komentarz niech służą moje słowa z początku tekstu: "Innym przejawem dążenia do degradacji Polski jest jej regionalizacja jako element jej wewnętrznego rozbicia oraz kreowanie i wspomaganie przez Niemcy antypolskich ruchów odśrodkowych takich jak RAŚ czy też Związek Mazurów"...

[1] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2013/05/pakt-ribbentrop-mootow-nadal-trwa.html


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 11 maja 2020

K. Kurosz zatrzymany. A co z innymi?

K. Kurosz został zatrzymany przez policję w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa w postaci jawnego nawoływania do morderstwa i fizycznej eliminacji J. Kaczyńskiego i członków PiS.

Napisał bowiem na swoim profilu takie słowa: "Jestem coraz bliżej decyzji o poświęceniu się dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i fizycznej eliminacji kaczego ch***a" Pisał też o fizycznej eliminacji członków PiS-u: "Już za późno na litość. Trzeba tę pisowską zarazę unicestwić. Fizycznie”. W jego wpisach przewijał się też motyw „ostatecznego rozwiązania kwestii pisowskiej”. Były polityk – który startował do parlamentu z list Nowoczesnej w 2015 roku – pisał również, że potrzeba: "zagazować senatorów PiS".

Jest wielce prawdopodobne, że odpowie sądownie za te słowa. I bardzo dobrze, bo już chyba dość takich sformułowań, które przez niektórych mogą być dosłownie zrozumiane jak w przypadku R. Cyby, który zamordował członka PiS-u M. Rosiaka, choć jak sam stwierdził, chciał zabić J. Kaczyńskiego.

Ale czy tylko on winien być sądzony?

A czy czasem takie same działania organów ścigania, prokuratury czy sądów nie powinny być realizowane w stosunku do B. Komorowskiego, który onegdaj stwierdził, iż: "To jest takie towarzystwo, że się cofnie, wyłącznie jak dostanie tym cepem prawdy w łeb. Trzeba czasami mieć odwagę i lać się dechą z takimi ludźmi". Czy to też nie było nawoływanie do popełnienia przestępstwa?

A J. Stępień, były szef TK, nie nawoływał czasem do przestępstwa stwierdzając: "W tej chwili nie mówimy już o prawie. Liczy się tylko goła siła, siła fizyczna. Kto będzie miał więcej za sobą ludzi, kto więcej wyprowadzi na ulice - to ten będzie zwyciężał. Prawo się już nie liczy?".

A takich przykładów w III RP było wobec PiS-u więcej, jak np. stwierdzenie J. Palikota o wypatroszeniu J. Kaczyńskiego.

A próby podpalenia biur poselsko-senatorskich PiS. Dlaczego nic nie słychać, że sprawcy zostali już skazani, przynajmniej ja nic o tym nie wiem?.

Wydaje się, że tego typu myślenie jest powszechne w kręgach zwolenników PO-KO. Ostatnio np. B. Komorowski - wobec porozumienia J. Gowina z J. Kaczyńskim - stwierdził, że: "Nikt nie zapomina w polityce takich zachowań. Każdy chce ukarać za nielojalność. Czasami mądrość etapu podpowiada, aby z tym poczekać albo jakoś odłożyć w czasie, ale ja na miejscu Jarosława Gowina bym się po prostu w ciemnych zaułkach zawsze za siebie oglądał, czy mu coś nie grozi, jakieś niebezpieczeństwo. I on o tym doskonale wie?". Co prawda ta jego przestroga dotyczyła ewentualnych zachowań J. Kaczyńskiego wobec J. Gowina, ale taka wypowiedź też przybliża nam sposób myślenia totalnych w postaci PO-KO i grup je wspierających - mierzą innych swoją miarą.

To stwierdzenie B. Komorowskiego oddaje właśnie stan umysłu totalnych. Nie mają żadnych argumentów w normalnej i cywilizowanej walce politycznej, więc nawołują do rozwiązań siłowych i to takich, które nawet mogą być krwawe i pozwolą na niedemokratyczne przejęcie przez nich władzy.

Teraz - w dobie epidemii - potęgują swoje działanie na wywołanie chaosu, paraliżu państwa polskiego. To działania noszące znamiona zdrady stanu i są karygodnie wstrętne. Podobnie zresztą jak za taką zdradę można uznać wszelkie antypolskie działania na arenie międzynarodowej a w szczególności donoszenie na Polskę w UE i nawoływanie tejże do pozbawiania Polski funduszy pomocowych i to mimo tego, że przecież Polska wpłaca swoją składkę do UE.

A czy nie powinni odpowiadać sądownie autorzy wszelkich afer w latach 2007-2015 z D. Tuskiem na czele: od afery hazardowej poprzez aferę stoczniową aż do afery podsłuchowej? Czy ktoś z nich odbywa jakąś karę więzienia albo był prawomocnie skazany. Są tylko nieliczne światełka w tunelu, ale jest to niewystarczające.

Czekam zatem na program PiS-u pod nazwą Cela+. Mam nadzieję, że się doczekam.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 23 listopada 2015

Czy myślano o przestępczym zamachu stanu na polskiego prezydenta A. Dudę?!

Wielu już o tym pisało, ale chyba warto jeszcze raz przedstawić poniższą hipotezę...

------------------------------------------

W całym histerycznym i alogicznym zamieszaniu związanym z Trybunałem Konstytucyjnym być może nie chodzi przede wszystkim o wybór określonych sędziów tego trybunału.

Oczywiście pośrednio tak jest, ale tylko dlatego, że zdecydowana PO-PSL-SLD-owska większość składu TK miała być może - wedle poprawek do ustawy o TK przyjętych przez poprzedni parlament - zagwarantować III RP to, że ewentualnie TK mogła usunąć z urzędu wybranego demokratycznie przez Polaków prezydenta A. Dudę.

Warto to dobitnie powtórzyć! Tak naprawdę mogło być tak, że w zamachu na Trybunał Konstytucyjny dokonanym przez PO-PSL i prezydenta B. Komorowskiego (a szerzej: kreatorów i  beneficjentów III RP) tuż przed zakończeniem ich rządów i już po pierwszej turze wyborów prezydenckich, chodziło tak naprawdę nie tylko o wybór następców kończących w tym roku swoją kadencję sędziów TK, ale tak naprawdę o wprowadzenie do ustawy o funkcjonowaniu TK zapisu umożliwiającego mu realne ewentualne i antykonstytucyjne odsunięcie od władzy obecnie urzędującego prezydenta.

Jeżeli taki był zamysł to był to antykonstytucyjny typowy zamach stanu na instytucję demokratyczną a dokonany przez polityków PO-PSL i dodatkowo współwykonywany przez sam Trybunał Konstytucyjny i jego przewodniczącego A. Rzepilińskiego, który - niezgodnie z prawem - kierował przygotowaniem ustawy o TK i wysłał ją do realizacji prezydentowi B. Komorowskiemu, aby zainicjował ją jako własną inicjatywę ustawodawczą (TK nie ma takich uprawnień).

W owej noweli ustawy - oprócz antykonstytucyjnej możliwości wyboru nowych sędziów TK jeszcze przed zakończeniem ich kadencji (czyli de facto, aby wyboru dokonał odchodzący parlament z większością PO-PSL + SLD) -  zawarto bowiem m.in. takie oto zapisy:

- Trybunał orzeka w sprawach zgodności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznych,
- Trybunał rozstrzyga o stwierdzeniu przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. W razie uznania przejściowej niemożności sprawowania urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Trybunał powierza Marszałkowi Sejmu tymczasowe wykonywanie obowiązków Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Czyli - jak zauważa blogerka eska - parlament poprzedniej kadencji, zwykłą większością głosów, poprawił Konstytucję pod pretekstem zmiany ustawy! [1].

W ustawie PO-PSL przegłosowano więc zapis, że można odwołać czy też zawiesić prezydenta. I o to być może najbardziej chodziło III RP przy zmianie tej ustawy. Dodatkowo skonstruowano zapis, że TK może rozwiązać określoną partię a chodziło przecież oczywiście o PiS. Tak więc ewentualną delegalizację PiS-u i odsunięcie prezydenta od wypełniania obowiązków zadekretowali sobie odchodzący PO - PSL wspólnie z TK.

Atak na demokrację, ustrój państwa i pogwałcenie prawa są czynem karalnym w najwyższym stopniu. Jest to czyn mający na celu obalenie porządku demokratycznego w Polsce. Jest więc wielce prawdopodobnym, że PO - PSL i duża część TK a przede wszystkim jej przewodniczący A.Rzepliński to zamachowcy i prawni terroryści. Jeżeli taka hipoteza okazałaby się prawdziwa to oznaczyłoby, iż mamy do czynienia z antykonstytucyjnymi kryminalistami pragnącymi obalić demokratycznie wybrane przez Polaków władze Rzeczpospolitej Polskiej!

Kiedyś III RP pozbyła się ś.p. Prezydenta L. Kaczyńskiego w sposób jaki wszyscy poznaliśmy. Teraz nie mogła tego powtórzyć, więc chciała zrobić to w zgodzie z antykonstytucyjnym i uchwalonym przez siebie prawem.

Zauważmy na marginesie, że od początku prezydentury totalnie i powszechnie atakowano prezydenta A. Dudę, ale atak ten okazał się nieskuteczny. Obecnie zaś całe środowisko III RP z michnikowszczyzną na czele tworzy jakąś atmosferę histerii i przedstawia szalone konstatacje na temat ponoć antydemokratycznego postępowania głowy państwa i partii rządzącej. Być może liczy na to, że jednak - co jest bardzo prawdopodobne - sam TK odrzuci nowelę ustawy o TK przygotowaną przez PiS i koalicjantów oraz przywróci oraz uzna za konstytucyjną ustawę o TK przygotowaną przez sam TK i przegłosowaną przez koalicję PO-PSL. Czyżby kreowanie tej histerii ma jakoś uzasadnić antykonstytucyjne przyszłe ewentualne odsunięcie od władzy prezydenta i być może nawet delegalizację PiS-u?

Może tak jest a może też ta histeria wokół sędziów TK i samego TK jest "zasłoną dymną" i odwróceniem uwagi od prawdziwych antypaństwowych celach zmiany ustawy o TK dokonanej przez poprzednich rządzących?

Niezależnie jednak od wszystkiego podjęcie i realizacja działań umożliwiających antykonstytucyjne odsunięcie urzędującego prezydenta od władzy jest przestępstwem i jeżeli rzeczywiście był taki zamysł części elit III RP to należy wszystkich biorących udział w tym zamachu stanu postawić przed Trybunałem Stanu... Ale z tym będzie problem, bowiem sędziowie TK zagwarantowali sobie niemal nienaruszalność i bez zgody samego TK nie mogą - jak większość osób pełniących najwyższe funkcje w państwie polskim -  stanąć przed Trybunałem Stanu. Nienaruszalny jest też uzurpujący sobie prawo do stałego przewodzenia TK niejaki potencjalny zamachowiec A. Rzepiliński. Wielu też uczestników tego ewentualnego zamachu ma dziś też immunitet parlamentarny.

Nie wiem jak można tą sprawę prawnie rozwiązać natomiast jedno jest pewne: PiS i prezydent przejrzeli -być może własnie niecne totalitarne i noszące znamiona zdrady stanu - zamiary elit III RP i podjęli decyzje im przeciwdziałające i wprowadzające demokratyczną normalność. Stąd zapewne m.in. ten jazgot różnych Rzepilińskich i Zollów oraz całego mainstreamu III RP. Boją się prawdy i szafotu za ewentualną zdradę RP i planowany być może zamach stanu!

[1] http://eska.salon24.pl/681329,o-naprawie-panstwa-czesc-czwarta

Zob. więcej:
- http://niepoprawni.pl/blog/aleszumm/koalicja-po-zsl-szykowala-zamach-stanu-trybunal-konstytucyjny-mial-usunac-prezydenta
- http://nanofiber.salon24.pl/681326,jak-sejm-vii-kadencji-procedowal-nad-ustawa-o-tk

czwartek, 1 października 2015

Ratujmy polskie lasy! - jedyna nadzieja w Prezydencie Andrzeju Dudzie i PiS!

O lasach państwowych i próbie ich grabieżczej prywatyzacji przez rząd PO-PSL wspominałem już wielokrotnie. Podobnie zresztą jak i wielu blogerów i normalnych mediów.

W jednym ze swoich postów wskazywałem, że: "...oceniając z pewnej perspektywy wszystko to, co dzieje się wokół prywatyzacji lasów państwowych można dojść do wniosku, iż koalicja PO-PSL z niesamowitą precyzją i determinacją przygotowała plan sprzedaży (grabieży) polskich lasów o wartości 1 bln zł i tym samym oddanie w większości obce ręce około 30% powierzchni Polski . Ów strategiczny plan przewidywał (przewiduje) w tym celu podejmowanie działań wielokierunkowych, które są tak wyznaczone, aby się uzupełniały a także w razie niepowodzenia jednego mogły być z powodzeniem zastępowane innymi. Oczywiście cel zawsze pozostaje ten sam: ograbienie Polaków z własności polskich lasów (...) Rząd więc wpierw podjął próbę osłabienia ekonomicznego przedsiębiorstwa Lasy Państwowe. Już w styczniu 2014 mocą nowelizacji ustawy przeforsowanej w ciągu 26 godzin, w ciągu dwóch nocy przez rząd Donalda Tuska zobowiązano Lasy Państwowe do przekazania budżetowi państwa w latach 2014 i 2015 po 800 mln zł. Zdecydowano też, że od 2016 r. Lasy będą rocznie przekazywać do państwowej kasy 2 proc. wartości sprzedanego drewna, co przy jej przychodach daje kwotę około 100-150 mln zł rocznie i to niezależnie od tego czy ich wynik finansowy w danym roku budżetowym, będzie zyskiem czy stratą... Od początku było chyba dla wszystkich jasne, że celem tych dodatkowych obciążeń było osłabienie a być może doprowadzenie do upadłości części nadleśnictw (by je w końcu sprywatyzować)  lub nawet całości przedsiębiorstwa, tak aby ich majątek (lasy) w postaci masy upadłościowej zarządzanej zapewne przez powołaną przez Skarb Państwa nową spółkę można było sprzedać (czyli de facto sprywatyzować) i to na pewno raczej - ze względu na dużą wartość tegoż majątku - międzynarodowym organizacjom posiadających odpowiednią gotówkę (...) Drugim kierunkiem działań rządu PO-PSL zmierzającym do prywatyzacji lasów była chęć zmiany Konstytucji. Zakończyło się to sławetną nocną próbą (17/18 grudnia 2014) jej zmiany, która umożliwiałaby niemal swobodną prywatyzację polskich lasów. Rządowa poprawka konstytucyjna była bowiem tak przygotowana, aby pod pozorem ochrony lasów dać możliwość otrzymania przyszłych profitów z ich sprzedaży. Poprawka mówiła, że lasy stanowiące własność Skarbu Państwa nie podlegałyby przekształceniom własnościowym. Wyjątkiem jednak od tej zasady byłyby przypadki uzasadnione celami publicznymi lub celami zrównoważonej gospodarki leśnej, które to określałaby odrębna ustawa. Czyż to nie był zabieg wprost genialny? Przyjęcie bowiem tak brzmiących zapisów praktycznie otwierałoby furtkę do nadużyć, bo cóż to znaczy „z wyjątkiem uzasadnionego celu publicznego”, kiedy nie bardzo wiadomo, co to są cele publiczne, które mogą być przecież różne (np. reprywatyzacyjne lub też wynikające z konieczności wypłacenia Żydom jakichś wyimaginowanych wojennych rekompensat w wysokości 65 mld USD) a dodatkowo określone odrębną ustawą. Taki zapis byłby prawnie niedookreślony, który można byłoby dowolnie interpretować, podobnie zresztą jak pojęcie „zrównoważonej gospodarki leśnej” (...) Nie udała się (na szczęście) nocna próba zmiany konstytucji. Zabrakło 5 głosów, dzięki głosom PiS.  Kolejnym działaniem rządu dotyczącym też losów lasów jest... brak działań i torpedowanie inicjatyw społecznych w sprawie kończącego się w dniu 1 maja 2016 roku dwunastoletniego okresu ochronnego uniemożliwiającego swobodny i bez ograniczeń masowy zakup (wykup) polskiej ziemi rolnej i leśnej przez podmioty zagraniczne. Innymi słowy  od tego dnia zagraniczne podmioty będą mogły kupować ziemię rolną i leśną na identycznych zasadach jak podmioty polskie. Należy mocno ponownie podkreślić, że owa możliwość dotyczy - oprócz ziemi rolnej - także ziemi leśnej, co w kontekście ataku na polskie lasy ma bardzo istotne znaczenie (...) Udało się nie zmieniać konstytucji, ale niestety dwa pozostałe kierunki działań rządu realizowane są w dalszym ciągu i sprzężone ze sobą już zaczynają przynosić pożądane przez rządzących efekty. Owej bowiem sławetnej nocy odrzucono głosami koalicji projekt społecznego referendum (zebrano 2,5 mln podpisów!) w obronie Lasów Państwowych i polskiej ziemi rolnej i leśnej zawierającego m.in. postulat renegocjacji Traktatu Akcesyjnego w kwestii sprzedaży ziemi rolnej i leśnej obcokrajowcom, który stwierdzał, by cudzoziemcy mogli kupować ziemię rolną i leśną w Polsce dopiero od roku, w którym siła nabywcza średniej pensji Polaka będzie stanowiła minimum 90 proc. średniej siły nabywczej średniej pensji mieszkańców pięciu najbogatszych krajów UE. Tak więc w mocy pozostają dotychczasowe ustalenia akcesyjne i od 1 maja 2016 roku obcokrajowcy bez ograniczeń będą mogli kupować ziemię rolną i leśną (...) W powyższym kontekście bardzo niebezpieczna jest sytuacja wynikająca z osłabienia ekonomicznego Lasów Państwowych. Otóż okazuje się, że przyjęty przez rząd wspomniany wcześniej dodatkowy "haracz" jaki Lasy Państwowe muszą płacić Skarbowi Państwa spowodował już zachwianie płynności finansowej części nadleśnictw, co w konsekwencji może prowadzić do ich upadłości a tak naprawdę do ich sprzedaży (prywatyzacji). Taka więc sytuacja może być już niebawem wygodnym pretekstem do prywatyzacji całych hektarów lasów. Będzie ana oczywiście hipokrytycznie tłumaczona jako konieczność, skoro publiczny zarząd nie potrafi tak zarządzać, aby zachować płynność finansową... choć przecież rząd celowo doprowadził to takiej sytuacji... Po 1 maja 2016 roku te "nierentowne" hektary polskich lasów będą mogły być kupowane przez obcokrajowców, bowiem będą stanowiły ziemię leśną (...) Należy się cieszyć, że próba zmiany konstytucji, w wyniku której możliwa stałaby się prywatyzacja lasów państwowych, jak na razie się nie udała. Nie znaczy to jednak, że proces prywatyzacji (sprzedaży) lasów państwowych został zahamowany. Trwa w najlepsze dzięki innym wskazanym w tekście działaniom rządowym (są zapewne też i inne)..." [1].

Okazuje się, że rząd PO-PSL wykazuje się zdumiewaną determinacją w realizacji celu jakim jest umożliwienie prywatyzacji polskich lasów. Nie udało się poprzez zmianę konstytucji to teraz - tuż przed zakończeniem kadencji - przeforsowano po prostu zmianę ustawy, która de facto w swojej treści nie odbiega zasadniczo od wcześniejszego projektu zmiany konstytucji. "Nowela ustawy o dopuszcza możliwość sprzedaży lasów w niektórych przypadkach, np. w celu realizacji inwestycji publicznych, np. dróg, bądź prowadzenia zrównoważonej polityki leśnej (...) Przepadł wniosek PiS o jej odrzucenie..." [2]. Za przyjęciem tej noweli autorstwa - oczywiście antypolskiej PO - głosowało 48 senatorów, przeciw było 31 senatorów a 1 się wstrzymał.

Nie trudno zauważyć, że owa determinacja PO w ataku na polskie lasy jest - delikatnie mówiąc -zastanawiająca. Rząd PO cały czas podejmował takie próby aż w końcu mu się to udało.

Skąd się bierze takie skwapliwe dążenie do owej prywatyzacji?

Jest wiele przyczyn, o których wspomniałem w wielu wcześniejszych tekstach, do których ogólnie możemy zaliczyć m.in. oczywistą dążność "polskich" elit do degradacji i niszczenia Polski i polskości z jaką mamy do czynienia przez niemalże cały okres po 1989. Niemniej jednak w tej konkretnej sprawie po raz kolejny warto przypomnieć, że najprawdopodobniej dążenie i umożliwienie sprzedaży polskich lasów jest niejako konsekwencją tajnej umowy między polskim rządem a środowiskami żydowskimi... Lasy po prostu mają być częścią spłaty za wyimaginowanie roszczenia majątkowe Żydów wobec Polski sięgające nawet 65 mld USD. Roszczenia te dotyczą restytucji niespadkowego mienia żydowskiego utraconego na terenie Polski w czasie II WŚ (kiedy agresorem były Niemcy) oraz po niej przez rządy komunistyczne (które zostały zaprowadzone przez ZSRR). I zapewne taką obietnicę złożyli tym środowiskom zarówno D. Tusk i jego PO, jak i wcześniej B. Komorowski. Jest to oczywiście jawna zdrada Polski i narodu polskiego...

Niejako potwierdzeniem - bardzo wymownym - tego faktu jest email z roku 2009 od ówczesnego Ambasadora USA w Polsce, Victora Ashe, relacjonujący aktualny stan spraw w Warszawie, w tym (w pkt. 6 listu) aktualny stan spraw dotyczący tzw. rekompensat za  prywatne mienie skonfiskowane na terenie Polski podczas II Wojny Światowej oraz w latach reżimu komunistycznego. Jego treść ujawnił Wikileaks. W polskim tłumaczeniu brzmiał on:  "Co do perspektyw uchwalenia przepisów dotyczących odszkodowań za mienie prywatne skonfiskowane w okresie II wojny światowej i w okresie władzy komunistycznej w Polsce, Komorowski wyraził obawę, że kryzys finansowy stworzył  "nowe okoliczności". Niemniej jednak, Komorowski oznajmił, że Tusk jest zdeterminowany, aby zmusić nieprzejednanych ministrów, zwłaszcza ministerstwa rolnictwa i ochrony środowiska, aby włączyli się do funduszu kompensacyjnego przez sprzedaż nieruchomości będących własnością rządu, w tym lasów. "Musimy szukać dodatkowych środków" z powodu spadku wartości nieruchomości. Komorowski powtórzył, że Tusk jest zdeterminowany, aby przyśpieszyć proces legislacyjny. Zasugerował też, że przewidziany w obecnym projekcie ustawy 10-cio letni plan spłaty stanowi "zawór bezpieczeństwa". Uznał za absolutnie konieczne rozpoczęcie tego procesu, lecz nie określił, kiedy konkretne przepisy będą przedstawione w parlamencie" [3].

M.in. o tym wątku pisała też w jednym z numerów tygodnika "wSieci" " redaktor Marzena Nykel w artykule zatytułowanym „Tajny plan sprzedaży lasów”. Wskazała w nim jeszcze wiele innych faktów potwierdzających istnienie owej zdrady Polski i opisujących kolejne podejścia rządu Tuska, a także marszałka Sejmu i później prezydenta Komorowskiego do sprzedaży Lasów Państwowych i przeznaczenia uzyskanych w ten sposób pieniędzy na restytucję mienia pożydowskiego w Polsce. Dowiadujemy się, że deklaracje w sprawie restytucji mienia składał środowiskom żydowskim Donald Tusk w 2008 roku podczas oficjalnej wizyty w Stanach Zjednoczonych, gdzie obiecał rozwiązanie ciągnącego się od lat problemu restytucji mienia żydowskiego w Polsce, przy czym zaznaczył, że nie będą to zwroty sięgające kilkudziesięciu procent jego wartości ale takie na jakie Polskę będzie stać. Owe deklaracje podtrzymał - jak wskazałem - w 2009 roku  ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Jak pisze dalej red. Nykel w marcu 2013 roku tym razem w Warszawie doszło do spotkania premiera Tuska, któremu towarzyszyło aż 6 ministrów jego rządu z dyrektorem zespołu HEART Robertem Brownem (zespół powołany prze Izrael i Agencję Żydowską), którego głównym zadaniem jest odzyskiwanie mienia żydowskiego w Europie Środkowo-Wschodniej. W Polsce po tym spotkaniu nie ukazał się żaden komunikat ale w prasie izraelskiej dyrektor Brown mówił wprost „nastąpił przełom w sprawie restytucji mienia żydowskiego w Polsce”.
Dyrektor Brown spotkał się także z prezydentem Komorowskim podczas otwarcia Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie i jak pisze red. Nykel być może w wyniku spotkania pojawiła się pośpieszana próba propozycja nowelizacji [4].

Warto też wspomnieć o niemalże tajnym posiedzeniu polskiego rządu kierowanego przez PO i D. Tuska, które odbyło się w 2011 roku w Izraelu. Co tam ustalono pozostaje do dzisiaj tajemnicą, ale znając intensywność działań organizacji żydowskich w ramach "Przedsiębiorstwa Holocaust" z pewnością dyskutowano o tych wyimaginowanych odszkodowaniach i ich wielkości oraz źródłach jego sfinansowania.

Jeżeli zbliżające się wybory prezydenckie wygra Bronisław Komorowski, a parlamentarne Platforma z PSL-em, to można się spodziewać, że ostateczny „skok” na Lasy Państwowe, się jednak dokona".

Czyż wobec tych faktów trzeba coś jeszcze wyjaśniać?

Na szczęście wyborów prezydenckich nie wygrał B. Komorowski. Dzisiaj mamy propolskiego prezydenta. Mam nadzieję, że zrobi wszystko, aby uchronić nasze lasy przed oddaniem ich w obce ręce i plan zdradliwej ich sprzedaży przez PO się nie uda. Liczę na veto prezydenta Andrzeja Dudy do tej noweli ustawy, ale musimy sobie zdawać sprawę, że - aby ostatecznie zniweczyć zdradliwe plany PO - wybory parlamentarne musi zdecydowanie wygrać PiS... inaczej ewentualna antypisowska koalicja zrobi wszystko w celu odrzucenia prezydenckiego veta... a polskie lasy już nie będą polskimi...

Wszystko w naszych rękach...

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/01/wielokierunkowy-atak-na-polskie-lasy-i.html
[2] http://wpolityce.pl/gospodarka/267140-platforma-kladzie-lape-na-lasach-podstepny-projekt-ustawy-przeglosowany-w-senacie
[3] http://www.wikileaks.org/plusd/cables/09WARSAW78_a.html
[4] http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/264586-nykiel-we-wsieci-las-klamstw-platformy-mocne-dowody-na-tajny-plan-sprzedazy-lasow-panstwowych oraz cała treść artykułu w wydaniu elektronicznym lub papierowym

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

niedziela, 21 grudnia 2014

Marketingowa kreacja prezydenta i rządzących elit w III RP

W świetle ostatnich wydarzeń związanych z całościową osłoną medialną B. Komorowskiego, czyli mainstreamową ciszą informacyjną wokół jego pokrętnego i sklerotycznego zeznania przed sądem a także w wyniku niejako zmowy medialnego milczenia wokół meritum nocnych głosowań nad losem polskiej ziemi i lasów oraz innych działań wybielających (nawet w postaci obróbki graficznej - vide: E. Kopacz w VIVI-e) najważniejsze postaci III RP warto zastanowić się nad całym tym - wykreowanym marketingowo i utrzymywanym na rynku dzięki socjotechnicznym manipulacją - produktem zwanym PRL-bis.

Ten tekst jest właśnie o sukcesie firmy III RP, czyli o zbudowaniu negatywnego image konkurencji i jej produktów, negatywnego mimo wszystko, negatywnego absurdalnie i bez podstaw, ale zawsze negatywnego oraz o sukcesie pewnej strategii marketingowej wprowadzenia na rynek Nowego Produktu w postaci Prezydenta B. Komorowskiego a także o... realnie abstrakcyjno-intencjonalnej kreacji umiejętności przewidywania wystąpienia niemożliwych stanów przyszłości. Stanowi jednocześnie próbę subiektywnej i być może alogicznej egzemplifikacji ex post pewnych brzozą szumiących zdarzeń oraz rozszerzającą parafrazą moich - napisanych w latach 2010 i 2011 postów: B. Komorowski - Zrewitalizowany Nowy Produkt na rynku politycznym, Jak może nie tylko marketingowo wykreowano B. Komorowskiego...

----------------------------------------

Polityka od dawna stała się swoistym rynkiem, na którym określone firmy (partie polityczne) oferują swoje produkty (polityków) konsumentom (wyborcom).

Na owym rynku mamy do czynienia oczywiście z tradycyjną walką konkurencyjną pomiędzy partiami o pozyskanie jak największego udziału w rynku i jak największej liczby klientów. Działalnością tą w komercyjnych przedsiębiorstwach zajmuje się szeroko pojmowany marketing, który zaadoptowany na rynek polityczny zyskał takież dookreślenie: polityczny.

Jedną z form działalności marketingowej jest wprowadzanie na rynek nowych produktów lub też przedłużanie okresu trwania na rynku produktów już istniejących. Majstersztykiem tej ostatniej jest takie zrewitalizowanie oferowanego od dawna niszowego produku, aby przez konsumentów postrzegany był niemal jako nowy, lepszy i zyskał ich akceptację wyrażaną poprzez jednokrotny lub powtórzony zakup.

Podobnie jest też na rynku politycznym, gdzie wciąż oferuje sie nowych polityków lub dokonuje się ich rewitalizacji.

Chyba najbardziej spektakularnymi efeketami marketingu politycznego w Polsce było wykreowanie B. Komorowskiego na Prezydenta RP oraz Ruchu Poparcia Palikota jako trzeciej partii w parlamncie!

Jak to - według mnie - wyglądało w przypadku B. Komorowskiego, którego udział w rynku potencjalnych kandydatów na prezydenta wynosił pierwotnie li tylko niespełna 3%?

Na ówczesnym rynku politycznym firma PO zrealizowała niewiarygodne wprost przedsięwzięcie: wprowadziła na rynek Nowy Kandydujący Na Prezydenta Produkt zwany B. Komorowskim w miejsce ugruntowanej pozytywnie w świadomości Polaków marki z kategorii tzw. "dojnych krów" (terminologia używana przez Ph. Kotlera - guru od marketingu w USA), czyli Staregop Kandydującego Na Prezydenta Produktu (w sensie rozszerzonym) nazywanego Donald Tusk.

Wyjątkowość owego przedsięwzięcia wynikała z dwóch powodów. Po pierwsze: dotychczasowy produkt oferowany przez firmę PO jako marka D. Tusk posiadał bardzo wysoki udział w rynku i przynosił największe materialne i poza materialne korzyści dla przedsiębiorstwa powstałego w 1989 roku pod nazwą III RP i jej firmy zależnej, właśnie Platformy Obywatelskiej. Po drugie: podjęto się karkołomnej strategii - rewitalizacji już istniejącego produktu ze znikomym udziałem w rynku i raczej o negatywnej konotacji w świadomości konsumentów (ziewający i nie wyróżniający się Marszałek Sejmu)... w Nowy Produkt nie zmieniając nawet jego nazwy ani znaku towarowego (dalej oferowany był jako Bronisław Komorowski).

Każdy marketingowiec wie, że taka strategia była bardzo ryzykowna. Świadome (nawet czasowe) wycofywanie z rynku produktu o silnej pozycji i pozytywnym image wśród konsumentów i wprowadzanie w jego miejsce produktu"unowocześnionego", ale już wcześniej istniejącego niszowo, mogło stać się oczywiście sukcesem, ale również zakończyć kompletną klapą i doprowadzić do bankructwa firmę, czyli III RP. Ponadto wymagało poniesienia bardzo dużych nakładów finansowych na wszelkie działania w zakresie marketingu-mix (produkt, cena, promocja, dystrybucja) oraz na wykreowanie popytu na nową markę (poczynając od kreacji wystąpienia określonych potrzeb u konsumentów, których zaspokojenie mogło nastąpić jedynie poprzez zakup wykreowanego na nowo produktu-Bronisława Komorowskiego).

Nie wspomnę też oczywiście, że takie przedsięwzięcie wymagało również wcześniejszego, szczegółowego opracowania "strategii wejścia" na rynek ze szczegółowym opisaniem wszystkich działań, w tym również z zakresu nżynierii socjotechnicznej/manipulacji/propagandy oraz sposobów konkurowania z największym produktem konkurencyjnym, np. poprzez doprowadzenie do jego wycofania z rynku.

Dlaczego, mimo tego ryzyka podjęto się jednak realizacji przedsięwzięcia i zdecydowano się wprowadzić B. Komorowskiego na rynek? I skąd było wiadomo, że operacja się powiedzie?.

Odpowiedzi są trudne, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że ostatecznie Nowy Produkt nie musiał konkurować na rynku z najgroźniejszym i najsilniejszym produktem konkurencyjnym zwanym L. Kaczyńskim. Na tej konstatacji mógłbym zakończyć odpowiedź na postawione wyżej pytania, bowiem uwzględnienie w "strategii wejścia" na rynek Nowego Produktu faktu, iż w momencie jego zaoferowania konsumentom brak będzie na tymże rynku najgroźniejszego i substytucyjnego produktu konkurencyjnego... a'priori dawało pewność sukcesu rynkowego omawianego przedsięwzięcia... Jeżeli dodatkowo liczono, że również bliźniaczy produkt konkurencji zniknie z rynku to gwarancję sukcesu można było określić niemal ze 100% prawdopodobieństwem...

Ale skupmy się na razie na analizie strategii wprowadzania zrewitalizowanego Nowego Produktu w okresie na przełomie 2009/2010 roku uznając tragedię smoleńską jako tylko sprzyjający dla III RP splot może zaskakujących i nieoczekiwanych okoliczności w postaci tragedii smoleńskiej.

Ówcześnie zapewne dotychczas oferowany produkt przedsiębiorstwa III RP i jego "firmy-córki" PO, występujący pod nazwą D. Tusk o tym, że zostanie wycofany z rynku niestety chyba dowiedział się jako ostatni. Decyzja najwyraźniej została podjęta na jednym z posiedzeń Zarządu III RP. Nie wiem, który z członków Zarządu wystąpił z ową propozycją i poddał ją pod głosowanie, ale sądzę, że raczej "padło" to ze strony opcji prosowieckiej w zarządzie, bowiem Nowy Produkt był i jest ich ulubionym od dawna. Wiadomo też, że opcja proniemiecka (prounijna) w zarządzie III RP od zawsze wspierała wycofany produkt zwany D. Tuskiem.

Wobec konkurencji natomiast firma III RP przez wcześniejsze 4 lata (a nawet wcześniej) realizowała ostrą strategię marketingową, którą można by nazwać "negatywną strategią frontalnego ataku" (pojęcie używane przez Ph. Kotlera, ale również przez innych marketingowców). Polegała ona mniej więcej na wykreowaniu w świadomości konsumentów negatywnej oceny najgroźniejszych produktów konkurencyjnych zwanych: Lech Kaczyński i J. Kaczyński. Ta nienawiść oczywiście miała się przenosić na samo przedsiębiorstwo zwane PiS oraz wszelkie jego firmy zależne.

Tego typu walka konkurencyjna nawet często prawnie bywa zakazana, np. w reklamach nie można porównywać się z konkretnymi produktami na zasadzie ich porównawczej negacji (stąd np. nasz proszek jest lepszy od zwykłego proszku a nie od proszku konkretnej marki), ale tą negatywną strategię stosują z reguły firmy, które mają do zaoferowania produkty o niskiej jakości i małym potencjale rynkowym. Z braku możliwości pozytywnej walki konkurencyjnej, której przedmiotem bywają większe walory jakościowe, większy stopień zaspakajania potrzeb, innowacyjność, oryginalność, itd.. firmy te stosują najprostszą z możliwych i najbardziej prymitywną metodę: totalnej negacji firmy konkurencyjnej i jej produktów. Oczywiście celem jest zbudowanie w świadomości konsumentów wystąpienia u niech a'priori negatywnych skojarzeń z produktami konkurencji. I to niezależnie od jakości własnych produktów i obiektywnej prawdzie, co do faktycznej jakości produktów konkurencyjnych. Rodzi to oczywiście potrzebę wykorzystywania nawet najbardziej karygodnych metod: od insynuacji, poprzez kłamstwa, prowokacje a nawet do fałszowania rzeczywistej skali konsumpcji produktów konkurencji (sfałszowania wyborów). Nie będę tu opisywał tych metod... przez ostatnie niemal 10 lat POznaliśmy je w miarę dokładnie. Z drugiej zaś strony - też w oderwaniu od rzeczywistości - należy wykreować pozytywny obraz naszej marki, niezależnie czy pod opakowaniem śmierdzi czy też nie. W tym wypadku też ima się różnych, nawet dalekich od zgodnych z prawem, metod (np. obiecuje się, że nasz wyrób będzie leczył a dostajemy po nim obstrukcji lub rozwolnienia).

Trzeba przyznać, że owa negatywna strategia prowadzona przez PO i całą firmę III RP przyniosła nad wyraz pozytywne dla nich skutki. Rzeczywiście konsumenci mają do dziś w większości zakodowany negatywny obraz największej firmy konkurencyjnej i jej produktów. Do tego stopnia wykreowano tą negację, że nawet gdy III RP sprzedawała onegdaj - poprzez nowopowstałą firmę jak RPP - "buble" to przez dużą liczbę beznadziejnie lojalnych konsumentów i tak były oceniane jako lepsze od nawet najlepszych jakościowo produktów PiS. Kuriozalne? Nie... zważywszy ile nakładów poniesiono, ile osób zatrudniono (np. media, michnikowszczyzna), ile pracy i wysiłku włożono w proces budowy takiej a nie innej świadomości konsumentów... oderwanej od racjonalności i rzeczywistości niestety.

Teraz wracając do wprowadzenia Nowego Produktu (rewitalizacji starego). Z tego co napisałem powyżej wyraźnie widać, że najistotniejszym sukcesem firmy III RP było zbudowanie (do 10 kwietnia 2010 roku) negatywnego image konkurencji i jej produktów, negatywnego mimo wszystko, negatywnego absurdalnie i bez podstaw, ale zawsze negatywnego. W takim kontekście każdy produkt oferowany przez nich zawsze miał lepszą pozycję u konsumentów niż "złe i brzydkie a'priori" produkty firmy konkurencyjnej a w szczególności te dwa: wywołujący odruch wymiotny Lech Kaczyński czy odruch nienawiści J. Kaczyński.

Zapewne podczas badań otoczenia (niezbędnych w czasie budowy strategi wejścia z produktem na rynek) okazało się, że D. Tusk wcale nie jest silną marką a jego mocna pozycja na rynku wynikała przede wszystkim z negatywnej konotacji u konsumentów produktów konkurencyjnych. Innymi słowy: klienci kupowali Tuska nie dlatego, że jest to Tusk tylko dlatego, że nie chcą kupić jednego lub drugiego Kaczyńskiego (których nawet nie chcą spróbować, bo wywołuje u nich obrzydzenie sam ich widok i nazwa - brawa dla III RP!).

Tak wykreowany rynek i jego cechy oczywiście implikowały do jakże racjonalnego stwierdzenia: niezależnie jaki produkt zaoferujemy i tak szybko uzyska zaufanie konsumentów i będzie miał większy udział w rynku niż znienawidzony konkurencyjny! A bardziej przyziemnie: Spec-Zarząd Cieni III RP skonstatował prawdopodobnie, że już dość rządów niepewnych cywili i polityków. Czas wyjść z cienia i porządzić sobie wreszcie z pierwszego szeregu z naszym Chłopcem na czele.

Oczywiście wprowadzenie nowego produktu wymagało rozwagi a nie działań pochopnych. Skutecznie też należało przy okazji pozyskać też nowych konsumentów, tak aby jednocześnie nie zrazić starych. Stąd na początek zaoferowano jeszcze drugi (niby konkurencyjny produkt) zbliżony trochę do tego wycofywanego D. Tuska, ale nakierowany bardziej na profinansowy (proamerykański) segment rynku. Miał zaktywizować sprzedaż, dotrzeć do nowych segmentów rynku, skłonić do ponownego zakupu, dotrzeć do młodych konsumentów... a później oczywiście całe odium sukcesów tego zamiennika (R. Sikorski) przeniesione zostało umiejętnie na Nowy Produkt, czyli Naszego B. Komorowskiego. Dla R. Sikorskiego przewidziano zaś miejsce jakiegoś produktu komplementarnego w stylu Ministra Spraw Zagranicznych a dziś Marszałka Sejmu? Nie zapomniano też o pozostawieniu w ofercie dotychczasowej "dojnej krowy", czyli D. Tuska, którego wtedy dalej ulokowano na "dość wysokiej, premierowej półce" by w końcu wymościć mu rynkowe "rynkowe, unio-europejskie miejsce". Kierowano się przeto zasadą: wszak zanim zniknie z rynku (a wprowadzenie na rynek Nowego Produktu jest takową decyzją o stopniowym jego wycofaniu z oferty) taki produkt stanowi zawsze stały i pewny dopływ oczekiwanych przez firmę zysków i zapewnia jej bieżącą płynność finansową (w tym przypadku poparcie wyborców).

Karkołomna strategia wprowadzenia na rynek Nowego Zrewiatlizowanego Produktu zakończyła się pełnym powodzeniem - B. Komorowski został Prezydentem RP...

Zastanawia wszak tylko tylko jedno...

W okresie budowy "strategii wejścia" jej kreatorzy musieli sobie zdawać jednak sprawę z marnej jakości wprowadzanego Nowego Produktu. Od przeszło 4 lat widzimy (ci, co chcą widzieć i racjonalnie myślą), że jest to produkt spożywczo-polityczny, który smakuje o wiele gorzej niż go reklamowano... Nie miałby szans na osiągniecie lepszej sprzedaży niż Donald Tusk a w bezpośredniej rynkowej konfrontacji z produktem konkurencyjnym zwanym L.Kaczyński mógłby również - pomimo negatywnej u konsumentów konotacji konkurencyjnej marki - ponieść porażkę...

Jednak sytuacja na konkurencyjnym rynku nieraz bywa zaskakująco turbulentna... pod Smoleńskiem latami rosła pewna kevlarowa brzoza szumiąca, która siłą swej brzozowej woli oderwała skrzydło pewnego samolotu, albo wcale nie była jednak kevlarowa i samolot w ogóle tamtędy nie leciał, albo też leciał i sam z oddali siłą swej woli brzozę po prostu złamał wpół...

Zastanawiające... Jeżeli ktoś kiedyś pomyślał, że budowa strategii marketingowej jest przedsięwzięciem bardzo prostym, to historia owej brzozy wskazuje jak trudno w niesamowicie zmiennym i żywiołowym otoczeniu prawidłowo przewidywać mogące w przyszłości wystąpić określone zdarzenia a przecież prognozowanie tak naprawdę jest jedną z najważniejszych i zarazem najtrudniejszych umiejętności dobrego marketingowego stratega. Bardzo nieliczna i specyficzna zapewne jest ta niemal wizjonerska i wróżbiarska grupa specjalistów, która w sposób abstrakcyjno-intencjonalny potrafi wykreować  u siebie umiejętność przewidywania wystąpienia niemożliwych stanów przyszłości, w tym przypadku nagłego wycofania z rynku L. Kaczyńskiego, co umożliwiło - bez barier konkurencyjnych - swobodne wejście na rynek Nowego i Słabego Produktu pod nazwą B. Komorowski.

Tak więc dzisiaj nie możemy się dziwić, że w dalszym ciągu jest realizowana pewna strategia wobec tak wcześniej kosztotwórczego produktu jakim był i jest B. Komorowski. Ma ona na celu przedłużenie cyklu życia produktu politycznego na następną kadencję.  W jej ramach poprzez różne instrumenty (także z pogranicza absurdu i fałszerstw np. ośrodków badawczych) próbuje się PR-owo utrzymywać wysoki udział w rynku B. Komorowskiego, tak aby dla konsumentów stawał się jeszcze bardziej atrakcyjny kosztem produktów konkurencyjnych, a w szczególności J. Kaczyńskiego i jego PiS-u. Stąd jest ta ciągła osłona medialna poczynań naszego prezydenta i próba kreowania go na dobrodusznego Ojca Narodu m.in. malującego z dziećmi bombki pod choinkę i  nie mającego tak naprawdę żadnego konkurencyjnego produktu substytucyjnego. I cały sztab rządzący III RP zrobi wszystko aby tą kreację utrzymać i nie pozwoli nigdy, aby konsumenci przekonali się jakiej niskiej jakości jest tak naprawdę ów produkt zwany B. Komorowskim. Przed nami zaś walka konkurencyjna o konsumentów (wybory prezydenckie), więc ta kreacja będzie jeszcze bardziej widoczna a w jej ramach należy się spodziewać bezwzględnego niszczenia w zarodku jakichkolwiek prób prawdziwego przedstawienia negatywnych walorów produktu politycznego jakim jest B. Komorowski.

Podobnie jest z PO, która jest gwarantem monopolistycznego udziału w rynku produktu rozszerzonego jakim jest cały układ okragłostołowo-magdalenkowy. Tak naprawdę układ ten i PO z nowym produktem w postaci E. Kopacz (wykreowanym zresztą z wykorzystaniem podobnych instrumentów jak w przypadku B.K. m.in. w postaci wcześniejszego uplasowania jej na stanowisku M. Sejmu) są produktami komplementarnymi wobec B. Komorowskiego, to znaczy wszystkie one muszą istnieć razem, aby móc zaoferować konsumentowi określoną wartość w postaci III RP, której w sposób manipulacyjny przypisuje się pozytywną konotację.

Nie łudźmy się więc, że zbudowana wielkim kosztem 25 -lecia pozycja monopolistyczna obecnych politycznych produktów na rynku zostanie w jakiejś dopuszczalnej formie konkurencji rynkowej (np. w tym przypadku wyborów) zachwiana. Monopoliści zrobią wszystko, wraz z fałszerstwem wyborczym, aby zachować i rozszerzyć swój udział w rynku, monopolizując go całkowicie.

Aby się temu przeciwstawić, pokonać konkurencyjnie obecne oferowane produkty i zdobyć jednak dominującą pozycję na rynku trzeba by dzisiejsza opozycja przygotowała naprawdę szczegółową strategię marketingową, w której być może winny być zawarte elementy frontalnego ataku, czyli poderwania społeczeństwa do masowego i czynnego oporu wobec obecnej władzy.  W tym celu potrzeba jednak zbudować również alianse (porozumienia) strategiczne z wszystkimi innymi produktami konkurencyjnymi wobec obecnych monopolistów (np. z RN) a także doprowadzić do powszechnego bojkotu konsumenckiego tychże monopolistycznych i dominujących na rynku produktów.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

niedziela, 9 marca 2014

Jeszcze raz o konflikcie na Ukrainie...

Tym razem króciutko i podsumowująco...
(uwaga: tekst uzupełniony w dniu 15.03.2014 roku)


Jest kilka niezaprzeczalnych faktów o których częściowo pisałem w swoim poście pt.: ""Kto, jak i dlaczego "rozgrywa" Ukrainę"".

... Tutaj przedstawię je skrótowo, choć w wersji przedmiotowo rozszerzonej w stosunku do treści w/w postu.

Po pierwsze. W całym konflikcie nie chodzi o nic innego jak tylko o utrzymanie i rozszerzenie (Rosja) lub pozyskanie (UE, USA, międzynarodowe instytucje finansowe: prywatne i quasi państwowe) strefy wpływów, czyli chodzi o nic więcej jak tylko o władzę i pieniądze. Szczególnie zaś wszystko rozgrywa się wokół możliwej, przyszłej eksploatacji  zasobów naturalnych Ukrainy ( w tym: Krymu i Morza Czarnego) i możliwości jej zadłużeniowego drenowania przez międzynarodowe instytucje finansowe (prywatne banki, MFW, BŚ, EBC). Kłania się tu też geopolityczne znaczenie Ukrainy - z jednej strony - dla tworzenia przez Rosję Unii Euroazjatyckiej (zob.: http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/02/co-nas-czeka-jeden-rzad-swiatowy.html) a - z drugiej strony - również geopolityczne znaczenie Ukrainy dla USA oraz UE polegające na wciągnięciu jej w orbitę zachodnich wpływów unio-europejskich, przy czym dla wielu jest to droga do mitycznego Nowego Porządku Świata, czyli masońskiego NWO (zob: http://blogmedia24.pl/node/66869).

Po drugie. Na Ukrainie dokonało się obalenie władzy, które z całą pewnością dalekie było od tzw. cywilizowanych standardów nowoczesnej Europy. Dotychczasową władzę W. Janukowycza (wybranego w oficjalnych wyborach) obalono poprzez demonstracje uliczne, co oczywiście - szczególnie z punktu widzenia Rosji - było niezgodne z zasadami przyjętymi na Ukrainie i być może wcześniejszymi umowami między UE-USA a Rosją... gdzie Ukraina miała zostać pod wpływami Rosji (zresztą podobnie jak np. Polska i Czechy). Ponadto cały Majdan i demonstracje na Ukrainie były możliwe tylko dziękli sfinansowaniu ich przez niektórych ukraińskich oligarchów i międzynarodowe instytucje "banksterów". Podobno też dość dużą kwotę wyłożyły same USA. W tym kontekście warto przypomnieć, że jeden dzień demonstracji na Majdanie kosztował około 230 tys. PLN (700 tys. Hrywien). Niepokoić może także skład nowego rządu Ukrainy, który w dużej mierze składa się z przedstawicieli partii Swoboda, jawnie nawiązującej do nacjonalistycznej wizji Ukrainy reprezentowanej onegdaj przez S. Banderę i jego OUN-UPA (tzw. Wielka Ukraina - zob.: http://blogmedia24.pl/node/66893). Jest to szczególnie wrażliwy dla nas-Polaków temat, biorąc pod uwagę rzeź na Polakach jaką dokonała na Wołyniu OUN-UPA w czasie II Wojny Światowej a także przed nią i po niej.

Po trzecie. Nastąpiło zbrojne wtargnięcie na Krym dokonane z pogwałceniem międzynarodowego prawa przez Rosję. Jest to jednoznaczne z wypowiedzeniem przez nią wojny Ukrainie. I nie ma żadnego prawnego ani politycznego uzasadnienia przywoływanie przez Rosję prawdopodobnego faktu przypadkowego (a dokonanego przez Chruszczowa) przyłączenia Krymu do Ukrainy. Wedle wszelkich reguł Krym był i pozostaje częścią Ukrainy pomimo, że większość jego współczesnych mieszkańców stanowią Rosjanie (jeszcze 100 lat temu byli to Tatarzy Krymscy, których wysiedliła Sowiecka Rosja). Z tego punktu widzenia referendum na Krymie jest plebiscytem, którego wynik nie powinien być akceptowany przez świat demokratyczny.

Po czwarte. Ani prezydentowi Władimirowi Putinowi, ani UE, ani USA, ani tym bardziej międzynarodowym instytucjom finansowym nie chodzi o los obywateli Krymu i Ukrainy (patrz pkt.1). Zdaje sobie z tego sprawę W. Putin i uważa, że tak naprawdę ma wolną rękę w sprawie Krymu a nawet przyszłego losu całej Ukrainy lub też jej wschodniej części. Jest wielce prawdopodobne uzgodnienie na linii: Moskwa-Berlin-Waszyngton przyszłego podziału strefy wpływów na Ukrainie... pomiędzy Rosję a UE Patrz pkt.2). Jeżeli tak jest to ostre wypowiedzi polskich polityków i "prężenie przez nich muskułów" nic nie daje a jest tylko werbalnym jazgotem dokonywanym na potrzeby wewnętrznej kampanii wyborczej. Być może też "plebiscyt" na Krymie jest też przychylnie postrzegany przez Niemcy w kontekście ich niemałych roszczeń wobec naszego, polskiego Śląska (wspieranie RAŚ) i innych regionów Polski.

Po piąte. Raczej nie ma najmniejszych wątpliwości, że w razie konfliktu zbrojnego na linii: Polska - Rosja nikt nie ruszy nam z pomocą, chociaż jesteśmy w strukturach NATO. Wielokrotnie w historii pokładaliśmy zbyt wielkie nadzieje w naszych zachodnich sojusznikach. Ewentualna pomoc USA (bo na pewno nie krajów zrzeszonych w UE a będących członkami NATO - są zbyt mocno skorumpowane pieniędzmi Rosji i wzajemnymi z nią zależnościami polityczno-gospodarczymi: vide. Francja i Niemcy) zależeć będzie od zmiany geopolityki dokonanej przez prezydenta B. Obamę. Może ją radykalnie zmienić tylko w wypadku, jeżeli zagrożone zostaną geostrategiczne interesy USA a to zależy... od W. Putina i jego przyszłych działań.

Po szóste (w powiązaniu z piątym). Kraje członkowskie NATO w razie zaatakowania jednego z ich członków przez armię z poza NATO nie mają obowiązku ruszyć ze zbrojną pomocą. Są jedynie zobowiązane do rozpatrzenia takiej możliwości. Pozostaje nam jedynie wierzyć w USA, ale przecież pozbyliśmy się podczas katastrof: CASY pod Mirosławcem i rządowej Tutki pod Smoleńskiem najlepszych pronatowskich oficerów i dowódców oraz polityków będących wiarygodnymi w oczach USA. Na ile mogą być wiarygodni nasi obecnie rządzący politycy jeżeli od samego początku rządów PO-PSL dezawuowali konieczność rozmieszczenia w Polsce tarczy antyrakietowej a po 10 kwietnia 2010 roku potulnie spełniali życzenia Kremla i jej władcy W. Putina?. Pytanie chyba retoryczne i chyba nikt nie wierzy w dzisiejszą nagłą zmianę ich stanowiska... To tylko słowa... bez żadnego międzynarodowego znaczenia i być może nawet nam (czyli Polsce) w przyszłości szkodzące.

Po siódme (w powiązaniu z szóstym). Wszystkie obecne ostre wypowiedzi polskich przedstawicieli władz i mediów przeciwko Federacji Rosyjskiej świadczą albo o ich ograniczeniu umysłowym, albo są świadomym działaniem mającym na celu stworzenie przyszłego zagrożenia dla Polski (patrz pkt.6). Musimy sobie zdawać sprawę, że po śmierci ś.p. L. Kaczyńskiego Polska świadomie zrezygnowała z liderowania nowym, europejskim  krajom członkowskim UE i NATO. Przecież cały czas (tuż przed i po zamachu) wmawiano nam, że ś.p. L. Kaczyński to "idiota z szabelką" a zamach smoleński był li tyko nieszczęśliwym wypadkiem i oddano całe śledztwo Rosji... argumentując, że jest ona jednym z naszych najlepszych politycznych sprzymierzeńców i że można jej wierzyć na 1000%. Przegraliśmy (po 10 kwietnia 2010 roku) naszą szansę na budowę partnerstwa wschodniego  pod naszym przywództwem. Obecnie (za rządów PO-PSL) coraz mniej znaczymy w Europie i UE, i tym bardziej nasz nagły, negatywny głos w sprawie Ukrainy i  "ujadanie" na Rosję może tylko ją i naszych partnerów z UE oraz USA i NATO po prostu... śmieszyć... A może mamy pełnić rolę "kozła ofiarnego"? Niestety... Zaniedbaliśmy nawet nasze strategiczne interesy związane z bezpieczeństwem energetycznym Polski: brak gazoportu w Świnoujściu, brak ustaw związanych z wydobyciem gazu i ropy z łupków, zgoda na płytsze w Bałtyku osadzenie rurociągu północnego w okolicach Świnoujścia (ograniczenie w dostawach gazu skroplonego przez największe jednostki pływające). Podobnie przez ostatnie 6 lat zlikwidowaliśmy resztki rodzimego przemysłu, szczególnie ciężkiego. Nie mamy też armii zdolnej do odparcia jakiejkolwiek agresji... I to wina tylko i wyłącznie obecnej ekipy rządzącej. Dzisiejsze ich słowa to czysta hipokryzja...

Po ósme (w powiązaniu z siódmym). Polska armia nie ma najmniejszych szans w starciu z wojskami Federacji Rosyjskiej ani chyba żadnymi innymi. Taka jest niestety prawda i trudno się pocieszać faktem, że w starciu z Rosją nie ma szans większość krajów europejskich. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że stanowimy wschodnią granicę NATO i winniśmy (wzorem kiedyś RFN) mieć naprawdę bardzo silną armię. Dlaczego jej nie mamy? Zapytajmy obecnie rządzących... Tym bardziej nie mamy szans w jednoczesnych walkach: gospodarczej - z Niemcami i jej UE oraz zbrojnej - z Rosją. Jesteśmy zdani na to, co tak naprawdę powie i zarządzi wraz z W., Putinem A. Merkel. To tak jakby historia zatoczyła koło... Może jestem zbytnim czarnowidzem, ale za rządów PO-PSL straciliśmy jakiekolwiek znaczenie polityczno-gospodarczo-wojskowe. Może faktycznie (jak nawoływał R. Sikorski a teraz potwierdza L. Wałęsa...) Polska winna się całkowicie oddać pod władanie Niemcom? Smutne, jeżeliby było prawdziwe...

Po dziewiąte. Tak czy inaczej i niezależnie od rozwoju sytuacji Polska potrzebuje dziś silnej armii, i to zarówno liczebnie, jak i pod względem uzbrojenia! Podwyższenie naszej zdolności obronnej jest możliwe tylko wtedy, gdy w Polsce obejmą rządy Polacy a nie potulni wykonawcy likwidacji Polski jako suwerennego i niepodległego państwa! Podobnie dziś potrzebna jest nam dywersyfikacja źródeł dostaw ropy i gazu (szybkie ukończenie gazoportu w Świnoujściu i powrót do idei budowy rurociągu Nbucco - z pominięciem Rosji - i z Norwegii).

Po dziesiąte. Polska potrzebuje więc nowego rządu spełniającego wolę narodu polskiego i odsuwającego od władzy skorumpowanych i - dla mnie - antypolskich polityków w stylu Tuska, Sikorskiego, Kalisza, Palikota, Millera,Komorowskiego i innych quasi lub faktycznych liber-komuno-global-lewaków...

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

piątek, 7 czerwca 2013

"Całujcie mnie wszyscy w dupę"... dwa wiersze...

Prezentuję niniejszym wiersz J. Tuwima "Całujcie mnie wszyscy w dupę" oraz jego uwspółcześnioną - wedle mnie bardzo celną - parafrazę, na którą natknąłem się w sieci. Cytuję obydwa wiersze mając nadzieję, że nie zgorszę tym czytelników a raczej wprawię ich w pewną zadumę nad czasami przeszłymi i teraźniejszymi...

Julian Tuwim 
Tytuł: "Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali"

Absztyfikanci Grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy.
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Izraelitcy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę !
Którzy chlipiecie z “Naje Fraje”
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Werzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści, i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy… wileński
(Pan wie już za co, profesorze !)
I ty za młodu nie dorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta;
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item Syjontki palestyńskie,
Haluce, co lejecie tkliwie
Starozakonne łzy kretyńskie,
Że “szumią jodły w Tel-Avivie”,
I wszechsłowiańscy marzyciele,
Zebrani w malowniczą trupę
Z byle mistycznym kpem na czele,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I ty fortuny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ględziarze i bajdury,
Ciągnący z nieba grubą rętę,
O, łapiduchy z Jasnej Góry,
Z Góry Kalwarii parchy święte,
I ty, księżuniu, co kutasa
Zawiązanego masz na supeł,
Żeby ci czasem nie pohasał,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę !…


"Całujcie mnie wszyscy w dupę" 
autor nieznany* (współczesna parafraza wiersza J. Tuwima)

Absztyfikanci od Donalda
i SLD-owskie równe chłopy,
Co podliczacie swoje salda,
wy honorowe mizeroty.
Warszawskie bubki, żygolaki,
z szajką wytwornych pind na kupę,
cwaniaki, franty, zabijaki.
Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

Wy hazardowi rwacze kasy
Rychy i Zbychy z Mirem w odwodzie
Wy POlszewickie przekrętasy
Bez przerwy na złodziejskim głodzie
Którzy amnezją powaleni
zbieracie się w bandycką kupę
Nie wszyscy tutaj wymienieni,
Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

I wy, oszuści i blagierzy,
Wypierdy bez polskiego ducha
Myślicie, że wam naród wierzy
- usunie Was stąd zawierucha.
Karne pętaki i szturmowcy,
co grać gotowi nawet trupem
I rekordziści, i sportowcy,
Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

Wajdy i Kutze wskroś ponure,
Hołdysy, bez mózgowej Kory.
Podskakiwacze pod kulturę,
którzy bezwiednie robią w pory.
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

I jeszcze Bolek dureń krewki,
Co dużo chciałby, a nie może,
oraz „profesor” Bartoszewski
(Pan wie już za co, „profesorze” !)
I ty za młodu nie dorżnięta
Pitero, co masz taki tupet,
że szczujesz na nas swe szczenięta;
Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

I ty półhrabku z Ruskiej Budy
co Putinowi liżesz zadek,
sprzedajesz Polskę – tobie kudy
patriotyzmu trzymać spadek.
I europejscy marzyciele,
zebrani w malowniczą trupę
Z ryżym i miernym kpem na czele,
Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

I ty fortuny skurwysynu,
gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, spod Lublina łże-pajacu,
Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

I wy głupawi niewolnicy,
sondaży co wam mózg lasują,
„autorytetów” zwolennicy,
które naprawdę na was plują.
I wy warszawskie wykształciuchy,
co nadstawiacie władzy pupę,
głosując jak więzienne juchy,
Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

Wy z komuchami w lewej flance,
ciągnący z Polski grubą rentę,
szerzący dziś moralną francę,
niszczący wszystko to co święte,
I ty, proroku z TVN-u,
co mózg związany masz na supeł,
i w własnym szambie brak ci tlenu.
Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

I wy, o których zapomniałem,
lub pominąłem was przez litość,
to nie dlatego, że się bałem,
Ale, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
zapewne skażesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie wy mnie wszyscy w dupę !…

--------------------------

Pozdrawiam

*Prawdopodobnie autorem jest bloger o nicku "Palnick"

środa, 15 maja 2013

Nie podoba się? To wynocha z mojego kraju!

Już kiedyś pisałem, że wśród spraw dla mnie ważnych są i te dotyczące rozwiązywania egzystencjalnych, realnych problemów dnia codziennego... Stąd nieraz okresowa przerwa w spisywaniu moich -  obejmujących bieżące wydarzenia społeczno-polityczne - przemyśleń i spostrzeżeń ...

Niemniej do jednego muszę się po raz wtóry odnieść i to w sposób być może dla niektórych ponownie zbyt emocjonalny, ale...

Cały czas, coraz bardziej mam po prostu już dość tych wszystkich, dla których Polska to nienormalność! Mam dość tych wszystkich, którzy nie szanują moich przodków, mojej wiary, mojej historii, mojej tradycji, mojego języka, mojej Polski.

Mam serdecznie dość widoku tych ich roześmianych gęb przypominających mi szpetne świńskie mordy nawiedzone przez złego ducha hipokryzji, kłamstwa, morderstwa, zła, konsumpcjonizmu, relatywizmu, warcholstwa, emocjonalnej pustki, mitomaństwa, postmodernizmu, globalizmu, syjo-komuno-lewactwa i... wprost szaleństwa... Chwilami  miałbym ochotę po prostu najzwyczajniej w świecie odczuć satysfakcję z ich upadku, chciałbym widzieć ich cierpienie i strach w ich oczach...

Na szczęście bardzo szybko w moim sercu zwyciężać zaczyna smutek, politowanie i współczucie dla nich... Wiem, że są tak przesyceni małością zła, iż tylko wielkość dobra może ich zmienić. Zawsze jest na to czas, w każdej chwili, każdego dnia... Muszą tego jednak chcieć, choć intencjonalnie wykazać się wolą wyznania wyrządzonych przez nich krzywd  i ich naprawienia...

A jak tego nie chcą, jak im się nie podoba polskość i moja Ojczyzna, jak jej nienawidzą to... niech stąd wyp.... ! Dla nich nie ma  miejsca na polskiej, naszej ziemi! Jeżeli tak uwielbiają babrać się w fecesach to niech sobie szukają swojego chlewu gdzie indziej a nie budują go w Polsce.

Tak, Panie Premierze! Dla Ciebie "...polskość to nienormalność...", więc nie ma dla ciebie miejsca w  Polsce a uciekając z niej zabierz ze sobą swoją przyboczną hołotę.

Tak, Panie J. Palikocie! Uważasz, że już "...przyszedł czas, by powiedzieć Polakom, że muszą się wyrzec swojej polskości...", więc - jako zapewne etnicznie obcy Polakom - uciekaj stąd czym prędzej i zabierz ze sobą swoją przyboczną i fałszywie hrabiowską hołotę!

Tak, Panie "różowo-czekoladowy prezydęcie", fałszywy hrabio! Żałowałeś, że ruski snajper nie zastrzelił z 30 metrów twojego poprzednika a przejąłeś obowiązki prezydenta antykonstytucyjnie i ponadto - według ciebie - byłoby najlepiej jakby Polska wyszła z NATO! Ośmieszyłeś nasze tegoroczne Święto Flagi Państwowej, nasze umiłowanie tradycji i polskości. Uciekaj z mojej Polski do swoich WSI-wych i GRU-owych towarzszy... Przyjmą cię zapewne z otwartymi ramionami...

I wy wszyscy, którzy przedkładacie niemiecką europejskość i sowieckość nad dobro mojej Ojczyzny, wy wszyscy TW, KO, zdrajcy i mordercy... opuśćcie  Polskę na dobre! Mam was dość!

Może wśród Niemców, Francuzów, Hiszpanów, Brytyjczyków, Szwedów, Włochów, Rosjan, Żydów i innych będzie wam lepiej... Wszak tam już nie będziecie musieli znosić tych znienawidzonych Polaków, tej chorej dla was Polski! Tam wam będzie dobrze, będziecie kochani, każdy was przyjmie zapewne z wielką ochotą... Wasza nienawiść do Polaków zamieni się w miłość do Niemców, Francuzów, Żydów i innych... Będziecie w końcu szczęśliwi a my - Polacy może kiedyś wam wybaczymy... Może...

Pozdrawiam


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 11 maja 2013

Pakt Ribbentrop-Mołotow nadal trwa?

Wiele wskazuje na to, że mamy obecnie do czynienia z kontynuacją paktu Ribbentrop-Mołotow, który nigdy nie został anulowany. Przyczynili się do tego na początku tzw. III RP m.in. Mazowiecki, Michnik, Kuroń, Geremek i inni zasymilowani a'la Polacy. Jego efektem może też być ewentualny zamach w Smoleńsku, na którym być może w równym stopniu sumarycznie skorzystały Niemcy jak i Rosja, przy czym z geopolitycznego punktu widzenia więcej korzyści odnieśli chyba Niemcy i ich UE.

Kondominium rosyjsko-niemieckie wyraża się przede wszystkim we wspólnych interesach ekonomicznych, takich jak bałtycki gaz czy też kontrowersyjna polsko-unijno-rosyjska umowa o małym ruchu granicznym z obwodem kaliningradzkim, o którą w równym stopniu zabiegali Rosjanie i Niemcy. Niepokojące z polskiego punktu widzenia jest też rozmieszczenie w tym obwodzie rosyjskich rakiet średniego zasięgu oraz planowana budowa elektrowni atomowej.

Innym przejawem dążenia do degradacji Polski jest jej regionalizacja jako element jej wewnętrznego rozbicia oraz kreowanie i wspomaganie przez Niemcy antypolskich ruchów odśrodkowych takich jak RAŚ czy też Związek Mazurów. Podobnie niepokojąca jest też dominacja Niemiec w Unii Europejskiej a - dzięki śmierci L. Kaczyńskiego a tym samym "śmierci" jego projektu stworzenia z nowych unijnych państw silnego "stowarzyszenia w UE" - geopolitycznie ta dominacja prowadzi wprost do eliminacji Polski jako liczącego się państwa w UE.

Kontynuacja paktu  Ribbentrop-Mołotow jest współcześnie pozbawiona elementu jawnej agresji zbrojnej. Wystarczą zamachy na Polaków, którzy jawnie się jemu przeciwstawiają a ponadto uzależnienie ekonomiczne wobec niemieckiej UE i energetyczne wobec Rosji.

Innym przejawem ponownego rozbioru Polski przez kondominium rosyjsko-niemieckie jest kreowanie polskiej sceny politycznej. Doprowadzono do tego, że w Polsce mamy proniemieckiego premiera i prorosyjskiego prezydenta, którzy nie reagują na antypolskie zachowania swoich protektorów. Żaden z nich - wedle mnie - nie realizuje polskiej racji stanu. Jaskrawym np. przykładem całkowitego uzależnienia naszego premiera od Niemiec jest jego polityka korzystnej dla nich degradacji polskiego przemysłu (m.in. likwidacja stoczni) czy też zdymisjonowanie J. Gowina przede wszystkim dlatego, że w niezawoalowany sposób oskarżył Niemcy o eksperymentowanie z polskimi zarodkami in vitro. Nie inaczej wygląda sprawa z B. Komorowskim, który w ferworze swojego poddaństwa wobec Rosji zapowiedział swego czasu wyjście Polski z NATO.

Zapewne można znaleźć wiele innych przykładów na służalczość obecnych władz Polski wobec Rosji i Niemiec...

Wygląda więc na to, że Polska została podzielona na dwie strefy wpływu, gdzie Niemcy uzyskały status agresora terytorialno-ekonomicznego a Rosja agresora przede wszystkim energetycznego (np. wieloletnia i niekorzystna dla Polski umowa gazowa czy też powolne przejmowanie koncesji na wydobycie ropy łupkowej i gazu łupkowego).

Pozdrawiam

P.S.
Poniżej - ku refleksji i zastanowieniu - prezentuję tekst prof. M. Giertycha, który wskazuje, że niestety popełniliśmy - jako państwo - kardynalne błędy u zarania III RP.

"W ostatnich latach ZSRR była szansa na jakąś rekompensatę dla Polski za pakt Ribbentrop-Mołotow, na drodze zmian terytorialnych lub powołania na terenach polskich zagarniętych przez ZSRR w roku 1939 Republiki Wschodniej Polski, bądź polskiego regionu autonomicznego. W tym czasie, gdy rozsypywał się Związek Radziecki powstało około 50 nowych republik autonomicznych lub suwerennych, w tym Czeczeńska, Abchaska, Górno-Karabachska itd. Jak pisze Tadeusz Dąbrowski (Rocznik Wschodni, 1995, Wyd. Remark, Dom Polonii, Rynek 19, Rzeszów) w artykule pt. "Kwestia polska w ostatnich latach istnienia ZSRR" polscy deputowani do parlamentu ZSRR w latach 1989-1991 (było ich 8), a w szczególności Jan Ciechanowicz i Anicet Brodawski z Wileńszczyzny, upominali się o prawa ludności polskiej, dyskryminowanej nie tylko przez państwo radzieckie ale i przez republiki związkowe, a po ich usamodzielnieniu, przez nowe państwa. Publiczne te wystąpienia porównać można do głosów Korfantego czy Seydy w parlamencie Pruskim w czasie I Wojny Światowej. Odważnie upominali się nie tylko o przyznanie do zbrodni katyńskiej, ale i do anulowania skutków Paktu Ribbentrop-Mołotow przez przyznanie obszarom zamieszkałym przez Polaków autonomii. Szczególnym echem odbiło się wystąpienie Ciechanowicza na zjeździe deputowanych ludowych ZSRR w dniu 22.XII.89r., które opublikowała Izwestia (9 mln. nakładu), a przedruki trafiły do prasy polonijnej w USA. Jak mi pisze w liście Jan Ciechanowicz w latach 1989 i 1990 szansa na to była. Wielokrotnie w tej sprawie rozmawiał z Gorbaczowem, Ryżkowem i Jelcynem. Landsbergis (późniejszy prezydent Litwy) mówił w wywiadzie telewizyjnym w roku 1990, że "niestety niepodległa Litwa powstanie bez Wilna, ale trzeba na to pójść" - musiał więc coś wiedzieć o tych planach. Warto przypomnieć, że w tym samym czasie pod naciskiem Gorbaczowa NRD podpisała z Polską umowę o rozgraniczeniu wód w Zatoce Pomorskiej w taki sposób by dojazd do portu szczecińskiego odbywał się poprzez polskie wody terytorialne (podpisanie w maju 1989, wymiana listów ratyfikacyjnych w czerwcu 1989). Zjednoczone Niemcy musiały to porozumienie uznać. Gdyby nie życzliwe, pro-polskie stanowisko Gorbaczowa to dzisiaj RFN na takie porozumienie by nie poszła i Szczecin stałby się portem martwym, jak Elbląg. Był to więc czas gdy na Kremlu panowały nastroje Polsce przychylne. Gdyby doszło do uznania polskiej autonomii w ramach ZSRR to dzisiaj polska ludność tamtych terenów nie musiałaby znosić upokarzającego prześladowania, wywłaszczania, litwinizacji, białorusizacji, ukrainizacji. 

Sprawa ta ponoć nie miała poparcia rządu Mazowieckiego. Jak twierdzi Janusz Szmigielski w okólniku Koła Lwowian w Chicago (luty-marzec 1996) "panowie Geremek, Michnik, Kuroń i Mazowiecki pojechali do Moskwy w wielkim pośpiechu i prawie na klęczkach błagali Gorbaczowa by tego nie czynił i ten wreszcie przystał na ich prośby". Według Ciechanowicza Gazeta Wyborcza okrzyknęła go twardogłowym komunistą i agentem Moskwy. Zbigniew Balcewicz, na łamach redagowanego przez siebie polskojęzycznego "Kuriera Wileńskiego" apelował o oddanie pod sąd Ciechanowicza za "nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej Republiki Litewskiej", za co groziła mu kara śmierci (cytuję za artykułem Dąbrowskiego w Roczniku Wschodnim, 1995). Do dziś Ciechanowicz nie może dostać stałej pracy ani na Litwie, ani w Polsce (historyk, językoznawca). 

Prof. Edward Prus twierdzi (artykuł pt. "Gorbaczow chciał, Michnik - nie" Głos Polski (Toronto) 26.IV.96), bazując na rewelacjach, które ukazały się w "anglojęzycznej prasie nowojorskiej" (rozumiem, że polonijnej), iż rozważane były trzy warianty rozwiązań terytorialnych: 1) zwrot całości ziem zagarniętych w 1939 r., 2) zwrot Lwowa i Zagłębie Drohobyckiego oraz 3) rekompensata w postaci okręgu królewieckiego, do którego miano przemieścić Polaków z Kazachstanu. Wszystko miało być połączone z odwołaniem Paktu Riobbentrop- Mołotow i uznaniem 17 września 1939 roku za agresję. Prus twierdzi, że wie od dyplomaty radzieckiego, teraz reprezentującego swoją republikę, że ostrzegał nacjonalistów, iż uznanie 17 września 1939 roku za agresję pociągnie za sobą skutki, agresja bowiem dokonała się nie na Zachodnią Ukrainę tylko na Polskę. [Szmigielski (Okólnik Koła Lwowian w Chicago, luty marzec 1996) twierdzi, powołując się na Prusa, że chodzi tu o p. Serdaczuka, b. konsula ZSRR w Krakowie, a obecnie ambasadora Ukrainy w Polsce].

Prus podaje dalej, że w 1995 r. zetknął się z przypadkiem Geremka, Mazowieckiego i Kuronia, "który się do nich przyłączył". Tym samym jego wypowiedzi we Lwowie, iż jest szczęśliwy z tego, że Lwów nie należy do Polski mogły być konsekwencją "zmowy" osób, które pojechały do Moskwy, odwiedziły Kreml i przekonały Gorbaczowa o niecelowości pomysłu. Polska bez żadnej rekompensaty ze strony sowieckiej przyjmuje "opcję zerową" nie żądając w zamian niczego.

Wszystko to informacje bardzo mgliste, ale nie ma dymu bez ognia. Jakieś rozmowy na ten temat były i nic z tego dla na nas nie wyniknęło. Jedynie gen. Wojciech Jaruzelski mógłby udzielić informacji co rzeczywiście było omawiane. 

Jak na razie Pakt Ribbentrop-Mołotow nadal obowiązuje, ale już tylko Polskę".


Źródło: prof. Maciej Giertych, Opoka w Kraju, wrzesień 96

Jako komentarz niech służą moje słowa z początku tekstu: "Innym przejawem dążenia do degradacji Polski jest jej regionalizacja jako element jej wewnętrznego rozbicia oraz kreowanie i wspomaganie przez Niemcy antypolskich ruchów odśrodkowych takich jak RAŚ czy też Związek Mazurów"...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 3 maja 2013

RÓŻOWY PREZYDĘT (oby żył wiecznie)...

Seawolfowi....

---------------------------

Moim subiektywnym zdaniem, cała ta hucpa z różową akcją "Orzeł może" miała być jawną kpiną i szydestwem z państwowości oraz tradycji polskiej. Poprzez zamianę naszej biało-czerwonej na róż miano -wedle mnie -  zakpić z barw narodowych a z godła chciano zadrwić czekoladowym potworkiem. W zamiarze miało to być chyba niemal szydercze sprofanowanie naszych barww narodowych i naszej państwowości. Chciano w Dzień Flagi pokazać, że nikt tej flagi nie niesie i nie jest do niej przywiązny.

I tak się stało... na pochodzie "różowców" nie było biało-czerwono a różowo... a czekoladowego potworka ustawiono tam, gdzie niedawno modliliśmy się pod Krzyżem Smoleńskim...

Oragnizatorzy z GW na czele myśleli, że już chyba nie można było zakpić z nas bardziej, ale się przeliczyłi...

Impreza - mimo podobno 100 tys. zł państwowej dotacji - okazała się totalną klapą i ośmieszeniem, ośmieszeniem przede wszystkim B. Komorowskiego... Poza tym pokazała nam (przynajmniej mnie), jak bardzo środowiska: "michnikowszczyzny" i "okołoprezydenckie" nienawidzą tradycyjnej polskości, narodowego patriotyzmu i naszej-polskiej tożsamości... oraz jak bardzo chyba się nas boją i są bezradne... skoro imają się takich ośmieszających je eventowo-różowych metod...

Mnie najbardziej jednak cieszy zestawienie: podobno przygotowano 10 tysięcy różowych gadżetów a rozdano może z 1,5 tysiąca, bo tylu tylko uczestników zgromadził ten - dla mnie - antypolski marsz pod przewodnictwem różowego "Prezydęta"...

RÓŻOWY PREZYDĘT  (oby żył wiecznie) - tak od dziś można  humorystycznie nazywać B. Komorowskiego... Dla dodania "czekoladowego smaczku" można też dodać parafrazę jego słów: "Jaki Prezydęt, taki orzeł"...



Pozdrawiam

P.S.
O "klapie" imprezy świadczy m.in. chociażby wstydliwe, post factum, milczenie mainstreamowych mediów, co idealnie wychwycił bloger Gdzie tam Prezydentowi do ogiera.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 23 listopada 2012

Scenariusz "chłopców"...

Nie wiem, co zamierza obecna totalitarna władza PRL-bis. Nie wiem, czy chce nam zafundować drugi stan wojenny. Wydaje mi się natomiast, że wiem jaki jest ich przypuszczalny scenariusz, który i tak "chłopcy" starają się realizować... mimo śmieszności, kuriozalności i odniesionych porażek.

Środowiska "michnikowszczyzny" i  syjo-unio-globalistów zrobią wszystko, aby "okrągłostołowa zdrada" trwała i realizowała się przez następne dziesięciolecia. Będą też starały się, aby prawda o zamachu smoleńskim nigdy nie "ujrzała światła dziennego". Ich podstawowym celem jest zniszczenie w zarodku odradzającego się polskiego patriotyzmu.

I. Tło scenariusza

1. Ubiegłoroczny Marsz Niepodległości był wstrząsem dla ekipy "trzymającej władzę". Tylu ludzi się nie spodziewali i nie udała się niestety prowokacja mająca na celu wybuch zamieszek niemal w całej Warszawie.

2. Środowiska patriotyczne zyskują coraz większe poparcie społeczne a  w wolnym, internetowym przekazie jest coraz więcej prawdy i coraz więcej ludzi tą prawdę czyta i komentuje. Blogerzy i patriotyczne, prawicowe fora internetowe stają się "drugim" obiegiem informacji, niezależnym od władzy.

3. Kłamstwo smoleńskie jest coraz bardziej widoczne. Polscy specjaliści odkryli ślady materiałów wybuchowych  na wraku rządowego, wojskowego samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem. Ponadto kolejne ekshumacje potwierdzają zamianę ciał pomordowanych. Obok A. Walentynowicz zamieniono też ciało prezydenta R. Kaczorowskiego i ciała księży lecących do Smoleńska. J. Kaczyński zastanawia się nad ekshumacją M. Kaczyńskiej. W "Rzeczpospolitej" opublikowano artykuł o śladach trotylu i nitrogliceryny, które eksperci znaleźli we wraku tupolewa.

4. Stan finansów publicznych jest fatalny. Zbliżają się rozmowy o budżecie unijnym na kolejną perspektywę unijną lat 2014-2020, gdzie zapewne - ze względu na kryzys w UE - Polska nie uzyska zamierzonych wstępnie środków pomocowych. Wskaźniki gospodarcze i sytuacja wewnętrzna też potwierdzają zbliżanie się recesji i wzrost bezrobocia. Polacy są coraz bardziej zmęczeni i dostrzegają słabość rządów PO-PSL.

II. Scenariusz

1. B. Komorowski - pomimo niewystarczających przesłanek- ma dalej starać się o ustawowe ograniczenie wolności zgromadzeń. Jednocześnie ma przejąć inicjatywę i zorganizować swój marsz niepodległości wytrącając opozycji i inicjatorom Marszu Niepodległości oręż krytyki wobec niego o brak poszanowania tej rocznicy. My zaś postaramy się o to, żeby skłonić PiS do wzięcia udziału w organizowanycm przez środowiska patriotyczne marszu,

2. Kolejnym działaniem, jakie podejmiemy będzie przygotowanie prowokacji policyjnej w dniu 11 listopada 2012. W tym celu skorzystamy z rozwiązań, zaprzyjaźnionych z nami służ sowieckich. Postaramy się sprowokować tłum poprzez wprowadzenie w jego szeregi naszych prowokatorów w kominiarkach. Oni zaczną atakować policję. W wyniku powstałych zamieszek użyjemy kobiet-policjantek do strzelania w tłum. Tak sprowokowani uczestnicy marszu zaatakują kobiety-policjantki i będziemy musieli użyć - w obronie kobiet, które zostały zaatakowane przez hordy chuliganów i kibiców - sił policyjnych z bronią ostrą. Zamieszki obejmą całą Warszawę. Poleje się krew a może i będą ofiary śmiertelne,

2. D. Tusk 11 listopada ma  wyjechać za granicę. Obojętnie gdzie. Ważne, żeby był daleko i jak zwykle z opóźnieniem zareagował - jako mąż stanu - na zamieszki i zapowiedział ustawowe zmiany prawa ograniczającego wolność obywateli. Ponadto ma wystąpić o delegalizację organizatorów marszu.

3. Na "fali oburzenia społecznego" ujawnimy przygotowanie do zamachu na najważniejsze osoby w państwie. Od roku przeprowadzamy grę operacyjna mająca wykreować polskiego zamachowca. Celem jest przestraszenie opinii publicznej i wywołanie u niej zachowań nienawistnych wobec polskich środowisk patriotycznych, w tym ONR, MW i PiS.

4. Ma nastąpić porozumienie środowisk nam najbliższych, czyli RPP i SLD. Winny one napiętnować zachowania polskich "antydemokratycznych, ksenofobicznych, nacjonalistycznych i antysemickich" środowisk patriotycznych.

5. W odpowiednim momencie PO ma złożyć wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu J. Kaczyńskiego i Z. Ziobry a następnie żądać kolejnej delegalizacji organizacji patriotycznych, w tym też PiS.

6. W dalszej kolejności należy prowadzić działania zmierzające do ocenzurowania internetu. W tym celu należy systematycznie "wyłapywać" poszczególnych internautów, którzy są przeciwni obecnej władzy i ich ośmieszać, dezawuować, atakować a w konsekwencji uniemożliwić im - poprzez blokowanie ich stron - działalność. Pierwszego można zaatakować niejakiego Nicponia. Przy braku odpowiedniej reakcji zastraszonych mediów i forumowiczów (tak jak w przypadku np. twórcy strony "Anykomor")  należy kontynuować takie działania wobec niezależnych i patriotycznych forów internetowych.

III. Skutek

1. Wszystkie te działania mają prowadzić do zachowania obecnego post - okrągłostołowego status quo i wyeliminowania w Polsce jakiejkolwiek opozycji politycznej.

2. Ostatecznym celem zaś jest wprowadzenie władzy prezydenckiej i miłościwie panowanie naszego "chłopca", czyli Bronka Komorowskiego!!!

Mam nadzieję, że ten hipotetyczny scenariusz jest tylko moja konfabulacją...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 20 listopada 2012

Do czego - być może - są Oni zdolni...

 ...aby ukryć prawdę o zamachu smoleńskim i zniszczyć odradzanie się polskiego narodu!?

(refleksje zupełnie "na gorąco" po konferencji prasowej prokuratury i ABW... jako tylko moje takie intuicyjne przypuszczenia i hipotezy robocze... być może zupełnie mijające się ze stanem rzeczywistym...)

--------

Najważniejszym - w czasie konferencji prasowej prokuratury apelacyjnej i ABW - przekazem o planowanym zamachu na polski parlament było to, iż podobno niedoszły zamachowiec kierował się ideami narodowościowymi, nacjonalistycznymi, ksenofobicznymi i antysemickimi...

Jakoś tak, tylko intuicyjnie wydaje mi się, iż cała ta sprawa jest misternie tkaną od wielu miesięcy operacją specjalną nakierowaną na powstrzymanie odradzania się polskiego patriotyzmu i mającą też na celu zastopowanie odkrywania prawdy o zamachu smoleńskim. Forma i sposób poinformowania przez prokuraturę oraz ABW o udaremnionym zamachu jest typowym przekazem mającym chyba na celu wskazanie przez III RP jawnego wroga, którym są oczywiście pośrednio... środowiska narodowościowe i niepodległościowe organizujące m.in Marsz Niepodległości.

Chyba więc "chłopcy" są tak przestraszeni, iż mieli przygotowane rozwiązania i wszystko szło zgodnie ze scenariuszem... oprócz marszu, którego nie udało się udaremnić ani sprowokować jego uczestników do agresji. Sekwencję, w której najpierw następuje "trotylowa prowokacja" w Rzeczpospolitej, później "prowokacja marszowa" a na końcu "prowokacja zamachowa" (o domniemanym zamachu było wiadomo przed marszem) mieli po prostu przygotowaną i - żeby m.in. prawda o zamachu w Smoleńsku nie ujrzała owego światła dziennego oraz dla powstrzymania odradzania się narodu - chcą nam zafundować otwarty i brutalny totalitaryzm w III RP*.

Oczywiście dodatkowym celem odpowiedniego nagłośnienia tej sprawy jest też zapewne ponowne  wskazanie "wyborcom elit III RP" ich wroga i  wzbudzenie kolejny raz ich lęku oraz przerażenia przed inaczej myślącymi, patriotycznymi Polakami...

Sądzę, że właśnie po ubiegłorocznym (i tegorocznym) Marszu Niepodległości i wobec coraz bardziej odkrywanej prawdy o zamachu smoleńskich ten blady strach zapanował w szeregach okrągłostołowców. Teraz może nastąpić np. próba rozwiązania MW i ONR i może zostać przedstawiony jakiś prezydencki pakiet ustaw totalitaryzujących państwo polskie. Jestem też pewny, że negatywna narracja będzie teraz nakierowana na środowiska narodowe, wszechpolskie i patriotyczne, które nigdy nie zapowiadały przecież jakiegoś siłowego rozwiązania "republiki okrągłego stołu", co usilnie starają się im zarzucać środowiska lewicowo-komunistyczne.

Jak mocno muszą się bać elity III RP, bać polskości i ujawnienia o nich prawdy? Oj... bardzo!

Rodzi się jeszcze jedno pytanie: Czy chodzi tylko o rozbicie środowisk patriotycznych czy też o wyprzedzające "odwrócenie uwagi" od innych informacji, które dzisiaj lub w najbliższych dniach mogą zostać ujawnione i przekazane opinii publicznej. Wszak podobno było wiadomo o zamachowcu już 5 listopada a być może ABW podejmowała wobec niego działania o wiele miesięcy wcześniej...

Ponadto ciekawe, że akurat dzisiaj, tak szybko (dwa tygodnie prowadzenia samego śledztwa), w taki sposób (konferencja prasowa) i w godzinach rannych przekazano tę informację w sytuacji trwania jeszcze postępowania operacyjnego i czynności śledczych a także zatrzymania tylko jednego podejrzanego (gdzie podobno jest jeszcze kilka osób współuczestniczących w przygotowaniach do tegoż zamachu). Czy to nie jest błąd (być może przestępstwo) śledczych i umożliwienie mataczenia w sprawie przez innych podejrzanych? A jeżeli tak, to kto zdecydował o publikacji teraz i w takiej formie tej informacji...

Pytań i wątpliwości jest więcej a sytuacja jest "rozwojowa"...

*parafraza opinii blogera michaela: http://blogmedia24.pl/node/61075

Pozdrawiam

P.S.
Nie neguję, że jakiś maniak mógł przygotowywać zamach i jeżeli tak było, to cieszę się, że ABW go udaremniła. Wszędzie na świecie są osoby, dla których ostatecznym celem jest np. zamach terrorystyczny i dokonywanie mordów z różnych pobudek, w tym politycznych. Być może też - do czego się skłaniam -  potencjalnego zamachowca wykorzystano tylko do "bieżących potrzeb politycznych" elit III RP. Ale też tego maniaka można było odpowiednio wykreować lub pozwolić mu na funkcjonowanie do czasu, aż stanie się to dowodem jego przestępczej działalności. Umiejętności i doświadczenie służb specjalnych różnych państw w tym zakresie są powszechnie wiadome: wykreować lub pozwolić na zaistnienie zagrożenia tak, aby stały się one pretekstem do "odpowiednich" i szeroko zakrojonych działań zagrożenia te eliminujących... Takie działania podejmuje się też w celu autopromocji służb i udowodnienia ich niezbędności i skuteczności...

P.S.2.
Był mord polityczny dokonany na członku PiS w Łodzi. On został dokonany i ABW nie potrafiła temu zapobiec...

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 8 października 2012

Sondażowa redukcja biegów przed ostrym zakrętem


Pędzący do tej pory z dużą szybkością i na ostatnim biegu, rządowo-koalicyjny automobil w ostatnich miesiącach zdecydowanie zwalnia i przygotowuje się zapewne do ostrego zakrętu, zmiany kierunku jazdy oraz roszady pasażerów.  Dotychczasowi zaś podróżni są zdezorientowani i mogą tylko wierzgać nóżkami, próbować zmieniać ułożenie swoich siedzeń, trochę pokrzyczeć i… raczej wyłącznie przyglądać się perfekcyjnym manewrom technicznym dokonywanym przez kierującego pojazdem. A ten - jak wiadomo - jest raczej powszechnie nieznany, co wydaje się oczywiste skoro wywodzi się z kręgów spec-chłopców i nad-chłopców spod znaku SOWY oraz ekierki i cyrkla.  

Trzeba przyznać, że kierowca jest bardzo sprawny i potrafi bezbłędnie wejść w zakręt redukując w odpowiednim czasie i w odpowiedniej kolejności poszczególne przełożenia… Wykazując się niebywałą przecież precyzją zdecydowanie zwolnił i zmienił biegi przejeżdżając obok AmberGold, czym wprawił w zdenerwowanie i zakłopotanie najważniejszego pasażera, teraz zaś już ostro przyhamował mijając znaną firmę badawczą TNS Polska. Główny pasażer – który do tej pory ślęczał na tylnym siedzeniu szlifując nowe przemówienie – już wie, że zakręt jest nieunikniony a do samochodu mogą wsiąść jeszcze dodatkowe osoby… Dla niego zaś może zabraknąć miejsca…

Pozdrawiam

P.S. 1.
Inspiracją do napisania tego krótkiego tekstu był post Chłodnego Żółwia pt.: Koniec pewnej ePOki... Czas na Schetynę?. W komentarzu do niego napisałem mniej więcej (tutaj trochę rozszerzam pierwotną wersję komentarza nie zmieniając jego sensu):

„Dobrze prawisz autorze. Ja już w lipcu w swoim poście Polski "bilderberg"wieszczy rewolucję w PO i wyznacza następcę po D. Tusku!! pisałem, że sam A. Olechowski dał sygnał wszystkim do przełożenia „wajchy” oraz zwinięcia „parasola ochronnego” nad D. Tuskiem i - nakazowo dla wtajemniczonych - zapowiedział zmiany oraz krytykował sobie D. Tuska i PO pod jego rządami, że hej ;). Co prawda A. Olechowski wskazywał jako następcę premiera S. Nowaka, ale o G. Schetynie też wypowiadał się całkiem pozytywnie. Zdecydowanie natomiast „piał z zachwytu” nad J. Palikotem wskazując na jego polityczny talent a nawet geniusz (sic!).  Cała wymieniona przez „wajchowego” trójka jest zresztą bardzo blisko związana z B. Komorowskim oraz jego unio-wolnościowym otoczeniem i to on – zgodnie z pierwotnym scenariuszem „chłopców” - ma przejąć całość władzy w Polsce. "Wajchowy" oczywiście też pozytynie nie zapomniał wsomnieć o L. Balcerowiczu. Sądzę też, że PSL przeczuwa coś niedobrego dla siebie, stąd ostatnie inicjatywy rozmów z PiS i zdecydowanie się na otwartą wojnę z J. Gowinem... Być może już niedługo doczekamy się zmiany na stanowisku premiera… Czyżby „chłopcy postawili już na Schetynę w tej roli a na wicepremiera szykowali nam J. Palikota?  Może właśnie też owe sondaże są kolejną „wajchą” i w obronie przed „Kaczyzmem” poszerzona zostanie koalicja o Ruch Palikota a Tuska zamieni Schetyna lub Nowak? Dla mnie będzie to jeszcze większy koszmar i nóż w mej kieszeni już sam się otwiera…”.

P.S.2.
 Refleksyjnie o ostatnich sondażach… Wielokrotnie* wskazywałem na fakt możliwości dokonywania manipulacji sondażami na każdym etapie procesu badawczego: od sposobu budowy kwestionariusza i kolejności zadawania pytań oraz ich brzmienia poprzez proces liczenia, weryfikacji i analizy danych aż po prezentacje wyników badania. Prawdopodobieństwo nierzetelności badawczej jest szczególnie duże w przypadku sondaży popularności partii politycznych dokonywanych na zamówienie przez polskie instytucje badawcze i długo przed wyborami. W takim przypadku ewentualne rozbieżności z oficjalnymi wynikami przyszłych wyborów można tłumaczyć faktem zmian - w tak długim czasie - preferencji wyborczych. Chciałbym, aby firmy badawcze w Polsce miały opinię rzetelnych, ale wszyscy wiemy, że raczej należy je oceniać negatywnie, nad czym boleję. Uważam – być może niesprawiedliwie – że ostatni sondaż jest wynikiem odpowiedniego „zamówienia” na taki a nie inny ich wynik i jest skierowany wyłącznie do wyborców PO (lemingów i czerpiących profity z PRL-bis). To tylko moja opinia i mogę się mylić. Oprócz tego, o czym wspomniałem w zasadniczym tekście,  dodatkowym – może makiawelicznym - powodem ich opublikowania było przestraszenie własnych wyborców "Kaczorem" i zmobilizowanie ich do walki z nim. Ponadto dodatkowym celem sondażu było  stworzenie u lemingów oraz beneficjentów systemu paniki i oczekiwania na cudowne oraz ozdrowieńcze kolejne "ekspose" Tuska. No tak – miały pomyśleć lemingi - musimy zaciskać pasa, ale to już lepsze niż zwycięstwo PiSiorów. Czyli musimy - mimo wyrzeczeń - dalej popierać Tuskusia lub RPP, bo inaczej wygra Kaczor i wtedy będzie katastrofa (lemingi) lub odcięcie od profitów i sądy powszechne (beneficjenci systemu). Sądzę jednak, że najważniejszym powodem jest – wskazany w tekście – zbliżający się zakręt i roszada pasażerów w samochodzie rządowym.
*Zobacz np.: Och! Sondaże... tyle "kreatywnej" pracy twórczej w kanałach z fecesami! (http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/06/och-sondaze-tyle-kreatywnej-pracy.html)

Pozdrawiam


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com