Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. Morawiecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. Morawiecki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 stycznia 2023

Co dalej z premierem M. Morawieckim? Podsumowanie

Moje krytyczne wobec premiera M. Morawieckiego dwa ostatnie teksty wzbudziły mieszane uczucia moich czytelników i komentatorów. I to w kilku obszarach.

Pierwszy z nich dotyczy "kalania własnego gniazda", czyli faktu, iż ja jako zwolennik Zjednoczonej Prawicy i polski patriota nie powinienem pisać krytycznie o premierze, bo on jest "twarzą" obozu rządzącego wybraną przez J. Kaczyńskiego i jego krytyka jest jednocześnie krytyką samego PiS, co może wpłynąć niekorzystnie na wynik jesiennych wyborów parlamentarnych. Krytykowanie więc M. Morawieckiego jest w tym ujęciu jednoznaczne z poparciem obozu opozycji totalnej.

Drugi zaś obszar obejmuje zdziwienie, że dopiero teraz zauważyłem, iż przyjęcie środków z unijnego Funduszu Odbudowy i naszego KPO jest równoznaczne z niemal całkowitą przez Polskę utratą suwerenności, co wynika z faktu konieczności spełnienia przez nas warunków ("kamieni milowych") narzuconych nam przez elity unijne. 

Trzecim obszarem jest pośrednie przyznanie mi racji, ale wskazuje się, że tak naprawdę nie mamy wyboru i tak będziemy zmuszeni do głosowania na ZP, bo alternatywą jest zwycięstwo opozycji totalnej a to by oznaczało już koniec Polski jako suwerennego i niepodległego państwa. Lepiej więc milczeć niż wyrażać wobec władzy swoje wątpliwości i krytykę - przynajmniej do wyborów. 

Kolejnym obszarem jest bezpośrednie przyznanie mi racji i – co jest ciekawe – głosy takie padają również wśród polskich patriotów i konserwatywnych zwolenników prawicy, którzy zauważają, że wokół KPO dzieją się zastanawiające i dziwne rzeczy, które godzą w polską suwerenność. 

Ostatnim obszarem jest również przyznanie mi racji, ale z perspektywy krytyków obecnych rządów nie będących zwolennikami obozu totalnej opozycji. Wskazuje się tu na hasło "PiS-PO to to samo zło", które powstało już podczas spotkań magdalenkowych i  przy Okrągłym Stole, gdzie politycznie zabetonowano polską scenę polityczną od prawa do lewa (od prawicowych PC-PiS poprzez centrowe UW-UD-KLD-PO do lewicy). Częściowo takie opnie wyrażają zwolennicy Konfederacji.

Oczywiście pojawiły się też głosy ze strony fanatyków i wyborców totalnej opozycji, ale z nimi trudno dyskutować, bo żadne fakty do nich nie docierają a większość z nich z radością i spazmatycznie spija kłamstwa z dziubka D. Tuska. Jedni uważają się za obywateli europejskich a nie przede wszystkim polskich, więc stanowią oni dla mnie grupę, z którą Polacy w ogóle nie powinni "zasiadać do stołu". Drudzy to sfrustrowana dotychczasowa elita tzw. III RP - "wykształciuchy" ("lemingi") i beneficjenci XXX lecia niby wolnej Polski, którzy stracili miano autorytetów a także zostali odcięci od profitów wynikających z fałszywie przez nich pojmowanej wyższości nad pisowskim plebsem. Ci też są "puści jak bęben" i nie ma sensu z nimi wchodzić w dyskusję, bo nimi kierują jedynie emocje a nie merytoryczna wiedza.

Cóż ja mogę na te zarzuty i pochwały powiedzieć?

Po pierwsze. Tak, jestem zwolennikiem obecnie rządzących i na nich od lat głosuję. Tym niemniej kiedyś napisałem, że nie oznacza to, iż jestem fanatykiem i przyjmuję wszystko bezkrytycznie. Kontynuowałem, że jeżeli zauważę, że mój rząd czy prezydent zmierzają w niewłaściwym dla Polski kierunku to będę o tym pisał. Choćby tylko dlatego, aby ich przestrzec i aby skorygowali swoje działania. I tak jest teraz, bo uważam, że faktycznie rząd w sprawie KPO się zamotał i prostą drogą dąży ku przepaści, czyli przegrania jesiennych wyborów. Wskazuję przy tym konieczność nowego otwarcia już bez premiera M. Morawieckiego. A takie nowe otwarcie winno nastąpić jak najszybciej, bo przecież wybory są dopiero za 10 miesięcy, które mogą spokojnie wystarczyć dla nowego premiera, aby powrócić na dobrą drogę i nadać nowy kierunek działań bez obciążenia w postaci ustępstw na rzecz Unii Europejskiej. Także to nie jest tak, że "kalam własne gniazdo", ale robię to z troski o los Polski, bo naprawdę nie wyobrażam sobie, aby ekipa D. Tuska znów w Polsce przejęła stery rządzenia. I my jako patrioci winniśmy pokonać dysonans poznawczy (jest to trudne) i uzmysłowić sobie, że obecne rządy też mogą się mylić. 

Po drugie. To nie jest tak, że dopiero teraz przejrzałem na oczy. W 2015 roku napisałem tekst "Czy M. Morawiecki jest dobrym wyborem dla Polski? Wtedy M. Morawiecki został wicepremierem rządu a ja napisałem m.in. tak: "Tak więc jak na razie trudno stwierdzić, czy powołanie M. Morawieckiego okaże się sukcesem czy też klęską. Wierzę jednak, że J. Kaczyński wie co robi i daje szansę M. Morawieckiemu na odegranie w Polsce znaczącej, historycznej roli. Może właśnie to wyzwanie, ta szansa i jego patriotyczne ambicje zdecydowały o tym, że M. Morawiecki zrezygnował ze świetnie płatnej posady na rzecz kilkukrotnie mniejszej gaży w polskim rządzie? Chciałbym, żeby to ostatnie było prawdą i J. Kaczyński się nie pomylił, bo w przeciwnym razie może okazać się, że ów wybór był najgorszym na jaki Polska zasługiwała a J. Kaczyński ryzykując wszystkim przegra wszystko a z nim również wszystko przegra nasza Ojczyzna" [1]. Później też i już 2022 roku napisałem w tekście "Czy premier M. Morawiecki naprawdę jest aż tak bezczelnym kłamcą?" tak: "Po pierwsze: pieniądze z FO są tylko w części grantowe a reszta to pożyczki. Po drugie: gdyby jakiś kraj unijny nie mógł spłacić tych pożyczek to m.in. Polska będzie musiała je w jakiejś części je spłacać. Po trzecie: UE narzuca nam w "kamieniach milowych" konieczność narzucenia dodatkowych unijnych podatków (np. za samochody spalinowe), na co się zgodziliśmy. Po czwarte: tak naprawdę 99% tych "kamieni milowych" zmniejsza naszą suwerenność a nie odwrotnie jak - powiem to dosadnie - kłamie premier M. Morawiecki. Czy można być aż tak aroganckim i bezczelnym kłamcą? I to wobec patriotów z Klubów Gazety Polskiej? I ten żenujący argument o krytykach jako "ruskich onucach" [2]. Ważnym też był tekst "Ewentualne pułapki przyjęcia przez Polskę pieniędzy z FO...", w którym wskazałem, że "w sumie jestem zły, że Polska nie wycofała się z tych umów z roku 2020. Mieliśmy idealny pretekst w postaci przeszło rocznego blokowania dla nas środków z FO przez KE. Zostałoby nam te 101 mld Euro tradycyjnej pomocy unijnej i sądzę, że to dla nas by wystarczyło a dzięki temu uniknęlibyśmy uwspólnotowienia długów, podatków unijnych i "mechanizmu warunkowości", czyli tego wszystkiego, co diametralnie ogranicza naszą suwerenność i niepodległość oraz staje się podwaliną budowy Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa ze stolicą w Berlinie" [3]. Tak więc ostatnie teksty wcale nie były nagłym wyjątkiem w mojej narracji na temat FO (KPO).

Po trzecie. W nawiązaniu do pierwszego akapitu odpowiedzi uważam, że nie ma odpowiedniego czasu na wskazanie ewentualnych błędów naszych rządzących. Zawsze można znaleźć argumenty, że to nie ten czas, nie ten moment. A kiedy będzie ten moment? Po przegraniu wyborów? Naprawdę jeżeli choć trochę nas niepokoi obecna sytuacja w sprawie KPO to winniśmy o tym mówić głośno i to właśnie teraz. Później to już nie będzie miało sensu, bo wybory będą zbyt blisko i faktycznie w imię zwycięstwa nie będziemy raczej skłonni krytykować nasz rząd. Pamiętamy jak to było z wetami pana Prezydenta A. Dudy wobec ustawy o reformie sądownictwa. Do dzisiaj ten smród za ten błąd ciągnie się za nami. 

Po czwarte. W swojej krytyce M. Morawieckiego nie jestem osamotniony. Po naszej patriotycznej stronie coraz więcej jest takich samych głosów. Choćby np. redaktor R. Ziemkiewicz widzi to niemal tak samo jak ja a przecież jego nie można uznać za zwolennika totalnej opozycji, choć bywa kontrowersyjny. Zresztą też Solidarna Polska tak samo ocenia niby kompromis zawarty z UE w sprawie KPO i tych 160 czy 200 kamieni milowych, których spełnienie warunkuje otrzymanie tych pieniędzy. Zapowiada też, że nie poprze nowej ustawy o sądach, w tym o SN.


Po piąte. Całkowicie się nie zgadzam ze stwierdzeniem, że PiS-PO to to samo zło. Tak nie jest. Dla Polski złem w czystej postaci jest PO i jej akolici z totalnej opozycji natomiast PiS zrobił chyba najwięcej dla Polski i Polaków od 1989 roku i choć ja mam wiele zastrzeżeń do obecnych władz to takie tożsame porównanie jest niewłaściwe i krzywdzące obecne władze. Tak, apeluję o zmianę premiera, ale nie oznacza to, że jestem tego rządu skrajnym przeciwnikiem. Jest wprost przeciwne, bo moim zdaniem wymiana premiera jest konieczna aby wygrać kolejne wybory na jesieni tego roku. I powtórzę: nie wyobrażam sobie ponownego przejęcia sterów władzy przez PO i D. Tuska.  

I to by było na tyle, bowiem jak wspomniałem nie mam zamiaru "zasiadać do stołu i dyskutować" ze zwolennikami totalnej opozycji. 



Film R. Ziemkiewicza Morawiecki musi odejść

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

niedziela, 8 stycznia 2023

Czy M. Morawiecki winien ustąpić ze stanowiska premiera?

Szanowny Michał Karnowski na portalu wpolityce.pl przedstawił krótką analizę problemów związanych z naszym KPO i wskazał m.in. na pięć kroków, które należy podjąć, aby w końcu otrzymać te pieniądze i osiągnąć w tej sprawie porozumienie z Solidarną Polską [1]. 

Wpierw jednak stara się pokazać, że obecny wewnątrzrządowy klincz w sprawie KPO wynika z upartego w tej sprawie patrzenia wyłącznie wstecz. "Czy należało w to wchodzić? Kto miał rację przed lipcowym szczytem UE w 2020 roku, a kto co zrobił na grudniowym. Kto przestrzegał, kto dostrzegał szanse".  I stwierdza, że dziś, u progu roku wyborczego takie patrzenie wstecz nie ma dziś sensu i trzeba iść do przodu. "Ten ping pong pomiędzy koalicjantami, a także prezydentem, te dąsy, ta twitterowa komunikacja, wszystkie te podszczypywanki, są dla wyborców (często płacących w swoich środowiskach dużą cenę za popieranie ZP) niezrozumiałe, odbierane jako brak odpowiedzialności. 
Rozumiem, że reforma wymiaru sprawiedliwości to ważny cel dla obozu. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: co się udało, to udało. Co zablokowano, to zablokowano. Ten front i tak jest zamrożony. Uważam, że tkwienie w tym grzęzawisku szkodzi także Solidarnej Polsce. Także i ona staje się partią tego jednego tematu, a wielkie sukcesy w walce z przemocą domową, nie płacącymi alimenty, pracy dla więźniów, pomocy ofiarom przestępstw na tym tle nie wybrzmiewają".

Pan M. Karnowski uważa, że jednak z tego klinczu można wyjść i że "wystarczy rozejrzeć się wokół i dostrzec, że obóz rządzący ma możliwości wbudowania w ewentualny kompromis zabezpieczeń które oddalą kluczowe obawy wszystkich uczestników procesu". Proponuje zatem pięć kroków, które mogą doprowadzić do kompromisu w tej sprawie: 

1. Wszystkie strony mogą uznać iż pozostają przy swoich zdaniach co do sensowności KPO, ostatecznego kosztu grantów i pożyczek, opłacalności dla Polski. Kompromis polegający na uznaniu politycznej konieczności zamknięcia tego tematu, nie musi znosić prawa do wyrażania krytycznych opinii.

2. Wprowadzenie na forum koalicji bezpieczników, które by oddalały niepokoje iż zgoda na KPO jest zgodą na kolejne takie programy. Koalicjanci mogą się umówić, że wejście w kolejny taki projekt unijny (a w Brukseli się o nich myśli), będzie wymagało przedstawienia precyzyjnych założeń na piśmie i wspólnej zgody partnerów politycznych. Tak działają mądrzy politycy: przede wszystkim wyciągają wniosku na przyszłość.

3. Uzgodnienie przez koalicjantów i prezydenta, że np. po pół roku od uchwalenia ustawy lub jej wejścia w życie zostanie dokonana analiza jej funkcjonowania. Jeżeli okaże się, że faktycznie jest ona źródłem wielkiego chaosu prawnego, że jej skutkiem są próby podważania kompetencji prezydenta, to większość parlamentarna będzie mogła zareagować. Jak już kiedyś napisałem: co ustawą wprowadzono, ustawą można wycofać. Mamy też w tle ważny wyrok TSUE (o zakazie podważania jednego sędziego przez drugiego) oraz wyroki polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

4. Uzgodnienie, iż jeżeli tym razem Komisja Europejska znowu oszuka, to koalicja rządząca także dokona sensowności funkcjonowania w polskim systemie prawnym mechanizmów wprowadzonych w ramach szukania kompromisu z Brukselą.

5. Wyciągnięcie wniosków z przeszłości. Partie koalicji rządzącej, przy współpracy z prezydentem, winny wspólnie rozpocząć prace nad możliwymi w tych warunkach, a koniecznymi przecież, dalszymi reformami wymiaru sprawiedliwości, do podjęcia w ewentualnej trzeciej kadencji.

Nie będę wnikał czy te pięć kroków do osiągnięcia kompromisu w Zjednoczonej Prawicy jest trafnych i czy faktycznie ich realizacja przyniesie ów kompromis. 

Natomiast nie mogę się zgodzić z pierwotną tezą autora mówiącą, że trzeba zapomnieć o przeszłości i iść do przodu. Tak się po prostu nie da i jeżelibyśmy teraz przeszłość dotyczącą porozumień w sprawie FO (i naszego KPO) odgrodzili "grubą kreską" to uznalibyśmy, że tak naprawdę nikt nie popełnił żadnych błędów i nikt za nie nie poniesie konsekwencji. A przecież tak nie jest.

Trzeba bowiem w końcu jasno powiedzieć: polscy negocjatorzy podczas budżetowych rozmów na szczeblu unijnym w lipcu i grudniu 2020 roku wykazali się całkowitą naiwnością. Zarówno premier M. Morawiecki jak i K. Szymański podpisali wszystko co KE i cała UE im zaproponowała. Naprawdę wszystko. I podatki unijne, i uwspólnotowienie długów oraz nieszczęsną warunkowość otrzymywania funduszy z unijnego Funduszu Odbudowy (FO) na podstawie którego powstał nasz Krajowy Plan Odbudowy (KPO). Nawet nie wiedzieliśmy co tak naprawdę podpisujemy, bo okazało się, że tych warunków ("kamieni milowych") nie jest tylko 3-4 związanych z praworządnością i systemem sądownictwa w Polsce, ale prawie 200 i to bardzo mocno uszczuplających naszą suwerenność [2].

W ówczesnym czasie (2020 rok) Z. Ziobro apelował o polskie weto wobec tych unijnych propozycji. Niestety premier był głuchy na przestrogi ziobrystów i tak naprawdę to on  - jako premier rządu -  a nie K. Szymański ponosi pełną odpowiedzialność za swoją naiwność i uwierzenie niemieckiej KE pod wodzą Niemki Ursuli von der Leyen. A tych oszustw wobec Polski było więcej. Można dać się oszukać raz, można i dwa razy, ale potem winno się uodpornić na kłamstwo a nie znowu mu ulegać.

Jak na razie swoistym "kozłem ofiarnym" stał się Kondrat Szymański, były już Minister ds. Unii Europejskiej. Zastąpił go Szymon Szynkowski vel Sęk. Sam K. Szymański stwierdził, że "przez bardzo długi czas zabiegał on o to, aby doprowadzić do deeskalacji różnych sporów (pomiędzy Polską a UE - dop.: kj) i w wielu sprawach to się udawało (...) Natomiast ten zasadniczy spór cały czas natrafia na różnego typu blokady tak w Polsce, jak i Brukseli. I myślę, że nowe otwarcie, także personalne, być może temu pomoże" [2].

Naprawdę przeszłości nie można oddzielać "grubą kreską". Już to nieraz przerabialiśmy. Za błędy w negocjacjach z UE odpowiada  tak naprawdę - na co już wskazałem - premier M. Morawicki i to on powinien ponieść największe konsekwencje a nie taki K. Szymański. To tak jak w normalnej firmie, gdzie za kardynalne błędy usuwa się prezesa, choćby za tzw. brak właściwego nadzoru. Nowy prezes ma czystą kartę i może próbować wyjść z tego zła uczynionego przez poprzednika. To tak jak powiedział K. Szymański: "Natomiast ten zasadniczy spór cały czas natrafia na różnego typu blokady tak w Polsce, jak i Brukseli. I myślę, że nowe otwarcie, także personalne, być może temu pomoże". 

Sądzę więc, iż takie nowe otwarcie powinno nastąpić i dotyczyć premiera M. Morawieckiego, który winien ustąpić ze swojego stanowiska. Wtedy być może będzie można zrealizować te pięć kroków, które zaproponował M. Karnowski. 

Zdaję sobie sprawę, że taka ewentualna dymisja premiera jest bardzo ryzykowna. Mamy rok wyborczy. Spodziewać się możemy ze strony totalnej opozycji brutalnego ataku na obóz rządzący. Poza tym premiera łatwo zdymisjonować a powołać bardzo trudno.

Także zniemczona i lewacka UE i jej Komisja Europejska wraz z jej przewodniczącą  zrobią wszystko, aby odsunąć ZP od władzy. Jak to mniej więcej mówiła Ursula von der Leyen zwracając się do D. Tuska: "Donaldzie, mam nadzieję, że będę cię mogła przywitać jako premiera Polski". 

Chyba ostatnim już orężem, który totalna opozycja wraz z UE ma dziś do wykorzystania to są właśnie środki unijne z Funduszu Odbudowy a ściślej ich blokowanie dla Polski. Nie łudźmy się zatem, że te środki otrzymamy, nawet gdybyśmy już całkowicie oddali naszą suwerenność, bo zawsze jeszcze coś sobie można wymyśleć i blokować te środki dalej. I tak będzie do samych wyborów, niezależnie co Polska zrobi, jak uniżenie będzie klękać przed elitami unijnymi, co tam na rozkaz UE podpisze.  

W takim układzie zmiana premiera wcale nie musi być aż tak ryzykowna. Ale jeżeli ma to nastąpić to jak najszybciej.  

Trudno mi wskazać postać, która mogłaby zastąpić M. Morawieckiego. Przychodzą mi do głowy dwa nazwiska: B. Szydło i Z. Rau. B. Szydło już raz była premierem i dała się poznać jako osoba ambitna i działająca dla dobra Polski. Uzyskała też przychylność elektoratu a na arenie międzynarodowej potrafiła "walnąć pięścią w stół" i sprowadzić elity unijne "do narożnika". Z. Rau jest profesorem prawa i trudnym dla interlokutorów  negocjatorem. Imponuje spokojem i bystrością umysłu. Jest człowiekiem, który mógłby na arenie międzynarodowej zrobić dużo dobrego dla Polski. Problemem jest jego "niedostępność dla ludu". Nie ma bowiem charyzmy przyciągania tłumów. Ale od tej strony go jeszcze nie poznaliśmy i mogę się mylić. 

To tyle moich refleksji. Co będzie to zobaczymy. Napisałem te słowa z myślą o dobru Polski. W swoim spojrzeniu mogę się mylić i nawet z M. Morawieckim na czele rządu PiS i ZP wygrają kolejne wybory i utworzą kolejny rząd. Nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej. A już powrót D. Tuska na stanowisko premiera byłoby koszmarem dla Polski... a może już wtedy landu niemieckiego?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 

Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

piątek, 17 czerwca 2022

Czy premier M. Morawiecki naprawdę jest aż tak bezczelnym kłamcą?

Kiedyś - t.j. 25.01.2020 roku i odnosząc się też do moich wcześniejszych tekstów - napisałem o M. Morawieckim:

"Mateusz Morawiecki w Davos rozmawiał z szefową YouTube i  raczył był napisać na Facebooku: "Wpis z cyklu: Polaków można spotkać wszędzie. Chyba wszyscy w Polsce wiedzą co to jest YouTube, ale pewnie nie wszyscy wiedzieli, że jego szefową jest Suzanne Wójcicki.  Na pewno Was zaskoczę, ale Susan jest moją daleką kuzynką z serca Świętokrzyskiego – jej rodzina mieszkała w Piotrowicach a moja rodzina w Nawarzycach i znały się świetnie. Te relacje potwierdziliśmy już na wielu przykładach. Spotkaliśmy się właśnie w #Davos. I wszystkich serdecznie pozdrawiamy" [1].

Onegdaj też stwierdził, że: ""członkowie jego rodziny” byli w stanie przeżyć niemiecką okupację dzięki pomocy polskich rodzin, lecz „żadna z tych osób, które narażały swoje życie nie została zaliczona w poczet tych najbardziej uhonorowanych, wielkich bohaterów – Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”". "W ten sposób Mateusz Morawiecki poinformował o żydowskich korzeniach swojej rodziny, co w polskiej polityce zdarza się rzadko. Albo wicepremier ma odwagę ignorować antysemickie uprzedzenia, albo te uprzedzenia w Polsce słabną, także w środowisku politycznym polityka. A może i jedno, i drugie".

Wspomnę tylko, że nasz premier przez wiele lat był prezesem jednego z największych polskich banków a wszyscy na świecie wiedzą, że takie lukratywne stanowiska w sektorze banksterskim mogą mieć tylko rodowici Żydzi lub też korzeniami z tymi Żydami "zjednoczonymi".

Czy mi to przeszkadza? Raczej nie, bo takie są fakty... Oczywiście zawsze podchodzę z pewną dozą podejrzliwości do ludzi, którzy mają żydowskie pochodzenie lub też są filosemitami. Jednocześnie jednak - mimo krytycyzmu - uważam, że można być zawsze osobą, która jest przychylna Polsce.

Swego czasu pisałem o M. Morawieckim: "Jego życiorys zawodowy jest wszakże ściśle związany z UE oraz III RP i dotychczas świetnie - jako przedstawiciel "banksterstwa" - radził sobie w tym szemranym środowisku. Stąd rodzi się wiele uzasadnionej krytyki M. Morawieckiego wskazującej, że jest on zwolennikiem i beneficjentem europejskiej idei wielopłaszczyznowej i ponadnarodowej integracji państw w ramach UE. Wskazuje się w tym kontekście, że: ukończył on "unijne" studia w Hamburgu, bankową karierę rozpoczynał w Deutsche Bundesbank w Niemczech, był związany z Central Connecticut State University i  w 1998 roku został zastępcą Dyrektora Departamentu Negocjacyjnego i Akcesyjnego w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, czyli przygotowywał Polskę do członkostwa w UE. W sferze zarzutów wobec M. Morawieckiego jest też sprawowanie przez niego funkcji prezesa zarządu "banksterskiego" BZWBK czy ścisłe związki z Konfederacją Lewiatan, kojarzoną ze spec-kreatorami III RP i np. nazwiskami takimi jak Kostrzewa czy Bochniarz. Dla wielu ostatecznie przesądzającym o negatywnej ocenie M. Morawieckiego jest jego udział w Radzie Gospodarczej premiera D. Tuska. Wielu też wskazuje jednak, że swoje osiągnięcia zawodowe zawdzięcza tak naprawdę talentowi, wiedzy, doświadczeniu i ciężkiej pracy w niesprzyjającym mu - z powodu własnej opozycyjnej działalności jak również takowej jego ojca K. Morwieckiego - otoczeniu. Poza tym podkreśla się zaangażowanie finansowe jego banku (BZWBK) w różnorakie przedsięwzięcia patriotyczne w Polsce, których nikt nie chciał współfinansować... ani rząd PO-PSL ani też żadne gospodarcze podmioty państwowe czy prywatne".

Pisałem to niespełna pięć lat temu i przez ten czas premier M. Morawiecki okazał się być jednak dobrym premierem, ale czy jego korzenie nie wpłyną niekorzystnie dla Polski w świetle ustawy 447 JUST? A poza tym, czy mając takie rodzinne konotacje nie powinien wpłynąć na cenzorską politykę YouTube, która na ten przykład zabrała telewizji internetowej wRealu.24 możliwość zarobkowania na reklamach?" [1].

Zacytowałem powyższe obszerne fragmenty mojego tekstu, aby przedstawić fakt, że od samego początku byłem trochę nieufny wobec premiera M. Morawieckiego, chociaż nieraz go nawet chwaliłem. Sądzę, że w ogóle zwolennicy PiS (a do takich się zaliczam) dalej mają mieszane odczucia wobec premiera i w dobrej wierze  oraz na zasadzie chciejstwa chcą wierzyć w jego dobre intencje... bo wierzy w niego J. Kaczyński. 

Ale... ostatnie tygodnie i miesiące zasiały chyba w zwolennikach partii rządzącej wiele wątpliwości, które szczególnie dotyczą tzw. Krajowego Planu Odbudowy (KPO) i warunków wobec Polski (nazywanych w UE "kamieniami milowymi"), które UE postawiła wobec naszego kraju, i które musimy spełnić, aby otrzymać jakiekolwiek pieniądze z unijnego Funduszu Odbudowy. 

Okazało się bowiem, że tych warunków unijnych ("kamieni milowych") nie jest tylko trzy, które dotyczą wymiaru sprawiedliwość (a tak myślała cała opinia publiczna w Polsce), a przeszło 160 a nawet 200 czy więcej. Musimy je wszystkie spełnić, żeby dostać choć pierwszą transzę wypłaty z unijnego FO, którą przewidziano dopiero na wrzesień 2022 roku. A te "kamienie milowe" to dosłownie "ukamienowanie Polski". Są tam zapisy tak szczegółowe i tak pozatraktatowe, że aż "włos się jeży na głowie". Ozusowanie wszystkich umów o pracę, podwyższenie wieku emerytalnego (sic!) czy wprowadzenie podatków za korzystanie z samochodów spalinowych (na benzynę i ropę) i tzw. "zielone zapisy". To tylko malutki wycinek tych warunków. Można o nich przeczytać w dwóch dokumentach [2], [3]. 

Szerzej o tym pisałem w tekście: "Rządowe animozje w sprawie KPO – Czy jest to "ukamienowanie" Polski?" [4]. 

Wobec tych aż tak dużych wątpliwości myślałem, że rząd podejmie nad nimi dyskusję z polskim społeczeństwem. Liczyłem na wytłumaczenie dlaczego zgodziliśmy się na te warunki i może na jakąś obietnicę, że nie prowadzą one do utraty naszej suwerenności i niepodległości. Że może jednak jest jakieś wyjście z tych "unijnych więzów" a rząd w jakiś cudowny sposób przechytrzył lewackie elity unijne. 

Ale niestety - i piszę o tym ze smutkiem - w tym obszarze nic się nie wydarzyło a wprost przeciwnie. 

Dziś odbywa się zlot Klubów Gazety Polskiej i w czasie jego trwania padło pytanie jednego z australijskich przedstawicieli tych klubów: "Czy kamienie milowe oznaczają koniec z suwerennością Polski?". 

Proszę dobrze sobie przyswoić co premier M. Morawiecki odpowiedział na to pytanie: "Właśnie dziś, kiedy pieniądz jest tak drogi dla Polski, musimy rynkom finansowym płacić gigantyczne pieniądze, to dziś te pieniądze z KPO są potrzebne, by zabezpieczyć naszą suwerenność (...) Wszyscy, którzy próbują rozpętać histerię wokół tzw. kamieni milowych mylą się i nie tylko są w błędzie, ale leją wodę na młyn ruskiej propagandzie. Wiecie dlaczego? Bo suwerenność możemy utracić także poprzez gigantyczny kryzys gospodarczy, który doprowadzi do załamania. A pieniądze zewnętrzne, które są grantowe, unijne, za nie nie płacimy. Nie musimy płacić odsetek, ani ich zwracać. One są potrzebne na inwestycje. Łatwiej będzie nam wyjść obronną ręką z tych tarapatów (...) Proszę wszystkich członków Klubów. Pamiętajcie - KPO wzmacnia nasze bezpieczeństwo czy suwerenność. 99 procent tych kamieni milowych jest absolutnie w interesie Polski!". 

Powiem szczerze. Po tej wypowiedzi krew we mnie zawrzała. 

Po pierwsze: pieniądze z FO są tylko w części grantowe a reszta to pożyczki. Po drugie: gdyby jakiś kraj unijny nie mógł spłacić tych pożyczek to m.in. Polska będzie musiała je w jakiejś części je spłacać. Po trzecie: UE narzuca nam w "kamieniach milowych" konieczność narzucenia dodatkowych unijnych podatków (np. za samochody spalinowe), na co się zgodziliśmy. Po czwarte: tak naprawdę 99% tych "kamieni milowych" zmniejsza naszą suwerenność a nie odwrotnie jak - powiem to dosadnie - kłamie premier M. Morawiecki. 

Czy można być aż tak aroganckim i bezczelnym kłamcą? I to wobec patriotów z Klubów Gazety Polskiej? I ten żenujący argument o krytykach jako "ruskich onucach"...

[3] KPO - wersja angielska: "aneks" z 01.06.2022 roku, 239 stron - https://ec.europa.eu/info/system/files/com_2022_268_1_annex_en.pdf - tak naprawdę do tego dokumentu należy się dziś odnosić, bo de facto to w tym dokumencie zapisano te setki "kamieni milowych", 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 

Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

piątek, 18 lutego 2022

Wiadomości TVP przemilczały konferencję prasową Z. Ziobry!

Nie miałem możliwości obejrzenia dziś konferencji prasowej Z. Ziobry dotyczącej niedawnego orzeczenia TSUE w sprawie tzw. "mechanizmu warunkowości" uzależniającego wypłatę pomocową środków unijnych od przestrzegania przez dane państwo mitycznej tzw. unijnej praworządności. 

Na szczęście moi znajomi podesłali mi linki do tej konferencji, które też Szanownym Państwu rekomenduję w postaci dwóch relacji, bo nie wiem która się ostatecznie utrzyma na YouTube: 



I powiem tak. 

Minister Z. Ziobro powiedział niewygodną prawdę o tym, że niestety polski rząd, którego jest członkiem dał się oszukać Unii Europejskiej w czasie negocjacji budżetowych w lipcu i grudniu 2020 roku, kiedy to premier M. Morawicki de facto podpisał unijne rozporządzenie w tej sprawie. I muszę przyznać, że już wówczas Z. Ziobro mówił publicznie, że premierzy Polski i Węgier powinny w tym obszarze postawić weto i byłoby to jedynie z korzyścią dla tych krajów. Ja zresztą też od samego początku też uważałem, że to weto winno być zastosowane. 

Polecam obejrzenie tej konferencji prasowej, bo ona naświetla i tłumaczy jakżeśmy jako polskie państwo zostali perfidnie oszukani przez elity unijne z przewodniczącą KE, Niemką Ursulą von der Leyen na czele, która została tą przewodniczącą tak naprawdę dzięki Polsce i premierowi M. Morawieckiemu. Ale cóż... ten Polak, który wierzy Niemcom lub Moskwie może być a'priori uważany na naiwniaka i takim naiwniakiem okazał się niestety nasz premier. 

Z. Ziobro podczas tej konferencji prasowej wskazał na prawną i polityczną nierówność traktowania Polski w stosunku do krajów Starej Europy a w szczególności do Niemiec. Polskę się szantażuje praworządnością w odniesieniu do Izby Dyscyplinarnej SN, która tylko pośrednio powoływana jest przez polityków (w większości zresztą przez samych sędziów) a w Niemczech sędziów SN powołują tylko politycy i to jest zgodne z praworządnością? Hipokryzja najwyższych lotów. 

Minister Sprawiedliwości zwrócił się też z prośbą do prezydenta Andrzeja Dudy o zwołanie Rady Gabinetowej, aby odbyć dyskusję nad nową sytuacją, która rysuje się w wyniku orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczącego mechanizmu warunkowości. Powtórzył, że zgoda na ten mechanizm wyrażona podpisem Pana Premiera była błędem i z tego błędu trzeba się jakoś wycofać. Podkreślił też, że TSUE: "niejako usiłował zalegalizować tzw. rozporządzenie o warunkowości, które w sposób oczywisty z naruszeniem, złamaniem obowiązujących traktatów wprowadza nowe procedury prawne pozwalające Komisji Europejskiej na bardzo daleko idącą ingerencję w sprawy wewnętrzne państw członkowskich UE” a sam "mechanizm warunkowości" "ma też pozwolić KE na stosowanie elementów przymusu, bardzo daleko posuniętych gróźb i szantażu ekonomicznego, który wpływa na procesy demokratyczne w państwach członkowskich”.

Z. Ziobro podkreślił też, że chciałby porozmawiać z prezydentem również o kwestii prymatu polskiej Konstytucji nad prawem unijnym i wyraził żal, że Prezydent w sprawie swojego projektu dotyczącego SN i ID nie skonsultował się z polskimi władzami wykonawczymi a wpierw poleciał do przewodniczącej KE na konsultacje. Dla mnie też jest to dziwne i zastanawiające: czy Prezydent A. Duda ma już zawsze zamiar konsultować polskie prawo wpierw z Ursulaą von der Leyen?

Na konferencji prasowej zostały też poruszone inne tematy, na które chciałby porozmawiać Z. Ziobro z Prezydentem, kwestie: samorządów; fatalnego dla polski projektu „Fit for 55”, który podwyższa cel redukcji emisji dwutlenku węgla w Unii na 2030 rok z 40 do 55 proc. względem poziomu z 1990 roku (koszt dla Polski to 2 biliony 400 miliardów złotych) oraz przeciwdziałania nachalnemu działaniu wyznawców ideologii LGBTQ+. 

Niestety okazało się, że polski premier w ogóle odrzuca dyskusję na ten temat: "Premier Mateusz Morawiecki sceptycznie odniósł się w piątek do propozycji szefa MS Zbigniewa Ziobry, by zwołać Radę Gabinetową poświęconą orzeczeniu TSUE ws. mechanizmu warunkowości. „Nie sądzę, żeby dzisiaj potrzebne były kolejne debaty na ten temat” - powiedział" [1]. 

No cóż Premier powiedział a w Wiadomościach TVP ani słowa o konferencji prasowej Z. Ziobry. A szkoda, bo naprawdę sprawa dotyczy naszej przyszłości, czyli suwerenności i niepodległości a to jest długookresowo ważniejsze niż np. konflikt Rosji z Ukrainą. Ważą się bowiem losy Polski i naprawdę żałuję, że trzon obecnie rządzących tego nie dostrzega. A przemilczenie przez Wiadomości TVP tej konferencji prasowej uważam za skandal!


-----------------------------------------

Informacja

Przez prawie 14 lat pisałem pro bono, bo miałem na to czas a na życie zarabiałem w innych miejscach.

Napisałem przeszło 1400 tekstów, które mają przeszło 4 mln odsłon i niezliczoną ilość komentarzy. Nigdy nie dałem się uwieść żadnej redakcji, bo chciałem pisać jako wolny człowiek, bez autocenzury wynikającej z 'linii programowej" określonej redakcji. Poza tym pisanie jest moją pasją. 

Ale dziś subiektywno-obiektywna moja realna sytuacja się zmieniła i mam coraz mniej czasu na przygotowywanie i publikowanie tekstów. Mam do wyboru: albo skończyć zajmujące mój czas darmowe pisanie i zająć się innymi rzeczami, albo uzyskiwać z tego jakieś gratyfikacje, choćby w formie niewielkiej darowizny. 

Napisanie w miarę dobrego tekstu wymaga dużego nakładu pracy i czasu. Dziś ten czas mi się kończy a nie lubię robić rzeczy tylko powierzchownie i pisać jakiś jednoakapitowych bzdur a ponadto uważam, że tak naprawdę nas - blogerów - wysiłek winien być doceniany jak wysiłek i praca dziennikarzy w mediach tradycyjnych. Ja przez 14 lat nie chciałem nigdy nikogo prosić o wsparcie, bo tego nie potrzebowałem. Lubię pisać i dzielić się moimi spostrzeżeniami z innymi. 

Serdecznie dziękuję moim dotychczasowym darczyńcom. Naprawdę nawet Państwo nie wiedzą, ile to dla mnie znaczy, bo daje mi jakąś szansę i motywację do dalszego blogowania a przede wszystkim to wsparcie świadczy, że jednak warto poświęcić swój - coraz mniej dla mnie dostępny - czas na tą moją "pisaninę". Jestem zobowiązany nawet za wsparcie małą kwotą, bo dla mnie jest to i tak indywidualne wydarzenie obrazujące wielkość Państwa Serc.  

Postanowiłem zatem na moim macierzystym blogu: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ stworzyć odrębną zakładkę pod nazwą "Podziękowania za wsparcie" (https://krzysztofjaw.blogspot.com/p/podziekowania-za-wsparcie.html), w której będę prezentował inicjały darczyńców i kwoty jakie otrzymałem. Oczywiście jeżeli Państwo wyrażą taką zgodę. Taką informację będę prezentował w cyklach miesięcznych. 

Zwracam się wobec tego do Szanownych Państwa, aby w tytule przelewu lub w wiadomości na PayPal napisali mi czy wyrażają Państwo zgodę na opublikowanie takiej informacji. Wystarczy mi zwrot: "Zgadzam się na ujawnienie moich (do wyboru: inicjałów, nicków lub personaliów) i kwoty wpłaconej". Może też być tylko np. zgoda na inicjały, nicki czy personalia z zastrzeżeniem nie podawania kwoty wsparcia. Można też wysłać do mnie e-maila: kjahog@gmail.com.

Jeżeli takiej zgody nie uzyskam to oczywiście pomoc będzie całkowicie anonimowa, bez żadnej internetowej publikacji a moja wdzięczność zostanie tylko w moim i Państwa sercu. 

---------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

czwartek, 25 listopada 2021

Prawda i normalność - tego boją się unijne lewackie elity!

Całkiem niedawno, bo ponad miesiąc temu premier RP Mateusz Morawiecki przemawiał w Parlamencie Europejskim podczas debaty na temat polskiej praworządności. 

Wówczas powiedział m.in., że:

"integracja europejska to dla nas wybór cywilizacyjny i strategiczny. Tu jesteśmy, tu jest nasze miejsce i nigdzie się stąd nie wybieramy (...) nie możemy milczeć, gdy Polska jest atakowana w niesprawiedliwy i stronniczy sposób (...) niedopuszczalne jest podejmowanie decyzji bez podstawy prawnej i używanie szantażu finansowego (...)  Podczas swojego wystąpienia szef polskiego rządu mówił o nierównościach społecznych, inflacji, które uderzają we wszystkich obywateli Europy, a także o zagrożeniach zewnętrznych, rosnącym długu publicznym, nielegalnej imigracji i kryzysie energetycznym zwiększającym wyzwania polityki klimatycznej, które przekładają się na niepokoje społeczne (...) wokół naszych granic jest coraz bardziej niespokojnie. Na południu napór milionów ludzi uczynił basen Morza Śródziemnego miejscem tragicznym. Na wschodzie mierzy się z agresywną polityką Rosji, która posuwa się nawet do wojen, żeby zablokować wybór europejskiej drogi wśród krajów naszego sąsiedztwa (...) dziś stoimy u progu kryzysu gazowego i energetycznego wywołanego celowo przez rosyjskie firmy. Skala tego kryzysu już w najbliższych tygodniach może wstrząsnąć Europą (...) wiele przedsiębiorstw może zbankrutować, a dziesiątki milionów ludzi kryzys gazowy może wpędzić w ubóstwo przez niekontrolowany wzrost kosztów w całej Europie (...) premier mówił również, że dziś, gdy wschodnia granica UE „jest obiektem ataku cynicznie wykorzystującego migrację z Bliskiego Wschodu, to Polska daje Europie bezpieczeństwo, stanowiąc wraz z Litwą i Łotwą zaporę, która chroni tę granicę”. Morawiecki podziękował służbom polskim, litewskim i łotewskim i wszystkim państwom południa Europy za trud i profesjonalizm w ochronie granic Unii (...) Premier podkreślił podczas debaty w PE, że gdy dziś w państwach, „które zakładały wspólnotę, poziom zaufania do Unii spadł do historycznie niskich poziomów  jak np. 36 proc. we Francji, w Polsce to zaufanie do Europy utrzymuje się na najwyższym poziomie (...) Mój rząd, większość parlamentarna, która za tym rządem stoi, jest częścią tej proeuropejskiej większości w Polsce. Nie oznacza to, że Polacy nie przeżywają dziś wątpliwości i niepokojów o kierunek zmian w Europie. Ten niepokój jest widoczny i niestety uzasadniony (...) niedopuszczalne jest rozszerzenie kompetencji, działanie metodą faktów dokonanych – mówił. – Niedopuszczalne jest narzucanie innym swojej decyzji bez podstawy prawnej. Tym bardziej niedopuszczalne jest używanie do tego celu języka szantażu finansowego, mówienie o karach, czy używanie jeszcze dalej idących słów wobec niektórych państw członkowskich (...) odrzucam język gróźb, pogróżek i wymuszeń. Nie zgadzam się na to, by politycy szantażowali i straszyli Polskę. By szantaż stał się metodą uprawiania polityki, wobec któregoś z państw członkowskich. Tak nie postępują demokracje. Jesteśmy dumnym krajem, Polska jest jednym z państw o najdłuższej historii państwowości i rozwoju demokracji [1]". 

Abstrahując od tego, czy w pełni, czy tylko częściowo zgadzam się ze stwierdzeniami premiera, to na pewno owe przemówienie musiało bardzo zezłościć lewackie, unijne elity, które opanowały Parlament Europejski i uważają się za ostateczną ideologiczną wyrocznię wszelkich europejskich poglądów. Nie tylko bowiem M. Morawiecki w większości oznajmiał oczywistą i logiczną prawdę, to jeszcze "śmiał" kategorycznie przeciwstawić się  obecnemu kierunkowi rozwoju UE, czyli dążenia jej do stworzenia jednego, scentralizowanego europejskiego Superpaństwa, które ja chyba jako pierwszy od dawna nazywam ZSRE (Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich).  

Te niby europejskie elity uzurpujące sobie wyłączność na prawdę nie znoszą kiedy ta ich prawda o rzeczywistości jest podważana. Nienawidzą też pokazywania normalności, która jeszcze całkiem niedawno była podwaliną chrześcijańskich norm i towarzyszyła przez wieki rozwojowi niemal wszystkich krajów europejskich. Teraz dla nich liczy się ideologia gender, LGBT+, New Age a nie rodzina i prawa naturalne oparte na Przykazaniach Bożych.

Na celowniku tychże elit stały się dwa państwa: Polska i Węgry, przy czym to nasz kraj ma kluczowe znaczenie, bo zneutralizowanie Polski będzie końcem normalnej Europy. 

Jak bardzo mocno ówczesne przemówienie M. Morawieckiego było dla lewackich elit unijnych niewygodne, to mogliśmy zauważyć w ostatnich dniach, gdzie PE odmówił polskiemu premierowi wzięcia udziału w dyskusji o Białorusi [2]. "Rzecznik prasowy PE przekazał RMF FM, że odmówiono polskiemu premierowi wystąpienia ze wzgląd na to, że „w tego rodzaju debacie wszystkie kraje są już reprezentowane przez półroczną prezydencję Rady UE”. W tym wypadku chodzi o ministra Słowenii, który zabierze głos na początku debaty" [2]

Odmówienie zatem obecności naszego premiera, który - jako, że to przecież my aktualnie bronimy polskiej i unijnej granicy - jest kuriozalne. Można tylko płakać nad tą decyzję, ale trzeba robić swoje. Stąd polski premier i tak wystąpił w PE z listem, który przeczytał na forum europoseł PiS prof. Ryszard Legutko. I dobrze, że tak się stało, bo znów unijni lewacy musieli usłyszeć mocną krytykę. 

Prof. Ryszard Legutko nawiązując do listu premiera Morawiecki powiedział m.in.:

"Premier rządu mojego kraju Mateusz Morawiecki miał tu przyjechać. Niestety nie umożliwiono mu tego, ale poprosił mnie, żebym przekazał treści, które chciał tutaj wyrazić. Czynię to tym chętniej, że one odzwierciedlają poglądy mojej grupy, wielu milionów moich rodaków, a także mieszkańców Europy. Rozpoczął Ryszard Legutko, który występował w imieniu frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR). W tej chwili kilkanaście tysięcy polskich funkcjonariuszy i żołnierzy patroluje wschodnią granicę Unii Europejskiej. Po raz pierwszy od czasów żelaznej kurtyny integralność granic Polski i krajów bałtyckich jest zagrożona. To jest długi cień neoimperialnej polityki Rosji. Od kilkunastu tygodni Łukaszenka posyła każdego dnia na granicę setki cywilów. I to nie jest wcale powtórzenie kryzysu migracyjnego z 2015 roku. Mamy do czynienia z zaplanowaną akcją prowokacyjną, której migranci są tylko narzędziami Łukaszenki, a celem jest destabilizacja w Europie.

Zamiarów Łukaszenki nie trzeba dowodzić. On sam dostarcza takich dowodów. „Zmasakrujemy wszystkie szumowiny, które wy, czyli Zachód, finansowaliście”. Te słowa nie padły na tajnej naradzie. Wypowiedział je Łukaszenka w telewizji BBC. Rosja Władimira Putina od lat konsekwentnie dąży do odbudowania pozycji imperialnej i podporządkowania sobie części Europy. Jej siłą jest nasza bierność. Kiedy napadała na Gruzję, nie byliśmy się w stanie jej przeciwstawić. Kiedy wydzierała Ukrainie Krym, nie byliśmy w stanie jej powstrzymać. Kiedy Łukaszenka fałszował wybory prezydenckie zabrakło nam determinacji, by obronić naród białoruski przed dyktaturą. Kiedy sam Władimir Putin zaczynał rozgrywkę, której celem było rozgrywanie poszczególnych krajów europejskich, zabrakło na solidarności, która postawiłaby tamę budowie gazociągu Nord Stream 2. 

Na granicy polsko-białoruskiej toczy się regularna bitwa o przyszłość Europy. Czas najwyższy, abyśmy to sobie uświadomili — zaapelował Mateusz Morawiecki w liście odczytywanym przez eurodeputowanego i zaproponował w 7 punktach dalsze działania.

Po pierwsze żadnych ustępstw. Sprawy zaszły za daleko. Rosja i Białoruś przekroczyły wszystkie granice i na więcej pozwolić nie można. Po drugie nic o nas bez nas. Każda próba rozwiązania konfliktu musi bazować na porozumieniu. Każda próba negocjacji z pominięciem niektórych państw, to sukces Władimira Putina. Po trzecie solidarność wobec wspólnego zagrożenia. Ta sprawa nie dotyczy Litwy, Łotwy, Polski i Estonii - to jest sprawa szersza. Po czwarte słowa już nie wystarczą. Musimy działać zdecydowanie m.in. przez sankcje. Po piąte współpraca transatlantycka. Ten konflikt ma wymiar starcia cywilizacyjnego i wymaga to stosowanej odpowiedzi nie tylko w ramach UE, ale także poszerzenia współpracy o NATO. Po szóste wspólna polityka energetyczna. Unia jest przedmiotem szantażu energetycznego Rosji dlatego, że nadal w polityce energetycznej gramy przeciw sobie, a nie dla siebie nawzajem. Dopóki to się nie zmieni możemy być pewni, że Putin będzie rozgrywał te interesy na swoją korzyść. Po siódme Europa to więcej niż UE. Państwa, które pozostają poza Unią, takie jak Ukraina czy Mołdawia muszą dostać sygnał, że nie zostaną same na pastwie neoimperialnej polityki Moskwy [3]. 

Czy wobec odmówienia wystąpienia naszego premiera na forum PE można przejść do porządku dziennego? Oczywiście, że nie i polska dyplomacja musi wyciągnąć z tego wnioski, bo być może faktycznie nam już nie jest po drodze z UE w jej obecnym kształcie?

Faktycznie Polacy w zdecydowanej większości popierają nasze członkostwo w UE, ale czy takie jej decyzje jak blokowanie wypowiedzi naszego premiera powoli nie doprowadzi jednak, że to poparcie zdecydowanie spadnie? I jeżeli moi rodacy przyjmą do wiadomości, że obecna UE jest zupełnie inna niż ta, do której przystępowaliśmy, to nie nastąpi czasem zdecydowany odwrót poparcia naszego w jej  członkostwa. 

Ja osobiście wielokrotnie mówiłem, że w końcu powinna w Polsce rozpocząć się prawdziwa debata na temat ewentualności Polexitu. Bo tak jak dziś jesteśmy w niemieckiej UE traktowani jest niedopuszczalne! Powtórzę słowa premiera "Jesteśmy dumnym narodem o wielowiekowej tradycji państwowości i demokracji".  Należy nam się wobec tego szacunek i równe nas traktowanie w ramach podpisanych przez nas unijnych traktatów!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

wtorek, 19 października 2021

Opary hipokryzji, kłamstwa i absurdu w Parlamencie Europejskim!

Miałem pisać o czymś innym, ale ten, kto miał dzisiaj szansę wysłuchania słów polskiego premiera a tym bardziej po jego przemówieniu prześledzenia tzw. "dyskusji" o Polsce, to po prostu musiał odnieść wrażenie, że przeciwnicy Polski w Europarlamencie poruszają się w oparach hipokryzji, kłamstwa i absurdu oraz nie mają żadnego pojęcia, co w Polsce się dzieje.   

"Szefowa KE Ursula von der Leyen podczas debaty w PE oświadczyła, że wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego kwestionuje podstawy Unii Europejskiej. Jak dodała, po raz pierwszy trybunał państwa członkowskiego uznał, że traktaty unijne są niezgodne z konstytucją krajową. „Nie uznajemy polskiego Trybunału Konstytucyjnego za niezależny” - oznajmiła we wtorek podczas debaty w Parlamencie Europejskim przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen [1]".

Tymczasem wcześniej takie orzeczenia w szczególnych przypadkach zapadały też w Niemczech, ale "podobne wyroki, wskazujące na prymat prawa krajowego nad unijnym, zapadały (oprócz Niemiec - dop:kj) m.in. we Francji, Czechach, Włoszech, Hiszpanii, czy na Litwie (...)  w kwietniu tego roku, francuska Rada Stanu będąca odpowiednikiem najwyższego sądu administracyjnego, orzekła w uzasadnieniu decyzji dot. zbierania danych przez operatorów komórkowych, że francuska konstytucja pozostaje nadrzędna wobec prawa europejskiego. 8 czerwca rumuński Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok w sprawie przepisów ustawy dot. ustroju sądów, stwierdzając, że prawo UE nie ma pierwszeństwa nad rumuńską konstytucją (...) W styczniu 2020 r. Sąd Najwyższy Hiszpanii odrzucił wyrok TSUE w sprawie w sprawie Oriola Junquerasa, który został wybrany na europosła dając do zrozumienia, że porządek prawny Hiszpanii jest ważniejszy niż unijny" [2].

I jak mają się te fakty do kłamstwa i hipokryzji Pani Ursuli von der Leyen, która stwierdziła, że: orzeczenie polskiego TK jest przypadkiem, kiedy "...po raz pierwszy trybunał państwa członkowskiego uznał, że traktaty unijne są niezgodne z konstytucją krajową"?

"Chcę podziękować wielu Polkom i Polakom, którzy wyszli na ulice i pokazali, że jest inna Polska. Setki tysięcy pokazały swoje twarze na ulicach Warszawy i nie tylko. Chcę podziękować Donaldowi Tuskowi za to, że nawoływał do tych demonstracji. To byli prawdziwi patrioci pod dumną polską flagą, ale również z barwami europejskimi. Patriota nie musi być nacjonalistą. Jest przekonanym Europejczykiem, jeśli jest patriotą — mówił natomiast szef frakcji EPL Niemiec Manfred Weber" [3].

No tak... czego można było się spodziewać po takim polityku? A już te "setki tysięcy demonstrantów" na ulicach Warszawy rozśmieszyło mnie do łez, ale niestety przeciwnicy Polski ciągle o tym przekonują i wielu z nich w to rzeczywiście uwierzyło.

Na koniec zaś tego krótkiego przeglądu krytycznych wypowiedzi polityków zagranicznych o Polsce warto wskazać - a jakże, naszego "dobrego" znajomego - Guy'a Verhofstadt'a, który był raczył porównać PiS do Targowicy mówiąc: "To mi mocno przypomina coś bardzo dramatycznego w historii Europy, z końcem XVIII w., kiedy Polska zniknęła z map Europy. Fatalna mieszanka złego zarządzania, zagrożenia zewnętrznego i zdrady konserwatystów, którzy nie chcieli zaakceptować nowoczesnej polskiej konstytucji" [4]

Na szczęście znalazło się też wielu, którzy bronili naszej Polski a nawet przestrzegali, żeby nie drażnić w ten sposób krajów naszej części Europy. Np. holenderski polityk z frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, Robert Roos, który uznał, że wyrok polskiego TK nie powinien wzbudzać kontrowersji. "W ubiegłym roku podobne wnioski sformułował niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny. Prawdziwie kontrowersyjna decyzja zapadła w Luksemburgu [w TSUE]. Europejscy sędziowie ingerują w sprawy polskiego wymiaru sprawiedliwości, co wykracza poza kompetencje traktatowe [5]

Podobnie wyrażał się też francuski eurodeputowany Zjednoczenia Narodowego Nicolas Bay twierdząc, że: "Polski Trybunał Konstytucyjny pokazał wreszcie, gdzie jest miejsce Unii Europejskiej. Wspólnota składa się z krajów suwerennych, które mogą podejmować niezależne decyzje i nie wszystkie kompetencje leżą w rękach brukselskich urzędników (...) Nie będzie polexitu ani dosłownego, ani politycznego. Polska to wspaniały kraj, który odegrał ogromną rolę w historii Starego Kontynentu. Wielokrotnie to było udowodnione, począwszy od wspaniały wiktorii pod Wiedniem w 1683 r [6]" czy też węgierski europoseł Tamás Deutsch, który stwierdził: "Dziś jestem Polakiem. Widzimy, ze to przedstawiciele elit zachodnich, które wrzuciły nas w ramiona komunizmu, dyskutowały z Jaruzelskim, kiedy my żyliśmy w dyktaturze. Kto wtedy walczył z dyktatorami? Do czego są zdolni dziś? (...) Widzimy kolejną falę pandemii, mamy kryzys energetyczny i ci znowu chcą prześladować Polaków, Węgrów tymi kalumniami. My zyskaliśmy naszą swobodę dzięki naszymi działaniami i będziemy jej bronić przed wami znowu" [7].

Zostawmy teraz polityków zagranicznych i skupmy się na polskich reprezentantach totalnej i czerwonej opozycji, bo to, co oni wyprawiają jest po prostu obrzydliwe i tak winniśmy to oceniać. Obrzydliwe wobec Polski, Polaków i instytucji państwa polskiego. Dla mnie to jest zdrada i zgadzam się z premier B. Szydło, która na forum europejskim dziś powiedziała: "Wstyd mi za tych polskich eurodeputowanych, którzy stąd i tutaj atakują Polskę, swoją ojczyznę" [8].

Nie mam zamiaru się zbytnio o nich rozpisywać, natomiast warto przytoczyć niektóre wypowiedzi.

R. Biedroń rzekł tedy: "... ze Strasburga wysyłamy mu przesłanie, ze Strasburga „with love”: figę z makiem dostaniecie, jeśli będziecie prześladować kobiety, jeśli nie szanować niezależności sądów, jeśli będziecie podnosić rękę na mniejszości" [9]. Tak gaworzył zwracając się pośrednio do Jarosława Kaczyńskiego wspominając jednocześnie, że ""Lech Kaczyński w grobie się przewraca jak słyszy to, co zrobiliście z Unią Europejską (...) Zaatakował pan (PMM) bezpardonowo wspólnotę. Wpisał się pan bezpardonowo w coś, co przynosi Polkom i Polakom dzisiaj wielki wstyd, obrzydliwą retorykę, w której pana koledzy i koleżanki nazywają flagę Unii Europejskiej „szmatą”, Unię Europejską „wyimaginowaną wspólnotą”, a miejsce, w którym dzisiaj jesteśmy „brukselskim okupantem"" [10].

Niech Pan Panie Biedroń wskaże czy w kierownictwie PiS jest - obok nieistotnych jednostek - choć jakaś aprobata nazywania flagi Unii Europejskiej „szmatą”, Unię Europejską „wyimaginowaną wspólnotą”, a miejsce, w którym dzisiaj jesteśmy (Strasburg) „brukselskim okupantem""? Podobno jakiś doradca rządu to powiedział, ale kto?

Stary komuch M. Belka raczył zagaworzyć do Ursuli von der Leyen: "Przemówienia Morawieckiego to potok kłamstw i półprawd. W Polsce się do tego przyzwyczailiśmy, jednak pani nie może się przyzwyczajać. Czas na bycie zaniepokojonym już minął" [11]. 

Panie M. Belka! Niech Pan wskaże gdzie premier kłamał lub mówił półprawdy? No może czas pokazać taki przykład!

Oczywiście znalazło się też miejsce na kolejnego komucha L. Millera: "Gdy Unia jest zjednoczona Polska jest chroniona.  Próby zagrożenia jedności europejskiej są złowrogie. Pan Morawiecki sprzedaje kłamstwa. To sposób na wyprowadzenie Polski z UE" [12]

I znów kłamstwo! Ja nie spotkałem się z jakąkolwiek wypowiedzią przedstawicieli obecnej władzy, która akceptuje Polexit. I jakkolwiek mam tu z rządem trochę odmienne zdanie, to jednak przypisywanie PiS-owi chęci Polexitu jest po prostu kłamstwem. I i znów powtarza się oszczerstwo, że premier M. Morawiecki kłamie? Jakiś dowód panie Miller?

Radosław Sikorski zwrócił się również do polskiego premiera: "Panie premierze, czy wypełni pan orzeczenie TSUE, zlikwiduje Izbę Dyscyplinarną SN, przywróci uczciwych sędziów i powróci do europejskiego porządku prawnego? [13]

Oj Panie R. Sikorski! Zadaje pan pytanie, które tak naprawdę jest pytaniem o to czy Polska jest suwerenna czy już nie. Ja jednak mam nadzieję, że jednak jeszcze suwerenna. Tym bardziej, że jest wiele krajów w UE, które wielu orzeczeń TSUE nie wprowadzały w życie i nikt się do nich nie doczepiał. 

No i na koniec smaczek: europeseł A. Halicki zarzucił premierowi kłamstwa a w końcówce swojego przemówienia (nagle ją wygłosił po angielsku) stwierdził, że na polskie ulice wyszło 84% Polaków broniących UE. Mam nadzieję, że  tłumaczenie było zgodne z jego wypowiedzią i jeżeli tak było, to może być kwintesencją podsumowania [14]. A. Halicki zarzuca premierowi jakieś kłamstwa nie wskazując jakie (oprócz jakiejś uwagi na temat sędziego Milewskiego) a sam okłamuje Parlament Europejski. 

Jednak warto było wysłuchać premiera. Szczegółowo jego wypowiedzi nie analizowałem, ale można tą wypowiedź obejrzeć już na YouTube: 


Natomiast jeszcze bardziej było warto wysłuchać debaty po przemówieniu premiera. Szkoda, że częściej nie mamy okazji oglądać takiego przedstawienia. Sądzę, że w przypadku, kiedy jest jakakolwiek dyskusja o Polsce w Europie to winna on być transmitowana. Bo to jaki kłamliwy bełkot na temat Polski wydobywa się z ust większości eurodeputowanych jest pokazem ich ignorancji, obłudy, hipokryzji, kłamstwa i absurdu. I niestety przyczyniają się do takiego spojrzenia na nasz kraj nasi totalni posłowie europejscy. To przykre i Polacy zawsze winni mieć możliwość ich wysłuchania. Może wtedy radykalnie zmalałoby dla nich poparcie. 

Polska jest dziś w takim miejscu, że nie może się poddać atakowi UE. Bo tak naprawdę po trupie Polski skończy się definitywnie już jakiekolwiek marzenie o Europie Ojczyzn a zwycięży chora idea Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa: bez państw, narodów, wiary, indywidualności, suwerenności i niepodległości. 


[7] Tamże
[10] Tamże


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

wtorek, 7 września 2021

Dlaczego Zbigniew Ziobro nie jest wicepremierem?

To pytanie nurtuje mnie już od dawna i można by rzec, że nawet od samych początków obecnych rządów PiS (ZP), czyli od 2015 roku. To wtedy po raz pierwszy w tamtych wyborach startowała zwycięska koalicja pod nazwą Zjednoczona Prawica zrzeszająca koalicję ugrupowań politycznych: Prawa i Sprawiedliwości, Porozumienia i Solidarnej Polski. Oczywiście te ugrupowania startowały pod wspólną listą PiS i to właśnie ta partia uzyskała najwięcej mandatów a koalicjanci tylko ich ułamek. Tym niemniej już od dwóch kadencji samodzielnie rządzi właśnie ZP (PiS), choć całkiem niedawno z tej koalicji wykruszyło się Porozumienie J. Gowina. Solidarna Polska Z. Ziobry dalej lojalnie wspiera PiS pozostając z tą partią dalej w koalicji rządzącej. 

Tylko ja czegoś od dawna nie rozumiem. Dlaczego od samego początku PiS faworyzowało będącą "koniem trojańskim" w koalicji partię J. Gowina kosztem partii Z. Ziobry? Ten pierwszy od razu został wicepremierem a ten drugi nie doczekał się tego stanowiska po dziś dzień. J. Gowin - o czym pisałem od samego początku - był nieporozumieniem w tej koalicji. Swoimi postawami i decyzjami tak naprawdę niszczył ZP od środka osłabiając wewnętrznie obecne rządy. Został - wedle mnie - usunięty zbyt późno, choć cieszę się, że w końcu to nastąpiło. 

Ale przecież jest pewna niepisana zasada: zwycięzca wyborów otrzymuje tekę premiera a szefowie partii koalicyjnych stanowiska wicepremierów. Nie rozumiem dlaczego tej zasady PiS nie zastosowało do Solidarnej Polski a zastosowało do Porozumienia, którego szef - i tak się stało - nie mógł zagwarantować koalicyjnej lojalności. 

Ja wiem, że mówi się, iż Z. Ziobro jest w ostrym konflikcie z premierem M. Morawieckim i między nimi panuje tzw. "ostra przyjaźń". Jeden znosi drugiego, bo musi i odwrotnie.  Ale przecież i za rządów Pani premier B. Szydło właśnie J. Gowin był wicepremierem z Z. Ziobro nie. Tak więc nie chodzi w tym o osobę premiera, ale w ogóle o podejście szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego do Zbigniewa Ziobry. Czyżby prezes PiS był tak pamiętliwy, że do tej pory nie zapomniał, iż Z. Ziobro opuścił PiS. Nie wiem i raczej nie, bo przecież jednak wysłał Z. Ziobrę "po naukę" do Parlamentu Europejskiego i też w takim samym stopniu cały czas wspiera J. Kurskiego jako prezesa TVP, który też budował partię Z. Ziobry. 

Więc o co tak naprawdę chodzi? Dlaczego nie docenia się Z. Ziobry dając mu funkcję wicepremiera? Wedle mnie taka funkcja mu się należy, choć faktycznie nieraz nie popiera wszystkich pomysłów własnego rządu. I dobrze, bo przecież jest tylko mniejszościowym koalicjantem i on oraz jego partia mają prawo nieraz mieć inne zdanie niż koalicyjna partia większościowa. Tym bardziej, że jak do tej pory z małymi wyjątkami okazywał się naprawdę lojalnym wobec całej koalicji rządzącej. Prezentuje tak naprawdę przeciwną postawę do zdradliwego J. Gowina. I co? Taki J. Gowin zasługiwał na wice- premierostwo a Z. Ziobro nie? 

W wielu sprawach zgadzałem i zgadzam się ze stanowiskiem Z. Ziobry. Może i stąd wynika, że w ogóle tą notkę napisałem. Żałuję, że jest mu bardzo trudno zreformować polskie sądownictwo, do czego przyczynił się niestety i prezydent A. Duda onegdaj wetując przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości nowatorskie ustawy, dzięki którym istniała możliwość radykalnej zmiany postawy i struktury polskiego sądownictwa. Teraz też ma na głowie KE z UE, która chce finansowo ukarać Polskę za ustawę o Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Zgadzałem się z nim też w kwestii konieczności postawienia weta wobec unijnego budżetu. Szkoda, że jednak M. Morawiecki z V. Orbanem tego weta nie postawili, bo teraz władze UE coraz śmielej atakują Polskę i niestety mają ku temu możliwości, wynikłe właśnie z akceptacji przez Polskę uwarunkowań okołobudżetowych UE (m.in. uwspólnotowienia długów i mechanizmu warunkowości przyznawania środków unijnych od tzw. jakiejś wydumanej "praworządności unijnej"). 

Można oczywiście mieć do niego zastrzeżenia dlaczego niektóre decyzje M. Morawieckiego nie skłoniły go do opuszczenia koalicji rządowej, ale zawsze jest wybór: czy pozostać i mieć jakiś wpływ na rządzenie czy też opuścić rząd i nie mieć żadnego takiego wpływu. Z. Ziobro wybrał to pierwsze a historia osądzi czy słusznie. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

wtorek, 25 maja 2021

Oj dzieje się! O co chodzi "Żelaznemu Marianowi"?

Marian Banaś, szef NIK-u to człowiek o pięknej opozycyjnej historii i bardzo wpływowy człowiek w niby wolnej Polsce po 1989 roku. 

Bywał w komunistycznym więzieniu ze względów politycznych, kierował Polską Partią Niepodległościową, przeszedł w międzyczasie ROPCiO, KPN,  ROP i LPR. "Doradzał ministrowi spraw wewnętrznych Antoniemu Macierewiczowi w okresie rządu Jana Olszewskiego. W 1992 podjął pracę w Najwyższej Izbie Kontroli, stając się współpracownikiem Lecha Kaczyńskiego. W NIK był zatrudniony do 2005 na różnych stanowiskach (m.in. głównego specjalisty i doradcy prawnego). W wyborach parlamentarnych 25 września 2005 otwierał listę kandydatów Ligi Polskich Rodzin do Sejmu w okręgu częstochowskim, nie uzyskując mandatu. Od 21 listopada 2005 do 2 stycznia 2008 był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, w tym od 28 listopada 2005 także szefem Służby Celnej. 19 listopada 2015 ponownie objął oba te stanowiska. 9 grudnia 2016 powołany był na stanowiska sekretarza stanu w Ministerstwie Finansów, a także szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Obowiązki w KAS objął z chwilą jej powstania 1 marca 2017 (dzień wcześniej została zlikwidowana Służba Celna, a jej struktury wcielono do Krajowej Administracji Skarbowej). 4 czerwca 2019 prezydent Andrzej Duda powołał Mariana Banasia na stanowisko ministra finansów w rządzie Mateusza Morawieckiego. W konsekwencji ustąpił ze stanowiska szefa KAS. 27 czerwca 2019 został powołany przez prezydenta w skład Rady Dialogu Społecznego. 30 sierpnia 2019 został wybrany przez Sejm na prezesa Najwyższej Izby Kontroli; tego samego dnia jego kandydaturę zatwierdził Senat. Również 30 sierpnia został odwołany z funkcji ministra, a także złożył ślubowanie przed Sejmem, obejmując funkcję prezesa NIK" [1].

To piękne karty w jego życiorysie, choć "21 września 2019 magazyn śledczy Superwizjer (TVN24) wyemitował reportaż sugerujący związki Mariana Banasia ze światem przestępczym. 23 września 2019 Marian Banaś „zawiesił swoją działalność w NIK” do czasu zakończenia przeprowadzanej przez Centralne Biuro Antykorupcyjne kontroli jego oświadczeń majątkowych. Po wyborach parlamentarnych z 13 października 2019 zaczęły pojawiać się doniesienia w niektórych mediach, jakoby złożył rezygnację z pełnienia funkcji prezesa Najwyższej Izby Kontroli, ale zostały one zdementowane. 17 października Marian Banaś powrócił z bezpłatnego urlopu do wykonywania swoich obowiązków prezesa NIK. W związku z ustaleniami kontroli 29 listopada 2019 Centralne Biuro Antykorupcyjne skierowało do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Mariana Banasia. W zawiadomieniu CBA wskazuje na podejrzenie złożenia przez Mariana Banasia nieprawdziwych oświadczeń majątkowych, zatajenie faktycznego stanu majątkowego oraz nieudokumentowanych źródeł dochodu" [2].

Przedstawiłem te informacje, aby każdy mógł poznać przeszłość M. Banasia. Naprawdę imponującą.

Tym bardziej się dziwię, co takiego się stało, że dziś podejmuje takie a nie inne decyzje. Dzisiejsza konferencja prasowa, podczas której M. Banaś poinformował, iż złożył po kontroli organizacji wyborów prezydenckich w trybie korespondencyjnym z maja 2020 r. zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez premiera Mateusza Morawieckiego, szefa KPRM Michała Dworczyka, szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego oraz ministra aktywów państwowych Jacka Sasina jest tak naprawdę swoistym prawnym kuriozum. 

Dodatkowo ""na konferencji NIK poinformowano, że zawiadomienia w sprawie Sasina i Kamińskiego dotyczą niedopełnienia obowiązków wynikających z decyzji wydanych przez premiera w sprawie organizacji wyborów korespondencyjnych. Podkreślono, że choć zdaniem NIK zostały one wydane bezprawnie, to „funkcjonowały w obrocie prawnym” i podmioty, do których decyzje były skierowane nie skorzystały z prawa zaskarżenia decyzji, a w związku z tym były zobowiązane do ich wykonania. 
Wskazano, że ministrowie ci „byli zobowiązani do zawarcia stosownych umów z Pocztą Polską S.A. oraz z Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych S.A., a mimo to nie wykonali ciążących na nich obowiązków”" [3]. Dodatkowo NIK podkreślił, że '"czym innym jest wydanie decyzji, która byłaby pozbawiona podstawy prawnej, a czymś innym jej wykonanie. Stwierdził, że należy podkreślić, że do czasu wydania przez sąd - czyli sprawa jest tutaj na etapie Naczelnego Sądu Administracyjnego - stosownego orzeczenia, decyzja jest obowiązującym źródłem obowiązków dla podmiotów wskazanych w tej decyzji. Dodatkowo NIK podkreślił również, że badając sprawę wziął pod uwagę opinie Prokuratorii Generalnej RP, które były w dyspozycji premiera Mateusza Morawieckiego, zanim zostały wydane decyzje w sprawie przygotowań do wyborów korespondencyjnych oraz Departamentu Prawnego KPRM, które „nie pozostawiały suchej nitki na projekcie decyzji, który konsultowały (...) Jak wyliczono, obie te opinie zwracały uwagę na brak związku pomiędzy przygotowaniem wyborów korespondencyjnych, a celem w postaci ograniczenia rozwoju pandemii Covid-19 i zabezpieczenia zdrowia Polaków.”" [4].

Warto się skupić na zarzutach stawianych przez M. Banasia. Z jednej strony bowiem zarzuca premierowi bezpodstawność podejmowanych konstytucyjnie kroków w celu przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych a z drugiej strony "na siłę" zarzuca ministrom niewykonywanie tejże "nieprawnej" decyzji. To jakaś prawna schizofrenia.

Nie wiem, co zaszło między J. Kaczyńskim a M. Banasiem. Być może najzwyczajniej w świecie się po prostu pokłócili i dziś szef NIK-u się po ludzku, ale bezklasowo mści, bo naprawdę bardzo trudno jest usunąć go ze stanowiska. A może jest jakieś źdźbło prawdy w tym, że M. Banaś miał jakieś nielegalne dochody, choćby z wynajmowania swojej willi dla Agencji Towarzyskiej. Co prawda to tylko jakieś medialne pomówienia i poszlaki, ale podobno "w każdej plotce jest część prawdy". Tego nie wiem i nie chciałbym dziś tego przesądzać. Może być i tak, że szef NIK-u broni swojej rodziny przed pomówieniami i to jest dziś jego głównym celem a nie jakieś bronienie prawa. Jeżeli tak, to faktycznie jest to zwykły i zrozumiały ojcowski odruch, z tym, że na takim stanowisku nie powinien mieć decydującego znaczenia. 

Osobiście jednak wierzę, że cała przeszłość M. Banasia nie została przez niego przekreślona przez jakieś osobiste niesnaski z J. Kaczyńskim a tym bardziej, iż obecnie kieruje się tylko subiektywną nienawiścią do PiS-u i osobistą obroną gniazdka swojej rodziny. 

Ja wiem, że władza ma różne pokusy, też finansowe, ale prawdziwi mężowie stanu są w stanie im się nie poddawać. Zobaczymy czy M. Banaś tym mężem stanu jest. Przyszłość to pokaże, choć ja jestem trochę skonfundowany obecną jego postawą. Przecież rząd w 2020 roku działał w stanie wyższej konieczności. Nie wiedzieliśmy co niesie ze sobą koranawirus a wybory trzeba było przeprowadzić dla konstytucyjnego zachowania ciągłości władzy i wybory korespondencyjne wydawały się najlepszą ich formą, tym bardziej, że i inne kraje oraz regiony świata takie wybory przeprowadzały. Czy naprawdę warto dziś oskarżać o to premiera i ministrów? 

[2] Tamże
[4] Tamże

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Kopalnia w Turowie - być może się uda! Ale co dalej?

Nocne rozmowy premiera Mateusza Morawieckiego z premierem Czech Andrejem Babiszem na temat naszej kopalni węgla brunatnego w Turowie prawdopodobnie przyniosły sukces i Czechy w wyniku tego porozumienia zgodziły się "wycofać wniosek do TSUE. To porozumienie przede wszystkim zakłada wieloletnie projekty z udziałem strony polskiej w wysokości do 45 mln euro (...) Szef polskiego rządu podkreślił, że współfinansowanie ze strony polskiej oznacza udział środków z budżetu państwa, samorządów oraz spółki PGE, która jest właścicielem kopalni i elektrowni Turów." [1]. 

Niestety inaczej to widzi A. Babisz, który stwierdził: "Czeski rząd nie planuje wycofania wniosku do TSUE ws. kopalni Turów, ponieważ nie osiągnięto jeszcze porozumienia z Polską (...) Nie zgodziłem się na wycofanie skargi z TSUE, pozew nadal obowiązuje" [2]

Tak więc mamy odmienny dwugłos premierów Polski i Czech. Na którym mamy się opierać? Rzecznik polskiego rządu na Twitterze odniósł się do całej sytuacji następująco: "Wczoraj odbyło się spotkanie zespołu, na którym ustalono ramy umowy między PL i Czechami. Porozumienia, w ramach którego zadeklarowano wycofanie skargi. Trwa przygotowanie finalnej umowy. Przed chwilą premierzy potwierdzili ustalenia przy porannym spotkaniu przed Radą Europejską (...) Pojawiające się w mediach przeinaczenia wynikają z faktu, że wycofanie skargi ma się odbyć po podpisaniu finalnego porozumienia. Co jest oczywiste przy tego typu umowach" [3]. 

Zobaczymy jak całe to zamieszanie się skończy, ale należy mieć nadzieję, że pozytywnie dla strony polskiej. Jeżeli tak się stanie to będzie to niewątpliwy sukces zważywszy, że w Czechach i Niemczech jest po kilka przygranicznych podobnych kopalni, które są konkurencją dla naszej i prawdopodobnie całe to zamieszanie wynikało z tego, iż Czechy z Niemcami chciały pozbyć się takiego konkurencyjnego podmiotu w Polsce, co zmusiłoby nas do kupowania węgla lub energii z tych krajów. Wydaje się więc, iż wniosek Czech do TSUE o wydanie decyzji o zamknięciu kopalni w Turowie był przede wszystkim biznesowy. Ale jednak szkoda, że takie porozumienie (jeżeli do niego dojdzie) będzie nas niestety drogo kosztowało, bo aż 45 mln Euro a trzeba pamiętać, że w Turowie już trwają duże inwestycje jak m.in. w ekrany przeciwfiltracyjne, których koszt ma wynieść około 17 mln zł. [4].

Ale czy tylko? Raczej nie, bowiem decyzja TSUE tak naprawdę była pierwszą tak poważną ingerencją w nasze państwo w obszarze gospodarczym. A do tego podjętą - według informacji prasowych - jednoosobowo. Szkoda, że Czechy zdecydowały się na taki krok, który mógł rozchwiać całą współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej, choć sądzę, że ewentualny sukces negocjacyjny naszego premiera będzie też wynikał z pozytywnych doświadczeń z tejże współpracy.  Oby się udało, choć nic nie jest jeszcze pewne. 

Tyle tylko, że decyzja TSUE tylko potwierdziła fakt, iż UE uzurpuje sobie prawo odgórnego ustanawiania porządków w krajach członkowskich i to w coraz szerszym zakresie. Niedawno się dowiedzieliśmy, że nasza Konstytucja jest aktem prawnym niższej rangi od prawa unijnego, na co niestety się ogólnie zgodziliśmy podpisując np. Traktat Lizboński. Więc teraz nie ma co się zadziwiać, że powoli, bo powoli, ale unijne instytucje (w tym TSUE) coraz bardziej ingerują w wewnętrzne sprawy unijnych państw, stosując strategię "gotowania żaby" lub też "dwa kroki do przodu, jeden do tyłu". Główny długookresowy cel, który przyświeca lewackim elitom unijnym a więc budowa federacyjnego Jednego Państwa Europa z dominującą pozycją Niemiec rozpisany jest na lata. 

Niestety realizacja tego celu w krajach Starej Europy jest już na ukończeniu: społeczeństwo zostało tam już tak rozmiękczone, że przestało stawiać opór, który jeszcze tli się w krajach, które przeżyły czasy komunistyczne. Bo tak naprawdę przecież UE to ZSRR-bis, czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich. Nawet nazewnictwo mają w niektórych elementach podobne, jak np. "komisarze". 

Dlatego też obawiam się, że UE będzie dalej naciskała na Polskę i będzie ją sondowała ("grillowała") jak w przypadku kopalni w Turowie. Teraz jeszcze być może się uda, ale jak będzie w przyszłości? Tego nie wie nikt, tym bardziej, że elity unijne mają zdradzieckie wsparcie naszej totalnej (totalitarnej) opozycji a sytuacja międzynarodowa jest dynamiczna i raczej zmierza w niedobrym dla nas kierunku. 

Powoli bowiem tracimy sojusznika w postaci USA, na którego postawiliśmy wszystkie karty. J. Biden (albo bardziej prawidłowo: K. Harris) już zapowiada rezygnację z sankcji dla firm budujących Nord Stream 2 a to oznacza bardzo bliski kolejny reset stosunków USA-Rosja, co prawdopodobnie zakończyło się niemal pewnym mordem naszej elity pod Smoleńskiem. Zagrożona jest współpraca V4, bo to Czechy wystąpiły do TSUE o decyzję o zamknięcie naszej kopalni w Turowie i będzie to - mimo ewentualnego porozumienia - pamiętane przez obie strony, co może powodować wzajemną nieufność. Brak wsparcia USA zagraża też projektowi Trójmorza. 

Sytuacja jest więc niewesoła. Zostaliśmy w UE niemal sami z Węgrami, które są zbyt małe, aby mieć jakiś decydujący wpływ na UE a poza tym różnimy się z nimi stosunkiem do Rosji. Jak już pisałem dla mnie jedynym wyjściem jest jednak coraz głośniejsze wzywanie do Polexitu i sądzę, że coraz więcej osób w Polsce zacznie o nim myśleć. Decyzja ws. Turowa jest pierwszą taką, którą możemy - mimo prawdopodobnego consensusu - wykorzystać do promocji tego pomysłu. Być może sama zapowiedź o wyjściu z UE podziała na unijne elity otrzeźwiająco. Może...

P.S.
Tak dygresyjnie. Po co nasz premier "wychodzi przed szereg" i ogłasza coś, co nie jest jeszcze ustalone i podpisane przez Polskę i Czechy. W ten sposób stawia premiera Czech "pod ścianą", co może zagrozić ewentualnemu porozumieniu. Tak się nie prowadzi negocjacji: ogłasza się publicznie ich wyniki dopiero wtedy, gdy wszystko już jest jasne, dogadane i podpisane. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

sobota, 8 maja 2021

KFO - Z. Ziobro upokorzony a jak zachowa się premier?

No i zakończyła się sejmowa batalia o Krajowy Fundusz Odbudowy a tym samym o zasoby własne UE. 290 posłów głosowało za jego przyjęciem, politycy Koalicji Obywatelskiej się wstrzymali z wyjątkiem jednego posła natomiast Solidarna Polska, Konfederacja i trzej posłów PiS zagłosowali przeciw. Ci posłowie to: Małgorzata Janowska, Anna Siarkowska, Sławomir Zawiślak. Teraz wszyscy czekają na to, co zrobi Senat RP. Ale, niezależnie co zrobi, to będzie oceniane przez lata. 

Z jednej strony pomoc unijna w wysokości 770 mld złotych jest nam niezbędna dla rozwoju Polski, ale z drugiej strony przyjęcie tego pakietu pomocowego długookresowo jest ograniczeniem naszej suwerenności. I dlatego Solidarna Polska zagłosowała przeciw a np. Lewica za, co dla mnie jest symptomatyczne. Dziwny sojusz powstał: PiS + Lewica. Można mówić w tej sytuacji o dbaniu o interesy Polski, ale ja osobiście uważam ten sojusz za zadziwiający. 

Ja wiem, że polityka musi być skuteczna i dla ważnych ustaw można się nawet pogodzić z diabłem, tyle tylko, że naprawdę nie rozumiem  postawy PiS. Zbigniew Ziobro, którego szanuję za niezależność próbował w czasie sejmowej debaty o funduszu zabrać głos. Dwukrotnie mu odmówiono, chociaż miał do tego zabrania głosu prawo. Dla mnie jest to swego rodzaju zamordyzm partii rządzącej i publiczne upokorzenie Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego. I powstaje pytanie: Czy faktycznie PiS jest propolski? Coraz bardziej skłaniam się do powiedzenia, że być niestety nie!  

Jestem niemal sympatykiem Solidarnej Polski, ale i PiS-u, co wielokrotnie i od lat potwierdzałem w swoich tekstach, chociaż nie należę do żadnej z tych partii. Popieram negatywną ocenę tzw. pakietu pomocowego, którą posłowie Solidarnej Polski ocenili negatywnie. Tym bardziej więc nie rozumiem dlaczego odmówiono zabrania głosu przez Z. Ziobrę. Aż tak się bano tego, co prawdopodobnie by powiedział? Dlaczego, skoro i tak PiS razem z Lewicą i partią J. Gowina miało zapewnioną większość? A tak pozostał niesmak kojarzący się z cenzurą komunistyczną, gdzie prawie zawsze należało pozytywnie mówić o PZPR. Nie stawiam znaku równości między onegdaj komunistyczną partią a PiS-em, ale stosowanie takich metod uciszania koalicjanta takie porównanie niemalże wymusza, przynajmniej na mnie.

Niestety w lipcu i grudniu 2020 roku na arenie unijnej de facto rezygnując z przysługującego nam veta zgodziliśmy się na powiązanie funduszy unijnych z mityczną praworządnością. Co prawda jest to obarczone jakimiś warunkami, ale tak naprawdę w UE nikt sobie z nich nie robi kłopotów. Prezydencja niemiecka postawiła na swoim a my posłusznie się pod tym podpisaliśmy tracąc kolejny kawałek  naszej suwerenności. Oczywiście w imię możliwości uzyskania z UE ogromnych funduszy pomocowych, w tym funduszu covidowego, o których obecnie nam w TV przypomina PiS. 

Co teraz? Gdybym był Z. Ziobrą lub M. Morawieckim, to bym podał się do dymisji na zasadzie, "albo on albo ja".  Ćwierkają przecież wróbelki o konflikcie między tymi panami, bo każdy z nich myśli już o schedzie po J. Kaczyńskim, który zapowiedział swoje odejście z polityki w 2023 roku. I paradoksalnie każdy z nich zawdzięcza swoją karierę polityczną szefowi PiS, i każdy może się przeliczyć. W zanadrzu jest przecież była premier B. Szydło i być może to ona kiedyś pokieruje partią. Czy któregokolwiek z tych panów będzie stać na taką decyzję? Osobiście wątpię, choć w polityce nie takie rzeczy się zdarzały, choć dziś większe poparcie u prezesa J. Kaczyńskiego ma Premier  M. Morawiecki. 

Skupiłem się na konflikcie w ramach koalicji ZP, ale faktycznie widać zgrzyty, które mogą doprowadzić do wcześniejszych wyborów, których bym nie chciał. Mimo wszystkich "przeciw" jestem jednak "za" trwaniem tej koalicji. To zdecydowanie lepsze niż powrót do władzy targowickich zdrajców Polski w postaci KO i PSL. Nie wiem jak potoczą się losy tego konfliktu, ale mam nadzieję, że dla dobra Polski będzie trwała do końca. Bo co nam pozostaje? Powrót rządów PO? To byłby koszmar. I jeżeli dla trwania tej koalicji będzie konieczność zmiany premiera, to uważam, że J. Kaczyński taką decyzję powinien podjąć a obecny premier ją zaakceptować.   

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

czwartek, 2 lipca 2020

"New Deal" w UK - jakbym słyszał A. Dudę i M. Morawieckiego

Prezydent A. Duda i premier M. Morawiecki od dawna mówią o konieczności równego rozwoju gospodarczego w naszym kraju. Równego dla wszystkich i we wszystkich regionach. Oprócz tego tłumaczą, że Polsce potrzebne są - oprócz lokalnych - także centralne inwestycje, które mają podnieść ekonomicznie nasz kraj do poziomu krajów wysokorozwiniętych. Mają one być kołem zamachowym dla gospodarki w czasie wychodzenia z kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa.

Chodzi o centralne inwestycje w postaci potężnego Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK), Przekopu Mierzei Wiślanej, budowy Baltic Pipe i Via Baltica, nowego pływającego terminalu do odbioru gazu LNG w Gdańsku czy rozbudowy już istniejącego w Świnoujściu.

Takie podejście do tych centralnych inwestycji jawnie nazywa gigantomanią kandydat na prezydenta Polski R. Trzaskowski wskazując, że niektóre z nich są już w Berlinie więc nam nie są już potrzebne. No cóż można i tak minimalistycznie i zwijająco patrzeć na rozwój Polski, ale warto też wskazywać co chcą robić inne o wiele od nas bogatsze kraje jak np. Wielka Brytania. 

""Premier Boris Johnson zapowiedział przyspieszenie realizacji projektów infrastrukturalnych, dzięki którym Wielka Brytania wyjdzie z kryzysu spowodowanego epidemią koronawirusa. Jak przekonywał, to jest moment, w którym trzeba być ambitnym. "Nie możemy nadal być po prostu więźniami kryzysu. Musimy działać szybko (...) "To jest moment, aby być ambitnym i wierzyć w Wielką Brytanię" - powiedział, ogłaszając "rewolucję infrastrukturalną". Tłumaczył, że Wielka Brytania musi wykorzystać obecny moment, aby rozwiązać problemy, które zostały uwypuklone przez epidemię, przede wszystkim nierówność szans, i dlatego plany inwestycyjne muszą zostać przyspieszone. Hasłem przewodnim rządu ma być "budować, budować, budować". Inwestycje, które w szczegółach ma w przyszłym tygodniu przedstawić minister finansów Rishi Sunak, opiewają na kwotę 5 mld funtów.  Premier po raz kolejny zapewnił, że odpowiedzią na kryzys nie mogą być oszczędności, lecz większa aktywność państwa w gospodarce. Porównał swój plan do tego, który w latach 30. ubiegłego wieku realizował ówczesny prezydent USA Franklin D. Roosevelt. "New Deal", który obejmował projekty robót publicznych, pomógł Stanom Zjednoczonym wyjść z wielkiego kryzysu. "Brzmi jak olbrzymia ilość interwencji rządowej, brzmi jak New Deal. I tak to ma brzmieć, bo tego wymagają czasy" - przekonywał Johnson. Podkreślił, że rewolucja infrastrukturalna ma na celu wyrównywanie szans między poszczególnymi częściami kraju, ponieważ zbyt wiele z nich zostało "pozostawionych w tyle, zaniedbanych, niekochanych". Wskazał, że przez to wiele talentów w kraju marnuje się. Zwrócił też uwagę, że chociaż Wielka Brytania ma jedne z najlepszych uniwersytetów na świecie i jest jednym z liderów innowacji, problemem jest wcielanie tych pomysłów w życie w kraju. "Choć nie jesteśmy już militarnym supermocarstwem, możemy być naukowym supermocarstwem, ale musimy położyć kres przepaści między wynalazkiem a jego zastosowaniem. Co obecnie oznacza, że genialne brytyjskie odkrycie znika w Kalifornii i staje się amerykańską firmą wartą miliard dolarów - lub chińską. Potrzebujemy teraz nowego, dynamicznego ducha komercyjnego, aby jak najlepiej wykorzystać brytyjskie odkrycia, aby brytyjskie pomysły rozwijały nowe brytyjskie gałęzie przemysłu i tworzyły brytyjskie miejsca pracy" - mówił''' [1].

Czy słowa premiera Borisa Johnsona nie brzmią znajomo, także w zakresie zwiększania innowacyjności brytyjskiej gospodarki? Przecież niemal identycznie od dawna mówią PAD i PMM. Zresztą od jakiegoś czasu takim językiem mówią też elity unijne, które chcą przeznaczyć miliardy Euro na inwestycyjne ratowanie europejskich krajów po kryzysie pandemicznym.

Przytaczam te słowa nie bez przyczyny, bo należy wyjaśnić, że tak naprawdę w gospodarce wszystko już było, tyle tylko, że trzeba umiejętnie korzystać z dobrodziejstwa historii gospodarczej oraz umieć to robić. I myśleć ambitnie i strategicznie.

Polska jest krajem na dorobku. Ostatnie pięć lat jednak udowodniły, że fundamenty gospodarki naszego kraju są bardzo silne i należy na nich budować naszą świetność i rozwój tak, abyśmy bardzo szybko osiągnęli poziom takich gospodarek jak Niemcy czy UK.

Jest to oczywiście proces powolny, ale nie możemy sobie dziś pozwolić na bierność, musimy ambitnie rozwijać Polskę a w kryzysie popandemicznym naprawdę duże inwestycje centralne i lokalne to najlepsza droga do wzrostu i rozwoju naszego kraju. Musimy wykorzystać ten czas a nie defensywnie skazywać się na stagnację gospodarczą.

Bo przecież budowa takiego CPK to setki firm budowlanych i tysiące miejsc pracy a później znajdzie tam zatrudnienie setki tysięcy osób. Infrastrukturalne inwestycje lokalne to też setki firm i tysiące miejsc pracy.

Ponadto wymogiem współczesnych gospodarek jest postawienie na innowacyjność, co też robi obecny rząd a podkreśla prezydent A. Duda.

Taką wizję naszego kraju chce realizować prezydent A. Duda. A jaką wizję ma R. Trzaskowski?

[1] https://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/7760861,rewolucja-infrastrukturalna-na-wyspach-premier-johnson-trzeba-byc-ambitnym-i-dzialac-szybko.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 18 marca 2020

"Tarcza antykryzysowa" w wydaniu PO-KO: antypis i przełożenie terminu wyborów

Wczoraj prezydent i premier spotkali się, aby dyskutować o tym co będzie się gospodarczo działo już po kryzysie związanym z koronawirusem. I w taki właśnie sposób należy traktować wszystkie działania rządu i prezydenta w obrębie gospodarki, czyli tak naprawdę w newralgicznym dla wszystkich aspekcie codziennego funkcjonowania.

Musimy sobie zdawać sprawę, że myśląc o przyszłości trzeba zadbać o to, aby teraźniejszość nie spowodowała przyszłej katastrofy gospodarczej naszego kraju. Jeżeliby tak się stało, to by znaczyło, iż mamy nieodpowiedzialnych i niewykwalifikowanych rządzących.

Jestem jednak przekonany, że obecna ekipa jest bardzo silna pod względem gospodarczym, co też wynika z charyzmy i wiedzy samego premiera M. Morawieckiego. Przez te lata swojego premierostwa udowodnił, że potrafi dobierać sobie kompetentnych współpracowników i poprowadzić naszą gospodarkę na coraz wyższe pułapy jej rozwoju a już tego kwintesencją było ustalenie na rok 2020 budżetu z zerowym deficytem, co zdarzyło się po raz pierwszy w nowej Polsce. Do tego mieliśmy rekordowo niskie bezrobocie i różnego rodzaju programy wspierające gospodarkę. Przez wielu byliśmy i jesteśmy stawiani w Europie za wzór, co jest jak najbardziej słuszne.

Przyszedł sobie do nas koronawirus i wywrócił wszystko do góry nogami... za wyjątkiem zimnej krwi naszych rządzących. Przyjęliśmy rozwiązania antywirusowe bardzo szybko. Jako jedni z pierwszych wprowadziliśmy stan zagrożenia epidemicznego i wszystkie z tym związane obostrzenia. I w tym przypadku jesteśmy stawiani za wzór i po nas podobne rozwiązania wprowadzają inni. To wszystko w zakresie zdrowia nas wszystkich.

Dziś zaś premier M. Morawiecki wraz z ministrami odpowiedzialnymi za gospodarkę przedstawił pakiet antykryzysowy dla gospodarki, który nazwał "Tarczą antykryzysową". Jest to pakiet innowacyjny i składający się z pięciu filarów, które ogólnie mają dać szansę na przetrwanie w dobrej kondycji naszej gospodarki przez ten nieuchronny kryzys. I znów mam wrażenie, że będzie kopiowany przez inne europejskie kraje, bowiem jest na wskroś całościowy i nie stanowi zbioru jakichś przypadkowych działań.

Pakiet zakłada bardzo wiele rozwiązań zarówno dla pracodawców i pracowników, jak i dla całego systemu finansowo-gospodarczego w naszym kraju. Jest to bufor, który ma zminimalizować negatywne skutki gospodarcze, które na pewno spowodują spowolnienie wzrostu gospodarek nie tylko europejskich.

O szczegółach premier poinformował w czasie konferencji prasowej i już niedługo znajdzie się on na stronach KPRM a dziś przedstawiają go portale internetowe [1], [2], [3], [4], [5], [6].

O szczegółach wypowiem się po przyjęciu jednej lub dwóch specustaw, które rząd ma zamiar przedstawić sejmowi do akceptacji i w nich to będą zawarte wszystkie propozycje... Na gorąco mogę tylko powiedzieć, że ich kompleksowość i szybkość wdrażania pozytywnie zapiera dech w piersiach ekonomisty :).

Natomiast nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdybyśmy mieli rządy PO-PSL to wszystko by po prostu naszą gospodarkę pogrążyło tak, że nasza, polska egzystencja byłaby zagrożona. Czy ktokolwiek z takich person jak D. Tusk, E. Kopacz czy też inni przywódcy opozycji byliby w stanie tak merytorycznie jak M. Morawiecki przedstawić  (chociażby) taki plan i byliby zdolni do merytorycznych odpowiedzi? Wątpię i sądzę, że większość liderów opozycji w ogóle nie rozumiała tego, co mówią przedstawiciele rządu z premierem na czele.

Cały pakiet jest pozbawiony jakiejkolwiek polityki, jest na wskroś merytoryczny i miejmy nadzieję słuszny.

A co robi opozycja? No i oczywiście - jak można się było spodziewać - totalna opozycja już krytykuje ową Tarczę Antykryzysową,,, krytykują, aby krytykować, choć nie mają pojęcia co tak naprawdę krytykują.

Jedynym u nich planem antykryzysowym jest totalniacka i prostacka negacja wszystkiego co robi PiS i gdyby rządzili to takiego planu w ogóle by nie było. Innym elementem antykryzysowego planu opozycji jest... przełożenie wyborów prezydenckich...

To wszystko na co opozycję dzisiaj stać. Zero merytorycznych i realnych propozycji. Żałośni ludzie.



[1] https://wpolityce.pl/polityka/491760-najwiekszy-pakiet-antykryzysowy-co-zaklada-tarcza-sprawdz
[2] https://www.salon24.pl/newsroom/1028499,pakiet-antykryzysowy-w-zwiazku-z-koronawirusem-wartosc-212-mld-zl-znamy-szczegoly
[3] https://wpolityce.pl/gospodarka/491782-prezes-nbp-nie-musze-o-nic-prosic-za-granica-damy-rade
[4] https://niezalezna.pl/317105-pracowniku-pracodawco-przeczytaj-pakiet-antykryzysowy-17-kluczowych-punktow
[5] https://niezalezna.pl/317151-rzad-przeznaczy-dodatkowe-75-mld-zl-na-ochronezdrowia-w-planach-min-wzrost-swiadczen
[6] https://niezalezna.pl/317149-emilewicz-wyplacimy-min-samozatrudnionym-swiadczenie-w-wysokosci-ok-2-tys-zl



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... © Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com