piątek, 27 stycznia 2017

Żądajmy reparacji wojennych oraz milionów za zniesławianie Polski i Polaków!

Polska po II WŚ nie prowadziła żadnej zewnętrznej polityki historycznej. Nie starała się szerzyć prawdy o niemieckich i sowieckich mordach oraz prześladowaniach w Polsce i nie tylko na Polakach.

Owszem za czasów PRL wewnętrznie była wybiórczo pielęgnowana pamięć o gehennie zadanej Polakom, Żydom w postaci Holocaustu, Cyganom i innym przez Niemców, niemieckich nazistów/hitlerowców. Pomijano oczywiście komunistów jako ludobójców nawet większych niż Niemcy i chyba był to jeden z powodów zamilczania za granicą polskiego tragizmu wojennego i powojennego. Były to jednak - nawet w przypadku Niemców -  jedynie działania wewnętrzne, które dotyczyły tylko nas-Polaków a nie były rozpowszechniane w europejskich krajach zachodnich czy też w USA lub Izraelu.

W tym czasie w Niemczech od zakończenia wojny były i są realizowane działania mające krok po kroku (jak to Niemcy uwielbiają) zdjąć odium ludobójczego niemieckiego nazizmu/hitleryzmu z narodu niemieckiego i przypisać go jakiemuś sztucznemu pojęciowemu wytworowi lub innemu narodowi. Stąd owi beznarodowi mityczni naziści i Polacy jako owi naziści.  I dla nich nie jest ważne, że 90% Niemców popierało A. Hitlera. Ich celem jest jedno: oczyścić siebie z własnych win i - w miarę upływu czasu, czyli powolnemu umieraniu świadków II WŚ - zmienić historię, zmienić podręczniki historyczne i zamienić Niemców z katów w niemal w ofiary a co najmniej w niewinny ludobójstwu naród.

Taka postawa Niemców (w tym niemieckich mediów) staje się zrozumiała np. po obejrzeniu wyemitowanego w TVP1 dnia 23.01.2017 roku wstrząsającego filmu dokumentalnego Ilony Ziok pt.: "Fritz Bauer. Sam pośród swoich". Był on jednym z nielicznych po wojnie Niemców (sędzia i prokurator), który starał się pokazać okrucieństwo Niemców podczas II WŚ jako przestrogę dla przyszłych pokoleń. Ścigał niemieckich nazistów na całym świecie (przyczynił się do pojmania m.in. Adolfa Eichmanna w Argentynie), starał się uświadomić Niemcom, że muszą "przeżyć" własną winę i wtedy możliwe będzie na gruncie prawdy zbudowanie nowego niemieckiego państwa. Niestety spotykał się z ostracyzmem powojennych elit RFN, gdzie po wojnie zatrudnienie w państwowej administracji tego państwa znalazło wielu hitlerowców i wielu z nich kształtowało politykę Zachodnich Niemiec oraz ichnich służb specjalnych. Poza tym przecież niemal wszystkie największe firmy niemieckie istniejące nawet do dziś czynnie współpracowało z Hitlerem i jego III Rzeszą a to powodowało również finansowy negatywny nacisk na F. Bauera. Nie był również lubiany ze względu na swoje żydowsko-niemieckie pochodzenie. Umarł w dziwnych okolicznościach porażony w 1968 roku - jak byśmy określili to dziś terminem z III RP - "seryjnym samobójcą". Nie doczekał rozliczenia Niemiec ze swoją ludobójczą przeszłością i dziś pewnie dalej byłby zawiedziony.

Jednocześnie przez cały okres powojenny Niemcy - zdając sobie sprawę ze swoich przewinień - spełniały wszystkie powojenne roszczenia Żydów, czym oczywiście musiały sobie zaskarbić pewną przychylność owego umęczonego przez Niemcy narodu. Wedle oficjalnych informacji Niemcy już oddały Żydom wszystko, czego oni za tę wojnę od nich oczekiwali. Stąd pewna przychylność Żydów wobec Niemców nie może budzić zdziwienia, bowiem pewne kręgi środowisk żydowskich  z Holocaustu własnych pobratymców postanowiły zrobić sobie firmę nastawioną na zysk, czyli Przedsiębiorstwo Holocaust a wykorzystywały i wykorzystują do tego celu m.in. powstałą w 1913 roku żydowską Ligę Przeciwko Zniesławieniu (Anti-Defamation League - ADL). Zastanawiająca jest to organizacja, która jakoś w czasie wojny nie była skłonna uwierzyć m.in. Polakom w niemiecki Holocaust ani pomagać mordowanym przez Niemców Żydom w Europie (w tym w Polsce), a po wojnie nagle dąży do odszkodowań i walczy z każdym rodzajem antysemityzmu, który uzna za antysemityzm. Zadziwiające jest też to, że szkalując Polaków dąży do tego, abyśmy wypłacili jako Polska mityczne, bezzasadne i bezprawne  odszkodowania wojenne i powojenne dla Żydów, które sobie obliczyli na kwotę około 65 mld USD.

Jakkolwiek byśmy nie oceniali narodu żydowskiego, to zawsze znacząca jego część utożsamiana jest na świecie z dążnością do zdobywania kapitału finansowego, który dawał i daje mu w dalszym ciągu poczucie władzy i spaja - obok religii - naród, nawet kiedy jest rozproszony po całym ziemskim globie. Tak było chyba od niemal zawsze i od niemal zawsze to Żydzi przede wszystkim dążyli do opanowania sektorów: lichwiarskiego (banki) i handlowego, co zresztą im się udawało i udaje dotychczas.

Jest też pewna cecha dużej części narodu żydowskiego, która dla mnie jest niezrozumiała i której nie potrafię do końca wytłumaczyć. Tą cechą jest antypolonizm, niemal fanatyczny i aberracyjny antypolonizm. I ten antypolonizm jest dziś widoczny w Polsce i na świecie, w tym w Izraelu i USA. Jestem nim zdziwiony tym bardziej, iż to Polska jako jedyne wówczas państwo za czasów Kazimierza Wielkiego udzieliła schronienia Żydom wyganianym z innych europejskich krajów a do tego dała im przywileje, których nigdy nawet wtedy w marzeniach nie mogli sobie wyobrazić. To w Polsce przed wojną mieszkało spokojnie i dostatnio najwięcej Żydów w Europie. To Polacy z narażeniem życia (tylko w Polsce za pomoc Żydom groziła z rąk Niemców śmierć całych polskich rodzin) ratowali Żydów przed krwiożerczymi Niemcami i to Polaków jest najwięcej spośród odznaczonych żydowskim odznaczeniem:  "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata".

Nad tym żydowskim antypolonizmem reprezentowanym przez część środowisk żydowskich zresztą wielokrotnie się zastanawiałem i mimo mojego zdziwienia zdołałem skonstatować cztery hipotetyczne jego przyczyny. Po pierwsze, syjonizm talmudyczno-rabiniczny wywyższający etnicznych Żydów ponad innymi narodami, narodami gojów a takim narodem gojów są m.in. Polacy nie zasługujący na szacunek. Po drugie judaizm (też w/w syjonizm), kwestionujący mesjaństwo Jezusa Chrystusa a tym samym uważający chrześcijaństwo (w tym katolicyzm) za herezję godną jedynie zwalczania i upokarzania a przecież Polacy to najbardziej chyba na świecie wewnętrznie spójny naród katolicki. Po trzecie, reprezentowana przez niektóre syjonistyczne środowiska idea "nowej ziemi obiecanej", którą ma stanowić dla nich zarządzana przez nich część Polski zwana przez nich Judeopolonią. I po czwarte, kompleks niższości wobec Polaków wynikający z wielowiekowej niezniszczalnej państwowości polskiej i inteligencji oraz wiedzy reprezentowanej przez Polaków. Można w tym obszarze - choć to wymaga oddzielnej analizy - jeszcze wspomnieć o patriotyzmie i antykomunizmie Polaków, które są sprzeczne z wyrosłymi na ideach żydowskich teoretyków: K. Marksa i F. Engelsa i królującymi obecnie w świecie postawami komunistyczno-lewackimi i demoliberalnymi, które to z kolei mają na celu zniszczenie chrześcijaństwa i narodowych tożsamości oraz doprowadzenie do powstania jednego beznarodowego społeczeństwa zarządzanego przez Jeden Rząd Światowy (NWO).

W całym okresie powojennym i dzisiaj cele polityki historycznej Niemiec (wraz też z niemieckim antypolonizmem) w jakiś sposób zazębiły się z lichwiarską a do tego antypolską postawą części środowisk żydowskich. Zapewne duży wpływ na taki proces miało też to, że tak naprawdę wielu najwyższych rangą i znaczeniem hitlerowców miało częściowo pochodzenie żydowskie (choćby wspomniany wcześniej A. Eichmann - nomen omen "nazistowski nadzorca kwestii żydowskiej")  a sam Holocaust nie mógł być realizowany przez Niemcy bez wsparcia wielu samych Żydów i ich pronazistowskich organizacji [1].

Z tego połączenia celów i postaw obydwu narodów (ich części) narodziło się dążenie do historycznej zmiany roli Polaków w czasie II WŚ. Z roli jej ofiar i walczących z Niemcami próbuje się od lat zrobić z Polaków katów i oprawców. Stąd właśnie najpierw wypromowano mityczne pojęcie nazistów, mające na celu redukcję naturalnego utożsamiania Niemców z ludobójczym hitleryzmem. Stąd następnie fałszywie kreowano i demonizowano polski antysemityzm i podpierano go zniesławiającymi Polskę i Polaków twierdzeniami o "polskich obozach koncentracyjnych", "polskich obozach śmierci" i "mordach Polaków na Żydach", których - wedle T. Grossa i innych - Polacy zabili więcej niż Niemców (3 mln?)". Stąd teraz próbuje się już ostatecznie (na razie nieśmiało) przypisać nazizm Polakom a nie Niemcom.

(Tak dygresyjnie... w/w twierdzenie T. Grossa o zabijaniu Żydów przez Polaków można by też np. odwrócić i zapytać: "Czy z pochodzenia Żydzi zabili więcej Polaków niż Niemcy i Sowieci"? No cóż, postawa wobec Polaków dużej części Żydów (też komunistów) we wrześniu 1939 roku i latach późniejszych a także działania powojennej żydo-komuny być może nie uprawniają do stawiania aż takiego pytania, ale dlaczego mamy tolerować całkowicie wyssane z chorego umysłu T. Grossa insynuacje?)

Kontynuując ad meritum.

Dzisiaj widzimy już niemal historyczno-informacyjną wojnę niemiecko-polską o historyczną prawdę, iż to Niemcy a nie Polacy tworzyli obozy koncentracyjne m.in. na terenie Polski i to Niemcy a nie Polacy mordowali inne narody, w tym Polaków i Żydów.

Od niedawna bowiem Polacy oddolnie starają się przywrócić ową prawdę historyczną. Szkoda, że nie zajmuje się tym w sposób stanowczy polskie państwo a cały internetowy zryw pt. "#GermanDeathCamps" jest wynikiem walki jednego człowieka, Karola Tendery.

"Ten były więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz podał niemiecką telewizję ZDF w 2015 roku do sądu za użycie w informacji o planowanej emisji programu dokumentalnego „Verschollene Filmschatze. 1945. Die Befreiung der Konzentrationslager” określenia „polskie obozy śmierci”. Pod koniec grudnia 2016 roku Sąd Apelacyjny w Krakowie w końcu nakazał ZDF publiczne przeproszenie Karola Tendery. Sąd wskazał, że przez takie stwierdzenie były więzień Auschwitz z ofiary staje się sprawcą. Przeprosiny miały zostać opublikowane na pierwszej stronie nadawcy i pozostawać widoczne przez 30 dni. Telewizja ZDF jednak w dość w osobliwy sposób podeszła do wyroku sądu. Przeprosiny ukazały się na stronie internetowej nadawcy, ale opublikowano je na samym w dole strony, w jak najmniej widocznym miejscu. Same przeprosiny są także dość osobliwie sformułowane. ZDF wprawdzie przeprasza za swój błąd, ale zrzuca winę na karb telewizji ARTE i „błąd tłumaczenia z języka francuskiego”. 

Prawnicy Stowarzyszenia Patria Nostra i Reduta Dobrego Imienia wystąpili do ZDF z wezwaniem o prawidłowe wykonanie wyroku. Telewizja ZDF miała czas na poprawienie przeprosin do 12 stycznia, jednak nic z tym nie zrobiła. Tłumaczyła się „problemami graficznymi i technicznymi”, ale pełnomocnik Tendery, Lech Obara, uznał te tłumaczenia za „niewystarczające”. Wystosował do ZDF wezwanie do prawidłowego wykonania wyroku i zastrzegł, że w razie niewykonania podejmie kroki prawne. Wówczas do akcji włączyli się polscy internauci. Portal Żelazna Logika postanowił zorganizować zakrojoną na szeroką skalę akcję, której celem jest przypomnienie ZDF, na którym narodzie spoczywa odpowiedzialność za zbudowanie obozów zagłady. Profil telewizji na Facebooku został zalany falą grafik opatrzonych hashtagiem #GermanDeathCamps, który z czasem stał się popularny też w innych mediach społecznościowych. Na grafikach widnieją archiwalne zdjęcia niemieckich obozów śmierci (m.in. bramą KL Auschwitz z napisem „Arbeit macht frei” czy wywołującą mocne wrażenie grafiką, przedstawiającą rozstrzelanie więźnia przez niemieckiego SS-mana), opatrzone m.in. hasłem: „Niemieckie obozy koncentracyjne. Nigdy polskie. Nie myl ofiar z oprawcami”. 

Mobilizacja była taka, że osoby usiłujące umieszczać grafiki na profilu ZDF na Twitterze i Facebooku z czasem były banowane. ZDF otwarcie ogłosiło, że posty głoszące prawdę historyczną to „spam”. Do akcji dołączyły wówczas kolejne organizacje. Z inicjatywy Fundacji Tradycji Miast i Wsi, która już od 2015 r. walczy z „polskimi obozami”, powstała strona internetowa Germandeathcamps.org/pl. Niebawem z inicjatywy Fundacji ruszy także mobilna akcja #GermanDeathCamps. Mobilny, podświetlany billboard wielkości 3x6m wyruszy z Wrocławia do Wiesbaden - pod siedzibę ZDF-u, a następnie do Bonn, Brukseli i Londynu. Fundacja planuje także stworzenie strony internetowej skierowanej do cudzoziemców, poświęconej problemowi „polskich obozów zagłady”. Grafiki #GermanDeathCamps były też wklejane na stronach jednej z włoskich gazet, która użyła krzywdzącego Polaków sformułowania. 

W walkę o prawdę historyczną włączyła się również ambasada RP w Waszyngtonie, publikując m.in. na Facebooku film o niemieckiej okupacji w Europie. Film trwa dwie minuty i nosi tytuł „Words Matter” (Słowa mają znaczenie - red.). „Chodzi o historyczną uczciwość i rzetelność. Od trzynastu lat polscy dyplomaci reagują na obraźliwe i fałszywe sformułowania, takie jak» polski obóz koncentracyjny« czy »polski obóz śmierci«” – można przeczytać w opisie filmu. Mimo iż akcja jest całkowicie apolityczna spowodowała już pierwszą polityczną ofiarę. Pawel Rabiej przestał być rzecznikiem Nowoczesnej po tym jak stwierdził na Twitterze, że to „naziści”, a nie Niemcy są odpowiedzialne za obozy koncentracyjne na terenie okupowanej Polski" [2].

Oczywiście akcja ta wynika też ze skumulowania się wieloletnich propagandowych praktyk mających na celu modelowanie świadomości młodych ludzi na świecie, wtłaczając im, iż to Polacy są nazistami a także ułatwiających żądanie przez Żydów owych mitycznych odszkodowań od Polaki.

Można się tylko cieszyć, że w Polsce zwykli ludzie zdają sobie sprawę jak ważna jest obecnie i w przyszłości prawda historyczna i będą zawsze od teraz walczyć o dobre imię Polaków w przypadkach fałszowania owej prawdy, też np. w książkach i oficjalnych instytucjach państwowych a nie tylko w filmach czy mediach i nie powtórzą się np. przypadki, że "w kanadyjskiej książce „Flight and Freedom. Stories of Escape to Canada”  pojawia się zwrot „polskie SS”. Oficjalny protest do wydawnictwa „Between the Lines” w tej sprawie skierował  ambasador RP w Kanadzie" [3].

Proszę zwrócić uwagę jak są przekraczane kolejne granice. Zwrot "polskie obozy koncentracyjne" też na początku był artykułowany nieśmiało. Z czasem zaczęto go powielać na całym świecie i jednak udało się wdrukować do świadomości dużej części międzynarodowej opinii publicznej przeświadczenie, że te obozy faktycznie były polskie i to Polacy - jako oczywiście znani antysemici - byli sprawcami (współsprawcami) Holocaustu Żydów. Czy teraz "polskie SS" będzie tak samo manipulacyjnie rozsiewane po całym świecie, by w końcu przekonać wszystkich, iż SS to były jednak polskie formacje nazistowskie?

Wracając jednak do Niemców. Niestety prawdopodobnie u strony niemieckiej obecna polska akcja walki o prawdę historyczną wywołała jakiś niezrozumiały amok i intensyfikację działań fałszujących historię winy niemieckiej podczas II WŚ. Otóż dowiadujemy się, że dzisiaj, "dokładnie w tym samym dniu, w którym cały świat obchodzi Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu, Niemieckie Muzeum Historyczne (Deutsches Historisches Museum) zaprasza na pokaz filmu Claude Lanzmanna, który - jak czytamy na oficjalnych stronach internetowych tego muzeum – opisuje bohaterskie powstanie więźniów w październiku 1943 roku w „POLSKIM OBOZIE ZAGŁADY” w Sobiborze. Dzień wcześniej lokalny dziennik „Rhein Zeitung” także przy okazji obchodów „Dnia Ofiar Holokaustu” pisze o zdjęciach wykonanych przez Wilhelma Brasse w Auschwitz, które są dowodem na zbrodnie dokonywane w „POLSKIM OBOZIE KONCENTRACYJNYM” [4].

To naprawdę już - mówiąc kolokwialnie - szczyt bezczelności i niemal jawna prowokacja. Trudno wobec tego zachować spokój, podobnie jak w przypadku niemiecko-szwacjarskiego tygodnika T. Lisa "Newsweek", który niedawno rozwodził się nad małą zbrodnią "polskich obozów koncentracyjnych" w postaci sowiecko-komunistycznych powojennych obozów pracy na terenie Polski a przeznaczonych dla Polaków, Żydów, Niemców czy Ślązaków, gdzie niestety bywało, iż największymi komunistycznymi katami były osoby pochodzenia żydowskiego z sortu "żydo-ubecji".

Ogólnie brak spójnej polskiej polityki historycznej okazał się zaniechaniem najcięższej narodowej wagi. W okresie PRL a szczególnie III RP nie prowadzono wobec tego skutecznych skoordynowanych działań przeciwstawiających się niemiecko-żydowskiemu kłamstwu historycznemu. Często tylko ograniczano się (o ile w ogóle) do pisemnych sprzeciwów, monitów czy też żądania jakichś sprostowań.

Oddolnie jednak - jak widzimy teraz - poszczególni Polacy często indywidualnie starali się odkłamywać historię. Robiła to też Polonia i organizacje polonijne. Ich skutkiem było powstanie w kraju portali internetowych i organizacji chcących bronić dobrego imienia Polski i Polaków, jak założona przez M. Świrskiego "Reduta Dobrego - Polska Liga przeciw Zniesławieniom".

Dobrze, że tak jest, ale sądzę, że trzeba jednak zsynchronizować działania i w końcu określić treść polskiej polityki historycznej. Jest to tym bardziej niezwłocznie konieczne, bowiem - z różnych przyczyn - w ostatnim okresie można zauważyć nasilenie się działań zakłamujących historię i skierowanych przeciwko Polakom.

Niezależnie jednak od przygotowań tej polityki (strategii) trzeba naprawdę chyba zmienić zasadniczo formę teraźniejszych protestów. Naprawdę monity, pisma, żądania sprostowań i przeprosin czy wycofania określonych publikacji nie są wystarczająco efektywne i skuteczne. Obecna akcja, też z bilbordem, jest właściwym krokiem we właściwym kierunku.

Ale uważam, że kłamstwa historyczne, insynuacje i obrażanie nas powinny za każdym razem być przedmiotem pozwów sądowych (i innych działań) z żądaniem wielomilionowych odszkodowań na rzecz polskiego Skarbu Państwa lub wybranych polskich organizacji społeczno-politycznych czy charytatywnych. I musi to być realizowane przez państwo polskie z wykorzystaniem dobrych kancelarii prawniczych.

Niebezpieczeństwo utraty milionów z pewnością będzie skuteczniejszą bronią przeciw zniesławianiu Polski i narodu polskiego niż nawet najlepiej zredagowane zapisane słowa, protesty czy internetowe przedsięwzięcia. W tym obszarze możemy się wiele nauczyć od Żydów i ich ligi ADL - nie tylko w kwestiach finansowych...

Musimy jako państwo i razem zadbać o prawdę historyczną... wszelkimi sposobami, skutecznymi sposobami, także jeszcze w obszarze polsko-niemieckich politycznych kontaktów międzynarodowych. Dzisiaj B. Szydło, premier polskiego rządu, jasno i stanowczo mówiła o potrzebie prawdy historycznej, też w zakresie niemieckich a nie polskich obozów zagłady. Mam nadzieję, że równie ostro i bezdyskusyjnie wyrazi tą opinię w czasie bliskiego spotkania z kanclerz Niemiec A. Merkel. Będzie to chyba sprawdzian naszej bezwzględnej walki o prawdę i fundamentem budowy naszej polityki historycznej i dobrych przyszłych relacji z Niemcami. Równie ważne będzie zdanie prezydenta A. Dudy oraz potwierdzenie
własnego stanowiska w tej sprawie J. Kaczyńskiego.

W tej całej kuriozalnej sytuacji w stosunkach niemiecko-polskich musimy też wykorzystywać naszą potencjalnie bardzo istotną kartę przetargową - niemieckie reparacje wojenne wobec Polski.

Nic chyba nie stoi na przeszkodzie abyśmy i my - wobec zmasowanego ataku Niemców, fałszowania przez nich historii obozów zagłady i formacji SS oraz wrogiemu przejmowaniu polskiej własności przez niemiecki przemysł (w tym media) - podobnie jak Żydzi (i np. Grecy) wspomnieli na arenie międzynarodowej  o naszych roszczeniach wojennych wobec Niemiec, które w minimalistycznych szacunkach mogą sięgać kwoty niespełna 1 bln USD a w niektórych wyliczeniach nawet kilku czy kilkunastokrotnie więcej [5], [6], [7], [8].

Jest to tym bardziej możliwe, że zrzeczenie się w 1953 roku prawa do roszczeń przez polskie władze komunistyczne nie ma tak naprawdę mocy prawnej. Po pierwsze, ze względu na to, że Polska posiadała (w odróżnieniu od innych demoludów) oficjalny rząd polski na uchodźstwie, który nigdy nie zrzekł się prawa do reparacji wojennych Niemiec na rzecz Polski a po drugie, ze względu na fakt, iż nawet polscy komuniści nie dopełnili formalności i nie nie zarejestrowały swojej decyzji o zrzeczeniu się w Sekretariacie Generalnym ONZ, co tym samym międzynarodowo czyni tą decyzję bezprawną. Grzegorz Kostrzewa-Zorbas - który jako pierwszy wskazał na ten błąd komunistów i samych Niemiec - postuluje w tej sprawie negocjacje, w których "ani w nich ani przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości pozycja Niemiec nie byłaby mocna".

Bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy wielokrotnie wskazywali na fakt braku odszkodowań dla Polski ze strony Niemiec za gehennę Polski w czasie niemieckiej II WŚ. Już w 2004 roku, na polecenie ówczesnego prezydenta Warszawy ś.p. Lecha Kaczyńskiego oszacowano, że straty jakie poniosła stolica wynoszą 45,3 mld dolarów. Ostatnio zaś (grudzień 2015) J. Kaczyński stwierdził, że „My naprawdę pomocy, jeżeli chodzi o demokrację, ze strony Niemiec nie potrzebujemy. Tu jest ciągle wielka, bardzo wielka kwestia rozliczenia naszych wzajemnych stosunków i tego wszystkiego, co Niemcy są nam winni, a są nam winni bardzo, bardzo dużo w każdym wymiarze, począwszy od moralnego, skończywszy na ekonomicznym (...) a mogę powiedzieć tylko jedno – ten rachunek krzywd po polskiej stronie jest ogromny i powtarzam, w ciągu tych 70 już lat, które minęły od końca wojny, te sprawy nie zostały nigdy załatwione i w sensie prawnym są aktualne, bo jak wiemy, to zostało niedawno przez pana Kostrzewę-Zorbasa odkryte, ta nasza rezygnacja z odszkodowań nigdy nie została zarejestrowana przez odpowiedni organ rejestracji Organizacji Narodów Zjednoczonych, czyli w sensie prawnym tego w ogóle nie ma. Droga jest otwarta i w Niemczech też się powinno o tym pamiętać” [13].

Uważam, że Niemcy o tym pamiętają i dobrze znają stanowisko lidera PiS. Być może jest też to jedna z przyczyn histerycznego ataku Niemiec na Polskę.

Niemniej chyba warto od czasu do czasu Niemcom o tym przypominać i to publicznie na arenie międzynarodowej, podobnie zresztą jak na fakt, iż niemieckie firmy w Polsce nielegalnie transferują (transferowały) środki finansowe do Niemiec w kwocie około 40 mld zł.

Może takie umiędzynarodowienie problemu przyniesie efekty w postaci zamknięcia (choć częściowego) ich antypolskich "szczekaczek" wspieranych przez "polskich" nie-Polaków i polskich "taragowiczan"? Kto wie... przecież dla Niemiec dzisiaj - inaczej niż w czasach Hitlera - orężem uzyskania "przestrzeni życiowej" nie jest armia a finanse i ekspansja firm niemieckich w Europie a "kasa" jest dla nich priorytetem.

Ogólnie ponadto uważam, że Polska winna sprowadzić histerię i atak na nasz kraj ze strony zniemczonej UE na faktycznie największą (no może nie, ale bardzo ważną) jej przyczynę jaką są finanse i gospodarka, w wielu obszarach dotyczące przede wszystkim Niemiec i utraty przez nie polskiego tusko-landu niemieckiego.

Jestem pewien, że musimy walczyć o prawdę historyczną i dobre imię Polski wszelkimi sposobami. Poza tym należą nam się odszkodowania od Niemiec i zobaczmy, że te nasze roszczenia oscylujące wokół 1 bln USD są niczym w porównaniu z wyimaginowanymi roszczeniami niektórych środowisk żydowskich wobec Polski wynoszącymi podobno 65 mld USD. 

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2014/01/zydzi-i-ich-niechlubna-rola-w.html.
[2] http://wpolityce.pl/swiat/325053-slowa-maja-znaczenie-nie-mozemy-pozwolic-niemcom-by-swoja-neuroze-leczyli-kosztem-historycznej-prawdy.
[3] http://niezalezna.pl/75886-skandal-po-polskich-obozach-wydawcy-ida-krok-dalej-polskie-ss-w-kanadyjskiej-ksiazce
[4] http://niezalezna.pl/92947-ujawniamy-niemcy-przekroczyli-granice-bezczelnosci-nie-moze-byc-przypadek
[5] http://wiadomosci.onet.pl/kraj/dr-kostrzewa-zorbas-polska-moze-zadac-bilionow-zlotych-od-niemiec/jnr24 (za tygodnikiem "wSieci")
[6] http://wpolityce.pl/historia/240006-305-mld-dolarow-wczoraj-grecja-oglosila-wstepne-wyliczenie-roszczen-od-niemiec-dzis-wsieci-o-postepie-sprawy-reparacji-wojennych-dla-polski
[7] https://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2011/09/05/polska-powinna-miec-roszczenia/
[8] http://wolna-polska.pl/wiadomosci/niemcy-chca-zniszczyc-pis-chodzi-o-1-bln-usd-2016-01
[9] http://bezprawnik.pl/jaroslaw-kaczynski-ponownie-o/


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są przeze mnie cenzurowane ani wycinane za wyjątkiem tych, które zawierają wulgaryzmy oraz bezpośrednie niemerytoryczne ataki ad presonam.