Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lewactwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lewactwo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 lutego 2024

Czy czeka nas produkcja jeszcze większych poszkolnych głupców i idiotów? Część 2

"Takie będą Rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowanie" - te słowa wypowiedziane przez
kanclerza Jana Zamoyskiego, wielkiego hetmana koronnego Rzeczypospolitej Obojga Narodów
wypowiedziane ponad czterysta lat temu, to znakomita sentencja, która do dziś nie straciła na
swej aktualności. 

A nawet więcej. Właśnie teraz te słowa nabierają szczególnej wagi, bowiem za edukację, naukę i kulturę wzięli się ideologiczni lewacy w postaci minister edukacji Barbary Nowackiej, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Dariusza Wieczorka oraz po części Joanny Scheuring-Wielgus, która jest wiceministrem  kultury i dziedzictwa narodowego i Katarzyny Kotuli zajmującej stanowisko ministra do spraw równości. Z tej czwórki ministrów najwięcej szkody dla polskich dzieci i polskiej młodzieży może narobić minister B. Nowacka, ale też i minister D. Wieczorek z pewnością pogłębi lewacką ideologizację szkół wyższych. No i będą mieli mocne wsparcie dwóch pozostałych ministrów. 

Dlatego też jeszcze raz powtórzę: "Takie będą Rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowanie". 

Część 2

W tym bieżącym ferworze walki z reżimowym bezprawiem możemy łatwo przeoczyć ten lewacki atak na polską edukację i naukę. Jednakowoż nie możemy tego nie dostrzegać, bo lewactwo dąży tak naprawdę do produkcji poszkolnych i poakademickich głupców i idiotów, którzy nie będą mieli wystarczającej wiedzy żeby rozumieć obecny świat oraz nie będą potrafili myśleć w sposób przyczynowo - skutkowy ani też w kategoriach zachodzących procesów, ale za to będzie ich można dowolnie kształtować, manipulować i lewacko indoktrynować. 

Mówiąc brutalnie: po edukacji proponowanej przez B. Nowacką polscy uczniowie będą wiedzieli jak założyć prezerwatywę i się masturbować, ale nie będą mieć pojęcia kim był Ignacy Krasicki i jakie dzieła napisał Henryk Sienkiewicz czy Jan Kochanowski a zapytani o to, kto najbardziej ucierpiał w czasie II WŚ odpowiedzą, że Niemcy, które były największą ofiarą nazistów... No może też dorzucą wzmiankę o Żydach, ale o Polakach już nie wspomną, chyba, że w kontekście ich winy za nazizm i holocaust. 

Pierwsza część [1] dotyczyła ogólnego i subiektywnego opisu zjawisk w obszarze edukacji i nauki w całej III RP ze szczególnym uwzględnieniem szkolnictwa wyższego. 

Obecna, druga jest opisem tego, co nas czeka w najbliższej przyszłości i odnosi się m.in. do beznadziejnych pomysłów na edukację minister B. Nowackiej, która chce zmniejszyć wymagania wobec uczniów, częściowo zakazać zadawania prac domowych, kreować w szkołach atmosferę "przyjazną" dla ideologii gender i LGBTQ+ oraz zlikwidować niektóre przedmioty i liczbę godzin jak np. w przypadku języka polskiego czy historii. Chodzą też słuchy, że w ogóle zaniechany będzie przedmiot "Historia i Teraźniejszość" więc trzeba się śpieszyć, aby kupić dwa świetne podręczniki do tego przedmiotu napisane przez prof. W. Roszkowskiego, który w czasach komuny jako „Andrzej Albert” pisał o polskiej historii. Wtedy jako młody człowiek zaczytywałem się w jego książkach, które były kolportowane "w drugim obiegu". 

Nowa szkoła w zakresie podstawowym i średnim wg. tych lewaków ma być niestresująca i zredukowana do poziomu przeciętnego, co oznacza systematyczne "równanie w  w dół" zakresu wymaganej od uczniów wiedzy i ogólnie zachowań społecznych. 

Idealne zobrazowanie takiego modelu nauczania przedstawia film "Harrison Bergeron" z roku 1995, który został luźno oparty na opowiadaniu Kurta Vonneguta z 1961 roku o tym samym tytule. 

Już początek filmu pokazuje szkołę, w której promuje się najsłabsze prace uczniów, natomiast prace dobre i bardzo dobre spotykają się z naganą i ostatecznie implikują podjęcie decyzji o operacyjnym "wyrównaniu w dół"  możliwości intelektualnych mózgów takich ponadprzeciętnych uczniów. 


Jeżeli chodzi o poziom nauczania to obejrzenie tego filmu winno nam wystarczać do negatywnej oceny reformy systemu edukacji proponowanej przez obecny rząd. 

A ten system to nic innego jak produkcja jeszcze większych poszkolnych głupców i idiotów. To hodowla przeciętniaków, którymi można swobodnie ideologicznie manipulować i ich dowolnie kształtować.  

"Wbrew propagandowym zakłamanym hasłom lewicy zależy jej na jak najniższym wykształceniu ludzi. Im bowiem mniej wiedzy ma elektorat, tym łatwiej nim manipulować, przekonać do kłamstw i bredni, dzięki czemu lewica zwiększa swe szanse wyborcze. Tak ma być i w Polsce i zadanie wychowania głupich, nie radzących sobie z organizacją czasu, niesamodzielnych, bezradnych, obciążonych wiecznymi pretensjami kolejnych roczników elektoratu powierzono minister Nowackiej. Pani Basi nie podejrzewamy jednak o cynizm i przebiegłość. Nie, ona zwyczajnie głupiutka i infantylna jest i taki ma też być jej przychówek. Nieuctwo brak, wiedzy, lenistwo intelektualne szczególnie się przydaje gdy trzeba ludzkość np. do odmętów klimatyzmu przekonać (...) Nie ma najmniejszych wątpliwości, że na Zachodzie i w krajach zachodniej cywilizacji jak Polska, systematycznie obniża się poziom wykształcenia ogólnego. Szkoły wypuszczają coraz większą liczbę matołów i nikomu to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, cały system ustawiony jest tak, by ludzie byli coraz głupsi. Nieliczni, bardzo wyspecjalizowani w jakiejś dziedzinie pchają rozwój nauki i technologii do przodu, a reszta ma być stadem (...) Dziś dla lewicowych, ciemnych ateistycznych mas bogiem jest klimat, a kapłanami władcy świata, prorocy czyhającej na ludzkość zagłady. Większość z tych wieszczy, to jednak tłumoki i zwykłe nieuki są, pożyteczni idioci, czy też zwyczajni kłamcy i manipulatorzy (...) Ci kłamcy i durnie niewykształceni chcą decydować o każdym aspekcie naszego życia i wymagają od nas byśmy dla ratowania planety poświęcili swe wolności i prawa. Inaczej wilgoć z ziemi zostanie wyssana, bomby deszczowe się porobią, 600 tysięcy atomówek spadnie, oceany i morza się podniosą, Arktyka zniknie. Potrzebni im są ludzie, którzy myślą, że od gorąca to woda znika. Jak z garnka (...) Po to ludzie mają być głupi i niewykształceni by w brednie wierzyć i na wszystko się godzić. O to na swoim małym odcinku polskiej edukacji dbać ma pani Basia, a nawet poseł Marcin Józefaciuk super ekstra turbo ekspert od edukacji, nauczyciel który w swoje szkole nawet 7 przedmiotów nauczał. Oto poseł, który nie ma nawet pojęcia czym jest władza wykonawcza. Poseł!!!!." [2].

19 lutego tego roku zakończyły się tzw. prekonsultacje dotyczące zmian podstawy programowej nauczania. Całość jeszcze można znaleźć pod linkiem: https://www.gov.pl/web/edukacja/zmiana-podstawy-programowej--zaczynamy-prekonsultacje

Konsultacje trwały jedynie tydzień i moim zdaniem to jedynie "pic na wodę fotomontaż", bo nie sądzę, żeby jakoś wpłynęły na zmianę owych lewackich i ojkofobicznych [3] propozycji zmian programowych. 

Natomiast warto sobie zapisać te propozycje zmian, bo mogą już niedługo zniknąć ze stron rządowych a wiedza o tym, co zostało usunięte lub zmienione będzie nam niezbędna by wiedzieć, czego należy uczyć dzieci poza przyszłym lewackim systemem nauczania. Mam bowiem nadzieję, że - wzorem czasów komuny - "to, co będzie zakazane to... będzie jeszcze chętniej poznawane i czytane". 

Wierzę, że tak będzie a wtedy diametralnie wzrośnie znaczenie rodziny jako ostoi wychowania i nauczania młodych ludzi. Rodzina bowiem jest najważniejsza bo "czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci"

Niestety sama rodzina nie wystarczy aby w pełni nauczyć młodych ludzi. Teraz rodzice są często zabiegani i nie nadążają za biegnącym światem więc szkoła winna współwychowywać  i uczyć  młodych Polaków. A jeżeli szkoła nie będzie zapewniała wystarczającej i pełnej wiedzy to chyba będzie trzeba wrócić do nauczania na "tajnych kompletach".  Teraz będzie to o tyle łatwiejsze, że mamy do dyspozycji np. Internet i można prowadzić lekcje on-line dla młodych ludzi z każdego zakątka naszego kraju a nawet poza jego granicami. Potrzeba jednak do tej pracy zespołu odpowiednich nauczycieli i wierzę, że takowych mamy wielu.  

Chyba każdy zgodzi się z tym, że młodzi ludzie muszą poznać choć podstawy różnych przedmiotów, aby mogli wybrać dalszą ścieżkę swojej edukacji i przyszłości zawodowej. A jeżeli nie będą mieli sposobności ich poznania to jak mogą wybrać swoją przyszłość? Ja np. dzięki temu, że w technikum miałem taki przedmiot jak podstawy ekonomii to mogłem stwierdzić, że chcę zostać ekonomistą i tak dalej potoczyła się moja droga zawodowa. 

Ale też pozostają jeszcze przedmioty kształtujące wartość człowieka i takie, które są niezbędne do zbudowania tożsamości narodowej jak prawdziwa historia czy język ojczysty. Ja wiem, że lewacy najlepiej chcieliby, aby uczniowie ich chowu nie czuli się Polakami a jedynie byli europejską bezkształtną masą rozemocjonowanych  i wewnętrznie pustych "rączek do głosowania", ale to od nas zależy, czy zginiemy jako Polacy i poddamy się presji: ideologii gender i LGBTQ oraz tzw. współczesnego modelu edukacji włączającej nazywaną również inkluzyjną [4].

"Naród, który traci pamięć przestaje być Narodem - staje się jedynie zbiorem ludzi czasowo zajmujących dane terytorium”. Tak mówił Józef Piłsudski a kardynał Stanisław Wyszyński stwierdził, że "Jeśli przyjdą zniszczyć ten Naród, zaczną od Kościoła gdyż Kościół jest siłą tego narodu”. Ja zaś onegdaj (w 1988 roku) napisałem, że "Pamiętaj czym była Twoja przeszłość, czym jest Twoja teraźniejszość bo od tego zależy jaka będzie Twoja przyszłość!". 

O powyższych sentencjach warto pamiętać, bo zmiany programowe są zatrważające a dotyczą przede wszystkim właśnie niszczenia obszaru tożsamości narodowej, polskiej prawdziwej historii budującej tą tożsamość oraz wyrugowanie pamięci o bohaterach narodowych jak  "żołnierze niezłomni". 

Jakie to zmiany szykuje więc Pani minister B. Nowacka?

Otóż według MEN z podstawowy programowej nauczania języka polskiego mają zniknąć lub być okrojone "m.in.: opisy, zwyczaje i polowanie z „Pana Tadeusza” oraz „Powrót taty”, „Reduta Ordona”, „Śmierć Pułkownika” Adama Mickiewicza, „Katarynka” Bolesława Prusa, a także „Quo Vadis” Henryka Sienkiewicza. Jego inne dzieło – „W pustyni i w puszczy” miałoby być czytane we fragmentach. Z listy miałyby też zniknąć takie tytuły jak: „W pamiętniku Zofii Bobrówny” Juliusza Słowackiego, „Syzyfowe prace” Stefana Żeromskiego, „Żona modna” Ignacego Krasickiego, poezja Cypriana Kamila Norwida, Jana Lechonia i Jarosława Marka Rynkiewicza. MEN proponuje też skasować niektóre lektury uzupełniające, w tym „Historyję o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim (fragmenty) Mikołaja z Wilkowiecka, „Kronikę Książąt Polskich w oprac. Jerzego Wojtczaka-Szyszkowskiego, „Świętego” Jana Józefa Szczepańskiego, „Zapiski więzienne” Stefana Wyszyńskiego oraz utwór Pawła Zuchniewicza pt. „Ojciec wolnych ludzi. Opowieść o Prymasie Wyszyńskim”. Z lektur uzupełniających miałyby też zniknąć m.in. takie tytuły jak: „Nie lękajcie się! Rozmowy z Janem Pawłem II” André Frossarda, „Księga dżungli” Josepha Rudyarda Kiplinga, „Król Maciuś Pierwszy” Janusza Korczaka „Zemsta” Bolesława Prusa, „Janko Muzykant” Henryka Sienkiewicza. 

W szkołach średnich z poziomu podstawowego – zdaniem resortu edukacji – powinno się usunąć: „Pieśń nad pieśniami”, „Odyseję” Homera (obowiązkowa na poziomie rozszerzonym), „Legendę o św. Aleksym, „Kroniki Galla Anonima”. „Boską Komedię” Dantego (obowiązkowa na poziomie rozszerzonym), „Pamiętniki” Jana Chryzostoma Paska, „Rozdziobią nas kruki, wrony…” Stefana Żeromskiego, a także „Romea i Julię” Wiliama Szekspira, „Z legend dawnego Egiptu” Bolesława Prusa”, niektóre psalmy Jana Kochanowskiego, wybór sielanek i liryki religijnej Franciszka Karpińskiego. Z podstawy programowej na poziomie rozszerzonym miałyby zostać usunięte takie dzieła jak: „Chmury” Arystofanesa, „Eneida” (fragmenty) Wergiliusza, „Wyznania” (fragmenty) św. Augustyna, „Summa teologiczna” (fragmenty) św. Tomasza z Akwinu, „Lilla Weneda” Juliusza Słowackiego, utwory Jarosława Marka Rymkiewicza. Wśród propozycji do likwidacji są też fragmenty dzieł Jana Pawła II – „Przekroczyć próg nadziei” (fragmenty), „Fides et ratio” (fragmenty) „Pamięć i tożsamość”, a także utwór „Tryptyk rzymski" [5].

W przypadku nauczania historii również nastąpić mają zaskakujące zmiany. "Wśród tematów, które proponuje się wykreślić z podstawowych lub dodatkowych treści nauczania, są m.in. Kulturkampf, Chrzest Polski, średniowieczne wojny z Niemcami, Żołnierze Niezłomni, zwycięstwo grunwaldzkie, rola Jana Pawła II w obaleniu komunizmu i przykłady bohaterstwa Polaków podczas II wojny światowej. Zamiast o "rzezi wołyńskiej" polskie dzieci mają się uczyć o "konflikcie polsko-ukraińskim", a zamiast o "przykładach bohaterstwa Polaków ratujących Żydów" - o "postawach Polaków wobec Żydów" (...) z podstawy programowej do historii zniknąć mają tematy dotyczące polskich bohaterów narodowych, takich jak Witold Pilecki czy Maksymilian Kolbe. Dodatkowo, zwroty takie jak "ludobójstwo Polaków na Wołyniu" mają zostać usunięte. W przypadku tematów dotyczących niemieckiej okupacji blok, który "porównuje oraz ocenia założenia i metody polityki III Rzeszy Niemieckiej i Związku Sowieckiego w okupowanej Polsce" ma zostać pozbawiony dalszej adnotacji: "ze szczególnym uwzględnieniem eksterminacji polskich elit, grabieży polskich dzieł sztuki oraz eksploatacji gospodarczej ziem polskich (zabór własności, praca przymusowa)" [6]. 

Polecam przeczytanie całości propozycji zmian w systemie nauczania i polecam wysłuchanie opinii na ten temat autorstwa historyka i polskiego patrioty, prof. A. Nowaka i byłą krakowską kurator oświaty.


To na razie z mojej strony wszystko na ten temat i przypominam, że 1 marca będziemy obchodzić Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” (Niezłomnych) a zdaniem MEN pamięć o nich ma zostać zapomniana. 

Również nie zapomnijmy o dniu 11 lipca, kiedy obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej. Przypada on w rocznicę Krwawej Niedzieli – apogeum mordów na Polakach, trwających od 1943 r. I również z podręczników szkolnych ma zostać wyrugowane słowo ludobójstwo na rzecz jakiegoś tam "konfliktu polsko-ukraińskiego.

[3] Ojkofobia, także oikofobia (gr. οἶκος + φόβος „strach przed domem, rodziną”) – termin wprowadzony przez Rogera Scrutona oznaczający odrzucenie (od rezerwy do nienawiści) rodzimej kultury i apologię innych systemów wartości - https://pl.wikipedia.org/wiki/Ojkofobia

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

środa, 7 lutego 2024

Czy czeka nas produkcja jeszcze większych poszkolnych głupców i idiotów? Część 1

"Takie będą Rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowanie" - te słowa wypowiedziane przez
kanclerza Jana Zamoyskiego, wielkiego hetmana koronnego Rzeczypospolitej Obojga Narodów
wypowiedziane ponad czterysta lat temu, to znakomita sentencja, która do dziś nie straciła na
swej aktualności. 

A nawet więcej. Właśnie teraz te słowa nabierają szczególnej wagi, bowiem za edukację i naukę wzięli się ideologiczni lewacy w postaci minister edukacji Barbary Nowackiej i ministra nauki Dariusza Wieczorka. Z tych dwojga ministrów najwięcej szkody dla polskich dzieci i polskiej młodzieży może narobić minister B. Nowacka, ale też i minister D. Wieczorek z pewnością pogłębi lewacką ideologizację szkół wyższych. 

W tym bieżącym ferworze walki z reżimowym bezprawiem możemy łatwo przeoczyć ten lewacki atak na polską edukację i naukę. Jednakowoż nie możemy tego nie dostrzegać, bo lewactwo dąży tak naprawdę do produkcji poszkolnych i poakademickich głupców i idiotów, którzy nie będą mieli wystarczającej wiedzy żeby rozumieć obecny świat oraz nie będą potrafili myśleć w sposób przyczynowo - skutkowy ani też w kategoriach zachodzących procesów, ale za to będzie ich można dowolnie kształtować, manipulować i lewacko indoktrynować. 

Tekst podzieliłem na dwie części. Pierwsza dotyczy ogólnego i subiektywnego opisu zjawisk w obszarze edukacji i nauki w całej III RP ze szczególnym uwzględnieniem szkolnictwa wyższego.  Druga będzie opisem tego, co nas czeka w najbliższej przyszłości i odnosić się będzie m.in. do beznadziejnych pomysłów na edukację minister B. Nowackiej, która chce zmniejszyć wymagania wobec uczniów, częściowo zakazać zadawania prac domowych, kreować w szkołach atmosferę "przyjazną" dla ideologii gender i LGBTQ+ oraz zredukować liczbę godzin lub zlikwidować niektóre przedmioty jak np. język polski czy historię współczesną. Chodzą też słuchy, że w ogóle zaniechany będzie przedmiot "Historia i Teraźniejszość" więc trzeba się śpieszyć, aby kupić dwa świetne podręczniki do tego przedmiotu napisane przez prof. W. Roszkowskiego, który w czasach komuny jako „Andrzej Albert” pisał o polskiej historii. Wtedy jako młody człowiek zaczytywałem się w jego książkach, które były kolportowane "w drugim obiegu". 

Część 1*

Swego czasu i w szczycie swojej popularności Pan Ryszard Petru był moim zdaniem - z jednej strony - typowym "wykształciuchem niepospolitym" w czystej postaci a - z drugiej strony - ucieleśnieniem marzeń "wykształciuchów pospolitych", którzy są tacy sami jak on a do tego ma pieniądze, układy, znajomości i jest "kimś" kim chciałyby być wszystkie "wykształciuchy pospolite".

Oczywiście przykład Pana R. Petru jest tylko opisowym wskazaniem pewnej kategorii ludzi, która lata szkolne i studenckie spędziła już w tzw. III RP, czyli po 1989 roku.

Najczęściej ta grupa ludzi ma wyższe wykształcenie (choć nie zawsze ukończone), które uzyskała w czasach, gdy jak to mniej więcej mówił nieodżałowany prof. B. Wolniewicz - cytuję z pamięci: "jakość nauczania wyższego wyparta została przez prerogatyw ilości studentów i występuje w tym obszarze systematyczne jakościowe równanie w dół, zarówno wśród kadry akademickiej, jak i absolwentów".

Zaczęło się to już w końcówce czasów komunistycznych, ale przybrało na sile w okresie III RP. Wśród kadry akademickiej przez lata królowała zasada (i chyba dalej tak jest) zastępowalności kadr ludźmi gorszymi intelektualnie i pod względem wiedzy od poprzedników. Profesorowie nie szukali "uczniów/studentów mogących przerosnąć mistrzów" i otwierali szerokie wrota do karier niezagrażających im miernot. Te miernoty zaś w przyszłości będąc już samodzielnymi pracownikami naukowymi dobierały sobie do współpracy jeszcze większe miernoty...

I tak mamy dziś wysyp "intelektualnych geniuszy" wśród kadry akademickiej, takich kolejnych "wykszyałciuchów niepospolitych".

Na przedstawione zjawisko nałożyła się celowa polityka obniżania jakości wykształcenia i umiejętności Polaków przejawiająca się m.in. w: 
– nie wymagających myślenia testach,
– likwidacji szkół zawodowych, 
– długotrwałym braku matematyki na maturze,
– niskim progu zdawalności matury,
– redukcji godzin nauczania historii i języka polskiego, 
– likwidacji egzaminów na studia, 
– wprowadzeniu dwuetapowych studiów wyższych: licencjackich i magisterskich.

Obok tego  nastąpiła komercjalizacja nauki, w tym studiów wyższych oraz niż demograficzny. Ostatecznie - dla zachowania kierunków na uczelniach oraz umożliwienia zapełnienia studentami szkół prywatnych -  znacznie dodatkowo obniżono wymagania wobec kandydatów na studia i samych studentów. To z kolei było zaaprobowane przez samych młodych ludzi, których poziom wiedzy i intelektualnych umiejętności stawał się coraz niższy.

A do tego jeszcze nauczyciele akademiccy byli poddawani różnorakiej presji lewackiej ideologii i "religii" politpoprawności oraz konieczności realizacji tzw. "polityki wstydu za polskość", pracowali na kilku uczelniach naraz co oczywiście musiało wpłynąć też na jakość przekazywanej przez nich wiedzy oraz negatywnie wpływało na możliwości ich twórczej pracy naukowej...

I tak przez lata mury uczelni wyższych opuszczało coraz liczniejsze grono absolwentów z coraz mniejszym zasobem wiedzy a do tego wiedzy skażonej lewicową poiltpoprawnością, coraz niższą inteligencją,  ale przeświadczonych o przynależności do elity intelektualnej narodu i w tej przynależności byli utwierdzani oraz przekonywani przez michnikowszczyznę... pod warunkiem, że będą tacy jak michnikowszczyzna. To właśnie pokolenia "wykształciuchów pospolitych" czy "lemingów", którym wydaje się, że myślą, mają i wiedzą a myślą i wiedzą tylko tyle, ile usłyszą w TVN i przeczytają w GW a "mają" tylko tyle, ile mogli kupić za często niespłacalny kredyt.

I taki jest też właśnie wspomniany R. Petru. To idealny wytwór III RP oraz bezwolny wykonawca zaleceń "mędrców" nim kierujących. To taki "wykształciuch niepospolity",  nie posiadający szerokiej i ugruntowanej wiedzy, niezbyt lotny, popełniający gafy, ośmieszający się a który zrobił karierę dzięki znajomościom i układom wśród "elit" III RP. I takich jak on jest bardzo wielu, choćby dziś marszałek Sejmu Sz. Hołownia, który co prawda studiów nie ukończył, ale chwali się, że studiował kilka lat. 

Pełno też ich jest wśród różnego rodzaju celebrytów, pseudoekspertów, profesorów, aktorów, etc.

Dla "wykształciuchów pospolitych" oni są "swoi" i wszystko im wybaczą bo są takimi, jakimi oni są, czyli w sumie niedokształconymi, mało inteligentnymi, popełniającymi gafy i przejęzyczenia, przynależącymi do "wykształciuchów", mówiącymi lewackimi i demoliberalnie wdrukowanymi sloganami, nowoczesnymi nie Polakami, ale aż i już Europejczykami należącymi do "elity". 

"Wykształciuchy niepospolite" mogą nieraz kłamać lub aberracyjnie mijać się z rzeczywistością i logiką byleby tylko mówiły językiem "wykształciuchów pospolitych", który wykreowany w nich został przez miernych lub cynicznych wykładowców, przez Michnika i spółkę czy TVN. Mówiły to, co chcą usłyszeć, co jest zgodne z ich jednostronnym pojmowaniem świata i są w stanie przyswoić oraz by  zachowywały się też podobnie będąc przeświadczonymi o swojej mądrości, wielkości i przynależności do "klasy wyższej". A ponadto muszą znać "autorytety", posiadać dużo pieniędzy, być pokazywanymi w telewizji i winno się o nich pisać i "coś" mają znaczyć - to "coś" co chciałby każdy "wykształciuch pospolity".  A taką "niepospolitość" daje mu popieranie "wykształciuchów niepospolitych" i bycia z nimi. 

Na marginesie. Całkiem niedawno miałem okazję sprawdzać egzaminy pisemne oraz prace magisterskie na wydziale ekonomii i zarządzania. Okazuje się, że większość studentów ręcznie nie potrafi  poprawnie pisać w języku polskim. Błędy ortograficzne, gramatyczne i stylistyczne są normą. Do tego dochodzi ubogie słownictwo i nieznajomość znaczenia słów. O kreatywnym myśleniu to można zapomnieć. Poziom poznanej wiedzy merytorycznej jest  na niskim poziomie a do tego schematyczny i jednokierunkowy bez szerszych odniesień. To taka wiedza pozwalająca jedynie na rozwiązywaniu testów znakiem "x". A poziom prac magisterskich jest w dużej mierze zatrważający. Przy nich moja praca magisterska dziś byłaby doktorską.                                                                

Warto też wskazać na fakt, że na poziom wykształcenia negatywnie wpływają też zdobycze techniczno- technologiczne takie jak: rozwój Internetu i telefonii komórkowej (smartfony). Młodzi ludzie przestali czytać i wystarczą im streszczenia prac dostępne w sieci. Błędy ortograficzne są poprawiane przez dany program tekstowy (np. Word) a uczucia i nastroje wyrażane się emotikonkami. Do tego dochodzi "szum informacyjny" zalewający młode umysły potężną ilością informacji, które tak naprawdę w dużej mierze są zbędne.  Problem ten zauważyli np. edukatorzy w Szwecji, gdzie powraca się do tradycyjnych form nauczania a szkoły rezygnują z technologii, na rzecz tradycyjnych książek, kartek i długopisu [1]. 

Ale chciałbym być jednocześnie dobrze zrozumianym.

Mówiąc negatywnie i szyderczo o pracownikach i wykładowcach szkół wyższych miałem na myśli ogólnie szerokie dwie grupy: faktyczne miernoty intelektualne bez gruntownej wiedzy a chcące być megalomańsko i mitomaństwo "autorytetami, elitami intelektualnymi" oraz naprawdę ludzi inteligentnych z dużą wiedzą, ale bądź zastraszonych i zniewolonych przez układ III RP, bądź cyników i hipokrytów, którzy albo swoją postawę naukową uzależnili od profitów albo są wykonawcami lub kreatorami lewackich oraz syjonistycznych dogmatów, bądź też naukowców zniewolonych współpracą z tajnymi komunistycznymi służbami specjalnymi (środowisko akademickie nigdy nie zostało zlustrowane). Obok nich funkcjonują intelektualnie i z dużą wiedzą prawdziwi naukowcy, ale niestety jest ich mniejszość.

Mówiąc natomiast o "wykształciuchach pospolitych" nie miałem na myśli zwykłych i inteligentnych ludzi, którzy swą asertywność stracili w momencie ubezwłasnowolnienia kredytem oraz boją się o swoją pracę i stanowiska, dzięki którym są w stanie dalej funkcjonować na wyższym materialnie poziomie i są w stanie spłacać zobowiązania kredytowe i zapewniać godziwy byt rodzinie. Ich rozumiem i zapewne oni rozumieją, że są "postawieni pod ścianą" , ale - jeśli są dobrzy intelektualnie i pod względem poziomu wiedzy - nie mają się naprawdę czego bać i nie ma sensu uleganie propagandzie sączonej przez kreatorów i beneficjentów III RP. Ci ostatni jedynie walczą o swoje profity z posiadania władzy i o uniknięcie odpowiedzialności za swoje działania lub też o dalszą  możliwość lewackiego kreowania dusz innych i władzy nad ludźmi, nad Polakami.

* Materiał miałem przygotowany już dwa tygodnie temu i przez nieuwagę po prostu go skasowałem bez możliwości odtworzenia. Spowodowało to, że praktycznie musiałem go napisać od nowa i niejako z pamięci. Nie lubię tego robić, bo zawsze w takich sytuacjach mam niedosyt, że kolejna wersja jest gorsza od pierwotnej. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

wtorek, 11 lipca 2023

Trans-Miss Holandii... Holandia-Niderlandy to dziwny kraj...

Podobno obecny rząd Niderlandów (Holandii) musiał podać się do dymisji, bo premier Mark Rutte chce ograniczeń ws. przyjmowania imigrantów a jego koalicjanci są przeciwnego zdania. 

Szczerze? To myślałem, iż jest odwrotnie, bo przecież rządy Niderlandów (Holandii) od wielu dziesiątków lat są w awangardzie lewicowej ideologii i sądziłem, że jednak pozostałe partie zaczęły dostrzegać nicość tej lewackiej polityki. Ale tak nie jest...

Niderlandzkie społeczeństwo było kształtowane od dawna w duchu fałszywej lewackiej tolerancji (tolerancji represywnej), gdzie rację mają tylko ci, którzy popierają ten lewacki kierunek rozwoju społeczeństw. "Odchylenia prawicowe" przestały być kompletnie akceptowalne! 

Holandia (dziś Niderlandy) była pierwszym krajem na świecie, który zalegalizował małżeństwa osób tej samej płci. Stało się to 1 kwietnia 2001 roku. Od 2005 roku pary jednopłciowe mają w tym kraju również możliwość adopcji dzieci. Do tego aborcja jest tam dozwolona na życzenie do 24. tygodnia ciąży. Decyzję w sprawie jej przeprowadzenia może podjąć kobieta po ukończeniu 16 lat, a jeżeli jest młodsza, to potrzebuje zgody rodziców. Eutanazja zaś jest dozwolona pod określanymi warunkami (nieznośne, nierokujące poprawy cierpienie; konsultacje z innym lekarzem; zgoda świadomego swojego stanu pacjenta) jest dozwolona od 12. roku życia. W wypadku dzieci w wieku 12-16 lat zgodę muszą wyrazić również rodzice lub opiekunowie. Zmiana płci jest w tym kraju dozwolona jak na razie dla osób  pełnoletnich, ale cały czas trwa dyskusja czy nie zezwolić na nią osobom powyżej 12 roku życia lub nawet umożliwić  zmianę płci już w akcie urodzenia.

Także Holandia jest liderem lewackiej ideologii. 

Od dawna dopuszczone jest też w tym kraju używanie narkotyków a limit dla własnego użytku został ustalony dla: marihuany (5 gramów), haszyszu (5 gramów), heroiny (0,5 grama), kokainy (0,5 grama), ecstasy (1 pigułkę), kwasu (1 listek/mniej niż 5 ml GHB). W prywatnej hodowli, dopuszcza się też posiadanie 5 krzaczków konopi.

Więc - moim zdaniem - nie ma się co dziwić, że takie społeczeństwo, które jest cały czas na haju i jest nasiąknięte lewacką ideologią wybrało na swoją Miss Holandii... mężczyznę po zmianie płci [1]: 


No cóż... świat oszalał!!!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

czwartek, 9 marca 2023

Lewackie facjaty! Skończcie kłamliwie profanować pamięć o JPII!

Musiałem odczekać kilka dni, żeby ochłonąć i mniej emocjonalnie zareagować na szczurze ataki lewackich facjat na świętego Jana Pawła II, wielkiego papieża Polaka.  

W swojej charakterystyce od dawien dawna świętego Jana Pawła II uważam za autorytet moralno-etyczny i tak pozostanie mimo wściekłych prób degradacji jego osoby.  

Tak! Jestem z "Pokolenia JP2" i pamiętam cały Jego pontyfikat. I wiem też, że gdyby nie ten Wielki Polak to historia świata i Polski mogłaby się potoczyć negatywnie inaczej. 

Był dzień 16 października 1978 roku. Niemal 45 lat temu... Miałem wtedy prawie 10 lat...

Mgliście jeno pamiętam jak wtedy moi najbliżsi zaczęli się modlić, płakać, wydzwaniać po znajomych, cieszyć się przez łzy radości i krzyczeć wzruszającym szeptem. Sąsiedzi wychodzili na klatkę schodową, by półgłosem przekazywać sobie wieść o czymś, co wtedy wydawało się niemożliwym, co było jakby światełkiem pośród bezkresnej i złowrogiej ciemności marksistowskiego komunizmu: Polak został Papieżem!!! Ta wieść rozniosła się po całej Polsce... Wtedy jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy ze znaczenia tego faktu... Ani moi rodzicie ani tym bardziej ja, ale świat wtedy zaczął być jakiś inny, wyczuwało się, że stało coś wielkiego, nieodgadnionego i wzniosłego...

Rok później Jan Paweł w Warszawie zawołał: "Ja syn polskiej ziemi a zarazem ja Jan Paweł II, Papież... Wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój, Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, Tej Ziemi"... To zawołanie było chyba tylko potwierdzeniem jednego: wybór Papieża Polaka już w 1978 roku był dla Polski i świata zesłaniem owego Ducha Świętego a cały Jego Pontyfikat był końcem epoki totalitarnego barbarzyńskiego i antyludzkiego marksistowskiego komunizmu oraz początkiem zmian cywilizacyjnych Europy i Świata...


Osobiście uczestniczyłem chociaż po jednej Mszy Świętej podczas 6 z 8 pielgrzymek papieża-Polaka. Nie było mnie na pierwszej w roku 1979 i ostatniej w roku 2002. Najbardziej jednak utkwiło w mojej pamięci uczestnictwo podczas Mszy dla Młodzieży w Częstochowie w roku 1983 roku. To było coś niesamowitego w okresie tuż po Stanie Wojennym (a raczej w okresie jego zawieszenia). I nie chodzi mi o te dziesiątki a nawet setki tysięcy moich rodaków, które towarzyszyły zawsze papieżowi podczas jego pielgrzymek do Ojczyzny, ale o atmosferę dającą jeszcze raz choć odrobinę nadziei na przyszłość. I te słowa... (pierwszy fragment)


Ten, kto choć raz był na spotkaniu z Ojcem Świętym podczas jego pielgrzymek do kraju ten wie o czym piszę. Były one naładowane tak emocjonalnie, że słowa papieża wyzwalały powszechne wzruszenie i łzy cieknące po policzkach. Nawet wtedy, gdy papież nas ostrzegał przed złem tego świata i wskazywał nam - nieraz nawet gniewnie - drogę ku Chrystusowi. 


Jeszcze całkiem niedawno zastanawiałem się co się z nami stało, że zapomnieliśmy o słowach wypowiadanych do nas przez naszego Wielkiego Rodaka:

"Odpowiedzi należy szukać chyba daleko wstecz. Zostaliśmy niestety chyba skutecznie "przetrąceni" Stanem Wojennym i marazmem lat 80-tych. W latach 1981-1983 zmuszono do emigracji przeszło 1,5 mln autentycznych patriotów. Została KOR-owska, koncesjonowana opozycja i wiele milionów ludzi bez prawdziwych elit. Zryw solidarnościowy zakończył się zamordowaniem narodu, zamordowaniem jego ducha i tej naszej dumy, honoru i wartości nadrzędnych. Lata 90-te i dziki program Sachsa-Sorosa-Lipmana (dr. Leszka Balcerowicza) kompletnie spauperyzował większość Polaków. Prywatyzacja za bezcen pozbawiła nas własności... Ale mimo wszystko jeszcze trwaliśmy i to dzięki naszemu papieżowi. Jak jeszcze żył JPII mieliśmy jakieś odniesienie, jakiś autorytet, fundament. Mogliśmy zawsze liczyć na jego słowa i obronę naszej Polski... Po 2005 roku zupełnie - jako naród - pogubiliśmy się... Dziś ze smutkiem mogę tylko stwierdzić, że w 18 lat po jego śmierci My, Naród Polski, obecnie mamy tylko jedną szansę na przetrwanie... W tych czasach odradzającej się ekspansji sowiecko-germańskiej, w czasach pauperyzacji i promowania kosmopolitycznej bezpaństwowej (quasi znów komunistycznej) europejskości... musimy przypomnieć sobie nauczanie Ojca Świętego, jego postawę, jego patriotyzm i jego duchową WIELKOŚĆ!". 

Pisząc powyższe nie spodziewałem się tego, że u nas-w Polsce nastąpi barbarzyńska próba degradacji św. JPII. 

Chociaż można się było tego spodziewać, bo Polska jest największą ostoją chrześcijaństwa w zlewaczałej i postkomunistycznej UE, ale nie tylko. A skoro tak jest, to należy to polskie chrześcijaństwo wyszydzić, ośmieszyć, obrzydzić, przedstawić jako zło największe. Stąd ten atak na największy chrześcijański autorytet, na naszego rodaka św. JPII. I ta kampania oszczerstw skierowana jest przede wszystkim do ludzi, którzy nie mieli okazji żyć w czasach Karola Wojtyły a później papieża JPII.

Atak prowadzony jest i od wewnątrz, i od zewnątrz oraz sprawia wrażenie skoordynowanej akcji przeciw nie tylko chrześcijaństwu i JPII, ale także ogólnie przeciw Polsce i Polakom. 

Inspiratorów i inicjatorów tej antypolskiej hucpy można poszukiwać m.in. w kręgach szeroko rozumianych lewackich globalistów a także wśród nieprzyjaznych nam krajów, które nie mogą znieść rosnącej pozycji geopolitycznej Polski takich, jak Niemcy czy Francja i w mniejszym stopniu Niderlandy. Naturalnym też jest podtrzymywanie tej krytyki Polski przez Rosję czy Białoruś. 

Ale... jest jeszcze jeden ważny czynnik, który ułatwia atak na polski KK oraz osobę św. JPII. To teczki personalne w archiwalnych zasobach komunistycznych służb specjalnych a tak naprawdę czynnikiem tym jest zaniechanie całkowitej dekomunizacji i lustracji na początku III RP. Zawsze mówiłem, że był to największy błąd, który przynosi negatywne skutki do dzisiaj i dalej takie skutki przynosić będzie. Lustracyjnie nie tknięto w ogóle m.in. środowiska akademickiego czy właśnie środowiska Kościoła Katolickiego. I teraz każdy, kto ma jakiś dostęp do szczątkowej wiedzy na temat agentów działających w obrębie kościoła może sobie dowolnie wyciągać jakieś "fakty" i - odpowiednio je komponując - przedstawiać ogółowi. 

Warto w tym miejscu obejrzeć ostatni komentarz tygodnia W. Gadowskiego:


Gdyby na początku lat 90-tych XX wieku pozbyto się agentów w sutannach, to dziś nie byłoby żadnych prób zdezawuowania wielkości JPII. Szkoda, że tak się nie stało... nie tylko w środowisku duchownych. 

Tym niemniej mój papież pozostanie moim autorytetem. Na różnych forach internetowych opisując swoją osobę przytaczam cztery cytaty Jana Pawła II, które wyznaczają mi drogę i jakość mego życia:

"Jeśli ktoś lub coś każe Ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeśli znasz odwieczną Miłość, która Cię stworzyła"; 

"Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, ale kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to czym dzieli się z innymi"; 

"Nie sposób inaczej zrozumieć Człowieka, jak w tej wspólnocie jaką jest Naród"; 

"Musicie być mocni mocą wiary i nadziei".

Jakże wiele można z nich wyczytać a przecież jest jeszcze wiele setek podobnych, tyle słów już zapomnianych... powróćmy do nich i czerpmy z nich wiarę i nadzieję w moc dobra, przyzwoitości i międzyludzkiej miłości. Bądźmy mocni mocą wiary i nadziei na lepsze jutro nas samych i naszej Ojczyzny...

I na pohybel lewackim facjatom i antypolakom, którzy chcą nas pozbawić autorytetu św. Jana Pawła II i naszej Polski!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

środa, 15 lutego 2023

C40 Cities - powrót komuny "pełną gębą". Czy powrócą "kartki"?

Dla młodszych informacja. 

W czasach Polski Ludowej wielokrotnie stosowana była tzw. reglamentacja towarów, czyli system kontroli dystrybucji towarów w Rzeczypospolitej Polskiej i Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Było tak w latach: 1944–1949, 1951–1953 oraz 1976–1989 a wynikało wtedy z faktu silnych niedoborów towarów na rynku i polegało m.in. na wydawaniu ludności kartek, które uprawniały do zakupu ściśle określonych ilości wyznaczonych towarów – przede wszystkim żywnościowych [1].

Osobiście bardzo dobrze pamiętam "kartki" obowiązujące w latach 1976-1989. W uproszczeniu były one niemal na wszystkie dobra konsumpcyjne: cukier, mięso, przetwory mięsne, masło, mąkę, ryż, kaszę, mleko, papier toaletowy, mydło, proszek do prania, czekoladę (też na wyrób czekoladopodobny - tak było coś takiego!), alkohol, benzynę czy papierosy a nawet w określonych czaso-okresach na bieliznę, skarpetki, koszule, rękawiczki i buty.  

Przykładowo obowiązywały takie limity zakupu na kartki: 

cukier - 2 kg * mięso - 2,5 kg miesięcznie (pracownicy umysłowi) oraz 4 kg - pracownicy fizyczni i dzieci * pół litra wódki lub butelka wina importowanego * 300 g. proszku do prania * 2 kostki mydła * 100 g. wyrobów czekoladopodobnych * 250 g. cukierków * 30 l. benzyny do fiata 126p * 1,3 kg kaszy, mąki lub ryżu * 12 paczek papierosów

"Konsekwencją kartek na kartki był z kolei handel kartkami. W najgorszej sytuacji znaleźli się dbający o higienę obywatele i - jednocześnie - palący, pijący, zmotoryzowani, a na dobitkę lubiący słodycze. Przelicznik był bowiem taki: za trzy kartki papierosowe można było dostać kartkę na pół litra, a za słodycze i tytoń - nawet dwie flaszki wódki. Przydział na skarpetki można było wymienić na kartkę wołowego - z kością - ewentualnie dwie paczki kawy lub dwie kostki mydła. Najdroższe były talony na benzynę i obrączki ślubne (przydziały na mąkę i ryż notowane były najniżej)" [2]. 

Kwitł też obrót towarami omijający limity kartkowe. Najlepiej miały miejskie rodziny, gdy posiadały bliskich lub znajomych na wsi. Ja mam i wtedy też miałem. Pamiętam jak przywoziliśmy od nich jajka, mleko, sery, różnorodny drób (kurczaki, kury, gęsi, kaczki) czy nawet przed świętami ćwiartki świni, z której mój ojciec domowym sposobem produkował i wędził kiełbasy czy szynki. Jak wtedy smakowały usmażone świńskie skwary... palce lizać. A świeżo uwędzone na działce kiełbasy czy szynki... tego smaku dzieciństwa się nie zapomina, bo dziś to zupełnie inne i gorsze wędliny. Komfortowo też miały osoby, które same lub ich bliscy czy rodziny pracowały  w sektorze handlu oraz komunistyczni dygnitarze. 

No dobrze. Wtedy kartki wynikały z istoty komunistycznej gospodarki, gdzie brakowało towarów. Dziś natomiast mamy ich aż nadto a firmy konkurują o klientów. Wydawać by się mogło, że jest to w miarę bardzo dobre dla ludzi. Mają wybór i sami decydują, co i za ile kupują, i tak naprawdę zależy to tylko  od zasobności ich portfela.

Ale... ideowi neokomuniści czy neomarksiści dziś znaleźli sposób na kontrolowanie i zniewalanie ludzi. Tym razem jest to wprowadzanie aberracyjnego terroru ekologicznego, klimatycznego. Okazuje się dla nich, że to człowiek zagraża przyszłości Ziemi i trzeba ograniczyć jego szeroko pojmowaną konsumpcję dóbr, bo to wpływa bardzo negatywnie na Ziemię. W skrajanych przypadkach marzą a nawet powoli już realizują postulaty wprowadzania do obrotu sztucznego mięsa czy jadalnych robaków oraz dążą np. do ograniczenia konsumpcji dóbr trwałego użytku jak np. prywatnych samochodów (nie tylko spalinowych) czy też każdej innej indywidualnej własności i chcą wprowadzić powszechny wynajem. Powstają też różne pomysły ograniczenia liczby żyjących ludzi (depopulacja), co prowadzi też do kontroli urodzin, eutanazji czy powszechności aborcji na życzenie (nawet do 9 miesiąca ciąży!)

Można by tu wskazać na ideologiczny, absurdalny i samobójczy kosztowo unijny pakiet klimatyczny „Fit for 55”, który ma na celu redukcję gazów cieplarnianych o 55 proc. do 2030 r. To ma być pierwszy krok na drodze to osiągnięcia neutralności klimatycznej netto do połowy stulecia. Zawiera takie rozwiązania jak: nowy podatek od CO2, likwidacja aut spalinowych i wzrost cen prądu [3]. "Pakiet zakłada 13 zmian legislacyjnych – wśród nich jest m.in. rewizja unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS), nowa strategii leśna, mechanizm regulacji granicy emisji dwutlenku węgla (CBAM) czy nowelizacja dyrektywy w sprawie energii odnawialnej (RED)" [4].



A teraz od kilku dni mamy dyskusję o wytycznych przywódców blisko 100 miast zrzeszonych w organizacji C40 Cities. Raport C40 Cities, organizacji do której należą m.in. Nowy Jork, Berlin, Pekin, Londyn i Warszawa, zawiera rekomendacje co do spełnienia celów polityki klimatycznej. Wśród nich znajdują się: ograniczenie spożycia mięsa, użytkowania pojazdów prywatnych, wydłużenie życia urządzeń elektronicznych, ubrań i wiele innych. Władze m.st. Warszawy, jak podaje stołeczne biuro prasowe, przychylnie odnoszą się do proponowanych zmian i ograniczeń [5].

Twórcy raportu zaproponowali zamiany w sześciu głównych dziedzinach: odzieży, pożywienia, transportu samolotami, budownictwa, samochodów i elektroniki.



Według rekomendacji zawartych w raporcie C40 Cities należy m.in.: [5]
–  zmniejszyć posiadanie samochodów osobistych w miastach i znacząco wydłużyć okres ich użytkowania oraz wydajność materiałową. 28% aut osobistych miałoby do 2030 roku zniknąć z ulic miast, zaś do 2050 redukcja wynosić by miał 39 proc.,
– zredukować posiadanie nowych ubrań o 39% do roku 2030 i 66% do roku 2050,
– zmniejszyć spożycie kalorii, nabiału i mięsa - docelowo, w dłuższym terminie najlepiej do zera. Redukcja naszej diety miałaby osiągnąć rozmiary 36 proc. do 2030 roku, zaś do 2050 roku, już 60 proc.
– wydłużać cykl życia produktów elektronicznych o 18% do roku 2030 i 33% do roku 2050,
– zmniejszyć ilość lotów o odpowiednio 26% i 55% we wskazanych latach,
– zwiększyć wydajność materiałową budownictwa (26% i 44%)

"Oczywiście, prócz wymienionych obostrzeń klimatycznych, w dalszej części raportu można przeczytać o zmianie wzorów konsumpcji, ograniczeniu łańcucha dostaw i logistyki, a także zmniejszeniu ilości odpadków. Wszystko w naturalny sposób zostało pieczołowicie spisane, policzone i podane do wiadomości publicznej" [5].

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że te 100 miast, które będą wdrażały te zalecenia jest po prostu próbnym eksperymentem przed wdrożeniem tych zaleceń na poziomie ogólnoświatowym. 

Tyle tylko, że pojawia się pytanie: "Jak zmusić ludzi, aby wdrażali te postulaty w życie?". I właśnie chyba jednym ze sposobów byłoby wprowadzenie postkomunistycznych "kartek" reglamentacyjnych i bardzo surowe karanie osób, które omijałyby ten "kartkowy system". Byłoby to spełnienie marzenia komunistów i marksistów, czyli całkowitego zniewolenia i podporządkowania sobie ludzi i centralnego zarządzania nimi przez swoje elity. W tle tego wszystkiego wyłania się idea stworzenia Jednego Rządu Światowy (NWO).

Doprawdy, gdyby dzisiaj nagle odżył G. Orwell, to na pewno byłby zszokowany jak daleko dzisiejsze postulaty globalnych i umysłowo porąbanych lewackich elit przewyższają w swojej absurdalności jego przewidywania. 



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 

Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814
Paypal: paypal.me/kjahog


czwartek, 15 grudnia 2022

Potrzebna jest zorganizowana kontrrewolucja wobec ideologii LGBTQ+ i lewactwa

Na wielu forach dziennikarze i blogerzy reprezentujący konserwatywne wartości publikuje wiele tekstów a nawet filmów dotyczących  ideologii LGBTQ+ jako oręża ideologii gender, która z kolei jest orężem walki neomarksistowskiej rewolucji kulturowej z zastanym tradycyjnym społecznym status quo a celem tej walki jest zniszczenie fundamentów cywilizacji łacińskiej opartej na rodzinie, wierze chrześcijańskiej (katolickiej), wolności, prywatnej własności i państwach narodowych. 

Ja też sam osobiście napisałem kilka swoich tekstów dotyczących ataku ideologii LGBTQ+ na Polskę i polskie społeczeństwo i wskazałem na kilka elementów składowych, które cechują tą, ale też i inne rewolucyjne lewackie idee mające na celu rewolucyjną zmianę nie tylko polskiego społeczeństwa:

- wyrugowanie kościoła katolickiego z przestrzeni publicznej i jego niszczenie,
- niszczenie i dążność do upadku rodziny, 
- zgoda na powszechną aborcję oraz w coraz większym stopniu na eutanazję,
- gender,
- new age,
- niszczenie tradycji i patriotyzmu, państw narodowych,
- upowszechnianie konsumpcjonizmu, hedonizmu i nihilizmu,
- seksualizowanie dzieci od najmłodszych lat dziecięcych,
- gloryfikowanie wszelkich odmienności i zboczeń seksualnych, 
- wprowadzanie małżeństw homoseksualnych z możliwością adopcji dzieci,
- propagowanie i realne wdrażanie tzw. politpoprawności,
- stosowanie tolerancji represywnej, czyli nietolerancji mniejszości wobec większości,
- wprowadzanie i występowanie medialnej cenzury i autocenzury,
- przyjmowanie jako jedyny obowiązujący lewacki sposób oglądu rzeczywistości,
- pozbawianie zbiorowego i indywidualnego myślenia społeczeństw, 
- atomizowanie, pauperyzowanie, zniewalanie i ubezwłasnowolnianie jednostek,
- itp.

Wskazałem też, że oczywiście można się "filozoficznie i naukowo" sprzeczać, czy ideologia LGBTQ+ jest elementem ideologii gender czy jest osobnym bytem. Podobnie można zastanawiać się czy neomarksistowska rewolucja kulturowa zawiera w sobie ideologię LGBTQ+ czy jej tylko kibicuje. Dla mnie to wszystko stanowi pewną zintegrowaną ideologicznie całość a ideologie: LGBTQ+, gender, New Age są dziś po prostu orężem  walki lewackich ideologów, gdzie czerwoną flagę zamieniono na "tęczową". Ta ideologia w odniesieniu do LGBTQ+ stała się dziś niejako religią lewaków wszelkiej maści i nie ma nic wspólnego z walką osób o innej niż heteroseksualna orientacji seksualnej. 

Warto też zwrócić uwagę, że poszczególne elementy ideologii LGBTQ+ nie stanowią samoistnych celów bowiem jedne przenikają drugie a realizacja jednych pozwala też na realizację innych. Tak jest m.in. w przypadku Kościoła Katolickiego, gdzie jego rugowanie z przestrzeni publicznej i oficjalne lewackie jego niszczenie sprzyja też np. upadkowi rodziny, aborcji, eutanazji, seksualizacji dzieci, zniewoleniu i ubezwłasnowolnieniu jednostek. 

W wielu też publikacjach wskazuje się, że konieczna jest obrona wobec ataku całego tego lewactwa, w tym LGBTQ+. Ja wskazałem, że należy bronić się w postaci dwóch działań ze sobą zintegrowanych, czyli poprzez drobiazgowe przestrzeganie i egzekwowanie prawa oraz kontrofensywę/kontrrewolucję kulturową.  Winny iść ze sobą w parze i tylko tak jesteśmy w stanie powstrzymać ten neomarksistowski rewolucyjny walec niszczący nie tylko naszą Polskę. 

Pierwszy obszar tak naprawdę znajduje się w gestii państwa polskiego i jego zdolności do egzekwowania istniejącego prawa wobec środowisk lewackich (w tym ) LGBTQ+. W tym przypadku ważnym jest, aby prawo działało jednakowo wobec wszystkich je łamiących i aby nasze organa sprawiedliwości nie dawały się wyprowadzić na "prawne manowce" przez nachalną i agresywną propagandę sił lewackich. 

Natomiast cała konserwatywna część społeczeństwa i jej elity winny robić wszystko, aby prowadzić działania zintegrowane w ramach kontrowensywy/kontrrewolucji kulturowej. Nie może bowiem być tak, że tą konieczną kontrrewolucję punktowo i niezależnie od siebie przeprowadzają określone grupy społeczne (Milcząca Większość, ruchy Pro Life), dziennikarze (z wyróżnieniem dziennikarzy środowiska braci Karnowskich, Gazety Polskiej czy Polonii Christiana ), naukowcy, blogerzy, ludzie sztuki, pojedynczy księża czy zwykli obywatele. Takie pojedyncze kontrrewolucyjne inicjatywy są potrzebne, ale aby móc skutecznie walczyć z walcem ideologiami współczesnego lewactwa konieczne jest przyjęcie jakiejś wspólnej i wzajemnie ustalonej strategii działania.  

Oczywiście, aby to można osiągnąć potrzebne jest powołanie jednej nadrzędnej organizacji (fundacji) czy też ich porozumienia i w ten sposób scalenie różnych dotąd środowisk próbujących walczyć w tej naszej - na razie nierównej - walce z lewactwem. W ramach takiego porozumienia (fundacji podobnej do organizacji "Kampania Przeciw Homofobii") można by skoordynować wszelkie działania (w różnych obszarach: od mediów do demonstracji ulicznych!) wszystkich, którzy czują potrzebę zareagowania na agresję ideologii lewackich. Ponadto można by powołać jakiś jeden prężnie działający think tank skupiający wybitnych ludzi, którzy tworzyliby fundamenty i wyznaczali poszczególne sposoby działań obronnych. 

Tak dygresyjnie... Jeszcze kilkanaście lat temu z pewnością takim koordynatorem/patronem działań obronnych przeciw ideologicznej agresji środowisk lewackich byłby Kościół Katolicki i jego hierarchowie, tym bardziej, że obecny atak tych środowisk jest dziś skierowany w dużej mierze wobec właśnie KK. Niestety z różnych przyczyn tak się nie dzieje i sądzą, że się nie zadzieje, co przyjmuję ze smutkiem, ale tym bardziej wierni winni sami przejąć na siebie ciężar tej kontrrewolucyjnej walki z siłami zła.

Tak... ja wiem, że jest i będzie to bardzo trudne do zrealizowania bowiem mamy tak naprawdę mało środków finansowych a lewacy ich ogrom. Naszą siłą jednak może być nasza liczebność. Przecież np. anaturalni zboczeńcy z LGBTQ+ to tylko 1-2% całości naszego społeczeństwa. I proszę też zważyć, że ja nie mam żadnych pretensji, że ktoś jest gejem czy lesbijką, ale niech swoje żądze spełnia w zaciszu swojego domu lub w jakimś tam klubie a nie epatuje tym na ulicach czy też w szkołach.  Tyle tylko, że im już nie chodzi tylko o preferencje seksualne, ale chcą np. zarówno prawnych małżeństw homoseksualnych  i możliwości adoptowania przez takie pary dzieci jak również często mówią o swobodnej aborcji czy eutanazji. Dochodzi nawet do tego, że starają się nas przekonać do pedofilii czy kazirodztwa. A na to wszystko nie może być naszej zgody!

Poznając historię i obserwując dzisiejsze zachodnie społeczeństwa, które już niemal w całości stały się zlaicyzowane dochodzę do wniosku, że po raz kolejny to nam przyjdzie bronić chrześcijaństwa i tradycyjnych wartości. I demoliberalne lewackie elity o tym dobrze wiedzą. Dlatego też taki atak na Polskę i Polaków. Pod względem wiary jesteśmy największym jeszcze katolickim społeczeństwem w Europie i musimy odeprzeć ten lewacko-kulturowy na nas atak. 

I powtórzę. Aby ten lewacki atak odeprzeć musimy się zintegrować w swoich kontrrewolucyjnych działaniach. Sama wiara w Opatrzność Bożą nie wystarczy. Musimy działać w duchu ewangelizacji (pozytywnie pojmowanego prozelityzmu) a nie ekumenizmu czy też masońskiego braterstwa! Niestety musimy to robić oddolnie, bo trudno dziś oczekiwać masowego i powszechnego wsparcia w KK rządzonym przez obecnego papieża Franciszka. Podobnie struktury władzy państwowej nie dają nam nadziei na rychłe odparcie tegoż ataku. Podejmują próby ale napotykają na mur i atak lewactwa, jak w przypadku ustawy Lex Czarnek. Ale dobrze, że choć P. Czarnek realnie broni naszych polskich wartości i to w newralgicznym obszarze edukacji!

 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

środa, 20 stycznia 2021

Donald Trump pożegnał się z Białym Domem

Kończy się pewna epoka, w której jeszcze konserwatyści na całym świecie mogli liczyć na przychylność światowego mocarstwa jakim były USA za czasów Donalda Trumpa. Rozpoczyna się w USA epoka rewolucji neomarksistowskiej, która już zdominowała cały dotychczasowy świat cywilizacji zachodniej. Ostały się jeno jej resztki reprezentowane tylko przez władze nielicznych krajów takich jak np. Polska czy Węgry. 

Czy to znaczy, że społeczeństwo USA faktycznie przez najbliższe cztery lata stanie się ideologicznie Niemcami, Francją, Danią, Holandią czy Portugalią, Włochami i Hiszpanią? Uważam, że raczej nie. Na prezydenta D. Trumpa jednak głosowała niespełna połowa Amerykanów i oni zachowają swoje przekonania mimo spodziewanej lewackiej rewolucji w ich kraju. Wcale nie jest powiedziane, że w następnych wyborach nie wystartuje ponownie D. Trump i nie zyska poparcia pozwalającego mu na ponowne objęcie urzędu prezydenta. A być może pojawi się ktoś inny, który będzie w stanie zagospodarować konserwatywnych wyborców, którzy stanowili fundament powstania i rozwoju Stanów Zjednoczonych. 

To przyszłość a jak na razie czeka nas zmasowany atak lewaków na całym świecie. Oczywiście największe swoje siły zmobilizują wobec tych państw i społeczeństw, które w swojej tradycji i masie nie podzielają ich poglądów. Do tych krajów należy też Polska jako naród z tradycjami chrześcijańskimi, która opiera swoje wartości na tradycyjnym katolickim fundamencie, gdzie naród, państwo, rodzina, tradycja, patriotyzm, własność są najważniejsze. Czy przetrwamy ten atak? Nie wiem, ale wierzę, że tak, chociaż niestety i w Polsce myślenie neomarksistowskie  zyskuje coraz więcej nieświadomych konsekwencji zwolenników. 

Żałuję, że prezydent D. Trump przegrał wybory. Przychylam się do twierdzenia, że zwycięstwo J. Bidena było nieuczciwe i mieliśmy do czynienia ze sfałszowaniem wyborów, którego można dokonać jedynie w sytuacji, gdy poszczególni kandydaci mają zbliżony wynik wyborczy a tak było w tym przypadku. Ale D. Trump nie był w stanie udowodnić nieprawidłowości i stało się, co się stało - pożegnał się z prezydenturą USA. 

Nikt jednak nie może zaprzeczyć, że dla USA, jak i dla wolnego świata zrobił tyle, ile można było zrobić w obecnych uwarunkowaniach. Nie rozpoczął żadnej międzynarodowej wojny, doprowadził gospodarkę USA do przed pandemicznego rozkwitu, rozwiązywał konflikty politycznie a nie zbrojnie, przeciwstawił się chińskim dążeniom do dominacji światowej, realnie spoglądał na Niemcy i negował ich dążenia do dominacji nad Europą i też tonował takie same imperialistycznie dążenia Rosji pod wodzą W. Putina. Z naszego, polskiego punktu widzenia był nam przyjazny: zniósł wizy, traktował nas jako swojego sojusznika w UE,  wielokrotnie deklarował nam swoją przychylność rozmieszczając m.in. u nas swoje wojska, był przeciw budowie Nord Sream 2 oraz popierał rozwój Trójmorza jako przeciwwagę Niemiec w UE. Ogólnie oceniając - oprócz R. Regana - nie mieliśmy w czasach nowożytnych bardziej przyjaznego Polsce prezydenta USA. I jeszcze długo nie będziemy. No chyba, że komunistyczna wiceprezydent K. Harris narobi takiego bałaganu, że nawet wyborcy Demokratów będą już mieli dość jej rządów. A, że tak będzie to nie mam najmniejszych wątpliwości.

Reasumując. J. Biden będzie prezydentem USA tylko jedną kadencję, jeżeli dotrwa do jej końca. Tak naprawdę jego poczynaniami będzie kierować K. Harris. I to ona będzie kształtowała politykę USA przez najbliższe cztery lata. Będzie to prezydentura ideologicznie lewacka. Nie jest to dobre dla świata i dla Polski, ale jakoś przetrwamy ten okres i przetrwają go Amerykanie. Jestem pewien, że następnym prezydentem USA będzie Republikanin lub ktoś o konserwatywnym oglądzie rzeczywistości, choćby ponownie D. Trump jeżeli umiejętnie wykorzysta swoje poparcie do budowy swojego ruchu politycznego. 

Wykorzystajmy ten czas do walki o nasze narodowe wartości. Teraz tym bardziej - wobec braku oparcia w USA - staje się to naszą racją stanu i nie możemy tylko mówić, ale działać realnie!



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

sobota, 16 stycznia 2021

D. Trump - to była ostatnia wyspa wolności!

Nie ma dziś sensu na zastanawianie się nad tym, czy D. Trump ma jeszcze jakiekolwiek szanse na utrzymanie prezydentury. Niestety prezydentem w USA został dziadek z demencją J. Biden a w zasadzie jego zastępczyni K. Harris, skrajna komunistka. 

Jest to dla Polski bardzo zła wiadomość, bo straciliśmy najważniejszego sojusznika, na którym mogliśmy jako państwo budować naszą europejską suwerenność, choćby opierając ją na Trójmorzu, którego D. Trump był gorącym zwolennikiem. 

Ponadto doceniał on Polskę i widział w niej swojego przedstawiciela w strukturach UE i negował wszystkie przedsięwzięcia, które mogłyby nam zagrozić jak np. Nord Stream 2. Bardzo oponował też przeciwko dominacji Niemiec w UE, czemu dawał wielokrotnie wyraz i doprowadzał A. Merkel do bezradności, ale też i wściekłości. 

Przeciwstawiał się też próbom po raz kolejny budowy przez Niemcy  ścisłego sojuszu z Rosją, który można nazwać znów kondominium rosyjsko-niemieckim. A dla Polski taka współpraca ma historycznie bardzo złe konotacje, bo od zawsze żyjemy pośród dwóch granicznych wrogów, którzy przez wieki chcieli zdobyć nasz kraj. 

To fakty, którym nie można zaprzeczyć. 

Oczywiście to, co robił D. Trump było - wedle niego - w interesie USA. I postępował tak a nie inaczej tylko z tego powodu, iż uważał, że jest to korzystne dla Amerykanów. A, że przy okazji było to też korzystne dla Polski to już tylko my możemy ocenić i sądzę, że historycznie to docenimy. Jeszcze mocno zatęsknimy za D. Trumpem jako jednym z ostatnich mocarstwowych i normalnych przywódców światowych . 

Ale też zatęsknią za nim sami Amerykanie. Przez swoją kadencję (do czasu wybuchu pandemii koronawirusa) podjął się pracy wzmocnienia amerykańskiej gospodarki i to z takim skutkiem, że zmalało bezrobocie do poziomu z lat 50-tych XX wieku a dochody państwa osiągnęły niespotykanie wysoki od kilkudziesięciu lat poziom. Ponadto dał swoim rodakom wolność i powrót ich do korzeni, czyli do czasu świetności USA. 

Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby nie pandemia koronawirusa i nagłe lewackie rozruchy inicjowane przez agresywny oraz przestępczy BLM wygrałby wybory "w cuglach" i to w takiej procentowej przewadze, że nie mogłoby być mowy o możliwości dokonania ewentualnych fałszerstw, które są możliwe jedynie w przypadku, gdy liczba oddanych głosów na określonych kandydatów jest zbliżona. Ponadto miał przeciwko sobie cały "Deep State", koncerny przemysłowe i medialne, które przez całe cztery lata były przeciwko niemu a już ostatnie ich lewackie wyczyny (m.in. blokowanie kont) tylko potwierdzają, że to właśnie on był ostatnim wolnym przywódcą świata. I naprawdę nie wiemy, czy ostateczny wynik wyborów w USA jest prawidłowy i zgodny z wolą Amerykanów. Pozostaje niesmak, że mogłyby być one jednak sfałszowane, co niektórzy uznają za pewnik.  

Nie mam pojęcia co teraz zrobi D. Trump. Życzyłbym sobie, aby zagospodarował swoją popularność i stworzył coś na kształt ruchu społecznego czy partii politycznej liczącej się w wewnętrznych, amerykańskich sondażach. Tym bardziej, że przez swoich Republikanów w dużej mierze został zdradzony. Czy ma jakiekolwiek szanse? Oczywiście, że tak, ale trzeba brać też pod uwagę jego wiek a co za tym idzie coraz mniejsze jego siły fizyczne i psychiczne.  Może jednak podoła i mam taką nadzieję, iż tak się stanie. 

Gorzej jest jednak z nami. Polska została osamotniona. Możemy liczyć na Węgry, w mniejszym stopniu na całą Grupę Wyszehradzką czy kraje Trójmorza. Niemcy zaczęły realizować swoją politykę obiecując USA, że to teraz one będą ich gwarantem w Europie.  A. Merkel w międzyczasie spotkała się z przywódcami Chin i Rosji a nam wcześniej zarzucała, że podjęliśmy jakiekolwiek rozmowy z Chinami na temat ich Jedwabnego Szlaku i centrum dystrybucyjnego pod Łodzią. No cóż, liczą się tak naprawdę własne, narodowe interesy i to polscy politycy powinni sobie wreszcie uświadomić. 

Czeka nas bardzo trudny czas. Czy sprostamy jego wyzwaniom? Nie wiem. Jak na razie wszystko wygląda pesymistycznie, ale być może jednak prawda zwycięży nad kłamstwem a dobro nad złem. Oby! 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Skończyła się demokracja i kończy się nasza cywilizacja

Wraz z wyborem nowego prezydenta USA i zablokowaniem kont społecznościowych D. Trumpa skończyła się tak naprawdę demokracja w tym rozumieniu jakie towarzyszyło nam, gdy o nią walczyliśmy. 

Oczywiście te ostatnie wydarzenia w USA są pokłosiem wielu lat budowania przez neoliberalną lewicę (neomarksistów) nowego społeczeństwa, w którym już nie liczy się indywidualna wolność i własność, ale wszechobecny państwowo-korporacyjny monopol, który dzieli społeczeństwo na władców i spauperyzowanych oraz zatomizowanych niewolników bez poczucia jakiejkolwiek wspólnoty. A tymi niewolnikami staje się 90% ludzi kierowanych i sterowanych przez 10% grupę nadzorczą. Mamy być nihilistycznymi i egoistycznymi konsumentami dóbr i to ma nam wystarczać do życia i przeżycia.

Zostaliśmy w ogromnej większości - poprzez system edukacji - pozbawieni umiejętności logicznego postrzegania świata. Nie potrafimy wyciągać wniosków z dziejących się wydarzeń i bezrefleksyjnie przyjmujemy medialną papkę, którą serwują nam włodarze wszelakich mediów, zarówno tych tradycyjnych, jak i elektronicznych. Stworzyli oni imperia i potrafią z nich korzystać, choćby poprzez cenzurę tych, którzy jeszcze w imię starych zasad i wartości walczą o prawdę i o nas wszystkich. 

Kiedyś, gdy powstawał internet nawet sobie nie wyobrażaliśmy, że po latach może stać się miejscem ograniczania wolności. Wtedy zachłysnęliśmy się nim jako nowym medium swobodnego przepływu informacji. I tak rzeczywiście było, bo na początku jawił się on nam jako ostoja wolności bez cenzury, dzięki której umożliwiono nam komunikowanie się w skali globalnej. Mieliśmy możliwość swobodnej wypowiedzi i poznawania wszelakich opinii innych ludzi. Na tej kanwie powstawały firmy, które stworzyły media społecznościowe, od których powoli stawaliśmy się uzależnieni. I to do tego stopnia, że wyrosły nowe pokolenia, które już bez internetu czy smartfonów nie potrafią sobie wyobrazić codziennego funkcjonowania. I to uzależnienie wykorzystują obecni włodarze firm technologicznych do kształtowania umysłów ludzi na modłę współczesnego lewactwa. I cenzurują to wszystko, co jest z tą ich lewacką wizją świata sprzeczne a co broni tradycyjnych, konserwatywnych ludzkich wartości, na których została zbudowana nasza cywilizacja. 

W Europie zmierzch cywilizacji zachodniej następuje od lat 60-tych XX wieku. Podobnie jest w USA, przy czym do tej pory jeszcze mogliśmy mieć nadzieję, że w tym kraju - będącym największą demokracją światową - możemy mieć oparcie w naszej walce o tradycyjną Europę. Teraz tak naprawdę z kręgów tejże cywilizacji Polska i Węgry zostały same i nie wróżę nam już niczego dobrego. Prawdopodobnie powolnie poddamy się naciskom europejskich elit unijnych i prędzej czy później staniemy się tak wyjałowieni z wartości jak społeczeństwa Starej Europy. Zresztą widzimy na co dzień jak próbuje się z nas wyplenić chrześcijaństwo, które było fundamentem powstania i rozwoju krajów naszego kontynentu. Podobnie atakuje się naród jako wspólnotę, która do niedawna spajała poszczególne kraje. Atakuje się rodzinę, tradycję i pozbawia wolności oraz własności, likwidując klasę średnią. 

Czy mamy jakąś szansę na przetrwanie i powrót do konserwatywnej normalności?  

Może tak, ale podstawą musi być przywrócenie wolności... i to w sensie takich samych praw społeczno-prawno-politycznych dla każdego człowieka, jak i wolności gospodarczej. Ta ostatnia może nawet staje się ważniejsza, bowiem, gdy będzie wolność gospodarcza, to człowiek może dążyć  i będzie dążył do tej pierwszej wolności obejmującej jego prawa ogólne. 

Innym warunkiem jest przywrócenie poczucia wspólnoty, w tym religijnej, rodzinnej i narodowej. Tylko takie wspólnoty dają nam szanse na odbudowę i przeciwstawienie się lewackiej walce o nasze dusze i umysły. I tylko takie wspólnoty mogą stanowić skuteczną oręż w tej wojnie. 

Powtórzę. Skończyła się już demokracja w takim rozumieniu jaką ją znaliśmy i jaką sobie wyobrażaliśmy. Oczywiście może zachowane zostaną takie jej zewnętrzne atrybuty jak wybory, ale cóż z tego jak takie wybory są już sterowane przez wielkie korporacje (też medialne) a nawet mogą być przez nie fałszowane? Więc tak naprawdę są one zbędne. Może jednak czeka nas powrót do monarchii, która w przyszłości może prowadzić znów do zdrowej republiki?

Możemy jednak przeciwstawić się końcu naszej cywilizacji i oby nam się udało. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 10 lutego 2020

Lewackie bojówki KOD niczym lewackie bojówki bolszewickie!

Dzisiaj na spotkaniu Prezydenta z mieszkańcami Pucka i Wejherowa mieliśmy po raz kolejny popis antydemokratycznych i totalitarnych lewackich bojówek KOD nie uznających legalnie wybranych przez polski naród władz Rzeczpospolitej Polskiej i odurzonych lewacką fanatyczną gotowością nawet na siłowe dokonanie zamachu stanu w Polsce. Te bojówki przypominają mi lewackie bojówki bolszewickie.

Skandowano obrzydliwe hasła wobec prezydenta w stylu "Ty ch..ju" a kandydatka na Prezydenta M. Kidawa-Błońska ściskała się z KOD-owcami zapewniając ją, że ich krzyki były słyszalne. Zdaje się, że KOD-owcy "dostali wiatr w żagle" i cała ta kampania wyborcza będzie podobna: rozwydrzeni i fanatyczni zwolennicy M. Kidawy-Błońskiej kontra stateczna i umiarkowana kampania Prezydenta A. Dudy.

Obrzydliwym jest jednak to, że kandydatka PO-KO niejako sankcjonuje takie zachowanie, bo tylko na emocjonalnych fanatykach może oprzeć swoją kampanię. Poza rozchwianiem nastrojów społecznych nie ma dla Polski i Polaków żadnej propozycji... no chyba, że uznamy likwidację 500+ i innych programów społeczne realizowanych przez rządy ZP (PiS) albo całkowite odwrócenie reform i doprowadzenie do sytuacji, w której "będzie tak, jak było" w całej III RP.

Polacy! Oni wszyscy razem z M. Kidawą-Błońską uważają, że jesteście głupcami i polskimi podludzkimi idiotami a tym samym łatwo Was zmanipulować i wykorzystywać do własnych celów i obrony ich dostatniego życia żerującego na nas, naszym polskim majątku i naszej pięknej Polsce. Nie pozwólcie na to! Jesteście wszak Polakami, potomkami wielkich bohaterów i zwykłych naszych rodaków, którzy nigdy nie poddali się zniewoleniu, nawet w czasie zaborów, wojen, czy lewackiej, komunistycznej dyktatury!

Dziś lewacy - kreatorzy i beneficjenci III RP - walczą z Polską i Polakami i wszystkimi, którzy polskość mają w duszy i sercu. Walczą jedynie o odzyskanie swojej władzy i profitów z niej płynących, walczą o uniknięcie kary za swoje przestępstwa i za działanie na szkodę naszej Ojczyzny. I będą walczyć do upadłego. Nawet - zgodnie z lewacką logiką - antydemokratycznie i antykonstytucyjnie podważając Wasz demokratyczny wybór i legalne władze polskie. Nawet poprzez otumanianie Was i skłanianie do demonstracji czy też obalania poprzez zamach stanu legalnych polskich władz.

Pamiętajcie! To chorzy na władzę i pieniądze śmieszni i jednocześnie groźni antydemokratyczni szaleńcy... Nie ulegajcie ich szaleństwu i nie wierzcie w ich piękne, ale obłudne i hipoktytyczne hasła o zagrożeniu wolności czy praworządności... tak naprawdę ich wolności i ich bezkarności.

Wszystkie ostatnie wybory były tymi najważniejszymi. Tak jest i teraz więc wybierzmy osobę, która gwarantuje trwanie "dobrej zmiany".


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 24 lipca 2019

PO i lewactwo poprzez LGBTQ strzela sobie w stopę a PiS-owi rośnie poparcie!

Tak bardzo króciutko o LGBTQ, bo nie mam zamiaru pisać o chorych ludziach manifestujących swoje zboczenia na ulicach. Czy ktoś z nas normalnych ludzi, heteroseksualnych manifestowałby na ulicach tajemnice swojej alkowy?

Ale przecież normalni homoseksualiści czy inni tego typu, też swoje preferencje zachowują w domu lub w swoich klubach i nie manifestują swojego seksualizmu na ulicach. Nawet nie uczestniczą (poza wyjątkami) w tych marszach.

Te wszystkie manifestacje są prowokacją w naszej, katolickiej Polsce a ich poparcie przez lewaków i akceptacja (nawet pośrednia) przez PO, Tuska czy inne a'la pustaki polityczne jest i będzie przeciwskuteczna.


Dlatego też jestem za organizowaniem tych marszów przez te środowiska. Niech robią tak dalej a PiS osiągnie wynik wyborczy na poziomie co najmniej 50%, bo na wybory pójdą też Ci, którzy dotąd na takie wybory nie chodzili, ale mają w sercu chrześcijańskie wartości ugruntowane naszą historią. Tego jestem pewny i zachęcam te środowiska do dalszych marszów. Brawo! - a'la kobiety, a'la mężczyźni czy inni a'la wynaturzeńcy. Pozdrawiam Was, ale smutne jest to, że nieraz patrząc w lustro nie widzicie, że coś z Wami jest nie tak.

Mam tedy jedną wątpliwość. Dlaczego mamy to znosić, my normalni ludzie? Dlaczego na to muszą patrzeć nasze dzieci? To publiczne sianie zgorszenia a to jest karalne.

Wyraźnie o tym mówi Kodeks Wykroczeń:

Art. 51. Zakłócanie spokoju lub wywołanie zgorszenia
Dz.U.2019.0.821 t.j. - Ustawa z dnia 20 maja 1971 r. - Kodeks wykroczeń

§ 1. Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym,
podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
§ 2. Jeżeli czyn określony w § 1 ma charakter chuligański lub sprawca dopuszcza się go, będąc pod wpływem alkoholu, środka odurzającego lub innej podobnie działającej substancji lub środka,
podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
§ 3. Podżeganie i pomocnictwo są karalne.

Dlaczego  z tegoż artykułu każe się ekshibicjonistów czy gołych biegających po ulicach. Ich się zamyka lub karze w inny sposób, albo kieruje na obserwację  psychiatryczną. Dlaczego tak nie jest w przypadku ludzi z LGBTQ, którzy sieją publiczne a nie nawet prywatne zgorszenie. A ja czuję się zgorszony tymi dewiantami na ulicach polskich miast.

Nie jestem prawnikiem, ale może w końcu jakiś prawnik spojrzy na te marsze przez pryzmat przekroczenia prawa.

P.S. 
29 lipca znikam z internetu na 10 dni lub dłużej. Trzymajcie za mnie kciuki bo będę w szpitalu. Może z tego też powodu jest obecna moja nadaktywność w blogowaniu. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

poniedziałek, 13 listopada 2017

„Partia polska” i „partia antypolska” i… kilka uzupełnionych refleksji wokół prezydenta…

W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie” – niekoronowany król Polski, książę Adam Jerzy Czartoryski (†14.01.1770 – †15.07.1861).

Musimy ten rok wykorzystać dobrze, musimy pokazać, że Ci, którzy sto lat temu potrafili połączyć myśli i czyny nie są ostatnim pokoleniem, które to potrafiło. My też musimy być takim pokoleniem! Stoimy (…) przed wielką szansą budowy nowej Polski, dobrej zmiany, szansy Rzeczypospolitej, która będzie rzeczywiście Rzeczypospolitą, która będzie dla wszystkich, która będzie silna (…) niepodległa, godna i dumna! (…) Być Polakiem to znaczy być kimś ważnym, to znaczy być kimś (…) kto wyznacza dzisiejszej chorej Europie drogę do uzdrowienia, drogę do powrotu do fundamentalnych wartości, drogę do powrotu prawdziwej wolności, drogę do zwycięstwa i umocnienia naszej – opartej o chrześcijaństwo – cywilizacji. Polska ma taką szansę. Wykorzystajmy ją!” – prezes PiS, premier Pan Jarosław Kaczyński w dniu 10 listopada 2017 roku podczas uroczystości „miesięcznicy smoleńskiej” na warszawskim Placu Piłsudskiego. 

To rzeczywiście jest coś wielkiego – być Polakiem” – premier Rzeczypospolitej Polskiej, Pani Beata Szydło w dniu 11 listopada 2017 roku.
-----------------------------------
Nie ma dziś większego zagrożenia jak ucieczka od podziału My-Oni i kłamstwo o korzeniach III RP. Z nich czerpia siły Obcy i wywodzą swoje prawa do aneksji polskości. Dzieląca nas linia musi być nazwana – bo jest konsekwencją okupacji sowieckiej, efektem mafdalenkowej zdrady i budowania nieistniejącej wspólnoty narodu. Jest winą tych, którzy od trzech dekad sankcjonują komunistyczne łgarstwo i po raz kolejny chcą łączyć Polaków z apatrydami. Bez odzyskania takiej świadomości i wyznaczenia granic naszego dziedzictwa, nie uratujemy wspólnoty narodu. Nie można jej odbudować łącząc zdrajców z bohaterami na fundamencie nierozliczonej przeszłości, zamazanej teraźniejszości i jutra, które wiedzie donikąd” –Aleksander Ścios w dniu 14 listopada 2016 roku [1]
-----------------------------------
Niemal dokładnie 11 miesięcy temu, w dniu 9 grudnia 2016 roku opublikowałem na swoim blogu tekst pt.: „Polacy! Nie dajmy się sprowokować, nie przelewajmy polskiej krwi” [2], w którym po raz pierwszy w moim pisaniu opatrzyłem go w/w wypowiedzią księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Ów tekst był niejako odpowiedzią na działania „totalnej” i antypolskiej opozycji spod znaku PO, .N, KOD, części PSL, ORz i wszystkich środowisk polityczno-społeczno-medialnych, które chciały doprowadzić do bratobójczych zamieszek i – co się dopiero później okazało – miało zakończyć się krwawym puczem antypolaków i ponownym przejęciem władzy przez – odnosząc się do motta – „partię antypolską”. 

W 99 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach dzisiejszy tekst uzupełniłem wypowiedzią obecnej premier naszej Polski, Pani Beaty Szydło, prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego oraz refleksją Pana Aleksandra Ściosa, która z powodzeniem mogłaby być podsumowaniem niniejszego tekstu. 

Pisząc przed rokiem tamten tekst tylko intuicyjnie przeczuwałem, że „partia antypolska” planuje coś zrobić, coś złego dla Polski i Polaków przygotowuje. Czułem swoisty niepokój i okazało się, że miałem rację. Na szczęście planowany krwawy, grudniowy pucz się nie udał, co nie znaczy, że antypolscy zdrajcy nie knują przeciw nam dalej i nie przygotowują koncepcyjnie kolejnych scenariuszy, w czym na pewno pomagają im (inspirują?) zagraniczni nienawistnicy Polski, w tym szczególnie: demoliberalno-lewackie elity brukselsko-niemieckie; być może różne konkretne i bardzo istotne środowiska na bliskim i dalekim dla Polski wschodzie; syjo-szemrani uzurpatorzy władzy nad światem dążący do likwidacji państw narodowych a także zwykli i cyniczni szubrawcy pragnący wykorzystać nasz kraj dla własnej władzy i pieniędzy.

(jeżeli mogę w taki sposób, to dobrze byłoby, aby czytelnik dalszej części niniejszej notki wpierw zapoznał się z treścią wskazanego, mojego tekstu z grudnia 2016 roku, choć oczywiście można tą zachętę pominąć – niemniej gros poniższych refleksji traktować należy jako kontynuacje grudniowych oraz pewną odpowiedź na dyskusję jaka wywiązała się pod ostatnim moim tekstem o prezydencie Andrzeju Dudzie)

Ostatni mój tekst [3] będący poniekąd krytyką poczynań prezydenta Andrzej Dudy wzbudził na forach dużą dyskusję, w której większość czytelników i komentatorów podzieliła moje krytyczne wobec prezydenta refleksje. Jednakże też znalazło się wiele zdań krytycznych zarzucających mi albo naiwność połączoną ze skutecznym uleganiem antypolskim prowokatorom liczącym na rozbicie obecnej władzy i jej elektoratu, albo „krecią i agenturalną robotę” nastawioną na podobny efekt, albo nawet oskarżających mnie o niegodne insynuacje i kłamstwa czy też o brak wystarczającej wiedzy o zakulisowych meandrach władzy, które mogły niejako zmusić prezydenta do takich a nie innych działań i wypowiedzi. Padło też stwierdzenie, że być może prezydent działa tak – pomny działań „seryjnego samobójcy” i „nieszczęśliwego wypadku” – ze względu na bezpieczeństwo swoich najbliższych: córki i żony. I tu od razu odpowiadam: jeżeli tak, to najlepszą ich ochroną byłoby nie podejmowanie się przez A. Dudy funkcji publicznych z funkcją prezydenta Polski na czele.
Przeczytałem wszystkie komentarze. 

W miarę możliwości starałem się na nie odpowiadać, mniej lub bardziej przekonywująco. Wobec niektórych odniosłem się ze zrozumieniem, z innymi dalej się nie zgadzam i pozostaję przy własnej negatywnej ocenie co najmniej ostatniego pół roku urzędowania prezydenta A. Dudy. 

Jednakże po głębszym zastanowieniu i w celu bardziej szczegółowego przedstawienia całego tła problemu, które stało się implikacją mojego obecnego stanowiska postanowiłem napisać coś więcej. Mam jednocześnie nadzieję, że w tym tekście moi adwersarze znajdą odpowiedzi na swoje wobec mnie zarzuty a aprobujący moje opinie jeszcze bardziej poznają ich przyczyny i utwierdzą się w owej aprobacie. 

Nie jest przypadkiem, że mottem tego tekstu uczyniłem słowa księcia A. J. Czartoryskiego i jednocześnie odniosłem się do mojego tekstu sprzed roku. 

Pan prezydent A. Duda w jednym z ostatnich wywiadów stwierdzić raczył m.in.: „W KRS powinni być ludzie wskazani przez różne ugrupowania – po to, żeby była tam multipartyjność i nie było wrażenia, że jeżeli dokonuje się wyboru sędziów do KRS w Sejmie, to jest to wybór jednopartyjny”.
 
I chyba tak naprawdę w tym stwierdzeniu należy doszukiwać się sedna moich (ale chyba nie tylko) rozbieżności z Panem prezydentem, bo rozumiem, że pragnie on, aby szukać szeroko pojętego porozumienia tradycyjnie i oficjalnie pojmowanego międzypartyjnego dla Polski oraz szanować również polityków innych zarejestrowanych w Polsce opcji i formacji społeczno-politycznych. 

Mając jednak w pamięci słowa księcia A. J. Czartoryskiego, całkowicie nie zgadzam się z punktem widzenia pana prezydenta. 

Wybór sędziów do KRS powinien być właśnie jednopartyjny w taki m rozumieniu, że wyboru winna dokonywać „partia polska”, partia ludzi „godnych, którzy pragną ojczyzny wolnej i niepodległej”. Druga zaś w Polsce istniejąca partia – „partia antypolska”, partia ludzi z polskim obywatelstwem, ale „ludzi bez sumienia, którzy wolą upadlające obce panowanie”… w optymalnie korzystnej wersji nie powinna na terenie Polski mieć prawa istnieć ani wypowiadać się na temat Polski i Polaków i w ogóle uczestniczyć w jakikolwiek sposób w polskim życiu politycznym i poprzez to reprezentować antypolskie interesy. I nie dotyczy to tylko wyboru sędziów, ale całości spraw społeczno-politycznych. Jeżeli jeszcze dodatkowo taka „partia antypolska” zgodnie z regułami normalnej (nie liberalnej czy socjalistycznej lub innej) demokracji zostaje wyborczo odrzucona przez Polaków to tym bardziej nie ma żadnych przesłanek, aby w jakikolwiek sposób szukać z nią porozumienia. 

Nie jestem demokratą, ale jestem realistą i wiem, że w ustroju demokratycznym formalnie jednak „partia antypolska” może oficjalnie istnieć i zdobywać w różny sposób głosy wyborcze nieświadomych lub zmanipulowanych rodaków. Jest to wynikiem permanentnych wieloletnich działań z zakresu inżynierii społecznej, których efektem jest powstanie w Polsce grupy moich rodaków przeświadczonych, że „partia antypolska” tak naprawdę to „partia polska”. Tak nie jest i nigdy nie było, co na szczęście zauważa też coraz liczniejsza część zmanipulowanych dotychczas piewców dzisiejszej „totalnej opozycji”. To jeszcze bardziej powinno implikować pana prezydenta i przedstawicieli „partii polskiej” do zachowań alienujących „partię antypolską” a nie dających jej więcej niż niezbędne i wynikające z reguł demokracji minimum. 

Oczywiście w ramach „partii polskiej” możemy się spierać i kłócić, mając jednak w sercu polskość i dobro Polski i Polaków a nie uważając „że polskość to nienormalność” a naszą stolicą (naszym domem) nie jest Warszawa (Polska) a Bruksela, Berlin, Moskwa, Waszyngton, Jerozolima czy jakiś inny ośrodek decyzyjno-władczy. 

„Partia polska” może mieć różne frakcje ideowo-polityczne: wolnościowe, narodowe, konserwatywne czy ogólnie prawicowe, liberalne, lewicowe, republikańskie bądź jakiekolwiek inne, bo obecnie w świecie tak naprawdę zatarły się tradycyjne podziały na określone grupy jednoznacznie i historycznie posiadające przynależne jej cechy i światopogląd. Może też mieć różne wizje drogi i kierunku rozwoju Polski.

W takim ujęciu możemy więc mówić o ewentualnej „multipartyjności” – czyli działaniu w różnych partiach (frakcjach), ale tylko w ramach „partii polskiej”, dla których największym dobrem jest polski naród i nasza Ojczyzna i których wszelkie działania są podporządkowane i determinowane polskością. 

Obecnie w świecie tzw. postmarksistowskie demoliberalne lewactwo jest a’priori antynarodowe i to wszędzie na świecie, w każdym kraju czy innych formacjach organizacyjno-formalno-prawnych. To jest grupa ludzi beznarodowa, dla której takie pojęcia jak: naród, ojczyzna, patriotyzm, tradycja, wiara, język narodowy, państwo narodowe, narodowa historia, honor i inne podobne są już li tylko przeszłością i z nimi się nie identyfikują a wprost przeciwnie – je zwalczają i to nieraz w sposób bezwzględny. Kiedyś był to komunizm wojenny, dziś postkomunizm kulturowy. 

Ludzie reprezentujący taką postawę i takie poglądy nie mogą być polskimi patriotami, dla nich polskość nigdy nie będzie najważniejsza. Być może nieraz werbalnie starają się pozyskać i otumanić część polskiego społeczeństwa głosząc hasła niby propolskie, ale to tylko manipulacja i wielkie oszustwo. To nie są tak naprawdę Polacy, choć mają polskie obywatelstwo. Oni nie myślą po polsku i nie działają dla Polski, ale dla „czegoś innego” lub jedynie dla własnej władzy i pieniędzy. Z nimi się nie dyskutuje o Polsce ani nie szuka się porozumienia, bo stanowią „partię antypolską” i trudno znaleźć coś wspólnego między Polakami i ludźmi czującymi się Polakami (nawet o innym etnicznie pochodzeniu) a antypolskimi ich wrogami. 

Wielokrotnie pisałem, że w sumie takich ludzi nie można nazywać nawet polskimi zdrajcami, bo czyż oni cokolwiek zdradzili? Zdradzić można coś, co do tej pory się wyznawało, zdradzić można Polskę – w ujęciu ideowym a nie prawnym – jeżeli do tej pory uważało się za Polaka i porzuciło się polskość na rzecz innych wartości czy państw lub zbioru państw lub jakichś dziwnych organizacji ponadnarodowych albo cynicznie i egoistycznie dla własnych osobistych celów. 

Działanie na szkodę Polski tak pojmowanej „partii antypolskiej” wyklucza ją z naszej Ojczyzny. Taka partia musi być uważana za niegodną nawet splunięcia i tyle, nie mówiąc już o jakimkolwiek dopuszczeniu jej do wpływania na losy Polski i Polaków. 

Oceniając historycznie, bo w takiej przeszłej perspektywie można ocenić i zidentyfikować frakcje „partii antypolskiej”, szczególnie po roku 1989, roku koszmarnego zagarnięcia niby już wolnej Polski przez właśnie ową partię. 

Przed II WŚ frakcjami „partii antypolskiej” były na pewno wszystkie odłamy partii komunistycznej, gdzie np. podczas plenów KC Komunistycznej Partii Polski czy Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy rozmowy plenarne prowadzono m.in. w chazarsko-żydowskim języku jidysz i które tak naprawdę chciały pozbawić Polskę niedawno co odzyskanej niepodległości. W czasach komuny oficjalnie na pewno były to: PPR, PZPR, ZSL a nieoficjalnie to np. zręby przyszłej „partii antypolskiej” powstałej z części KOR-u. Po 1989 roku, po „Magdalence” i „Okrągłym stole” frakcjami „partii antypolskiej” były i są: ROAD, KLD, UW, PD-demokraci.pl, Unia Europejskich Demokratów (spadkobierca UD/UW/demokraci.pl), SdRP, SLD, Ruch J. Palikota, .N (też w dużym stopniu pomiot UD/UW/demokraci.pl), część PSL i oczywiście PO. Z grup nie będących partiami politycznymi dziś najbardziej znani przedstawiciele „partii antypolskiej” to: Komitet Obrony Demokracji i lewacka, przestępcza bojówka Obywatele Rzeczpospolitej bezzębnego idioty mieniącego się jej liderem. Są też i inni przedstawiciele „partii antypolskiej” wśród różnych innych organizacji polityczno-społeczno-zawodowych, czego dobitnym przykładem jest obecna „kasta sędziowska” i jej KRS czy też w dużej mierze „kasta naukowców” lub „kasta artystów”. Może kogoś lub jakąś frakcję pominąłem, za co oczywiście przepraszam

Jasnym też winno być, że wskazując na różne grupy dawniej i obecnie wchodzące w skład „partii antypolskiej” myślę przede wszystkim o ich liderach oraz w dużej mierze świadomych ich członkach i sympatykach, bo przecież nieraz mogą wśród nich być ludzie przyzwoici, którzy zdają sobie sprawę z charakteru ich grupy i starają się jednak propolsko zmieniać jej polityczne lub inne oblicze i są też ludzie oszukani i zmanipulowani. 

Z tak pojmowaną „partią antypolską” nie można dyskutować i szukać porozumienia. Dzisiaj nazywa siebie „totalną opozycją” , której antypolski program polega na obaleniu władzy legalnie wybranych frakcji „partii polskiej” poprzez ulicę (zamieszki i rozlew polskiej krwi) i zagranicę (działanie o charakterze umownie mówiąc „zdrady targowickiej”). Przykłady takiej antypolskiej działalności można mnożyć i chyba wszyscy wiedzą jakie to były i są działania: skarżenie się na Polskę za granicą, szukanie pomocy za granicą, inspirowanie wrogich Polsce ośrodków zewnętrznych do międzynarodowej krytyki Polski, prowokacje uliczne, mowa nienawiści oraz próba dzielenia i atomizacji Polaków, próby puczu i przewrotu, oddawanie Polski obcym, knucie i oczernianie Polski wszędzie, gdzie się da i wiele, wiele innych. 

Powtórzę. Z „partią antypolską” ludzi z polskim obywatelstwem, ale „ludzi bez sumienia, którzy wolą upadlające obce panowanie” nie ma co w ogóle podejmować dyskusji a tym bardziej dopuszczać ich do władzy ustawodawczej, wykonawczej lub sądowniczej. Tym bardziej, że w procesie demokratycznym formalna „partia antypolska” została odrzucona przez Polaków!

Odnosząc się jeszcze raz do mojego tekstu o prezydencie A. Dudzie [3]. 

Pisałem go w wielkim smutku, bo nigdy nie myślałem, że tak mógłbym kiedykolwiek oceniać Pana Andrzeja Dudę. 

Bardzo trudno mi było pokonać „dysonans poznawczy”, czyli „dysonans powyborczy”, o którym wielokrotnie pisałem w odniesieniu do wyborców PO [4], ale właśnie znając jego mechanizm łatwiej mi było go pokonać. 

Czekałem przeszło cztery miesiące licząc, że jednak cała ta „gra polityczna” jest wewnętrzną grą nowej władzy, czyli jakąś „rozgrywką” uzgodnionej pomiędzy prezydentem a J. Kaczyńskim i rządem B. Szydło. Miałem ogromną nadzieję, że tak jest. 

Z biegiem czasu i przy jednoczesnym narastaniu konfliktu na linii prezydent, w tym BBN - J. Kaczyński/rząd, w tym MS i MON owa nadzieja powoli „umierała”. Pragnę też zaznaczyć, że pisałem ów tekst przed faktem powzięcia wiedzy na temat zaproszenia D. Tuska na obchody odzyskania przez Polskę niepodległości oraz przyjęciu przez tego pana takiego zaproszenia.

Niektórzy komentatorzy wskazywali jednak, że mimo wszystko odbywa się jakaś gra zakulisowa albo też „partia antypolska” (będę konsekwentnie używał w większości tego określenia a nie „opozycja totalna”) szykuje jakiś kolejny atak na Polskę i prezydent w porozumieniu z rządem i J. Kaczyńskim podejmuje działania „wyprzedzające i neutralizujące”. Dobrze było, oj dobrze by było, żeby tak było, choć uważam to za wariant prawdopodobny to odnoszę się do niego z rezerwą. 

Jednakże oceniając tylko to co funkcjonuje oficjalnie nie zmieniam swojego krytycznego zdania na temat ostatnich działań prezydenta, w szczególności w obszarze sądownictwa i nominacji generalskich oraz oczywiście w sprawie braku publikacji Aneksu do Raportu z Likwidacji WSI. 

W tej ostatniej kwestii spotkałem się też z ciekawym poglądem S. Michalkiewicza, który stwierdził, że też by go nie opublikował, bo teraz obecna władza ma cały czas odpowiednie „haki”, z których może korzystać dla „dobra sprawy” a w momencie publikacji aneksu byłyby w tym zakresie nieprzydatne. 

Stwierdzam jednoznacznie, że akurat z tą opinią S. Michalkiewicza się nie zgadzam, choć wiele jego ocen podzielam w pełni. 

Czy Polska nadal ma być III RP, w której decydują służby specjalne i zdobyte przez nie przez lata „haki”, z których można cały czas korzystać i neutralizować osoby publiczne? Czy nie lepiej budować Polskę wolną od tego brudu, opartą na prawdzie i jawności życia publicznego? Czy nadal WSI i dysponenci „teczek” mają decydować o naszej rzeczywistości? 

Moim zdaniem Polskę stać na prawdę o III RP i na tym fundamencie można dopiero budować nową Ojczyznę. Prawda jest najważniejsza i choć być może być bolesna należy ją ujawnić w całości (nie tylko ujawniając aneks, ale przeprowadzając pełną lustrację wszędzie, gdzie tylko można, też wśród prawników, naukowców, księży, itd.), bo w przeciwnym razie dalej powstawać będą niestworzone teorie, które np. insynuują prezydentowi jakieś obyczajowe „wpadki”. Nadal będzie „gra teczkami” i nadal będziemy żyli w III RP, czyli PRL-bis!

W sprawie ostatniego konfliktu prezydenta z rządem i prezesem PiS ciekawą interpretację przedstawił bloger 35stan. Ogólnie uważa on, że Pan Andrzej Duda został J. Kaczyńskiemu narzucony i to przez stronę amerykańsko-izraelską jako swoisty „bezpiecznik”, gdyby prezes J. Kaczyński okazał się jak jego ś.p. brat „niesterowalny”. Wskazuje, że po zakończeniu resetu B. Obamy pomiędzy USA i Rosją (2013 rok) oraz w celu powstrzymania dominacji i ekspansji Niemiec (UE) postanowiono w Polsce zmienić ekipę rządzącą na antyrosyjską i delikatnie zachowawczą wobec UE. Stąd wybuchła afera podsłuchowa wykreowana – według blogera – przez CIA, która zmiotła z rządzącej sceny politycznej PO i pozwoliła wygrać wybory PiS-owi oraz Zjednoczonej Prawicy. Jako też dodatkowy element podaje to, że pan Andrzej Duda uczestniczył w krakowskich (sic!) obradach izraelskiego Knesetu w Polsce w roku 2014 i być może został przez „wybrańców” namaszczony na nowego prezydenta Polski oraz właśnie narzucony J. Kaczyńskiemu. Bloger ponadto zwraca uwagę na fakt, że wszystko to było przed wyborem D. Trumpa na prezydenta i powszechnej pewności, że wybory wygra H. Clinton, więc nic w amerykańskiej polityce by się nie zmieniło a mimo tego podjęto działania zmierzające do zmiany władzy w Polsce. 35stan w tym kontekście wskazuje na wypowiedź J. Kaczyńskiego, który po wyborze D. Trumpa stwierdził, że być może w końcu skończą się na niego ogromne naciski ze strony amerykańskiej w sprawach, co do których nie powinna ona mieć żadnych żądań wobec Polski i 35stan sugeruje, że jednym z takich nacisków mogło być narzucenie kandydata na prezydenta, A. Dudę. Z tego wszystkiego bloger wyciągnął wniosek, że w sprawie sądów został uruchomiony ów „prezydencki bezpiecznik”, bo te reformy zagrażały interesom m.in. „wybrańców” oraz innych „namaścicieli” prezydenta. 

W tej kwestii dodam od siebie, że w takim rozumowaniu logicznym staje się spotkanie w cztery oczy prezydenta A. Dudy z chazarsko-żydowskim A. Smolarem, szefem chazarsko- żydowskiej, sorosowej (G. Sorosa) Fundacji im. S. Batorego założonej w 1988 roku za zgodą zdrajcy W. Jaruzelskiego i po jego waszyngtońskich rozmowach w 1985 roku ze zmarłym w tym, 2017 roku Dawidem Rockefellerem – właścicielem za życia chyba siedmiu przeszczepionych serc i podobno szefem tzw. Rządu Światowego (wierchuszki tzw. NWO). 

Sądzę, że warto głębiej zastanowić się nad taką teorią i pozdrawiam blogera 35stan. 

I jeszcze dwa smutne aczkolwiek wiele dające do myślenia fakty z działalności prezydenta A. Dudy, które muszą niepokoić a o których do tej pory się nie wypowiadałem: dziwne i antypolskie oraz skrajnie prożydowskie i ahistoryczne przemówienie prezydenta w Kielcach w dniu bodajże 4 lipca 2016 roku z okazji tzw. Pogromu Kieleckiego [wpolityce.pl] oraz zdecydowaną niechęć prezydenta do zaproszenia do grona prezydenckiego komitetu organizacyjnego przyszłorocznych obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości jakiegokolwiek przedstawiciela ruchów narodowych, choćby organizatorów wspaniałego cyklicznego i pozytywnie skrajnie patriotycznego Marszu Niepodległości. „Nie ma przypadków – są tylko znaki”… chciałoby się w tym miejscu powiedzieć…

I dodam jeszcze kontynuowanie w Pałacu Prezydenckim obchodów żydowskiego Święta Chanuki podczas, gdy próżno szukać obchodów katolickiej Wigilii Bożego Narodzenia w jakimkolwiek rządowym budynku Izraela, państwa stworzonego przecież przede wszystkim przez Żydów polskiego pochodzenia. 

Czyżby te fakty miały być potwierdzeniem teorii namaszczenia A. Dudy przez „wybrańców” blisko spokrewnionych z jego teściem?

To tyle i wiem, że jak zwykle nieprzyzwoicie zbyt obszerny tekst, ale już na to nic nie poradzę .

Pozdrawiam

Krzysztof Jaworucki (bloger: krzysztofjaw) 


P.S.1.
Tekst pierwotnie zamierzałem opublikować 11 listopada, ale w takim dniu można tylko się cieszyć z Polski i być z niej dumnym, dumnym też, że jest się Polakiem. „To rzeczywiście jest coś wielkiego – być Polakiem” – powiedziała 11 listopada 2017 roku Pani premier Beata Szydło i ja jestem od zawsze z tego dumny, jak zapewne gros moich rodaków. 

P.S.2.
Przedstawiciel „partii antypolskiej”, „łotr nad łotry”, były prezydent Polski Pan Bronisław Komorowski raczył powiedzieć w tym samym listopadowym dniu 2017 roku: „… musimy pokazać wymiar aktualny (…) że niepodległość (chyba Polski – dop: kj) równa się europejskość”. Pełna zgoda, tyle tylko, że europejskość nie równa się w dzisiejszym wymiarze lewacko-demoliberalnej UE niepodległości narodów Europy a ją niwelujący, niwelujący też niepodległość Polski!.. panie antypolski i WSI-owy „łotrze nad łotry”! 

A tak zupełnie szczerze: jedynym godnym Pana i nie tylko Pana, ale i też „łotra” oraz byłego premiera Pana D. Tuska i wielu innych, polskim miejscem przebywania jest polska cela więzienna a nie tyrady na antypolskich wiecach albo – jak w przypadku D. Tuska – składanie wieńców na Grobie Nieznanego Żołnierza podczas uroczystości Dnia Odzyskania Niepodległości! I najlepiej – subiektywnie wedle mnie - by się stało, gdyby jakimś cudem i hipotetycznie znalazłby się Pan oraz D. Tusk w jednej celi ze „Staruchem” . Nie miałbym nic przeciwko temu aby też dalej żyjący przedstawiciele „partii antypolskiej”, w tym: L. Balcerowicz, J. Lewandowski, J.K. Bielecki, J. Buzek, W. Frasyniuk, Z. Bujak, B. Borusewicz, J. Buzek, A. Olechowski, R. Petru, M. Kijowski, G. Schetyna, E. Kopacz, M. Środa, J. Hartmann, S. Niesiołowski, J. Palikot, J. Urban, A. Kwaśniewski, L. Wałęsa, S. Niesiołowski, bracia Smolarowie, A. Michnik, P. Pacewicz, A. Hall, M. Dukaczewski, Hanna Gronkiewicz-Waltz, K. Bondaryk, W. Pawlak, A. Holland i wielu, wielu innych również swoimi osobami zasilili taką polską celę więzienną… Niewymienionych przedstawicieli „partii antypolskiej” oczywiście znów serdecznie przepraszam , ale oni sami wiedzą, że reprezentują taką partię oraz wiedzą też gdzie jest ich miejsce i mi to wystarczy

P.S.3.
Odnośnie obchodzenia przez prezydenta Święta Chanuki z pewnością zaraz będzie próba skontrowania mojego argumentu, tym, że to ś.p. prezydent Lech Kaczyński zainicjował obchody tego święta. I co z tego, skoro to a nawet reaktywowanie przez niego masońsko-chazarsko-żydowskiej i zdelegalizowanej w Polsce w roku 1938 roku loży B’ni B’ nie uchroniło go przed nagłą śmiercią z rąk…?

P.S.4.
W kontekście powyższego zarzut, iż książę A. J. Czartoryski był masonem to też pragnę powiedzieć, że ówczesna masoneria była zupełnie czymś innym niż obecna o czym świetnie opowiada i pisze chyba największy w Polsce znawca masonerii dr S. Krajski.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com