Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2020. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2020. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 listopada 2020

Żyjmy w pełni, pięknie i dobrze bo szybko przemijamy...

Czas mija bardzo szybko. Życie mija bardzo szybko... Im jesteśmy starsi, tym chyba coraz szybciej. Nie zauważamy jak szybko kolejne dni stają się już przeszłymi...

W czasach dzieciństwa i wczesnej młodości długim wydaje się z reguły jeden tydzień, miesiąc czy dwa to wieczność a już pełny rok to nieznana nieskończoność. W miarę jednak kolejnych "dziesiątek lat na karku" upływu czasu jednak tak naprawdę nie zauważamy. Często dostrzegamy go patrząc na dorastające nasze dzieci, które jeszcze niedawno bawiły się w piaskownicy, jeszcze niedawno je z czułością - by czasem nie przełamać - kąpaliśmy i ze wzruszeniem słuchaliśmy ich pierwszych słów... A teraz już studiują, mają własne rodziny, pracują, żyją w biegu - często niestety biegnąc obok życia, tracąc kolejne lata na zdobywanie rzeczy a nie na przeżywaniu życia każdego dnia, każdego dnia wolności od wszystkiego a nie wolności do czegoś...

Dziś wspominamy Wszystkich Świętych, jutro naszych zmarłych. Jakże inaczej niż w latach ubiegłych, gdzie dla wielu był to czas spotkań rodzinnych i odczuwania śmierci najbliższych. Teraz z powodu pandemii pozostaje nam jedynie refleksja i modlitwa, ale może to i dobrze bo ten czas należałoby spędzić na zatrzymanie się choć na chwilę i zastanowienie się nad tym jak żyjemy, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, co jest ważne w życiu a co tak naprawdę tylko takim się wydaje lub zostało nam wmówione i wykreowane. 

Nie lubimy myśleć o śmierci mając nadzieję, że nas nie dotknie. Tylko czasem czytamy nekrologii i ze zdumieniem patrzymy na wiek zmarłych... Jakże nieraz jest zbliżony do naszego. Ale nawet wtedy odrzucamy wszelką refleksję, szybko udając się do domu, byle nie myśleć. 

Ale czy w tym ciągłym biegu jeszcze potrafimy przystanąć na tę chwilę refleksji?  

Może jednak nieraz warto się do tego zmusić, zatrzymać się, spojrzeć w lustro, wyjść z siebie i spojrzeć na tę swoją twarz niejako innymi, obcymi oczami... i zadać sobie pytania: Czy jestem takim jakim chciałem być w młodości? Czy piękne idee i ideały nie uciekły gdzieś w miarę poruszania się w tym, często brutalnym świecie? Czy nie zatraciliśmy własnego Ja? Czy tak naprawdę My to naprawdę My... Ja to naprawdę Ja, czy już raczej Ktoś Nam Obcy?... Może warto wtedy pomyśleć co się z nami stało? Nami jako ludźmi, naszymi wartościami, ideami, marzeniami, naszym człowieczeństwem.

Te chwile krótkiego oderwania się od codzienności, często stresującej i wysysającej z nas całe "jestestwo" pracy zawodowej (ku chwale i sukcesowi nie nas samych, ale często np. wielkich korporacji), codziennej troski o spłatę kolejnych rat kredytu i ciągłej walki o kolejne dobra materialne... nie powinny też być np. okresem właśnie owej refleksji i przypomnieniu sobie jak to niedawno było kiedy np. mówiliśmy sobie: Jeszcze tylko kilka miesięcy pracy po 20 godzin...Jeszcze tylko ten samochód i koniec... Ale koniec nie nastąpił.. bo trzeba przecież było go zmienić na lepszy...

Oczywiście można tak żyć i na łożu śmierci - leżąc na "złotym łóżku i przykryty jedwabiami" - rozejrzeć się wokół i z radością stwierdzić, że ten basen, ta posiadłość, ta fortuna na koncie... to spełnienie mojego życia. Można popatrzeć na te "kochające" Ciebie osoby otaczające Twoje łoże i z "troską" w głosie pytające: Jak się czujesz?... Masz wtedy setki telefonów od "przyjaciół"... (często jednak tak naprawdę to Ci wszyscy otaczają troską nie Ciebie a zawartość Twego testamentu...).

Często w takich chwilach jakże mogącym sprawić ból jest wymowa takiego np. dwuwersu:

"...Idąc krętą ścieżką swojego życia... wdepnąłem w  kałużę...
Obejrzałem się... a za mną była pustka..."

Zróbmy wszystko, aby wdepnięcie w tą kałużę nie następowało u kresu naszego życia, ale o wiele wcześniej... wcześniej na tyle, żebyśmy jeszcze zdążyli "...zostawić za sobą dobra, miłości i mądrości ślady..."  i dane nam było zaznać prawdziwego szczęścia, "szczęścia odczuwania codziennej własnej wolności od wszystkiego...", "szczęścia codziennego odczuwania własnego istnienia". 

Mi osobiście pomógł los (a raczej Bóg), bo niestety onegdaj wdepnąłem w tą kałużę po same kolana, na szczęście nie "nad trumną" i - dzięki Bogu - stwierdziłem, że tak naprawdę muszę przystanąć i zmienić siebie i otaczający mnie świat. Żyć tak, abym kładąc się do snu mógł stwierdzić: tak… dzisiaj żyłem, byłem, istniałem, coś zrobiłem dla siebie i innych, dałem też komuś uśmiech, dobre słowo, gest, część siebie… no i po prostu byłem i myślałem (nie nad smakiem ostatnio zjedzonej grillowanej kiełbasy... oj nie...).

Niestety jest tak, że gdy jednostka pozbawiona jest możliwości myślenia oraz empatii lub nie potrafi myśleć i czuć siebie i innych, gdy nie zastanawia się nad własnym sobą, losem świata i narodów, gdy nie potrafi dawać i otrzymywać miłości... staje się bezwolnym, pustym komunikatorem racji innych. Przestaje być w ogóle kimś, przestaje być dosłownie warta określenia mianem człowieka!

Warto pamiętać, że gdy nie myślimy i nie potrafimy dawać innym dobra, miłości i mądrości to jesteśmy nikim... tylko rzeczą, przedmiotem - podobnie gdy żyjemy obok życia pędząc "do nieokreślonego przodu".

Ktoś kiedyś powiedział i napisał: "Dokądkolwiek byśmy nie szli, zawsze idziemy ku śmierci... a sztuką życia jest dostrzeżenie i pełne wykorzystanie tego krótkiego przebłysku rozświetlającego pośród bezkresnej ciemności niebo... podczas burzy, tuż przed grzmotem!"

A zastanawiając się cóż to znaczy "pełne wykorzystanie przebłysku" pamiętajmy o słowach św.  Jana Pawła II – "Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, ale kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to czym dzieli się z innymi", słowach E. Burke: "Wolność bez mądrości i cnoty? To jest zło największe z możliwych" oraz słowach bł. J. Popiełuszki: "Zło dobrem zwyciężaj".

Zatrzymajmy się dłużej - dziś duchowo -  przy grobach naszych bliskich, wspomnijmy ich i ich życie, co czuli, co myśleli, co czynili, jak odchodzili. Zapalmy w naszym sercu  znicze dla nich zdając sobie sprawę, że życie przeminie i warto sobie postanowić, że tą resztę, która nam została przeżyjemy w pełni, pięknie i dobrze. Pomódlmy się i nie tylko wyuczonymi modlitwami. Porozmawiajmy z tymi, którzy w tych grobach leżą, nawet, gdy są bezimienni... Może też mają coś do powiedzenia...



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 21 lipca 2020

Porozumienie budżetowe w UE - na tarczy czy pod tarczą?

Po długich, bo trwających od piątku, negocjacjach UE ostatecznie przeznaczy 750 mld euro na wsparcie państw członkowskich w walce z kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa, przy czym z tej sumy 390 mld euro będą stanowiły bezzwrotne granty, a 360 mld euro długookresowe pożyczki. Dodatkowo negocjatorzy podtrzymali wcześniej proponowany budżet unijny na nową siedmioletnią perspektywę finansową (2021-2027) w wysokości 1,074 bln euro, czyli porozumienie dotyczy całości środków budżetowych UE na najbliższe lata w wysokości 1,824‬ bln euro - najwięcej w historii. Polska z puli popandemicznego Funduszu Odbudowy może otrzymać około 125 mld euro grantów i około 35 mld euro w formie pożyczek. Razem to około 160 mld euro (dokładniej 159 mld ero) (***).

Jest to niewątpliwy sukces rządu premiera M. Morawieckiego i jego samego, co podkreślił też V. Orban zwracając się do Polaków: "Dzień dobry Polsko. Każdy w Europie, kto zna matematykę, chciałby być Polakiem. I ma do tego dobry powód. Widziałem liczby. Nie ma wątpliwości, że dzisiaj być Polakiem to wspaniała rzecz. (…) Polska jest na prowadzeniu. Mateusz tego nie powie, bo jest skromnym człowiekiem, Węgry odniosły sukces, ale Polska odniosła naprawdę ogromny sukces. A powód, dla którego odnieśliśmy sukces wspólnie, głównie Polska, jest taki, że Mateusz był liderem Grupy Wyszehradzkiej, liderem naszego zespołu. Dobrze, że byliśmy żołnierzami jego zespołu. Cieszymy się, że lider V4 to doświadczony były minister finansów. To on wygenerował miliardy euro dla Polaków" [1].

O sukcesie mówi też minister ds. europejskich Konrad Szymański: "Mamy bezprecedensowy sukces, Polska jest nie tylko jednym z głównych beneficjantów budżetu wieloletniego UE, ale także należy do głównych wygranych funduszu odbudowy" [2]. Podobnie wypowiada się premier M. Morawiecki: "... jedne z najdłuższych negocjacji podczas szczytów europejskich to był długi maraton. Przełamaliśmy różne kryzysy, które były po drodze (...) wspólna praca Grupy Wyszehradzkiej doprowadziła do tego ogromnego sukcesu" [3].

Chyba nikt nie może podważyć niewątpliwego sukcesu finansowego polskiego premiera. Uzyskaliśmy środki, które chwilami w czasie negocjacji były zagrożone, ale chyba właśnie dzięki umiejętnościom negocjacyjnym premiera sukces finansowy jest nie do zakwestionowania.

To bardzo dobra perspektywa dla Polski a dodając jeszcze najnowsze dane o wzroście produkcji przemysłowej w czerwcu o 0,5% (rok do roku) i relatywnie małym czerwcowym spadku sprzedaży detalicznej w cenach stałych w wysokości 1,3% (choć w ujęciu miesięcznym wzrosła o aż 8,4%) [4] daje nam nadzieję na szybkie przez Polskę pokonanie kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią koronawirusa. Takie odbicie gospodarki - jako efekt synergii polskich tarcz kryzysowych i wynegocjowanego budżetu - może nastąpić o wiele wcześniej niż wszystkim ekspertom się wydawało (jeszcze w tym roku?)

Wątpliwości pojawiają się natomiast w obszarze powiązania udzielania pomocy finansowej określonym państwom w zależności od przestrzegania w nich tzw. praworządności unijnej.

Polski premier jasno tłumaczy, że "wynegocjowaliśmy to, na czym nam zależało. Po pierwsze, mamy coś, co chcieliśmy utrzymać, czyli dobry nadzór nad środkami z perspektywy dyscypliny budżetowej, dyscypliny realizacji finansów publicznych i jednocześnie nie ma bezpośredniego połączenia, nie ma tego połączenia między tzw. praworządnością a środkami budżetowymi, o których jest tu mowa. Nawet więcej. Jak ustaliliśmy to ze służbami prawnymi, ten mechanizm, który ma być wypracowany będzie jednocześnie podlegał walidacji Rady Europejskiej. A Rada Europejska jest to tam wyraźnie zapisane, to jednomyślność. Bez zgody Polski, bez zgody Węgier nic się tutaj nie zadzieje" [5], natomiast z ust Charlesa Michela padły słowa: "Wierzę, że to porozumienie będzie punktem zwrotnym w naszej historii. Ważne dla wszystkich Europejczyków. Po raz pierwszy nasz budżet będzie połączony z ochroną klimatu. Po raz pierwszy jednym z kryteriów będzie praworządność" [6].

Cała więc opozycja uchwyciła się tych słów szefa PE przekonując, że Polska i Węgry w tym obszarze poniosły klęskę [7] i dopuściły rozwiązania, które mogą powiązać wypłatę środków dla Polski uwarunkowaną przestrzeganiem przez Polskę praworządności i że wystarczy do tego li tylko wątpliwość wyrażona kwalifikowaną większością głosów państw UE. Jednak jak tłumaczą przedstawiciele obozu rządzącego jest czymś innym większość kwalifikowana Rady UE a konieczność jej walidacji w Radzie Europejskiej, gdzie obowiązuje jednomyślność, czyli i tak bez zgody Polski i Węgier takiego powiązania nie można będzie realnie wprowadzić w życie [8].

Czy w tym obszarze Polska i Węgry poniosły jakąś - choć cząstkową - porażkę najlepiej mogą świadczyć europejskie media liberalne, które są w większości rozczarowane tym, że w porozumieniu nie zostało zawarte twarde stanowisko łączące wypłatę środków unijnych od przestrzegania praworządności i że niektóre państwa unijne dały się zwieźć w tej kwestii negocjatorom z Polski i Węgier [9], którzy okazali się zwycięzcami tej batalii.

O ile więc w sferze finansowej Polska uzyskała historyczny sukces negocjacyjny, o tyle w przypadku powiązania wypłat funduszy unijnych uwarunkowanych praworządnością można mieć mieszane uczucia.

Prawdą jest, że nie udało się twardogłowym neomarksistom unijnym wprowadzić twardego mechanizmu owego powiązania, ale ich sukcesem jest natomiast sam fakt, że w ogóle jest o nim mowa w tym porozumieniu. Wcześniej tego typu zapisów nigdy nie było i choć teraz wszystko jest i tak uzależnione od jednomyślności w Radzie Europejskiej to długookresowo strategią tych lewaków może być strategia "gotowania żaby", czyli powolnego, drobnymi kroczkami osiągnięcia jednak ścisłego powiązania środków unijnych z mityczną praworządnością unijną. Niebezpiecznym zapisem, który może świadczyć o przyjęciu owej strategii jest zapis w porozumieniu, że do kwestii praworządności "Rada Europejska szybko powróci" [10].

Oczywiście dziś - dzięki stanowiskom Polski i Węgier - takiego mechanizmu uwarunkowań wypłaty funduszy nie udało się unijnym "elitom" uzyskać, ale co będzie, gdy np. rządy w tych krajach (nie daj Boże) przejmą lewaccy demoliberałowie? Jeżeliby tak się stało to zapewne nic już nie stałoby na przeszkodzie powiązać funduszy z ichnią praworządnością (Kartą Praw Podstawowych?). A wtedy można będzie zawołać: "Żegnajcie wolne kraje europejskie i Europo Ojczyzn a witaj Jedno Federacyjne Państwo Europa". Należy mieć nadzieję, że do tego jednak nie dojdzie.

[1] https://wpolityce.pl/polityka/510178-orban-kazdy-w-europie-chcialby-byc-polakiem
[2] https://wpolityce.pl/polityka/510205-szymanski-polska-odniosla-bezprecedensowy-sukces
[3] https://forsal.pl/finanse/artykuly/7777712,fundusz-odbudowy-160-mld-euro-dla-polski-dotacje-pozyczki-nie-ma-powiazania-z-praworzadnoscia.html
[4] https://forsal.pl/biznes/handel/artykuly/7777812,gus-dane-sprzedazy-detalicznej-jest-lepiej-niz-spodziewali-sie-analitycy.html
[5] https://wpolityce.pl/polityka/510174-premier-nie-ma-polaczenia-miedzy-praworzadnoscia-a-budzetem
[6] https://www.salon24.pl/newsroom/1064868,szczyt-ue-ws-budzetu-zakonczony-porozumieniem-dobre-informacje-dla-polski
[7] https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/porozumienie-na-szczycie-ue-morawiecki-o-braku-powiazania-praworzadnosci-z-budzetem/m2x1f4m,79cfc278
[8] https://wpolityce.pl/polityka/510175-politycy-pis-odpowiedzieli-na-histerie-opozycji
[9] https://wpolityce.pl/swiat/510198-zachodnie-media-rozczarowane-wynikiem-szczytu-ue
[10] https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/porozumienie-na-szczycie-ue-morawiecki-o-braku-powiazania-praworzadnosci-z-budzetem/m2x1f4m,79cfc278

(***) Istotne uzupełnienie:

776 mld zł dla Polski
KPRM precyzuje, że Polska będzie mogła otrzymać z budżetu UE, tzn. w ramach Wieloletnich Ram Finansowych oraz Europejskiego Instrumentu na rzecz Odbudowy ok. 139 mld euro w formie dotacji oraz 34 mld euro w pożyczkach.

W przeliczeniu na złotówki - jak wylicza Kancelaria Premiera - oznacza to, że Polska będzie mogła skorzystać z ponad 776 mld zł wsparcia (w cenach bieżących), w tym: 623 mld zł w formie dotacji i 153 mld zł w formie niskooprocentowanych pożyczek.

KPRM zaznacza także, że Polska będzie największym beneficjentem polityki spójności w UE i otrzyma 66,8 mld euro. Dodatkowe środki z polityki spójności w odpowiedzi na kryzys to szacunkowo 3 mld euro, a środki ze Wspólnej Polityki Rolnej dla Polski to 28,5 mld euro. Jak podaje KPRM, Polska będzie też największym beneficjentem Funduszu Sprawiedliwej Transformacji i otrzyma z tego tytułu 3,5 mld euro.

Środki unijne, które otrzyma Polska, mają pomóc w odbudowie i umocnieniu gospodarki po pandemii koronawirusa, a także pozwolić na realizację unijnych celów w latach 2021-2027.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

wtorek, 30 czerwca 2020

Dlaczego znów zagłosuję na A. Dudę?

Przed nami druga tura wyborów prezydenckich. Jak przewidywano zmierzą się w niej: urzędujący prezydent A. Duda i przedstawiciel PO-KO R. Trzaskowski.

Przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi w 2015 roku napisałem teksty [1] [2], w których wyszczególniłem dlaczego nie zagłosuję na B. Komorowskiego i PO. Spotkały się wówczas z dużym odzewem czytelników za co kiedyś serdecznie dziękowałem. Przypomnę, że gdy jeszcze istniała interia360 przeczytało te teksty ponad 50 tysięcy osób i skomentowało przeszło 2000.

Na szczęście ówcześnie B. Komorowski przegrał z A. Dudą a PO przegrało z PiS-em na tyle, żeby PiS mógł utworzyć samodzielny rząd. Takie wyniki tamtych wyborów pozwoliły wreszcie PiS-owi przeprowadzać reformy, które przez lata przygotowywali. Przez osiem lat w opozycji nie próżnowali. A realizując zapowiedzi przedwyborcze okazali się pierwszą partią po 1989 roku, która spełniała w większości dane Polsce i Polakom obietnice.

Dzięki swojej wiarygodności PiS (ZP) ponownie wygrało wybory w 2019 roku i znów mogło utworzyć rząd większościowy. I wtedy również głosowałem na PiS jako na jedyną partię, która jest w stanie zablokować powrót do władzy antypolskiego i w dużej części proniemieckiego ugrupowania pod dzisiejszą nazwą PO-KO.

Podobnie w najbliższych wyborach prezydenckich znów zagłosuję na obecnego prezydenta A. Dudę.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że popełniał sporo błędów i nie zawsze jego decyzje były zrozumiałe dla jego elektoratu, tym niemniej nie były dla niego dyskwalifikujące. W następnej kadencji oczekuję  zaś od prezydenta programu dla młodych ludzi i studentów; programu adaptacyjnego dla ludzi powracających z imigracji zarobkowej; zamiany Kart Polaka na obywatelstwo polskie i udogodnienia dla powracających i ich rodzin z dalekiej wschodniej tułaczki; jasnej i przewidywalnej strategii rozwoju publicznego sektora ochrony zdrowia i wreszcie opracowanie Koszyka Świadczeń Podstawowych; ustawy o państwowym statusie naszych dóbr naturalnych, lasów i jezior, która będzie uniemożliwiała ich zakup przez podmioty inne niż państwowe. Powyższe nie obejmuje tylko prerogatyw prezydenta, ale inicjatywę ustawodawczą jednak prezydent posiada i winien z tego korzystać częściej.

Na szczęście prezydent podpisywał niemalże wszystkie ważne ustawy, których wprowadzenie zapowiadał on sam jak i PiS w swoich programach wyborczych i to zarówno w poprzedniej jak i w obecnej kadencji. Zaś tak naprawdę o ocenie jego postępowania i postępowania rządzących możemy dywagować teraz, w czasie kryzysu pandemicznego, bowiem w tak skrajnych i negatywnych sytuacjach możemy poznać kto jest prawdziwym mężem stanu a kto tylko wydmuszką polityczną nie radzącą sobie w sytuacjach naprawdę trudnych dla Polski. A w mojej ocenie obecny prezydent jak i rząd radzą sobie dobrze i sprawnie, co jest też argumentem na plus dla Andrzeja Dudy.

Ponadto jedynie on gwarantuje to, że Polska będzie się dalej rozwijała w przyjętym przez PiS kierunku, czyli powolnego acz systematycznego upodmiotowienia Polaków i całej naszej Ojczyzny, zarówno na arenie międzynarodowej, jak i krajowej. 

To upodmiotowienie jest realizowane we wszystkich obszarach życia społeczno-gospodarczego.

Wzrost zamożności Polaków dzięki programom społecznym (500+, 300+, mieszkanie+, 13 emerytura, darmowe leki dla seniorów, zerowy PIT dla młodych i obniżony PIT dla pierwszej grupy podatkowej, bon turystyczny w wysokości 500 zł), a także gospodarczym (małe i duże inwestycje infrastrukturalne - mosty, drogi, linie kolejowe, przystanki autobusowe i kolejowe oraz prorozwojowe inwestycje centralne w postaci CPK, przekopu Mierzei Wiślanej, Balitic Pipe, Via Baltica, obniżanie podatków CIT, VAT, tworzenie warunków do powstawania w Polsce klasy średniej) to zasługa też prezydenta. Na arenie międzynarodowej też zyskujemy choćby w postaci bardzo dobrej współpracy z USA, która też jest możliwa ze względu na życzliwe kontakty A. Dudy z prezydentem D. Trumpem, a to też jest ważne, tak samo jak znajomość języków obcych. Mogliśmy to zobaczyć w czasie niedawnej wizyty prezydenta A. Dudy w USA.

Powtarzam. Będę głosował na A. Dudę bo nie wyobrażam sobie, aby lewak z przekonania i propagator ideologii LGBTQ+ mógłby zostać prezydentem Polski. To byłoby jej uwstecznienie i degrengolada podobne do tych, które były za rządów PO-PSL i za prezydentury B. Komorowskiego. To najgorszy scenariusz, bowiem to już nie tylko chodzi o wybór pomiędzy kandydatami, ale o wybór cywilizacyjny: pomiędzy cywilizacją politpoprawności, multikulturowości, gender, LGBTQ+ a cywilizacją łacińską opartą na wartościach chrześcijańskich.

Tak więc moje zdanie jest cały czas takie same. Tylko A. Duda współpracujący z rządem jest w stanie przeprowadzić Polskę przez kręte drogi do bezpiecznej i bogatej Polsce. I to też jest niebagatelnym powodem, który sprawia, iż oddam na niego swój głos.

A. Duda jest jedynym kandydatem, który może uchronić Polskę przed antynarodowym R. Trzaskowskim oraz  powrotem do władzy ludzi już wcześniej skompromitowanych w postaci PO-KO. Wybór R. Trzaskowskiego bowiem gwarantuje nam bowiem apiać znów degradację Polski i Polaków we własnym państwie, odejście od programów społecznych i centralnych inwestycji.  Warto sobie przypomnieć, co takiego może się stać i co już było. Mieliśmy i możemy mieć znów u władzy ludzi (wespół z R. Trzaskowskim), którzy są:

– kłamcami i aferzystami (afery PO - hazardowa, stoczniowa, podsłuchowa, górnicza i inne) nie mającymi nic wspólnego z patriotyczną, narodową polskością i tą polskość często zwalczającymi,
– usłużnymi wobec Niemiec i UE chłystkami w "krótkich spodenkach" (dosłownie: vide Budka), którzy doprowadzili Polskę niemal do kolejnego landu niemieckiego,
- zwolennikami kondominium niemiecko-rosyjskiego,
– usłużnymi realizatorami myśli wykluwających się na spotkaniach Grupy Bildrberg,
– chcącymi sprowadzać do Polski imigrantów islamskich (R. Trzaskowski był swego czasu zwolennikiem ich przyjmowania do Polski),
– propagatorami ideologii LGBTQ+ i innych neomarksistowskich idei,
– zabierającymi Polsce możliwości rozwoju i zapowiadającymi mgliście o tym, czy zostaną utrzymane przywileje uzyskane dla Polaków przez PiS (moim zdaniem niestety te przywileje zostaną drastycznie ograniczone),
– doprowadzającymi Polskę do skraju ubóstwa,
– podnoszącymi wiek emerytalny i grabiącymi nasze oszczędności (vide: OFE),
– podnoszącymi podatki i tworzących nowe (VAT, paliwo),
– uważającymi nasze państwo za takie, w którym jest "ch.j, dupa i kamieni kupa",
– takimi, których rządzenie polegało na mafijnych układach i lekceważeniu Polaków (vide: taśmy Neumanna),
– złodziejami naszej narodowej własności w postaci chęci sprzedaży naszych firm podmiotom zagranicznym (LOT, Orlen, PKP i innych),
– sprawcami ogromnej emigracji zarobkowej Polaków,
– zadłużającymi Polskę niemiłosiernie: w 2007 roku dług publiczny Polski wynosił około 530 mld zł., teraz ponad 1000 mld zł (odpowiednio 45% i 57% jako % PKB.), przy czym są szacunki (FOR) mówiące, że dług ten wraz z długiem ukrytym wynosi już przeszło 3000 mld zł. Natomiast według danych NBP zadłużenie zagraniczne Polski na koniec roku 2013 wyniosło około 276,8 mld Euro t.j. 381,1 mld USD. Warto wspomnieć, że sławne już zadłużenie zagraniczne jakie zostawił nam po sobie E. Gierek w 1980 roku wynosiło w walutach wymienialnych 24,1 mld USD a wymagalne płatności z tytułu obsługi zadłużenia zagranicznego na rok 1981 wynosiły 10,9 mld USD,
–  pozwalającymi na wprowadzenie w Polsce żywności GMO oraz przejmowanie firm sektora nasiennictwa przez międzynarodowe koncerny,
– zwolennikami uzależnienia się gazowego od Rosji.

Te wszystkie argumenty też przemawiają za głosowaniem na prezydenta A. Dudę, bo to on jest wystawiany na tą funkcję z ramienia ZP (PiS-u) a współpraca na linii rząd-prezydent jest dziś jak nigdy konieczna. Będzie uspokojeniem polskiej sceny politycznej i da nam czas niezbędny na wychodzenie z po-pandemicznego kryzysu gospodarczego.

Nietrudno bowiem sobie wyobrazić, że R. Trzaskowski będzie robił wszystko, aby zaszkodzić rządowi w imię tego, aby jak najszybciej doprowadzić do przedterminowych wyborów parlamentarnych, nawet kosztem Polski i Polaków. Tu upatruję dużego niebezpieczeństwa dla naszej Ojczyzny - nawet nie wiem, czy nie najważniejszego, choć przez większość niezauważalnego. 

Za kilkanaście dni będziemy po raz kolejny wybierali naszą i kolejnych pokoleń przyszłość, wybierali pomiędzy powolnym zanikaniem Polski z mapy świata a szansą na jej przetrwanie i rozwój.



[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/02/dlaczego-nie-zagosuje-na-b.html
[2] https://www.salon24.pl/u/krzystofjaw/674991,dlaczego-nie-zaglosuje-na-po
[3] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2020/03/ii-tura-wyborow-w-dobie-koronawirusa.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com


piątek, 26 czerwca 2020

Czy warto być totalnym antypisowcem i antydudą? Co w zamian?

To już mój ostatni post dotyczący wyborów. Oddaję jednak jego ramy wypowiedzi K. Karonia, którego trudno posądzać o pisowski fanatyzm. Jego konstatacje są na tyle zbieżne z moimi, że postanowiłem zaproponować, aby  Państwo poświęcili tę godzinkę, aby posłuchać, co ma do powiedzenia.


https://www.youtube.com/watch?v=vuqk1ecYzzo

Mam nadzieję, że wypowiedzi K. Karonia dadzą do myślenia tym, którzy - nawet w dobrej wierze i z polskiego punktu widzenia - reprezentują postawę skrajnie negatywną wobec A. Dudy i PiS-u. Ze zrozumiałych względów dotyczy to wyborców K. Bosaka i zwolenników Konfederacji. Czy w imię bieżączki politycznej i nienawiści do A. Dudy chcą ewentualnego zwycięstwa R. Trzaskowskiego? I to ma być ta zamiana pierwszej osoby w państwie? Jeżeli tak miałoby się stać to przyszłość Polski widzę w czarnych barwach i również w takich barwach widzę przyszłość Konfederacji.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 25 czerwca 2020

Czas się określić!

Kończy się kampania wyborcza. 28 czerwca 2020 roku zagłosujemy w wyborach prezydenckich i wybierzemy na kolejne 5 LAT prezydenta Polski. 

Pamiętajmy! Na 5 LAT i dlatego warto sobie postawić pytania. Jaką chcemy aby Polska była w roku 2025 i czyją ta Polska ma być i czy w ogóle wtedy jeszcze Polska Polską będzie? Czy chcemy Polski coraz zasobniejszej i bezpieczniejszej oraz wolnej, czy Polski jaką obserwowaliśmy przez 8 LAT rządów PO-PSL  i 5 LAT rządów B. Komorowskiego? 

Czas więc się określić na kogo będziemy głosować i na jaką Polskę w perspektywie tych 5 lat, ale też i wielu następnych. Bo te wybory są tak naprawdę wyborami cywilizacyjnymi: albo wybierzemy cywilizację łacińską, chrześcijańską albo cywilizację postkomunistyczną, cywilizację demoliberalną niosącą nam niszczenie rodzin, naszej własności, naszego państwa narodowego i odbierającą nam Boga. 

Mamy więc wybór pomiędzy Polską a jej uwiądem i nawet brakiem i w takiej sytuacji nie ma innego wyboru jak wybór A. Dudy. To jest moja deklaracja i tak będę głosował, zarówno w pierwszej, jak i ewentualnej drugiej turze. 

Taki wybór jest naszą strategiczną racją stanu. I nie ma co wybrzydzać i zżymać się oraz wynajdować negatywy w dotychczasowych działaniach i postawach naszego prezydenta. Takie były i nikt nie mówi, że te pięć lat jego prezydentury były li tylko usłane różami. Popełniał błędy, ale dziś nie jest czas skupiać się na nich, podobnie nie ma sensu kolejny raz wymieniać zalet i dobrych dla Polski posunięć prezydenta A. Dudy. 

Dziś musimy wybrać tego, który gwarantuje nam dumę z Polski, godność życia, szacunek innych, zachowanie naszych tradycji, języka, wiary, naszych bogactw naturalnych i polskich aktywów. Kogoś kto ma wizję rozwoju gospodarczego  Polski, ale też wizję rozwoju i bogacenia się Polaków. Kogoś kto jest odpowiedzialny, wiarygodny i spełniający dane przez siebie słowo. A takim jest na pewno A. Duda. Czy mógł zrobić więcej? Może tak, ale trzeba przyznać, że okres ostatnich pięciu lat jest dla Polski najlepszy od 1989 roku. Przypadek? Wątpię.... Przypomnijmy sobie 5 lat prezydentury B. Komorowskiego a R. Trzaskowski to ten sam garnitur polityka, może tylko cwańszy. lepiej wykształcony i młodszy od niego. 

Czy faktycznie prezydent A. Duda jest warty naszego głosu? Aby się o tym przekonać wystarczy sobie przedzielić kartkę papieru na cztery i porównywać wady i zalety kandydatów, szczególnie tych, którzy mają szansę na ewentualną drugą turę. Ale i przed pierwszą taki eksperyment można przeprowadzić. Ile plusów a ile minusów - ze względu na nasze preferencje - będziemy mogli sobie napisać przy każdym kandydacie? Oczywiście mówię tu o wyborcach, którzy myślą po polsku i mają obowiązki polskie. Inni mnie nie interesują, chociaż może trochę... bo przecież wielu wyborców PO-KO, Lewicy, PSL-u zostało tak odmóżdżonych, że trzeba nieraz i do nich docierać - mając nadzieję, że choć jakieś jednostki potrafimy wyciągnąć z antypolskiej matni zła. 

Na mojej kartce papieru A. Duda ma najwięcej plusów i one przeważają zdecydowanie nad minusami i te plusy też przewyższają liczbowo plusy innych kandydatów. Stąd dam mu mój głos wierząc, że go nie zmarnuje. Nie oznacza to jednak, że gdy będzie odchodził od moich poglądów i preferowanych przeze mnie działań nie będę go krytykował, ale na dziś dobro Polski wymaga, aby prezydent A. Duda dalej sprawował swą funkcję. Wiemy czego należy się po nim spodziewać a pozytywy jego prezydentury przeważają nad negatywami. Wybór np. R. Trzaskowskiego byłby dla Polski fatalny i nie wyobrażam sobie, że ktoś o polskiej duszy mógłby na niego zagłosować.

I w tym miejscu kilka słów do Konfederacji i jej wyborców, bo myślę, że pod względem wartości i długookresowych celów dla Polski, tak wiele mnie z nimi nie dzieli.  

Chciałbym, aby wyborcy K. Bosaka - w przypadku gdy nie dostanie się do II tury - w tej II turze zagłosowali na A. Dudę. Tylko on daje im szansę na swobodny rozwój ich partii. R. Trzaskowski tego im nie gwarantuje a wprost przeciwnie - będzie Konfederację zwalczał z ideowego lewackiego oglądu rzeczywistości. W czarnych barwach widzę rozwój Konfederacji gdyby wybory wygrał R. Trzaskowski. Naprawdę warto, aby zwolennicy K. Bosaka o tym pomyśleli. Warto odłożyć animozje na później. 

Ponadto trudno mi sobie wyobrazić wyborcę Konfederacji głosującego na tęczowego, promującego ideologię LGBTQ+ i antynarodowego kandydata jakim jest R. Trzaskowski. Z niedowierzaniem nieraz słyszę, że co niektórzy Konfederaci dopuszczają taką możliwość. 

Kochani, czy Wam naprawdę ten antypisizm i antydudaizm już zupełnie przesłonił realną rzeczywistość? Czy ze względu na krótkookresowe obrażanie się na PiS i na A. Dudę chcecie, aby Polska dostała się w łapska takiego człowieka? Ideowo i pod względem wartości różnicie się przecież radykalnie od idei i wartości wyznawanych przez R. Trzaskowskiego. Czy Wy tego nie widzicie? Jeżeli nie... to ręce i szczęka opadają, naprawdę. Jest jeszcze czas na opamiętanie. 

Szanuję Wasz wybór w pierwszej turze, choć będę głosował inaczej. Macie swoje argumenty i wiele z nich jest słusznych, ale niestety K. Bosak nie ma na dzisiaj szans na dostanie się do II tury. Najprawdopodobniej dojdzie do rywalizacji A. Duda vs. R. Trzaskowski a wtedy będą się liczyły każde głosy i żadne honorowe wyjście w postaci nie pójścia przez Was na wybory lub oddanie głosu nieważnego nie będzie Was usprawiedliwiało - bo w ten sposób tak naprawdę głosujecie na R. Trzaskowskiego przybliżając go do prezydentury. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Przepływy elektoratów w II turze wyborów prezydenckich

Jakkolwiek prezydenckie (i nie tylko) sondaże przedwyborcze nie zawsze oddają realne poparcie wyborców dla określonego kandydata to należy je jednak śledzić, ale raczej obserwując trendy a nie konkretne uzyskane w badaniach procenty głosów. Tym bardziej, że większość ośrodków badania opinii określa błąd szacunku na poziomie +-3%. Dotyczy to również oszacowywania wielkości procentowych tzw. przepływu elektoratów w ewentualnej II turze wyborów a te wydają się z jednej strony oczywiste a z drugiej dla wielu mogą być zaskakujące. 

"Wyniki dla kandydatów na prezydenta w sondażu IBRiS dla wp.pl (wskazują), że Andrzej Duda nie ma bezpiecznej przewagi nad głównym konkurentem i nie może być pewny wygranej. Gdyby wybory odbyły się w ostatnią niedzielę, obecna głowa państwa w drugiej turze uzyskałaby 45,6 proc. poparcia, natomiast Trzaskowski - 45,5 proc.

Różnica między politykami w peletonie wyborczym wynosi zatem zaledwie 0,1 p. proc. Z kolei 5,4 proc. badanych nie wie jeszcze, na kogo odda głos w wyborach prezydenckich. IBRiS sprawdził też, jak mogą wyglądać przepływy elektoratów innych kandydatów opozycji, gdyby w dogrywce spotkali się Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski.

Zdecydowanie ci wyborcy popierają polityka Koalicji Obywatelskiej - mowa o grupie 70 proc. wyborców Władysława Kosiniaka-Kamysza z I tury, 97 proc. z bazy Roberta Biedronia, 74 proc. popierających Szymona Hołownię i aż 43 proc. głosujących na Krzysztofa Bosaka.

Z badania IBRiS wynika, że wyborcy opozycji niezbyt chętnie poprą kandydata ubiegającego się o reelekcję. Spośród nich, zaledwie 9 proc. wyborców Kosiniaka-Kamysza z I tury rozważa poparcie dla Andrzeja Dudy, 7 proc. oddających głos na Hołownię, 23 proc. elektoratu Bosaka. Ani jeden wyborca Biedronia nie zagłosuje na prezydenta w drugiej turze"[1]. 

Ktoś może się zastanowić, gdzie ja widzę jakieś zaskoczenie? Dotyczy ono rzecz jasna - oprócz może wyborców PSL - sympatyków i wyborców Konfederacji, którzy nawet w 43% są skłonni w II turze zagłosować na.... R. Trzaskowskiego a jedynie w 23% na A. Dudę. 

R. Trzaskowski to kandydat antykatolicki, zwolennik i piewca ideologii LGBTQ+, przedstawiciel nowej Targowicy o lewackich poglądach, dla którego hasło "Bóg, Honor i Ojczyzna" jest obce. Taka charakterystyka  przyświecających mu w działaniu wartości jest całkowicie sprzeczna z prezentowanym przez Konfederację zespołem wartości nadrzędnych, które są przez nią werbalnie i pisemnie przedstawiane. 

Nie jestem w stanie zrozumieć jak mogłoby jakiemuś zwolennikowi Konfederacji przyjść do głowy, że może poprzeć takiego człowieka. 

Czyżby nienawiść do PiS-u i A. Dudy była ważniejsza niż dbałość o wyznawane wartości? Czy według wyborców Konfederacji, którzy zadeklarowali w II turze głosowanie na R. Trzaskowskiego jest on bardziej przychylny i zbliżony poglądom tego ugrupowania niż A. Duda? Czy to nie jest jakaś hipokryzja? Już lepiej by było, aby wskazali, że nie zagłosują w ogóle niż to, że sprzeniewierzą się swoim ideałom.  

Po przemyśleniu zaś przepływu elektoratu PSL wynoszącego w 70% na R. Trzaskowskiego to w sumie takiej tendencji się  nie dziwię. Gdyby zliczyć wszystkich, którzy czerpią do dziś swoje apanaże w psl-owskich samorządach to faktycznie zebrałoby się tego owe około 70% jego wyborców. 

A inni wyborcy? No cóż... bez komentarza.

[1] https://www.salon24.pl/newsroom/1056554,pierwszy-taki-sondaz-trzaskowski-minimalnie-wygrywa-w-drugiej-turze-duda-musi-uwazac

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 5 czerwca 2020

Sz. Hołownia - kolejna polityczna wydmuszka

Tak jak przypuszczałem Sz. Hołownia zapowiedział powstanie jakiegoś ruchu społecznego. Kandydat znikąd i bez żadnego doświadczenia politycznego nagle staje się kandydatem na prezydenta.

Ojcowie założyciele jego kandydatury są przewidywalni do bólu.

W ostatnich latach najpierw przed wyborami parlamentarnymi wykreowano R. Petru i jego .Nowoczesną a fundamentem jego zaistnienia w świecie polityki było szeroko rozumiane środowisko dawnej UD/UW/demokraci.pl, onegdaj niemal głównych beneficjentów zdradzieckiego Okrągłego Stołu. Jej ideowymi i decyzyjnymi ojcami założycielami byli: "sorosowo-bankstersko-prywatyzacyjny" L. Balcerowicz, "bilderbergowy" A. Olechowski i... W. Frasyniuk z zapewne duchowymi idolami w stylu A. Smolara, A. Michnika czy W. Kuczyńskiego oraz zapewne jacyś spec-chłopcy z dawnych służb specjalnych. Nowoczesna miała być czymś na kształt alternatywy dla PO, gdyby ta ostatnia miała problemy z wygraniem wyborów a nawet odebrać glosy lewicy, ale tak naprawdę miała wzmocnić o nowych wyborców obóz antypisu. Jej "zbrojnym" ramieniem był w dużej części KOD.

Całe projekty "Ryszard Petru", .Nowoczesna i KOD legły w gruzach.W dużej mierze ze względu na pustotę umysłową liderów i lekceważeniu zwykłych ludzi.

Niemal w tym samym czasie (2015 rok) pojawił się P. Kukiz i jego niby bezpartyjny ruch, który po części miał odebrać głosy PiS a sam odebrać głosy A. Dudzie w wyborach prezydenckich i to wówczas niestety się udało. Dlatego też obecny prezydent nie wygrał już tamtych wyborów w pierwszej turze, co byłoby wydarzeniem nad wyraz istotnym. Na pewno przecież istniał wtedy taki w sumie dość kuriozalny plan, skoro B. Komorowski będąc zupełnie przekonanym, iż głosy oddane na P. Kukiza w pierwszej turze wyborów prezydenckich zostaną zagospodarowane właśnie przez niego ogłosił słynne referendum na temat m.in. sztandarowego projektu muzyka, tj. JOW-ów.

Następnie P. Kukiz w wyborach parlamentarnych miał odebrać głosy PiS-owi i tak się niestety stało. Dlatego też ZP (PiS i koalicjanci) nie uzyskali wyniku dającego im kwalifikowaną większość niezbędną do długoterminowej stabilności dla "dobrej zmiany" a także zmiany fatalnej i feralnej Konstytucji RP a taka możliwość istniała przy obecnej ordynacji wyborczej. Najprawdopodobniej też pomylono sie w ustalaniu ostatecznego procentu głosów uzyskanego przez PiS, bowiem w najgorszym razie zakładano zwycięstwo ZP, ale takie aby do stworzenia rządu potrzebna była koalicja z Ruchem P. Kukiza (casus LPR i w mniejszym stopniu Samoobrony w rządzie PiS z lat 2005-2007). Jakiż strach musiał przed tamtymi wyborami panować wśród zdrajców Polski i Polaków zwanych elitami III RP to można zrozumieć poprzez fakt, że przecież był potrzebny nie tylko P. Kukiz, ale jakaś efemeryda polityczna pod nazwą Nowoczesna przejmująca głosy niezadowolonego elektoratu PO.

Jednak była zasadnicza różnica pomiędzy sponsorami Nowoczesnej a Ruchu P. Kukiza. O ile ci pierwsi są znani i są "marionetkami" międzynarodowych etniczno-społeczno-polityczno-korporacyjno-banksterskich elit światowych to jednak pierwszymi sponsorami P. Kukiza byli rodzimi tzw. bezpartyjni samorządowcy. Sądzę też, że sponsorami P. Kukiza były te same osoby co Nowoczesnej.

Projekt pod nazwą Paweł Kukiz i 'Kukiz15" legł w gruzach.

A teraz znów przed wyborami prezydenckimi "wyciągnięto z kapelusza" Sz. Hołownię. Wykreowano go niemal identycznie jak R. Petru czy P. Kukiza, przy czym teraz trudno jest tak naprawdę wskazać kto go decyzyjnie "sponsoruje" i kto go finansuje a takie informacje byłyby nad wyraz potrzebne. Na razie możemy to ocenić jedynie po jego sztabie wyborczym, do którego należą m.in. związany ściśle z PO Jacek Cichocki , Michał Kobosko (dziennikarz związany m.in. z Newsweekiem), Olga Adamkiewicz (businesswomen-marketingowiec), Agnieszka Buczyńska i Stanisław Zakroczymski (również związany z dziennikarstwem). Prawdopodobnie Sz. Hołownia powstał aby odebrać część zawiedzionych wyborców PO i wyborców PSL oraz niezdecydowanych, w tym młodych ludzi. Pozostaje jednak w dalszym ciągu pytanie kto tak naprawdę go wykreował i czy znów nie "maczali w tym palców" postkomunistyczni spec-chłopcy z otoczenia TVN.

Ludzie tworzący takie organizacje i kreujący takich liderów mają tylko kilka celów i to nie związanych z dobrem narodu, któremu mają służyć, czyli chodzi im jedynie o władzę, pieniądze oraz realizację politycznych i biznesowych celów nadrzędnych "sponsorów". To jest chyba jasne, że nikt nie tworzy takiej organizacji i nie kreuje takich ludzi bez pieniędzy a już w przypadku ruchów, które nie miały wcześniej dotacji państwowych w szczególności Te pieniądze wówczas dają sponsorzy a kto płaci ten potem wymaga... nieprawdaż?

Pomijając jednak "decyzyjnych nadzorców" obecnej opozycji to przerażający jest poziom intelektualno-moralny elit, które ukształtowane zostały przez cały okres III RP. Śmiem nawet twierdzić, że jest katastrofalnie niższy niż kiedyś poziom elit komunistycznych. Rynsztokowy słownik, brak podstaw wiedzy, cynizm, pogarda dla Polaków, przeświadczenie o danej raz na zawsze władzy, nepotyzm, korupcja, własny interes przedkładany nad ogólnonarodowy, prymitywizm, mentalność niewolonika i zdrajcy... to m.in. tylko niektóre elementy cechujące te cuchnące Targowicą kreatury.

Reasumując. Sz. Hołownia jest kolejną wydmuszką polityczną, która skończy jak R. Petru czy P. Kukiz. Polacy są coraz bardziej świadomi i już nie dają się tak łatwo omamić i manipulować. Przecież nawet jakakolwiek kariera zawodowa musi przebiegać etapami i wraz ze wzrostem doświadczenia i poprzez podnoszenie kwalifikacji można kolejno awansować aż do najwyższych funkcji w określonej firmie. To wymaga lat pracy. W polityce jest podobnie...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Likwidacja lub niepodległość Polski z NWO w tle...

Będę pisał do bólu. Wybór pomiędzy R. Trzaskowskim a A. Dudą (a tak najprawdopodobniej będzie w II turze) jest wyborem likwidacji Polski poprzez kondominium niemiecko-rosyjskie wspierane globalistami a jej niepodległością, którą gwarantuje nam strategiczne partnerstwo z USA pod rządami D. Trumpa.  

I nic a nic nie zmieni na dziś mojego zdania, tym bardziej, że "kandydat na kandydata" R. Trzaskowski swoimi zapowiedziami potwierdza taką diagnozę. Ewentualne zastopowanie budowy CPK byłoby bowiem typowym antypolskim działaniem proniemieckim a rezygnacja z przekopu Mierzei Wiślanej prorosyjskim. Rozwiązanie natomiast PFN byłoby ziszczeniem marzeń obu dawnych naszych zaborców (ale też demo-liberalnych globalistów) polegającym na zniszczeniu polskiej tożsamości narodowej (m.in. tradycja, wiara katolicka, historia, patriotyzm narodowy),  a przynajmniej służącym jej osłabieniu. Likwidacja TVP z kolei oznaczałaby - wobec antyrządowej roli wizualnych mediów prywatnych - koniec ogólnej demokratycznej namiastki pluralizmu takich mediów w Polsce.

Warto też w tym miejscu przypomnieć, co onegdaj zapowiadał G. Schetyna, który stwierdził, iż w przypadku ponownego objęcia władzy przez PO zlikwiduje CBA oraz urzędy wojewódzkie. To ostatnie oznaczałoby po prostu rozbicie dzielnicowe Polski, gdzie poszczególne samorządy byłyby udzielnymi księstwami niezależnymi od władzy państwowej. Wtedy też moglibyśmy pożegnać się z niepodległością i suwerennością naszego państwa, naszej Polski. 

Innym, trochę zagadkowym, aspektem jest chwalenie się przez R. Trzaskowskiego jednokrotnym udziałem (po zaproszeniu przez Radosława Sikorskiego) w spotkaniu Grupy Bilderberg, która wedle Wikipedii jest: "międzynarodowym, tajnym stowarzyszeniem osób ze świata polityki i gospodarki organizującym coroczne spotkania, w których bierze udział od 120 do 150 zaproszonych osób złożonym z najwyższej rangi polityków (premierów, ministrów, przedstawicieli monarchii), członków zarządów wielkich instytucji międzynarodowych, znaczących fundacji, banków i korporacji o globalnym zasięgu i wpływie. Podczas spotkań za zamkniętymi drzwiami, omawiane są najważniejsze w danym czasie dla świata sprawy dotyczące bezpieczeństwa, polityki i gospodarki" [1]. 

Oprócz stałych jej członków (wedle niektórych: masonów i iluminatów) od czasu do czasu doprasza się do tego towarzystwa jednostkowe osoby, które mogą w przyszłości - wedle nich - stanowić jakieś osobowe podwaliny Jednego Rządu Światowego w ramach rockefellerowskiego NWO. Uważa się, że takie osoby będą spełniać rolę wykonawców zamierzeń ideologów NWO. 

Grupę Bilderberg założył mason z żydowskiej loży B'nai B'rith, niemiecko-polsko-żydowskiego pochodzenia Józef Hieronim Retinger. To jedna z bardziej tajemniczych postaci, o której w sumie mało wiemy. Polskie AK wydało na niego podczas  II WŚ wyrok śmierci, ale mimo prób nie został wykonany. J. Retinger był doradcą W. Sikorskiego i towarzyszył mu zawsze w podróżach... oprócz tej jednej, kiedy nastąpiła katastrofa w Gibraltarze. Podejrzewano go, że był agentem brytyjskim a także sowieckim. Po wojnie szara eminencja unio-europejska - jeden z najważniejszych ideologów i apologetów powstania unii krajów europejskich. 

Grupa Bilderberg jest ściśle powiązana z organizacją CFR, czyli Radą Stosunków Zagranicznych (Council on Foregin Relations) założoną w Nowym Jorku  przez bankiera słusznego pochodzenia Paula Moritza Warburga, który był jednym z inicjatorów powstania amerykańskiego koszmaru czyli prywatnego banku emisyjnego USA (FED) oraz swego czasu szef amerykańskiego oddziału firmy I.G. Farben, która później wsławiła się się współpracą z niemieckimi nazistami i produkcją Cyklonu B.

Kolejnym organem NWO jest tzw. Komisja Trójstronna (Trilateral Commission) założona oczywiście przez również słusznego etnicznie przemysłowca Dawida Rockefelera przy wsparciu Zbigniewa Brzezińskiego. Zrzesza prywatne osoby z całego świata i przez wielu jest uważana za kolejny swoisty fundament przyszłego Rządu Światowego a wielu z członków jest również też członkami CFR. 

Kolejnym, tym razem europejskim ciałem wykonawczym NWO jest Europejska Rada Spraw Zagranicznych (European Council on Foreign Relations - ECFR). Została założona w 2007 roku m.in. przez G. Sorosa za pośrednictwem jego Open Society Foundation. W tym europejskim oddziale CFR, czyli ECFR udziela się R.Trzaskowski a w ramach całej CFR działa think tank The David Rockefeller Studies Program. I zapewne właśnie ECFR, DRSP lub sama Open Society Foundation G. Sorosa (to podmiotowo to samo) finansowały zdobywanie wiedzy przez R. Trzaskowskiego.  

Wielu też wskazuję na istnienie tzw. Komitetu 300, zrzeszającego 300 najbardziej wpływowych ludzi świata, którzy tak naprawdę stanowią już zręby Rządu Światowego - NWO [2] a piramida władzy
kończy się na tzw. Radzie 13. 

(Na szczycie piramidy znajduje się Rada 13, która jest kręgosłupem Rządu Światowego. Poziom niżej są najbogatsze i najpotężniejsze rodziny oraz Komitet 300. Kolejny poziom stanowią : Grupa Bilderberg, CFR, Komisja Trójstronna)

Dla przypomnienia. Idea NWO zakłada m.in. [3]:

- powstanie jednego państwa o ogólnoświatowym zasięgu, z jednym funkcjonującym systemem monetarnym (z naciskiem na pieniądz elektroniczny), które będzie znajdować się pod kontrolą oligarchów i ich następców. Liderzy wybierani będą spośród elity, w której panować będzie system przypominający średniowieczny feudalizm,
- funkcjonowanie jednej religii w formie kościoła państwowego (new age). Zakazany będzie m.in. Kościół  Katolicki,
- infiltrowanie, powszechną kontrolę, monitorowanie audiowizualne  i identyfikowanie wszystkich jednostek ludzkich, np. poprzez czipowanie a ponadto ogłupianie ludzi (zmniejszenie lub pozbawienie ich wrodzonej lub nabytej inteligencji) i ich spauperyzowanie (zubożenie) oraz atomizację, 
- radykalne ograniczenie osobistej wolności ludzi, które ma być realizowane poprzez wmówienie ludziom, że to jest konieczne dla ich dobra i bezpieczeństwa (np. w przypadku terroryzmu czy epidemii), 
- zniesienie instytucji małżeństwa. Dzieci mają być odbierane rodzicom już na początku i wychowywane mają być w specjalnych państwowych instytucjach,
- dozwolenie i propagowanie aborcji, eutanazji, przy powszechnej sterylizacji na żądanie (lub przymusowej) a ponadto promocję mulitikulturowości, gender, zboczeń LGBTQ+, new age, postaw nihilistycznych i konsumpcjonistycznych oraz wielu innych anaturalnych zachowań ludzkich,  
- brak własności prywatnej i całkowite zmonopolizowanie gospodarek przez wielkie korporacje państwowo-oligarchiczne, czyli koniec kapitalizmu, nawet w obecnej, wykrzywionej formie,
- drastyczne ograniczenie liczby ludności na świecie m.in. poprzez lokalne wojny, kontrolowane epidemie, szczepionki powodujące bezpłodność, eugenikę, GMO a także szybko rozprzestrzeniające się choroby i głód.  

Nie wiem na ile te przechwałki uczestniczenia przez R. Trzaskowskiego w bilderbergowej "elicie światowej" mają jakieś konkretne przesłanki, które byłyby czymś więcej niż wybujałym ego tego pana, tym niemniej faktem jest, że w 2019 roku uczestniczył on w spotkaniu Grupy Bilderberg, co musi niepokoić. Dziwię się, że ten "kandydat na kandydata" publicznie obnosi się z tym faktem, bowiem winno to być oceniane zdecydowanie negatywnie a nie pozytywnie jak R. Trzaskowski zapewne by chciał, tym bardziej, że zapewne przewidziano dla niego rolę marionetki wykonującej zadania wyznaczone przez "starszych i mądrzejszych". 

Ponadto bardzo rzadko na arenie międzynarodowej jakikolwiek polityk czy też przedstawiciel jakiegoś silnego kapitału prywatnego czy wpływowych lobby, oficjalnie przyznaje się do członkostwa w Grupie Bilderberg. Wszystko to, co jest na niej podejmowane owiane jest przecież mgłą tajemnicy. Stąd nie wiem, czy czasem owa jednokrotna bytność na tym spotkaniu R. Trzaskowskiego jest jednoznaczne z reprezentowaniem przez niego tego środowiska. Jeżeli tak nie jest to te jego buńczuczne chwalenie się z takiego uczestnictwa wynika właśnie ze zwykłej bufonady R. Trzaskowiskiego i jego wybujałego ego, dorównującego temuż  u Marszałka Senatu. 

Tak czy inaczej R. Trzaskowski jest bardzo niebezpieczny dla Polski, bowiem nie tylko reprezentuje interesy niemiecko-rosyjskie, ale też być może międzynarodowe (globalistów), dążące do budowy Jednego Rządu Światowego. Nie chcę demonizować, ale gdyby to R. Trzaskowski wygrał wybory prezydenckie to czekają Polskę trudne czasy zakończone najprawdopodobniej utratą przez nią niepodległości i suwerenności. Czy tego jako Polacy chcemy? Sądzę, że zdecydowanie nie!


P.S.
Mam nieodparte wrażenie, że cały ten Nowy Porządek Świata (NWO) może być po prostu zwykłą utopią, którą sobie wymyślili ludzie, którym pieniądze i władza zlasowała mózgi. Może nawet mitomańsko sami w tą utopię uwierzyli i są szatańsko nią opętani. 

Od kilkunastu już lat informacje o tym, że to oni praktycznie rządzą światem stała się publiczna i implikująca wiele różnych tzw. "teorii spiskowych". Może mi się tylko wydaje, ale to właśnie oni są odpowiedzialni za tworzenie tych teorii a celem tego jest przekonanie ludzi o nieuchronności przejęcia przez nich władzy nad światem. 

Zapewne takiej władzy pragną, ale czy jest ona możliwa? Historia uczy, że jednak ludzkość zawsze wygrywała z utopijną próbą budowy ponadnarodowej organizacji spoleczno-politycznej. Upadło Cesarstwo Rzymskie, upadła III Rzesza Niemiecka, upadł ZSRR i komunizm. Być może niedługo upadnie UE w dotychczasowej formie. Globaliści o tym wiedzą, stąd chcą tak zmanipulować ludzi, aby byli oni przekonani, że tym razem nieuchronnie zapanuje NWO i oni będą władzą. Uważam jednak, że to się nie uda tak, jak dotychczasowe wskazane powyżej totalitarne próby realizacji idei Jednego Rządu Ponadnarodowego. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

środa, 20 maja 2020

Czy R. Trzaskowski miał startować za 5 lat?

Odpowiedź na tytułowe pytanie wydaje się twierdząca. Został prezydentem Warszawy i po tym okresie miał - po dwuletniej kadencji A. Dudy i przewidywanej takowej D. Trumpa - wystartować i wygrać wybory prezydenckie.

Tak zapewne miało być i cała kariera polityczna R. Trzaskowskiego była szczegółowo zaplanowana już od dawna. Kto politycznie prowadzi go do uzyskania stanowiska prezydenta jest niewiadomą, choć wielu wskazuje, że prawdopodobnie był też stypendystą jednej z Fundacji G. Sorosa a sam oficjalnie przyznał się, że jednokrotnie uczestniczył w spotkaniu Grupy Bilderberg. A ta Grupa jest oskarżana o chęć stworzenia Jednego Rządu Światowego w ramach Nowego Porządku Świata (NWO). Niektórzy nawet przypisują jej to, że tym Rządem Światowym już jest.

Cóż więc takiego się stało, że już teraz został on uruchomiony jako kandydat na prezydenta? Otóż należałoby wskazać na dwa obszary: wewnętrzny i zewnętrzny, choć one współzależne na siebie wpływają i mają w części obszary wspólne.

Pierwszy z nich jest związany z fatalnymi notowaniami M. Kidawy-Błońskiej, która nie nadając się kompletnie na funkcję prezydenta Polski, mogła osiągnąć w wyborach fatalny, jednocyfrowy wynik a tym samym doprowadzić do upadku Platformę Obywatelską. Dodatkowo R. Trzaskowski jest - jako domniemany* przedstawiciel Grupy Bilderberg - typowym lewackim liberałem, który swobodnie mógłby kandydować z ramienia polskiej lewicy a m.in. jej głosy chce on pozyskać w wyborach prezydenckich. Jego poglądy bowiem wykluczą poparcie dla niego elektoratu prawicowego i centrowego, stąd należy domniemywać, że nawet część wyborców PO może zagłosować np. na kreującego się na centrowego Kosiniaka-Kamysza. Należy też sobie zdawać sprawę, że ewentualne zwycięstwo R. Trzaskowskiego może implikować przedterminowe wybory parlamentarne, bowiem bardzo trudno sobie wyobrazić jego współpracę z rządami PiS-u (ZP). Ponadto ta wygrana mogłaby też doprowadzić do rozpadu koalicji ZP poprzez np. wyjście z niej Porozumienia J. Gowina, który ma zamiar tworzyć ugrupowanie republikańskie.

Zaś drugi to obszar związany jest z tym, że w wyniku pandemii koronawirusa niepewny swojego zwycięstwa jest D. Trump a jego ewentualnej poprawnej współpracy z R. Trzaskowskim trudno sobie wyobrazić. R. Trzaskowski reprezentuje sobą wszystko to, co jest geopolitycznie obce D. Trumpowi a przede wszystkim jest zwolennikiem lennego członkostwa Polski w UE. Ewentualna wygrana R. Trzaskowskiego jest też końcem sprawnego i intensywnego funkcjonowania Grupy Wyszehradzkiej oraz śmiercią idei Trójmorza. Zagrożona też może być dywersyfikacja dostaw gazu do Polski i zaniechanie wszelkich działań dotyczących sprzeciwu Polski wobec budowy Nord Stream 2. W tych kategoriach można się też spodziewać nacisku na zaniechanie budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, bowiem "taki jest planowany w Berlinie". Pod znakiem zapytania byłoby jego poparcie dla przekopu Mierzei Wiślanej.

Tak czy owak należy się modlić, aby w Polsce wygrał A. Duda a w USA D. Trump. Wtedy mielibyśmy choć jeszcze pięć lat czasu na rozwój Polski wewnątrz kraju a także jej wzrost znaczenia na arenie międzynarodowej.

* Bardzo rzadko na arenie międzynarodowej jakikolwiek polityk czy też przedstawiciel jakiegoś silnego kapitału prywatnego oficjalnie przyznaje się do członkostwa w Grupie Bilderberg. Wszystko to, co jest na niej podejmowane owiane jest mgłą tajemnicy. Stąd nie wiem, czy czasem jednokrotna bytność na tym spotkaniu R. Trzaskowskiego jest jednoznaczne z reprezentowaniem przez niego tego środowiska. Jeżeli tak nie jest to te jego buńczuczne chwalenie się z takiego uczestnictwa wynika ze zwykłej bufonady R. Trzaskowiskiego i jego wybujałego ego, dorównującego temuż  u Marszałka Senatu.  

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 29 kwietnia 2020

Co się kołata w głowach totalnych?

Miałem nie pisać o moich przewidywanych obecnie ruchach totalnej opozycji. Argumentem wysuwanym przez jednego z komentatorów moich postów było to, żebym czasem im nie podpowiadał. Autor komentarza odnosił się do przewidywanych przeze mnie zamierzeniach J. Gowina, które ująłem tak:

"Po pierwsze być może - na co wskazują niektórzy publicyści - chce stworzyć nową koalicję lub ugrupowanie polityczne powstałe na bazie PSL z P. Kukizem i częścią upadającej PO-KO lub nawet z częścią PiS-u... co dziś może się wydawać nieprawdopodobne, ale polska scena polityczna już wiele widziała.

O wiele bardziej negatywna dla Polski może być jednak chęć doprowadzenia w niej do przesilenia politycznego, którego schemat można opisać tak:
– wystawienie przez opozycję J. Gowina na nowego Marszałka Sejmu, o czym już krążą plotki, że może to nastąpić już na początku przyszłego tygodnia,
– "wyciągnięcie" przez J. Gowina przynajmniej sześciu polityków jego Porozumienia z koalicji ZP, co doprowadziłoby do PiS-owskiej mniejszości w Sejmie,
– gromadne głosowanie tej szóstki wraz z całą opozycją (PO-KO+PSL+Lewica+Konfederacja) na nowego Marszałka Sejmu,
– w konsekwencji powyższego rządy mniejszościowe PiS-u z Solidarną Polską i częścią Porozumienia,
– upadek rządu i rozpisanie przedterminowych wyborów parlamentarnych".

Jak widać na razie (przynajmniej w całości) moje przewidywania okazały się na szczęście nietrafione, choć czas na ich realizację jeszcze jest, więc nie można jeszcze być do końca zadowolonym.

Tym niemniej po raz wtóry przedstawiam być może to, co kotłuje się w głowach totalnych. Nie zamierzam jednak im czegokolwiek podpowiadać, ale piszę to jako ostrzeżenie dla rządzących, bowiem opozycja totalna jest dziś zdolna do wszystkiego, do kompletnego zrujnowania naszego państwa i doprowadzenia też (w okresie epidemii - sic!) do chaosu prawno-konstytucyjnego mającego zakończyć się tzw. przesileniem politycznym, w czasie którego totalsi liczą na przejęcie władzy.

Oni planują, że jak w maju wygra A. Duda to chcą to zakwestionować i doprowadzić do swojego rodzaju Majdanu, co z resztą wciąż próbują od samego początku rządów ZP (PiS) - pamiętamy przecież tą próbę - nieudaną na szczęście - puczu w grudniu 2016 roku. Z tym, że teraz jest zakaz zgromadzeń, więc policja będzie musiała interweniować i oni też to chcą wykorzystać do podkreślenia niby totalitarnych rządów w Polsce.

To jest jeden kierunek przyszłych alternatyw wyboru dla totalnej opozycji. Druga strona to oczywiście zagranica i interwencja PE lub Komisji Europejskiej. To zlewaczałe i neomarksistowskie  środowisko - przez całe już przeszło 5 lecie rządów PiS - wciąż atakuje nasze państwo... wedle informacji przekazywanych im przez totalną opozycję. I opozycja chce te ich działania zintensyfikować, choćby poprzez ciągłe uruchamianie D. Tuska..., który sfrustrowany cały czas krytykuje Polskę. A dzisiaj znów coś PO-KO wymyśliło: "Andrzej Halicki, przewodniczący delegacji PO w Parlamencie Europejskim, zwrócił się do Europejskiego Inspektora Ochrony Danych o interwencję w sprawie decyzji polskiego resortu cyfryzacji o przekazaniu Poczcie Polskiej danych z bazy PESEL". (info za: https://wpolityce.pl/polityka/498015-halicki-chce-interwencji-instytucji-ue-ws-poczty-polskiej).

Totalna opozycja w postaci PO-KO nie chce teraz wyborów a domaga się wprowadzenia stanu nadzwyczajnego w formie tzw. stanu klęski żywiołowej. I dla niej nie jest ważne to, iż obecny rząd działa na podstawie uchwalonej przez nich ustawy z 2008 roku o stanie epidemii, która to została uchwalona właśnie po to, żeby nie było konieczności ogłaszania jednego ze stanów nadzwyczajnych.

Wtedy w 2008 roku ustawa ta była potrzebna PO-PSL, aby np. nie przesuwać wyborów prezydenckich, w których wygrał B. Komorowski, ale także wcześniejszej w sytuacji powodziowej lub śnieżnej, gdzie stanął niemal cały ruch przewozowy oraz wtedy, gdy mieliśmy pandemię świńskiej grypy. Wtedy było ok a dziś już nie? Hipokryzja totalnych nie zna granic.

Ale jest dużo gorzej, bo totalni z PO-KO chcą doprowadzić do ruiny finanse publiczne a tym samym apiać dążyć do kompletnego chaosu w naszym państwie, który ma być dla nich szansą ma przejęcie władzy. Należy w tym kontekście brać pod uwagę fakt, że taki stan nadzwyczajny niesie za sobą ciężkie i nie do przewidzenia koszty budżetowe (odszkodowania np. dla koncernów międzynarodowych) i zamiast pompować pieniądze na pomoc dla przedsiębiorców i pracowników trzeba byłoby płacić te odszkodowania. Ale co to obchodzi totalną opozycję? Oni chcą żeby w Polsce było jak najgorzej. Działają poniekąd jak zdrajcy stanu... ale o tym wiemy nie od dziś.

Oczywiście przy okazji przełożenia o kilka lub kilkanaście miesięcy wyborów prezydenckich, PO-KO też chce podmienić kandydatkę na prezydenta kimś innym, bo M. Kidawa-Błońska okazała się nietrafionym kandydatem. Tyle tylko, że PO-KO nie ma raczej jakiegoś odpowiedniego kandydata na stanowisko Prezydenta RP, więc może J. Gowin? - ten przypuszczalny "kret" z wybujałym ego w obozie Zjednoczonej Prawicy, który swoim zachowaniem rzucił jakby koło ratunkowe dla upadającej koalicji PO-KO.

No i jeszcze w tych głowach może się pałętać przeświadczenie, że kompletna porażka ich kandydatki (np. przegrana z Kosiniakiem-Kamyszem) będzie początkiem końca PO. Warto w tym miejscu zauważyć, że PO-KO nie ma żadnych fundamentalnych wartości (idei), na których może funkcjonować jako partia polityczna. Jest ona li tylko partią (koalicją) władzy i długookresowo - bez władzy - nie ma racji bytu.

Jakbyśmy źle nie oceniali np. lewicy, to jednak funkcjonuje na jakiś sowich ideach lewicowych, PSL stawia na poglądy centrowe, choć nie rezygnuje z fundamentu jakim jest polska wieś, PiS opiera się na fundamencie patriotyzmu i umiłowania tradycji naszej Ojczyzny działając prosocjalnie, Konfederacja zaś ma fundamenty partii narodowej, ale też wolnościowej, neoliberalnej. I właśnie jedynie PO-KO nie ma nic, na czym mogłaby się oprzeć... oprócz tzw. "europejskości".

A jakie są - doprecyzowując - jeszcze scenariusze możliwych działań, nie tylko totalnych, ale i rządu z prezentem?

Po pierwsze. Przyjmijmy, że sejm przyjmuje ustawę o powszechności wyborów korespondencyjnych np. w dniu 7 maja. Wtedy szybką ścieżką legislacyjną "wyląduje" u prezydenta tegoż samego dnia i zostanie podpisana również od razu. Wtedy na mocy tej ustawy Marszałek Sejmu będzie miał prawo przesunąć wybory na 17 (niedziela) lub 23 (sobota) maja, z czego na pewno skorzysta. I tematu już nie będzie, choć i tak totalni - zgodnie z tym co napisałem powyżej - będą kwestionowali wynik wyborczy, żeby doprowadzić do chaosu...itd...

Po drugie. Jeżeli ustawa nie zostanie przegłosowana w sejmie to - zgodnie z wymogami konstytucyjnymi - wybory muszą się odbyć tradycyjnie (dla seniorów też korespondencyjnie) w dniu 10 maja, co wydaje się - wedle mnie - raczej mało prawdopodobne, zważywszy na fakt, iż państwo przygotowało się na wybory korespondencyjne a do tego ma jeszcze kłopot z antypaństwowym buntem niektórych samorządowców i również antypaństwową blokadą w senacie ustawy dotyczącej glosowania korespondencyjnego. Ponadto według samorządów zgłosiło się za mało osób do obwodowych komisji wyborczych (gdyby wybory miałaby się odbyć drogą tradycyjną).

Co wtedy? Konsekwencji nie możemy przewidzieć, ale na pewno doprowadziłoby to do kompletnego chaosu prawno-konstytucyjnego i politycznego, chyba, że... w takiej sytuacji rząd z prezydentem podjęliby jednak decyzję o wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego i wybory w ten sposób zostałyby przesunięte. Taka jednak decyzja, czyli wprowadzenie stanu nadzwyczajnego tylko dlatego, że trzeba przesunąć wybory byłaby katastrofalna w skutkach i byłaby niebezpiecznym casusem/precedensem decyzyjnym. Nietrudno sobie wyobrazić, że w latach kolejnych już inni rządzący wtedy, gdy ich notowania zaczną spadać nie będą chcieli znów podejmować takich decyzji, nawet z błahych powodów.  Ponadto w czasie epidemii nie jest nam potrzebne przedłużanie kampanii wyborczej i działanie najwyższych organów państwowych w stanie destrukcji politycznej/przesilenia politycznego. Kto tego chce, to a'priori możemy go nazwać zdrajcą naszego państwa.

Ale jeżeli już, to na podstawie konstytucji można by wprowadzić - w momencie zagrożenia ładu konstytucyjnego - stan wyjątkowy, bowiem w art. 230, paragraf 1 jest napisane: "W razie zagrożenia konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego, Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady Ministrów może wprowadzić, na czas oznaczony, nie dłuższy niż 90 dni, stan wyjątkowy na części albo na całym terytorium państwa". Być może i na tym zależy totalniakom.

Mamy jeszcze kilka dni i sprawy się rozstrzygną... Oby dobrze dla Polski i Polaków.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Zbrodnia katyńska! O niej nie możemy zapominać!

Niedawno obchodziliśmy 10 rocznicę tragedii smoleńskiej. Jest ona dla wielu żywa w pamięci cały czas. W związku z tym pojawiło się na wielu forach dużo tekstów na ten temat: od wspomnieniowych do tych związanych z przebiegiem tej tragedii.

Niemal we wszystkich tekstach wybrzmiewał też pewien smutek wynikający z tego, że tak naprawdę jeszcze nic na temat tej zbrodni nie wiemy. Ani nie znamy jej powodów, ani przebiegu, ani nie są wskazani właściwi decyzyjni sprawcy, do tej pory nie mamy nawet wraku samolotu.

I bardzo dobrze, że tak dużo pisano na ten temat, ale apeluję, aby w ogólnej dyskusji nad tragedią smoleńską nie zapominać o 80 rocznicy ludobójczej zbrodni umownie zwaną katyńską z roku 1940 ani innych zbrodniach dokonanych na narodzie polskim. Przy całej tragicznej wymowie i konsekwencjach zamachu smoleńskiego nie możemy przestać mówić i pamiętać w tych dniach o okrutnym, sowieckim mordzie z roku 1940!

Zbrodnia smoleńska mogła bowiem wydarzyć się niejako tylko w wyniku ludobójstwa i mordu katyńskiego, dokonanego na Polakach w kwietniu/maju 1940 roku i to w okrutny przecież sposób przez komunistycznych, marksistowskich Sowietów...  Dokładnie 70 lat po tej zbrodni ludobójstwa zginęło w tym samym niemal dniu i miejscu znów wielu Polaków, z których większość stanowiła prawdziwe elity mogące w przyszłości zrobić wiele dobrego dla naszej Ojczyzny. W tym kontekście te dwie zbrodnie niejako są tym samym, czyli  "ścięciem głowy" Polsce i należy o obydwóch należycie pamiętać!


Te dwie zbrodnie skłaniać też winny do zastanowienia się nad ich konsekwencjami, podobnie jak i w przypadku innych zbrodni i działań, które mają na celu zniszczenie Polski.

Prezydent Lech Kaczyński z pozostałymi pasażerami feralnego samolotu leciał uczcić śmierć 22 tysięcy najznamienitszych Polaków, którzy mogliby stanowić "trzon" powojennych elit budujących ponownie wolną Polskę. Tych ludzi po II WŚ zabrakło a później również zabrakło też relatywnego przywódcy im podobnych - generała W. Sikorskiego, który też w przedziwny sposób zginął w katastrofie lotniczej...

Wielu naszych rodaków zabrakło po II WŚ. Też tych, których mordowali marksistowscy, nazistowscy Niemcy... Zabili wielu naukowców, ale też zwykłych ludzi... Zabrakło też tych, którzy zginęli w Powstaniu Warszawskim. Jakże nasza Ojczyzna musiała też zubożeć tracąc żołnierzy wyklętych i ich sprzymierzeńców... Ilu też Polaków wymordowało polskie i sowieckie tzw. "bezpieczeństwo" po wojnie a ilu zmuszono do emigracji po ogłoszeniu Stanu Wojennego (1 mln osób?)... Jakże wszystkich ich zabrało i brakuje nam do dzisiaj...

Pamiętajmy zawsze o nich wszystkich tak, aby nowe zbrodnie nie zacierały wagi zbrodni przeszłych.

Na koniec jeszcze tak refleksyjnie...

Wymordowanie w kwietniu/maju 1940 roku około 22 tysięcy, elitarnych pod względem wiedzy, wykształcenia i wielu innych cech, Polaków przez sowieckie - w większości składające się na tym obszarze z ludzi pochodzenia żydowskiego - hordy NKWD nie pozwoliło nam odbudować prawdziwie wolnej Polski niemal aż do dziś! Obawiam się ponadto, że zbrodnia smoleńska miała niestety okazać się dla Polski równie negatywna i długookresowo  zaprzepaścić nasz wysiłek w odbudowę naszej, wolnej Ojczyzny...

Wierzę jednak, że to się nie udało, choć niestety mam niejasne przeczucie, że jeszcze bardzo długo nie dowiemy się całej prawdy o tragedii smoleńskiej, tak jak do tej pory nie znamy prawdy o tragedii gibraltarskiej. Bowiem być może zbyt wielu jest w tą tragedię w jakiś sposób "umoczonych": począwszy od ówczesnych rządów i "spec-chłopców" polskich poprzez Moskwę i jej służby aż po USA, Izrael czy niemiecką UE. Obym się mylił...

Natomiast mam nadzieję, że gdy nasze obecne władze stracą kiedyś możliwość rządzenia to do tej pory odbudują naszą Polskę!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 22 marca 2020

Frustracja, bezsilność i bezradność opozycji

Nie wiem czy wszyscy pamiętają jak to opozycja niecierpliwie wyczekiwała, kiedy to wreszcie dotrze do Polski koronawirus. Nawet posuwała się do tego, że oskarżała rządzących o zatajanie przez rząd informacji na temat zakażeń w Polsce.

No, ale jak już koronawirus dotarł do Polski to opozycja poczuła wiatr w żagle i myślała, że rząd i prezydent polegną na walce z nim a oni w glorii i chwale być może obejmą władzę dzięki przyspieszonym wyborom parlamentarnym ogłoszonym w oparciu na wirusowy chaos w Polsce a ich kandydat na prezydenta wygra wybory. Jestem niemal przekonany, że to była ich pierwsza myśl jaka im zakiełkowała w tym sądnym dniu wykrycia "pacjenta zero" w Polsce. Mam jednak nadzieję, że w tych swoich zakutych desperacją i nienawiścią łbach już takiego złego scenariusza, choćby takiego jak we Włoszech, nie chcą.

Dlaczego opozycja tak myślała? Ano odpowiedź jest bardzo prosta a odnosi się do ich doświadczeń kiedy rządzili w epoce tzw. "świńskiej grypy", która i tak pod względem rażenia była mniejsza niż obecny koronawirus. Wtedy nie umieli sobie z tą świńską grypą poradzić a Ewa Kopacz wprost zachęcała Polaków do uśmiechu i radości z nadejścia wiosny. Oni po prostu nie wyobrażali siebie w roli hamulcowych w walce z takim koronawirusem i myśleli, że takim hamulcowym na pewno nie będzie również obecny rząd. Poprzez swój pryzmat zdolności rządzenia oceniali ową zdolność obecnie rządzących. Wyobrażali sobie, że ten koronawirus "spadł im z nieba" i będzie w stanie wywrócić obecne poparcie Polaków do rządu i prezydenta A. Dudy. Zapewne dla nich miało to być zrządzenie losu w sytuacji, kiedy od 2015 roku z niecierpliwością, ale bezskutecznie wyczekiwali na jakiekolwiek potknięcie obecnie rządzących. Przecież nic nie dała ani ulica, ani zagranica, ani jakieś filmy Sekielskich czy P. Vegi. Nic a nic a frustracja i bezsilność połączona z bezradnością narastała i - wedle ich zapędów - wreszcie miała dać swój chory upust w czasie spodziewanego przez nich chaosu związanego z koronawirusem.

A tu.... "klops". Nasz obecny rząd we współpracy z prezydentem okazał się o kilka długości bardziej rozsądny i zdolny do zarządzania kryzysowego niż w najśmielszych snach mogli to sobie wyobrazić dzisiejsi opozycyjni totalsi. I gdyby tylko chodziło o "polskie podwórko" to nasza opozycja mogłaby siebie i nas wszystkich przekonywać, że zrobiłaby więcej i lepiej (tyle tylko czy ktoś w to by uwierzył?). Ale okazało się, że to nasz kraj obecnie stawiany jest za wzór a jego decyzje w walce z koronawirusem kopiowane są przez inne kraje, nie tylko w UE.

Także opozycja obudziła się się z krótkotrwałej euforii bez jakiegokolwiek argumentu, który mogłaby użyć przeciwko obecnym władzom w związku z wybuchem epidemii koronawirusa. Dosłownie żadnego. Nic im nie pozostało jak... właśnie tylko coraz większa frustracja, złość i bezsilność i walka o jakiś cud, który miałby się wydarzyć, gdyby wybory prezydenckie zostały przełożone na jesień. Teraz już im tylko to pozostało: odroczenie kompletnej porażki w czasie... Czy im by to coś dało, albo ewentualnie da? Wątpię. Dziś wygląda na to, że ich i całego tego środowiska występy są nacechowane jakimś obłąkańczym szaleństwem...

Sondaże jednoznacznie wskazują im, że rządowi jak i prezydentowi ufa coraz więcej Polaków. Oceniając np. tzw. "Tarczę Antykryzysową" aż 67% z nas uważa, że działania rządu wobec epidemii w tym obszarze są poprawne (pozytywne), przeciwnego zdania jest tylko 22% fanatycznych wyborców opozycji a najciekawsze jest to, że ową tarczę popierają też w części zwolennicy innych niż A. Duda kandydatów na prezydenta Polski (tabela poniżej - źródło: https://www.dorzeczy.pl/kraj/133489/67-proc-polakow-pozytywnie-ocenia-tarcze-antykryzysowa.html).

W niemal też wszystkich sondażach więcej niż połowa respondentów ocenia zaś pozytywnie wszystkie działania rządu i prezydenta mające na celu zastopować rozprzestrzenianie się wirusa.

Po prostu obecnie rządzący sprawdzają się w okresie kryzysowym a właśnie umiejętność zarządzania kryzysem cechuje dobrych przywódców i ich współpracowników. W skali państwowej obecny kryzys jest bezprecedensowy i każdy - nawet ktoś nieprzychylny - musi stwierdzić, że rząd z prezydentem w porównaniu do innych krajów robią dla Polski i Polaków bardzo dobrą robotę w epoce tego koszmarnego wirusa.

Aż strach pomyśleć, co by się dziś w Polsce działo jakby rządziły PO-PSL pod wodzą B. Komorowskiego w Pałacu Prezydenckim...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 13 marca 2020

Koronawirus - Czy minister zdrowia sprawdza się na swoim stanowisku?

Jestem bardzo zżyty ze środowiskiem medycznym i znam jego problemy. Pisałem nie raz na temat sektora publicznej ochrony zdrowia i konieczności oraz kształcie jego reformy i muszę przyznać, że od samego początku, gdy ministrem został Łukasz Szumowski, byłem do niego sceptycznie nastawiony. Ta moja sceptyczność narastała w miarę upływu czasu i braku wypracowania przez niego jakichś zrębów kompleksowej reformy tegoż systemu. Stawiałem go na równi z ministrem spraw zagranicznych J. Czaputowiczem i wskazywałem, że ci dwaj ministrowie winni być zmienieni.

Tym niemniej nie jestem pracownikiem ministerstwa zdrowia i być może jednak za mało wiedziałem i wiem na temat działalności ministra. Natomiast tak naprawdę jedynym przekazem medialnym była do tej pory informacja o sukcesywnym zwiększaniu środków finansowo-rzeczowych na system ochrony zdrowia, jednak bez wskazywania konkretnych rozwiązań reformujących ten system. Może trzeba jeszcze trochę czasu? Wszak ministrem Ł. Szumowski jest dopiero od 9 stycznia 2018 a jak do tej pory żadnemu ministrowi nie udało się przeprowadzić fundamentalnej reformy tego systemu a np. pomysły rządów PO-PSL polegały tak naprawdę na pozbyciu się problemu poprzez np.  prywatyzację szpitali (vide: casus Sawickiej). To były chore projekty reformy, bo wtedy taki atak pandemii jak dzisiaj byłby bardziej odczuwalny dla obywateli albo też nastąpiłby paraliż państwa w zakresie ochrony zdrowia jego obywateli.

Każdego jednak człowieka na odpowiednio wysokim stanowisku (publicznym czy prywatnym) poznaje się tak naprawdę w sytuacjach kryzysowych, kiedy trzeba wykazywać się właściwymi umiejętnościami zarządczymi. A takim kryzysem w sferze bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków jest  obecna pandemia koronowirusa.

Jak sobie w tej nadzwyczajnej sytuacji radzi minister zdrowia? Ku mojemu zaskoczeniu bardzo dobrze i - uwzględniając moje wcześniejsze zastrzeżenia - bardzo się z tego cieszę. Podejmuje odpowiednie decyzje w odpowiednim czasie. Wykazuje się spokojem i pozytywną pewnością siebie. Podejmuje trudne społecznie ustalenia i potrafi je skutecznie wdrażać w życie, z jednoczesnym sprawnym przedstawianiem ich opinii publicznej. Umiał zorganizować niemalże ad hoc cały sektor ochrony zdrowia na walkę z koronawirusem. Mało tego. Potrafił z wyprzedzeniem wdrażać rozwiązania, które były (są) później kopiowane przez inne kraje i również potrafił uczyć się na błędach tych krajów. Oczywiście wszystkie te działania nie mogły nas ustrzec przed koronawirusem, ale jak na razie odsetek chorych i zmarłych jest bardzo niski w porównaniu z  nawet liczniejszymi ludnościowo krajami  UE i miejmy nadzieję, że będzie tak dalej. Sytuacja bowiem jest bardzo dynamiczna dziejąca się dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zachorowania wciąż rosną i niestety mamy już krajowe źródła tych zachorowań, choć wpierw wirus był przywleczony z zagranicy, szczególnie z Włoch.

Ale też przy tej okazji okazało się, że nasz system ochrony zdrowia wcale nie jest aż tak zły i w momencie kryzysowym potrafił i potrafi skutecznie działać. To dobrze wróży na przyszłość. Również podobnie jest też z innymi organami państwowymi z szeroko pojętego otoczenia tegoż sektora:  SANEPID-u czy Inspekcji Sanitarnej. Oczywiście nie oznacza to zaniechania prób zmiany systemu ochrony zdrowia, ale przynajmniej teraz jesteśmy w stanie "wyłapać" wszystkie dotychczas istniejące tzw. "wąskie gardła", co pozwoli na skuteczniejszą strategię funkcjonowania i reformy naszej publicznej służby ochrony zdrowia.

Szacunek należy się też wszystkim innym ministrom i ludziom, którzy pracują na ich rzecz jak np. MSWiA czy MO i w ogóle tenże szacunek należy się dziś całemu rządowi z premierem M. Morawieckim na czele, bo też od niego zależy koordynacja całości działań związanych z ograniczeniem rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Nie wyobrażam sobie obecnej sytuacji, gdyby rządziła dziś totalna opozycja, która "budowała państwo z dykty", gdzie miały być tylko: "c..uj, dupa i kamieni kupa". To byłby koszmar dla naszego państwa i jego obywateli.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 8 marca 2020

II tura wyborów prezydenckich: A.Duda vs K. Bosak?

Taka rywalizacja jest mało prawdopodobna, choć osobiście uważam, że byłaby na wskroś ciekawa.

O zaletach i wadach prezydenta A. Dudy pisałem wielokrotnie i to także w takim kontekście, że on ciągle uczy się wielkiej polityki i wychodzi mu to coraz lepiej. Po drodze nie uniknął błędów, ale żaden z nich nie dyskwalifikował go jako prezydenta.

Oczywiście ocena jego osoby dokonywana jest też (a może przede wszystkim) poprzez efekty rządzenia jego macierzystej partii, jaką jest PiS wraz z koalicjantami. To jest naturalne, choć przecież dobrze wiemy, że konstytucyjnymi uprawnieniami są przede wszystkim reprezentowanie Polski na arenie międzynarodowej i zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi. Tym niemniej każda uchwalona  przez sejm ustawa musi być przez niego podpisana a także on sam posiada możliwość inicjatywy ustawodawczej.

Jak więc mogłaby wyglądać jego konfrontacja z K. Bosakiem?

Zapewne obaj kandydaci licytowaliby się swoim patriotyzmem: Andrzej Duda pośrednio spuścizną Józefa Piłsudskiego i Lecha Kaczyńskiego a Krzysztof Bosak Romana Dmowskiego. Innym polem rywalizacji byłaby polityka zagraniczna, gdzie K. Bosak w sposób delikatny podważałby sens opierania się jedynie na sojuszu z USA, wskazując, że nie powinniśmy być znów uzależnieni od jednego supermocarstwa, ale winniśmy prowadzić swoją politykę zagraniczną opartą na wielowektorości sojuszy.

Na pewno też przez K. Bosaka zostałby poruszony temat zakazu aborcji i eutanazji ze wskazaniem, iż obecną ustawę należy tak zmodyfikować, aby była ona bardziej chroniąca poczęte dzieci. A. Duda najpewniej byłby za utrzymaniem obecnego stanu rzeczy a to ze względu, iż do zwycięstwa potrzebuje też elektoratu centrowego a nie tylko radykalnego.

Inną płaszczyzną wzajemnej dyskusji byłoby gender, LGBTQ i multikulturowość oraz poprawność polityczna. K. Bosak prezentowałby pogląd jednoznacznie nakierowany na zakaz powstawania małżeństw homoseksualnych (lub innych płci!) z kategorycznym zakazem adoptowania przez takie pary dzieci. A. Duda z większością tych poglądów by się zapewne zgodził, choć niedawno miał niefortunną wypowiedź na ten temat ustawy o związkach partnerskich: „Wszystko zależy od tego, jakie rozwiązania zawierałaby taka ustawa. Gdyby chodziło o status osoby najbliższej, ułatwiający takie sprawy, jak wzajemne wspieranie się, troskę, dowiadywanie się o stan zdrowia, to jako prezydent podpisanie takiej ustawy poważnie bym rozważył”. Ta wypowiedź obecnego prezydenta nie zmienia jednak jego poglądów na temat zakazu adopcji dzieci przez takie pary. Jest przeciwny, ale powinien ważyć słowa, poszukując elektoratu centrowego.  Zapewne też obaj kandydaci mieliby takie samo zdanie nt. ochrony najmłodszych przed ich nachalną seksualizację w szkołach (a nawet w przedszkolach), o co intensywnie walczą środowiska gender i LQBTQ+.

Obydwaj panowie mieliby też wspólne zdanie nt. przyjmowania uchodźców do Polski oraz kładliby nacisk na chrześcijańskie fundamenty powstania obecnej Europy. Natomiast na pewno K. Bosak podważałby nasze członkostwo w UE w jej obecnym kształcie a A. Duda podkreślałby konieczność takiego członkostwa i próbę odwrócenia złych tendencji w UE dążącej do zbudowania Jednego Państwa Europa. Byłby - podobnie jak L. Kaczyński - za Europą Ojczyzn, z granicami i zachowywaniem własnych narodowych tradycji.

Natomiast być może nastąpiłby spór pomiędzy kandydatami na temat amerykańskiej ustawy 447JUST, która pośrednio może wywołać takie o to skutki, że Polska będzie musiała zrekompensować organizacjom żydowskim straty wojenne i powojenne na terenie Polski, liczone już na jakieś 300 mld. USD. Oczywiście byłoby to niezgodne z polskim jak i międzynarodowym prawem dotyczącym tak zwanego mienia bezspadkowego, które przechodzi na własność określonego państwa i nie można zbiorowo ich zwracać ludziom czy organizacjom nie będącymi bezpośrednio spadkobiercami. Oczywiście w warstwie werbalnej istniałaby pełna zgoda, co do nienaruszalności w tym względzie naszego majątku narodowego, ale w przypadku prezydenta A. Dudy byłoby zapytanie bezpośrednie i kierowane do niego przez K. Bosaka: "Czy podpisze Pan ustawę obywatelską anty-447 jaką Polacy złożyli do sejmu zbierając przeszło 200 tys. podpisów podpisów?"

Z pewnością tematów poruszanych w takiej konfiguracji kandydatów w II turze byłoby więcej, natomiast szanse na zwycięstwo K. Bosak miałby minimalne.

Po pierwsze dlatego, że jest politykiem niszowym i tak naprawdę Polacy go nie znają i nie są w stanie wyrobić sobie jakiś jednoznacznych o nim opinii. Kampania wyborcza jest zbyt krótka, aby zmienić ten obraz.

Po drugie. Jest to polityk, który musi się jeszcze wiele nauczyć. Nie wystarczy posłowanie a dziś tylko tym może pochwalić się K. Bosak. Nigdy nie miał okazji sprawdzić się jako organizator życia społeczno-politycznego w Polsce, choć w ramach swojego środowiska dał się poznać jako człowiek ciężkiej pracy dla dobra tegoż środowiska.  Mimo wielu prób nie ukończył też studiów wyższych.

Na pewno jego plusem jest dobra znajomość języka angielskiego, czym może pochwalić się również A. Duda. To niewątpliwy atut obydwóch kandydatów odróżniających ich m.in. od takiej M. Kidawy-Błońskiej, która o tym języku nie ma pojęcia.

Za A. Dudą przemawia też jego doświadczenie jako prezydenta Polski i to, że w miarę szybko nauczył się wielkiej polityki. Poza tym jego środowisko rządzi już 5 lat i przez ten okres zrobiło bardzo wiele dla Polski i Polaków. Dalsze pozytywne reformy gwarantowałaby jego ponowna prezydentura. Natomiast środowisko polityczne K. Bosaka w postaci Konfederacji to zlepek wielu ideologii i wielu przywódców. Nie jest to środowisko jednorodne programowo i dziś w wielu głosowaniach głosuje jak totalna opozycja. Wypowiedzi np. J.Korwin-Mikkego, G. Brauna nieraz są rozbieżne np. z wypowiedziami R. Winnickiego czy właśnie K. Bosaka. Trudno sobie wyobrazić jak więc wyglądałaby cała obsada biur nowego prezydenta, ponieważ całe to środowisko dopiero buduje swoje struktury i gdy wszystko dobrze pójdzie może w jakiś sposób okrzepnąć za co najmniej cztery czy pięć lat, pod warunkiem jednak braku takich person jak J Korwin-Mikke.  Podobnie K. Bosak jeszcze potrzebuje czasu by dojrzeć do wielkiej polityki a jego uczestnictwo w kampanii wyborczej może być właśnie takim okresem jego dojrzewania i możliwości poznania go przez Polaków.

W drodze przypuszczeń uważam więc, że takie starcie tych dwóch panów byłoby na pewnym dość wysokim poziomie, opartym na merytorycznych argumentach i takowej polemice. Bylibyśmy oszczędzeni jałowej pyskówki, hipokryzji i aberracyjnych wypowiedzi np. ze strony M. Kidawy-Błońskiej. Na pewno byłaby to walka fair play, bez wzajemnego zacietrzewienia i prowadzona spokojnie.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 4 marca 2020

Czy prezydent A. Duda wygra w I turze wyborów prezydenckich?


Pytanie wydaje się zasadne bowiem cała totalna opozycja wraz z niby prawicową partią Konfederacją  i po podsumowaniu ich sondażowych głosów oraz pod warunkiem, że wszyscy oni zagłosują w drugiej turze na rywala A. Dudy może okazać się jego przegraną.

Czy jest to możliwe? Teoretycznie tak, przy czym sprawa jest bardziej skomplikowana.

Według sondaży i w II turze wygrywa A. Duda z jakimkolwiek innym kandydatem a najprawdopodobniej będzie to M. Kidawa-Błońska, na którą raczej nie zagłosują zwolennicy Konfederacji a przecież mitem jest to, że wszyscy wyborcy określonego kandydata będą słuchali jego zaleceń, co do określanych głosów na innego kandydata w II turze wyborów.

Ponadto jesteśmy jeszcze przed kulminacją kampanii wyborczej i przed ogłoszeniem przez kandydatów swojego programu. Najsilniejsze poparcie mają jak na razie A. Duda oraz M. Kidawa-Błońska. I znów mamy plebiscyt PiS kontra anty-PiS i moim zdaniem taki będzie niestety wybór Polaków. To nic, że A. Duda przerasta M. Kidawę - Błońską o dwie długości in plus, ważne żeby nie został prezydentem i to dla wielu totalsów wystarczający argument, bez żadnego oglądania się na realną rzeczywistość.

A realizm podpowiada wybranie jedynie A. Dudy na kolejną kadencję. Wiem, że nie wszystkim on - nawet w naszym gronie - się podoba, popełnił sporo błędów, ale czy można sobie wyobrazić M. Kidawę-Błońską na stanowisku prezydenta RP? Wolne żarty. To byłaby kompromitacja jeszcze większa niż w przypadku B. Komorowskiego.

Na pewno M. Kidawa-Błońska może liczyć na swój twardy i w dużej części zidiociały elektorat. Nie mogę tego inaczej nazwać, bo sam wybór kandydatki wydaje się całkowicie nietrafiony. Ona nic po prostu nie umie, ma braki w wiedzy a mowę ma krótką i pełną gaf. Jak można na kogoś takiego głosować? To żenujące. Ale za pomocą hejtu utrzyma to swoje poparcie w granicach 20-25% a dla jej wyborców nawet nie jest konieczna - co powinno być normą - znajomość przez nią języków obcych. Więc jak ma zadbać o interes Polski w kuluarowych rozmowach bez tłumacza? A przecież właśnie takie rozmowy są najważniejsze.

Jak w ewentualnej II turze zagłosują inni? PO-KO spoko na M.K-B. Konfederaci raczej nie pójdą do wyborów, Lewica może rozłożyć swoje głosy ze wskazaniem na M.K-B. Wyborcy skrajnej lewicy Zandberga też ze wskazaniem na M.K-B. Wyborcy PSL-u rozłożą swoje głosy na PAD-a i M.K-B. A jeszcze niezdecydowani? To trudno oszacować.

Niemniej spodziewam się w drugiej turze niższego w wartościach procentowych głosowania Polaków. Może być niższa frekwencja  a to promować będzie M.K-B, bo zacietrzewienie jej zwolenników już przerasta jakikolwiek granice przyzwoitości. Te okrzyki na spotkaniach A. Dudy z wyborcami, ta nachalna promocja LGBTQ i gender, to poniżanie nas Polaków i ta zaciekłość na twarzy... To już wyraz bezsilności i bezradności wyborców totalsów, ale to bywa groźne, bo wtedy "tonący brzytwy się chwata" i ta kampania zapowiada się na brutalną ze strony totalsów.

Dlatego konieczna jest mobilizacja wszystkich sił po naszej stronie, aby PAD wygrał te wybory w I turze a jest to możliwe i jak najbardziej realne. Wtedy te powyższe rozważania nie będą miały sensu. Trzeba tej mobilizacji jeszcze większej niż w przypadku wyborów parlamentarnych, bo to z kolei następne najważniejsze wybory dla Polski i Polaków. Wierzę, że tak się stanie i obecny prezydent porwie też w swojej kampanii wyborczej tych, którzy nie biorą (lub biorą sporadycznie) udziału w wyborach.

Czego mi jeszcze brakuje w tej kampanii wyborczej A. Dudy? Ano - o czym już pisałem wcześniej - programu dla młodych ludzi i studentów; programu adaptacyjnego dla ludzi powracających z imigracji zarobkowej; zamiany Kart Polaka na obywatelstwo polskie i udogodnienia dla powracających i ich rodzin z dalekiej wschodniej tułaczki; jasnej i przewidywalnej strategii rozwoju publicznego sektora ochrony zdrowia i wreszcie opracowanie Koszyka Świadczeń Podstawowych; ustawy o państwowym statusie naszych dóbr naturalnych, lasów i jezior, która będzie uniemożliwiała ich zakup przez podmioty inne niż państwowe; wskazanie wreszcie okresu, w którym ujawniony zostanie Aneks do Raportu z Likwidacji WSI;  zamiar wycofania ustawy o bratniej pomocy 1066; jasnej deklaracji co do amerykańskiej ustawy 447 JUST.

Jeżeli prezydent podejmie się w kampanii tych tematów i przedstawi konkretne rozwiązania to może być pewny, że wygra w I turze wyborów prezydenckich, na co bardzo liczę.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

czwartek, 27 lutego 2020

Brudna kampania wyborcza po stronie PO-KO


Tak jak przypuszczałem i napisałem obecna kampania wyborcza po stronie PO-KO jest brutalna i brudna a do tego pełna hipokryzji.

Te wszystkie fale hejtu i krążenie KOD-u po spotkaniach wyborczych A. Dudy, wydumane oskarżenia kierowane do własnych wyborców, ale też do wyborców PS-u i niezdecydowanych. To donoszenie na Polskę w UE, te wszechogarniające  niszczenie polskiej debaty merytorycznej i nakierowanie jej na emocje a jak wiemy emocje są najgorszym doradcą. I te emocje chcą wzbudzić w naszym narodzie politycy PO-KO, ale nie tylko oni, bo to wpisuje się w kampanię wyborczą pozostałych - oprócz PiS-u - partii będących totalną opozycją.

Opozycja robi wszystko, aby właśnie dzielić Polaków emocjonalnie, żeby Polacy zapomnieli, co to były rządy PO-KO i jak zniszczyły Polskę doprowadzając ją do "kartonu", gdzie pozostały tylko:"ch...j, dupa i kamieni kupa". I czy naprawdę chcemy, aby ta ekipa powróciła do rządów w Polsce? Odpowiedź na to pytanie jest jedna: w 100% NIE!

A trzeba sobie zdawać sprawę, że gdyby wygrała np. M. Kidawa-Błońska czy też innych kandydat totalnych, sprawa rządzenia byłaby utrudniona a może nawet doprowadziłaby do wcześniejszych wyborów parlamentarnych, bo obstrukcja totalnych też byłaby totalna.

PiS ma wszystkie argumenty merytoryczna po swojej stronie. Zrobił dla Polski i Polaków więcej od 30 lat, od początku tzw. "transformacji". I na tym Polacy winni się skupić a nie poddawać się działaniom kampanijnym totalnej opozycji. A to jest dopiero początek kampanii wyborczej i można się spodziewać coraz bardziej jej brutalizacji. Każdy błąd PiS-u będzie rozdmuchany do granic śmieszności (gest Lichockiej) a do tego też będzie kreacja tych błędów (np. atak na szefową kampania wyborczej A. Dudy, czy też atak na żonę ministra sprawiedliwości).  Do tego dołożona zostanie kampania bazująca na chorych onkologiczne czy też też oparta na fałszywej trosce o osoby niepełnosprawne. Przecież to wszystko jest obłudą, bo PO-KO miała 8 lat na przeprowadzenie reform, też w ochronie zdrowia. I co? Ano nic! A teraz szermują hipokryzją jakoby oni przeprowadzali takie reformy. A z luką VAT-owską też walczyli? A gdzież tam... na tych pieniądzach dorabiali się oszuści podatkowi. Stąd na pomoc Polakom - parafrazując słowa V. Rostowskiego - "piniędzy nie było i miało nie być". Okazało się, że się znalazły a do tego uchwalono po raz pierwszy od 30 lat budżet bez deficytu.

PO-KO i pozostali totalni nie mają żadnych merytorycznych argumentów po swojej stronie. Pozostaje tylko emocjonalny przekaz, który - jak pisałem - ma dzielić Polaków. Stąd gloryfikacja przez M. Kidawę-Błońską zwykłych hejterów, ale też kreowanie wydumanej rzeczywistości, jakoby PiS niszczyło Polskę a przecież - mam nadzieję, że Polacy pamiętają - jest całkiem odwrotnie. Ale czy pamiętają? Do brudnej kampanii wyborczej zaprzęgnięto też koronowirusa, a to już jest szczyt chamstwa i bezczelności.

Do dobrego łatwo się przyzwyczaić, stąd Polacy nie wyobrażają sobie dziś zaniechania prospołecznych inicjatyw, zaniechania prorozwojowych inwestycji, zwiększenia wieku emerytalnego. Polacy wiedzą, że bez PiS niemożliwe byłyby reformy, takie jak: Plan Morawieckiego, obniżenie CIT do 9%, deficyt budżetowy na zero, ogromne programy społeczne (500+, 300+, 75), emerytura-trzynastka i większa waloryzacja kwotowa, 500+ dla niepełnosprawnych),  Państwowy Fundusz Rozwoju i proinwestycyjna pomoc dla małych firm (mniejszy ZUS oraz do 26 lat podatek CIT zero procent), wzrost wydatków na ochronę zdrowia, likwidacja mafii VAT-owskich oraz zwiększona wykrywalność przestępstw gospodarczych, podwyższenie kar za kradzież zuchwałą, w tym właśnie VAT, skuteczna polityka zagraniczna i obronna (zniesienie wiz do USA, zakup nowego sprzętu, wojska terytorialne, Trójmorze, Baltic Pipe, dywersyfikacja źródeł energii i powolne uniezależnianie się od Rosji w tym obszarze), program stu obwodnic, najmniejszy od 30 lat wskaźnik bezrobocia, przekraczający inflację, realny wzrost wynagrodzeń (stawka minimalna rosnąca w czasie), bardzo wysoki wzrost PKB, handel zagraniczny in plus (eksport - import), utrzymanie polskiego i silnego złotego (PO zapowiadała przejście na koszmarne EURO), reforma sądownictwa.

To chyba wszystkie reformy PiS-u i prezydencka kampania wyborcza winna być prowadzona na zasadzie merytorycznej promocji owych reform, ale też nie należy zapominać, że nieraz też trzeba atakować merytorycznie totalnych, na każdym kroku pytać ich, co zrobili przez 8 lat dla Polski i Polaków. Warto też, aby również wyborcy PiS-u pytali o to totalnych np. na spotkaniach M. Kidawy-Błońskiej

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com