Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RZĄD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RZĄD. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 czerwca 2022

Rządowe animozje w sprawie KPO – Czy jest to "ukamienowanie" Polski?

"Wszystkie cele i kamienie milowe zostały przyjęte w kwietniu 2021 r. przez całą Radę Ministrów - wszyscy, którzy wtedy zapoznali się z dokumentem, doskonale wiedzą, co w nim jest - powiedział premier Mateusz Morawiecki, pytany o słowa szefa MS Zbigniewa Ziobry, że tzw. kamienie milowe KPO nie były konsultowane" [1].

Z kolei Sebastian Kaleta "podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Sejmie zwrócił uwagę, że pojawiły się informacje, iż - jak mówił - rzekomo „te rozwiązania miały być skonsultowane i również zaakceptowane przez Solidarną Polskę czy też ministerstwo sprawiedliwości w ramach rządu”. Niestety tak nie było. Fałszywą jest informacja, że te rozwiązania, które pojawiły się w KPO, które budzą dyskusje, czyli pełne oskładkowanie umów, zmiana regulaminu Sejmu, wprowadzenie podatku od emisji pojazdów spalinowych, również zmiany w sądownictwie - one nie były konsultowane i akceptowane przez rząd" [2]

Dodatkowo środowiska Solidarnej Polski mówią, że w kwietniu 2021 roku mieli tylko kilkanaście godzin na zapoznanie się z dokumentem liczącym 498 stron i podjęły wczoraj (12.06.2022 roku) uchwałę, że Komisja Europejska wychodzi poza traktatowe kompetencje próbując narzucić Polsce niekorzystne rozwiązania z zakresu prawa i gospodarki, zawarte w tzw. kamieniach milowych. "Ostateczna treść znajdujących się tam żądań Unii Europejskiej nie była przedmiotem konsultacji rządowych ani politycznych z Solidarną Polską. Poważne wątpliwości ustrojowe budzi już sama konstrukcja tzw. kamieni milowych, jak i ich przedmiot" [3].

Sądzę, że wielu Polaków - też jak ja - będących zwolennikami obecnych polskich władz ma swoisty "mętlik w głowie", więc postaram się w punktach wytłumaczyć obecny konflikt wokół unijnego FO i naszego KPO. Oczywiście jest to mój subiektywny pogląd, bo zawsze byłem przeciw przyjmowaniu przez Polskę tego rozwiązania. 

Po pierwsze. W lipcu i grudniu 2020 roku rząd polski zgodził się w unijnych negocjacjach budżetowych na tzw. pocowidowy  Fundusz Odbudowy a tym samym na unijne propozycje wprowadzenia po raz pierwszy mechanizmów: dających UE możliwość wprowadzania podatków unijnych, uwspólnotowienia długów (każdy kraj od tego momentu stał się żyrantem długów innych państw unijnych) oraz na tzw. "mechanizm warunkowości" uzależniający wypłatę środków w ramach FO od spełnienia przez określone państwo pewnych warunków, które musi spełnić, aby otrzymać środki unijne. W przypadku tego ostatniego podobno UE obiecała, że będzie to dotyczyć jedynie oceny wydatkowania środków finansowych, ale - jak się okazało - ten mechanizm wykorzystany został przez UE do tworzenia całej palety warunków (kamieni milowych), które pozatraktatowo dotyczą niemal każdej sfery funkcjonowania państw UE, w tym Polski. 

Po drugie. Lider Solidarnej Polski Z. Ziobro od samego początku negocjacji w sprawie budżetu był zwolennikiem postawienia przez Polskę weta wobec pozatraktatowych budżetowych ustaleń w 2020 roku. Ostatecznie jednak poddał się presji PiS, które chciało (i chce dalej) utrzymać władzę w imię własnego przekonania, iż dla dobra Polski nie można po raz kolejny dopuścić zdrajców z totalnej opozycji do władzy. I -wedle mnie - jest to racjonalny argument, ale kiedyś musi być postawiona granica: albo dobro i niepodległość Polski, albo poddanie się federacyjnej presji Niemiec i w imię obietnicy uzyskania unijnej pomocy powolnego oddawania naszej państwowości a to, co znajduje się w polskim KPO jest takim właśnie oddawaniem za bezcen naszej suwerenności i niepodległości. 

Po trzecie. Przez to trzynastomiesięczne wstrzymywanie przez KE akceptacji tego naszego feralnego KPO jesteśmy w sytuacji, że ta akceptacja dokonana i ogłoszona w Polsce 2 czerwca 2022 roku przez Ursulę von der Leyen pozbawia nas wypłaty tzw. "zaliczek", czyli na dziś musimy wpierw samemu dokonać inwestycji zgodnych z KPO a później prosić KE o zwrot poniesionych przez nas nakładów. A wtedy KE ma zdecydować czy Polska spełniła warunki ('kamienie milowe"), czy też nie. Także może się okazać, że w ogóle nie otrzymamy zwrotu poniesionych przez nas nakładów inwestycyjnych. I sądzę, że tak niestety będzie, bo elity unijne są antypolskie i nawet zagroziły szefowej KE, że jak przekaże Polsce jakiekolwiek fundusze z FO to może zostać odwołana ze swojej intratnej funkcji. A Ursula von der Leyen nie ma już powrotu do niemieckiej polityki, z której dano jej "kopa" na unijne posady urzędnicze, bowiem miano dość jej niekompetencji w Niemczech. 

Po czwarte. Okazało się, że tych warunków unijnych (tzw. "kamieni milowych") nie jest tylko trzy, które dotyczą wymiaru sprawiedliwość (a tak myślała cała opinia publiczna w Polsce), a przeszło 160 a nawet 200 czy więcej. Musimy je wszystkie spełnić, żeby dostać choć pierwszą transzę wypłaty z unijnego FO, którą przewidziano dopiero na wrzesień 2022 roku. A te "kamienie milowe" to dosłownie "ukamienowanie Polski". Są tam zapisy tak szczegółowe i tak pozatraktatowe, że aż "włos się jeży na głowie". Ozusowanie wszystkich umów o pracę, podwyższenie wieku emerytalnego (sic!) czy wprowadzeniu podatków za korzystanie z samochodów spalinowych (na benzynę i ropę). To tylko malutki wycinek tych warunków. 

Po piąte. Opinia publiczna w Polsce nie została powiadomiona, co tak naprawdę kryje się w polskim KPO. Nie było żadnej ogólnopolskiej debaty. Dopiero dzisiaj dowiadujemy się, że to nasze feralne KPO to zamach na naszą państwowość. I my to - jako Polska - podpisaliśmy i zgodziliśmy się na te rozwiązania i warunki w postaci naszego - dosłownie - "ukamienowania" nas przez elity unijne.

Po szóste. Zgadzam się dziś z politykami SP, bowiem wierzę, że faktycznie nie mieli pojęcia o ostatecznej wersji KPO. Z jednej strony faktycznie był dokument z kwietnia 2021 roku, który mogli - jako projekt - przeczytać, nawet mając tylko owe kilkadziesiąt godzin, ale ostateczna i angielska wersja tego polskiego KPO ujrzała światło dzienne dopiero 01.06.2022 roku. I właśnie ten ostatni dokument zawiera te 160 czy więcej warunków, "kamieni milowych", które Polska musi spełnić, aby otrzymać choć 1 Euro unijnej pomocy w ramach FO. A te warunki są w Polsce niemożliwe do spełnienia jeżeli chcemy dalej być normalnym i niezależnym państwem. 

Jeżeli ktoś ma na tyle siły i wytrwałości to może się zapoznać z polskim, kwietniowym (2021 rok) projektem naszego KPO [4] oraz jego ostateczną, angielską wersją z 1 czerwca 2022 roku. 

I na marginesie stawiam pytanie: Dlaczego ta ostateczna angielska wersja nie jest dostępna po polsku na stronach internetowych polskiego rządu? I dlaczego ten ostateczny dokument nazwany jest przez UE jako "aneks", co może wiele wyjaśniać w kontekście jego znajomości przez polskie społeczeństwo i polskich polityków, w tym tych z SP? 

[5] KPO - wersja angielska: "aneks" z 01.06.2022 roku, 239 stron - https://ec.europa.eu/info/system/files/com_2022_268_1_annex_en.pdf


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

czwartek, 20 maja 2021

Political fiction - polski rząd wetuje unijny Fundusz Odbudowy!

Chciałbym, aby Szanowni Państwo sobie wyobrazili, że obecny polski rząd w lipcu lub grudniu 2020 roku wykorzystuje swoje prawo i wetuje unijny budżet a tym samym covidowy Fundusz Odbudowy albo PiS głosowałby w naszym Sejmie na nie. Wielu tego chciało i nie wiem w jakim do końca celu, choć nietrudno się jednak domyślić.  

Co to by się wtedy działo?

Możemy być pewni, że wtedy PO i akolici czyli cała totalna (totalitarna) opozycja podniosłaby wrzask na cały świat i prawdopodobnie doprowadziłoby to do przesilenia rządowego kończącego się przedterminowymi wyborami, w których prawdopodobnie po raz kolejny współcześni Targowiczanie, proniemieccy i prorosyjscy zdrajcy Polski przejęliby władzę.  A to dla Polski oznaczałby jej koniec i to bardzo szybki. 

Mało tego! Lewackie i postmarksistowskie elity unijne wspomagałyby takież działania ponurej dla Polski opozycji i cała UE byłaby przeciw nam i miałaby koronny argument w postaci weta naszego rządu. 

A te nagłówki i pierwsze wiadomości w GW, TVN czy onecie: "PiS nie chce pieniędzy", "Zubaża Polaków", "Niweczy pocovidowy Plan Odbudowy dla całej UE", "Czy Polexit już blisko"?, itp, itd.

Można sobie spokojnie wyobrazić, że wtedy ewentualna kampania wyborcza obecnej opozycji opierałaby się na tym, że rząd PiS (ZP) pozbawił Polskę i Polaków środków unijnych a PO wyłaby, że PiS jest antyunijny i chce Polexitu. A w Sejmie i Senacie oczywiście KO głosowałaby na tak dla rozwiązań zaproponowanych przez UE, inaczej niż teraz kiedy się wstrzymali, co chyba jest gwoździem do jej trumny. 

KO pod przywództwem B. Budki się pogubiła, bo nie spodziewała się, iż PiS wraz z SLD przegłosuje poparcie dla unijnego FO i całego budżetu na najbliższe 7 lat. Liczyli, że te głosowanie będzie po jej myśli i już myśleli jakby tu przejąć władzę. Stąd ich wściekłość. 

W obecnej konfiguracji geopolitycznej wtedy - gdyby Polska postawiła weto - nasz kraj byłby przedstawiany jako ten, który nie zasługuje na żadną pomoc w ramach środków unijnych, nawet tych standardowych, wynikających m.in. z płacenia przez nas składki do unijnego budżetu poza Funduszem Odbudowy.  

No i jeszcze - w przypadku przejęcia władzy przez opozycję - mielibyśmy do czynienia z próbą rozbicia dzielnicowego, którego tak pragną niektóre samorządy opanowane przez PO. Czy wtedy Gdańsk byłby jeszcze Polski? A RAŚ czy nie walczyłby o przyłączenie Śląska do Niemiec w ramach li tylko tzw. województwa śląskiego w ramach sfederalizowanej Europy? A co z resztą naszego kraju? Mitteleuropa czy Judeopolonia?  A może i to, i to, bo polityka historyczna obydw krajów, czyli Niemiec i Izraela wobec Polski jest tożsama.

A tak? Dziś PO szoruje na dnie i dobrze, bo dla tej partii nie ma miejsca w polskiej polityce. J. Kaczyński ograł ich jak dzieciaków w krótkich spodenkach, którymi zresztą od zawsze byli, choć nieraz dla naszego kraju stawali się bardzo groźni. 

Już kiedyś pisałem, że polityka jest wredna. Wymaga nieraz podejmowania decyzji bardzo trudnych, ale takich, które w konsekwencji będą pozwalały osiągnąć zamierzone cele. Sojusz PiS i SLD w głosowaniach sejmowych nad ratyfikacją FO z pewnością dla J. Kaczyńskiego taką trudną decyzją był. Ale czy miał inne wyjście? Przecież KO już zacierała ręce i przygotowywała się do objęcia władzy po ewentualnym fiasku głosowania sejmowego. Taki mieli plan w imię jedynego ich programu: "Je...ać PiS".  

Oczywiście można się zżymać na tą wredność polityki, ale tak już jest i tego nie da się zmienić. Ważne jest natomiast to, czy w danych uwarunkowaniach decyzje określonego rządu, które są dobre dla obywateli przeważają nad złymi. 

Owszem, taka postawa ociera się nawet o oportunizm i może być z punktu ideowego krytykowana. Tyle tylko, że warto sobie postawić pytanie - Co jest lepsze dla Polski i Polaków: czy obecne rządy PiS (ZP) czy też powrót do władzy PO-PSL-SLD ewentualnie wraz z nowym ruchem Hołowni? Pytanie wydaje się retoryczne... tym bardziej, że niestety jeszcze w Polsce nie ukształtowała się silna partia prawicowo-narodowa mająca lub mogąca objąć władzę, nad czym boleję. Na teraz mamy więc do wyboru jedynie ZP lub KO i - mimo wielu zastrzeżeń - wybieram jednak ZP. 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

czwartek, 4 lutego 2021

Czy poparcie dla PiS zanika w sercach prawicowców?

Tego do końca nie wiem, ale co rusz słyszę, że niedawni zwolennicy partii J. Kaczyńskiego mają coraz więcej wątpliwości związanych z funkcjonowaniem obecnego polskiego rządu. Zresztą ja też. 

Gdy przejmowali władzę w 2015 roku wszyscy po naszej stronie mieli nadzieję, że teraz wreszcie nastąpi powrót do korzeni tradycjonalizmu, chrześcijaństwa, rodziny, patriotyzmu, wolności, umiłowania własności czy narodowego odrodzenia Polski i Polaków. I chyba mieliśmy nadzieję na powrót do silnego państwa, które nie będzie się zniżało do poddańczych gestów wobec naszych bliższych i dalszych sąsiadów. 

Tymczasem minęło już ponad 5 lat rządów ZP a w wielu sprawach tak naprawdę nic się nie zmieniło i nie wszystkie zapowiedzi zostały zrealizowane. 

Owszem wiele się udało, szczególnie w sprawach socjalno-bytowych obywateli. Program 500+ i inne z plusem działają, choć jednym z efektów miało być zwiększenie przyrostu naturalnego Polaków, co raczej się nie spełniło. 

Gorzej z reformami polityczno-ustrojowo-systemowymi. Reforma sądów ledwie została zapoczątkowana a już napotkała na szeroki opór środowiska prawniczego, którego efektem było już sławetne veto prezydenta A. Dudy, co w dużej mierze skomplikowało cały proces reform. System ochrony zdrowia dalej kuleje, nie zniknęły kolejki do specjalistów i nie mówię tego w kontekście obecnej pandemii, ale właśnie przed nią niewiele się w tym obszarze zmieniło. Edukacja a szczególnie szkolnictwo wyższe dalej jest oblepione lewactwem i ciągle się słyszy o dyskryminacji naukowców o prawicowych poglądach. Na uczelniach i wydziałach humanistycznych królują zwolennicy gender, new age i innych tego typu ideologicznych bzdur.  Rządy PO-PSL pozostawiły za sobą mnóstwo nierozliczonych do dzisiaj mniejszych i większych afer i niemal nikt - oprócz "pionków w grze" w stylu szefa AmberGold i jego małżonki - nie poniósł za nie żadnej odpowiedzialności. Nie zadziałał - na co liczyliśmy - program CELA+. 

Czego jeszcze się nie doczekaliśmy? Ano np. publikacji słynnego Aneksu z Raportu o Likwidacji WSI,  wycofania ustawy o bratniej pomocy 1066, wyjaśnienia okoliczności śmierci bł. J. Popiełuszki czy też prawdy o tragedii smoleńskiej. Nie mówię już o np. degradacji stopni generalskich W. Jaruzelskiego czy  Cz. Kiszczaka. Wszystkiego tego oczekiwaliśmy od nowych, naszych władz. 

Jakby tego było mało to de facto rezygnując z przysługującego nam veta zgodziliśmy się na powiązanie funduszy unijnych z mityczną praworządnością. Co prawda jest to obarczone jakimiś warunkami, ale tak naprawdę w UE nikt sobie z nich nie robi kłopotów. Prezydencja niemiecka postawiła na swoim a my posłusznie się pod tym podpisaliśmy tracąc resztki naszej suwerenności. Oczywiście w imię możliwości uzyskania z UE ogromnych funduszy pomocowych, w tym funduszu covidowego, o których obecnie nam w TV przypomina premier M. Morawiecki. 

W międzyczasie J. Kaczyński wystrzelił z "ustawą futerkową", czym wielu zaskoczył a przedsiębiorców zupełnie. ZP tym samym straciła chyba najlepszego ministra rolnictwa J.K. Ardanowskiego a wielu z nas zaczęło się zastanawiać czy przypadkiem "zrównoważony rozwój" i "zielony ład" nie zaczął wygrywać z racjonalnością. Tym bardziej, że Polska zgodziła się pod pewnymi warunkami na nowy pakiet klimatyczny do roku 2030, który zakłada zwiększenie docelowego poziomu redukcji emisji gazów cieplarnianych, z uwzględnieniem emisji i pochłaniania emisji, do co najmniej 55 proc. do 2030 r. w stosunku do poziomu z 1990 r. Na pewno to nie jest korzystne dla polskich kopalni węgla kamiennego i brunatnego ani też dla całej polskiej gospodarki. Co prawda mamy z tego tytułu uzyskać największą pomoc rzędu ok. 6 mld Euro do końca roku 2030, ale jest to "kropla w morzu potrzeb". 

Trwają protesty Strajku Kobiet. Lewica uruchomiła swoje uliczne działa. Wulgarność i nienawiść sączy się na naszych ulicach. A tymczasem służby porządkowe niemal nie reagują. Wielu z nas zastanawia się jak długo polskie służby będą bierne i będą pozwalały na agresję, niszczenie naszych świętości choćby w postaci świątyń katolickich, profanowanie naszych symboli religijnych i patriotycznych. Oczywiście można się tłumaczyć, że protestanci na ulicach chcą zostać cierpiętnikami i tylko czekają, ba nawet proszą się o zdecydowaną reakcję władz, by potem rozesłać fotki z ataku znienawidzonej władzy PiS na bezbronnych obrońców demokracji, ale jak długo można im pobłażać? Zwykły szeregowy obywatel za znieważenie czy atak na policjanta bywa od razu zatrzymany a lewactwu uchodzi to na sucho. Aż prosi się o więcej zdecydowania. 

Na tym tle trochę lepiej wygląda nasza gospodarka - i znów odnoszę to do czasów sprzed pandemii. Uszczelniono system podatkowy, wprowadzono zerowy PIT dla młodych ludzi, wprowadzono JPK czy tzw. estoński CIT, który zacznie obowiązywać już w tym roku. Jak na razie mamy polską walutę i gotówkowy pieniądz. Gospodarka rosła w tempie 4,5% rocznie w roku 2019, co na tle krajów UE  było bardzo dobrym wynikiem. Zbliżaliśmy się do zrównoważonego budżetu państwa. Rosły konsumpcja i inwestycje, choć te ostatnie poprzez inwestycje rządowe i samorządowe. Delikatnie spadało bezrobocie (5,2% na koniec 2019 roku) i było utrzymywane na strukturalnym poziomie a inflacja utrzymywana była w założonej wysokości (3,4% na koniec 2019 roku). Dług publiczny (general government wg. metody unijnej) na koniec 2019 r. wyniósł 46% PKB, czyli poniżej bariery 60%. Zadłużenie zagraniczne Polski spadło w 2019 roku o 8 230 mln USD (z 362 192 mln USD na 353 962 mln USD).  Te wszystkie dane makroekonomiczne mogły napawać nas optymizmem, co do przyszłości rozwoju gospodarczego Polski. 

Oczywiście te dobre tendencje w gospodarce zahamowała pandemia koronawirusa. Dług publiczny ma wynieść w 2021 r. 64,7%. PKB, a na koniec 2020 r. - 62,2%, co i tak jest niezłym wynikiem wobec średniej unijnej wynoszącej w roku 2019 79,3% (a na pewno w 2020 i 2021 będzie jeszcze wyższa). Nie wiemy jeszcze jakie było bezrobocie w Polsce w 2020 roku, ale na pewno przekroczyło 6%. Deficyt budżetowy w roku 2020 wyniósł chyba około 5%  PKB, czyli blisko 110 mld zł, co jest dalekie od zakładanego jego zrównoważenia i przekracza próg ostrożnościowy wynoszący 3% PKB. Natomiast wedle szacunkowych danych GUS samo PKB w roku 2020 spadło o 2,8% w porównaniu do roku 2019, czyli w ubiegłym roku mieliśmy recesję gospodarczą, która i tak jest niższa niż w większości bogatych krajów UE. Eksperci szacują jednak, że PKB znów w Polsce wzrośnie w 2021 roku o 2,7% - zobaczymy, bo jak na razie pandemia trwa nadal.  

I w tym miejscu dochodzimy do analizy reakcji naszych władz na pandemię koronawirusa. O ile jeszcze w marcu czy kwietniu 2020 roku zostaliśmy całą tą pandemią zaskoczeni i zszokowani, o tyle teraz już po czasie możemy pokusić się o kilka wniosków. 

Po pierwsze. Wczesne tarcze antykryzysowe przyniosły oczekiwane efekty. Większość Polaków, którzy posiadają własne biznesy z nich skorzystała licząc na rychłe odchodzenie od obostrzeń. Tak się jednak nie staje, bo pandemia wciąż niby trwa a nasz rząd "dmucha niby na zimne". Czy słusznie? Wielu uważa, że nie i wielu ma już dość życia w społecznym zamknięciu. Podejmowane są różne inicjatywy, które - wbrew obowiązującym przepisom - angażują prywatny biznes do aktywności: hotele, restauracje, siłownie, stoki. itp.

Po drugie. Narodowy Program Szczepień. Mamy do dyspozycji szczepionki genetyczne mRNA z firm: Pfizer/BioNTech, Moderna oraz  CureVac i tzw. tradycyjne wektorowe od firm: AstraZeneca i Johnson&Johnson. Żadna z nich nie przeszła całościowych badań klinicznych, na które potrzeba minimum 5 lat a pandemia trwa od roku. Nie znaczy to oczywiście, że nie są skuteczne i bezpieczne, ale pewności nie mamy a tak naprawdę przeprowadza się wspomniane badania już w trakcie masowych na nas szczepień. Do tego doszło jeszcze zagadkowe wstrzymanie przez koncerny farmaceutyczne dostaw szczepionek na unijny rynek. 

Po trzecie. Wszechobecna propaganda przypominająca niektórym czasy PRL-u. W mediach rządowych nachalnie sączy się nam przekaz o konieczności restrykcji covidowych i o tym, że rząd nie popełnił żadnych błędów. One jednak przecież były i wiemy o tym bardzo dobrze. Choćby w obszarze dostaw na respiratory o czym niedawno pisałem. 

Zdaję sobie sprawę, że my wszyscy, także rząd stanęliśmy wobec całkowicie nowej sytuacji. Pandemia przemeblowała nam całe życie. Po prostu cierpimy jako ludzie. Ze względu na strach, samotność, niepewność jutra. Na cmentarzach coraz więcej chowa się starszych ludzi, pogrzeby są niemal każdego dnia i to niejedne. Powoli wymiera na naszych oczach starsze pokolenie. Czy o to chodziło twórcom koronawirusa? Wiem, zaraz zostanę okrzyknięty spiskowcem, ale fakty są jakie są i to z reguły starsi umierają na covid czy też powikłania z nim związane. A jak szczepionki będą wpływać na płodność? Tego też nie wiemy i wielu postrzega je jako element spiskowej depopulacji ludzi organizowanej przez nawiedzonych, bogatych ludzi w stylu B. Gatesa. 

Wiem, że w poście podjąłem wiele tematów, które - każdy z nich - zasługują chyba na oddzielną analizę, ale tak to wszystko widzę. Nie straciłem zupełnie jeszcze wiary w PiS. Gdybym miał dzisiaj głosować to pewnie znów bym na tę partię zagłosował, bo nie ma na dzisiaj żadnej innej alternatywy. 

Ale jak długo jeszcze we mnie i w innych wyborcach PiS-u ta wiara będzie iskrzyła na tyle, żeby nie zostać w domu podczas wyborów? 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

niedziela, 22 marca 2020

Frustracja, bezsilność i bezradność opozycji

Nie wiem czy wszyscy pamiętają jak to opozycja niecierpliwie wyczekiwała, kiedy to wreszcie dotrze do Polski koronawirus. Nawet posuwała się do tego, że oskarżała rządzących o zatajanie przez rząd informacji na temat zakażeń w Polsce.

No, ale jak już koronawirus dotarł do Polski to opozycja poczuła wiatr w żagle i myślała, że rząd i prezydent polegną na walce z nim a oni w glorii i chwale być może obejmą władzę dzięki przyspieszonym wyborom parlamentarnym ogłoszonym w oparciu na wirusowy chaos w Polsce a ich kandydat na prezydenta wygra wybory. Jestem niemal przekonany, że to była ich pierwsza myśl jaka im zakiełkowała w tym sądnym dniu wykrycia "pacjenta zero" w Polsce. Mam jednak nadzieję, że w tych swoich zakutych desperacją i nienawiścią łbach już takiego złego scenariusza, choćby takiego jak we Włoszech, nie chcą.

Dlaczego opozycja tak myślała? Ano odpowiedź jest bardzo prosta a odnosi się do ich doświadczeń kiedy rządzili w epoce tzw. "świńskiej grypy", która i tak pod względem rażenia była mniejsza niż obecny koronawirus. Wtedy nie umieli sobie z tą świńską grypą poradzić a Ewa Kopacz wprost zachęcała Polaków do uśmiechu i radości z nadejścia wiosny. Oni po prostu nie wyobrażali siebie w roli hamulcowych w walce z takim koronawirusem i myśleli, że takim hamulcowym na pewno nie będzie również obecny rząd. Poprzez swój pryzmat zdolności rządzenia oceniali ową zdolność obecnie rządzących. Wyobrażali sobie, że ten koronawirus "spadł im z nieba" i będzie w stanie wywrócić obecne poparcie Polaków do rządu i prezydenta A. Dudy. Zapewne dla nich miało to być zrządzenie losu w sytuacji, kiedy od 2015 roku z niecierpliwością, ale bezskutecznie wyczekiwali na jakiekolwiek potknięcie obecnie rządzących. Przecież nic nie dała ani ulica, ani zagranica, ani jakieś filmy Sekielskich czy P. Vegi. Nic a nic a frustracja i bezsilność połączona z bezradnością narastała i - wedle ich zapędów - wreszcie miała dać swój chory upust w czasie spodziewanego przez nich chaosu związanego z koronawirusem.

A tu.... "klops". Nasz obecny rząd we współpracy z prezydentem okazał się o kilka długości bardziej rozsądny i zdolny do zarządzania kryzysowego niż w najśmielszych snach mogli to sobie wyobrazić dzisiejsi opozycyjni totalsi. I gdyby tylko chodziło o "polskie podwórko" to nasza opozycja mogłaby siebie i nas wszystkich przekonywać, że zrobiłaby więcej i lepiej (tyle tylko czy ktoś w to by uwierzył?). Ale okazało się, że to nasz kraj obecnie stawiany jest za wzór a jego decyzje w walce z koronawirusem kopiowane są przez inne kraje, nie tylko w UE.

Także opozycja obudziła się się z krótkotrwałej euforii bez jakiegokolwiek argumentu, który mogłaby użyć przeciwko obecnym władzom w związku z wybuchem epidemii koronawirusa. Dosłownie żadnego. Nic im nie pozostało jak... właśnie tylko coraz większa frustracja, złość i bezsilność i walka o jakiś cud, który miałby się wydarzyć, gdyby wybory prezydenckie zostały przełożone na jesień. Teraz już im tylko to pozostało: odroczenie kompletnej porażki w czasie... Czy im by to coś dało, albo ewentualnie da? Wątpię. Dziś wygląda na to, że ich i całego tego środowiska występy są nacechowane jakimś obłąkańczym szaleństwem...

Sondaże jednoznacznie wskazują im, że rządowi jak i prezydentowi ufa coraz więcej Polaków. Oceniając np. tzw. "Tarczę Antykryzysową" aż 67% z nas uważa, że działania rządu wobec epidemii w tym obszarze są poprawne (pozytywne), przeciwnego zdania jest tylko 22% fanatycznych wyborców opozycji a najciekawsze jest to, że ową tarczę popierają też w części zwolennicy innych niż A. Duda kandydatów na prezydenta Polski (tabela poniżej - źródło: https://www.dorzeczy.pl/kraj/133489/67-proc-polakow-pozytywnie-ocenia-tarcze-antykryzysowa.html).

W niemal też wszystkich sondażach więcej niż połowa respondentów ocenia zaś pozytywnie wszystkie działania rządu i prezydenta mające na celu zastopować rozprzestrzenianie się wirusa.

Po prostu obecnie rządzący sprawdzają się w okresie kryzysowym a właśnie umiejętność zarządzania kryzysem cechuje dobrych przywódców i ich współpracowników. W skali państwowej obecny kryzys jest bezprecedensowy i każdy - nawet ktoś nieprzychylny - musi stwierdzić, że rząd z prezydentem w porównaniu do innych krajów robią dla Polski i Polaków bardzo dobrą robotę w epoce tego koszmarnego wirusa.

Aż strach pomyśleć, co by się dziś w Polsce działo jakby rządziły PO-PSL pod wodzą B. Komorowskiego w Pałacu Prezydenckim...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 13 marca 2020

Koronawirus - Czy minister zdrowia sprawdza się na swoim stanowisku?

Jestem bardzo zżyty ze środowiskiem medycznym i znam jego problemy. Pisałem nie raz na temat sektora publicznej ochrony zdrowia i konieczności oraz kształcie jego reformy i muszę przyznać, że od samego początku, gdy ministrem został Łukasz Szumowski, byłem do niego sceptycznie nastawiony. Ta moja sceptyczność narastała w miarę upływu czasu i braku wypracowania przez niego jakichś zrębów kompleksowej reformy tegoż systemu. Stawiałem go na równi z ministrem spraw zagranicznych J. Czaputowiczem i wskazywałem, że ci dwaj ministrowie winni być zmienieni.

Tym niemniej nie jestem pracownikiem ministerstwa zdrowia i być może jednak za mało wiedziałem i wiem na temat działalności ministra. Natomiast tak naprawdę jedynym przekazem medialnym była do tej pory informacja o sukcesywnym zwiększaniu środków finansowo-rzeczowych na system ochrony zdrowia, jednak bez wskazywania konkretnych rozwiązań reformujących ten system. Może trzeba jeszcze trochę czasu? Wszak ministrem Ł. Szumowski jest dopiero od 9 stycznia 2018 a jak do tej pory żadnemu ministrowi nie udało się przeprowadzić fundamentalnej reformy tego systemu a np. pomysły rządów PO-PSL polegały tak naprawdę na pozbyciu się problemu poprzez np.  prywatyzację szpitali (vide: casus Sawickiej). To były chore projekty reformy, bo wtedy taki atak pandemii jak dzisiaj byłby bardziej odczuwalny dla obywateli albo też nastąpiłby paraliż państwa w zakresie ochrony zdrowia jego obywateli.

Każdego jednak człowieka na odpowiednio wysokim stanowisku (publicznym czy prywatnym) poznaje się tak naprawdę w sytuacjach kryzysowych, kiedy trzeba wykazywać się właściwymi umiejętnościami zarządczymi. A takim kryzysem w sferze bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków jest  obecna pandemia koronowirusa.

Jak sobie w tej nadzwyczajnej sytuacji radzi minister zdrowia? Ku mojemu zaskoczeniu bardzo dobrze i - uwzględniając moje wcześniejsze zastrzeżenia - bardzo się z tego cieszę. Podejmuje odpowiednie decyzje w odpowiednim czasie. Wykazuje się spokojem i pozytywną pewnością siebie. Podejmuje trudne społecznie ustalenia i potrafi je skutecznie wdrażać w życie, z jednoczesnym sprawnym przedstawianiem ich opinii publicznej. Umiał zorganizować niemalże ad hoc cały sektor ochrony zdrowia na walkę z koronawirusem. Mało tego. Potrafił z wyprzedzeniem wdrażać rozwiązania, które były (są) później kopiowane przez inne kraje i również potrafił uczyć się na błędach tych krajów. Oczywiście wszystkie te działania nie mogły nas ustrzec przed koronawirusem, ale jak na razie odsetek chorych i zmarłych jest bardzo niski w porównaniu z  nawet liczniejszymi ludnościowo krajami  UE i miejmy nadzieję, że będzie tak dalej. Sytuacja bowiem jest bardzo dynamiczna dziejąca się dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zachorowania wciąż rosną i niestety mamy już krajowe źródła tych zachorowań, choć wpierw wirus był przywleczony z zagranicy, szczególnie z Włoch.

Ale też przy tej okazji okazało się, że nasz system ochrony zdrowia wcale nie jest aż tak zły i w momencie kryzysowym potrafił i potrafi skutecznie działać. To dobrze wróży na przyszłość. Również podobnie jest też z innymi organami państwowymi z szeroko pojętego otoczenia tegoż sektora:  SANEPID-u czy Inspekcji Sanitarnej. Oczywiście nie oznacza to zaniechania prób zmiany systemu ochrony zdrowia, ale przynajmniej teraz jesteśmy w stanie "wyłapać" wszystkie dotychczas istniejące tzw. "wąskie gardła", co pozwoli na skuteczniejszą strategię funkcjonowania i reformy naszej publicznej służby ochrony zdrowia.

Szacunek należy się też wszystkim innym ministrom i ludziom, którzy pracują na ich rzecz jak np. MSWiA czy MO i w ogóle tenże szacunek należy się dziś całemu rządowi z premierem M. Morawieckim na czele, bo też od niego zależy koordynacja całości działań związanych z ograniczeniem rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Nie wyobrażam sobie obecnej sytuacji, gdyby rządziła dziś totalna opozycja, która "budowała państwo z dykty", gdzie miały być tylko: "c..uj, dupa i kamieni kupa". To byłby koszmar dla naszego państwa i jego obywateli.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 31 stycznia 2020

Targowiccy zdrajcy po raz kolejny dali głos

Nie mam zamiaru przytaczać słów ani prof. Sadurskiego, ani Sikorskiego, ani prof. Belki czy Biedronia, które padły podczas pewnego spotkania zwołanego w PE UE przez Sikorskiego, a które są kolejnym targowickim wołaniem totalnej opozycji o pomoc UE w odsunięciu w Polsce PiS-u (ZP) od władzy. To słowa haniebne a można przeczytać i odsłuchać je w internecie czy chociażby w dwóch felietonach zamieszczonych w portalu wpolityce.pl [1,2].

Świadczą one przede wszystkim o dotychczasowym fiasku polityki totalniaków polegającej na rozhuśtaniu nastrojów społecznych przeciw PiS w Polsce, ale też brakiem - wedle nich - skuteczności działań UE w tym względzie. Polscy współcześni Targowiczanie kolejny więc raz proszą (żebrzą) - zdając sobie sprawę, że "ulica" im nie pomoże - o zaostrzenie działań przeciwko Polsce "zagranicy". Jako żywo mamy więc niemal kopię działań historycznej Targowicy, która w konsekwencji doprowadziła do upadku Najjaśniejszą Rzeczpospolitą w XVIII wieku [3].

Jedynie tylko chciałbym zauważyć, iż obecne obrzydliwe wołanie opozycji o zaostrzenie zewnętrznych (unijnych) działań przeciwko Polsce ma na celu ostatecznie doprowadzić do sytuacji, w której wybory prezydenckie przegra A. Duda a tym samym mogłoby się okazać konieczne przeprowadzenie przedterminowych wyborów parlamentarnych.

Taki jest cel tych działań i nie ma to nic wspólnego - i nigdy od 2015 roku nie miało  - z dobrem Polski i Polaków ani jakąś "praworządnością". Wszystkim piewcom III RP (PRL-bis) chodzi po prostu o odzyskanie władzy nawet najwyższym kosztem, czyli poświęcając naszą suwerenność, wolność i niepodległość. A że na obaleniu polskiej władzy zależy też lewacko-demoliberalnym elitom całej tej UE to dla nich tylko lepiej.

Targowiczanie historyczni bardzo źle skończyli, bo Polacy nie wybaczają zdrajcom. Czasy się zmieniły, więc i kara z pewnością będzie inna. Tym razem powinna to być banicja polityczna i odesłanie tych wszystkich zdrajców na manowce społeczno-politycznego ich istnienia. Nam nie jest potrzebna taka opozycja, bo tak jak kiedyś dziś mamy tylko dwie partie: polską i antypolską i w ramach polskiej możemy się pięknie różnic i spierać, mając wszakże zawsze w sercu Polskę. Partia antypolska winna być w przyszłości tylko niechlubną kartą naszej historii... podobnie jak dawna Targowica.

[1] https://wpolityce.pl/swiat/484830-sikorski-z-sadurskim-zebrza-o-wsparcie-w-europie
[2] https://wpolityce.pl/polityka/484883-internauci-wsciekli-na-zebranine-sikorskiego-i-sadurskiego
[3] https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_targowicka

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 29 listopada 2019

M. Banaś. Czy PiS tego nie widzi?

W. Gadowski w swoim tygodniowym komentarzu na YouTube [1] mniej więcej stwierdził, że cała sprawa M. Banasia ma jedynie moralny a nie prawny charakter. Wedle niego M. Banaś nie popełnił żadnego przestępstwa (ani karnego ani cywilnego) i ponosi właśnie winę tylko w sferze etycznej a ponadto winien być bardziej wyczulony w doborze swoich pracowników oraz w swoich kontaktach  zewnętrznych, też dotyczących gospodarowania własnym majątkiem, w tym własną kamienicą. Podał też przykład Gawłowskiego jako polityka z zarzutami prokuratorskimi, który dziś zasiada w senacie.  Dodał też, że M. Banaś jest niszczony przede wszystkim dlatego, iż będąc szefem Krajowej Administracji Skarbowej uderzył w miejsca, gdzie przewijały się setki milionów nielegalnych pieniędzy (m.in. z wyłudzeń VAT-u i warszawskiego "światka" finansowego), których nikt do tej pory nie ważył  się "ruszyć" a do tego wystąpił u tych ludzi strach, że będąc szefem NIK-u będzie całkowicie niezależny, i to niezależnie od tego, czy będzie chodziło o rządzących, jak i opozycję. Dorzucił jeszcze inne fakty dotyczące otoczenia M. Banasia, w którym przewijały się tajemnicze osoby powiązane z dawnymi służbami specjalnymi i światem przestępczym.



Z kolei dziś w artykule na łamach portalu wpolityce.pl zatytułowanym: "Władza, która się ze wszystkiego pokornie tłumaczy i przeprasza, że cokolwiek robi, sama kopie sobie grób" [2] S. Janecki napisał, że np. sprawa M. Banasia jest nieproporcjonalnie wykorzystywana przez opozycję, skoro sama posiada osoby, które mają zarzuty nawet kryminalne jak i cywilne,  "czym przekonuje to, że poprzedni prezes NIK, Krzysztof Kwiatkowski, przez 3 lata funkcjonował na stanowisku z zarzutami, i to prokuratorskimi, a wciąż je mając został w październiku 2019 r. senatorem. Owszem, sprawa Banasia jest kłopotliwa wizerunkowo i moralnie, ale rządzący robią wszystko, co są w stanie zrobić, żeby Marian Banaś podał się do dymisji. Jeszcze na etapie domniemań, hipotez i sprawdzania zarzutów. I (rządzący) nie unikają odpowiedzialności za wybór Banasia, choć zgodnie z prawem nie mogą go unieważnić. Ale stanowisko rządzących jest jasne i jednoznaczne – niech sprawa będzie wyjaśniania bez Mariana Banasia na stanowisku szefa NIK. Nikt tu niczego nie mataczy, a wszystkie możliwe procedury zostały uruchomione" (...) Rządzący i ich zaplecze nie mogą oczywiście przejawiać pychy i buty, a tym bardziej bagatelizować zagrożeń oraz patologii. Ale władza, która się ze wszystkiego pokornie tłumaczy i przeprasza, że cokolwiek robi, sama kopie sobie grób. Nie można iść w zaparte czy udawać, że jeśli się o czymś nie mówi, to tego nie ma, ale nie można też bać się własnego cienia i reagować na każde głupstwo czy każdą zaczepkę. Po to są takie zaczepki, a nawet prowokacje, żeby trafić do najsłabszych w atakowanym obozie, skłonić ich do trzęsienia portkami, skonformizować i zmusić do mniej lub bardziej sensownych jęków, moralnych uniesień czy tylko potulności. A potem to się przekłada na działania i obraz całego politycznego obozu. Powtarzam: zero pychy, buty i odklejania się od rzeczywistości, ale też bez przesady z reagowaniem na wszelkie wrzutki, zaczepki i robienie z igły wideł (...) Ale władza, która się ze wszystkiego pokornie tłumaczy i przeprasza, że cokolwiek robi, sama kopie sobie grób.

Zgadzam się z opinią powyższych redaktorów, ale pragnę dodać, że niestety prezes NIK już został osądzony i to przez własne zaplecze polityczne. Zarówno J. Kaczyński, jak i premier M. Morawiecki (i inne osoby) zażądały od niego natychmiastowej dymisji z urzędującego stanowiska a jeżeli tego nie zrobi, to postarają się tak zmienić Konstytucję, aby możliwe stało się odwołanie szefa NIK-u.

Nie jest to dobrym rozwiązaniem, bowiem o winie lub niewinie powinny decydować sądy na podstawie zrzutów prokuratorskich wynikających m.in. ze śledztw CBA czy innych do tego uprawnionych służb.

Idąc za rozumowaniem obydwu redaktorów nie można przepraszać w nieskończoność za niepopełnione winy a tym bardziej jeśli jeszcze nie ma jeszcze żadnych dowodów winy M. Banasia.

Czy PiS tego nie widzi, że totalna opozycja ima się wszystkiego, aby tylko "rozmontować" obóz rządzący, uderzyć w jego spójność i pozbywać się niewygodnych dla niej osób pełniących wysokie funkcje państwowe?

Czy PiS tego nie widzi, że cała rozdmuchana "afera M. Banasia" ma posłużyć jako "użyźniona" gleba do dalszych ataków na kolejnych polityków Zjednoczonej Prawicy?

Dziś totalniakom już nie wystarcza, aby M. Banaś podał się do dymisji (o co walczyli wcześniej), ale oczekują też, aby M.Morawiecki podjął decyzję o zwolnieniu M. Kamińskiego z funkcji ministra i koordynatora służb specjalnych. Argumentują to faktem, iż służby nieodpowiednio i niewystarczająco sprawdziły M. Banasia.

Kto będzie następny? Z. Ziobro a może M. Błaszczak? Na nich też można coś znaleźć, choćby to, że w dobie ekoterroyzmu jedzą zabijane zwierzęta albo ścięli żyjące drzewo na swojej posesji. A skoro ministrowie są źle dobrani, to kogo wina będzie? Ano M. Morawieckiego, którego opozycja wprost nie może zdzierżyć. A jak M. Morawieckiego to też J. Kaczyńskiego, który odpowiada za wszystkie decyzje PiS. A konsekwencją może być na przykład wniosek o wotum nieufności dla rządu i wcześniejsze wybory parlamentarne.

Czy takiego scenariusza totalnej opozycji nie zauważa PiS?

I na koniec to dobrze - o czym mówi sam zainteresowany - że jego działania sprawdzi na wniosek CBA prokuratura. Jeżeli zarzuty się potwierdzą to wtedy należałoby żądać od M. Banasia dymisji i sądzę, że gdyby coś, to honorowo złoży broń.

[1] https://www.youtube.com/watch?reload=9&v=nWr5WEmBA88
[2] https://wpolityce.pl/polityka/475280-wladza-przepraszajac-ze-cokolwiek-robi-kopie-sobie-grob
[3] https://wpolityce.pl/polityka/475290-opozycja-chce-dymisji-mariusza-kaminskiego

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 13 listopada 2019

Senat - "polityczny kac" PiSu

Pan M. Karnowski na portalu wPolityce.pl zamieścił felieton pt. "Dlaczego utrata Senatu, choć bolesna dla Prawa i Sprawiedliwości, nie zabije politycznie tej partii i nie będzie radykalnym przełomem" [1], w którym pisze, iż:

"Z pierwszych wypowiedzi i decyzji nowej większości w Senacie wyłania się dość jasny plan użycia tego politycznego narzędzia. Izba wyższa parlamentu ma być ośrodkiem władzy, który ustawi się na agresywnej kontrze wobec większości sejmowej, rządu i prezydenta. Od podkreślanej skromności (nowy marszałek zamierza mieszkać w hotelu sejmowym) przez wskazanie nowej dla większości Polaków twarzy Tomasza Grodzkiego na marszałka po natychmiastową zapowiedź orędzia do Polaków.

(...)

W oczach przewodniczącego Schetyny najwyraźniej to jest porażka po które PiS już się podniesie, moment przełomowy, dramatyczny zwrot odbierający obozowi Jarosława Kaczyńskiego pewność siebie. Być może lider Platformy rzeczywiście w to wierzy, ale jeśli tak, to znaczy iż uległ własnej propagandzie. Prawda jest bowiem taka, że PiS nigdy nie miało nie tylko władzy totalnej, ale nawet całkowitej. Nigdy niczego takiego też nie twierdziło, uparcie dopominając się jedynie o uznanie demokratycznego werdyktu Polaków i prawo do wdrażania swojego programu. 

(...) 

Co więcej, pan Schetyna musi mieć problem z pamięcią, bo zapomina bolesne dla PiS porażki w Unii Europejskiej czy nieudana walka o przejęcie rządów w większych miastach i metropoliach. Mimo wygranej w wyborach samorządowych finałem było przejęcie połowy zaledwie sejmików.

W tych momentach i wielu innych opozycja i jej media dowodziły, że oto nastąpił przełom. Piemontem opozycji miała być najpierw Bruksela, potem Gdańsk, wreszcie Warszawa. Nigdy z tego za wiele nie wychodziło. Z prostego powodu: jeśli się od początku nie miało władzy totalnej, jeżeli od zawsze trzeba się było gimnastykować, często cofać, zawsze liczyć z siłami i procedurami, przełykać przez cztery lata gorzkie pigułki, to jedna dodatkowa, tym razem w Senacie, nie zmienia zbyt wiele.

Bo zgoda, że jakaś pierwsza bolesna porażka może złamać władzę totalną, ale partię demokratyczną może po prostu chwilowo osłabić, zmobilizować, zmusić do korekty lub wymiany nie działających podzespołów. PiS to ten pierwszy przypadek".

Otóż o ile zgadzam się z pierwszym akapitem przytoczonego tekstu, to dalszy wywód Pana M. Karnowskiego mnie nie przekonuje.

Rzeczywiście pierwsze zamierzenia nowego Marszałka Senatu (orędzie, wyjazd do Senatu USA) dają przedsmak tego, co będzie się działo przez całe cztery lata. KO będzie starała się wykreować  z Senatu niejako oddzielny ośrodek władzy w Polsce, który jest w kontrze do faktycznej władzy wykonawczej i ustawodawczej w naszym kraju. Jest to niepokojące, bowiem dla wielu środowisk zagranicznych będzie to przyczynek do ponownej ostrej krytyki PiS i polskiego rządu a wtórować będzie takiemu postrzeganiu Targowica Senacka. I nie ma tu żadnego znaczenia, że w myśl Konstytucji polityką zagraniczną zajmuje się polski rząd a nie senat.

Wczoraj też mieliśmy śmiałą wypowiedź Pana J. Kaczyńskiego o tym, że skończyła się opozycja totalna i z tym stwierdzeniem też się nie zgadzam i uważam, że jest przeciwnie: dotychczasowa opozycja totalna dostała senackiego "wiatru w żagle" i jej totalniactwo drastycznie się zintensyfikuje, zarówno na terenie kraju, jak i za granicą.

Chciałbym się mylić, ale uważam, że tak się stanie, szczególnie przez najbliższe 6 miesięcy czyli okresu trwającej już nieformalnie kampanii wyborczej w wyborach na urząd Prezydenta RP, które mają się odbyć w maju przyszłego roku.

A jeżeli tak będzie, to dopiero wtedy zauważymy jakim błędem było przez PiS tak naprawdę zlekceważenie kampanijne wyborów do Senatu. Myślano zapewne, że wszystko pójdzie z rozpędu  i chyba zbyt mocno uwierzono w sondaże przedwyborcze. I jednak po raz kolejny utwierdziliśmy się, że "pycha może kroczyć przed upadkiem".

Nie twierdzę, że PiS tą pychą się odznaczał lub odznacza, ale po prostu zostało trochę uśpione sondażami i nie przewidziało, że jednak wybory jednomandatowe kierują się inną logiką niż proporcjonalne. Ludzie bardziej głosują na znane im twarze i - co jest trochę smutne - nie zawsze to głosowanie jest racjonalne i często opiera się tylko na regionalnych czynnikach emocjonalnych, ale i to sztab wyborczy PiS winien przewidzieć.

Cieszę się, że po raz wtóry PiS (ZP) osiągnęło wynik dający mu bezwzględną większość w Sejmie i możliwość utworzenia ponownie samodzielnego rządu. Tym niemniej nawet tymi wynikami PiS był - mimo "dobrej miny do złej gry" - rozczarowany, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu o zbytniej, przedwyborczej pewności siebie samej partii i środowiska z nim związanego.

Tyle tylko, że od 1989 roku mamy po raz pierwszy sytuację, że większość sejmowa nie ma jednocześnie większości senackiej i nikt nie ma żadnego doświadczenia jak w takiej sytuacji będzie wyglądało rządzenie w Polsce a po zapowiedziach nowego Marszałka Senatu i całego PO widać już, że nie będzie żadnej współpracy między większością sejmową a senacką: będzie marazm i przeciąganie do granic (30 dni) procesu legislacyjnego.

Wszystko to nie napawa optymizmem i wpłynie na płynność wprowadzania kolejnych reform rządu PiS (ZP). Już nie będzie sytuacji, że jakieś ustawy będą przyjmowane expresowo: należy się liczyć z ciągłą obstrukcją Senatu... no chyba, że coś się zmieni po wyborach prezydenckich i jednak PiS-owi uda się "pozyskać" jakichś senatorów do swojego klubu.

Oczywiście wolniejsze reformy lub nawet ich brak PiS będzie mógł tłumaczyć obstrukcją totalniaków senackich, ale taki argument przemawiał będzie do wyborców tylko przez jakiś czas a później pozostanie w świadomości tylko to, że PiS nie wykonuje tego, co zapowiadał.

Osobiście mam "lekkiego politycznego kaca" z powodu takiego a nie innego rozkładu mandatów senackich i może dlatego patrzę raczej - w przeciwieństwie do M. Karnowskiego - pesymistycznie, bo jeżeli spełnią się czarne scenariusze to wtedy będzie można powiedzieć: PiS przegrało na własne życzenie batalię o Polskę. Oby tak się nie stało.

Sądzę tedy, iż niestety kolejne lata wcale nie uspokoją sceny politycznej w Polsce a będzie odwrotnie.

I w tym kontekście znów staniemy w maju do kolejnych najważniejszych wyborów: wyborów prezydenckich. Jeżeli A. Duda wygra ponownie, to wtedy sytuacja będzie w miarę klarowna i będzie szansa na kontynuację odbudowy Polski. Jeżeli jednak wygrałby kandydat totalniaków, to - przy obecnym opozycyjnym senacie i braku większości sejmowej predestynującej PiS do odrzucenia veta prezydenta - sytuacja stanie się tragiczna i zablokuje jakiekolwiek zmiany w Polsce.


[1] https://wpolityce.pl/polityka/472689-utrata-senatu-jest-dla-pis-bolesna-ale-go-nie-zabije

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 28 kwietnia 2019

"Ustawa 447 JUST" – proszę o stanowisko premiera M. Morawieckiego i J. Kaczyńskiego w tej sprawie!

Z mediów dowiadujemy się, że Pani ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher, w wywiadzie, jakiego niedawno udzieliła twierdzi, że intencją ustawy 447 jest tylko i wyłącznie stworzenie raportu na temat tego, co kraje zrobiły w sprawie restytucji mienia po wojnie i nic nie mówi o ewentualnych pieniężnych kwotach odszkodowawczych. Jak jeszcze dodaje Pani ambasador to ma być "jednorazowy raport, który nie będzie wiązał się z żadnymi dalszymi działaniami. On niczego nie dyktuje" [1]

Warto w tym miejscu przybliżyć o co w tej ustawie tak naprawdę chodzi a chodzić może chyba wyłącznie o pieniądze lub ewentualnie przejęcie m.in. polskiego majątku w naturze, być może aby ziścić marzenie części Żydów o powstaniu tzw. Judeopolnii, gdzie żydowskie pochodzenie gwarantowałoby zarządzanie przez Żydów naszą Polską.

Prezydent USA Donald Trump podpisał ową ustawę w  maju 2018 roku, którą nazywa się  górnolotnie jako ustawę o sprawiedliwości dla ofiar, którym nie zadośćuczyniono (Justice for Uncompensated Survivors Today - JUST) a dotyczy ona jedynie restytucji mienia ofiar Holokaustu. W grudniu 2017 roku ustawę zarejestrowaną w dzienniku ustaw jako S.447 (ustawa Senatu nr 447) jednomyślnie przyjęła izba wyższa amerykańskiego Kongresu, a pod koniec kwietnia 2018 roku także jednomyślnie, przez aklamację, przyjęła ją Izba Reprezentantów. Po podpisaniu ustawy przez D. Trumpa sekretarz stanu USA będzie zobowiązany do przedstawienia w dorocznym raporcie o przestrzeganiu praw człowieka w poszczególnych państwach albo w dorocznym raporcie o wolności religijnej na świecie sprawozdania o realizacji ustaleń zawartych w Deklaracji Terezińskiej. Deklaracja ta, przyjęta w 2009 r. przez 46 państw świata na zakończenie Praskiej Konferencji ds. Mienia Ery Holokaustu, jest niby niezobowiązującą listą podstawowych zasad mających przyspieszyć, ułatwić i uczynić przejrzystymi procedury restytucji dzieł sztuki oraz prywatnego i komunalnego mienia przejętego siłą, skradzionego lub oddanego pod presją w czasie Holokaustu [na podstawie: 1]

Według różnych szacunków ewentualne roszczenia żydowskie wobec Polski mogą sięgnąć nawet 330 mld USD, czyli grubo przeszło 1 bln złotych. I co jest najważniejsze: Żydzi w końcu mogą dopiąć swego tworząc kuriozalne prawo, dające im możliwość uzyskiwania roszczeń za tzw. mienie bezspadkowe a to jest niezgodne z polskim i międzynarodowym prawem.

Niedawno organizowane były przez Polonię Amerykańską marsze przeciw tej ustawie, które były całkowicie przemilczane przez wszystkie media, i te "rządowe, i te "antyrządowe. Pan St. Michalkiewicz ujawnił też notatkę rządową, która jednoznacznie stwierdza, że toczą się jakieś zakulisowe rozmowy na temat tej restytucji prowadzone przez rząd polski oraz amerykańsko-izraelski. Zresztą Pan St. Michalkiewicz od lat wskazuje, że począwszy od 1996 roku Polska jest atakowana jako antysemicka i, że cały czas chodzi o to samo: albo pierwotnie o 65 mld. złotych a teraz o 330 mld. złotych uzupełnionych utworzeniem na wschodnich ziemiach Polski i zachodnich ziemiach Ukrainy wspomnianej wcześniej Judeopolinii, takiej raczej sensu largo chazarskiej niż typowo judaistycznej (to jeszcze żydowski pomysł z lat 1914-1915, kiedy Żydzi myśląc, że I WŚ wygrają Niemcy starali się utworzyć takie państwo pod  protektoratem Niemiec).

I chyba zarówno działania polskiej Polonii, jak i wielu filmików na YouTube, gdzie wielu patriotycznych Polaków przedstawiało całe tło owej ustawy spowodowało, iż zdecydowana większość Polaków w kraju obawia się tej ustawy, bowiem w sondażowym badaniu pracowni Social Changes dla wPolityce.pl aż 49% Polaków się jej obawia a przeciwnego zdania jest tylko 13%. Reszta jeszcze nie ma zdania na ten temat i wykluczając nich to ta proporcja wynosi 79 do 21% [2].

Co prawda poseł PiS J. Mosiński a nawet B. Kempa również w portalu wpolityce.pl twierdzą, że tak naprawdę tematu nie ma oraz niepotrzebne są emocje wokół tej ustawy a nawet proponują zajęcie stanowiska w tej sprawie przez szefa MSZ (propozycja Jana Mosińskiego) [3], tyle tylko, że jest to unikanie tak naprawdę ogólnonarodowego dyskursu w tej materii. Nadzieją zostaje jeszcze Marsz organizowany przeciwko tej ustawie w Warszawie w dniu 01.05.2019 (Sąd odrzucił decyzję o zablokowaniu marszu podjętą przez R. Trzaskowskiego pełniącego obowiązki prezydenta Warszawy).

Na koniec mam pytania do Pani Ambasador USA:

1) Skoro cała sprawa ma charakter jednorazowy i chodzi w niej tylko i wyłącznie o stworzenie raportu na temat tego, co kraje zrobiły w sprawie restytucji mienia po wojnie i nic nie mówi o ewentualnych pieniężnych kwotach odszkodowawczych to po co w ogóle powstawała ta ustawa? Czy nie mogło to być decyzja na niższych szczeblach?,

2) Dlaczego ta ustawa dotyczy jedynie ofiar żydowskiego Holocaustu a nie dotyczy polskiego i innych narodów, które ucierpiały i zginęły oraz utraciły majątki  w czasie II WŚ z rąk niemieckich, pozostawiając m.in. swoje mienie bezspadkowym? I czy czasem to nie Niemcy powinny płacić ewentualne odszkodowania? ,

3) A co z restytucją mienia i odszkodowaniami, które też powinny dotyczyć innego agresora współwinnego za wybuch II WŚ, czyli Związek Sowiecki?

Doprawdy takie kluczenie i bagatelizowanie sprawy zarówno przez panią Ambasador, ale też przez polskie władze nie uwłacza naszej Ojczyźnie i Polakom, jako państwu i narodowi, który najbardziej ucierpiał w czasie panoszenia się dwóch totalitaryzmów: narodowo-socjalistycznego nazizmu i klasowo-socjalistycznego komunizmu?

Polskie roszczenia wobec Niemiec mogą sięgnąć około 3 bilionów złotych, roszczenia wobec Sowietów są na razie trudno-policzalne. Jeżeli więc Niemcy i Sowieci zapłacą nam odszkodowania za II WŚ, to my możemy przecież przekazać ich część narodowi żydowskiemu. Nieprawdaż. I tylko wtedy i tylko w taki sposób, i tylko tak należy negocjować z "odszkodowawczą" częścią środowiska żydowskiego.

Kończąc. Uważam, że to nie szef MSZ a jedynie premier i szef PiS-u powinni wypowiedzieć się na temat ustawy 447 JUST a nie jakiś minister (choćby ten), bo tu chodzi o przyszłość Polski. Idealnym momentem byłaby ostatnia konwencja ZP, której motywem (jak w przypadku Euro) byłby motyw stosunku Polski do tej ustawy.

[1] https://wpolityce.pl/polityka/444296-mosbacher-ustawa-447-niczego-nie-dyktuje
[2] https://wpolityce.pl/polityka/444385-sondaz-dla-wpolitycepl-polacy-mocno-obawiaja-sie-roszczen
[3]https://wpolityce.pl/polityka/444441-mosinski-komentuje-sondaz-dla-wpolitycepl-ws-roszczen

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 13 listopada 2017

„Partia polska” i „partia antypolska” i… kilka uzupełnionych refleksji wokół prezydenta…

W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie” – niekoronowany król Polski, książę Adam Jerzy Czartoryski (†14.01.1770 – †15.07.1861).

Musimy ten rok wykorzystać dobrze, musimy pokazać, że Ci, którzy sto lat temu potrafili połączyć myśli i czyny nie są ostatnim pokoleniem, które to potrafiło. My też musimy być takim pokoleniem! Stoimy (…) przed wielką szansą budowy nowej Polski, dobrej zmiany, szansy Rzeczypospolitej, która będzie rzeczywiście Rzeczypospolitą, która będzie dla wszystkich, która będzie silna (…) niepodległa, godna i dumna! (…) Być Polakiem to znaczy być kimś ważnym, to znaczy być kimś (…) kto wyznacza dzisiejszej chorej Europie drogę do uzdrowienia, drogę do powrotu do fundamentalnych wartości, drogę do powrotu prawdziwej wolności, drogę do zwycięstwa i umocnienia naszej – opartej o chrześcijaństwo – cywilizacji. Polska ma taką szansę. Wykorzystajmy ją!” – prezes PiS, premier Pan Jarosław Kaczyński w dniu 10 listopada 2017 roku podczas uroczystości „miesięcznicy smoleńskiej” na warszawskim Placu Piłsudskiego. 

To rzeczywiście jest coś wielkiego – być Polakiem” – premier Rzeczypospolitej Polskiej, Pani Beata Szydło w dniu 11 listopada 2017 roku.
-----------------------------------
Nie ma dziś większego zagrożenia jak ucieczka od podziału My-Oni i kłamstwo o korzeniach III RP. Z nich czerpia siły Obcy i wywodzą swoje prawa do aneksji polskości. Dzieląca nas linia musi być nazwana – bo jest konsekwencją okupacji sowieckiej, efektem mafdalenkowej zdrady i budowania nieistniejącej wspólnoty narodu. Jest winą tych, którzy od trzech dekad sankcjonują komunistyczne łgarstwo i po raz kolejny chcą łączyć Polaków z apatrydami. Bez odzyskania takiej świadomości i wyznaczenia granic naszego dziedzictwa, nie uratujemy wspólnoty narodu. Nie można jej odbudować łącząc zdrajców z bohaterami na fundamencie nierozliczonej przeszłości, zamazanej teraźniejszości i jutra, które wiedzie donikąd” –Aleksander Ścios w dniu 14 listopada 2016 roku [1]
-----------------------------------
Niemal dokładnie 11 miesięcy temu, w dniu 9 grudnia 2016 roku opublikowałem na swoim blogu tekst pt.: „Polacy! Nie dajmy się sprowokować, nie przelewajmy polskiej krwi” [2], w którym po raz pierwszy w moim pisaniu opatrzyłem go w/w wypowiedzią księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Ów tekst był niejako odpowiedzią na działania „totalnej” i antypolskiej opozycji spod znaku PO, .N, KOD, części PSL, ORz i wszystkich środowisk polityczno-społeczno-medialnych, które chciały doprowadzić do bratobójczych zamieszek i – co się dopiero później okazało – miało zakończyć się krwawym puczem antypolaków i ponownym przejęciem władzy przez – odnosząc się do motta – „partię antypolską”. 

W 99 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach dzisiejszy tekst uzupełniłem wypowiedzią obecnej premier naszej Polski, Pani Beaty Szydło, prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego oraz refleksją Pana Aleksandra Ściosa, która z powodzeniem mogłaby być podsumowaniem niniejszego tekstu. 

Pisząc przed rokiem tamten tekst tylko intuicyjnie przeczuwałem, że „partia antypolska” planuje coś zrobić, coś złego dla Polski i Polaków przygotowuje. Czułem swoisty niepokój i okazało się, że miałem rację. Na szczęście planowany krwawy, grudniowy pucz się nie udał, co nie znaczy, że antypolscy zdrajcy nie knują przeciw nam dalej i nie przygotowują koncepcyjnie kolejnych scenariuszy, w czym na pewno pomagają im (inspirują?) zagraniczni nienawistnicy Polski, w tym szczególnie: demoliberalno-lewackie elity brukselsko-niemieckie; być może różne konkretne i bardzo istotne środowiska na bliskim i dalekim dla Polski wschodzie; syjo-szemrani uzurpatorzy władzy nad światem dążący do likwidacji państw narodowych a także zwykli i cyniczni szubrawcy pragnący wykorzystać nasz kraj dla własnej władzy i pieniędzy.

(jeżeli mogę w taki sposób, to dobrze byłoby, aby czytelnik dalszej części niniejszej notki wpierw zapoznał się z treścią wskazanego, mojego tekstu z grudnia 2016 roku, choć oczywiście można tą zachętę pominąć – niemniej gros poniższych refleksji traktować należy jako kontynuacje grudniowych oraz pewną odpowiedź na dyskusję jaka wywiązała się pod ostatnim moim tekstem o prezydencie Andrzeju Dudzie)

Ostatni mój tekst [3] będący poniekąd krytyką poczynań prezydenta Andrzej Dudy wzbudził na forach dużą dyskusję, w której większość czytelników i komentatorów podzieliła moje krytyczne wobec prezydenta refleksje. Jednakże też znalazło się wiele zdań krytycznych zarzucających mi albo naiwność połączoną ze skutecznym uleganiem antypolskim prowokatorom liczącym na rozbicie obecnej władzy i jej elektoratu, albo „krecią i agenturalną robotę” nastawioną na podobny efekt, albo nawet oskarżających mnie o niegodne insynuacje i kłamstwa czy też o brak wystarczającej wiedzy o zakulisowych meandrach władzy, które mogły niejako zmusić prezydenta do takich a nie innych działań i wypowiedzi. Padło też stwierdzenie, że być może prezydent działa tak – pomny działań „seryjnego samobójcy” i „nieszczęśliwego wypadku” – ze względu na bezpieczeństwo swoich najbliższych: córki i żony. I tu od razu odpowiadam: jeżeli tak, to najlepszą ich ochroną byłoby nie podejmowanie się przez A. Dudy funkcji publicznych z funkcją prezydenta Polski na czele.
Przeczytałem wszystkie komentarze. 

W miarę możliwości starałem się na nie odpowiadać, mniej lub bardziej przekonywująco. Wobec niektórych odniosłem się ze zrozumieniem, z innymi dalej się nie zgadzam i pozostaję przy własnej negatywnej ocenie co najmniej ostatniego pół roku urzędowania prezydenta A. Dudy. 

Jednakże po głębszym zastanowieniu i w celu bardziej szczegółowego przedstawienia całego tła problemu, które stało się implikacją mojego obecnego stanowiska postanowiłem napisać coś więcej. Mam jednocześnie nadzieję, że w tym tekście moi adwersarze znajdą odpowiedzi na swoje wobec mnie zarzuty a aprobujący moje opinie jeszcze bardziej poznają ich przyczyny i utwierdzą się w owej aprobacie. 

Nie jest przypadkiem, że mottem tego tekstu uczyniłem słowa księcia A. J. Czartoryskiego i jednocześnie odniosłem się do mojego tekstu sprzed roku. 

Pan prezydent A. Duda w jednym z ostatnich wywiadów stwierdzić raczył m.in.: „W KRS powinni być ludzie wskazani przez różne ugrupowania – po to, żeby była tam multipartyjność i nie było wrażenia, że jeżeli dokonuje się wyboru sędziów do KRS w Sejmie, to jest to wybór jednopartyjny”.
 
I chyba tak naprawdę w tym stwierdzeniu należy doszukiwać się sedna moich (ale chyba nie tylko) rozbieżności z Panem prezydentem, bo rozumiem, że pragnie on, aby szukać szeroko pojętego porozumienia tradycyjnie i oficjalnie pojmowanego międzypartyjnego dla Polski oraz szanować również polityków innych zarejestrowanych w Polsce opcji i formacji społeczno-politycznych. 

Mając jednak w pamięci słowa księcia A. J. Czartoryskiego, całkowicie nie zgadzam się z punktem widzenia pana prezydenta. 

Wybór sędziów do KRS powinien być właśnie jednopartyjny w taki m rozumieniu, że wyboru winna dokonywać „partia polska”, partia ludzi „godnych, którzy pragną ojczyzny wolnej i niepodległej”. Druga zaś w Polsce istniejąca partia – „partia antypolska”, partia ludzi z polskim obywatelstwem, ale „ludzi bez sumienia, którzy wolą upadlające obce panowanie”… w optymalnie korzystnej wersji nie powinna na terenie Polski mieć prawa istnieć ani wypowiadać się na temat Polski i Polaków i w ogóle uczestniczyć w jakikolwiek sposób w polskim życiu politycznym i poprzez to reprezentować antypolskie interesy. I nie dotyczy to tylko wyboru sędziów, ale całości spraw społeczno-politycznych. Jeżeli jeszcze dodatkowo taka „partia antypolska” zgodnie z regułami normalnej (nie liberalnej czy socjalistycznej lub innej) demokracji zostaje wyborczo odrzucona przez Polaków to tym bardziej nie ma żadnych przesłanek, aby w jakikolwiek sposób szukać z nią porozumienia. 

Nie jestem demokratą, ale jestem realistą i wiem, że w ustroju demokratycznym formalnie jednak „partia antypolska” może oficjalnie istnieć i zdobywać w różny sposób głosy wyborcze nieświadomych lub zmanipulowanych rodaków. Jest to wynikiem permanentnych wieloletnich działań z zakresu inżynierii społecznej, których efektem jest powstanie w Polsce grupy moich rodaków przeświadczonych, że „partia antypolska” tak naprawdę to „partia polska”. Tak nie jest i nigdy nie było, co na szczęście zauważa też coraz liczniejsza część zmanipulowanych dotychczas piewców dzisiejszej „totalnej opozycji”. To jeszcze bardziej powinno implikować pana prezydenta i przedstawicieli „partii polskiej” do zachowań alienujących „partię antypolską” a nie dających jej więcej niż niezbędne i wynikające z reguł demokracji minimum. 

Oczywiście w ramach „partii polskiej” możemy się spierać i kłócić, mając jednak w sercu polskość i dobro Polski i Polaków a nie uważając „że polskość to nienormalność” a naszą stolicą (naszym domem) nie jest Warszawa (Polska) a Bruksela, Berlin, Moskwa, Waszyngton, Jerozolima czy jakiś inny ośrodek decyzyjno-władczy. 

„Partia polska” może mieć różne frakcje ideowo-polityczne: wolnościowe, narodowe, konserwatywne czy ogólnie prawicowe, liberalne, lewicowe, republikańskie bądź jakiekolwiek inne, bo obecnie w świecie tak naprawdę zatarły się tradycyjne podziały na określone grupy jednoznacznie i historycznie posiadające przynależne jej cechy i światopogląd. Może też mieć różne wizje drogi i kierunku rozwoju Polski.

W takim ujęciu możemy więc mówić o ewentualnej „multipartyjności” – czyli działaniu w różnych partiach (frakcjach), ale tylko w ramach „partii polskiej”, dla których największym dobrem jest polski naród i nasza Ojczyzna i których wszelkie działania są podporządkowane i determinowane polskością. 

Obecnie w świecie tzw. postmarksistowskie demoliberalne lewactwo jest a’priori antynarodowe i to wszędzie na świecie, w każdym kraju czy innych formacjach organizacyjno-formalno-prawnych. To jest grupa ludzi beznarodowa, dla której takie pojęcia jak: naród, ojczyzna, patriotyzm, tradycja, wiara, język narodowy, państwo narodowe, narodowa historia, honor i inne podobne są już li tylko przeszłością i z nimi się nie identyfikują a wprost przeciwnie – je zwalczają i to nieraz w sposób bezwzględny. Kiedyś był to komunizm wojenny, dziś postkomunizm kulturowy. 

Ludzie reprezentujący taką postawę i takie poglądy nie mogą być polskimi patriotami, dla nich polskość nigdy nie będzie najważniejsza. Być może nieraz werbalnie starają się pozyskać i otumanić część polskiego społeczeństwa głosząc hasła niby propolskie, ale to tylko manipulacja i wielkie oszustwo. To nie są tak naprawdę Polacy, choć mają polskie obywatelstwo. Oni nie myślą po polsku i nie działają dla Polski, ale dla „czegoś innego” lub jedynie dla własnej władzy i pieniędzy. Z nimi się nie dyskutuje o Polsce ani nie szuka się porozumienia, bo stanowią „partię antypolską” i trudno znaleźć coś wspólnego między Polakami i ludźmi czującymi się Polakami (nawet o innym etnicznie pochodzeniu) a antypolskimi ich wrogami. 

Wielokrotnie pisałem, że w sumie takich ludzi nie można nazywać nawet polskimi zdrajcami, bo czyż oni cokolwiek zdradzili? Zdradzić można coś, co do tej pory się wyznawało, zdradzić można Polskę – w ujęciu ideowym a nie prawnym – jeżeli do tej pory uważało się za Polaka i porzuciło się polskość na rzecz innych wartości czy państw lub zbioru państw lub jakichś dziwnych organizacji ponadnarodowych albo cynicznie i egoistycznie dla własnych osobistych celów. 

Działanie na szkodę Polski tak pojmowanej „partii antypolskiej” wyklucza ją z naszej Ojczyzny. Taka partia musi być uważana za niegodną nawet splunięcia i tyle, nie mówiąc już o jakimkolwiek dopuszczeniu jej do wpływania na losy Polski i Polaków. 

Oceniając historycznie, bo w takiej przeszłej perspektywie można ocenić i zidentyfikować frakcje „partii antypolskiej”, szczególnie po roku 1989, roku koszmarnego zagarnięcia niby już wolnej Polski przez właśnie ową partię. 

Przed II WŚ frakcjami „partii antypolskiej” były na pewno wszystkie odłamy partii komunistycznej, gdzie np. podczas plenów KC Komunistycznej Partii Polski czy Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy rozmowy plenarne prowadzono m.in. w chazarsko-żydowskim języku jidysz i które tak naprawdę chciały pozbawić Polskę niedawno co odzyskanej niepodległości. W czasach komuny oficjalnie na pewno były to: PPR, PZPR, ZSL a nieoficjalnie to np. zręby przyszłej „partii antypolskiej” powstałej z części KOR-u. Po 1989 roku, po „Magdalence” i „Okrągłym stole” frakcjami „partii antypolskiej” były i są: ROAD, KLD, UW, PD-demokraci.pl, Unia Europejskich Demokratów (spadkobierca UD/UW/demokraci.pl), SdRP, SLD, Ruch J. Palikota, .N (też w dużym stopniu pomiot UD/UW/demokraci.pl), część PSL i oczywiście PO. Z grup nie będących partiami politycznymi dziś najbardziej znani przedstawiciele „partii antypolskiej” to: Komitet Obrony Demokracji i lewacka, przestępcza bojówka Obywatele Rzeczpospolitej bezzębnego idioty mieniącego się jej liderem. Są też i inni przedstawiciele „partii antypolskiej” wśród różnych innych organizacji polityczno-społeczno-zawodowych, czego dobitnym przykładem jest obecna „kasta sędziowska” i jej KRS czy też w dużej mierze „kasta naukowców” lub „kasta artystów”. Może kogoś lub jakąś frakcję pominąłem, za co oczywiście przepraszam

Jasnym też winno być, że wskazując na różne grupy dawniej i obecnie wchodzące w skład „partii antypolskiej” myślę przede wszystkim o ich liderach oraz w dużej mierze świadomych ich członkach i sympatykach, bo przecież nieraz mogą wśród nich być ludzie przyzwoici, którzy zdają sobie sprawę z charakteru ich grupy i starają się jednak propolsko zmieniać jej polityczne lub inne oblicze i są też ludzie oszukani i zmanipulowani. 

Z tak pojmowaną „partią antypolską” nie można dyskutować i szukać porozumienia. Dzisiaj nazywa siebie „totalną opozycją” , której antypolski program polega na obaleniu władzy legalnie wybranych frakcji „partii polskiej” poprzez ulicę (zamieszki i rozlew polskiej krwi) i zagranicę (działanie o charakterze umownie mówiąc „zdrady targowickiej”). Przykłady takiej antypolskiej działalności można mnożyć i chyba wszyscy wiedzą jakie to były i są działania: skarżenie się na Polskę za granicą, szukanie pomocy za granicą, inspirowanie wrogich Polsce ośrodków zewnętrznych do międzynarodowej krytyki Polski, prowokacje uliczne, mowa nienawiści oraz próba dzielenia i atomizacji Polaków, próby puczu i przewrotu, oddawanie Polski obcym, knucie i oczernianie Polski wszędzie, gdzie się da i wiele, wiele innych. 

Powtórzę. Z „partią antypolską” ludzi z polskim obywatelstwem, ale „ludzi bez sumienia, którzy wolą upadlające obce panowanie” nie ma co w ogóle podejmować dyskusji a tym bardziej dopuszczać ich do władzy ustawodawczej, wykonawczej lub sądowniczej. Tym bardziej, że w procesie demokratycznym formalna „partia antypolska” została odrzucona przez Polaków!

Odnosząc się jeszcze raz do mojego tekstu o prezydencie A. Dudzie [3]. 

Pisałem go w wielkim smutku, bo nigdy nie myślałem, że tak mógłbym kiedykolwiek oceniać Pana Andrzeja Dudę. 

Bardzo trudno mi było pokonać „dysonans poznawczy”, czyli „dysonans powyborczy”, o którym wielokrotnie pisałem w odniesieniu do wyborców PO [4], ale właśnie znając jego mechanizm łatwiej mi było go pokonać. 

Czekałem przeszło cztery miesiące licząc, że jednak cała ta „gra polityczna” jest wewnętrzną grą nowej władzy, czyli jakąś „rozgrywką” uzgodnionej pomiędzy prezydentem a J. Kaczyńskim i rządem B. Szydło. Miałem ogromną nadzieję, że tak jest. 

Z biegiem czasu i przy jednoczesnym narastaniu konfliktu na linii prezydent, w tym BBN - J. Kaczyński/rząd, w tym MS i MON owa nadzieja powoli „umierała”. Pragnę też zaznaczyć, że pisałem ów tekst przed faktem powzięcia wiedzy na temat zaproszenia D. Tuska na obchody odzyskania przez Polskę niepodległości oraz przyjęciu przez tego pana takiego zaproszenia.

Niektórzy komentatorzy wskazywali jednak, że mimo wszystko odbywa się jakaś gra zakulisowa albo też „partia antypolska” (będę konsekwentnie używał w większości tego określenia a nie „opozycja totalna”) szykuje jakiś kolejny atak na Polskę i prezydent w porozumieniu z rządem i J. Kaczyńskim podejmuje działania „wyprzedzające i neutralizujące”. Dobrze było, oj dobrze by było, żeby tak było, choć uważam to za wariant prawdopodobny to odnoszę się do niego z rezerwą. 

Jednakże oceniając tylko to co funkcjonuje oficjalnie nie zmieniam swojego krytycznego zdania na temat ostatnich działań prezydenta, w szczególności w obszarze sądownictwa i nominacji generalskich oraz oczywiście w sprawie braku publikacji Aneksu do Raportu z Likwidacji WSI. 

W tej ostatniej kwestii spotkałem się też z ciekawym poglądem S. Michalkiewicza, który stwierdził, że też by go nie opublikował, bo teraz obecna władza ma cały czas odpowiednie „haki”, z których może korzystać dla „dobra sprawy” a w momencie publikacji aneksu byłyby w tym zakresie nieprzydatne. 

Stwierdzam jednoznacznie, że akurat z tą opinią S. Michalkiewicza się nie zgadzam, choć wiele jego ocen podzielam w pełni. 

Czy Polska nadal ma być III RP, w której decydują służby specjalne i zdobyte przez nie przez lata „haki”, z których można cały czas korzystać i neutralizować osoby publiczne? Czy nie lepiej budować Polskę wolną od tego brudu, opartą na prawdzie i jawności życia publicznego? Czy nadal WSI i dysponenci „teczek” mają decydować o naszej rzeczywistości? 

Moim zdaniem Polskę stać na prawdę o III RP i na tym fundamencie można dopiero budować nową Ojczyznę. Prawda jest najważniejsza i choć być może być bolesna należy ją ujawnić w całości (nie tylko ujawniając aneks, ale przeprowadzając pełną lustrację wszędzie, gdzie tylko można, też wśród prawników, naukowców, księży, itd.), bo w przeciwnym razie dalej powstawać będą niestworzone teorie, które np. insynuują prezydentowi jakieś obyczajowe „wpadki”. Nadal będzie „gra teczkami” i nadal będziemy żyli w III RP, czyli PRL-bis!

W sprawie ostatniego konfliktu prezydenta z rządem i prezesem PiS ciekawą interpretację przedstawił bloger 35stan. Ogólnie uważa on, że Pan Andrzej Duda został J. Kaczyńskiemu narzucony i to przez stronę amerykańsko-izraelską jako swoisty „bezpiecznik”, gdyby prezes J. Kaczyński okazał się jak jego ś.p. brat „niesterowalny”. Wskazuje, że po zakończeniu resetu B. Obamy pomiędzy USA i Rosją (2013 rok) oraz w celu powstrzymania dominacji i ekspansji Niemiec (UE) postanowiono w Polsce zmienić ekipę rządzącą na antyrosyjską i delikatnie zachowawczą wobec UE. Stąd wybuchła afera podsłuchowa wykreowana – według blogera – przez CIA, która zmiotła z rządzącej sceny politycznej PO i pozwoliła wygrać wybory PiS-owi oraz Zjednoczonej Prawicy. Jako też dodatkowy element podaje to, że pan Andrzej Duda uczestniczył w krakowskich (sic!) obradach izraelskiego Knesetu w Polsce w roku 2014 i być może został przez „wybrańców” namaszczony na nowego prezydenta Polski oraz właśnie narzucony J. Kaczyńskiemu. Bloger ponadto zwraca uwagę na fakt, że wszystko to było przed wyborem D. Trumpa na prezydenta i powszechnej pewności, że wybory wygra H. Clinton, więc nic w amerykańskiej polityce by się nie zmieniło a mimo tego podjęto działania zmierzające do zmiany władzy w Polsce. 35stan w tym kontekście wskazuje na wypowiedź J. Kaczyńskiego, który po wyborze D. Trumpa stwierdził, że być może w końcu skończą się na niego ogromne naciski ze strony amerykańskiej w sprawach, co do których nie powinna ona mieć żadnych żądań wobec Polski i 35stan sugeruje, że jednym z takich nacisków mogło być narzucenie kandydata na prezydenta, A. Dudę. Z tego wszystkiego bloger wyciągnął wniosek, że w sprawie sądów został uruchomiony ów „prezydencki bezpiecznik”, bo te reformy zagrażały interesom m.in. „wybrańców” oraz innych „namaścicieli” prezydenta. 

W tej kwestii dodam od siebie, że w takim rozumowaniu logicznym staje się spotkanie w cztery oczy prezydenta A. Dudy z chazarsko-żydowskim A. Smolarem, szefem chazarsko- żydowskiej, sorosowej (G. Sorosa) Fundacji im. S. Batorego założonej w 1988 roku za zgodą zdrajcy W. Jaruzelskiego i po jego waszyngtońskich rozmowach w 1985 roku ze zmarłym w tym, 2017 roku Dawidem Rockefellerem – właścicielem za życia chyba siedmiu przeszczepionych serc i podobno szefem tzw. Rządu Światowego (wierchuszki tzw. NWO). 

Sądzę, że warto głębiej zastanowić się nad taką teorią i pozdrawiam blogera 35stan. 

I jeszcze dwa smutne aczkolwiek wiele dające do myślenia fakty z działalności prezydenta A. Dudy, które muszą niepokoić a o których do tej pory się nie wypowiadałem: dziwne i antypolskie oraz skrajnie prożydowskie i ahistoryczne przemówienie prezydenta w Kielcach w dniu bodajże 4 lipca 2016 roku z okazji tzw. Pogromu Kieleckiego [wpolityce.pl] oraz zdecydowaną niechęć prezydenta do zaproszenia do grona prezydenckiego komitetu organizacyjnego przyszłorocznych obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości jakiegokolwiek przedstawiciela ruchów narodowych, choćby organizatorów wspaniałego cyklicznego i pozytywnie skrajnie patriotycznego Marszu Niepodległości. „Nie ma przypadków – są tylko znaki”… chciałoby się w tym miejscu powiedzieć…

I dodam jeszcze kontynuowanie w Pałacu Prezydenckim obchodów żydowskiego Święta Chanuki podczas, gdy próżno szukać obchodów katolickiej Wigilii Bożego Narodzenia w jakimkolwiek rządowym budynku Izraela, państwa stworzonego przecież przede wszystkim przez Żydów polskiego pochodzenia. 

Czyżby te fakty miały być potwierdzeniem teorii namaszczenia A. Dudy przez „wybrańców” blisko spokrewnionych z jego teściem?

To tyle i wiem, że jak zwykle nieprzyzwoicie zbyt obszerny tekst, ale już na to nic nie poradzę .

Pozdrawiam

Krzysztof Jaworucki (bloger: krzysztofjaw) 


P.S.1.
Tekst pierwotnie zamierzałem opublikować 11 listopada, ale w takim dniu można tylko się cieszyć z Polski i być z niej dumnym, dumnym też, że jest się Polakiem. „To rzeczywiście jest coś wielkiego – być Polakiem” – powiedziała 11 listopada 2017 roku Pani premier Beata Szydło i ja jestem od zawsze z tego dumny, jak zapewne gros moich rodaków. 

P.S.2.
Przedstawiciel „partii antypolskiej”, „łotr nad łotry”, były prezydent Polski Pan Bronisław Komorowski raczył powiedzieć w tym samym listopadowym dniu 2017 roku: „… musimy pokazać wymiar aktualny (…) że niepodległość (chyba Polski – dop: kj) równa się europejskość”. Pełna zgoda, tyle tylko, że europejskość nie równa się w dzisiejszym wymiarze lewacko-demoliberalnej UE niepodległości narodów Europy a ją niwelujący, niwelujący też niepodległość Polski!.. panie antypolski i WSI-owy „łotrze nad łotry”! 

A tak zupełnie szczerze: jedynym godnym Pana i nie tylko Pana, ale i też „łotra” oraz byłego premiera Pana D. Tuska i wielu innych, polskim miejscem przebywania jest polska cela więzienna a nie tyrady na antypolskich wiecach albo – jak w przypadku D. Tuska – składanie wieńców na Grobie Nieznanego Żołnierza podczas uroczystości Dnia Odzyskania Niepodległości! I najlepiej – subiektywnie wedle mnie - by się stało, gdyby jakimś cudem i hipotetycznie znalazłby się Pan oraz D. Tusk w jednej celi ze „Staruchem” . Nie miałbym nic przeciwko temu aby też dalej żyjący przedstawiciele „partii antypolskiej”, w tym: L. Balcerowicz, J. Lewandowski, J.K. Bielecki, J. Buzek, W. Frasyniuk, Z. Bujak, B. Borusewicz, J. Buzek, A. Olechowski, R. Petru, M. Kijowski, G. Schetyna, E. Kopacz, M. Środa, J. Hartmann, S. Niesiołowski, J. Palikot, J. Urban, A. Kwaśniewski, L. Wałęsa, S. Niesiołowski, bracia Smolarowie, A. Michnik, P. Pacewicz, A. Hall, M. Dukaczewski, Hanna Gronkiewicz-Waltz, K. Bondaryk, W. Pawlak, A. Holland i wielu, wielu innych również swoimi osobami zasilili taką polską celę więzienną… Niewymienionych przedstawicieli „partii antypolskiej” oczywiście znów serdecznie przepraszam , ale oni sami wiedzą, że reprezentują taką partię oraz wiedzą też gdzie jest ich miejsce i mi to wystarczy

P.S.3.
Odnośnie obchodzenia przez prezydenta Święta Chanuki z pewnością zaraz będzie próba skontrowania mojego argumentu, tym, że to ś.p. prezydent Lech Kaczyński zainicjował obchody tego święta. I co z tego, skoro to a nawet reaktywowanie przez niego masońsko-chazarsko-żydowskiej i zdelegalizowanej w Polsce w roku 1938 roku loży B’ni B’ nie uchroniło go przed nagłą śmiercią z rąk…?

P.S.4.
W kontekście powyższego zarzut, iż książę A. J. Czartoryski był masonem to też pragnę powiedzieć, że ówczesna masoneria była zupełnie czymś innym niż obecna o czym świetnie opowiada i pisze chyba największy w Polsce znawca masonerii dr S. Krajski.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 6 listopada 2017

Apel! Panie J. Kaczyński! Tylko B. Szydło!

Tak wiem… Miałem pisać zupełnie o czym innym i swoje zobowiązanie złożone w ostatnim poście spełnię w kolejnych tekstach. 

Ale teraz muszę na coś wskazać, co mnie nurtuje już od dawna.

Życie płynie, czas płynie i nie można tego odwrócić. Jeszcze „niedawno” kończyłem studia i sam nie wiem kiedy stuknęła mi prawie 50-tka. W okresie „radości życia” – czyli do 40 lat – wydawało mi się, iż jeszcze wszystko przede mną. Teraz tylko chciałbym po sobie coś zostawić. Stąd wziąłem się za pisanie książek i m.in. zdałem sobie sprawę, że każdy powinien zostawić za sobą jakiś ślad, który młode pokolenia kiedyś zauważą. Jestem patriotą i we wnętrzu czuję polskość, więc chcę zostawić tą polskość dla przyszłych pokoleń Polaków. Może choć w części mi się uda… w części, bo „czas uczy pokory” i już dawno wyleczyłem się z jej braku.

Ale każdy ma swój czas. Jesteśmy aktywni tylko przez nikłe dziesiątki lat, co w skali historycznej jest okresem bardzo krótkim. I przez ten czas możemy dać tyle, ile potrafimy. Dla Polski, jeżeli choć trochę czujemy ją w sercu i chcemy jej dobra teraz i w przyszłości.

Tak naprawdę każdy ma jakieś powołanie od Boga, ma jakieś dane mu przez Niego talenty, które należy już samodzielnie rozwijać… bo jednym z największych „grzechów” jest „marnotrawienie danych przez Niego talentów” lub wykorzystywanie ich dla szeroko pojętego zła.

Talenty mają też politycy, choć jest to zawód, który powinien być zwieńczeniem własnej wcześniejszej pracy i dokonań życiowo-zawodowych a nie jej jedynym celem i programem „pierwsza i ostatnia praca”.

Dlatego też jestem zwolennikiem tego, aby posłem/ministrem/radnym można byłoby zostać dopiero w wieku 35 lat a senatorem czy prezydentem/burmistrzem/wójtem miasta/powiatu/gminy lub kraju dopiero w wieku 45 lat. Bo taka cezura wiekowa pozwalałaby ocenić naprawdę jakim człowiekiem jest pretendent do polityki i jakie ma talenty i osiągnięcia oraz faktyczne poglądy społeczno-polityczne i czy jest predestynowany do miana „męża stanu” i np. może mieć skłonność do „chapania kasy” i tylko osobistego wykorzystywania własnej pozycji i statusu publicznego. Można się z tego poziomu też zastanowić nad cezurą majątkową, choć może to być kontrowersyjne. Ale to tylko na marginesie. Może kiedyś powiem dlaczego uważam, że wiek powinien być jedną z najważniejszych kategorii warunkujących wejście do polityki…

Ale wracając do głównego tematu.

Szanowny Pan Prezes PiS-u, dr nauk prawnych Jarosław Kaczyński ma już swoje lata. Podziwiam go za to, co w swoim życiu publicznym zrobił i osiągnął. Jest i pewnie długo pozostanie najważniejszym i najlepszym dla Polski politykiem. Swoich poglądów nie zmienił przez dziesięciolecia. Potrafił być przez bardzo długi czas w opozycji i nigdy nie splamił się tałatajstwem i targowicką zdradą jaką dziś prezentuje tzw. „totalna opozycja”. Potrafił być premierem i rządzić dobrze, choć nie obca była mu – moim zdaniem - nieraz pycha, czego konsekwencją był upadek własnego rządu i przegrane wybory w 2007 roku… co było najtragiczniejszym dla Polski wydarzeniem ostatnich 30 lat (no może oprócz rządów i współrządów UD/UW).

Wierzę, że te 10 lat od upadku Jego rządów czegoś go nauczyły a przede wszystkim pokory i nie powieli swoich działań z tamtego okresu. 

Dziś bowiem jest na idealnej pozycji: swoistego naczelnika państwa. Ta rola – biorąc Jego doświadczenie, poglądy i dokonania – jest dla Niego wymarzona i chyba taką rolę już powinien spełniać do końca. Tego mu życzę a tym samym życzę PiS-owi i ZP wielu lat i kadencji rządzenia naszym krajem, choć oczywiście nie wszystko mi się podoba i piszę oraz będę o tym pisać. Nie na zasadzie „krytyki totalnej”, ale jako wskazanie do poprawy, jeżeli mój głos w ogóle coś znaczy.

Z wielkim więc zaniepokojeniem przyjmuję pogłoski polityczno-medialne o dymisji wiceprezesa PiS-u Pani premier Beaty Szydło z funkcji szefa rządu RP i podobno chęci J. Kaczyńskiego jej zastąpienia.

BYŁBY TO OGROMNY BŁĄD i sądzę, że w takim przypadku Prawo i Sprawiedliwość i Zjednoczona Prawica mogłyby pożegnać się z rządzeniem za dwa lata, o ile nie wcześniej. Dla Polski byłby to chyba ostateczny cios a przegrana PiS i ZP w kolejnych wyborach samorządowych, a szczególnie parlamentarnych ostatecznie pogrzebałyby polską państwowość, bo propozycje PO i jej „totalnej opozycji” zmierzają w prostej linii do „landyzacji” naszej Ojczyzny i ostatecznemu pozbawieniu jej suwerenności, wolności i niepodległości, czego wyrazem jest np. zapowiedź likwidacji urzędu wojewodów. Taka zapowiedź już powinna wzbudzić reakcję naszych służb kontrwywiadowczych, o ile one naprawdę są i działają jak polskie służby specjalne – dla dobra Polski… a mam tutaj wiele wątpliwości.

Apeluję więc do Szanownego Pana Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i mam nadzieję, że nie zaszkodzę tym apelem pani premier B. Szydło!

Zrobił Pan dla naszej Ojczyzny najwięcej po 1989 roku i żal byłoby, aby taki życiorys na kartach polskiej historii został zakwestionowany poprzez jakieś zupełnie bezmyślne posunięcia Pana już w wieku, kiedy winien Pan być „naczelnikiem i doradcą” a nie pełnić funkcji rządowych. Swoje doświadczenie mógłby też Pan wykorzystać w roli prezydenta Polski, ale z powodów oczywistych jest to już raczej niemożliwe.

Jeżeli jacyś pseudodoradcy proponują Panu przejęcie obowiązków premiera niech Pan sobie przypomni rok 2007 i kto tak naprawdę spowodował rozwiązanie Sejmu i upadek Pana rządów i czy aby to hipotetycznie nie były osoby i ich „działania operacyjne” z kręgu dawnej WSI i innych postkomunistycznych służb specjalnych oraz „uśpionych” dywersantów w szeregach Pana partii? I czy czasem ci doradcy dziś też Pana namawiają do braku decyzji o ujawnieniu aneksu z likwidacji WSI?

Szanowny Panie Prezesie!

Jest Pan bardzo dobrym politykiem, ale chyba sam Pan przyzna, że nieraz popełniał Pan błędy przede wszystkim w jednym: doborze ludzi. Nie pora teraz wymieniać nazwisk, choć cisną się na usta nazwiska Kaczmarka, Sikorskiego, Marcinkiewicza, „miśka” Kamińskiego, Migalskiego, Poncyliusza, Jakubiakowej, Kluzik-Rostkowskiej, Dorna, Ujazdowskiego, Zalewskiego, i wielu innych. Warto też cały czas mieć w pamięci, kto doradzał w roku 2010 Pana bratu ś.p. prezydentowi RP prof. Lechowi Kaczyńskiemu rezygnację z podróży do Katynia pociągiem na rzecz samolotu i kto ostatecznie i dlaczego – mimo zapowiedzi – nie wsiadł wówczas do feralnej „tutki”.

Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi wybrał i „postawił” Pan na Panią premier B. Szydło i śmiem twierdzić, że była to jedna z tych dobrych decyzji personalnych, którą Pan podjął a która okazała się chyba najlepszą w Pana karierze politycznej. 

Było jeszcze więcej wybranych przez Pana dobrych i prawych ludzi jak np. minister obrony narodowej Pan Antoni Macierewicz, minister koordynator służb specjalnych Pan Mariusz Kamiński czy polityczne ukształtowanie Pana Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości. Mam nadzieję, że takim dobrym wyborem okaże się też wicepremier i minister rozwoju oraz finansów Pan Mateusz Morawiecki, bo już Szanowny Pan prezydent RP, dr nauk prawnych Andrzej Duda czy też minister spraw zagranicznych i doktor nauk humanistycznych Pan Witold Waszczykowski lub wicepremier oraz minister kultury i dziedzictwa narodowego Pan profesor nauk humanistycznych Piotr Gliński to osoby, które „wydają owoce” swojej pracy charakteryzujące się zaskakująco szybkim tempem „gnicia”. O ile – z racji wieku i braku politycznego doświadczenia – Pan prezydent A. Duda może jeszcze ponownie wejść na „dobrą drogę dobrej zmiany”, to już w przypadku pozostałych dwóch panów wydaje się to niemożliwe. Po prostu są osoby, które charakterologicznie nie nadają się na liderów, choć mogą być bardzo wartościowymi ludźmi posiadającymi ogromną wiedzę czy też inne unikalne przymioty. Chyba też takim człowiekiem jest Pan minister zdrowia i doktor nauk medycznych Konstanty Radziwiłł. To tyle takich drobnych i rekonstrukcyjnych moich subiektywnych podpowiedzi.

A’propos jednak Pani premier Beaty Szydło.

Uważam, że w ogromnej mierze – o ile nie decydującej – dzięki niej PiS i cała ZP wygrała wybory parlamentarne w 2015 roku i to ona była czynnikiem sprawczym wyboru Pana A. Dudy na stanowisko prezydenta. I to właśnie w dużej mierze dzięki Pani premier B. Szydło dziś – po dwóch latach – PiS ma niespotykane w historii wysokie notowania sondażowe.

Nie może Pan tego zmarnować i wierzę, że te pogłoski o Jej dymisji są tylko „chciejstwem” i wydumaną „fantasmagorią” tzw. „totalnej opozycji”. Ona naprawdę chciałaby, aby Pan został premierem, bo przez dziesiątki lat pracowała nad Pana negatywnym PR-em i obecnie łatwo mogłaby powrócić do starej pieśni „o złym Kaczyńskim”.

Nie może Pan – apeluję jeszcze raz – dać zdrajcom takiej broni… Apeluję i proszę. Bo przecież Pan niczego już nie musi udowadniać a pani premier jako wiceprezes PiS-u i okresowo jego skarbnik okazała się być bardzo lojalnym wobec Pana i partii politykiem a jej cechy osobiste predestynują ją idealnie do roli premiera Polski w obecnych, trudnych czasach dla naszej Ojczyzny, jak i całej Europy.

Przez te dwa lata Pani premier okazała się konsekwentnym politykiem, który poważnie traktuje swoich wyborców, ale i wszystkich Polaków i także samo poważnie traktuje swoje słowa i złożone obietnice w kampanii wyborczej. Jest polską patriotką i osobą jednoczącą ludzi a nie ich skłócającą. Prowadzi swój rząd w poczuciu odpowiedzialności za Polskę i polski naród oraz pracuje ciężko nie zaważając na ujadanie niemal całej unijnej „wierchuszki” i polskich zdrajców z „totalnej opozycji”. Nie daje też wciągnąć się w jałowe spory, które mogłyby pochłaniać cenny czas, który Pani premier i jej rząd poświęca na pracę merytoryczną.

Szefowa polskiego rządu doskonale też radzi sobie na arenie międzynarodowej skutecznie broniąc Polski przed atakami i mocno przyczynia się do odzyskania przez Polskę międzynarodowej podmiotowości. Zostało to też zauważone na świecie, czego skutkiem jest 10 miejsce w rankingu najbardziej wpływowych kobiet w polityce oraz 31 miejsce wśród 100 najbardziej wpływowych kobiet świata. Jest jedyną Polką w tych rankingach opracowywanych przez magazyn „Forbes”. Wyprzedziła m.in. Hillary Clinton czy piosenkarkę Beyonce. Oczywiście to tylko subiektywny ranking magazynu i pewna zabawa, ale jednak jest on szeroko komentowany i przedstawiany w mediach jako miarodajny i opiniotwórczy, mający pokrycie w rzeczywistości.

„Ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów” i takich błędów też nie uniknęła Pani premier, ale bilans jej działań jest dla niej korzystny i z każdym tygodniem ta wspaniała Polka staje się prawdziwym „mężem stanu”. Mam wrażenie, że ostatnie dwa lata Pani premier wykorzystała zarówno dla dobra Polski i rodaków, jak i własnego politycznego rozwoju. Przykrym byłoby przerwanie jej misji.

Mało tego!

Aby dać odpór wszystkim zdrajcom i fałszywym przyjaciołom oraz ich podszeptom namawiam, aby Pan prezes jednoznacznie „namaścił” Panią premier Beatę Szydło na przyszłego szefa PiS-u. Byłoby to mistrzowskie posunięcie, o ile oczywiście Pani premier na to by się zgodziła a wierzę, że w poczuciu obowiązku za Polskę i polski naród jej decyzja byłaby zdecydowanie pozytywna.

Moim zdaniem warto to zrobić szybko, aby Pan miał czas na wdrożenie Pani premier B. Szydło w obowiązki szefa partii i aby nie dopuścić do jej rozpadu w razie walki o sukcesję po Panu, wtedy kiedy – oby jak najpóźniej – już Pana nie będzie. Wydaje mi się też, że Pana doświadczenie mogłoby być ogromnie przydatne np. gdyby objął Pan funkcję honorowego prezesa Prawa i Sprawiedliwości i z tej perspektywy "pilnował" "dobrej zmiany.

Apeluję i proszę. Tylko to mi pozostało.

Krzysztof Jaworucki (bloger: krzysztofjaw)

P.S.
Przepraszam za powtórzenie w moim ostatnim poście dużej części tekstu. Stało się tak ze względu na nowy sposób, w jaki kopiuję teksty z programu tekstowego. Nie poprawiam, aby mieć świadomość tego, iż z szacunku do czytelników takich błędów nie mogę powielać.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com