Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konstytucja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konstytucja. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 maja 2020

Jak opozycja śmiała mnie oszukać?!

Króciutko...

Szlag mnie trafił jak usłyszałem, że Marszałek Senatu oszukał Marszałek  Sejmu w sprawie procedowania ustawy dotyczącej wyborów prezydenckich. I to powiedziała Pani E. Witek!

Ludzie z obozu rządzącego! Puknijcie się wreszcie mocno w głowę i to ze dwa lub trzy razy. Czy Wy nie widzicie, że z totalną opozycją nie ma sensu w ogóle dyskutować a już ustalać jakieś wspólne stanowisko w różnych sprawach dotyczących państwa polskiego to naiwność do potęgi n-tej?

Mało Wam przykładów? A próba zamachu stanu w 2016 roku i późniejsze zabiegi rozhuśtania ulicznego Polaków? Mało Wam zdrady totalnych na arenie międzynarodowej a w szczególność na forum Parlamentu Europejskiego?

Miały być wybory prezydenckie 10 maja. Opozycja i jej Marszałek Senatu zrobili wszystko, żeby do tych wyborów nie dopuścić. I co? Jak już w końcu do nich nie dopuścili to zaczęli Was oskarżać, że nie potrafiliście tych wyborów przeprowadzić! Hipokryzja? A i owszem a mimo to zasiedliście do jakiegoś Okrągłego Stołu Wyborczego wespół zespół z tymi totalniakami. I co? Ustalenia funta kłaków warte o czym powinniście wiedzieć zanim do tych rozmów zasiadaliście.

I Wy się dziwicie? Czy naprawdę trudno zauważyć, że totalni robią i będą robić wszystko, żeby przejąć władzę, niezależnie jakim kosztem, każdym kosztem... warto popuścić wodze fantazji i wejść w ich antypolskie mózgi, żeby zobaczyć przerażający obraz ich myślenia.

Przecież powinniście wiedzieć, że opozycji totalnej chodzi o wywołanie chaosu a prawo czy nawet Konstytucja dla niej się nie liczą. Czy Wy tego przez te 5 lat nie zauważyliście? W sumie dzięki Waszej niechlujności wyborczej doprowadziliście do przejęcia Senatu przez opozycję a teraz się dziwicie, że taki T. Grodzki może swoimi obstrukcyjnymi działaniami "zatrzymać prawnie Polskę" i doprowadzić ją do chaosu konstytucyjnego.

Z tymi ludźmi nie jest możliwy żaden kompromis! Warto abyście to sobie w końcu uzmysłowili i przestali ich traktować jak prawdziwą opozycję. To puste jak bęben antypolskie i antypaństwowe osobniki, które dla władzy zrobią wszystko i ich też szlag trafia, że tej władzy nie mają. A im bardziej ten szlag ich trafia to ich chęć władzy i odwetu rośnie geometrycznie.

To tyle...

No może jeszcze... Cieszę się, że dziś dziś wspólnie wystąpili liderzy ZP i zapowiedzieli, że zrobią wszystko, aby nie dopuścić do chaosu w naszym kraju. Czyżby w obliczu obstrukcji Senatu i niemożności przeprowadzenia wyborów w terminie konstytucyjnym jedynym wyjściem będzie wprowadzenie Stanu Wyjątkowego?

P.S.

Jest jeszcze inna opcja żeby przerwać tę zabawę z wyborami... przeprowadzić je według "starej" ordynacji wyborczej i - wobec zmniejszenia obostrzeń dotyczących pandemii koronawirusa - odrzucić w sejmie całą procedowaną w senacie ustawę. Co? Że to kuriozum żeby odrzucić własną przyjętą już wcześniej w sejmie ustawę... A kto to zabroni większości sejmowej? A wtedy odbyłyby się wyłącznie wybory korespondencyjne, bo przecież koperty (jak i długopisy) nie są już "zabójcze". 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 3 kwietnia 2020

Totalni: są za a nawet przeciw

PO-KO jest niesamowita w swojej hipokryzji, i to na arenie międzynarodowej jak i polskiej.

Na arenie międzynarodowej szef EPL D. Tusk chce z tej partii wywalić partię V. Orbana za to, że wprowadził na Węgrzech stan wyjątkowy. Tak myślą i prawdopodobnie głosują europosłowie rekomendowani przez PO-KO.  Jednocześnie posłowie z PO-KO na arenie wewnętrznej i przy wsparciu D. Tuska usilnie chcą stanu nadzwyczajnego w Polsce, aby przełożyć wybory prezydenckie. Hipokryzja?... a i owszem, jakieś rozdwojenie osobowości.

Totalna opozycja nie chce prezydenckich wyborów korespondencyjnych, chociaż pięć lat temu wtedy gdy rządziła w Polsce usilnie o to zabiegała. Do takich zmian stanowiska totalnych już chyba każdy się przyzwyczaił i nie ma do niech żadnego zaufania. To partia, która dla zdobycia władzy zrobi wszystko...

Dziś Jarosław Gowin przedstawił propozycję przedłużenia kadencji prezydenta do 7 lat, przy czym prezydenci wybierani byliby tylko na jedną kadencję. Taka propozycja wymaga jednak zmian w Konstytucji RP a już PO-KO, Lewica i inni zaczęli oponować i stwierdzają, że nie poprą noweli naszej Konstytucji. Wcześniej J. Gowin mówił, żeby przedłużyć obecną kadencję Prezydenta A. Dudy o jeden rok co spotkało się nawet z przychylnymi słowami PO-KO. Ale przecież to też wymagałoby zmiany Konstytucji, bowiem kadencja prezydenta kończyłaby się w stanie nadzwyczajnym lub bezpośrednio po nim i co wtedy? Czy opozycja traktowałaby A. Dudę jako prawnie prezydenta?

Jak widać i parafrazując "naszego wieszcza" cała ta totalna opozycja sama do końca nie wie czego chce i co mówi, ale chyba jedno jest pewne... władza, władza i jeszcze raz władza...

Jest jeszcze jedno... prawdopodobnie Polska będzie się przez najbliższy rok borykała się z kryzysem gospodarczym. Ten kryzys będzie trwał minimum rok i opozycja chce go wykorzystać na odbudowę swojego poparcia wśród wyborców będących w środku tego kryzysu. Natomiast za dwa lata znów powrócimy do w miarę stabilnej gospodarki i byłaby to zasługa PiS a tym samym jej notowania by wzrosły kosztem totalnych.

I nie wiem, czy to właśnie nie jest głównym powodem nie zgadzania się na propozycję J. Gowina, którą to propozycję popiera - mimo różnych zastrzeżeń - PiS.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 3 maja 2019

Po co "Konfederacji" J. Korwin-Mikke z A. Dudą i D. Tuskiem w tle...


I przyjechał "król Europy" do Polski. Jak ostatnio zawsze, kiedy ewentualnie liczył na to, że może nagle lub długookresowo doprowadzić do ewentualnego obalenia obecnego rządu i przejęcia władzy w Polsce przez współczesnych "Targowiczan" czyli wszystkich skupionych wokół tzw. Kolacji Europejskiej a on sam stanie na czele "wybawców ten kraju" spod panowania PiS.

Każdy jego przyjazd do Polski, niezależnie czy przez niego planowany (vide: sejmowy, grudniowy pucz), czy został do niego zmuszony (vide: zeznania na komisji śledczej Sejmu) pragnie wykorzystać do tego, aby wysondować, czy możliwy jest dla niego powrót do kraju w charakterze zwycięscy wyborów prezydenckich. I tylko tyle go interesuje, nic więcej.

Zgadzam się zatem z krótkim felietonem publicysty tygodnika "Sieci" Pana Konrada Kołodziejskiego, który w portalu wpolityce.pl napisał m.in.

"Dziś w Warszawie, jedni w towarzystwie prezydenta Dudy podziwiali defiladę nad Wisłą, a inni ustawiali się w kolejce do Auditorium Maximum na Uniwersytecie, aby dowiedzieć się „co ciekawego i ważnego” powie im były premier. Ale Tusk nie przyjechał – wbrew zapowiedziom – aby powiedzieć coś ważnego. On przyjechał, aby ocenić sytuację przed bitwą. A jego słuchacze zagrzewali go do walki. Były premier podtrzymywał swoich zwolenników na duchu złośliwościami pod adresem prezydenta Dudy (...). Potem podzielił się anatomicznymi refleksjami dotyczącymi tego, w której części ciała znajdują się Węgry (bulwersujące i prymitywne - dop.: kj). Zemścił się również werbalnie na PiS, przyrównując obóz rządowy do Targowicy (hipokryzja najwyższych lotów - dop.kj), która walcząc onegdaj z konstytucją, doprowadziła do upadku państwa. Mówił o zagrożeniach klimatycznych, o internecie, który psuje dzieci oraz mrugnął przyjaźnie okiem do nauczycieli. Tradycyjnie też opowiadał o wizji państwa, które łączy a nie dzieli i jest za to podziwiane w Europie (...) Z pewnością (...) D. Tusk zadowolił swoich słuchaczy, bo – jak się zdaje – uwierzyli, że wkrótce poprowadzi ich do boju przeciwko PiS. Pytanie jednak, czy zdoła poprowadzić kogoś więcej? Myślę, że sam Tusk jeszcze nie jest tego pewien. Na razie widać, że nic się nie zmienił od czasu, gdy w 2014 roku nagle zniknął z Polski, zostawiając swój tonący rząd w rękach Ewy Kopacz. Nadal chce czarować widzów gładkimi banałami i prowokować wrogów małostkowymi uszczypliwościami, tak jak robił to przez cały czas swojego premierowania. Wtedy wystarczyło mu to na siedem lat rządów, pytanie jednak, czy dziś ta zgrana płyta znowu zagra? D. Tusk (...) chce wystąpić w roli zbawcy, który uratuje kraj przed katastrofą. Jednak aby dobrze wypaść w tej roli, będzie musiał najpierw cynicznie rozpętać totalną wojnę z PiS i jeszcze bardziej podzielić Polaków. Bo właśnie wojna zwiększa jego szansę na zwycięstwo. Oczywiście nie będzie do niej dążył wprost, od tego jest opozycja. Tusk nie przyjechał do Polski z pokojową misją, on przyjechał na zwiad. Jeśli uzna, że ma szanse, zaatakuje. Ale ryzyko, jakie wtedy podejmie, będzie bardzo duże. W tym sensie będzie to rzeczywiście bitwa o wszystko. Również dla niego" [1].

Cały ten jego niby wykład był w niektórych momentach nawet chamski, ale przede wszystkim chaotyczny i widać było, że w ostatniej chwili napisana dla niego treść musiała ulec zmianie ze względu na to, iż szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker ostatnio powiedział, że nawet jak PiS wygra wybory to Polska nie wyjdzie z UE a przecież na tym opierała się dotychczasowa kampania wyborcza totalnej opozycji, gdzie jej prominentni działacze zapowiadali tzw. Polexit, gdyby obecna władza się utrzymała. Anty-PiS i Polexit do tej pory były jedynym programem tej dziwnej koalicji w Koalicji Europejskiej. Dla niej pozostał już tylko anty-PiS a to oznacza chyba jeszcze zwiększenie negatywnych działań wobec ZP po stronie G. Schetyny i spółki. .

Osobiście wydaje mi się, że D. Tusk jest trochę zagubiony i sfrustrowany. W UE postrzegany jest jako lokaj A. Merkel i kojarzony z największymi nie rozwiązanymi unijnymi problemami  jak "brexit" i islamska imigracja a także konsolidacja innych krajów przeciwko obecnemu kształtowi UE jak. V4, Trójmorze, Włochy, Hiszpania, Grecja i inne, w tym nawet Francja. Jako szef RE poniósł totalną porażkę i dziś dla niego jedynym wyjściem jest powrót do kraju i zwycięstwo w wyborach prezydenckich... ale na jego wiecu było 1 tys. osób a na rządowo-prezydenkiej defiladzie polskich służb mundurowych 100 tys. osób a Polacy w większości nie chcą  jego powrotu. To naprawdę musi u D. Tuska rodzić zdenerwowanie, ale też należy spodziewać się bardzo nerwowych ruchów z jego strony. Tym bardziej, że dziś nawet nie podał ręki G. Schetynie, co na pewno mściwy Gregor mu zapamięta, ale też daje do myślenia czy czasem D. Tusk nie zamierza po prostu "policzyć głosy" (jak w 1992 roku) i zdjąć G. Schetynę z kierowania PO.

To tyle na temat Pana D. Tuska a i tak zbyt wiele uwagi mu poświęciłem, bo tak naprawdę dziś – niestety – zbulwersowały mnie słowa prezydenta A. Dudy, który stwierdził, że jest przychylny zmianom w Konstytucji RP w postaci umieszczenia w niej zapisów o odwiecznej konieczności przebywania Polski w UE i NATO. Brakowało jeszcze dodania w tej materii PiS-u.

Dla mnie są to słowa żenujące i kojarzące się ze sławetnymi zapisami w Konstytucji PRL, do której wprowadzono nadrzędną rolę PZPR i uczestnictwo Polski w strukturach sowieckich.

Tego typu zapowiedzi z ust prezydenta Polski są niedopuszczalne. I to nie ze względu nawet na to, że np. UE może się kiedyś rozpaść jak onegdaj ZSRR i Układ Warszawski, ale przede wszystkim z powodu usankcjonowania poddańczej roli Polski w stosunku do w/w struktur międzynarodowych. Jakie to może przynieść skutki? Ano właśnie likwidację polskiej niepodległości i wolności, o którą tak walczyły pokolenia Polaków.

Doprawdy nie wiem, co kierowało A. Dudą, choć już kilka dni temu J. Gowin zapowiedział, że przedstawi jeszcze ostrzejsze propozycje w stosunku do tego, co przedstawił w tym obszarze szef upadającego PSL Kosiniak-Kamysz, który chce podobnych zapisów konstytucyjnych.

Naiwnie wierzę, że prezydent może chciał ewentualnie przelicytować D. Tuska, ale byłoby to chyba zbyt powierzchowne i prymitywne. Sądzę więc, że mój - jeszcze - prezydent naprawdę tak myśli. Czyżby jakaś woda (sodowa) tak szybko "uderzyła mu do głowy"? Oby nie, bo jeszcze jest młodym politykiem i naprawdę niech na razie uczy się  i słucha właściwych doradców, bo interesy UE i NATO mogą okazać się naprawdę i to w krótkim czasie diametralnie rozbieżne. I co wtedy? Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi...

I ostatnia kwestia, tylko pośrednio związana z poprzednimi, choć w niedalekiej przyszłości może stać się "języczkiem u wagi", czyli nowy twór polityczny pod nazwą "Konfederacja". Zrzesza ona narodowców, zwolenników G. Brauna, Liroya, Jakubiaka i JKM. To stowarzyszenie wyborców najprawdopodobniej w wyborach do PE przekroczy próg wyborczy, podobnie zresztą jak i w wyborach do parlamentu polskiego...

Przynajmniej teraz się tak wydaje, bo wielu wyborców ma poglądy jeszcze bardziej na prawo niż PiS i dla nich Konfederacja jest organizacją, którą zaczynają wspierać, i na którą będą glosować. Pomijam tutaj rozważania na ile PiS to prawica, bo tego typu akademickie rozważania dzisiaj już nie mają żadnego merytorycznego realnie sensu.

Tylko pytam. Po co "Konfederacji" Janusz Korwin-Mikke, który za cokolwiek się wziął to owo ginęło śmiercią zadaną właśnie przez niego samego. Nie mam do niego za grosz zaufania.

Pragnę przypomnieć jego rolę w obaleniu w Polsce idei lustracji i dekomunizacji. Otóż w 1992 roku dla niemal wszystkich ówcześnie zaskoczeniem było zaprezentowanie ustawy lustracyjnej przez J. Korwin-Mikkego. Doprawdy przedziwny był to ruch i zastanawiające jest to, że i tak w roku 1991 powstała przecież lista Milczanowskiego, o której wszyscy wiedzieli, nie było na niej jednak L. Wałęsy - Bolka. Jest niemożliwe, żeby ustawa JKM powstała ad hoc w ciągu jednego czy dwóch dni (a taka była narracja: "powstanie na kolanie"). Musiała być przygotowana wcześniej a jej zapisy były w wielu częściach, chyba celowo, nieprecyzyjne, które można było prawnie i konstytucyjnie podważyć. Całe krytyczne wtedy larum UD, GW i KLD wspierane mediami po wprowadzeniu tej ustawy w dniu 28 maja wydaje się też przygotowane o wiele wcześniej. Ową krytyką felernego projektu ustawy zdyskredytowano w ogóle ideę oczyszczenia Polski z komunistycznej bezpieki. Późniejsze losy lustracji i dekomunizacji tylko potwierdzają ową tezę. Istotnym jest też fakt, że ustawa nie obejmowała ujawnienia najważniejszych agentów w PRL, czyli agentów wojskowych służb informacyjnych (WSW/WSI) a niemal wykluczała agentów w środowiskach kościoła i nauki.

J.K. Mikke przez lata swej działalności nie pozwolił też, aby po liberalnej części sceny politycznej zaistniała żadna partia negująca "Okrągły Stół" z pozycji liberalno-konserwatywnej. Robił to - wedle mnie celowo - poprzez po prostu jej ośmieszanie dzięki swoim absurdalnym teoriom i wypowiedziom.

Czyż współcześni Konfederaci nie potrafią uczyć się z kart historii i czy czasem nie wpuścili w swoje szeregi "konia trojańskiego"?  Niech daje to do myślenia prawdziwym patriotom zrzeszonym w "Konfederacji".

[1] https://wpolityce.pl/polityka/445112-powrot-tuska-oznacza-wojne-i-jeszcze-wieksze-podzialy


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 5 grudnia 2015

Niedemokratyczna, niekonstytucyjna władza sądownicza i potrzeba nowej Konstytucji!

Zgodnie z art.4.1. zawartym w rozdziale I Konstytucji RP władza zwierzchnia w RP należy do Narodu a zgodnie z art.4.2. tegoż rozdziału naród sprawuje ją przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

Zgodnie z art. 10.1. zawartym również w rozdziale I Konstytucji RP ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej a zgodnie z art. 10.2. tegoż rozdziału władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały.

Zgodnie więc z art. 4.1. i 4.2. władza zwierzchnia, czyli Naród w zgodzie z Konstytucją RP w bezpośrednich wyborach powszechnych dokonuje wyboru władzy ustawodawczej (Sejm i Senat) oraz władzy wykonawczej w postaci Prezydenta RP a także pośrednio poprzez wybranych swoich przedstawicieli (Sejm i Senat) także władzą wykonawczą w postaci Rady Ministrów.

Zgodnie zaś z art. 10.1. i 10.2. ustrój opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy ustawodawczej i władzy sądowniczej.

Skoro więc zgodnie z Konstytucją władza zwierzchnia należy do Narodu to tylko władze wybrane przez ten naród bezpośrednio lub poprzez swoich przedstawicieli  są zgodne z Konstytucją RP.

Więc z tego logiczny wniosek, że tylko władza ustawodawcza (Sejm i Senat) oraz władza wykonawcza w postaci Prezydenta RP i Rady Ministrów są w pełni zgodne z Konstytucją RP i konstytucyjnym zapisem, że władzą zwierzchnią w RP jest Naród.

Można też uznać, że i władza sądownicza jest zgodna z Konstytucją bowiem w W Polsce władzy sądowniczej nie wybiera wprawdzie władza zwierzchnia, czyli Naród bezpośrednio ale jedynie pośrednio poprzez Prezydenta RP a w szczególnych przypadkach Parlament na wniosek przede wszystkim autonomicznych korporacji sędziowskich.

Kuriozalne i niezgodne z konstytucyjną zasadą równowagi władz jest natomiast to , że władza ustawodawcza i wykonawcza może być zmieniona wolą władzy zwierzchniej czyli Narodu oraz podlega w razie złamania prawa odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu, natomiast władza sądownicza raz powołana jest praktycznie nieusuwalna a ewentualną odpowiedzialność karną ponosi jedynie przed samą sobą czyli władzę sądowniczą i nie podlega jak inne odpowiedzialności za złamanie prawa przed Trybunałem Stanu, który zresztą można też uznać za władzę sądowniczą.

Wynika zatem, że władza sądownicza ma większe znaczenie niż władza ustawodawcza i wykonawcza co przeczy konstytucyjnej zasadzie równowagi władz a ponadto niemalże nie podlega władzy zwierzchniej czyli Narodowi.

Z drugiej zaś strony władza sądownicza jest nierównoważna władzy ustawodawczej i wykonawczej bowiem jest wybierana przez reprezentantów Narodu, czyli Prezydenta i Parlament a tym samym więc niejako jest im podległa i winna cały czas taką podległą być. Byłaby równoważna pozostałym władzom, gdyby była wybierana tak jak one przez Naród, czyli wybory powszechne.

Sytuacja jest w sumie przezabawna bo władza sądownicza jest - wedle niedemokratycznych i niekonstytucyjnych zapisów prawa - jednocześnie ponad innymi władzami (ustawodawczą i wykonawczą) a jednocześnie - zgodnie z zapisem o zwierzchniej władzy Narodu - tak naprawdę jest tym władzom podległa, czyli jest niżej sytuowana od tych władz. Niezależnie więc jak na to spojrzymy  to w każdym przypadku nie jest równoważna tym władzom, bowiem nie jest wybierana przez władzę zwierzcjnią czyli bezpośrednio Naród

Spośród organów władzy sądowniczej najbardziej antykonstytucyjnym organem jest Trybunał Konstytucyjny. Jego członkowie po wyborze dokonanym przez Naród pośrednio (poprzez Sejm i Prezydenta) są praktycznie nieusuwalni i nie podlegają w odróżnieniu od przedstawicieli władzy ustawodawczej i wykonawczej odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Ponadto decyzje TK są ostateczne i nie mogą być zmienione i podważone przez władzę zwierzchnią czyli Naród i jego przedstawicieli, czyli Parlament i Prezydenta, co jest antykonstytucyjne i podważające konstytucyjny zapis o władzy zwierzchniej Narodu.

Biorąc to pod uwagę można też uznać, że antykonstytucyjną jest też 9 letnia kadencja sędziów TK. Bowiem, jeżeli uznamy, że władzę zwierzchnią powołuje Naród w wyborach powszechnych a kadencja przedstawicieli trwa 4 lata (parlament) lub 5 lat (Prezydent) to przez ten czas Naród sprawuje władzę zwierzchnią w Polsce.  Tym samym przez ten okres władza ustawodawcza, władza wykonawcza i władza sądownicza winna reprezentować i podlegać Narodowi, co oznacza, że TK powinien być każdorazowo wybierany przez Naród i jego przedstawicieli w czasie trwania kadencji władz wybranych przez tenże Naród. Tak jest w przypadku Trybunału Stanu a nie jest w przypadku TK, który winien być powoływany jedynie np. na 4 czy 5 letnią kadencję z woli Narodu a jej decyzje winny podlegać ocenie Narodu i jego przedstawicieli w postaci Parlamentu i Prezydenta. Nie mogą więc być ostateczne.

Tak rozumując i zgodnie z wcześniejszym moim wnioskiem również cała władza sądownicza (sędziowie) winna być powołana przez Naród na okres kadencji innych władz wybieranych przez Naród. Tym samym sędziowie raz wybrani przez Naród i jego przedstawicieli (parlament, Prezydent) nie mogą być wybrani dożywotnio, ale jedynie na kadencję wybranych przez Naród innych władz: ustawodawczej i wykonawczej. Ponadto przedstawiciele władzy sądowniczej oraz decyzje przez nią podejmowane winny również podlegać władzy zwierzchniej, czyli Narodowi i jego przedstawicielom w Postaci Prezydenta i Parlamentu.

Tak więc żadna władza nie może być niezależna od władzy zwierzchniej, czyli od Narodu. Tak jest w przypadku władzy ustawodawczej i wykonawczej a nie jest w przypadku władzy sądowniczej, co jest niezgodne z Konstytucja RP, a raczej sama Konstytucja RP w swoich zapisach zawiera przepisy sprzeczne ze sobą.

Reasumując.

Usadowienie w Polsce władzy sędziowskiej jest niezgodne z Konstytucją w zakresie zarówno zapisów o władzy zwierzchniej w Polsce sprawowanej przez Naród jak i sprzeczne z konstytucyjnym zapisem o równowadze władz zaś już zapisy konstytucyjne dotyczące TK są zdecydowanie sprzeczne z Konstytucją i jej wcześniejszymi, nadrzędnymi, przepisami o władzy zwierzchniej Narodu.

Sama obowiązująca dziś Konstytucja RP zawiera przepisy sprzeczne ze sobą i wzajemnie się wykluczające, co powoduje możliwość niejednoznacznej interpretacji jej zapisów a tym samym nie może stanowić na dzień dzisiejszy ostatecznego aktu prawnego w Polsce.

Z tego też powodu obecna Konstytucja RP musi być zmieniona a tego może dokonać jedynie Naród pośrednio lub bezpośrednio, przy czym zapisy nowej Konstytucji muszą być jednoznaczne i nie może występować sprzeczność pomiędzy jej poszczególnymi zapisami.

Również w nowej Konstytucji musi być zagwarantowana realna równowaga pomiędzy władzą ustawodawczą, wykonawczą i sadowniczą, przynajmniej w obszarze ich wyboru, co wymaga wyboru władzy sądowniczej również w wyborach powszechnych dokonanych przez Naród. Tak jest np. w USA.

W momencie ustanowienia nowej Konstytucji z zapisami o realnej równowadze władz musi więc nastąpić zniesienie uprawnień wszystkim dotychczasowym sędziom i nowi muszą zostać wybrani przez Naród w wyborach powszechnych, podobnie jak władza ustawodawcza i wykonawcza.

Na dzień dzisiejszy tak naprawdę więc najwyższą władzą w Polsce jest jednoosobowo wybrany powszechnie przez naród Prezydent RP, który nawet zgodnie z zapisami obecnej Konstytucji - t.j. z art. 126 zawartym w rozdziale V Konstytucji RP - jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej oraz czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium.

Skoro więc władza sądownicza nie spełnia wymogu równowagi władz i jest niewybieralna przez władzę zwierzchnią w postaci Narodu a TK (który też do końca nie reprezentuje władzy sądowniczej) jest również antydemokratyczny a nawet sama Konstytucja jest sprzeczna w zapisach w niej zawartych, to zgodnie z zasadami demokracji (władza ludu) dziś najwyższą władzą jest Prezydent RP oraz Parlament. Mogą zatem zainicjować zmianę Konstytucji niezależnie od siebie a nawet Prezydent jako najwyższy przedstawiciel RP i czuwający nad przestrzeganiem Konstytucji ma w tym względzie większe uprawnienia

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 3 listopada 2015

Rozpaczliwe ruchy peowskiej Kopaczo-Piotrowskiej i nagłe przebudzenie TK...

Ostatnie osiem lat rządów PO-PSL to pasmo wielu afer i działań, które mogą w dużej liczbie być uznane za działanie na szkodę państwa lub też zwykłe przestępstwa.

Trudno tu wymienić wszystkie (zobacz: afery PO autorstwa MarkD). Warto tylko przypomnieć ostatnią aferę podsłuchową czy też nadchodzące afery związane z prywatyzacją  CIECH-u czy też z ustawą o zwiększeniu prawnego zakresu identyfikacji sklepów wielkopowierzchniowych z 400 do 2000 m.kw albo dotycząca obrotu energią elektryczną przez PGE, oczywiście nie mówiąc już o np. aferach: hazardowej, stoczniowej (upadek polskich stoczni na rzecz niemieckich a raczej już rosyjskich), "misiakowej", wyciągowej, stadionowej, autostradowej, AmberGold i Eewarru, związanej z informatyzacją MSW, tzw. infoaferze, związanej z budową gazoportu w Świnoujściu oraz dostawami gazu z Kataru czy też związanej z budową elektrowni atomowej.

Do powyższych należy też dodać działania związane z: niejasnymi udogodnieniami podatkowymi dla firm i banków zagranicznych, kradzieżą oszczędności Polaków z OFE, potajemnym posiedzeniem rządu w Izraelu, chęcią wyprzedaży polskich lasów, nadmiernym zadłużaniem Polski, niezrozumiałymi bardzo wysokimi kosztami budowy infrastruktury czy - niezgodne z naszym interesem narodowym - działania i decyzje dotyczące tragedii smoleńskiej.

Z pewnością jest też jeszcze wiele działań o takiej negatywnej konotacji, o których nie wiemy...

Sądzę więc, że PO i tym samym PSL mają się czego bać. Uczciwe bowiem  rozliczenie tych działań i afer może dla wielu polityków wspomnianych partii  oraz dużej liczby ich towarzysko-biznesowo-politycznych akolitów okazać się tragiczne w skutkach, wraz z możliwością ich prawnego osądzenia.

Czy z tego strachu wynikają ostatnie, rozpaczliwe działania części jeszcze rządzących z minister Piotrowską na czele? Czy dlatego podejmuje ona takie decyzje, które mogą być uznane niejako za prewencyjne i uniemożliwiające uczciwe prawne osądzenie PO? Bo wszakże jak inaczej można interpretować otwarcie przez nią z dniem 1 listopada  możliwości brakowania wybranych, niearchiwalnych dokumentów w podległych jej jednostkach? Czy tego typu działaniem nie jest też zarządzona przez nią nagła podwyżka (sięgająca nawet 2 tys. zł) dla szefów służb mundurowych podległych Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, czyli komendantów i zastępców central policji, straży granicznej, straży pożarnej i BOR-u... która może rodzić pytanie czy rząd PO nie chce czasem kupić sobie przyszłej lojalności tych, nagrodzonych funkcjonariuszy państwowych bądź nie płaci im za dotychczasową pozaprawną ("zamiatanie pod dywan") usłużność?

Odnosząc się do tych pytań, to na ich tle rodzi się jeszcze jedno: Co jeszcze negatywnego zdąży zrobić rząd zanim odejdzie i jakie jeszcze "miny" podłożył dla nowego rządu?

Odpowiadając częściowo na powyższe pytanie to czy za takową "minę" nie można uznać nagłej aktywności Trybunału Konstytucyjnego, który - po latach zwlekania - postanowił wreszcie zająć się sprawami antykonstytucyjnych działań rządu PO-PSL, przy czym finansowe konsekwencje owej niekonstytucyjności będzie oczywiście ponosił już rząd PiS-u. Po wyborach przecież TK nagle uznał, że 8-letni brak podnoszenia kwoty wolnej od podatku jest niekonstytucyjny a dziś - po dwóch latach - zajął się ewentualną niekonstytucyjnością decyzji w sprawie OFE (jeżeli jutro TK uzna te decyzje za niekonstytucyjne to grozi to załamaniem finansów państwa).

Tych "min" jest na pewno jeszcze wiele i tylko smutnym jest, że politycy PO w bardzo wielu sprawach wyznają zasadę: "po nas choćby potop i najlepiej żeby zatopił następców". Jak można nazwać takie działania? Ocenę pozostawiam czytelnikom... bo wyartykułowanie mojej mogłoby skończyć się dla mnie zapewne jakąś sprawą w sądzie...

I na koniec... uważam, że jeżeliby TK lub sądy uznały niektóre decyzje rządu PO-PSL za niezgodne z prawem i konstytucją oraz wiązałoby się to z koniecznością określonych wydatków budżetowych, to winno się rozliczać osoby i partie podejmujące owe pozaprawne decyzje. Można tu rozważyć np. cofnięcie finansowania takich partii z budżetu oraz wystąpić o wypłatę przez nie odszkodowań na rzecz państwa polskiego. W przypadku zaś działań o charakterze zdrady racji stanu i działań na szkodę RP winno się takie partie po prostu rozwiązać...

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
 http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Prywatno-państwowy folwark PO a prawo Rzeczpospolitej Polskiej!

Witam
(znów raczej krótko... jestem kampanijnie, realnie zajęty)

Pisałem niedawno, że po raz pierwszy - ku zaskoczeniu urzędników wszelkiej maści i niestety powszechnej niewiedzy wyborców– okazało się, iż można dopisać się na listy wyborczej (do 24 czerwca: było tylko realnie dwa dni na dokonanie owej czynności!) pomiędzy I a II tura wyborów prezydenckich.

Teraz okazuje się, że pewnie zadziwienie owych funkcjonariuszy prywatnego folwarku jakim dla Platformy stało się Polskie Państwo, będzie (jest) niewspółmiernie większe! Okazało się bowiem, że głosować może każdy Polak przebywający 4 lipca za granicą... pod warunkiem takowej rejestracji do północy dnia 01.07.2010!.

TAKĄ MOŻLIWOŚĆ STWORZYŁA PAŃSTWOWA KOMISJA WYBORCZA PO RAZ PIERWSZY OD 1989 ROKU!

W sumie cieszę się, że Polacy przebywający za granicą będą jednak mieli możliwość uczestnictwa w wyborach "drugoturowych", niemniej mam kilka pytań sprowadzających się tak naprawdę do istotnych, konstytucyjnie prawnych, wątpliwości:

1. Dlaczego o takich możliwościach  nie zdecydowano prawnie przed rozpoczęciem głosowania w I turze? Czy można zatem i czy jest to zgodne z polskim prawem i Konstytucją RP, zmieniać prawo w czasie jego egzekwowania? Wszak wybory już się rozpoczęły 20 czerwca i prawnie więc trwają... Tak więc prawne zasady wykonywania czynności prawnych (jakim jest głosowanie) zostały przez PKW zmienione w czasie ich dokonywania. Nie jest to złamanie prawa i szef PKW podpisując sie pod takimi instrukcjami nie powinien stanąć przed Sądem? (a może przed Trybunałem Stanu za - jako funkcjonariusz publiczny najwyższego szczebla  - złamanie Konstytucji RP?),

2. Czy owe - nagłe i niespodziewane - "stworzenie" możliwości takowej rejestracji nie było czasem wynikiem nacisków Premiera lub Rządu RP, który - znając swój elektorat  - wiedzą, że wielu wyborców PO i tym samym B. Komorowskiego, 4 lipca może być na wakacjach poza granicami kraju?,

3. Dlaczego przez okres 3 lat trwania rządów PO nie uchwalono - przygotowanej już dawno - ustawy i zmianach do ustawy o Karcie Polaka? Przecież umożliwiłoby to setkom tysięcy polskich obywateli mieszkających za granicą (w wyniku często splotu parszywych dla Polski okoliczności lat 1939-1989) oddanie ważnego głosu... jako pełnoprawni obywatele Naszej Ojczyzny? Czyż brak uchwalenia takowych przepisów nie jest działaniem  antypolskim, antynarodowym i wymierzonym przeciwko polskim obywatelom, polskim patriotom?,

To tyle i na koniec uwaga do PKW i jej Przewodniczącego: "Lex retro non agit"!... choćby i miał Pan przystawiony przez WSI i KGB pistolet do głowy! (oczywiście wiem, że tak nie jest a moje porównanie wynika tylko z mojego szacunku dla sankcjonowanych Konstytucyjnie w Polsce i innych suwerennych i niepodległych krajach, norm prawnych  - według prawa rzymskiego. No chyba, że w Polsce już obowiązuje prawo stanowione zapisem cyrylicą!).

Pozdrawiam

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com

poniedziałek, 3 maja 2010

Zamach Stanu?!

Witam

"...Zbliżają się trudne chwile w państwie polskim - związane także ze sporem politycznym, który musi towarzyszyć mechanizmom demokratycznym. Siłą rzeczy więc myślimy o tym, co nas łączy. Łączy nas na pewno tradycja konstytucyjna...". (B. Komorowski, dzisiaj)


Miałem dziś sobie odpocząć, ale te słowa Bronisława Komorowskiego nie dają mi spokoju.

Jest coś kuriozalnego w tym, że wypowiada je człowiek, który złamał polską konstytucję.

Artykułuje je ponadto w sposób sprawiający wrażenie słów wyuczonych na pamięć wraz z odpowiednią intonacją i modulacją głosu. B.Komorowski od 10 kwietnia brzmi nienaturalnie, inaczej niż przed tą datą. Stara się mówić w sposób dla niego nowy, mentorski, sztuczny - i gdyby nie to, że wręcz złowrogi - to nawet komiczny.

W dzisiejszej swojej mowie ani razu nie wspomniał ofiar tragedii smoleńskiej w sposób bezpośredni a motywem przewodnim była duma z Państwa polskiego, które zdało egzamin w tych trudnych dniach...

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że faktycznie B. Komorowski jest dumny z tego, że udało mu się w sposób bezkrwawy dokonać w Polsce ZAMACHU STANU!

Tak wiem, że to mocne słowa. Zastanawiałem się czy ich używać i czy nie są w tym kontekście zbyt daleko idące...

Ale właśnie przytoczone na wstępie słowa B. Komorowskiego, wypowiedziane dzisiaj, utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie można dłużej milczeć i udawać, że nic się nie stało.

STAŁO SIĘ!

Zginął w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach demokratycznie i konstytucyjnie wybrany Prezydent RP Pan Lech Kaczyński. Zginęli wraz z nim jego małżonka, dowództwo Polskich Sił Zbrojnych (!), parlamentarzyści, inne osoby publiczno-prywatne oraz urzędnicy Prezydenta wraz z szefem Kancelarii i szefem BBN (!).

Nie wiem czy ja mam takie wrażenie, ale to, co działo się zaraz po tragedii... nosi naprawdę znamiona Zamachu Stanu w Polsce i wygląda na operację szczegółowo zaplanowaną! Mam nadzieję, ze się mylę! Oby!

Otóż B. Komorowski zanim zostaje potwierdzona śmierć Prezydenta przejmuje jego obowiązki! Jest to złamanie Konstytucji RP i stanowi zamach stanu! Dalej wypadki jak w rozpisanym scenariuszu: włamania i przeszukania pokoi sejmowych i nawet mieszkań wybranych tragicznie zmarłych osób, przejęcie Kancelarii Prezydenta oraz BBN, buszowanie zastępczyni w gabinecie szefa IPN, niejasności w śledztwie i przekazanie ich Rosjanom. Wcześniej brak zabezpieczenia miejsca tragedii przez polskie służby, dopuszczenie do przewiezienia zwłok do Moskwy (nie do Polski!), umożliwienie przejęcia czarnych skrzynek przez Rosjan.

W międzyczasie orędzie B. Komorowskiego do Narodu... i tu też pojawiają się w internecie informacje, że pierwotnie znalazło się w "poczekalni sieciowej" na stronach TVP INFO jeszcze przed katastrofą, a mianowicie o godz. 5.57, dnia 10.04.2010 roku (zobacz foto poniżej). Nie wiem. Być może jest to prowokacja, ale od informacji od blogerów wiem, że TVP do tej pory się nie wypowiedziała w tej sprawie, choć były zapytania.

ScreenUp miniaturka



Pomińmy ten fakt uznając wstępnie, ze to prowokacyjna dezinformacja. Chociaż wymaga to sprawdzenia.

Nawet, gdy to pominiemy to i tak wszystkie wcześniej wymienione przeze mnie zdarzenia a przede wszystkim złamanie przez B. Komorowskiego Konstytucji RP w procesie przejmowania stanowiska P.o. Prezydenta noszą znamiona Zamachu Stanu!

Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że B. Komorowskiemu strasznie się spieszyło dotrzeć do urzędów Prezydenta L. Kaczyńskiego zanim wejdą do nich jego jeszcze żyjący urzędnicy (był dzień wolny). Ponadto wymowa splotu tych działań jest porażająco pozbawiona emocji oraz jakiegokolwiek przejawu szoku i zdziwienia tragedią. Zresztą Marszałek cały czas jest zimny i egoistycznie oraz bezwzględnie spokojny.

I teraz te jego dzisiejsze słowa! Czego są zapowiedzią?, Czego przestrogą?

"Zbliżają się trudne chwile w państwie polskim". Cóż to za tekst?

Czy demokracja to trudne chwile dla Polski? Skoro tak to oczywiście nie trudne chwile byłyby wtedy, gdyby tej demokracji nie było!

Czy demokratyczne wybory to trudne chwile dla Polski? Czy raczej winny być naturalne! Ale jeżeli trudne to może lepiej by było, gdyby wyborów nie było?

"związane także ze sporem politycznym, który musi towarzyszyć mechanizmom demokratycznym".Cóż to za stwierdzenie?

Spór polityczny w demokracji jest rzeczą normalna i naturalną. Nie byłoby wolnych krajów demokratycznych bez sporu politycznego i dyskusji! B. Komorowski używa słowa "musi", nadając sporowi politycznemu negatywna konotację! Winno być "na szczęście"! ( już niedługo będziemy mogli ścierać się na wizje przyszłej Polski a Polacy dokonają wyboru dla nich najlepszej). Tutaj niczego takiego nie ma!. Bronisław Komorowski niestety "musi" (?) się spierać politycznie.... Pewnie dla niego byłoby lepiej jakby nie musiał... czyli, gdyby w Polsce nie było demokracji!

"Łączy nas na pewno tradycja konstytucyjna". Tylko B. Komorowski złamał demokratyczną i wolna Konstytucję RP. Więc może myślał o konstytucjach takich okołodemokratycznych albo antydemokratycznych, które być może łączą Marszałka z Manifestem PKWN czy Konstytucją PRL... z zapisaną przewodnią rolą partii rządzącej i wasalizującą Polskę wobec Rosji Sowieckiej?

Doprawdy, ja osobiście odbieram słowa i postać B. Komorowskiego z lękiem...

Mam nadzieję, że to tylko jakieś moje krótkotrwałe fobie i uprzedzenia. I, że nawet tak szybkie przejęcie p.o. Prezydenta było dokonane przez Marszałka z troski o Polskę oraz z chęci zapanowania nad niespodziewaną sytuacją... Oby...

Tylko cały czas mam przed oczami obraz B. Komorowskiego mówiącego dzisiaj te słowa... mówiącego tak, jakbym widział i słyszał zimnego Putina... albo (chyba nawet trafniej) mieszankę Putina z Miedwiediewem. 

P.S.
Pisząc tekst nie wiedziałem nawet, że już 20.04.2010 roku Pan Krzysztof Skalski napisał niezalezna.pl artykuł pt.: "10 KWIETNIA 2010 - ZAMACH STANU"

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...

piątek, 30 kwietnia 2010

Krótkie pytania do konstytucjonalisów

Witam

Mam pytania do prawników / konstytucjonalisów.

1. Czy w świetle prawa oraz Konstytucji RP "opróżnienie" Urzędu Prezydenta RP oznacza potwierdzony oficjalnie (aktem zgonu) zgon (śmierć) Prezydenta?. W świetle tego, czy przejęcie p.o. Prezydenta nie powinno nastąpić po oficjalnym uznaniu śmierci (wystawieniu aktu zgonu)?,

2. Czy w świetle prawa i Konstytucji RP przejęcie obowiązków Głowy Państwa nie powinno być poprzedzone złożeniem przysięgi podobnej do tej jaką składa oficjalnie wybrany Prezydent? W świetle tego, czy podjęte decyzje p.o. Prezydenta RP b. Komorowskiego od 10 kwietnia są ważne z mocy prawa?

Pozdrawiam

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...