Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Okrągły stół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Okrągły stół. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 czerwca 2023

Dwie czerwcowe zdrady - 4 czerwiec 1989 i 1992 roku!

4 czerwca 1989

Wybory parlamentarne w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, czyli PRL. Wybory przeprowadzone w państwie ustanowionym przez Sowietów a nie w Wolnej Polsce. Wybory nie mające nic wspólnego z demokracją ani wolnością bowiem komuniści i ich akolici mieli zagwarantowane a'priori aż 65% miejsc w Sejmie a w przypadku zaistniałego faktu nie dostana się do niego tzw. komunistycznej listy krajowej, nie kto inny jak Bronisław Geremek wspierany przez Gazetę Wyborczą już w czasie trwania wyborów doprowadził do zmiany ordynacji wyborczej i ponownego głosowania na tę listę, które już było korzystne (bo miało być) dla piewców i zarządców PRL-u. Wybory antydemokratyczne, które stworzyły na następne 26 lat przepoczwarzoną z PRL tzw. III RP i były wynikiem zdrady narodowej dokonanej przy Okrągłym Stole. To dzień - moim zdaniem - hańby narodowej, którego też konsekwencją było powołanie na stanowisko Prezydenta Wolskiego vel. Jaruzelskiego. Ten funkcjonariusz obcych i wrogich Polsce służb wprowadził nielegalnie Stan Wojenny i moim zdaniem jest jednym z najpotworniejszych postaci w historii Polski.

(Polecam filmy: Towarzysz Generał i Towarzysz Generał idzie na wojnę)



Przy Okrągłym Stole i w Magdalence dokonano podziału przyszłych łupów i ustalono warunki utrzymania się przy władzy (politycznej bądź finansowej - uwłaszczenie nomenklatury) zbrodniczych komunistów i ich pseudodemokratycznych, różowych agentów lub quasi agentów. W Magdalence zasiadało tylko około 30%% etnicznych prawdziwych Polaków, resztę stanowili nam etnicznie obcy i a'priori nas nienawidzący. Tak jest do dzisiaj.

Efektem obrad "Okrągłego Stołu" była zgoda na "częściowo wolne" wybory w Polsce, ale pod warunkiem utrzymania przez komunistów funkcji Prezydenta oraz dalszego nadzoru nad newralgicznymi dla naszego państwa specsłużbami, w tym wojskowymi. Nawet przy takich ustaleniach Adam Michnik musiał jednak wybrać się w lipcu 1989 roku do Moskwy ... czyżby po instrukcje od KGB oraz w celu ustalenia harmonogramu działań? KGB już w czerwcu 1985 roku przewidywało powstanie w Polsce rządu z udziałem tzw. konstruktywnej (czyt. różowej) opozycji!

(warte przeczytania: Podróże Adama Michnika...)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/04/podroze-adama-michnika.html

Okrągły Stół był zdradą narodową wobec Polski i ukształtował dominację komunistów i quasi komunistów w całej III RP. Umożliwił też zawłaszczenie polskiej własności przez nomenklaturę komunistyczną i zezwolił de facto na rządzenie Polską w dalszym ciągu przez specsłużby, w tym WSI, która nigdy do czasów rządu J. Kaczyńskiego nie była zweryfikowana. Okrągły Stół był też okresem ostatnich zbrodni na księżach: Suchowolcu, Niedzielaku  i Zychu zamordowanych prawdopodobnie również przez komunistyczne specsłużby. W czasie jego trwania ustalono, że w Polsce nigdy nie będzie głębokiej lustracji i dekomunizacji, co ówcześnie podkreślił w swoim pierwszym w funkcji premiera przemówieniu T. Mazowiecki mówiąc: "Przeszłość odkreślamy grubą linią", co oznaczało ni mniej ni więcej, że nie będzie "ruszania" dawnych komunistycznych elit i pociągania ich do odpowiedzialności za swoje zbrodnicze czyny. 

Czym był Okrągły Stół można zobaczyć m.in. na poniższym filmie.


4 czerwca 1992 roku

Nocą zostaje odwołany gabinet premiera Jana Olszewskiego nie tylko dlatego, że próbował ujawnić sieć komunistycznych agentów funkcjonujących na najwyższych stanowiskach państwowych w ówczesnej Polsce a tym samym zrywał z umowami przy OS. Równie ważnym było uniemożliwienie Lechowi Wałęsie (pseudo.: Bolek) podpisania z Sowietami umowy pozwalającej na zawłaszczenie przez ich specłużby terenów po dawnych sowieckich bazach wojskowych w Polsce m.in. poprzez tworzenie spółek sowiecko-polskich.

Nazwiska kolaborantów z władzą komunistyczną stanowiły kwintesencję osób dokonujących zdrady przy Okrągłym Stole i nie tylko. Sejm w nocnym głosowaniu z 4 na 5 czerwca 1992 - na wniosek zbolkowanego Wałęsy - i kilkanaście godzin po wykonaniu przez ministra spraw wewnętrznych Antoniego Macierewicza uchwały Sejmu o ujawnieniu tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa (tzw. lista Macierewicza, na której był Bolek) odwołał rząd J. Olszewskiego. Dzień po odwołaniu rządu Olszewskiego prezydent Lech Wałęsa desygnował na szefa rządu prezesa PSL Waldemara Pawlaka.

Wówczas też dowiedzieliśmy się, że niszczone akta PRL-owskich służb specjalnych zostały wcześniej utrwalone na mikrofilmach, z których to, co najmniej dwie kopie przekazane zostały zupełnie z premedytacją za granicę i łatwo domyślić się w czyje ręce...

Zamach stanu dokonany przez Bolka i jego akolitów był kolejną zdradą Polski dokonaną przez spadkobierców Okrągłego Stołu.

Całość najlepiej ilustruje film: "Nocna zmiana", który polecam przede wszystkim młodym ludziom.


http://www.youtube.com/watch?v=JKCJP5fX-8I

Smutne jest to, że do dzisiaj Ci - wedle mnie - zdrajcy dalej funkcjonują w życiu publicznym Polski, nawet i w Europie na funkcjach Europosłów. 

Jak długo jeszcze?

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

wtorek, 13 grudnia 2022

Stan Wojenny - tragiczny dla losów Polski!

Dziś mija 41 rocznica wprowadzenia w Polsce Stanu Wojennego, który utrącił na lata marzenia o wolnej Polsce.

Miał dwojakiego rodzaju cel: zniszczyć ruch I Solidarności i zabić w polskim narodzie nadzieję w dążeniu do prawdziwej suwerenności i niepodległości naszej Ojczyzny a także ochrony jej dotychczasowego kierownictwa i utrzymania jawnej bądź ukrytej „wałęsowsko-jaruzelskiej” ("bolkowo-wolskiej") kontroli nad związkiem.  I te cele zostały osiągnięte. Internowano 10 tys. osób, zabito bezpośrednio przeszło 100 osób a ile pośrednio (np. z powodu trudności w dostępie do służby zdrowia czy też osobistych dramatów rodzinnych)  do dziś nie jesteśmy w stanie policzyć, zmuszono w latach 1981-1983 do emigracji przeszło milion najbardziej patriotycznych Polaków, którzy mogli budować od nowa naszą Ojczyznę... jakże ich zabrakło w 1988 czy 1989 roku... No i udało się utrzymać Bolka u władz Solidarności wraz z tzw. konstruktywną, różową opozycją i jednocześnie eliminując z kierownictwa związku niemal wszystkie jednostki naprawdę patriotyczne.

Każde rocznice skłaniają do refleksji, tym bardziej, iż dzisiaj - podobnie jak przez ponad już 30 lat - próbuje się w dalszym ciągu wybielać i zmieniać historię. Ze zdrajców, sowieckich agentów i morderców pogrobowcy PRL oraz III RP starają się zrobić ludzi honoru a z ludzi walczących wówczas i dziś o Polskę oraz prawdę niemal ówczesnych oprawców. Jest tak tylko z jednego powodu: III RP po 1989 roku była kontynuacją PRL a jej elity stanowili postkomuniści oraz ludzie będący ich zwolennikami, agentami (TW, KO), antypolakami i nie-Polakami a także szumowinami, które za komfort finansowy byli w stanie zrobić wszystko, ze zdradą włącznie. Brak lustracji i dekomunizacji był i jest największą zbrodnią dzisiejszych, opozycyjnych teraz elit PRL-bis i za to winniśmy ich rozliczyć. Już nie mówię o zdradzie i antypolskim Okrągłym Stole i Magdalence, które w większości były spotkaniami komunistów (czerwonych) i ich TW czy KO z tzw. różowej, czyli "konstruktywnej", ale mającej korzenie w większości komunistyczne (trockistowskie), opozycji. Zresztą trzon tych niby opozycjonistów stanowili w dużej mierze członkowie KOR-u, w większości niechętni Polsce Żydzi jak np. T. Gross, A. Michnik czy J. Kuroń. 

Warto też jeszcze głębiej zastanowić się nad tym, że według T. Fiszbacha, ówczesnego Wicemarszałka Sejmu Kontraktowego (lipiec 1989-listopad 1991) a wcześniej - w latach 1975–1982 - pełniącego funkcję  I sekretarza KW Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Gdańsku, na 58 wszystkich uczestników Okrągłego Stołu po obu stronach zasiadało aż 47 Polaków pochodzenia żydowskiego [1].

Ale też było i inne jeszcze spotkanie. Na dzień przed spotkaniem w Magdalence "Lech Wałęsa 15 września 1988 r. spotkał się w rządowym pałacyku na Zawracie z gen. Czesławem Kiszczakiem, Stanisławem Cioskiem i ks. Alojzym Orszulikiem, aby ustalić szczegóły zakulisowych rozmów między komunistyczną władzą a „konstruktywną opozycją". Wałęsa na widok szefa MSW od razu zadeklarował, że wcale nie chce „zakładać natychmiast »Solidarności«" [2]. Przypominam, że obrady Okrągłego Stołu zaczęły się dopiero 6 lutego 1989 i tak naprawdę służyły li tylko "przyklepaniu" decyzji podjętych już dużo wcześniej i był to "cyrk i igrzyska" dla "głupiego, polskiego luda". 

Jakże wielu z nas jednak im zaufało... i jak zostaliśmy oszukani... Nawet jeszcze dzisiaj niektórzy - i nieraz bardzo prawi ludzie - jeszcze tkwią w tym kłamstwie nie potrafiąc pokonać dysonansu poznawczego, czyli - tym przypadku - dysonansu politycznego. 

Najbardziej dziwne i oburzające jest to, że do dzisiaj ci ciemiężyciele Polaków wyprowadzający czołgi na ulice i zmuszający do opuszczenia kraju przez polskich patriotów, ci mordercy... unikają odpowiedzialności więziennej lub skazania za zdradę Polski a dodatkowo wielu z nich przez te ponad 30 lat było gloryfikowanych, choćby poprzez zbyt wysokie świadczenia społeczne i nazywanie ich ludźmi "honoru". Ich miejsce, czyli np. W. Jaruzelskiego czy Cz. Kiszczaka oraz dodatkowo miejsce zdrajców z tzw. "konstruktywnej opozycji" spod znaku Bolka, Michnika, Geremka, Mazowieckiego, Balcerowicza i wielu innych jest na śmietniku polskiej historii i za naszego życia powinni odpowiedzieć za zdradę Ojczyzny, zdradę Polski. Niestety tak się nie stało i chyba się nie stanie. Powoli odchodzą na wieczny spoczynek w poczuciu bezkarności. Dobrze, że chociaż obecne władze zmniejszyły im świadczenia emerytalne, ale to zbyt mało niestety.

Od iluż już lat mówi się głośno o odebraniu stopnia generalskiego choćby generałom: W. Jaruzelskiemu i Cz. Kiszczakowi. Nawet choćby pośmiertnie, bo wolna Polska nie może w ten sposób gloryfikować katów naszego narodu. I... jakoś nie możemy się tego doczekać. 

Postkomuniści przeszli okres polskiej transformacji niemal bez żadnych szkód osobistych a było raczej przeciwnie: to Oni uwłaszczyli się na polskim majątku a wielu z nich do dzisiaj żyje w finansowym luksusie, gdzie tysiące a może i setki tysięcy Polaków, dzięki którym możliwe było powstanie I Solidarności jeszcze żyje lub już umarło w biedzie i w zapomnieniu. 

Ale jak mogło być inaczej, skoro swego czasu zobaczyliśmy jak w dwudziestą rocznicę wprowadzenia Stanu Wojennego do domu generała W. Jaruzelskiego przyszedł A. Michnik i stwierdził, że kocha W. Jaruzelskiego i zawsze będzie jego i Wałęsy bronił... a przecież to właśnie A. Michnik w dużej mierze kształtował polskie przemiany [3]. Te sceny miłości ze strony Michnika do generała były żenujące i powinny być dla Polaków po prostu obrzydliwe. 

Mnie Stan Wojenny zastał, gdy miałem niespełna 14 lat (ur. marzec 1968) i całe życie przed sobą..., ale dzięki rodzinie byłem już uświadomionym patriotycznie młodym Polakiem. Podjąłem wtedy walkę tak jak umiałem. Pisałem przepełnione uniesieniem i polskością wiersze, chodziłem na comiesięczne demonstracje, które kończyłem z gazowymi łzami w oczach, czytałem prasę i literaturę patriotyczno-historyczną wydawaną w drugim obiegu, uczestniczyłem w mszach świętych w intencji Ojczyzny, po których ZOMO-wcy wyskakiwali z jakichś pomieszczeniem i pałowali jak popadło, odśpiewałem w szkole podstawowej Rotę na lekcji języka rosyjskiego... przez co o mój ojciec miał wiele kłopotów, wybijaliśmy  z kolegami szyby w komendach miejskich MO i obiektach wojskowych, nosiłem "oporniki" w swetrze, kolportowałem ulotki, które pomagałem drukować moim starszym kolegom i... wierzyłem w Lecha Wałęsę...

Później, po śmierci bł. Jerzego Popiełuszki nadzieja na zwycięstwo Solidarności umarła. Byłem na jego wspaniałym pogrzebie w Warszawie, ale tak naprawdę pozostało mi tylko zdobywanie wykształcenia i wielogodzinne domowe oraz towarzyskie dyskusje. Ale nie był to czas nadziei a raczej czas poczucia, że została zmiażdżona polskość, czas smutku i marazmu...

W Stanie Wojennym coś umarło, umarła nadzieja na wolność czego skutki odczuwamy do dzisiaj...

Najgorsze - powtórzę - jest to, że ci wszyscy koncesjonowani opozycjoniści z Wałęsą, Geremkiem, Kuroniem, Michnikiem i innymi okazali się zdrajcami naszej walki o wolność Ojczyzny. Zdradzili nas przy OS i w Magdalence czego też skutki odczuwamy do dzisiaj...

Pamiętam początek strajków w 1980 roku i powstanie Solidarności. Wróciłem wtedy z kolonii (jako niemal 13 latek) i zobaczyłem radość w oczach mojego śp. Ojca (zresztą ideowego wtedy socjalisty). Cieszył się, że wreszcie nastąpi wolność i zwiększenie demokratycznych swobód, ale oczywiście w ramach tamtego ustroju. Nie pamiętam już czy "złożył" wtedy legitymację partyjną, czy też czekał na wewnętrzne reformy PZPR, ale od tego czasu – słuchając Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki – codziennie prowadziliśmy kilkugodzinne dyskusje: ja (mając kontakt poprzez rodzinę z zarządem kilku Regionów Solidarności i czytając prasę podziemną) z pozycji chyba "radykała" opowiadającego się za koniecznością porzucenia idei komunistycznych w całości, ojciec zaś był zwolennikiem reform i wierzył w "błędy i wypaczenia"...

Pamiętam - o czym wspomniałem - Stan Wojenny, który całkowicie już pozbawił mojego ojca złudzeń, co do rzeczywistości i uznał, że tylko najgorsze "szuje" i karykatury emocjonalne oraz  pospolici tchórze i kryminaliści walczą z własnym narodem. Byłem wtedy dumny, że ojciec przyznał mi - w sumie "gówniarzowi" - rację...

Pamiętam comiesięczne pochody każdego 13-tego miesiąca i szalonych ZOMO-wców czy ORMO-wców biegających (w cywilu i w opakowaniu państwowego terrorysty) za nami z pałami na wierzchu... Jakże wtedy oni byli wściekli, przesłuchiwali, straszyli, ślinili się i chuchali przetrawionym alkoholem pieniąc się ze złości... a my im o prawach człowieka, o parszywym Stalinie i Hitlerze, do których są podobni... Jakże wtedy można było być dumnym z wewnętrznego człowieczeństwa patrząc na tchórzy, którym została już tylko siła, pała, gaz łzawiący, armatki wodne, brutalność i jakieś zezwierzęcenie. 

Pamiętam moment, kiedy niemal nakryto nas na kolportażu i drukowaniu... kajdanki, pałowanie, podrzucanie dowodów, prowokowanie, udowadnianie, że "prowadzimy działalność antypaństwową", "znieważamy organy państwowe", "jesteśmy groźnymi bandytami", itd... Jakże wtedy byliśmy już "twardzi"... Mieliśmy trzy lokale (dziś chyba trzy komputery lub kopie dysków w innych miejscach), gazetki rozprowadzaliśmy ukrywając matryce po każdych kilkuset sztukach (dziś chyba powiedzielibyśmy: kopiując na pendriwach zawartość twardych dysków i alokując je w rożnych miejscach), dla niepoznaki w szafach mieliśmy książki i gazetki komunistyczne, mieliśmy ukształtowaną "sieć" znajomych, którzy w razie "kotła" mieli informować nawet ludzi dobrej woli za granicą (dziś powiedzielibyśmy zapewne... mieli informować wszelkie organizacje na całym świecie zajmujące się ochroną praw człowieka i przestrzeganiem zasad demokracji), robiliśmy zdjęcia oprawcom (dziś można nawet i filmować telefonem komórkowym ich twarze oraz nagrywać nawet z innego mieszkania i przekazywać w świat...). Wtedy zdążyliśmy - ostrzeżeni - oczyścić lokal i nic nie znaleźli, ale i tak na komendzie spędziliśmy kilkanaście godzin, co dla takiego smarkacza jak ja było naprawdę traumatycznym przeżyciem.  Byłem nieletni, więc jakoś moi bliscy mnie stamtąd wyciągnęli.

Byłem w tej całej hierarchii opozycyjnego mojego środowiska chyba najmłodszym, więc za dużo nie miałem do powiedzenia i wykonywałem polecenia starszych kolegów, ale te wszystkie opowiedziane rzeczy doskonale pamiętam i chyba to one mnie ukształtowały i też sprawiły, że do dziś jestem gorącym polskim patriotą i antykomunistą.

[1] Kozakiewicz Mikołaj, Byłem marszałkiem kontraktowego..., rozdz.: Zapiski marszałka - Pierwsze dni urzędowania,  Polska Oficyna Wydawnicza BGW, Warszawa 1991, ISBN 83-7066-180-7, s. 131
[3] Filmik promujący "Magazyn Śledczy A. Gargas" o tym nocnym spotkaniu W. Jaruzelskiego z A. Michnikiem: https://www.youtube.com/watch?v=PBDfKQA7Dps&t=208s 

P.S. Jakoś tak zawsze myśląc o Stanie Wojennym przypomina mi się piosenka z tekstem:

Trzynastego grudnia roku pamiętnego
Wylęgła się WRON-a z jaja czerwonego.
Rozpostarła skrzydła od Gdańska po Kraków
Wtrąciła za kraty najlepszych Polaków.
Rozpostarła skrzydła i klepie slogany,
Aż otworzył oczy naród oszukany.
Prawdziwi Polacy w więzieniach siedzieli
Bo się o swój honor wreszcie upomnieli.
Że strzelać nie będzie, WRON-a obiecała
Tymczasem na Śląsku, znów się krew polała.
Rodacy, Polacy, nie dajcie się męczyć
Trzeba wreszcie WRON-ie podły łeb ukręcić
Śpiewa cała Polska, śpiewa naród cały,
Aż się z dupy WRON-ie pióra posypały.
Jak wiecie Rodacy, prawda nie upadła
Bo czerwoną WRON-ę „SOLIDARNOŚĆ” zjadła

-------------------------------------------------

I na koniec "epitafium" dla generała Wojciecha Jaruzelskiego...

<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/ZKNcv2EE67s" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>




Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

niedziela, 12 grudnia 2021

Stan Wojenny. To już 40 lat...

Jutro mija okrągła 40 rocznica wprowadzenia w Polsce Stanu Wojennego, który utrącił na lata marzenia o wolnej Polsce.

Miał dwojakiego rodzaju cel: zniszczyć ruch I Solidarności i zabić w polskim narodzie nadzieję w dążeniu do prawdziwej suwerenności i niepodległości naszej Ojczyzny a także ochrony jej dotychczasowego kierownictwa i utrzymania jawnej bądź ukrytej „wałęsowsko-jaruzelskiej” ("bolkowo-wolskiej") kontroli nad związkiem.  I te cele zostały osiągnięte. Internowano 10 tys. osób, zabito bezpośrednio przeszło 100 osób a ile pośrednio do dziś nie jesteśmy w stanie policzyć, zmuszono w latach 1981-1983 do emigracji przeszło milion najbardziej patriotycznych Polaków, którzy mogli budować od nowa naszą Ojczyznę... jakże ich zabrakło w 1988 czy 1989 roku... No i udało się utrzymać Bolka u władz Solidarności wraz z tzw. konstruktywną, różową opozycją i jednocześnie eliminując z kierownictwa związku niemal wszystkie jednostki naprawdę patriotyczne.

Takie rocznice skłaniają do refleksji, tym bardziej, iż dzisiaj - podobnie jak przez ponad już 30 lat - próbuje się w dalszym ciągu wybielać i zmieniać historię. Ze zdrajców, sowieckich agentów i morderców pogrobowcy PRL oraz III RP starają się zrobić ludzi honoru a z ludzi walczących wówczas i dziś o Polskę oraz prawdę niemal ówczesnych oprawców. Jest tak tylko z jednego powodu: III RP po 1989 roku była kontynuacją PRL a jej elity stanowili postkomuniści oraz ludzie będący ich zwolennikami, agentami, antypolakami i nie-Polakami a także szumowinami, które za komfort finansowy byli w stanie zrobić wszystko, ze zdradą włącznie. Brak lustracji i dekomunizacji był i jest największą zbrodnią dzisiejszych, opozycyjnych teraz elit PRL-bis i za to winniśmy ich rozliczyć. Już nie mówię o zdradzie i antypolskim Okrągłym Stole i Magdalence, które w większości były spotkaniami komunistów (czerwonych) i ich TW czy KO z tzw. różowej, czyli "konstruktywnej", ale mającej korzenie w większości komunistyczne (trockistowskie), opozycji. Zresztą trzon tych niby opozycjonistów stanowili w dużej mierze członkowie KOR-u.

Warto też jeszcze głębiej zastanowić się nad tym, że według T. Fiszbacha, ówczesnego Wicemarszałka Sejmu Kontraktowego (lipiec 1989-listopad 1991) a wcześniej - w latach 1975–1982 - pełniącego funkcję  I sekretarza KW Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Gdańsku, na 58 wszystkich uczestników Okrągłego Stołu po obu stronach zasiadało aż 47 Polaków pochodzenia żydowskiego [1].

Ale też było i inne jeszcze spotkanie. Na dzień przed spotkaniem w Magdalence "Lech Wałęsa 15 września 1988 r. spotkał się w rządowym pałacyku na Zawracie z gen. Czesławem Kiszczakiem, Stanisławem Cioskiem i ks. Alojzym Orszulikiem, aby ustalić szczegóły zakulisowych rozmów między komunistyczną władzą a „konstruktywną opozycją". Wałęsa na widok szefa MSW od razu zadeklarował, że wcale nie chce „zakładać natychmiast »Solidarności«" [2]. Przypominam, że obrady Okrągłego Stołu zaczęły się dopiero 6 lutego 1989 i tak naprawdę służyły li tylko "przyklepaniu" decyzji podjętych już dużo wcześniej i był to "cyrk i igrzyska" dla "głupiego, polskiego luda". 

Jakże wielu z nas jednak im zaufało... i jak zostaliśmy oszukani... Nawet jeszcze dzisiaj niektórzy - i nieraz bardzo prawi ludzie - jeszcze tkwią w tym kłamstwie nie potrafiąc pokonać dysonansu poznawczego, czyli - tym przypadku - dysonansu politycznego. 

Najbardziej dziwne i oburzające jest to, że do dzisiaj ci ciemiężyciele Polaków wyprowadzający czołgi na ulice i zmuszający do opuszczenia kraju przez polskich patriotów, ci mordercy... unikają odpowiedzialności więziennej lub skazania za zdradę Polski a dodatkowo wielu z nich przez te ponad 30 lat było gloryfikowanych, choćby poprzez zbyt wysokie świadczenia społeczne i nazywanie ich ludźmi "honoru". Ich miejsce, czyli np. W. Jaruzelskiego czy Cz. Kiszczaka oraz dodatkowo miejsce zdrajców z tzw. "konstruktywnej opozycji" spod znaku Bolka, Michnika, Geremka, Mazowieckiego, Balcerowicza i wielu innych jest na śmietniku polskiej historii i za naszego życia powinni odpowiedzieć za zdradę Ojczyzny, zdradę Polski. Niestety tak się nie stało i chyba się nie stanie. Powoli odchodzą na wieczny spoczynek w poczuciu bezkarności. Dobrze, że chociaż obecne władze zmniejszyły im świadczenia emerytalne, ale to zbyt mało niestety.

Od iluż już lat mówi się głośno o odebraniu stopnia generalskiego choćby generałom: W. Jaruzelskiemu i Cz. Kiszczakowi. Nawet choćby pośmiertnie, bo wolna Polska nie może w ten sposób gloryfikować katów naszego narodu. I... jakoś nie możemy się tego doczekać. 

Postkomuniści przeszli okres polskiej transformacji niemal bez żadnych szkód osobistych a było raczej przeciwnie: to Oni uwłaszczyli się na polskim majątku a wielu z nich do dzisiaj żyje w finansowym luksusie, gdzie tysiące a może i setki tysięcy Polaków, dzięki którym możliwe było powstanie I Solidarności jeszcze żyje lub już umarło w biedzie i w zapomnieniu. 

Ale jak mogło być inaczej, skoro ostatnio zobaczyliśmy jak w dwudziestą rocznicę wprowadzenia Stanu Wojennego do domu generała W. Jaruzelskiego przyszedł A. Michnik i stwierdził, że kocha W. Jaruzelskiego i zawsze będzie jego i Wałęsy bronił... a przecież to właśnie A. Michnik w dużej mierze kształtował polskie przemiany [3]. Te sceny miłości ze strony Michnika do generała były żenujące i powinny być dla Polaków po prostu obrzydliwe. 

Mnie Stan Wojenny zastał, gdy miałem niespełna 14 lat (ur. marzec 1968) i całe życie przed sobą..., ale dzięki rodzinie byłem już uświadomionym patriotycznie młodym Polakiem. Podjąłem wtedy walkę tak jak umiałem. Pisałem przepełnione uniesieniem i polskością wiersze, chodziłem na comiesięczne demonstracje, które kończyłem z gazowymi łzami w oczach, czytałem prasę i literaturę patriotyczno-historyczną wydawaną w drugim obiegu, uczestniczyłem w mszach świętych w intencji Ojczyzny, po których ZOMO-wcy wyskakiwali z jakichś pomieszczeniem i pałowali jak popadło, odśpiewałem w szkole podstawowej Rotę na lekcji języka rosyjskiego... przez co o mój ojciec miał wiele kłopotów, wybijaliśmy  z kolegami szyby w komendach miejskich MO i obiektach wojskowych, nosiłem "oporniki" w swetrze, kolportowałem ulotki, które pomagałem drukować moim starszym kolegom i... wierzyłem w Lecha Wałęsę...

Później, po śmierci bł. Jerzego Popiełuszki nadzieja na zwycięstwo Solidarności umarła. Byłem na jego wspaniałym pogrzebie w Warszawie, ale tak naprawdę pozostało mi tylko zdobywanie wykształcenia i wielogodzinne domowe oraz towarzyskie dyskusje. Ale nie był to czas nadziei a raczej czas poczucia, że została zmiażdżona polskość, czas smutku i marazmu...

W Stanie Wojennym coś umarło, umarła nadzieja na wolność czego skutki odczuwamy do dzisiaj...

Najgorsze - powtórzę - jest to, że ci wszyscy koncesjonowani opozycjoniści z Wałęsą, Geremkiem, Kuroniem, Michnikiem i innymi okazali się zdrajcami naszej walki o wolność Ojczyzny. Zdradzili nas przy OS i w Magdalence czego też skutki odczuwamy do dzisiaj...

Pamiętam początek strajków w 1980 roku i powstanie Solidarności. Wróciłem wtedy z kolonii (jako niemal 13 latek) i zobaczyłem radość w oczach mojego śp. Ojca (zresztą ideowego wtedy socjalisty). Cieszył się, że wreszcie nastąpi wolność i zwiększenie demokratycznych swobód, ale oczywiście w ramach tamtego ustroju. Nie pamiętam już czy "złożył" wtedy legitymację partyjną, czy też czekał na wewnętrzne reformy PZPR, ale od tego czasu – słuchając Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki – codziennie prowadziliśmy kilkugodzinne dyskusje: ja (mając kontakt poprzez rodzinę z zarządem kilku Regionów Solidarności i czytając prasę podziemną) z pozycji chyba "radykała" opowiadającego się za koniecznością porzucenia idei komunistycznych w całości, ojciec zaś był zwolennikiem reform i wierzył w "błędy i wypaczenia"...

Pamiętam - o czym wspomniałem - Stan Wojenny, który całkowicie już pozbawił mojego ojca złudzeń, co do rzeczywistości i uznał, że tylko najgorsze "szuje" i karykatury emocjonalne oraz  pospolici tchórze i kryminaliści walczą z własnym narodem. Byłem wtedy dumny, że ojciec przyznał mi - w sumie "gówniarzowi" - rację...

Pamiętam comiesięczne pochody każdego 13-tego miesiąca i szalonych ZOMO-wców czy ORMO-wców biegających (w cywilu i w opakowaniu państwowego terrorysty) za nami z pałami na wierzchu... Jakże wtedy oni byli wściekli, przesłuchiwali, straszyli, ślinili się i chuchali przetrawionym alkoholem pieniąc się ze złości... a my im o prawach człowieka, o parszywym Stalinie i Hitlerze, do których są podobni... Jakże wtedy można było być dumnym z wewnętrznego człowieczeństwa patrząc na tchórzy, którym została już tylko siła, pała, gaz łzawiący, armatki wodne, brutalność i jakieś zezwierzęcenie. 

Pamiętam moment, kiedy niemal nakryto nas na kolportażu i drukowaniu... kajdanki, pałowanie, podrzucanie dowodów, prowokowanie, udowadnianie, że "prowadzimy działalność antypaństwową", "znieważamy organy państwowe", "jesteśmy groźnymi bandytami", itd... Jakże wtedy byliśmy już "twardzi"... Mieliśmy trzy lokale (dziś chyba trzy komputery lub kopie dysków w innych miejscach), gazetki rozprowadzaliśmy ukrywając matryce po każdych kilkuset sztukach (dziś chyba powiedzielibyśmy: kopiując na pendriwach zawartość twardych dysków i alokując je w rożnych miejscach), dla niepoznaki w szafach mieliśmy książki i gazetki komunistyczne, mieliśmy ukształtowaną "sieć" znajomych, którzy w razie "kotła" mieli informować nawet ludzi dobrej woli za granicą (dziś powiedzielibyśmy zapewne... mieli informować wszelkie organizacje na całym świecie zajmujące się ochroną praw człowieka i przestrzeganiem zasad demokracji), robiliśmy zdjęcia oprawcom (dziś można nawet i filmować telefonem komórkowym ich twarze oraz nagrywać nawet z innego mieszkania i przekazywać w świat...). Wtedy zdążyliśmy - ostrzeżeni - oczyścić lokal i nic nie znaleźli, ale i tak na komendzie spędziliśmy kilkanaście godzin, co dla takiego smarkacza jak ja było naprawdę traumatycznym przeżyciem.  Byłem nieletni, więc jakoś moi bliscy mnie stamtąd wyciągnęli.

Byłem w tej całej hierarchii opozycyjnego mojego środowiska chyba najmłodszym, więc za dużo nie miałem do powiedzenia i wykonywałem polecenia starszych kolegów, ale te wszystkie opowiedziane rzeczy doskonale pamiętam i chyba to one mnie ukształtowały i też sprawiły, że do dziś jestem gorącym polskim patriotą i antykomunistą.

[1] Kozakiewicz Mikołaj, Byłem marszałkiem kontraktowego..., rozdz.: Zapiski marszałka - Pierwsze dni urzędowania,  Polska Oficyna Wydawnicza BGW, Warszawa 1991, ISBN 83-7066-180-7, s. 131
[3] Filmik promujący "Magazyn Śledczy A. Gargas" o tym nocnym spotkaniu W. Jaruzelskiego z A. Michnikiem: https://www.youtube.com/watch?v=PBDfKQA7Dps&t=208s 

P.S. Jakoś tak zawsze myśląc o Stanie Wojennym przypomina mi się piosenka z tekstem:

Trzynastego grudnia roku pamiętnego
Wylęgła się WRON-a z jaja czerwonego.
Rozpostarła skrzydła od Gdańska po Kraków
Wtrąciła za kraty najlepszych Polaków.
Rozpostarła skrzydła i klepie slogany,
Aż otworzył oczy naród oszukany.
Prawdziwi Polacy w więzieniach siedzieli
Bo się o swój honor wreszcie upomnieli.
Że strzelać nie będzie, WRON-a obiecała
Tymczasem na Śląsku, znów się krew polała.
Rodacy, Polacy, nie dajcie się męczyć
Trzeba wreszcie WRON-ie podły łeb ukręcić
Śpiewa cała Polska, śpiewa naród cały,
Aż się z dupy WRON-ie pióra posypały.
Jak wiecie Rodacy, prawda nie upadła
Bo czerwoną WRON-ę „SOLIDARNOŚĆ” zjadła

-------------------------------------------------

I na koniec "epitafium" dla generała Wojciecha Jaruzelskiego...

<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/ZKNcv2EE67s" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 4 czerwca 2021

Dwa zdradliwe 4 czerwce: 1989 i 1992

4 czerwca 1989

Wybory parlamentarne w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, czyli PRL. Wybory przeprowadzone w państwie ustanowionym przez Sowietów a nie w Wolnej Polsce. Wybory nie mające nic wspólnego z demokracją ani wolnością bowiem komuniści i ich akolici mieli zagwarantowane a'priori aż 65% miejsc w Sejmie a w przypadku zaistniałego faktu nie dostana się do niego tzw. komunistycznej listy krajowej, nie kto inny jak Bronisław Geremek wspierany przez Gazetę Wyborczą już w czasie trwania wyborów doprowadził do zmiany ordynacji wyborczej i ponownego głosowania na tę listę, które już było korzystne (bo miało być) dla piewców i zarządców PRL-u. Wybory antydemokratyczne, które stworzyły na następne 26 lat przepoczwarzoną z PRL tzw. III RP i były wynikiem zdrady narodowej dokonanej przy Okrągłym Stole. To dzień - moim zdaniem - hańby narodowej, którego też konsekwencją było powołanie na stanowisko Prezydenta Wolskiego vel. Jaruzelskiego. Ten funkcjonariusz obcych i wrogich Polsce służb wprowadził nielegalnie Stan Wojenny i moim zdaniem jest jednym z najpotworniejszych postaci w historii Polski.

(Polecam filmy: Towarzysz Generał i Towarzysz Generał idzie na wojnę)



Przy Okrągłym Stole i w Magdalence dokonano podziału przyszłych łupów i ustalono warunki utrzymania się przy władzy (politycznej bądź finansowej - uwłaszczenie nomenklatury) zbrodniczych komunistów i ich pseudodemokratycznych, różowych agentów lub quasi agentów. W Magdalence zasiadało tylko około 30%% etnicznych prawdziwych Polaków, resztę stanowili nam etnicznie obcy i a'priori nas nienawidzący. Tak jest do dzisiaj.

Efektem obrad "Okrągłego Stołu" była zgoda na "częściowo wolne" wybory w Polsce, ale pod warunkiem utrzymania przez komunistów funkcji Prezydenta oraz dalszego nadzoru nad newralgicznymi dla naszego państwa specsłużbami, w tym wojskowymi. Nawet przy takich ustaleniach Adam Michnik musiał jednak wybrać się w lipcu 1989 roku do Moskwy ... czyżby po instrukcje od KGB oraz w celu ustalenia harmonogramu działań? KGB już w czerwcu 1985 roku przewidywało powstanie w Polsce rządu z udziałem tzw. konstruktywnej (czyt. różowej) opozycji!

(warte przeczytania: Podróże Adama Michnika...)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/04/podroze-adama-michnika.html

Okrągły Stół był zdradą narodową wobec Polski i ukształtował dominację komunistów i quasi komunistów w całej III RP. Umożliwił też zawłaszczenie polskiej własności przez nomenklaturę komunistyczną i zezwolił de facto na rządzenie Polską w dalszym ciągu przez specsłużby, w tym WSI, która nigdy do czasów rządu J. Kaczyńskiego nie była zweryfikowana. Okrągły Stół był też okresem ostatnich zbrodni na księżach: Suchowolcu, Niedzielaku  i Zychu zamordowanych prawdopodobnie również przez komunistyczne specsłużby. W czasie jego trwania ustalono, że w Polsce nigdy nie będzie głębokiej lustracji i dekomunizacji, co ówcześnie podkreślił w swoim pierwszym w funkcji premiera przemówieniu T. Mazowiecki mówiąc: "Przeszłość odkreślamy grubą linią", co oznaczało ni mniej ni więcej, że nie będzie "ruszania" dawnych komunistycznych elit i pociągania ich do odpowiedzialności za swoje zbrodnicze czyny. 

Czym był Okrągły Stół można zobaczyć m.in. na poniższym filmie.


4 czerwca 1992 roku

Nocą zostaje odwołany gabinet premiera Jana Olszewskiego nie tylko dlatego, że próbował ujawnić sieć komunistycznych agentów funkcjonujących na najwyższych stanowiskach państwowych w ówczesnej Polsce a tym samym zrywał z umowami przy OS. Równie ważnym było uniemożliwienie Lechowi Wałęsie (pseudo.: Bolek) podpisania z Sowietami umowy pozwalającej na zawłaszczenie przez ich specłużby terenów po dawnych sowieckich bazach wojskowych w Polsce m.in. poprzez tworzenie spółek sowiecko-polskich.

Nazwiska kolaborantów z władzą komunistyczną stanowiły kwintesencję osób dokonujących zdrady przy Okrągłym Stole i nie tylko. Sejm w nocnym głosowaniu z 4 na 5 czerwca 1992 - na wniosek zbolkowanego Wałęsy - i kilkanaście godzin po wykonaniu przez ministra spraw wewnętrznych Antoniego Macierewicza uchwały Sejmu o ujawnieniu tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa (tzw. lista Macierewicza, na której był Bolek) odwołał rząd J. Olszewskiego. Dzień po odwołaniu rządu Olszewskiego prezydent Lech Wałęsa desygnował na szefa rządu prezesa PSL Waldemara Pawlaka.

Wówczas też dowiedzieliśmy się, że niszczone akta PRL-owskich służb specjalnych zostały wcześniej utrwalone na mikrofilmach, z których to, co najmniej dwie kopie przekazane zostały zupełnie z premedytacją za granicę i łatwo domyślić się w czyje ręce...

Zamach stanu dokonany przez Bolka i jego akolitów był kolejną zdradą Polski dokonaną przez spadkobierców Okrągłego Stołu.

Całość najlepiej ilustruje film: "Nocna zmiana", który polecam przede wszystkim młodym ludziom.


http://www.youtube.com/watch?v=JKCJP5fX-8I

Smutne jest to, że do dzisiaj Ci - wedle mnie - zdrajcy dalej funkcjonują w życiu publicznym Polski, nawet i w Europie na funkcjach Europosłów. 

Jak długo jeszcze?

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

czwartek, 4 czerwca 2020

Dwie czerwcowe daty: 1989 i 1992


4 czerwca 1989

Wybory parlamentarne w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, czyli PRL.  Wybory przeprowadzone konstytucyjnie w państwie ustanowionym przez Sowietów a nie w Wolnej Polsce. Wybory nie mające nic wspólnego z demokracją ani wolnością bowiem komuniści mieli zagwarantowane a'priori aż 65% miejsc w sejmie. Wybory antydemokratyczne, które stworzyły na następne kilkadziesiąt lat przepoczwarzoną z PRL tzw. III RP i były wynikiem zdrady narodowej dokonanej przy okrągłym stole. To dzień, którego też konsekwencją było powołanie na stanowisko Prezydenta Wolskiego vel. Jaruzelskiego. Ten stosunkowo niedawno zmarły funkcjonariusz obcych i wrogich Polsce służb wprowadził nielegalnie Stan Wojenny i moim zdaniem był jedną z najpotworniejszych postaci w historii Polski.

(warte obejrzenia: Towarzysz Generał i Towarzysz Generał idzie na wojnę)



Przy Okrągłym Stole i w Magdalence dokonano podziału przyszłych łupów i ustalono warunki utrzymania się przy władzy zbrodniczych komunistów i ich pseudodemokratycznych, różowych agentów lub quasi agentów. W rozmowach brało udział tylko około 30-40% etnicznych prawdziwych Polaków, resztę stanowili nam etnicznie obcy i a'priori nas nienawidzący. 

Efektem obrad "okrągłego stołu" była zgoda na "częściowo wolne" wybory w Polsce, ale pod warunkiem utrzymania przez komunistów funkcji Prezydenta oraz dalszego nadzoru nad newralgicznymi dla naszego państwa specsłużbami, w tym wojskowymi. Nawet przy takich ustaleniach Adam Michnik musiał jednak wybrać się w lipcu 1989 roku do Moskwy ... czyżby po instrukcje od KGB oraz w celu ustalenia harmonogramu działań? KGB już w czerwcu 1985 roku przewidywało powstanie w Polsce rządu z udziałem opozycji!

Okrągły Stół był zdradą narodową wobec Polski i ukształtował dominację komunistów i quasi komunistów w całej III RP. Umożliwił też zawłaszczenie polskiej własności przez nomenklaturę komunistyczną i zezwolił de facto na rządzenie Polską przez specsłużby, w tym WSI, która nigdy do czasów rządu J. Kaczyńskiego nie była zweryfikowana. Okrągły Stół był też okresem ostatnich zbrodni na księżach: Suchowolcu, Niedzielaku  i Zychu zamordowanych prawdopodobnie również przez komunistyczne specsłużby.

Czym był Okrągły Stół można zobaczyć m.in. na filmie.

https://www.youtube.com/watch?v=fXEUNBWPeWs

4 czerwca 1992 roku

Nocą i w ponurej atmosferze zostaje odwołany gabinet Jana Olszewskiego nie tylko dlatego, że próbował ujawnić sieć komunistycznych agentów funkcjonujących na najwyższych stanowiskach państwowych w ówczesnej Polsce. Równie ważnym było uniemożliwienie Lechowi Wałęsie podpisania z Sowietami umowy pozwalającej na zawłaszczenie przez ich specłużby terenów po dawnych sowieckich bazach wojskowych w Polsce m.in. poprzez tworzenie spółek sowiecko-polskich.

Nazwiska kolaborantów z władzą komunistyczną stanowiły kwintesencję osób dokonujących zdrady przy "okrągłym stole" i nie tylko. Sejm w nocnym głosowaniu z 4 na 5 czerwca 1992 - na wniosek zbolkowanego Wałęsy - i kilkanaście godzin po wykonaniu przez ministra spraw wewnętrznych Antoniego Macierewicza uchwały Sejmu o ujawnieniu tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa (tzw. lista Macierewicza, na której był Bolek) odwołał rząd J. Olszewskiego. Dzień po odwołaniu rządu Olszewskiego prezydent Lech Wałęsa desygnował na szefa rządu prezesa PSL Waldemara Pawlaka.

Wówczas też dowiedzieliśmy się, że niszczone akta PRL-owskich służb specjalnych zostały wcześniej utrwalone na mikrofilmach, z których to, co najmniej dwie kopie przekazane zostały zupełnie z premedytacją za granicę i łatwo domyślić się w czyje ręce...

Zamach stanu dokonany przez Bolka i jego akolitów był kolejną zdradą Polski dokonaną przez spadkobierców "okrągłego stołu".

Całość najlepiej ilustruje film: "Nocna zmiana", który polecam przede wszystkim młodym ludziom:

https://www.youtube.com/watch?v=qpW22RN3IHY


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 16 listopada 2019

Czy jestem rozczarowany?

Chyba wszyscy moi czytelnicy dokładnie wiedzą jakie mam poglądy i kogo od niepamiętnych czasów zawsze popierałem. Przez wielu nawet zostałem okrzyczany fanatycznym "pisiorem", choć osobiście zawsze podkreślałem, że realnie na dziś nie ma żadnej innej alternatywy dla Polski i Polaków, i to mimo tego, iż można mieć do tej partii lub koalicji Zjednoczonej Prawicy wiele zastrzeżeń. Wielokrotnie o tym pisałem...

Najgorszym dla Polski scenariuszem byłoby przejęcie władzy przez totalną opozycję, bowiem groziłoby to utratą suwerenności i niepodległości Polski jako jednolitego państwa oraz pozwoliłoby na powrót do władzy aferzystów i ludzi skupionych na własnych korzyściach i zdradzie targowickiej.

Podobnie tragiczną byłaby przegrana prezydenta A. Dudy w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Taka przegrana doprowadziłaby do marazmu decyzyjnego władz wykonawczych, gdzie totalny, większościowy senat wsparty totalnym prezydentem zahamowałby wszelkie reformy w Polsce a nawet doprowadziłby do wcześniejszych wyborów do parlamentu. Wtedy zaś już wcale nie jest pewne, że PiS (ZP) uzyskałoby wynik dający mu możliwość samodzielnych rządów.

Właśnie takie podejście do polskiej polityki predestynuje mnie do wypowiedzi, które są namiastką krytyki obecnie rządzących, choć nie ukrywam, że są to na razie emocjonalne i być może w wielu aspektach przedwczesne konkluzje, ale nie mam zamiaru milczeć, gdy coś mi się nie podoba.

A takich wątpliwości mam wiele i teraz chciałbym się skupić na nich a nie na pozytywach rządzenia przez ostatnie cztery lata, które moim zdaniem przewyższają negatywy, ale w takiej sytuacji krytyka może tylko dać jakiś mały przyczynek do korekty przez PiS dotychczasowego modelu rządzenia. 

Po pierwsze.

Przez cztery lata nie dokonano gruntownych przedsięwzięć w obszarze zdekomunizowania i zlustrowania osób publicznych w Polsce. Efektem tego jest ponowne wkroczenie na salony parlamentarne lewicy z SLD połączone ze skrajną lewicą. Ci ludzie nigdy nie powinny dostąpić takich zaszczytów i gdyby był wprowadzony w Polsce program PiS-u pod nazwą CELA+ najprawdopodobniej taki powrót lewicy byłby niemożliwy.

Niepokoję się też o bieżące decyzje PiSu, które dotyczą wyborów składu poszczególnych nowych komisji sejmowych, gdzie lewica zyskuje niewspółmiernie dużo w porównaniu do wyniku wyborów. Niepokoję się tym, że za posłami lewicy głosują też członkowie PiS (ZP) jak to było m.in. w przypadku komisji ds. rodziny i polityki społecznej, gdzie przewodniczącą została właśnie przedstawicielka lewicy. Boję się stwierdzenia, że PiS wchodzi w koalicję z SLD, ale realnie tak to wygląda, przynajmniej w tym obszarze. Podobno też może zdarzyć się sytuacja, że SLD poprze ustawę PiS-u o likwidacji 30-krotności składek ZUS dla najbogatszych a sprzeciw wobec niej już zapowiedzieli koalicjanci PiS-u w postaci Porozumienia J. Gowina. Czy już możemy mówić o rozpadzie ZP? Może nie a może jednak tak... Nie wiemy, ale mam nadzieję, że nie.

Podobnie zabrakło programu CELA+ dla ludzi odpowiedzialnych za afery PO-PSL i wcześniejszych ekip. Czy ktoś z nich ogląda dziś świat zza krat? A afer tych było tysiące: od hazardowej, Amber Gold aż po aferę stoczniową. Dlaczego nie pociągnięto ich do odpowiedzialności karnej a dziś Ci ludzie "śmieją się nam w głos"? Można mieć wrażanie, że jednak w jakiś sposób dalej obowiązuje zasada Okrągłego Stołu: "my nie ruszamy waszych a wy nie ruszacie naszych". Również mam nadzieję, że to nie jest prawda.

Po drugie (trochę związane z pierwszym).

Nie zrealizowano przez ten czas wielu zapowiedzi przedwyborczych deklarowanych przez PiS. Owszem, większość wprowadzono w życie, ale dotyczyły one przede wszystkim wsparcia socjalnego dla Polaków w postaci: 500+, wyprawka+, mieszkanie+, darmowe leki dla seniorów, obniżka składek ZUS dla małych przedsiębiorców i likwidacja składek dla młodych ludzi do 26 roku życia, obniżka CIT, pomoc dla niepełnosprawnych, wzrost płacy minimalnej i stawki godzinowej, obniżenie wieku emerytalnego, emerytura+ i wiele innych. Za pozytyw poza socjalny można też uznać większą ściągalność podatków, w tym VAT oraz prowadzenie działań zmierzających do wyrównanego deficytu budżetowego a także zwiększenie poziomu centralnych inwestycji infrastrukturalnych i rentowności przedsiębiorstw państwowych wraz z promocją nowych technologii na uczelniach i w biznesie.

Natomiast nie dokonano gruntownych zmian strukturalnych i wizerunkowych. Gruntowna reforma sądownictwa "dzięki" wetom prezydenta stanęła w miejscu. Nie powrócono też do pomysłu uwolnienia zawodów prawniczych. Nie ujawniono Aneksu do Raportu z Likwidacji WSI, nie uchylono sławetnej ustawy 1066 dotyczącej tzw. "bratniej pomocy", podpisano CETA, nie wprowadzono jednak podatku obrotowego dla sieci handlowych, pomoc dla frankowiczów skończyła się na werbalnych zapowiedziach, nie zmniejszono liczebności biurokracji, niby powołano PFN (Polski Fundusz Narodowy), ale jego działanie jest nijakie, nie dokonano - o czym wspomniałem - dekomunizacji i lustracji,  na arenie międzynarodowej - po interwencji Izraela - wycofano się z zakazu propagowania i ścigania za treści antypolskie i wiele innych.

Moje zaniepokojenie budzi też brak ostatecznego wyjaśnienia tragedii smoleńskiej. Minęło cztery lata prac komisji d.s. jej wyjaśnienia i dalej nic oficjalnie nie wiemy a temat tej tragedii jakby gdzieś uleciał z pierwszych celów rządów PiS. Podobnie wygląda sytuacja rozwiązania zagadki śmierci bł. J. Popiełuszki ("mordu założycielskiego" III RP) i wynika to też z ponownego niepowołania prokuratora Witkowskiego, który najwięcej wie o tej sprawie. Sądzę zresztą, że ich wyjaśnienie byłoby politycznym "trzęsieniem ziemi" a to utwierdza mnie w przeświadczeniu, że już nigdy nie dowiemy się o nich prawy.

Po trzecie.

Zauważam zbytnią uległość wobec środowisk żydowskich i zamilczanie znaczenia amerykańskiej ustawy 447 JUST, która może być podstawą nieprawnych reparacji wojennych, które Polska miałaby zwrócić tym środowiskom za tzw. utracone bezspadkowe mienie żydowskie. Takie reparacje się nie należą i to wedle prawa międzynarodowego, jak i polskiego. Poza tym znów powstaje dziwna ustawa H.R. 943 (ustawa "oświatowa"), która ma najprawdopodobniej utwierdzać Amerykanów w dzisiejszej ich postawie wobec Polski i Polaków a przynajmniej zintensyfikować tragiczne znaczenie Holocaustu (polityka największych "cierpiętników", którym należy się wszystko). 

(o tej ustawie 447 niedawno i obszernie pisałem też [1].[2] - polecam)

Kiedyś bardzo krytycznie odnosiłem się do wizyty rządu D. Tuska w Izraelu (2011) i wspólnego tam posiedzenia z rządem tego państwa. Tak samo krytycznie odnoszę się do identycznego spotkania w Izraelu części naszego rządu kierowanego przez B. Szydło (2016). Zarówno o jednym jak i o drugim wiemy bardzo mało a informacja o tym ostatnim zniknęła już ze stron rządowych. O czym tak dyskutowano? Tego nie wiemy... a szkoda...

Podobnie odnoszę się do niewiadomej roli J. Danielsa, który pojawił się nagle i bryluje wśród władz państwowych naszego kraju. Czyżby był emisariuszem nadzorującym z ramienia Izraela Polskę? Tego też nie wiemy.

Zawsze też bulwersującym dla mnie jest fakt zapalania chanukowych świec w polskim Pałacu Prezydenckim. Czy coś podobnego jest możliwe w izraelskim Knesecie, gdzie można by tam się podzielić z katolickim Ciałem Bożym, czyli świątecznym opłatkiem? Szczerze wątpię.

Pisałem też tak: "(...) trzeba z Żydami negocjować ostro. I trzeba bardzo ostro. Wtedy Żydzi faktycznie zechcą z nami rozmawiać, bo dopóki państwo jest słabe to po prostu Żydzi je wykorzystują (...) ale trzeba dyskutować z poziomu dwóch niezależnych podmiotów państwowych a nie na kolanach, trzeba dyskutować konkretnie - raczej nie politycznie, ale w zakresie przede wszystkim wzajemnych interesów opartych o obustronne korzyści". Podtrzymuję tą wypowiedź, z tym, że naprawdę Polacy muszą naciskać na Izrael i wszelkie poza-izraelskie środowiska żydowskie (USA) na mówienie prawdy o Holocauście Żydów i roli Polaków w tym Holocauście. Na razie uważam, że w tym zakresie - kształtowania polityki historycznej, nie robi się zbyt wiele i ulega się narracji żydowskiej.

Po czwarte.

Nie podoba mi się kształt personalny nowego rządu. Co prawda tylko do niektórych postaci, ale i tak jest to ważne, bowiem mogą oni rzutować na działania całego rządu.

Najbardziej jestem zaskoczony ponownym powołaniem na ministra zdrowia Ł. Szumowskiego, który w sektorze ochrony zdrowia nie potrafił przeprowadzić reform strukturalnych a ograniczył się tylko do wpompowywania dodatkowych pieniędzy do chorego sektora. Oczywiście ja wiem, że jest to ministerstwo bardzo trudne, ale od niego powinno się wymagać przedstawienia jakiegoś wieloletniego programu ochrony zdrowia w Polsce i to przekraczającego jedną czy dwie kadencje rządów. Tego zabrakło.

Kolejną osobą jest nowy minister finansów T. Kościński. Jest to osoba, której poza wąskim gronem bankowców nikt w Polsce nie zna a tylko wiemy, że był współpracownikiem M. Morawieckiego jak on był prezesem BZWBK. Poza tym to kolejny minister po V. Rostowskim, który jest angielskim imigrantem w Polsce i nawet dobrze nie mówi po polsku. Poza tym - również jak Vincent R. - nie ma wykształcenia wyższego a jego zażyłe znajomości ze środowiskiem banksterów mogą źle służyć naszemu krajowi. Może też okazać się odwrotnie i będzie dobrym ministrem, ale na dziś ta nominacja mi się nie podoba.

No i już największym dla mnie "ciosem" jest ponowne powołanie na ministra spraw zagranicznych J. Czaputowicza. Onegdaj krytykowałem W. Waszczykowskiego, ale to i tak był lepszy minister niż obecny. Niestety jest on ze "stajni" B. Geremka a nasza dyplomacja po prostu stoi w miejscu i nie widać żadnej poprawy. J. Czaputowicz jest bardzo "miękkim" ministrem a na dzisiejsze czasy jest potrzebny ktoś młodszy, bez układów i energiczny, który mógłby przewietrzyć naszą dyplomację ze "złogów" postkomunistycznych i geremkowskich a w dużej części nawet dziś antypolskich w znaczeniu niemalże obstrukcji wobec poczynań i decyzji "pisowskich". Naprawdę mamy przecież wielu w miarę młodych ludzi, nie uwikłanych zależnościami, zdolnych i o dużej wiedzy, którzy mogliby objąć stanowiska ambasadorów i innych w polskiej dyplomacji a tak ta dyplomacja jak w wielu obszarach staje się niemal dziedziczna, podobnie jak w przypadku zawodów prawniczych.

Wielu też niezależnych publicystów ma zastrzeżenia do A. Adamczyka jako ministra infrastruktury. Nie znam tegoż obszaru, więc trudno mi skomentować tą osobę.

To tyle moich wątpliwości. Piszę o nich nie z pozycji opozycyjnej, ale jako zwolennik PiS, który ma wątpliwości i wierzy, że szybko to wszystko zostanie pomyślnie załatwione przez nowy rząd.

Czy jestem wobec tego rozczarowany? Na razie trochę tak...
  

[1] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2019/08/ustawa-447-just-i-zroda-antypolskosci.html
[2] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2019/09/zydzi-i-antypolska-ustawa-447.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

środa, 21 sierpnia 2019

Legendowanie zdradzieckich elit III RP – Ośrodek wczasowy internowania w Jaworzu

Temat trochę mniej kampanijny, ale w sumie dotyczy całej III RP a więc dotyka też współczesności, która niestety wyrosła ze zdrady narodowej niby "naszych" już w roku 1981, kiedy to sam Geremek 1 grudnia 1981 roku proponował władzy wprowadzenie Stanu Wojennego by później powstała nowa Solidarność bez Matki Boskiej w klapie i tak się stało.

Ogólnie oficjalna historia - moim zdaniem - jest pełna fałszu i manipulacji. I nawet "nasi" historycy nie mówią o wszystkim, albo też sami nie wiedzą. Historię tworzą fakty i wydarzenia a one są kreowane i to najczęściej w zaciszu gabinetów.

Lata 80-te... To jeszcze należy się cofnąć do lat 70-tych. Komuna była w latach 70-tych inna niż wcześniej. Było to otwarcie E. Gierka. Oczywiście takie bardziej w sferze gospodarczej niż politycznej. Pojawiły się inwestycje, zachodnie produkty, itd...

Tak to trwało do 1976 roku, kiedy wyprowadzono robotników na ulice i założono KOR... Środowisko KOR-u było potem w latach 80-tych niemal jedyną tzw. "konstruktywną", różową opozycją. A na strajkach w sierpniu 80-tego roku rolę dyrygentów przejęło właśnie to środowisko i ludzie im bliscy: B. Geremek, J. Kuroń, A. Michnik, T. Mazowiecki i wielu innych.

Początkowo mieli przejąć strajk i go zneutralizować a sam strajk był zainicjowany aby obalić E. Gierka (zresztą walka wewnętrzna o władzę zawsze jakoś przesilała się w buntach robotniczych).

L. Wałęsę, czyli Bolka dowieźli na strajk UB-cy od strony morza motorówką. Nie opanowali strajku i powstała I Solidarność, jedyna naprawdę patriotyczna organizacja. Niestety Stan Wojenny ją zakończył a później istniała już tylko różowa opozycja z Geremkiem Michnikiem i Kuroniem.

Od momentu przejęcia władzy przez M. Gorbaczowa t.j. w połowie lat 80-tych Moskwa przygotowywała się do zmiany ustroju... W 1986 (albo rok wcześniej lub później) Gorbaczow obiecał Niemcom Zjednoczenie, czyli de facto koniec komunizmu. No a jeszcze na dokładkę był G. Soros? On był wszędzie i w Rosji i Polsce, i na Węgrzech.... Czyje interesy reprezentował? Etnicznie to środowiska syjonistyczne i wielkich bankowców...a te środowiska syjonistyczne to też środowisko KOR...

Następnie były strajki końca lat osiemdziesiątych zakończone zdradą narodową przy Okrągłym Stole i Magdalence, gdzie "niby nasze", polskie zdanie reprezentowali Ci, którzy w większości byli antypolakami i tak jest do dzisiaj.

To tak pokrótce, ale warto zauważyć, że właśnie Stan Wojenny zabrał Polsce wielu patriotów, którzy w przyszłości mogli stanowić elitę narodu. Zmuszono ich do emigracji a było to przeszło 1 mln naszych młodych patriotów. Zostali tylko Ci "różowi" najczęściej z semickim rodowodem. I dla nich Stan Wojenny wcale nie był straszny. Większość umieszczono w ośrodku wczasowym dla komunistycznych oprawców w Jaworzu.

Z książki Solidarność w Województwie Koszalińskim 1980-1989 (A.Frydrysiak,T. Wołyniec):

"W chwili przyjazdu do Jaworza nie było wytycznych dotyczących postępowania z internowanymi, zastosowano zatem regulamin ośrodka obowiązujący wczasowiczów podczas turnusu wypoczynkowego.
(...)
Przywieziono 106 paczek Było w nich pełne wyposażenie, a więc: ubrania, kosmetyki, żywność, książki i notatki. Przywieziono również owoce południowe: pomarańcze, banany, cytryny, ananasy.(...)
W czasie wolnym internowani prowadzili wykłady.
(...)
Słuchaczami wykładów byli internowani oraz żołnierze i milicjanci będący po służbie.?
"Ponieważ planowano przejście na gospodarkę rynkową, transformację pierwszej komuny w III RP, potrzebne były kadry konstruktywnych opozycjonistów, którym można byłoby przekazać władzę?
W tym celu w Jaworzu podlegali procesowi uwiarygodniania zdobywając status pokrzywdzonego m.in.: Wł.Bartoszewski, A.Małachowski, T. Mazowiecki, B.Geremek, St.Niesiołowski, A. Czuma, B.Komorowski, A. Celiński, A. Drawicz, R.Bugaj, A.Szczypiorski, W.Woroszylski, A.Kijowski, H. Mikołajska, J. Kuroń, J.Jedlicki, J.Holzer, St. Amsterdamski, J. Kuśnierek, M. Rayzacher, R.Zimand".

Patrząc z perspektywy 30 lat kogo internowano w Jaworze można dojść do wniosku, że scenariusz obecnej gangreny Polski, już wtedy był planowany.

Ośrodek w Jaworzu był jednym z kilku zaledwie obozów internowania stanu wojennego, który umieszczono nie w więzieniu, lecz w wojskowym domu wczasowym podległym dowództwu wojsk lotniczych. Działał do 22 maja 1982 r.

W tym dniu przeniesieni zostali do ośrodka odosobnienia w Darłówku m.in. przyszły premier Tadeusz Mazowiecki, przyszły minister spraw zagranicznych Bronisław Geremek, późniejszy ambasador Krzysztof Śliwiński. Powodem przeniesienia była konieczność przygotowania ośrodka w Jaworzu do sezonu wczasowego. Był to obóz niewielki, liczba internowanych rzadko przekraczała 60 osób. Większość internowanych przywieziono z Warszawy - mężczyzn z więzienia w Białołęce, a kobiety z Olszynki Grochowskiej. Była także grupa uwięzionych ze śląska i po kilka osób z Kielc, Lublina, Torunia i Łodzi. Cechą najbardziej charakterystyczną, odbiegającą od przeciętnej innych obozów był skład osobowy Jaworza: przebywali w nim intelektualiści - pisarze, artyści, naukowcy i - jak się po kilku latach okazało - przyszli politycy z pierwszych miejsc w kraju. Ośrodek odosobnienia w Jaworzu, jako jeden z bardzo niewielu w kraju, odpowiadał warunkom internowania zapowiadanym przez władze stanu wojennego: dwa pawilony spełniały standard wczasowy, w pokojach ok. 10 m2, z przedpokojem mieszczącym szafę i umywalkę, mieszkały 3 osoby. Dwa prysznice i cztery kabiny WC na piętrze przypadały na 20-30 osób. Czystość w pokojach, na korytarzu i w pomieszczeniach sanitarnych utrzymywali sami internowani. W oknach nie było krat, pokoje były otwarte, panowała swoboda poruszania się po korytarzach i wewnątrz pawilonu - ale już nie swoboda wychodzenia na zewnątrz, na teren bez muru i wieżyczek strażniczych. Spacery odbywały się pod nadzorem, w kółko po wyznaczonym terenie. Posiłki, przyrządzane smacznie, podawano do stolików w stołówce.

Osobistą kontrolę nad obozem sprawował adiutant gen. Kiszczaka, pułkownik Romanowski - on eskortował transport helikopterami z Warszawy do Jaworza, on też odwiedzał regularnie obóz. Stała, SB-cka część załogi Jaworza, nie ulegała zmianie, nie zmieniali się podoficerowie - prawdziwa władza w obozie, zmieniali się za to co kilka tygodni żołnierze z poboru i członkowie formacji ROMO. W kwietniu pojawił się nowy zastępca komendanta ds. nadzoru politycznego; przyniosło to znaczne zaostrzenie np. warunków widzeń z rodzinami - zaczęły się one odbywać pod ścisłym nadzorem funkcjonariuszy. Cywilni funkcjonariusze SB próbowali też, od połowy kwietnia, rozmów indywidualnych z internowanym".

Mało jest takich relacji, ale warto to przypominać, bo one tylko potwierdzają, że tak naprawdę nie było żadnego obalenia komunizmu, ale on był kontrolowany przez samych komunistów i ich "opozyjyjnych" wtyczek takich jak B. Geremek czy A. Michnik, który w więzieniu miał dostęp o możliwość pisania tekstów oraz wysyłania ich w świat. Zresztą był traktowany nadzwyczaj łagodnie.

W ten sposób legendowano nowych władców Polski, którzy rządzą w niektórych dziedzinach i dzisiaj. Oni albo ich potomkowie i z tej perspektywy należałoby patrzeć na obecną rzeczywistość.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

7 rocznica tragedii smoleńskiej i 77 ludobójstwa w Katyniu...

Dzisiaj mija już 7 lat od tragedii smoleńskiej, największej w czasie pokoju hekatomby polskich elit w historii.

Przez ten okres wiele razy pisałem o moim smutku, ale też o zmienności emocji: od rozpaczy poprzez złość, modlitwę, gniew i chęć zemsty. Emocje w końcu trochę opadły a dziś niemal pewna hipoteza zamachu tylko potwierdza moje pierwsze tragiczne przypuszczenia: dokonano po raz kolejny zbrodni na polskiej, patriotycznej elicie politycznej i społecznej.

Osobiście mój zasób słów na wyrażenie mojego bólu po stracie tylu wielkich Polaków już się wyczerpał, podobnie jak wyczerpał się ów zasób słów, którymi opisałem haniebne, rządzące nami ówcześnie elity tzw. III RP lub lepiej chyba PRL-bis.

Dziś sytuacja w Polsce jest inna. Od roku działa nowa komisja badająca tą tragedię, która przychyla się do stwierdzenia, iż rządowy samolot w wyniku wewnętrznych wybuchów rozpadł się jeszcze w powietrzu. Prawdopodobnie tą konstatację potwierdzi ona dziś podczas rocznicowej konferencji prasowej. Niemniej w dalszym ciągu nie wskazuje się winnych tego zamachu, nie ma żadnych rozpraw sądowych ani wyroków, nikt nie dotąd nie poniósł za nią żadnej kary. Pozostaje mi więc dalsze wołanie o jak najszybsze znalezienie winnych zamachu i odpowiednie ich ukaranie oraz poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: Dlaczego?

Inną kwestią, która musi zostać rozstrzygnięta, jest sposób dokonania zamachu. Dla mnie osobiście sprawa jest jasna i przychylam się do w/w hipotezy, iż w samolocie lecącym do Smoleńska w powietrzu (tuż przed lądowaniem) nastąpiły wewnętrzne wybuchy, które spowodowały tragedię i prawdopodobnie śmierć wszystkich pasażerów. Odrzucam zaś hipotezy: o nieszczęśliwym zbiegu okoliczności i losowym wypadku, o błędzie pilotów lub nacisku ś.p. prezydenta L. Kaczyńskiego o lądowaniu mimo niesprzyjających warunków pogodowych, o zdetonowaniu ładunków wybuchowych już po wylądowaniu samolotu czy tzw. "maskirowki" polegającej na fałszywej inscenizacji katastrofy podczas, gdy pasażerowie zostali niejako "porwani" i nie wylecieli do Katynia oraz zostali zabici gdzie indziej. Uważałem i uważam, że był to zamach na polskie elity, było to morderstwo z premedytacją.

Wielokrotnie przez te siedem lat dokonywałem retrospekcji moich notek oraz analizowałem pojawiające się nowe informacje na temat tej tragedii i tak naprawdę tylko utwierdzałem się w przekonaniu, że tak naprawdę wówczas przystąpiono do ostatecznej bitwy z Narodem Polskim… w wojnie o pozbawienie Polaków Ojczyzny, tożsamości narodowej, wiary, majątku i zasobów naturalnych, poczucia wspólnoty a w końcu utratę przez Polskę suwerenności i niepodległości.

To, co się stało tego kwietniowego dnia 2010 roku jest jakby ukoronowaniem zdrady narodowej dokonanej przy "okrągłym stole", gdzie w imię „pojednania” do rozmów przystąpiły dwie strony: kaci i ofiary. Chociaż i to jest kłamstwo, bo tak naprawdę przy okrągłym stole ofiar nie było, tak naprawdę to też byli to tylko prawie kaci udający pokrzywdzonych ludzi opozycji. I m.in. oni wewnętrznie postanowili zastopować działania ś.p. prezydenta L. Kaczyńskiego i ostatecznie przekreślić możliwość jego ponownego wyboru na ten urząd.

Większość przecież tzw. strony opozycyjnej przy OS to byli socjaliści, trockiści, dla których internacjonalistyczne idee socjalistyczne były zawsze najważniejsze. Wielu z nich było przecież TW a w większości dla tych, którzy nimi nie byli, raczej idea odrodzenia wolnej i suwerennej Polski była zupełnie obca, tym bardziej, że wielu z nich było i jest nam etnicznie obca. Kiedyś ktoś powiedział, że przy okrągłym stole spotkali się czerwoni i różowi, TW i ich prowadzący oraz, że chcieli tylko jednego: aby w spokoju przejść okres transformacji i znów być największymi beneficjentami nowej Polski lub też po prostu chcieli ją choć w części zawłaszczyć dla siebie w imię budowy wyimaginowanej w chorej wyobraźni tzw.: Judeopolonii.

Teraz już wiemy, że "okrągły stół" był w sumie wymyślony przez sowieckie KGB i GRU (w sensie dopuszczenia do współrządzenia tzw.: „konstruktywnej opozycji”). Wiedzieli o tym "nasi" opozycjoniści z Bolkiem na czele, którzy wyeliminowali z obrad niemal wszystkich polskich patriotycznie nastawionych opozycjonistów. Wiedzieli o tym dobrze wstrętni prosowieccy komuniści w postaci Wolskiego czy Kiszczaka. Efektem tego porozumienia było stworzenie III RP, państwa teoretycznego, wywłaszczonego, przegranego.

Nieżyjący już profesor Wieczorkiewicz w wywiadzie opublikowanym po jego śmierci przez Rzeczpospolitą tak przedstawiał sytuację (wytłuszczenie - pytania dziennikarza):

„…Panie profesorze, czy w swoich analizach nie przecenia pan roli tajnych agentów i służb?
Historyk, który mówi krytycznie o tak zwanej spiskowej teorii dziejów, jest historykiem niepoważnym, hołdującym historii dla idiotów lub prostaczków, którzy wierzą w to, co widzą w telewizji i czytają w gazetach. Jest bowiem historia prawdziwa i historia medialna, fasadowa. Ta prawdziwa w dużej mierze toczy się za kulisami. A za nimi działają przede wszystkim tajne służby.

W Polsce także?
Oczywiście. Weźmy choćby sprawę wyjazdu Michnika do Moskwy w 1989 roku...

Nie sugeruje pan chyba, że Michnik był agentem?
Agentem nie był. Był natomiast potężnym graczem, działającym właśnie za kulisami. W 1989 roku pojechał do Związku Sowieckiego, aby dogadać się z tamtejszymi towarzyszami ponad głową Jaruzelskiego. Był zbyt inteligentnym, zbyt ambitnym człowiekiem, żeby nie dojść do wniosku, że sam III RP nie zbuduje i nie zrealizuje swoich koncepcji. Dlatego próbował podjąć współpracę z Moskwą, ale podkreślam – nie była to współpraca natury agenturalnej, tylko rodzaj gry politycznej. Michnik tłumaczył to sobie zapewne mniej więcej tak, że idzie z tymi progresywnymi, liberalnymi towarzyszami spod znaku Gorbaczowa, żeby poprawić komunizm. Hasło Michnika i Gorbaczowa było przecież takie samo: socjalizm z ludzką twarzą.

(…)
Rozumiem, że skłania się pan do tezy, że upadek komunizmu był operacją służb specjalnych?
Tak. Wiele źródeł wskazuje, że była to gigantyczna, przemyślana i kontrolowana operacja. W szczegółach oczywiście mogła się wymknąć spod kontroli, bo każda taka akcja ma swoją dynamikę. Ale ostatecznie wszystko się udało. Celem służb było bowiem zachowanie kontroli nad finansami podczas transformacji ustrojowej. Następnie zaś dzięki tym pieniądzom oraz powiązaniom i doświadczeniu przejęcie kontroli nad państwami byłego imperium i nowo powstałą Rosją.

Dlaczego komunistyczne służby miałyby coś takiego zrobić?
KGB doszło do wniosku, że należy położyć kres istnieniu pasożyta, za jaki uważało partię. Przecież organizacja ta stała się całkowicie zbędnym czynnikiem. Służby były tak potężne, że za pomocą zakulisowej gry mogły doskonale same kontrolować imperium. Mieć władze i zarabiać pieniądze. Aby to jednak osiągnąć, trzeba było usunąć komunistów. Już wcześniej ludzie, którzy kierowali bezpieką – Jeżow, Beria i inni – próbowali zrobić mniej więcej coś podobnego. Stalin, a później Chruszczow potrafili się jednak obronić (…)”.

Czyż w takim ujęciu śmierć tylu Wybitnych Polaków, Patriotów z prezydentem na czele mogła być przypadkiem? Oczywiście nie!

Pytanie jest jedno (wraz z uzupełniającym): Kto był inicjatorem a kto bezpośrednim wykonawcą zamachu i czy oni działali wspólnie i w porozumieniu? Można postawić dodatkowe pytanie: Kto najbardziej - wewnętrznie i zewnętrznie wobec Polski - na tym zyskał?

Nie znamy ostatecznych odpowiedzi na te pytania. Niemniej uważam, że beneficjenci III RP postawili wszystko na jedną kartę lub ten "wypadek" tylko przyspieszył bieg zdarzeń. Postawili wszystko ponownie na powrót do dawnych stref wpływów ustalonych po II Wojnie Światowej z uwzględnieniem późniejszych zmian geopolitycznych… teraz już bez przewodniej roli ideologii wojennego komunizmu, ale lewacko- demoliberalno-globalistycznej ideologii komunizmu kulturowego wraz z zawłaszczeniem Polski m.in. przez: kondominium niemiecko-rosyjskie (ze strony Niemiec reprezentowane przez UE), międzynarodowych lichwiarzy z domieszką apriorycznie chorych celów judaizacji naszej Ojczyzny.

I mam takie przeczucie, graniczące z pewnością, że ta śmierć była na rękę właśnie zarówno chyba Rosji, UE i polskim piewcom III RP… ale także być  może USA czy Izraelowi, a szczególnie międzynarodowym instytucjom finansowym o czym pisałem m.in. w notce: "Konflikt ukraiński a zamach smoleński (1)"

Bo tak naprawdę obecnie w świecie liczą się własne interesy tych największych.

B.H. O’Bama był miałkim politykiem, figurantem realizującym cele syjonistycznego gremium nadrzędnego. Europa w 2010 roku (do 2013) stała się dla Ameryki Północnej w sumie garbem i ciężarem.

"Reset" USA w stosunkach z Moskwą przyniósł opłakane skutki, co było widać w czasie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, ale wcześniej także gruzińskiego i być może to właśnie ten "reset" był jednym z powodów śmierci polskich elit nad Smoleńskiem.

Z drugiej strony zaś i wtedy, i dziś UE jest zdominowana przez Niemcy, które są przychylne wobec Rosji i gotowe zawsze porozumieć się w sprawie „zasięgu wzajemnych wpływów”. Jak mocno potrafią Niemcy współpracować z Rosją widać to np. w obecnej sytuacji międzynarodowej, gdzie nagle A. Merkel - po zdecydowanym pokazie siły przez nowego prezydenta USA D. Trumpa (odwetowy atak na rządowe syryjskie lotnisko) - podjęła decyzję o natychmiastowym spotkaniu z W. Putinem (odbędzie się na początku maja).

Rosja bowiem od lat próbuje odbudować swoją potęgę imperialną ponownie „skupiając” wokół siebie dawne republiki radzieckie i kraje postsocjalistyczne. To „skupianie” ma nieraz formę uzależnienia ekonomicznego, energetycznego (Polska i inne kraje z przewagą rosyjskich dostaw nośników energii), nieraz oficjalnej wojny (jak z Gruzją w 2008 roku a teraz konflikt na Ukrainie), dokonywania przewrotów rękami swoich agentów (Kirgistan w kwietniu 2010), czy też poprzez „demokratyczne” wybory, które wygrywają prorosyjscy kandydaci (Armenia).

Natomiast organizacje żydowskich syjonistów cały czas żądają od nas zapłaty wyimaginowanych przez nich odszkodowań za mienie utracone podczas II WS w wysokości niebotycznych 65 mld USD i prowadzą antypolską kampanię na całym świecie, która próbuje nas obarczyć o wojenny holocaust.

W tym kontekście przede wszystkim polityka wschodnia L. Kaczyńskiego, który skupił wokół siebie takie kraje jak: Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina, Gruzja, częściowo Kazachstan i Azerbejdżan… była szczególnie dla Putina ciosem i musiała wzbudzać po prostu wściekłość. Mało tego L. Kaczyński potrafił powstrzymać Rosję przed zaanektowaniem Gruzji, uratował jej niepodległość i stał się Bohaterem Narodu Gruzińskiego.

L. Kaczyński mając poparcie owych krajów i stając na ich czele zbudował bardzo silny geopolitycznie „podmiot międzynarodowy”, z którym zaczęli się liczyć już wszyscy: i z zaciśniętymi zębami oraz ze zdziwieniem niemiecka Unia Europejska, i w sumie z podziwem, ale i - ze względu na ówczesny "reset" USA z Rosją - irytacją USA oraz z nieskrywaną złością Rosja.

Jakże symptomatycznie brzmią dzisiaj więc słowa Prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa (z początku marca 2010 roku), który stwierdził: „…w czasie (…) spotkania z prezydentem Rumunii Traianem Basescu w Astanie wyraził przekonanie, że kazachska ropa mogłaby być dostarczana nowo zbudowanym rurociągiem przez Azerbejdżan i Gruzję do Morza Czarnego, skąd tankowcami byłaby przewożona do rumuńskiego portu Konstanca, a stamtąd rurociągiem docierałaby do Triestu nad Adriatykiem”.

Ówcześnie też Financial Times pisał: „Nowy szlak eksportowy dopomógłby Kazachstanowi w zmniejszeniu zależności od rosyjskich rurociągów, przez które obecnie przepływa większość kazachskiej ropy eksportowanej na rynki zachodnie (…) W ocenie analityków Nazarbajew znów jest przekonany, że kaukaska ropa może być eksportowana na Zachód przez region płd. Kaukazu. W czasie krótkiej wojny rosyjsko-gruzińskiej w sierpniu 2008 roku miał co do tego wątpliwości”.

Polska w osobie Głowy Państwa i jego współpracowników byłaby jednym z sygnatariuszy podpisania umowy o budowie takiego rurociągu, co było już całkiem realne po przedwstępnym podpisaniem przez L. Kaczyńskiego listu intencyjnego dotyczącego jego budowy. Dodatkowo rozpoczęcie intensywnej eksploatacji polskich: gazu łupkowego i ropy łupkowej uniezależniłoby Polskę od rosyjskich dostaw a rurociąg bałtycki Nord Stream stałby się nieefektywny ekonomicznie...

Odnosząc się natomiast do ewentualnych wewnętrznych przyczyn dokonania zamachu nie pozostaje mi nic innego jak przytoczyć moje własne słowa z postu Dlaczego zginął Lech Kaczyński? (wciąż polecam analizę przedstawionej tam grafiki): "...W sumie nałożyło się na prawdopodobną konieczność zamachu wiele powodów, ale najważniejszym, który może dać odpowiedzieć na inne oraz przybliżyć moment odkrycia sprawców jest odkrycie kto w Polsce zyskiwał najbardziej na zgładzeniu polskich elit, a szczególnie na śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego. Otóż - odnosząc się tylko do wewnętrznych powodów zgładzenia śp. Lecha Kaczyńskiego - skłaniam się do postawienia hipotezy, że osobą, która najbardziej - sensu stricto - zyskiwała na śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego był B. Komorowski a - sensu largo - ludzie, którzy postanowili usadowić go na fotelu prezydenta Polski...".

Analizując wszystko to, co działo się przed i po tragedii można jednoznacznie stwierdzić, że 10 kwietnia 2010 roku wewnętrznie dokonano w Polsce  szczegółowo zaplanowanego zamachu stanu, niemalże wypowiedziano Polsce wojnę!

Zauważmy tylko, że B. Komorowski zanim została potwierdzona śmierć Prezydenta przejął jego obowiązki! Było to złamanie Konstytucji RP i stanowiło bezsprzecznie znamiona zamachu stanu! Dalej potoczyły się wypadki jak w rozpisanym scenariuszu: włamania i przeszukania pokoi sejmowych i nawet mieszkań wybranych tragicznie zmarłych osób, przejęcie Kancelarii Prezydenta oraz BBN-u (w poszukiwaniu aneksu do raportu z likwidacji WSI), buszowanie zastępczyni w gabinecie szefa IPN, niejasności w śledztwie i przekazanie go Rosjanom. Wcześniej było celowe rozdzielenie wizyt D. Tuska i śp. Prezydenta, na miejscu tragedii zaś nie zabezpieczono wraku ani miejsca rozbicia się samolotu, dopuszczono do przewiezienia zwłok do Moskwy (nie do Polski!), umożliwiono przejęcie czarnych skrzynek przez Rosjan. Żadne istotne dowody (wrak, oryginały czarnych skrzynek i innych) do tej pory nie wróciły do Polski i nie zostały przez polskich specjalistów przebadane...

Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że B. Komorowskiemu strasznie się spieszyło dotrzeć do urzędów ś.p. prezydenta L. Kaczyńskiego zanim wejdą do nich jego jeszcze żyjący urzędnicy (był dzień wolny). Ponadto wymowa splotu tych działań jest porażająco pozbawiona emocji oraz jakiegokolwiek przejawu szoku i zdziwienia tragedią. Zresztą do dzisiaj B. Komorowski cały czas jest zimny i egoistycznie oraz bezwzględnie spokojny. Pamiętamy te jego uśmiechy wymieniane z D. Tuskiem podczas przylotu trumny ze śp. prezydentem L. Kaczyńskim....

Pisząc o tym niczego oczywiście nie insynuuję, ale przedstawiam po prostu fakty wewnętrzne i zewnętrzne, które spowodowały m.in. brak na pogrzebie śp. Pary Prezydenckiej przywódców USA i UE… a przybycie np. Włodarza Rosji. Pamiętam też jak jeszcze przed wyborami prezydenckimi gen. M. Dukaczewski (ostatni szef WSI) już mroził szampana, którego zamierzał wypić za zwycięstwo wyborcze B. Komorowskiego.

Jaka była przecież sytuacja wewnętrzna w Polsce to wszyscy wiemy. Pisałem o tym wielokrotnie… niech kwintesencją będzie tylko stwierdzenie, że po 1989 roku (a tak naprawdę od czasów Wolskiego, czyli 1980) Polską nieformalnie do roku 2015 w dużej mierze prawdopodobnie rządziło (współrządziło) środowisko związane z dawnymi wojskowymi służbami specjalnymi powiązane bardzo mocno z czarną i szarą strefą mafijno-biznesową a także z prezydentem B. Komorowskim.

Pisząc o zamachu smoleńskim warto jednak zastanowić się nad pewną cienką granicą pomiędzy opisywaniem i demonstrowaniem przeciwko znanym nam realnie faktom i wydarzeniom, które wedle nas są tragiczne dla Polski a faktami lub wydarzeniami, które relatywnie i w odniesieniu do przeszłości, teraźniejszości oraz przyszłości wydawały się równie negatywnie wpływać na losy Polski i Polaków.

Apeluję tedy, aby w ogólnej dyskusji nad zbrodnią smoleńską nie zapominać o ludobójczej zbrodni katyńskiej z roku 1940 ani innych zbrodniach dokonanych na narodzie polskim. Przy całej tragicznej wymowie i konsekwencjach zamachu smoleńskiego nie możemy przestać mówić i pamiętać w tych dniach o okrutnym, sowieckim mordzie z roku 1940!

Zbrodnia smoleńska mogła bowiem wydarzyć się niejako tylko w wyniku ludobójstwa i mordu katyńskiego, dokonanego na Polakach w kwietniu 1940 roku i to w okrutny przecież sposób przez komunistycznych, marksistowskich Sowietów...  Dokładnie 70 lat po tej zbrodni ludobójstwa zginęło w tym samym niemal dniu i miejscu znów wielu Polaków, z których większość stanowiła prawdziwe elity mogące w przyszłości zrobić wiele dobrego dla naszej Ojczyzny. W tym kontekście te dwie zbrodnie niejako są tym samym, czyli  "ścięciem głowy" Polsce i należy o obydwóch należycie pamiętać!

Te dwie zbrodnie skłaniać też winny do zastanowienia się nad ich konsekwencjami, podobnie jak i w przypadku innych zbrodni i działań, które mają na celu zniszczenie Polski.

Prezydent Lech Kaczyński z pozostałymi pasażerami feralnego samolotu leciał uczcić śmierć 22 tysięcy najznamienitszych Polaków, którzy mogliby stanowić "trzon" powojennych elit budujących ponownie wolną Polskę. Tych ludzi po II WŚ zabrakło a później również zabrakło też relatywnego przywódcy im podobnych - generała W. Sikorskiego, który też w przedziwny sposób zginął w katastrofie lotniczej...

Wielu naszych rodaków zabrakło po II WŚ. Też tych, których mordowali marksistowscy, nizistowscy Niemcy... Zabili wielu naukowców, ale też zwykłych ludzi... Zabrakło też tych, którzy zginęli w Powstaniu Warszawskim. Jakże nasza Ojczyzna musiała też zubożeć tracąc żołnierzy wyklętych i ich sprzymierzeńców... Ilu też Polaków wymordowało polskie i sowieckie tzw. "bezpieczeństwo" po wojnie a ilu zmuszono do emigracji po ogłoszeniu Stanu Wojennego (1 mln osób?)... Jakże wszystkich ich zabrało i brakuje nam do dzisiaj...

Pamiętajmy zawsze o nich wszystkich tak, aby nowe zbrodnie nie zacierały wagi zbrodni przeszłych.

Na koniec jeszcze tak refleksyjnie...

Wymordowanie w kwietniu 1940 roku około 22 tysięcy, elitarnych pod względem wiedzy, wykształcenia i wielu innych cech, Polaków przez sowieckie - w większości składające się na tym obszarze z ludzi pochodzenia żydowskiego - hordy NKWD nie pozwoliło nam odbudować prawdziwie wolnej Polski aż do dziś! Obawiam się, że zbrodnia smoleńska miała niestety okazać się dla Polski równie negatywna i długookresowo  zaprzepaścić nasz wysiłek w odbudowę naszej, wolnej Ojczyzny...

Wierzę, że to się nie udało, choć niestety mam niejasne przeczucie, że jeszcze bardzo długo nie dowiemy się całej prawdy o tragedii smoleńskiej, tak jak do tej pory nie znamy prawdy o tragedii gibraltarskiej. Bowiem być może zbyt wielu jest w tą tragedię w jakiś sposób "umoczonych": począwszy od ówczesnych rządów i "spec-chłopców" polskich poprzez Moskwę i jej służby aż po USA, Izrael czy niemiecką UE. Obym się mylił...

Pozdrawiam


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 31 stycznia 2017

Sprawa Bolka jest czymś więcej niż Bolkiem!

O tym, że L. Wałęsa jako TW "Bolek" współpracował z komunistyczną bezpieką wielu działaczy I Solidarności wiedziało zanim ta Solidarność powstała. Od samego początku była o tym przekonana prawdziwa organizatorka i przyczyna sierpniowych strajków ś.p. A. Walentynowicz, wiedzieli o tym państwo Gwiazdowie czy K. Wyszkowski.

Wielu też było i jest przekonanych (m.in. A. Walentynowicz), że L. Wałęsa nie przeskoczył żadnego muru Stoczni Gdańskiej a był - jako współpracownik komunistycznych służb specjalnych PRL-u - dowieziony na trwający już strajk sierpniowy motorówką swoich pryncypałów. Za taką wersją wydarzeń przemawia wiele faktów a najbardziej wymownym jest pojawienie się L. Wałęsy już w czasie trwania strajku a przecież wcześniej został wyrzucony z pracy. Więc jak to możliwe, że nagle znalazł się w stoczni na strajku, którego wcale nie zorganizował a był wręcz wcześniej jemu przeciwny. Strajk już trwał a wyrzuconego ze Stoczni Lecha Wałęsy jeszcze tam nie było. Skąd się więc tam nagle znalazł? Skoczył przez płot? Wielki mit, bo płot by "za wysoki" (?). A Lech Wałęsa podobno był wtedy pod ścisłą obserwacją SB. I pozwolili mu dostać się do stoczni? Nie bali się Go? Nie zaaresztowali? Przeskoczył przez płot (jeszcze raz bzdura!). Widocznie nie, bo... był ich i właśnie on miał ten strajk poprowadzić i otoczyć się ludźmi, co do których bezpieka nie wyrażała zdecydowanego sprzeciwu lub ich wyznaczała... to on miał być przywódcą strajku wygodnym dla bezpieki, która miała już na niego swoje tzw. haki. Wielce prawdopodobne dowiezienie L. Wałęsy na strajk motorówką odbyło się podobno na polecenie jednego z komunistycznych szefów "wojskówki":  admirała Piotra Kołodziejczyka bądź kontradmirała Janczyszyna..

Nie mam zamiaru więcej rozwodzić się nad osobą Bolka vel. L. Wałęsy, bo jako katolik nie mogę i nie akceptuję profanacji Matki Bożej jakiej dokonuje ta persona. Nasza Królowa Polski jest litościwa i mam nadzieję, że ten osobnik kiedyś się nawróci i Ją przeprosi, choć wydaje mi się, iż moje nadzieje są płonne. Boleję nad tym, ale kłamstwo i zło potrafią zniszczyć człowieka za życia a bez nawrócenia po śmierci zostają tylko języki piekielnego ognia.

I nie dziwię się postawie ziejącego wściekłą pianą Stefana Niesiołowskiego, który zawzięcie broni L. Wałęsy... Wszak on też donosił SB-ecji nawet na swoja narzeczoną...

I również nie dziwię się obronie L. Wałęsy dokonywanej przez całą elitę III RP. Bo tak naprawdę oni nie bronią jego, ale siebie.

L. Wałęsa był tylko "pionkiem na szachownicy" wykorzystanym i dowolnie przestawianym przez tzw. post-żydo-ubecję  zwaną konstruktywną opozycją PRL-owską oraz całą gawiedź zarządców komunistycznej Polski. Oni razem i we wspólnym zamiarze osiągnięcia jednakowych celów doprowadzili - przy aprobacie władz ZSRR i międzynarodowej finansjery w postaci Rothschildów i Rockefellerów (G. Sorosa) - do rozmów w Magdalence i przy zdradzieckim Okrągłym Stole.

Rok 1989 był rokiem antypolskiej zmowy i wielkim oszustwem niby odzyskania przez nasz naród wolności i niepodległości. Obalenie mitu L. Wałęsy obala też mit wszystkich niby twórców wolnej III RP. Ona powstała na kłamstwie i zdradzie różowo-czerwonych elit, agentów służb komunistycznych i antypolaków. Te fałszywe polskie elity oszukały cały naród a przez niemal 27 lat tenże nasz, polski naród, oszukiwało i wykorzystywało tworząc z nas obywateli drugiej a nawet trzeciej kategorii w naszej Polsce.

Udowodniona współpraca L. Wałęsy z komunistycznymi służbami specjalnymi unaocznia nam całą perfidię i cynizm całego środowiska tworzącego nową III RP. To akt oskarżenia wobec elit tej Polski, która - wedle ich słów - stała się "państwem teoretycznym", gdzie jest "chuj, dupa i kamieni kupa".

O taką usłaną "kupą kamieni" Polskę, która powstała po 1989 roku na pewno nie walczyli zwykli Polacy tworzący I Solidarność, na pewno nie walczyli nasi rodacy w roku 1956, 1968, 1970 czy 1976. Nie mówię już o Polakach powstańcach i wszystkich, którzy walczyli o wolną Ojczyznę. Ta postkomunistyczna Polska nie była wolna a my jako naród kochający wolność dokonaliśmy wyboru i odrzuciliśmy całą III RP zbudowaną przez jej kreatorów na kłamstwie, zdradzie i oszustwie.

Kiedyś ktoś mi powiedział, że Okrągły Stół czy Magdalenka to były zakrapiane wódą posiedzenia w większości SB-eków (i też "wojskowych") oraz komunistów z ich "solidarnościowymi" agentami występującymi niezależnie w jakim charakterze - tajnych współpracowników, kontaktów operacyjnych, agentów wpływu, pożytecznych idiotów, fascynatów idei komunistycznych. Podobnie wskazano mi, iż po obydwu stronach w tych rozmowach uczestniczyło aż około 60-70% Polaków żydowskiego pochodzenia.

Na przełomie roku 1988/1989 i kilka lat później byłbym w stanie ponieść największą ofiarę broniąc L. Wałęsy i nawet tej nowej Polski. Przeszło mi w 1992 roku po Nocnej Zmianie a dziś w końcu doczekałem się prawdy... bynajmniej nie tylko o L. Wałęsie, ale o całej zmurszałej III RP wraz z jej antypolskimi, egoistycznymi i cynicznymi elitami. To jakby początek końca tego zaczadzonego michnikowszczyzną, postokrągłostołowo-magdalenkowego  "teoretycznego" państwa. Oby!

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

niedziela, 4 grudnia 2016

13 grudnia 1981 jak 4 czerwca 1989?

Ironią losu i historii jest chęć antyrządowego manifestowania dzisiejszej opozycji broniącej dawnych komuchów (też spec-komuchów z SB czy UB) i uważającej Cz. Kiszczaka za człowieka honoru a Wolskiego (W. Jaruzelskiego) za patriotę... w dniu 13 grudnia czyli w rocznicę wprowadzenia przez haniebnego W. Jaruzelskiego Stanu Wojennego w Polsce!

To jest jakieś kuriozum i doprawdy po raz pierwszy słysząc o tym wezwaniu do manifestacji w tym dniu faktycznie pomyślałem, że to jakieś aberracyjne szaleństwo opozycji.

Ale czy aby na pewno? Po głębszym zastanowieniu w sumie nie można się dziwić, iż w swojej ogromnej większości elity III RP (PRL-bis) chcą demonstrować przeciw Polsce i Polakom w tym właśnie dniu. Przecież dla większości tych elit Stan Wojenny był wybawieniem, dzięki któremu pozbyto się patriotycznych Polaków, którzy mogli stanowić naprawdę propolskie elity w momencie odzyskania przez Polskę wolności.

W ogólnym kontekście materiałów źródłowych dotyczących ówczesnej sytuacji politycznej (lata 80-te) symptomatycznie muszą brzmieć słowa A. Golicyna, który w 1985 roku (sic!) ujawnił, że - wedle sowieckich planów -  uformowanie nowego, przyszłego rządu w Polsce reprezentującego członków reaktywowanej po Stanie Wojennym "Solidarności" i Kościoła  będzie... trzecim etapem przemian. Jeżeliby uznać, że wspomniane przez A. Golicyna etapy przemian dotyczą właśnie Polski (co wydaje się słusznym założeniem), to rodzi się zatem zasadnicze i oczywiste pytanie: Jakie więc były dwa poprzednie etapy przemian, kreowane i kontrolowane przez Sowietów i ich podwładnych (w tym agentów i współpracowników) w Polsce? Czyżby chodziło o powstanie i liderowe wykreowanie Solidarności oraz Stan Wojenny, który miał na celu m.in. oczyszczenie Solidarności właśnie z elementów antykomunistycznych, pozostawienie w jej strukturach jedynie "usadowionych wcześniej własnych  ludzi" oraz utrzymanie dotychczasowej władzy połączone ze zniewoleniem społeczeństwa i  zmuszeniem do emigracji około 1 miliona już "rozpoznanych i aktywnych w związku" autentycznych polskich, antykomunistycznych patriotów, którzy mogli stanowić trzon prawdziwych polskich elit budujących na powrót wolną ojczyznę?



Wydaje się, że być może takie rozumowanie nosi znamiona pewności, bowiem - w kontekście uznania Stanu Wojennego za zbrodnię - innym obszarem wnikliwej analizy winno być też może zastanowienie się nad prawnym określeniem osób podżegających i nakłaniających do powstania "związku przestępczego o charakterze zbrojnym" i określających niejako cele tego związku.  Bo jak można nazwać człowieka - B. Geremka (doradcę Solidarności i Bolka vel. L. Wałęsy), który na początku grudnia 1981 roku zwraca się do pewnej grupy, komunistycznie władających Polską, osób z niejako propozycją inicjującą zawiązanie tegoż związku artykułując m.in. mniej więcej takie oto antypolskie słowa: "...dalsza pokojowa koegzystencja pomiędzy Solidarnością w obecnej formie a socjalizmem realnym już niemożliwa. Konfrontacja siłowa nieuchronna .. Aparat Solidarności musi zostać zlikwidowany przez państwowe organy władzy. Po siłowej konfrontacji Solidarność mogłaby na nowo powstać , ale jako rzeczywisty związek zawodowy bez Matki Boskiej w klapie,bez programu gdańskiego,bez politycznego oblicza i bez ambicji sięgnięcia po władzę . Być może tak umiarkowane siły, jak Wałęsa, mogły by zostać zachowane"? (cytat z niemieckich archiwów komunistycznych służb specjalnych opublikowany w filmie G. Brauna: "Towarzysz Generał idzie na wojnę")


I tak też się stało. Wprowadzono Stan Wojenny i oczyszczono Solidarność z elementów antykomunistycznych i patriotycznych, zmuszając do emigracji właśnie około 1 mln. patriotycznych Polaków.  Zostały w większości różowe "szumowiny" spod znaku tzw. "konstruktywnej opozycji", które w dużej liczbie w Magdalence i przy Okrągłym stole wspólnie zasiadły do przyjacielskich rozmów, przez niektórych złośliwie określanych jako rozmowy komuchów z ich KO czy TW. Ponadto około 70% uczestników obrad OS (po obu stronach łącznie) stanowili Polacy żydowskiego pochodzenia, z których duża część to spadkobiercy żydo-komuny, liderowo wprowadzającej u nas stalinowski totalitaryzm w latach 1944-1956.

W przypadku tegoż OS czy Magdalenki, nawet nie można mówić o zdradzie większości "różowej opozycji", bowiem czy zdrajcą Polski i Polaków można nazwać zdrajcę lub kogoś, kto nigdy nie "miał polskich obowiązków" w sercu?

Tak więc nie dziwmy się przegranym elitom tzw. III RP, iż w dużej części chcą demonstrować przeciw Polsce i Polakom właśnie 13 grudnia. Ten dzień bowiem jest dla nich świętem, podobnie jak 4 czerwca 1989 roku. Obydwie te daty są haniebne w historii Polski i obie są dziś gloryfikowane przez te same środowiska, budujące tzw. III RP a raczej niszczące Polskę i przejmujące oraz sprzedające na zewnątrz jej bogactwa i czyniące z naszej Ojczyzny miejsce zniewolenia.

Czyż bowiem właśnie te dwie daty nie dały dzisiejszym elitom (jej większości) możności rządzenia i bogacenia się w PRL-bis, kosztem Polaków i Polski?

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

sobota, 21 listopada 2015

Strach III RP: "Bolek" - reaktywacja! Próżny Wasz trud, to już jest koniec!

"Prawda o III RP może przekreślić całą kłamliwą narrację historyczną zdradzieckich elit III RP o wolności uzyskanej w 1989 roku a tym samym sprawi, iż na polskich kartach historii będzie się o nich pisało ze wstydem, niechęcią i odrazą" [1].

Skuteczny początek działania polskiego rządu i rosnący krajowy i międzynarodowy prestiż polskiego prezydenta wywołały histerię, lament a przede wszystkim strach całego polityczno-gospodarczo-medialnego mainstreamu III RP.

W swoim ostatnim poście [1] wskazałem powody owego strachu, więc nie ma sensu ich powtarzać, tym bardziej, że wielu blogerów i komentatorów wyraża podobne opinie i wysuwa niemal identyczne konstatacje na temat obecnej sytuacji politycznej w Polsce. Jednym zdaniem można powiedzieć, że elity III RP boją się: po prostu ujawnienia antypolskiej i często przestępczej swojej działalności a tym samym poniesienia konsekwencji (również karnych); powrotu normalności i przez to unaocznienia Polakom o ich miałkości osobowościowo-etyczno-intelektualnej; odbudowanej dumy i godności narodowej Polaków oraz - co zacytowałem na początku tekstu - przekreślenia kłamliwej narracji historycznej o wolności uzyskanej w 1989 roku i całym okresie tzw. transformacji.

Dziś w Polsce wraca duma z polskości, polskiej kultury, tradycji i historii. Stajemy się powoli podmiotem a nie przedmiotem we własnym kraju, przestajemy być wasalem zarówno Niemiec (UE), jak i Rosji. Zapowiedzi nowego rządu i pierwsze jego działania oraz postawa prezydenta dają nadzieję na dobrą dla Polski i Polaków zmianę, dają szansę na zwyczajną normalność. Jesteśmy na drodze do prawdziwej wolności i suwerenności oraz odbudowania polskiej siły ekonomicznej i duchowej. Tego nie mogą znieść elity III RP, to ich przeraża oraz przekreśla antynarodowe i antypolskie wysiłki czynione przez całe niemal 26 lat, ze szczególnym naciskiem na ostatnie osiem.

Mimo lamentu i piany nienawiści sączonej z ust kreatorów i beneficjentów PRL-bis potęgowanej zmanipulowanym i jednostronnym przekazem medialnym Polacy dalej popierają PiS i prezydenta. Już nie dają się zmanipulować michnikowszczyźnie i jej pseudoautorytetom. Polski naród podjął decyzję 25 października odsuwającą III RP od władzy i dziś konsekwentnie trwa w swoim żądaniu, co obecny rząd realizuje.

Zjednoczona Prawica naprawdę więc zaczęła realizować daną Polakom obietnicę dobrej zmiany i to wzbudza szok, agresję i nienawiść obozu postokrągłostołowego a jego działania są coraz bardziej nieskuteczne, szalone i pokazujące jego bezradność.

Chaos, strach i panika III RP sprawia, iż tonąc chwytają się już nie tylko jednej ale wielu brzytew i krwawiąc "kładą wszystkie ręce na podziurawiony i zalany wodą pokład".

Zdradzieckie i kłamliwe elity III RP robią więc to, co dotychczas potęgując działanie przemysłu pogardy i pedagogiki wstydu oraz dodatkowo inicjują rozpaczliwe działania dla ratowania siebie i swojego środowiska.

I tak np. Waldemar Kuczyński - jeden z najbardziej chorobliwie nieznoszących polskości osobników o słusznym etnicznie rodowodzie - powołuje jakiś ruch powszechnego oporu przeciw PiS, czyli naprawdę ruch oporu przeciw polskości, narodowi polskiemu i Polsce.  Śmieszny to rozedrgany człowieczek, który myśli, że jako "nadludzki mędrzec" wraz ze swoimi lewacko-ideowymi przyjaciółmi jest w stanie ponownie narzucić obudzonym z marazmu Polakom sposób ich myślenia i działania. Panie Waldemarze... próżny Pana trud, jak próżny był trud zarówno niszczenia przez 123 lata polskości w czasie zaborów, jak eliminująca fizycznie Polaków okupacja niemiecka czy sowiecka, jak lata komunistycznego panowania i postkomunistycznewj wolności po 1989 roku. To już jest koniec Panie Waldemarze, naprawdę koniec, nie ma już -  dla Pana i Pana podobnych - nic...

Drugim takim przypadkiem jest reaktywacja z otchłani niebytu "Bolka" vel L. Wałęsy, który zapowiedział odwieszenie działalności swojej partii pod nazwą "Chrześcijańska Demokracja III RP". Doprawdy dotychczasowi "okrągłostołowo-magdalenkowi" właściciele Polski naprawdę muszą czuć się zagrożeni, naprawdę boją się prawdy, boją się Polaków.

Postanowili więc dalej kreować lub odbudowywać określone byty polityczne, które - mają taką nadzieję - nie pozwolą im totalnie utracić panowania na Polską i Polakami a może w przyszłości sprawią, iż ponownie staną się władzą rządzącą lub współrządzącą ratującą ich III RP.

Zdając sobie sprawę z upadku PO piewcy i kreatorzy III RP niechybnie powołali więc do życia Nowoczesną R. Petru. Miała i ma ona przejąć elektorat PO a tym samym stanowić "odcinek" liberalno-nowoczesnej polskiej sceny politycznej, która w przyszłości ma objąć władzę lub jej cześć. Jak na razie jednak utrata popularności PO nie przekłada się zdecydowanie na wzrost notowań Nowoczesnej a raczej... wzmacnia PiS i Zjednoczoną Prawicę. Tak "kochani" lewacko-liberalni uzurpatorzy władzy nad Polską... To już jest Wasz koniec, naprawdę koniec, nie ma już dla Was nic...

Okazuje się, że Polacy - mimo dziesiątków lat antypolskich komunistycznych i syjo-lewackich starań - pozostali narodem konserwatywnym, godnym i  patriotycznym oraz pragnącym Polski w Polsce. PiS z partnerami politycznymi pozostają dla tej części społeczeństwa wyrazicielami ich przekonań i pragnień. I coraz więcej Polaków i ludzi posiadających w duszy polskość obdarza ich zaufaniem.

Bezradni "Chłopcy" w akcie desperacji postanowili więc uruchomić "Bolka", aby reaktywował swoją partię, która jak sam mówi o niej L. Wałęsa ma być chrześcijańską demokracją, ale nowoczesną, utrzymującą się w klasie chrześcijańskiej, ale nie typu Rydzyk - tacy ludzie nie będą mieli do niej wstępu [2]. Oczywiście - co musi być jasne i klarowne dla wszystkich - celem tych działań jest przejęcie chrześcijańsko-demokratycznego (prawicowego) "odcinka" polskiej sceny politycznej, co może się udać tylko poprzez przejęcie elektoratu PiS i Zjednoczonej Prawicy. Zresztą taki cel jasno odsłania L. Wałęsa mówiąc, że jego partia (której nie chce liderować, ze względu na swój wiek) przecież nie musi od razu zajmować miejsca PiS-u [2].

Oj... naprawdę dotychczasowi kreatorzy i właściciele Polski muszą się bać i znajdują się w rozsypce, skoro w owym rozpaczliwym akcie desperacji wydobywają skompromitowanego w Polsce L.Wałęsę vel "Bolka", który podobno "sam obalił komunę" a tak naprawdę okazał się chyba największym zdrajcą patriotycznych Polaków, ich idei o wolności, niepodległości i suwerenności. Rozmowy w Magdalence i Okrągły Stół to zdradliwe podstawowe akty założycielskie III RP. L. Wałęsa i jego "komunistyczno-różowi" doradcy z tak zwanej "konstruktywnej" opozycji wespół z komunistami zbudowali PRL-bis, w której zbrodniarze komunistyczni, ich nomenklatura i służby specjalne nigdy nie ponieśli odpowiedzialności za swoje czyny. Wprost przeciwnie - mogli uwłaszczyć się na majątku narodowym i swobodnie w dobrobycie egzystować i współuczestniczyć w dalszym niszczeniu i "zwijaniu" Polski i polskości a "różowi", etnicznie słuszni, opozycjoniści w stylu Michnika, Geremka, Kuronia, Mazowieckiego, Lipskiego, Frasyniuka, Balcerowicza, Lityńskiego i innych im środowiskowo-ideologicznie podobnych współuczestniczyło a z czasem przejęło realizację tego antypolskiego, antynarodowego działa.

Szanowny Panie Wałęso i całe to Pana mętne środowisko kreatorów III RP i ich następców... "Kochani"! Czasy się zmieniły! Nie jesteście już właścicielami Polski, nie jesteście już w stanie ponownie Polaków okłamać i zmanipulować. Możecie powoływać jeszcze dziesiątki inicjatyw i obleśnych, zdradliwych bytów politycznych. Nic to nie da, nie pozwoli Wam w najbliższym czasie i zapewne jeszcze przez wiele lat - o ile w ogóle - odzyskać panowania nad naszą Ojczyzną. Wyrosły nowe pokolenia dumnych, wykształconych Polaków, którzy nie są już zdani tylko na jedną, Waszą prawdę sączoną z polskojęzycznej Gazety Wyborczej i mainstreamowych innych mediów. Mają internet i własne myślenie, "myślą więc są" i ich już nie zmanipulujecie. Ci młodzi ludzie a także ci, którzy jeszcze niedawno byli Waszymi ideami zaślepieni rozumieją i zrozumieli kłamliwy miraż wolności uzyskanej po 1989 roku i - o czym jestem przekonany - gremialnie odrzucą efemerydę jakiejś Waszej kłamliwej prawicowości pod nazwą "Chrześcijańska Demokracja III RP".

Próżny Wasz trud, daremne żale. To już jest Wasz koniec, naprawdę koniec, dla Was w Polsce nie ma już nic...

Jest w Polsce miejsce dla wszystkich. Jest w Polsce miejsce dla każdej opcji i idei politycznej. Jest miejsce w Polsce i dla liberałów, i dla lewicy, i dla prawicy, i dla narodowców, i dla republikanów i wszystkich innych... Jest w Polsce miejsce dla wszystkich... oprócz zdrajców, złodziei, antypolaków, niszczycieli niepodległości, suwerenności i wolności naszej Ojczyzny.

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2015/11/opozycja-zdziwiona-i-zszokowana-ze-rzad.html
[2] http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/walesa-wespre-moja-partie,15418274935


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com