wtorek, 13 sierpnia 2019

Pytanie o żydowskie normy (Aedon Cassiel)

W październiku 2016 roku ukazał się bardzo ciekawy artykuł Pana Aedona Cassiela zatytułowany "The Jewish Question for Normies" (Pytanie o żydowskie normy). Ten artykuł odnalazłem w sieci dopiero dziś a jako, że jest bardzo ciekawy przytaczam go niemal w całości. Jest trochę innym spojrzeniem na rolę Żydów w USA oraz na tzw. skrajną prawicę, która jest etnonacjonalistyczna tak samo jak etnonacjonalistyczni są żydowscy syjoniści w Ameryce i w Izraelu.

Artykuł zaczyna się od wskazania przewagi Żydów w światowych mediach, dlatego też zanim przejdę do treści artykułu chciałbym przedstawić tabelę, która wskazuje na pełnych oraz "mieszanych" Żydów w mediach na tle innych narodowości:

Żydzi w światowych mediach. Obraz jest duży, ale można go zapisać jako odrębny plik i uruchomić z poziomu Windowsa oraz później lekko powiększyć, wtedy będzie widoczny w takim zakresie, że będziemy mogli go odczytać.

Źródło: https://jasonbayz.files.wordpress.com/2015/07/industrydems.png


The Jewish Question for Normies (Aedon Cassiel)

rembrmoses

Przekonanie, że Alt-Right (prawicowa prawica - skrajna prawica) jest pełna fanatycznej nienawiści wobec Żydów, jest jednym z przekonań, które odbija się niemal równomiernie zarówno na lewicy, jak i prawicy. Ale nawet wielu konserwatystów głównego nurtu, którzy mają inne poglądy i sprzeciwiają się skrajnej prawicy nie oskarża jej jednak o fanatyczny tzw. "antysemityzm".

W artykule zatytułowanym „ Nie można wybielić bigoterii Alt-Right ” w The Federalist , Cathy Young poświęca większą jego część na relacjach skrajnej prawicy z Żydami, którzy na przykład przypisują Żydom kontrolę nad wszelkimi mediami.

Jak jednak zaskakująco zauważa, Milo Yiannopoulos (który jest Żydem) nie ma sensu nad tym się zastanawiać i mówić o "antysemityzmie", bo jest to statystyczny fakt. Jak zauważa:

"Żydzi rządzą wszystkim? Cóż, tak działamy i robimy. Żydzi rządzą wszystkimi bankami? Cóż, tak działamy i robimy. Żydzi prowadzą media? Cóż, tak działamy i robimy. . . To jest fakt. Nie jest to przedmiotem debaty. To fakt statystyczny. . . Żydzi prowadzą większość banków; Żydzi całkowicie zdominowali media; Żydzi są bardzo nieproporcjonalnie reprezentowani we wszystkich tych zawodach i sektorach gospodarczych. To tylko fakt. Wskazanie statystyk nie jest antysemickie. . . Zwracanie uwagi, że te rzeczy są prawdą, nie jest antysemityzmem".

Czy on ma rację? Oczywiście, że tak. Żydzi, którzy stanowią 2% populacji amerykańskiej, stanowią około 30–47% prezesów, założycieli, prezydentów i prezesów dużych firm medialnych. To są niezaprzeczalne fakty nie do poważenia. A to, co się dzieje w mediach, dotyczy także sal akademickich: w pracy Charlesa Kadushina z 1974  r. wskazano, że wśród amerykańskiej elity intelektualnej Żydzi reprezentowali prawie jej połowę.

W publikacji Harvard z 1995 r. „Żydzi i nowa scena amerykańska” Seymour Martin Lipset (który jest Żydem) przedstawia swoje obawy dotyczące tego, czy amerykańscy Żydzi przetrwają swój sukces i nie będą zmuszeni przez białą część antysemickiej, ale gościnnej Ameryki do asymilacji, co wiązałoby się z utratą żydowskiej tożsamości kulturowej. Warto podkreślić, że Pan Lipset tutaj przyrównuje zachowanie własnej  tożsamości kulturowej do asymilacji, która może być zagrożeniem dla tej tożsamości. Obawia się też, że amerykański sukces Żydów może prowadzić - gdyby nie nastąpiła asymilacja Żydów - do anihilacji środowisk żydowskich, do ich zniszczenia, do "śmierci".

To, co pisze Pan Lipset wpisuje się dokładnie w to, że duża część Żydów uważa, iż biali zwykli Amerykanie są paranoicznymi rasistami ("antysemitami"), co może wynikać też z faktu, że sukces Żydów w USA może mieć negatywny społeczny oddźwięk i budzić sprzeciw tej białej antysemickiej i rasistowskiej części Amerykanów, którzy obawiają się, iż mogą w USA za kilka dekad stać się mniejszością we własnym kraju.

(...)

Rzeczywiście, autorzy tacy jak Lipset nie mają wątpliwości, że dyskutują o tym, że Żydzi (którzy stanowią około 2% populacji amerykańskiej) reprezentują 26 procent reporterów, redaktorów i kadry kierowniczej głównych mediów drukowanych i telewizyjnych, 59 procent reżyserów, scenarzystów i producentów, 50 najlepiej zarabiających filmów z lat 1965–1982 oraz 58 procent reżyserów, scenarzystów i producentów w dwóch lub więcej serialach telewizyjnych o największej oglądalności.

(...)

Nie wszyscy jednak ze społeczności żydowskiej  a'priori mówią, że "antysemityzm" jest ściśle związany z białą częścią Amerykanów reprezentowaną przez skrajną prawicę.

Zaskakujące jest np. to, że Marilyn Mayo - która śledzi skrajną prawicę w ramach  Ligi Przeciwko Zniesławieniu - posuwa się tak daleko, że przyznaje, że możesz mieć zapatrywania skrajnej prawicy, które są anty-imigranckie, anty-"multi-kulti"  i antyglobalistyczne, bez antysemityzmu. Dalej mimo wszystko podkreśla, "że jednak spora część ludzi, którzy mówią o ideologii białej tożsamości, białej kultury, koncentruje się na Żydach jako problemie dla nich". Zakłada ona, że "nie ma sensu wyjaśniać dlaczego oni się mylą i są w błędzie, bo jest to z natury jakaś dewiacja-bigoteria". Ale przecież czy taką "dewiacją" dla nich są Afroamerykanie, którzy mówią o „ideologii [czarnej] tożsamości, [czarnej] kulturze, skupiają się na [rasistowskich białych] jako części ich problemu”?

Ale dobrze. Więc gdybyśmy przyznali, że żydowscy autorzy tacy jak Seymour Martin Lipset - nie wspominając o innych - mają rację, że Żydzi faktycznie mają nieproporcjonalny wpływ na amerykańskie media i środowisko akademickie, to co wtedy? Marilyn Mao najwyraźniej akceptuje fakt, że można przeciwstawić się imigracji, wielokulturowości i globalizmowi, nie będąc „antysemitą”. Ale jeśli zaakceptuje się to stanowisko, to jak wpłynęłoby to na relacje z Żydami? Sednem problemu nie jest to, że skrajna prawica nienawidzi Żydów za to, że są Żydami. Sedno problemu polega na tym, że wysiłek Żydów doprowadził do tego, iż posiadają oni niewspółmierną do wielkości ich populacji pozycję we współczesnej Ameryce. Poglądy Marilyn Mao dla większości Żydów są nieakceptowalne i mało który Żyd przyzna się do tego, iż tak myśli.

Etniczni Żydzi w większości sympatyzują z lewicą amerykańskiej polityki. Niezależnie od tego, czy mówimy o aborcji, pornografii, seksie przedmałżeńskim, małżeństwie homoseksualnym czy feminizmie, poglądy Żydów (szczególnie w kwestiach społecznych) od dawna znajdowały się po lewej stronie głównego nurtu amerykańskiego, który akceptuje powyższe zachowania. Nathan Abrams, wykładowca współczesnej historii Ameryki na Uniwersytecie w Aberdeen, cytuje Al Goldsteina, wydawcę  Screw, stwierdzając: „Jedynym powodem, dla którego Żydzi zajmują się pornografią, jest to, że uważamy, że Chrystus jest do bani. Katolicyzm jest do bani. Nie wierzymy w autorytaryzm”. Badanie z 2012 r. wykazało, że Żydzi, wraz z buddystami, byli zdecydowanie najbardziej podatni na seks przedmałżeński (z chrześcijanami i Hindusami znacznie mniej, a muzułmanami zdecydowanie najmniej). Choć zaledwie połowa wszystkich Żydów popiera legalizację aborcji bez żadnych ograniczeń ani kwalifikacji, żadna inna grupa nie przekracza wsparcia 25%. Podczas gdy 93% Żydów popiera legalizację aborcji we wszystkich lub większości przypadków, najbliższa grupa (biali protestanci) osiąga tylko 59%, podczas gdy czarni protestanci i katolicy mają odpowiednio 50% i 48%.

Biali Amerykanie popierają około 54% wobec 40% na korzyść republikanów, amerykańscy Żydzi popierają około 64% wobec 26% na korzyść Demokratów. Żydzi  też nieproporcjonalnie częściej dołączają do ruchów komunistycznych (jak Ilya Somin, profesor żydowski w George Mason School of Law który oficjalnie przyznaje się do komunizmu), choć unikają jasnego przekazu ze względu na częste utożsamianie Żydów jako projektodawców komunizmu a przecież jeszcze dziś w miejscach takich jak Chiny i Korea Północna są komunistyczne prześladowania Żydów.

Aż do początku XX wieku Żydzi byli też na czele wysiłków na rzecz walki z ograniczeniami imigracyjnymi. "Postępowy" eugenik Edward Alsworth Ross napisał w książce "The Old World in the New" z 1914  roku: „Systematyczna kampania w gazetach i czasopismach mająca na celu rozbicie wszelkich argumentów za ograniczeniem i uspokojenie lęków natywistycznych jest prowadzona przez jedną rasę. Hebrajskie pieniądze stoją za Narodową Liberalną Ligą Imigracyjną i jej licznymi publikacjami. Od gazety przed organem handlowym lub stowarzyszeniem naukowym po ciężki traktat opracowany przy pomocy funduszu Baron de Hirsch, literatura dowodząca błogosławieństw imigracji dla wszystkich klas w Ameryce pochodzi z subtelnych hebrajskich mózgów”. Żydowski przedstawiciel Scott Leavitt w Kongresie USA w 1924 r. stanął w obronie Ustawy imigracyjnej z 1924 r.,

Ale zupełnie inaczej Ci Żydzi i inni odnoszą się do swojego narodu i uważają, że ich instynktu w ochronie narodowej i rasowej nie należy potępiać (...) Tacy Panowie  z Illinois jak Mr. Sabath, z Nowego Jorku, jak Dickstein, Jacobstein, Celler i Perlman należą do jednego wielkiego historycznego ludu, który zachował tożsamość swojej rasy przez wieki, ponieważ szczerze oni wierzą, że są narodem wybranym, z pewnymi wartościami i ideałami, nad którymi muszę się pochylić i walczyć o nie, bo utrata tożsamości rasowej oznacza ich asymilację i degradację.

W wyżej wymienionych kwestiach warto wskazać na to, co pisze w sferze imigracyjnej Hugh Davis Graham w książce z 2002 roku, "Collision Course: The Strange Convergence of Affirmative Action and Immigration Policy in America": "Najważniejsze dla treści reformy imigracyjnej, siłą napędową sedna ruchu popierającego imigrację, sięgającą lat 20. XX wieku, były organizacje żydowskie od dawna działające w sprzeciwie wobec rasowych i etnicznych kwot imigrantów do USA. Należały do ​​nich Amerykański Kongres Żydów, Amerykański Komitet Żydowski, Liga Przeciwko Zniesławieniu, B'nai B'rith oraz Amerykańska Federacja Żydów z Europy Wschodniej". Żydowscy członkowie Kongresu, szczególnie przedstawiciele Nowego Jorku i Chicago, utrzymywali stałą, ale w dużej mierze nieskuteczną presję na kwoty pochodzenia narodowego od lat dwudziestych. . . . Dla opinii publicznej najbardziej widocznymi dowodami na dążenie do reformy imigracyjnej byli żydowscy liderzy legislacyjni, tacy jak przedstawiciel Celler i senator Jacob Javits z Nowego Jorku. Mniej widoczne, ale równie ważne, były wysiłki kluczowych doradców personelu prezydenckiego i agencyjnego. Należą do nich starsi doradcy ds. Polityki, tacy jak Julius Edelson i Harry Rosenfield w administracji Trumana, Maxwell Rabb w Białym Domu Eisenhowera oraz doradca prezydenta Myer Feldman, asystent sekretarza stanu Abba Schwartz oraz zastępca prokuratora generalnego Norbert Schlei w administracji Kennedy-Johnsona .

I trudno nie zauważyć, jak dużo Żydów potępia ideę wzmocnienia polityki granicznej w Stanach Zjednoczonych uważając ją za szczyt białego rasistowskiego zła politycznego, jednocześnie wspierając politykę w Izraelu, która nie tylko wzmacnia granice, ale na przykład faktycznie wyrzuca tysiące afrykańskich imigrantów, aby Izrael był państwem jedynie Żydowskim. Hipokrytycznie w rzeczywistości, gdyby D. Trump wygrał nominację, bardzo żydowska firma, która zbudowała mury w Izraelu, walczyłaby o szansę na budowę murów w Stanach Zjednoczonych (sic!). Ale jednak wciąż znajdujemy niezliczone przykłady głośnych Żydów, którzy jednym tchem piszą artykuły takie jak „Biały nacjonalizm to plaga, od której nie da się uciec”, a w następnych artykułach teksty z nagłówkami takimi jak: „Żydowska esencja Izraela jest niepodważalna”!: Etnonacjonalistyczna polityka imigracyjna dla mnie (Żyda) - ale nie dla ciebie (Goja)! Czyż to nie jest czysta hipokryzja, której nie zauważmy? Zauważamy.

Na wskazanie owej hipokryzji wskazuje np. ironiczna strona na Facebooku zatytułowana „ Otwarte granice dla Izraela ”. Jej założycielami nie są mniejszościowi Żydzi ani Izraelczycy, którzy faktycznie popierają ideę otwartych granic w Izraelu. To ludzie ironicznie zwracający uwagę na fakt, że Izrael nie ma otwartych drzwi do swojego państwa.

Nawet Daniel Pipes, znany jako „islamofobiczny” krytyk społeczności muzułmańskiej, nie popiera Donalda Trumpa z powodu jego stanowiska w kwestiach związanych z imigracją i różnorodnością. Może się to wydawać zaskakujące, ponieważ jedną z obietnic D. Trumpa było moratorium na muzułmańską imigrację, a Hillary Clinton chce zwiększyć liczbę uchodźców i innych imigrantów z krajów muzułmańskich. . . Rzeczywiście, Pipes po prostu zrezygnował z GOP (Partii Republikańskiej)  w związku z tym problemem. . . . Nie trzeba dodawać, że jest to szczególnie obłudne, biorąc pod uwagę status Pipe jako proizraelskiego aktywisty, ponieważ propozycje D. Trumpa są równoległe (identyczne) z polityką premiera Benjamina Netanjahu w Izraelu.

Tak więc nawet „konserwatywni” Żydzi, którzy nie są  częścią trendu przechylania się Żydów na lewo od głównego nurtu amerykańskiego, przeszli długą drogę, by odrzucić konserwatyzm od jego tradycyjnych ideałów. Czołowi założyciele i  opozycjoniści ruchu neokonserwatywnego  - Bill Kristol, Irving Kristol, Norman Podhoretz, Leo Strauss, Paul Wolfowitz, Douglas Feith, Lewis „Scooter” Libby, Elliott Abrams, Eliot A. Cohen, Robert Kagan, Jonah Goldberg, David Frum i wielu innych - są wyjątkowo nieproporcjonalnie żydowscy - na tyle, że neokonserwatyzm można  zasadniczo  uznać za „projekt żydowski”.

Neokonserwatywny „ojciec chrzestny” Irving Kristol w artykule z 2003 r. zatytułowanym „Perswazja neokonserwatywna” wyjaśnia, że ​​„wydaje się, że historyczne zadanie i polityczny cel neokonserwatyzmu to "nawrócenie" partii republikańskiej i amerykańskiego konserwatyzmu w ogólności  przeciwko ich pierwotnym wartościom na rzecz żydowskiego neokonserwatyzmu". I podkreśla, że USA podejmuje działania wojskowe za granicą w interesie Izraela. Esej Samuela Francisa „The Neoconservative Subversion” w Neokonserwatyzmie Brenta Nelsona opisuje wysiłki aktywistów żydowskich / neokonserwatywnych aby „nie tylko debatować, krytykować i obalać idee tradycyjnego konserwatyzmu,  ale potępiać, oczerniać i szkodzić karierom osób ze starej prawicy i instytucji, na które kierowali swój celownik polityczny". Zauważmy, że autor używa tutaj określenia „starej prawicy ”, jako odnoszącego się do pierwotnych paleokonserwatystów, a nie jak Greg Johnson do faszystów, narodowych socjalistów i pokrewnych ruchów i argumentuje - jak Stephen Sniegoski w  The Transparent Cabal: The Neoconservative Agenda, War in the Middle East and the National Interest of Israel - że żydowscy neokonserwatyści są odpowiedzialni nie tylko za nakłonienie Stanów Zjednoczonych na skierowanie swoich dział na  Bliski Wschód, ale też za to, że owe konflikty niemal zawsze były zgodne z interesem Izraela.

W ten sposób neokonserwatywna transformacja polityki amerykańskiej przekształciła się w promocję pewnego rodzaju strategii „inwazji na świat, zaproszenia świata”. Po pierwsze, wojsko USA angażuje się w wojnę w środkowej części kraju dle East (wysiłek, który w rzeczywistości jest po prostu nieproporcjonalnie popychany przez Żydów); a następnie, po tym, jak zrzuciliśmy bomby na wszystkich ich krewnych i daliśmy im więcej niż wystarczający powód, aby nas nienawidzić, Stany Zjednoczone następnie zachęcają uchodźców, aby przyjechali "na herbatę" (kolejny wysiłek, który w rzeczywistości jest nieproporcjonalnie inspirowany przez Żydów, "na herbatę", czyli przyjmowania gościnnie i bez żadnych warunków uchodźców). Z pewnością ta strategia ma coś wspólnego ze znacznym wzrostem krajowych islamistycznych ataków terrorystycznych od 11 września.

W przeciwieństwie do tego, Alt-Right oznacza politykę, która stawia stwierdzenie „Ameryka na pierwszym miejscu”, ponieważ nie bombarduje obcych krajów, gdy mamy niewiele do zyskania, a jednocześnie nie próbuje ich zaprosić "na herbatę". Jak powiedział mi przyjaciel w Rosji, wszyscy czeczeńscy muzułmanie, których zna, zdają się sądzić, że to całkiem niezła okazja. W każdym razie nie domagali się przeniesienia do Stanów. Ale koniec bomb byłby miły.

A jednak zgadnij, co myślą żydowscy działacze w Lidze Przeciw Zniesławianiu o zwrocie „America First”, kiedy D. Trump przyjmuje je jako hasło kampanii? Uważają, że to „antysemityzm”.

Żydzi nie są oczywiście monolitem. Jest wielu Żydów, którzy podzielają lub przynajmniej potrafią uszanować podstawowe wartości alternatywnej do neokonserwatyzmu żydowskiego, pierwotnej  prawicy. Niektórzy wyznają konserwatywne społecznie wartości; niektórzy sprzeciwiają się dopuszczaniu zmian demograficznych poprzez niekontrolowaną imigrację.

Niektórzy uważają się nawet za członków skrajnej prawicy [cyt. Jonathan Siedel]. Niemniej jednak Żydzi byli tak bardzo nieproporcjonalnie zaangażowani w wysiłki zarówno w walce z tymi wartościami, jak i w potępieniu każdego, kto je utrzymuje, że jeśli odejmiemy cały wpływ Żydów od równania zarówno za, jak i przeciw nam, cała historia Stanów Zjednoczonych przebiegałaby bez wątpienia bardzo różnie. Normy i wartości, o których przywrócenie dzisiaj walczymy zostały zdekonstruowane dopiero dekady temu z powodu wysiłków, aby z nimi walczyć, które prawdopodobnie nigdy nie byłyby możliwe bez wysiłków Żydów.

Gdyby Żydzi jako grupa nie byli w stanie wywierać tak dużego wpływu na politykę USA, jaki dziś mają, prawowitość (prawość)  nie byłaby dziś marginalnym wysiłkiem przywrócenia klasycznych wartości i preferencji politycznych. Bo nie musiało tak być: te wartości i preferencje polityczne pozostałyby w centrum amerykańskiego głównego nurtu przez ostatnie stulecie.

Czy Żydzi nie są tylko białymi ludźmi z inną religią?

Alt-Right zaczyna się od akceptacji ludzkiej bioróżnorodności - tezy, że różne populacje ludzkie ewoluowały psychologiczne i behawioralne jest częścią rozumienia biologicznego spojrzenia na ludzi i narody oraz akceptacji, że tak własnie jest.

Teraz warto przytoczyć argumenty, które przeciwstawiają  akceptację różnorodności biologicznej człowieka do etnonacjonalizmu:

1. Ludzie lepiej dogadują się z innymi, którzy są bardziej podobni do siebie pod względem behawioralnym i psychologicznym.

2. Ponieważ geny mają duży wpływ na cechy behawioralne i psychiczne, ludzie nawiązują głębsze przyjaźnie z innymi, którzy są genetycznie bardziej podobni do siebie.

3. Ponieważ członek danej rasy jest genetycznie bardziej podobny do przeciętnego członka swojej rasy niż do osoby niebędącej członkiem (pomimo błędu Lewontina), społeczeństwa podzielone etnicznie będą miały proporcjonalnie więcej ludzi o większym stopniu pokrewieństwa genetycznego między nimi . Będą zatem mieli proporcjonalnie więcej osób o większym stopniu podobieństwa behawioralnego i psychologicznego między nimi, a zatem będą mieli większe zaufanie społeczne i uczestnictwo obywatelskie, a także silniejsze więzi i relacje międzyludzkie.

4. Ponieważ są to wszystkie pozytywne wartości, do których powinniśmy zachęcać, dla dobra wszystkich pokojowy ruch w kierunku etnonacjonalizmu  jest czymś, co członkowie wszystkich ras winny popierać.

Rzeczywiście, badania potwierdziły, że ludzie mają tendencję do tworzenia bliskich relacji z ludźmi, którzy są tak podobni genetycznie do nich jak czwarta kuzynka, a góra badań potwierdziła, że ​​wzrost różnorodności rasowej w rzeczywistości prowadzi do spadku zaufania społecznego, uczestnictwo obywatelskie oraz altruistyczne lub oparte na współpracy normy społeczne.

Co więcej, obecnie wiadomo, że zarówno Żydzi są wystarczająco genetycznie odrębni, aby zakwalifikować się jako „rasa”, i że pomimo znacznego stopnia domieszki europejskiej, Żydzi są w rzeczywistości genetycznie bardziej spokrewnieni z Palestyńczykami niż z populacjami europejskimi. Niektórzy uczeni, w tym Kevin MacDonald, spekulowali, że wyższy poziom etnocentryzmu Żydów w porównaniu z białymi jest jedną z genetycznie wpływających różnic w osobowości białych i Żydów. Jako dowód na tę hipotezę wskazuje na rozdział zatytułowany Monografie dla Towarzystwa Badań nad Rozwojem Dziecka w antologii Punkty wzrostu w teorii i badaniach przywiązania. W rozdziale autorzy wskazują na badania, w których wykazano, że izraelskie niemowlęta mają znacznie silniejsze reakcje strachu na pozostawienie ich obcym niż w przypadku jakiejkolwiek innej rasy, przy czym niemowlęta z północnych Niemiec wykazują najmniejszy lęk ze wszystkich. W rzeczywistości reakcje strachu niemowląt były tak duże, że eksperymenty często były skracane lub zaniechane.

W każdym razie wynik jest taki, że Alt-Right (prawicowa prawica-skrajna prawica) rozszerza swoje wnioski na rzecz etnonacjonalizmu w kierunku poparcia nawet dla syjonizmu - oba sposoby zapewnienia Żydom własnej ojczyzny etnicznej (zgodnie z poparciem dla etnonacjonalizmu w ogóle) oraz jako sposób na humanitarne stworzenie ojczyzny etnicznej dla białych, wolnej od żydowskiej dominacji społecznej i politycznej.

Jednak, jak powiedział Kevin MacDonald (prawicowy prawicowiec-skrajny prawicowiec) w swoim przemówieniu z okazji nagrody literackiej Jack London 2004 zatytułowanej „Czy model żydowski może pomóc przetrwać na Zachodzie?: "w rzeczywistości bardzo podziwiam Żydów jako grupę, która realizowała swoje interesy przez tysiące lat, zachowując jednocześnie swoją etniczną spójność i intensywność zaangażowania grupowego. Z pewnością losy Żydów miały swoje wzloty i upadki; ale ich wytrwałość, czasami w obliczu dużych szans, i ich spektakularny sukces w obecnych czasach są z pewnością warte naśladowania". Inni członkowie Alt-Right czasami nawet obramowali swoją filozofię polityczną jako wezwanie do czegoś w rodzaju rodzaju ” białego syjonizmu ”.

Czy więc częste określanie przez Żydów prawicowej prawicy jako „antysemickiej”, gdy jej polityczna filozofia jest niczym innym jak tylko lustrzanym odbiciem żydowskiego syjonizmu, nie wydaje się nieco dziwne?

Jak pisze Betsy Woodruff dla The Daily Beast w artykule zatytułowanym „Prawicowi przywódcy: nie jesteśmy rasistami, po prostu nienawidzimy Żydów”: „złe wieści, Żydzi - nie możecie być częścią białego etno-jednorodnego państwa”. Ale przecież Żydzi z diaspory amerykańskiej nie wydają milionów dolarów na próby sprowadzenia izraelskich Żydów do Europy i Stanów Zjednoczonych. Izraelscy Żydzi wydają miliony dolarów na próby sprowadzenia Żydów do Izraela z takich miejsc jak Europa i Stany Zjednoczone, choć oni raczej nie chcą się tam udawać. Strony internetowe takie jak judaizm 101 mówią nam, że „Życie poza Izraelem jest postrzegane przez Żyda jako nienaturalne państwo". Świat poza Izraelem jest często określany jako „galut”, co zwykle tłumaczy się jako „diaspora” (rozproszenie), ale bardziej dosłownym tłumaczeniem byłoby „wygnanie” lub „niewola”. Zatem odpowiedź Alt-Right na opinie Woodruffa brzmi: dlaczego mieliby chcieć być? Już wyrażają pragnienie własnego etnostatu poza Izraelem. A standardy poprawności politycznej, które potępiają białych za to, że nawet odważą się myśleć na ten temat, już swobodnie pozwalają Żydom nie tylko wyrażać swoje pragnienia, ale faktycznie mieć własny etnostat (państwo żydowskie w państwie nieżydowskim).

Newsflash: Biali również nie stają się częścią żydowskiego etnostatu Benjamina Netanyatu. Czy The Daily Beast wykorzysta ten fakt, aby skazać Żydów za syjonizm? Oczywiście nie.

Ale, co zabawne, Alt-Right też nie, bo sami też biali prawicowi prawicowcy są jak syjoniści, którzy są też prawicowymi żydowskimi prawicowcami.

Opublikowano: 18 października 2016 r. | Ten wpis został opublikowany w North American New Right oraz w: http://www.counter-currents.com/2016/10/the-jewish-question-for-normies/
------------------
Tłumaczenie moje ze wsparciem tłumacza Google. W tłumaczeniu dokonano niewielkich zmian i rozszerzeń mających charakter sprowadzenia tekstu do jednoznaczności przekazu w języku polskim. Jednocześnie przepraszam za ewentualne nieścisłości w treści, ale nie jestem tłumaczem a tekst jest dość trudny i pełny idiomów i amerykańskich zwrotów-skrótów. 

Opublikowano: 18 października 2016 r. | Ten wpis został opublikowany w North American New Right oraz w: http://www.counter-currents.com/2016/10/the-jewish-question-for-normies/

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są przeze mnie cenzurowane ani wycinane za wyjątkiem tych, które zawierają wulgaryzmy oraz bezpośrednie niemerytoryczne ataki ad presonam.