Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Biden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Biden. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 lutego 2024

Pierwsze podróże D. Tuska i jego uległość wobec elit unijnych...

D. Tusk jeszcze jako kandydat na premiera w dniach 25-26 października 2023 roku przebywał w Brukseli. Lider PO w programie swojego wyjazdu miał m.in. rozmowy z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen i przewodniczącą Parlamentu Europejskiego Robertą Metsolą. Podobno najważniejszą sprawą, którą miał poruszyć D. Tusk było uzyskanie choć części pieniędzy z naszego KPO. I też podobno uzyskał zapewnienie, że pierwsze pieniądze w wysokości 5,1 mld Euro zostaną Polsce wypłacone, tyle tylko, że de facto na zakup urządzeń do wytwarzania zielonej energii, w tym m.in. wiatraków produkowanych przez Niemcy, czyli przez firmę Siemens. 21 listopada 2023 roku zostało to potwierdzone przez UE, ale do dzisiaj tych pieniędzy po prostu nie ma...

Kolejny już raz udał się tam w dniu zaprzysiężenia, t.j. 13 grudnia 2023 roku po południu, ale już jako powołany przed południem tego samego dnia przez prezydenta RP na premiera Polski. Premier pojechał tam, aby uczestniczyć w posiedzeniu Rady Europejskiej, która odbywała się w dniach 14 i 15 grudnia 2023 roku. I to zapewne wtedy D. Tusk zgodził się na Pakt Migracyjny, który został potwierdzony w środę 20 grudnia 2023 roku, kiedy to po całonocnych negocjacjach, Rada Europejska, Parlament Europejski i Komisja Europejska ogłosiły osiągnięcie porozumienia w sprawie głównych założeń nowego unijnego paktu o migracji i azylu. 

Następnie dwa dni temu, t.j. 8 lutego 2024 roku Pakt Migracyjny został przyjęty przez ambasadorów UE i to pomimo tego, że Polska była przeciw, ale ten głos sprzeciwu był jeno propagandowym "wołaniem na puszczy" bo już wcześniej zrezygnowano w tym przypadku z warunku jednomyślności (sic!). Kluczowym elementem paktu jest reguła "obowiązkowej solidarności" przewidująca przyjmowanie migrantów. Relokację można zastąpić opłatą finansową w wysokości około 20 tysięcy euro za każdą nieprzyjętą osobę. Stanie się tak o ile jednak nie zostaną zgłoszone wyjątkowe okoliczności, gdzie np. Polska będzie musiała przyjąć imigrantów i nie będzie możliwości "wykupienia". Ostateczne zatwierdzenie paktu jest spodziewane wiosną tego roku.

Ku przypomnieniu, to w ostaniem referendum przeciw przymusowej relokacji opowiedziało się 10878863 Polaków (10,9 miliona osób) i chociaż referendum okazało się nie być wiążącym to chyba należałoby uszanować tak liczne głosy Polaków. 

Warto w tym temacie posłuchać P. Jakiego:


Także bzdurą jest twierdzenie, że z pierwszą wizytę zagraniczną D. Tusk udał się do Ukrainy. Najpierw przecież musiał pojechać po instrukcje i wytyczne od niemieckich elit unijnych z Ursulą von der Leyen oraz szefem EPL Manfredem Weberem na czele.

Natomiast w dniu 1 lutego 2024 roku D. Tusk udał się na posiedzenie Rady Europejskiej, gdzie zgodził się na przyjęcie trzech nowych podatków unijnych, które zwiększają koszyk dochodów własnych unijnego budżetu. Źródłami tych pieniędzy będzie:  
– 25% udział w dochodach z EU ETS (handel uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych), będących do tej pory dochodami budżetów krajowych,
– tzw. podatek od śladu węglowego (CBAM),
– podatek korporacyjny od dochodów rentownych firm ponadnarodowych.

Akurat premier Polski mógł te podatki zawetować, ale nie zrobił tego. 

Trzeba jeszcze nadmienić, że te podatki wedle UE mają na celu pomoc dla Ukrainy, co jest zwykłym oszustwem, bo nie chodzi tu przede wszystkim o pomoc  dla Ukrainy, ale o dalsze scentralizowanie UE. "Eurokraci chcą wprowadzić państwo totalitarne które mówi obywatelom co mogą jeść, czym podróżować, jak się ubierać, w jakich domach mieszkać etc. Podatki to kolejny element “upaństwawiania” UE i ograniczania roli państw członkowskich do roli landów" [1].

Kolejnymi podróżami D. Tuska będą (bez uwzględnienia trwającego urlopu we włoskich Dolomitach)  i to jeszcze w lutym tego roku podróże do Berlina i Paryża, których podstawowym celem  będzie reaktywacja (reanimacja) tzw. Trójkąta Weimarskiego, który ma stać się "sercem" nowej polityki zagranicznej państwa polskiego. Nie trzeba dodawać, że rola Polski w tym "trójkącie" ma charakter jeno służebny wobec Niemiec i Francji. A w kontrze do tego układu jest Trójmorze, w którym Polska ma rolę wiodącą.  

Tak się też zastanawiam czy ze wszystkich tych spotkań i wojaży D. Tuska powstały jakieś notatki służbowe, bo takowe powinny być. A jeżeli tak, to jaką mają klauzulę tajności i czy nie przyjdzie nam czekać do kolejnego serialu "Reset", żeby odsłonić potencjalną zdradę stanu obecnych rządowych  władz Polski. 

I jeszcze jedno. 

Jako Polacy musimy "trzymać kciuki" aby jesienne wybory prezydenckie w USA wygrał D. Trump lub jakiś inny republikanin. Dla Polski jest to niezbędne aby utrzymać naszą wolność, suwerenność i niepodległość. 

Całkiem niedawno pisałem tak: [2].

"Nigdy nie miałem zaufania do J. Bidena, bo od początku chciał oddać Europę w łapska kondominium niemiecko-rosyjskiego i gdyby nie atak W. Putina na Ukrainę, to już dawno by to nastąpiło. 

Zresztą uważam, że W. Putin rozpoczął swoją wojnę właśnie dzięki takim deklaracjom z pierwszych miesięcy urzędowania, gdzie J. Biden nawet w końcu zaakceptował Nord Stremay, bo... budowa jest już na ukończeniu, więc nie ma sensu jej przerywać. 

W takiej sytuacji W. Putin był pewny, że administracja J. Bidena nie będzie zbytnio ingerować w tę wojnę i to tym bardziej, że ona przecież miała trwać maksymalnie do tygodnia czy dwóch tygodni. I gdyby nie to, że naród ukraiński broni się bohatersko do dzisiaj to byłoby tak jak w przypadku aneksji Krymu, o którym świat i USA już zapomnieli.

W miarę trwania wojny - sądzę, że pod naciskiem służb specjalnych i lobby wojskowo-obronnego w USA  - J. Biden został niejako zmuszony do zmiany o 180% swojego stanowiska w sprawie oddania Europy wspomnianemu kondominium niemiecko-rosyjskiemu i wtedy dopiero zaczęła się amerykańska pomoc dla Ukrainy i wspieranie tzw. wschodniej flanki NATO a tym samym Polski.

Ale przecież musimy pamiętać, że J. Biden jest lewicowym demokratą a jego wiceprezydent K. Harris to już całkowicie komunistka. Poza tym J. Biden jest gorącym zwolennikiem ruchu LGBTQ i ideologii gender.

Zresztą również ambasador USA w Polsce Mark Brzezinski jest lewicowy i ileż to razy dawał temu wyraz chodząc na tęczowe "Marsze Równości" czy "upiększając" ambasadę tęczową flagą lub spotykając się z przedstawicielami wcześniej opozycyjnej  a dziś już formacji rządzącej w Polsce (zdjęcia poniżej). A przecież to ambasador USA w Polsce jest odpowiedzialny za przekazywanie informacji o Polsce amerykańskiej administracji i samemu J. Bidenowi oraz oczywiście realizuje u nas politykę J. Bidena.

Ostatnie słowa i zachowania J. Bidena oznaczają, że ponownie oddał Europę w łapska Niemiec i Rosji, co potwierdził mówiąc - zapytany przez korespondenta Polskiego Radia o jego ocenę  dojścia do władzy w Polsce prounijnego rządu - "Myślę, że to bardzo dobrze".

To stawia Polskę i patriotycznych Polaków w bardzo trudnej sytuacji. 

Z jednej strony mamy atak niemieckiej UE, która chce stworzyć z Europy Jeden Wielki Scentralizowany Kołchoz a'la ZSRR zwany Jedną Europą ze stolicą w Berlinie a to oznaczać będzie praktyczną utratę przez Polskę i inne kraje UE swoich: wolności, suwerenności i niepodległości. Czy nie po to właśnie Niemcy wysłały do Polski D. Tuska?

Z drugiej strony mamy Rosję, która prędzej czy później znów będzie ściśle współpracowała  z Niemcami tworząc kondominium niemiecko-rosyjskie i może to dla Polski oznaczać kolejny rozbiór z granicami uwzględniającymi rozwiązania zawarte w Pakcie Ribbentrop–Mołotow lub nawet na Wiśle: zachodnia część Polski dostanie się w łapy Superpaństwa Niemieckiego (unijnego) a wschodnia część dostanie się w łapy W. Putina. Czy dlatego w czasach rządów PO-PSL rozbrajano wschodnią część Polski i mieliśmy się zacząć bronić dopiero na linii Wisły? Dlatego tak ważna była odbudowa polskiego wojska na wschodzie Polski, czego dokonała ZP.

No i dalej z "trzeciej strony" USA, które mogą (oby nie!) już na stałe oddać Europę Niemcom a jak Niemcom to i Rosji. Pocieszeniem dla nas może być stałe stacjonowanie wojsk USA w Polsce, niemal ukończona tarcza antyrakietowa i podpisanie z USA kontraktów zbrojeniowych, i na budowę dużej elektrowni jądrowej, z których D. Tusk raczej nie zrezygnuje, choć na pewno utrąci lub ograniczy kontrakty z Koreą Południową. Ponadto jesteśmy w NATO".

No a wczoraj, t.j. 9 lutego 2024 roku prezydent USA Joe Biden przyjął w Białym Domu kanclerza Niemiec Olafa Scholza. Rozmowy polityków dotyczyły m.in. dalszej pomocy dla Ukrainy oraz sytuacji na Bliskim Wschodzie. 

W kontekście pomocy Ukrainie prezydent J. Biden zwracając się do O. Scholza skonstatował, iż: "Chcę ci podziękować, Olafie, za twoje przywództwo od samego początku. Dokonałeś czegoś, o czym nikt nie myślał, że jest możliwe: podwoiłeś w tym roku niemiecką pomoc wojskową dla Ukrainy" [3]. 

Taka wypowiedź J. Bidena potwierdza moje przypuszczenie o oddaniu przez USA unijnych krajów Niemcom, co oznacza, że IV Rzesza Niemiecka musi być definitywnie utworzona przed listopadowymi wyborami prezydenckimi w USA, bo jak na razie J. Biden przegrywa z D. Trumpem. 

I chyba też dlatego D. Tusk tak mocno się śpieszy w degradacji i demolowaniu naszej Ojczyzny. On też ma tylko czas do listopada tego roku a dodatkowo ma swoiste pozwolenie na łamanie praworządności dane mu niemal przez wszystkich: UE, Rosję i USA. 

Jako Polacy też musimy dotrwać do jesieni tego roku i nie możemy pozwolić na całkowite rozwalenie Polski. Przed nami kwietniowe wybory samorządowe a w czerwcu chyba najważniejsze od początku istnienia UE wybory do Europarlamentu. Wybierajmy w tych wyborach polskich patriotów a nie faktycznych lub domniemanych zdrajców!!!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 Paypal: 
paypal.me/kjahog

poniedziałek, 15 stycznia 2024

J. Biden chyba znów oddał Europę w łapska Niemiec i Rosji

Nigdy nie miałem zaufania do J. Bidena, bo od początku chciał oddać Europę w łapska kondominium niemiecko-rosyjskiego i gdyby nie atak W. Putina na Ukrainę, to już dawno by to nastąpiło. Opisywałem to wszystko w swoich tekstach m.in.: "J. Biden - prezydentura, która może zniszczyć suwerenność Polski!" [1]; "Czy Amerykanie wyjdą z Polski?" [2]; "Inne spojrzenie na zaangażowanie USA w wojnę na Ukrainie..." [3] czy "Polska zaryzykowała wszystko i wszystko wygrała!" [4].

Zresztą uważam, że W. Putin rozpoczął swoją wojnę właśnie dzięki takim deklaracjom z pierwszych miesięcy urzędowania, gdzie J. Biden nawet w końcu zaakceptował Nord Stremay, bo... budowa jest już na ukończeniu, więc nie ma sensu jej przerywać. 

W takiej sytuacji W. Putin był pewny, że administracja J. Bidena nie będzie zbytnio ingerować w tę wojną i to tym bardziej, że ona przecież miała trwać maksymalnie do tygodnia czy dwóch tygodni. I gdyby nie to, że naród ukraiński broni się bohatersko do dzisiaj to byłoby tak jak w przypadku aneksji Krymu, o którym świat i USA już zapomnieli.

W miarę trwania wojny - sądzę, że pod naciskiem służb specjalnych i lobby wojskowo-obronnego w USA  - J. Biden został niejako zmuszony do zmiany o 180% swojego stanowiska w sprawie oddania Europy wspomnianemu kondominium niemiecko-rosyjskiemu i wtedy dopiero zaczęła się amerykańska pomoc dla Ukrainy i wspieranie tzw. wschodniej flanki NATO a tym samym Polski.

Ale przecież musimy pamiętać, że J. Biden jest lewicowym demokratą a jego wiceprezydent K. Harris to już całkowicie komunistka. Poza tym J. Biden jest gorącym zwolennikiem ruchu LGBTQ i ideologii gender.

Zresztą również ambasador USA w Polsce Mark Brzezinski jest lewicowy i ileż to razy dawał temu wyraz chodząc na tęczowe "Marsze Równości" czy "upiększając" ambasadę tęczową flagą lub spotykając się z przedstawicielami wcześniej opozycyjnej  a dziś już formacji rządzącej w Polsce (zdjęcia poniżej). A przecież to ambasador USA w Polsce jest odpowiedzialny za przekazywanie informacji o Polsce amerykańskiej administracji i samemu J. Bidenowi oraz oczywiście realizuje u nas politykę J. Bidena.
 

Ogólnie to uważałem, że bez wsparcia CIA i Mossadu nie jest możliwa wygrana D. Tuska i w czasie kampanii wyborczej napisałem o tym w tekście: "Wyborcza jesień w Polsce: BND i FSB vs. CIA i Mosad" [5]. Wydawało mi się, że będzie tak jak przed wyborami w 2015 roku, gdzie "afera podsłuchowa" była jednym z głównych powodów utraty władzy przez rząd PO-PSL. Bo chyba nikt nie wierzy, że polityków PO podsłuchiwali jacyś kelnerzy, ale to, że była to CIA jest bardzo prawdopodobne. 

A jednak ZP ostatecznie przegrała, choć wygrała, ale nie ma zdolności koalicyjnej do utworzenia rządu. No i tym sposobem rządzi dziś w Polsce totalitarna władza "koalicji 13 grudnia i chaosu"

Czyli jednak nie było tym razem dodatkowego wsparcia od USA, a to oznacza, że J. Biden chyba ponownie oddał Europę w łapska Niemiec i Rosji, co potwierdził mówiąc - zapytany przez korespondenta Polskiego Radia o jego ocenę  dojścia do władzy w Polsce prounijnego rządu - "Myślę, że to bardzo dobrze" [6]. 

To stawia Polskę i patriotycznych Polaków w bardzo trudnej sytuacji. 

Z jednej strony mamy atak niemieckiej UE, która chce stworzyć z Europy Jeden Wielki Scentralizowany Kołchoz a'la ZSRR zwany Jedną Europą ze stolicą w Berlinie a to oznaczać będzie praktyczną utratę przez Polskę i inne kraje UE swoich: wolności, suwerenności i niepodległości. Czy nie po to właśnie Niemcy wysłały do Polski D. Tuska?

Z drugiej strony mamy Rosję, która prędzej czy później znów będzie ściśle współpracowała  z Niemcami tworząc kondominium niemiecko-rosyjskie i może to dla Polski oznaczać kolejny rozbiór z granicami uwzględniającymi rozwiązania zawarte w Pakcie Ribbentrop–Mołotow lub nawet na Wiśle: zachodnia część Polski dostanie się w łapy Superpaństwa Niemieckiego (unijnego) a wschodnia część dostanie się w łapy W. Putina. Czy dlatego w czasach rządów PO-PSL rozbrajano wschodnią część Polski i mieliśmy się zacząć bronić dopiero na linii Wisły? Dlatego tak ważna była odbudowa polskiego wojska na wschodzie Polski, czego dokonała ZP.

No i dalej z "trzeciej strony" USA, które mogą (oby nie!) już na stałe oddać Europę Niemcom a jak Niemcom to i Rosji. Pocieszeniem dla nas może być stałe stacjonowanie wojsk USA w Polsce, niemal ukończona tarcza antyrakietowa i podpisanie z USA kontraktów zbrojeniowych, i na budowę dużej elektrowni jądrowej, z których D. Tusk raczej nie zrezygnuje, choć na pewno utrąci lub ograniczy kontrakty z Koreą Południową. Ponadto jesteśmy w NATO.

Ciekawe są też poglądy, że dla USA bardzo szybki rozwój Polski za czasów rządów ZP (PiS) może być za duży, bo grozi zachwianiem równowagi geopolitycznej. Pisze o tym dr R. Brzeski w tekście "PIS I DUCH ROCKEFELLERA" [7]. 

Nie wspomniałem jeszcze o marzeniach niektórych "pustych, ale bogatych" głów (wiecznych wędrowców) marzących o jakimś Jednym Rządzie Światowym (NWO), a które w USA stanowią bardzo silne lobby. Oni uważają, że zbudowanie Superpaństwa Europa jest kolejnym etapem budowy NWO o czym też pisałem onegdaj w tekście: "Co nas czeka? Jeden rząd światowy?" [8]. 

Niebezpieczne dla nas jest także to, że można zauważyć ogólne zmęczenie wojną na Ukrainie, również w USA a dodatkowo trzeba pamiętać, że tam w listopadzie 2024 roku są wybory prezydenckie i J. Biden musi niejako znów zostać twardym lewackim i zideologizowanym Demokratą. Z naszego punktu widzenia jest to złe więc musimy raczej "trzymać kciuki" za rywala J. Bidena niezależnie kto nim będzie, czy D. Trump czy ktoś inny z konserwatystów

Oceniając obecną geopolitykę to należy też skonstatować, iż USA teraz mają na głowie Chiny, Tajwan, Bliski Wschód i Zatokę Perską, więc znaczenie Europy dla USA powoli staje się coraz mniejsze a w przypadku jakiegoś starcia z Chinami USA będą chciały mieć co najmniej neutralność Rosji. Ja w to nie wierzę, ale taki Józio Biden może mieć inne zdanie.

Reasumując 

Nasza wolność, niepodległość i suwerenność po raz kolejny zależą tylko od nas i to my, Polacy musimy ich bronić i o nie walczyć. Nikt za nas tego nie zrobi. Jeżeli damy się zastraszyć i się poddamy to może się tak stać, że Polski już nie będzie i to na zawsze!

Tak ja wiem, że jak obalaliśmy komunę to mieliśmy swojego św. Jana Pawła II a za oceanem Ronalda Reagana, ale dziś jesteśmy w lepszej sytuacji, bo wiemy, że można pokonać reżim D. Tuska siłą naszych głosów i siłą naszej liczebności na patriotycznych manifestacjach. 

Dodatkowo może stanie się tak, że w wielu krajach Europy społeczeństwa zbuntują się przeciw totalitarnym planom zniemczonej UE dążącej do likwidacji ich państw. W czerwcu odbędą się najważniejsze od początku UE wybory do Europarlamentu i naprawdę może się okazać, że obecne elity unijne stracą swoją dominującą pozycję albo będzie ona dalece ograniczona. 

Także głowa do góry! "Ruda WRONa orła nie pokona"!



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 

Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

wtorek, 15 lutego 2022

Napięcie wokół Ukrainy. Czy to "Wielka Gra" wielkich mocarstw?

Całkiem niedawno w swoim artykule pt.: "W. Putin przelicytował? Zdrażnił J. Bidena i jego otoczenie!" napisałem, m.in. że: 

"W. Putin spowodował, że nawet doszło do tego, że nadzwyczaj przychylne mu europejskie kraje jak Niemcy i Francja musiały też podjąć jakieś decyzje wspomagające Ukrainę (nieprzypadkowo, bowiem wojska amerykańskie są nadal na ich terytorium, więc nie mogą jawnie przeciwstawić się USA). Ponadto do Ukrainy płynie pomoc militarna i nawet zawiązują się nowe antymoskiewskie sojusze jak: Polska - UK - Ukraina. Pośrednio też wojenne harce "zimnego czekisty" przyczyniły się do sukcesu spotkania europejskich partii patriotycznych i konserwatywnych w Hiszpanii, gdzie nawet Marine Le Pen i Viktor Orbán, którzy od zawsze mają w miarę dobre stosunki z W. Putinem, podpisali na tym spotkaniu antyputinowską deklarację (...) Tak więc wojenna retoryka Moskwy połączona z koncentracją wojsk rosyjskich na granicy z Ukrainą i  przerzut ich części na Białoruś uświadomiła wielu krajom, że widmo wojny jest całkiem realne. Skonsolidowała tym samym samą strukturę NATO, zmieniła po części nastawienie do Rosji J. Bidena, zintegrowała europejską prawicę, uderzyła bezpośrednio w niezachwialność kondominium rosyjsko-niemieckiego, uzmysłowiła jak wielkim niebezpieczeństwem może być uruchomienie Nord Stream 2 (...) W. Putin przelicytował w swoich żądaniach. Myślał, że ledwo zipiący i lewicujący J. Biden będzie łatwym dla niego "kąskiem" w rozmowach, ale zapomniał, że w USA bardzo silna jest pozycja Republikanów, przemysłu zbrojeniowego oraz armii wraz z wojskowymi i cywilnymi służbami specjalnymi, i sądzę, że te właśnie czynniki wybiły z głowy J. Bidena jego bezwolną prorosyjskość, ale także i proniemieckość o czym świadczy też wysłanie nowych wojsk do Niemiec (...) ale też spowodował militarne wzmocnienie tzw. wschodniej flanki NATO, np. w postaci zwiększenia w Polsce kontyngentu wojskowego z 4,5 tys. do 9,5 tys. żołnierzy oraz wysłanie dodatkowego sprzętu militarnego". 

Pisałem wtedy to, co wówczas myślałem, ale sytuacja jest dynamiczna i w miarę upływu czasu zaczęły się u mnie pojawiać wątpliwości, których werbalną konsekwencją jest zadanie następujących pytań: "Czy naprawdę W. Putin przelicytował, czy raczej osiągnął jednak swoje zamierzone cele?", "A może to wszystko jest jednak wielką grą wielkich mocarstw?".

Bo jakie cele miał i ma W. Putin?

Po pierwsze. Chce uzyskać jak najszybszą certyfikację, czyli umożliwienia pracy już ukończonego we wrześniu 2021 roku rurociągu Nord Stream 2, będącego teraźniejszą realizacją sławetnego już kondominium niemiecko-rosyjskiego. Taka decyzja ma zapaść dopiero w drugiej połowie 2022 roku i tak naprawdę na dziś do końca nie wiadomo jaka ona będzie: czy pozwoli na funkcjonowanie Nord Stream 2 czy może go  zablokuje? Ale to znów dla W. Putina czekanie przez pół roku a on chciałby już uzależnić Europę od swojego gazu. Sądzę też, że i Niemcy myślą podobnie mimo werbalnych zaklęć, że jest odwrotnie.

Po drugie. Chce pozyskać gwarancję, że NATO nie będzie teraz ani w przyszłości przyjmowała nowych członków wśród krajów, co do których W. Putin rości sobie prawo wpływu, czyli właśnie m.in. Ukrainy czy Gruzji. Postuluje też aby nawet już członkowie NATO na tzw. wschodniej flance (m.in. Polska) nie były dozbrajane liczbowo ani sprzętowo-militarnie. 

Po trzecie. Chce, aby świat uznał aneksję Krymu oraz wymaga, aby były realizowane porozumienia z Mińska, czyli tak naprawdę dąży m.in. do tego, aby Kijów przyjął nowelizację konstytucji, która wprowadzi reformę decentralizacyjną z równoczesnym nadaniem szczególnego statusu „określonym powiatom obwodu donieckiego i ługańskiego”. Taki zapis byłby równoznaczny z nadaniem regionowi autonomii w ramach Ukrainy i faktycznym utrzymaniem odrębności separatystycznych republik.

Po czwarte i ściśle powiązane oraz rozszerzone wobec celu drugiego i trzeciego. Chce ostatecznie zablokować trwałą integrację Ukrainy z Zachodem oraz objęcie jej rosyjskimi inicjatywami integracyjnymi (optymalnie wstąpienie Kijowa do Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej). Moskwa dąży również do sytuacji, w której formalnie należący do Ukrainy Donbas stanowiłby instrument rosyjskiego wpływu na ukraińskie władze centralne, które ponosiłyby przy tym koszty odbudowy i utrzymania zniszczonego przez wojnę regionu. Niezmienności strategii towarzyszy (wymuszona) elastyczność taktyki, która od wiosny 2014 roku ewoluowała od eskalowania konfliktu zbrojnego w Donbasie do jego kontrolowanej deeskalacji (przy zachowaniu potencjału destabilizacyjnego) i od projektu „Noworosji” (utworzenie na wschodzie Ukrainy quasi państwa/państw) do deklaratywnego wsparcia integralności terytorialnej Ukrainy (bez Krymu).

Odnosząc się do tych celów.

Nord Stream 2. 

W maju 2021 Prezydent J. Biden - rezygnując z sankcji wobec budującej ten rurociąg firmy Nord Stream 2 AG i jej kierownictwo, dał zielone światło na dokończenie i uruchomienie tego rurociągu  tłumacząc, że od zawsze był jego przeciwnikiem, ale jak objął władzę, to de facto rurociąg jest już niemal ukończony i utrzymanie sankcji byłoby „kontrproduktywne dla naszych relacji z Europą”. Oczywiście mówiąc o Europie miał na myśli tylko Niemcy, którym oddał władanie nad UE. 

7 lutego J. Biden zapowiedział, iż jeśli Rosja przeprowadzi inwazję na Ukrainę, nie będzie Nord Stream 2! Wypowiedź ta nastąpiła po jego spotkaniu z kanclerzem Niemiec, chociaż ten ostatni jak piskorz wił się, żeby jednoznacznie potwierdzić utożsamienie się ze słowami Prezydenta USA, bowiem dotychczas Niemcy chciały sankcji na Rosję, ale z pominięciem sektora energetycznego.  

Ale zastanówmy się nad wypowiedzią J. Bidena. Najpierw zrezygnował z sankcji wobec budowniczych Nord Stram 2 a teraz straszy, że jak W. Putin zaatakuje Ukrainę do tego rurociągu nie będzie. 

No dobrze... ale jak W. Putin nie zaatakuje Ukrainy to znaczy, że Nord Stream 2 zostanie jednak uruchomiony? Bo przecież takie są logiczne konsekwencje amerykańskiego stanowiska...

Czyli podążając tym logicznym tropem tak naprawdę W. Putin osiągnął swój cel: nie zaatakuje Ukrainy, ale w zamian będzie mógł uruchomić swój gazociąg. Czyli paradoksalnie jest 1:0 dla W. Putina, ale też J. Biden zyskuje, bo będzie chciał się przedstawić w roli ratującego pokój i stawiającego ostre warunki W. Putinowi, które zapobiegły wojnie... a że kosztem zgody na uruchomienie Nord Stream 2? No cóż, pokój kosztuje... Inaczej mówiąc jest remis: "wilk syty i owca cała" a J. Biden zmaże z siebie odium polityka uległego i starczo nijakiego.

Zastopowanie rozszerzania NATO.

I w tym przypadku wydaje się, że W. Putin uzyska w końcu to, co chciał. Teraz trwają "rozmowy wszystkich ze wszystkimi". I jeżeli jednak kraje zachodu nawet pomagają Ukrainie np. poprzez wysyłanie sprzętu wojskowego to jednocześnie NATO zapowiada, że w razie konfliktu nie wkroczy zbrojnie na Ukrainę w celu pomocy w zachowaniu jej integralności. Tak więc i tak Ukraina w skrajnym wypadku może liczyć tylko na siebie. I nie sądzę, żeby w najbliższym czasie NATO zechciał się rozszerzać, bo wtedy W. Putin uznałby to za akt agresji, który wedle niego zakłóca "bezpieczeństwo Rosji kosztem bezpieczeństwa innych", czyli tego, co forsuje Moskwa: "nie może być tak, że bezpieczeństwo jednych ma zakłócać bezpieczeństwo innych".  A taka narracja Moskwy wyłania się z rozmów zarówno z J. Bidenem, E. Macronem, Z. Rau czy z O. Scholzem. 2:1 dla W. Putina.

Ostateczna akceptacja aneksji Krymu.

Tak naprawdę kraje zachodnie już oswoiły się z aktem aneksji Krymu przez Rosję. Nie zareagowały wtedy, kiedy W. Putin swobodnie Krym przejmował i w sumie tak naprawdę W. Putin też liczył, że będzie podobnie w przypadku zaatakowania całej Ukrainy.  I w tym przypadku na szczęście się pomylił, bo nie spodziewał się takiej konsolidacji państw. Raczej wycofa się z tej agresji, ale już o Krymie nikt nic nie mówi a więc w tej sytuacji znów wygrywa, bo odzyskanie przez Ukrainę Krymu już nie jest stawiane na agendzie rozmów. Wszyscy niestety już się z tym pogodzili. 3:1 dla W. Putina. 

Donbas i Ługańsk. Porozumienie mińskie. 

W. Putin chce, aby samozwańcze:  Doniecka Republika Ludowa i Ługańska Republika Ludowa zostały uznane przez społeczną międzynarodową. W tym celu wprost żąda, aby Kijów je uznał a tym samym zaakceptował ich statut jako republik autonomicznych w ramach Ukrainy. To jest nie do zaakceptowania dla Ukrainy. Stąd Moskwa napiera na zrealizowanie przez Ukrainę tzw. "Porozumień mińskich" podpisanych we wrześniu 2014 roku oraz w lutym 2015 roku przez ambasadora Rosji na Ukrainie Michaiła Zurabowa, byłego prezydenta Ukrainy Łeonida Kuczmy, wysłanniczki OBWE Heidi Tagliavini oraz samozwańczch przywódców Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej – Aleksandra Zacharczenki i Igora Płotnickiego.

Obecna Ukraina te porozumienia uznaje jako wymuszone przez Rosję i nie chce ich realizować. Natomiast Mokwa upiera się przy swoim dając zachodowi swoiste ultimatum: albo zmuszenie Ukrainy do ich realizacji albo wojna!

Trudno na razie przewidzieć jak się zachowa zachodnia demokracja, ale dzisiaj miałem okazję obejrzeć konferencję prasową Kanclerza Niemic Olafa Scholza z Prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Doprawdy było to żenujące widowisko. Z jednej strony rozluźniony i nawet uśmiechnięty W. Putin deklarujący wycofanie części swoich wojsk znad granicy z Ukrainą (wojny nie będzie?) a z drugiej strony spięty i z głupawym uśmieszkiem wyrażającym chyba bezradność oraz patrzący z podświadomą uległością  na rosyjskiego przywódcę Olaf Scholz, który był raczył zagaworzyć, że dyskusja z Rosją na temat Ukrainy winna odbywać się na kanwie właśnie porozumień mińskich (sic!). 

Nie wiem czy takie stanowisko zostało uzgodnione z NATO i USA, ale widać, że Niemcy już będą optowały za realizacją porozumień mińskich a to oznacza, że Ukraina de facto już została w części przejęta przez Rosję: Krym, Donieck, Ługańsk. I chyba na tym też zależało W. Putinowi. No, ale można uznać, że na razie w tym obszarze jest remis, choć w ogólnym rozrachunku wgrywa W. Putin 4:2. 

Naprawdę nie wiem o czym rozmawiają przywódcy Rosji i USA, ale pytanie o to czy ta hucpa wokół Ukrainy czasem nie jest rozdmuchana przez oba kraje być może jest zasadne i na razie wydaje się, że W. Putin na razie wygrywa i osiąga swoje cele...

---------------------------------------------------

Informacja

Przez prawie 14 lat pisałem pro bono, bo miałem na to czas a na życie zarabiałem w innych miejscach.

Napisałem przeszło 1400 tekstów, które mają przeszło 4 mln odsłon i niezliczoną ilość komentarzy. Nigdy nie dałem się uwieść żadnej redakcji, bo chciałem pisać jako wolny człowiek, bez autocenzury wynikającej z 'linii programowej" określonej redakcji. Poza tym pisanie jest moją pasją. 

Ale dziś subiektywno-obiektywna moja realna sytuacja się zmieniła i mam coraz mniej czasu na przygotowywanie i publikowanie tekstów. Mam do wyboru: albo skończyć zajmujące mój czas darmowe pisanie i zająć się innymi rzeczami, albo uzyskiwać z tego jakieś gratyfikacje, choćby w formie niewielkiej darowizny. 

Napisanie w miarę dobrego tekstu wymaga dużego nakładu pracy i czasu. Dziś ten czas mi się kończy a nie lubię robić rzeczy tylko powierzchownie i pisać jakiś jednoakapitowych bzdur a ponadto uważam, że tak naprawdę nas - blogerów - wysiłek winien być doceniany jak wysiłek i praca dziennikarzy w mediach tradycyjnych. Ja przez 14 lat nie chciałem nigdy nikogo prosić o wsparcie, bo tego nie potrzebowałem. Lubię pisać i dzielić się moimi spostrzeżeniami z innymi. 

Serdecznie dziękuję moim dotychczasowym darczyńcom. Naprawdę nawet Państwo nie wiedzą, ile to dla mnie znaczy, bo daje mi jakąś szansę i motywację do dalszego blogowania a przede wszystkim to wsparcie świadczy, że jednak warto poświęcić swój - coraz mniej dla mnie dostępny - czas na tą moją "pisaninę". Jestem zobowiązany nawet za wsparcie małą kwotą, bo dla mnie jest to i tak indywidualne wydarzenie obrazujące wielkość Państwa Serc.  

Postanowiłem zatem na moim macierzystym blogu: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ stworzyć odrębną zakładkę pod nazwą "Podziękowania za wsparcie", w której będę prezentował inicjały darczyńców i kwoty jakie otrzymałem. Oczywiście jeżeli Państwo wyrażą taką zgodę. Taką informację będę prezentował w cyklach miesięcznych. 

Zwracam się wobec tego do Szanownych Państwa, aby w tytule przelewu lub w wiadomości na PayPal napisali mi czy wyrażają Państwo zgodę na opublikowanie takiej informacji. Wystarczy mi zwrot: "Zgadzam się na ujawnienie moich (do wyboru: inicjałów, nicków lub personaliów) i kwoty wpłaconej". Może też być tylko np. zgoda na inicjały, nicki czy personalia z zastrzeżeniem nie podawania kwoty wsparcia. Można też wysłać do mnie e-maila: kjahog@gmail.com.

Jeżeli takiej zgody nie uzyskam to oczywiście pomoc będzie całkowicie anonimowa, bez żadnej internetowej publikacji a moja wdzięczność zostanie tylko w moim i Państwa sercu. 

---------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

czwartek, 3 lutego 2022

W. Putin przelicytował? Zdrażnił J. Bidena i jego otoczenie!

A wydawało się wszystko tak piękne dla lewicowych Demokratów w USA i ich globalistycznych  sprzymierzeńców. W szemranych i kontrowersyjnych wyborach prezydenckich wygrał ich kandydat: ledwo dyszący J. Biden oraz powołana przez niego komunistka K. Harris, która tak naprawdę miała rządzić Stanami. 

I naprawdę na początku wszystko postępowało wedle ich myśli. J. Biden w niesławie poddał się w Afganistanie, oddał Europę ponownie Niemcom i Rosji, dał "zielone światło" na dokończenie niemiecko-rosyjskiego Nord Stream 2 a nawet wielokrotnie spotykał się ulegle z "zimnym czekistą" W. Putinem. 

Jego słabość też wykorzystali Niemcy, które sobie w nowej umowie koalicyjnej zawarli ustalenia, które maja prowadzić do powstania z UE Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa pod zarządem niemieckim (IV Rzeszy).

A wszystko to, bo J. Biden chciał zyskać neutralność Europy (niemieckiej UE) i Rosji w ewentualnym konflikcie z Chinami, które chcą stać się największym mocarstwem na świecie. 

I W. Putin po prostu uznał, że ten amerykański dziadek już nie jest dla niego partnerem i może sobie robić w geopolityce co sobie żywnie zamarzy. A przecież marzy o odbudowie - na ile pozwolą obecne warunki - choć części dawnego ZSRR. 

Moskiewski gensek dobrze wie, że nie jest już w stanie odzyskać wszystkiego, ale wedle niego chociażby Gruzja, Kazachstan czy Ukraina to są państwa, które winny być pod jego władaniem. I poczuł "krew w żyłach". Kazachstan praktycznie już jest jego, Gruzja może w przyszłości a teraz postanowił po prostu przejąć Ukrainę wierząc, że jej zdobycie - jak w przypadku aneksji Krymu - przyjdzie mu całkiem bez wysiłku i bez jakichś międzynarodowych oporów. 

No i sobie wymyślił jakieś ultimatum wobec USA i NATO: "Po pierwsze, Zachód powinien zmusić Ukrainę do realizacji porozumień mińskich z 2015 r., które oznaczałyby reintegrację Donbasu, w pełni kontrolowanego przez Rosję, z państwem ukraińskim. Za pomocą tego konia trojańskiego Moskwa planuje w przyszłości kontrolować politykę Kijowa. Po drugie, państwa NATO powinny dać Rosji gwarancje prawne, które nie tylko wykluczą dalsze rozszerzenie Sojuszu na wschód, ale zakażą też rozmieszczania na jego wschodniej flance – a więc także w Polsce – jakiejkolwiek infrastruktury wojskowej NATO i jego państw członkowskich. Moskwa oczekuje zatem, że w Europie Środkowej dojdzie do samoograniczenia się NATO. Mamy więc do czynienia z faktycznym ultimatum, w którym Rosja domaga się jednostronnych ustępstw, strasząc, że ich odrzucenie – jak komunikuje rosyjskie MSZ – „sprowokuje poważne ryzyko, włącznie z konfliktem na dużą skalę” [1].

No i się zaczęło. USA i NATO zostały chyba naprawdę podrażnione wojowniczym i bezczelnym ultimatum W. Putina i nie trzeba było długo czekać na odpowiedź. USA to ultimatum odrzuciły i potwierdziły, że NATO pozostaje otwarte niemal dla każdego, który chce do niego przystąpić. Ponadto zapowiedziały, że agresja na Ukrainę spowoduje blokadę budowy Nord Stream 2 i trudne do zniesienia dla Rosji sankcje a ostatnio potwierdziły wysłanie dodatkowych swoich żołnierzy do Polski, Niemic i Rumunii: "W środę o czasowym wysłaniu 1,7 tys. żołnierzy do Polski, tysiąca do Rumunii i 300 do Niemiec poinformował oficjalnie Pentagon; ma do tego dojść w ciągu najbliższych dni. Resort obrony USA nie wykluczył przy tym dalszego wzmocnienia wschodniej flanki NATO, sugerując, że trwają rozmowy na ten temat z państwami bałtyckimi" [2]. Jedynym pośrednim elementem ultimatum, który W. Putin może uznać za jakiś tam sukces to zapewnienie, że NATO w razie konfliktu nie wkroczy zbrojnie na Ukrainę...

W. Putin spowodował, że nawet doszło do tego, że nadzwyczaj przychylne mu europejskie kraje jak Niemcy i Francja musiały też podjąć jakieś decyzje wspomagające Ukrainę (nieprzypadkowo, bowiem wojska amerykańskie są nadal na ich terytorium, więc nie mogą jawnie przeciwstawić się USA). Ponadto do Ukrainy płynie pomoc militarna i nawet zawiązują się nowe antymoskiewskie sojusze jak: Polska - UK - Ukraina. Pośrednio też wojenne harce "zimnego czekisty" przyczyniły się do sukcesu spotkania europejskich partii patriotycznych i konserwatywnych w Hiszpanii, gdzie nawet Marine Le Pen i Viktor Orbán, którzy od zawsze mają w miarę dobre stosunki z W. Putinem, podpisali na tym spotkaniu antyputinowską deklarację oraz - co doprowadza do spazmów szału elity unijno-niemieckie - partie te też udowodniły, że jest inna droga rozwoju UE niż budowa IV Rzeszy, czyli Europa Ojczyzn, Europa suwerennych narodów.  

Tak więc wojenna retoryka Moskwy połączona z koncentracją wojsk rosyjskich na granicy z Ukrainą i  przerzut ich części na Białoruś uświadomiła wielu krajom, że widmo wojny jest całkiem realne. Skonsolidowała tym samym samą strukturę NATO, zmieniła po części nastawienie do Rosji J. Bidena, zintegrowała europejską prawicę, uderzyła bezpośrednio w niezachwialność kondominium rosyjsko-niemieckiego, uzmysłowiła jak wielkim niebezpieczeństwem może być uruchomienie Nord Stream 2, etc. 

Trudno powiedzieć, co się niebawem stanie, ale jedno jest pewne: W. Putin przelicytował w swoich żądaniach. Myślał, że ledwo zipiący i lewicujący J. Biden będzie łatwym dla niego "kąskiem" w rozmowach, ale zapomniał, że w USA bardzo silna jest pozycja Republikanów, przemysłu zbrojeniowego oraz armii wraz z wojskowymi i cywilnymi służbami specjalnymi, i sądzę, że te właśnie czynniki wybiły z głowy J. Bidena jego bezwolną prorosyjskość, ale także i proniemieckość o czym świadczy też wysłanie nowych wojsk do Niemiec. A trzeba wiedzieć, że Niemcy cały czas są pod kuratelą zwycięskich armii z czasów II WŚ: USA, UK i Francji [3]. 

Teraz to W. Putin jest pod ścianą. Gospodarka Rosji jest dziś na równi pochyłej, ludziom źle się żyje, więc - jak zawsze w takich przypadkach w Rosji - trzeba dać pospólstwu wroga zewnętrznego i ewentualnie wojnę. Co więc zrobi gensek moskiewski? Tego nikt nie wie, ale ma dwa wyjścia: albo samobójczo zaatakować Ukrainę, albo w jakiś sposób "z twarzą" wycofać się z tej agresji... A co będzie, to zobaczymy.

Trzeba jeszcze podkreślić, że jeżeli faktycznie W. Putin chce zaatakować Ukrainę to musi się śpieszyć i dokonać tego jak najszybciej, bo później wobec grząskich ukraińskich roztopów jego armia  może okazać się bezradna. Tyle tylko, że dziś ma też jeszcze jeden problem: Chiny, które nie chcą, aby ich Zimowe Igrzyska Olimpijskie rozgrywane były na tle wojny na Ukrainie. A przecież na pewno W. Putin nie chce konfliktowych stosunków z Chinami... No więc co zrobi? "Tego nie wie nikt". 

Oczywiście można też - odnosząc się do historii - założyć, że kraje zachodnie i NATO tylko "prężą muskuły" a jak przyjdzie do realnego konfliktu to "schowają głowę w piasek" jak to było w przypadku aneksji Krymu czy też wojny w Gruzji, ale byłaby to kompletna porażka dająca już W. Putinowi, albo nawet i Chinom wolną rękę dla realizacji imperialistycznych mrzonek...


--------------------------------------

Informacja

Serdecznie dziękuję moim dotychczasowym darczyńcom. Naprawdę nawet Państwo nie wiedzą, ile to dla mnie znaczy, bo daje mi jakąś szansę i motywację do dalszego blogowania a przede wszystkim to wsparcie świadczy, że jednak warto poświęcić swój - coraz mniej dla mnie dostępny - czas na tą moją "pisaninę". Jestem zobowiązany nawet za wsparcie małą kwotą, bo dla mnie jest to i tak indywidualne wydarzenie obrazujące wielkość Państwa Serc.  

Postanowiłem zatem na moim macierzystym blogu: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ stworzyć odrębną zakładkę pod nazwą "Podziękowania za wsparcie", w której będę prezentował inicjały darczyńców i kwoty jakie otrzymałem. Oczywiście jeżeli Państwo wyrażą taką zgodę. Taką informację będę prezentował w cyklach miesięcznych. 

Zwracam się wobec tego do Szanownych Państwa, aby w tytule przelewu lub w wiadomości na PayPal napisali mi czy wyrażają Państwo zgodę na opublikowanie takiej informacji. Wystarczy mi zwrot: "Zgadzam się na ujawnienie moich (do wyboru: inicjałów, nicków lub personaliów) i kwoty wpłaconej". Może też być tylko np. zgoda na inicjały, nicki czy personalia z zastrzeżeniem nie podawania kwoty wsparcia. Można też wysłać do mnie e-maila: kjahog@gmail.com.

Jeżeli takiej zgody nie uzyskam to oczywiście pomoc będzie całkowicie anonimowa, bez żadnej internetowej publikacji a moja wdzięczność zostanie tylko w moim i Państwa sercu. 

---------------------------

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

 

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Czy Amerykanie wyjdą z Polski?

Na tak postawione pytanie odpowiadam: "wszystko jest możliwe za kadencji J. Bidena a tak naprawdę za kadencji K. Harris"

W swoim tekście z 29 maja pt: "J. Biden - prezydentura, która może zniszczyć suwerenność Polski!" pisałem m.in.: 

"Jesteśmy dziś w nowej sytuacji geopolitycznej. Prezydentura J. Bidena będzie dla nas latami bardzo trudnymi. Trzeba się liczyć, że Niemcy zintensyfikuję swoje działania dla budowy swojej hegemonii w UE kosztem naszej części Europy i dezintegracji takich międzynarodowych i pomijających Niemcy umów jak V4 czy Trójmorze. Przykład Kopalni Turów daje wiele do myślenia i spowodował rozdźwięk między Czechami a Polską - przypadek? Nie sądzę i wydaje mi się, że już wkrótce nastąpią próby skłócenia nas ze Słowacją czy Węgrami. 

Do tego Niemcy będą miały decydujący wpływ na odbudowę tzw. kondominium niemiecko-rosyjskiego a tym samym prawdopodobny jest kolejny "reset" w stosunkach USA-Rosja a to dla nas nie wróży nic dobrego: już jeden taki obanowski "reset" zakończył się tragedią pod Smoleńskiem w kwietniu 2010 roku. 

Sytuacja jest więc niewesoła i teraz - mimo nieraz występujących u nas zastrzeżeń - winniśmy wszystko robić, aby to PiS utrzymał się u władzy, bo inaczej już realnie staniemy się podwykonawczym landem niemieckim, jako ich tania siła robocza a o naszej suwerenności będziemy mogli tylko z rozrzewnieniem przeczytać w książkach historycznych" [1]

Tak więc - uzupełniając -  jesteśmy w strasznie złej sytuacji. Z jednej strony Niemcy z ich UE, z drugiej USA-Żydzi a z "trzeciej" Rosja i jej ścisła współpraca z Niemcami (kondominium rosyjsko-niemieckie). 

Wajcha przez USA została w Europie i na świecie przestawiona już dawno o 180 stopni. Afganistan jest jej pierwszą ofiarą. Czy my będziemy następni? Tego nie wiem, ale można mieć obawy i to duże, bo skoro USA poświęciły 20 lat na budowę afgańskiej armii szkoląc i wyposażając ją w sprzęt wojskowy liczony w setkach mld USD a teraz to zostawiają Talibom, to taka Polska może obecnie stać się dla nich po prostu niepotrzebnym balastem. Wystarczy - wydaje mi się, że tak myśli prezydencja J. Bidena - mieć dobre stosunki z Niemcami i ich przywódczą rolą w UE i Rosją w ostatecznej walce o hegemonię światową z Chinami. 

Niemcy i Rosja widzą tą zmianę wektorów polityki USA. Widzi to też Izrael ze swoimi wyssanymi z palca reparacjami, które Polska ma im wypłacić za Holocaust II WŚ. Zauważmy, że wszystkie wymienione kraje i ich rządy zintensyfikowanie atakują Polskę niemal codziennie. Ze strony Niemiec i ich UE to normalka, podobnie ze strony Izraela i Rosji. USA natomiast jeszcze jakoś "grają na starych skrzypcach", ale struny już nie te i "grajkowi z demencją" nie chce się już na nich grać albo powoli zostaje do tego zmuszany.  

Niestety Polska nie jest mocarstwem i musimy mieć jakiś globalnych sojuszników. Przeczekanie J. Bidena nic dobrego nam nie da, choć może i to jest jakiś pomysł, bo z pewnością w kolejnych wyborach wygra Republikanin (oczywiście, jeżeli nie dojdzie do następnych fałszerstw). Nie stać nas na zmarnowanie i bierną postawę przez następne kilka lat. Musimy na kogoś postawić. Doprawdy nie wiem dziś na kogo. Może na Turcję z jej największą po USA armią w NATO? Może na kraje BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, Republika Południowej Afryki)? Tak wiem, że tam jest Rosja, ale może trzeba zacząć się z nią dogadywać? Wiele też sobie obiecywałem po wizycie prezydenta A. Dudy w Chinach. Pod Łodzią miał powstać hub transportowy jako element Nowego Chińskiego Jedwabnego Szlaku, ale zapewne pod naciskiem USA na razie nic z tego projektu nie jest realizowane. 

Nie wiem też jak długo Polska wytrzyma te ataki ze wszystkich stron. Jesteśmy na dorobku. Nie mamy ani broni jądrowej, ani tożsamej elektrowni, nasza armia poczyniła dużo wzmocnień, ale sądzę, że jest tak naprawdę jeszcze w budowie. Nie jesteśmy też samowystarczalni energetycznie. 

Na razie współczuję polskim rządzącym. Są tak naprawdę w potrzasku. Dobrze, że chociaż delikatnie postawiliśmy się Izraelowi. To jest ostatni moment na taką postawę a teraz - gdy w Afganistanie jest kryzys - jest to też moment najlepszy. 

Obserwujmy więc kto nas atakuje wewnętrzne i zewnętrznie, i jak będzie dalej reagował polski rząd na te zaczepne krytyki. Tak czy inaczej, ale powtórzę to, co już kiedyś napisałem: "być może potrzebny jest Polexit albo choć postraszenie nim" i mam nadzieję, że jednak Amerykanie zostaną w Polsce, choć ta pewność już nie jest całkowita. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

czwartek, 10 czerwca 2021

Tylko jedność Polaków pozwoli nam przetrwać!

Nasz kraj znalazł się dzisiaj w bardzo niewesołej sytuacji geopolitycznej. 

Dotychczas bowiem stawialiśmy na USA, które w jakimś stopniu tworzyło nad nami tzw. "parasol ochronny" i traktowało nas jako swój kraj w Unii Europejskiej. Stąd było przyzwolenie i poparcie dla V4 czy Trójmorza oraz negatywna postawa Stanów Zjednoczonych wobec drugiej nitki niemiecko-rosyjskiej rury Nord Stream. Jakby nie patrzeć to też USA sprzyjały budowie u nas Centralnego Portu Komunikacyjnego, rozbudowie morskiego terminala gazowego LNG, Baltic Pipe, Via Carpatia, Via Baltica czy Przekopowi Mierzei Wiślanej.  Wprowadziły też do nas swoje wojska jako wschodnią flankę NATO. W założeniach administracji D. Trumpa to Polska miał być krajem stanowiącym trzon międzynarodowych porozumień mających na celu stworzenie przeciwwagi dla Niemiec i Rosji, które ponad głowami krajów europejskich od zawsze się dogadywały, zgodnie zresztą z ideą kondominium rosyjsko-niemieckiego i budowy przez Niemcy tzw. Mitteleuropy i określenia stref wpływów Rosji i Niemic w Europie. 

Sytuacja diametralnie się zmieniła. J. Biden (K. Harris?) odwrócił wektory polityki zagranicznej USA. Teraz stawiają one na Niemcy i będą dążyły do pozyskania Rosji w walce hybrydowo-gospodarczej z Chinami. Cofnięcie sankcji wobec budowy Nord Stream 2 to niestety tylko początek tej zmiany polityki. Zresztą już widzimy jej skutki. Balitic Pipe jest sabotowany przez Danię, nastąpił konflikt z Czechami w sprawie kopalni Turów mogący zagrozić V4, nagle były jakieś duże kłopoty w Bełchatowie, Australia żąda od nas horrendalnych odszkodowań, Róża Gräfin von Thun und Hohenstein kolejny raz judzi w PE i KE przeciw Mierzei Wiślanej, KE kieruje do TSUE sprawę przeciwko Polsce w związku z przepisami dot. zamówień publicznych a PE przyjął skandaliczną rezolucję przeciwko Polsce w sprawie mechanizmu warunkowości [1]. Nie można oprzeć się wrażeniu, że wszystko to nie jest przypadkowe i mamy do czynienia ze zintegrowanym czasowo atakiem na nasz kraj. Cofnięcie poparcie dla nas przez USA było tylko iskrą, która uruchomiła antypolskie procesy zawieszone wcześniej podczas prezydencji D. Trumpa. Niemcy po prostu czekały i tak naprawdę przeczekały jego prezydenturę a teraz wszystko idzie zgodnie z ich ponadczasowymi celami, w których Polska i Polacy są traktowani jako wyrobnicy na ich usługach. Ten ich gen antypolskości drzemie w nich od zawsze.  

W naszym kraju zaś kłócimy się o wielkie bzdury. Jesteśmy w stanie wydrapać sobie oczy za PiS czy PO. Przecież to jest śmieszne i świadczy o tym, że nic nie nauczyliśmy się z naszej historii. Takie wewnętrzne kłótnie zawsze prowadziły Polskę do upadku. Czy naprawdę aż tak trudno to zrozumieć? Czy musimy powielać błędy naszych przodków? Mamy wspaniałą historię, swój język, tradycję, wiarę, obrzędy, naszą ziemię i bogactwa naturalne, morze i góry, jeziora, lasy. Polska to piękny kraj i szanujmy to, że ją mamy a nie wystawiajmy jej na licytację wielkich (lub uważających się za wielkie) mocarstw! Zawsze w czasach trudnych to jednak potrafiliśmy się zjednoczyć i teraz właśnie jest taki czas. Czas dla nas wszystkich, niezależnie czy uważamy się za prawicowych zwolenników PiS czy też za zwolenników PO albo Lewicy. 

Nie wiem, czy PiS jest prawicą sensu stricto. Tak już nie jest, bowiem dziś trudno uznać kogoś za prawicowca czy lewicowca. Te podziały przeszły do lamusa. Teraz liczą się konkretne posunięcia rządzących nami partii. Na dziś jest to PiS, którego wielu - jak np. R. Ziemkiewicz - uważa za socjalistyczną odmianę przedwojennej sanacji. 

Czy tak jest w rzeczywistości? Można się pokusić o stwierdzenie, że chyba tak skoro rozdaje on pieniądze "na prawo i na lewo", przy jednoczesnym uderzeniu w finansowe podstawy tzw. "klasy średniej". To jest czysta polityka i ekonomiczne podejście do gospodarki Johna Maynarda Keynes'a. Czy jesteśmy w stanie efektywnym  popytem nadrobić nasze zaległości? Czy inwestycje publiczne są w stanie zaspokoić nasze marzenia o doprowadzeniu Polski do krajów wysoko rozwiniętych? Tego nie wiem, bo wszystko się może zdarzyć. 

Natomiast - o czym zawsze mówiłem - Polacy nie mają się czego wstydzić. Jesteśmy ludźmi bardzo pracowitymi i kreatywnymi, co właśnie widać teraz w czasie pandemii koronawirusa. Wszystkie wskaźniki czy współczynniki gospodarcze są u nas bardzo dobre i przewyższają wszystkie kraje UE. Mamy najniższe bezrobocie, eksport notuje najwyższe wartości od lat a polski wzrost gospodarczy (PKB) odbiega pozytywnie od innych. Z tego możemy być naprawdę dumni, bowiem pokazujemy krajom europejskim, że potrafimy być od niech zdecydowanie lepsi. Może stąd wynika taki krytycyzm ważnych (lub uważających się za ważnych) krajów wobec Polski. Kompleksy niższości próbują po prostu zniwelować atakiem na nasz kraj i ogólnie Polaków. 

Tak więc mamy kolejne - oprócz wskazanych wcześniejszych jak język i tradycja - argumenty, aby przeciwstawić się kreowanej przez genetycznych antypolaków i rodzimych zdrajców Polski "polityki wstydu": naszą kreatywność i pracowitość. Potrafimy o wiele więcej niż nam się wydaje albo zostało to nam wtłoczone. Naprawdę możemy być z nas dumni!

Pamiętam jak onegdaj pracowałem w dużej firmie niemieckiej, która w międzyczasie zakupiła polską firmę, w której wcześniej się zatrudniłem. Po jej przejęciu miałem wątpliwą przyjemność współpracy z niemiecki właścicielami. Jakież było moje zdziwienie, kiedy nie potrafili odczytać przygotowanych przeze mnie analiz w najnowszej wersji Excela. Okazało się, że nie byli w stanie jeszcze zakupić tej wersji i opierali się na wcześniejszej, o dwie numeracje niższej. I to nie był jedyny taki przypadek, ale symptomatyczny. Nie dziwi więc, że tak chętnie Niemcy potrzebują naszych informatyków, choć i są wściekli, że Polacy teraz nie chcą zbierać ich szparagów.  Musimy się po prostu szanować, bo jak my sami nie będziemy to nikt nas nie będzie darzył tym szacunkiem. 

Ale tak naprawdę w obecnej sytuacji liczy się jedność Polaków i tych, którzy czują się Polakami. Musimy - jako Polska - pokonać obecne trudności i niewesołą sytuację geopolityczną. Może jednak należy postawić na Chiny i zgodę dla nich na budowę przez nasz kraj ich Nowego Jedwabnego Szlaku? A może na Turcję, która być może nie będzie w stanie dogadać się z J. Bidenem? Nie wiem, ale musimy być teraz jednością, jednością narodową, bo naprawdę czekają nas trudne lata. 



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

sobota, 29 maja 2021

J. Biden - prezydentura, która może zniszczyć suwerenność Polski!

J. Biden jeszcze w czasie kampanii wyborczej i tuż po zwycięstwie w wyborach w USA propagandowo zarzekał się, iż jest przeciwny budowie Nord Stream 2, ponieważ jest to inwestycja przede wszystkim zgodna z interesami rosyjskimi. Jeszcze pod koniec stycznia 2021 roku rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki informowała, że: "Prezydent USA Joe Biden niezmiennie uważa, że łączący Rosję z Niemcami gazociąg Nord Stream 2 to projekt zły dla Europy" [1]. Po kilku miesiącach zmienił jednak zdanie i nie nakładając ani nie przedłużając głębokich sankcji dla firm ten gazociąg budujący oświadczył, że jego zgoda na dokończenie budowy tegoż gazociągu wynika z tego, iż "jest on już prawie ukończony (...) i to nie jest tak, że mogę pozwolić na coś Niemcom albo nie. Byłem przeciwny Nord Stream 2 od samego początku, ale gdy objąłem urząd, gazociąg był prawie ukończony i wprowadzenie sankcji w tym momencie byłoby szkodliwe dla naszych relacji europejskich" [2]. 

Innymi słowy: "USA dały zielone światło dla budowy Nord Stream 2" [3]. I jest oczywiste, że J. Biden (a raczej K. Harris) podjął taką decyzję dla dobra Niemic i Rosji a wymowa jego słów oznacza, że dla niego dobre stosunki europejskie to dobre relacje z Niemcami. A to prowadzić będzie w prostej linii do odbudowy hegemonii Niemic w UE i kontunowaniu przez nie budowy swoistej IV Rzeszy opartej na ich dawnym projekcie Mitteleuropy [4]. 

Takie podejście jest całkowitym odejściem od polityki D. Trumpa, która skupiała się na: ograniczaniu roli Niemiec w Europie, budowie przeciwwagi dla Niemic i Rosji w postaci Trójmorza, wzmacnianiu wschodniej flanki NATO oraz popieraniu porozumienia V4 a do tego to właśnie to D. Trump wprowadził ostre restrykcje dla firm budujących NS2, uważając ten projekt za szkodliwy i dla całej Europy, i dla USA. 

Nie lubię być "złym prorokiem", ale zanim jeszcze J. Biden oficjalnie został prezydentem USA napisałem m.in. dwa posty. 

W pierwszym zatytułowanym: "Antypolska prezydencja Niemiec w UE" wskazałem m.in, iż: 

"Nie są przypadkowe wypowiedzi Niemki Katriny Barley o "zagłodzeniu finansowym" Polski i Węgier, tak jak nie są przypadkowe ataki na Polskę w niemieckich lub proniemieckich mediach (...) Wszystko to dzieje się teraz, kiedy ważą się losy przyszłego budżetu UE i kierunku jej rozwoju (...)  Ale Niemcy działają perspektywicznie i jest dla nich nie do pomyślenia, że Polska mogłaby się wybić na niezależność gospodarczą. I właśnie gospodarka Polski jest dla Niemic celem ataku. Nasze inwestycje w postaci Przekopu Mierzi Wiślanej, Via Baltica, Via Carpatia czy oczywiście konkurencyjny dla nich CPK są "solą w oku" dla niemieckiej gospodarki. Ponadto Idea Trójmorza również dla Niemic jest nie do przyjęcia i to mimo tego, że udają, iż jej sprzyjają. W ogóle jakikolwiek wzrost znaczenia Polski na arenie europejskiej czy szerzej światowej jest dla nich niewyobrażalny. Mają zakodowany gen antypolskości i nie zmienia się to przez wieki i mimo politycznych zaklęć nie zmieni się to ani teraz ani w przyszłości (...) Być może pewnym otrzeźwieniem dla nich mogłoby być jasne żądanie Polski o zadośćuczynienie za zbrodnie, które Niemcy dokonały na naszym narodzie w czasie II WŚ" [5].

A w drugim o tytule: "J. Biden - Czy to koniec Trójmorza i powrót do niemieckiej Mitteleuropy?" napisałem również m.in. i to:

"Pozbawieni "parasola ochronnego" w postaci USA (w przypadku zwycięstwa J. Bidena) możemy się spodziewać zachwiania lokalnych sojuszy zawieranych przez Polskę: V4 i Trójmorza. A to już zdecydowanie osłabi naszą pozycję międzynarodową. Dotychczasowy stosunek i wypowiedzi lewackiego prezydenta-elekta USA wobec Polski i Polaków są dla nas negatywne a nawet obrażające (...) Prezydent D. Trump zachowywał bardzo dużą rezerwę wobec dominacji Niemiec w UE i ich inklinacjom do realnego tworzenia kondominium rosyjsko-niemieckiego (...) Za czasów B. H. Obamy i chyba niemal przez całe 30 lecie Niemcy miały natomiast "zielone światło" dla realizacji swojej uwspółcześnionej idei  Mitteleuropy (...) Zmiana władzy w Polsce i prezydentura D. Trumpa wyraźnie zastopowały te niemieckie ciągotki, ale one dalej tkwią w świadomości politycznej Niemców i co gorsza: licząc na zmianę prezydenta w USA jeszcze w październiku Berlin zaproponował Waszyngtonowi, że będzie ich najlepszym sojusznikiem. Annegret Kramp-Karrenbauer, szefowa niemieckiej CDU i federalna minister obrony wygłosiła wówczas przemówienie w Steuben-Schurz Society, najstarszym niemieckim stowarzyszeniu promującym przyjaźń ze Stanami Zjednoczonymi. Zaznaczyła w nim, że Niemcy są gotowe do zmiany swej dotychczasowej polityki w kwestiach bezpieczeństwa, co nie tylko oznacza deklarację zwiększania własnego budżetu wojskowego, ale również zmianę głębszą polegającą na zmianie wektorów strategicznych sojuszy: kosztem Rosji i Chin Niemcy są zdecydowane powrócić do silnych relacji Berlina i Waszyngtonu, które dla niemieckiej polityk "są westbindung, czyli spoiwem, kotwicą która utrzymuje Niemcy w świecie wartości umownego Zachodu z konstytuującymi go demokracją i systemem rynkowym" (...) Ani przemówienie niemieckiej minister ani artykuł o tym nie wywołał jakiejś większej dyskusji w Polsce. Sprawa nie została zauważona a wynika z niej jedno: za kadencji J. Bidena możemy spodziewać się powrotu Niemiec jako europejskiego hegemona i największego sojusznika USA, co oczywiście odbędzie się kosztem Polski i degradacji znaczenia idei Trójmorza. Tym samym Niemcy powrócą do realizacji swojej polityki Mitteleuropy i będą miały najważniejszy wpływ na tzw. wschodnią flankę NATO. Sądzę, że administracja J. Bidena z ochotą przyjmie te niemieckie propozycje, co dla nas niestety oznacza powrót do roli wasala w zniemczonej Unii Europejskiej" [6]. 

A jeszcze - licząc na jakieś pozytywne dla Polski zwroty akcji - w poście zatytułowanym: "Niemiecka prezydencja UE - budowanie IV Rzeszy" kontynuowałem swoje obawy i nadzieje pisząc m.in.:

"W sytuacji gdy już niemal pewne jest objęcie prezydentury USA przez J. Bidena oraz gdy z końcem roku kończy się niemiecka prezydencja UE to Niemcy (czas ich goni) w ostatnich dniach przystąpiły do przyspieszenia działań, które mają na celu zbudowanie przez nich IV Rzeszy. Oczywiście chcą wymusić poddaństwo takich krajów jak Polska czy Węgry poprzez uzależnienie polityczno-ideologiczne wypłaty funduszy europejskich od mitycznej praworządności, co jest niezgodne z traktatami unijnymi. Do tego doszło jeszcze przyjęcie jakiejś "strategii" wobec LGBTIQ+, która w skrócie ma promować te środowiska wraz z możliwością np. adopcji dzieci przez pary "nienormatywne". "Strategia" ta przyjęta została na 5 lat a po upływie połowy tego okresu ma być sporządzony jakiś tam raport z realizacji owej "strategii" w poszczególnych krajach. Oczywiście i ta "strategia" nie ma nic wspólnego z zapisami traktatowymi.  Polska nie może się zgodzić ani na jedno ani na drugie. Mamy w zanadrzu możliwość zawetowania budżetu, co już zapowiedział premier M. Morawiecki. Prawdopodobnie takie posunięcie wykonają też Węgry. A czy inne kraje? Zobaczymy, bo być może sama groźba veta wpłynie na wycofanie się niemieckiej prezydencji z forsowania warunkowania uzyskiwania funduszy od tej niejasnej praworządności. Mam jednak obawy, że jednak Niemcy - zważywszy na wynik wyborów w USA -  nie będą skłonne do ustępstw. Poza tym chcą też wykorzystać czas pandemii do wzrostu własnego znaczenia geopolitycznego i politycznego reglamentowania dystrybucji pomocy unijnej w ramach pandemicznego funduszu wsparcia" [7]. 

Niestety niemal wszystkie złe konstatacje i przeczucia na temat prezydentury J. Bidena się sprawdzają. Podobnie jest w przypadku Niemiec czy Rosji. I naprawdę Polsce dziś zagraża utrata suwerenności, tym bardziej że jednak ulegliśmy Niemcom i podpisaliśmy, i przyjęliśmy unijny budżet wraz z Funduszem Odbudowy. W ten sposób straciliśmy kolejny kawałek naszej resztki suwerenności i niepodległości na rzecz sfederalizowanej UE a tak naprawdę IV Rzeszy Niemieckiej. Temu nikt nie może zaprzeczyć. Po raz pierwszy bowiem zgodziliśmy się na to, by być żyrantem długów innych państw w UE (uwspólnotowienie długów) a do tego pozwoliliśmy, by UE mogła - również po raz pierwszy - narzucać podatki w państwach członkowskich, w tym w Polsce. A jakby tego wszystkiego było mało to zgodziliśmy się na warunkowość przyznawania tychże środków unijnych, np. ze względu na przestrzeganie przez nasz kraj mitycznej unijnej "praworządności", pod którą można wtłoczyć wszystkie lewackie pomysły jak np. zgodę na adopcję dzieci przez pary homoseksualne lub też na "zielony ład" rujnujący nasze kopalnie i elektrownie węglowe. 

Tak, za czasów D. Trumpa postawiliśmy wszystkie swoje karty na USA, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zewnętrznej. I w sumie był to dobry kierunek, ale zarazem krótkowzroczny, bo zawsze należy mieć jakąś alternatywę, którą można wykorzystać, gdy nagle dotychczasowy sojusznik zmieni optykę swoich działań i preferencji geopolitycznych. W polityce międzynarodowej w każdej chwili należy być gotowym na taką zmianę, która winna być zawsze z korzyścią dla określonego kraju. Pamiętam, że taką "jaskółką" była wizyta prezydenta A. Dudy w Chinach, która dawała nadzieję, że Polska zaczyna myśleć samodzielnie i wielowektorowo. Niestety - zapewne pod naciskiem USA - rozmowy z Chinami na temat ich Nowego Jedwabnego Szlaku, w ramach którego pod Łodzią miał być wybudowany hub transportowy dla całej Europy i Rosji, stanęły w miejscu. 

A teraz? USA znów stawiają na Niemcy i ewentualnie na Rosję w "wojnie" o hegemonię właśnie z Chinami. Stąd ta ich zmiana polityki wobec naszej części Europy. 

Prof. Tomasz  Grzegorz Grosse - politolog, socjolog, wykładowca UW w wywiadzie dla TVP Info zwraca uwagę m.in. na następujące obszary naszej polityki zagranicznej: 

"Stany Zjednoczonej chcą się skupić na konflikcie z Chinami, a poprzez dobre stosunki z Berlinem przeciągnąć całą Europę na swoją stronę. Chodzi o to, by w konflikcie z Pekinem mieć Europę za sojusznika (...) Ceną, którą USA muszą zapłacić za taki sojusz, jest „zgoda na budowę NS2, ale również pewne skoncentrowanie się na Berlinie kosztem Europy Środkowej” (...) Takie podejście amerykańskie „oddaje inicjatywę Niemcom w tym regionie w zakresie uzgadniania kwestii strategicznych, takich jak relacje z Rosją lub więzi transatlantyckie” (...) Mówi, że w takiej sytuacji po pierwsze musimy „zrewidować swój stosunek do Stanów Zjednoczonych, jako bezapelacyjnego wsparcia w razie agresji ze strony rosyjskiej”. Musimy stale modernizować swoje siły zbrojne i wzmacniać swój potencjał wojskowy. Potrzebujemy wiele elementów odstraszania (...) Po drugie warto się zastanowić nad polityką wobec Berlina. Jeżeli godzimy się na bycie strefą wpływów Niemiec, powinniśmy zainwestować w jak najlepsze relacje z RFN. Jeżeli jednak taka rola nie do końca nam odpowiada, trzeba wzmacniać swoją pozycję względem Berlina (...) 

Aby faktycznie stawać się dla Niemiec rzeczywistym partnerem, a nie satelitą, trzeba iść w trzech kierunkach.  Jako pierwszy element prof. Tomasz Grzegorz Grosse wymienia wykazywanie się bardzo dużą aktywnością w regionie Europy Środkowej i Wschodniej, czyli wzmacnianie swojego potencjału geopolitycznego. To zmniejsza naszą asymetrię w relacji z Berlinem, ale także ogranicza apetyty Rosji na odbudowę strefy wpływów w naszej części Europy. Wskazując na drugi środek wymienia „zmniejszanie przepaści ekonomicznej, która powoduje, że dziś w dużej mierze wciąż jesteśmy podwykonawcą dla firm niemieckich”. Cały nasz rozwój i model przemysłu zasadza się na tym, że jesteśmy podwykonawcami. Warto więc dywersyfikować swoją gospodarkę, zmniejszać zależność od udziału w łańcuchach produkcji niemieckich korporacji, mocniej budować potencjał technologiczny krajowych firm, współpracować z innymi partnerami, w tym wykorzystywać potencjał Trójmorza. Trzeci czynnik to modernizacja krajowego przemysłu zbrojeniowego. Jego rozwój mógłby być kołem zamachowym dla budowania swojej przewagi nad innymi gospodarkami, ale jest również bardzo istotny z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. 

W rozmowie z portalem tvp.info ekspert mówi, że biorąc pod uwagę zmieniającą się sytuację międzynarodową, warto również niezmiennie poszukiwać nowych relacji i wzmacniać stosunki z różnymi partnerami na świecie. W tym kontekście bardzo ważna jest choćby ostatnia wizyta prezydenta Andrzeja Dudy i przedstawicieli rządu w Turcji. Jest to państwo nie tylko stanowiące geograficzne przedłużenie Trójmorza, ale również niechętne wobec odbudowy dawnej strefy wpływów przez Rosję. Dodaje, że warto też rozwijać nasze relacje z Pekinem. Chiny są jednym z największych światowych mocarstw. Mają ogromny wpływ na relacje geopolityczne, w tym kwestię bezpieczeństwa w Europie Środkowej. Chcąc budować swoją pozycję, musimy stale rozmawiać z wieloma różnymi partnerami" [3]. 

Dużo tekstu, ale trudno nie zgodzić się z profesorem. 

Jesteśmy dziś w nowej sytuacji geopolitycznej. Prezydentura J. Bidena będzie dla nas latami bardzo trudnymi. Trzeba się liczyć, że Niemcy zintensyfikuję swoje działania dla budowy swojej hegemonii w UE kosztem naszej części Europy i dezintegracji takich międzynarodowych i pomijających Niemcy umów jak V4 czy Trójmorze. Przykład Kopalni Turów daje wiele do myślenia i spowodował rozdźwięk między Czechami a Polską - przypadek? Nie sądzę i wydaje mi się, że już wkrótce nastąpią próby skłócenia nas ze Słowacją czy Węgrami. 

Do tego Niemcy będą miały decydujący wpływ na odbudowę tzw. kondominium niemiecko-rosyjskiego a tym samym prawdopodobny jest kolejny "reset" w stosunkach USA-Rosja a to dla nas nie wróży nic dobrego: już jeden taki obanowski "reset" zakończył się tragedią pod Smoleńskiem w kwietniu 2010 roku. 

Sytuacja jest więc niewesoła i teraz - mimo nieraz występujących u nas zastrzeżeń - winniśmy wszystko robić, aby to PiS utrzymał się u władzy, bo inaczej już realnie staniemy się podwykonawczym landem niemieckim, jako ich tania siła robocza a o naszej suwerenności będziemy mogli tylko z rozrzewnieniem przeczytać w książkach historycznych. 

Nie mogą w obecnej sytuacji geopolitycznej do władzy powrócić lub ją objąć ludzie, którzy już dziś (a nawet wcześniej) stawiają na Niemcy jak PO czy wcześniej Nowoczesna a dziś ruch Sz. Hołowni. "Niemiecka prasa rozpływa się na temat Hołowni: “Polityczna nadzieja Polski”. Wcześniej w podobnym tonie pisali o Petru" [8]. Warto nieraz zajrzeć do prasy niemieckiej i zastanowić się kogo ona promuje w Polsce. To daje odpowiedź na pytanie: Kogo Niemcy uważają dziś za swojego "polskiego" sojusznika? Niestety wielu Polaków widzi nasz kraj jako podległy Niemcom i to jest smutne. Szczególnie w nowej i obecnej szybko zmieniającej się sytuacji międzynarodowej. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

środa, 20 stycznia 2021

Donald Trump pożegnał się z Białym Domem

Kończy się pewna epoka, w której jeszcze konserwatyści na całym świecie mogli liczyć na przychylność światowego mocarstwa jakim były USA za czasów Donalda Trumpa. Rozpoczyna się w USA epoka rewolucji neomarksistowskiej, która już zdominowała cały dotychczasowy świat cywilizacji zachodniej. Ostały się jeno jej resztki reprezentowane tylko przez władze nielicznych krajów takich jak np. Polska czy Węgry. 

Czy to znaczy, że społeczeństwo USA faktycznie przez najbliższe cztery lata stanie się ideologicznie Niemcami, Francją, Danią, Holandią czy Portugalią, Włochami i Hiszpanią? Uważam, że raczej nie. Na prezydenta D. Trumpa jednak głosowała niespełna połowa Amerykanów i oni zachowają swoje przekonania mimo spodziewanej lewackiej rewolucji w ich kraju. Wcale nie jest powiedziane, że w następnych wyborach nie wystartuje ponownie D. Trump i nie zyska poparcia pozwalającego mu na ponowne objęcie urzędu prezydenta. A być może pojawi się ktoś inny, który będzie w stanie zagospodarować konserwatywnych wyborców, którzy stanowili fundament powstania i rozwoju Stanów Zjednoczonych. 

To przyszłość a jak na razie czeka nas zmasowany atak lewaków na całym świecie. Oczywiście największe swoje siły zmobilizują wobec tych państw i społeczeństw, które w swojej tradycji i masie nie podzielają ich poglądów. Do tych krajów należy też Polska jako naród z tradycjami chrześcijańskimi, która opiera swoje wartości na tradycyjnym katolickim fundamencie, gdzie naród, państwo, rodzina, tradycja, patriotyzm, własność są najważniejsze. Czy przetrwamy ten atak? Nie wiem, ale wierzę, że tak, chociaż niestety i w Polsce myślenie neomarksistowskie  zyskuje coraz więcej nieświadomych konsekwencji zwolenników. 

Żałuję, że prezydent D. Trump przegrał wybory. Przychylam się do twierdzenia, że zwycięstwo J. Bidena było nieuczciwe i mieliśmy do czynienia ze sfałszowaniem wyborów, którego można dokonać jedynie w sytuacji, gdy poszczególni kandydaci mają zbliżony wynik wyborczy a tak było w tym przypadku. Ale D. Trump nie był w stanie udowodnić nieprawidłowości i stało się, co się stało - pożegnał się z prezydenturą USA. 

Nikt jednak nie może zaprzeczyć, że dla USA, jak i dla wolnego świata zrobił tyle, ile można było zrobić w obecnych uwarunkowaniach. Nie rozpoczął żadnej międzynarodowej wojny, doprowadził gospodarkę USA do przed pandemicznego rozkwitu, rozwiązywał konflikty politycznie a nie zbrojnie, przeciwstawił się chińskim dążeniom do dominacji światowej, realnie spoglądał na Niemcy i negował ich dążenia do dominacji nad Europą i też tonował takie same imperialistycznie dążenia Rosji pod wodzą W. Putina. Z naszego, polskiego punktu widzenia był nam przyjazny: zniósł wizy, traktował nas jako swojego sojusznika w UE,  wielokrotnie deklarował nam swoją przychylność rozmieszczając m.in. u nas swoje wojska, był przeciw budowie Nord Sream 2 oraz popierał rozwój Trójmorza jako przeciwwagę Niemiec w UE. Ogólnie oceniając - oprócz R. Regana - nie mieliśmy w czasach nowożytnych bardziej przyjaznego Polsce prezydenta USA. I jeszcze długo nie będziemy. No chyba, że komunistyczna wiceprezydent K. Harris narobi takiego bałaganu, że nawet wyborcy Demokratów będą już mieli dość jej rządów. A, że tak będzie to nie mam najmniejszych wątpliwości.

Reasumując. J. Biden będzie prezydentem USA tylko jedną kadencję, jeżeli dotrwa do jej końca. Tak naprawdę jego poczynaniami będzie kierować K. Harris. I to ona będzie kształtowała politykę USA przez najbliższe cztery lata. Będzie to prezydentura ideologicznie lewacka. Nie jest to dobre dla świata i dla Polski, ale jakoś przetrwamy ten okres i przetrwają go Amerykanie. Jestem pewien, że następnym prezydentem USA będzie Republikanin lub ktoś o konserwatywnym oglądzie rzeczywistości, choćby ponownie D. Trump jeżeli umiejętnie wykorzysta swoje poparcie do budowy swojego ruchu politycznego. 

Wykorzystajmy ten czas do walki o nasze narodowe wartości. Teraz tym bardziej - wobec braku oparcia w USA - staje się to naszą racją stanu i nie możemy tylko mówić, ale działać realnie!



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

niedziela, 15 listopada 2020

Niemiecka prezydencja UE - budowanie IV Rzeszy

Wielokrotnie pisałem, że współczesny kierunek rozwoju Unii Europejskiej zmierza do budowania przez Niemcy swoistej IV Rzeszy. Kiedyś walczyli zbrojnie z użyciem broni konwencjonalnej (I i II WŚ) a dziś chcą zdominować Europę przede wszystkim gospodarczo-politycznie z wykorzystaniem idei ich uwspółcześnionego projektu Mitteleuropy, gdzie szczególnie kraje naszej części Europy mają być  ich "wasalem". W tym projekcie nie ma miejsca na suwerenną, niepodległą i niezależną gospodarczo Polskę.

W swoim poście "Antypolska prezydencja Niemiec w UE" pisałem m.in.: 

"Nie są przypadkowe wypowiedzi Niemki Katriny Barley o "zagłodzeniu finansowym" Polski i Węgier, tak jak nie są przypadkowe ataki na Polskę w niemieckich lub proniemieckich mediach (...) Wszystko to dzieje się teraz, kiedy ważą się losy przyszłego budżetu UE i kierunku jej rozwoju (...)  Ale Niemcy działają perspektywicznie i jest dla nich nie do pomyślenia, że Polska mogłaby się wybić na niezależność gospodarczą. I właśnie gospodarka Polski jest dla Niemic celem ataku. Nasze inwestycje w postaci Przekopu Mierzi Wiślanej, Via Baltica, Via Carpatia czy oczywiście konkurencyjny dla nich CPK są "solą w oku" dla niemieckiej gospodarki. Ponadto Idea Trójmorza również dla Niemic jest nie do przyjęcia i to mimo tego, że udają, iż jej sprzyjają. W ogóle jakikolwiek wzrost znaczenia Polski na arenie europejskiej czy szerzej światowej jest dla nich niewyobrażalny. Mają zakodowany gen antypolskości i nie zmienia się to przez wieki i mimo politycznych zaklęć nie zmieni się to ani teraz ani w przyszłości (...) Być może pewnym otrzeźwieniem dla nich mogłoby być jasne żądanie Polski o zadośćuczynienie za zbrodnie, które Niemcy dokonały na naszym narodzie w czasie II WŚ" [1].

W innym tekście "J. Biden - Czy to koniec Trójmorza i powrót do niemieckiej Mitteleuropy?" napisałem też: 

"Pozbawieni "parasola ochronnego" w postaci USA (w przypadku zwycięstwa J. Bidena) możemy się spodziewać zachwiania lokalnych sojuszy zawieranych przez Polskę: V4 i Trójmorza. A to już zdecydowanie osłabi naszą pozycję międzynarodową. Dotychczasowy stosunek i wypowiedzi lewackiego prezydenta-elekta USA wobec Polski i Polaków są dla nas negatywne a nawet obrażające (...) Prezydent D. Trump zachowywał bardzo dużą rezerwę wobec dominacji Niemiec w UE i ich inklinacjom do realnego tworzenia kondominium rosyjsko-niemieckiego (...) Za czasów B. H. Obamy i chyba niemal przez całe 30 lecie Niemcy miały natomiast "zielone światło" dla realizacji swojej uwspółcześnionej idei  Mitteleuropy (...) Zmiana władzy w Polsce i prezydentura D. Trumpa wyraźnie zastopowały te niemieckie ciągotki, ale one dalej tkwią w świadomości politycznej Niemców i co gorsza: licząc na zmianę prezydenta w USA jeszcze w październiku Berlin zaproponował Waszyngtonowi, że będzie ich najlepszym sojusznikiem. Annegret Kramp-Karrenbauer, szefowa niemieckiej CDU i federalna minister obrony wygłosiła wówczas przemówienie w Steuben-Schurz Society, najstarszym niemieckim stowarzyszeniu promującym przyjaźń ze Stanami Zjednoczonymi. Zaznaczyła w nim, że Niemcy są gotowe do zmiany swej dotychczasowej polityki w kwestiach bezpieczeństwa, co nie tylko oznacza deklarację zwiększania własnego budżetu wojskowego, ale również zmianę głębszą polegającą na zmianie wektorów strategicznych sojuszy: kosztem Rosji i Chin Niemcy są zdecydowane powrócić do silnych relacji Berlina i Waszyngtonu, które dla niemieckiej polityk "są westbindung, czyli spoiwem, kotwicą która utrzymuje Niemcy w świecie wartości umownego Zachodu z konstytuującymi go demokracją i systemem rynkowym" (...) Ani przemówienie niemieckiej minister ani artykuł o tym nie wywołał jakiejś większej dyskusji w Polsce. Sprawa nie została zauważona a wynika z niej jedno: za kadencji J. Bidena możemy spodziewać się powrotu Niemiec jako europejskiego hegemona i największego sojusznika USA, co oczywiście odbędzie się kosztem Polski i degradacji znaczenia idei Trójmorza. Tym samym Niemcy powrócą do realizacji swojej polityki Mitteleuropy i będą miały najważniejszy wpływ na tzw. wschodnią flankę NATO. Sądzę, że administracja J. Bidena z ochotą przyjmie te niemieckie propozycje, co dla nas niestety oznacza powrót do roli wasala w zniemczonej Unii Europejskiej" [2]. 

W sytuacji gdy już niemal pewne jest objęcie prezydentury USA przez J. Bidena oraz gdy z końcem roku kończy się niemiecka prezydencja UE to Niemcy (czas ich goni) w ostatnich dniach przystąpiły do przyspieszenia działań, które mają na celu zbudowanie przez nich IV Rzeszy. Oczywiście chcą wymusić poddaństwo takich krajów jak Polska czy Węgry poprzez uzależnienie polityczno-ideologiczne wypłaty funduszy europejskich od mitycznej praworządności, co jest niezgodne z traktatami unijnymi. Do tego doszło jeszcze przyjęcie jakiejś "strategii" wobec LGBTIQ+, która w skrócie ma promować te środowiska wraz z możliwością np. adopcji dzieci przez pary "nienormatywne". "Strategia" ta przyjęta została na 5 lat a po upływie połowy tego okresu ma być sporządzony jakiś tam raport z realizacji owej "strategii" w poszczególnych krajach. Oczywiście i ta "strategia" nie ma nic wspólnego z zapisami traktatowymi.  

Polska nie może się zgodzić ani na jedno ani na drugie. Mamy w zanadrzu możliwość zawetowania budżetu, co już zapowiedział premier M. Morawiecki. Prawdopodobnie takie posunięcie wykonają też Węgry. A czy inne kraje? Zobaczymy, bo być może sama groźba veta wpłynie na wycofanie się niemieckiej prezydencji z forsowania warunkowania uzyskiwania funduszy od tej niejasnej praworządności. Mam jednak obawy, że jednak Niemcy - zważywszy na wynik wyborów w USA -  nie będą skłonne do ustępstw. Poza tym chcą też wykorzystać czas pandemii do wzrostu własnego znaczenia geopolitycznego i politycznego reglamentowania dystrybucji pomocy unijnej w ramach pandemicznego funduszu wsparcia. 

Wziąwszy to wszystko pod uwagę, to czekają nas ciężkie czasy i nie mam też złudzeń, że to, co dzieje się obecnie w Polsce było i jest reżyserowane przez wrogie nam zewnętrzne siły ze wskazaniem na Niemcy. Drobiazgowo przygotowane marsze Strajku Kobiet i to akurat teraz też nie są przypadkiem. Rozhuśtane lewicowe emocje na ulicach są dla UE argumentem, że Polska nie respektuje praw kobiet ani praw osób LGBTIQ+ a to już jest używane jako dowód polskiej niepraworządności. Podobnie prowokacje na Marszu Niepodległości również były zawczasu przygotowane. Komuś bardzo zależy, aby Polska wewnętrznie słabła aż do chwili upadku obecnego rządu w Polsce. 

Ale przecież zarówno zintensyfikowany lewacki atak na polską tożsamość narodową czy zwycięstwo J. Bidena w USA a tym samym chęć Niemiec do powrotu do roli europejskiego hegemona można było przewidzieć i zawczasu opracować różne scenariusze polskiej polityki, wewnętrznej i zagranicznej. My postawiliśmy wszystko na D. Trumpa a do tego nieprzemyślane wewnętrzne decyzje PiS-u (rekonstrukcja rządu, "piątka dla zwierząt", czas wyroku TK w sprawie aborcji) doprowadziły do sytuacji, w której nie tylko na zewnątrz mamy niemal samych wrogów to jeszcze wewnątrz mamy niestabilną sytuację społeczną. A na wszystko to nakłada się jeszcze pandemia koronawirusa. 


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com

niedziela, 8 listopada 2020

J. Biden - Czy to koniec Trójmorza i powrót do niemieckiej Mitteleuropy?

No niestety. Stało się to, co przewidywali niemal wszyscy obserwatorzy amerykańskiej sceny politycznej. Niemal pewne jest, że wybory prezydenckie wygrał pretendent i przedstawiciel Demokratów J. Biden. Sądzę, że gdyby nie pandemia koronawirusa wynik byłby odmienny, ale stało się jak się stało. Sztab demokraty skutecznie wykorzystał epidemiczny chaos a do tego uruchomił ulicę i to w sposób najbardziej perfidny z możliwych: doprowadził USA do ulicznej, inspirowanej przez postmarksistowskie lewactwo niemal wojny domowej. Do tego wszystkiego D. Trump miał przeciwko sobie prawie całe media i światową, żydowską finansjerę. 

Wygrana J. Bidena nie wróży niczego dobrego dla Polski. Bardzo mocno osłabia nasz rząd i prezydenta, który zapewne chciał ratyfikować umowę ze Stanami Zjednoczonymi wspólnie z prezydentem D. Trumpem na naszej ziemi. Pozostał mu poniedziałkowy podpis bez błysku międzynarodowych fleszy [1]. Czy USA pod wodzą J. Bidena będą dalej kładły tak mocny polityczny nacisk na realizowanie z Polską owej umowy? Śmiem wątpić. 

Ale jest jeszcze gorzej. 

Najprawdopodobniej Polska przestanie być największym sojusznikiem USA w UE. Za prezydentury D. Trumpa to właśnie USA gwarantowały nam w miarę niezależną od Niemiec pozycję w UE, teraz pozostaniemy niemal sami. No są jeszcze Węgry, ale one są zbyt słabym krajem, aby choć w minimalnej części zastąpić na stałe USA. 

Pozbawieni "parasola ochronnego" w postaci USA możemy się spodziewać zachwiania lokalnych sojuszy zawieranych przez Polskę: V4 i Trójmorza. A to już zdecydowanie osłabi naszą pozycję międzynarodową. Dotychczasowy stosunek i wypowiedzi lewackiego prezydenta-elekta USA wobec Polski i Polaków są dla nas negatywne a nawet obrażające. Spodziewam się, że jedynym źródłem informacji o nas będzie lewaczka i żona Radka Sikorskiego Anne Applebaum a ona wprost zieje nienawiścią wobec obecnej władzy w Polsce. Zresztą powiedzmy sobie szczerze: staruszkiem z demencją będą zarządzać postkomunistyczne indywidua z "tylnego siedzenia". A tam trudno znaleźć jakieś przychylne Polsce osoby. Może się również zdarzyć, że J. Biden nie wytrwa całej kadencji a wtedy rządy przejmie Kamala Harris o zdecydowanie lewicowym światopoglądzie. 

Prezydent D. Trump zachowywał bardzo dużą rezerwę wobec dominacji Niemiec w UE i ich inklinacjom do realnego tworzenia kondominium rosyjsko-niemieckiego. Wyrazem tego były m.in. amerykańskie sankcje wobec firm realizujących budowę Nord Stream 2. Wszyscy też pamiętamy, że niemal każde (nawet nieformalne) spotkanie Trump-Merkel wiało politycznym chłodem. Dodatkowo prezydent USA publicznie krytykował Niemcy za zbyt mały finansowy wkład w funkcjonowanie NATO, co skończyło się na uszczupleniu na korzyść innych krajów (w tym Polski) obecności armii USA w Niemczech. Z tego też wynikało jego poparcie dla idei Trójmorza, która tak naprawdę jest przeciwwagą dla niemieckich wpływów w Europie. 

Za czasów B. H. Obamy i chyba niemal przez całe 30 lecie Niemcy miały natomiast "zielone światło" dla realizacji swojej uwspółcześnionej idei  Mitteleuropy, czyli zwasalizowania za pomocą swojej UE krajów europejskich ze szczególnym uwzględnieniem krajów naszej części Europy [2]. 

Zmiana władzy w Polsce i prezydentura D. Trumpa wyraźnie zastopowały te niemieckie ciągotki, ale one dalej tkwią w świadomości politycznej Niemców i co gorsza: licząc na zmianę prezydenta w USA jeszcze w październiku Berlin zaproponował Waszyngtonowi, że będzie ich najlepszym sojusznikiem [3]. 

Annegret Kramp-Karrenbauer, szefowa niemieckiej CDU i federalna minister obrony wygłosiła wówczas przemówienie w Steuben-Schurz Society, najstarszym niemieckim stowarzyszeniu promującym przyjaźń ze Stanami Zjednoczonymi. Zaznaczyła w nim, że Niemcy są gotowe do zmiany swej dotychczasowej polityki w kwestiach bezpieczeństwa, co nie tylko oznacza deklarację zwiększania własnego budżetu wojskowego, ale również zmianę głębszą polegającą na zmianie wektorów strategicznych sojuszy: kosztem Rosji i Chin Niemcy są zdecydowane powrócić do silnych relacji Berlina i Waszyngtonu, które dla niemieckiej polityk "są westbindung, czyli spoiwem, kotwicą która utrzymuje Niemcy w świecie wartości umownego Zachodu z konstytuującymi go demokracją i systemem rynkowym" [3]. Jak argumentowała "silna, zjednoczona Europa współdziałająca ze Stanami Zjednoczonymi jest w stanie postawić tamę „niewątpliwej” żądzy ekspansji jaką cechują się, zdaniem niemieckiej polityk Rosja i próbie uzyskania światowej hegemonii, co jest strategicznym celem Chin" [3]

W dalszej części przemówienia niemiecka minister mówi: „Wiemy, że w następnych dziesięcioleciach będziemy mieli do czynienia z inną niźli w przeszłości polityką zagraniczną Stanów Zjednoczonych. Zmieniona sytuacja geopolityczna wymaga tego” [3]. Ta deklaracja, związana z oczywistym przesunięciem uwagi Stanów Zjednoczonych na kwestie rywalizacji z Chinami skłaniła Kramp-Kerrenbauer do złożenia Waszyngtonowi czegoś na kształt propozycji geostrategicznego kontraktu – Niemcy są gotowe do odgrywania w następnych latach roli głównego partnera Ameryki w Europie i proponują, aby amerykańskie elity, kolejna administracja, potwierdziła obowiązywanie tej „umowy” [3].

Na to przemówienie zwrócił uwagę na portalu wpolityce.pl Marek Budzisz, który wskazał też, że: ""Niemiecka „oferta” składa się z czterech punktów. Po pierwsze nie nastąpią cięcia budżetu wojskowego w związku z pandemią Covid-19. Przyszłoroczny projekt zakłada wzrost wydatków na obronność i w najbliższych latach ten trend zostanie utrzymany, co pozwoli dojść, do pułapu 2 % PKB. Po drugie, Niemcy, a co za tym idzie cała Unia Europejska, są gotowi do negocjacji i w efekcie podpisania ze Stanami Zjednoczonymi umowy o wolnym handlu i rozstrzygnięcia wszystkich z tym związanych kwestii regulacyjnych. Ten sygnał, co istotne, wpisany jest w wizję wspólnej europejsko – amerykańskiej strategii rywalizacji z Chinami. Niemcy proponują, aby używać w tym zakresie narzędzi rozszerzających obszar poszanowania praw patentowych, własności intelektualnej, swobody inwestowania i znoszenia protekcji, bo to ich zdaniem, a nie proponowane przez Donalda Trumpa przenoszenie produkcji i zmianę łańcuchów kooperacji, w sposób znacznie skuteczniejszy pozwoli hamować wzrost chińskiego potencjału. Po trzecie, Kramp-Kerrenbauer mówi o „zdjęciu z ramion” Stanów Zjednoczonych części ciężarów związanych z politycznym stabilizowaniem bezpośredniego sąsiedztwa Europy – basenu Morza Śródziemnego, Bałkanów czy Dalekiej Północy. Europa i Niemcy winny być aktywniejsi, przyjąć na siebie więcej obowiązków i ponosić więcej kosztów. Po czwarte, wreszcie, Niemcy winny stanowczo, jak argumentuje, potwierdzić wolę dalszego uczestnictwa w programie nuclear sharing i ponosić związane z nim koszty. Dlatego Niemcy winny kupić samoloty Tornado zdolne do przenoszenia ładunków jądrowych. A sama kwestia, jak argumentuje nie jest związana z perspektywą wojny nuklearnej ale ze wzmocnieniem własnej pozycji negocjacyjnej. Tak długo jak są państwa, a niemiecka polityk wskazuje w tym wypadku na Rosję, które posługują się szantażem nuklearnym w toku rokowań z partnerami zagranicznymi, to nie chcąc ustępować, trzeba mieć te same narzędzia. Na koniec swego wystąpienia, mówiąc o wdzięczności, jaką wobec Stanów Zjednoczonych odczuwają Niemcy, Kramp-Kerrenbauer, powiedziała też coś, co winno być, jak sądzę usłyszane również w Warszawie – „Powiem bardzo jasno: bezkrytyczna lojalność nie jest dobrym sposobem okazania tej wdzięczności”" [3].

Ani przemówienie niemieckiej minister ani artykuł o tym nie wywołał jakiejś większej dyskusji w Polsce. Sprawa nie została zauważona a wynika z niej jedno: za kadencji J. Bidena możemy spodziewać się powrotu Niemiec jako europejskiego hegemona i największego sojusznika USA, co oczywiście odbędzie się kosztem Polski i degradacji znaczenia idei Trójmorza. Tym samym Niemcy powrócą do realizacji swojej polityki Mitteleuropy i będą miały najważniejszy wpływ na tzw. wschodnią flankę NATO. Sądzę, że administracja J. Bidena z ochotą przyjmie te niemieckie propozycje, co dla nas niestety oznacza powrót do roli wasala w zniemczonej Unii Europejskiej. 


P.S.
Na artykuł Marka Budzisza zwrócił mi uwagę bloger "Marek1taki" z naszychblogów.pl

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com