Pokazywanie postów oznaczonych etykietą propaganda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą propaganda. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 marca 2023

Uwaga! Niemcy atakują!?

Tym razem bez żołnierzy i bomb, ale propagandowo bezczelnie i ordynarnie werbalnie kłamliwie.

Pan Dariusz Matuszak z portalu wpolityce.pl napisał wczoraj świetny felieton zatytułowany "Historia i porno. Antypolska propagandowa ofensywa Niemiec. Czy Berlin wydał mediom rozkaz zaatakowania Polski?", w którym napisał m.in: 

"Wszystko wskazuje na to, że rząd Olafa Scholza rozkazał niemieckim mediom przeprowadzenie kampanii przeciwko Polsce. W ciągu ostatnich dni w Niemczech ukazało się tyle publikacji na nasz temat, iż niemal pewne jest, że mamy do czynienia ze skoordynowaną akcją"

(...) 

"Mogłoby się zdawać, że z powodu wizyty prezydenta Bidena w Warszawie naturalne jest większe zainteresowanie Polską, gdyby nie to, że to co Niemcy o nas piszą, czy mówią wcale jej nie dotyczy. To nie znaczy jednak, że nie ma związku pomiędzy ich medialnym wzmożeniem na naszym tle, a tym wydarzeniem. Dwudniowa wizyta przywódcy największego mocarstwa świata w Warszawie wskazuje na coraz większe, w tej chwili już bardzo duże, znaczenie polityczne, gospodarcze i militarne Polski, jako jednego z najsilniejszych sojuszników w NATO. Polska zyskuje kosztem Niemiec i skutecznie podważa ich uzurpację do bycia liderem Europy. Stąd według mnie bierze się propagandowy atak niemieckich mediów. Chodzi o to, by pokazać Polskę w jak najgorszym świetle i mobilizować swoją ekspozyturę w naszym kraju".

(...)

"Należy spodziewać się najbliższym czasie wzmożenia niemieckich mediów i podobnych bredni, idiotyzmów na temat Polski. Im u nas będzie lepiej, z tym większą agresją, złością na rozkaz rządu będą nas atakować. Niemieckie media nie potrafią też skryć swej tęsknoty za poprzednimi rządami w Polsce. No cóż jako osobnik z polskich mediów, mogę tylko zapewnić, że w Polsce nikt za Merkel, ani nawet za jej dawnym pryncypałem Erichem Honeckerem z NRD nie tęskni" [1].

Jako uzupełnienie tych wypowiedzi można przytoczyć zupełnie mijające się z prawdą stwierdzenie O. Scholza: "Jesteśmy teraz najsilniejszym sprzymierzeńcem Ukrainy na kontynencie europejskim i nadal nim pozostaniemy. Także pod względem uzbrojenia, co koordynujemy ze Stanami Zjednoczonymi i innymi sojusznikami" [2] czy też medialne informacje o tym, że: "Berlin wydał już na pomoc dla Ukrainy 12,5 mld euro, ale wszyscy eksperci nie mają wątpliwości, że to znacznie zawyżone dane. Niemcy chwalą się każdą ulotką wydrukowaną dla uchodźców, lecz nie zmywa to wrażenia, że kryją tylko wizerunkową katastrofę" [3] oraz "Wedle danych Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii łączone jest niemieckie wsparcie już przekazane z tym dopiero deklarowanym, a według OSW w pomoc dla Ukrainy wliczane jest np. monitorowanie mediów w Rumunii, wspieranie rosyjskich organizacji pozarządowych czy instytucji niemieckich, takich jak Instytut Goethego" [4]. 

Symptomatyczna jest też wściekła reakcja ambasadora Niemiec w Polsce na słowa ministra Mariusza Błaszczaka o tym, że to prorosyjska polityka Niemiec pozwoliła Putinowi zgromadzić środki na zbudowanie armii i przeprowadzenie napaści na Ukrainę, m.in poprzez budowę i eksploatację gazociągów Nord Stream: "Czy pan minister wie, ile miliardów złotych Polska co roku przelewała do Moskwy w zamian za rosyjską energię?" — napisał na Twitterze Thomas Bagger.

Ostatnio też... "Gdy Warszawa nie bez problemów walczyła o dywersyfikację dostaw, Kreml kupił sobie Gerharda Schroedera lukratywnymi stołkami, co - jak właśnie ocenił sąd koleżeński partii Scholza - było zgodne z zasadami partyjnymi, więc ekskanclerz nie będzie musiał wycierać rublami łez po utracie legitymacji" [4].

Cel zmasowanego ataku na Polskę przez niemieckich i proniemieckich polityków czy mediów jest jak najbardziej zrozumiały. 

Wojna na Ukrainie i skrajnie różna reakcja na nią Polski i Niemiec spowodowała, że Niemcy politycznie tracą lub już utraciły na rzecz Polski miano europejskiego lidera a to dla nich jest butnym koszmarem, tym bardziej, że Polska może udowadniać, iż to właśnie Niemcy w imię kondominium niemiecko-rosyjskiego de facto umożliwiły Rosji atak na Ukrainę. Dodatkowo Polska gospodarczo rozwija się – jak na te warunki – wyśmienicie, a zawsze taki fakt drażnił Niemców.  Poza tym wszystkim w elitach niemieckich wzrost znaczenia Polski jest nie do przyjęcia, bowiem gdzieś tam podświadomie dalej uważają się za "rasę panów" i gardzą innymi nacjami a odwiecznie szczególnie Polakami, których traktują przedmiotowo (niewolniczo) a nie podmiotowo (jako partnerów). 

I O. Scholz zorientował się, że faktycznie Niemcy tracą znaczenie i postanowił rozpaczliwie odbudowywać dawną ich pozycję. Czy jego kłamliwa "ucieczka do przodu" się powiedzie? Zależy to tak naprawdę od nas samych i odwagi naszego rządu w walce propagandowej z Niemcami!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. 
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog

wtorek, 16 lipca 2019

Na czym polega propaganda i manipulacja medialna? (1)


Dziś  nasza rzeczywistość to niewątpliwie czas przekazu medialnego i zarazem propagandy oraz manipulacji medialnej.

Szeroko rozumiane - w sensie źródła jak i sposobu przekazu - media/zjawiska (telewizja, radio, internet, prasa, film, seriale, imprezy masowe, reklamy, PR, etc.) w sensie werbalnego i pozawerbalnego oddziaływania na zwykłego człowieka stały się już nie czwartą, ale pierwszą władzą. I to władzą potężną. Są już nie tylko źródłem informacji o otaczającym nas świecie, nie tylko przekazują wiedzę, dostarczają rozrywki oraz innych wartości, ale stały się kreatorem zbiorowych zachowań i określonych sposobów myślenia oraz stylów życia jednostek i ich grup.  Niczym „bóg” są zarówno „panem” stworzenia, jak i  „panem” unicestwiania wybranych wszelkich osób, rzeczy, zjawisk i zdarzeń.

Ogromne znaczenie przekazu medialnego nie jest niczym nowym. Od początków rozwoju ludzkości przekaz medialny (w rożnej formie) jest jej nieodłącznym elementem. Obok mowy bezpośredniej jest podstawowym, zbiorowym komunikatorem pomiędzy ludźmi, ich zbiorowiskami, organizacjami oraz kastami (rządzący – poddani). Przykładem mogą być starożytne igrzyska czy tenże teatr.

Niemniej dopiero wiek XX i czas obecny jest dla przekazu medialnego okresem wcześniej niespotykanej świetności i rozwoju.  Nie analizując szczegółowo, intuicyjnie możemy powiedzieć, że stało się to możliwe dzięki postępowi techniczno-technologicznemu, którego efektem jest powstanie globalnego społeczeństwa informacyjnego (również nie wnikając w szczegółowe dywagacje na temat określonego jego znaczenia).

Daje to właścicielom i dysponentom owych mediów wprost nieograniczone możliwości władania nad innymi. Teraz wszyscy posiadamy już Internet, smartfony i to w tym obszarze istnieje możliwość totalnej inwigilacji i propagandy. Ale jest to broń obosieczna, bo - o ile Internet nie zostanie ocenzurowany, z czym mamy do czynienia już dzisiaj (fora społecznościowe) -  można w sieci znaleźć różne, nawet sprzeczne ze sobą informacje i możemy na ich podstawie wyrobić swoje własne zdanie.

Daje władzę niemalże absolutną. Przekaz medialny  jest bowiem  najefektywniejszym instrumentem nie tylko zdobycia i utrzymania władzy politycznej, ale i materialnej oraz duchowej (emocjonalnej) nad człowiekiem. Przekaz ten decyduje też o tym jak postrzegamy świat  i co oraz w jaki sposób się o nim dowiadujemy. Jak go de facto interpretujemy.

Łatwo możemy zauważyć, że tak pojmowany przekaz medialny jest wprost wymarzonym instrumentem propagandy i manipulowania tymże człowiekiem oraz jego myśleniem, zachowaniem, doborem oraz hierarchią realizowanych w życiu wartości . Stąd tak ważnym jest różnorodność źródeł przekazu medialnego i wielość sposobów jego artykulacji, czyli - w ogromnym skrócie – wolność, odpowiedzialność, rzetelność i niezależność mediów (przekazu medialnego).

Czy w sensie idealnego modelu możliwe są takowe wolne i niezależne media we współczesnym świecie? Nie będę odkrywczy jeżeli powiem, że nie. Ale każdy z nas indywidualnie oraz zbiorowo winien mieć możliwość i umiejętność krytycznego spojrzenia na istotę przekazu medialnego. Powinien dostrzegać jego prawdziwy charakter, ale też sytuację, w której przekaz medialny jest nośnikiem obłudy, fałszu, kłamstwa lub zawoalowanego nacisku socjotechniczno-propagandowego. A jeżeli tego nie potrafi to za niego winny to czynić np. instytucje państwowe (w tym media publiczne) lub niezależni dziennikarze.

W ostatnich latach w Polsce mamy do czynienia z zalewem propagandy i manipulacji medialnej. Warto więc wiedzieć czym ta  propagnda jest i jakie są jej formy. Pozwoli nam to krytycznie ocenić wartość przekazu medialnego i - dzięki posiadanej wiedzy - rozszyfrować ewentualne próby zmanipulowania nas.

Od niepamiętnych czasów sterowanie innymi dawało władzę a jedną z podstawowych metod wpływu na innych ludzi była i jest właśnie propaganda a w czasach dzisiejszych szczególnie propaganda medialna pozwalająca na manipulowanie i sterowanie szerokim gronem odbiorców treści medialnych. Nie wnikając zbytnio w szczegóły naukowe, propaganda (od łac. propagare - rozszerzać, rozciągać, krzewić) jest to celowe działanie zmierzające do ukształtowania określonych poglądów i zachowań zbiorowości lub jednostki, polegające na perswazji intelektualnej i emocjonalnej (czasem z użyciem jednostronnych, etycznie niewłaściwych lub nawet całkowicie fałszywych argumentów). Gdy propaganda zmierza do upowszechnienia trwałych postaw społecznych, poprzez narzucenie lub zmuszenie odbiorców do przyjęcia określonych treści, wtedy stanowi jeden z elementów indoktrynacji. W języku potocznym utrwaliło się wartościujące znaczenie terminu propaganda jako synonimu stosowania, kłamstw, półprawd, manipulacji – przeciwieństwo informacji, refleksji, dyskusji. Często nazywa się tak zabiegi marketingu politycznego. (za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Propaganda).

Uważany za jednego „z guru” propagandy Alfred McClung Lee już w 1953 roku stworzył dzieło będące prawie że „biblią” propagandy (McClung Lee, Alfred, 1953, How to understand Propaganda, New York, Toronto: Rinehart & Company). Jego definicja propagandy zawarta w tym dziele to „działalność polegająca na operowaniu słowami, symbolami i osobistościami z intencją poparcia lub zaatakowania jakiegoś zainteresowania, projektu, programu, instytucji, osoby, produktu lub usługi w oczach i umysłach publiczności”.

Istnieją trzy podstawowe typy propagandy:

a) informacyjna – odwołuje się do komponentu poznawczego,
b) emocjonalna – odwołuje się do komponentu oceniającego, emocjonalnego,
c) sterująca – pokazuje przykłady (wzorce) zachowań.

Jedną z podstawowych metod propagandy jest socjotechnika rozumiana jako: „ogół metod, środków i działań praktycznych zmierzających do wywołania pożądanych przemian w postawach lub zachowaniach społecznych, np. oddziaływanie (pozytywne lub negatywne) nauczyciela na uczniów, wpływ reklamy na jednostkowe lub społeczne zachowania konsumpcyjne”. (za: Roman Smolski, Marek Smolski, Elżbieta Helena Stadtmüller, Słownik Encyklopedyczny. Edukacja Obywatelska” Wydawnictwa Europa, 1999).

Podstawowymi metodami socjotechnicznymi są np.: perswazja, manipulacja, intensyfikacja lęku. Oddziaływania socjotechniczne kierowane są zarówno na emocje-psychikę (strach, współczucie, miłość), jak i na intelekt-umysł (prezentacja danych statystycznych, powoływanie się na badania i autorytety naukowe).

Istnieją różnorodne metody socjotechniczne wykorzystywane dla celów propagandy, manipulacji i reklamy. Do najważniejszych z nich możemy skrótowo wymienić*:

a) Metoda zwrócenia uwagi – używanie różnego rodzaju trików zwracających uwagę i pokazujących korzyści wynikające z oferowanego produktu lub tez np. postawy społecznej lub określonego myślenia (np. ukazywanie zwolenników PO i "michnikowszczyzny" jako prawdziwych, światłych i wykształconych ludzi oraz Europejczyków, kreowanie wielokulturowości jako synonimu nowoczesności, itp),
b) Metoda irradiacji – oddziaływanie poprzez kontekst, w którym ukazuje się dany obiekt lub treść. Przeprogramowanie wartości i emocji z osób i treści stanowiących tło, na osoby i treści, które zgodnie z intencją powinny być wyeksponowane. Nie zawsze ważne jest kim się jest, co się prezentuje, ale czasami ważniejsze jest to, z kim się zadajemy, przebywamy (np. w otoczeniu polityka). Ważny jest sposób ukazywania danej osoby lub rzeczy a nawet kolorystyka – kolor zielony, kojarzy się z naturą, towarzystwa ubezpieczeniowe, najczęściej wykorzystują kolor błękitny, a czarny uważa się za luksusowy,
c) Technika identyfikacji – polega na zmniejszaniu dystansu między nadawcą a odbiorcą. Trzeba pokazać, że jest się z tego samego środowiska, że zna się potrzeby tego środowiska. Nie można jednak przesadzić, gdyż może to być niekorzystne,
d) Technika stereotypizacji – odwoływanie się do stereotypów zadomowionych w danym środowisku i wykorzystywanie ich. Przekaz medialny (np. reklama) wykorzystuje stereotypy międzypokoleniowe, płci, przedmiotowe wykorzystywanie kobiet, mężczyzna jako ekspert (np. "zabierz babci dowód"),
e) Metoda symplifikacji – operowanie skrótami, dąży się do sformułowań zwięzłych i jednoznacznych. Istotą jest redukowanie programów do sloganów, sloganów do obrazów, itd.,
f) Technika suplemacji – polega na segmentacji rynku. Przygotowanie różnych argumentów dla różnych segmentów tego rynku (do różnych grup, różnego środowiska, różnymi kanałami dystrybucji),
g) Technika dwustronnej argumentacji - robimy wrażenie na publiczności, że nasz komunikat jest komunikatem obiektywnym. Udajemy, że obiektywnie patrzymy na siebie i przeciwnika,
h) Technika globalnego ataku – prowadzone na dużą skalę i jest skondensowana w czasie. W krótkim odstępie czasowym są skondensowane informacje. Adresowana jest do ludzi nie posiadających wyrobionego zdania. Bazuje na mechanizmie sokratyjskim – jeżeli do człowieka dociera informacja sprzeczna z jego poglądami, to ją wypycha albo bagatelizuje. Nie można przesłać informacji sprzecznej z poglądami danej osoby. Wysyła się takie informacje, które nawiązują do tego systemu wartości. (z tą techniką mieliśmy do czynienia przez cały czas za rządów PO, kiedy to PiS jest obiektem globalnego alogicznego ataku, który trwa do dzisiaj ),
i) Metoda „zasada wiarygodności” – komunikat musi być wiarygodny w znaczeniu: osoby, które przekazują komunikat, są kompetentne i występuje zgodność formy z treścią. To, co się usłyszy, musi być zgodne z tym, co się widzi.

* na podstawie informacji z sieci

P.S.
Forma postu nie pozwala na szerokie omówienie całości tematu. Zachęcam do czytania książek na temat metod, technik, instrumentów i rzeczywistych sposobów manipulacji jednostkami i ich grupami. O ile czas pozwoli postaram się w kolejnym wpisie na ten temat omówić szczegółowo poszczególne formy propagandy i wskazać jeszcze inne przykłady - stosowanych obecnie przez rządzących i ich media, przez totalną opozycję i jej media - technik propagandy i manipulacji, w tym tych medialnych... Wskażę też wartościowe opracowania, których przeczytanie pozwoli nam skutecznie bronić się przed ich wpływem...

Tak więc mój materiał będzie podzielony na części. Dziś była jego pierwsza odsłona.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

czwartek, 6 października 2016

Kłamliwy koszmar mediów michnikowszczyzny...

J. Kaczyński zaprzepaścił przygotowany plan opozycji nakierowany na wykreowanie sztucznego problemu aborcji i demonstracji do stycznia 2017 roku.  Cała narracja michnikowszczyzny padła przed prawdą.

Każdy normalnie myślący człowiek wie, że PiS nigdy (nawet w latach 2005-2007) nie chciał zaostrzenia prawa aborcyjnego, co kiedyś zaskutkowało woltą Marka Jurka.

Pisałem ostatnio o tym jak opozycja strzeliła sobie w stopę. Nie spodziewała się takiej reakcji PiS, czyli odrzucenia projektu obywatelskiego zaostrzającego prawo do aborcji. PiS zyskał też dla swojej decyzji m.in. poparcie episkopatu KK.

Horrendalną hipokryzją opozycji było głosowanie w komisji sejmowej przeciw odrzuceniu tego projektu. Chcieli dalej nad nim obradować pokazując tym samym fałsz i zakłamanie. Okazało się bowiem, że tak naprawdę opozycja potraktowała kobiety demonstrujące na "czarnym marszu" jak kretynki, które można w dowolny sposób oszukiwać, okłamywać i nimi manipulować...wzbudzając niepotrzebne emocje bez żadnych podstaw.

Dziś zajrzałem na portale reprezentujące opozycję, czyli głównie: gazeta.pl, onet.pl, wp.pl, interia.pl., fakt.pl. To co przeczytałem tylko mnie utwierdziło w przekonaniu, że są kłamliwe, obłudne i traktujące Polaków jak imbecyli.

Smutne to, ale niestety część naszego społeczeństwa daje się zmanipulować.

Takie tytuły na opozycyjnych i kpiących z Polaków portalach jak: "PiS się przestraszył kobiet" (nigdy nie popierał ustawy zaostrzającej aborcję) czy też "Nareszcie zostało wyartykułowane stwierdzenie, że Beata Szydło to Beata Kaczyńska" (powiedziała tak posłanka z PO)  i np. "Przeciętni Polacy to kartofle" oraz "To nie koniec wojny, PiS nadal chce zakazu aborcji. Nie zmienili planów" (nigdy takich palnów nie mieli a główną troską rządu będzie teraz zwiększenie pomocy kobietom będącycm w trudnych ciążach)...są żenadą i nawet nie chce mi się tego komentować. A takich tytułów jest więcej. Tego typu kreacji kłamliwej i fałszywej rzeczywistości oraz socjotechnicznej manipulacji nie powstydziłby Joseph Goebbels czy komunistyczni władcy w Rosji Sowieckiej.

PiS wytrącił opozycji oręż walk ulicznych, które miały rozniecać i skłócać Polaków. I dobrze. W konfrontacji A. Michnik vs. J. Kaczyński ten drugi prowadzi 2:0 (TK i aborcja). Tylko teraz należy przejść do ofensywy medialnej oraz pokazać Polakom jak opozycja i jej media traktują ich niczym kompletnych bezmózgowych kretynów i idiotów.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 16 listopada 2012

Propaganda, socjotechnika i manipulacja medialna...

Dziś  nasza rzeczywistość to niewątpliwie czas przekazu medialnego i zarazem propagandy oraz manipulacji medialnej.

Szeroko rozumiane - w sensie źródła jak i sposobu przekazu - media/zjawiska (telewizja, radio, internet, prasa, film, seriale, imprezy masowe, reklamy, PR, etc.) w sensie werbalnego i pozawerbalnego oddziaływania na zwykłego człowieka stały się już nie czwartą, ale pierwszą władzą. I to władzą potężną. Są już nie tylko źródłem informacji o otaczającym nas świecie, nie tylko przekazują wiedzę, dostarczają rozrywki oraz innych wartości, ale stały się kreatorem zbiorowych zachowań i określonych sposobów myślenia oraz stylów życia jednostek i ich grup.  Niczym „bóg” są zarówno „panem” stworzenia, jak i  „panem” unicestwiania wybranych wszelkich osób, rzeczy, zjawisk i zdarzeń.

Ogromne znaczenie przekazu medialnego nie jest niczym nowym. Od początków rozwoju ludzkości przekaz medialny (w rożnej formie) jest jej nieodłącznym elementem. Obok mowy bezpośredniej jest podstawowym, zbiorowym komunikatorem pomiędzy ludźmi, ich zbiorowiskami, organizacjami oraz kastami (rządzący – poddani). Przykładem mogą być starożytne igrzyska czy tenże teatr.

Niemniej dopiero wiek XX i czas obecny jest dla przekazu medialnego okresem wcześniej niespotykanej świetności i rozwoju.  Nie analizując szczegółowo, intuicyjnie możemy powiedzieć, że stało się to możliwe dzięki postępowi techniczno-technologicznemu, którego efektem jest powstanie globalnego społeczeństwa informacyjnego (również nie wnikając w szczegółowe dywagacje na temat określonego jego znaczenia).  
Daje to właścicielom i dysponentom owych mediów wprost nieograniczone możliwości władania nad innymi.

Daje władzę niemalże absolutną. Przekaz medialny  jest bowiem  najefektywniejszym instrumentem nie tylko zdobycia i utrzymania władzy politycznej, ale i materialnej oraz duchowej (emocjonalnej) nad człowiekiem. Przekaz ten decyduje też o tym jak postrzegamy świat  i co oraz w jaki sposób się o nim dowiadujemy. Jak go de facto interpretujemy.

Łatwo możemy zauważyć, że tak pojmowany przekaz medialny jest wprost wymarzonym instrumentem propagandy i manipulowania tymże człowiekiem oraz jego myśleniem, zachowaniem, doborem oraz hierarchią realizowanych w życiu wartości . Stąd tak ważnym jest różnorodność źródeł przekazu medialnego i wielość sposobów jego artykulacji, czyli - w ogromnym skrócie – wolność, odpowiedzialność, rzetelność i niezależność mediów (przekazu medialnego).

Czy w sensie idealnego modelu możliwe są takowe wolne i niezależne media we współczesnym świecie? Nie będę odkrywczy jeżeli powiem, że nie. Ale każdy z nas indywidualnie oraz zbiorowo winien mieć możliwość i umiejętność krytycznego spojrzenia na istotę przekazu medialnego. Powinien dostrzegać jego prawdziwy charakter, ale też sytuację, w której przekaz medialny jest nośnikiem obłudy, fałszu, kłamstwa lub zawoalowanego nacisku socjotechniczno-propagandowego. A jeżeli tego nie potrafi to za niego winny to czynić np. instytucje państwowe (w tym media publiczne) lub niezależni dziennikarze. 

W ostatnich latach w Polsce mamy do czynienia z zalewem propagandy i manipulacji medialnej. Warto więc wiedzieć czym ta  propagnda jest i jakie są jej formy. Pozwoli nam to krytycznie ocenić wartość przekazu medialnego i - dzięki posiadanej wiedzy - rozszyfrować ewentualne próby zmanipulowania nas.

Od niepamiętnych czasów sterowanie innymi dawało władzę a jedną z podstawowych metod wpływu na innych ludzi była i jest właśnie propaganda a w czasach dzisiejszych szczególnie propaganda medialna pozwalająca na manipulowanie i sterowanie szerokim gronem odbiorców treści medialnych. Nie wnikając zbytnio w szczegóły naukowe, propaganda (od łac. propagare - rozszerzać, rozciągać, krzewić) jest to celowe działanie zmierzające do ukształtowania określonych poglądów i zachowań zbiorowości lub jednostki, polegające na perswazji intelektualnej i emocjonalnej (czasem z użyciem jednostronnych, etycznie niewłaściwych lub nawet całkowicie fałszywych argumentów). Gdy propaganda zmierza do upowszechnienia trwałych postaw społecznych, poprzez narzucenie lub zmuszenie odbiorców do przyjęcia określonych treści, wtedy stanowi jeden z elementów indoktrynacji. W języku potocznym utrwaliło się wartościujące znaczenie terminu propaganda jako synonimu stosowania, kłamstw, półprawd, manipulacji – przeciwieństwo informacji, refleksji, dyskusji. Często nazywa się tak zabiegi marketingu politycznego. (za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Propaganda).

Uważany za jednego „z guru” propagandy Alfred McClung Lee już w 1953 roku stworzył dzieło będące prawie że „biblią” propagandy (McClung Lee, Alfred, 1953, How to understand Propaganda, New York, Toronto: Rinehart & Company). Jego definicja propagandy zawarta w tym dziele to „działalność polegająca na operowaniu słowami, symbolami i osobistościami z intencją poparcia lub zaatakowania jakiegoś zainteresowania, projektu, programu, instytucji, osoby, produktu lub usługi w oczach i umysłach publiczności”.


Istnieją trzy podstawowe typy propagandy:

a) informacyjna – odwołuje się do komponentu poznawczego,
b) emocjonalna – odwołuje się do komponentu oceniającego, emocjonalnego,
c) sterująca – pokazuje przykłady (wzorce) zachowań.

Jedną z podstawowych metod propagandy jest socjotechnika rozumiana jako: „ogół metod, środków i działań praktycznych zmierzających do wywołania pożądanych przemian w postawach lub zachowaniach społecznych, np. oddziaływanie (pozytywne lub negatywne) nauczyciela na uczniów, wpływ reklamy na jednostkowe lub społeczne zachowania konsumpcyjne”. (za: Roman Smolski, Marek Smolski, Elżbieta Helena Stadtmüller, Słownik Encyklopedyczny. Edukacja Obywatelska” Wydawnictwa Europa, 1999).

Podstawowymi metodami socjotechnicznymi są np.: perswazja, manipulacja, intensyfikacja lęku. Oddziaływania socjotechniczne kierowane są zarówno na emocje-psychikę (strach, współczucie, miłość), jak i na intelekt-umysł (prezentacja danych statystycznych, powoływanie się na badania i autorytety naukowe).

Istnieją różnorodne metody socjotechniczne wykorzystywane dla celów propagandy, manipulacji i reklamy. Do najważniejszych z nich możemy skrótowo wymienić*:

a) Metoda zwrócenia uwagi – używanie różnego rodzaju trików zwracających uwagę i pokazujących korzyści wynikające z oferowanego produktu lub tez np. postawy społecznej lub określonego myślenia (np. ukazywanie zwolenników PO i "michnikowszczyzny" jako prawdziwych, światłych i wykształconych ludzi oraz Europejczyków, kreowanie wielokulturowości jako synonimu nowoczesności, itp),
b) Metoda irradiacji – oddziaływanie poprzez kontekst, w którym ukazuje się dany obiekt lub treść. Przeprogramowanie wartości i emocji z osób i treści stanowiących tło, na osoby i treści, które zgodnie z intencją powinny być wyeksponowane. Nie zawsze ważne jest kim się jest, co się prezentuje, ale czasami ważniejsze jest to, z kim się zadajemy, przebywamy (np. w otoczeniu polityka). Ważny jest sposób ukazywania danej osoby lub rzeczy a nawet kolorystyka – kolor zielony, kojarzy się z naturą, towarzystwa ubezpieczeniowe, najczęściej wykorzystują kolor błękitny, a czarny uważa się za luksusowy,
c) Technika identyfikacji – polega na zmniejszaniu dystansu między nadawcą a odbiorcą. Trzeba pokazać, że jest się z tego samego środowiska, że zna się potrzeby tego środowiska. Nie można jednak przesadzić, gdyż może to być niekorzystne,
d) Technika stereotypizacji – odwoływanie się do stereotypów zadomowionych w danym środowisku i wykorzystywanie ich. Przekaz medialny (np. reklama) wykorzystuje stereotypy międzypokoleniowe, płci, przedmiotowe wykorzystywanie kobiet, mężczyzna jako ekspert (np. "zabierz babci dowód"),
e) Metoda symplifikacji – operowanie skrótami, dąży się do sformułowań zwięzłych i jednoznacznych. Istotą jest redukowanie programów do sloganów, sloganów do obrazów, itd.,
f) Technika suplemacji – polega na segmentacji rynku. Przygotowanie różnych argumentów dla różnych segmentów tego rynku (do różnych grup, różnego środowiska, różnymi kanałami dystrybucji),
g) Technika dwustronnej argumentacji - robimy wrażenie na publiczności, że nasz komunikat jest komunikatem obiektywnym. Udajemy, że obiektywnie patrzymy na siebie i przeciwnika,
h) Technika globalnego ataku – prowadzone na dużą skalę i jest skondensowana w czasie. W krótkim odstępie czasowym są skondensowane informacje. Adresowana jest do ludzi nie posiadających wyrobionego zdania. Bazuje na mechanizmie sokratyjskim – jeżeli do człowieka dociera informacja sprzeczna z jego poglądami, to ją wypycha albo bagatelizuje. Nie można przesłać informacji sprzecznej z poglądami danej osoby. Wysyła się takie informacje, które nawiązują do tego systemu wartości. (z tą techniką mamy do czynienia cały czas za rządów PO, kiedy to PiS jest obiektem globalnego alogicznego ataku),
i) Metoda „zasada wiarygodności” – komunikat musi być wiarygodny w znaczeniu: osoby, które przekazują komunikat, są kompetentne i występuje zgodność formy z treścią. To, co się usłyszy, musi być zgodne z tym, co się widzi.

* na podstawie informacji z sieci

P.S.
Forma postu nie pozwala na szerokie omówienie całości tematu. Zachęcam do czytania książek na temat metod, technik, instrumentów i rzeczywistych sposobów manipulacji jednostkami i ich grupami. O ile czas pozwoli postaram się w kolejnym wpisie na ten temat omówić szczegółowo poszczególne formy propagandy i wskazać jeszcze inne przykłady - stosowanych obecnie przez rządzących i ich media - technik propagandy i manipulacji, w tym tych medialnych... Wskażę też wartościowe opracowania, których przeczytanie pozwoli nam skutecznie bronić się przed ich wpływem...

Pozdrawiam



Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 13 grudnia 2011

Szczytowanie hipokryzji, obłudy i manipulacji w TVP1...

Witam

Obrzydliwość... Skończył się właśnie film dokumentalny w TVP1 zatytułowany "Obława"... Dawno nie widziałem aż takiego propagandowego przekazu. Powtórzę... obrzydliwość!!!

Swoje internowanie i okres Stanu Wojennego wspominali m.in.: B. Komorowski,  Anna Komorowska, S. Niesiołowski, W. Bartoszewski, W. Kuczyński, T. Mazowiecki... i inni...

1) B. Komorowski – Prezydent RP, fałszywy hrabia, mąż swojej żony, myśliwy... który w głębi Rosji bardzo lubił polować na głuszce... zresztą wspólnie z J. Palikotem a po polowaniu KGB-iści donosili im wódeczkę...,
2) Anna Komorowska – Rodzice prezydentowej: Hana Rojer, która podczas okupacji zmieniła nazwisko na Józefa Deptuła oraz Jan Dziadzia byli funkcjonariuszami Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a później MSW. W końcu lat 60-tych w czasie czystek antysemickich zwolnieni z komunistycznego ministerstwa odpowiedzialnego za masowe krwawe represje na Polakach, ale pozostali aktywnymi działaczami PZPR.
3) S. Niesiołowski vel. Myszkiewicz – ociekający nienawiścią działacz PO, który wspaniale umiał informować spec-służby PRL o poczynaniach swoich kolegów, opozycjonistów,
4) W. Bartoszewski - magister (może?), zwolniony z Oświęcimia (sic!), fałszywy profesor, z ustami ociekającymi jadem...

Nie chce mi się pisać więcej...

Film kończył się fragmentem utworu Jacka Kaczmarskiego pt.: "Obława"...

Żenujące...


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

piątek, 5 sierpnia 2011

Policjanci, dziennikarze to prorocy? Już wiedzą, że to samobójstwo?!

Witam

Zawsze nie mogę się nadziwić skąd w przypadku cokolwiek bardzo zaskakujących śmierci nasi policjanci, dziennikarze, nasze kochane media od razu wiedzą, iż jest to samobójstwo...

Nie chcę zbytnio się uszczegóławiać, ale zaraz po znalezieniu ciała G. Michniewicza, szefa Kancelarii Tajnej Premiera Donalda Tuska, też od razu stwierdzono, że popełnił samobójstwo wieszając się przy pomocy przewodu elektrycznego od odkurzaczu.... chociaż - podobnie jak A. Lepper - umawiał się na spotkanie następnego dnia (miał przyjechać do żony i dzieci na Wigilię 24.12.2009 roku) i nie wykazywał żadnych oznak wcześniejszego zdenerwowania (dopiero wieczorem tuż "przed samobójstwem)...

Dlaczego akurat teraz o tym piszę i w taki sposób? Niech odpowiedzią będą słowa. które napisałem w innym poście dotyczącym śmierci G. Michniewicza.: "Mam takie niejasne przeczucie, że stało się naprawdę COŚ ZŁEGO dla Polski. Tego rodzaju charakterystyczny niepokój połączony z niewytłumaczalną wewnętrzną pewnością ogromnej ISTOTNOŚCI określonego zdarzenia pojawiał się w moim życiu kilkakrotnie: wtedy kiedy zamordowano ks. J. Popiełuszkę; gdy zobaczyłem zdjęcie z Magdalenki, na którym Wałęsa, Kiszczak, Jaruzelski, Michnik i inni chlali razem wódę śmiejąc się i wznosząc toasty; podczas Nocnej Zmiany; gdy zamordowano Generała Papałę; kiedy zniszczono Romana Kluskę - twórcę OPTIMUSA; po słowach G. Czempińskiego przyznającego się, iż to On był Twórcą Platformy Obywatelskiej...".

Potem była tragedia smoleńska...

Zadałem wtedy pytania, które również chcę w części powtórzyć i uzupełnić w odniesieniu do śmierci A. Leppera:

"1. Dlaczego taki człowiek jak A. Lepper popełnił samobójstwo?
 2. Czego musiał się dowiedzieć, że nie mógł z tym żyć?
 3. Albo co chciał powiedzieć i powiedziałby gdyby żył lub co wiedział, że już nie mógł dalej żyć?
 4. Jakie w końcu okoliczności skłoniły go do desperackiego czynu i czy to był tylko jego czyn?
 5. Od czego, od kogo, od jakich wydarzeń ta śmierć miała lub ma odwrócić polską opinię publiczną?
 6. Co ta śmierć miała lub ma ewentualnie "przykryć" lub co miała lub ma ewentualnie "wywołać" i dlaczego zdarzyła się w początkowym okresie kampanii wyborczej?

Pytań nasuwa się jeszcze więcej...

Może faktycznie było to samobójstwo, ale przestałem już wierzyć w rzeczy i ich przyczynową sprawczość, do których bez sprawdzenia i śledztwa przekonują mnie tuż po fakcie reżimowe media obecnej Polski...

A przekonują cały czas... gromadnie, zwarcie... widoczne wytyczne być może zostały przekazane dużo wcześniej... choć nie przesądzam... Ministerstwo Prawdy pewnie "zapodało" interpretację "pocztą pantoflową"... tylko, gdzie to ministerstwo tak naprawdę jest i czy w ogóle jest?

1. Wirtualna Polska – Andrzej Lepper popełnił samobójstwo, ciało znalazł członek rodziny (ciekawe... artykuł nie ma wskazanej ani godziny ani daty publikacji - ja mam screen z godziny 19:43),
2. Interia – Andrzej Lepper nie żyje . Szef Samoobrony Andrzej Lepper nie żyje. Jego ciało znaleziono w siedzibie partii. Popełnił samobójstwo,
3. Onet – Andrzej Lepper nie żyje. Popełnił samobójstwo ,
4. Gazeta.pl, – Andrzej Lepper nie żyje. Popełnił samobójstwo ,
5.   Gazeta Wyborcza (wydanie internetowe) – Andrzej Lepper nie żyje. Andrzej Lepper prawdopodobnie popełnił samobójstwo, powiesił się w biurze partii w Warszawie - potwierdził w TVP Info rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Sokołowski.  
6. Polsat – w Wydarzeniach też mówiono o "samobójstwie",
7. TVP –  w Wiadomościach też mówiono o "samobójczej śmierci A. Leppera,
8. TVN24 – Andrzej Lepper, lider Samoobrony, wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego nie żyje. Prokuratura i policja informują, że polityk najprawdopodobniej popełnił samobójstwo.


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

środa, 25 sierpnia 2010

Biedny Tusk... od piątku nowy zarząd TVP pod szyldami SLD-WSI?

Witam

Nieraz są takie chwile, kiedy autentycznie jest mi satysfakcjonująco żal Donalda Strachliwego Tuska. Takie przebłyski pojawiają sie na krótką chwilę, by szybko zgasnąć.

Kiedyś napisałem: "Tylko jakakolwiek treść przedstawiająca jakąś WARTOŚĆ jest godna szacunku i krytyki, PUSTKA zasługuje na milczenie, zapomnienie i ignorowanie a gdy jeszcze przemieszana jest egocentroistycznym* fetorem, to zasługuje na pogardę a jej miejsce jest pośród fecesów".

Bo można szanować przeciwnika nawet wtedy, gdy ponosi porażkę. Można też mieć z niej satysfakcję wynikającą z własnego zwycięstwa. Jest tylko jeden warunek... taki przeciwnik musi reprezentować sobą co najmniej tzw.: "zdolność honorową"...

Z powyższego powodu te moje krótkie chwile litowania się nad Donaldem Tuskiem znikają w momencie uświadomienia sobie, iż ta namiastka polityka jest tylko kolorowym infantylnym opakowaniem, wewnątrz skrywającym skarby w postaci resztek zatęchłej i cokolwiek roznoszącej fetor galarety. Ta "meduizowata" substancja zajmuje jednak tylko drobną część objetości tegoż opakowania... zdecydowaną wiekszość wypełnia pustka, próżnia...

W takich momentach przypominam sobie zawsze słowa wypowiedziane przez tegoż osobnika: "Główną motywacją mojej aktywności publicznej była potrzeba władzy i żądza popularności. Ta druga była nawet silniejsza od pierwszej, bo chyba jestem bardziej próżny, niż spragniony władzy. Nawet na pewno..." (Źródło: Rafał Kalukin, Donald Tusk: kariera brata łaty, http://wyborcza.pl/1,76498,2968784.html)

Czy coś trzeba dodawać więcej w kontekście umiłowania D. Tuska do grafik sondażowych, które dla niego są najważniejsze dla jego egzystencji na tym ziemskim padole? Czyż można sie dziwić, że dla niego najważniejsza jest kreacja własnej pustki w mediach, dzięki którym owa popularność jest kształtowana? Czyż w końcu  są warte głębszych dyskursów jego poczynania w stylu kościelnego ożenku tuż przed wyborami w roku 2005 (po wielu latach małżeństwa bezkatolickiego) czy płynący z jego otworu gębowego słowotok kilkudziesięciu obietnic i cudów, które dokona lub wycuduje po zwycięstwie w 2007 roku?

Dawno temu proponowałem komercyjnym firmom wprowadzenie nowego produktu nawiązującego do jednego z pierwszych reklamowanych w telewizyjach w początkowym okresie budowy kapitalizmu, czyli PRUSAKOLEPU. Moja propozycja była wynikiem uzyskanych informacji, że zarówno D. Tusk jak i A. Merkel mają korzenie prusacko-niemieckie i rodzinnie w przedwojennych Prusach Wschodnich byli niemal sąsiadami.  Teraz proponuję wprowadzenie na rynek odświeżacza powietrza pod nazwą "TUSKFRESH", którego ideą, misją byłaby likwidacja nieprzyjemnego fetoru fecesowej próżni osobowościowej.


"Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada".

Ta ludowa maksyma idealnie się sprawdza w odniesieniu do losów politycznych naszego Donalda Strachliwego, którego premierowanie będzie opisywane na kartach historii zapewne jako jeden z najhaniebniejszych okresów Rzeczpospolitej.

Tak nieraz - mimo tego wszytkiego, co napisałem powyżej - jednak jakieś Tuskowe zjawy goszczą przez moment w mojej świadomości...

Zaiste! Biedny jest ten Donald Strachliwy - Leniwy a może Donald Antypolsko Parszywy? Sam jestem ciekaw jakim to określeniem obdarzą Donalda historycy i przyszłe pokolenia. Ja mam wielkie obawy, że swoim wnukom będę go opisywał (chociaż tego nie chcę i mam nadzieję, że tak nie będzie) jako Donalda: Pustego, Kozło-Ofiarnego, Fanfarona Zakutego (z ang.: muttonhead).

Tak naprawdę pozostaną po nim słynne słowa z Nocneuj Zmiany: "Panowie, policzmy głosy" oddające w pełni jego sposób funcjonowania w polityce. Smutny z niego, mały człowiek bez znaczenia zarówno dla opozycji... ale przede wszystkim dla tych, których być moze uważał za swoich sprzymierzeńców... a Oni właśnie od samego początku trakowali go jako "pożytecznego idiotę"... No cóż "pożyteczni idioci" dla podzbioru spec-Chłopców, dla całości zbioru jakim jest społeczeństwo są już postrzegani bezprzymiotnikowo.

Ta kochana przez Donalda Tuska popularność, ta bijąca od niego próżność i ta miłość bycia oklaskiwanym... To wszystko już niebawem będzie tylko dla niego wspomnieniem rodzącym zapewne frustrację, depresję i stan bezcelowości dalszego funcjonowania. Naprawdę... Biedaczysko... nie został prezydentem, nie wywalczył żadnych wpływów, nic nie osiagnął, z Wawelu wygoniłyby go duchy wielkich Polaków, na kartach polskiej historii będzie "szkodnikiem" a teraz straci publiczne media a przede wszystkim telewizję. Tak walczył przez te wszystkie lata o ich przejęcie, co - z jego punktu widzenia - było naturalne... dzięki mediom ON w ogóle istniał... dzięki nim żył politycznie.. A teraz KLOPS!

Zostałeś Tusku wyrolowany, ośmieszony przez tych, którzy, jak Ci się wydawało, są po Twojej stronie i na których masz jakiś wopływ.

Nic z tego Panie Donaldzie Tusku Strachliwy. B. (k...) tuż przed rezygnacją z funkcji Marszałka mianował bez Twojej wiedzy swoich członków KRRiT a teraz...

"W piątek ma się zebrać rada nadzorcza Telewizji Polskiej. Na jej posiedzeniu może być zmienione kierownictwo telewizji. Posiedzenie ma być zwołane na wniosek Małgorzaty Wiśnickiej-Hińczy, która w radzie nadzorczej TVP kojarzona jest z SLD (nie udało nam się wczoraj z nią skontaktować). Pierwszy poinformował o tym Presserwis. W obecnej radzie od września ubiegłego roku trwa koalicja SLD z PiS. W trakcie posiedzenia ma być zmieniony przewodniczący rady nadzorczej Bogusław Szwedo (związany z PiS). Równocześnie członkowie rady związani z SLD planują zawieszenie dwóch członków zarządu - prezesa TVP Romualda Orła i Przemysława Tejkowskiego. Obecnie PiS ma w radzie nadzorczej czterech członków. SLD - trzech, do tego reprezentant Bolesława Borysiuka, b. członka Samoobrony, oraz reprezentant skarbu państwa. Warunkiem powodzenia operacji jest poparcie przez przedstawiciela skarbu państwa. Nie wiadomo jednak, dlaczego rząd miałby poprzeć takie rozwiązanie, bowiem w ciągu miesiąca wejdzie w życie nowelizacja ustawy o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji umożliwiająca zmianę zarządów mediów publicznych w trakcie kadencji. Jeśli dojdzie do zmiany w zarządzie, władza w TVP trafi w ręce Włodzimierza Ławniczaka (SLD) i Pawła Palucha (kojarzony z Borysiukiem). Taki układ może przetrwać stosunkowo długo, bo w KRRiT Sojusz dysponuje dwoma głosami, które pozwalają zablokować każdą decyzję".
(Źródło:  Kolejny przewrót w TVP?, http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8286178,Kolejny_przewrot_w_TVP_.html)

"Miałeś chamie złoty róg, został Ci się ino sznur"... i na tym wypadałoby zakończyć...

Pozdrawiam

P.S.
Niestety... prawodopodobnie przejęcie mediów publicznych przez SLD i WSI nastapi szybciej niż się wszyscy spodziewaliśmy. Pewnie dla otarcia łez coś skapnie PO i Donaldowi Tuskowi, ale to juz będzie koniec jakiejkolwiek niezalżności i wolności medialnej w Polsce. Nadchodzi czas kompletnej monopolizacji przekazu medialnego przez jedno środowisko polityczne, jeden ośrodek władzy skupionej wokół zsowietyzowanych służb specjalnych rodem z PRL i samej PRL  z jej komunistycznymi funcjonariuszami. Tego nie uzyskali Komuniści do 1989 roku, uzyskali teraz. Ironia historii...

W ostatnich kilkunastu dniach TVP próbowała przemycić jeszcze kilka filmów dokumentalnych i fabularnych, których zapewne już długo nie ujrzymy. Polecam filmy: "Sowiecka Historia" (film obowiązkowy - wszystko o tym filmie w notce i komentarzach TU); "Pistolet do wynajęcia, czyli prywatna wojna Rafała Gan-Ganowicza" (film również obowiązkowy - wszystko o tym filmie w notkach i komentarzach TU i TU) czy też fabularny: "Ostatni Dzwonek" (emisja odbyła się 21 sierpnia w TVP1 - niestety nie mam linku do filmu). Być może jeszcze przygotowano jakieś niespodzianki, ale od piątku mogą sie one już nie ukazać...


*Egocentroizm - to moje słowo - neologizm - stworzone na potrzeby określenia zjawiska jednoczesnego występowania: egoizmu, egocentryzmu i cynizmu spowitych mgłą egotyzmu. 

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

wtorek, 22 czerwca 2010

Och! Sondaże... tyle "kreatywnej" pracy twórczej w kanałach z fecesami!

Witam

W ostatnich trzech dniach jesteśmy świadkami kompletnego wprost obnażenia i ośmieszenia niemal wszystkich firm badawczych na rynku (zajmujących się tzw. sondażami wyborczymi).  Wielu blogerów i dziennikarskich komentatorów oraz polityków "nagle" zauważyło, że tak naprawdę owe sondaże były li tylko badaniem pewnego trendu, a więc dawały odpowiedź na pytanie: kto wygra... ale w żaden sposób nie mogły określić prawdopodobieństwa (nawet szacunkowego ze wskazanym średnim błędem szacunku) liczbowego uzyskania przez konkretnych kandydatów określonych wartości procentowych rozkładu oddawanych na nich - przez populację generalną badania, czyli dorosłych Polaków - głosów! (przepraszam za zawiłość zdania).

Doprawdy jestem tym zdziwiony i zastanawiam się czy naprawdę o powyższym nie wiedzieli, czy też próbowali kreować rzeczywistość poprzez fałszywe  informowanie Polków o ich preferencjach wyborczych? Przecież od 20 lat (i w sumie przez okres całego PRL-u) pracownie badawcze były socjologicznym ramieniem propagandy sukcesu rządzących (pomijam już fakt, że ojcem socjologii jako nauki był nie kto inny jak sławetny Karol Marks). Zresztą jak by jeszcze sięgnąć głębiej to tak naprawdę dla każdego ustroju totalitarnego i ludzi go tworzących "socjologia z elementami psychologii" to nic innego jak instrument manipulowania masami wykorzystujący wszystkie możliwości stadnego sterowania tłumami: to robili niemieccy hitlerowcy, komuniści... podobnie owe metody manipulacji wykorzystują różnego rodzaju fundamentaliści ideologiczni czy też religijni.

Oczywiście w miarę rozwoju metod badań statystycznych dopracowano się pewnych optymalnych modeli ich przeprowadzania (metodologii badawczej), które pozwoliły i pozwalają - zawsze z jakimś błędem - określić (oszacować) występowanie rzeczywistych masowych zjawisk (opinii) na podstawie poznania ich natury występującej  u cząstki tej "masy". Tak też powstała metoda reprezentacyjna polegająca na szacowaniu rzeczywistych parametrów na podstawie ich wartości określonej jedynie na pewnej próbie, którą zwie się losową tzw. reprezentatywną próbą populacji generalnej określonego badania (odnoszę się tu do badań socjologicznych zachowań osób fizycznych a nie prawnych).

Otóż cała "zagwozdka" wiarygodności wyników badań na próbie losowej, które mogą być szacunkami rzeczywistymi zachowań całej populacji generalnej określonego badania, polega w skrócie na odpowiednim doborze wielkości i struktury owej próby oraz na sposobie przeprowadzenia badania. Jej liczebność winna dawać wyniki z możliwe jak najmniejszym błędem standardowym lub średnim szacunku, zaś jej wewnętrzna struktura winna być zbliżona do rzeczywistego rozkładu danych wartości zmiennych w całej populacji generalnej danego badania (tu: dorosłych Polaków) – czyli np. strukturalnie w przybliżeniu powinna odpowiadać rozkładowi wartości takich zmiennych jak: wiek, płeć, miejsce zamieszkania czy też wykształcenie (odniesieniem są w tym przypadku dane ze spisów powszechnych GUS). Czy jakakolwiek "sondażownia" ujawniła kiedykolwiek strukturę wewnętrzną własnej próby losowej? Proponuję zapytać... mierne szanse na prawdziwą odpowiedź! Inną kwestią jest metoda przeprowadzenia badania, która implikuje bądź nie do nazwania jej metodą reprezentacyjną bądź niereprezentacyjną. Otóż - jak wielokrotnie już pisałem - żadne badanie metodą telefoniczną nie może być nigdy nazwane badaniem metodą reprezentacyjną lub też badaniem na próbie reprezentatywnej! Wynika to chociażby z faktu, że przez telefon np. mężczyzna może zacząć mówić sopranem udając kobietę, dziecko zniżyć głos udając mężczyznę, itd.... W samej swojej istocie wszelkie badania telefoniczne można a'priori wrzucić do "kibelka" i spuścić przynajmniej trzy razy wodę ze spłuczki... co by z tą wodą spłynęło łgarstwo, cynizm i fałszerstwo!

Stąd doprawdy wywołuje u mnie uśmiech (albo konsternację, albo... jakieś zamiksowane kompletnie odczucia) dzisiejszy ukłon w stronę Ryszarda Pieńkowskiego (wiceszefa PBS DGA - firmy, która popełniła największy błąd w sondażach), wyrażony słowem pisanym przez I. Janke w autorskim poście pt.: Evviva TVP i OBOP. Szef s24 cieszy się, że ów "badacz" przyznał się do błędu i podobno stwierdził: "Nasza firma nie będzie już sprawdzała preferencji politycznych przez telefon, to zawodne". Jeny! Gdybym to ja był interlokutorem Pan "badacza" to z jego deklaracji po prostu bym szyderczo zadrwił albo z uciechą wyszydził za hipokryzję (pamiętajmy, że DGA a tym samym PBS DGA to centrum afery "Misiak Gate" oraz, że sama sondażownia mocno związana jest z michnikoidami i im podobnymi).

Jako podsumowanie całej dyskusji na temat sondaży, uprawianej przez nie tzw.: inżynierii społecznej (socjotechniki, manipulacji, propagandy) oraz jej efektach w postaci wyborców PO oraz B. Komorowskiego, taki oto mój krótki wierszyk (napisany też w marcu tego roku):

"PR, słupki, wizerunek...
To wyznacza dziś kierunek!

Padnij, powstań to zabawa
Tylko PowerRed się nada!

Matma, hista to rzecz nowa
Czy da radę karta kredytowa?

Wizja, uśmiech, Słońce Peru
Tak to żyć fajnie bez PRL-u!

Uhm...

Słowa, gesty, obietnice...to komedia przecież tylko...
Każdy wie to dziś niezbicie... gra pozorów to jest życie!

A, że w głowach jakaś sieczka?
Nic to... najważniejsze, że śmieję się z Kiepskiego Ferdka!". (czytaj dzisiaj: Głosuję na Myśliwego Bronka!).

Pozdrawiam

P.S.

I na koniec jeszcze obszerny fragment mojego posta z lutego 2010 roku pt. Sondaże i badania opinii - gdzie leży prawda i dlaczego PO się boi?:

"W pewnych okresach - ściślej okołowyborowych - firmy zajmujące się badaniami marketingowymi i szerzej socjologicznymi (społecznymi) stają się najważniejszymi instytucjami w Polsce. Wyniki ich badań (vide: sondaży popularności) dla wszystkich polityków czy partii politycznych są wtedy źródłem podstawowej wiedzy, która niemal całkowicie implikuje ich zachowania i sposoby prezentacji medialnej siebie i swoich poglądów.

Dla niektórych nawet są przyczyną zmiany ich zachowań i burzą dotychczasowy ich system wartości, co oczywiście jest śmieszne i żenujące... ale powszechne.

Nie wnikając w szczegóły metodologiczne wpływające na prawidłowość wyników sondaży (...)  pragnę zwrócić uwagę na to, że każda firma badawcza publikująca sondaże bierze za ich wiarygodność odpowiedzialność.

To, czy metodologia badawcza jest zgodna ze sztuką nauki zwanej statystyką (z wykorzystaniem socjologii i psychologii) zależy tylko od etyki i kultury organizacjno-zawodowej danej firmy. Prowadząc sondaże (jak każde badania społeczne) istnieje wiele sposobów na manipulowanie ich wynikami: od właśnie metodologicznych (sposób doboru próby losowej badania i określenie jego próby generalnej; reprezentatywność bądź nie badania; sposób konstrukcji kwestionariusza i budowa samych pytań oraz kolejność ich zadawania; obróbka statystyczna uzyskanych wyników i inne), poprzez wpływ na odpowiedzi poglądów samej instytucji badawczej i jej pracowników/ankieterów aż do sposobu prezentacji wyników (nawet uzyskane i przetworzone poprawnie metodologicznie - w zależności od charakteru sposobu/celu jaki przyświeca publikacji - mogą być prezentowane manipulacyjnie).

Mam wrażenie/pewność, że wiele prezentowanych wyników sondaży jest właśnie wynikiem wykorzystania w/w metod manipulacji w ich przeprowadzaniu i publikowaniu. Oczywiście nie wszystkie.

I nie chcę być źle zrozumiany: jestem gorącym zwolennikiem uczciwych badań społecznych (marketingowch, socjologicznych). Sam kiedyś prowadziłem taką firmę. Przeprowadzałem m.in. badania oglądalności tv (jeszcze metodą dzienniczkową a nie przy pomocy telemetrii i np. urządzeń PPM*), marketingowe w szerokim zakresie ( jakościowe-focusowe i ilościowe-reprezentatywne). Szczególnie w działalności biznesowej wiarygodne i uczciwe badania marketingowe są niezbędne... w odniesieniu do różnych sfer i podejmowanych działań (np. w zakresie segmentacji rynku, wprowadzania nowych produktów, budowania strategii promocyjnych, kreowania popytu i oceny marki, itd.). Dla większości firm badawczych właśnie działalność dla biznesu i jego otocznia stanowi podstawowe źródło stałych, systematycznych dochodów. Dlatego dziwię się, że pozwalają sobie na utratę wiarygodności w przepadku wyborczych badań sondażowych. Poruszam tu tylko sprawę owej przyzwoitości i wiarygodności firm abstrahując od całej sfery politycznej i kwestii dotyczących Właścicieli owych firm (niestety wywodzących się często jeszcze z okolic dawnego PRL - temat podejmę przy innej okazji).

Chciałbym natomiast poinformować Was, że sondażownie przygotowują z reguły również tajne raporty badawcze dla ścisłego grona i "spin-doktorów" określonych partii czy polityków. Są to szczegółowe, oddające rzeczywistość i jej trendy, raporty wraz z analizą i wnioskami (...)"

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com

niedziela, 20 grudnia 2009

UWAGA! T. LIS... KOLEJNA PONIEDZIAŁKOWA MANIPULACJA!

Witam


Zbliża się poniedziałek... przedświąteczny... Ja już dziś ubrałem choinkę, ku radości mojej 6-letniej siostrzenicy.
Radości było co niemiara i obiecuję, że dla Was drodzy blogowicze we wtorek, ku również Waszej radości i także mojej satysfakcji, w godzinach porannych przedstawię szczegółową analizę spotkania Pana A. Olechowskiego z Tomaszem Lisem.
Ten ostatni, hiena dziennikarska III RP - a owszem - po spotkaniu z Wolskim-Jaruzelskim (które już zdążyłem opisać ze szczegółami socjotechnicznymi) zaprosił do swojego programu nie kogo innego, jak hienę PRL-owskich, antypolskich służb specjalnych...A. Olechowskiego, który w programie ma ogłosić, czy będzie kandydował na urząd Prezydenta RP (sic!).

Scenariusz Chłopców jest realizowany konsekwentnie (zapraszam na mój blog i stronę internetową w bloggerze - sorry za autopromocję!).
Postaram się zdezawuować zarówno T. Lisa, jak i A. Olechowskiego (Bildenberga i nie - Polaka... ku rozpaczy Lemingów). I to nie dlatego, że ich pieniacko nienawidzę i zieję złością, ale dlatego, ze działają (obydwoje) na skodę Polski i jej Obywateli, czyli Nas.
Jakże bym się cieszył, gdybym się pomylił (byłbym gotowy całować stopy i Lisowi i Olechowskiemu), ale znając scenariusz (i pytania!) owej, dopiero poniedziałkowej rozmowy, jestem zdegustowany i przerażony.
POLACY! (mówię to i do siebie) NIE DAJCIE SIĘ zmanipulować!

Pozdrawiam

P.S. W odpowiedzi na wiele pytań internautów pragnę jedynie powiedzieć, że dla mnie każde zwierzątko jest śliczne, nawet hiena, szczur czy lis... tak więc przypisywanie przeze mnie cech zwierzęcych ludziom jest (z mojego punktu widzenia) nigdy nie jest pejoratywne a tylko dla nich korzystne. I tak też proszę traktować użytą przeze mnie nazwę zwierzątka: "hiena", tym bardziej przed Wigilią, gdzie wszystkie nasze wspaniałe zwierzątka mówią ponoć ludzkim głosem.

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD...

niedziela, 6 grudnia 2009

BOŻEK NASZYCH CZASÓW - PRZEKAZ MEDIALNY (1)

Witam

Dziś  nasza rzeczywistość to niewątpliwie czas przekazu medialnego.

Szeroko - w sensie źródła jak i sposobu przekazu - rozumiane media/zjawiska ( TV, Radio, Internet, Kino, Prasa, Film, Seriale, Imprezy masowe, Demonstracje, Zebrania modlitewne, Reklama, PR, Publicity, etc.) w sensie werbalnego i pozawerbalnego oddziaływania na zwykłego człowieka stały się już nie czwartą, ale pierwszą władzą. I to władzą potężną. Są już nie tylko źródłem informacji o otaczającym nas świecie, nie tylko przekazują wiedzę, dostarczają rozrywki oraz innych wartości, ale stały się KREATOREM zbiorowych zachowań i określonych sposobów myślenia oraz stylów życia jednostek i ich grup.  Niczym „bóg” są zarówno „panem” stworzenia, jak i  „panem” unicestwienia większości wszelkich osób, rzeczy, zjawisk i zdarzeń.

Ogromne znaczenie przekazu medialnego nie jest niczym nowym. Od początków rozwoju ludzkości przekaz medialny (w rożnej formie) jest jej nieodłącznym elementem. Obok mowy bezpośredniej jest  podstawowym, zbiorowym komunikatorem pomiędzy ludźmi, ich zbiorowiskami, organizacjami oraz kastami (rządzący – poddani). Przykładem mogą być starożytne Igrzyska czy tenże teatr.

Niemniej dopiero wiek XX i czas obecny jest dla przekazu medialnego okresem wcześniej niespotykanej świetności i rozwoju.  Nie analizując szczegółowo, intuicyjnie możemy powiedzieć, że stało się to możliwe dzięki postępowi techniczno-technologicznemu, którego efektem jest powstanie globalnego społeczeństwa informacyjnego (również nie wnikając w szczegółowe dywagacje na temat określonego jego znaczenia).  

Daje to właścicielom i dysponentom owych mediów wprost nieograniczone możliwości władania nad innymi. Daje władzę niemalże absolutną. Przekaz medialny  jest bowiem  najefektywniejszym instrumentem nie tylko zdobycia i utrzymania władzy politycznej, ale i materialnej oraz duchowej (emocjonalnej) nad człowiekiem. Przekaz ten decyduje też o tym jak postrzegamy świat  i co oraz w jaki sposób się o nim dowiadujemy. Jak go de facto interpretujemy.

Łatwo możemy zauważyć, że tak pojmowany przekaz medialny jest wprost wymarzonym instrumentem manipulowania tymże człowiekiem oraz jego myśleniem, zachowaniem, doborem oraz hierarchią realizowanych w życiu wartości . Stąd tak ważnym jest różnorodność jego źródeł i wielość sposobów jego artykulacji, czyli - w ogromnym skrócie – Wolność, Odpowiedzialność, Rzetelność i Niezależność Mediów (przekazu medialnego).   Czy w sensie idealnego modelu możliwe jest takowe we współczesnym świecie? Nie będę odkrywczy jeżeli powiem, że NIE!.

Ale każdy z nas indywidualnie oraz zbiorowo winien mieć możliwość i umiejętność krytycznego spojrzenia na istotę przekazu medialnego. Powinien dostrzegać jego prawdziwy charakter, ale też sytuację, w której przekaz medialny jest nośnikiem obłudy, fałszu, kłamstwa lub zawoalowanego nacisku socjotechniczno-propagandowego. A jeżeli tego nie potrafi to za niego winny to czynić np. instytucje państwowe (w tym media publiczne) lub niezależni dziennikarze.

Niniejszym tekstem chciałbym zainicjować cykl moich notek na temat niektórych form przekazów medialnych i ich wpływu na nasze życie. Oczywiście będą to tylko pewne moje luźne spostrzeżeni i analizy, wynikające z moich subiektywnych poglądów i wyznawanych wartość. Może dla niektórych będą odkrywcze,  a dla innych inspirujące i uwrażliwiające ich percepcję rzeczywistości.

Dziś skrótowo seriale.

Obecny czas to niesamowity rozwój tego gatunku przekazu medialnego. Trudno wskazać dlaczego i kiedy to się zaczęło, ale jest to proces długotrwały, płynny i sądzę, że będzie ich coraz więcej i będą oglądane przez coraz szersze grono odbiorców.  Dotyczy to nie tylko Polski, ale całego świata. Seriale produkowane są wszędzie i to niemal  hurtowo. Następuje sprzężenie zwrotne: widzowie chcą seriali, więc są one im dostarczane w coraz bardziej różnych formach i stylach. A im jest ich więcej tym więcej oczekują widzowie. A im szersza tzw. oglądalność tym większe wpływy i dochód stacji telewizyjnych oraz medialnych firm producenckich (reklama).

Ograniczając się do rynku polskiego (i tylko o nim będę o pisał). Każdy polskojęzyczny kanał (niezależnie czy publiczny, czy prywatny) ma swojej ofercie wiele różnych seriali. Publikowane są ich rankingi a aktorzy (bez względu na ich umiejętności) stają się ulubieńcami widzów, celebrytami, gwiazdami. Są seriale rekordziści pod względem czasu trwania i liczebności widzów. Każdy z nich adresowany jest do określonej grupy docelowej, która w sumie sprowadza się tak naprawdę do jednej: jak najszerszej widowni w wieku 16-49 lat. Nie jest moim celem szczegółowe analizowanie ani wartości ani oglądalności seriali. Powiem tylko tyle. Opowiadają (poza serialami kryminalno-detektywistycznymi) najczęściej o życiu codziennym bohaterów, z przeważającym motywem przewodnim (centralnym) jakim jest  miłość w różnych konfiguracjach i różnych skutkach. Przeciętny widz to osoba ze średnim, zawodowym lub podstawowym wykształceniem, mieszkająca na wsi albo w małym lub średnim mieście. Potencjalnie więc jest to większość społeczeństwa polskiego i ten fakt jest w tej chwili najistotniejszy.

Polska rzeczywistość jest przerażająco szara. Poza wielkimi ośrodkami miejskimi telewizja oraz – raczkujący – Internet to jedyne źródło rozrywki i informacji.  Tam nie ma Klubów, Kin, Teatrów i innych miejsc absorbujących wolny czas. Zostaje miejscowy pub i telewizja… a w niej ulubiony serial i losy ulubionych aktorów.

Milionowi odbiorcy (oglądacze) seriali to wprost wymarzona liczebnie grupa docelowa. Zarówno dla firm (reklama produktów i usług) ale też jako adresat promocji lub kreacji wszelkiego rodzaju idei, wartości, sposobów zachowań czy wręcz nawet stylów życia.

I wszystko byłoby fajnie, gdyby promocja owych stylów i zachowań miała charakter i cel nadrzędny: dobro indywidualne człowieka lub grupy osób. Gdyby realizowała np. cele edukacyjne w sferze sposobów i metod funkcjonowania demokratycznego państwa czy tez wskazywała najlepsze i najskuteczniejsze sposoby realizacji różnych praw i obowiązków a także potrzeb Polaków.  Wszystko byłoby idealne i dopuszczalne, gdyby seriale niosły za sobą pochwałę wartości ogólnoludzkich i demokratycznych nie przekraczając jednocześnie podstawowych zasad zawartych w nadrzędnym akcie prawnym naszego Państwa jakim jest Konstytucja RP. Ale żeby nie być posądzonym o patetyczność wystarcz żeby ich celem było dobro człowieka i przyzwoitość intencji.

Ale czy tak jest?. Czy promowane w serialach wartości i sposoby życia są dla nas najlepsze?. Budują naszą tożsamość i poczcie wspólnoty? Przyczyniają się do lepszego i szerszego poznania świata oraz mechanizmów nim rządzących?

Nie chcę tymi pytaniami określać roli seriali jako źródła edukacji i wychowania Polaków. Seriale ze swojej natury mają być lekkie i przyjemne. I niech nawet obracają się wokół miłości. Wszak jest ona immanentną emocją towarzyszącą człowiekowi od zawsze. Niech obracają się wokół spraw codziennych, zwykłych, prostych i ludzkich.

Nie można jednak zapomnieć, że dla większości Polaków to niestety jedyne źródło, jeżeli nie wiedzy, to na pewno codziennej rozrywki.

I trzeba protestować lub przynajmniej być uczulonym, gdy stają się one ukrytą formą manipulacji i propagandy socjotechnicznej mającej na celu zbudowanie czy wykreowanie postaw oraz zdarzeń w konsekwencji dla mnie (nas-Polaków) niekorzystnych. Protestuję, gdy odpowiedni przekaz medialny ma na celu wytworzenie u mnie niekorzystnego dla mnie sytemu wartości i sposobu życia!  Protestuję, gdy stają się one formą indoktrynacji promując tylko jeden styl i sposób funkcjonowania jednostk i społeczeństw.

Przykłady? Tylko dwa (seriali z natury nie oglądam, ale zwrócono mi na poniższe szczególną uwagę).

Pierwszym było np. nachalne ośmieszanie lustracji w serialu Plebania. Swego czasu, przez kilka odcinków był to jeden z głównych wątków jednego z bohaterów (notabene tzw. współpracy ze służbami dopuścił się w nim aktor, który miał takowe zarzuty w rzeczywistości – przypadek?). I wszystko byłoby do przyjęcia, gdyby temat ten potraktowany został uczciwie. Ale niestety ostateczna wymowa tego wątku była tylko pejoratywna dla lustracji: ostatecznie jej wynikiem miało być więcej szkód niż korzyści. Więc lepiej – wedle prawdopodobnych zamierzeń scenarzystów serialu - temat zamknąć niż wypuszczać demony przeszłości, mogące skrzywdzić wielu dzisiaj żyjących ludzi.  Uważam, że taki sposób jednostronnego przedstawienia problemu lustracji  był niedopuszczalny, tym bardziej w telewizji publicznej.

Drugim to wprost bezpośrednie wyszydzanie ruchów patriotycznych i usprawiedliwianie niemieckich roszczeń majątkowych w polsatowskim serialu Pierwsza Miłość. Od jakiegoś czasu znalazł się tam wątek konieczności oddania (zwrotu?) kamienicy niemieckim właścicielom we Wrocławiu. Pomijam, że z szyderstwem pokazano tam grupkę protestujących przed zwrotem tej kamienicy Polaków nazywając ich nacjonalistami (zresztą to też uważam za niedopuszczalne). Istotniejszym jest propagandowy wydźwięk zakończenia sporu: jako wprost niesamowity sukces przedstawiono tam fakt, że mieszkańcy kamienicy szczęśliwie uzyskali kredyt na spłacenie niemieckiego właściciela. Oczywistym jest dla mnie cel umieszczenia tego wątku w serialu. W zawoalowany sposób ma rozstrzygać kwestie własnościowe na Ziemiach Odzyskanych. Nie chcę tutaj rozstrzygać zasadności samych roszczeń, ale sprawa jest na tyle delikatna politycznie i historycznie, że nie powinna być w tak jednostronny sposób przedstawiana w serialu adresowanym do milionów i powstającym nomen omen w tymże Wrocławiu (pomijam tu kwestie odszkodowawcze oraz zadośćuczyniające Polakom fakt II Wojny Światowej, czy też jak np.jak taki wątek np. oddania Polakom ziem wschodnich odebrany byłby np. przez Litwinów na Litwie i to w litewskim serialu).

Innym i to chyba ogólnym trendem rzeczywistości serialowej jest oczywistość i niezaprzeczalność, wręcz stworzenie paradygmatu z nieuchronności rozwoju Polski w Unii Europejskiej. O tym fakcie mówi się tylko i wyłącznie jako o pozytywie wskazując nieuchronność dziejową.

Oczywiście nie chcę demonizować istotności wpływu tego typu przekazów na zbiorowe myślenie oraz postrzeganie przez Polków rzeczywistości. Wskazuję tylko na pewne zdarzenia, które dla niektórych mogą być niepokojące lub co najmniej zastawiające.  

Ku zastanowieniu.

Pozdrawiam

(ciekawe zapewne będą kolejne posty dotyczące choćby informacji, jej doboru i sposobu przekazywania… ale o tym sukcesywnie, na ile czas pozwoli).